Category: Home

  • Potwierdzają się doniesienia o Świątek. Sabalenka niespodziewanie wypaliła po meczu Igi

    Potwierdzają się doniesienia o Świątek. Sabalenka niespodziewanie wypaliła po meczu Igi

    Potwierdzają się doniesienia o Świątek. Sabalenka niespodziewanie wypaliła po meczu Igi

    Aryna Sabalenka zdaje się unikać publicznych wypowiedzi oceniających potyczki rywalek z Igą Świątek na czele. Tym większą niespodzianką może być jej komentarz odnoszący się do pojedynku Polki z Alexandrą Ealą. Okazuje się, że Białorusinka mecz obejrzała i wyciągnęła wnioski, którymi nagle dzieli się z dziennikarzami. Wszem wobec potwierdza to, co widać było na korcie.

     

    Na wstępie turnieju w Madrycie Iga Świątek wzięła rewanż na Alexandrze Eali i pomściła swoją sensacyjną porażkę z ćwierćfinału Miami Open w marcu (wówczas Filipinka wygrała 6:2, 7:5 i wyeliminowała wiceliderkę rankingu WTA z dalszej gry). Teraz, na hiszpańskim korcie, Polka zwyciężyła w trzysetowym pojedynku 4:6, 6:4, 6:2. Po wszystkim udzieliła komentarza, w którym przybliżyła swoje odczucia.

     

    Cieszę się, że byłam po prostu cierpliwa. Jestem pewna, że mój top spin będzie tutaj działał. Czuję, że ten kort jest dość szybki, z pewnością nie gra się tu tak, jak na klasycznej mączce. Muszę być bardzo mądra taktycznie

     

    ~ przekazała.

     

    Po starciu z Ealą Iga wróciła na kort, by przez pół godziny trochę potrenować. Na konferencji prasowej wyjaśniła dziennikarzom, dlaczego nie chciała czekać ani minuty dłużej i postanowiła poćwiczyć jeszcze na gorąco, właściwie bez odpoczynku po zwycięskim starciu. “Po prostu poczułam, że muszę popracować nad kilkoma rzeczami i najlepiej zrobić to zaraz po, żeby ciało zapamiętało właściwy ruch. Popracowaliśmy przez 30 minut na korcie. Dobrze, że miałam możliwość to zrobić” – tłumaczyła.

     

    Mimo że ten mecz jest już historią, jego temat wciąż istnieje w dyskusjach medialnych. Dość niespodziewanie nawiązuje do niego Aryna Sabalenka.

     

    Sabalenka zobaczyła mecz Świątek. Ma jedno do powiedzenia

     

    Oficjalny serwis WTA cytuje wypowiedź Sabalenki, w której liderka rankingu WTA dość szczegółowo przeanalizowała dyspozycję Świątek w meczu z Ealą. “To był świetny pojedynek. Szczerze mówiąc, myślę, że Iga nie zaczęła zbyt dobrze, miała spore braki. Ale potem grała spokojnie i zaczęła radzić sobie znacznie lepiej, wywierała dużą presję na Eali, i wygrała. Dobry powrót Igi po naprawdę trudnym początku” – oceniła.

     

    Przyznała również, że – jeśli tak potoczą się losy turnieju – mogłaby zagrać ze Świątek w finale. “Do finału jeszcze daleko, ale oczywiście chciałabym jeszcze raz zmierzyć się w nim z Igą. To zawsze ekscytujące i myślę, że dostarcza kibicom naprawdę wielu emocji” – rzuciła.

     

    W zeszłym roku to właśnie między Igą a Aryną rozstrzygały się losy zawodów w Madrycie. Ostatecznie górą była Polka, która wygrała 7:5, 4:6, 7:6(7). Rok wcześniej – w takiej samej personalnej konfiguracji – zwyciężyła Białorusinka, która odprawiła Świątek z kortu z wynikiem 6:3, 3:6, 6:3.

     

    Mutua Madrid Open potrwa do 4 maja. Później nastąpi aktualizacja rankingu WTA. Niezależnie od wyniku, Iga Świątek na pewno nie wskoczy na pierwsze miejsce w notowaniu. Jej strata do Aryny Sabalenki jest duża i na ten moment wynosi 3385 punktów. Polka musi też oglądać się za siebie, ponieważ zbliżają się do niej niżej notowane rywalki: Jessica Pegula (6208 pkt) i Coco Gauff (6073 pkt). Wyniki z Hiszpanii mogą okazać się tu przełomowe i decydujące.

     

  • Godziny oczekiwania i jest! Pilny komunikat ws. meczu Świątek w Madrycie

    Godziny oczekiwania i jest! Pilny komunikat ws. meczu Świątek w Madrycie

    Godziny oczekiwania i jest! Pilny komunikat ws. meczu Świątek w Madrycie

    Iga Świątek w czwartej rundzie turnieju na kortach ziemnych w Madrycie trafiła na Dianę Sznajder. Poniedziałkowe spotkanie obu zawodniczek nieustannie było przesuwane z powodu awarii prądu. Ostatecznie po kilku godzinach bez gry organizatorzy ogłosili finalną decyzję.

     

    Iga Świątek (2. WTA) po pokonaniu Alexandry Eali (72.) oraz Lindy Noskovej (31.) awansowała do czwartej rundy turnieju WTA 1000 w Madrycie. Tam ma zagrać z Dianą Sznajder (13.), lecz przed meczem pojawiły się nieoczekiwane komplikacje.

     

    Iga Świątek nie zagrała z Dianą Sznajder. Organizatorzy zdecydowali ws. meczu Polki w Madrycie

     

    Tenisistki miały wyjść na kort centralny im. Manolo Santany w poniedziałek ok. godz. 13, po spotkaniu Grigora Dimitrowa (16. ATP) z Jacobem Fearnleyem (68.). Ale przy stanie 6:4, 5:4 dla Bułgara gra została przerwana, a to z powodu awarii prądu, która objęła całą Hiszpanię i częściowo Francję oraz Portugalię.

     

    Organizatorzy nieustannie przesuwali godzinę wznowienia rywalizacji, mniej więcej do godz. 16:00. Aż w końcu doszło do odwołania spotkania pomiędzy Świątek a Sznajder. “Z przyczyn niezależnych od organizacji i w celu zagwarantowania ogólnego bezpieczeństwa, ogólnokrajowa przerwa w dostawie prądu w Hiszpanii wymusiła odwołanie zarówno dziennych, jak i wieczornych sesji Mutua Madrid Open” – czytamy w komunikacie organizatorów.

     

    Mecz Iga Świątek – Diana Sznajder w Madrycie odwołany

     

    Po spotkaniu Igi Świątek na korcie centralnym miały odbyć się jeszcze trzy inne: Aryny Sabalenki (1.) z Peyton Stearns (44.), Stefanosa Tsitsipasa (18. ATP) z Lorenzo Musettim (11.) oraz Eliny Switoliny (17.) z Marią Sakkari (82.). Te mecze zostały przeniesione na wtorek. Należy więc poczekać na plan gier na kolejny dzień turnieju WTA 1000 w Madrycie.

     

    Przypomnijmy, że Iga Świątek broni tytułu na madryckich kortach ziemnych. W zeszłorocznym finale pokonała 7:5, 4:6, 7:6(7) Arynę Sabalenkę.

     

  • Iga Świątek zagra z Rosjanką o ćwierćfinał w Madrycie. Wiemy, kiedy wyjdą na kort

    Iga Świątek zagra z Rosjanką o ćwierćfinał w Madrycie. Wiemy, kiedy wyjdą na kort

    Iga Świątek zagra z Rosjanką o ćwierćfinał w Madrycie. Wiemy, kiedy wyjdą na kort

    Iga Świątek w poniedziałek pojawi się na korcie centralnym im. Manolo Santany w Madrycie, by zagrać mecz czwartej rundy turnieju WTA 1000. O awans do ćwierćfinału z Polką powalczy Rosjanka Diana Sznajder. Wiadomo już, o której godzinie mniej-więcej można spodziewać się rozpoczęcia tego spotkania. Organizatorzy przedstawili harmonogram gier na 28 kwietnia. Raszynianka wyjdzie na kort po Dimitrovie i Fearnleyu.

     

    Piątek 28 kwietnia jest dniem meczowym Igi Świątek. Nasza rodaczka wystąpi wtedy w 1/8 finału Madrid Open, a jej rywalką będzie Diana Sznajder. Raszynianka na “dzień dobry” w stolicy Hiszpanii w czwartek pokonała Alexandrę Ealę (4:6, 6:4, 6:2), a w sobotę Lindę Noskovą (6:4, 6:2). Jak widać, pierwszy set przeciwko Filipince mógł niepokoić, ale kolejne cztery pewnie wlały nieco optymizmu w serca kibiców. Przypomnijmy, że 23-latka broni tytułu, w zeszłym roku w emocjonującym finale pokonała Arynę Sabalenkę.

     

    Wydaje się, że Rosjanka również nabiera wiatru w żagle. W poprzednim spotkaniu wyeliminowała Anastasiję Sevastovą 6:0, 6:0 w zaledwie trzy kwadranse. Jak dotąd w tej imprezie straciła tylko 3 gemy. Obecnie zajmuje 13. miejsce w rankingu WTA.

     

    Kiedy mecz Igi Świątek z Dianą Sznajder? Madryccy organizatorzy ogłosili plan

     

    Polscy kibice z niecierpliwością wyczekiwali planu gier na piątek, aby dowiedzieć się, o której Świątek wyjdzie na kort. Nie powtórzyła się dość niespodziewana sytuacja z soboty, kiedy to ustawiono ją w sesji wieczornej. Jej starcie z Rosjanką będzie drugim tego dnia na korcie centralnym im. Manolo Santany. Rozpocznie się nie wcześniej niż o 13:00. Dokładna godzina będzie zależała od długości konfrontacji Bułgara Grigora Dimitrowa z Brytyjczykiem Jacobem Fearnleyem.

     

    Historia bezpośrednich starć Świątek i Sznajder jest pusta. W poniedziałek napiszą jej pierwszy “rozdział”. Stawką ćwierćfinał “tysięcznika” w Madrycie. Relacja tekstowa na żywo z meczu będzie dostępnaw Interii.

     

  • Poważny problem w Hiszpanii i to tuż przed meczem Świątek. Mecz Polki opóźniony

    Poważny problem w Hiszpanii i to tuż przed meczem Świątek. Mecz Polki opóźniony

    Poważny problem w Hiszpanii i to tuż przed meczem Świątek. Mecz Polki opóźniony

    28 kwietnia to kolejny dzień tenisowych zmagań w Madrycie. Poniedziałkowe starcia przyniosły wiele interesujących zestawień w tym jedno, na które najbardziej czekają polscy kibice – Igi Świątek z Dianą Sznajder. Prawdopodobnie na mecz tych pań przyjdzie jednak poczekać nieco dłużej niż pierwotnie zakładano, a to przez… awarię prądu, która nawiedziła Hiszpanię w samym środku rywalizacji w Madrycie. Z jej powodu przerwany został między innymi mecz, po którym na kort miała wejść Iga Świątek.

     

    Końcówka kwietnia to czas, w którym fani tenisa zasiadają przed odbiornikami, aby móc podziwiać kulminacyjne momenty zmagań najlepszych zawodników w ramach tegorocznej edycji turniejów ATP oraz WTA Madryt. W rywalizacji kobiet pozostało już tylko kilka czołowych zawodniczek, które zaciekle walczą o każdego gema, przybliżającego do końcowego sukcesu.

     

    W ramach 1/8 finału mogliśmy już podziwiać pojedynki m.in.: Coco Gauff oraz Mirry Andriejewy, które dzięki zwycięstwom zapewniły sobie awans do czołowej ósemki hiszpańskiego turnieju. To również dzień kluczowy dla Igi Świątek, bowiem ramach 1/16 finału zagra ona mecz z Dianą Sznajder. To kolejny sprawdzian dla raszynianki, której póki co hiszpańskie korty sprzyjają. Warto przypomnieć, że 23-letnia tenisistka występuje w Madrycie w roli obrończyni tytułu z ubiegłorocznej edycji wydarzenia.

     

    Awaria prądu na Półwyspie Iberyjskim. Madryckie korty sparaliżowane. Mecz Świątek opóźniony

     

    Podczas spotkania Grigorija Dimitrowa z Jacobem Fearnleyem, czyli meczu poprzedzającym starci Igi Świątek, doszło do niecodziennej sytuacji. W kluczowej fazie 2 seta przy wyniku 5:4 dla bułgarskiego tenisisty na madryckim obiekcie… zabrakło prądu. To samo wydarzyło się między innymi podczas równolegle rozgrywanego meczu Damira Dzumhura z Matteo Arnaldim.

     

    Okazuje się jednak, że to nie jednostkowe przypadki. Z doniesień medialnych wynika bowiem, że przerwy w dostawie prądu obowiązują w obrębie całego kraju, a nawet i w sąsiedniej Portugalii. Tak poważny problem spowodować może ogromne opóźnienia w dzisiejszym harmonogramie turnieju WTA oraz ATP Madryt. Niektóre mecze zostały co prawda dograne, jednak w przypadku starcia Bułgara z Anglikiem poważną przeszkodę stanowi kamera, która utrudnia tenisistom dokończenie spotkania.

     

    Oznacza to, że starcie Igi Świątek z Dianą Sznajder, które rozegrane miało być po zakończeniu wspomnianego meczu, również nie odbędzie się zgodnie z pierwotnymi założeniami, a jego nowa godzina jest póki co ciężka do oszacowania. Wszystko zależy bowiem od ponownego przywrócenia prądu na madryckie korty. Z najnowszych komunikatów wynika, że wznowienie rozgrywek na pewno nie nastąpi przed godziną 15:30.

     

  • ‎Wyciekły kulisy sprzed meczu Świątek. Doszło do spotkania rywalek w szatni

    ‎Wyciekły kulisy sprzed meczu Świątek. Doszło do spotkania rywalek w szatni

    ‎Wyciekły kulisy sprzed meczu Świątek. Doszło do spotkania rywalek w szatni

    ‎Nie przed godz. 13, czyli po zakończeniu starcia Grigora Dimitrowa z Jacobem Fearnleyem na stadionie Manolo Santany dojdzie do pojedynku Igi Świątek z Dianą Sznajder, stawką będzie ćwierćfinał Mutua Madrid Open. Leworęczna Rosjanka nigdy dotąd z Polką nie grała, ale jeszcze w niedzielę dzieliła szatnię z tenisistką, która w ostatnim czasie dwukrotnie Igę ograła. Chodzi oczywiście o Mirrę Andriejewą, która w rozmowie z rosyjskimi mediami nie ukrywała, że udzieliła już rad jednej młodszej zawodniczce, jak grać ze Świątek. A później doszło do sensacji.

    ‎Iga Świątek jest jedną z faworytek do triumfu w Madrycie, broni tam przecież tytułu wywalczonego 12 miesięcy temu. I choć sobotni mecz Polki z Lindą Noskovą wyglądał dużo lepiej niż poprzednie, wciąż kibice nad Wisłą są trochę niespokojni o niespełna 24-letnią zawodniczkę. Iga nie wygrała bowiem turnieju od ponad 10 miesięcy, w rankingu WTA powiększa się przewaga Aryny Sabalenki. Teraz nadszedł jednak czas, w którym zwykle radzi sobie najlepiej – czyli rywalizacji na mączce.

    ‎Nie da się ukryć, że droga w Madrycie jest dość pofałdowana. W poniedziałek Świątek zagra z Dianą Sznajder, później rywalką może być Madison Keys, w półfinale Mirra Andriejewa lub Coco Gauff, a w finale zapewne Sabalenka.

    ‎Najpierw trzeba jednak pokonać 21-letnią Sznajder, z którą Polka się jeszcze nie mierzyła. Zawodniczkę leworęczną, ofensywną, która może też liczyć na zaskakujące wsparcie.

    ‎WTA Madryt. Iga Świątek kontra Diana Sznajder, stawką ćwierćfinał. Mecz w poniedziałek

    ‎Sznajder bowiem od zeszłorocznych igrzysk olimpijskich często łączy siły z młodszą rodaczką, czyli Mirrą Andriejewą. Jeszcze 17-latką, ale już we wtorek młodsza z sióstr Andriejewych stanie się pełnoletnia. Obie wspólnie zdobyły srebro olimpijskie, wygrały kilka prestiżowych turniejów, niedawno cieszyły się ze zwycięstwa w Miami. W Madrycie tego celu nie osiągną, w niedzielę dość niespodziewanie przegrały z duetem Batriz Haddad Maia/Laura Siegemund, choć pierwszego seta wygrały 6:0.

    ‎I tu istotna rzecz: Andriejewa jest jedną z czterech młodszych od Świątek zawodniczek, które pokonały ją w turniejach WTA w całej zawodowej karierze. Jako pierwsza dokonała tego Coco Gauff, w sumie wygrała już z Igą trzy mecze. Później była w Melbourne Linda Noskova, a następnie właśnie 17-letnia Rosjanka, wygrała najpierw w Dosze, a następnie w Indian Wells. W Miami sensację zaś sprawiła Alexandra Eala.

    ‎Rosyjscy dziennikarze zapytali w weekend o tę ostatnią właśnie Mirrę Andriejewą. Filipinka grała bowiem z Rosjanką, wtedy 15-letnią, w ćwierćfinale juniorskiego US Open w 2022 roku, Eala wygrała wtedy 6:4, 6:0. A później triumfowała w całym turnieju, na kilka godzin przed… tytułem dla Świątek. Tym zawodowym, jedynym Polki w Nowym Jorku.

    ‎- Pogadałyśmy trochę w Miami w szatni, przed jej meczem z Igą Świątek. Ona mnie zapytała: Jak ci się udało wygrać z nią dwa razy z rzędu? Więc o tym porozmawiałyśmy. Nie wiem, czy udało mi się pomóc, ale starałam się przynajmniej zwrócić uwagę na kilka elementów, coś doradzić. Rozmowa zajęła nam pięć minut – odpowiedziała nastolatka z Krasnojarska, cytowana przez “Championat”.

    ‎A później Eala sensacyjnie pozbawiła Świątek półfinału, wygrała z nią 6:2, 7:5. Do rewanżu doszło kilka dni temu w Madrycie, lepsza była Iga, ale po trzysetowej batalii.

    ‎Na podobne rady, zapewne bardziej szczegółowe, może też liczyć Sznajder. Z nią Andriejewa rozmawia znacznie częściej i dłużej niż z Ealą. A czy w ogóle będzie miało jakiekolwiek znaczenie, przekonamy się zapewne już w okolicach godz. 15.

  • Hiszpański dziennikarz nie wytrzymał. Oto jak zadrwił ze Szczęsnego

    Hiszpański dziennikarz nie wytrzymał. Oto jak zadrwił ze Szczęsnego

    Hiszpański dziennikarz nie wytrzymał. Oto jak zadrwił ze Szczęsnego

     

    Hiszpański dziennikarz Fernando Polo w programie Mundo Deportivo zażartował na temat zachowania Wojciecha Szczęsnego podczas fety FC Barcelony po zdobyciu w sobotę Pucharu Króla.

     

    “121. minuta, ostatni zryw Realu Madryt, akcja lewą stroną, zagranie z głębi pola za plecy obrońców Barcelony, prosto do rozpędzonego Mbappe. Szczęsny wybiega przed pole karne, pierwszy dopada do piłki i wybija ją w trybuny. W kluczowym momencie zadziałało to, co polski bramkarz w bólach wypracowywał, gdy na początku roku wskakiwał do bramki Barcelony. Gra z tak wysoko ustawionymi obrońcami i konieczność wychodzenia daleko przed bramkę w pierwszych meczach sprawiały mu problemy, a Barcelona płaciła za to czerwonymi kartkami, kraksami, karnymi i traconymi golami. Dość powiedzieć, że ostatnie takie spotkanie Szczęsnego z Mbappe w finale Superpucharu skończyło się faulem Polaka i osłabieniem Barcelony. Ale Flick wtedy nie marudził. Od początku wliczał te błędy w koszty i przygotowywał Szczęsnego na najważniejsze mecze. W sobotę kilkukrotnie mógł pomyśleć: było warto” – pisał Dawid Szymczak, dziennikarz Sport.pl o występie Szczęsnego w sobotnim finale Pucharu Króla.

     

    Dziennikarz żartował z zachowania Wojciecha Szczęsnego podczas fety

    Po spotkaniu w szatni FC Barcelony zapanowała oczywiście wielka radość. Również na temat fety debatowali w programie Mundo Deportivo dziennikarze Fernando Polo i Joan Poqui, który prowadziła Laura Aparicio.

     

    – Ktoś też wypił wczoraj wieczorem kilka drinków. W końcu Barcelona zdobyła już 32. Puchar Króla. Hansi Flick powiedział, że pozwolił świętować piłkarzom, ale mają na to tylko w jeden dzień – mówiła Laura Aparicio.

     

    Nagle wtrącił się Fernando Polo. Zdradził on, co podczas świętowania robił były reprezentant Polski – Wojciech Szczęsny. Mianowicie – grał na fortepianie. Dziennikarz zasugerował też, że Polak palił papierosy.

     

    – A tak na marginesie, Szczęsny grał na pianinie podczas świętowania. O tak, był zaskakującym wirtuozem fortepianu. Taki ma wielki talent! Cóż, pomyślałem i nadal wierzę, że z pianina wydobywał się jakiś dym – powiedział z uśmiechem Polo, rozbawiając prowadzącą.

     

    O graniu Szczęsnego na fortepianie pisało też Mundo Deportivo. “Polak sam dał popis swoich umiejętności. – Tym, który wniósł najbardziej zaskakujący akcent na poziomie muzycznym, był ‘Tek’ Szczęsny. Po tym, jak zadecydował o wyniku meczu dzięki kilku imponującym obronom, Polak zaprezentował wirtuozerię gry na fortepianie, wzbudzając podziw wśród obecnych” – można było przeczytać.

     

    O tym, że Szczęsny potrafi grać na fortepianie, Hiszpanie wiedzieli już od jakiegoś czasu. W październiku zeszłego roku rozpisywało się o tym “Mundo Deportivo” i nazwało nawet jego “ukrytym hobby”. – To duże nadużycie, że dobrze gram na pianinie. Ale przywiozę je do Barcelony – mówił wówczas Szczęsny. Innym razem wyznał, że trochę wstydzi się występować publicznie. – Jestem nieśmiały, jeśli o to chodzi. To moje hobby. Lubię to robić w prywatności – mówił – pisał Błażej Winter ze Sport.pl.

     

    Wojciech Szczęsny w tym sezonie zagrał w 26 spotkaniach, wpuścił 26 bramek i 13 razy zachował czyste konto.

     

    FC Barcelona jest liderem La Ligi. Ma 72 punkty, cztery więcej od wicelidera i obrońcy trofeum – Realu Madryt.

     

    Drużyna Hansiego Flicka w środę, 30 kwietnia (godz. 21) zagra w pierwszym meczu półfinałowym Ligi Mistrzów z Interem Mediolan. W sobotę, 3 maja (godz. 21) wróci do La Ligi i zmierzy się na wyjeździe z ostatnim zespołem rozgrywek – Realem Valladolid. Relacja na żywo z obu spotkań na Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

  • Tego kamery nie pokazały. Oto co zrobił Szczęsny po golu Kounde. Hit

    Tego kamery nie pokazały. Oto co zrobił Szczęsny po golu Kounde. Hit

    Tego kamery nie pokazały. Oto co zrobił Szczęsny po golu Kounde. Hit

    FC Barcelona po emocjonującym spotkaniu pokonała w finale Pucharu Króla Real Madryt, a kibiców Blaugrany oraz kolegów z zespołu do ekstazy doprowadził Jules Kounde, który zdobył bramkę w 116. minucie dogrywki. Jak się jednak okazało, Wojciech Szczęsny przyjął trafienie Francuza ze stoickim spokojem, a nagranie jego zachowania po bramce podbija media społecznościowe!

     

    W pierwszej połowie finału Pucharu Króla Barcelona zdominowała na boisku Real Madryt i zasłużenie prowadziła do przerwy 1:0. Następnie Królewscy się przebudzili, strzelili dwie bramki i zmusili rywali do gonienia wyniku. W 84. minucie na 2:2 wyrównał Ferran Torres. Jako że więcej goli w regulaminowym czasie gry nie padło, spotkanie miało potrwać jeszcze dogrywkę, a być może nawet rozstrzygnąć się w rzutach karnych.

     

    Wiele zresztą wskazywało na to, że o losach tytułu rozstrzygnie seria jedenastek, bo oba zespoły w dogrywce grały bardzo zachowawczo, nastawione przede wszystkim na to, by nie popełnić prostego błędu, kosztującego utratę bramki. Jak na ironię, właśnie taka pomyka przytrafiła się Luce Modriciowi, który w niegroźnej sytuacji posłał piłkę na 25. metr przed bramką Realu prosto pod nogi Julesa Kounde. Francuz bez zawahania podprowadził futbolówkę nieco bliżej pola karnego i precyzyjnym strzałem po ziemi pokonał Thibauta Courtoisa.

     

    To była 116 minuta spotkania. Piłkarz Barcelony ustalił wynik meczu na 3:2 i sprawił, że Wojciech Szczęsny nie musiał próbować swoich sił z zawodnikami Realu w serii jedenastek. Jak zaś na to wszystko zareagował 35-latek? Profil stacji “ESPN” na swoim Instagramie zamieścił nagranie z tego zdarzenia.

     

    Na wideo Szczęsny wygląda tak, jakby gol ostatecznie dający wygraną z Realem w finale Pucharu Króla zupełnie nie zrobił na nim wrażenia. Polak po prostu podrobił kilka kroków we własnym polu karnym, po czym zaczął się rozciągać. Następnie uklepał fragment odstającej murawy.

     

    Fani nie mogą wyjść z podziwu wobec zachowania bramkarza i tego, jak bardzo potrafił opanować emocje. “Najstarszy facet na boisku, wie, że to jeszcze nie koniec” – głosi najpopularniejszy komentarz, choć sprostujmy, że uwaga o wieku Polaka dotyczy wyłącznie drużyny Barcelony, bo w Realu starszy był wspomniany Modrić. “On chce celebrować tylko zwycięstwo w Lidze Mistrzów” – napisał inny kibic, zauważając, którego trofeum w karierze Szczęsnemu najbardziej brakuje. “100% profesjonalisty” – głosi inny post.

     

    Poza takimi wpisami oczywiście pojawiło się też mnóstwo humorystycznych wpisów nawiązujących do nałogu Polaka, którym są papierosy.

     

    Ale to jeszcze nie wszystko. Furorę zrobiło także zachowanie Szczęsnego chwilę po meczu. Kiedy bowiem jego koledzy celebrowali zwycięstwo, paradując z pucharem, Polak dostojnie, z założonymi rękoma przechadzał się za nimi, obserwując całą sytuację z dystansu.

     

    Dodajmy, że to nie pierwsze tego typu sytuacje, w których Szczęsny przez swoje zachowanie w meczu został bohaterem mediów społecznościowych. Jedną z najsłynniejszych tego typu sytuacji była ta z mistrzostw świata w Katarze w 2022 roku, kiedy wykonał względem kolegów uspokajający gest na moment przed wykonaniem przez Leo Messiego rzutu karnego. A następnie oczywiście powstrzymał najlepszego piłkarza w historii przed strzeleniem bramki.

  • Była 1:11 w nocy, gdy Świątek zeszła z kortu. Katastrofa w drugim secie

    Była 1:11 w nocy, gdy Świątek zeszła z kortu. Katastrofa w drugim secie

    Była 1:11 w nocy, gdy Świątek zeszła z kortu. Katastrofa w drugim secie

    Dopiero o godz. 1:11 w nocy Iga Świątek zeszła z kortu, gdy dwa lata temu po raz pierwszy w karierze awansowała do ćwierćfinału w Madrycie. Pokonała wówczas Jekaterinę Aleksandrową 6:4, 6:7, 6:3, choć w drugim secie prowadziła już 5:2. W poniedziałek o miejsce w ósemce tego prestiżowego turnieju powalczy z inną rosyjską tenisistką – Dianą Sznajder.

     

    – Trudniej być nie może – podsumowała z uśmiechem Jekaterina Aleksandrowa, gdy w 2023 roku – po awansie do 1/8 finału turnieju WTA rangi 1000 w Madrycie – spytano ją o jej kolejną rywalkę, czyli Igę Świątek. I miała rację, choć sprawiła potem faworytce całkiem sporo kłopotów. Walczyły wówczas niemal dwie i pół godziny. Ale na koniec polska tenisistka potwierdziła, że na kortach ziemnych – nawet jeśli zdarzają się jej przestoje – pokonać ją jest rzeczywiście bardzo trudno.

     

    Świątek prowadziła 6:4, 5:2 i zaczęły się kłopoty. Nie pomogły nawet gimnastyczne popisy

    Świątek nieraz powtarza, że woli grać w sesji dziennej, ale czasem musi przymusowo zamienić się na korcie w nocnego marka. Tak też było dwa lata temu w stolicy Hiszpanii, gdy mecz z 17. wówczas w rankingu WTA Aleksandrową zaczęła dopiero kwadrans przed godz. 23. Mieszkająca od dzieciństwa w Pradze Rosjanka już wcześniej odnosiła dobre wyniki na “mączce” – w Madrycie rok wcześniej dotarła do półfinału. Mało kto jednak spodziewał się, że trzeci mecz w karierze z nią (pierwszy na ziemi) będzie dla Polki aż tak trudną przeprawą.

     

    Sytuacja w tym spotkaniu zmieniała się nieraz. Odważnie grająca Aleksandrowa w pierwszym secie prowadziła 3:1, by później zapisać w nim na swoim koncie już tylko jednego gema. Wydawało się, że Świątek pewnie zmierza po zwycięstwo w tym pojedynku, gdy w drugiej odsłonie wygrywała 4:1 i 5:2. Ale wtedy do gry wróciła jej rywalka. Albo – jak oceniało to część obserwatorów – została na nowo wpuszczona do meczu przez Polkę.

     

    Nie pomógł potem ani gimnastyczny popis faworytki w ósmym gemie (wykonała praktycznie sznur, próbując sięgnąć trudną piłkę), ani jej piłka meczowa przy prowadzeniu 5:4. Zamiast więc przypieczętowania zwycięstwa w dwóch setach ówczesna liderka światowego rankingu spędziła na korcie wtedy jeszcze dodatkową godzinę. W decydującej partii jednak szybko uspokoiła swoich fanów – umiejętność odbudowania się po przegranym secie była wtedy właściwie jej specjalnością i pokazała to ponownie. Trudy długiego nocnego pojedynku dały wreszcie o sobie znać Rosjance. W ostatniej akcji Świątek, grając w ofensywie, przebiła piłkę na środek kortu, a Aleksandrowa – próbując skończyć pośpiesznie akcję – posłała wyraźnie piłkę na aut.

     

    Świątek nadrobiła hiszpańską nieobecność. Słodki rewanż na Sabalence i brak litości dla Sorribes Tormo

    Było to drugie podejście niespełna 22-letniej wówczas Polki do turnieju w Madrycie. Dwa lata wcześniej odpadła właśnie w 1/8 finału, a rok później zrezygnowała ze startu. Oficjalnie jako powód podano wtedy kontuzję ramienia, ale chodziło o danie młodej tenisistce chwili oddechu po kilku bardzo intensywnych tygodniach rywalizacji.

     

    W 2023 r. w Hiszpanii na wyeliminowaniu Aleksandrowej zaś nie poprzestała – zatrzymała się wtedy dopiero w finale, w którym uległa Arynie Sabalence 3:6, 6:3, 3:6. Dwanaście miesięcy później zrewanżowała się Białorusince, którą pokonała po bardzo widowiskowym i ponadtrzygodzinnym meczu o tytuł 7:5, 4:6, 7:6. Ten triumf miał dodatkowe znaczenie, bo był brakującym sukcesem Świątek w najbardziej prestiżowych turniejach na kortach ziemnych. Wcześniej triumfowała już w Stuttgarcie, Rzymie i wielkoszlemowym Roland Garros, a Madryt jako jedyny pozostawał przez nią niepodbity.

     

    W ubiegłorocznej edycji tej imprezy zupełnie inaczej wyglądał za to jej mecz o ćwierćfinał niż ten z Aleksandrową. Reprezentantce gospodarzy Sarze Sorribes Tormo oddała bowiem zaledwie jednego gema. I to na samym początku, a potem zapisała na swoim koncie dwanaście kolejnych. Polka dała wtedy pokaz wielkiej dominacji – w drugim secie straciła zaledwie pięć punktów.

     

    W poniedziałek w 1/8 finału madryckiego turnieju zagra z Dianą Sznajder. Mecz, który ma się rozpocząć wczesnym popołudniem (nie wcześniej niż o g. 13), będzie jej pierwszym pojedynkiem z zajmującą 13. miejsce na światowej liście Rosjanką. Sama Świątek zaś w Hiszpanii walczy dodatkowo o to, by po zakończeniu tych zawodów wciąż być wiceliderką zestawienia WTA.

  • Rywalka Świątek okryła się hańbą. Kreml byłby dumny

    Rywalka Świątek okryła się hańbą. Kreml byłby dumny

    Rywalka Świątek okryła się hańbą. Kreml byłby dumny

    Rosjanka Diana Sznajder uchodzi za jedną z najzdolniejszych dziś tenisistek obok Mirry Andriejewej. Wywołuje przy tym spore kontrowersje, gdy twierdzi, że “Rosja to najbezpieczniejszy kraj na świecie”. Ukraińcy pamiętają jej prowojenne aktywności w social mediach. W poniedziałek Sznajder zmierzy się w Madrycie z Igą Świątek.

     

    Rywalką Igi Świątek w czwartej rundzie turnieju WTA 1000 w Madrycie będzie 21-letnia Diana Sznajder. Polka i Rosjanka jeszcze nigdy nie spotkały się w oficjalnym meczu.

     

    Jak dużym zagrożeniem dla Świątek może być Sznajder? Rosyjska tenisistka zaimponowała w sobotę, pokonując w trzeciej rundzie w stolicy Hiszpanii w 44 minuty Anastazję Sevastovą 6:0, 6:0. Łotyszka kilka dni wcześniej niespodziewanie wyeliminowała z turnieju swoją rodaczkę Jelenę Ostapenko, która ostatnio wygrała w kapitalnym stylu zawody WTA 500 w Stuttgarcie.

     

    Z drugiej strony trzeba pamiętać, że 35-letnia Sevastova wróciła niedawno do rywalizacji po urodzeniu dziecka i wyleczeniu kontuzji. Obserwatorzy spotkania Łotyszki z Rosjanką zwracali uwagę, że tej pierwszej zwyczajnie zabrakło sił na trzeci pojedynek w ciągu kilku dni po rocznej przerwie. Nie należy deprecjonować efektownego zwycięstwa Diany Sznajder, ale warto o tym pamiętać.

     

    Świetny sezon 2024, ale ostatnio gorszy okres

    Tym bardziej że Rosjanka wygrała w Madrycie już dwa mecze, ale to pierwsza taka sytuacja w tym sezonie od Australian Open. W kolejnych turniejach nie szło jej najlepiej – odpadała m.in. na starcie w Dosze, Miami czy Indian Wells. Początek tego sezonu był dla niej marny.

     

    Prawdopodobnie dlatego Diana Sznajder trzy tygodnie temu ogłosiła, że do jej teamu dołącza nowa trenerka – Dinara Safina. Była liderka kobiecego rankingu WTA, finalistka m.in. Roland Garros 2009 i Australian Open 2009, zastąpiła ojca 21-latki, który w ostatnich miesiącach ją prowadził. I to jak prowadził!

     

    Pod wodzą swojego ojca Maksima Sznajdera tenisistka poczyniła w zeszłym sezonie wielki progres. Wygrała aż cztery turnieje rangi WTA – w Hua Hin, Bad Homburg, Budapeszcie i Hongkongu. Tylko Iga Świątek zdobyła więcej tytułów w 2024 – pięć. Rosyjska zawodniczka wygrywała mniejsze zawody niż Polka, ale i tak jej wyniki robią wrażenie. Zwłaszcza że zwyciężała na różnych nawierzchniach: węgierskiej mączce, niemieckiej trawie czy kortach twardych w Tajlandii. Tym samym została najmłodszą tenisistką, która wygrała w ciągu roku imprezy na trzech innych nawierzchniach od 19-letniej Karoliny Woźniackiej w 2009 roku.

     

    Do tego w parze z Mirrą Andriejewą Diana Sznajder sięgnęła po srebrne medale igrzysk olimpijskich w Paryżu w deblu. Podobnie jak inni Rosjanie występowały w roli neutralnych sportowców. Tak też od trzech lat wygląda rzeczywistość tenisistów z Rosji i Białorusi, nie mogą korzystać ze swoich flag w rozgrywkach WTA, ATP czy Wielkiego Szlema.

     

    Wątki polityczne

    Wokół Sznajder panowało spore zamieszanie polityczne. Ukraińcy wskazywali na prowojenne posty w social mediach, jakie miała lajkować. W jednym z nich znana rosyjska dziennikarka stacji Russia Today Margarita Simonjan napisała: “Wstydziliśmy się tych ośmiu lat, gdy nic nie robiliśmy” (między atakiem na Ukrainę w 2014 a 2022 – przyp. red.).

     

    Znany portal Politico tuż przed startem zeszłorocznych igrzysk napisał artykuł “Trójka rosyjskich sportowców startuje w Paryżu, mimo że popiera wojnę na Ukrainie”. W tym gronie wymienił m.in. Dianę Sznajder oraz inną tenisistkę Jelenę Wiesninę. W przypadku tej drugiej opisywaliśmy w Sport.pl, że od lat fotografuje się z Władimirem Putinem i reprezentuje wojskowy klub sportowy, a to miał być czynnik wykluczający rosyjskich sportowców z rywalizacji.

     

    W grudniu Diana Sznajder wystąpiła w imprezie pokazowej w Sankt Petersburgu finansowanej przez Gazprom. Obok niej zagrali m.in. rodacy Weronika Kudermietowa (przez wiele miesięcy po ataku na Ukrainę w lutym 2022 startowała w stroju z logo Tatneft – firmy wpisanej na listę sankcyjną Unii Europejskie), Anastazja Potapowa, która dwa lata temu na kort w Miami wyszła w koszule Spartaka Moskwa czy Karen Chaczanow, który nie grał na igrzyskach, a wcześniej publikował w internecie zdjęcia wstążki świętego Jerzego. To symbol wojskowy, zakazany przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski.

     

    Diana Sznajder (13. WTA) jest dziś drugą rakietą Rosji. Wyżej od niej znajduje się tylko Mirra Andriejewa (7.). Wiele tenisistek z tego kraju w ostatnich latach zmieniło obywatelstwo. Najnowszy przypadek dotyczy Darii Kasatkiny, która reprezentuje dziś Australię. Jej drogą poszły także m.in. Warwara Graczowa, która gra dla Francji czy Jelena Rybakina i Julia Putincewa (obie dla Kazachstanu).

     

    Nie chciała zostawiać ojczyzny

    Sznajder wybrała studia w USA i przyznała, że otrzymała tam propozycję od Amerykanów. Wcześniej Kazachowie chcieli ją zaprosić do siebie. W obu przypadkach odmówiła. Dlaczego? – Kocham Rosję i nie chciałam jej porzucać w trudny momencie. Rosja to najbezpieczniejsze miejsce na ziemi – tłumaczyła trzy lata temu.

     

    Odkładając na bok zawirowania polityczne trzeba przyznać, że Diana Sznajder to jedna z najbardziej utalentowanych młodych tenisistek w obecnym tourze. Była nominowana do nagród WTA w kategorii progres roku 2024. Słynie z potężnych uderzeń, a jako leworęczna potrafi zaskakiwać wiele rywalek.

     

    Jej najbardziej charakterystyczny element wizerunku to chusta na głowie. Występuje w niej od czasów juniorskich, w dzieciństwie korzystała z czapki z daszkiem, ale tłumaczyła, że w chuście czuje się lepiej. Z tym czy innym nakryciem nie będzie faworytką w spotkaniu z Igą Świątek w Madrycie, ale zdążyła już udowodnić, że trzeba na nią uważać. Początek meczu Polki z Rosjanką w poniedziałek około 13:00. Transmisja w Canal+ Sport, relacja w Sport.pl.

  • To była 40. minuta meczu Ligi Mistrzyń. Pajor miała tylko dostawić nogę

    To była 40. minuta meczu Ligi Mistrzyń. Pajor miała tylko dostawić nogę

    To była 40. minuta meczu Ligi Mistrzyń. Pajor miała tylko dostawić nogę

    Kobieca drużyna FC Barcelony przystępowała do rewanżu półfinału Ligi Mistrzyń z Chelsea z komfortową przewagą. Mimo to wyszła w najmocniejszym składzie, z Ewą Pajor w ataku. Już po pierwszej połowie sprawa awansu do wielkiego finału była wyjaśniona, m.in. dzięki Polce, która wpisała się na listę strzelczyń. Mądrze zachowała się w polu karnym.

     

    FC Barcelona wygrała pierwsze spotkanie z Chelsea 4:1. Teoretycznie trzy gole przewagi to dużo, ale kobieca drużyna “Blaugrany” nie chciała popełnić takich błędów jak męska drużyna w Dortmundzie w ćwierćfinale Ligi Mistrzów z Borussią. Wtedy Barcelona straciła prawie całą przewagę z pierwszego spotkania. Piłkarki ze stolicy Katalonii całkowicie zdominowały rywalki z Londynu.

     

    Barcelona demoluje w LM, Pajor z golem

     

    Stamford Bridge było wypełnione do ostatniego miejsca, mając nadzieję, że zawodniczki Chelsea odwrócą losy dwumeczu. Ale kibice “The Blues” byli świadkami całkowitej dominacji Barcelony, która już do przerwy prowadziła 3:0.

     

    W 25. minucie wynik otworzyła Aitana Bonmati. Pomocniczka Barcelony popędziła z piłką sama przez 60-70 metrów! Imponujący rajd wykończyła strzałem w samo okienko bramki Chelsea. Kwadrans później prowadzenie podwyższyła Ewa Pajor. Barcelona była w natarciu, Polka mądrze poruszała się w polu karnym, znajdując sobie pozycję do strzału. Dojrzała pędzącą Caroline Graham Hansen na prawym skrzydle i dołożyła nogę do jej płaskiego podania. Defensywa Chelsea była bezradna.

     

    “Wszystko, czego Pajor dotknie w polu karnym, zamienia się w bramkę!” – skwitowała to stacja DAZN w mediach społecznościowych. To szósty gol Pajor w tej edycji Ligi Mistrzyń.

     

    Chwilę później bramkę zdobyła Claudia Pina. Uderzyła z dystansu, piłka odbiła się od słupka i wpadła do bramki. Bramkarka Chelsea nie była w stanie zareagować.

     

    W drugiej połowie zawodniczki z Londynu stworzyły kilka sytuacji, ale wyraźnie brakowało im celności. Barcelona grała swoje, starała się panować w środku pola, choć widać było, że czuje się już pewna awansu.

     

    Ostatecznie skończyło się wygraną Barcelony 4:1. W 90. minucie Salma Paralluelo wykorzystała błąd w komunikacji między bramkarką a jedną z defensorek Chelsea i strzeliła płasko z kilku metrów. W doliczonym czasie gry piłkarki “The Blues” mogły cieszyć się z honorowego trafienia Wieke Kaptein, która uderzyła z ostrego kąta pod poprzeczkę. Ewa Pajor została zmieniona w 76. minucie.

     

    Barcelona wygrała dwumecz bardzo pewnie i wysoko, bo wynikiem aż 8:2.

    https://x.com/DAZNWFootball/status/1916489612719014296

    Rywalkami Barcelony będą piłkarki Olympique Lyon lub Arsenalu. W pierwszym meczu w Londyniebyło 2:1 dla Francuzek.