Category: Home

  • Świątek zeszła z kortu, Abramowicz wywołana do tablicy. “Ona jest ochroniarzem”

    Świątek zeszła z kortu, Abramowicz wywołana do tablicy. “Ona jest ochroniarzem”

    Świątek zeszła z kortu, Abramowicz wywołana do tablicy. “Ona jest ochroniarzem”

    Chociaż nie bez problemów, Iga Świątek pokonała w 1/16 finału Miami Open Elise Mertens 7:6(2), 6:1. W pierwszym secie prowadziła już 5:2, ale rywalka zdołała wykorzystać jej błędy i doprowadzić do wyrównania 5:5, a w efekcie tego później do tie-breaka. Znów pojawiły się nerwy, a wkrótce po tym, jak raszynianka zeszła z kortu, znów poruszona została kwestia jej relacji z Darią Abramowicz.

     

    Iga Świątek wyraźnie obniżyła loty względem ubiegłego sezonu, co momentalnie wywołało liczne spekulacje w mediach. Eksperci, dziennikarze, a także cała rzesza kibiców prześcigiwała się wręcz w tworzeniu teorii objaśniającej brak kolejnych sukcesów i gorszą formę wiceliderki rankingu WTA. Na świecznik w tej sytuacji błyskawicznie trafiła Daria Abramowicz.

     

    Relacje Igi Świątek z Darią Abramowicz na świeczniku. Psycholożka pod ostrzałem

     

    23-latka współpracuje z psycholożką od wielu lat, choć w ostatnim czasie nad wyraz często przytrafiają jej się wybuchy złości na korcie, a także momenty, w których wyraźnie nie panuje nad emocjami. Jak choćby w Indian Wells, gdy agresywnie odbiła rzuconą przez ballboya piłkę, a ta niemal trafiła siedzącą na trybunach Abramowicz. Wywołało to falę krytyki pod adresem tenisistki z Raszyna.

     

    W niedzielę Świątek zapewniła sobie awans do 1/8 finału BNP Paribas Open, jednak spotkaniu z Elise Mertens towarzyszyło wiele nerwów. Mimo że w pierwszym secie prowadziła już 5:2, pozwoliła rywalce na odrobienie strat i doprowadzenie w ostateczności do tie-breaka. W nim na szczęście to Polka była górą. Drugi set był już kompletną demolką 6:1. Dwa tak skrajnie różne sety w wykonaniu raszynianki, a także niektóre z jej reakcji po nieudanych zagraniach były szeroko komentowane.

     

    Głośno o relacjach Świątek z Abramowicz. “Jest ochroniarzem”

     

    Niedługo po tym, jak Polka zeszła z kortu po triumfie 7:6(2), 6:1 nad Elise Mertens, w mediach ukazał się kolejny odcinek “W cieniu sportu” w którym gościem Łukasza Kadziewicza był ekspert tenisowy – Marek Furjan. W trakcie rozmowy do tablicy wywołana została Daria Abramowicz. W opinii Kadziewicza jej rola wykracza daleko poza bycie jedynie psycholożką Igi Świątek.

     

    Na straży Igi stoi Daria Abramowicz. Powiedzieć, że jest ona psychologiem, to jak nie powiedzieć nic. Ona jest ochroniarzem

     

    ~ stwierdził Łukasz Kadziewicz

     

    – Myślę, że funkcja Darii jest dużo szersza, aniżeli psycholog sportowy. Są sprawy, które trudno mi rozstrzygać bez posiadania obok siebie tych osób. To jest zamknięte hermetyczne grono ludzi, którzy nie mogą nic zdradzić, bo pracują jako zespół. My możemy spekulować, zgadywać, mówić co widzimy. A jak tam jest w środku, nie mam niestety pojęcia – odpowiedział mu Marek Furjan.

     

    Zdaniem psychologa sportu, Dariusza Nowickiego, pewne granice w relachacj pomiędzy tenisistką z Raszyna i Darią Abramowicz zostały przekroczone. Ekspert w rozmowie z Interią zauważył, że nie powinny one pozwalać sobie na tak bliskie bliskie relacje. Mogą one zaburzać w końcu ocenę sytuacji przez psycholożkę. 

     

  • Andriejewa pokonana w nocnym hicie w Miami. Koniec serii Rosjanki, nie zagra ze Świątek

    Andriejewa pokonana w nocnym hicie w Miami. Koniec serii Rosjanki, nie zagra ze Świątek

    Andriejewa pokonana w nocnym hicie w Miami. Koniec serii Rosjanki, nie zagra ze Świątek

    Tuż po północy czasu polskiego rozpoczął się ostatni mecz trzeciej rundy w ramach tegorocznej edycji turnieju WTA 1000 w Miami. Na korcie centralnym pojawiły się Mirra Andriejewa i Amanda Anisimova. Amerykanka, która ma znakomity bilans bezpośrednich starć z Aryną Sabalenką, przerwała passę 13 zwycięstw Rosjanki z rzędu. Reprezentantka gospodarzy triumfowała 7:6(5), 2:6, 6:3. O ćwierćfinał zagra z Emmą Raducanu. Wiemy już zatem, że na Florydzie nie dojdzie do kolejnego pojedynku między 17-latką i Igą Świątek.

     

    Mirra Andriejewa notowała w ostatnim czasie niesamowite rezultaty. W wieku niespełna 18 lat wygrała dwa turnieje rangi WTA 1000 z rzędu. W Dubaju i Indian Wells pokonywała dwukrotnie Igę Świątek, Jelenę Rybakinę i Clarę Tauson, a także raz Arynę Sabalenkę. Niesamowite występy na przełomie lutego i marca pozwoliły jej wspiąć się na szóste miejsce w rankingu, najwyższe w dotychczasowej karierze.

     

    Swoją świetną passę zwycięstw zamierzała kontynuować w Miami. Zaczęła bardzo pozytywnie, od wygranej z Weroniką Kudiermietową 6:0, 6:2. Był to dla niej 13. triumf z rzędu. Prawdziwa weryfikacja dyspozycji Rosjanki na Florydzie miała jednak nadejść dopiero w trzeciej rundzie, bowiem na drodze 17-latki z Krasnojarska stanęła Amanda Anisimova. Amerykanka to ostatnia tenisistka, która wygrywała turniej WTA 1000 przed dominacją Andriejewej. Reprezentantka USA okazała się najlepsza w Dosze, pokonując w finale Jelenę Ostapenko. Mieliśmy zatem starcie dwóch jedynych jak dotąd triumfatorek zmagań tej rangi w sezonie 2025.

     

    Mirra Andriejewa odpada z turnieju singlowego podczas WTA 1000 w Miami. Triumf Amandy Anisimovej

     

    Od początku na korcie działo się sporo. W pierwszych dwóch gemach dochodziło do stanu równowagi, ale w żadnym z nich nie obserwowaliśmy break pointów. Już po trzech rozdaniach doszło do przerwy medycznej dla Mirry. Młoda Rosjanka skarżyła się na ból w okolicach żołądka. Po kilku minutach obie tenisistki wróciły do gry i podczas piątego gema doszło do pierwszego przełamania. Andriejewa wywalczyła breaka do zera, ale szybko go straciła. W trakcie siódmego rozdania Amanda obroniła w sumie pięć okazji na kolejne przełamanie i wyszła na prowadzenie 4:3. Wtedy znów na korcie pojawiła się fizjo na prośbę 17-latki. Trenerka Conchita Martinez powtarzała swojej podopiecznej, żeby się nie poddawała, bo ból za moment minie.

     

    Triumfatorka z Dubaju i Indian Wells walczyła z całych sił i w trakcie dziewiątego gema uzyskała breaka, po którym przy stanie 5:4 serwowała po zwycięstwo w secie. Mimo to nie zdołała domknąć partii, dała się przełamać do zera. Anisimova miała setbola jeszcze przed tie-breakiem, na 7:5. Ostatecznie Rosjanka doprowadziła jednak do decydującej rozgrywki. Ta od początku układała się po myśli Amerykanki. Andriejewa zdołała co prawda wyrównać na 4:4, ale potem dwa punkty powędrowały na konto Amandy. Tenisistka z USA wykorzystała trzeciego w sumie setbola i zamknęła premierową odsłonę rezultatem 7:6(5).

     

    Na starcie drugiej partii obie pewnie utrzymywały swoje podania. Wszystko zmieniło się w szóstym gemie, gdy Anisimova nie wykorzystała prowadzenia 40-15. Mirra doprowadziła do stanu równowagi i wykorzystała drugiego break pointa. Zawodniczka z Krasnojarska poszła za ciosem i nie oddała rywalce już ani jednego “oczka” do końca seta. Rywalizację w tym fragmencie pojedynku zakończyła jeszcze przy serwisie Amandy. Już za pierwszym setbolem zagwarantowała sobie triumf w drugiej odsłonie 6:2.

     

    Decydująca partia okazała się prawdziwym rollercoasterem. Od początku obserwowaliśmy break pointy, ale na przełamanie trzeba było zaczekać do trzeciego gema. Wówczas do podania Andriejewej dobrała się Anisimova. Później Amerykanka obroniła dwie szanse na wyrównanie i potwierdziła swoją przewagę. Po chwili reprezentantka Stanów Zjednoczonych mogła już prowadzić 4:1, z podwójnym przełamaniem. Mirra wyszła z opresji i złapała jeszcze kontakt z przeciwniczką. W tzw. międzyczasie mieliśmy kolejną wizytę fizjo na korcie, tym razem na prośbę Amandy. 17-latka była wyraźnie niepocieszona z faktu, że rywalka otrzymała przerwę medyczną w trakcie gema przy serwisie Rosjanki.

     

    Szósta rakieta świata próbowała gonić swoją rywalkę, ale bezskutecznie. Anisimova pilnowała swojej przewagi do samego końca pojedynku. W dziewiątym gemie jeszcze raz przełamała Andriejewą, wracając ze stanu 0-30. Ostatecznie Amerykanka triumfowała 7:6(5), 2:6, 6:3. W ten oto sposób przerwała serię 13 zwycięstw Mirry z rzędu i zagwarantowała sobie awans do czwartej rundy WTA 1000 w Miami, gdzie zmierzy się z Emmą Raducanu. Rosjanka, która pokonała Igę Świątek w ostatnich dwóch tysięcznikach, na pewno nie zmierzy się z raszynianką w tegorocznych zmaganiach na Florydzie. Obie, podobnie jak w Indian Wells, mogły trafić na siebie w półfinale turnieju.

     

  • Keys nie wiedziała, co się dzieje! Absolutna sensacja w Miami, nie do wiary!

    Keys nie wiedziała, co się dzieje! Absolutna sensacja w Miami, nie do wiary!

    Keys nie wiedziała, co się dzieje! Absolutna sensacja w Miami, nie do wiary!

    Madison Keys bardzo szybko żegna się z turniejem w Miami! W trzeciej rundzie jej przeciwniczką była Alexandra Eala, notowana o 135 miejsc niżej w rankingu WTA. Ta już w pierwszym secie zaskoczyła mistrzynię Australian Open, a w drugim poszła za ciosem, dzięki czemu odniosła sensacyjne zwycięstwo 6:4, 6:2.

     

    Madison Keys (5. WTA) po wygranym Australian Open miała dłuższą przerwę od startów. Wróciła dopiero na amerykańskie “tysięczniki” – w Indian Wells przegrała w półfinale (z Aryną Sabalenką), a start w Miami rozpoczęła od zwycięstwa 6:3, 6:3 nad Eliną Awanesian (36. WTA). W trzeciej rundzie wpadła na Alexandrę Ealę (140. WTA).

     

    Madison Keys odpada z turnieju w Miami. Przegrała ze 140. zawodniczką świata

    Pierwszy gem wygrała Filipinka, a potem nadszedł istny “festiwal” przełamań – było ich aż sześć z rzędu, co urządzało niżej notowaną tenisistkę. Ta w dziewiątym gemie obroniła break point, a potem wyprowadziła kontratak i pozbawiła Amerykankę serwisu. Dzięki temu wygrała partię 6:4.

     

    Drugi set przyniósł pewien zwrot, w początkowej fazie nie było żadnego przełamania. Pierwsze break pointy pojawiły się dopiero w szóstym gemie – miała je Eala, która dwa zmarnowała, aby wykorzystać trzeci i w ten sposób przybliżyć się do zwycięstwa.

     

    Madison Keys nie wiedziała, co się dzieje. Alexandra Eala rewelacją turnieju w Miami

    Później notowana tenisistka utrzymała podanie, stawiając w bardzo trudnej sytuacji mistrzynię Australian Open. Ta raczej zdawała sobie z tego sprawę, gdyż niemal całą przerwę spędziła z ręcznikiem narzuconym na głowę, jakby zbierała myśli przed kluczowym gemem. Na niewiele się to zdało, albowiem znów straciła podanie i po 87 minutach poniosła absolutnie sensacyjną porażkę 4:6, 2:6. Natomiast Eala została pierwszą filipińską tenisistką, która pokonała mistrzynię Wielkiego Szlema.

     

    W czwartej rundzie zawodów WTA 1000 w Miami 19-latka, która poza Keys wyeliminowała też Jelenę Ostapenko (25. WTA), spróbuje zaskoczyć kolejną topową zawodniczkę – tym razem Paulę Badosę (11. WTA).

     

  • 1:6, 1:4 Polki w finale. I wygrała 7 gemów z rzędu. Spory skok w rankingu

    1:6, 1:4 Polki w finale. I wygrała 7 gemów z rzędu. Spory skok w rankingu

    1:6, 1:4 Polki w finale. I wygrała 7 gemów z rzędu. Spory skok w rankingu

    Reprezentującą od pół roku Polskę Linda Klimovičová nie była faworytką starcia w finale turnieju ITF W75 w Mariborze z Chorwatką Antonią Ružić. W rankingu dzieli je blisko 100 miejsc, rywalka była rozstawiona z dwójką. I prowadziła już 6:1, 4:1, gdy Linda dokonała niezwykłego zwrotu, wygrała siedem kolejnych gemów. I wygrywała jeszcze w trzecim secie 3:1, miała piłkę na 4:1. I znów się wszystko odmieniło, Chorwatka wygrała pięć gemów z rzędu, zdobyła tytuł. Klimovičová i tak jednak zaliczy solidny awans w rankingu WTA. A to istotne.

     

    Dla Lindy Klimovičovej zaczął się najważniejszy okres w kontekście je powrotu do tenisa na najwyższym poziomie. Ten rok zaczynała na 272. pozycji w rankingu WTA, straciła 100 miejsc w efekcie kontuzji – pauzowała kilka miesięcy. Straciła możliwość gry w kwalifikacjach Australian Open, zaczęła więc od mniejszych turniejów. I dziś jest już bardzo blisko tego, by za niespełna dwa miesiące przystąpić do rywalizacji o główną drabinkę na obiektach Rolanda Garrosa w Paryżu.

    W styczniu świetnie spisała się w dwóch kolejnych turniejach ITF W35 w tunezyjskim kurorcie La Marsa – w pierwszym z nich dotarła do finału, drugi zaś wygrała. I stopniowo zwiększała poziom – w Pradze się jeszcze nie powiodło, ale już w ITF W75 w Trnawie dotarła do ćwierćfinału, a tam uległa Australijce Destanee Aiavie. W tym tygodniu zaś występowała z ITF W75 w Mariborze – i spisała się jeszcze lepiej. Dziś zagrała o tytuł.

     

    Turniej ITF W75 w Mariborze. Linda Klimovičová grała o tytuł, rywalką zawodniczka aspirująca do TOP 100 rankingu WTA

     

    Pochodząca z Ołomuńca zawodniczka BKS Advantage Bielsko-Biała ciężką przeprawę powinna była mieć już w dwóch pierwszych rundach – grała bowiem z rywalkami z drugiej setki rankingu: Japonką Yuriko Miyazaki i Serbką Niną Stojanović, która była już nawet 91. na świecie. A tymczasem Klimovičová wygrała potyczki bez straty seta, podobnie jak ćwierćfinał z Serbką Nataliją Senić. Jedną partię ugrała w końcu w półfinale Francuzka Manon Leonard, kolejna zawodniczką z TOP 200, ale na koniec dostała “lanie” 6:0.

     

    W finale rywalką reprezentantki Polski była 22-letnia Antonia Ružić, z którą niedawno w Meksyku wspólnie w deblu występowała Maja Chwalińska. Chorwatka była zdecydowaną faworytką, coraz odważniej puka do pierwszej setki rankingu, w tym “na żywo” w niedzielę wyprzedziła Chwalińską – jest 115. A wszystko za sprawą finału w Mariborze.

     

    Turniejowa “dwójka” dość boleśnie obijała bowiem młodszą od siebie rywalkę z Polski, szybo odskoczyła na 4:0, seta wygrała 6:1. A w drugim prowadziła już 4:1. Trudno myśleć o sukcesie, jeśli przegrywa się cztery pierwsze własne gemy serwisowe, a tak było w przypadku Lindy. To o tyle dziwne, że 20-latka całkiem dobrze wprowadza piłkę do gry.

     

    I nagle wszystko się zupełnie odmieniło, Linda przełamała rywalkę na 2:4, za chwilę wygrała swojego gema. I coś puściło, dodała kolejne punkty, wygrała seta 6:4. A w drugim szła za ciosem, prowadziła 3:1, miała akcję przy 40:30 na czwartego gema. Być może wtedy Ružić straciłaby nadzieję. Chorwatka odzyskała jednak wigor, teraz to ona zaczęła punktować raz za razem. I wygrała ten finał 6:1, 4:6, 6:3.

     

    Klimovičová, dzięki punktom za finał, w rankingu “na żywo”, awansowała na 204. miejsce, a w najbliższym tygodniu ma w planach występ w zawodach ITF W75 w Murskiej Sobocie. Z uwagi na fakt, że kolejne notowanie WTA jest planowane dopiero na 31 marca, możliwy jest jej powrót do drugiej setki tenisistek na świecie. 

  • 1:6, 1:6 ze Świątek, a teraz to. Finalistka Rolanda Garrosa odprawiona, już czeka na Polkę

    1:6, 1:6 ze Świątek, a teraz to. Finalistka Rolanda Garrosa odprawiona, już czeka na Polkę

    1:6, 1:6 ze Świątek, a teraz to. Finalistka Rolanda Garrosa odprawiona, już czeka na Polkę

    W trzeciej rundzie “tysięcznika” w Miami Iga Świątek mierzy się z Elise Mertens. Polka jednak już teraz wie, z kim zmierzy się w dalszej kolejności, jeśli pokona Belgijkę. Jej następną rywalkę wyłonił pojedynek Karoliny Muchovej z Eliną Switoliną. O zwycięstwie w tej rywalizacji przesądził dopiero trzeci set, a w nim lepsza okazała się Ukrainka. To właśnie ona zagra w czwartej rundzie turnieju rozgrywanego na Florydzie.

     

    Finalistka Rolanda Garrosa z 2023 roku walczyła z Eliną Switoliną o to, aby ponownie zmierzyć się z Igą Świątek – tym razem w czwartej rundzie WTA Miami. Polka pokonała Elise Mertens bez straty seta, więc ostatecznie to właśnie ona będzie rywalką zwyciężczyni tego meczu.

     

    Pierwszy set jednak nie potoczył się po myśli Karoliny Muchovej. Elina Switolina przełamała już na 2:1, a później bardzo skutecznie broniła swojego serwisu. W siódmym gemie Ukrainka powiększyła swoją przewagę i na korcie było już 5:2 dla niej.

     

    Świątek odebrała wiadomość z innego kortu. To ona czeka na Polkę w czwartej rundzie

     

    W następnym gemie Karolina Muchova walczyła do końca o przełamanie. Miała nawet jednego breakpointa, ale Elina Switolina obroniła go, a następnie wyprowadziła dwa decydujące ciosy. Ostatecznie ten set padł łupem Ukrainki.

     

    W drugim secie Czeszka nie mogła pozwolić sobie na przegranie gema serwisowego jako pierwsza. Elina Switolina była dobrze dysponowana, więc każdy najmniejszy błąd mógł kosztować Muchovą porażkę w meczu i odpadnięcie z turnieju w Miami.

     

    Po bardzo długim gemie Karolina Muchova została przełamana, ale to nie okazało się jeszcze decydujące. Chwilę później Czeszka zanotowała rebreaka i wróciła do meczu. Później sytuacja się ustabilizowała. Rywalki wygrywały swoje gemy, ale te kluczowe nieuchronnie nadchodziły.

     

    Karolina Muchova przełamała serwis Eliny Switoliny w bardzo ważnym momencie. Wóczas wyszła na prowadzenie 5:3 i bardzo przybliżyła się do wygrania seta i doprowadzenia do wyrównania w całym meczu. Chwilę później tak właśnie się stało.

     

    W trzecim secie na przełamanie musieliśmy czekać dopiero do szóstego gema. Elina Switolina wyszła wówczas na prowadzenie 4:2 i bardzo przybliżyło ją to do awansu do czwartej rundy WTA Miami. Kiedy Ukrainka była na fali, znakomicie wykorzystała swoją sytuację. Wygrała dwa kolejne gemy, ponownie przełamując serwis Czeszki. Tym samym wygrała 6:2 i cały mecz 2:1. Zwyciestwo Switoliny w decydującym secie było bardzo przekonujące.

     

    W tegorocznym Indian Wells Karolina Muchova grała z Igą Świątek na pewno nie wspomina tego meczu zbyt dobrze. Polka zdominowała ją na korcie i wygrała 6:1, 6:1. Wiemy już, że w Miami do rewanżu nie dojdzie.

     

  • 5:2, a potem niespodziewane problemy Świątek. Nerwy w Miami, zdecydował tie-break

    5:2, a potem niespodziewane problemy Świątek. Nerwy w Miami, zdecydował tie-break

    5:2, a potem niespodziewane problemy Świątek. Nerwy w Miami, zdecydował tie-break

    Spodziewano się, że tak jak w przypadku meczu 2. rundy z Caroline Garcią, tak Elise Mertens nie sprawi Idze Świątek zbyt wielkich problemów. Przy wyniku 5:2 nic nie zapowiadało niespodziewanych problemów Polki w Miami. Belgijka doszła jednak ją na 5:5, a o losach seta decydował tie-break. Wygrany na szczęście przez raszyniankę. Drugi set toczył się już pod jej pełną kontrolą i ostatecznie triumfowała ona 7:6(2), 6:1.

     

    Caroline Garcia mogła mówić o ogromnym pechu, kiedy okazało się, że po Indian Wells, również udział w Miami Open rozpocznie od meczu z Igą Świątek. Polka rozbiła ją w Kalifornii i choć Francuzka w Miami wyglądała lepiej, raszynianka znów wygrała w dwóch setach. Niedługo później poznała swoją rywalkę w 3. rundzie zmagań. W niedzielę przyszło jej się zmierzyć z Elise Mertens.

     

    Belgijka rozpoczęła od zwycięstwa nad Peyton Stearns. W meczu ze Świątek z góry była jednak skazywana na porażkę. W końcu od raszynianki w rankingu WTA dzieliło ją 26 miejsc, a w ubiegłym sezonie w Stuttgarcie gładko przegrała z nią 3:6, 4:6.

     

    5:2,a potem zwrot akcji. Tie-break zdecydował o losach pierwszego seta

     

    Świątek rozpoczęła “z wysokiego C” – przy pierwszej okazji przełamała oponentkę i wyszła na prowadzenie 2:0. Dość niespodziewanie przegrała jednak w trzecim gemie własne podanie i z 2:0 szybko zrobiło się 2:2. Wyraźnie podrażniło to ambicje Polki, która zakasała rękawy i przyparła Belgijkę do muru. Wygrała trzy kolejne gemy z rzędu i odskoczyła Mertens na 5:2, uspokajając polskich kibiców.

     

    Niestety później w grę raszynianki wkradły się jednak niezrozumiałe błędy, a Elise Mertens doprowadziła do wyrównania 5:5. Rywalka skrzętnie wykorzystywała wpadki wiceliderki rankingu WTA, a o losach pierwszego seta zdecydować musiał tie-break. W nim na szczęście stosunkowo szybko Iga Świątek przechyliła szalę zwycięstwa na swoją stronę i triumfowała 7:2. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że losy pierwszego seta można było rozstrzygnąć o wiele wcześniej.

     

    Niestety później w grę raszynianki wkradły się jednak niezrozumiałe błędy, a Elise Mertens doprowadziła do wyrównania 5:5. Rywalka skrzętnie wykorzystywała wpadki wiceliderki rankingu WTA, a o losach pierwszego seta zdecydować musiał tie-break. W nim na szczęście stosunkowo szybko Iga Świątek przechyliła szalę zwycięstwa na swoją stronę i triumfowała 7:2. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że losy pierwszego seta można było rozstrzygnąć o wiele

     

    Męczarnie w pierwszym, popis w drugim. Iga Świątek lepsza od Elise Mertens

     

    Przerwę Świątek wykorzystała prawdopodobnie na wyciszenie i zapanowanie nad nerwami. W efekcie drugi set toczył się już na szczęście pod jej dyktando. Zaczęła od prowadzenia 3:0, choć nad przełamaniem Mertens w trzecim gemie musiała mocno się natrudzić.

     

    W momencie gdy zrobiło się 4:0 dla Świątek, 28. zawodniczka rankingu WTA wyglądała już na mocno zrezygnowaną. Wygrała tylko jedno swoje podanie w całym secie i została rozbita ostatecznie przez mistrzynię Rolanda Garrosa 6:1.

     

    Iga Świątek męczyła się z Mertens dużo bardziej, aniżeli zakładano, ale najważniejsze jest, że Polka wygrała i awansowała do 1/8 finału turnieju w Miami. W niej zmierzy się z Eliną Switoliną. Ukrainka po zaciętej batalii pokonała w trzech setach Karolinę Muchovą. 

  • Gwiazda tenisa już czeka na Świątek w czwartej rundzie w Miami

    Gwiazda tenisa już czeka na Świątek w czwartej rundzie w Miami

    Gwiazda tenisa już czeka na Świątek w czwartej rundzie w Miami

    Iga Świątek już wie, z kim może zagrać w czwartej rundzie turnieju w Miami. Jej potencjalną przeciwniczkę wyłoniło starcie pomiędzy Karoliną Muchovą i Eliną Switoliną. Te rozegrały trzysetowy mecz, w którym lepsza okazała się Ukrainka. Zwyciężyła ona 6:2, 3:6, 6:2 i niebawem może zmierzyć się z Polką.

     

    Iga Świątek (2. WTA) w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Miami wpadła na Elise Mertens (28. WTA). Zanim Polka wyszła na kort, rozpoczęło się spotkanie, które wyłonił jej potencjalną przeciwniczkę w czwartej rundzie.

     

    Iga Świątek poznała potencjalną rywalkę w czwartej rundzie turnieju WTA 1000 w Miami

     

    Karolina Muchova (14. WTA) i Elina Switolina (22. WTA) to dwie świetnie tenisistki, zatem można było oczekiwać wyrównanej i emocjonującej rywalizacji. Początek dość negatywnie zweryfikował te przypuszczenia, spotkanie nie było aż tak zacięte, gdyż wyraźnie przeważała i łatwo zdobywała punkty tenisistka serwująca – wyjątkiem był trzeci gem, w którym Czeszka została przełamana. Powtórnie spotkało ją to przy stanie 2:4, a mimo że zaraz miała break point, to Ukrainka się wybroniła. Potem wykorzystała pierwszy setbol, co dało jej zwycięstwo 6:2.

     

    Switolina poszła za ciosem i po zaciętym otwarciu drugiej partii (rozegrano 16 punktów) przełamała Muchovą. Ta odpowiedziała przełamaniem powrotnym, a następnie objęła prowadzenie (na które czekała od pierwszego gema całego meczu).

     

    Karolina Muchova dogoniła Elinę Switolinę. W trzecim secie to Ukrainka była górą

     

    Problemem Czeszki były niewykorzystane break pointy, przez co nie mogła odskoczyć przeciwniczce. Wreszcie udało jej się tego dokonać w ósmym gemie, a przy własnym serwisie potwierdziła przewagę w drugim secie, wygranym 6:3.

     

    W decydującej partii przełomowym momentem okazał się szósty gem, w którym Switolina przełamała Muchovą. Niedługo później miała nawet dwa meczbole, lecz Czeszka skutecznie się obroniła. Za trzecim razem już nie dała rady, a Ukrainka zakończyła spotkanie wynikiem 6:2, 3:6, 6:2 po 123 minutach. I to ona będzie mogła zagrać z Igą Świątek o ćwierćfinał turnieju WTA 1000 w Miami.

     

  • Córka piłkarza reprezentacji Polski zdobyła medal! Najmłodsza w histori

    Córka piłkarza reprezentacji Polski zdobyła medal! Najmłodsza w histori

    Córka piłkarza reprezentacji Polski zdobyła medal! Najmłodsza w histori

    Anastazja Kuś w maju skończy 18 lat i właśnie przeskoczyła między innymi Monikę Pyrek. Oczywiście nie za pomocą tyczki. Córka Marcina Kusia, kiedyś piłkarza reprezentacji Polski, została najmłodszą w historii polską uczestniczką i od razu też medalistką halowych mistrzostw świata w lekkoatletyce. W Nankinie Kuś razem z Justyną Święty-Ersetic, Aleksandrą Formellą i Anną Gryc wywalczyła srebro w sztafecie 4×400 m.

     

    To była ostatnia konkurencja halowych MŚ w Nankinie. Polek miało tam w ogóle nie być, bo pierwotnie były zbyt nisko notowane, żeby się na mistrzostwa dostać. Ale po rezygnacjach wielu innych ekip nasza się załapała na zawody. I z miejsca stała się niemal pewniakiem do podium.

     

    W stawce z Amerykankami, Australijkami, Chinkami i reprezentantkami Sri Lanki zawodniczki Aleksandra Matusińskiego były typowane do srebra. I spokojnie je wywalczyły. W naszej sztafecie z wielkich mistrzyń seryjnie zdobywających medale wielkich imprez w minionych latach zobaczyliśmy tylko Justynę Święty-Ersetic. Ale i tak suma czasów Justyny i jej młodszych koleżanek pokazywała, że musi być dobrze. I było.

     

    Profesor Święty-Ersetic wszystko pięknie ustawiła

     

    Święty-Ersetic na pierwszej zmianie wyprowadziła sztafetę chyba nawet na pierwsze miejsce. Biegła równo z Amerykanką. Później faworytki bardzo nam uciekły, ale ważne, że młode Polki już nikomu nie dały się dogonić.

     

    Natalia Bukowiecka (do niedawna Kaczmarek), Małgorzata Hołub-Kowalik, Iga Baumgart-Witan, Anna Kiełbasińka czy Patrycja Wyciszkiewicz-Zawadzka, które przez lata były nazywane “Aniołkami Matusińskiego”, mogą być dumne, że w trochę słabszym czasie tej sztafety ona znów zdobywa medal. I że pojawiły się nowe medalistki.

     

    Anastazja Kuś to już gwiazda. Na razie Instagrama

     

    https://x.com/Nedops/status/1903802969352454400

     

    Spośród nich kibicom nieźle znana jest już Anastazja Kuś. Zwłaszcza tym, którzy używają Instagrama. Nastolatka ma na tej platformie blisko 200 tysięcy obserwatorów. Na pewno przyciąga nie tylko sportowym talentem, ale też urodą. Choć uczciwie trzeba powiedzieć, że jej uroda nie powinna być dla nikogo ważniejsza od umiejętności.

     

    Anastazja Kuś ma dobre sportowe geny, jest córką Marcina Kusia, kiedyś piłkarza reprezentacji Polski. Pół roku temu, w wieku 17 lat, Anastazja już zadebiutowała na igrzyskach olimpijskich. W Paryżu pobiegła w sztafecie 4×400 metrów i choć Polki odpadły w eliminacjach, to mogła być dumna, bo została drugą najmłodszą olimpijką w historii naszego kraju (po 15-letniej Gertrudzie Kilos, która w 1928 roku została olimpijką w biegu na 800 metrów).

     

    Anastazji Kuś pozostaje życzyć, żeby to był jej pierwszy medal z wielu. Przykładem może być dla niej Święty-Ersetic. 32-latka w Nankinie wywalczyła swój już ósmy krążek światowej imprezy. Tyle samo medali zdobyła w mistrzostwach kontynentalnych.

  • Wielka afera po El Clasico. Barcelona oszukana? “Madryt również tu kradnie”

    Wielka afera po El Clasico. Barcelona oszukana? “Madryt również tu kradnie”

    Wielka afera po El Clasico. Barcelona oszukana? “Madryt również tu kradnie”

    FC Barcelona Femeni po raz pierwszy w historii przegrała mecz z kobiecą drużyną Realu Madryt. Wielki sukces “Las Blancas” znalazł się jednak w cieniu wielkiej afery związanej z decyzją sędzi o nieuznaniu bramki dla “Dumy Katalonii”. Dziennik “Sport” wprost pisze o skandalu. – Madryt kradnie również w rozgrywkach kobiet – oceniają bez pardonu tę sytuację media ze stolicy Katalonii/

     

    Po meczu kobiet FC Barcelona i Realu Madryt dużo mówi się o sensacji, wielkim sukcesie “Las Blancas” i historycznej chwili. Pierwszym w dziejach zwycięstwie drużyny ze stolicy Hiszpanii nad “Dumą Katalonii” w rozgrywkach kobiet.

     

    Najwięcej jednak mówi się o skandalu sędziowskim. W drugiej połowie Jana Fernandez zdobyła gola na 2:1 dla FC Barcelona, ale sędzia prowadząca to spotkanie postanowiła nie uznać go z powodu pozycji spalonej.

     

    Decyzja sędzi wywołała wielką aferę. Katalońskie media grzmią o “kradzieży”

     

    Powtórki pokazały jednak, że ani Jana Fernandez, ani uczestnicząca w tej akcji Caroline Graham nie były na pozycji spalonej. Trudno właściwie stwierdzić, dlaczego ta bramka nie została uznana. Protesty piłkarek Barcelony były uzasadnione, ale nie przyniosły oczekiwanego efektu.

     

    Chwilę później Real Madryt zdobył bramkę na 2:1, a w doliczonym czasie gry podwyższył na 3:1. Takim wynikiem zakończyło się to spotkanie. Doszło tym samym do pierwszego w historii zwycięstwa Realu Madryt  FC Barcelona w rozgrywkach kobiet.

     

    – Madryt kradnie również w rozgrywkach kobiet – ocenia “Sport” po przegranym El Clasico.

     

    – Pewnego dnia to musiało nadejść. Nikt jednak nie spodziewał się, że stanie się to w taki sposób, z tak rażąco błędną decyzją, która po raz kolejny obnażyła niski standard sędziowania w La Liga F. Madryt rozegrał swoje najlepsze El Clasico i otrzymał nagrodę, o którą starał się od lat, ale która przyszła w niedopuszczalny sposób – dodają katalońskie media.

     

    “Mundo Deportivo” również od razu przeszło do ofensywy.

     

    – Pierwsze w historii zwycięstwo Realu Madryt w kobiecym El Clasico nie mogło przyjść w inny sposób niż poprzez skorzystanie z poważnego błędu sędziowskiego. Baskijska sędzia Rivera Olmedo wymyśliła spalonego Graham, aby anulować bramkę Jany na 2:1 w końcowych minutach meczu, a “Las Blancas” wykorzystały to i zdobyły drugiego gola tuż przed 90. minutą. Tak zakończyła się passa zwycięstw Barcelony w klasykach – komentuje “Mundo Deportivo”.

     

    Po tej porażce FC Barcelona nadal zajmuje pierwsze miejsce w tabeli La Liga F. Druga pozycja jest okupowana przez Real Madryt. Przewaga Ewy Pajor i spółki nad rywalkami ze stolicy wynosi tylko 4 punkty. 

     

  • Lewandowski nie czekał na koniec treningu. Sam to ogłosił

    Lewandowski nie czekał na koniec treningu. Sam to ogłosił

    Lewandowski nie czekał na koniec treningu. Sam to ogłosił

    Reprezentacja Polski zaczęła eliminacje do mistrzostw świata od bardzo słabego występu z Litwą. Biało-Czerwoni wygrali tylko 1:0. Polaków uratował Robert Lewandowski. Kapitan kadry strzelił jedyną bramkę w tym meczu, choć dopisało mu szczęście – piłka wpadła do siatki po rykoszecie. Niestety wciąż niepewny jest jego występ przeciwko Malcie. Tuż przed treningiem sam postanowił uspokoić dziennikarzy.

     

    Już w poniedziałek o 20:45 Polacy zagrają z Maltą. I choć jest to rywal, z którym powinien sobie poradzić nawet dużo słabszy skład, to nie dziwi, że po meczu z Litwą (1:0) kibice i dziennikarze liczą na występ Roberta Lewandowskiego. Ten jednak jest niepewny. – Jesteśmy poobijani, jest grupa zawodników, która ma znak zapytania i dopiero po zajęciach będziemy mądrzejsi – mówił w trakcie konferencji prasowej selekcjoner Michał Probierz.

     

    Tak Lewandowski uspokoił dziennikarzy. “Wszystko dobrze”

    Kapitan reprezentacji Polski w meczu z Litwą zdobył 84 gola dla kadry. To dzięki niemu oraz genialnej interwencji Łukasza Skorupskiego Biało-Czerwoni dali radę odnieść zwycięstwo w tym spotkaniu i zdobyć trzy punkty na start eliminacji do kolejnego mundialu. Te będą potrzebne, bo na mistrzostwa świata bezpośredni awans wywalczy tylko jedna drużyna. Rywalami Polski w eliminacjach są Litwa, Malta i Finlandia. W niedzielę Biało-Czerwoni poznają ostatniego przeciwnika – będzie to przegrany dwumeczu Ligi Narodów Hiszpania – Holandia. Wszystko wskazuje więc na to, że reprezentacja Polski będzie walczyć o drugie miejsce z Finami.

     

    Czy Lewandowski pomoże drużynie w meczu z Maltą? Kapitan reprezentacji Polski tuż przed niedzielnym treningiem postanowił uspokoić dziennikarzy. – Robert, jak zdrowie? – zapytał się Lewandowskiego jeden z reporterów. – Dobrze, wszystko dobrze – odpowiedział mu napastnik Barcelony.

     

    Już wcześniej pojawiały się informacje, że Lewandowski nie powinien mieć większych problemów, żeby wystąpić w tym meczu. “Nie ma zagrożenia, że Robert Lewandowski z powodu urazu nie zagra z Maltą. Wszystko jest ok” – pisał dziennikarz Adam Sławiński na Twitterze.

    Mecz Polska – Malta odbędzie się w poniedziałek 24 marca o godzinie 20:45.