Category: Home

  • Świątek rozkładała bezradnie ręce. Fissette musiał interweniować

    Świątek rozkładała bezradnie ręce. Fissette musiał interweniować

    Świątek rozkładała bezradnie ręce. Fissette musiał interweniować

    Iga Świątek bezradnie wzruszała ramionami w pierwszym secie 1/8 finału w Miami, a w pewnym momencie interweniować musiał trener Wim Fissette. Polska tenisistka – tak jak jej rywalka Elina Switolina – najlepsze zostawiła na koniec odsłony, czego podsumowaniem były reakcje publiczności. Ukrainka zrealizowała przedmeczową deklarację, ale górą i tak była Świątek – 7:6, 6:3.

     

    Switolina uczy cierpliwości, Świątek odrobiła lekcję

    – Fajny challenge – tak Świątek zareagowała, gdy dowiedziała się, z kim zagra o ćwierćfinał. I przypominała, że jej wcześniejsze pojedynki z 22. w zestawieniu WTA Ukrainką były bardzo wymagające fizycznie. Nie inaczej było i tym razem.

     

    W żadnym z wcześniejszych meczów w Miami dalszy los Świątek w turnieju nie był poważnie zagrożony, ale w obu miała przejściowe kłopoty. Po pokonaniu Francuzki Caroline Garcii 6:2, 7:5 wskazywała na nagły spadek energii w drugiej partii, a w pierwszej odsłonie pojedynku z Belgijką Elise Mertens – w której roztrwoniła przewagę 5:2 – szwankował serwis. 23-latka wygrała wtedy jedynie 60 procent akcji po pierwszym podaniu i 43 proc. po drugim. Dla porównania owe 60 proc. w drugim secie zamieniła na 79 proc.

     

    – Jestem zadowolona, że byłam wystarczająco cierpliwa, by po prostu nad tym pracować – przyznała Polka po niedzielnym zwycięstwie 7:6, 6:1.

     

    Cierpliwość to także cecha, która bardzo przydaje się w rywalizacji ze Switoliną. 30-latka gra w sposób urozmaicony, a do tego jest waleczna. Podziw budziły przede wszystkim jej determinacja i wyniki po powrocie do gry wiosną 2023 roku po urodzeniu dziecka. W trzy miesiące awansowała z 1344. na 27. miejsce w rankingu. Miejsce w Top30 dał jej półfinał Wimbledonu, do którego dostała się właśnie dzięki pokonaniu Świątek.

     

    Z Polką mierzyły się w sumie przed meczem w Miami trzykrotnie i za każdym razem na innej nawierzchni. Switolina wygrała wspomniane spotkanie na londyńskiej trawie, a Świątek na rzymskiej mączce cztery lata temu i w poprzednim sezonie na korcie twardym w Dubaju. Najbardziej jednostronny był ten ostatni mecz -druga rakieta świata straciła łącznie pięć gemów. Pojedynek był na tyle krótki, że wyżej notowana z zawodniczek… o nim zapomniała. W niedzielnym wywiadzie dla Canal+ była pewna, że ostatnio grała przeciwko byłej trzeciej tenisistce globu w Wimbledonie.

     

    Teraz po raz drugi przyszło im się zmierzyć na betonie. Obie mają na koncie sukcesy na tej nawierzchni i obie w drugiej połowie ubiegłego roku przechodziły trudne chwile. Świątek rozstała się po US Open z trenerem Tomaszem Wiktorowskim i miała pozytywny wynik testu na obecność zabronionych substancji (została zawieszona na miesiąc), a Switolina zaraz po nowojorskim turnieju poddała się operacji stopy.

     

    W tym sezonie obie nie pokazują jeszcze pełni możliwości, ale znacznie lepsze wyniki osiągała Polka. Jednak fakt, że Ukrainka ani razu nie przeszła ćwierćfinału, a do niego dotarła wcześniej tylko dwukrotnie, nie powinien uśpić czujności. Bo wygrała w tym czasie m.in. dwukrotnie z tenisistkami z Top5.

     

    – Nie mam nic do stracenia, a mogę jedynie zyskać. Postaram się odzyskać siły, bo gramy już jutro. Iga to wielka mistrzyni i wie, jak wygrywać. Będzie mnie sporo kosztowało, by ją pokonać, ale jestem na to gotowa – deklarowała zawodniczka z Odessy po trzysetowym niedzielnym meczu z Czeszką Karoliną Muchovą.

     

    I rzeczywiście dawała z siebie wszystko, nieraz mocno utrudniając Polce zadanie. Przełożenie na poziom gry miało to zwłaszcza w końcówce seta otwarcia. Wcześniej obie zawodniczki dość często się myliły, a od 11. gema – ku uciesze kibiców – zaczęły się właściwie licytować na efektowne zagrania.

     

    Świątek podbiegła do sztabu, trener interweniował. “Tu nie ma nic za darmo”. Polska powtórka z Wuhan

     

    Wcześniej po stronie Świątek było trochę frustracji. Był to efekt problemów ze wstrzeleniem się w kort. Polka kilka razy bezradnie rozkładała ręce. Po czwartym gemie podbiegła z rakietami do trybun, gdzie siedział jej sztab szkoleniowy, a Fissette przejął je i sprawdzał uważnie naciąg. Mogło to przywołać sytuację z meczu z Garcią, gdy to Francuzka już na początku rozgrzewki zgłosiła, że ma nieodpowiedni naciąg i była z tego wyraźnie niezadowolona w pierwszym secie.

     

    Wydawać się mogło, że u Polki ten problem był mniejszy. Ta sytuacja nie wybiła jej z rytmu, ale pewne kłopoty miała. Trzy razy w pierwszej odsłonie miała przewagę przełamania i trzykrotnie ją od razu straciła. O ile niedzielny tie-break w meczu z Mertens był jednostronny, to mocno skupiona Switolina do końca walczyła o odwrócenie jego losów dzień później. Nie odpuszczała także w drugiej odsłonie, przed którą korzystała z pomocy medycznej (stopa). A potwierdzeniem wysiłku, do jakiego zmusiła przeciwniczkę, niech będzie worek z lodem, który podczas jednej z przerw w drugiej partii Świątek – choć było już blisko północy czasu miejscowego – kładła sobie na kark.

    – Tu nie ma nic za darmo. Ani z jednej, ani z drugiej strony – stwierdziła w pewnym momencie partnerująca za mikrofonem Ignacikowi Paula Kania-Choduń.

     

    A Świątek przetrwała ten napór. I wygrała mimo aż 37 niewymuszonych błędów, których miała więcej niż uderzeń wygrywających (34).

     

    Zaskakiwać może nazwisko kolejnej rywalki Świątek. Alexandra Eala z Filipin, która w maju będzie obchodzić 20. urodziny, jest 140. tenisistką świata. W głównej drabince imprezy na Florydzie znalazła się dzięki przyznanej przez organizatorów “dzikiej karcie”. I pokazała, jak wykorzystywać takie szanse – wcześniej wyeliminowała m.in. mistrzynie wielkoszlemowe Łotyszkę Jelenę Ostapenko i Amerykankę Madison Keys. W ćwierćfinale w ogóle nie musiała wychodzić na kort – Hiszpanka Paula Badosa wycofała się przed spotkaniem.

     

    Świątek nie jest jedyną polską tenisistką w najlepszej ósemce tegorocznej edycji imprezy w Miami. Kilka godzin wcześniej jako pierwsza awansowała do niej Magda Linette. Poprzednio taka sytuacja w “tysięczniku” zdarzyła się w październiku w Wuhan, gdy do ćwierćfinału dotarły Linette i Magdalena Fręch.

  • Nie dała jej szans! Jednostronny mecz Linette – Paolini w Miami

    Nie dała jej szans! Jednostronny mecz Linette – Paolini w Miami

    Nie dała jej szans! Jednostronny mecz Linette – Paolini w Miami

    Miał być długi i zacięty mecz w “polskim hicie” w ćwierćfinale w Miami, a zamiast tego był jednostronny pojedynek bez szczęśliwego zakończenia dla Magdy Linette. Polska tenisistka, której wyraźnie brakowało już paliwa, przegrała z Włoszką Jasmine Paolini 3:6, 2:6. A pomagającej jej Agnieszce Radwańskiej zniknął przyjemny problem.

     

    Planowane pierwotnie na godzinę 19 czasu polskiego spotkanie Magdy Linette z Jasmine Paolini miało uprzyjemnić wieczór w wielu polskich domach. Za sprawą przedłużającego się wcześniejszego meczu, ale przede wszystkim za sprawą dłuższej przerwy spowodowanej deszczem, pojedynek ten rozpoczął się jednak dopiero cztery godziny później. Kibice szykowali się na ucztę, ale o niej można było mówić tylko po jednej stronie kortu. Włoszka wyjątkowo podczas meczu ani przez chwilę się nie uśmiechała, ale w tym wypadku nie był to zły znak.

     

    Włoska tenisowa ściana sfrustrowała Linette

    Na papierze był to pojedynek 34. tenisistki świata z siódmą. W losach 33-letniej Linette i młodszej o cztery lata Paolini jest pewna analogia – obie dość długo czekały na przełom. Polka zanotowała go dwa lata temu, gdy dotarła do półfinału wielkoszlemowego Australian Open. Potem mierzyła się z kłopotami zdrowotnymi i większymi niż wcześniej oczekiwaniami. Od tego czasu dość regularnie sukcesy przeplata okresami słabszych wyników.

     

    Teraz z dużymi oczekiwaniami próbuje radzić sobie Włoszka, której życie odmieniło się w minionym sezonie. Zaczęło się od lutowego triumfu w Dubaju, a później zawodniczka, której znakiem rozpoznawczym jest niemal nieznikający z twarzy uśmiech, dołożyła do tego jeszcze m.in. dwa wielkoszlemowe finały – w Roland Garros i Wimbledonie. To tym bardziej imponujące, że z powodzeniem łączy starty w singlu z deblem. W tej drugiej konkurencji w ubiegłym roku wygrała cztery turnieje i jeszcze dwukrotnie dotarła do finału. Nic dziwnego więc, że pod koniec minionego sezonu grała już na oparach.

     

    Skorzystała na tym trochę m.in. Linette, gdy zmierzyły się jesienią w trzeciej rundzie w Pekinie. Niżej notowana tenisistka wygrała 6:4, 6:0. Wspominając teraz tamten mecz, zwracała uwagę na bardzo dobry return – zarówno swój, jak i rywalki. Chciała też znów nakładać na Paolini presję. Tak, jak robiła to rundę wcześniej w Miami.

     

    Drugi w karierze ćwierćfinał w turnieju rangi 1000 poznaniance dało teraz zwycięstwo nad Amerykanką Coco Gauff (3. WTA) 6:4, 6:4. Zrobiła w tym meczu to samo, co w pojedynku przeciwko Włoszce w Chinach – wykorzystała słabszą dyspozycję faworytki i dołożyła do tego odważną i agresywną grę. Dzięki temu 33-latka po raz pierwszy w karierze w pełnym wymiarze pokonała rywalkę z Top3 światowej listy (W 2021 r. wygrała z ówczesną liderką Ashleigh Barty, ale tamten mecz zakończył się kreczem Australijki w drugiej partii). I po raz szósty w karierze pokonała tenisistkę z czołowej dziesiątki (jej bilans w takich meczach to 6-28). Poprzednią była właśnie Paolini w Pekinie.

     

    Polka od tego momentu aż do teraz nie była w stanie ponownie dotrzeć do ósemki w żadnym turnieju. Ale podobne kłopoty miała Paolini, która poprzednio na tym etapie była w październiku w Wuhan i był to jej jedyny ćwierćfinał od Wimbledonu. Dlatego teraz po pokonaniu w trzech setach w poniedziałek Japonki Naomi Osaki odetchnęła z ulgą i rzuciła z uśmiechem: “Wreszcie”.

     

    Obie z Linette w Miami zyskały więc pewność siebie i obie szykowały się na długą i trudną walkę w ćwierćfinale. Przygotowany na to był też sztab szkoleniowy Polki, czyli trener Mark Gellard i pełniąca od tego sezonu rolę konsultantki 34. rakiety świata Agnieszka Radwańska.

     

    – Ważne, żeby – tak jak w meczu z Coco – wejść i robić swoje. Jak najszybciej przejmować kontrolę – opowiadała na antenie Canal+ przed wtorkowym meczem Radwańska. Za sprawą zaskakująco dobrego występu Linette już kilka razy zmieniała w ostatnich dniach termin biletu lotniczego do domu.

     

    Niestety, kolejnego razu nie będzie…Bo choć Linette zaczęła od przełamania, to potem jak burza szła tylko Paolini. Włoszka na wcześniejszym etapie turnieju zaoszczędziła więcej sił (na otwarcie miała “wolny los”, a w 3. rundzie rozegrała zaledwie siedem gemów przed kreczem rywalki). Ta różnica dała o sobie znać we wtorek.

     

    Co prawda Linette zaczęła od przełamania, ale potem cztery gemy z rzędu zgarnęła rywalka. To ta druga nakładała presję i dominowała. – Ona próbuje zamęczyć – skwitował komentujący mecz w Canal+ Bartosz Ignacik. A chwilę później porównał Paolini do tenisowej ścianki, po odbiciu od której piłka wciąż wracana drugą stronę kortu.

    U Linette zaś zamiast wcześniejszego świetnego poruszania się było już więcej spóźnionych reakcji. Nie można odmówić jej starań, ale problem polegał na tym, że nie dawały one zbytnio efektu. Granie piątego meczu w trudnych warunkach w Miami (duża wilgotność) sprawiło, że tym razem szwankował pierwszy serwis Polki, a jej zagraniom w wymianach brakowało dokładności. Strat z początku seta już nie zdołała zniwelować

     

    Druga partia miała podobny przebieg. Partnerująca Ignacikowi Paula Kania-Choduń zwracała uwagę, że 33-latka z Poznania jest tak nisko na nogach (by lepiej ustawić się do piłek), że wręcz szoruje kolanami po korcie. To niestety też nie pomogło, bo Włoszka wciąż grała niemal bezbłędnie i była nie do ruszenia. Przy stanie 4:1 Linette zaczęła się mocniej frustrować sytuacją, a Paolini robiła swoje. W końcówce Polka jeszcze zmieniła rakietę, ale cudownego zwrotu akcji ów manewr jej nie zapewnił. Po ostatniej piłce meczu zaś maksymalnie wcześniej skupiona Włoszka mogła się wreszcie uśmiechnąć.

     

    Był to czwarty pojedynek tych tenisistek. Bilans jest remisowy. W półfinale Paolini zmierzy się z liderką rankingu WTA Białorusinką Aryną Sabalenką lub Chinką Qinwen Zheng. W drugiej parze może się znaleźć Iga Świątek, o ile w środę pokona Alexandrę Ealę z Filipin, największą sensację tegorocznej edycji turnieju w Miami.

     

  • Set dla Sabalenki i zwrot akcji w meczu z Zheng o półfinał w Miami. Koniec nastał o 3:17

    Set dla Sabalenki i zwrot akcji w meczu z Zheng o półfinał w Miami. Koniec nastał o 3:17

    Set dla Sabalenki i zwrot akcji w meczu z Zheng o półfinał w Miami. Koniec nastał o 3:17

    Sesja wieczorna w ramach wtorkowej rywalizacji w Miami przyniosła nam starcie z udziałem Aryny Sabalenki. Białorusinka walczyła o awans do półfinału turnieju rangi WTA 1000 z Qinwen Zheng. Liderka rankingu w pewnym stylu wygrała pierwszego seta, ale na starcie drugiego nastąpił zwrot akcji. Chinka często obejmowała prowadzenie dwoma gemami. W końcówce tenisistka z Mińska odrobiła jednak stratę i przechyliła szalę na swoją korzyść. Ostatecznie 26-latka triumfowała 6:2, 7:5. Pojedynek zakończył się o godz. 3:17 czasu polskiego.

     

    Po nieudanym tournee po Bliskim Wschodzie, Aryna Sabalenka przygotowała znacznie lepszą formę na zmagania w Indian Wells i Miami. Podczas kalifornijskich rozgrywek przegrała dopiero w finale, ulegając Mirrze Andriejewej. Na Florydzie jej dyspozycja również wyglądała jak dotąd nieźle. W czwartej rundzie dość pewnie rozprawiła się z obrończynią tytułu  – Danielle Collins. Amerykanka nie zdołała wygrać choćby jednego seta w potyczce z liderką rankingu.

     

    Dzisiejszej nocy Sabalenka rywalizowała o awans do półfinału WTA 1000 w Miami. Jej przeciwniczką okazała się Qinwen Zheng, która miała do tej pory fatalny bilans w bezpośrednich starciach przeciwko tenisistce z Mińska. Aryna prowadziła 5-0 w zestawieniu H2H. Chinka wygrała w tych potyczkach tylko jednego seta, podczas ubiegłorocznego finału tysięcznika w Wuhan. Zawodniczka z Azji, której forma również szła w górę, stanęła przed szansą na premierowy triumf w rywalizacji z Białorusinką.

     

    Mecz Sabalenka – Zheng wyłonił rywalkę dla Paolini w półfinale WTA 1000 w Miami

     

    Pojedynek od początku miał dość niespodziewany przebieg. Już w pierwszym gemie obserwowaliśmy break pointy. Wówczas Sabalenka prowadziła 40-15 przy podaniu Zheng, ale po rywalizacji na przewagi to Qinwen objęła prowadzenie. Później Chinka miała w sumie trzy szanse na 2:0. Nie wykorzystała jednak ani jednej okazji. Przegrała pięć akcji z rzędu i ostatecznie Aryna wyrównała na 1:1. W trakcie kolejnego rozdania Białorusinka dopięła już swego. Tym razem już pierwszą z dwóch sposobności zamieniła w przełamanie. Tenisistka z Mińska nie nacieszyła się nim jednak zbyt długo. Po chwili mistrzyni olimpijska z Paryża odrobiła stratę po szalonej akcji, zakończonej niewielką pomyłką liderki rankingu.

     

    Po piątym gemie 26-latka odzyskała stery. Znów dobrała się do serwisu Zheng, tym razem nie tracąc ani jednego punktu. Tym razem Sabalenka zdołała potwierdzić przewagę poprzez utrzymanie swojego podania i zrobiło się 4:2 dla Białorusinki. Problemy Chinki przy własnym serwisie nie ustawały. W trakcie siódmego rozdania doszło do kolejnego przełamania i przy stanie 5:2 Aryna mogła zamykać rywalizację w premierowej odsłonie pojedynku. Dopięła swego, triumfując ostatecznie 6:2.

     

    Początek drugiej partii przyniósł nam zwrot akcji. Pierwsze minuty należały do złotej medalistki z Paryża. Qinwen najpierw utrzymała swoje podanie, a następnie dość łatwo wywalczyła sobie przełamanie. Po chwili prowadziła już 30-0 przy własnym serwisie, wydawało się, że pewnie zmierza po prowadzenie 3:0. Doszło jednak do break pointów dla tenisistki z Mińska. Trzecia okazja zakończyła się odrobieniem straty przełamania przez Arynę. Liderka rankingu podawała po wyrównanie. Mimo rozpoczęcia gema od wygranej akcji, ponownie dała sobie odebrać serwis i zrobiło się 3:1 dla Zheng.

     

    Festiwal breaków nie ustawał. W następnym gemie Qinwen nie wygrała ani jednego punktu i Białorusinka znów stanęła przed szansą na doprowadzenie do remisu. Ponownie potwierdziło się jednak, że obie lepiej radzą sobie w tym meczu na returnie. Mistrzyni olimpijska znów miała dwa “oczka” przewagi. Problem Chinki polegał na tym, że wciąż miała niski procent pierwszego podania i była bardzo nieskuteczna przy drugim. Aryna znów mogła doprowadzić do wyrównania. W początkowej fazie ósmego rozdania zafundowała sobie kłopoty, przegrywała już 0-40. Od tego momentu wygrała jednak pięć akcji z rzędu i w końcu utrzymała swoje podanie w drugim secie, dzięki czemu mieliśmy 4:4.

     

    Po chwili pod presją znalazła się Zheng. Mimo pewnych kłopotów i gry na przewagi, zdołała utrzymać serwis za czwartym podejściem. W trakcie dziesiątego gema to samo uczyniła Sabalenka. Liderka rankingu zrobiła to jednak w zdecydowanie lepszym stylu, bowiem nie straciła ani jednego punktu. Białorusinka kontynuowała serię także przy podaniu przeciwniczki, wygrała na starcie dwie wymiany. Chociaż to Chinka jako pierwsza miała piłkę na 6:5, Aryna doczekała się break pointa. Wykorzystała go i po chwili mogła zamykać pojedynek. 26-latka dokonała tej sztuki, po raz szósty zwyciężając w starciu z Qinwen. Tenisistka z Mińska triumfowała 6:2, 7:5 i zameldowała się w półfinale WTA 1000 w Miami, gdzie zagra z Jasmine Paolini. Włoszka pokonała Magdę Linette 6:3, 6:2.

     

  • Udany rewanż w starciu Linette – Paolini. 77 minut emocji w Miami, na horyzoncie Sabalenka

    Udany rewanż w starciu Linette – Paolini. 77 minut emocji w Miami, na horyzoncie Sabalenka

    Udany rewanż w starciu Linette – Paolini. 77 minut emocji w Miami, na horyzoncie Sabalenka

    Po długim oczekiwaniu kibice w końcu mogli obejrzeć ćwierćfinałowe z udziałem Magdy Linette. Poznanianka walczyła o awans do najlepszej “4” WTA 1000 w Miami z Włoszką z polskimi korzeniami – Jasmine Paolini. Reprezentantka Italii zagrała świetne spotkanie i wzięła rewanż za porażkę w ostatniej bezpośredniej batalii z naszą tenisistką. Mistrzyni olimpijska z Paryża w grze podwójnej triumfowała 6:3, 6:2 po 77 minutach. W półfinale zagra z Aryną Sabalenką lub Qinwen Zheng.

     

    Magda Linette imponowała swoją dotychczasową formą podczas turnieju WTA 1000 w Miami. Poznanianka po raz pierwszy w karierze dotarła do ćwierćfinału singlowych zmagań na Florydzie, na dodatek bez straty seta. Pokonała Anastazję Pawluczenkową, Jekaterinę Aleksandrową, Lindę Fruhvirtovą i Coco Gauff. W batalii z Amerykanką o najlepszą “8” świetnie serwowała i niezwykle cierpliwie rozgrywała kolejne punkty pojedynku. Dzięki temu odniosła jedno z największych zwycięstw w swojej karierze.

     

    Już dzisiaj 33-latkę czekało następne starcie. Mecz o półfinał przyniósł rywalizację z Jasmine Paolini. Włoszka z polskimi korzeniami nie miała ostatnio najlepszego czasu, ale podczas turnieju w Miami pokazywała coraz lepszą formę – taką, która doprowadziła ją do ogromnych sukcesów w poprzednim sezonie. Szczególnie cenny okazał się triumf w meczu czwartej rundy z Naomi Osaką. Japonka zagrała bardzo przyzwoite spotkanie, ale tenisistka z polskimi korzeniami znalazła sposób na powrót do gry po przegranym secie.

     

    Zapowiadała się zatem ciekawa batalia o miejsce w najlepszej “4” zmagań na Florydzie. Tym bardziej, że finalistka Roland Garros i Wimbledonu 2024 była dodatkowo zmobilizowana, by zrewanżować się Linette za porażkę w ich poprzednim bezpośrednim pojedynku, który miał miejsce pod koniec września ubiegłego roku. W trakcie imprezy rozgrywanej w Pekinie, Magda wygrała 6:4, 6:0. Obie tenisistki musiały się uzbroić w cierpliwość, gdyż ich mecz, zaplanowany pierwotnie na okolice godz. 19:00 czasu polskiego, mocno się opóźnił ze względu na opady deszczu. Panie pojawiły się na korcie dopiero cztery godziny później. Na dodatek na innej arenie, ponieważ ich rywalizację przeniesiono z centralnego obiektu na Grandstand.

     

    Magda Linette kończy turniej WTA 1000 w Miami na ćwierćfinale. Triumf Jasmine Paolini

     

    Pojedynek rozpoczął się od serwisu Jasmine. Włoszka wygrała na “dzień dobry” dwie akcje, ale od tego momentu nie zdobyła już ani jednego punktu. Dzięki temu Magda już na starcie wywalczyła sobie przełamanie. Z czasem jednak Paolini zaczęła łapać lepszy rytm i uruchomiła swoją dominację na korcie. Linette została zepchnięta do defensywy, a Włoszka imponowała swoją skutecznością. Wyglądało to tak, jakby gra toczyła się zbyt szybko dla poznanianki. Po trzech gemach to reprezentantka Italii znalazła się na prowadzeniu.

     

    Na tym problemy po stronie Polki się nie skończyły. Mimo jednej okazji na 2:2, to rywalka zgarnęła kolejne “oczko” z rzędu na swoją korzyść. Później Paolini potwierdziła przewagę przełamania po tym, jak obroniła dwa break pointy w trakcie zaciętego rozdania. Po chwili zaczęło pachnięć kontynuacją świetnej serii po stronie Jasmine, gdyż objęła prowadzenie 30-0 przy podaniu naszej tenisistki. Na szczęście Magdzie udało się powstrzymać znakomitą passę przeciwniczki i dała sobie jeszcze szansę na nawiązanie walki w pierwszym secie.

     

    33-latka znów miała trochę więcej do powiedzenia na korcie, ale Jasmine nie odpuszczała i skutecznie pilnowała swojej przewagi. Przy stanie 5:3 Włoszka serwowała po zwycięstwo w premierowej odsłonie. I dokonała tej sztuki bez większego problemu, wygrywając gema bez straty punktu. Ostatecznie pierwsza partia zakończyła się wynikiem 6:3 na korzyść reprezentantki Italii.

    Zawodniczka z Półwyspu Apenińskiego nie zatrzymywała się także na starcie drugiego seta. Od początku wywarła presję na Magdzie, grając bardzo dokładne piłki pod linię końcową. I niestety, już pierwszy break point przyniósł przełamanie na korzyść Włoszki. Wydawało się, że Jasmine w pewnym stylu podwyższy prowadzenie do stanu 2:0, prowadziła już 40-0 przy swoim podaniu. Mimo to doszło do break pointa dla Linette. Nie udało się go jednak wykorzystać. Włoszka ponownie zagrała ofensywną akcję i wymusiła błąd na Polce. Ostatecznie Paolini dopięła swego i potwierdziła przewagę przełamania.

     

    Mimo niekorzystnego wyniku, Magda cały czas walczyła o powrót. Pewnie utrzymała swoje podanie, a potem miała nawet szansę na 2:2. W kluczowym momencie Włoszka znów nacisnęła jednak na Polkę i wyszła z opresji, kończąc rozdanie na swoją korzyść. To by bardzo ważny moment z perspektywy dalszych losów partii. W następnym gemie poznanianka popełniła kilka błędów i to zaowocowało podwójnym przełamaniem dla Jasmine. W trakcie szóstego rozdania pojawiły się jeszcze w sumie trzy szanse dla poznanianki na odrobienie straty jednego breaka, ale znów w tych ważnych momentach skuteczniejsza okazywała się Włoszka.

     

    Ostatecznie Paolini triumfowała 6:3, 6:2 po 77 minutach gry. Dzięki temu to reprezentantka Italii powalczy o finał WTA 1000 w Miami z Aryną Sabalenką lub Qinwen Zheng.

     

  • Rewanż Polki za finał w WTA, piłka setowa. Sędzia weszła na kort. Zmiana decyzji

    Rewanż Polki za finał w WTA, piłka setowa. Sędzia weszła na kort. Zmiana decyzji

    Rewanż Polki za finał w WTA, piłka setowa. Sędzia weszła na kort. Zmiana decyzji

    Zaledwie trzy dni temu w Antaly Maja Chwalińska i Anastasia Detiuc grały o tytuł WTA 125 z Jesiką Malečkovą i Miriam Škoch. I wygrały pierwszy z trzech turniejów tej rangi na południu Turcji, co zapewni Polce najwyższy ranking w karierze w zmaganiach deblowych. Traf chciał, że już w pierwszej rundzie kolejnego turnieju w Antalyi duet Chwalińska/Detiuc znów zmierzył się z duetem Malečkova/Škoch. I ponownie Maja cieszyła się z wygranej, choć końcówka pierwszego seta była absolutnie niezwykła.

     

    Maja Chwalińska zdecydowała się na trzy koleje turnieje w Antalyi, choć nie wiadomo, czy we wszystkich zdecyduje się na łączenie rywalizacji w grze pojedynczej i podwójnej. W dwóch pierwszych odpowiedź jest pozytywnie, mimo że w ostatni czwartek, piątek i sobotę spędziła na korcie łącznie aż 13 godzin. Grała po dwa spotkania dziennie dotarła do półfinału singla, w deblu cieszyła się z tytułu. Wspólnie z Anastasią Detiuc pokonały w sobotę parę: Jesika Malečkova/Miriam Škoch 4:6, 6:3, 10-2.

     

    23-latka z BKT Advantage Bielsko-Biała odpoczęła dwa dni i znów ruszyła do walki na mączce w Antalyi. Na pierwszy ogień poszły zmagania deblowe, znów połączyła siły z Anastasią Detiuc z Czech, a po drugiej stronie stanęły… Jesika Malečkova i Miriam Škoch.

     

    Jak to możliwe? Oba duety nie zostały rozstawione, a tylko numerek w drabince dla obu mógłby sprawić, że ich ewentualna rywalizacja odbyłaby się później. A tak tym razem trafiły na siebie już w pierwszej rundzie.

     

    WTA 125 Antalya. Maja Chwalińska znów zaczęła turniej od rywalizacji w deblu. Z tymi samymi rywalkami, z którymi grała trzy dni temu w finale

     

    Dla Chwalińskiej było to przetarcie przed spotkaniem singlowym, a losowanie miała wyjątkowo trudne. W środę jej pierwszą rywalką będzie bowiem 23-letnia Rosjanka Kamilla Rachimowa, która po nieudanych zmaganiach w Indian Wells (przegrała z Caroline Dolehide) i Miami (uległa Annie Blinkowej), szybko przeniosła się do Turcji. A to obecnie 77. zawodniczka w rankingu WTA, w zeszłorocznym US Open powalczyła z Igą Świątek, przegrała 4:6, 6:7 (6-8). Ma już w dorobku zwycięstwa nad Wiktorią Azarenką, Jekateriną Aleksandrową czy Ludmiłą Samsonową.

     

    Wcześniej jednak doszło do potyczki deblowej, w której dwie Czeszki już na początku przełamały serwis ich rodaczki Detiuc, a po pierwszym obejściu serwisowym prowadziły 3:1. Później przełamana została Malečkova, po niej Chwalińska, wreszcie i dotknęło to Škoch. Przy stanie 4:4 swoje podanie utrzymała jednak Detiuc i przed Polką i Czeszką pojawiła się szansa na wygranie partii.

     

    Trochę pomogła w tym Malečkova, jej podwójny błąd dał wynik 15-40. Później dwa razy zaserwowała jednak dobrze, o tym czy będzie 5:5, czy jednak 4:6, miał zdecydować jeden punkt.

     

    I był to punkt najdziwniejszy z wszystkich, bo po głębokim zagraniu Chwalińskiej piłka odbiła się w okolicach linii końcowej, Malečkova ją zostawiła, a sędzia liniowy wykrzyknął aut. Ze stołka zeszła jednak główna arbiter, zobaczyła ślad i uznała, że… zagranie Polki było dobre. A to oznaczało koniec seta.

     

    Mistrzynia Megasaray Hotels Open z soboty poszły za ciosem, w drugiej partii prowadziły już 3:0, a później 5:2. I miały piłkę meczową przy stanie 5:3, by jednak doprowadzi do nerwówki, bo drugim w tym secie breaku na Chwalińskiej. Wygrały jednak, bo jeszcze większe problemy z podaniem miała Miriam Škoch, ona została w tym secie przełamana aż trzy razy. I skończyło się na 6:4, 6:4.

     

    Gdyby Chwalińskiej i Detiuc udało się powtórzyć wyczyn z pierwszego turnieju, a potrzebują jeszcze trzech zwycięstw, Polka stanie przed realną szansą awansu do najlepszej setki WTA już w najbliższy poniedziałek, 31 marca.

     

  • W 86 minut Linette odprawiła Paolini w WTA 1000. A drugi set wygrała 6:0

    W 86 minut Linette odprawiła Paolini w WTA 1000. A drugi set wygrała 6:0

    W 86 minut Linette odprawiła Paolini w WTA 1000. A drugi set wygrała 6:0

    Jasmine Paolini jest jedną z nielicznych tenisistek w czołówce, z którą Magda Linette ma korzystny bilans bezpośrednich potyczek, wygrała dwa z trzech spotkań. We wtorek w Miami staną do rywalizacji o półfinał turnieju WTA 1000, dla obu to rekordowe osiągnięcie na Florydzie. I patrząc na znakomitą dyspozycję poznanianki w ostatnich dniach, trudno wskazać faworytkę. Gdy zaś mierzyły się ostatnio, pół roku temu w Pekinie, Linette pokonała Paolini aż 6:4, 6:0. W ramach zapowiedzi przypominamy tamto spotkanie.

     

    W rankingu WTA Race “na żywo” Magda Linette, pokonując Coco Gauff, awansowała na 30. miejsce, co oddaje jej zwyżkującą formę w tym roku. A jeśli w ćwierćfinale upora się z Jasmine Paolini, przeskoczy na 18. miejsce, właśnie tuż za Włoszkę. I będzie bardzo blisko tego, co straciła rok temu po Australian Open – miejsca dającego rozstawienie w Australian Open, ale też i zwalniającego z gry w pierwszych rundach turniejów WTA 1000. Skorzystałaby więc w Madrycie, Rzymie i Paryżu.

     

    I choć dziś formalnie w rankingu WTA Polkę i Włoszkę dzieli aż 27 pozycji na korzyść tej drugiej, to Magda nie jest bez szans. Wystarczy prześledzić ich ostatnie potyczki: bezpośrednie, ale nie tylko.

     

    Mecz na korcie centralnym Hard Rock Stadium zacznie się we wtorek nie przed godz. 19. polskiego czasu, a po zakończeniu starcia ATP Gaela Monfilsa z Sebastianem Kordą.

     

    WTA 1000 Miami Open. Czwarte starcie Magdy Linette z Jasmine Paolini już we wtorek. Bilans korzystny dla Polki

     

    Choć Linette jest starsza od Paolini o cztery lata, to ich “wspólne” boje nie mają wielkiej historii. A to głównie za sprawą Jasmine, która od lata zeszłego roku jest w najlepszej dziesiątce rankingu, ale do światowego topu przebijała się bardzo długo. Dopiero w wieku 24 lat awansowała do najlepszej setki, później też nie było radykalnego skoku. Nastąpił dopiero po zeszłorocznych sukcesach, czyli tytule w Dubaju, a później dwóch prestiżowych finałach: Roland Garros i Wimbledonu.

     

    Pierwszy ich wspólny pojedynek miał miejsce dopiero dwa lata temu w Birmingham, w turnieju WTA 250 przygotowującym do Wimbledonu. Wtedy to poznanianka była rozstawiona z trójką, zajmowała 20. miejsce na świecie, co było efektem kapitalnego Australian Open i jej awansu do półfinału. Pokonała Paolini po 153 minutach gry 3:6, 7:5, 6:4, ale trudy tego spotkania odczuła już chwilę później. Dokładniej zaś – dwa dni później, gdy uległa gadko Chince Lin Zhu 3:6, 0:6, mając problemy z bieganiem.

     

    Paolini zrewanżowała się za tę porażkę 13 miesięcy później, tym razem była już faworytką, choć i dyspozycja Magdy dawała nadzieję na sukces. Trafiły bowiem na siebie w drugiej rundzie olimpijskiego turnieju w Paryżu, czyli na szczęśliwej dla Włoszki mączce – tu zagrała kilka tygodni wcześniej o dwa tytuły French Open, w singlu i deblu. Tyle że Linette przyleciała do Paryża w ostatniej chwili po triumfie w WTA 250 w Pradze, a już w stolicy Francji na dzień dobry ograła Mirrę Andriejewą 6:3, 6:4.

     

    I tamto spotkanie pokazało, że zbyt częsta gra jednak nie popłaca. W drugim secie Magda opadła z sił, przegrała tę batalię 4:6, 1:6, odpadła.

     

    A po raz trzeci zmierzyły się na jeszcze innej nawierzchni, tym razem na twardym korcie w stolicy Chin. Już bez kłopotów zdrowotnych poznanianka zagrała znakomicie.

     

    Wielkie zaskoczenie w Pekinie. Turniejowa “trójka” rozbita 6:0. Polka triumfowała

     

    Linette na samym początku starcia zaskoczyła faworytkę, wtedy piątą zawodniczkę listy WTA, a pod nieobecność Igi Świątek i Jeleny Rybakiny – rozstawioną z trójką. Szybko ją dwa razy przełamała, odskoczyła na 3:0. Później sprawy się trochę skomplikowały, Paolini objęła prowadzenie 4:3, miała nawet break point na 5:3. Magda się wybroniła, a później pokazała istny koncert. Wygrała wszystkie gemy do końca spotkania, triumfowała 6:4, 6:0. I awansowała do 1/8 finału. Tam znów trafiła na młodszą z sióstr Andriejewych i tak jak Polka zrewanżowała się Włoszce za igrzyska, tak Rosjanka zrobiła to samo Polce.

     

    Niemniej tamto zwycięstwo w stolicy Chin było dla Linette bardzo ważne, ograła zawodniczkę ze ścisłej czołówki. A patrząc na jej mecze z zawodniczkami z najlepszej piątki rankingu, w swojej długiej karierze dokonała tego dopiero po raz czwarty, wcześniej ograła Ashleigh Barty (nr 1 WTA, Roland Garros 2021), Elinę Switolinę (nr 5, Wimbledon 2021) i Caroline Garcię (nr 4, Australian Open 2023).

     

    Niemniej tamto zwycięstwo w stolicy Chin było dla Linette bardzo ważne, ograła zawodniczkę ze ścisłej czołówki. A patrząc na jej mecze z zawodniczkami z najlepszej piątki rankingu, w swojej długiej karierze dokonała tego dopiero po raz czwarty, wcześniej ograła Ashleigh Barty (nr 1 WTA, Roland Garros 2021), Elinę Switolinę (nr 5, Wimbledon 2021) i Caroline Garcię (nr 4, Australian Open 2023).

     

    A teraz możliwość gry z Paolini dostała po kolejnym tak prestiżowym sukcesie, bo takim jest efektowne zwycięstwo 6:4, 6:4 z Coco Gauff.

  • Amerykanie nie mogą uwierzyć, co zrobiła Linette. “Złamane serce”

    Amerykanie nie mogą uwierzyć, co zrobiła Linette. “Złamane serce”

    Amerykanie nie mogą uwierzyć, co zrobiła Linette. “Złamane serce

     

    Magda Linette sprawiła ogromną niespodziankę w meczu z Coco Gauff. Polka wyeliminowała wyżej notowaną Amerykankę i awansowała do ćwierćfinału Miami Open. Lokalne media przecierały oczy z wrażenia. Tak nazwali to, co zrobiła w tym meczu poznanianka.

     

    Polskie tenisistki kapitalnie sobie radzą w Miami. W nocy z poniedziałku na wtorek Iga Świątek awansowała do ćwierćfinału, pokonując Elinę Switolinę. Nie brakowało kontrowersji, w tym tego, że druga rakieta świata świata została upomniana przez arbiter za zbyt długie wznawianie gry. Ta jednak to zbagatelizowała i stwierdziła, że to jest już “tradycja” i podkreśliła, że “przestała się tym przejmować”.

     

    Magda Linette zadziwiła w meczu z Coco Gauff

    Wcześniej do ćwierćfinału Miami Open zakwalifikowała się Magda Linette, która sensacyjnie pokonała Coco Gauff. Amerykanka popełniła 12 podwójnych błędów i cztery razy została przełamana przez rywalkę. Polka bardzo skutecznie naciskała na rywalkę, wygrywając 6:4, 6:4.

     

    “Myślę, że dla mnie było naprawdę ważne, aby nadal naciskać na serwis Coco, aby upewnić się, że czuje presję” – mówiła po meczu Linette. Z kolei Gauff stwierdziła: To po prostu jeden z tych dni, kiedy czułam się okropnie pod każdym względem na boisku – wyznała. Jak reagowały na ten wynik amerykańskie media?

     

    Amerykanie reagują na wyczyny Polki. “Zaszokowała”, “złamała serce”

    Serwis deadspin.com, należący do amerykańskiej grupy Gawker Media napisał o tym meczu: “Magda Linette zaszokowała rozstawioną z nr 3 Coco Gauff podczas Miami Open” – czytamy w tytule.

     

    “Nierozstawiona Polka Magda Linette przyczyniła się do problemów zajmującej 3. miejsce na świecie Coco Gauff, pokonując w poniedziałek 6:4, 6:4 i docierając do ćwierćfinału turnieju Miami Open” – dodano.

     

    Z kolei Sports Illustrated stwierdził, że powrót Coco Gauff do Miami zakończył się “złamanym sercem”. Ponadto amerykańscy dziennikarze przytoczyli słowa trzeciej rakiety świata, która na pytanie, co jest nie tak, odpowiedziała: prawie wszystko. – Serwis, return, forehand, backhand, wszystko, tak szczerze – wymieniła.

     

    Dziennikarze si.com zrelacjonowali, że schodząc z kortu “21-latka powstrzymywała łzy, machając na pożegnanie kibicom” – napisano.

     

    NY Times: Kolejny frustrujący wieczór

    The New York Times nazwali wprost przebieg tego meczu “zaskakującym”. “Coco Gauff przeżyła kolejny frustrujący wieczór” – dodano. Dziennikarze wytknęli trzeciej rakiecie świata wszystkie błędy, jakie popełniła. “W samym pierwszym secie popełniła siedem podwójnych błędów serwisowych i skończyła z 12 błędami w sumie, popełniając 45 niewymuszonych błędów w dwóch setach. Miała problemy z pierwszym serwisem w ponad 50 procentach przypadków” – wytknięto jej.

     

    “Sytuacja jest wyjątkowo ciekawa dla Gauff, ponieważ pod koniec zeszłego roku i na początku tego roku wydawała się grać w inny, bardziej efektywny rodzaj tenisa” – napisano.

     

    “Gauff miała w przeszłości spadki formy. Kiedy tak się działo, próbowała sobie wmówić, że nie może być gorzej i gdzieś po drodze zaczyna grać lepiej. Powiedziała, że najlepiej zamknąć książkę o twardych kortach do lata i patrzeć na swing na kortach ziemnych w Europie, który zaczyna się w przyszłym miesiącu” – czytamy.

  • Iga Świątek poszła spać, a tu taka nowina. Wielki moment, czekaliśmy 165 dni

    Iga Świątek poszła spać, a tu taka nowina. Wielki moment, czekaliśmy 165 dni

    Iga Świątek poszła spać, a tu taka nowina. Wielki moment, czekaliśmy 165 dni

    W nocy z poniedziałku na wtorek czasu polskiego Iga Świątek pokonała Elinę Switolinę i zameldowała się w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Miami. Jej zwycięstwo wiąże się z wielkim sukcesem nie tylko dla niej samej, ale dla całego polskiego tenisa. Magda Linette również ma powody do świętowania. Na tak wielki moment czekaliśmy 165 dni – od ćwierćfinałów zeszłorocznego turnieju w Wuhanie.

     

    Wszystko zaczęło się nieco ponad pięć miesięcy temu na Dalekim Wschodzie. Właśnie wtedy, w Wuhanie, Magda Linette i Magdalena Fręch odniosły wielki wspólny sukces i awansowały do ćwierćfinału turnieju WTA rangi 1000. Obecność aż dwóch Polek na tym etapie “tysięcznika” wcześniej nie miała miejsca.

     

    Minęło trochę czasu, a polski tenis może cieszyć się z powtórzenia tego sukcesu. Wszystko zaczęło się od zaskakującego, żeby nie powiedzieć sensacyjnego, zwycięstwa Magdy Linette nad trzecią rakietą świata – Coco Gauff. W Wuhanie to właśnie Amerykanka była rywalką Polki w ćwierćfinale i pokonała ją 6:0, 6:4. Teraz Linette w pięknym stylu się zrewanżowała.

     

    Kilka godzin później na kort wyszła Iga Świątek. Wiceliderka rankingu znów udowodniła, że jej forma jest bardzo stabilna i dała swoim fanom wiele powodów do zadowolenia. Elina Switolina nie była łatwą rywalką. Prawie nigdy nią nie jest. Tym razem jednak okazała się zdecydowanie za słaba, aby pokonać dobrze dysponowaną Igę Świątek.

     

    Wielki moment dla polskiego tenisa. Sukces z Wuhanu już powtórzony. A to może nie być koniec

     

    Po tym zwycięstwie Iga Świątek napisała markerem na kamerze, że pora iść spać. W Polsce było kilka minut po 5 rano, zaś w Miami właśnie minęła północ, gdy Polka ostatecznie uporała się z Ukrainką. Można się jedynie domyślać, że nie położyła się od razu. Pomeczowe rytuały z pewnością zajęły jej jeszcze trochę czasu. A Iga Świątek, jako wielka profesjonalistka, nigdy z nich nie rezygnuje.

     

    W poprzednim roku w Wuhanie Iga Świątek nie mogła być częścią tej historii, ponieważ w ogóle nie wzięła udziału w turnieju. Decyzja o wycofaniu się miała związek ze zmianami w jej sztabie szkoleniowym. Dziś jednak, do spółki z Magdą Linette, wyrównały najlepszy w historii polski wynik w “tysięcznikach”

     

    W tym momencie polscy kibice mają podstawy, aby wierzyć, że na tym nie koniec. W ćwierćfinale Iga Świątek zmierzy się z Alexandrą Ealą. Mimo że Filipinka po drodze pokonała Jelenę Ostapenko i Madison Keys, to Polka będzie zdecydowaną faworytką tego pojedynku.

     

    Magda Linette natomiast zmierzy się z Jasmine Paolini. Większe szanse na zwycięstwo w teorii daje się Włoszce. Od razu pojawia się jednak kluczowe pytanie: “Skoto Linette mogła pokonać Gauff i to bez straty seta, to czemu mielibyśmy skreślać ją przed pojedynkiem z Paolini?”.

     

  • Wyjątkowe zdjęcie z Igą Świątek przypomniane po latach. Tak było w Miami

    Wyjątkowe zdjęcie z Igą Świątek przypomniane po latach. Tak było w Miami

    Wyjątkowe zdjęcie z Igą Świątek przypomniane po latach. Tak było w Miami

    W ćwierćfinale Miami Open Iga Świątek zmierzy się z Alex Ealą. Szerzej to nazwisko jest nieznane, ale zapewne jeszcze tylko przez jakiś czas. Filipinka w 2023 roku ukończyła tenisową akademię Rafaela Nadala, a w ostatnich dniach pokonała Jelenę Ostapenko i Madison Keys. “Manila Bulettin” zauważyło, że cztery lata temu podczas turnieju na Florydzie trenowała z naszą rodaczką. Zrobiły sobie wtedy zdjęcie, które teraz przypomniano.

     

    Iga Świątek w nocy z poniedziałku na wtorek polskiego czasu ograła Elinę Switolinę 7:6(5), 6:1 w meczu 1/8 finału Miami Open. O wejście do najlepszej czwórki imprezy powalczy z rewelacją turnieju, 19-letnią Alexandrą Ealą, absolwentką akademii tenisowej Rafaela Nadala na Majorce. Co ciekawe, Polka była na zakończeniu roku w tejże szkole przed dwoma laty, gdy m.in. to właśnie Filipinka odbierała dyplom ukończenia. Teraz spotkają się w całkiem innych okolicznościach.

    Eala jeszcze przed imprezą na Florydzie była 140. w rankingu, a teraz już ma zapewnioną 102. pozycję. Wszystko dzięki wyeliminowaniu kolejno Katie Volynets, Jeleny Ostapenko i Madison Keys. Do tego doszło poddanie się przed meczem 1/8 finału przez Paulę Badosę. Jeśli młoda zawodniczka pokona Polkę, zapewni sobie wejście do najlepszej setki, co jak podkreśla hiszpańska “Marca” było jej głównym celem na sezon 2025. Osiągnięcie tego już w marcu byłoby dużym wyczynem.

     

    Filipiński “Manila Bulletin” podkreśla, że to największe wyzwanie w dotychczasowej karierze nastolatki. 20. urodziny będzie obchodzić 23 maja. Przypomniano jednak, że widziała się już Igą Świątek na korcie i to właśnie w Miami. Stało się to w 2021 roku, gdy obie razem trenowały. Eala wrzuciła wtedy zdjęcie na Facebooka. Zamieszczamy je poniżej.

     

    W tym czasie wiele się zmieniło. Cztery lata temu Filipinka była juniorką, a Iga Świątek miała jeszcze dość niskie rozstawienie – “15”. Raszynianka zatrzymała się wtedy na trzeciej rundzie, przegrała z Chorwatką Ają Konjuh, która dziś gra głównie w turniejach ITF-owskich. W styczniu bezowocnie próbowała zakwalifikować się Australian Open.

     

    Eala w zeszłym roku brała udział również w turnieju w Miami, ale odpadła w drugiej rundzie kwalifikacyjnej. Tym razem otrzymała dziką kartę. Dzięki dobrym wynikom w drabince głównej ma już zapewnioną nagrodę pieniężną w wysokości 189 075 dolarów. Będzie to jej pierwszy ćwierćfinał imprezy WTA. Smak gry w “tysięczniku” znała w pewnym stopniu już wcześniej, bo w poprzednim sezonie wystąpiła w Wuhan.

     

  • Iga Świątek upomniana, Polka “podpadła” w Miami. O jej reakcji już jest głośno

    Iga Świątek upomniana, Polka “podpadła” w Miami. O jej reakcji już jest głośno

    Iga Świątek upomniana, Polka “podpadła” w Miami. O jej reakcji już jest głośno

    Iga Świątek w czwartej rundzie turnieju WTA 1000 w Miami pokonała Elinę Switolinę, chociaż Ukrainka momentami stawiała jej trudne warunki. Emocji nie brakowało aż do końca meczu, ponieważ w ostatnim gemie Polka została upomniana przez sędzię. Wiceliderka rankingu zareagowała bardzo wymownie, bo po zakończeniu spotkania podeszła do sędzi i wypowiedziała słowa, o których już jest głośno.

     

    Iga Świątek od ubiegłorocznego Roland Garros nie wygrała jeszcze turnieju, ale w Miami radzi sobie na tyle dobrze, że stała się jedną z faworytek do sięgnięcia po końcowy triumf. Polka wyeliminowała już Carolinę Garcię, Elise Mertens oraz Elinę Switolinę, z którą zmierzyła się w nocy z poniedziałku na wtorek czasu polskiego.

     

    Ukrainka wcześniej wyeliminowała Belindę Bencic i rozstawioną wyżej Karolinę Muchovą, przez co można było spodziewać się ciekawego spotkania. I tak faktycznie było – pierwszy set rozstrzygnął się dopiero po tie-breaku wygranym przez wiceliderkę rankingu WTA. Druga partia już tak wyrównana nie była, Świątek oddała w sumie trzy gemy i zameldowała się w ćwierćfinale “tysięcznika” rozgrywanego na Florydzie (7:6(5), 6:3).

     

    Iga Świątek upomniana w trakcie meczu turnieju WTA 1000 w Miami

     

    Polka przypieczętowała zwycięstwo w meczu, chociaż w ostatnim gemie doszło do nerwowej sytuacji. Przy stanie 30:15 dla tenisistki z Raszyna i jej serwisie Świątek najpierw sięgnęła po ręcznik, by się wytrzeć, a następnie stosunkowo długo odbijała piłkę. Na to zareagowała sędzia Marija Cicak, która upomniała 23-latkę za przekroczenie regulaminowego czasu na wznowienie gry (zawodniczki mają na to 25 sekund).

     

    Świątek tylko spojrzała w stronę Cicak i nic nie powiedziała, a w dwóch kolejnych akcjach przypieczętowała zwycięstwo w gemie i meczu. Po zakończeniu podeszła do sędzi i rzuciła słowa, które szybko zaczęto cytować w serwisie X (dawny Twitter).

     

    “Zawsze od ciebie dostaję upomnienie” – zażartowała Polka. I faktycznie, Cicak wręczyła ostrzeżenie Świątek chociażby podczas tegorocznego Australian Open, gdy upomniała ją jeszcze przed rozpoczęciem meczu z Emmą Raducanu.

     

    Iga Świątek wprost o upomnieniu podczas meczu z Eliną Switoliną

     

    Polka odniosła się później do tej sytuacji w rozmowie z Canal+. Jak zauważyła, w tenisie obowiązują określone zasady, więc przestała się przejmować tego typu upomnieniami. I nawiązała do trudnych warunków panujących na korcie – Świątek i Switolina musiały bowiem radzić sobie z wysoką wilgotnością powietrza.

     

    Faktycznie, strasznie się z nas lało, nawet do oczu wpadał ten pot. Ale nie ma to znaczenia, jeśli zaserwuję dobry serwis, jak po tym ostrzeżeniu

    ~ stwierdziła cytowana przez eurosport.tvn24.pl.

    “Bez dwóch zdań nie grało się łatwo. Na początku obie robiłyśmy zdecydowanie więcej błędów niż w jakimkolwiek meczu przeciwko sobie. Poziom podniósł się od tie-breaka pierwszego seta i cieszę się, że to ja byłam solidniejsza” – dodała.

    https://x.com/z_kortu/status/1904389796996235316?t=iBWYZa31eQzXZmvNw0GmSQ&s=19

    Świątek, która w ćwierćfinale zagra z objawieniem turnieju w Miami, czyli Alexandrą Ealą, skomentowała również fakt, że grała w sesji wieczornej i zeszła z kortu dopiero po północy czasu lokalnego. Przypomniała, że w swojej karierze grała już wiele spotkań o tej porze.

     

    “Te sesje zawsze będą, więc nie ma co o tym dyskutować. Stadion trochę opustoszał, ale nic dziwnego, sama bym pewnie nie oglądała meczu o tej porze” – powiedziała.