Category: Disclaimer

  • Ewa Pajor przejdzie do historii. Niewiarygodny wyczyn w Barcelonie

    Ewa Pajor przejdzie do historii. Niewiarygodny wyczyn w Barcelonie

    Ewa Pajor przejdzie do historii. Niewiarygodny wyczyn w Barcelonie

     

    Ewa Pajor szybko zaaklimatyzowała się w FC Barcelona i zapracowała sobie na sympatię fanów. Okazuje się, że już w pierwszym sezonie w nowych barwach ma szansę na nie lada wyczyn.

     

    Instagramowy profil Postunitedfem podzielił się interesującym zestawieniem. Zebrał w nim najlepsze strzelczynie FC Barcelona z poszczególnych sezonów. Pod uwagę wzięto wszystkie rozgrywki: począwszy od tych ligowych, przez Puchar Królowej i Superpuchar Hiszpanii po Ligę Mistrzów.

     

    Na szczycie klasyfikacji plasuje się Jennifer Hermoso, wielokrotna królowa strzelczyń zarówno w lidze hiszpańskiej, jak i Lidze Mistrzów. W swoim rekordowym sezonie 2016/17 zdobyła 41 bramek.

    https://www.instagram.com/share/p/BAO46EQKKu

     

    Ewa Pajor przed wielką szansą

     

    Bardzo blisko przebicia tego osiągnięcia jest Ewa Pajor. Polska piłkarka spisuje się w FC Barcelona znakomicie, a wielu upatruje w niej nawet jednej z faworytek do sięgnięcia po Złotą Piłkę. W swoim debiutanckim sezonie w koszulce Barcy zdobyła już 39 bramek.

     

    Przed sobą ma sporo szans, by jeszcze polepszyć tę statystykę. W tym sezonie FC Barcelona na ligowych boiskach zagra z Betisem i Athletikiem. Później czekają ją dwa finały — z Arsenalem w Lidze Mistrzów oraz z Atletico w Pucharze Królowej.

     

  • Niebywałe wyróżnienie dla Piotra Żyły. Skoczek odznaczony przez Andrzeja Dudę

    Niebywałe wyróżnienie dla Piotra Żyły. Skoczek odznaczony przez Andrzeja Dudę

    Niebywałe wyróżnienie dla Piotra Żyły. Skoczek odznaczony przez Andrzeja Dudę

    Pięknego momentu doczekał się w czwartek 8 maja Piotr Żyła. Reprezentant Polski w skokach narciarskich mężczyzn zjawił się na Belwederze, gdzie odznaczony został przez Andrzeja Dudę. W imieniu prezydenta RP minister Andrzej Dera przekazał 38-latkowi Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Podczas tego wyjątkowego spotkania wyróżnione zostały także inne postacie z polskiego środowiska sportowego.

     

    Piotr Żyła w świecie sportu nie jest wcale postacią anonimową. Choć w ostatnich sezonach nie prezentował najlepszej formy, nie należy zapominać, że ma on na swoim koncie wiele naprawdę wybitnych osiągnięć. Jest trzykrotnym złotym medalistą mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym (dwa triumfy indywidualne oraz jeden drużynowy), na tej samej imprezie czterokrotnie stawał także na najniższym stopniu podium. Sukcesy odnosił także podczas mistrzostw świata w lotach – dwukrotnie wraz z drużyną sięgał po brąz. Trzykrotnie reprezentował on także nasz kraj na igrzyskach olimpijskich, za każdym razem jednak do ojczyzny wracał bez medalu.

     

    Piotr Żyła odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski

     

    Teraz wybitne sukcesy polskiego skoczka narciarskiego zostały docenione. Piotr Żyła w czwartek 8 maja pojawił się w Belwederze, gdzie odbyło się spotkanie z ministrem Andrzejem Derą. Podczas tego spotkania w imieniu prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudy polityk uhoronował wybitne postaci ze świata sportu. Podopieczny Macieja Maciusiaka otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski “za wybitne osiągnięcia sportowe i za zasługi w działalności na rzecz propagowania oraz krzewienia kultury fizycznej”.

     

    Wyróżnienia otrzymali również m.in. Henryk Olszewski oraz Henryk Apostel. Były prezes Polskiego Związku Lekkiej Atletyki odznaczony został Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski “za wybitne zasługi dla rozwoju i upowszechniania sportu, za osiągnięcia w działalności na rzecz PZLA”. Apostel – emerytowany już piłkarz i były selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski – uhonorowany został natomiast Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski “za wybitne osiągnięcia trenerskie”.

     

    Piotr Żyła nie zamierza spocząć na laurach i myślami kieruje się już powoli w stronę kolejnego sezonu. Po zmianie trenera polscy skoczkowie walczyć będą o powrót na szczyt. Przypomnijmy, że wraz z końcem sezonu pracę w Polskim Związku Narciarskim zakończył Thomas Thurnbichler. Miejsce austriackiego szkoleniowca zajął Maciej Maciusiak.

  • Waleczne serce Linette! Słodki rewanż

    Waleczne serce Linette! Słodki rewanż

    Waleczne serce Linette! Słodki rewanż

    Magda Linette w świetnym stylu zrewanżowała się Marii Sakkari za porażkę w Madrycie. Polka powróciła ze stanu 1:6, 3:4 i pokonała Greczynkę 1:6, 6:4, 6:1 w drugiej rundzie turnieju WTA 1000 w Rzymie.

     

    W piątek do zmagań na kortach Foro Italico przystąpiła Magda Linette. Polka rozpoczęła sezon na kortach ziemnych od triumfu nad Viktoriją Golubić w Billie Jean King Cup. Następnie musiała wycofać się z rywalizacji z powodu choroby. Powróciła w Madrycie, gdzie uległa Marii Sakkari 6:7(5), 3:6.

     

    Polka rozpoczęła turniej WTA 1000 w Rzymie od drugiej rundy, a jej rywalką była… ponownie reprezentantka Grecji. Nadarzyła się więc szybka okazja dla poznanianki na rewanż za porażkę doznaną w stolicy Hiszpanii.

     

    Sakkari nie miała wolnego losu w pierwszej rundzie. Co więcej, musiała grać eliminacje, w których m.in. okazała się lepsza od Mai Chwalińskiej. W rozgrywkach drabinki głównej rozegrała seta z Belindą Bencić. Po premierowej partii Szwajcarka skreczowała.

     

    Piątkowe starcie rozpoczęło się od sporych problemów Greczynki z podaniem. Podopieczna Marka Gellarda jednak nie wykorzystała słabości rywalki w tym elemencie. Sakkari przy równowadze znacznie podniosła poziom, posłała dwa mocne serwisy i wygrała pierwszego gema.

     

    Linette także utrzymała za pierwszym razem serwis pomimo drobnych kłopotów. Przy drugim podejściu musiała natomiast bronić break pointów. Niestety nasza reprezentantka grała niepewnie i dała się przełamać przeciwniczce.

     

    Przy 1:3 Magda miała szanse na odrobienie strat, ale ich nie wykorzystała. Co gorsze, była zawodniczka czołowej dziesiątki rankingu ewidentnie się rozkręciła. Grała coraz odważniej zza linii końcowej. Podejmowała większe ryzyko, a i jej serwis zaczął lepiej funkcjonować.

     

    Linette z kolei prezentowała się pasywnie, do tego popełniała coraz więcej niewymuszonych błędów. Sakkari na fali dobrych akcji już nie oddała żadnego gema w premierowym secie. Można było mieć pewne obawy o sytuację Magdy, która oddała przeciwniczce pole w ofensywie.

     

    W pierwszych sześciu gemach drugiej partii obie zawodniczki bezproblemowo utrzymywały własne podania. Przy stanie 3:3 Maria Sakkari jako pierwsza przełamała serwis rywalki – i to do zera. Wydawało się, że Greczynka pewnie zmierza po triumf w całym spotkaniu.

     

    Reprezentantka Polski ani myślała się jednak poddawać. W kolejnym gemie po trudnym boju po raz pierwszy w meczu wywalczyła przełamanie. Można było mieć duże nadzieje na to, że to moment zwrotny polsko-greckiego starcia. Tym bardziej, że role na korcie zaczęły się zmieniać.

     

    33-latka pokazywała coraz więcej ofensywnych zagrań. Jej rywalka z kolei dawała oznaki zniecierpliwienia, napięcia. Miała niemałe problemy z bekhendem. Linette zaczęła zmieniać rytm, a w dziewiątym gemie drugiego seta popisała się też świetnymi technicznymi zagraniami. Dzięki temu objęła prowadzenie w tej partii.

     

    W tym momencie meczu to podopieczna trenera Gellarda była na fali. Znacznie podniosła poziom gry, przełamała Sakkari i doprowadziła do decydującego seta.

     

    Już na jego starcie polska tenisistka pokazała, że nie zamierza się zatrzymywać. W dobrym stylu utrzymała serwis, a w kolejnym gemie od stanu 15-40 wygrała cztery punkty z rzędu i zdobyła przewagę przełamania.

     

    Linette grała bardzo pewnie. Jej ofensywne akcje mogły się podobać. Sakkari z kolei wyglądała na zawodniczkę bezradną, która najpierw dominowała, a potem została zepchnięta do defensywy. Ponadto Greczynka nie pomagała sobie narastającą liczbą prostych błędów własnych.

     

    Magda wywalczyła sześć gemów z rzędu. Dopiero przy stanie 0:3 w decydującej partii Maria przerwała fatalną dla siebie serię. Zapisała się na tablicy wyników w tym secie i… to by było na tyle. Poznanianka już nie przegrała żadnego gema do końca spotkania.

     

    Nasza zawodniczka pokazała niezwykle waleczne serce i wzięła udany rewanż za porażkę w turnieju w Madrycie. W trzeciej rundzie zmierzy się z Victorią Mboko lub… Coco Gauff, którą pokonała na kortach twardych w Miami.

     

    Internazionali BNL d’Italia, Rzym (Włochy)

    WTA 1000, kort ziemny, pula nagród 6,009 mln euro

    piątek, 9 maja

     

    II runda gry pojedynczej:

     

    Magda Linette (Polska, 32) – Maria Sakkari (Grecja) 1:6, 6:4, 6:1

  • Znamy rywalkę Świątek w Rzymie! W przeszłości miała z nią problemy

    Znamy rywalkę Świątek w Rzymie! W przeszłości miała z nią problemy

    Znamy rywalkę Świątek w Rzymie! W przeszłości miała z nią problemy

     

    Danielle Collins pokonała w dwóch setach Elenę-Gabrielę Ruse i awansowała do trzeciej rundy turnieju WTA w Rzymie. Amerykanka tym samym będzie kolejną przeciwniczką na Foro Italico Igi Świątek.

     

    Impreza rangi WTA 1000 w Rzymie to ostatni duży sprawdzian formy na nawierzchni ziemnej przed wielkoszlemowym Rolandem Garrosem. Zmagania w stolicy Włoch trwają od 6 do 18 maja, a tytułu broni Iga Świątek, która na Foro Italico łącznie triumfowała już trzykrotnie (2021, 2022, 2024).

     

    Polka w pierwszej fazie – dzięki rozstawieniu z numerem 2. – miała wolny los, natomiast w drugiej bardzo pewnie wyeliminowała Elisabettę Cocciaretto. Triumfowała 6:1, 6:0.

     

    Teraz Świątek poznała rywalkę w trzeciej rundzie Internazionali BNL d’Italia. Tą została turniejowa “29” – Danielle Collins.

     

    Amerykanka zawody w Rzymie również rozpoczynała od 1/32 finału. Tam mierzyła się z Eleną-Gabrielą Ruse.

     

    Spotkanie rozpoczęło się wzajemną wymianą ognia. Collins przełamała na 2:0, a Rumunka momentalnie zniwelowała stratę. Kluczowy okazał się ósmy gem, kiedy Amerykanka odskoczyła na 5:3, a chwilę później domknęła pierwszą partię na swoją korzyść.

     

    W drugiej odsłonie potyczki kluczowy okazał się pierwszy gem. W nim Collins zdobyła przewagę breaka, a następnie dowiozła prowadzenie do końca pojedynku, awansując do trzeciej rundy imprezy we Włoszech.

     

    W przeszłości Świątek grała z Collins już ośmiokrotnie i siedem razy schodziła z kortu w lepszych nastrojach. Ich ostatnia potyczka zakończyła się jednak kreczem Amerykanki. Miało to miejsce w ćwierćfinale igrzysk olimpijskich w Paryżu. Wtedy Collins zrezygnowała przy prowadzeniu Polki 6:1, 2:6, 4:1.

     

    Jedyna wiktoria Amerykanki przeciwko raszyniance miała z kolei miejsce w 2022 roku w półfinale wielkoszlemowego Australian Open. Collins odniosła w Melbourne triumf 6:4, 6:1, a następnie uległa w starciu o tytuł reprezentantce gospodarzy Ashleigh Barty.

     

    Danielle Collins – Elena-Gabriela Ruse 6:3, 6:3

  • Nieudany debiut nowego selekcjonera! Polska przegrała z Izraelem

    Nieudany debiut nowego selekcjonera! Polska przegrała z Izraelem

    Nieudany debiut nowego selekcjonera! Polska przegrała z Izraelem

    Polska przegrała wyjazdowy mecz eliminacji mistrzostw Europy piłkarzy ręcznych z Izraelem 31:33. Spotkanie było debiutem w roli selekcjonera Joty Gonzaleza, który przejął kadrę po zwolnieniu Marcina Lijewskiego. Biało-Czerwoni ponieśli drugą porażkę w tych eliminacjach, ale mimo to utrzymali drugie miejsce w swojej grupie.

     

    Reprezentacja Polski rozpoczęła przygotowania do meczu z Izraelem od kilkudniowego zgrupowania w Pruszkowie, prowadzonego już pod wodzą nowego selekcjonera – Joty Gonzaleza. Hiszpański szkoleniowiec objął stanowisko po zwolnionym Marcinie Lijewskim. W swoim debiucie na ławce trenerskiej wspierali go asystenci: Zygmunt Kamys oraz były znakomity obrotowy – Julen Aguinagalde.

     

    Premierowe minuty meczu nie ułożyły się po myśli Biało-Czerwonych – Polacy szybko stracili trzy bramki, odpowiadając tylko jednym trafieniem. Impuls do odrabiania strat dał Andrzej Widomski, który przejął inicjatywę w ataku. Dzięki jego skuteczności oraz bramce Filipa Michałowicza, nasi szczypiorniści nie tylko wyrównali stan meczu, ale objęli także jednobramkowe prowadzenie.

     

    Izraelczycy jednak nie spuścili z tonu – grali dynamicznie i skutecznie wykorzystywali akcje skrzydłami. Mimo to, Polacy potrafili odpowiedzieć – świetnie funkcjonowała gra z obrotowym, gdzie kilkukrotnie z dobrej strony pokazał się debiutujący Sebastian Kaczor. W ataku z drugiej linii często zaskakiwali gospodarzy niesygnalizowanymi, precyzyjnymi rzutami z dystansu. Mimo tych atutów, podopieczni Joty Gonzaleza zmagali się z dużą liczbą prostych strat oraz mieli trudności z zatrzymaniem izraelskich skrzydłowych, którzy nie marnowali okazji w kontrataku.

     

    Spotkanie było bardzo wyrównane, a prowadzenie zmieniało się kilkukrotnie. Dobrze między słupkami spisał się Jakub Skrzyniarz, który obronił dwa ważne rzuty. Z kolei w ofensywie nasi zawodnicy dwa razy skutecznie przechwycili piłkę i zamienili kontry na bramki, wychodząc na najwyższe w tym meczu, trzybramkowe prowadzenie. Na wyróżnienie zasługiwał też Piotr Jędraszczyk, który solidnie pracował w defensywie, a dodatkowo dołożył kilka ważnych trafień. Niestety, końcówka tej części należała do Izraelczyków – wykorzystali momenty dekoncentracji naszych graczy i doprowadzili do remisu 18:18 chwilę przed zejściem do szatni.

     

    Drugą połowę lepiej rozpoczęli gospodarze. Świetnie między słupkami spisywał się Dan Tepper, notując blisko 50-procentową skuteczność obron, a w ataku raz po raz trafiali Daniel Mosindi i Yoav Lumbroso. Polacy mieli problemy ze skutecznością i stracili trzy bramki z rzędu. Nadzieję przywróciły dobre interwencje Skrzyniarza oraz poprawa gry w defensywie, co pozwoliło chwilowo doprowadzić do remisu. Izrael jednak szybko odzyskał prowadzenie – najpierw po dobrze rozegranej akcji, a chwilę później po przechwycie piłki z rąk Jędraszczyka.

     

    Minimalna przewaga Izraelczyków utrzymywała się do końca spotkania. Biało-Czerwoni popełniali coraz więcej błędów, nawet do tej pory skuteczni – Damian Przytuła, czy Michałowicz – pudłowali w klarownych sytuacjach. Izrael utrzymał prowadzenie i ostatecznie wygrał mecz 33:31, odnosząc drugie zwycięstwo z Polską w historii.

     

    Mimo porażki, nasi reprezentanci pozostali na drugim miejscu w grupie. Aby zachować pozycję, muszą liczyć jednak na porażkę Rumunii w meczu z Portugalią. Do zakończenia fazy grupowej pozostało jedno spotkanie – Polska podejmie w niedzielę Rumunię. Awans do turnieju finałowego wywalczą po dwa najlepsze zespoły z każdej grupy oraz cztery najlepsze drużyny z trzecich miejsc.

  • Nigdy wcześniej nie widzieliśmy tego u Igi Świątek. “Aż krzyknąłem”

    Nigdy wcześniej nie widzieliśmy tego u Igi Świątek. “Aż krzyknąłem”

    Nigdy wcześniej nie widzieliśmy tego u Igi Świątek. “Aż krzyknąłem”

    Iga Świątek znokautowała przeciwniczkę w pierwszym meczu w Rzymie w mniej niż godzinę. Komentator tenisowy Tomasz Wolfke nawet w tak krótkim spotkaniu zauważa jednak przełom w grze polskiej tenisistki. — Zaczęła próbować inne warianty niż te, które zawsze wybiera — tłumaczy w Przeglądzie Sportowym Onet. I wskazuje na moment, w którym Świątek “zrobiła Radwańską”.

     

    Polska tenisistka wygrała 6:1, 6:0 z Elisabettą Cocciaretto i zameldowała się w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Rzymie. Jednostronne spotkanie, a zwłaszcza jego końcówkę, bardzo dobrze ocenia nasz ekspert.

     

    — Widać wyraźnie, że te korty w Rzymie na wysokości morza znacznie bardziej jej odpowiadają niż w Madrycie. Gra jest wolniejsza, serwis nie ma takiego znaczenia. Oczywiście, że przeciwniczka nie była z najwyższej półki, jest niska, ale to na pewno był dobry mecz Igi. Serwis też jeszcze nie wygląda dobrze, ale w kobiecym tenisie na mączce on nie ma aż takiego znaczenia. Choć w ostatnim czasie faktycznie pojawiły się takie zawodniczki, jak Coco Gauff czy Mirra Andriejewa, które potrafią wygrywać w ten sposób spotkania — tłumaczy komentator tenisowy Tomasz Wolfke.

     

    Przemiana w grze Igi Świątek. “Aż krzyknąłem”

    — Bardzo mi się podobało, że Iga wreszcie zrobiła to, co wydawało się oczywistością, ale wcześniej tego unikała. Mianowicie przy wyniku 6:1, 5:0 zaczęła próbować inne warianty niż te, które zawsze wybiera. Raz nawet zrobiła w końcówce “Radwańską”, czyli przyciągnęła skrótem rywalkę do siatki, a potem ją przelobowała. Coś wspaniałego, aż krzyknąłem i rodzina przybiegła z innych pokojów. Od zawsze mówiłem, że powinna szukać innych wariantów niż siłowe przy takich wymianach. Lepiej prezentowała się również w forhendzie — dodaje.

     

    Wygrana z 82. w rankingu Cocciaretto w pierwszym meczu wcale nie musi jednak zdradzać zbyt dużo o formie Igi. Problemy Polki zdarzały się bowiem w tym sezonie zawsze w późniejszych rundach.

     

    — Myślę, że na test jeszcze przyjdzie czas, bo Iga wygrywała wiele meczów w pierwszych rundach w tym sezonie. Ciężkie chwile zaczynały się u niej dopiero w czwartych meczach, czyli ćwierćfinale lub półfinale. I to zwykle z rywalkami z czołowej dziesiątki lub takimi, które jej wybitnie nie leżą, jak Ostapenko. Oczywiście była ta klęska z Alexandrą Ealą, ale to jedna wpadka, która Idze zdarza się raz na kilka lat — twierdzi Wolfke.

     

    W trzeciej rundzie Polka czeka na rozstrzygnięcie meczu Danielle Collins — Elena Ruse. Faworytką starcia, które rozpoczęło się tuż po meczu Igi, jest Amerykanka, która nazwała Polkę “fałszywą” na igrzyskach olimpijskich w Paryżu. Rumunka to 88. w rankingu WTA kwalifikantka.

     

    — W kontekście następnego meczu na pewno łatwiejszy byłby pojedynek z Rumunką. Zwłaszcza, biorąc pod uwagę ostatni trudny czas Igi pod względem mentalnym, ale Collins to również znacznie lepsza tenisowo rywalka. Amerykanka kilka razy “dawała do pieca” w kontekście Świątek, więc ich spotkanie na pewno byłoby bardzo emocjonujące — zakończył.

  • Duża zmiana w boksie Igi Świątek! Jest nagła reakcja po klęsce

    Duża zmiana w boksie Igi Świątek! Jest nagła reakcja po klęsce

    Duża zmiana w boksie Igi Świątek! Jest nagła reakcja po klęsce

     

    Iga Świątek pewnie pokonała Elisabettę Cocciaretto wynikiem 6:1, 6:0 i zameldowała się w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Rzymie. W trakcie meczu kamery kilkukrotnie pokazywały boks polskiej zawodniczki, a internauci natychmiast dostrzegli, że po klęsce w Madrycie doszło w nim do zmiany. Trener, czyli Wim Fissette pojawił się w pierwszym rzędzie. A wcześniej na sztab spadła krytyka.

     

    To był błyskawiczny start Igi Świątek w stolicy Włoch. Polka całkowicie rozbiła Elisabettę Cocciaretto wynikiem 6:1, 6:0 i awansowała do kolejnego etapu. Mecz był bardzo szybki i taki, do jakich nasza rodaczka przyzwyczaiła w poprzednich sezonach. A to bardzo dobre wieści przed kolejnymi rundami.

     

    Zmiana u trenera Igi Świątek. Natychmiast to dostrzegli

    W trakcie pojedynku z Włoszką kilkukrotnie kamery kilkukrotnie pokazywały to, co działo się w boksie Świątek. Atmosfera była wyjątkowo spokojna, bo spokojny był także mecz. Co ciekawe jednak doszło do pewnej zmiany. W pierwszym rzędzie pojawił się wreszcie trener drugiej rakiety świata, czyli Wim Fissette. Obok niego siedział trener przygotowania fizycznego, czyli Maciej Ryszczuk.

     

    W trakcie poprzednich turniejów Belg zasiadał wraz z psycholożką Darią Abramowicz w drugim rzędzie. Z tego powodu wielokrotnie musiał mierzyć się z krytyką. — Nie spotkałem się w wielkim tenisie, żeby główny trener siedział w drugim rzędzie podczas meczu swojej tenisistki. To on jest zazwyczaj tą pierwszoplanową postacią i to on jest tą osobą, która idzie na pierwszy ogień, jeżeli chodzi o reakcję swojej podopiecznej. Więc to też jest dosyć ciekawe — mówił były zawodnik Michał Dembek z kanału Sofa Sportowa, o czym pisaliśmy

    “Wim wrócił do 1. rzędu” — skomentował Dembek w trakcie meczu z Cocciaretto w serwisie x.

  • Koszmarny widok! Oto ranking WTA po meczu Igi Świątek w Rzymie

    Koszmarny widok! Oto ranking WTA po meczu Igi Świątek w Rzymie

    Koszmarny widok! Oto ranking WTA po meczu Igi Świątek w Rzymie

     

    Stało się! Iga Świątek zaczęła turniej WTA 1000 w Rzymie od zwycięstwa z Elisabettą Cocciaretto wynikiem 6:1, 6:0. Polka ma za sobą udany start, ale niestety dobre wieści nie płyną z rankingu WTA. Nasza rodaczka broni w stolicy Włoch aż 1000 pkt i mimo tego, że zaczęła od zwycięstwa, to jej sytuacja nie jest korzystna. Gdyby odpadła po kolejnym meczu, to spadłaby na… czwartą pozycję! Wyjaśniamy, rankingowe zawiłości.

     

    Iga Świątek rozpoczęła w czwartek rzymski “tysięcznik”. Jej pierwszą rywalką w drugiej rundzie była wspomniana już Elisabetta Cocciaretto. Od samego startu lepiej na korcie prezentowała się nasza rodaczka i w pierwszym secie udało jej się zwyciężyć wynikiem 6:1. Po krótkiej przerwie przyszła pora na drugą odsłonę i w niej ponownie lepiej dysponowana była Polka. Finalnie wygrała 6:1, 6:0 i awansowała do trzeciej rundy.

     

    Tak wygląda ranking WTA po meczu Igi Świątek! Niestety, nie jest dobrze

    Co oznacza to dla rankingu WTA? Sytuacja w nim nie jest kolorowa. W 2024 r. Świątek w Rzymie triumfowała, dlatego w tej edycji broni aż 1000 pkt. Wygrana w drugiej rundzie zapewnia jej tylko… 35 “oczek”. Zgodnie z zestawieniem WTA Live w tej chwili na koncie naszej rodaczki jest jedynie 5808 pkt i zajmuje ona dopiero czwartą lokatę.

     

    I to fatalna wiadomość. Gdyby Świątek odpadła z turnieju w Rzymie po trzeciej rundzie, to oznaczałoby spadek w oficjalnym rankingu. Przed nią w tej chwili znajduje się nie tylko Aryna Sabalenka, ale również Jessica Pegula (2.) i Coco Gauff (3.). Pierwsza z Amerykanek nie brała udziału we włoskim “tysięczniku” w 2024 r., dlatego nie broni żadnych punktów, a tylko może je zdobywać. Co do drugiej, to ona rok temu dotarła do półfinału i broni 390 “oczek”.

     

    A to oznacza, że obie są na dogodnych pozycjach, aby gonić najlepszą polską tenisistkę w rankingu. Gdyby Świątek, Gauff i Pegula odpadły po swoich najbliższych meczach to wszystkie trzy miałyby kolejno 5808, 6213 i 6243 pkt. A co z Sabalenką? Ona broni 650 “oczek” za zeszłoroczny finał i w piątek rozegra pierwszy mecz w Rzymie (również w drugiej rundzie). W tej chwili może pochwalić się dorobkiem 10478 pkt w rankingu WTA Live. Dlatego z zawodniczkami z niższych lokat dzieli ją przepaść.

  • Ależ demolka w meczu Igi Świątek w Rzymie! W 52 minuty było po wszystkim

    Ależ demolka w meczu Igi Świątek w Rzymie! W 52 minuty było po wszystkim

    Ależ demolka w meczu Igi Świątek w Rzymie! W 52 minuty było po wszystki

     

    To był pokaz siły! Iga Świątek rozbiła Elisabettę Cocciaretto (82. WTA) 6:1, 6:0 w drugiej rundzie turnieju WTA 1000 w Rzymie. Polka w stolicy Włoch broni tytułu, a jej dominacja na otwarcie tegorocznej imprezy może być zapowiedzią powrotu do wygrywania turniejów na mączce, gdzie od lat czuje się jak w domu. I to tuż przed zbliżającym się wielkimi krokami Roland Garros!

     

    Rzym to następny ważny przystanek w tegorocznym sezonie na mączce — nawierzchni, która przed rokiem została całkowicie zdominowana przez naszą reprezentantkę. Tym razem scenariusz jest jednak inny. Choć raszynianka nadal gra o najwyższe cele i regularnie melduje się w końcowych fazach turniejów, to nie osiąga tego, do czego przyzwyczaiła swoich kibiców, czyli kolejnych zdobytych tytułów.

     

    Fani Świątek liczą, że złą passę może uda się przerwać właśnie w stolicy Włoch. Tym bardziej że zawody w Rzymie to ostatnie przetarcie przed French Open. I początek rywalizacji w Wiecznym Mieście faktycznie może napawać optymizmem.

     

    Popis Świątek w pierwszym secie. Niecałe pół godziny i po sprawie!

    Obrończyni tytułu doskonale rozpoczęła czwartkowe spotkanie. Po siedmiu minutach prowadziła już 3:0, tracąc w trzech gemach zaledwie jeden punkt! W czwartej partii sytuacja mogła ulec zmianie, bo Cocciaretto przy swoim serwisie wygrywała 40:30, ale w końcówce popełniła trzy proste błędy, które pozwoliły Świątek powiększyć prowadzenie.

     

    Chwilę później Włoszka zaczęła grać nieco odważniej także przy serwisie Polki. Wywalczyła 30:0, ale nie zdołała pójść za ciosem i zrobiło się 5:0 z perspektywy raszynianki. Finalnie 24-latka zdołała jeszcze urwać gema, unikając porażki do zera, ale w kolejnym podopieczna Wima Fissette’a domknęła seta, wygrywając do 15. Po zaledwie 26 minutach gry!

     

    Obraz gry nie uległ zmianie także w drugim secie. Wiceliderka rankingu WTA w niespełna kwadrans prowadziła 3:0, mając na koncie dwa przełamania. Kilka minut później na tablicy wyników widniał już natomiast 5:0. Cocciaretto starała się bronić i nie przegrywała gemów do zera, ale finalnie nie była w stanie przeciwstawić się znakomitej grze faworytki.

     

    Na początek szóstego gema obie tenisistki rozegrały bardzo efektowną akcję. Po mocnym smeczu Świątek z rąk Włoszki wypadła… rakieta. Nie miało to jednak większego wpływu, bo piłka po jej odbiciu i tak wyleciała w aut. A kilka chwil później, po zaledwie 52 minutach, mecz dobiegł końca — obrończyni mistrzowskiego tytułu wygrała 6:1, 6:0.

     

    Iga Świątek zmiażdżyła rywalkę! Teraz Danielle Collins?

     

    W kolejnej rundzie Świątek zmierzy się z Danielle Collins lub Eleną Gabrielą Ruse. Szczególnie interesuję byłoby starcie z Amerykanką, która nie ukrywa, że nie przepada za Polką. Historia złych uczuć tenisistki z USA do 23-latki jest bardzo długa. Wszystko zaczęło się od igrzysk olimpijskich, kiedy to Collins nazwała Świątek “nieszczerą”. Potem było chłodne powitanie przed finałem United Cup, a następnie zawodniczka ze Stanów Zjednoczonych podgrzała atmosferę w mediach społecznościowych, drwiąc z całej sytuacji

  • Absolutna deklasacja w Rzymie! Iga Świątek grała tylko 52 minuty

    Absolutna deklasacja w Rzymie! Iga Świątek grała tylko 52 minuty

    Absolutna deklasacja w Rzymie! Iga Świątek grała tylko 52 minuty

    Iga Świątek w trzeciej rundzie w Rzymie! Polka pokonała w drugiej rundzie reprezentantkę gospodarzy Elisabettę Cocciaretto 6:1, 6:0. – Miło się patrzy, jak Iga dziś gra, chociaż rywalka nie zawiesiła poprzeczki najwyżej – usłyszeliśmy od komentatorów Canal+ Sport.

     

    Iga Świątek (2. WTA) z racji rozstawienia przystąpiła do turnieju WTA 1000 w Rzymie od drugiej rundy. Jej pierwszą rywalką była Włoszka Elisabetta Cocciaretto (82.), która wcześniej pokonała reprezentującą Armenię Elinę Awanesian 6:2, 4:6, 6:1.

     

    Dla Polki to był pierwszy występ po nieudanym półfinale w Madrycie, gdzie uległa Coco Gauff 1:6, 1:6. Po tamtym meczu świat dowiedział się także, że wcześniej przeżyła śmierć dziadka i była na pogrzebie. Wielu zastanawiało się, jak po tych wydarzeniach Świątek przystąpi do kolejnej imprezy.

     

    Świetny początek Świątek

    Początek meczu był dla niej jak marzenie. Po siedmiu minutach prowadziła z Cocciaretto 3:0, a w punktach 12-1. Grała bardzo agresywnie, wymiany trwały krótko, przeciwniczka nie bardzo potrafiła odpowiedzieć.

     

    Włoszka była w głębokiej defensywie. – Jest tak przyklejona do końcowej linii że brakuje, aby odskoczyła i doskoczyła. Cały czas czeka, aż piłka do niej doleci – analizowała Klaudia Jans-Ignacik z Canal+ Sport.

     

    Kolejne gemy były nieco bardziej zacięte, reprezentantka gospodarzy prowadziła nawet 30:0 przy podaniu Igi Świątek, ale nasza tenisistka obroniła się wówczas świetnym forhendem, potem serwisem i odskoczyła już na 5:0. Jej team ze spokojem obserwował z trybun pierwszego seta zakończonego wynikiem 6:1.

     

    Cocciaretto kończyła partię z bardzo korzystnym procentem trafionego pierwszego podania (78). – Ale co z tego, skoro nie robi krzywdy Idze tym serwisem – analizowała komentatorka. U Świątek naliczono 58 procent, ale ani razu nie dała się przełamać.

     

    Polka i Włoszka są z tego samego rocznika (2001) i w przeszłości grały ze sobą kilkukrotnie na rożnych etapach rywalizacji juniorskiej. Czwartkowe spotkanie było ich pierwszym w dorosłym tenisie, a zdecydowaną faworytką pozostawała nasza wiceliderka rankingu.

     

    Świątek już czeka na następną rywalkę

    Elisabetta Cocciaretto próbowała, biegała do każdej piłki, ale nie wiedziała, jak zagrozić Idze Świątek. Wyglądała na bezradną gdy np. po dwóch jej lepszych uderzeniach i tak przychodziła mocniejsza kontra z drugiej strony siatki. – Mało zależy dziś od niej na korcie. Jak Iga trafia to nie ma gry – przyznał komentator Żelisław Żyżyński.

     

    Włoszka pod presją myliła się, stąd chociażby podwójny błąd serwisowy na początku drugiego seta. Polka znów szybko odskoczyła na 3:0. Mając taką kontrolę pozwalała sobie nawet na akcje przy siatce, jak w czwartym gemie, gdy wymianę zakończyła efektownym wolejem. Skończyło się wynikiem 6:1, 6:0 dla Igi Świątek w 54 minuty. Pełna dominacja drugiej rakiety świata. – Miło się patrzy, jak Iga dziś gra, chociaż rywalka nie zawiesiła poprzeczki najwyżej – usłyszeliśmy od komentatorów na koniec.

     

    Nie był to najtrudniejszy mecz dla naszej tenisistki. Spisała się świetnie w roli faworyzowanej zawodniczki. Niemniej przyjechała do Rzymu po większe osiągnięcia niż trzecia runda. Świątek już trzykrotnie wygrywała w stolicy Włoch, broni w tym roku tytułu. Potrzebuje zyskać więcej pewności siebie po ostatnich występach, bo już za dwa tygodnie startuje wielkoszlemowy Roland Garros. Rzym i Paryż to dla niej obecnie najważniejsze starty w sezonie.

     

    W następnej rundzie turnieju rozgrywanego na kortach Foro Italico Iga Świątek zmierzy się z lepszą z pary Danielle Collins (35. WTA, USA) – Elena Gabriela Ruse (88., Rumunia). Transmisje z imprezy w Canal+ Sport, relacje w Sport.pl.