Category: Disclaimer

  • To była istna demolka! Polacy bez litości w finale. Zobacz skrót

    To była istna demolka! Polacy bez litości w finale. Zobacz skrót

    To była istna demolka! Polacy bez litości w finale. Zobacz skrót

    Polscy siatkarze w wielkim finale Ligi Narodów zaprezentowali fenomenalną dyspozycję i zdeklasowali Włochów 25:22, 25:19, 25:14. Podopieczni Nikoli Grbicia grali imponująco i nie pozwolili aktualnym mistrzom świata rozwinąć skrzydeł. To był prawdziwy popis naszej drużyny, który powinien zobaczyć absolutnie każdy kibic Biało-Czerwonych! Oto skrót meczu.

     

    Od początku finału oba zespoły pokazały siatkówkę na najwyższym poziomie, zachwycając kibiców efektownymi akcjami. Początkowo gra toczyła się punkt za punkt, ale Polacy zdołali odskoczyć dzięki skutecznemu blokowi i dobrej grze przy siatce. W końcówce pierwszego seta przewagę zapewnił m.in. Kamil Semeniuk, który zamknął partię atakiem na 25:22. Co ważne, po słabszych występach odżył Wilfredo Leon.

     

    W drugiej odsłonie podopieczni Grbicia szybko zbudowali przewagę. Wprawdzie Włosi na moment zbliżyli się na punkt po asach Michieletto, ale błędy w ustawieniu i nerwowość odebrały im szansę na odrobienie strat. Nasi grali pewnie, kontrolowali przebieg seta i po pomyłce serwisowej Luki Porro wygrali 25:19, stawiając się w idealnej pozycji.

     

    Trzeci set to już pełna dominacja Biało-Czerwonych. Punktowe bloki, asy serwisowe i skuteczne ataki dały szybkie prowadzenie 10:5, które tylko rosło. Włosi nie byli w stanie podnieść się po ciosach siatkarzy znad Wisły, którzy wygrali aż 25:14 i mogli świętować wielkie zwycięstwo w całym turnieju.

     

    Imponujący występ Polaków! Nie stracili nawet seta

     

    Warto dodać, że nasi siatkarze przeszli przez rywalizację w Chinach bez straty seta. Włosi doskonale wiedzieli, że finałowe starcie nie będzie należało do najłatwiejszych, ale z pewnością nie spodziewali się aż takiej dominacji. Za złoty medal Polacy zarobili milion dolarów. Srebrnym medalistom przypadła połowa tej kwoty.

     

    Ponadto w tle rywalizacji o złoto trwała także walka o pierwsze miejsce w rankingu FIVB. Biało-Czerwoni, demolując Włochów, zyskali 9,24 pkt i umocnili się na prowadzeniu w tym zestawieniu. Ich przewaga nad mistrzami świata wzrosła do ponad 30 “oczek”.

    Ostateczna tabela Ligi Narodów:

    1. miejsce — Polska

    2. miejsce — Włochy

    3. miejsce — Brazylia

    4. miejsce — Słowenia

  • Oto ostateczna tabela Ligi Narodów! Przepiękny widok

    Oto ostateczna tabela Ligi Narodów! Przepiękny widok

    Oto ostateczna tabela Ligi Narodów! Przepiękny widok

    Tak jest, mamy to! Polscy siatkarze byli niemal bezbłędni w wielkim finale Ligi Narodów i zdeklasowali Włochów 3:0 (25:22, 25:19, 25:14). Tym samym to Biało-Czerwoni sięgają po złoto w tych międzynarodowych rozgrywkach. Jeśli jesteście ciekawi, jakie ekipy uplasowały się na kolejnych miejscach, koniecznie zajrzyjcie niżej.

     

    Takiej dominacji chyba mało kto się spodziewał! Zespół Nikoli Grbicia od samego początku wielkiego finału Ligi Narodów z Włochami pokazywał się ze świetnej strony i narzucił swój styl gry. Reprezentacja Italii próbowała kontrować Biało-Czerwonych, ale nie była przy tym zbyt skuteczna.

     

    Koniec, mamy to! Tak prezentuje się ostateczna tabela Ligi Narodów po triumfie Polaków

    W trakcie całego finałowego starcia Polacy kontrolowali przebieg gry niemal przez cały czas, a wyniki poszczególnych setów tylko to udowadniają. 25:22 w pierwszym, 25:19 w drugim i 25:14 w trzecim. To mówi samo za siebie i to Kamil Semeniuk i spółka sięgają po upragnione złoto Ligi Narodów!

     

    Nie można jednak zapomnieć o pozostałych reprezentacjach. Po porażce w finale jasne stało się, że Włosi będą musieli zadowolić się tylko “srebrem”. Na trzecim miejscu podium uplasowali się natomiast Brazylijczycy, którzy w niedzielny poranek ograli Serbów. Pozostałe ekipy, które z Ligą Narodów pożegnały się w ćwierćfinałach to Francja, Kuba, Japonia i Chiny. Poniżej możecie znaleźć finalną i pełną tabelę.

     

    Ostateczna tabela Ligi Narodów:

     

    1. miejsce — Polska

    2. miejsce — Włochy

    3. miejsce — Brazylia

    4. miejsce — Słowenia

    5-8. miejsca — Francja, Kuba, Japonia, Chiny [Chiny w fazie zasadniczej zajęły dopiero 17. miejsce, ale byli gospodarzami play-offów, dlatego mieli zapewniony awans do nich]

    9. miejsce — Iran

    10. miejsce — Ukraina

    11. miejsce — Bułgaria

    12. miejsce — USA

    13. miejsce — Argentyna

    14. miejsce — Kanada

    15. miejsce — Niemcy

    16. miejsce — Serbia

    17. miejsce — Turcja

    18. miejsce — Holandia

     

  • Tak Włosi nazwali Polaków po triumfie w Lidze Narodów. Co za słowa!

    Tak Włosi nazwali Polaków po triumfie w Lidze Narodów. Co za słowa!

    Tak Włosi nazwali Polaków po triumfie w Lidze Narodów. Co za słowa!

    Polacy zachwycili i całkowicie rozbili Włochów w finale Ligi Narodów! Ekipa Italii nie miała większych szans i Biało-Czerwoni udowodnili na parkiecie, że są po prostu najlepsi. Po takich triumfie w sieci natychmiast zapanowała euforia, a Włosi nazwali naszych rodaków “dewastatorami”! Tylko zobaczcie, co piszą siatkarscy eksperci i dziennikarze.

     

    To był kapitalny mecz w wykonaniu drużyny prowadzonej przez Nikolę Grbicia! Reprezentacja Polski bardzo pewnie weszła w starcie z Włochami i tej pewności nie utraciła nawet przez chwilę. Oglądając ten mecz, można było odnieść wrażenie, że Wilfredo Leon i spółka kontrolują przebieg gry właściwie przez cały czas i zawodnicy Italii nie są w stanie nic zrobić.

     

    Lawina natychmiast ruszyła! Oto co stało się w sieci po triumfie Polaków w Lidze Narodów

     

    I taki stan rzeczy utrzymał się właściwie do końca. Polacy zdobywali punkt za punktem, seta za setem i ostatecznie ujrzeliśmy rezultat 3:0 (25:22, 25:19, 25:14). Po tym spektakularnym zwycięstwie w sieci od razu ruszyła lawina komentarzy i wpisów na temat tego, jak świetnie poradzili sobie Biało-Czerwoni. Tylko na to spójrzcie.

     

    “Manifestacja siły jak w 2022 r. na ME. Wtedy dzięki zagrywce, dziś dzięki wysokiej piłce. Well done!” — pisze Artur Skrzypczyński związany z siatkówką.

     

    “Ostatni raz tak bezradnych Włochów widziałem, jak zabrakło im oliwy z oliwek w połowie gotowania” — żartuje Piotr Siekierski, tworzący siatkarski podcast.

     

    “Jezus. Co to jest za lanie. Włosi totalnie nie dojechali, ale my ich po prostu zdmuchnęliśmy. Bez OŚMIU wicemistrzów olimpijskich, a oni wystawili wszystko, co mają najlepsze” — pisze Marcin Gałązka z Przeglądu Sportowego Onet.

     

    “Zastanawiam się tylko nad jednym — jak Nikola Grbić poradziłby sobie w sytuacji, gdy miałby dostępnych wszystkich, zdrowych zawodników. Bo od 2022 r. jeszcze takiej wyjątkowej sytuacji nie miał” — podsumowuje Edyta Kowalczyk z Przeglądu Sportowego Onet.

     

    “Po prostu — GIGANCI!!! To było niesamowite! Włosi praktycznie nie istnieli! Wielkie brawa! DUMA!!!!” — czytamy we wpisie komentatora Sebastiana Szczęsnego.

     

    “Siatkarzom kibicuję od zawsze, ale takiego nokautu nie pamiętam. 25:14 w trzecim decydującym secie z aktualnymi mistrzami świata! Brawo!” — ocenia premier Donald Tusk.

     

    “Polacy mistrzami Ligi Narodów! Brakuje słów, by opisać koncert, jaki dali dziś nasi siatkarze. Trzecia część Kosmicznego Meczu powinna być o tym występie. Nic tylko oprawić w ramkę i oddać do Luwru. Tanie lanie nie zdarza się nawet na śmigusa dyngusa” — kończy Mateusz Ligęza z Radia ZET.

     

  • To, co Polacy zrobili z mistrzami świata, przejdzie do historii! Wielki triumf w Lidze Narodów

    To, co Polacy zrobili z mistrzami świata, przejdzie do historii! Wielki triumf w Lidze Narodów

    To, co Polacy zrobili z mistrzami świata, przejdzie do historii! Wielki triumf w Lidze Narodów

    Znów to zrobili! Polscy siatkarze trzeci raz wygrali rozgrywki Ligi Narodów, a w fenomenalnym finale rozbili Włochów w trzech setach. To był ich koncert, sposób, w jaki ograli mistrzów świata, przejdzie do historii.

     

    Jeszcze kilkanaście dni temu, gdy zawodnicy Nikoli Grbicia pierwszy raz od dłuższego czasu przegrali dwa mecze z rzędu, mogliśmy się martwić o ich dyspozycję. Przed własną publicznością w Gdańsku wówczas zawodzili, a po bolesnych porażkach prosili wszystkich o cierpliwość. Mówili, że forma przyjdzie. Po turnieju finałowym w Ningbo, a zwłaszcza jego niedzielnym finale – wygranym 3:0 (25:22, 25:19, 25:14) możemy powiedzieć, że się doczekaliśmy.

     

    Na niespełna dwa miesiące przed finałem mistrzostw świata Polacy potwierdzają, że są gotowi wygrywać z najlepszymi. A nawet ich ogrywać – tak jak obecnych złotych medalistów MŚ w niedzielę. To był pokaz siły naszych najważniejszych dział. A generał Nikola Grbić mógł ze spokojem patrzeć, jak jego armia robi to, czego od nich oczekiwał.

     

    Włosi zatrzymali Sasaka, ale takiego odrodzenia Leona nie mogli się spodziewać

     

    Przed meczem najważniejszą kwestią była ta dotycząca zdrowia Tomasza Fornala. Przyjmujący, którego serbski szkoleniowiec widział w wyjściowym składzie Polaków, doznał kontuzji stawu skokowego w półfinale. Choć pozostał w kadrze meczowej, to Grbić nie wystawił go od razu do gry przeciwko Włochom. Jak przyznał trener, Fornal dalej nie może skakać, więc w szóstce zastąpił go Kamil Semeniuk. Reszta składu się już nie zmieniła. Razem z nim w roli przyjmującego na boisko wyszedł Wilfredo Leon, który po słabszym występie przeciwko Brazylijczykom musiał być głodny gry, oczywiście na o wiele lepszym poziomie. Na środku zaczęli Jakub Nowak i Jakub Kochanowski, w ataku Kewin Sasak, na rozegraniu Marcin Komenda, a jako libero Jakub Popiwczak.

     

    Początek partii otwierającej spotkanie był dość wyrównany. Lepiej zaczęli ją Polacy, prowadząc 3:1, a potem 6:4, ale potem Włosi dzięki trzypunktowej serii przejęli inicjatywę. Na szczęście na krótko. I od stanu 8:9 już w tym secie nie mieli przewagi nad drużyną Nikoli Grbicia. Polski zespół po chwili zyskał cztery punkty różnicy na swoją korzyść, ale ta znów została zniwelowana (14:14). Do samej końcówki to Polacy mieli już później kontrolę nad grą (18:16, potem 21:19). I to właśnie w kluczowych piłkach zagrali najlepiej – zyskali sobie trzy piłki setowe, a wykorzystali drugą z nich po skutecznym ataku Kamila Semeniuka, wygrywając do 22.

     

    Widać było, że Włosi odrobili lekcję przed tym spotkaniem – mocno stłumili siłę rażenia, z jaką w półfinale Brazylijczyków zdominował Kewin Sasak. Atakujący miał problemy, ale na znacznie wyższym poziomie niż dzień wcześniej zaczął grać Wilfredo Leon. Wręcz odrodził się w kilkanaście godzin! Takiego chcielibyśmy go oglądać zawsze. 67 procent skuteczności w ataku i świetne zagrywki – to wszystko zrobiło swoje. Odciskał swoje piętno na tym spotkaniu zwłaszcza w kluczowych chwilach. Włosi tylko patrzyli na to, jak ciska piłkami w ich kierunku.

     

    Leon już po drugim secie puszczał oko do kamery. A Włosi oddawali Polakom punkt za punktem

     

    Siły na lewym skrzydle nie zabrakło Polakom także w drugiej partii. W niej jak Leon wcześniej grał Kamil Semeniuk – pewnie, z olbrzymią siłą i jakością. Do pięciu punktów z pierwszego seta, teraz wręcz ciągnąc grę zespołu Grbicia, dał mu kolejne pięć. I świetną skuteczność w ataku – na poziomie 57 procent. Będzie się rywalom śnił podczas długiej kilkunastogodzinnej podróży powrotnej z Chin do Europy.

     

    Włosi mieli problemy już na samym początku tego fragmentu spotkania. I to nie do końca z samą grą, a nawet ustawieniem na boisku. Byli tak zdenerwowani i pogubieni, że po kilka razy sprawdzali u sędziów, jak mają stanąć do pierwszych piłek. I ciągle tylko frustrowali się coraz bardziej – zwłaszcza Alessandro Michieletto i Simone Giannelli. To był set ich błędów i ciągłego prowadzenia Polaków. Chwilami Włosi oddawali nam piłki, na które nie mogli sobie pozwolić. Byli już przecież w trudnej sytuacji i tylko ją pogarszali. Ale polską drużynę to tylko napędzało – wykorzystywali te pomyłki bezlitośnie. W sumie dostali za darmo 11 punktów.

     

    Groźnie” zrobiło się tylko przy stanie 13:12 i 16:14, gdy Włosi zmniejszali zdobytą wcześniej przez Polaków przewagę. Ale nie mogli zyskać inicjatywy, zabrać jej naszym zawodnikom. Czuli się tak pewnie, że Nikola Grbić mógł wpuścić na boisko Szymona Jakubiszaka na środek i Bartosza Bednorza do przyjęcia. W końcówce ze stanu 19:16 zrobiła się aż sześciopunktowa przewaga dzięki trzypunktowej serii i ten dystans dzielący ich od rywali udało się utrzymać już do końca. Polacy wygrali 25:19 i przycisnęli rywala do muru. Sami byli na takim skupieniu, ale jednocześnie luzie przy dobrym wyniku, że Wilfredo Leon w przerwie pomiędzy setami puszczał oko do kamery.

    Na koniec pogrom! Włosi wręcz niewiedzieli, co się dzieje

     

    Może wiedział już, co się wydarzy w trzeciej partii. I że to będzie ostateczny akt tego finału, w tak piękny sposób zwieńczony przez kadrę Nikoli Grbicia. Bo to była już deklasacja. Włosi wyglądali, jakby chwilami nie wiedzieli, co się dzieje. Nic im nie wychodziło, a Polacy bawili się siatkówką. Serie punktowe od stanu 13:8 do 17:8 i 19:13 do 24:13 stały się kosmicznym pokazem potęgi tej drużyny. A ostatni atak dający zwycięstwo – autorstwa Szymona Jakubiszaka – tylko utwierdził nas w tym, z jaką pewnością i zimną krwią oni to wygrali. To był pogrom – 25:14 i 3:0! Niesamowite!

     

    Czy Polacy zagrają jeszcze kiedyś taki finał? Nie mamy nic przeciwko, ale jak rzadko zdarza się, żeby tak zdominować rywala w spotkaniu decydującym o triumfie w całych rozgrywkach, w dodatku na wielkiej imprezie! Przed meczem zastanawialiśmy się, bardziej życzeniowo, czy mogłaby się powtórzyć historia sprzed dwóch lat i pewnego zwycięstwa 3:0 w finale mistrzostw Europy. To zwycięstwo było jednak jeszcze bardziej okazałe!

     

    Polacy sięgnęli po złoto Ligi Narodów po raz trzeci w historii – po triumfach z Sofii w 2012 i Gdańsku w 2023 roku. Teraz mają chwilę na świętowanie na miejscu w Chinach. Odbiorą medale i puchar, ale niedługo potem będą wracać do kraju – mają lądować tu w poniedziałek w nocy. Potem czeka ich pewnie kilka dni wolnego i przygotowania do imprezy sezonu, czyli mistrzostw świata na Filipinach zaplanowanych we wrześniu. Na razie ten triumf to przepiękny prognostyk tego, jak one mogą wyglądać. Polacy pokazali, że ze wszystkich zespołów są najlepiej przygotowani do grania o stawkę w tym momencie. Oby tak samo było za miesiąc.

     

  • Siatkarski nokaut w finale. Polscy siatkarze ze złotem, mistrzowie świata na kolanach

    Siatkarski nokaut w finale. Polscy siatkarze ze złotem, mistrzowie świata na kolanach

    Siatkarski nokaut w finale. Polscy siatkarze ze złotem, mistrzowie świata na kolanach

    Mistrzowie Europy lepsi od mistrzów świata. Polscy siatkarze zamknęli turniej finałowy Ligi Narodów w Ningbo w Chinach w kapitalnym stylu. “Biało-Czerwoni” rozbili reprezentację Włoch w trzech partiach i po raz drugi w historii wygrali prestiżowe rozgrywki. Co więcej, w całym turnieju finałowym nie przegrali ani jednego seta. Drużyna pod wodzą Nikoli Grbicia po raz kolejny zapisała się w historii.

     

    Reprezentacja Polski w przebudowanym składzie, Włosi w tym samym od kilku lat, tego lata wzmocnionym jeszcze Kamilem Rychlickim. W finale w Ningbo zmierzyły się dwie najlepsze drużyny światowego rankingu, które jednak ruszały w sezon z nieco innego pułapu. Gdy mistrzowie Europy z Polski stanęli w Ningbo naprzeciw mistrzów świata, wyrównanej gry jednak nie było. To Polska po raz drugi w historii wygrywa Ligę Narodów.

     

    Polska – Włochy w finale. “Biało-Czerwoni” zaczęli z impetem, Włosi zagubieni

     

    Przed meczem w drużynie “Biało-Czerwonych” pod znakiem zapytania stał występ Tomasza Fornala. Przyjmujący doznał kontuzji stawu skokowego w meczu z Brazylią i nie zdołał się wykurować na finał. W podstawowym składzie zastąpił go Kamil Semeniuk, który stworzył parę przyjmujących z Wilfredo Leonem.

     

    Ten ostatni w dwóch poprzednich meczach w Ningbo nie zachwycił, ale finał rozpoczął od udanego ataku. Polska odskoczyła na dwa punkty, szczelny blok postawił Semeniuk. Włosi szybko wyrównali, kiedy jednak ich blok w kontrataku przełamał Leon, “Biało-Czerwoni” wygrywali już 12:9. W pewnym momencie przewaga sięgnęła czterech punktów, ale rywale odrobili straty. Polscy siatkarze przełamali ich jednak w końcówce. Przewagę dała zagrywka Leona, po której piłka leciała z prędkością ponad 120 km/h. Ekipa Grbicia wygrała 25:22.

     

    Na początku drugiej partii we włoskiej drużynie doszło do sporego zamieszania. Mistrzowie świata nie mogli się zorientować, jakie obowiązuje u nich ustawienie – i w końcu, po zaledwie dwóch akcjach, ich trener Ferdinando De Giorgi musiał poprosić o przerwę. Polska wkrótce uciekła na trzy punkty, Leon zablokował atak Daniele Lavii. “Biało-Czerwoni” dołożyli jeszcze dwa “oczka” do tego prowadzenia, po stronie rywali było coraz więcej nerwów.

     

    Ale mistrzowie świata ponownie się podnieśli, zniwelowali straty do punktu, przegrywali tylko 12:13. Tyle że znów pomylili ustawienie, co wykorzystał z pola serwisowego Szymon Jakubiszak, rezerwowy środkowy polskiej drużyny. “Biało-Czerwoni” z zimną krwią wykorzystali problemy rywali, dobrze w ataku spisywał się Semeniuk, i Polska wygrała 25:19.

     

    Liga Narodów siatkarzy. Odrodzenie Wilfredo Leona, mistrzowie świata pokonani

     

    Polscy siatkarze w tym sezonie zmierzyli się już z Włochami w trakcie turnieju fazy wstępnej w Chicago. Wówczas u “Biało-Czerwonych” brakowało kilku gwiazd, ale i tak postawili się grającym w najmocniejszym składzie rywalom i przegrali dopiero po tie-breaku. Skończyli pierwszą część rozgrywek niżej niż Włosi, ale za to przez turniej finałowy szli jak burza, dwa razy wygrywając 3:0. Włosi stracili po secie w meczach z Kubą i Słowenią.

     

    Po dwóch partiach finału byli pod ścianą. Na trzeciego seta Polska wyszła z Jakubiszakiem i błyskawicznie odskoczyła na trzy punkty. W polu serwisowym pomógł Kewin Sasak, który rekompensował tym swoje problemy w ataku. Polska prowadziła już 12:7 i mecz zaczął zupełnie wymykać się z rąk mistrzom świata. Druga część tej partii to była już demolka włoskiej drużyny. Polacy nie dali im szans, nokautując rywala 25:14.

     

    Przed finałem miejsce na podium Ligi Narodów zapewnili sobie Brazylijczycy. “Canarinhos” podnieśli się po półfinałowej porażce z Polską i pokonali 3:1 Słowenię. W tym sezonie najlepszym siatkarzom pozostaje jednak jeszcze jeden cel: wrześniowe mistrzostwa świata na Filipinach.

     

    Polska: Sasak, Kochanowski, Leon, Komenda, Nowak, Semeniuk – Popiwczak (libero) oraz Bednorz, Jakubiszak

    Włochy: Rychlicki, Anzani, Lavia, Giannelli, Galassi, Michieletto – Balaso (libero) oraz Bottolo, Sbertoli, Romano

  • To będzie hit Internetu. To nagranie pokazuje prawdę o Świątek

    To będzie hit Internetu. To nagranie pokazuje prawdę o Świątek

    To będzie hit Internetu. To nagranie pokazuje prawdę o Świątek

    Iga Świątek rywalizuje podczas turnieju WTA 1000 w Montrealu. Jej kolejną rywalką będzie Dunka Clara Tauson. Polska tenisistka przykuła uwagę obserwatorów z jednego powodu. Podczas kanadyjskich zmagań skoncentrowali się na jej pracy nóg. Uważają, że to jeden z czynników, który pomaga jej budować “legendarną karierę”.

     

    Iga Świątek jest już w 1/8 finału turnieju WTA 1000 w Montrealu. Polka pokonała ostatnio Evę Lys i zmierzy się teraz ze starą znajomą z Wimbledonu Clarą Tauson. Obserwatorzy zwrócili uwagę na jeden, szczególnie ich zdaniem wyróżniający się element gry Polki. Nazywają go “nieprawdopodobnym”.

     

    Pieją z zachwytu nad Świątek. “Nieczęsto”

     

    “Iga Świątek buduje legendarną karierę opartą na wielu zaletach, ale jedną z najbardziej godnych uwagi jest jej praca nóg. Nieczęsto przeciętny widz może zobaczyć, a także docenić szybkość i dynamikę ruchów najlepszych tenisistek świata. Film przedstawiający polską zawodniczkę na korcie podczas turnieju WTA 1000 w Montrealu w 2025 roku pokazuje, jak wymagające fizycznie jest ten sport i jak Iga porusza się po korcie z niezwykłą zwinnością” – pisze portal puntodebreak.com, załączając nagranie z jednego z profili na portalu X, który napisał wprost, że “praca nóg Świątek jest nieprawdopodobna”.

     

    Polka, która rywalizuje w turnieju WTA 1000 w Montrealu, ma za sobą udany lipiec. Wygrała podczas niego Wimbledon, pokonując w finale Amandę Ansimiovą 6:0, 6:0. To był jej pierwszy tak znaczący triumf na trawie.

    https://x.com/NotLite_03/status/1951441183399641517

    Świątek, grając w Kanadzie, może powoli przygotowywać się do zbliżającego się wielkimi krokami ostatniego w tym roku turnieju wielkoszlemowego. Mowa oczywiście o słynnym US Open, którego przed laty była zresztą triumfatorką. W 2022 roku sięgnęła szczytu na amerykańskich kortach.

    Polka, dla której wygrana w Wimbledonie była pierwszym turniejowym zwycięstwem od ponad roku, odbudowuje także swój ranking. Już jest trzecią rakietą świata. Polscy kibice wierzą, że będziejeszcze lepiej.

     

  • Iga Świątek z “awansem” do kolejnej rundy. Zero wątpliwości

    Iga Świątek z “awansem” do kolejnej rundy. Zero wątpliwości

    Iga Świątek z “awansem” do kolejnej rundy. Zero wątpliwości

    Clara Tauson będzie rywalką Igi Świątek o ćwierćfinał turnieju WTA 1000 w Montrealu. Obie zawodniczki spotkały się ze sobą na tym samym etapie podczas wielkoszlemowego Wimbledonu. Jak będzie tym razem? Portal tennis.com już “rozstrzygnął” spotkanie Świątek z Tauson. “Tauson będzie musiała być w najlepszej formie, by pokonać Igę” – czytamy.

     

    Iga Świątek awansowała do czwartej rundy turnieju WTA 1000 po zwycięstwie 6:2, 6:2 nad Niemką Evą Lys. Kolejną rywalką Polki będzie Dunka Clara Tauson. Obie zawodniczki spotkały się ze sobą w czwartej rundzie Wimbledonu. Wtedy Świątek wygrała 6:4, 6:1. – Nie mogłam oddychać i ciężko mi się grało przeciwko Idze. Jeśli chcesz pokonać Świątek, musisz być w 110 proc. gotowy. Ja byłam pewnie gotowa na 30 proc. i nie czułam się szczególnie dobrze – mówiła Tauson po porażce na Wimbledonie. Teraz będzie miała okazję do rewanżu na Świątek.

     

    Tak skończy się mecz Świątek – Tauson. “Polski walec nabiera rozpędu”

     

    Jak może wyglądać starcie Świątek z Tauson? Portal tennis.com uważa, że Tauson “nie jest idealną przeciwniczką, która mogłaby spowolnić Świątek”. Do największych atutów Dunki należy mocny serwis i duża siła uderzeń, co może potencjalnie zaskoczyć Świątek. “Czy to znów 2022 rok, kiedy jedyne pytanie, które warto było zadać, brzmiało: Czy ktokolwiek może powstrzymać Igę? Jeszcze nie dotarliśmy do tego punktu” – czytamy w artykule.

     

    “Tauson gra w tym sezonie na wyższym poziomie, niż pokazała na Wimbledonie. Potrafi walczyć z każdym, o czym Świątek doskonale wie. Tauson będzie musiała być w najlepszej formie, by pokonać Igę. Świątek ma przewagę szybkości, a jej styl gry może być właśnie tym, czego potrzeba, by uniemożliwić Tauson dobre uderzenie piłką” – dodaje tennis.com. “Polski walec zdaje się znów nabierać rozpędu” – piszą dziennikarze.

     

    To będzie czwarte starcie między Tauson a Świątek w karierze. W 2019 r. Polka wygrała 6:3, 7:6 (7) w turnieju Fed Cup. Potem pokonała Dunkę 6:7 (3), 6:2, 6:1 w trzeciej rundzie Indian Wells. Trzeci triumf przyszedł podczas tegorocznego Wimbledonu. Do tej pory Świątek nie grała z Tauson tylko na mączce – poza tym zmierzyła się z tą rywalką na każdej nawierzchni.

    Mecz Świątek – Tauson odbędzie się nie wcześniej, niż w północy czasu polskiego w nocy z niedzieli na poniedziałek. Wcześniej na korcie centralnym, od godz. 18:30 czasu polskiego, pojawią się Madison Keys i Karolina Muchova, a także Naomi Osaka i Anastazja Sewastowa.

  • Czołowy tenisista wprost o Idze Świątek. Wcześniej ją wsparł

    Czołowy tenisista wprost o Idze Świątek. Wcześniej ją wsparł

    Czołowy tenisista wprost o Idze Świątek. Wcześniej ją wsparł

    Casper Ruud był jedną z pierwszych osób, które przesłały Idze Świątek wsparcie po jej przegranej w półfinale turnieju w Rzymie z Coco Gauff (1:6, 1:6). — Czasem zawodnicy mogą przesadzać, ale dajemy temu sportowi wszystko i jeśli coś przez długi czas nie wychodzi, to może być frustrujące — powiedział Norweg w rozmowie z Courtney Nguyen, wracając do swojego zachowania. Już za niedługo Ruud i Świątek połączą siły podczas wielkoszlemowego US Open.

     

    Tuż po przegranej w półfinale turnieju w Rzymie z Coco Gauff Iga Świątek mogła liczyć na słowa wsparcia m.in. od Caspera Ruuda. “Hej, głowa do góry. Podobnie jak miliony innych osób, uwielbiam oglądać twoją grę. Dzisiaj nie był to twój dzień, ale inspirujesz wielu i wrócisz silniejsza niż kiedykolwiek!” — napisał Ruud.

     

    Casper Ruud wsparł Igę Świątek. Teraz wrócił do tego momentu

     

    Teraz Ruud został zapytany przez Courtney Nguyen o motywy swojego wsparcia dla Świątek. Norweg przyznał, że oglądał mecz i zrobiło mu się przykro naszej zawodniczki. — Myślałem, że słowa wsparcia mogą pomóc. Może pomogły, może nie. Ale mam nadzieję, że tak — powiedział Ruud i dodał, że wie, jak czasem można czuć się na korcie.

     

    — Są momenty, w których musisz się wypłakać. Czasem zawodnicy mogą przesadzać, ale dajemy temu sportowi wszystko i jeśli coś przez długi czas nie wychodzi, to może być frustrujące i w pewnym sensie smutne — zauważył dalej Ruud.

     

    Norweg podkreślił, że Świątek jest znakomitą ambasadorką tenisa, szczególnie kobiecego. — Jest naprawdę wspaniałym wzorem do naśladowania. Bardzo cieszę się, że chce grać ze mną w US Open — dodał.

     

    Casper Ruud i Iga Świątek połączą siły podczas US Open

     

    Świątek i Rudd zagrają razem w odmienionej edycji turnieju mikstów podczas wielkoszlemowego US Open. Zobaczymy w nim także inne czołowe nazwiska ze świata kobiecego i męskiego tenisa. “Zawody odbędą się podczas US Open Fan Week we wtorek, 19 sierpnia i środę, 20 sierpnia w USTA Billie Jean King National Tennis Center, a zwycięska drużyna otrzyma nagrodę pieniężną w wysokości 1 mln dol.” —

     

    Teraz jednak Świątek skupia się na turnieju w Montrealu, gdzie w walce o ćwierćfinał zmierzy się z Dunką Clarą Tauson. Będzie to rewanż za starcie w Wimbledonie. Obie panie wyjdą na kort centralny w niedzielę 3 sierpnia jako trzecie od godz. 18.30, ale nie wcześniej niż o północy czasu polskiego.

  • Polscy siatkarze walczą o złoto. Chcą wyrównać rachunki z mistrzami świata

    Polscy siatkarze walczą o złoto. Chcą wyrównać rachunki z mistrzami świata

    Polscy siatkarze walczą o złoto. Chcą wyrównać rachunki z mistrzami świata

    Trudno w ostatnich latach o większy siatkarski klasyk niż mecz Polska – Włochy. Po finale mistrzostw świata i mistrzostw Europy obie drużyny zmierzą się w meczu o złoto Ligi Narodów. Polscy siatkarze w Ningbo nie przegrali dotąd nawet seta, ale dzisiejszy mecz wygląda na zdecydowanie trudniejsze zadanie niż dwa poprzednie. “Wyrównaliśmy rachunki z Chicago z Brazylią, to trzeba będzie wyrównać rachunki z Włochami” – zapowiada jednak środkowy Jakub Nowak. Finał Ligi Narodów siatkarzy rozpocznie się o godz. 13.

     

    Kiedy polscy siatkarze rozpoczynali tegoroczną Ligę Narodów spotkaniem z Holandią, po 19 punktów zdobyli Artur Szalpuk i Kewin Sasak. Tamta podróż rozpoczęta niemal dwa miesiące temu prowadziła przez Azję, Amerykę Północną i Gdańsk, a kończy się dziś w Ningbo finałem z Włochami. Z przemeblowanego składu, który rozpoczynał sezon, w podstawowej szóstce na finał ostanie się najpewniej jedynie Sasak.

     

    Finał Ligi Narodów siatkarzy. Nowe twarze w kadrze Grbicia nie zawiodły

     

    28-letni zawodnik, który debiutuje w tym sezonie w kadrze, jest bohaterem turnieju finałowego. I w ćwierćfinale, i w półfinale zdobył dla polskiej drużyny najwięcej punktów, z Brazylią zanotował wręcz niewiarygodną przy aż 21 atakach statystykę: 76 procent skuteczności.

     

    Obok niego w szóstce zagra 20-letni Jakub Nowak, który nie ma na koncie ani minuty w PlusLidze, a tamten mecz z Holandią zaczynał w rezerwie. Potem zawojował jednak siatkarski świat i na dziś jest podstawowym środkowym kadry. Na Włochów wyjdą też Marcin Komenda, który pierwszy raz w życiu jest podstawowym rozgrywającym kadry, oraz Jakub Popiwczak – już utytułowany, ale dotąd w reprezentacji tylko jako rezerwowy.

     

    Dla mnie to fantastyczne, jak oni grają. To zawodnicy, których wcześniej nie mieliśmy w takich momentach na boisku, w półfinale Ligi Narodów. Mam tylko nadzieję, że zapomną o tym, co się stało w półfinale, i powtórzą tę samą dyspozycję w meczu z Włochami

     

    zaznaczył Nikola Grbić przed kamerą Polsatu Sport.

     

    Serb w tym sezonie po trosze własnymi decyzjami, a po trosze zmuszony okolicznościami przemeblował kadrę, a mimo to znów zdobędzie medal. Co więcej, może dołożyć do swojej imponującej kolekcji trzecie złoto – dwa poprzednie zdobył w kapitalnym sezonie 2023, gdy poprowadził Polskę do mistrzostwa Europy i triumfu w Lidze Narodów. Teraz może triumfować kadrą bez Bartosza Kurka, Mateusza Bieńka czy Marcina Janusza!

     

    Polska – Włochy w meczu o złoto. “Biało-Czerwoni” chcą wyrównać rachunki

    Tyle że na drodze staną dziś Włosi. To dla nich historyczny mecz, w finale Ligi Narodów zagrają po raz pierwszy. Ale przecież wcześniej aż osiem razy triumfowali w jej poprzedniczce, czyli Lidze Światowej. W ostatnich latach ich rywalizacja z Polską urosła do rangi największego siatkarskiego klasyku.

     

    W finale mistrzostw świata w 2022 r. to oni byli górą, rok później w ME Polacy się im zrewanżowali. W tym sezonie obie drużyny zmierzyły się w fazie wstępnej w Chicago i Włosi wyrwali zwycięstwo po tie-breaku. Grali już jednak wtedy podstawowym składem, a w polskiej kadrze brakowało jeszcze połowy z obecnej szóstki.

     

    “Wyrównaliśmy rachunki z Chicago z Brazylią, to trzeba będzie wyrównać rachunki z Włochami” – odważnie deklaruje przed finałem Nowak.

     

    Włosi wydają się jednak znacznie mocniejszym rywalem niż Japonia i Brazylia, które “Biało-Czerwoni” ograli bez straty seta. Ich liderem jest Alessandro Michieletto, który w półfinale ze Słowenią zdobył 26 punktów. W Ningbo nie zawodzi, czego nie można powiedzieć o Wilfredo Leonie, potencjalnie największej broni ofensywnej polskiej drużyny – przyjmujący zmaga się w Chinach z dużymi problemami w ofensywie.

     

    Nieźle we włoskim ataku spisuje się też Kamil Rychlicki. Syn Jacka, wicemistrza Europy z polską kadrą, od trzech lat ma włoskie obywatelstwo i w tym sezonie został uprawniony do gry w nowej reprezentacji.

     

    Tomasz Fornal z kontuzją. Nikola Grbić podejmie decyzję przed meczem

    Znakiem zapytania po polskiej stronie będzie obecność w składzie Tomasza Fornala. Wicemistrz olimpijski w trakcie półfinału skręcił staw skokowy i nie dokończył meczu. Grbić mimo wszystko włączył go do meczowej “14-tki”, ostateczną decyzję o występie Fornala podejmie zapewne przed samym meczem. Do gry gotowy jest jednak Kamil Semeniuk, a w odwodzie są jeszcze Artur Szalpuk i Bartosz Bednorz.

     

    “Zagramy z jednym z najlepszych zespołów. Będzie trudno, ale myślę, że będziemy mieli swoje szanse. Oczywiście będę się cieszyć ze zwycięstwa, ale jeżeli utrzymamy podejście i nastawienie z półfinału, już będę bardzo zadowolony. Zrobimy wszystko, by wygrać” – zapowiada Grbić.

     

    Mecz Polska – Włochy rozpocznie się dziś o godz. 13 czasu polskiego. Transmisja ze spotkania w Polsacie, Polsacie Sport 1 i Polsat Box Go. Relacja tekstowa “na żywo” w Interia Sport. Wcześniej o brąz w Ningbo zagrają reprezentacje Brazylii i Słowenii.

     

  • Tak wygląda ranking WTA po tym, co Świątek zrobiła w nocy

    Tak wygląda ranking WTA po tym, co Świątek zrobiła w nocy

    Tak wygląda ranking WTA po tym, co Świątek zrobiła w nocy

    Iga Świątek w nocy z piątku na sobotę polskiego czasu pokonała Evę Lys 6:2, 6:2. Zwycięstwo dało jej awans do IV rundy turnieju WTA 1000 w Montrealu, ale nie tylko. Dzięki niemu Polka umocniła się w pierwszej trójce rankingu WTA. Na tym dobre informacje się nie kończą. Po poważnej wpadce zanotowały dwie najgroźniejsze konkurentki w walce podium. Jak zatem na ten moment wygląda ranking WTA?

    Link został skopiowany

     

    Iga Świątek po zwycięstwie na Wimbledonie nie zwalnia tempa. Nasza tenisistka odniosła już drugą wygraną w turnieju WTA 1000 w Montrealu. Najpierw pokonała Chinkę Hanyu Guo 6:3, 6:1, a teraz Niemkę ukraińskiego pochodzenia Evę Lys 6:2, 6:2. Tym samym zapewniła sobie udział w IV rundzie turnieju. A w niej spotka się z Claurą Tauson, którą nie tak dawno ograła w 1/8 finału Wimbledonu. Dobra postawa Polki ma też swoje odbicie w rankingu WTA.

     

    Rywalki się mylą, Świątek odskakuje. Tak wygląda ranking WTA

     

    Dzięki triumfowi w Londynie Świątek awansowała z czwartej na trzecią pozycję i cały czas się na niej umacnia. W Montrealu zdobyła już 120 punktów i ma ich w sumie 6933. Do drugiej Coco Gauff traci 856 punktów. Liderką z ogromną przewagą pozostaje Aryna Sabalenka. Białorusinka zgromadziła 12225 “oczek”. W Kanadzie jednak nie startuje, więc na pewno nie powiększy tego dorobku.

     

    Do tej pory Świątek musiała bardziej oglądać się na to, co dzieje się za jej plecami. Czwarta Jessica Pegula ma do niej jedynie 510 punktów straty, a piąta Mirra Andriejewa – 1985. Teraz stało się jednak jasne, że zarówno jedna, jak i druga nawet nie zmniejszy tego dystansu. Obydwie pożegnały się z rywalizacją w Montrealu w trzeciej rundzie. Amerykanka przegrała z Anastasiją Sevastovą, a Rosjanka z McCartney Kessler. Oznacza to, że Świątek może już tylko powiększać nad nimi przewagę

     

    Czołową dziesiątkę rankingu uzupełniają kolejno: Qinwen Zheng, Madison Keys, Amanda Anisimova, Jasmine Paolini i Emma Navarro. Spośród tej piątki w turnieju pozostają tylko Keys i Anisimova. Paolini i Navarro już z niego odpadły, a Zheng nie bierze w nim udziału.

     

    Ranking WTA (stan na 2 sierpnia 2025):

     

    1. Aryna Sabalenka – 12225 pkt

    2. Coco Gauff – 7789 pkt

    3. Iga Świątek – 6933 pkt

    4. Jessica Pegula – 6423 pkt

    5. Mirra Andriejewa – 4948 pkt

    6. Qinwen Zheng – 4553 pkt

    7. Madison Keys – 4484 pkt

    8. Amanda Anisimova – 4474 pkt

    9. Jasmine Paolini – 3586 pkt

    10. Emma Navarro – 3475 pkt

    26. Magdalena Fręch – 1766 pkt

    34. Magda Linette – 1404 pkt