Category: Disclaimer

  • Wojciech Szczęsny już może się rozgrzewać! Ten błąd wielką szansą dla Polaka

    Wojciech Szczęsny już może się rozgrzewać! Ten błąd wielką szansą dla Polaka

    Wojciech Szczęsny już może się rozgrzewać! Ten błąd wielką szansą dla Polaka

     

    Inaki Pena w meczu Barcelony z Borussią Dortmund zaliczył niemało udanych interwencji, ale mówić się będzie o jednej, zdecydowanie nieudanej. Mogła ona kosztować punkty jego zespół, ale tak się nie stało. Dała jednak nadzieję Wojciechowi Szczęsnemu na podniesienie się z ławki rezerwowych.

     

    Bramkarz Barcelony musiał liczyć się z tym, że będzie to dla niego ciężki test. Dortmund do tego momentu strzelił aż 16 goli w Lidze Mistrzów, a swoją skuteczność chciał wykazać zwłaszcza pod Żółtą Ścianą, czyli pod trybuną najzagorzalszych fanów BVB.

     

    Od początku spotkania Pena wydawał się być skupiony i czujny. Na swoje nieszczęście interweniował skutecznie wtedy, gdy sędzia i tak odgwizdywał spalone. Tym nie poprawiał swoich statystyk. W 8. minucie Serhou Guirassy był na spalonym na początku akcji, ale Iñaki Peña świetnie obronił strzał Marcela Sabitzera. W 40. minucie znów popisał się dobrą interwencją, ale Guirassy był na spalonym

     

    W 60. minucie nie zdołał zatrzymać rzutu karnego, który egzekwował Guirassy, ale za to nikt nie mógł mieć do niego pretensji. Zupełnie inaczej było z sytuacją z 74. minuty. Borussia zagrała doskonałe podanie za obrońców Barcy, wprost do wychodzącego na świetną pozycję Pascala Grossa. Pena wybiegł z bramki poza pole karne i mówiąc po piłkarsku “obciął się”. Rywal od razu odegrał do partnera z zespołu. Guirassy trafił do pustej bramki, a Hiszpan mógł zwiesić głowę, bo to był jego błąd.

     

    Wojciech Szczęsny wciąż musi czekać

    Inaki Pena przyzwyczaił do tego rodzaju odważnych interwencji, a któraś musiała się skończyć jego błędem. Trafiło na Dortmund. Borussia stworzyła sobie 12 sytuacji, z czego dwie zakończyły się celnymi strzałami. I za każdym razem piłka trafiała do siatki.

     

    Wojciech Szczęsny, który przyszedł do Barcelony, gdy kontuzji doznał Marc Andre ter Stegen mówił otwarcie, że nie chce być zmiennikiem. Na razie jednak z taką rolą musiał się pogodzić. Pena jednak popełnił wyraźny błąd, który daje polskiemu bramkarzowi nadzieję na debiut w Barcelonie. Nie wiadomo tylko, jak szybko Hansi Flick będzie chciał z niegoskorzystać.

     

  • Iga Świątek zapisała się w historii. Dokonała wielkich rzeczy

    Iga Świątek zapisała się w historii. Dokonała wielkich rzeczy

    Iga Świątek zapisuje się w historii: niezwykły rok mistrzyni z Raszyna

     

    Iga Świątek, bez wątpienia obok Roberta Lewandowskiego najbardziej rozpoznawalna na świecie polska sportsmenka, ma za sobą rok pełen spektakularnych sukcesów, które zapiszą się na kartach historii polskiego sportu. Mistrzyni z Raszyna, choć napotkała na swojej drodze wyzwania, udowodniła, że jej determinacja, talent i pracowitość są fundamentami niezrównanej kariery.

     

    Pierwsza połowa sezonu 2024 była dla Igi niemal perfekcyjna. Jej forma na mączce przypominała najlepsze lata Sereny Williams, a zdobycie w sierpniu historycznego, pierwszego w historii polskiego tenisa medalu olimpijskiego (brąz) potwierdziło, że Świątek jest jedną z największych gwiazd światowego sportu.

     

    Sukcesy i wyzwania

     

    Rok 2024 przyniósł Idze nie tylko triumfy, ale i momenty, które wymagały od niej ogromnej odporności psychicznej. Choć w październiku, tuż przed WTA Finals, Aryna Sabalenka przejęła pierwsze miejsce w rankingu WTA, to Polka pozostawała liderką przez 125 tygodni – co daje jej 7. miejsce w klasyfikacji wszech czasów.

     

    W listopadzie Świątek, jako liderka reprezentacji Polski, przyczyniła się do awansu drużyny do półfinału Billie Jean King Cup w Maladze. Jej wszechstronność była kluczowa – punktowała zarówno w singlu, jak i deblu, grając u boku Katarzyny Kawy. Polska drużyna, w składzie z Magdaleną Fręch i Magdą Linette, pokonała potężne zespoły Hiszpanii i Czech, ulegając dopiero w półfinale reprezentacji Włoch.

     

    Nie sposób nie wspomnieć o zimowym United Cup, w którym Świątek i Hubert Hurkacz dotarli do finału, przegrywając minimalnie z Niemcami.

     

    Dominacja na kortach ziemnych

     

    Najlepsza część sezonu przypadła na wiosnę, kiedy Świątek dosłownie zdominowała korty ziemne. W spektakularnym stylu wygrała trzy największe turnieje na mączce: w Madrycie, Rzymie i – po raz czwarty w karierze – we French Open. Taki wyczyn udał się ostatnio Serenie Williams w 2013 roku.

     

    Na twardych kortach także błyszczała. Jej triumfy w Dosze i Indian Wells pokazały, że Polka doskonale odnajduje się na każdej nawierzchni. Wszystkie swoje tytuły w 2024 roku zdobyła w ciągu czterech miesięcy – od lutego do czerwca – co świadczy o niesamowitej regularności i formie.

     

    Nowy rozdział z Wimem Fissette

     

    Druga połowa sezonu przyniosła ważne zmiany. Po serii wyzwań w USA, Iga postanowiła zakończyć współpracę z Tomaszem Wiktorowskim, powierzając swoją karierę Wimowi Fissette – jednemu z najbardziej cenionych trenerów w światowym tenisie. Już pierwsze wspólne występy, m.in. w Rijadzie, pokazały, że współpraca z belgijskim szkoleniowcem może przynieść rewelacyjne efekty.

     

    Dodatkowym wyzwaniem były informacje o rzekomym naruszeniu przepisów antydopingowych, które pojawiły się w październiku. Świątek jednak błyskawicznie oczyściła swoje imię, pokazując, że w sporcie gra fair.

     

    Droga do jeszcze większych sukcesów

     

    Sezon 2025 zapowiada się równie ekscytująco. W styczniu Aryna Sabalenka będzie broniła tytułu w Australian Open, a Iga, mając mniej punktów do obrony, stoi przed szansą na odzyskanie pierwszego miejsca w rankingu. Jej nowy trener Wim Fissette widzi ogromny potencjał na dalszy rozwój. Szczególną uwagę Polka planuje poświęcić poprawie gry na trawie, by móc rywalizować na najwyższym poziomie także podczas Wimbledonu.

     

    Już jest legendą

     

    Bez względu na to, co przyniosą kolejne lata, Iga Świątek już teraz jest legendą. W wieku zaledwie 23 lat wygrała 5 turniejów wielkoszlemowych i 22 turnieje WTA. Jej determinacja i profesjonalizm sprawiają, że jest inspiracją nie tylko dla młodych tenisistów, ale i dla całej Polski.

     

    Ekspertka Katarzyna Nowak podkreśla, że Świątek doskonale radzi sobie z presją i wymagającymi sytuacjami. Mecz w Paryżu przeciwko Naomi Osace, który udało się wygrać mimo niemal beznadziejnej sytuacji, jest tego najlepszym dowodem. Podobnie jak świetne występy w Madrycie i podczas igrzysk, gdzie mimo porażki w półfinale perfekcyjnie zagrała o brąz.

     

    Iga Świątek to mistrzyni, która udowadnia, że trudne momenty są tylko kolejnym krokiem do sukcesu. Jest już ikoną polskiego sportu, a jej historia dopiero się pisze.

     

  • Kylian Mbappe z rekordem, a Robert Lewandowski na celowniku – czy Francuz zdoła zdetronizować Polaka?

    Kylian Mbappe z rekordem, a Robert Lewandowski na celowniku – czy Francuz zdoła zdetronizować Polaka?

    Kylian Mbappe z rekordem, a Robert Lewandowski na celowniku – czy Francuz zdoła zdetronizować Polaka?

     

    Kylian Mbappe znów zachwyca świat futbolu. Mimo że ostatni mecz Realu Madryt z Atalantą zakończył dla niego niefortunnie, bo zszedł z boiska z kontuzją, ma powód do świętowania. Francuski napastnik strzelił swoją 50. bramkę w Lidze Mistrzów, stając się przy tym drugim najmłodszym zawodnikiem w historii tych prestiżowych rozgrywek, który osiągnął taki wynik. Mbappe miał zaledwie 25 lat i 356 dni, kiedy dopisał swoje nazwisko do tego elitarnego grona. Czy ten rekord to zapowiedź przyszłych sukcesów, które zagrożą pozycji Roberta Lewandowskiego wśród najlepszych strzelców wszech czasów? Analizujemy sytuację.

     

     

     

    Kolejny krok w stronę piłkarskiej nieśmiertelności

     

    Wtorkowy wieczór na Santiago Bernabéu był pełen emocji. Real Madryt stoczył zacięty bój z Atalantą, wygrywając 3:2. Wynik meczu otworzył Kylian Mbappe, strzelając kluczową bramkę, która nie tylko pomogła jego drużynie zdobyć cenne trzy punkty, ale także zapisała się na kartach historii. Gol ten był bowiem jego 50. trafieniem w Lidze Mistrzów, co sprawiło, że Francuz wyprzedził wielu legendarnych zawodników i uplasował się na ósmym miejscu w klasyfikacji strzelców wszech czasów tych rozgrywek.

     

    Co więcej, Mbappe dokonał tego w wieku 25 lat i 356 dni, co czyni go drugim najmłodszym piłkarzem, który przekroczył tę magiczną barierę. Przed nim znajduje się tylko Leo Messi, który swoją 50. bramkę w Lidze Mistrzów zdobył jako 24-latek (24 lata i 284 dni). Dla porównania, Cristiano Ronaldo osiągnął ten wynik dopiero w wieku 28 lat i 288 dni. Te statystyki pokazują, że Mbappe nie tylko podąża śladami największych w historii, ale także ma potencjał, by ich wyprzedzić.

     

     

     

    Czy Robert Lewandowski straci swoją pozycję?

     

    Choć 50 bramek to imponujący wynik, Mbappe ma jeszcze daleką drogę do Roberta Lewandowskiego, który obecnie zajmuje trzecie miejsce na liście najlepszych strzelców w historii Ligi Mistrzów. Polski napastnik ma na swoim koncie 101 goli, co czyni go jednym z najbardziej skutecznych zawodników w historii tych rozgrywek. Przed nim znajdują się jedynie Leo Messi (129 goli) i Cristiano Ronaldo (140 goli).

     

    Jednak różnica wieku między Lewandowskim a Mbappe sprawia, że przyszłość Polaka w tym rankingu jest mocno niepewna. Lewandowski, mający 36 lat, znajduje się na schyłku swojej kariery. Mimo że wciąż potrafi zaskakiwać formą i skutecznością, czas działa na jego niekorzyść. Z kolei Mbappe, który dopiero wkracza w najlepszy okres swojej kariery, ma przed sobą wiele lat gry na najwyższym poziomie.

     

     

     

    Mbappe – fenomen skuteczności

     

    Kluczem do ewentualnego prześcignięcia Lewandowskiego przez Mbappe jest nie tylko młody wiek Francuza, ale także jego niesamowita skuteczność. Od początku swojej kariery Mbappe regularnie strzela bramki zarówno w rozgrywkach krajowych, jak i europejskich. Jego zdolność do szybkiego dostosowania się do różnych sytuacji boiskowych, niesamowita szybkość oraz technika sprawiają, że jest jednym z najbardziej nieprzewidywalnych i niebezpiecznych napastników na świecie.

     

    Jeśli Mbappe utrzyma swoje obecne tempo strzeleckie, może nie tylko wyprzedzić Lewandowskiego, ale również rzucić wyzwanie Messiemu i Ronaldo, którzy przez lata dominowali w Lidze Mistrzów. Obecnie Mbappe ma 50 goli w Lidze Mistrzów, co oznacza, że brakuje mu 51 trafień, by dogonić Lewandowskiego. Biorąc pod uwagę jego młody wiek i doświadczenie, cel ten wydaje się być jak najbardziej w zasięgu.

     

     

     

    Liga Mistrzów w nowym formacie

     

    Warto również wspomnieć o zmianach, jakie nastąpiły w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. Po raz pierwszy rozgrywki odbywają się w formacie ligowym, co daje zawodnikom więcej szans na zdobywanie bramek. Real Madryt, w którym gra Mbappe, zajmuje obecnie 20. miejsce w tabeli z dorobkiem 9 punktów. Aby bezpośrednio awansować do 1/8 finału, drużyna musi znaleźć się w czołowej ósemce. Jeśli zajmie miejsce od 9. do 24., czeka ją jeszcze faza play-off. Takie zmiany w rozgrywkach mogą wpłynąć na statystyki zawodników, w tym na bilans bramkowy Mbappe.

     

     

     

    Podsumowanie

     

    Kylian Mbappe swoim 50. golem w Lidze Mistrzów nie tylko udowodnił, że jest jednym z najlepszych napastników na świecie, ale także rzucił wyzwanie takim legendom jak Robert Lewandowski, Leo Messi czy Cristiano Ronaldo. Choć Polak wciąż utrzymuje się na podium klasyfikacji wszech czasów, młody Francuz z każdym kolejnym sezonem zbliża się do niego coraz bardziej.

     

    Czy Mbappe zdoła wyprzedzić Lewandowskiego i zapisać się na stałe w historii futbolu? Czas pokaże, ale jedno jest pewne – jego rekordowe tempo strzeleckie i młody wiek dają mu ogromne szanse na osiągnięcie tego celu. Wszystko zależy od tego, czy zdrowie i forma będą mu sprzyjać w kolejnych latach. Jedno jest pewne – rywalizacja o tytuł najlepszego strzelca w historii Ligi Mistrzów wkracza na nowy poziom.

     

  • Polak na ustach wszystkich po tym, co zrobił w Lidze Mistrzów!

    Polak na ustach wszystkich po tym, co zrobił w Lidze Mistrzów!

    Polak na ustach wszystkich po tym, co zrobił w Lidze Mistrzów!

    Radosław Majecki wpuścił aż trzy gole w spotkaniu Arsenal — AS Monaco (0:3) w Lidze Mistrzów, jednak mimo to zebrał dobre oceny za środowy mecz. Były bramkarz Legii szczególnie chwalony jest za kilka spektakularnych interwencji, o których w trakcie meczu pisały francuskie media.

     

    Pierwsza bramka padła w 34. minucie, kiedy to wynik meczu otworzył Bukayo Saka. W 78. minucie spory błąd popełniła defensywa AS Monaco. Arsenal podszedł wysoko pressingiem do rywala. Piłka trafiła pod nogi Majeckiego, a bramkarz podał wprost pod nogi Saki, który z bliskiej odległości ponownie wpisał się na listę strzelców. Ostateczny wynik ustalił Kai Havertz w 88. minucie.

     

    Prócz wspomnianego błędu polski golkiper popisywał się dobrymi interwencjami w tym jedną podwójną, o której w trakcie meczu pisały światowe media i sam klubowy profil AS Monaco.

     

    Francuzi chwalili Radosława Majeckiego w trakcie meczu LM

     

    “Gigantyczna interwencja Majeckiego po strzale Gabriela Jesusa” — pisała w trakcie meczu francuska telewizja RMC Sport.

     

    Podwójna interwencja Majeckiego! Dwa razy z rzędu zatrzymuje Gabriela Jezusa. Ogromny” — dodawał francuski profil “Footballouge” na platformie X.

     

    Arsenal oddał 15 strzałów, z czego osiem było celnych. AS Monaco miało siedem strzałów, w tym dwa celne. Arsenal posiadał piłkę przez 60 proc. czasu gry, podczas gdy AS Monaco przez 40 proc. Arsenal wykonał dziesięć rzutów wolnych, a AS Monaco czternaście.

     

    Polecamy: Wszyscy czekają na to, co zrobi Donald Trump. “Polska spełnia oczekiwania”

    Po tym meczu Arsenal zajmuje trzecie miejsce w tabeli Ligi Mistrzów z 13 punktami. AS Monaco plasuje się na 16. pozycji z 10 punktami.

     

  • Lewandowski pominięty przez wszystkich. “Zniknął” po meczu w Dortmundzie

    Lewandowski pominięty przez wszystkich. “Zniknął” po meczu w Dortmundzie

    Lewandowski pominięty przez wszystkich. “Zniknął” po meczu w Dortmundzie

    Jeszcze w środę od samego rana Robert Lewandowski królował w hiszpańskich mediach. Te żyły powrotem napastnika do Dortmundu i to właśnie twarz Polaka zapowiadała hitowe spotkanie Ligi Mistrzów na niemal wszystkich okładkach tamtejszych gazet. W czwartek sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Po tym, jak zaliczył jeden z najsłabszych występów w tym sezonie, a bohaterem spotkania został jego zmiennik, 36-latka próżno szukać na jakiejkolwiek czołówce.

    To miał być wielki powrót Roberta Lewandowskiego do Dortmundu. Żadnemu innemu klubowi w swojej karierze Polak nie strzelił tylu bramek, co swojemu byłemu pracodawcy i na kilka dni przed meczem mówiło się przede wszystkim o tym. 36-latek miał jeszcze poprawić swoje statystyki i przypieczętować awans Barcelony do 1/8 finału Ligi Mistrzów. Jeszcze w środę rano żyła tym cała Hiszpania. Wszystko zweryfikował wieczór i to, co działo się po pierwszym gwizdku sędziego.

    Nie brakuje opinii, że napastnik zaliczył jeden z najgorszych występów w tym sezonie. W pierwszej połowie nie wypracował sobie żadnej klarownej okazji do wpisania się na listę strzelców, w drugiej odsłonie nie było lepiej. Na dodatek więcej energii niż na grę poświęcał na walkę wręcz z pilnującymi go obrońcami rywali. W końcu po siedemdziesięciu minutach klamka zapadła – Hansi Flick ściągnął go z boiska, a w jego miejsce wszedł Ferran Torres. I to on został tego wieczoru bohaterem FC Barcelony.

     

    Nic więc dziwnego, że to właśnie 24-letni Hiszpan został bohaterem okładek w lokalnych mediach, które upodobały sobie szczególnie jedno zdjęcie.

     

    “Decydujący” – pisze Sport i podkreśla, że “Ferran Torres odegrał kluczową rolę, zdobywając dwie bramki w ostatniej części spotkania”.Na tę samą fotografię zdecydowało się Mundo Deportivo. “- Raphinha otworzył wynik, Borussia dwukrotnie doprowadziła do remisu, a o zwycięstwie zadecydowały dwa gole Ferrana i świetny Lamine – piszą Katalończycy.

     

    “Wyłamało” się za to L’Esportiu. I to jedyna okładka, na której można dostrzec Roberta Lewandowskiego, jednak schowanego za kolegami.

     

    Zwycięstwo Barcelony znalazło się też na okładkach madryckich gazet, choć te żyją przede wszystkim meczem Atletico. Także Marca sięgnęła po to samo zdjęcie, co dwie inne hiszpańskie gazety.

     

    Teraz Barcelona wraca na ligowe boiska, by tam przełamać zapaść, w jakiej ostatnio się znalazła, z ostatnich pięciu spotkań wygrała bowiem zaledwie jedno i ani trochę nie przypomina drużyny, która szaleje w europejskich pucharach.  “Duma Katalonii” zagra z balansującym na granicy strefy spadkowej klubem CD Leganes. Początek meczu w niedzielę, 15 grudnia, o godzinie 15:00. Zapraszamy na relację na żywo w Interia Sport (będziedostępna tutaj).

  • Nieprawdopodobna historia, drugi tytuł WTA dla Polki w ciągu 6 dni. Finisz po północy

    Nieprawdopodobna historia, drugi tytuł WTA dla Polki w ciągu 6 dni. Finisz po północy

    Nieprawdopodobna historia, drugi tytuł WTA dla Polki w ciągu 6 dni. Finisz po północy

     

    Turniej BJK Cup w Maladze, a później szalona wyprawa do Ameryki Południowej na dwie imprezy rangi WTA 125. Tak wyglądają ostatnie tygodnie w wykonaniu Mai Chwalińskiej. Nasza reprezentantka z pewnością nie żałuje takiego poświęcenia, bowiem zgarnia tytuł za tytułem. Jeszcze tydzień temu nie miała na swoim koncie żadnego trofeum WTA. Teraz ma już dwa. Pierwszy zdobyła z Katarzyną Kawą w Buenos Aires, a drugi dołożyła w nocy z soboty na niedzielę czasu polskiego po wspólnym triumfie z Laurą Pigossi w Florianopolis.

     

    1 grudnia, tuż przed północą czasu polskiego, napisała się piękna historia z udziałem Mai Chwalińskiej i Katarzyny Kawy. Nasze reprezentantki wygrały deblowy turniej WTA 125 w Buenos Aires. W decydującym starciu o trofeum pokonały duet Laura Pigossi/Mayar Sherif 6:4, 3:6, 10-7. Dla Mai był to premierowy triumf w imprezie tej rangi.

     

    Tuż po sukcesie w Argentynie, Chwalińska i Kawa udały się w podróż do Florianopolis. Tym razem Katarzyna nie zdecydowała się na start w grze podwójnej, prawdopodobnie ze względu na wymagający turniej w Buenos Aires (grała tam również w finale w singlu). Inną decyzję podjęła rówieśniczka Igi Świątek. Maja znów postanowiła spróbować swoich sił w deblu. Jej partnerką okazała się zawodniczka, która znalazła się w przegranej parze podczas rywalizacji w Argentynie. Mowa o Laurze Pigossi, brązowej medalistce igrzysk olimpijskich w Tokio w grze podwójnej.

     

    Sześć dni po finale w Buenos Aires, Chwalińska znów stanęła do walki o trofeum w deblu. Podczas sobotniej rywalizacji na turnieju WTA 125 w Florianopolis rywalkami polsko-brazylijskiego zestawienia okazały się Nicole Fossa Huergo i Walerija Strachowa. Zmagania próbowała popsuć pogoda. Wpierw Maja miała rozegrać swój półfinał w grze pojedynczej, ale z powodu złych warunków atmosferycznych organizatorzy podjęli decyzję, by półfinały singla przenieść na niedzielę. W sobotę zaś rozegrano wyłącznie finał debla, jednak pod zadaszeniem.

     

    Maja Chwalińska i Laura Pigossi wygrały deblowy turniej WTA 125 w FlorianopolisOd początku spotkania mieliśmy sporo emocji na korcie. Już w pierwszym gemie rywalki wypracowały sobie szansę na przełamanie. Później Maja i Laura dostały aż cztery okazje na 2:0, ale nie wykorzystały żadnej z nich. Szczęśliwy moment nadszedł kilka minut później. Znów pojawiły się cztery szanse i tym razem za drugą z nich doszło do breaka. Prowadzenie 3:1 nie zagwarantowało jednak spokojnej końcówki premierowego seta. Rywalki szybciutko odrobiły straty i znów zrobiło się emocjonująco.

     

    W ósmym gemie Chwalińska i Pigossi miały dwie szanse na 5:3. Przeciwniczki wyszły z opresji i poszły za ciosem. Zdobyły breaka i przy stanie 5:4 serwowały po zwycięstwo w partii. Były już o dwie piłki od triumfu w pierwszej odsłonie, ale to nie wystarczyło. Polsko-brazylijski duet odrobił stratę, a później utrzymał własne podanie, mimo kolejnych trzech okazji na przełamanie dla rywalek rozstawionych z “3”. Ostatecznie o losach seta decydował tie-break. W nim Nicole i Walerija prowadziły 2-1, ale od tego momentu Maja i Laura przejęły kontrolę nad wydarzeniami. Z następnych siedmiu akcji przegrały tylko jedną. To zaowocowało wynikiem 7:6(3).

     

    Polka i Brazylijka poszły za ciosem. W drugiej odsłonie już na “dzień dobry” wywalczyły sobie breaka. Rywalki dostały od razu okazję na odrobienie straty, ale szybko została ona zniwelowana. Od tego momentu szanse na przełamanie pojawiały się już wyłącznie po stronie Chwalińskiej i Pigossi. Na kolejnego breaka trzeba było jednak zaczekać aż do dziewiątego i – jak się okazało – ostatniego gema. Maja i Laura wywalczyły sobie aż cztery meczbole. Wykorzystały drugiego i zamknęły pojedynek rezultatem 7:6(3), 6:3, już o godz. 0:35 czasu polskiego.

     

    Zawodniczka pochodząca z Dąbrowy Górniczej ma z pewnością ogromne powody do radości, gdyż to jej drugi tytuł WTA 125 z rzędu w grze podwójnej. W dodatku ustanowiła swoją nową “życiówkę” w deblowym rankingu. W notowaniu LIVE plasuje się obecnie na 126. miejscu – o 19 lokat wyżej od rekordowej pozycji. W niedzielę stanie jednak przed szansą, by skompletować dublet w Florianopolis. Najpierw powalczy o finał w singlu przeciwko Leolii Jeanjean. Jeśli 23-latka awansuje do decydującego starcia o trofeum, wówczas zmierzy się z Marią Lourdes Carle lubYleną In-Albon.

  • Oto gdzie zobaczymy najbliższe mecze Igi Świątek. Wszystko jasne

    Oto gdzie zobaczymy najbliższe mecze Igi Świątek. Wszystko jasne

    Oto gdzie zobaczymy najbliższe mecze Igi Świątek. Wszystko jasne

    Końcówka kalendarzowego roku upłynie tenisowym kibicom pod znakiem wielu emocji z udziałem największych gwiazd na czele z Igą Świątek. Polską tenisistkę w najbliższych dniach czekają dwa prestiżowe turnieju. Wiemy już, gdzie będzie można oglądać zmagania w ramach World Tennis League i United Cup.

     

    Końcówka kalendarzowego roku zapowiada się niezwykle pracowicie dla Igi Świątek. Polka jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia uczestniczyć będzie w pokazowym turnieju World Tennis League w Abu Zabi (19-22 grudnia), a 27 grudnia wystąpi w zmaganiach w ramach United Cup. Wiemy, gdzie będzie można oglądać oba turnieje, szykują się znakomite wieści dla kibiców.

     

    Iga Świątek wraz z plejadą gwiazd. Polscy kibice będą zadowoleni

    Pokazowy turniej w Abu Zabi z udziałem Igi Świątek i Huberta Hurkacza po raz kolejny znalazł się w ramówce Canal+. W poprzedniej edycji zespół, który reprezentowali Świątek i Hurkacz, odpadł już po fazie zasadniczej. W trzeciej edycji zmagań w akcji zobaczymy m.in. Arynę Sabalenkę, Jelenę Rybakinę, Jasmine Paolini, Paulę Badosę, Daniiła Miedwiediewa, czy Andrieja Rublowa.

     

    Później najlepsi polscy tenisiści przeniosą się do Australii, by rywalizować w turnieju United Cup. Organizatorzy odkryli już wszystkie karty i oficjalnie potwierdzili skład reprezentacji Polski w mediach społecznościowych. Znajdują się w nim: Iga Świątek, Hubert Hurkacz, Maja Chwalińska, Kamil Majchrzak, Alicja Rosolska i Jan Zieliński. Przypomnijmy, że Biało-Czerwoni trafili do grupy B, w której zmierzą się z Norwegią i Czechami. A turniej będzie można śledzić na sportowych antenach Polsatu.

     

    Zmagania w wykonaniu naszych rodaków zainauguruje Świątek 30 grudnia o godz. 7.30. Zmierzy się wówczas z Malene Helgo. Po niej ok. godz. 9.00 Hubert Hurkacz podejmie Caspera Ruuda. Drugi mecz — w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia — zacznie Hurkacz o godz. 0.30, a jego przeciwnikiem będzie Tomas Machac. Świątek zagra o godz. 2.00 z Karoliną Muchovą.

     

  • Iga Świątek wśród najbogatszych Polaków przed “40”. Taki tenisistka ma majątek!

    Iga Świątek wśród najbogatszych Polaków przed “40”. Taki tenisistka ma majątek!

    Iga Świątek wśród najbogatszych Polaków przed “40”. Taki tenisistka ma majątek

     

    Tygodnik “Wprost” przygotował ranking 40 najbogatszych Polaków przed 40. W zestawieniu nie zabrakło sportowców — najwyżej, bo na ósmej pozycji, uplasowali się Anna i Robert Lewandowscy z majątkiem szacowanym na 723 mln zł. Zaledwie 23-letnia Iga Świątek zajęła natomiast 29. miejsce (112 mln zł). Na liście jest jednak więcej przedstawicieli ze świata sportu.

     

    Na pierwszym miejscu rankingu najmłodszych polskich milionerów według “Wprost” znalazł się prezes zarządu Respect Energy Sebastian Jabłoński. Autor zestawienia oszacował majątek 34-latka na 5,3 mld zł! Drugie miejsce przypadło Pawłowi Grzegorczykowi (2,3 mld zł), a na najniższym stopniu podium uplasował się Tomasz Domogała (2,1 mld zł).

     

    Anna i Robert Lewandowscy od lat goszczą na liście 40 najbogatszych Polaków przed 40. W tym roku z majątkiem szacowanym na 723 mln zł zajęli ósme miejsce. “Stan ich majątku ciągle napędza niecałe 21 mln euro, czyli ponad 80 mln zł rocznie, jakie Robert Lewandowski zarabia w Barcelonie. Oczywiście to tylko kwota brutto, bo połowę z niej zjedzą od razu hiszpańskie podatki” — pisze Szymon Krawiec.

     

    Dziennikarz “Wprost” podkreśla, że “Lewy” od lat zarobione pieniądze inwestuje przede wszystkim w nieruchomości oraz różne spółki (ma m.in. własną agencję marketingową czy restaurację). “Ze swoimi firmami do rodzinnego majątku dorzuca się Anna Lewandowska, która zajmuje się sprzedażą zdrowej żywności, cateringu dietetycznego czy naturalnych kosmetyków” — zaznacza Krawiec.

     

    10 . miejsce przypadło Marcinowi Gortatowi, który od kilku lat przebywa już na sportowej emeryturze. Były gracz NBA może pochwalić się majątkiem szacowanym na 480 mln zł. Jak podkreśla autor rankingu, to już ostatni raz, kiedy Gortat znalazł się na liście, bowiem w przyszłym roku będzie obchodził 41. urodziny.

     

    Na 21. miejscu znalazł się Wojciech Szczęsny. Majątek byłego bramkarza reprezentacji Polski oszacowano na 166 mln zł. Golkiper nieraz wspominał w wywiadach, że zarobione pieniądze inwestuje głównie w nieruchomości, nie tylko w ojczyźnie, ale też w innych krajach.

     

    Iga Świątek ma zaledwie 23 lata i jest jedną z najmłodszych osób we wspomnianym zestawieniu. Tenisistka znalazła się na 29. miejscu. Wyliczono, że triumfatorka pięciu turniejów wielkoszlemowych ma majątek w wysokości 112 mln zł. “Tylko w tym roku zarobiła na kortach kolejne 30 mln zł […]. W sumie z nagród zgromadziła cztery razy tyle, bo ponad 130 mln zł. Chociaż prawie połowę z tej kwoty zjedzą od razu podatki. Do tego dochodzą intratne kontrakty reklamowe z czołowymi markami […]” — czytamy na stronie internetowej tygodnika.

     

    Tuż za Igą Świątek uplasował się Grzegorz Krychowiak. Jego majątek oszacowano na 106 mln zł. Były piłkarz reprezentacji Polski na futbolu dorobił się milionów, ale od lat sprawdza się również w roli biznesmena (działa m.in. w branży odzieżowej, kosmetycznej czy spożywczej).

     

  • Iga Świątek zapisała się w historii. Dokonała wielkich rzeczy

    Iga Świątek zapisała się w historii. Dokonała wielkich rzeczy

    Iga Świątek zapisała się w historii. Dokonała wielkich rzecz

     

    Mistrzyni z Raszyna – bez wątpienia obok Roberta Lewandowskiego najbardziej globalna postać polskiego sportu – zrealizowała w tym roku kolejne cele i marzenia. Pierwsza połowa sezonu była w jej wykonaniu wybitna, w drugiej, choć pojawiły się pewne rysy i cienie, również notowała ważne sukcesy.

     

    W sierpniu Iga zdobyła pierwszy, historyczny tenisowy medal olimpijski dla Polski (brąz), a choć w październiku przed WTA Finals z powodu naruszenia przepisów antydopingowych straciła tron na rzecz Aryny Sabalenki, do tego momentu spędziła na nim w sumie aż 125 tygodni! Obecnie w tej klasyfikacji zajmuje 7. miejsce na liście wszech czasów. W listopadzie Świątek razem z reprezentacją Polski awansowała do półfinału Billie Jean King w Maladze. Punktowała zarówno w singlu, jak i deblu wspólnie z Katarzyną Kawą. Zespół prowadzony przez kapitana Dawida Celta, w którym grały także Magdalena Fręch i Magda Linette, pokonał Hiszpanki oraz Czeszki, a w półfinale uległ ekipie Italii. Warto też przypomnieć inny występ Igi – zimowy United Cup. Tam razem z Hubertem Hurkaczem dotarła do finału, gdzie minimalnie lepsi okazali się Niemcy

     

    Wspaniała była jednak przede wszystkim wiosna. Świątek w spektakularny sposób królowała na mączce. Wywalczyła niezwykłego hat tricka, zwyciężając kolejno w trzech największych turniejach na ziemi: w Madrycie, Rzymie i po raz czwarty w karierze we French Open w Paryżu. Po raz ostatni w 2013 roku udało się to Serenie Williams. Wcześniej Polka świetnie spisywała się także na hardzie, triumfując w Dosze i Indian Wells. To była dla niej najbardziej udana część rozgrywek, bo wszystkie turniejowe sukcesy odniosła na przestrzeni czterech miesięcy – od połowy lutego do połowy czerwca.

     

    Może tylko zyskać

     

    We wrześniu wydarzenia przyspieszyły. Po powrocie z USA przyszły odwołane starty. Następnie zmiana trenera – Tomasza Wiktorowskiego zastąpił Wim Fissette. Na koniec sezonu pojawiły się informacje o pozytywnym wyniku testu antydopingowego (TMZ), ale wcześniej Iga szybko udowodniła swą niewinność. W tej chwili jest w idealnej sytuacji, by za moment powrócić na pierwsze miejsce w rankingu. W Australian Open tytułu broni Aryna Sabalenka, a Polka może tylko zyskać. Niewykluczone, że już pod koniec stycznia na czele listy WTA znów zobaczymy więc naszą mistrzynię. – Razem wiele się już nauczyliśmy. Bycie częścią tego zespołu było prawdziwą przyjemnością, zarówno na korcie, jak i poza nim – oceniał wrażenia po pierwszym wspólnym występie w Rijadzie jej nowy trener Fissette. Dając do zrozumienia, że to dopiero początek wspólnej, owocnej współpracy. Świątek stawia bowiem na rozwój i po raz pierwszy zatrudniła szkoleniowca z zagranicy. Na tę decyzję patrzyła w szerokim horyzoncie, można powiedzieć, że w perspektywie kilku naszych Plebiscytów. Wyzwań na pewno jest sporo, a dotyczą one na przykład skuteczniejszej i płynniejszej aklimatyzacji na trawie. Znając ambicję, charakter i pracowitość Igi, będzie się starać o ich szybką realizację.

     

    Już jest w panteonie gwiazd

     

    Ale już tylko za to, co osiągnęła przez część zawodowej kariery, należy jej się olbrzymi szacunek. W wieku 23 lat, a więc zapewne nawet nie na półmetku swej przygody z tourem, wygrała 5 szlemów i w sumie 22 turnieje. Nie wiemy, czy te statystyki pomnoży jeszcze razy dwa, a może trzy, ale i tak weszła już do panteonu tenisowych gwiazd. No i równolegle legend polskiego sportu.

     

    Ekspert: Katarzyna Nowak (była reprezentantka Polski):

     

    Iga Świątek miała w tym roku kilka bardzo ważnych momentów – i podczas meczów, i przy podejmowaniu kluczowych decyzji. Na pewno bardzo istotny był paryski pojedynek z Naomi Osaką, którą prowadził wtedy jej obecny coach Wim Fissette. Udało się uratować ten mecz z sytuacji właściwie beznadziejnej. Po nim nastąpiła seria świetnych spotkań, które zapewniły zwycięstwo w całym Rolandzie Garrosie. Bardzo pozytywna była też reakcja po półfinale na igrzyskach. Porażka z Qinwen Zheng zabolała, ale starcie o brąz Polka rozegrała perfekcyjnie. Dużą odpornością wykazała się również w finale w Madrycie, gdzie obroniła meczbole w starciu z Aryną Sabalenką.

     

    Nasza tenisistka udowodniła, że świetnie radzi sobie w wymagających momentach meczów. Oczywiście niepowodzenia i trudne chwile też się zdarzają – taki jest sport, nie da się ich uniknąć – jednak w jej przypadku podczas gry widać próby reagowania na problemy i poszukiwania merytorycznych rozwiązań. Iga nie poddaje się na dłuższą metę emocjom. A to w tej dyscyplinie cechuje prawdziwych mistrzów.

  • Jakub Kiwior okradziony. Anglicy wydali wyrok po Lidze Mistrzów

    Jakub Kiwior okradziony. Anglicy wydali wyrok po Lidze Mistrzów

    Jakub Kiwior okradziony z asysty. Angielskie media pod wrażeniem występu w Lidze Mistrzów

     

    Po remisie z Fulham (1:1), który wywołał falę krytyki pod jego adresem, Jakub Kiwior w Lidze Mistrzów z AS Monaco (3:0) pokazał się z zupełnie innej strony. Angielskie media nie kryją zachwytu nad jego występem, podkreślając, że Polak został wręcz ograbiony z jednej z „asyst sezonu”. Jednocześnie jedna z ocen może szczególnie ucieszyć kibiców w Polsce.

     

    Kiwior zastępuje Gabriela i zachwyca

     

    Jakub Kiwior kolejny raz znalazł się w podstawowym składzie Arsenalu, zastępując kontuzjowanego Gabriela. Polak w starciu z AS Monaco zaprezentował się solidnie i zebrał wiele pozytywnych opinii od angielskich dziennikarzy.

     

    Serwis Goal.com zwrócił uwagę na jeden błąd w pierwszej połowie, kiedy to pozwolił Aleksandrowi Golovinowi na oddanie groźnego strzału, jednak podkreślił także znakomitą długą piłkę w kierunku Gabriela Jesusa. “Raz dał się zaskoczyć w pierwszej połowie, co pozwoliło Golovinowi na oddanie strzału. Popisał się jedną wspaniałą długą piłką w kierunku Jesusa” — napisano w ocenie, przyznając Polakowi notę 6/10.

     

    “Ograbiony z asysty sezonu”

     

    Z kolei dziennikarze Football.london byli jeszcze bardziej entuzjastyczni, wskazując, że Kiwior zasłużył na uznanie za swój występ i powinien mieć na swoim koncie efektowną asystę.

     

    “Polak był znakomity w tym meczu, zastępując Gabriela. Powinien zaliczyć jedną z asyst sezonu do Jesusa. Bardzo dobrze bronił również w pojedynkach indywidualnych” — piszą. Tym razem Kiwior został oceniony na 8/10, co pokazuje, jak wysoko oceniono jego wkład w wygraną Arsenalu.

     

    Szybka rehabilitacja po wpadce w Premier League

     

    Serwis Pain in the Arsenal zauważył, że Kiwior wyciągnął wnioski po błędzie w meczu z Fulham i znacząco poprawił swoją grę.

     

    “Podobnie jak jego partner ze środka defensywy, nie musiał robić zbyt wiele, ale to, co robił, robił dobrze. W pierwszej połowie zagrał genialną piłkę do Jesusa. Z pewnością poprawa w stosunku do występu z Fulham” — czytamy w artykule. Polak otrzymał tam ocenę 7/10.

     

    Nieco niższe noty, ale równie pozytywne słowa, pojawiły się w The Standard.

     

    “Piłka z głębi pola zaserwowana przez niego powinna być wykończona przez Jesusa. Solidny, nawet jeśli nie ma takiej prezencji jak Gabriel” — ocenili dziennikarze, przyznając Polakowi notę 6/10.

     

    Arsenal na dobrej drodze

     

    Po sześciu kolejkach fazy grupowej Arsenal zajmuje trzecie miejsce w tabeli Ligi Mistrzów z dorobkiem 13 punktów. Przed Kanonierami jeszcze dwa spotkania: z Dinamo Zagrzeb (22 stycznia, godz. 21:00) i na wyjeździe z Gironą (29 stycznia, godz. 21:00).

     

    Jakub Kiwior swoim występem z AS Monaco udowodnił, że może być wartościowym zmiennikiem Gabriela. Dobre recenzje z pewnością będą dla niego motywacją przed kolejnymi wyzwaniami.