Category: Disclaimer

  • VAR w doliczonym czasie meczu Jagiellonii. Ogromne zamieszanie na sam koniec

    VAR w doliczonym czasie meczu Jagiellonii. Ogromne zamieszanie na sam koniec

    VAR w doliczonym czasie meczu Jagiellonii. Ogromne zamieszanie na sam koniec

    Męczarnie Jagiellonii Białystok. Pierwsza połowa bez celnego strzału, druga ze stratą gola i czerwoną kartką dla Adriana Diegueza po analizie VAR — tak wyglądał mecz w Czechach, skąd zespół Adriana Siemieńca nie wywozi ani jednego punktu. Mlada Boleslav wygrywa 1:0 (0:0) w Lidze Konferencji m.in. ze względu na to, że gwiazdy zespołu mistrza Polski wyglądały tego wieczora zaskakująco słabo. Nic dziwnego, że szkoleniowiec zdecydował się ściągnąć z boiska strzelca 12 goli w tym sezonie, Afimico Pululu. Jedynym plusem była postawa bramkarza, Sławomira Abramowicza. Gdyby nie on, rozmiary porażki mogłyby być większe. Kwestia awansu do kolejnej fazy europejskich rozgrywek wciąż nie jest przesądzona.

     

    Nadszedł czwartek, który nie obfitował już w same kapitalne wieści dla polskich kibiców. Do tej pory Legia Warszawa i mistrz Polski radzili sobie doskonale w Lidze Konferencji. Po czterech kolejkach znajdowali się w samej czołówce. Po czterech triumfach zespół Goncalo Feio przegrał z FC Lugano 1:2, ale przed kibicami było jeszcze jedno danie do skonsumowania — rywalizacja Jagiellonii w Czechach.

     

    Wielkim nieobecnym w zespole okazał się Taras Romanczuk. Reprezentant Polski doznał kontuzji kolana i na pewno nie zagra do końca roku. Na czwartkowe spotkanie ręce zacierał za to Michal Sacek.— Po raz pierwszy mam okazję zagrać w barwach Jagiellonii w Czechach. Jesteśmy dobrze przygotowani. Za nami 17 meczów bez porażki i postaramy się podtrzymać serię — mówił obrońca Jagiellonii. Przez długi czas gorzej spisywali się jednak jego koledzy z ofensywy

     

    Jagiellonia Białystok z najgorszym występem w sezonie

    W pierwszej połowie zespół Adriana Siemieńca nie oddał ani jednego celnego strzału. Do tego początek nie wyglądał dobrze, patrząc na to, ile goście pozwalali Czechom pod swoją bramką. Na posterunku był jednak bramkarz. Sławomir Abramowicz wyłapał uderzenie z dystansu Solomona Johna. Uratował też zespół po błędzie Adriana Diegueza, który w kuriozalny sposób wycofał futbolówkę. Gospodarze nie byli jednak w stanie wykorzystać tego poważnego błędu.

     

    Po słabych 10 minutach coś drgnęło. Po szybkim kontrataku Sacek włączył się do ataku, ale nie miał szczęścia. Piłka nie dotarła do niego po niecelnym zagraniu Afimico Pululu. Snajper, który zachwycał już kilkukrotnie w Lidze Konferencji, tym razem miał wyraźnie gorszy wieczór.

     

    Kibice z Białegostoku, którzy w imponującej liczbie zjawili się na czeskim obiekcie, byli przekonani, że ich zespół dostanie rzut karny. Pululu padł w polu karnym po tym, jak rywal zatrzymał go po agresywnym wślizgu. Ani sędzia, ani VAR nie zareagowali. Wcześniej z dystansu uderzał Jesus Imaz, ale niecelnie.

     

    Z każdą minutą wyraźniej było widać, po której stronie jest więcej jakości piłkarskiej, ale Jagiellonii brakowało po prostu celnych uderzeń. Dyspozycja mistrza Polski mogła niepokoić. Grał bowiem z szóstym zespołem ligi czeskiej. Mladej od lat sporo brakuje do potęg z tamtego kraju takich jak Slavii, Sparty Praga, czy Viktorii Pilzno.

     

     

    A po przerwie nie było lepiej. Abramowicz znów musiał wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności. Poradził sobie jednak najpierw z Vasilem Kusejem w sytuacji sam na sam, a następnie po strzale Tomasa Ladry. 27-latek popisał się efektownym rajdem na skrzydle, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło.

     

    W 66. minucie swoją szansę miał Imaz, ale po strzał z ostrego kąta piłkę złapał Matous Trmal. Niewykorzystane okazje zemściły się i to Mlada wyszła na prowadzenie. Zaczęło się od straty piłki na swojej połowie. Lamine Diaby-Fadiba może mieć do siebie ogromne pretensje, bo to po jego błędzie i akcji przeprowadzonej prawym skrzydłem na strzał zdecydował się Patrik Vydra. Wyszło znakomicie. Jego gol przesądził o tym, że trzy punkty zostały w Czechach.

     

    W końcówce goście robili, co mogli, ale nie był to ich dzień. Celnie uderzał jeszcze Nene, ale przymierzył w środek bramki, czym ułatwił zadanie bramkarzowi. Tak dogodnych sytuacji więcej już nie było. Na domiar złego czerwoną kartkę obejrzał Dieguez. Hiszpan początkowo obejrzał żółtą kartkę po przepychankach na boisku. Panowało na nim ogromne zamieszanie, przez co sędzia mógł nie zobaczyć dokładnie nieodpowiedzialnego zachowania 28-letniego obrońcy. Po analizie VAR agresywny ruch w stronę rywala skutkował wyrzuceniem z boiska. A to kolejne problemy przed meczem z Olimpiją Lublana

     

    Po zwycięstwach z FC Kopenhaga (2:1), Petrocudem (2:0) i Molde (3:0) oraz remisie z Celje (3:3) Jagiellonia nie dołożyła tym razem ani jednego punktu i wciąż musi walczyć o bezpośredni awans w Lidze Konferencji.

  • Krytyka z ojczyzny dla Igi Świątek, ponieważ polski ekspert do spraw dopingu stawia poważne pytania w związku z kontrowersją dopingową

    Krytyka z ojczyzny dla Igi Świątek, ponieważ polski ekspert do spraw dopingu stawia poważne pytania w związku z kontrowersją dopingową

    Krytyka z ojczyzny dla Igi Świątek, ponieważ polski ekspert do spraw dopingu stawia poważne pytania w związku z kontrowersją dopingow

     

    Iga Świątek wciąż znajduje się pod lupą po swojej miesięcznej karze za pozytywny wynik testu na zakazaną substancję trimetazydynę. Z powodu tej zawieszenia nie uczestniczyła w azjatyckiej części sezonu, co zostało uznane przez ITIA za konieczne. Chociaż odbyła swoją karę i zapłaciła grzywnę, nie zabrakło reakcji. Część fanów i osób związanych z tenisowym światem okazała jej współczucie, rozumiejąc, że substancja pochodziła z leku na problemy ze snem i jet lag. Inni natomiast uznali, że kara była zbyt łagodna, a temat wcale nie został zamknięty.

     

    28 listopada Świątek podzieliła się swoją historią na Instagramie, dążąc do przejrzystości wobec swoich zwolenników. To, co zaczęło się jako rutynowy test antydopingowy w sierpniu, przerodziło się w jej „najgorsze doświadczenie”, kiedy we wrześniu otrzymała pozytywny wynik. Teraz, po zakończeniu zawieszenia, koncentruje się na nadchodzącym sezonie. Jednak krytycy, tacy jak Nick Kyrgios czy Simona Halep, podnieśli obawy dotyczące postrzeganego traktowania preferencyjnego najwyżej notowanych zawodników w sprawach dopingowych.

     

    Do kontrowersji dodał się polski prawnik, który skrytykował wyrok w sprawie Świątek. W wypowiedzi dla programu Tenisowy zaznaczył: „Wyrok w sprawie Igi jest trochę niesprawiedliwy”. Mimo że Świątek straciła nagrodę pieniężną z Cincinnati Open i poniosła koszty prawne, wielu uważa, że kara nie była wystarczająca. Ta sytuacja przypomina sprawę Jannika Sinnera, którego początkowa decyzja o oczyszczeniu została później podważona.

     

    Włoski zawodnik początkowo został oczyszczony przez ITIA w sierpniu, jednak we wrześniu WADA zażądała apelacji, co może prowadzić do nałożenia na niego kary do dwóch lat. Chociaż prawnik nie jest pewien, jak należy postąpić w sprawie Świątek, stwierdził: „Dla mnie sprawa Igi jest tajemnicza i zastanawiam się, dlaczego nie została uznana za niewinną lub np. upomniana”.

     

    Porównując jej przypadek do spraw Sinnera czy Halep, różnice wydają się wyraźne. Jannik wciąż czeka na ostateczny werdykt CAS po pozytywnym wyniku testu w marcu. Z kolei Simona Halep stanęła przed perspektywą czteroletniego zakazu startów po pozytywnym wyniku na roxadustat podczas US Open 2022, jednak kara została zmniejszona do dziewięciu miesięcy po apelacji. CEO ITIA, Karen Moorhouse, broniła jednak sprawy Świątek, podkreślając, że była to bardzo nietypowa sytuacja związana z zanieczyszczonym produktem, który w Polsce jest regulowanym lekarstwem.

     

    Ze względu na to, że substancja pochodziła z leku pomagającego w walce ze stresem i jet lagiem, sprawa została oceniona jako „wina na najniższym poziomie”. Teraz, po zakończeniu zawieszenia, Świątek koncentruje się na nadchodzącym sezonie i pracy z nowym trenerem Wimem Fissettem. Pomimo trwającej debaty wokół jej sprawy, Świątek pozostaje skupiona na swojej grze. Choć jej występ w WTA Finals zakończył się na fazie grupowej, z pewnością wynagrodziła to swoją grą z drużyną Polski w Pucharze Billie Jean King. Jej determinacja spotkała się z dużym uznaniem jej mentora oraz kapitana drużyny, Dawida Celta.

     

    Kapitan Polski chwalił nieustępliwą grę Świątek w Pucharze Billie Jean King

     

    Pomimo że drużyna Polski walczyła dzielnie, ostatecznie przegrywając dramatycznym wynikiem 2-1, poświęcenie Igi Świątek wyróżniało się, gdyż wygrała trzy mecze singlowe i jeden deblowy u boku Katarzyny Kawy. Po kilku ciężkich spotkaniach Świątek przyznała: „Szczerze mówiąc, nigdy nie czułam się tak zmęczona”, odnosząc się do fizycznego wysiłku, jaki wiązał się z tym turniejem. Jej zaangażowanie było widoczne, gdy powiedziała: „Nawet jeśli mam umrzeć na korcie, zrobię to, ale dam z siebie 100 procent”.

     

    Jej występ na korcie zwrócił uwagę kapitana drużyny, Dawida Celta. W wywiadzie z Markiem Furjanem na kanale „Break Point” chwalił Świątek za jej przywództwo i poświęcenie podczas turnieju. Zauważył, że wszyscy w drużynie pracowali ciężko, ale to Świątek naprawdę dała z siebie wszystko. Po meczu z Czeszkami fizjoterapeuci pracowali do późna, by pomóc jej w regeneracji. Celt podkreślił: „Była kompletnym liderem… zostawiła na korcie mnóstwo zdrowia i naprawdę dała z siebie wszystko”.

     

    Jego podziw dla jej determinacji odzwierciedlał się w jego wcześniejszych wypowiedziach po odpadnięciu Polski z Pucharu Billie Jean King w listopadzie, gdzie nazwał Świątek „niekwestionowanym liderem”, który oddał serce i charakter w każdym meczu. Sezon Świątek był jak rollercoaster, z początkowymi sukcesami, a później zmaganiami z formą oraz kontrowersjami dopingowymi, które wpłynęły na jej występy i ranking. Czy uważasz, że ma szansę odzyskać status numer 1 w nadchodzącym sezonie? Podziel się swoją opinią poniżej.

     

  • Ależ szkoda! Sędzia przeszkodził Legii, to mógł być zwycięski gol. Warszawiacy wściekli

    Ależ szkoda! Sędzia przeszkodził Legii, to mógł być zwycięski gol. Warszawiacy wściekli

    Ależ szkoda! Sędzia przeszkodził Legii, to mógł być zwycięski gol. Warszawiacy wściekli

    W 66. minucie meczu Legia Warszawa – Lugano doszło do bardzo pechowej z perspektywy gospodarzy sytuacji. Marc Gual przejął piłkę na swojej połowie i już zaczął wyprowadzać kontratak. Niestety, Hiszpan po drodze wpadł w swojego rodaka – sędziego Martineza. Piłka trafiła w arbitra i w ten właśnie sposób akcja Legii została przerwana. Kilka minut później goście zdobyli gola na 2:1.

     

     

     

    Legia Warszawa bardzo dobrze zaczęła mecz 5. kolejki Ligi Konferencji z Lugano. Ryoya Morishita szybko wyprowadził ją na prowadzenie i od początku wiele wskazywało na to, że polski klub zanotuje kolejne zwycięstwo w europejskich rozgrywkach. W 40. minucie Legia Warszawa straciła jednak prowadzenie. Gol na 1:1 padł po stałym fragmencie gry. Był to również pierwszy gol stracony przez Legię w Lidze Konferencji w bieżącym sezonie. Wszystko pozostawało jeszcze w rękach i nogach podopiecznych Goncalo Feio.

     

    W 66. minucie wydarzyło się coś, co mogło odmienić losy tego meczu. Marc Gual odzyskał piłkę na własnej połowie i od razu chciał wykorzystać słabsze ustawienie rywali. Zaczął wyprowadzać więc szybką kontrę. Niestety, jego zamiary spaliły na panewce przez… sędziego. Hiszpan instynktownie wypuścił sobie piłkę daleko, aby wykorzystać dużą przestrzeń po odbiorze piłki. Niestety, pech chciał, że na drodze Marca Guala stanął jego rodak – sędzia Martinez. Piłka trafiła w arbitra, więc był on zmuszony użyć gwizdka.

     

    Sędzia przerwał kontratak Legii Warszawa i oddał jej piłkę. W tym czasie piłkarze Lugano zdążyli jednak ustawić się w obronie i na akcję było już za późno. Kilka minut później Lugano strzelił gola na 2:1 – znów po stałym fragmencie gry.Spotkanie zakończyło się wynikiem 2:1. Legia tym samym po raz pierwszy przegrała mecz w Lidze Konferencji i najprawdopodobniej odbije się to na jej pozycjiw tabeli.

     

  • Wstyd”, “Powinna to być Iga Świątek o wiele bardziej” – Reakcje fanów na przyznanie nagrody Arynie Sabalence za promowanie tenisa kobiecego

    Wstyd”, “Powinna to być Iga Świątek o wiele bardziej” – Reakcje fanów na przyznanie nagrody Arynie Sabalence za promowanie tenisa kobiecego

    “Wstyd”, “Powinna to być Iga Świątek o wiele bardziej” – Reakcje fanów na przyznanie nagrody Arynie Sabalence za promowanie tenisa kobieceg

     

    Aktualna liderka rankingu WTA, Aryna Sabalenka, została niedawno ogłoszona laureatką nagrody Jerry Diamond ACES Award 2024. Białorusinka została wyróżniona za swoje działania na rzecz promowania tenisa kobiecego, w tym udział w aktywnościach pozasportowych i charytatywnych. Jednak większość fanów tenisa nie była zachwycona przyznaniem jej tej nagrody.

     

    Nagroda ta to kolejny sukces Sabalenki, która miała fenomenalny rok na korcie. Wygrała dwa tytuły Wielkiego Szlema – na Australian Open i US Open, a także zdobyła dwa tytuły WTA 1000 w Cincinnati i Wuhan.

     

    11 grudnia 2024 roku oficjalnie ogłoszono, że Aryna Sabalenka otrzymała nagrodę Jerry Diamond ACES Award. Wkrótce po tym, wiadomość trafiła na X (dawniej Twitter), gdzie większość fanów wyraziła swoje niezadowolenie z tej decyzji.

     

    Wielu fanów wróciło do wcześniejszych wypowiedzi Sabalenki na temat jej braku zainteresowania tenisem kobiecym i zastanawiało się, jak mogła zostać uznana za odpowiednią osobę do tej nagrody. Jeden z nich skrytykował Białorusinkę za poparcie organizowania imprez tenisowych kobiet w Arabii Saudyjskiej, mimo kontrowersyjnych kwestii związanych z prawami kobiet w tym kraju.

     

    „To wstyd. Sabalenka była jednym z zwolenników tzw. ‘sportwashingu’ w Arabii Saudyjskiej. Liczne kontrowersyjne wypowiedzi, które zaszkodziły walce kobiet. Jaką instytucję aktywistyczną ona publicznie wspierała? Uciekła przed zajęciem stanowiska w sprawie wojny na Ukrainie,” napisał jeden z fanów.

     

    „Ona nawet nie ogląda tenisa kobiet… co?” skomentował inny fan. „Aryna ‘Nie oglądam tenisa kobiet’ Sabalenka? To jest zabawne,” dodał kolejny.

     

    Niektórzy fani złośliwie skomentowali również obecność Sabalenki w mediach społecznościowych, gdzie często pokazuje bardziej zabawową stronę swojej osobowości, zamiast pełnej pasji zawodniczki, którą jest na korcie. Jeden z fanów zasugerował, że to Iga Świątek powinna zostać laureatką tej nagrody.

     

    „Jestem spóźniony, ale dopiero teraz zobaczyłem i to jest śmiech na sali. Dedykacja do promowania konsumpcji alkoholu, rozbijania rodzin i stwierdzenie, że tenis kobiet jest nudny, zdobyły nagrodę WTA? Zrozumiałem,” napisał jeden z użytkowników. „Kolejny żart w świecie tenisa. Wyraźnie TikTok i tańczenie na Instagramie to teraz najważniejsze,” stwierdził inny. „Bez komentarza. Powinna to być Iga o wiele bardziej…” opisał kolejny fan.

     

    Sabalenka spotkała się z falą krytyki po tym, jak na początku tego roku stwierdziła, że bardziej interesuje ją tenis mężczyzn niż tenis kobiet. Jednak Białorusinka później broniła swojej początkowej wypowiedzi.

     

    „Nie chciałam umniejszać tenisa kobiet” – Aryna Sabalenka

     

    „Nie chciałam umniejszać tenisa kobiet, po prostu bardziej lubię oglądać mężczyzn, ponieważ poświęcam dużo czasu na analizowanie moich rywalek, więc w wolnym czasie nie chcę znów oglądać dziewczyn, z którymi mogę grać,” powiedziała Sabalenka podczas konferencji prasowej na tegorocznym turnieju w Madrycie.

     

    Sezon 2024 zakończyła w półfinale WTA Finals, gdzie została pokonana przez przyszłąmistrzynię Coco Gauff.

     

  • Tyle może zarobić Andrzej Duda w MKOl. Miękkie lądowanie

    Tyle może zarobić Andrzej Duda w MKOl. Miękkie lądowanie

    Tyle może zarobić Andrzej Duda w MKOl. Miękkie lądowanie

    Bardzo realny staje scenariusz, który jeszcze niedawno wywoływał ironiczny uśmiech na twarzy niektórych polityków. Andrzej Duda po zakończeniu prezydentury trwającej 10 lat może zostać członkiem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. A to wiąże się z imponującymi zarobkami. Renomowani działacze zarabiają tam nawet po kilkaset tysięcy dol. rocznie. Wystarczy porównać to z zarobkami Prezydenta RP.

     

    W Polsce od nowego roku głowa państwa może liczyć na podwyżkę. Obecnie zarabia 17 tys. 536 zł brutto, a od 2025 r. będzie mógł liczyć na dokładnie 18 tys. 255,30 zł. W związku z tym wzrośnie także emerytura Andrzeja Dudy.

     

    Jak wyliczał Business Insider dożywotnia pensja wynosi 75 proc. wynagrodzenia zasadniczego urzędującej głowy państwa, co sprawia, że odchodzący niebawem prezydent otrzymywać będzie emeryturę w wysokości 13 ty. 691,47 zł brutto, czyli ponad 11 tys. zł netto.

     

    Andrzej Duda stoi przed wielką szansę. Wielki plan po prezydenturze

    Okazuje się jednak, że w porównaniu do zarobków w obecnej roli, w niedalekiej przyszłości polski prezydent będzie mógł znaleźć się w bardzo komfortowej sytuacji. Kadencja Dudy kończy się w 2025 r., a o jego stanowisko w przyszłorocznych wyborach będą zabiegać m.in. Rafał Trzaskowski, Karol Nawrocki, Szymon Hołownia, Sławomir Mentzen i niemal pewne jest, że do tej listy dołączy jeszcze ktoś z Lewicy oraz prawdopodobnie bezpartyjny kandydat

     

    Wszystko wskazuje na to, że już teraz nowe plany Dudy zaczynają się spełniać. Jak udało się ustalić Przeglądowi Sportowemu Onet, Polski Komitet Olimpijski podjął kluczową decyzję. Zarząd przyjął uchwałę rekomendującą go na członka Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Członkowie PKOl-u głosowali następująco: 26 głosów za, 4 przeciw oraz 6 osób, które wstrzymało się od głosu.

     

    Tym samym urzędujący prezydent przybliżył się do tego, by niedługo po odejściu ze stanowiska po drugiej kadencji wejść w struktury MKOl. A to oznacza zarobki, które powinny okazać się co najmniej zadowalające

     

    W 2023 r. dziennikarze śledczy z organizacji non-profit ProPublica dotarli do specjalnych dokumentów pochodzących z komitetu. Dzięki nim wiemy, że czołowi działacze MKOl mogą liczyć nawet na kilkaset tys. dol. rocznie.

     

    Za rekordzistę uznano prawnika, który inkasował 1,4 mln dol. [ponad 5,71 mln zł]. Chodzi o Belga Christophe’a De Keppera. Nie da się wykluczyć, że w latach nieolimpijskich działacze mogą mieć problem z uzyskaniem tak pokaźnych przychodów, ale w porównaniu do tego, co zarabia Prezydent RP, kwoty wciąż robią ogromne wrażenie.

     

    Wiadomo też, że MKOl to instytucja o wielkich możliwościach finansowych. 4,16 mld dol. — to przychody organizacji z 2021 r., a zysk — 843,8 mln dol. [ponad 3,4 mld zł]. Na to składa się w dużej mierze pieniądze pochodzące z praw telewizyjnych za pokazywanie igrzysk olimpijskich. Nie ma żadnych przesłanek, by miało zmienić się to w najbliższych latach, co daje Dudzie gwarancję stabilnych zarobków i stanowiska dającego także prestiż w świecie, w którym sport przenika się z polityką.

     

    Andrzej Duda mówił o swojej przyszłości. “Nie jestem politykiem od zawsze”

    Jeszcze niedawno doniesienia o planach jednego z najważniejszych polityków w naszym kraju były komentowano w ironiczny sposób przez część sceny politycznej. — Od wielu lat jest bardzo istotny zwrot, gdy chodzi o skład Komitetu Olimpijskiego, bo poszukuje się tam głównie byłych sportowców, trenerów, olimpijczyków. […] No, ale rozumiem, że Andrzej Duda rozgląda się za czymś, co będzie robił po prezydenturze. Radzę jednak, żeby rozglądać się za czymś realnym — mówił w rozmowie z Magdaleną Rigamonti Aleksander Kwaśniewski.

     

    Sam prezydent zabrał głos na temat swojej przyszłości w tegorocznej rozmowie z “Faktem”. — Ja jestem jeszcze człowiekiem względnie jak na politykę młodym. W tym roku będę miał 52 lata. W przyszłym roku, jak będę kończył swoje urzędowanie, 53 lata. Dużo rzeczy można jeszcze potem robić. Proszę też pamiętać o tym, że to nie jest tak, że ja jestem politykiem od zawsze. Nie, przecież ja byłem kiedyś nauczycielem akademickim, pracowałem na uniwersytecie, realizowałem także praktyczną działalność prawniczą. Do polityki przyszedłem jako człowiek dojrzały. Miałem wtedy 34 lata. Miałem już wcześniej lata pracy za sobą, które z polityką nie miały nic wspólnego. Więc umiem pracować. Mam dwie ręce, mogę pracować fizycznie, jak będzie trzeba, nie ma dla mnie problemu

  • Krzysztof Chmielewski ma medal mistrzostw świata! Pobił rekord legendy

    Krzysztof Chmielewski ma medal mistrzostw świata! Pobił rekord legendy

    Krzysztof Chmielewski ma medal mistrzostw świata! Pobił rekord legendy

    Co za występ Krzysztofa Chmielewskiego w finale mistrzostw świata! Reprezentant Polski w wielkim stylu sięgnął po brąz na 200 m delfinem z czasem 1:49.26, który od dziś jest też nowym rekordem kraju. Poprzedni od 2009 r. należał do Pawła Korzeniowskiego, a więc jednej z największych legend w historii polskiego pływania. To jednak nie koniec ważnych dla nas wieści z Dunaj Areny.

    https://x.com/SwimNerds/status/1867259828542058958

    Ależ to był wyścig! Chmielewski już w eliminacjach pokazał, że jest świetnie przygotowany do walki o najwyższe cele, bo już rano otarł się o wspomniany wcześniej historyczny rezultat “Korzenia” (uzyskał 1:50.39, a rekord wynosił 1:50.13). Po południu już nie miał najmniejszych problemów z wymazaniem osiągnięcia jednej z najwybitniejszych postaci w dziejach naszego pływania.

     

    Dla Polaka to jeden z największych sukcesów w całej karierze, ale nie największy. 20-latek już wcześniej znał smak medalu MŚ, bo w 2023 r. zdobył srebro, również na 200 m delfinem, podczas imprezy rozgrywanej na długim basenie w Fukuoce. A w tym roku został też wicemistrzem Europy w Belgradzie.

     

    Rekord Polski Kacpra Stokowskiego!

    Ale to nie był jedyny rekord Polski, jaki w czwartek oglądaliśmy w Dunaj Arenie. Chwilę wcześniej kolejny popis w Budapeszcie dał Kacper Stokowski. W półfinale na 50 m grzbietem poprawił własne osiągnięcie sprzed dwóch lat i z czasem 22.73 wszedł z 3. miejsca do piątkowego decydującego starcia. Lokata na tym etapie nie ma jednak najmniejszego znaczenia, bo dość powiedzieć, że czołową piątkę najszybszych sprinterów dzielą zaledwie… 0.04 s! Stokowski śmiało więc może myśleć nawet o zgarnięciu tytułu mistrza świata.

     

    A w Budapeszcie jest przecież w fenomenalnej dyspozycji. W sztafecie 4×100 m kraulem wraz z kolegami zgarnął już brąz, a później sam indywidualnie dołożył krążek tego samego koloru na setkę grzbietem. Finał 50 m w piątek ogodz. 18.12.

     

  • Zrobiła to! Wielki sukces polskiej zawodniczki. Kolejne podium! Jest nową liderką Pucharu Świata! A oto ostateczny wynik.

    Zrobiła to! Wielki sukces polskiej zawodniczki. Kolejne podium! Jest nową liderką Pucharu Świata! A oto ostateczny wynik.

    Zrobiła to! Wielki sukces polskiej zawodniczki. Kolejne podium! Jest nową liderką Pucharu Świata! A oto ostateczny wynik.

    Wielki sukces Polki. Kolejne podium! Jest nową liderką Pucharu Świata!

    Aleksandra Król-Walas na szczycie! Polska snowboardzistka nową liderką Pucharu Świata

    Polska snowboardzistka Aleksandra Król-Walas zapisała kolejną wspaniałą kartę w swojej karierze. 34-letnia zawodniczka po raz szósty stanęła na podium zawodów Pucharu Świata, zajmując drugie miejsce w slalomie gigancie równoległym w Carezzie we Włoszech. Dzięki temu osiągnięciu objęła prowadzenie w klasyfikacji generalnej tej konkurencji.

    Król-Walas w wielkim finale zmierzyła się z Włoszką Jasmin Coratti. Walka była niezwykle wyrównana, a o zwycięstwie Coratti zadecydowała różnica zaledwie 0,14 sekundy. Mimo to Polka może być dumna ze swojego występu, który przyniósł jej kolejne cenne punkty do klasyfikacji generalnej.

    Powrót po przerwie macierzyńskiej w wielkim stylu

    Ostatnie miesiące były dla Aleksandry Król-Walas pełne zmian zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym. Po zakończeniu poprzedniego sezonu snowboardzistka zmieniła stan cywilny – w czerwcu wyszła za mąż za Jana Walasa. Następnie przerwała karierę z powodu macierzyństwa. Jej wielki powrót na stok nastąpił na początku grudnia podczas zawodów w Chinach, gdzie od razu wywalczyła miejsce na podium.

    “To dla mojego dziecka” – powiedziała wzruszona Król-Walas podczas transmisji. Wówczas w finale musiała uznać wyższość Ester Ledeckiej, jednej z najlepszych zawodniczek świata. Tym razem Polka ponownie awansowała do finału i znów zajęła drugie miejsce, udowadniając, że znajduje się w doskonałej formie.

    Świetna forma w Carezzie

    Już od eliminacji widać było, że Król-Walas jest znakomicie przygotowana do rywalizacji. W fazie kwalifikacyjnej uzyskała piąty czas, co dało jej awans do 1/8 finału. Tam stoczyła zaciętą walkę z Austriaczką Sabine Payer, zwyciężając różnicą 0,18 sekundy.

    W ćwierćfinale doszło do polskiego pojedynku. Aleksandra Król-Walas zmierzyła się z młodszą koleżanką z kadry, Marią Bukowską-Chyc. Mimo ambitnej walki Bukowskiej-Chyc, doświadczenie liderki reprezentacji przesądziło o jej zwycięstwie różnicą 0,4 sekundy.

    Półfinał to kolejny popis Polki. Pokonała w nim Japonkę Tsubaki Miki, co zapewniło jej miejsce w finale. Tam, mimo zaciętej walki, przegrała z Jasmin Coratti o zaledwie 0,14 sekundy.

    Liderka klasyfikacji slalomu giganta

    Drugie miejsce w Carezzie pozwoliło Król-Walas objąć prowadzenie w klasyfikacji generalnej slalomu giganta Pucharu Świata w sezonie 2024/2025. Polka ma na koncie 186 punktów, wyprzedzając Tsubaki Miki o 6 punktów.

    W klasyfikacji generalnej wszystkich konkurencji Aleksandra Król-Walas zajmuje obecnie trzecią pozycję z 242 punktami. Prowadzi Japonka Tsubaki Miki, która zgromadziła 360 punktów, a drugie miejsce zajmuje Austriaczka Sabine Payer z 290 punktami.

    Historia pełna sukcesów

    Król-Walas w lutym 2023 roku sięgnęła po pierwszy w karierze medal mistrzostw świata, zdobywając brąz w slalomie gigancie równoległym podczas zawodów w gruzińskim Bakuriani. Jej powrót po przerwie związanej z macierzyństwem to dowód nie tylko na ogromny talent, ale także determinację i wolę walki.

    Polska snowboardzistka udowadnia, że łączenie życia rodzinnego z profesjonalnym sportem jest możliwe. Jej kolejne sukcesy na arenie międzynarodowej dają nadzieję na jeszcze lepsze występy w dalszej części sezonu. Czy Aleksandra Król-Walas utrzyma prowadzenie w Pucharze Świata? Czas pokaże, ale jedno jest pewne – Polka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.

  • Agnieszka Radwańska przystroiła dom na święta. Ale luksusy!

    Agnieszka Radwańska przystroiła dom na święta. Ale luksusy!

    Agnieszka Radwańska przystroiła dom na święta. Ale luksusy

     

    Agnieszka Radwańska ostatni weekend spędziła w polskich górach, w Zakopanem, gdzie zawsze świetnie się bawi i wypoczywa. Była polska tenisista z wyjazdu zdążyła już wrócić do domu, który jak pokazała na swoim instastories, zaczęła przygotowywać na Święta Bożego Narodzenia. Polka pokazała, jak udekorowała swoje miejsce na ziemi.

     

    Agnieszka Radwańska przeprowadziła się do nowego domu

    Agnieszka Radwańska, mimo że już jakiś czas temu zakończyła sportową karierę, wciąż aktywnie działa w mediach społecznościowych, dzięki którym jej fani wiedzą, co u niej słychać. Sportsmenka pokazuje w sieci wybrane momenty ze swojego prywatnego życia, a wielbiciele dodają jej chęci do działania.

     

    Jakiś czas temu Polka przeprowadziła się do nowego domu, którego budowa i wykończenie zajęło sporo czasu. Teraz pokazała, jak dodała swoim wnętrzom świątecznego klimatu. Zrobiłą to na bogato!

     

    Agnieszka Radwańska zrobiła tak, jak chciała. Pokazała wnętrza domu

     

    Przeprowadziłam się kilka miesięcy temu do nowego domu, który wreszcie miałam okazję sobie stworzyć po karierze, bo jednak mimo wszystko w czasie kariery to były »na gotowe« mieszkania blisko lotniska, blisko portu, na walizkach, które często nie były rozpakowane, tylko kilka ciuchów było zmienianych. […] Dom dalej jest na wykończeniu” — powiedziała w “Halo, tu Polsat”.

     

    We wspomnianym progranie “Isia” nie ukrywała, że w jej nowym miejscu na ziemi zrobiła wszystko tak, jak chciała. “Wszystko jest absolutnie po mojemu, myślę, że wszystko, co chciałam, to jest — tak mi się wydaje […]. Jeżeli chodzi o takie rzeczy, to mąż od razu powiedział »rób, jak chcesz«, więc jeśli chodzi o wykończenie, to tutaj nie było żadnego problemu” — powiedziała i dodała, że w tym roku rodzina spędzi święta w nowym domu.

     

    Radwańska przystroiła dom na święta. Na bogato!

    Teraz była tenisistka na swoim instastories pokazała, jak przystroiła dom na święta. Pięknych ozdób nie brakuje w żadnym zakamarku, od złotych kokard, białych śnieżek, po choinkę i świąteczne skrzaty.

     

    Agnieszka Radwańska przy okazji zdradziła, jak wyglądają jeszcze nigdy niepokazywane przez nią pomieszczenia domu. Widać, że są urządzone w nowoczesnym stylu, postawiono na elegancki kamień i ogromne, powiększające wnętrza lustra. Przy stole w jadalni stoją białe krzesła, a w jasnej, z ciemnymi elementami, kuchni stoi spora wyspa, przy której można na szybko coś przekąsić.

  • Wielki sukces Polki. 14 setnych sekundy od triumfu i fotel liderki Pucharu Świata

    Wielki sukces Polki. 14 setnych sekundy od triumfu i fotel liderki Pucharu Świata

    Wielki sukces Polki. 14 setnych sekundy od triumfu i fotel liderki Pucharu Świata

    Aleksandra Król-Walas nie przestaje imponować w trwającym sezonie Pucharu Świata w snowboardzie. Polka osiągnęła kolejny znakomity wynik, zajmując drugie miejsce podczas zawodów we Włoszech. W wielkim finale przegrała zaledwie o 14 setnych sekundy z reprezentantką gospodarzy, Jasmin Coratti. Dzięki temu osiągnięciu, Król-Walas objęła prowadzenie w klasyfikacji generalnej w slalomie gigancie równoległym.

     

    Powrót w wielkim stylu

     

    Aleksandra Król-Walas, specjalistka w slalomie gigancie równoległym, w tym sezonie wraca do rywalizacji po przerwie i robi to w świetnym stylu. Już pod koniec listopada Polka pokazała swoją formę, docierając do finału zawodów w chińskim Mylin. Tam stoczyła zaciętą walkę o zwycięstwo, ulegając minimalnie Ester Ledeckiej. — Wiedziałam, że jestem szybka, bo trenowałam razem z Niemkami, Szwajcarkami i Japonką, wygrywając z nimi na treningach. Ale wiadomo, że trzeba to jeszcze pokazać w zawodach. Nie ukrywam, że byłam bardzo zestresowana, bo to był mój pierwszy start po rocznej przerwie. Jakoś jednak sobie z tym poradziłam — mówiła Król-Walas po swoim pierwszym tegorocznym sukcesie.

     

    Powrót do Europy i wielkie emocje w Carezzie

     

    Po startach w Azji, w tym mniej udanych zawodach w Yanqing, karuzela Pucharu Świata przeniosła się do Europy. We włoskiej Carezzie Aleksandra Król-Walas ponownie udowodniła, że należy do światowej czołówki. 12 grudnia Polka zajęła drugie miejsce, przegrywając w wielkim finale o zaledwie 14 setnych sekundy z Jasmin Coratti.

     

    Droga do finału była pełna emocji – Król-Walas pokonała Sabine Payer, Marię Bukowską-Chyc oraz Tsubaki Miki. W decydującym starciu z Coratti obie zawodniczki szły łeb w łeb, lecz to Włoszka była minimalnie szybsza na mecie.

     

    Polka liderką Pucharu Świata

     

    Mimo niewielkiej przegranej w finale, Polka objęła prowadzenie w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w slalomie gigancie równoległym. To ogromny sukces dla 34-letniej zawodniczki, która zmierza po najlepszy wynik w swojej karierze. Jeśli utrzyma formę, kibice w Polsce mogą mieć za kilka miesięcy wiele powodów do radości.

     

    Co więcej, Aleksandra Król-Walas już w marcu zaprezentuje się przed polską publicznością. W dniach 1-2 marca w Krynicy odbędą się zawody Pucharu Świata, które będą wyjątkową okazją, by wspierać liderkę w drodze pokolejne sukcesy.

     

  • Piotr Żyła skreślony z zawodów Pucharu Świata. Co stoi za tą decyzją?

    Piotr Żyła skreślony z zawodów Pucharu Świata. Co stoi za tą decyzją?

    Piotr Żyła skreślony z zawodów Pucharu Świata. Co stoi za tą decyzją?

    W polskiej reprezentacji skoków narciarskich doszło do zaskakującej zmiany. Piotr Żyła, jeden z najbardziej doświadczonych i rozpoznawalnych skoczków, stracił miejsce na nadchodzące zawody Pucharu Świata w Titisee-Neustadt. Decyzja ta była związana z jego ostatnimi wynikami i rywalizacją o miejsce w składzie z Kamilem Stochem.

     

    Do Niemiec pojadą Paweł Wąsek, Aleksander Zniszczoł, Dawid Kubacki, Jakub Wolny oraz Kamil Stoch. Tymczasem Piotr Żyła wystartuje w zawodach Pucharu Kontynentalnego w Ruce. Jak wyjaśnił Alexander Stoeckl, dyrektor skoków narciarskich i kombinacji norweskiej w Polskim Związku Narciarskim, wybór był oparty na wynikach i nie był trudny do podjęcia.

     

    Żyła kontra Stoch: kluczowe rozstrzygnięcie

     

    — Decyzja była dość łatwa do wyczytania z wyników. Piotr Żyła i Kamil Stoch byli dość blisko siebie, ale ostatecznie Kamil w obu konkursach znalazł się przed Piotrem. To sprawiło, że wybór był jasny. Pozostałych zawodników wybraliśmy na podstawie wcześniejszych rezultatów — powiedział Stoeckl w rozmowie ze Sport.pl.

     

    Norweg podkreślił również, że nawet tak utytułowany skoczek jak Kamil Stoch nie jest traktowany inaczej niż inni zawodnicy, jeśli chodzi o decyzje kadrowe. — Generalnie, jeśli zawodnicy nie prezentują odpowiedniego poziomu w Pucharze Świata, to wysyłamy ich na Puchar Kontynentalny. Tam mają szansę powalczyć o dodatkowe miejsce startowe w PŚ, a ich wyniki mogą wpłynąć na decyzje dotyczące przyszłych występów — wyjaśnił Stoeckl.

     

    Powrót Żyły do Pucharu Kontynentalnego po ośmiu latach

     

    Dla Piotra Żyły start w Ruce będzie pierwszym występem w zawodach niższej rangi od 2016 roku. Ostatni raz rywalizował w Pucharze Kontynentalnym w lutym tamtego roku. Kamil Stoch z kolei startował w tych zawodach po raz ostatni w 2010 roku.

     

    W ostatnich konkursach w Wiśle Żyła zajął 35. i 26. miejsce, zdobywając pięć punktów do klasyfikacji generalnej PŚ, w której zajmuje obecnie 45. pozycję. — Piotr potrzebuje jeszcze kilku dobrych skoków, więc możliwość startu w Pucharze Kontynentalnym pozwoli mu na trening i poprawę formy. Myślę, że to wyjdzie mu na dobre — dodał Stoeckl.

     

    Polacy w klasyfikacji generalnej PŚ

     

    Obecnie liderem klasyfikacji generalnej Pucharu Świata jest Pius Paschke z dorobkiem 476 punktów. Kolejne miejsca zajmują Daniel Tschofenig (380 punktów) oraz Jan Hoerl (366 punktów). Najlepszym z Polaków jest 15. Paweł Wąsek, który zgromadził 90 punktów. W dalszej części klasyfikacji znajdują się: Aleksander Zniszczoł (20. miejsce, 71 punktów), Dawid Kubacki (24. miejsce, 49 punktów), Kamil Stoch (29. miejsce, 31 punktów) i Jakub Wolny (35. miejsce, 18 punktów).

     

    Decyzja o przeniesieniu Piotra Żyły do Pucharu Kontynentalnego może być szansą na odbudowanie jego formy i powrót do rywalizacji na najwyższym poziomie. Jak wpłynie to na jego dalszą karierę, pokażąnajbliższe tygodnie.