Category: Disclaimer

  • 𝐎 𝐫𝐚𝐧𝐲 ‼😱

    𝐎 𝐫𝐚𝐧𝐲 ‼😱

    Niepokojące sceny z Igą Świątek. Kamery nagrały urywek, nie wygląda to dobrze

     

    Iga Świątek przegrała w finale United Cup z Coco Gauff 4:6, 4:6 i tym samym, żeby reprezentacja Polski pozostała w grze, Hubert Hurkacz musi wygrać swoje spotkanie z Taylorem Fritzem. Polka w trakcie spotkania musiała skorzystać z przerwy medycznej, mecz potem nie szedł jednak zupełnie po jej myśli. Kamery uchwyciły, jak zawodniczka po zejściu z kortu szła u boku Mai Chwalińskiej. Po jej chodzie widać było, że coś jest nie tak.

     

    Iga Świątek miała bardzo intensywny czas. W czasie United Cup rozegrała kilka imponujących i wyczerpujących spotkań i musiała korzystać z przerw medycznych. Zastanawiano się, czy Polka na pewno jest w pełni zdrowia. Okazuje się, że mecz z Coco Gauff mógł mieć dla niej większe konsekwencje niż przypuszczali kibice.

     

    Iga Świątek nie dała rady Coco GauffW ostatnim czasie Coco Gauff stała się dla Igi Świątek trudną przeciwniczką. Amerykanka pod wodzą nowego trenera kwitnie i szuka na siebie nowych sposobów. To właśnie dzięki temu oraz kryzysowi u Igi Świątek Gauff wygrała z nią dwa ostatnie spotkanie. Aktualnie ich bilans to 11-3, z czego w ostatnim czasie górą była zawodniczka z USA.

     

    Tak stało się również w czasie United Cup. Iga Świątek kilkukrotnie starała się przejąć kontrolę nad spotkaniem, jednak nie udawało jej się utrzymywać prowadzenia na długo. Popełniała więcej błędów niż rywalka, a potem zaczęła odczuwać ból, który zmusił ją do wzięcia przerwy medycznej. Ostatecznie przegrała 4:6, 4:6. Niepokojące nagranie z Igą ŚwiątekPo zejściu z kortu nagrano pokonaną Świątek idącą korytarzem z Mają Chwalińską u boku. Wyglądałoby to zupełnie normalnie, gdyby nie to, że wyraźnie zmęczona tenisistka ciągnęła za sobą prawą nogę. To mogłoby oznaczać, że tego problemu nie załatwią tabletki przeciwbólowe.

     

    Dla Igi Świątek to już najpewniej koniec rywalizacji w United Cup. Cała nadzieja w Hubercie Hurkaczu, a potem, jeśli udałoby mu się pokonać Taylora Fritza, co może okazać się zadaniem bardzo trudnym, trzeba będzie zdecydować, czy aktualna wiceliderka rankingu WTA powinna jeszcze nadwyrężać swój organizm, tym bardziej, że niebawem rozpocznie się Australian Open.

  • Spełnił się najgorszy scenariusz dla Igi Świątek w rankingu WTA

    Spełnił się najgorszy scenariusz dla Igi Świątek w rankingu WTA

    Spełnił się najgorszy scenariusz dla Igi Świątek w rankingu WT

     

    Spełnił się najgorszy niedzielny scenariusz dla Igi Świątek. Polka przegrała 4:6, 4:6 z Coco Gauff w finale United Cup, a Aryna Sabalenka sięgnęła po tytuł w Brisbane. To oznacza, że powiększyła się strata naszej tenisistki do Białorusinki w rankingu WTA i wynosi ona ponad 1500 pkt. To jednak nie są jedyne powody do niepokoju.

     

    W rankingu WTA live widzimy, że Świątek straci 260 pkt, a Sabalenka zyska 175 “oczek”. Przed początkiem United Cup i turnieju w Brisbane strata Polki do Białorusinki wynosiła 1201 pkt. W tym momencie wynosi ona 1556 pkt. Dobrą wiadomością jest to, że liderka rankingu będzie bronić 2000 pkt podczas Australian Open za ubiegłoroczne zwycięstwo w imprezie. Świątek odpadła w trzeciej rundzie. Więcej kwestii może jednak niepokoić.

     

    Aryna Sabalenka uciekła Idze Świątek

    Poza powiększoną stratą w rankingu w trwającym tygodniu martwi stan zdrowia Igi Świątek w porównaniu do Aryny Sabalenki. Nasza zawodniczka w czasie United Cup kilkukrotnie korzystała z przerw medycznych, m.in. w ćwierćfinale z Katie Boulter, czy finale z Coco Gauff. Na udzie Polki obserwowaliśmy bandaż. Dodatkowo jej mecze w fazie pucharowej imprezy były niezwykle intensywne, co zwiększa ryzyko pogłębienia urazu.

     

    Z kolei Sabalenka przeszła przez turniej w Brisbane “suchą stopą”. Nie widać po niej było żadnych kłopotów, a z problemów sportowych, z którymi zmagała się w finale, wyszła kapitalnie. Pokonała w nim 4:6, 6:3, 6:2 rewelację początku sezonu, Rosjankę Polinę Kudermietową.

     

    Dodatkowo Świątek po porażce z Gauff kort opuszczała zapłakana. Polce na pewno mocno udzieliły się emocje, ale mogło to też mieć związek z dyspozycją zdrowotną, która raczej nie była stuprocentowa. Więcej o tej sytuacji piszemy tutaj.

     

  • Na kadrach z transmisji widać, jak zapłakana Polka jest pocieszana przez swoją koleżankę w tunelu prowadzącym do szatni 💔💔💔💔 ➡️

    Na kadrach z transmisji widać, jak zapłakana Polka jest pocieszana przez swoją koleżankę w tunelu prowadzącym do szatni 💔💔💔💔 ➡️

    Iga Świątek opuściła kort ze łzami w oczach. Porażka w finale United Cup

     

    Iga Świątek ze łzami w oczach opuściła kort po porażce z Coco Gauff w pierwszym meczu finału United Cup. Podczas wywiadu Amerykanki realizator transmisji pokazał scenę, jaka miała miejsce w korytarzu prowadzącym do szatni, gdy zapłakana Polka była pocieszana przez Maję Chwalińską.

     

    Polka podziękowała za mecz swojej rywalce, a następnie poszła w kierunku amerykańskiego boksu, by również podziękować całemu zespołowi amerykańskiemu. Chwilę później podeszła do polskiej drużyny, zabrała swoje rzeczy i ze łzami w oczach, wraz z Mają Chwalińską zeszły do szatni. Na kadrach z transmisji widać, jak zapłakana Polka jest pocieszana przez swoją koleżankę w tunelu prowadzącym do szatni. Całą scenę zarejestrowała kamera stacji Tennis TV, która w trakcie udzielania wywiadu Gauff, pokazała to, co działo się za kulisami kortu.

     

    Wielki mecz Coco Gauff. Bolesna porażka Świątek

    Przypomnijmy, że tenisową wojnę w niedzielny poranek wygrała Coco Gauff. Iga Świątek przegrała z Amerykanką w dwóch setach 4:6, 4:6 stojący na niesamowitym poziomie mecz, a Polska przegrywa ze Stanami Zjednoczonymi w finale United Cup 0-1.

     

    Dla Świątek była to trzecia porażka z Amerykanką w historii, z którą w przeszłości zanotowała również 11 zwycięstw. Niedzielny mecz obfitował w emocje, szczególnie gdy Polka w końcówce poprosiła o przerwę medyczną, a Amerykanie nerwowo dyskutowali z sędzią spotkania. Po meczu nasza najlepsza tenisistka schodziła z kortu ze łzami w oczach.

  • Kamery pokazały ujęcie, na którym wydaje się, że Iga Świątek płacze, nic bardziej mylnego! 🤯 Oto cała prawda ➡️

    Kamery pokazały ujęcie, na którym wydaje się, że Iga Świątek płacze, nic bardziej mylnego! 🤯 Oto cała prawda ➡️

    Łzy Igi Świątek w finale United Cup? Oto cała prawda [WIDEO]

     

    Iga Świątek w zaciętym meczu finału United Cup walczy z Coco Gauff. Polka jest zmęczona i targają nią emocje, które rozładować potrafi jej przyjaciółka Maja Chwalińska. Kamery pokazały ujęcie, na którym wydaje się, że wiceliderka rankingu WTA płacze podczas rozmowy z koleżanką, jednak nic bardziej mylnego. Po jej twarzy spływał po topiący się na jej głowie lód

     

    Iga Świątek we łzach? To nie to!

    Maja Chwalińska w tym roku zadebiutowała na United Cup, z czego cieszyła się Iga Świątek, z którą przyjaźni się od lat. W zaciętym, finałowym meczu turnieju nie brakuje emocji. Iga Świątek się nie poddaje, choć widać, że nie jest jej łatwo.

     

    Podczas jednej z przerw kamery pokazały 23-letnią raszyniankę rozmawiającą z Mają Chwalińską. Polka zakrywając usta, mówiła coś swojej rówieśniczce i wydawało się, że z jej oczu płyną łzy. Okazuje się jednak, że Iga Świątek trzymała emocje na wodzy, a po jej policzku spływał pot i woda z topiącego się lodu, którym jej głowę okładała Maja Chwalińska.

  • 4:2 dla Świątek i bolesny zwrot akcji. Przerwa medyczna dla Polki, a Gauff znów triumfuje

    4:2 dla Świątek i bolesny zwrot akcji. Przerwa medyczna dla Polki, a Gauff znów triumfuje

    4:2 dla Świątek i bolesny zwrot akcji. Przerwa medyczna dla Polki, a Gauff znów triumfuj

     

    Polska i USA to dwie najwyżej rozstawione ekipy tegorocznej edycji United Cup. Oba teamy okazały się dotychczas niepokonane i dotarły aż do decydującego starcia o końcowe trofeum. Na początku finałowej rywalizacji obejrzeliśmy spotkanie Iga Świątek – Coco Gauff. Po pierwszym secie wygranym przez Amerykankę, raszynianka miała szansę, by doprowadzić do trzeciej partii. Od stanu 4:2 nastąpił jednak zwrot akcji, była także przerwa medyczna dla Igi. Ostatecznie to Coco triumfowała 6:4, 6:4.

     

    Reprezentacja Polski po raz drugi z rzędu zameldowała się w finale United Cup. Przed rokiem nasza drużyna była o krok od zdobycia trofeum. Hubert Hurkacz miał dwie piłki mistrzowskie w starciu z Alexandrem Zverevem, ale przy jednej z nich od szczęścia dzieliły go dosłownie centymetry. Ostatecznie zawodnicy z Niemiec odwrócili losy rywalizacji i to nasi zachodni sąsiedzi cieszyli się z wygranej.

     

    Teraz ekipa dowodzona przez Mateusza Terczyńskiego wypracowała sobie kolejną szansę na zgarnięcie tytułu. Tym razem rywalami okazali się rozstawieni z “1” Amerykanie. Podobnie jak przed rokiem, także i tym razem razem finał otwierała Iga Świątek. Na raszyniankę czekało niezwykle ciekawe wyzwanie, bowiem mierzyła się z Coco Gauff. Chociaż Polka prowadziła w zestawieniu H2H aż 11-2, to ich ostatni pojedynek podczas WTA Finals zakończył się zwycięstwem 20-latki. Raszynianka dostała zatem szansę na rewanż za tamtą porażkę.

     

    Gauff znów sprawiła problemy Świątek. Polka miała sporo kłopotów z serwisemOd początku spotkania obserwowaliśmy próbę budowania przewagi przez obie zawodniczki. To jednak Gauff rozpoczęła mecz od prowadzenia, utrzymując swój serwis do 30. W kolejnym gemie w jeszcze lepszym stylu mogła odpowiedzieć raszynianka. Od stanu 40-15 dla Polki doszło jednak do równowagi. Ostatecznie to rozdanie zakończyło się po myśli Amerykanki i mieliśmy 2:0 dla 20-latki. Coco była już na dobrej drodze do podwyższenia przewagi, wygrała dwa pierwsze punkty przy swoim serwisie. Później sytuacja uległa jednak zmianie. Świątek zwietrzyła swoją szansę i dopięła swego. Po czterech skutecznych akcjach odrobiła stratę przełamania, a potem wróciła ze stanu 15-30 przy własnym podaniu i wyrównała stan rywalizacji na 2:2.Iga przeniosła momentum na swoją stronę i zaczęła spychać przeciwniczkę do defensywy. A to powodowało pierwsze poważniejsze błędy po stronie Gauff i lekkie zdenerwowanie na twarzy mistrzyni WTA Finals 2024. Nasza tenisistka poszła za ciosem i zdobyła trzeciego gema z rzędu, po raz pierwszy wychodząc na prowadzenie. Świątek miała jednak w tym fragmencie problem z pierwszym serwisem i po chwili to ona znalazła się pod presją. Przy break poincie dla Coco, Polka znowu musiała korzystać z drugiego podania i Amerykanka to wykorzystała. Po blisko 30 minutach rywalizacji mieliśmy 3:3.

     

    W decydujących momentach pierwszej partii to Amerykanka pewniej utrzymywała swoje podania. Przy stanie 5:4 Iga znalazła się pod presją, by utrzymać się w premierowej odsłonie. Błąd Polki przyniósł pierwszą okazję dla Gauff na zwycięstwo w secie, raszynianka nie kryła po nim swojej frustracji. W kluczowym momencie znów nie pomagał serwis, był problem z “jedynką”. Mimo tego wiceliderka mogła się wybronić i przedłużyć jeszcze swoje nadzieje na triumf w secie, ale przy ostatniej piłce zrobiła podobny błąd, co Rybakina przy ostatniej akcji meczu ze Świątek w półfinale. Ostatecznie to Amerykanka cieszyła się z triumfu 6:4 w premierowej partii.Na starcie drugiej odsłony obie lepiej radziły sobie przy własnym podaniu, pewnie utrzymywały swoje gemy serwisowe. Przełom nastąpił w piątym rozdaniu, gdy Iga wygrała ważną akcję przy stanie 30-15 dla Amerykanki (co można zobaczyć na poniższym nagraniu). Chwilę później pojawił się break point dla raszynianki, a przy nim… Gauff popełniła podwójny błąd serwisowy. Podobnie jak to miało miejsce w pierwszym secie, Świątek wyszła na prowadzenie 3:2 z przełamaniem. Różnica polegała jednak na tym, że tym razem Iga zdołała potwierdzić przewagę. Nie było o to łatwo, potrzebowała aż kilku piłek na skończenie, ale za czwartą szansą się udało.

     

    Coco nie zamierzała odpuszczać. W ósmym gemie 20-latka robiła wszystko, by zniwelować stratę. Świątek również starała się robić wszystko, by utrzymać prowadzenie. Po kilku rewelacyjnych wymianach Amerykanka dopięła jednak swego i wyrównała na 4:4, wykorzystując trzeciego break pointa. Gauff poszła za ciosem i zdobyła trzeciego gema z rzędu. W tym momencie Iga poprosiła o przerwę medyczną. Podobnie jak w starciu z Katie Boulter, odbyła się ona poza kortem.Po powrocie można było dostrzec bandaż u raszynianki na lewym udzie. Nasza tenisistka od razu znalazła się pod dużą presją, bowiem musiała utrzymać swój serwis, by przedłużyć nadzieje na triumf. Niestety, Iga nie zdołała przedłużyć emocji. Doszło do kolejnego przełamania, po którym Coco cieszyła się z triumfu 6:4, 6:4. Na koniec Iga popełniła podwójny błąd serwisowy. Jeśli Taylor Fritz pokona Huberta Hurkacza, wówczas losy finału rozstrzygną się już po grach singlowych.

     

    Mecz Polska – USA w finale United Cup:Iga Świątek – Coco Gauff 4:6, 4:6Hubert Hurkacz – Taylor FritzMikststan rywalizacji: 1-0 dla USA

     

    Dokładny zapis relacji z meczu Iga Świątek – Coco Gauff jest dostępny TUTAJ. Transmisja z wielkiego finału United Cup jest dostępna na głównej antenie oraz sportowych kanałach Polsatu.Zobacz również:

  • Sensacja w finale United Cup, Iga Świątek nie wygrała nawet seta

    Sensacja w finale United Cup, Iga Świątek nie wygrała nawet seta

    Sensacja w finale United Cup, Iga Świątek nie wygrała nawet seta

    Tenisowa wojna dla Coco Gauff! Iga Świątek przegrała z Amerykanką w dwóch setach 4:6, 4:6 stojący na niesamowitym poziomie mecz, a Polska przegrywa ze Stanami Zjednoczonymi w finale United Cup 0-1. Dla Świątek była to trzecia porażka z Amerykanką, z którą w przeszłości również 11 spotkań wygrywała. Niedzielny mecz obfitował w emocje, szczególnie gdy Polka w końcówce poprosiła o przerwę medyczną, a Amerykanie nerwowo dyskutowali z sędzią spotkania.

     

    Po niespełna tygodniu wielkich emocji reprezentacja Polski po raz drugi z rzędu weszła do finału United Cup. Wielki wkład w ten wynik włożyła Iga Świątek, która łącznie od poniedziałku zagrała już sześć meczów, cztery singlowe i dwa mikstowe, co najważniejsze, wszystkie z nich wygrała.

     

    Rywalizowała m.in. z Karoliną Muchovą, Jeleną Rybakiną i Katie Boulter. Nazwiskami ze światowej czołówki. Dla wiceliderki rankingu WTA jest to doskonała okazja do szlifowania formy przed Australian Open. W niedzielę ponownie czekało ją niezwykle trudne zadanie, bo po przeciwnej stronie siatki stanęła Coco Gauff.

     

    Dla Amerykanki nie ma rywalek, do których podchodzi tak ambicjonalnie, jak do Świątek. Wszystko przez to, że 20-latka notuje z Polką bilans dwóch zwycięstw i… jedenastu porażek.

     

    Mało tego, Gauff od lat jest w Stanach Zjednoczonych uważana za naturalną następczynię Sereny Williams w przyszłości i z pewnością ta hurraoptymistyczna narracja mogłaby być minimalnie bliższa prawdy, gdyby Amerykanka nie miała tak fatalnego bilansu z dominatorką kobiecego tenisa ostatnich lat.

     

    Trzeba dodać, że przepaść, jaka dzieliła obie tenisistki w poprzednich latach, znacznie się zmniejszyła. Obecnie, szczególnie na twardej nawierzchni, Świątek wciąż należy traktować jako faworytkę, ale już nie murowaną, jak jeszcze dwa lata temu.

     

    W niedzielę na korcie w Sydney oglądaliśmy dwie tenisistki, które świetnie czują się w grze bekhendem, ale obie miewają problemy z forhendem. Na tym podobieństwa się nie kończą, bo choć Świątek serwuje z mniejszą prędkością niż Gauff, to w obu przypadkach podanie nie jest najmocniejszą stroną.

     

    W pierwszym secie niedzielnej rywalizacji obserwowaliśmy niezwykłą walkę i częste zmiany na prowadzeniu. Początek zdecydowanie należał do Amerykanki, która po walce przełamała Świątek na 2:0. Przewagi nie utrzymała zbyt długo, bo Polka w kolejnym gemie znacznie skuteczniej rozgrywała akcje po returnie i wykorzystała pierwszego break pointa. Świątek na tym nie poprzestała, przełamując Amerykankę po raz kolejny. Niestety Polka miała spore problemy z drugim serwisem, przez co również nie była w stanie “odjechać”. Przegrała drugiego gema serwisowego, a Gauff mogła się cieszyć z doprowadzenia do stanu 3:3.

     

    Stało się jasne, że tego seta wygra ta z tenisistek, która będzie w stanie ustabilizować własne podanie. Z tym lepiej poradziła sobie Gauff, która do końca seta utrzymała swój serwis, a sama wykorzystała wywalczonego break pointa przy stanie 5:4 i wygrała seta 6:4.

     

    Drugi set stał na znacznie wyższym poziomie. Obie tenisistki momentami grały wymiany nie z tego świata, po których można było się łapać za głowę. W trakcie tej niesamowitej walki Świątek zdołała przełamać Amerykankę na 3:2, by po chwili prowadzić już 4:2. Niestety swojej przewagi utrzymać nie zdołała. Gauff wrzuciła jeszcze wyższy bieg, genialnie rozrzucała Polkę po liniach, a gdy miała ku temu okazje, to skutecznie skracała akcje przy siatce. Wygrała trzy gemy z rzędu i objęła prowadzenie 5:4.

     

    Wówczas Polka poprosiła o przerwę medyczną, co spotkało się z nerwową reakcją amerykańskiego zespołu, który po chwili dopytywał arbiter tego spotkania, po jakim czasie Świątek wróci na kort.

     

    https://x.com/TennisTV/status/1875812647347569117

  • Łzy Igi Świątek w finale United Cup? Oto cała prawda [WIDEO]

    Łzy Igi Świątek w finale United Cup? Oto cała prawda [WIDEO]

    Łzy Igi Świątek w finale United Cup? Oto cała prawda [WIDEO]

    Iga Świątek w zaciętym meczu finału United Cup walczy z Coco Gauff. Polka jest zmęczona i targają nią emocje, które rozładować potrafi jej przyjaciółka Maja Chwalińska. Kamery pokazały ujęcie, na którym wydaje się, że wiceliderka rankingu WTA płacze podczas rozmowy z koleżanką, jednak nic bardziej mylnego. Po jej twarzy spływał po topiący się na jej głowie lód.

    Iga Świątek we łzach? To nie to!

    Maja Chwalińska w tym roku zadebiutowała na United Cup, z czego cieszyła się Iga Świątek, z którą przyjaźni się od lat. W zaciętym, finałowym meczu turnieju nie brakuje emocji. Iga Świątek się nie poddaje, choć widać, że nie jest jej łatwo.

    Podczas jednej z przerw kamery pokazały 23-letnią raszyniankę rozmawiającą z Mają Chwalińską. Polka zakrywając usta, mówiła coś swojej rówieśniczce i wydawało się, że z jej oczu płyną łzy. Okazuje się jednak, że Iga Świątek trzymała emocje na wodzy, a po jej policzku spływał pot i woda z topiącego się lodu, którym jej głowę okładała Maja Chwalińska.

    “Act 1” — napisano na profilu United Cup na platformie X.

    https://x.com/UnitedCupTennis/status/1875814862611263938

  • Popis Lewandowskiego w Pucharze Króla! Szczęsny w końcu się pokazał

    Popis Lewandowskiego w Pucharze Króla! Szczęsny w końcu się pokazał

    Popis Lewandowskiego w Pucharze Króla! Szczęsny w końcu się pokazał

    Dublet Roberta Lewandowskiego i czyste konto w debiucie Wojciecha Szczęsnego – to najważniejsze informacje z meczu FC Barcelony w 1/16 finału Pucharu Króla z czwartoligowym UD Barbastro. Barca wygrała na wyjeździe 4:0 i bardzo pewnie awansowała do kolejnej rundy.

     

    Na początek nowego roku 2025 FC Barcelona ma do rozegrania mecze Pucharu Króla oraz Superpucharu Hiszpanii. Jej pierwszym rywalem było zaledwie czwartoligowe UD Barbastro, które już rok temu sprawiło niemałe problemy “Dumie Katalonii”, przegrywając jedynie 2:3. Rozgrywki Pucharu Hiszpanii okazały się okazją na debiut dla polskiego bramkarza Wojciecha Szczęsnego, który znalazł się obok Roberta Lewandowskiego w wyjściowej jedenastce zespołu Hansiego Flicka.

     

    Dublet Lewandowskiego, dobry debiut Szczęsnego. Barcelona zrobiła swoje w Pucharze Króla

     

    W pierwszej połowie Szczęsny nie miał wiele pracy. Obronił jeden strzał z dystansu w środek swojej bramki, a także dwukrotnie dobrze interweniował na przedpolu. Wszystko dlatego, że przez ok. 95 proc. czasu piłka znajdowała się na połowie czwartoligowca, który został zdominowany przez Barcelonę, nawet pomimo koszmarnego stanu murawy.

     

    To jednak sprawiło, że Barcelona szukała więcej górnych zagrań w pole karne niż takich po ziemi. Ta taktyka okazała się skuteczna. Groźne centrostrzały zagrywał z lewej strony boiska Fermin Lopez, ale bramkarz Barbastro Arnau Fabrega sobie z nimi radził. Niewiele do szczęścia brakowało po uderzeniach głową Julesowi Kounde czy wracającemu po ciężkiej kontuzji Ronaldowi Araujo – w tej drugiej sytuacji w 20. minucie doskonale interweniował Fabrega.

     

    Minutę później było już jednak 1:0 dla Barcelony. Po centrze z głębi pola Frenkiego de Jonga Araujo zgrał piłkę głową na głowę Erica Garcii, a ten precyzyjnym strzałem otworzył wynik spotkania.

     

    Barcelonie to rzecz jasna nie wystarczało. Kilka minut później świetnej sytuacji nie wykorzystał Fermin Lopez, który po akcji Gerarda Martina spudłował z dziesięciu metrów.

     

    Po pół godziny gry wreszcie konkrety zaczął dawać Robert Lewandowski. Polak, któremu do tej pory brakowało czystego uderzenia na bramkę i dogodnych sytuacji bramkowych, wykorzystał dośrodkowanie z rzutu wolnego Pablo Torre i trafił do siatki głową, choć piłka po drodze dotknęła ręki jednego z obrońców Barbastro.

     

    Kilkadziesiąt sekund później pierwszą i jedyną poważną interwencję w pierwszej połowie miał Wojciech Szczęsny, broniąc wspomniany już strzał z dystansu. Po drugiej stronie boiska podwyższyć wynik próbowali nieskutecznie Kounde i Araujo, a na przerwę Barca schodziła z dwubramkowym prowadzeniem.

     

    Tyle że tuż po przerwie Barcelona zdołała dobić rywala za sprawą drugiej bramki Roberta Lewandowskiego, który w 47. minucie po podaniu Pablo Torre wykorzystał połamaną linię spalonego u rywali, a następnie sytuację sam na sam z Arnau Fabregą.

     

    W 56. minucie koszmarnie pomylił się bramkarz gospodarzy Fabrega, który podał piłkę prosto pod nogi Pablo Torre, a ten mógł bez trudu skierować ją do pustej bramki na 0:4.

     

    Dla Hansiego Flicka to wystarczyło. Po tym, jak w przerwie Pedriego zmienił Gavi, tak w 62. minucie zmienił innych trzech liderów swojej drużyny – Roberta Lewandowskiego, Julesa Kounde oraz Inigo Martineza. To rzecz jasna sprawiło, że Barbastro zaczęło mieć więcej do powiedzenia, choć nie przekładało się na groźne strzały na bramkę Wojciecha Szczęsnego.

     

    FC Barcelona szukała piątego gola za sprawą Ansu Fatiego i Fermina Lopeza, ale ci marnowali bardzo dobre sytuacje do dobicia przeciwnika. Po drugiej stronie boiska pewnemu do tej pory Szczęsnemu przydarzyła się w 87. minucie nieporozumienie z Gerardem Martinem, które gdyby nie Pau Cubarsi mogło kosztować gola honorowego dla Barbastro.

     

    Wynik już jednak się nie zmienił. FC Barcelona pewnie wygrała na wyjeździe z UD Barbastro 4:0 i bez trudu awansowała do 1/8 finału Pucharu Króla. Losowanie tej fazy rozgrywek powinno być w środę, a mecze powinny zostać rozegrane w okolicach 15 stycznia. Przed Barceloną teraz Superpuchar Hiszpanii, a w półfinale w środę zmierzysię ona z Athletikiem Bilbao.

     

  • Sensacyjne wieści prosto z Gali Mistrzów Sportu. Iga Świątek poza podium!

    Sensacyjne wieści prosto z Gali Mistrzów Sportu. Iga Świątek poza podium!

    Sensacyjne wieści prosto z Gali Mistrzów Sportu. Iga Świątek poza podium!

     

    Dwie wygrane z rzędu i na tym… koniec! Iga Świątek została zdetronizowana i nie zgarnie statuetki dla Najlepszego Sportowca Polski w 2024 r. Co więcej, w 90. Plebiscycie Przeglądu Sportowego najlepsza polska tenisistka znalazła się poza podium! To prawdziwa sensacja. Tym bardziej że za Polką sezon obfitujący w kolejne wielkie sukcesy.

     

    Obroniony wielkoszlemowy tytuł na kortach Rolanda Garrosa w Paryżu, czy olimpijski medal wywalczony w Paryżu nie wystarczył. Iga Świątek po dwóch z rzędu triumfach została zdetronizowana i w 90. Plebiscycie “Przeglądu Sportowego” na Najlepszego Sportowca Polski wypadła poza podium, zajmując ostatecznie 4. miejsce.

     

    Wiemy, które miejsce zajmie Iga Świątek w Plebiscycie Przeglądu Sportowego. Sensacja

    Takiego rozstrzygnięcia się nie spodziewaliśmy, bo polska tenisistka była stawiana w gronie jednej z głównych faworytek do zgarnięcia kolejnej statuetki.

     

    W czołówce tegorocznego plebiscytu było niezwykle ciasno, a losy 23-latki w czołowej “trójce” ważyły się do ostatnich chwil. Ostatecznie Świątek wypadła poza plebiscytowe podium i po dwóch triumfach z rzędu musi przełknąć gorzkąpigułkę.

     

  • Wilfredo Leon trafiony, musiał reagować. Jest rekord, tego w Polsce jeszcze nie było

    Wilfredo Leon trafiony, musiał reagować. Jest rekord, tego w Polsce jeszcze nie było

    Wilfredo Leon trafiony, ale odpowiedział z rekordowym wynikiem. Kapitalne emocje w Bełchatowie

    W Bełchatowie odbyło się niezwykle emocjonujące spotkanie w PlusLidze. Bogdanka LUK Lublin fatalnie rozpoczęła mecz z PGE GiEK Skrą Bełchatów, a po dwóch setach sytuacja wydawała się sprzyjać sensacji. Gospodarze bombardowali Wilfredo Leona zagrywkami, ale reprezentacyjny przyjmujący odpowiedział w imponujący sposób, ustanawiając osobisty rekord punktów zdobytych w jednym meczu PlusLigi. Jego drużyna odzyskała rytm i w czwartej partii zdeklasowała rywali 25:12, by następnie przetrwać emocjonujący tie-break.

     

    PGE GiEK Skra Bełchatów przystąpiła do meczu z jasno określonym celem – ostrzałem zagrywkami w stronę Wilfredo Leona. Kiedy Ziga Stern “ustrzelił” Leona serwisem, bełchatowianie objęli prowadzenie 12:11. Słoweniec znów popisał się asem serwisowym, a kolejny jego serwis powiększył przewagę do trzech punktów. Gdy Amin Esnaeilnezhad zaserwował piłkę między Leonem a Thalesem Hossem, gospodarze prowadzili już 19:14. Trener Bogdanki LUK Lublin, mając ograniczone możliwości zmiany, zareagował wprowadzając Jakuba Wachnika za Benniego Tuinstrę. Jednak pomimo starań lublinian, to bełchatowianie utrzymali przewagę, wygrywając pierwszego seta 25:19. Leon zakończył partię z jednym asem serwisowym, ale też czterema błędami w przyjęciu.

     

    Wilfredo Leon trafiony, ale odpowiedział wspaniale. PGE GiEK Skra Bełchatów nie wytrzymała

     

    W drugim secie gospodarze kontynuowali atak zagrywkami w stronę Leona. Prowadzenie 6:3 zapewnił im as Bartłomieja Lemańskiego, który trafił w boczną linię boiska. Gdy Tuinstra opuścił boisko, Bełchatowianie szybko objęli prowadzenie 13:8, a Lemański skutecznie zablokował Leona. Kubański przyjmujący popełnił jednak dwa błędy serwisowe, a przy stanie 17:11 trener Massimo Botti poprosił o przerwę. Skra nie zdołała zatrzymać rozpędzonego LUK Lublin, który wygrał 25:18.

     

    Po zmianie stron, w trzecim secie, Bogdanka LUK Lublin wyszła z Wachnikiem, choć ten nie był w najlepszej formie (jeden z dziewięciu ataków skończony). Mimo to, lublinianie trzymali się blisko rywali. Po świetnym ataku Kewina Sasaka i kontrze Sterna, Skra objęła prowadzenie 9:6, ale po chwili dzięki zagrywkom Tuinstry, goście wyrównali. Lublinianie przełamali rywali w końcówce, wygrywając 25:20.

     

    PGE GiEK Skra Bełchatów deklasowana w czwartym secie

     

    W czwartym secie, goście z Lublina rozpoczęli z impetem. To Wilfredo Leon rozpoczął ostrzał zagrywkami, a jego drużyna szybko prowadziła 7:1. Trener Cretu zmienił taktykę, wprowadzając Pavle Pericia, jednak przewaga LUK Lublin rosła z minuty na minutę, prowadząc już 17:4. Pomimo kilku poprawionych akcji, Bełchatowianie przegrali 12:25 w ciągu zaledwie 18 minut.

     

    Emocjonujący tie-break: LUK Lublin triumfuje

     

    Tie-break rozpoczął się od szybkiego prowadzenia LUK Lublin 3:1. Leon próbował ratować swoją drużynę, ale rywale utrzymali przewagę. Wynik oscylował wokół remisu, a Leon ustanowił nowy rekord punktowy w PlusLidze, zdobywając 27 punktów. W końcówce, po kontrze Leona i decydującym punkcie Sasaka, goście wygrali 15:13 i zakończyli spotkanie triumfem. Leon zdobył sześć asów serwisowych, a jego drużyna mogła cieszyć się z wygranej, po emocjonującym spotkaniu.