Category: Celebrities

  • Hiszpański dziennikarz nie wytrzymał. Oto jak zadrwił ze Szczęsnego

    Hiszpański dziennikarz nie wytrzymał. Oto jak zadrwił ze Szczęsnego

    Hiszpański dziennikarz nie wytrzymał. Oto jak zadrwił ze Szczęsnego

     

    Hiszpański dziennikarz Fernando Polo w programie Mundo Deportivo zażartował na temat zachowania Wojciecha Szczęsnego podczas fety FC Barcelony po zdobyciu w sobotę Pucharu Króla.

     

    “121. minuta, ostatni zryw Realu Madryt, akcja lewą stroną, zagranie z głębi pola za plecy obrońców Barcelony, prosto do rozpędzonego Mbappe. Szczęsny wybiega przed pole karne, pierwszy dopada do piłki i wybija ją w trybuny. W kluczowym momencie zadziałało to, co polski bramkarz w bólach wypracowywał, gdy na początku roku wskakiwał do bramki Barcelony. Gra z tak wysoko ustawionymi obrońcami i konieczność wychodzenia daleko przed bramkę w pierwszych meczach sprawiały mu problemy, a Barcelona płaciła za to czerwonymi kartkami, kraksami, karnymi i traconymi golami. Dość powiedzieć, że ostatnie takie spotkanie Szczęsnego z Mbappe w finale Superpucharu skończyło się faulem Polaka i osłabieniem Barcelony. Ale Flick wtedy nie marudził. Od początku wliczał te błędy w koszty i przygotowywał Szczęsnego na najważniejsze mecze. W sobotę kilkukrotnie mógł pomyśleć: było warto” – pisał Dawid Szymczak, dziennikarz Sport.pl o występie Szczęsnego w sobotnim finale Pucharu Króla.

     

    Dziennikarz żartował z zachowania Wojciecha Szczęsnego podczas fety

    Po spotkaniu w szatni FC Barcelony zapanowała oczywiście wielka radość. Również na temat fety debatowali w programie Mundo Deportivo dziennikarze Fernando Polo i Joan Poqui, który prowadziła Laura Aparicio.

     

    – Ktoś też wypił wczoraj wieczorem kilka drinków. W końcu Barcelona zdobyła już 32. Puchar Króla. Hansi Flick powiedział, że pozwolił świętować piłkarzom, ale mają na to tylko w jeden dzień – mówiła Laura Aparicio.

     

    Nagle wtrącił się Fernando Polo. Zdradził on, co podczas świętowania robił były reprezentant Polski – Wojciech Szczęsny. Mianowicie – grał na fortepianie. Dziennikarz zasugerował też, że Polak palił papierosy.

     

    – A tak na marginesie, Szczęsny grał na pianinie podczas świętowania. O tak, był zaskakującym wirtuozem fortepianu. Taki ma wielki talent! Cóż, pomyślałem i nadal wierzę, że z pianina wydobywał się jakiś dym – powiedział z uśmiechem Polo, rozbawiając prowadzącą.

     

    O graniu Szczęsnego na fortepianie pisało też Mundo Deportivo. “Polak sam dał popis swoich umiejętności. – Tym, który wniósł najbardziej zaskakujący akcent na poziomie muzycznym, był ‘Tek’ Szczęsny. Po tym, jak zadecydował o wyniku meczu dzięki kilku imponującym obronom, Polak zaprezentował wirtuozerię gry na fortepianie, wzbudzając podziw wśród obecnych” – można było przeczytać.

     

    O tym, że Szczęsny potrafi grać na fortepianie, Hiszpanie wiedzieli już od jakiegoś czasu. W październiku zeszłego roku rozpisywało się o tym “Mundo Deportivo” i nazwało nawet jego “ukrytym hobby”. – To duże nadużycie, że dobrze gram na pianinie. Ale przywiozę je do Barcelony – mówił wówczas Szczęsny. Innym razem wyznał, że trochę wstydzi się występować publicznie. – Jestem nieśmiały, jeśli o to chodzi. To moje hobby. Lubię to robić w prywatności – mówił – pisał Błażej Winter ze Sport.pl.

     

    Wojciech Szczęsny w tym sezonie zagrał w 26 spotkaniach, wpuścił 26 bramek i 13 razy zachował czyste konto.

     

    FC Barcelona jest liderem La Ligi. Ma 72 punkty, cztery więcej od wicelidera i obrońcy trofeum – Realu Madryt.

     

    Drużyna Hansiego Flicka w środę, 30 kwietnia (godz. 21) zagra w pierwszym meczu półfinałowym Ligi Mistrzów z Interem Mediolan. W sobotę, 3 maja (godz. 21) wróci do La Ligi i zmierzy się na wyjeździe z ostatnim zespołem rozgrywek – Realem Valladolid. Relacja na żywo z obu spotkań na Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

  • Tego kamery nie pokazały. Oto co zrobił Szczęsny po golu Kounde. Hit

    Tego kamery nie pokazały. Oto co zrobił Szczęsny po golu Kounde. Hit

    Tego kamery nie pokazały. Oto co zrobił Szczęsny po golu Kounde. Hit

    FC Barcelona po emocjonującym spotkaniu pokonała w finale Pucharu Króla Real Madryt, a kibiców Blaugrany oraz kolegów z zespołu do ekstazy doprowadził Jules Kounde, który zdobył bramkę w 116. minucie dogrywki. Jak się jednak okazało, Wojciech Szczęsny przyjął trafienie Francuza ze stoickim spokojem, a nagranie jego zachowania po bramce podbija media społecznościowe!

     

    W pierwszej połowie finału Pucharu Króla Barcelona zdominowała na boisku Real Madryt i zasłużenie prowadziła do przerwy 1:0. Następnie Królewscy się przebudzili, strzelili dwie bramki i zmusili rywali do gonienia wyniku. W 84. minucie na 2:2 wyrównał Ferran Torres. Jako że więcej goli w regulaminowym czasie gry nie padło, spotkanie miało potrwać jeszcze dogrywkę, a być może nawet rozstrzygnąć się w rzutach karnych.

     

    Wiele zresztą wskazywało na to, że o losach tytułu rozstrzygnie seria jedenastek, bo oba zespoły w dogrywce grały bardzo zachowawczo, nastawione przede wszystkim na to, by nie popełnić prostego błędu, kosztującego utratę bramki. Jak na ironię, właśnie taka pomyka przytrafiła się Luce Modriciowi, który w niegroźnej sytuacji posłał piłkę na 25. metr przed bramką Realu prosto pod nogi Julesa Kounde. Francuz bez zawahania podprowadził futbolówkę nieco bliżej pola karnego i precyzyjnym strzałem po ziemi pokonał Thibauta Courtoisa.

     

    To była 116 minuta spotkania. Piłkarz Barcelony ustalił wynik meczu na 3:2 i sprawił, że Wojciech Szczęsny nie musiał próbować swoich sił z zawodnikami Realu w serii jedenastek. Jak zaś na to wszystko zareagował 35-latek? Profil stacji “ESPN” na swoim Instagramie zamieścił nagranie z tego zdarzenia.

     

    Na wideo Szczęsny wygląda tak, jakby gol ostatecznie dający wygraną z Realem w finale Pucharu Króla zupełnie nie zrobił na nim wrażenia. Polak po prostu podrobił kilka kroków we własnym polu karnym, po czym zaczął się rozciągać. Następnie uklepał fragment odstającej murawy.

     

    Fani nie mogą wyjść z podziwu wobec zachowania bramkarza i tego, jak bardzo potrafił opanować emocje. “Najstarszy facet na boisku, wie, że to jeszcze nie koniec” – głosi najpopularniejszy komentarz, choć sprostujmy, że uwaga o wieku Polaka dotyczy wyłącznie drużyny Barcelony, bo w Realu starszy był wspomniany Modrić. “On chce celebrować tylko zwycięstwo w Lidze Mistrzów” – napisał inny kibic, zauważając, którego trofeum w karierze Szczęsnemu najbardziej brakuje. “100% profesjonalisty” – głosi inny post.

     

    Poza takimi wpisami oczywiście pojawiło się też mnóstwo humorystycznych wpisów nawiązujących do nałogu Polaka, którym są papierosy.

     

    Ale to jeszcze nie wszystko. Furorę zrobiło także zachowanie Szczęsnego chwilę po meczu. Kiedy bowiem jego koledzy celebrowali zwycięstwo, paradując z pucharem, Polak dostojnie, z założonymi rękoma przechadzał się za nimi, obserwując całą sytuację z dystansu.

     

    Dodajmy, że to nie pierwsze tego typu sytuacje, w których Szczęsny przez swoje zachowanie w meczu został bohaterem mediów społecznościowych. Jedną z najsłynniejszych tego typu sytuacji była ta z mistrzostw świata w Katarze w 2022 roku, kiedy wykonał względem kolegów uspokajający gest na moment przed wykonaniem przez Leo Messiego rzutu karnego. A następnie oczywiście powstrzymał najlepszego piłkarza w historii przed strzeleniem bramki.

  • Była 1:11 w nocy, gdy Świątek zeszła z kortu. Katastrofa w drugim secie

    Była 1:11 w nocy, gdy Świątek zeszła z kortu. Katastrofa w drugim secie

    Była 1:11 w nocy, gdy Świątek zeszła z kortu. Katastrofa w drugim secie

    Dopiero o godz. 1:11 w nocy Iga Świątek zeszła z kortu, gdy dwa lata temu po raz pierwszy w karierze awansowała do ćwierćfinału w Madrycie. Pokonała wówczas Jekaterinę Aleksandrową 6:4, 6:7, 6:3, choć w drugim secie prowadziła już 5:2. W poniedziałek o miejsce w ósemce tego prestiżowego turnieju powalczy z inną rosyjską tenisistką – Dianą Sznajder.

     

    – Trudniej być nie może – podsumowała z uśmiechem Jekaterina Aleksandrowa, gdy w 2023 roku – po awansie do 1/8 finału turnieju WTA rangi 1000 w Madrycie – spytano ją o jej kolejną rywalkę, czyli Igę Świątek. I miała rację, choć sprawiła potem faworytce całkiem sporo kłopotów. Walczyły wówczas niemal dwie i pół godziny. Ale na koniec polska tenisistka potwierdziła, że na kortach ziemnych – nawet jeśli zdarzają się jej przestoje – pokonać ją jest rzeczywiście bardzo trudno.

     

    Świątek prowadziła 6:4, 5:2 i zaczęły się kłopoty. Nie pomogły nawet gimnastyczne popisy

    Świątek nieraz powtarza, że woli grać w sesji dziennej, ale czasem musi przymusowo zamienić się na korcie w nocnego marka. Tak też było dwa lata temu w stolicy Hiszpanii, gdy mecz z 17. wówczas w rankingu WTA Aleksandrową zaczęła dopiero kwadrans przed godz. 23. Mieszkająca od dzieciństwa w Pradze Rosjanka już wcześniej odnosiła dobre wyniki na “mączce” – w Madrycie rok wcześniej dotarła do półfinału. Mało kto jednak spodziewał się, że trzeci mecz w karierze z nią (pierwszy na ziemi) będzie dla Polki aż tak trudną przeprawą.

     

    Sytuacja w tym spotkaniu zmieniała się nieraz. Odważnie grająca Aleksandrowa w pierwszym secie prowadziła 3:1, by później zapisać w nim na swoim koncie już tylko jednego gema. Wydawało się, że Świątek pewnie zmierza po zwycięstwo w tym pojedynku, gdy w drugiej odsłonie wygrywała 4:1 i 5:2. Ale wtedy do gry wróciła jej rywalka. Albo – jak oceniało to część obserwatorów – została na nowo wpuszczona do meczu przez Polkę.

     

    Nie pomógł potem ani gimnastyczny popis faworytki w ósmym gemie (wykonała praktycznie sznur, próbując sięgnąć trudną piłkę), ani jej piłka meczowa przy prowadzeniu 5:4. Zamiast więc przypieczętowania zwycięstwa w dwóch setach ówczesna liderka światowego rankingu spędziła na korcie wtedy jeszcze dodatkową godzinę. W decydującej partii jednak szybko uspokoiła swoich fanów – umiejętność odbudowania się po przegranym secie była wtedy właściwie jej specjalnością i pokazała to ponownie. Trudy długiego nocnego pojedynku dały wreszcie o sobie znać Rosjance. W ostatniej akcji Świątek, grając w ofensywie, przebiła piłkę na środek kortu, a Aleksandrowa – próbując skończyć pośpiesznie akcję – posłała wyraźnie piłkę na aut.

     

    Świątek nadrobiła hiszpańską nieobecność. Słodki rewanż na Sabalence i brak litości dla Sorribes Tormo

    Było to drugie podejście niespełna 22-letniej wówczas Polki do turnieju w Madrycie. Dwa lata wcześniej odpadła właśnie w 1/8 finału, a rok później zrezygnowała ze startu. Oficjalnie jako powód podano wtedy kontuzję ramienia, ale chodziło o danie młodej tenisistce chwili oddechu po kilku bardzo intensywnych tygodniach rywalizacji.

     

    W 2023 r. w Hiszpanii na wyeliminowaniu Aleksandrowej zaś nie poprzestała – zatrzymała się wtedy dopiero w finale, w którym uległa Arynie Sabalence 3:6, 6:3, 3:6. Dwanaście miesięcy później zrewanżowała się Białorusince, którą pokonała po bardzo widowiskowym i ponadtrzygodzinnym meczu o tytuł 7:5, 4:6, 7:6. Ten triumf miał dodatkowe znaczenie, bo był brakującym sukcesem Świątek w najbardziej prestiżowych turniejach na kortach ziemnych. Wcześniej triumfowała już w Stuttgarcie, Rzymie i wielkoszlemowym Roland Garros, a Madryt jako jedyny pozostawał przez nią niepodbity.

     

    W ubiegłorocznej edycji tej imprezy zupełnie inaczej wyglądał za to jej mecz o ćwierćfinał niż ten z Aleksandrową. Reprezentantce gospodarzy Sarze Sorribes Tormo oddała bowiem zaledwie jednego gema. I to na samym początku, a potem zapisała na swoim koncie dwanaście kolejnych. Polka dała wtedy pokaz wielkiej dominacji – w drugim secie straciła zaledwie pięć punktów.

     

    W poniedziałek w 1/8 finału madryckiego turnieju zagra z Dianą Sznajder. Mecz, który ma się rozpocząć wczesnym popołudniem (nie wcześniej niż o g. 13), będzie jej pierwszym pojedynkiem z zajmującą 13. miejsce na światowej liście Rosjanką. Sama Świątek zaś w Hiszpanii walczy dodatkowo o to, by po zakończeniu tych zawodów wciąż być wiceliderką zestawienia WTA.

  • Rywalka Świątek okryła się hańbą. Kreml byłby dumny

    Rywalka Świątek okryła się hańbą. Kreml byłby dumny

    Rywalka Świątek okryła się hańbą. Kreml byłby dumny

    Rosjanka Diana Sznajder uchodzi za jedną z najzdolniejszych dziś tenisistek obok Mirry Andriejewej. Wywołuje przy tym spore kontrowersje, gdy twierdzi, że “Rosja to najbezpieczniejszy kraj na świecie”. Ukraińcy pamiętają jej prowojenne aktywności w social mediach. W poniedziałek Sznajder zmierzy się w Madrycie z Igą Świątek.

     

    Rywalką Igi Świątek w czwartej rundzie turnieju WTA 1000 w Madrycie będzie 21-letnia Diana Sznajder. Polka i Rosjanka jeszcze nigdy nie spotkały się w oficjalnym meczu.

     

    Jak dużym zagrożeniem dla Świątek może być Sznajder? Rosyjska tenisistka zaimponowała w sobotę, pokonując w trzeciej rundzie w stolicy Hiszpanii w 44 minuty Anastazję Sevastovą 6:0, 6:0. Łotyszka kilka dni wcześniej niespodziewanie wyeliminowała z turnieju swoją rodaczkę Jelenę Ostapenko, która ostatnio wygrała w kapitalnym stylu zawody WTA 500 w Stuttgarcie.

     

    Z drugiej strony trzeba pamiętać, że 35-letnia Sevastova wróciła niedawno do rywalizacji po urodzeniu dziecka i wyleczeniu kontuzji. Obserwatorzy spotkania Łotyszki z Rosjanką zwracali uwagę, że tej pierwszej zwyczajnie zabrakło sił na trzeci pojedynek w ciągu kilku dni po rocznej przerwie. Nie należy deprecjonować efektownego zwycięstwa Diany Sznajder, ale warto o tym pamiętać.

     

    Świetny sezon 2024, ale ostatnio gorszy okres

    Tym bardziej że Rosjanka wygrała w Madrycie już dwa mecze, ale to pierwsza taka sytuacja w tym sezonie od Australian Open. W kolejnych turniejach nie szło jej najlepiej – odpadała m.in. na starcie w Dosze, Miami czy Indian Wells. Początek tego sezonu był dla niej marny.

     

    Prawdopodobnie dlatego Diana Sznajder trzy tygodnie temu ogłosiła, że do jej teamu dołącza nowa trenerka – Dinara Safina. Była liderka kobiecego rankingu WTA, finalistka m.in. Roland Garros 2009 i Australian Open 2009, zastąpiła ojca 21-latki, który w ostatnich miesiącach ją prowadził. I to jak prowadził!

     

    Pod wodzą swojego ojca Maksima Sznajdera tenisistka poczyniła w zeszłym sezonie wielki progres. Wygrała aż cztery turnieje rangi WTA – w Hua Hin, Bad Homburg, Budapeszcie i Hongkongu. Tylko Iga Świątek zdobyła więcej tytułów w 2024 – pięć. Rosyjska zawodniczka wygrywała mniejsze zawody niż Polka, ale i tak jej wyniki robią wrażenie. Zwłaszcza że zwyciężała na różnych nawierzchniach: węgierskiej mączce, niemieckiej trawie czy kortach twardych w Tajlandii. Tym samym została najmłodszą tenisistką, która wygrała w ciągu roku imprezy na trzech innych nawierzchniach od 19-letniej Karoliny Woźniackiej w 2009 roku.

     

    Do tego w parze z Mirrą Andriejewą Diana Sznajder sięgnęła po srebrne medale igrzysk olimpijskich w Paryżu w deblu. Podobnie jak inni Rosjanie występowały w roli neutralnych sportowców. Tak też od trzech lat wygląda rzeczywistość tenisistów z Rosji i Białorusi, nie mogą korzystać ze swoich flag w rozgrywkach WTA, ATP czy Wielkiego Szlema.

     

    Wątki polityczne

    Wokół Sznajder panowało spore zamieszanie polityczne. Ukraińcy wskazywali na prowojenne posty w social mediach, jakie miała lajkować. W jednym z nich znana rosyjska dziennikarka stacji Russia Today Margarita Simonjan napisała: “Wstydziliśmy się tych ośmiu lat, gdy nic nie robiliśmy” (między atakiem na Ukrainę w 2014 a 2022 – przyp. red.).

     

    Znany portal Politico tuż przed startem zeszłorocznych igrzysk napisał artykuł “Trójka rosyjskich sportowców startuje w Paryżu, mimo że popiera wojnę na Ukrainie”. W tym gronie wymienił m.in. Dianę Sznajder oraz inną tenisistkę Jelenę Wiesninę. W przypadku tej drugiej opisywaliśmy w Sport.pl, że od lat fotografuje się z Władimirem Putinem i reprezentuje wojskowy klub sportowy, a to miał być czynnik wykluczający rosyjskich sportowców z rywalizacji.

     

    W grudniu Diana Sznajder wystąpiła w imprezie pokazowej w Sankt Petersburgu finansowanej przez Gazprom. Obok niej zagrali m.in. rodacy Weronika Kudermietowa (przez wiele miesięcy po ataku na Ukrainę w lutym 2022 startowała w stroju z logo Tatneft – firmy wpisanej na listę sankcyjną Unii Europejskie), Anastazja Potapowa, która dwa lata temu na kort w Miami wyszła w koszule Spartaka Moskwa czy Karen Chaczanow, który nie grał na igrzyskach, a wcześniej publikował w internecie zdjęcia wstążki świętego Jerzego. To symbol wojskowy, zakazany przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski.

     

    Diana Sznajder (13. WTA) jest dziś drugą rakietą Rosji. Wyżej od niej znajduje się tylko Mirra Andriejewa (7.). Wiele tenisistek z tego kraju w ostatnich latach zmieniło obywatelstwo. Najnowszy przypadek dotyczy Darii Kasatkiny, która reprezentuje dziś Australię. Jej drogą poszły także m.in. Warwara Graczowa, która gra dla Francji czy Jelena Rybakina i Julia Putincewa (obie dla Kazachstanu).

     

    Nie chciała zostawiać ojczyzny

    Sznajder wybrała studia w USA i przyznała, że otrzymała tam propozycję od Amerykanów. Wcześniej Kazachowie chcieli ją zaprosić do siebie. W obu przypadkach odmówiła. Dlaczego? – Kocham Rosję i nie chciałam jej porzucać w trudny momencie. Rosja to najbezpieczniejsze miejsce na ziemi – tłumaczyła trzy lata temu.

     

    Odkładając na bok zawirowania polityczne trzeba przyznać, że Diana Sznajder to jedna z najbardziej utalentowanych młodych tenisistek w obecnym tourze. Była nominowana do nagród WTA w kategorii progres roku 2024. Słynie z potężnych uderzeń, a jako leworęczna potrafi zaskakiwać wiele rywalek.

     

    Jej najbardziej charakterystyczny element wizerunku to chusta na głowie. Występuje w niej od czasów juniorskich, w dzieciństwie korzystała z czapki z daszkiem, ale tłumaczyła, że w chuście czuje się lepiej. Z tym czy innym nakryciem nie będzie faworytką w spotkaniu z Igą Świątek w Madrycie, ale zdążyła już udowodnić, że trzeba na nią uważać. Początek meczu Polki z Rosjanką w poniedziałek około 13:00. Transmisja w Canal+ Sport, relacja w Sport.pl.

  • To była 40. minuta meczu Ligi Mistrzyń. Pajor miała tylko dostawić nogę

    To była 40. minuta meczu Ligi Mistrzyń. Pajor miała tylko dostawić nogę

    To była 40. minuta meczu Ligi Mistrzyń. Pajor miała tylko dostawić nogę

    Kobieca drużyna FC Barcelony przystępowała do rewanżu półfinału Ligi Mistrzyń z Chelsea z komfortową przewagą. Mimo to wyszła w najmocniejszym składzie, z Ewą Pajor w ataku. Już po pierwszej połowie sprawa awansu do wielkiego finału była wyjaśniona, m.in. dzięki Polce, która wpisała się na listę strzelczyń. Mądrze zachowała się w polu karnym.

     

    FC Barcelona wygrała pierwsze spotkanie z Chelsea 4:1. Teoretycznie trzy gole przewagi to dużo, ale kobieca drużyna “Blaugrany” nie chciała popełnić takich błędów jak męska drużyna w Dortmundzie w ćwierćfinale Ligi Mistrzów z Borussią. Wtedy Barcelona straciła prawie całą przewagę z pierwszego spotkania. Piłkarki ze stolicy Katalonii całkowicie zdominowały rywalki z Londynu.

     

    Barcelona demoluje w LM, Pajor z golem

     

    Stamford Bridge było wypełnione do ostatniego miejsca, mając nadzieję, że zawodniczki Chelsea odwrócą losy dwumeczu. Ale kibice “The Blues” byli świadkami całkowitej dominacji Barcelony, która już do przerwy prowadziła 3:0.

     

    W 25. minucie wynik otworzyła Aitana Bonmati. Pomocniczka Barcelony popędziła z piłką sama przez 60-70 metrów! Imponujący rajd wykończyła strzałem w samo okienko bramki Chelsea. Kwadrans później prowadzenie podwyższyła Ewa Pajor. Barcelona była w natarciu, Polka mądrze poruszała się w polu karnym, znajdując sobie pozycję do strzału. Dojrzała pędzącą Caroline Graham Hansen na prawym skrzydle i dołożyła nogę do jej płaskiego podania. Defensywa Chelsea była bezradna.

     

    “Wszystko, czego Pajor dotknie w polu karnym, zamienia się w bramkę!” – skwitowała to stacja DAZN w mediach społecznościowych. To szósty gol Pajor w tej edycji Ligi Mistrzyń.

     

    Chwilę później bramkę zdobyła Claudia Pina. Uderzyła z dystansu, piłka odbiła się od słupka i wpadła do bramki. Bramkarka Chelsea nie była w stanie zareagować.

     

    W drugiej połowie zawodniczki z Londynu stworzyły kilka sytuacji, ale wyraźnie brakowało im celności. Barcelona grała swoje, starała się panować w środku pola, choć widać było, że czuje się już pewna awansu.

     

    Ostatecznie skończyło się wygraną Barcelony 4:1. W 90. minucie Salma Paralluelo wykorzystała błąd w komunikacji między bramkarką a jedną z defensorek Chelsea i strzeliła płasko z kilku metrów. W doliczonym czasie gry piłkarki “The Blues” mogły cieszyć się z honorowego trafienia Wieke Kaptein, która uderzyła z ostrego kąta pod poprzeczkę. Ewa Pajor została zmieniona w 76. minucie.

     

    Barcelona wygrała dwumecz bardzo pewnie i wysoko, bo wynikiem aż 8:2.

    https://x.com/DAZNWFootball/status/1916489612719014296

    Rywalkami Barcelony będą piłkarki Olympique Lyon lub Arsenalu. W pierwszym meczu w Londyniebyło 2:1 dla Francuzek.

     

  • Mama Szczęsnego przemówiła po sukcesie Barcelony. Padły słowa o emeryturze syna

    Mama Szczęsnego przemówiła po sukcesie Barcelony. Padły słowa o emeryturze syna

    Mama Szczęsnego przemówiła po sukcesie Barcelony. Padły słowa o emeryturze syna

    Cóż to było za El Clasico! Kibice Realu Madryt i FC Barcelona na zwycięzcę tegorocznej edycji Pucharu Króla czekali ponad dwie godziny. Ostatecznie jednak zwycięsko z tego pojedynku wyszli podopieczni Hansiego Flicka, wygrywając z “Królewskimi” 3:2. Po triumfie “Blaugrany” głos zabrała mama Wojciecha Szczęsnego, Alicja. Kobieta nie kryła dumy. Nagle wspomniała o emeryturze syna.

    Wojciech Szczęsny po wielu latach obfitej w sukcesy piłkarskiej kariery latem ubiegłego roku ogłosił przejście na sportowej emeryturze. Z dala od futbolu polski golkiper nie był jednak w stanie wytrzymać zbyt długo. Po tym, jak Marc-Andre ter Stegen doznał poważnej kontuzji, FC Barcelona zaczęła kusić 35-latka ofertami. Ostatecznie były reprezentant Polski zdecydował się na współpracę.

    “Szczena” w sobotni wieczór zaliczył kolejny udany występ w barwach FC Barcelona. Polskiemu golkiperowi co prawda nie udało się zachować czystego konta z starciu z Realem Madryt w finale Pucharu Króla, jednak gdyby nie jego skuteczne interwencje, “Blaugrana” nie zdobyłaby końcowego trofeum.

    Zwycięzcy rozgrywek nie udało się wyłonić w podstawowym czasie gry. Po bramkach Pedriego i Ferrana Torresa oraz Kyliana Mbappe i Aurieliena Tchouameniego był bowiem remis 2:2. Dopiero dogrywka zadecydowała o tym, która drużyna zdobyła puchar. Po raz kolejny w ostatnim czasie w El Clasico lepsza okazała się FC Barcelona, która wygrała 3:2. O sukcesie katalońskiej ekipy przesądził gol Julesa Kounde w 116. minucie.

    Alicja Szczęsna skomentowała sukces Barcelony. “Co za emocje”

    Po triumfie “Dumy Katalonii” w finale Pucharu Króla głos zabrała mama Wojciecha Szczęsnego, Alicja Szczęsna. Kobieta nie mogła pojawić się na stadionie w Sewilli, aby wspierać syna, jednak po ostatnim gwizdku zamieściła w mediach społecznościowych nagranie, na którym skomentowała krótko sukces 35-latka. Przy okazji wspomniała o jego sportowej emeryturze, która trwała… zaledwie kilka tygodni.

    “Co za emocje. Dla takich chwil warto wrócić z piłkarskiej emerytury” – napisała na Insta Stories.

    Tymczasem wciąż niewiadomą zostaje, czy FC Barcelona zdecyduje się na przedłużenie kontraktu z Wojciechem Szczęsnym. A jeśli takowe przedłużenie nastąpi, fanów z pewnością zastanawiać będzie, czy Polak wciąż będzie odgrywał pierwsze skrzypce w katalońskim klubie, czy jednak będzie musiał zadowolić się rolą drugiego bramkarza i ewentualnego zastępcy Marca-Andre ter Stegena.

  • Szczęsny w dogrywce naprawdę to powiedział. Przyznał się. “Na szczęście mnie nie słyszał”

    Szczęsny w dogrywce naprawdę to powiedział. Przyznał się. “Na szczęście mnie nie słyszał”

    Szczęsny w dogrywce naprawdę to powiedział. Przyznał się. “Na szczęście mnie nie słyszał”

    FC Barcelona wygrała pierwszy finał Pucharu Króla z Realem Madryt od 1990 roku, a Wojciech Szczęsny był jednym z bohaterów tego spotkania. Na oczach polskiego bramkarza napisała się historia klubu ze stolicy Katalonii. Po ostatnim gwizdku i odebraniu medalu polski bramkarz udzielił krótkiego wywiadu Mai Strzelczyk z redakcji TVP Sport. Przyznał, że nawet w bardzo trudnym momencie nie stracił wiarę w swoją drużynę.

     

    FC Barcelona w tym wieku zdobyła już siedem Pucharów Króla, ale na zwycięstwo z Realem Madryt w wielkim finale czekała aż 35 lat – od sezonu 1989/90. To niesamowite, że “Dumie Katalonii” udało się to wtedy, gdy w kadrze znajduje się dwóch Polaków.

     

    Jeden z nich z powodu kontuzji ominął wielki finał, ale drugi stał w bramce przez całe 120 minut czasu podstawowego i dogrywki. Wystąpił również we wszystkich poprzednich meczach Copa del Rey. Wojciech Szczęsny, bo o nim mowa, w wielkim stopniu przyczynił się do tego sukcesu.

     

    To był bardzo dobry mecz. Zwroty akcji i happy end dla Barcelony

     

    Pomijając rezultat i pomeczową awanturę, to był naprawdę dobry mecz. W pierwszej połowie FC Barcelona kompletnie zdominowała Real Madryt, ale zdołała zdobyć tylko jedną bramkę. “Los Blancos” po przerwie podnieśli się z kolan i rozegrał znakomite pół godziny okraszone aż dwoma golami.

     

    Kiedy podopieczni Carlo Ancelottiego wyszli na prowadzenie, wydawało się, że FC Barcelona nie ma już sił, aby odwrócić losy tego finału. W końcówce meczu Lamine Yamal posłał znakomite podanie do Ferrana Torresa, a Antonio Rudiger i Thibaut Courtois kompletnie się pogubili. Hiszpan wyprzedził Niemca, a Belga minął. Następnie skierował piłkę do pustej bramki.

     

    W dogrywce padł tylko jeden gol. Na kilka minut przed końcem Jules Kounde wykorzystał koszmarny błąd w rozegraniu rywali, przejął piłkę i uderzył idealnie przy słupku bramki Courtois. W końcówce Real Madryt nie zdołał już odrobić strat.

     

    Szczęsny szczery do bólu po zdobyciu Pucharu Króla

     

    Wojciech Szczęsny puścił w tym meczu dwa gole, ale i tak mógł być bardzo zadowolony ze zwycięstwa, a przede wszystkim ze zdobytego trofeum. Piłkarze FC Barcelona próbują hamować nastroje dotyczące wygrania trypletu, ale tym razem Polski bramkarz postanowił zdobyć się na odważne słowa.

     

    – Mamy fajny nawyk wygrywania finałów – jeden finał Superpucharu, drugi teraz. Mam nadzieję, że jeszcze jeden finał przed nami i ten też chciałbym wygrać – mówił o finale Ligi Mistrzów Wojciech Szczęsny. Najpierw jednak FC Barcelona będzie musiała pokonać Inter Mediolan.

     

    Był taki moment, w którym straciliśmy kontrolę nad meczem. Wiedzieliśmy, że w drugiej połowie Real będzie musiał wyjść i zaatakować nas agresywniej. Po pierwszej byli pasywni, a musieli odrabiać straty. Wiedzieliśmy, czego się spodziewać, ale nie najlepiej sobie z tym poradziliśmy przez 15-20 minut. A takie przestoje z tak dobrym zespołem kończą się utrata bramek. Ale ani przez chwilę nie miałem wątpliwości, że uda się tę stratę odrobić.

     

    ~ Wojciech Szczęsny

     

    W rozmowie z Mają Strzelczyk z TVP Sport Wojciech Szczęsny przyznał, że w kluczowym momencie krzyczał do Julesa Kounde, aby ten nie oddawał strzału. – Na szczęście mnie nie słyszał – zaśmiał się Polak. To właśnie wtedy padła decydująca bramka dla FC Barcelona.

     

    Wojciech Szczęsny jest znany ze swojego olimpijskiego spokoju. Tym razem również starał się trzymać emocje na wodzy, ale podczas wywiadu widać było, że skrywa on olbrzymią radość i dumę z wielkiego sukcesu.

     

    FC Barcelona w lidze hiszpańskiej ma 4 punkty przewagi nad Realem Madryt. Do rozegrania w tym sezonie pozostało jeszcze jedno El Clasico – tym razem w stolicy Katalonii. Pierwszy półfinałowy mecz z Interem w Lidze Mistrzów natomiast zostanie rozegrany w najbliższą środę. 

     

  • Oto co Barcelona napisała o Szczęsnym. Coś pięknego

    Oto co Barcelona napisała o Szczęsnym. Coś pięknego

    Oto co Barcelona napisała o Szczęsnym. Coś pięknego

    FC Barcelona pokonała Real Madryt i sięgnęła po Puchar Króla. Przed startem tego sezonu nikt by nie wymyślił, że Wojciech Szczęsny, który zadeklarował koniec kariery, chwilę później będzie się cieszył z dwóch trofeów i będzie walczył o dwa kolejne. Tak się jednak stało, co Blaugrana podsumowała w krótkim wpisie w serwisie X.

     

    FC Barcelona pokonała Real Madryt 3:2 i sięgnęła po drugi tytuł w tym sezonie. Mecz był bardzo emocjonujący i wyrównany a decydujące trafienie padło w 116. minucie dogrywki, a zdobywcą bramki był Jules Kounde.

     

    Barcelona krótko o Szczęsnym: Plan emerytalny

     

    Wojciech Szczęsny puścił dwa gole w tym meczu, ale popisał się także kapitalnymi interwencjami, które uratowały jego drużynę od straty gola. W 48. minucie Polak pokazał klasę przy podwójnej próbie Viniciusa Juniora, który najpierw spróbował swoich sił z ok. 11 metrów, a następnie miał okazję na dobitkę z bliższej odległości. 35-latek popisał się czujnością i skutecznie interweniował w obu sytuacjach.

     

    Po spotkaniu, o godz. 1:03 w social mediach FC Barcelony pojawił się dedykowany Wojciechowi Szczęsnemu wpis, w którym zaznaczono jego wkład w zespół, po powrocie z piłkarskiej emerytury.

     

    Szczęsny wrócił do futbolu po kontuzji Ter Stegena

     

    Przypomnijmy, że na początku sezonu Wojciech Szczęsny grał w golfa w Marbelli, po rozwiązaniu kontraktu z Juventusem. Wszystko się zmieniło, kiedy Marc-Andre Ter Stegen doznał kontuzji kolana, która wyłączyła go na większość sezonu. Barca postanowiła ściągnąć wsparcie, a Polak był jedną z opcji.

     

    Ostatecznie strony się porozumiały i Szczęsny mógł zacząć treningi w klubie. Na początku tego roku 35-latek wskoczył do pierwszego składu i już nie oddał miejsca. Od tamtej pory rozegrał w sumie 26 meczów w których zachował 13 czystych kont. Z Polakiem w bramce Duma Katalonii przegrała tylko jedno spotkanie – rewanżowe starcie Ligi Mistrzów z Borussią Dortmund. Mimo tej wpadki zespół awansował do półfinału Champions League.

     

    Po meczu Wojciech Szczęsny udzielił wywiadu, w którym zdradził, że cieszy się z drugiego trofeum w tym sezonie, ale już myśli o czymś innym. “To wspaniały moment. Będziemy się nią cieszyć dziś wieczorem, ale w głębi duszy myślę o meczu w przyszłą środę i o tym właśnie myślę” – wyznał, cytowany przez profil BarcaTimes w serwisie X.

    https://x.com/BarcaTimes/status/1916291112144187671

  • 121. minuta El Clasico i Szczęsny robi coś takiego. “35 lat”

    121. minuta El Clasico i Szczęsny robi coś takiego. “35 lat”

    121. minuta El Clasico i Szczęsny robi coś takiego. “35 lat”

    Łatwo nie było, ale Wojciech Szczęsny i FC Barcelona zdobyli drugie w tym sezonie trofeum. Dla takich meczów, jak ten z Realem Madryt, zawraca się z emerytury i odstawia leżak. To sedno bycia piłkarzem: Klasyk, wielka rywalizacja, jupitery, zwroty akcji, kontrowersje, dogrywka, zmęczenie, piękne gole, wspaniałe interwencje, wielka radość. I jeszcze ten sprawdzian w ostatniej minucie.

     

    121. minuta, ostatni zryw Realu Madryt, akcja lewą stroną, zagranie z głębi pola za plecy obrońców Barcelony, prosto do rozpędzonego Kyliana Mbappe. Wojciech Szczęsny wybiega przed pole karne, pierwszy dopada do piłki i wybija ją w trybuny. Uff, można odetchnąć – jego zespołowi nic już się nie stanie, utrzyma wyszarpane w ostatniej chwili prowadzenie 3:2. W kluczowym momencie zadziałało więc to, co polski bramkarz w bólach wypracowywał, gdy na początku roku wskakiwał do bramki Barcelony. Gra z tak wysoko ustawionymi obrońcami i konieczność wychodzenia daleko przed bramkę w pierwszych meczach sprawiały mu problemy, a Barcelona płaciła za to czerwonymi kartkami, kraksami, rzutami karnymi i traconymi golami. Dość powiedzieć, że ostatnie takie spotkanie Szczęsnego z Mbappe w finale Superpucharu skończyło się faulem Polaka i osłabieniem Barcelony. Ale Hansi Flick nawet wtedy nie marudził. Od początku wliczał te błędy w koszty i przygotowywał Szczęsnego na najważniejsze mecze. W sobotę kilkukrotnie mógł pomyśleć: było warto.

     

    Od emeryta do zwycięzcy. Hiszpanie zachwyceni historią Szczęsnego

     

    “El Pais” jeszcze przed spotkaniem z Realem wypchnęło Szczęsnego na pierwszy plan i zachwycało się jego historią – uniwersalną opowieścią o tym, jak nieprzewidywalne jest życie, jak szczodrze rozdaje drugie szanse i jak ważne bywa znalezienie się we właściwym miejscu we właściwym czasie. Szczęsny był już przecież na emeryturze – zmęczony i nasycony futbolem, może i nie do końca zadowolony ze sposobu, w jaki zakończył karierę w Juventusie, ale jednocześnie tak spragniony odpoczynku i chwil z rodziną, że nie rozpamiętywał tego przy każdej okazji. Smakował życie. Gdy zadzwonił telefon z Barcelony, był z synem na polu golfowym w Marbelli. I umówmy się: nie mógł przypuszczać, że to, co wieczorem żyło jako internetowy żart, bawiący głównie polskich kibiców i dziennikarzy, którzy widząc kontuzję Marca-Andre ter Stegena, od razu napisali, że zaraz Lewandowski zadzwoni do Szczęsnego i wezwie go na pomoc, już kilka dni później stanie się rzeczywistością. Dalej hiszpański dziennik ekscytuje się drogą polskiego bramkarza – “od emeryta do półfinalisty Ligi Mistrzów (a może nawet zwycięzcy), od emeryta do lidera LaLiga (a może nawet zwycięzcy), od emeryta do finalisty Pucharu Króla (a może nawet zwycięzcy)”. W tym przypadku wiemy już na pewno – od emeryta do zwycięzcy.

     

    Hiszpanie widzą w nim zupełnie nieoczekiwanego bohatera tego sezonu, który nagle zastąpił w bramce kontuzjowanego kapitana zespołu i przez ponad dwadzieścia meczów nie zszedł z boiska pokonany. Doceniają jego spokój, normalność na co dzień i szczerość w wywiadach. Nie przeoczyli, że najpierw cierpliwie czekał na szansę, później potrafił zażartować z własnych błędów, aż w końcu popełniał ich coraz mniej i w najważniejszych meczach – jak z Benfiką w Lidze Mistrzów – ratował swój zespół. Kibice i dziennikarze szybko dostrzegli też jego charyzmę, która nawet niechlubne palenie papierosów wydaje się zamieniać w atut: ot, normalny gość, żaden heros, jeden z nas, wreszcie ktoś bez wypolerowanego wizerunku. Ale dla nas, Polaków, ta historia ma jeszcze jeden wymiar: po “polskiej Borussii” sprzed przeszło dekady, doczekaliśmy Barcelony z dwoma rodakami w składzie, którzy na koniec wielkich karier spotkali się w najmniej spodziewanych okolicznościach i podbijają wszystkie rozgrywki.

     

    Zdjęcie, które zrobili sobie Lewandowski ze Szczęsnym zaraz po finale, już z medalami na szyjach i z miniaturowymi pucharami w rękach, puentuje te kilkanaście ostatnich lat, podczas których przebijali sufity i udowadniali, że polski piłkarz może być wzorem prowadzenia się, że może zarażać innych pewnością siebie i spokojem, że może wygrywać najważniejsze trofea i nawet gwiazdy Realu spychać na dalszy plan. Że może osiągnąć w klubowej piłce niemal wszystko.

     

    Arcyciekawy mecz. Akcja Szczęsnego robi furorę

     

    To zdjęcie powstało późno, grubo po północy, bo do wyłonienia zwycięzcy w finale Pucharu Króla potrzebna była dogrywka. Ba, od serii rzutów karnych dzieliły nas raptem cztery minuty. A ile po drodze było zwrotów akcji! Był to zdecydowanie najbardziej wyrównany i emocjonujący Klasyk w tym sezonie. Widowisko, spektakl, dreszczowiec. Mecz pełen zwrotów akcji i zaskakujących momentów. Z pięknymi golami z dystansu – Pedriego na 1:0, wyrównującego Kyliana Mbappe z rzutu wolnego i rozstrzygającego Julesa Kounde.

    Barcelona była znakomita przed przerwą i tłamsiła Real, ale wejście Mbappe z ławki rezerwowych pomogło jego zespołowi wyrwać się spod kontroli. I doprawdy trudno było wtedy przewidzieć, co wydarzy się za chwilę. Real świetnie atakował, ale nagle to Barcelona miała dwie okazje, by podwyższyć prowadzenie. Niespodziewanie zawodził jednak Raphinha, któremu w tym sezonie udaje się prawie wszystko. Ale minęła chwila, a na prowadzeniu już był Real, dopisując kolejny rozdział do obszernej opowieści o “remontadach”, czyli zamienianiu przegranych meczów w zwycięskie, co w ostatnich latach weszło mu w krew. W samej końcówce to Barcelona strzeliła jednak gola. I to takiego, który pasowałby do Realu – po długim zagraniu za linię obrony, z minięciem bramkarza tuż przed oddaniem strzału do pustej bramki. Później nawet sędzia wpisał się w ten chaos, gdy tuż przed dogrywką sprawdzał na VAR błędnie odgwizdany faul na Raphinhi w polu karnym, ale chwilę wcześniej nawet nie został wezwany do monitora, gdy faktycznie faulowany był Ferran Torres. Temu meczowi nie pasowałby oczywisty bohater. Może dlatego został nim Jules Kounde, który w 116. minucie wykorzystał fatalne podanie Luki Modricia i płaskim strzałem sprzed pola karnego dał Barcelonie zwycięstwo.

     

    Występ Szczęsnego dobrze podsumowuje grę całej Barcelony. Przed przerwą był bowiem bezrobotny, bo jego koledzy kontrolowali wszystko, co robi Real i nie dopuszczali rywali do swojej bramki. Ale już w drugiej połowie, gdy Barcelona straciła tę kontrolę, Szczęsny co chwilę musiał interweniować po strzałach Viniciusa Jr i Mbappe. W 49. minucie dwa razy w jednej akcji zatrzymywał Brazylijczyka – obronił pierwszy mocny strzał i już sekundę później dobitkę. Kibice Barcelony momentalnie wycięli tę akcję i rozpuścili w internecie, zachwycając się jego sprawnością. “35 lat” – komentowali z uznaniem.

     

    Kilka minut później Szczęsny doskonale wybronił strzał Mbappe, który próbował trafić piłką między jego nogami. Po tej interwencji Marcin Żewłakow, komentujący mecz w TVP, stwierdził, że Szczęsny jest jak ośmiornica, która swoimi mackami zatrzymuje wszystkie uderzenia. Dzięki polskiemu bramkarzowi Barcelona przetrwała bardzo trudny fragment meczu.

     

    Wydaje się jednak, że Szczęsny mógł nieco lepiej zachować się przy akcjach bramkowych Realu. Owszem, strzał Mbappe z rzutu wolnego był i silny, i bardzo precyzyjny, ale przy lepszym ustawieniu Szczęsny miałby szansę odbić piłkę. Prawdopodobnie spodziewał się jednak uderzenia nad murem, a nie w swój narożnik. Podobnie było przy rzucie rożnym, po którym gola na 2:1 strzelił Aurelien Tchouameni. Nie upilnowali go obrońcy, uderzał z bliska, ale – znów – Szczęsny przy lepszym ustawieniu dałby sobie szansę na skuteczną interwencję. Wówczas mówilibyśmy o jego absolutnym bohaterstwie. A tak mówimy o udanym finale, z kilkoma świetnymi interwencjami.

     

    Barcelona zawsze znajduje sposób. Wojciech Szczęsny to potwierdza

     

    – Jestem dumny z moich piłkarzy. Zawsze znajdują odpowiedź na to, co dzieje się na boisku – stwierdził po finale Hansi Flick. I jakże spójnie opowiadali o tej wygranej jego zawodnicy. Lamine Yamal stwierdził, że nieważne, ile goli strzelają rywale, bo ostatecznie Barcelona i tak strzeli ich tyle, ile potrzebuje do odniesienia zwycięstwa. Szczęsny dodał, że ani przez chwilę nie miał wątpliwości, że jego drużynie uda się odrobić straty. Ale słowa to jedno. Tę wiarę w zwycięstwo było wśród piłkarzy Barcelony widać. Tydzień temu podnieśli się z Celtą Vigo – mimo że przegrywali 1:3, zwyciężyli 4:3. Jeszcze wcześniej w dwumeczu pokonali Borussię Dortmund – przetrwali trudne chwile, chociaż w rewanżu mieli olbrzymie problemy. Udowadniają, że nie muszą grać doskonale, by zwyciężać. Mogą być zmęczeni, może im brakować Roberta Lewandowskiego – jak choćby w meczu z Mallorką, może naprzeciwko stać Real Madryt, mecz może się nie układać, ale ostatecznie znajdują sposób, by wygrać. Dwa trofea już mają, o dwa kolejne powalczą w następnych tygodniach.

     

  • Lewandowski nie zagrał, ale co zrobił dzień po meczu? Wszyscy patrzyli tylko na niego

    Lewandowski nie zagrał, ale co zrobił dzień po meczu? Wszyscy patrzyli tylko na niego

    Lewandowski nie zagrał, ale co zrobił dzień po meczu? Wszyscy patrzyli tylko na niego

    Zdobywając Puchar Króla, Robert Lewandowski uzupełnił swoją kolekcję trofeów, jakie mógł zdobyć z FC Barcelona na hiszpańskim podwórku. Choć polski napastnik w finale z Realem Madryt był wielkim nieobecnym, to dzień po meczu to właśnie on przeniósł najnowsze klubowe trofeum z hotelu w Sewilli do autobusu, którym cała drużyna wróciła z Andaluzji do stolicy Katalonii. Wideo z tej sytuacji już krąży po sieci.

     

    Mistrzostwo i Superpuchar Hiszpanii Robert Lewandowski w FC Barcelona zdobył już wcześniej. Do kolekcji brakowało mu już tylko Pucharu Króla, który udało się zdobyć w sobotę 26 kwietnia. Choć polski napastnik w finale z Realem Madryt nie zagrał, to również odegrał swoją rolę w tych rozgrywkach.

     

    Lewandowski rozegrał w Copa del Rey trzy niepełne mecze – z UD Barbastro i dwukrotnie z Atletico Madryt. Polski napastnik zdobył w nich trzy gole, a dzięki temu ostatniemu udało się awansować do wielkiego finału.

    Wszyscy patrzyli na Lewandowskiego. Powód był oczywisty

    Polski napastnik ma więc pełne prawo, aby świętować zdobycie Pucharu Króla wraz ze swoją drużyną. Co ciekawe, dzień po zwycięskim finale to właśnie on wyniósł nowe trofeum z hotelu i przeniósł je do klubowego autobusu.

    Kiedy Lewandowski w towarzystwie swoich kolegów opuszczał fotel, cała uwaga kibiców zgromadzonych pod budynkiem była skupiona na nim. Wszyscy chcieli nacieszyć bowiem oczy oryginalnym Pucharem Króla Hiszpanii.

    https://x.com/sport/status/1916438929936416937

    W tym momencie Robert Lewandowski jest kontuzjowany i nie wiadomo, kiedy wróci do gry. Wojciech Szczęsny po finale w rozmowie z Mają Strzelczyk z TVP Sport zdradził jednak, że jego rekonwalescencja przebiega bardzo dobrze. Kibice “Dumy Katalonii” mogą mieć nadzieję, że Polak zagra z Interem Mediolan w Lidze Mistrzów w drugim spotkaniu. Wciąż jednak nie znamy daty jego powrotu na boisko.

     

    Poza zdobyciem mistrzostwa Hiszpanii i wygraniem Ligi Mistrzów Robert Lewandowski ma w tym sezonie jeszcze jeden, bardziej osobisty cel. Chce strzelić swoją 100. bramkę dla FC Barcelona. Z powodu kontuzji jego licznik zatrzymał się na 99 trafianiach, więc Polak ma dodatkową motywację, aby jak najszybciejwrócić na boisko.