Author: trevor

  • 25 minut I od razu 6:0. To byl wielki popis Chwalińskiej. Mistrzyni rozbita

    25 minut I od razu 6:0. To byl wielki popis Chwalińskiej. Mistrzyni rozbita

    Niecierpliwie oczekujemy dobrych wieści dla Mai Chwalińskiej z Londynu. Otrzyma “dziką kartę” na Wimbledon czy jednak będzie musiała przystąpić do trzystopniowych kwalifikacji? Ten drugi wariant przerabiała przed czterema laty – z dobrym efektem. Awansowała do turnieju głównego, a tam już w pierwszej rundzie dała niezapomniany popis. Lekcję tenisa odebrała od Polki wielokrotna mistrzyni Wielkiego Szlema.

    Maja Chwalińska Zabulon Laurent/ABACAEast News

    Maja Chwalińska zachwyciła znakomitą formą w tegorocznej edycji Roland Garros. Okazała się pierwszą w dziejach kwalifikantką, która dotarła do finału paryskiej imprezy. Zameldowała się w nim dzięki dziewięciu zwycięskim spotkaniom z rzędu, przegrywając w sumie ledwie jednego seta.

    Nie był to jednak pierwszy turniej Wielkiego Szlema, w którym Polka zaimponowała wymagającej publiczności nietuzinkowym stylem gry. Tenis godny aplauzu zaprezentowała już w 2022 roku na kortach Wimbledonu. Tam też zaczynała od kwalifikacji.

    Chwalińska dała popis w Londynie. Spektakularny debiut. W pokonanym polu mistrzyni Wielkiego Szlema

    W I rundzie Maja trafiła wówczas na wielokrotną mistrzynię imprez wielkoszlemowych w deblu, Katerinę Siniakową. Faworytką konfrontacji była Czeszka. Klasyfikowano ją na 79. pozycji w rankingu WTA.

    Chwalińska notowana była na 170. lokacie. W dodatku był to jej absolutny debiut w Wielkim Szlemie, jeśli chodzi o drabinkę główną. Przedmeczowe spekulacje okazały się jednak chybione. Polka dała popis skuteczności i finezji zarazem.

    Pierwszy set trwał tylko 25 minut. Nasza zawodniczka przeszła przez niego jak tornado, gromiąc rywalkę 6:0. Bardziej wyrównana okazała się druga partia – w niej tenisistka z Dąbrowy Górniczej prowadziła już 5:3 i 30:0. Siniakowa zdołała wyrównać, ale ostatecznie przegrała to rozdanie 5:7.

    Już wtedy Chwalińska imponowała tym, co stało się jej znakiem rozpoznawczym w zakończonym niedawno French Open. Drop szoty, slajsy, precyzyjne loby i zmiana rytmu gry. Londyńska publika była oczarowana.

    Polka zakończyła udział w turnieju na II rundzie, ale udany debiut uznano za ostateczne i niepodważalne potwierdzenie powrotu Mai do wielkiej gry. Rok wcześniej zawiesiła karierę, tłumacząc decyzję depresją. Wydawało się, że to może być trwałe załamanie jej przygody z tenisem. Mroczny scenariusz na szczęście nie doczekał się realizacji.

    Dzisiaj 24-letnia tenisistka otwiera zupełnie nowy rozdział. Po sukcesie w Paryżu jest 21. rakietą świata. I sposobi się do kolejnego startu w Wimbledonie. Z “dziką kartą” czy jednak bez niej? Odpowiedź na to pytanie poznać mamy najpóźniej w środę.
    Kobieta w zielonej sportowej kurtce stoi ze splecionymi dłońmi, na tle znajduje się okrągłe logo turnieju Wimbledon z widocznymi rakietami tenisowymi i napisem „The Championships Wimbledon”.

    Maja ChwalińskaGrzegorz Wajda/REPORTER / GLYN KIRK/AFP/East NewsEast News
    Zawodniczka tenisowa wykonuje dynamiczny zamach rakietą podczas meczu, skupiona na grze, ubrana w jasnożółty bezrękawnik sportowy.

    Maja ChwalińskaJULIEN DE ROSAAFP
    Tenisistka w żółtym stroju uśmiecha się, przyciskając rakietę do twarzy, na tle rozmytej publiczności.

    Maja ChwalińskaJULIEN DE ROSAAFP

    Alex de Minaur – Kamil Majchrzak. Skrót meczu

  • Organizatorzy ujawniają. Oto bolesna prawda na temat sukcesu Katarzyny Kawy

    Organizatorzy ujawniają. Oto bolesna prawda na temat sukcesu Katarzyny Kawy

    Organizatorzy ujawniają. Oto bolesna prawda na temat sukcesu Katarzyny Kawy

    14 czerwca 2026 roku na długo zapadnie w pamięci Katarzyny Kawy. Tego dnia reprezentantka kraju nad Wisłą zwyciężyła bowiem turnieju WTA 125 w Modenie. Niestety, triumf sportowy Polki nie idzie w parze z sukcesem finansowym. Organizatorzy imprezy ujawnili, jaką kwotę za swój wyczyn zainkasuje “Biało-czerwona” tenisistka.
    Polska tenisistka Katarzyna Kawa

    Katarzyna KawaSebastian SienkiewiczNewspix.pl

    Włosi nie ozłocili Polki. Tyle dostanie za wygranie turnieju WTA

    33-latka brała udział w znacznie mniej prestiżowym turnieju, co oczywiście ma bezpośredni wpływ na wysokość wynagrodzeń. Według danych, przekazanych przez federację WTA, zwyciężczyni turnieju w Modenie może liczyć na bardzo skromną nagrodę, wynoszącą 13,480 euro (brutto).

    W świecie tenisa nie jest to przesadnie zaskakująca informacja. Już nie raz zawodniczki wypowiadały się na temat zbyt niskiego poziomu wynagrodzeń inkasowanych w ramach turniejów niższej rangi. Swego czasu opowiadała o tym zresztą sama Katarzyna Kawa.

    “Nie dostając się do turniejów wielkoszlemowych trzeba dokładać i to już nie jest zabawne. Taka prawda, ileż można lat szukać, oszczędzać” – mówiła wówczas tenisistka z kraju nad Wisłą.
    Tenisistka w czerwonej spódniczce i białej koszulce z godłem Polski podnosi rękę z wyciągniętym palcem wskazującym, trzymając rakietę, na tle rozmytej publiczności.

    Katarzyna KawaANDRZEJ IWANCZUK/REPORTEREast News
    Zawodniczka tenisowa w białej czapce wykonuje serwis na kortach ziemnych, skupiona na piłce, z uniesioną rakietą i wyciągniętą ręką.

    Katarzyna KawaORHAN CICEK / ANADOLUAFP
    Tenisistka na korcie w dynamicznej pozie, zaciskająca pięść w geście triumfu, w tle tablica wyników i logo sponsora motoryzacyjnego.

    Katarzyna KawaIMAGO/Claudio GärtnerEast News

    Nie mogła praktycznie jeść przez trzy tygodnie. Maja ujawnia kulisy wielkiego sukcesu [WIDEO]© 2026 Associated Press

  • Chwalińska w napięciu. Kolejny list do dyrektora Wimbledonu. Władze potwierdzają

    Chwalińska w napięciu. Kolejny list do dyrektora Wimbledonu. Władze potwierdzają

    Czy Maja Chwalińska – obecnie 21. rakieta świata – otrzyma prawo gry w głównej drabince Wimbledonu za sprawą “dzikiej karty”? Polka wciąż musi czekać na ostateczną decyzję w tej sprawie. Nie tylko ona czeka jednak na łaskawość decydentów. Na biurko dyrektora londyńskiej imprezy wielkoszlemowej trafił bowiem kolejny list, co potwierdził prezes jednej z narodowych federacji.
    Maja Chwalińska w zielonej kurtce ze splecionymi dłońmi na tle logo turnieju Wimbledon.

    Wimbledon. Maja Chwalińska czeka na decyzję. Matteo Berrettini także liczy na dziką kartęGrzegorz Wajda/REPORTER / GLYN KIRK/AFP/East NewsEast News

    Po spektakularnym występie na Rolandzie Garrosie i awansie o 93 lokaty w rankingu WTA, Maja Chwalińska cieszy się z miana 21. rakiety świata. Miana zaszczytnego, choć wciąż niegwarantującego miejsca w głównej drabince tegorocznego Wimbledonu. Wszystko dlatego, że listy na wielkoszlemowy turniej w Londynie zostały zamknięte jeszcze przed Rolandem Garrosem.

    Jedyną nadzieję na uniknięcie kwalifikacji dla 24-letniej Polki jest więc “dzika karta”. Czy jednak trafi ona w ręce Mai Chwalińskiej? Decyzję w tej sprawie powinniśmy poznać w ciągu najbliższych kilkudziesięciu godzin.

    Sztab naszej zawodniczki, jak i Polski Związek Tenisowy poczynili wszelkie starania, by tak się stało. Na podobny ruch decydują się także inne obozy. Nie tylko wśród pań ale i wśród mężczyzn.

    Wimbledon. “Dzika karta” marzeniem. Czeka nie tylko Maja Chwalińska

    Na “dziką kartę” od Wimbledonu liczy także między innymi Matteo Berrettini, wspierany przez lokalny związek. Potwierdził to prezes Włoskiej Federacji Tenisa i Padla – Angelo Binaghi, który zabrał głos podczas spotkania w Bergamo.

    Napisałem list do dyrektora Wimbledonu i jesteśmy przekonani, że Matteo będzie mógł zagrać – co jest słuszne, biorąc pod uwagę jego ostatnie wyniki – bezpośrednio w turnieju głównym

    Przypomnijmy, że Matteo Berrettini to finalista Wimbledonu z 2021 roku. Włoch zagrał wówczas o tytuł z samym Novakiem Djokoviciem. Wygrał nawet – po tie-breaku – premierową partię, ale później poległ w trzech kolejnych setach (4:6, 4:6, 3:6). Wcześniej w półfinale obecnie 49. zawodnik świata wyeliminował Huberta Hurkacza.

    Tegoroczny Wimbledon wystartuje 29 czerwca. Angelo Bianghi jest przekonany, że w rywalizacji panów najlepszy okaże się zeszłoroczny triumfator – Jannik Sinner. Wśród pań tytułu bronić będzie nasza była liderka rankingu WTA – Iga Świątek.
    Kobieta w sportowej bluzie z ręką opartą na czole mówi do mikrofonu, za nią rozmyte logo sponsora i federacji.

    Maja ChwalińskaFoto OlimpikAFP
    Tenisistka w jasnym stroju z wysoko uniesioną ręką i wyrazem radości na twarzy, włosy związane w kucyk dynamicznie rozwiane podczas gry.

    Roland Garros. Na zdjęciu Maja ChwalińskaAP | DIMITAR DILKOFF / AFPAFP

    Maja Chwalińska: Najpierw musi być pasja, a później trzeba dawać z siebie

  • Obroniony meczbol, mistrzyni świata pokonana. Kawa wygrywa turniej WTA

    Obroniony meczbol, mistrzyni świata pokonana. Kawa wygrywa turniej WTA

    Po sukcesie Kamila Majchrzaka na turnieju ATP 250 ‘s-Hertogenbosch przyszedł czas na kolejny polski finał, tym razem z udziałem Katarzyny Kawy. Nasza reprezentantka walczyła o tytuł WTA 125 w Modenie. Jej przeciwniczką była dwukrotna mistrzyni świata w rozgrywkach BJK Cup – Lucia Bronzetti. Włoszka odrobiła straty w drugim secie i doprowadziła do trzeciej partii. Ostatecznie triumfowała Polka, po obronie meczbola – 6:1, 4:6, 7:6(6). Oto jak to wpłynie na pozycję Polki w rankingu.
    Katarzyna Kawa rywalizowała z Lucią Bronzetti w finale WTA 125 w Modenie

    Katarzyna Kawa rywalizowała z Lucią Bronzetti w finale WTA 125 w ModenieIzhar KHAN / AFPAFP

    Na początku maja Katarzyna Kawa zdobyła swój największy singlowy tytuł w dotychczasowej karierze. Polka wygrała turniej rangi WTA 125 w Huzhou, pokonując w finale rozstawioną z “1” Veronikę Erjavec 6:0, 6:4. Później naszej reprezentantce nie udało się przebrnąć przez eliminacje Roland Garros, przegrała też w pierwszej rundzie zmagań rangi “125” w Makarskiej. W obu przypadkach trafiła jednak na mocne rywalki. W tym tygodniu 33-latka wróciła na zwycięską ścieżkę.

    Wczoraj zanotowała efektowny powrót w półfinale z rozstawioną z “1” Victorią Jimenez Kasintsevą, wychodząc ze stanu 2:6, 0:2 40-AD*. Po trzysetowym triumfie zameldowała się w decydującym starciu. Dziś o godz. 20:00 czekała ją walka z reprezentantką gospodarzy. Mowa o Lucii Bronzetti, tenisistce należącej do teamu dwukrotnych mistrzyń świata w rozgrywkach BJK Cup. Na papierze zanosiło się na ciekawe widowisko. W rzeczywistości otrzymaliśmy teatr jednej aktorki.

    WTA 125: Katarzyna Kawa wygrywa turniej w Modenie

    Mecz rozpoczął się doskonale z perspektywy Kawy. Polka już na “dzień dobry” przełamała rywalkę. Po zmianie stron Bronzetti miała jedną okazję na wyrównanie, ale ostatecznie Polka obroniła break pointa i podwyższyła prowadzenie. Tuż przed zmianą stron różnica między tenisistkami wynosiła już trzy “oczka”. Lucia nie wykorzystała wyniku 40-15 przy swoim podaniu. Przy stanie 3:0 dla Katarzyny nastała przerwa medyczna dla Włoszki. Po kilku minutach panie wznowiły rywalizację.

    Krótki rozbrat z kortem nie przeszkodził Kawie. Już przy rezultacie 5:0 serwowała po zwycięstwo w premierowej odsłonie. Wtedy dwukrotna mistrzyni świata w rozgrywkach BJK Cup obroniła dwa setbole i zdobyła pierwsze “oczko” po przełamaniu, ale na więcej Katarzyna nie pozwoliła rywalce. Nasza reprezentantka zamknęła partię już w trakcie siódmego rozdania. Ostatecznie zapisała na swoim koncie wynik 6:1.

    Zawodniczka gospodarzy próbowała odpowiedzieć na starcie drugiej fazy pojedynku. Wygrała pierwsze dwie akcje przy serwisie 143. rakiety świata, ale później do głosu doszła Kawa. Polka utrzymała podanie po walce na przewagi. Po zmianie stron Bronzetti nie wykorzystała piłki na 1:1. Katarzyna znów zaczęła uciekać rywalce, miała nawet okazję na 4:0. Wtedy Włoszka załapała się na grę i zrobiło się ciekawiej. W piątym gemie uciekła Polce szansa na utrzymanie trzech “oczek” przewagi. Lucia przełamała 33-latkę, a następnie doprowadziła do remisu.

    W następnych minutach obie pilnowały własnych podań. Kolejne większe emocje nastały w dziewiątym gemie. Kawa miała piłkę na 5:4, ale nie zdołała jej wykorzystać. Potem obserwowaliśmy break pointy dla Bronzetti. Niestety po drugiej okazji Włoszka znalazła się na pierwszym prowadzeniu. Po zmianie stron serwowała po doprowadzenie do trzeciej partii. Reprezentantka gospodarzy nie miała większych problemów z zamknięciem odsłony. Po drugim setbolu zapisała na swoim koncie wynik 6:4.

    Na starcie trzeciej części spotkania panie utrzymały własne podania. W trzecim gemie Lucia zgarnęła “oczko” na returnie, ale zobaczyliśmy natychmiastową odpowiedź ze strony Katarzyny. Po piątym rozdaniu Polka wróciła na prowadzenie, chociaż musiała bronić po drodze dwóch break pointów. Po chwili to Włoszka wyszła z opresji, broniąc dwóch piłek z rzędu na 4:2 dla naszej reprezentantki. W dziewiątym gemie Kawa znów znalazła się w opałach. Pojawiły się trzy szanse z rzędu na przełamanie dla rywalki. Dwie udało się obronić, ale po kolejnej Bronzetti znalazła się już z przodu.

    Zawodniczka gospodarzy serwowała po tytuł, ale nie poradziła sobie z tym wyzwaniem. Po stracie podania nie kryła potężnej frustracji – uderzyła piłkę w siatkę, rzuciła też rakietą o kort. W trakcie jedenastego rozdania znów zrobiło się 0-40 z perspektywy podającej Katarzyny. Tym razem Polka wyszła z opresji i zagwarantowała sobie co najmniej tie-breaka. Ostatecznie do niego doszło. W nim jako pierwsza piłkę mistrzowską posiadała Bronzetti. Nasza reprezentantka obroniła się w znakomitym stylu, potem dołożyła jeszcze dwa punkty i zwyciężyła 6:1, 4:6, 7:6(6). W ten sposób zdobyła swój drugi tytuł rangi WTA 125 w ciągu kilku tygodni. W nagrodę awansowała na 120. miejsce w nieoficjalnym rankingu “na żywo”.
    Tenisistka w jasnej koszulce i białej czapce z daszkiem ściska zaciśniętą pięść w geście triumfu, stojąc na korcie ziemnym.

    Katarzyna KawaFoto Olimpik/Nur PhotoAFP
    Lucia Bronzetti

    Lucia BronzettiFLAVIU BUBOI / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP
    Katarzyna Kawa

    Katarzyna KawaMatthieu Mirville / Matthieu Mirville / DPPI via AFP AFP

    Kamil Majchrzak wygrał turniej ATP w ‘s-Hertogenbosch! “To bardzo emocjonalny moment dla mnie”.

  • Chwalińska już z pierwszym triumfem w Wimbledonie. To był spektakl. 6:0 na start

    Chwalińska już z pierwszym triumfem w Wimbledonie. To był spektakl. 6:0 na start

    Niecierpliwie oczekujemy dobrych wieści dla Mai Chwalińskiej z Londynu. Otrzyma “dziką kartę” na Wimbledon czy jednak będzie musiała przystąpić do trzystopniowych kwalifikacji? Ten drugi wariant przerabiała już przed czterema laty z dobrym efektem. Awansowała do turnieju głównego, a tam już w pierwszej rundzie dała niezapomniany popis. Lekcję tenisa odebrała od Polki wielokrotna mistrzyni Wielkiego Szlema.

    Maja Chwalińska Zabulon Laurent/ABACAEast News

    Maja Chwalińska zachwyciła znakomitą formą w tegorocznej edycji Roland Garros. Okazała się pierwszą w dziejach kwalifikantką, która dotarła do finału paryskiej imprezy. Zameldowała się w nim dzięki dziewięciu zwycięskim spotkaniom z rzędu, w którym przegrała ledwie jednego seta.

    Nie był to jednak pierwszy turniej Wielkiego Szlema, w którym Polka zaimponowała wymagającej publiczności nietuzinkowym stylem gry. Tenis godny aplauzu zaprezentowała już w 2022 roku na kortach Wimbledonu. Tam też zaczynała od kwalifikacji.

    Chwalińska dała popis w Londynie. Spektakularny debiut. W pokonanym polu mistrzyni Wielkiego Szlema

    W I rundzie Maja trafiła wówczas na wielokrotną mistrzynię imprez wielkoszlemowych w deblu. Katerinę Siniakową. Faworytką konfrontacji była Czeszka. Klasyfikowaną ją na 79. pozycji w rankingu WTA.

    Chwalińska notowana była na 170. lokacie. W dodatku był to jej absolutny debiut w Wielkim Szlemie, jeśli chodzi o drabinkę główną. Przedmeczowe spekulacje okazały się jednak chybione. Polka dała popis skuteczności i finezji zarazem.

    Pierwszy set trwał tylko 25 minut. Nasza zawodniczka przeszła przez niego jak tornado, gromiąc rywalkę 6:0. Bardziej wyrównana okazała się druga partia – w niej tenisistka z Dąbrowy Górniczej prowadziła już 5:3 i 30:0. Siniakowa zdołała wyrównać, ale ostatecznie przegrała to rozdanie 5:7.

    Już wtedy Chwalińska imponowała tym, co stało się jej znakiem rozpoznawczym w zakończonym niedawno French Open. Drop szoty, slajsy, precyzyjne loby i zmiana rytmu gry. Londyńska publika była oczarowana.

    Polka zakończyła udział w turnieju na II rundzie, ale udany debiut uznano za ostateczne i niepodważalne potwierdzenie powrotu Mai do wielkiej gry. Rok wcześniej zawiesiła karierę, tłumacząc to depresją. Wydawało się, że to może być trwałe załamanie jej przygody z tenisem. Mroczny scenariusz na szczęście nie doczekał się realizacji.

    Dzisiaj 24-letnia tenisistka otwiera zupełnie nowy rozdział. Po sukcesie w Paryżu jest 21. rakietą świata. I sposobi się do kolejnego startu w Wimbledonie. Z “dziką kartą” czy jednak bez niej? Odpowiedź na to pytanie poznać mamy najpóźniej w środę.
    Kobieta w zielonej sportowej kurtce stoi ze splecionymi dłońmi, na tle znajduje się okrągłe logo turnieju Wimbledon z widocznymi rakietami tenisowymi i napisem „The Championships Wimbledon”.

    Maja ChwalińskaGrzegorz Wajda/REPORTER / GLYN KIRK/AFP/East NewsEast News
    Zawodniczka tenisowa wykonuje dynamiczny zamach rakietą podczas meczu, skupiona na grze, ubrana w jasnożółty bezrękawnik sportowy.

    Maja ChwalińskaJULIEN DE ROSAAFP
    Tenisistka w żółtym stroju uśmiecha się, przyciskając rakietę do twarzy, na tle rozmytej publiczności.

    Maja Chwalińska ponownie staje przed szansą występu w głównej drabince Wimbledonu i wszystko wskazuje na to, że najbliższe dni mogą okazać się dla niej niezwykle ważne. Po fantastycznym występie podczas Roland Garros, gdzie jako kwalifikantka dotarła aż do finału turnieju, Polka udowodniła, że należy obecnie do grona najbardziej niebezpiecznych zawodniczek spoza ścisłej światowej czołówki. Nic więc dziwnego, że kibice z niecierpliwością oczekują decyzji organizatorów londyńskiego turnieju dotyczącej ewentualnego przyznania jej „dzikiej karty”.
    Jeżeli jednak Chwalińska nie otrzyma specjalnego zaproszenia, będzie musiała ponownie przedzierać się przez wymagające kwalifikacje. Historia pokazuje jednak, że nie musi to być dla niej przeszkodą nie do pokonania. Już w 2022 roku Polka przeszła przez kwalifikacje i z powodzeniem awansowała do głównej części turnieju. Wówczas jej występ stał się jednym z najgłośniejszych polskich akcentów pierwszego tygodnia Wimbledonu.
    Szczególnie imponujące było zwycięstwo nad Kateriną Siniakovą. Czeszka była zdecydowaną faworytką, posiadała większe doświadczenie i wyższą pozycję rankingową. Tymczasem Chwalińska od pierwszych piłek narzuciła własne warunki gry. Jej kreatywność, odwaga i znakomite wyczucie kortu sprawiły, że bardziej utytułowana rywalka nie potrafiła znaleźć skutecznej odpowiedzi. Wynik pierwszego seta 6:0 był ogromną sensacją i wywołał duże poruszenie wśród ekspertów oraz kibiców.
    To właśnie wtedy świat tenisa mógł zobaczyć pełnię talentu zawodniczki z Dąbrowy Górniczej. Jej styl znacząco różni się od wielu współczesnych tenisistek. Chwalińska nie opiera swojej gry wyłącznie na sile uderzeń. Zamiast tego wykorzystuje inteligencję taktyczną, skróty, slajsy oraz precyzyjne loby. Takie rozwiązania szczególnie dobrze sprawdzają się na trawiastych kortach Wimbledonu, gdzie zmiana rytmu i umiejętność zaskoczenia przeciwniczki często odgrywają kluczową rolę.
    Obecnie Polka znajduje się w zupełnie innym miejscu swojej kariery niż kilka lat temu. Po trudnym okresie związanym z problemami zdrowotnymi i przerwą od zawodowego tenisa wróciła silniejsza zarówno sportowo, jak i mentalnie. Sukces odniesiony w Paryżu tylko potwierdził, że jej potencjał jest ogromny. Niezależnie od tego, czy do turnieju głównego Wimbledonu dostanie się dzięki „dzikiej karcie”, czy też wywalczy awans na korcie, jedno jest pewne – Maja Chwalińska ponownie może być jedną z najciekawszych postaci tegorocznej edycji londyńskiego Wielkiego Szlema.

    Maja ChwalińskaJULIEN DE ROSAAFP

    Alex de Minaur – Kamil Majchrzak. Skrót meczu.

  • Jest walkower Czeszki. Ogłoszenie dobę po wygranej z Linette. Rozdano tytuł

    Jest walkower Czeszki. Ogłoszenie dobę po wygranej z Linette. Rozdano tytuł

    Wczoraj mieliśmy dwa polskie półfinały podczas imprezy rangi “250” w ‘s-Hertogenbosch. Zanim do rywalizacji o awans do decydującego starcia przystąpił Kamil Majchrzak, swój pojedynek toczyła Magda Linette. Poznanianka uległa po zaciętej walce Barborze Krejcikovej. Dobę po tym starciu dotarł komunikat organizatorów ws. Czeszki. Mistrzyni Wimbledonu 2024 oddała niedzielne spotkanie walkowerem. Tym samym znamy już triumfatorkę holenderskich rozgrywek na trawie.
    Barbora Krejcikova i Magda Linette rywalizowały ze sobą w półfinale WTA 250 w ‘s-Hertogenbosch

    Barbora Krejcikova i Magda Linette rywalizowały ze sobą w półfinale WTA 250 w ‘s-HertogenboschDomenico Cippitelli / NurPhoto / NurPhoto via AFP / Foto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP

    Magda Linette w niezłym stylu otworzyła swoją tegoroczną rywalizację na trawie. Najpierw 34-latka odwróciła losy pojedynku z Kimberly Birrell, potem dorzuciła jeszcze dwa zwycięstwa i dzięki temu zameldowała się w półfinale WTA 250 w ‘s-Hertogenbosch. Wczoraj Polka zmierzyła się z mistrzynią Wimbledonu sprzed dwóch lat – Barborą Krejcikovą. Poznanianka była bliska doprowadzenia do trzeciej partii, prowadziła 3-0 w tie-breaku. Ostatecznie lepsza okazała się jednak Czeszka, wygrywając 6:3, 7:6(4).

    Dla reprezentantki naszych południowych sąsiadów był to awans do pierwszego finału od blisko dwóch lat. Ostatni zanotowała… właśnie podczas wspomnianych wielkoszlemowych rozgrywek w Londynie w 2024 roku. Wtedy pokonała w decydującym starciu Jasmine Paolini, a wcześniej uporała się z faworytką do tytułu – Jeleną Rybakiną. W kolejnych miesiącach Krejcikova notorycznie zmagała się z problemami zdrowotnymi, przez długi czas poszukiwała formy.

    Barbora Krejcikova wycofała się z dalszej rywalizacji w Holandii

    I gdy wydawało się, że Barbora wreszcie wraca na dobre tory, nadszedł kolejny “cios” dla Czeszki. Dziś o godz. 12:00 zawodniczka plasująca się na 45. miejscu w rankingu miała rywalizować o trofeum z Robin Montgomery. Tuż przed startem pojedynku okazało się, że do finałowego spotkania nie dojdzie, gdyż mistrzyni Wimbledonu sprzed dwóch lat oddała mecz walkowerem. Później organizatorzy przekazali komunikat od samej tenisistki.

    “Z przykrością informuję, że niestety muszę się wycofać z dzisiejszego finału Libema Open z powodu choroby. Czułam się źle i po konsultacjach z moim zespołem medycznym stało się jasne, że nie będę w stanie dzisiaj rywalizować. Bardzo cieszyłam się na możliwość walki o tytuł, ale dzisiaj to niemożliwe. Chciałabym pogratulować Robin wspaniałego tygodnia tutaj i życzyć wszystkiego, co najlepsze na dalszą część sezonu. Jestem rozczarowana, że tak zakończyłam turniej. Teraz skupię się na jak najszybszym powrocie do pełni zdrowia. Nie mogę się doczekać powrotu do rywalizacji” – poinformowała Krejcikova.

    W związku z wycofaniem Barbory z decydującego starcia, tytuł trafił do Robin Montgomery. Amerykanka również próbuje odbudować swoją pozycję w rankingu. Pierwsze w karierze trofeum w głównym cyklu WTA wydatnie jej w tym pomoże. Zawodniczka z USA, która rok temu była już na 95. miejscu w kobiecym zestawieniu, przesunie się w jutrzejszym notowaniu z 484. lokaty do TOP 200. Tym samym jedynym dzisiejszym finałem w ‘s-Hertogenbosch będzie mecz Kamila Majchrzaka z Alexem de Minaurem. Początek spotkania o godz. 14:30.
    Barbora Krejcikova

    Barbora KrejcikovaTakuya Matsumoto / Yomiuri / The Yomiuri Shimbun via AFPAFP
    Robin Montgomery

    Robin MontgomeryUlises RUIZ / AFP AFP
    Tenisistka w jasnym stroju i białej czapce z daszkiem wykonuje gest zaciśniętej pięści, wyrażając determinację. W tle rozmyta publiczność.

    Magda LinetteMARTIN KEEP / AFPAFP

    Kamil Majchrzak: Grałem mój najlepszy tenis, zostawiłem serce na korcie.

  • Tak Meksykanie potraktowali Igę Świątek. Naprawdę ją tak widzą

    Tak Meksykanie potraktowali Igę Świątek. Naprawdę ją tak widzą

    Iga Świątek nie przeżywa dobrego czasu, ale podobnie było rok temu na tym etapie sezonu. Polka szykuje się już do gry na nawierzchni trawiastej, a ta kojarzy się przede wszystkim z piłką nożną. W czwartkowy wieczór rozpoczęły się mistrzostwa świata w USA, Kanadzie i Meksyku. Na profilu turnieju Guadalajara Open pojawił się wpis poświęcony mundialowi, a w nim Igę zestawiono z… Erlingiem Haalandem. Pojawiła się także Maja Chwalińska.
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekArtur GacAFP

    Iga Świątek w tym sezonie rozegrała w cyklu WTA dokładnie 31 spotkań. Aż dziesięciokrotnie schodziła z kortu jako pokonana. Bez wątpienia tak częste przegrywanie nie jest czymś, do czego Iga byłaby przyzwyczajona. Kibice wciąż tęsknią za naprawdę długim okresem dominacji Polki.

    Czy on powróci? Trudno wyrokować, ale pewne jest, że przy obecnych warunkach będzie o to bardzo trudno. Żeński tour bardzo wyrównał poziom, a rywalki znają już wszystkie atuty Świątek. Wobec tego Polka musi szukać nowych rozwiązań. Czy te uda jej się odnaleźć pod wodzą Francisco Roiga?

    Świątek obok Haalanda. Ależ zestawienie w Meksyku

    Czas pokaże. Pewne jest jednak, że zbliża się bardzo ważny okres sezonu. Mowa o krótkim czasie gry na nawierzchni trawiastej. Iga będzie bronić bardzo wielu punktów w rankingu WTA. Rok temu właśnie w tym momencie nastąpił przełom. Trudno powiedzieć, czy tym razem można liczyć na powtórkę.

    Faktem jest jednak to, że obecnie sportowy świat patrzy za ocean, bo tam w czwartkowy wieczór rozpoczęły się mistrzostwa świata w piłce nożnej. Z tej okazji organizatorzy Guadalajara Open postanowili zestawić ze sobą najlepszych piłkarzy świata z tenisisistami i tenisistkami. Każda para została w odpowiedni sposób opisana.

    Wpis otwierają Aryna Sabalenka i Cristiano Ronaldo, którzy zostali określeni jako “wszystkie oczy na nich”. Już na trzecim zdjęciu pojawia się polski akcent, ale nie z Igą Świątek, a Mają Chwalińską. Polka została zestawiona z Nowozelandczykiem Timem Paynem, a duet określono mianem “nieoczekiwanej historii”.

    Po przewinięciu o kilka stron w końcu natrafiamy także na Igę Świątek. Trzecia rakieta świata znalazła się obok Erlinga Haalanda, a tę parę organizatorzy z Meksyku nazwali “globalnymi ikonami”. Bez wątpienia nazwanie kogoś w wieku ledwie 25. lat “globalną ikoną” jest sporym wyróżnieniem.
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekDAX IMAGESNurPhotoNurPhoto via AFPAFP

    Brazylia – Belgia. Skrót meczu.

  • Cudowny zwrot akcji w walce o finał. Będzie jednak polski mecz o tytuł WTA

    Cudowny zwrot akcji w walce o finał. Będzie jednak polski mecz o tytuł WTA

    Wydawać by się mogło, że skoro nie gra Iga Świątek, a odpoczywa też Maja Chwalińska, to reprezentanci Polski będą w stanie dostarczyć kibicom aż tak wielu emocji. A tu nic bardziej mylnego. W sobotę historyczny awans do finału ATP 250 wywalczył Kamil Majchrzak, świetne spotkanie, choć przegrane, stoczyła w Rosmalen Magda Linette, w Berlinie cieszyła się z awansu Magdalena Fręch, a w Huirghadzie – Martyna Kubka. A na koniec komunikat wydała kolejna reprezentantka Polski – Katarzyna Kawa. Mimo że w starciu z rozstawioną z “1” Victorią Jimenez Kasintsevą przegrywała już 2:6, 0:2.
    article cover

    Katarzyna Kawa zagra o drugi tytuł w 2026 roku w ramach turniejów WTA 125Robert PrangeGetty Images

    Iga Świątek przygotowuje się już do rywalizacji na trawie – zacznie ją za półtora tygodnia w Bad Homburg. Maja Chwalińska w końcu, po pracowitych trzech tygodniach w Paryżu, korzysta wreszcie z chwili wolnego i wypoczywa nad morzem. A reszta reprezentantów Polski już gra i szykuje formę na Wimbledon.

    Magda Linette świetnie prezentowała się w Libema Open w Holandii – wygrała trzy spotkania, dziś – już w półfinale – była nieznacznie gorsza od Barbory Krejcikovej. Niedługo po niej na kort wyszedł Kamil Majchrzak – pokonał słynnego Daniiła Miedwiediewa, a przecież to było już jego drugiego starcie w tym tygodniu z graczem z TOP 10 rankingu ATP. Wcześniej w całej karierze wygrał tylko jedną taką potyczkę. Aby sięgnąć po tytuł będzie jeszcze musiał ograć trzecią gwiazdę – szóstego na świecie Alexa De Minaura. I to też jest jak najbardziej możliwe.

    Miłe wiadomości nadeszły z Egiptu – Martyna Kubka najpierw awansowała do finału turnieju ITF W50, co bardzo zbliża ją już do występu w kwalifikacjach US Open. A później wygrała turniej deblowy. Magdalena Fręch przeszła z kolei pierwszą rundę eliminacji w Berlinie, broniąc piłek meczowych. A na koniec została jeszcze Katarzyna Kawa – grająca o finał WTA 125 w Modenie. Mecz niezwykle dla niej istotny, bo zwycięstwo zapewniło jej już rozstawienie w drabince eliminacji Wimbledonu.

    Tyle że mierzyła się z najwyżej rozstawioną zawodniczką w tym turnieju – Victorią Jimenez Kasintsevą. I przez 45 minut była wyraźnie słabsza od reprezentantki Andorry.

    WTA 125 Memorial Eugenio Fontana w Modenie. Katarzyna Kawa grała o finał. Rywalką turniejowa “1”

    Przed turniejem w Modenie Kawa zajmowała 143. miejsce w rankingu WTA. Zaliczyłą duży skok po kwietniowej imprezie w chińskim Huzhou, tam wygrała również turniej rangi 125 na mączce. Co pozwoliło jej uzyskać rozstawienie w drabince eliminacji Roland Garros. W Paryżu skończyła występ na drugiej rundzie, jej pogromczyni Claire Liu zagrała później w głównych zmaganiach.

    Impreza we Włoszech była dla niej ostatnią szansą, by uzyskać uprzywilejowany status także podczas Wimbledonu. Mimo że nie planuje żadnych startów na trawie przed londyńskim turniejem. W Modenie rywalizacja odbywa się na mączce.
    Tenisistka na korcie w dynamicznej pozie, zaciskająca pięść w geście triumfu, w tle tablica wyników i logo sponsora motoryzacyjnego.

    Katarzyna KawaIMAGO/Claudio GärtnerEast News

    Dziś jej rywalką była rozstawiona z “1” Victoria Jimenez Kasintseva – 20-latka z Andory wiosną wskoczyła nawet na chwilę do najlepszej setki rankingu WTA. Miała też kilka udanych turniejów na kortach twardych, w Meridzie ograła choćby w potyczce o ćwierćfinał Magdę Linette. Tyle że na mączce, o dziwo, szło jej jak po grudzie. Aż przyszedł turniej we Włoszech, tu wygrała już trzy spotkania.

    Dziś też była na dobrej drodze do uzyskania awansu do finału – łatwo wygrała pierwszą partię z Polką 6:2, w drugiej zanotowała przełamanie, odskoczyła na 2:0. Miała też okazję na 3:0, Kawa się wybroniła. I sama zdołała szybko odrobić stratę breaka.

    W grze Polki można było zauważyć dość istotną zmianę – byłą coraz bardziej agresywna, spychała przeciwniczkę do defensywy. Wciąż dużo było tu walki, breakpointów, ale po przełamaniu przez Katarzynę na 4:3, coś jednak pękło. Polka wygrała tego seta 6:4, jej rywalka – sfrustrowana – udała się do szatni. I była to jednak z dłuższych przerw między setami.

    Te minuty dobrze podziałały jednak na wyżej klasyfikowaną zawodniczkę, która każde uderzenie wspierała równie potężnym okrzykiem. To ona przełamała Kawę na 3:1 i… stanęła. 33-latka z BKT Advantage Bielsko-Biała dość gładko wygrała cztery kolejne gemy, rzadko się myliła. Potrzebowała jeszcze jednego, ten dziewiąty w trzeciej partii był rzeczywiście zacięty. Aż w końcu to jednak Kawa zdobyła ostatni punkt, a rywalce rozjechały się nogi.

    Polka wygrała 2:6, 6:4, 6:3. W finale jej rywalką będzie Laura Samson lub Lucia Bronzetti. Kawa zapewniła sobie awans na co najmniej 126. miejsce w rankingu, to da rozstawienie w kwalifikacjach Wimbledonu. A jeśli wygra w Modenie tytuł, będzie 120. lub 121.
    Tenisistka w jasnej koszulce i białej czapce z daszkiem ściska zaciśniętą pięść w geście triumfu, stojąc na korcie ziemnym.

    Katarzyna KawaFoto Olimpik/Nur PhotoAFP

    Paulina Czarnota-Bojarska o Mistrzostwach Świata i plotkach transferowych w Ekstraklasie.

  • Ogłaszają ws. dzikiej karty do Wimbledonu, decyzja zapadła. Ani słowa o Chwalińskiej

    Ogłaszają ws. dzikiej karty do Wimbledonu, decyzja zapadła. Ani słowa o Chwalińskiej

    Wimbledon rozpocznie się za nieco ponad dwa tygodnie, a Maja Chwalińska wciąż nie wie, jaka droga ją czeka. Polka nie jest jednak odosobniona. Angelo Mangiante ze “SkySports24” donosi bowiem, że pojawiły się dwie nowe prośby o dzikie karty dla wielkich postaci męskiego tenisa, a także zaakceptowano wniosek sióstr Williams. “Zagrają w Wimbledonie” – przekazał dziennikarz z Włoch.
    Maja Chwalińska

    Maja ChwalińskaTomasz JastrzębowskiEast News

    Maja Chwalińska tydzień temu zakończyła pisać swoją nieprawdopodobną historię. Polka wystąpiła w pierwszym w swojej karierze finale turnieju rangi Wielkiego Szlema. Co więcej, do meczu o tytuł w Roland Garros doszła od pierwszego spotkania eliminacji, tracąc na tej drodze ledwie seta.

    Polka z każdym meczem zdobywała coraz większą sympatię dzięki wynikom, ale także stylowi jaki prezentowała. W związku ze znakomitym turniejem Maja zanotowała skok w rankingu WTA o blisko 100 pozycji. W obecnym notowaniu Polka plasuje się w pierwszej trzydziestce, a mimo tego nie wie, czy w Wimbledonie zagra w drabince głównej.

    Ogłaszają decyzję Wimbledonu. Wiadomo, co z dzikimi kartami dla sióstr Williams

    Wiąże się to z zasadami, jakie są przyjęte. Wimbledon listy startowe pobierał bowiem przed Roland Garros, a wówczas Maja plasowała się na miejscu w drugiej setce. Taka pozycja pozwalała jej na awans do drabinki głównej przez kwalifikacje. Gdyby listy pobierano teraz Maja kwalifikacji by nie przechodziła, co więcej byłaby rozstawiona.

    Dziennikarz “SkySports24” ogłosił istotną wieść w kontekście rywalizacji pań, ale w deblu. “Kolejna wiadomość. Venus i Serena Williams zagrają w deblu na Wimbledonie z dziką kartą (ich prośba została już zaakceptowana)” – przekazał Angelo Mangiante w mediach społecznościowych.

    Ostatnie informacje o ruchach tenisistek dają także optymizm w kontekście Chwalińskiej, ale oficjalną decyzję powinniśmy poznać już niedługo.

    W dość podobnej sytuacji jest Włoch Matteo Berettini. Były finalista Wimbledonu do Roland Garros przystępował jako 105. tenisista świata, dzięki wycofaniom znalazł się jednak w drabince głównej. W Paryżu dotarł do ćwierćfinału. Dzięki temu wynikowi powrócił do pierwszej pięćdziesiątki rankingu.

    Mimo tego on również nie jest pewnym występu na londyńskiej trawie. W związku z tym złożył wniosek o dziką kartę, aby nie grać kwalifikacji. Tą drogą poszła także ubiegłoroczna rewelacja, która obecnie ma gigantyczne problemy. Człowiek, który był o krok od wyrzucenia Jannika Sinnera – Grigor Dimitrow. O szczegółach rozpisuje się włoski dziennikarz.

    “Jutro zarząd turnieju zbierze się, aby przyznać dzikie karty. Berrettini i Dimitrow zwrócili się z prośbą o dziką kartę do gry w turnieju głównym (kiedy zapisy zostały zamknięte, Matteo nie miał jeszcze punktów z ćwierćfinałów turnieju głównego i znajdował się poza pierwszą setką). Berrettini jest obecnie drugim rezerwowym poza turniejem głównym (pierwszym rezerwowym jest Molcan)” – przekazał Mangiante.

    “Jeśli w turnieju głównym nie będzie już żadnych rezygnacji, a Cazaux jest już poza grą i został uwzględniony, Matteo Berrettini, były finalista turnieju, będzie musiał zagrać w eliminacjach, chyba że otrzyma dziką kartę (to samo dotyczy Dimitrowa). Termin składania deklaracji uczestnictwa w turnieju upływa jutro, a oficjalne potwierdzenie nastąpi 15 czerwca” – podsumował.

    Paulina Czarnota-Bojarska o Mistrzostwach Świata i plotkach transferowych w Ekstraklasie. WIDEOPaulina Czarnota Bojarska

  • Smutek na Białorusi, to Fręch gra dalej w WTA 500. Dwa obronione meczbole

    Smutek na Białorusi, to Fręch gra dalej w WTA 500. Dwa obronione meczbole

    Magdalena Fręch wróciła do pełni zdrowia po kontuzji, jakiej doznała w trakcie Roland Garros. Po dwutygodniowej absencji Polka znów pojawiła się na zawodowych arenach. Nasza reprezentantka udała się do Berlina na mocno obsadzony turniej rangi WTA 500. Jej pozycja w rankingu nie pozwalała na bezpośrednie wejście do głównej drabinki, stąd musiała przystąpić do eliminacji. W pierwszym meczu obroniła dwa meczbole i zwyciężyła po tie-breaku trzeciego seta. Oto co się wydarzyło w stolicy Niemiec.
    Magdalena Fręch rywalizowała z Alaksandrą Sasnowicz w pierwszej rundzie eliminacji do turnieju WTA 500 w Berlinie

    Magdalena Fręch rywalizowała z Alaksandrą Sasnowicz w pierwszej rundzie eliminacji do turnieju WTA 500 w BerlinieArtur Widak / NurPHOTOAFP

    Ostatnim turniejem, w którym wzięła udział Magdaleny Fręch, był wielkoszlemowy Roland Garros. Po tym, jak uległa Jil Teichmann w drugiej rundzie, nasza reprezentantka wyznała, że zmagała się w tym meczu z kontuzją mięśni brzucha. Uraz wykluczył ją z dalszej rywalizacji w Paryżu, musiała się wycofać z debla. Kolejne dni poświęciła na regenerację i eliminację problemów zdrowotnych. Zawodniczka pochodząca z Łodzi sugerowała, że realnym terminem powrotu na zawodowe korty są zmagania rangi WTA 500 w Berlinie.

    I tak też się stało. Tenisistka plasująca się na 43. miejscu w rankingu zawitała do stolicy Niemiec. Niestety, rozgrywki w tej lokalizacji są mocno obsadzone i mimo stosunkowo wysokiej lokaty w kobiecym zestawieniu, 28-latka musiała przystąpić do rywalizacji od eliminacji. Została w nich rozstawiona z “3”. W pierwszej rundzie kwalifikacji trafiła na Alaksandrę Sasnowicz, znajdującą się o 80 lokat niżej od Polki. Mimo dużej różnicy w rankingu, przedmeczowe notowania wskazywały na równe szanse obu zawodniczek. Forma Fręch po kontuzji stanowiła pewną niewiadomą, a przeciwniczka posiadała już jedno spotkanie na trawie w tym sezonie.

    WTA Berlin: Magdalena Fręch już po meczu w pierwszej rundzie eliminacji

    Mecz rozpoczął się od serwisu Fręch. Polka pewnie utrzymała podanie, a po zmianie stron próbowała przełamać rywalkę. Mimo trzech break pointów na 2:0, ostatecznie Sasnowicz doprowadziła do remisu. To Alaksandra jako pierwsza zdołała zgarnąć “oczko” na returnie. Dokonała tej sztuki w piątym gemie. Magdalena natychmiast zniwelowała stratę i później panie konsekwentnie pilnowały własnych serwisów. Nasza reprezentantka próbowała wywrzeć presję w trakcie dwunastego rozdania, ale od stanu 30-30 punkty wędrowały na konto Białorusinki. Tie-break potoczył się po myśli 123. rakiety świata. Już przy wyniku 6-2 Sasnowicz miała premierowego setbola. Ostatecznie wykorzystała drugą okazję, zapisując na swoim koncie wynik 7:6(3).

    Fręch szybko zapomniała o wydarzeniach z końcówki poprzedniej partii. Już na starcie drugiej fazy spotkania wywalczyła przełamanie, potem je potwierdziła. W następnych minutach Białorusinka próbowała odrobić stratę. Nasza tenisistka pilnowała jednak wyniku, dwukrotnie wracała ze stanu 15-30 przy swoim serwisie. Z każdym momentem zbliżała się do zwycięstwa w secie. Próbowała go zamknąć już w dziewiątym gemie, ale Sasnowicz zdołała dorzucić czwarte “oczko”, mimo że przegrywała już 0-30. Po zmianie stron Magdalena dopięła już swego. Wykorzystała ostatnią z trzech okazji i wynikiem 6:4 doprowadziła do decydującej odsłony.

    Rozstawiona z “3” w eliminacjach zawodniczka próbowała zainaugurować decydującą części potyczki w taki sam sposób, jak poprzednią, czyli od przełamania. Tym razem Sasnowicz zdołała wyjść z opresji, obroniła break pointa. Kilka minut później Alaksandra posiadała dwie szanse z rzędu na 3:1. Wtedy od stanu 15-40 punkty wędrowały wyłącznie na konto Polki. Dzięki temu Magdalena wyrównała na 2:2. W kolejnych minutach Białorusinka dopięła już jednak swego i zrobiło się 4:2 dla 123. rakiety świata. Fręch od razu ruszyła do odrabiania strat. Gdy pojawił się wynik 15-40 z perspektywy serwującej Sasnowicz, nad kortem zagościły opady deszczu.

    Przerwa potrwała ponad godzinę. Zaraz po powrocie do rywalizacji Magdalena zniwelowała różnicę przełamania, potem doprowadziła do remisu. Panie wkroczyły w kluczową fazę pojedynku. W dziesiątym gemie Alaksandra posiadała dwa meczbole. Nasza reprezentantka wyszła jednak z opresji i walka o zwycięstwo wciąż trwała. Po chwili Białorusinka prowadziła 40-15 przy własnym podaniu, a mimo to nie zagwarantowała sobie co najmniej tie-breaka. Dała się przełamać, przez co Polka podawała po awans do decydującej fazy eliminacji.

    Nasza reprezentantka również doczekała się meczbola, ale podobnie jak rywalka wcześniej – nie domknęła pojedynku. Ostatecznie doszło do decydującej rozgrywki w trzecim secie. W tie-breaku Fręch opanowała sytuację. Co prawda Sasnowicz zgarnęła pierwszy punkt, ale potem wynik układał się po myśli Polki. Już przy stanie 6-3 pojawiły się kolejne okazje dla Magdaleny na zakończenie spotkania. Ostatecznie nasza tenisistka triumfowała 6:7(3), 6:4, 7:6(4) po 2 godzinach i 43 minutach gry. W decydującej rundzie eliminacji do turnieju WTA 500 w Berlinie zagra z rozstawioną z “7” Shuai Zhang.
    Kobieta w sportowym stroju tenisowym z rakietą w ręce, stojąca na korcie w trakcie meczu, wyrażająca zdziwienie lub dezaprobatę gestem dłoni.

    Magdalena FręchIZHAR KHANAFP
    Alaksandra Sasnowicz

    Alaksandra Sasnowiczstringer / ImagineChina / Imaginechina via AFPAFP
    Shuai Zhang

    Shuai ZhangAFP

    Felix Auger-Aliassime – Kamil Majchrzak.