Author: trevor

  • Dosadna diagnoza po meczu Świątek. “Sztywna ze strachu”

    Dosadna diagnoza po meczu Świątek. “Sztywna ze strachu”

    Iga Świątek wygrała z Karoliną Pliskovą w 2. rundzie Wimbledonu (6:1, 6:3). – Pliskova wyszła na ten mecz sztywna ze strachu. Pierwszy set powinien się skończyć 6:0 i trwać pięć minut krócej, ale Iga miała w pewnym momencie trochę za dużo inwencji własnej i przez to straciła kilka piłek. Jest jednak światełko w tunelu. Jest też jednak coś, co mnie hamuje przed postawieniem odważniejszej tezy – mówi nam Lech Sidor, twórca programu Trzeci Serwis na YouTube.
    Iga Świątek gładko wygrała z Karoliną Pliskovą, ale ten mecz niewiele mówi o formie Polki.

    Iga Świątek gładko wygrała z Karoliną Pliskovą, ale ten mecz niewiele mówi o formie Polki.Kieran McManus/ShutterstockEast News

    Tak, jak po pierwszym meczu Igi Świątek polały się łzy, tak po drugim był szeroki uśmiech na jej twarzy. Polka poza drobnymi perturbacjami na początku drugiego seta miała ten mecz pod kontrolą. Lech Sidor tonuje jednak nastroje. – Przełomu nie było. Natomiast jest światełko w tunelu – mówi tenisowy ekspert.

    Trudno mówić o weryfikacji Świątek

    – Na tle tak grającej Pliskovej, która wyszła na ten mecz sztywna ze strachu, trudno mówić o weryfikacji Świątek. Może ta weryfikacja nastąpi w kolejnym spotkaniu z Ealą. Ona gra trochę w stylu naszej Mai Chwalińskiej. Ma kąśliwy serwis i cięty backhand. Jeśli jednak Igi nie poniesie i nie będzie chciała wyważać otwartych drzwi, to powinna sobie poradzić – ocenia Sidor.

    Według naszego rozmówcy teraz sytuacja Świątek wygląda trochę tak, że największym zagrożeniem dla niej jest ona sama. – W ogóle ten jej stan mentalny jest taki, że nie pozwala mi to na postawienie twardej tezy. Choćby takiej, że teraz będzie już dobrze. Bo już nie raz szło pięknie, a kończyło się tragedią – zauważa Sidor.

    “Bez wiary”. Jedna dobra rada dla Świątek

    Mecz z Pliskovą daje więc nadzieję, ale nie daje żadnych odpowiedzi. – Nie może ich dać, bo Czeszka grała bez wiary. Przegrała wszystkie dotychczasowe mecze ze Świątek, jeden w Rzymie do zera, a teraz nawet wiatr wiał jej w oczy. O tym się nie mówiło, ale w trakcie meczu był taki poprzeczny wiatr, który przeszkadzał Pliskovej w serwisie. Ona wyrzuca piłkę najwyżej na świecie i jak nie ma idealnych warunków wietrznych, to jest to problem. Tym razem ten problem się pojawił i to była przeszkoda – analizuje Sidor.

    Wracając do Świątek, nasz rozmówca stawia tezę, że teraz chodzi już tylko o to, żeby zawodniczka trzymała się możliwie jak najmocniej wytycznych i planu trenera Francisco Roiga. – Jak myślę o ostatnich meczach Igi, to przypomina mi się Sakkari, która w Roland Garros gładko wygrała seta z Chwalińską, a potem zaczęła grać do góry nogami. Chciała pokazać światu, że potrafi inaczej, mocniej i przegrała. Iga też często robi ten błąd. Będzie w niej pokusa, żeby pokazać Eali przewagę fizyczną. Tego jednak nie powinna robić. Plan Roiga na cierpliwe i spokojne przebijanie, to dobry plan. Gdy był ten trudny moment meczu z Pliskovą, na początku drugiego seta, to Iga właśnie wróciła do takiego grania, zmusiła Pliskovą do biegania i wszystko wróciło do normy.
    Tenisistka w białym stroju i czapce z daszkiem okazuje silne emocje podczas meczu, trzymając rakietę tenisową.

    Iga ŚwiątekHenry NichollsEast News
    Kobieta w sportowej białej koszulce z logo marki Adidas stoi na tle zielonego kortu tenisowego, z wyrazem skupienia na twarzy.

    Karolina PliskovaOWEN HAMMOND/Nur PhotoAFP

    Kamil Majchrzak – Zachary Svajda. najlepsze akcje.

  • Oczekiwanie na mecz Świątek z Ealą, a tu taka wiadomość z Londynu. Alexandra pokonana

    Oczekiwanie na mecz Świątek z Ealą, a tu taka wiadomość z Londynu. Alexandra pokonana

    Wczoraj Iga Świątek rozegrała znacznie lepszy mecz niż z Taylor Townsend w pierwszej rundzie tegorocznego Wimbledonu. Nasza reprezentantka pewnie pokonała Karolinę Pliskovą. Chwilę później przekonaliśmy się, że rywalką Raszynianki w 1/16 finału będzie Alexandra Eala. Co ciekawe, zawodniczka z Filipin odbyła w czwartek jeszcze jeden pojedynek. 21-latka wróciła na kort i została wyeliminowana z gry podwójnej przez Jelenę Ostapenko – mimo wyraźnej przewagi w początkowej fazie potyczki.
    Alexandra Eala i Iga Świątek trafiły na siebie w trzeciej rundzie Wimbledonu 2026

    Alexandra Eala i Iga Świątek trafiły na siebie w trzeciej rundzie Wimbledonu 2026AL BELLO / CLIVE BRUNSKILL / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP

    W czwartek dobiegła końca rywalizacja w drugiej rundzie singla kobiet w ramach tegorocznego Wimbledonu. Wczoraj zobaczyliśmy w akcji zawodniczki z dolnej części drabinki, do której należy m.in. Iga Świątek. Raszynianka w dobrym stylu pokonała Karolinę Pliskovą. Czeszka nawiązała rywalizację tylko na początku drugiej partii, ale tym razem nasza reprezentantka zareagowała szybciej niż podczas starcia z Taylor Townsend. Dzięki temu zdołała zamknąć spotkanie bez straty seta – 6:1, 6:3.

    Niedługo po ostatniej piłce meczu Świątek z Pliskova poznaliśmy przeciwniczkę Igi w 1/16 finału. Będzie nią Alexandra Eala. Reprezentantka Filipin była zapracowana tego dnia. Po wygranym spotkaniu 3:6, 6:2, 6:0 z Mayą Joint, 21-latka miała tylko kilka godzin odpoczynku, bowiem wieczorem musiała wrócić na arenę. Na czwartek zaplanowano jej jeszcze drugi pojedynek – tym razem w deblu. Razem z Nikolą Bartunkovą stanęły przed trudnym zadaniem, bowiem po drugiej stronie siatki zameldowały się rozstawione z “8” Sofia Kenin oraz Jelena Ostapenko.

    Wimbledon: Porażka Alexandry Eali przed meczem z Igą Świątek

    Już w pierwszym gemie spotkania obserwowaliśmy break pointy. Kenin i Ostapenko posiadały dwie okazje na przełamanie, ale do “oczka” na returnie doszło dopiero kilka minut później – uzyskały go Bartunkova oraz Eala. Chwilę później wyszły na prowadzenie 3:0. W następnych minutach Sofia i Jelena próbowały odrabiać straty. W trakcie piątego rozdania zgarnęły breaka, dzięki czemu po zmianie stron serwowały po wyrównanie. Nikola oraz Alexandra odzyskały jednak przewagę przełamania. Tym razem “dowiozły” ją do końca partii, zwyciężając w niej 6:3.

    Zawodniczki z Czech i Filipin dobrze weszły w drugą część pojedynku. W trzecim gemie wywalczyły przełamanie, potem miały piłkę na 3:1. Od tego momentu rozpoczął się zwrot akcji. Rozstawione z “8” tenisistki odrobiły stratę breaka, a potem przetrwały zaciętego gema, w którym broniły trzech piłek na przełamanie. Po siedmiu rozdaniach było już 5:2 dla Kenin i Ostapenko. Przeciwniczki próbowały jeszcze zniwelować różnicę, w trakcie dziewiątego gema Bartunkova oraz Eala posiadały break pointa. Ostatecznie set zakończył się jednak wynikiem 6:3.

    Podczas decydującej odsłony Sofia i Jelena szybko wypracowały sobie prowadzenie 3:0 z przewagą podwójnego przełamania. Wtedy tenisistki z Czech oraz Filipin zgarnęły jedno “oczko” na returnie, ale później nastąpiła kolejna seria na korzyść zawodniczek rozstawionych z “8”. W efekcie w trzeciej partii doszło do pogromu – finalnie Kenin oraz Ostapenko triumfowały 3:6, 6:3, 6:1. Tym samym Bartunkova i Eala zostały wyeliminowane z deblowych rozgrywek, mogą się już skupić wyłącznie na singlowej rywalizacji. Czeszka zmierzy się dziś ze swoją rodaczką – Barborą Krejcikovą, a z kolei Alexandra ma dzień wolny przed sobotnią potyczką z Igą Świątek.

    Główne zmagania w Londynie potrwają do 12 lipca. Najważniejsze informacje dotyczące Wimbledonu można śledzić za pomocą specjalnej zakładki na stronie Interia Sport.
    Nikola Bartunkova

    Nikola BartunkovaAFP
    Sofia Kenin

    Sofia KeninBERTRAND GUAYAFP
    Tenisistka z wyrazem silnych emocji na twarzy trzyma rakietę do tenisa w uniesionej dłoni podczas meczu.

    Jelena OstapenkoWANG KAIYANAFP

    Elena Rybakina – Caty McNally. Skrót meczu

  • Super tie-break zamknął mecz finałowej rywalki Świątek. Mistrzyni Szlema za burtą

    Super tie-break zamknął mecz finałowej rywalki Świątek. Mistrzyni Szlema za burtą

    Dziś tenisiści nie mogą reprezentować Rosji, muszą grać jako sportowcy neutralni, co ma związek z agresją wojsk Putina, przy cichym wsparciu Białorusi, na Ukrainę. Sporo zawodniczek opuściło ten kraj, wystarczy wymienić Darię Kasatkinę, Warwarę Graczową, Anastazję Potapową czy Polinę Kudiermietową. Te “ucieczki” były oczywiście już wcześniej, Jelena Rybakina jest tego przykładem. Na przełomie XX i XXI wieku kierunek był jeszcze inny.

    Rodzice Sofii Kenin wyjechali z Rosji w poszukiwaniu lepszego życia w 1987 roku. Trafili do Nowego Jorku, mieli 300 dolarów. Głośno o tym było w 2020 roku, gdy Sofia, rozstawiona z “14”, awansowała do finału w Melbourne, ogrywając Ashleigh Barty. A później pokonała też w boju o tytuł Garbine Muguruzę. Jesienią zagrała też o tytuł w Paryżu – tę historię znają z kolei wszyscy polscy kibice. Iga Świątek wygrała wtedy w 84 minuty 6:4, 6:1 – zdobyła swój pierwszy tytuł.

    Kenin urodziła się jednak w Moskwie, bo rodzice chcieli, by na świat przyszła w otoczeniu rodziny, liczyli na pomoc. Szybko jednak wrócili do Nowego Jorku, później osiedlili się na Florydzie. Mając 3,5 roku Sofia chwyciła tenisową rakietę i zakochała się w tym sporcie.

    Inaczej wyglądało to u Anisimovej – jej siostra Maria urodziła się w Rosji, tam zaczęła grać w tenisa. A gdy miała 10 lat, w 1998 roku, rodzice wyjechali do USA. By dać córce lepsze szanse na rozwój. Tyle że Maria grała do końca studiów, a później odpuściła. Zrobiła karierę w biznesie, znalazła się na liście Forbesa 30 Under 30.

    Karierę zrobiła… Amanda, urodziła się w 2001 roku w New Jersey. To ona grała 12 miesięcy temu o tytuł w Londynie z Igą Świątek, wstydliwie przegrała go w 57 minut 0:6, 0:6. A później zrewanżowała się Polce w Nowym Jorku, dotarła do finału, ale po dwusetowej batalii uległa jednak Arynie Sabalence.

    Dziś zawodniczki, mające tak podobną historię i osiągnięcie, zmierzyły się w 1/32 finału Wimbledonu. Faworytką była Anisimova, choć w bezpośrednich rywalizacjach lepszy bilans miała Kenin.

    Wimbledon 2026. Sofia Kenin kontra Amanda Anisimova w amerykańskiej batalii o trzecią rundę

    Gdyby do starcia Kenin – Anisimova miało dojść na początku roku, w ciemno by można stawiać na tę drugą. Amanda zajmowała trzecie miejsce w rankingu WTA, z realną szansą na wyprzedzenie Igi Świątek. W Melbourne dotarła do 1/4 finału, później zaczęły się kłopoty. Krecz w Dosze, wycofania na mączce z Madrytu i Rzymu, zmiana trenera. W Paryżu niespodziewanie przegrała z Diane Parry, to Francuzka została rywalką Igi Świątek. A sprawdzian formy na trawie, w Queens, też wypadł przeciętnie. Choć i tak o dwa nieba lepiej niż u Kenin, która… przegrywała niemal wszystko.
    Tenisistka w białym stroju wykonuje energiczny bekhend, koncentrując się na lecącej piłce tenisowej.

    Sofia KeninNEIL HALLPAP/EPA

    Pierwszy set nie zapowiadał żadnych emocji, Amanda wygrała go bardzo gładko 6:2, w końcówce u Kenin całkowicie szwankował serwis. A to kończyło się kończyło kolejnymi przełamaniami.

    W drugiej partii sytuacja się jednak zmieniła o tyle, że jedna i druga miała break pointy. A udało się go w końcu wykorzystać Sofii, odskoczyła na 3:2, za chwilę poprawiła na 4:2. Anisimova miała jeszcze swoją szansę w dziesiątym gemie, uzyskała okazję przy 30-40, ale przegrała trzy ostatnie akcje.

    Decydował więc trzeci set, w nim do stanu 3:3 przełamywały się po dwa razy. A później już gładko wygrywały swoje gemy.

    Doszło więc do tie-breaka, granego do 10 punktów. W nim Kenin zaczęła popełniać błędy, siatka stała się jej barierą. I to siatka zatrzymała też piłkę przy stanie 3-9, gdy pojawił się pierwszy meczbol. Anisimowa wygrała, za moment chwyciła się za ucho, słuchając reakcji kibiców na Court 2.
    Uśmiechnięta tenisistka w białym stroju sportowym z dłonią przy uchu w geście nasłuchiwania, nosząca złoty łańcuszek i bransoletkę.

    Amanda Anisimova “słuchała” kibiców po swoim zwycięstwieHenry NichollsAFP

    Różnicę zrobił też jednak serwis, zwłaszcza w samej końcówce. Anisimova miała 20 asów i sześć podwójnych błędów, Kenin: też sześć błędów. I żadnego asa.

    A mimo tak dzielnie walczyła. Choć przegrała: 2:6, 6:4, 6:7 (3). Anisimova zagra o 1/8 finału z Madison Keys. Z Igą Świątek może się spotkać najwcześniej w półfinale.
    Zbliżenie dynamicznego uderzenia rakietą tenisową przez kobietę w sportowym stroju, z widocznym wysiłkiem na twarzy, włosami unoszącymi się w ruchu oraz opaską na głowie, tło rozmyte i neutralne.

    Sofia KeninFRANCK FIFEAFP
    Tenisistka ubrana w białą koszulkę unosi rękę, machając do widowni, z rakietą tenisową trzymaną w tle. Twarz kobiety jest uśmiechnięta, a na szyi ma sportowy wisiorek.

    Amanda AnisimovaHenry NichollsAFP

    Iga Świątek – Karolina Pliskova. Zwycięska piłka meczowa.

  • Kompletna konsternacja na konferencji Świątek. Tego nikt nie przewidział

    Kompletna konsternacja na konferencji Świątek. Tego nikt nie przewidział

    Dosłownie był tylko jeden moment w trwającym nieco ponad godzinę meczu Igi Świątek z Karoliną Pliskovą, gdy poziom gry Polki zaliczył mały spadek. Z trudniejszego położenia wygrzebała się w mgnieniu oka i z tego faktu, choćby w porównaniu do pojedynku pierwszej rundy z Taylor Townsend, ale i wielu wcześniejszych, 25-latka była najbardziej zadowolona.

    Iga Świątek w jednej formie. Na korcie oraz na konferencji

    – Właśnie to podobało mi się w tym meczu, że w sumie jak popełniałam jakiś błąd, to od razu była korekta. Czułam się na tyle solidnie, że po prostu mogłam grać swoją grę, niezależnie od tego, co Karolina mogła zrobić z drugiej strony. Cały mecz byłam też dobrze skoncentrowana, więc za mną na pewno pozytywny dzień – uśmiechała się Iga Świątek, którą dziennikarz porównał do tenisowego… MacGyvera. Bohater tego niegdyś popularnego serialu z kawałka sznurka i zestawu śrubek potrafił zrobić dosłownie wszystko.

    Dzisiaj na konferencji prasowej zgadzało się kompletnie wszystko. A najlepsze było to, że Świątek swoim luzem i sposobem zachowania korespondowała z tym, co chwilę wcześniej zaprezentowała na korcie. Można było przed meczem obawiać się płaskich uderzeń 34-letniej Czeszki, ale Iga zagrała wspaniale na returnie, zupełnie wytrącając przeciwniczce jakiekolwiek atuty.

    Korespondent Interii skierował rozmowę na to, że często patrzymy w kierunku dużych rzeczy, a warta podkreślenia jest niewiarygodna regularność naszej gwiazdy. Na 26 występów wielkoszlemowych zaliczyła dotąd komplet 26 awansów co najmniej do trzeciej rundy tych najtrudniejszych zmagań świata. Słuchając tej statystyki i pytania tenisistka nie ukrywała zadowolenia, wymownie się uśmiechając. Przyznała, że zupełnie nie była tego świadoma.

    Pięć setów Majchrzaka w Londynie. Wszystko jasne ws. powtórki finału z Holandii

    – Nie wiedziałam o tym, bo szczerze mówiąc tego nie liczę. Przy czym wiem, że jestem z tych zawodniczek, która przechodzi pierwsze rundy, więc super. Zawsze staram się być gotowa do każdego meczu, niezależnie od tego, jaka jest przeciwniczka – odparła bohaterka dnia, a następnie kontynuowała:

    – Wiadomo, że w pierwszych rundach można wylosować raczej dziewczyny z niższym rankingiem i łatwo jest podejść do tych spotkań bardziej nonszalancko. A ja zawsze jestem gotowa od początku turnieju. I wiem, że w Wielkim Szlemie też mogą zdarzyć się różne niespodzianki. Dlatego ta czujność też mi pomaga być stabilną i gotową od pierwszych meczów – podsumowała tak miły sobie wątek trzecia tenisistka świata.

    Z Wimbledonu –

    Kobieta w białej koszulce siedzi za stołem z dwoma mikrofonami, przy którym stoi butelka wody, w tle widoczny fragment boiska tenisowego.

    Iga ŚwiątekArtur GacPUSTE

    Iga Świątek – Karolina Pliskova. Zwycięska piłka meczowa.

  • Świątek nawet nie zdążyła podziękować rywalce. Od razu komunikat.

    Świątek nawet nie zdążyła podziękować rywalce. Od razu komunikat.

    Po pierwszej rundzie łzy ulgi, po drugiej – promienny uśmiech. Iga Świątek zafundowała sobie na początek Wimbledonu huśtawkę nastrojów, ale w dobrym stylu zameldowała się w III rundzie. Przekonujące zwycięstwo nad Karoliną Pliskovą (6:1, 6:3) pozwoliło Polce dołączyć do wąskiego grona tenisistek, które w każdym z czterech turniejów wielkoszlemowych mają na koncie przynajmniej 20 singlowych zwycięstw.

    Iga ŚwiątekAndrew Schwartz/SIPAEast News

    Iga Świątek pojawiła się w Londynie, by stanąć do batalii o obronę tytułu sprzed roku. Stawka jest niebagatelna – 2000 rankingowych punktów. Pierwsze dwie rundy Polka ma już za sobą.

    Na inaugurację turnieju potrzebowała trzech setów, by pokonać Taylor Townsend. Nie bez trudu wygrała spotkanie 6:1, 2:6, 6:3. Po zejściu z kortu nie powstrzymała łez, co odebrano jako wyraz ulgi.

    Oto czego Świątek dokonała na Wimbledonie. Zareagowali nawet w Paryżu

    Iga Świątek rozdaje karty w Wielkim Szlemie. W każdym turnieju tej rangi wygrała przynajmniej 20 pojedynków

    W czwartkowe popołudnie Raszynianka przystąpiła do rywalizacji z Karoliną Pliskovą. Tym razem poszło gładko. Wygrana 6:1, 6:3 w naturalny sposób zrodziła na twarzy trzeciej rakiety świata uśmiech satysfakcji.

    Świątek nie zdążyła jeszcze podziękować Czeszce za grę, gdy w sieci ukazał się komunikat. Serwis Opta Ace poinformował, że Polka jest dopiero piątą wciąż aktywną tenisistką, która w każdym z czterech turniejów wielkoszlemowych wygrała przynajmniej 20 spotkań. Znalazła się na jednej liście obok Sereny Williams, Venus Williamas, Eliny Switoliny i Madison Keys.

    Aktualny bilans Igi wygląda następująco: 43 zwycięskie mecze w Roland Garros, 26 w Australian Open, 24 w US Open i od dzisiaj 20 w Wimbledonie.

    – Pierwsza runda na pewno była pełna emocji, ale dziś czułam, jakby to był kolejny dzień w biurze – oznajmiła Świątek po wygranej z Pliskovą. – Musiałam być gotowa, musiałam patrzeć trzeźwo na sytuację i podejmować dobre decyzje. Zawsze jest lepiej, gdy jestem w stanie to zrobić. Dziś był dobry pod tym względem dzień. Byłam konsekwentna i skupiona, więc jestem zadowolona z występu.

    W III rundzie najlepsza polska tenisistka zmierzy się z Filipinką Alexandrą Ealą. Spotkanie zostanie rozegrane w najbliższą sobotę, 4 lipca. Relacja live w sportowym serwisie Interii.
    Tenisistka w białym stroju i czapce skupiona podczas meczu, trzymająca rakietę w pozycji gotowości do odbioru piłki.

    Iga ŚwiątekKENTARO TOMINAGAAFP
    Tenisistka w białym stroju sportowym i czapce z daszkiem wyraża emocje podczas meczu, trzymając rakietę tenisową w prawej ręce.

    Iga ŚwiątekHENRY NICHOLLS / AFP AFP
    Tenisistka w białej koszulce bez rękawów i fioletowej czapce z daszkiem trzyma ręcznik i wskazuje palcem w dół, wydaje się być zaangażowana w rozmowę; w tle rozmazane, niebieskie elementy kortu tenisowego.

    Iga ŚwiątekElla Ling/ShutterstockEast News

    Iga Świątek jedną z głównych faworytek do wygrania Wimbledonu. Rywalki zmieniły podejście do Polki.

  • Świat czekał na mecz Świątek z Ealą. 3:6 Alexandry. Pogrom na koniec

    Świat czekał na mecz Świątek z Ealą. 3:6 Alexandry. Pogrom na koniec

    Już po losowaniu drabinki Wimbledonu, które odbyło się w ubiegły piątek, sporo mówiło się o potencjalnym starciu Igi Świątek z Alexandrą Ealą w trzeciej rundzie. Dziś panie walczyły o zagwarantowanie takiego pojedynku. Raszynianka w pewnym stylu pokonała Karolinę Pliskovą. Chwilę później zakończył się mecz reprezentantki Filipin. Rozstawiona z “29” tenisistka przypieczętowała bezpośrednią rywalizację w 1/16 finału, chociaż 21-latka zafundowała sobie dzisiaj spory rollercoaster emocji.
    Iga Świątek i Alexandra Eala znajdowały się kursie do bezpośredniego starcia w trzeciej rundzie Wimbledonu

    Iga Świątek i Alexandra Eala znajdowały się kursie do bezpośredniego starcia w trzeciej rundzie WimbledonuKentaro Tominaga / Yomiuri / The Yomiuri Shimbun via AFP / Ray Tang / ANADOLU / Anadolu via AFPAFP

    Iga Świątek zanotowała dzisiaj o wiele pewniejsze zwycięstwo niż w pierwszej rundzie tegorocznego Wimbledonu. Polka miała drobny kryzys na starcie drugiego seta, ale w czwartek zdołała go szybciej opanować. Ogólnie zaprezentowała się z bardzo dobrej strony. Wróciła ze stanu 0:2 15-30 i zapewniła sobie zwycięstwo 6:1, 6:3 w starciu z Karoliną Pliskovą. Potem nasza reprezentantka mogła oczekiwać na to, z kim przyjdzie jej się zmierzyć w kolejnej fazie wielkoszlemowych zmagań w Londynie.

    Rywalkę dla Raszynianki w 1/16 finału wyłaniał pojedynek pomiędzy Alexandrą Ealą oraz Mayą Joint. Reprezentantka Filipin była faworytką starcia z tenisistką, która w premierowej rundzie pokonała powracającą do singla po blisko czteroletniej przerwie Sereną Williams. Co ciekawe, Eala i Joint rozpoczęły swój pojedynek jeszcze zanim na kort centralny wyszły Świątek oraz Pliskova, a mimo to później sfinalizowały bezpośrednie starcie.

    Wimbledon: Alexandra Eala kontra Maya Joint w drugiej rundzie

    Mecz rozpoczął się od serwisu Eali. Reprezentantka Filipin już na “dzień dobry” została przełamana przez Joint. W dalszej fazie seta tenisistka z Australii kontrolowała sytuację. W piątym gemie miała nawet break pointa na 4:1. Wówczas Alexandra zdołała wyjść z opresji, ale Maya i tak doczekała się jeszcze jednego przełamania w tej partii. Dokonała tej sztuki podczas dziewiątego rozdania, wykorzystując trzeciego setbola na 6:3.

    Eala próbowała odpowiedzieć już na starcie drugiej części pojedynku. Wtedy Joint obroniła dwa break pointy, ale kilka minut później dała się przełamać, mimo okazji na 2:1. Wywalczenie przewagi pozwoliło rozstawionej zawodniczce nabrać rozpędu. Po tym, jak zgarnęła kolejne “oczko” na returnie w siódmym gemie, mogła zamykać partię przy własnym serwisie. Alexandra zapewniła sobie wynik 6:2, zdobywając dwa punkty z rzędu od stanu 30-30.

    W decydującej partii kluczowy okazał się początek. Na “dzień dobry” panie stoczyły niezwykle zaciętą rywalizację na przewagi, obie posiadały szansę na zdobycie gema. Ostatecznie Eala wykorzystała szósty break point i wyszła na prowadzenie. Podobna sytuacja wydarzyła się podczas trzeciego rozdania. Ten moment pozwolił turniejowej “29” nabrać wiatru w żagle. Już przy stanie 5:0 serwowała po awans do trzeciej rundy. Była jeszcze piłka na przełamanie dla Mayi, ale ostatecznie zawodniczka z Australii nie zdobyła ani jednego “oczka” w tym secie. Alexandra zwyciężyła 3:6, 6:2, 6:0. Dzięki temu zagra w sobotę z Igą Świątek.

    Główne zmagania w Londynie potrwają do 12 lipca. Najważniejsze informacje dotyczące Wimbledonu można śledzić za pomocą specjalnej zakładki na stronie Interia Sport.
    tenisistka w niebieskiej koszulce wykonująca zamach rakietą tenisową, skupiona podczas gry na tle jednolicie niebieskiego kortu

    Alexandra EalaAl BelloAFP
    Tenisistka w białej sukience i czapce z daszkiem wykonuje dynamiczne uderzenie forhendowe, skupiając się na żółtej piłce tenisowej tuż przed rakietą na korcie turniejowym.

    Maya JointKENTARO TOMINAGAAFP
    Tenisistka w białym stroju i czapce skupiona podczas meczu, trzymająca rakietę w pozycji gotowości do odbioru piłki.

    Iga Świątek mierzyła się z Karoliną Pliskovą w meczu o awans do trzeciej rundy WimbledonuKENTARO TOMINAGAAFP

    Iga Świątek – Karolina Pliskova. Zwycięska piłka meczowa.

  • Reakcja trybun na Igę Świątek mówiła wszystko. Polka sama to wywołała

    Reakcja trybun na Igę Świątek mówiła wszystko. Polka sama to wywołała

    Na najważniejszym obiekcie w Wimbledonie doszło do konfrontacji na pierwszy rzut oka dwóch zupełnie różnych, ale w gruncie rzeczy podobnych historii. Igę Świątek i Karolinę Pliskovą dzieli dziewięć lat, historycznie w różnych momentach odnosiły największe sukcesy, ale łączy je wspólny mianownik – obie pragną wrócić do swoich najlepszych wersji. Właśnie dziewięć lat temu przypadł okres prawie dwumiesięcznego królowania Czeszki w rankingu WTA.

    Iga Świątek szanowana do granic. Kort centralny docenia mistrzów

    Pliskova, z racji wieku i długiej walki o zdrowie, jednak jest już w zupełnie innym momencie kariery, 73. miejsce na świecie nie jest przypadkowe. Z kolei Iga Świątek wciąż ma mocarne ambicje i eksperci są zgodni: jeśli uwolni olbrzymi potencjał, na powrót może stać się zwyciężczynią największych turniejów. Sprawa jest jednak szalenie skomplikowana, czego namiastkę widzieliśmy na wczorajszym treningu Polki (opartym na poprawie wielu detali i szczególików), a także przytłaczający ciężar radzenia sobie z presją, o czym tak genialnie w wywiadzie dla Interii opowiada dzisiaj Agnieszka Radwańska – pokazując na swoim przykładzie, jak ten sport rujnuje, doprowadzając do stanu, gdy staje się wrakiem człowieka.

    Świątek, z bilansem 3-0 z Pliskovą, z którą po raz ostatni grała trzy lata temu w Montrealu, obłędnie weszła w pojedynek drugiej rundy. Czeszka nie istniała, bo Polka pilnowała podania, będącego ostatnio jej piętą Achillesową, a także na returnie grała bardzo poprawnie. Szybkie 4:0 było tego najlepszym dowodem. Pierwszy sprawdzian z wygrzebywania z problemu pojawił się w piątym gemie, gdy podanie 25-latki znów zaczęło szwankować. Efekt? Przegrywała 0:40 i broniła się przed przełamaniem. Była bliska powodzenia, ale w najważniejszym momencie popełniła drugi podwójny błąd serwisowy. I zastanawialiśmy się, czy znów nie powtórzy się coś, co ostatnio prześladuje Igę, czyli dłużej trwający dołek z trwonieniem wypracowanej przewagi.

    Pytanie o kobietę, Hurkacz wybuchł śmiechem. Cała prawda na konferencji

    Wszyscy głębiej odetchnęliśmy, bo tym razem nie zadziałało prawo serii. Słabo serwująca Pliskova pozwoliła Idze szybko wrócić od stanu 0:30 i bardzo ważny gem padł łupem Polki. Z pozycji trybun można było się napawać reakcją publiczności, stanowiącej międzynarodową mieszankę miłośników tenisa. Widać było, a przede wszystkim słychać, z jakim szacunkiem traktują 6-krotną mistrzynię Wielkich Szlemów. Zwłaszcza, gdy tacy zawodnicy potrafią wyczarować akcję, która jest dla koneserów.

    Ponadto znów z przyjemnością dało się dostrzec tą dziewczęcą radość w zachowaniu naszej gwiazdy, gdy kończącym forhendem, wcale nie mocnym lecz technicznym, przypieczętowała triumf w pierwszym secie 6:1.

    To, co mogło się podobać w grze Świątek, to wyraźne przejmowanie inicjatywy na korcie. Wybierała uderzenia, które rozpędzały Pliskovą po całej szerokości kortu. A gdy wychwyciła moment zakończenia, odprowadzała wymuskaną piłkę w narożnik zielonego dywanu.

    Drugi set i nowa-stara historia. Czy Pliskova podniosła jakość gry? Bardziej powtórzyła się prawidłowość, że podopieczna trenera Francisco Roiga źle wchodzi w drugie partie. I prędko znalazła się na musiku, po przełamaniu w drugim gemie przegrywając 0:2. Arcyważny wydawał się być trzeci gem i Czeszka zrobiła wiele, aby jeszcze bardziej nie zachwiać pewnością siebie Polki. W najważniejszym momencie popełniła podwójny błąd serwisowy, dzięki czemu Iga mogła charakterystycznie dla siebie zacisnąć pięść.

    Kiepściutki (to eufemizm) serwis Pliskovej sprawił, że Iga Świątek była coraz bliżej wypełnienia zadania. Droga do celu w sporcie, nawet coraz krótsza, jednak zawsze wymaga pokory, dlatego po przełamaniu na 3:2 jeszcze nic nie było podane na tacy.

    Gdy Iga podwyższyła wynik, widać było więcej luzu w jej grze, a co za tym idzie bardziej wycyzelowanych zagrań. Tysiące dłoni biły brawo, bo mogący pomieścić blisko 15 tysięcy widzów kort kocha nagradzać za doznania, które ściągają tu ludzi z całego świata. “Brawo” – poniosło się z ust Polki, gdy zbudowała swoim podaniem wynik 5:3. A po chwili, cudownie uśmiechnięta, mogła powiedzieć do siebie: Iga, to była naprawdę solidna robota!

    Z Wimbledonu – Artur Gac

    Tenisistka w białym stroju wykonuje dynamiczny zamach rakietą, skupiając się na odbiciu nadlatującej piłki tenisowej.

    Iga ŚwiątekAdam VaughanEPA
    Zawodniczka tenisowa w koncentracji przygotowująca serwis, trzymająca piłkę w lewej ręce na tle niewyraźnego zegara.

    Karolina PliskovaAdam VaughanEPA

    Iga Świątek: Cieszę się, że w trzecim secie wróciłam do solidnej gry z pierwszej partii.

  • Chwalińska wróciła do kraju. Oto szczegóły leczenia. Pomoże polski specjalista

    Chwalińska wróciła do kraju. Oto szczegóły leczenia. Pomoże polski specjalista

    Dariusz Ostafiński, Interia: Czy już pan poukładał sobie w głowie wszystko to, co stało się w poniedziałek?

    Wojciech Wrzoł, wiceprezes BKT Advantage Bielsko-Biała: Tu nie było czego układać. Od razu po tym, jak Maja skręciła sobie kostkę, było widać, że ciężko będzie domknąć ten mecz. Tajka dobrze grała, więc tu trzeba było Mai gotowej do gry na sto procent. Jakby to był inny turniej, to Maja pewnie by skreczowała. To był jednak Wimbledon, więc próbowała, brała przerwy medyczne, liczyła, że coś uda się jeszcze z tego wyciągnąć.

    Mecz z Linette, to było za mało

    Nie miała jednak szans.

    – Bez nóg się nie da. Niektórzy mówią, że 90 procent wyniku w tenisie to nogi, ale według mnie głowa waży więcej. Zresztą świetnym przykładem był trzeci set meczu Mai, gdzie rywalka liczyła, że zagra byle co i wygra, A potem nie wiedziała, co się dzieje, głowa zaczęła szwankować i nagle zrobiło się 2:0 dla Mai. Dla mnie głowa to więcej niż 10 procent, nawet powiedziałbym 50 procent, ale bez nóg się nie da.

    Nie ma pan wrażenia, że ta dzika karta stała się w istocie takim “zatrutym prezentem”? Maja sama przecież powiedziała, że nie była przygotowana na ten turniej.

    – Tak nie można podchodzić. Była przygotowana, ale nie była dostosowana do biegania po trawie w warunkach meczowych. Jeden mecz sparingowy z Linette, to za mało. Tu trzeba zrobić więcej takich ślizgów, bo to poruszanie się po trawie jest inne. Natomiast fizycznie Maja była na ten Wimbledon gotowa na sto procent.

    Zabrakło dwóch meczów na trawie. Klub z Bielska tłumaczy

    Rację zatem mieli ci, którzy martwili się, że Maja nie zagrała przed Wimbledonem, choć dwóch meczów w jakimś turnieju na trawie.

    – Takie dwa mecze pod presją, gdzie idziesz na maksa, ze wślizgiem, do piłki na pewno dużo by dały. Rozwiązałyby sprawę. Mięśnie były przygotowane do innej nawierzchni. Ta pamięć mięśniowa była na mączce, a na trawie jest ona inna. Teraz możemy gdybać, że może Maja powinna była odpuścić tamtą piłkę, ale ona chciała wygrać ten mecz już w tamtym momencie.

    Skoro dwa mecze rozwiązałyby sprawę, to dlaczego zabrakło tego elementu przygotowań?

    – Z prostego powodu. Nie było na to czasu. Bardzo długo też nie wiedzieliśmy, czy ta dzika karta w ogóle będzie. Raczej obstawialiśmy, że nie, bo takie też były głosy. W takiej sytuacji Maja musiałaby grać kwalifikacje i to byłyby te dwa, trzy mecze na przetarcie. A jak się okazało, że dzika karta jest, to już nie były czasu.

    Mam w głowie słowa wielu ekspertów, którzy mówili, że Maja często dochodziła do takiego momentu, gdzie te drzwi kariery się przed nią otwierały, ale nagle wszystko się sypało. Głównie przez kontuzje.

    – To ja może wyjaśnię. Fizycznie, czyli wydolnościowo i sprawnościowo Maja zawsze była dobrze przygotowane. W tamtych przypadkach, o których pan mówi, to głowa była jej problemem. Jak ją coś w trakcie meczu zakuło, to zaczęła się bać. Od razu brała przerwę, żeby znów nie przechodzić tego, co kiedyś. I w sumie dobrze. Przed Roland Garros miała taki turniej, gdzie skreczowała, bo coś ją zakuło. Ta obawa została jej po kontuzjach. Ona w takich sytuacjach czuje, że coś może ją wyeliminować na dłuższy czas, a tego nie chce. Ona musi być silna i sprawna, bo jej tenis opiera się na bieganiu.

    I tu wracamy do meczu z Tajką. Przyznam, że zastanawiam się, czy to dalsze granie miało sens.

    – Jak powiedziałem, gdyby to nie był Wimbledon i gdyby nie ta dzika karta, to pewnie by skreczowała. Z drugiej strony chciała powalczyć. Ta kostka nie wyeliminowała jej do końca. Potem do tego doszły skurcze, który mogły się pojawić pod wpływem stresu. Maja wzięła fizjoterapeutę, próbowała, ale ta noga coraz mocniej ją blokowała.

    Chwalińską zajmie się specjalista od urazów kostki

    I to jest tylko skręcona kostka?

    – Maja jest po rezonansie w Anglii i żadnych innych poważniejszych urazów nie było widać.

    Kiedy zatem wróci do treningu?

    – Ciężko powiedzieć. To może być nawet za tydzień, czy za kilka dni. Na pewno najpierw wróci na siłownię, bo w tenisa nie może teraz grać. W Polsce zobaczy ją dobry ortopeda, specjalista od urazów kostki. Nie chcę jednak zdradzać szczegółów, zostawiamy dla siebie informację, gdzie odbędzie się ta konsultacja. Ona będzie dla nas wiążąca. Dopiero, jak lekarz powie, że jest ok, to wtedy Maja wróci. Przed Roland Garros też musiał trochę odpuścić, zrobiła to, a potem była w finale.

    A jak pana zdaniem Maja Chwalińska prezentowała się w tym pierwszym i jedynym meczu na wimbledońskiej trawie do momentu odniesienia kontuzji? Był pan zbudowany?

    – To był dobry, wręcz bardzo dobry mecz, jak zwrócimy uwagę na to, że pierwszy raz miała takie poważne granie na trawie. A jeszcze przeciwniczka się stawiała. Maja spisała się lepiej, niż można było myśleć. Wyciągała gema z 0:40. Do czasu, kiedy normalnie biegała, miała ten mecz pod kontrolą.

    Nie boi się pan, że to, co się stało, może ją w jakiś sposób załamać?

    – Nie. Wie, że nie przegrała z głową, nie przegrała ze sobą, ani nawet z przeciwniczką, która na początku trzeciego seta nie potrafiła trafić w kort. Przegrała ze zdrowiem. Jak się wyleczy, to wróci mocniejsza.

    Tak klub chce pomóc Chwalińskiej

    W połowie lipca ma grać w Hamburgu.

    – I jeśli będzie zdrowa, to poleci. A jak nie, to zobaczymy ją dopiero na twardych kortach w Ameryce. Trochę tego grania tam będzie, a na deser US Open.

    Już od kilku osób słyszałem, że granie na hardzie może być dla Mai trudne.

    – Na tych kortach nie ma tej rotacji, którą oddaje kort, nie ma też topspina i slajsa. Te dwie rzeczy uciekają. Jeśli jednak będzie sprawna, jeśli będzie mogła biegać, to nie powinno być źle. A jak będzie lekki wiatr, to też zyska. Teraz pytanie, jaka będzie nawierzchnia na US Open? Szybka, czy wolna. Wszystko zależy od tej ostatniej warstwy, jaką położą. Im więcej będzie piasku kwarcowego, tym lepiej, bo wtedy kort będzie wolniejszy. Na naszej klubowej hali w Bielsku w najbliższych dniach planujemy renowację harda, żeby był on podobny do tego w Stanach. Chodzi o parametry, głównie szybkość. To, mamy nadzieję, pomoże Mai lepiej się przygotować.

    A Maja już jest w Polsce?

    – Wróciła w środę, w czwartek lub w piątek ma w Warszawie konsultację u polskiego specjalisty, o której wspomniałem. Pewnie wolelibyśmy mówić o trzeciej rundzie i meczu z Muchovą. Byłoby ciekawe. Nie ma jednak co, trzeba patrzeć do przodu. Wyleczyć się, wrócić i znów pokazać trochę tego dobrego tenisa.
    Kobieta ubrana w sportową, białą koszulkę z widocznymi logotypami sponsorów trzyma w ręce żółtą piłkę tenisową, pochylając głowę w skupieniu.

    Maja ChwalińskaKENTARO TOMINAGAEast News
    Kobieta w białym stroju sportowym odbija piłkę tenisową rakietą, koncentrując się na uderzeniu.

    Maja ChwalińskaKIRSTY WIGGLESWORTHEast News

    “Będzie trzeba posprzątać” Niespodziewane problemy w hicie

  • Pytanie o Rosjanina. A Świątek ujawnia ws. siostry. Jednak, wydało się

    Pytanie o Rosjanina. A Świątek ujawnia ws. siostry. Jednak, wydało się

    Zaczęło się od pytania dotyczącego Rosjanina Daniiła Miedwiediewa, a skończyło na rodzinnym wyznaniu dotyczącym spraw rodzinnych. Taki skutek miał jeden z ostatnich wywiadów Igi Świątek z Polsatem Sport. Była liderka rankingu WTA ujawniła w nim pewną informację dotyczącą swojej starszej siostry Agaty, która niegdyś także była utalentowaną tenisistką. Zakończyła wprawdzie karierę, ale wróciła do sportu. Wiemy już, jakiego.

    Na zdjęciu Agata Świątek oraz Iga ŚwiątekArtur Widak / NurPhoto / NurPhoto via AFP / Polsat Sport Premium 1 (zrzut ekranu)AFP

    Iga Świątek walczy obecnie o obronę tytułu na Wimbledonie. W pierwszej rundzie nasza trzecia rakieta świata rozprawiła się w trzech setach z Amerykanką Taylor Townsend, a w drugiej czeka ją starcie z reprezentantką Czech – Karoliną Pliskovą, obecnie 73. zawodniczką w rankingu WTA.

    Podczas pobytu w Londynie Iga Świątek odnosi się jednak do kwestii nie tylko tenisowych. Wcześniej miała już okazję wskazać swojego faworyta rozgrywanych właśnie w Ameryce Północnej Piłkarskich mistrzostw świata. Teraz natomiast miała okazję przed kamerą Polsatu Sport zabrać głos w sprawie padla. A punktem wyjścia w dyskusji było spotkanie, w którym wystąpiła o boku rosyjskiego tenisisty Daniiła Miedwiediewa.

    Wimbledon. Iga Świątek mówiła o padlu. I ujawniła ws. siostry Agaty

    – Grałaś w padla z Daniiłem Miedwiediewem. Padel zyskuje coraz większą popularność na świecie. Co byś doradziła młodym ludziom? To jest fajne? Miałaś frajdę z tego? Grałaś w padla dla zabawy z Daniiłem? Czy to jest trudne dla Ciebie? – zagadnął naszą najlepszą tenisistkę znany dziennikarz Tomasz Lorek.

    – Nie wiem, czy można powiedzieć, że ktoś mnie podziwiał, bo w sumie nic nie zagrałam tam tak, jak powinnam. Ale na pewno jest to fajna zabawa, zwłaszcza jak się pozna reguły, bo jednak dla tenisisty przestawienie się z tych tenisowych zasad jest dość wymagające – odpowiedziała Iga Świątek.

    A następnie ujawniła, że padel stał się wielką pasją jej starszej siostry Agaty.

    – W sumie moja siostra cały czas gra. Bierze nawet udział w jakichś ligach i w ogóle – przekazała wciąż obecna mistrzyni Wimbledonu.

    Warto przypomnieć, że Agata Świątek podobnie jak siostra podążała niegdyś tenisową ścieżką, z której zeszła jednak między innymi na skutek problemów zdrowotnych. A teraz – jak się okazuje – wróciła jednak do aktywnego uprawiania sportu.

    Iga Świątek przyznała jednak, że odpowiednia może być odwrotna droga i to padel może okazać się dobrym wstępem do oswojenia się z całą rodziną sportów polegających na przebijaniu piłki nad siatką.

    – Myślę, że dla kogoś, kto nigdy nie grał w sporty rakietowe, padel jest o wiele prostszy niż tenis. I można się przy nim posocjalizować nieco bardziej, bo jednak jest się bliżej ludzi. Więc w sumie super, że też będzie to sport olimpijski, bo to pokazuje też, jak świat idzie do przodu i różne inne dyscypliny zyskują popularność
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem zasłania usta dłonią, wyrażając zaskoczenie lub silne emocje, na tle rozmytej trybuny z czerwonymi elementami.

    Iga ŚwiątekMAHOUDEAU Clement / KMSP / KMSP via AFP AFP

    Iga Świątek jedną z głównych faworytek do wygrania Wimbledonu. Rywalki zmieniły podejście do Polki.

  • O której gra Iga Świątek? Gdzie oglądać mecz z Karoliną Pliskovą? [TRANSMISJA, WIMBLEDON]

    O której gra Iga Świątek? Gdzie oglądać mecz z Karoliną Pliskovą? [TRANSMISJA, WIMBLEDON]

    Iga Świątek zagra z Karoliną Pliskovą w II rundzie Wimbledonu 2026. Jak dotąd Polka nie przegrała z Czeszką, ale będzie to ich pierwsza konfrontacja na trawie. Spotkanie zostanie rozegrane dzisiaj 2 lipca. O której godzinie gra Iga Świątek? Gdzie obejrzeć w TV mecz Świątek – Pliskova? Transmisja na żywo. Relacja tekstowa i wynik w Interii Sport.
    Iga Świątek odbija żółtą piłkę na trawiastym korcie podczas Wimbledonu 2026, w białym stroju, w tle widownia.

    Iga Świątek podczas Wimbledonu 2026KENTARO TOMINAGAAFP

    Mecz Iga Świątek – Karolina Pliskova w II rundzie Wimbledonu 2026 zostanie rozegrany dzisiaj 2 lipca o godzinie 14:30 na korcie centralnym. Transmisję na żywo w TV z tego spotkania będzie można obejrzeć na kanale kanałach Polsatu Sport 1 i Polsatu Sport Premium 1. Z kolei stream online będzie dostępny dla abonentów platformy Polsat Box Go. Relacja tekstowa oraz wynik na stronie Interii Sport.

    Iga Świątek – Karolina Pliskova. Forma zawodniczek przed Wimbledonem

    Iga Świątek (WTA 3) nie bez problemów przeszła przez I rundę tegorocznego Wimbledonu. W niej zmierzyła się z Amerykanką Taylor Townsend. Pierwszego seta wygrała bardzo pewnie, bo 6:1, ale w kolejnym role zupełnie się odwróciły i tym razem przeciwniczka zwyciężyła 6:2. Na szczęście w ostatniej partii Polka pozbierała się, wróciła do gry z początku spotkania i triumfowała 6:3. Te wahania dyspozycji w trakcie jednego pojedynku, a także wymowne łzy po jego zakończeniu nie napawają optymizmem przed dalszą częścią turnieju.

    W II rundzie Świątek zmierzy się z Karoliną Pliskovą (WTA 73). Czeszka w I rundzie zmierzyła się ze swoją rodaczką Terezą Valentovą i wygrała pewnie, bo 6:3, 6:4. Przed Wimbledonem Pliskova wzięła udział w turnieju na trawie w Nottingham, w którym dotarła do półfinału. Uległa w nim innej tenisistce z Czech – Marii Bouzkovej. To pokazuje, że 34-letnia finalistka Wimbledonu z 2021 roku może być w całkiem dobrej formie, co wyraźnie kontrastuje z odpadnięciem przez Świątek w pierwszym meczu na turnieju w Bad Homburg.

    Obie tenisistki miały jak dotąd zmierzyć się sześciokrotnie, ale tylko cztery pojedynki doszły do skutku. Wszystkie padły łupem Igi Świątek, a ostatni miał miejsce niespełna trzy lata temu podczas turnieju w Montrealu. Dwa spotkania nie odbyły się z powodu niedyspozycji Czeszki. Pliskova pozostaje jedyną tenisistką, która oddała Idze dwa mecze walkowerem. W obu przypadkach miało to miejsce w turniejach na Bliskim Wschodzie. W Dubaju (ćwierćfinał, 2023) powodem była infekcja wirusowa i gorączka, z kolei rok później w Dausze (półfinał) – uraz przeciążeniowy pleców. Dzisiejszy mecz będzie za to ich pierwszym w historii na nawierzchni trawiastej.

    Iga Świątek – Karolina Pliskova. Wimbledon. O której i gdzie obejrzeć? [TRANSMISJA NA ŻYWO, TV]

    Transmisję na żywo w TV z tego spotkania będzie można obejrzeć na kanale kanałach Polsatu Sport 1 i Polsatu Sport Premium 1. Z kolei stream online będzie dostępny dla abonentów platformy Polsat Box Go.
    Tenisistka w białym stroju i czapce z daszkiem, z rakietą tenisową w dłoni, wyrażająca intensywne emocje podczas meczu.

    Iga ŚwiątekHenry NichollsAFP
    Kobieta w sportowej białej koszulce z logo marki Adidas stoi na tle zielonego kortu tenisowego, z wyrazem skupienia na twarzy.

    Karolina PliskovaOWEN HAMMOND/Nur PhotoAFP

    Iga Świątek: Cieszę się, że w trzecim secie wróciłam do solidnej gry z pierwszej partii.