Author: trevor

  • Wielka radość u Łukaszenki. Wszystko przez Sabalenkę, Białorusini już ogłosili

    Wielka radość u Łukaszenki. Wszystko przez Sabalenkę, Białorusini już ogłosili

    Pomimo tego, że Aryna Sabalenka niespodziewanie zakończyła rywalizację na Roland Garros już na ćwierćfinale, sensacyjnie przerywając w trzech setach z Dianą Sznajder (6:3, 5:7, 0:6), a później już na 4. rundzie zakończyła rywalizację na Wimbledonie – przegrywając z Naomi Osaką 2:6, 6:7(2:7), to Białorusinka nadal pozostała na czele światowego rankingu.

    Urodzona w Mińsku zawodniczka musi się jednak mieć na baczności, bo po piętach depcze jej Jelena Rybakina, która w najnowszym rankingu ma 8143 punkty (Sabalenka 8550). Najlepsza obecnie rakieta na świecie ma jednak sporo powodów do radości, co idealnie widać po nagraniu, jakie pojawiło się w mediach społecznościowych.

    Białorusini pochwalili się bowiem tym, jak Sabalenka została przywitana w swojej ojczyźnie po powrocie z Wimbledonu. Na płycie lotniska czekała na nią niezwykła niespodzianka.

    Pod schodami samolotu rozwinięto czerwony dywan, a tuż przed nim ustawiono kobiety i mężczyzn w tradycyjnych stojach ludowych. Kiedy tylko liderka rankingu WTA wyszła z pojazdu w towarzystwie swojego narzeczonego, rozległa się głośna muzyka i śpiewy.

    – Aryna, jesteś w domu! Samolot z pierwszą rakietą świata, jej narzeczonym Georgiosem Frangoulisem oraz pupilem Ashem wylądował w Mińsku. Ludowe pieśni i tańce, tradycyjny chleb z solą – na Arynę bardzo czekano na Białorusi – czytamy w opisie nagranie, jakie pojawiło się na Instagramie.

    Gdy tylko trenisistka zobaczyła, jakie powitanie zgotowali jej rodacy, od razu zaczęła się szeroko uśmiechać i czekać na reakcję swojego partnera. Poźniej zaczęła tańczyć do muzyki na płycie lotniska.

    Po rywalizacji na kortach trawiastych, teraz zawodnicy i zawodniczki przenosić się będą na twardą nawierzchnię, przygotowując sie do US Open, które potrwa od 23 sierpnia do 13 września. Aryna Sabalenka po raz kolejny będzie bronić w Stanach Zjednoczonych tytułu. Wygrywała US Open zarówno w 2024, jak i 2025 roku.

    Jelena Rybakina to obecnie największa rywalka Sabalenki. Trzecia w stawce Coco Gauff ma na swoim koncie prawie 2250 punktów mniej od liderki. Iga Świątek z kolei spadła aż na 8 miejsce po tym, jak zakończyła szybko rywalizację na londyńskich kortach.
    tenisistka w różowym stroju wyraża silne emocje, stoi z otwartymi ustami w geście krzyku na korcie tenisowym, w tle rozmazana postać sędziego

    Aryna SabalenkaPhoto by CLIVE BRUNSKILL / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / GETTY IMAGES VIA AFPAFP
    Kobieta w sportowym stroju na korcie tenisowym wykonuje gest pocałunku skierowanego do publiczności, w tle widoczny rozmyty tłum kibiców.

    Aryna SabalenkaWILLIAM WESTAFP
    Tenisistka w sportowym stroju, trzymająca rakietę, macha ręką w stronę publiczności na korcie, w tle widzowie na trybunach.

    Aryna SabalenkaWILLIAM WESTAFP

    Poważna kontuzja serbskiej siatkarki. Masa Kirov zerwała więzadło.

  • Grała dla Niemiec, reprezentuje Polskę. Tak potraktowała Rosjankę w Austrii

    Grała dla Niemiec, reprezentuje Polskę. Tak potraktowała Rosjankę w Austrii

    Turnieje WTA z głównego cyklu, nawet te rangi 250, choć bardziej 500 i 1000, a zawody ITF to dwa zupełnie inne światy. W tych ostatnich, gdy ranga jest niska, znacznie mniejsze są świadczenia organizatorów, nie mówiąc już o samych nagrodach. A zawodniczki czy zawodnicy sami chodzą po piłki. Czasem nie ma nawet sędziów liniowych.

    Aby mieć w miarę pewne miejsce w głównym cyklu, móc odpowiednio układać kalendarz startów, trzeba być jednak w TOP 100 na świecie. Przekonywała się o tym Maja Chwalińska, która jeździła na większe zawody ITF, dostawała się do WTA 125, ale już z 250-tkami pojawiały się kłopoty. A w tych o randze 1000 nie zawsze była w stanie zmieścić się w drabince kwalifikacji.

    W jej życiu wszystko zmienił jeden turniej – tegoroczny Roland Garros. Od kwalifikacji do szła do finału, wygrała dziewięć pozycji. Dziś jest w okolicach 20. pozycji na świecie, ma pewny wstęp do Toronto, Cinncinati czy Nowego Jorku. A później do Tokio, Wuhanu i każdego mniejszego turnieju, w którym będzie chciała zagrać.

    Aby dostać się do kwalifikacji Wielkiego Szlema i choćby mieć szansę na powtórzenie historii Mai, zawodniczka musi być najdalej 220. na świecie – ta granica może delikatnie się zmieniać. W Londynie o włos od tego znalazła się Martyna Kubka, w Nowym Jorku powinna już wystąpić.

    A dalej w kolejce są Gina Feistel i Weronika Falkowska, które ten tydzień świetnie zaczęły w Kitzbühel i Stambule.

    WTA 125 w Austrii. Gina Feistel kontra Julia Awdiejewa. Dwa krótkie sety, klęska faworytki

    23-letnia Feistel to córka wielokrotnej mistrzyni naszego kraju i olimpijski – Magdaleny Mróz-Feistel. Mama była 192. na świecie w singlu, 91. w deblu. Później wyjechała do Niemiec, tam urodziła się już Gina. I do 2022 roku reprezentowała Niemcy w oficjalnych zmaganiach ITF, grała z tamtejszą licencją. Aż w końcu zdecydowała się na reprezentowanie naszego kraju.

    W najlepszym momencie swojej kariery – pod koniec 2024 roku – była 296. w rankingu WTA. A później pojawiły się problemy zdrowotne, które spowolniły dobrze już zapowiadającą się karierę. Ostatnio coś jednak ruszyło, od początku roku 23-latka, reprezentująca Grunwald Poznań, przesunęła się o ponad 400 miejsc na liście, dziś znajdowała się na 321. pozycji. Był niedawno finał turnieju w Gdańsku, w zeszłym tygodniu ćwierćfinał w Hadze, ale też i cenne pojedyncze wygrane: z Jennifer Brady, Nurią Parrizas Diaz czy Marią Lourdes Carle.

    I widać też, że Gina najlepiej czuje się na kortach ziemnych.
    tenisistka w jasnożółtym stroju z niebieską czapką, trzymająca rakietę i unosząca obie ręce w geście radości, na tle rozmytej publiczności na trybunach

    Gina FeistelStach Antkowiak Reporter

    W tym tygodniu miała grać w zawodach ITF W50 w Darmstadt, pojawiła się jednak oferta występu w kwalifikacjach w Austrii. A impreza rangi WTA 125 to dla tenisistki z czwartej setki okazja ogromnego skoku, w razie odniesienia sukcesu.

    Feistel z niej skorzystała, w niedzielę pokonała Włoszkę Dilettę Cherubini 6:2, 6:2. Awansowała do głównej drabinki, tu wpadła na Rosjankę Julię Awdiejewą – tenisistkę numer 181 w rankingu, świeżo po półfinale turnieju w Aschaffenburgu (ITF W100).

    W całej swojej karierze Polka wygrała tylko dwa spotkania z wyżej klasyfikowanymi rywalkami. Tymczasem dziś od początku rozdawała karty, pomógł pierwszy gem. Awdiejewa miała w nim trzy break pointy, ale nie przełamała 23-latki. Sama zaś musiała się z tym pogodzić.

    W całym spotkaniu Rosjanka miała sześć takich okazji, nic z tego jej nie wyszło. A Polka punktowała ją bezlitośnie. 6:2 w pierwszym secie robiło wrażenie, powtórka tego w drugiej partii – jeszcze bardziej. Po 74 minutach sędzia Martine Stauder zakończyła to spotkanie.

    Feistel zagra więc o ćwierćfinał – jej rywalką będzie albo brazylijska specjalistka od mączki Laura Pigossi, stała bywalczyni turniejów WTA 125. Albo też 18-letnia Laura Samson, mistrzyni Wimbledonu juniorek w deblu z 2023 roku, kolejna wielka nadzieja czeskiego tenisa.

    W rankingu WTA “na żywo” Feistel awansowała już na 300. pozycję. Jeśli znajdzie się w najlepszej “8” turnieju, pobije swój rekord kariery.
    Tenisistka w jasnoniebieskiej spódniczce i żółtej koszulce z uniesionymi rękami oraz rakietą, wyrażająca radość po zdobyciu punktu na profesjonalnym korcie do tenisa, z widocznymi logotypami sponsorów w tle.

    Gina FeistelStach Antkowiak Reporter

    Jak będzie wyglądała forma Igi Świątek? “Czy jeszcze będzie pięknie?”

  • Sensacja w meczu Linette w WTA Ateny. Wielka wpadka turniejowej “8”

    Sensacja w meczu Linette w WTA Ateny. Wielka wpadka turniejowej “8”

    Wimbledon zakończył się w niedzielę – finałowymi pojedynkami w singlu panów oraz deblu pań. A dla zawodniczek i zawodników z Polski – kilka dni wcześniej. Nie było takiej radości jak rok temu, gdy triumfowała Iga Świątek. Było sporo rozczarowań, ale i pecha. Tak wynikającego z losowania (Linette, Fręch), jak i kontuzji (Chwalińska, Hurkacz).

    Doświadczona tenisistka z Poznania już w pierwszej rundzie trafiła na Mirrę Andriejewą – piątą rakietę świata, mistrzynię Roland Garros. I choć walczyła, choć oba sety były ciasne, to jednak przegrała.

    Po niespełna dwóch tygodniach przerwy Linette wróciła do rywalizacji w głównym cyklu WTA – w nowym turnieju rangi 250 w Atenach. Została rozstawiona z “8” i jako faworytka przystępowała do potyczki z Japonką Mai Hontamą.

    Ta też grała w Wimbledonie, ale w eliminacjach. W drugiej rundzie w Roehampton uległa Ashlyn Krueger, choć urwała seta. A Amerykanka dotarła później do drugiego tygodnia singlowych zmagań, zatrzymała ją dopiero w czwartej rundzie Marta Kostiuk.

    WTA 250 w Atenach. Pierwszy mecz Magdy Linette. Rywalką 26-letnia Japonka

    Linette dziś jest 51., Hontama w całej swojej karierze tylko dwukrotnie wygrywała mecze z wyżej notowanymi tenisistkami – Shelby Rogers i Dajaną Jastremską. Fani kobiecego tenisa mogą pamiętać ją z potyczki jesienią 2023 roku w Tokio, gdy stoczyła ponad dwugodzinne starcie z Igą Świątek. Dla Polki była to pierwsza potyczka po US Open, w którym straciła fotel liderki na rzecz Aryny Sabalenki.
    Magda Linette

    Magda LinetteFOTO OLIMPIK / NURPHOTO / NURPHOTO VIA AFPAFP

    Początek spotkania był dla Poznanianki udany – owszem, dwa gemy były zacięte, kończone na przewagi, ale jednak to Linette prowadziła po nich 2:0. A później zaczęły się niespodziewane problemy. Japonka, czego można się było spodziewać, ambitnie biegała po korcie. I dokładała do tego mocne uderzenia z forhendu, starała się maskować swój słabszy bekhend. Polka z kolei nie była w stanie wykorzystywać tej słabości rywalki.

    Przyszło więc pierwsze przełamanie dla Hontamy, na dodatek do zera, a później drugie – po trzeciej szansie i zepsutym stop woleju. Niepokoiły niewymuszone błędy Magdy, która próbowała rozrzucać Japonkę z lewej strony na prawą. I nieznacznie się myliła.

    Japonka prowadziła 3:2, serwowała i… znów sytuacja się zmieniła. Magda zaczęła dominować, wygrała dwa kolejne gemy, miała trzy break pointy na 5:3. Aż trudno uwierzyć, ale po kilku minutach to Hontama wygrywała 5:4 i serwowała po seta. Wróciły niedawne grzechy w grze Polki, pojawiły się problemy związane z dostosowaniem się do podmuchów wiatru. A Hontama radziła sobie z pogodą nadspodziewanie dobrze. To ona uzyskała trzy piłki setowe – wykorzystała drugą, po niecelnym returnie Polki. Po 47 minutach gry zawodniczka z Azji wygrała 6:4.

    Druga partia znów zaczęła się tak samo – dwa pierwsze gemy dla Linette, delikatna poprawa uderzeń z bekhendu, ograniczenie ilości własnych błędów. A później wróciły te same kłopoty – duża niedokładność w kluczowych momentach. Polka dwukrotnie została przełamana, mogła prowadzić 4:1, miała w górze woleja. A zamiast tego zrobiło się 3:3.

    Te błędy i nierówna gra męczyły już zawodniczkę z Poznania do samego końca. Prowadziła 4:3 i 5:4, ale tym razem nie potrafiła przełamać już Japonki. Pojawiły się problemy w arcyważnym gemie numer 11 – stan 0:30. I gdy już wydawało się, że Magda wyjdzie z tego, miała przewagę, została przełamana. Sama chwytała się za głowę po wolejowych błędach, które popełniała pod siatką.

    Hontama wykorzystała tę sytuację – dorzuciła brakującego gema, wygrała spotkanie 6:4, 7:5. To jej pierwsze zwycięstwo w głównej drabince turnieju WTA 250 od… września 2024 roku.
    Kobieta o prostych, brązowych włosach ubrana w biały, oversize’owy żakiet z głębokim dekoltem i czarną tasiemką zawiązaną na szyi, stojąca na tle marmurowej ściany z widocznymi czarnymi napisami.

    Magda LinettePiotr FotekEast News
    Mai Hontama

    Mai HontamaAFP

    Najlepsze akcje Wimbledonu 2026 – mężczyźni.

  • A jednak, fatalna diagnoza dla Świątek. Nie ma co już dłużej tego kryć

    A jednak, fatalna diagnoza dla Świątek. Nie ma co już dłużej tego kryć

    “Uważam, że jako sportowiec bardzo szybko zabłysła i równie szybko przygasła. Nie chcę tu szukać sensacji, bo to wciąż wielka tenisistka. Zawsze startuje jako faworytka i potrafi seryjnie zdobywać tytuły wielkoszlemowe. Przeżywa jednak potężny kryzys, wręcz na granicy wypalenia” – tak o Idze Świątek w studiu Polsatu Sport powiedział Maciej Synówka, trener tenisa i ekspert.

    Od razu ocenił, w jaki sposób polska tenisistka mogła odebrać swoją porażkę w trzeciej rundzie tegorocznego Wimbledonu. Jego słowa brzmią alarmująco.

    “Potężny cios” dla Igi Świątek. Nie tak miało być

    Zdaniem Synówki odpadnięcie z Wimbledonu już w pierwszym tygodniu imprezy to dla Świątek “potężny cios”. “Życzę jej, aby potrafiła to wszystko na nowo poukładać. Myślę zresztą, że ma obok siebie świetnych fachowców” – stwierdził.

    Trzymam za nią mocno kciuki, życzę dużo odpoczynku i samych świeżych pomysłów na dalszą karierę

    Dostrzegł też “ogromną zmianę w nastawieniu Igi”. W tym kontekście odnotowuje jej słowa o konieczności “przemyślenia swojego sposobu pracy”.

    “Iga ma już po prostu dość tego, aby oceniać samą siebie tylko przez pryzmat wyników. Nie chce już ciągle za nimi gonić, a to znaczy, że szuka czegoś nowego. Bardzo się cieszę, że weszła na tę ścieżkę” – wyjaśnił.

    To nie wszystko. Trzy grosze dorzucili jeszcze Filip Gawęcki i Dawid Olejniczak.

    Świątek powinna odpocząć od kortu? “Brak radości z gry”

    Słowa “kryzys” w kontekście tego, co dzieje się obecnie z Igą Świątek, użył również Filip Gawęcki, prowadzący magazyn “Halo tu Wimbledon”. I on zasygnalizował, że szybkie pożegnanie z Londynem – zwłaszcza, że Polka przystąpiła do zawodów jako obrończyni tytułu – to niemiła niespodzianka.

    “Z punktu widzenia tego, jak zaczyna turniej obrończyni tytułu, to na pewno wynik poniżej oczekiwań, ale przede wszystkim chyba ten kryzys rzuca się w oczy, ten brak radości z gry. Tutaj największy taki znak zapytania: co dalej? Jak ma wyglądać ten sezon Igi Świątek?” – dociekał.

    W dyskusję wdał się Dawid Olejniczak, zwycięzca ATP Challenger Tour w grze pojedynczej (2008). Jego zdaniem Iga Świątek powinna rozważyć przerwę od kortu.

    “To, czy Iga spadnie na ósme, czy na dziesiąte, czy na dwudzieste miejsce, moim zdaniem, nie ma w tym momencie żadnego znaczenia. Ona musi poukładać swoje sprawy. Nie wiem, może nawet zrobić sobie przerwę” – osądził.

    Dziś tam chyba widziałem, na wakacjach była, bo zdjęcia się pojawiły

    Olejniczak twierdzi, że w przypadku Igi lepiej byłoby patrzeć długofalowo, poszukać radości z gry i poprosić o współpracę kogoś, kto sam niegdyś odnosił sportowe sukcesy.

    “Na jej miejscu, mając takie możliwości finansowe, jeśli chodzi też o status, już dawno zatrudniłbym byłą mistrzynię lub byłego mistrza dyscypliny. Kogoś, kto tę drogę, którą Iga przechodzi, zna z autopsji, jako zawodnik, który teraz jest trenerem. Tacy ludzie są na rynku, tylko trzeba umiejętnie po nich sięgnąć i chcieć po nich sięgnąć. Nie wiem, czy Iga chce” – podsumował.

    Emocje w tie-breaku. Nerwowa reakcja Igi Świątek. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

  • To naprawdę się stało. WTA potwierdza nad ranem ws. Świątek. Koszmar

    To naprawdę się stało. WTA potwierdza nad ranem ws. Świątek. Koszmar

    Jeszcze w niedzielę Iga Świątek mogła cieszyć się w teorii z miana trzeciej rakiety świata. W teorii, bo po triumfie Lindy Noskovej na Wimbledonie stało się jasne, że ubiegłoroczna triumfatorka z Londynu spadnie na ósmą lokatę w rankingu, co właśnie oficjalnie potwierdził portal WTA. To efekt jej porażki z Alexandrą Ealą w trzeciej rundzie tegorocznej edycji londyńskiej odsłony Wielkiego Szlema.

    Podobne obrazki oglądaliśmy po raz ostatni 26 maja 2025 roku. Wtedy także Raszynianka zajmowała ósme miejsce wśród najlepszych tenisistek świata, a potem zanotowała awans za sprawą dobrych występów na Rolandzie Garrosie i Wimbledonie, a także imprezie WTA w Bad Homburg.

    Nowy ranking WTA. Bolesny spadek Igi Świątek. Maja Chwalińska też traci pozycję

    Wobec kryzysu formy Igi Świątek nową “trójką” rankingu WTA została reprezentantka Stanów Zjednoczonych Jessica Pegula, a kolejne pozycje zajmują jej rodaczka Coco Gauff, Rosjanka Mirra Andriejewa oraz finalistki Wimbledonu – Karolina Muchova i Linda Noskova.

    Fotel liderki niezmieninie od 21 października 2024 roku pozostaje we własności Aryny Sabalenki. Jej przewaga nad Jeleną Rybakiną stopniała już jednak do zaledwie 407 punktów.

    Iga Świątek zdecydowała się na podsumowanie. “Dziękuję”. Tysiące polubień

    Nieznaczny spadek z 21. na 22. lokatę zanotowała Maja Chwalińska, którą wyprzedzić zdołała inna z czeskich tenisistek – Marie Bouzkova. Magdalena Fręch natomiast utrzymała miejsce numer 44, a Magda Linette awansowała z 59. na 51. pozycję.

    Liderką rankingu WTA Race, obejmującego wyłącznie wyniki osiągane w bieżącym sezonie, pozostaje natomiast triumfatorka Rolanda Garrosa Mirra Andriejewa, która do tej pory zgromadziła 4999 punktów. Iga Świątek (1954 punkty) zajmuje w tym zestawieniu 12. pozycję, a Maja Chwalińska (1464) jest 21.

    Jelena Ostapenko wpisana na listę gwiazd. Miejsce niedostępne dla Igi Świątek

    Ranking WTA (stan na 13 lipca 2026):

    1. (1) Aryna Sabalenka (Białoruś) 8550 pkt

    2. (2) Jelena Rybakina (Kazachstan) 8143

    3. (4) Jessica Pegula (USA) 6301

    4. (7) Coco Gauff (USA) 5649

    5. (5) Mirra Andriejewa (Rosja) 5293

    6. (9) Karolina Muchova (Czechy) 5168

    7. (12) Linda Noskova (Czechy) 5119

    8. (3) Iga Świątek (Polska) 4539

    9. (6) Amanda Anisimova (USA) 4353

    10. (8) Elina Switolina (Ukraina) 4351

    22. (21) Maja Chwalińska (Polska) 2004

    44. (44) Magdalena Fręch (Polska) 1208

    51. (59) Magda Linette (Polska) 1051

    142. (119) Katarzyna Kawa (Polska) 547

    170. (167) Linda Klimovicova (Polska) 450
    sportowczyni ubrana w jasną kurtkę i białą czapkę z daszkiem odpowiada na pytania dziennikarzy, wokół niej widoczne są mikrofony i osoby z notatnikami oraz aparatami, tło stanowi ściana z logo sponsorów

    Iga ŚwiątekPhoto by Miguel Reis / NurPhoto via AFPEast News
    Zawodniczka tenisowa zakrywająca twarz dłonią w geście rozczarowania, ubrana w żółtą koszulkę bez rękawów, w tle sędzia na korcie.

    Maja ChwalińskaZUMA Press Wire/ShutterstockEast News

    Iga Świątek: Przy 2-1 w tie-breaku popełniłam dwa błędy, które nie powinny się wydarzyć.

  • Tak zachowała się Chwalińska. Klub Polki ujawnia. Wielka niespodzianka

    Tak zachowała się Chwalińska. Klub Polki ujawnia. Wielka niespodzianka

    Przebojowa gra, szeroki wachlarz tenisowych zagrań, a przy tym pełna skromność i naturalność – to właśnie ta mieszanka pozwoliła Mai Chwalińskiej skraść serca kibiców podczas tegorocznego Rolanda Garrosa. Wielki sukces na paryskich kortach, jak się zdaje, nie zmienił jednak 24-latki, która teraz zachowała się w kapitalny sposób, sprawiając miłą niespodziankę dzieciom trenującym tenisa na kortach w Bielsku-Białej. O całej sytuacji poinformował klub naszej reprezentantki BKT Advantage.
    Maja Chwalińska w sportowej koszulce z logo Lacoste i OSHEE, na tle zielonego tła.

    Maja ChwalińskaKirill KUDRYAVTSEV / AFP AFP

    – Wracam do pracy. Cieszę się z postępów, które udało się osiągnąć – przekazała ostatnio Maja Chwalińska, publikując zdjęcie z treningu. Polska zawodniczka wraca do pełni formy po nieudanym dla siebie Wimbledonie, który mogła rozpocząć od wygranej w dobrym stylu na Mayanchayą Sawangkaew. Mogła, bo przy piłce meczowej skręciła prawy staw skokowy.

    Uraz okazał się kosztowny, bo skutkował nie tylko porażką w pierwszej rundzie wielkoszlemowych zmagań w Londynie, ale i rezygnacją ze startu w grze podwójnej oraz wypisaniem z listy uczestniczek imprezy WTA 250 w Jassach.

    Jakie są dalsze plany naszej finalistki Rolanda Garrosa? Zdradził je ostatnio na łamach portalu Sport.tvp.pl menadżer 24-latki Piotr Szczypka. Jak poinformował, Maja Chwalińska może wystąpić już za tydzień w imprezie WTA w Hamburgu, a już na pewno nie zabraknie jej na początku sierpnia w Toronto.

    Podczas treningów Maja Chwalińska skupia się nie tylko na sobie. Znalazła bowiem czas także dla młodych adeptów tenisa. Poinformował o tym Beskidzki Klub Tenisowy Advantage Bielsko-Biała, który reprezentuje, publikując w sieci wyjątkowe zdjęcie.

    Piękny gest Mai Chwalińskiej. Niespodzianka dla trenujących dzieci

    Nasza 21. zawodniczka rankingu WTA sprawiła niespodziankę dzieciom uczestniczącym w wakacyjnych zajęciach.

    – Pierwszy tydzień z letnimi szkółkami tenisowymi na kortach BKT Advantage za nami! Był to czas pełen sportowych emocji, świetnej zabawy oraz niezapomnianych wrażeń. Każdy dzień wypełniony był treningami tenisowymi, zajęciami ogólnorozwojowymi oraz ciekawymi wycieczkami. W ostatnim dniu na uczestników czekała wspaniała niespodzianka – spotkanie i pamiątkowe zdjęcie z samą Mają Chwalińską – czytamy w klubowym komunikacie.

    Jak widać na zamieszczonym zdjęciu, 24-latka rzeczywiście była bliska dzieciom, z którymi się spotkała. Jedną z dziewczynek wzięła bowiem na ręce. To piękne zachowanie nowej gwiazdy światowych kortów, które zapewne na długo zapadnie w pamięci najmłodszych, którym poświęciła swój czas.
    Tenisistka w jasnym stroju odbija piłkę rakietą oburącz podczas meczu, z pełnym skupieniem na twarzy.

    Maja ChwalińskaTHOMAS SAMSONEast News

    Maja Chwalińska: Trzeba to zaakceptować.

  • Iga Świątek zdecydowała się na podsumowanie. “Dziękuję”. Tysiące polubień

    Iga Świątek zdecydowała się na podsumowanie. “Dziękuję”. Tysiące polubień

    Zakończyła się “trawiasta” część sezonu tenisowego. Iga Świątek zdecydowała się na podsumowanie. W sobotnie przedpołudnie zamieściła post na Instagramie. Zwróciła się do kibiców, oznaczyła też Wimbledon, na którym broniła tytułu mistrzowskiego. Czytamy o “wyjątkowym przeżyciu”.
    Iga Świątek w sportowym stroju niesie dwie torby tenisowe, wychodząc z kortu na stadionie pełnym widzów.

    Iga ŚwiątekTim ClaytonGetty Images

    Część sezonu rozgrywana na trawie dla Igi Świątek tym razem liczyła tylko cztery mecze – najpierw jeden w Bad Homburg, gdzie Raszynianka zagrała trzeci raz na przestrzeni czterech lat, odpadła na “dzień dobry” z Emmą Navarro, a potem rzecz jasna trzy na Wimbledonie. Nasza rodaczka broniła tytułu w Londynie. Musiała więc mierzyć się z nowym rodzajem presji.

    W pierwszej rundzie pokonała Taylor Townsend, w drugiej Karolinę Pliskovą, a w trzeciej wyeliminowała ją Alexandra Eala. Starcie z Filipinką skończyło się w dwóch setach (7:6, 6:2), Świątek nie zostawiła po sobie najlepszych wrażeń, ale jej sobotni post na Instagramie jest utrzymany w pozytywnym tonie.

    Trzecia zawodniczka rankingu WTA postanowiła podsumować ostatnie tygodnie.

    Iga Świątek zabrała głos. Takie słowa po Wimbledonie. “Do zobaczenia wkrótce”

    “Kończąc sezon na trawie, muszę przyznać, że że w pełni doceniłam ten rozdział. Powrót na Wimbledon w tym roku był dla mnie wyjątkowym przeżyciem i zabieram to doświadczenie ze sobą. Dziękuję wszystkim za wsparcie. Do zobaczenia wkrótce na korcie” – napisała.

    Post w niemal godzinę zebrał ponad 12 tysięcy polubień. Niektórzy internauci piszą, że nie rozumieją przekazu, jeden z nich zarzuca tenisistce “psychologiczne pustosłowie”.

    Polka wróci do gry 3 sierpnia w turnieju WTA 1000 w Toronto. Kibice zobaczą ją więc w akcji dopiero za ponad trzy tygodnie. Potem będzie grać w “tysięczniku” w Cincinnati i wielkoszlemowym US Open. Na ten moment jej zadaniem będzie najpewniej znalezienie rytmu gry i poprawy poszczególnych elementów, a nie osiągnięcie konkretnych rezultatów w meczach.

    – Nie dbam już o wyniki. Byłam na nich tak bardzo skupiona, że trudno było tak dalej funkcjonować. Naprawdę staram się to odpuścić. Nie mam dobrych wyników, więc nie będę ich od siebie oczekiwać, bo one po prostu się nie pojawią – mówiła na konferencji prasowej po porażce z Ealą.
    Sportowiec w białej kurtce i czapce z daszkiem, ubrany w odzież z widocznymi logotypami sponsorów, stoi w jasnym, nowoczesnym wnętrzu pośród kilku osób w tle.

    Iga ŚwiątekDennis Agyeman / Spain DPPI / DPPI via AFP AFP
    Tenisistka w białym stroju odbija żółtą piłkę podczas meczu na trawiastym korcie, w tle rozmyta widownia.

    Iga Świątek podczas Wimbledonu 2026KENTARO TOMINAGAAFP
    Tenisistka uderzająca piłkę rakietą podczas meczu, ubrana w biały strój i czapkę z daszkiem.

    Iga Świątek rywalizowała z Taylor Townsend o awans do drugiej rundy WimbledonuHenry NichollsAFP

    Tomasz Fornal: Wiemy, z kim zagramy w Chicago, ale jak ktoś się boi, to niech z nami nie leci.

  • Minął rok, powtórka ze Świątek. Znów 6:0, 6:0 w finale Wimbledonu

    Minął rok, powtórka ze Świątek. Znów 6:0, 6:0 w finale Wimbledonu

    Iga Świątek w ubiegłym roku zrobiła furorę na Wimbledonie nie tylko ze względu na niespodziewany triumf na nielubianej przez siebie nawierzchni. Polka w finale rozbiła Amandę Anisimovą 6:0, 6:0, zapisując się w historii. W sobotę jej wyczyn sprzed roku powtórzyła Yui Kamiji. W rywalizacji tenisistek na wózkach nie dała najmniejszych szans rywalce i triumfowała z takim samym co Świątek wynikiem.

    Yui KamijiMatthew Stockman/Getty ImagesGetty Images

    Iga Świątek do tegorocznej edycji Wimbledonu przystępowała w roli obrończyni tytułu. Niestety przygoda z trawiastymi kortami w Londynie zakończyła się stosunkowo szybko – bo już na etapie 3. rundy. Polka poległa w starciu z Alexandrą Ealą 6:7(9), 2:6. Nikt nie odbierze jej jednak osiągnięcia sprzed roku.

    Wielki triumf na Wimbledonie. Legendarna Japonka świętuje

    W 2025 roku Raszynianka szła jak burza przez kolejne rundy aż do finału. W nim zdeklasowała wyraźnie stremowaną Amandę Anisimovą, triumfując 6:0, 6:0, dzięki czemu zapisała się w historii turnieju. Jej wyczyn w sobotę powtórzyła Yui Kamiji.

    Japonka to absolutna legenda jeśli chodzi o rywalizację tenisistek z niepełnosprawnościami. Dwukrotna medalistka igrzysk paraolimpijskich ma na koncie aż osiem tytułów wielkoszlemowych. W sobotę dołożyła do kolekcji dziewiąty.

    Po serii imponujących występów dotarła do finału, w którym zmierzyła się z Diede De Groot. I nie dała Holenderce najmniejszych szans, rozbijając ją już w 1. secie 6:0. W drugim nie zamierzała zwalniać tempa.

    Osiągnięcie Igi Świątek wyrównane. Zaledwie 48 minut walki

    Wyraźnie podłamana tym wynikiem reprezentantka Holandii źle rozpoczeła drugą partię, a wraz z upływem czasu rosła przewaga Kamiji. W końcu po zaledwie 48 minutach mogła ona wyrzucić w górę ręce w triumfalnym geście – rozbiła przeciwniczkę 6:0, 6:0, powtarzając osiągnięcie Igi Świątek sprzed roku.

    Tym samym Japonka skompletowała Złotego Wielkiego Szlema – to właśnie triumfu na Wimbledonie brakowało jej “do kolekcji”.
    Uśmiechnięta zawodniczka w sportowym stroju podnosi trofeum nad głową, wyrażając radość ze zwycięstwa.

    Yui KamijiTim Clayton/Getty ImagesGetty Images

    Alexander Zverev – droga do finału Wimbledonu.

  • Mocna reakcja po geście Djokovicia. Był zdumiony. Powiedział to na antenie

    Mocna reakcja po geście Djokovicia. Był zdumiony. Powiedział to na antenie

    Jeden z elementów kortu centralnego pojawiał się często w piątkowych dyskusjach wimbledońskich, chodzi o siatkę. Najpierw Arthur Fery kilkukrotnie skarżył się sędziemu, że serwisy Alexandra Zvereva jej dotykają, a w czasie drugiego półfinału komentujący dla BBC Andre Agassi był zdumiony zachowaniem Novaka Djokovicia.
    Novak Djoković i Jannik Sinner ściskają sobie dłonie na korcie podczas Wimbledonu, w tle sędzia i widownia.

    Novak Djoković i Jannik SinnerMatthias HangstGetty Images

    Novak Djoković wciąż szuka swojego 25. triumfu wielkoszlemowego. Po 2023 roku jest nieskuteczny, a ten Wimbledon okazał się jedenastym z rzędu nieudanym polowaniem. Podobnie jak rok temu, na londyńskiej trawie w półfinale zatrzymał go Jannik Sinner. Serb poległ w trzech setach i nawet ani razu nie przełamał Włocha.

    Może i nie przełamał, ale na pewno przeprosił – mowa o sytuacji, w której zdobył punkt, a pomogło mu dotknięcie siatki przez piłkę. To stara zasada tenisowej etykiety, ale ikona tej dyscypliny sportu Andre Agassi był zdumiony, że “Nole” zdecydował się na taki gest. Jego zdaniem ta niepisana zasada powinna zostać usunięta.

    Djoković przeprosił. Nie wszystkim się to podoba. “Chciałbym, by zniknęło”

    – Andrew, czy możemy się zmobilizować i pozbyć tego “przepraszam za uderzenie w taśmę”? Naprawdę chciałbym, żeby to zniknęło z meczu – zwrócił się do współkomentującego dla BBC One Andrewa Castle’a.

    To tylko moja osobista opinia, przepraszam za dygresję. Jeśli tenisista trafi w taśmę, a piłka nie przejdzie na drugą stronę, to nie widzę, by przepraszał: “pech, nie przeszło”

    To nie pierwszy raz, gdy Agassi jest przeciwko tradycjom. W 2017 roku w programie “This Morning” przyznał, że nie był zadowolony z konieczności ubierania się na biało podczas The Championships. Nazwał siebie z tamtego okresu “buntownikiem przechodzącym okres dojrzewania”.

    Po spotkaniu zabrał także głos na temat samej gry Djokovicia. – Nie jestem w stanie znaleźć czegoś, czego Novak nie zrobił lub co powinien był zrobić, by wygrać. Przyszedł na kort centralny z naprawdę jasnym planem gry, realizując wszystko co mógł, najlepiej jak potrafił. Ale Sinner odpowiedział na wszystko – podkreślił.

    Brytyjscy kibice usłyszą go ponownie w niedzielę podczas finału, w którym Włoch zagra z Alexandrem Zverevem. Nie wszyscy będą zadowoleni z tego faktu. Komentarz 56-latka, który debiutował za mikrofonem w zeszłym roku, polaryzuje widzów. Wielu z nich twierdzi, że jest zbyt analityczny i za mało ekspresyjny.
    Tenisista w białej koszulce wyciera twarz fragmentem ubrania, z widocznym napięciem na twarzy, trzymając rękę przy czole podczas przerwy w meczu.

    Novak DjokovićKIRILL KUDRYAVTSEV AFP
    Novak Djoković

    Novak DjokovićBEN STANSALL / AFPAFP
    Steffi Graf i Andre Agassi

    Steffi Graf i Andre AgassiAFP

    Nietypowa sytuacja w półfinale Wimbledonu.

  • 6:1 i 2:0 dla Polki, a później zmiana scenariusza. Stawką był półfinał

    6:1 i 2:0 dla Polki, a później zmiana scenariusza. Stawką był półfinał

    Martyna Kubka to rówieśniczka Igi Świątek i Mai Chwalińskiej, a jednak w czasach juniorskich nie była z nimi – jako ta trzecia – w najważniejszych turniejach drużynowych. A przecież Biało-Czerwone były wówczas nawet mistrzyniami świata w ramach Fed Cupu.

    W sporcie, również w tenisie, rozwój może odbywać się zupełnie inaczej. Jednym gigantyczny skok przychodzi szybko, jak Świątek, innym po dłuższym czasie – jak Chwalińskiej. A Kubka powolutku przekraczała kolejne bariery – robiła krok do przodu, później pół kroku w tył. I znów jeden do przodu. Ten sezon stał się zaś dla niej przełomowym.

    Córka olimpijczyków z Zielonej Góry od lat jest powoływana do reprezentacji Polski przez Dawida Celta – kapitan kadry ceni ją też za to, że zawodniczka potrafi zadbać o atmosferę, ale i zna swoje miejsce w szeregu. Wspomagała drużynę w deblu, głównie wtedy, gdy losy były już rozstrzygnięte. Ale mówiła też Celtowi, co ten zdradził w kwietniu w programie Break Point, że marzą się jej występy singlowe. Tyle że trudno o nie, gdy obok są zawodniczki z pierwszej czy drugiej setki rankingu, a ona zawsze była tą piątą do składu.

    W tym roku wszystko się zmieniło, Martyna najpierw zbliżyła się do trzeciej setki tenisistek świata, później pewnie do niej weszła. Była już o włos od gry w kwalifikacjach Wimbledonu, czekała w Londynie na swoją szansę. Tam się nie udało, ale Nowy Jork stoi już otworem. Jest w okolicach 220. miejsca w rankingu WTA, pnie się w nim górę, ale najważniejsze będzie to, czy w okolicach tej pozycji znajdzie się 27 lipca. Bo wtedy zamkną się zgłoszenia do gry w kwalifikacjach.

    Turniej w San Benito. Martyna Kubka walczyła o półfinał. Demolka w pierwszym secie

    Aby tak się stało, Kubka powinna przynajmniej dojść do finału, wtedy poprawi swój dorobek z zeszłego roku, gdy odpisane zostaną jej punkty (14) za zeszłoroczny turniej w Monastyrze. Ma jeszcze w razie czego zawody ITF W75 w Vitorii-Gasteiz w Kraju Basków, już w przyszłym tygodniu.

    Najważniejsze jednak, że pierwszy cel udało się zrealizować – jest półfinał w Don Benito. To niewielki turniej rangi ITF W35, o puli nagród 30 tys. dolarów, w którym jednak obsada jest bardzo zróżnicowana. W drabince znalazły się znane tenisistki, jak Jodie Burrage czy Viktoria Hruncakova, ale też i takie, które… szukają pierwszych punktów do rankingu.

    A w półfinale i tak znalazły się trzy z czterech najwyżej rozstawionych. Wśród nich numer 1, czyli Kubka.
    Tenisistka w niebieskim stroju wykonuje forehend na korcie podczas meczu tenisowego, skoncentrowana na poruszającej się piłce.

    Martyna KubkaFoto Olimpik/Nur PhotoAFP

    Polka dwa pierwsze spotkania wygrała bardzo łatwo, właściwie nawet spacerkiem. I dziś też zapowiadało się na podobny scenariusz – jej rywalką byłą Włoszka Anastasia Bertacchi, tenisistka z 730. miejsca w rankingu.

    I taki był pierwszy set, podkreślający tę różnicę – jednostronny, Martyna nie potrzebowała nawet 30 minut, by wygrać 6:1.

    Drugi też nie zapowiadał jakiegoś większego przełomu – raczej tendencja była na kolejne 30 minut rywalizacji i dość łatwy awans Polki do następnej rundy. Martyna od razu przełamała rywalkę, za chwilę wygrała swojego gema. A później przyszedł ten moment dekoncentracji, który dał Włoszce nadzieję na odwrócenie losów spotkania. I możliwość sprawienia sensacji.

    Zaczęła się od gema wygranego na przewagi, Bertacchi dostała więc jedynkę na tablicy wyników. Za moment przełamała Polkę, kończąc rozgrywkę świetnym returnem w wolne pole. Później poprawiła na 3:2.

    Zaczęła się nerwowa rywalizacja, Martyna popełniała sporo błędów forhendowych, co akurat trochę zaskakiwało. Na dywanowej nawierzchni Włoszka prowadziła już równą grę, choć została przełamana przy stanie 4:4. Kubka nie zdołała wtedy zakończyć meczu, choć goniła od stanu 0-40. Udało jej się to dopiero w dwunastym gemie, triumfowała 6:1, 7:5.

    W sobotę jej rywalką będzie Szwajcarka Valentina Ryser, która tuż przed Wimbledonem pokonała deblową półfinalistkę z Londynu Kristinę Mladenović.
    Martyna Kubka

    Martyna KubkaFoto Olimpik/Nur Photo via AFPAFP

    Czeski finał Wimbledonu. Najlepsze zagrania finalistek [WIDEO]