Author: newuser

  • 0:6, 1:6 w meczu ze Świątek, powtórki już nie było. Teraz koniec marzeń o dobrym wyniku w Indian Wells

    0:6, 1:6 w meczu ze Świątek, powtórki już nie było. Teraz koniec marzeń o dobrym wyniku w Indian Wells

    Eva Lys ma za sobą burzliwy początek poprzedniego sezonu. Najpierw szybko pożegnała się z rywalizacją w Brisbane, odpadając już w kwalifikacjach do turnieju WTA 500, a niedługo później przeżyła wyjątkowo bolesne chwile podczas Australian Open. W Melbourne została całkowicie zdominowana przez Igę Świątek, przegrywając 0:6, 1:6. Choć od tamtego meczu minął ponad rok, Niemka do dziś nie doznała równie dotkliwej porażki. Nie oznacza to jednak, że wszystko w jej karierze układa się bez przeszkód. Tuż przed startem prestiżowego turnieju WTA 1000 w Indian Wells spadł na nią kolejny cios.

    Sezon 2025 rozpoczęła w Brisbane, gdzie nie przebrnąła pierwszej rundy eliminacji. Znacznie lepiej zaprezentowała się podczas Australian Open. Jako „szczęśliwa przegrana” kwalifikacji dostała się do głównej drabinki i sprawiła kilka niespodzianek, eliminując trzy wyżej notowane rywalki. Jej marsz zatrzymała dopiero Iga Świątek, która nie pozostawiła jej większych złudzeń i wygrała 6:0, 6:1.

    Jak się później okazało, tak jednostronnej przegranej Lys już nie zanotowała. Nawet jeśli schodziła z kortu pokonana, zawsze była w stanie ugrać przynajmniej dwa gemy. Wyjątkiem była sytuacja podczas US Open, gdzie w drugiej rundzie skreczowała w meczu z Lindą Noskovą przy stanie 4:6, 0:3.

    Po występie w Nowym Jorku Niemka przeniosła się do Azji. W Seulu nie odegrała większej roli, ale w Pekinie pokazała się z bardzo dobrej strony. Dotarła tam do ćwierćfinału turnieju rangi WTA 1000, w którym zatrzymała ją dopiero Coco Gauff. Końcówka sezonu nie była już tak udana, a w listopadzie tenisistka przyznała, że zmaga się z falą hejtu. Jak opowiadała w rozmowie z „Zeit”, niektórzy sfrustrowani kibice zdobywali adresy hoteli, a nawet numery jej pokoi. – To przekroczyło wszelkie granice – podkreślała.

    Urodzona w Kijowie zawodniczka, reprezentująca Niemcy, rozpoczęła sezon 2026 od występu w United Cup. Przegrała tam z Igą Świątek, ale pokonała Suzan Lamens. Następnie przystąpiła do Australian Open jako 39. rakieta świata, jednak już po pierwszym meczu – trzysetowym starciu z Soraną Cirsteą – musiała pożegnać się z turniejem.

    W kolejnych tygodniach coraz wyraźniej dawały o sobie znać problemy z kolanem. Lys wycofała się z turniejów WTA 1000 w Dosze i Dubaju, sygnalizując, że potrzebuje czasu na powrót do pełnej sprawności. Wszystko wskazywało na to, że wróci do gry w Indian Wells – została nawet uwzględniona w głównej drabince. Jednak na kilkanaście godzin przed rozpoczęciem zmagań ogłosiła, że nie wystąpi w Kalifornii.

    – Niestety muszę wycofać się z Indian Wells z powodu kontuzji kolana. Bardzo chciałam tu zagrać, ale wciąż nie jestem gotowa. To trudna decyzja, zwłaszcza podjęta w ostatniej chwili, jednak zdrowie jest najważniejsze – przekazała w mediach społecznościowych.

    Na razie nie wiadomo, czy Niemka będzie w stanie wystąpić w kolejnym „tysięczniku”, który odbędzie się w drugiej połowie marca w Miami. Jej start w tym turnieju pozostaje pod znakiem zapytania.

  • Muchova u Świątek, potem Andriejewa i Rybakina. Oto wyniki losowania WTA Indian Wells

    Muchova u Świątek, potem Andriejewa i Rybakina. Oto wyniki losowania WTA Indian Wells

    Po emocjonującym występie Magdaleny Fręch w turnieju WTA 500 w Meridzie tenisowy świat przenosi się do Kalifornii, gdzie rozpoczyna się pierwszy „tysięcznik” w ramach Sunshine Double – prestiżowe zawody w Indian Wells. Na kortach zobaczymy m.in. dwukrotną mistrzynię tej imprezy, Igę Świątek. Tuż po północy czasu polskiego odbyło się losowanie drabinek WTA i ATP, które wyłoniło potencjalne ścieżki dla Polaków. Sprawdzamy, co czeka biało-czerwonych w Kalifornii.

    Świątek wraca do miejsca sukcesów

    Turniej rangi WTA 1000 w Indian Wells będzie pierwszą imprezą od Australian Open, w której wystąpi cała światowa czołówka. W ostatnich tygodniach brakowało niektórych gwiazd – podczas zmagań na Bliskim Wschodzie nie oglądaliśmy m.in. Aryny Sabalenki, a w Dosze zabrakło triumfatorki z Dubaju, Jessiki Peguli. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich nie wystąpiła również Iga Świątek. Teraz jednak wszystkie czołowe zawodniczki spotkają się w Kalifornii.

    Dla Świątek to wyjątkowe miejsce. Polka triumfowała tu w 2022 i 2024 roku, a także dwukrotnie docierała do półfinału. Choć w obecnym sezonie jeszcze nie zameldowała się w najlepszej czwórce turnieju singlowego – kończyła zmagania na etapie ćwierćfinałów Australian Open i WTA 1000 w Dosze – Indian Wells może być dla niej idealną okazją do przełamania.

    Drabinka WTA – możliwe hity już od drugiego tygodnia

    W drugiej rundzie Świątek zmierzy się z Francescą Jones lub kwalifikantką. W trzeciej fazie możliwy jest rewanż za ćwierćfinał w Dosze – w gronie potencjalnych rywalek znajduje się Maria Sakkari. Oprócz Greczynki w tej części drabinki są także Warwara Graczowa i Lilli Tagger.

    W 1/8 finału niewykluczony jest pojedynek z Karoliną Muchovą. Do ćwiartki Polki trafiły również Mirra Andriejewa i Elina Switolina. Najwcześniej w półfinale Świątek może natrafić na takie zawodniczki jak Jelena Rybakina, Jessica Pegula, Belinda Bencic czy Madison Keys.

    Po drugiej stronie drabinki znalazły się m.in. Aryna Sabalenka, Coco Gauff, Amanda Anisimova, Jasmine Paolini, Victoria Mboko oraz Naomi Osaka. Sabalenka rozpocznie rywalizację od starcia z Alycią Parks lub kwalifikantką.

    Linette i Fręch od pierwszej rundy

    Magda Linette oraz Magdalena Fręch rozpoczną turniej od pierwszej rundy. Linette zmierzy się z Ashlyn Krueger, a Fręch zagra z kwalifikantką. W przypadku zwycięstwa poznanianka może trafić na Ludmiłę Samsonową, natomiast Fręch potencjalnie czeka pojedynek z Belindą Bencic.

    ATP – trudne wyzwania Polaków

    Po losowaniu pań przyszedł czas na drabinkę mężczyzn. Hubert Hurkacz i Kamil Majchrzak nie są rozstawieni, dlatego przystąpią do rywalizacji od pierwszej rundy.

    Majchrzak zagra z potężnie serwującym Giovannim Mpetshim Perricardem. Zwycięzca tego pojedynku w drugiej rundzie zmierzy się z Novakiem Djokoviciem.

    Hurkacz rozpocznie turniej meczem z Aleksandarem Kovaceviciem. Jeśli wygra, jego kolejnym rywalem będzie Corentin Moutet. W trzeciej rundzie możliwy jest polski pojedynek Hurkacz – Majchrzak, choć równie realny pozostaje scenariusz Hurkacz – Djoković. Wszyscy wymienieni zawodnicy trafili do połówki prowadzonej przez Carlosa Alcaraza.

    Mecze pierwszej rundy z udziałem Polaków:

    Magdalena Fręch – kwalifikantka

    Magda Linette – Ashlyn Krueger

    Kamil Majchrzak – Giovanni Mpetshi Perricard

    Hubert Hurkacz – Aleksandar Kovacevic

    Potencjalne mecze drugiej rundy:

    Iga Świątek – Francesca Jones / kwalifikantka

    Magdalena Fręch / kwalifikantka – Belinda Bencic

    Magda Linette / Ashlyn Krueger – Ludmiła Samsonowa

    Kamil Majchrzak / Giovanni Mpetshi Perricard – Novak Djoković

    Hubert Hurkacz / Aleksandar Kovacevic – Corentin Moutet

    Główna faza turnieju w Indian Wells potrwa od 4 do 15 marca. Przed nami kilkanaście dni tenisowych emocji na najwyższym światowym poziomie.

  • A jednak. Aryna Sabalenka i jej partner podjęli decyzję ws. ich związku

    A jednak. Aryna Sabalenka i jej partner podjęli decyzję ws. ich związku

    Aryna Sabalenka nie rozpoczęła sezonu w wymarzony sposób – nie udało jej się sięgnąć po triumf w Australian Open. Po intensywnych tygodniach rywalizacji postanowiła jednak na chwilę zwolnić tempo i odpocząć od kortów. Początek marca, tuż przed startem turnieju w Indian Wells, przyniósł w jej życiu wydarzenie znacznie ważniejsze niż jakikolwiek mecz. Liderka światowego rankingu nie kryła wzruszenia i natychmiast podzieliła się radosną nowiną z fanami.

    Nowy rozdział w życiu Sabalenki

    Związek Sabalenki z Georgios Frangulis rozpoczął się na początku 2024 roku. Oboje mają za sobą trudne doświadczenia i poważne życiowe przejścia. Białorusinka wcześniej była związana z hokeistą Kanstancinem Kalcou, natomiast Frangulis jest po rozwodzie i ma dziecko. Każde z nich musiało zmierzyć się z osobistymi dramatami – tenisistka przeżyła nagłą śmierć ojca oraz byłego partnera, z kolei brazylijski przedsiębiorca stoczył walkę z nowotworem trzustki.

    W ostatnich miesiącach para mogła spędzić ze sobą więcej czasu, zwłaszcza podczas pobytu w Miami, gdzie Sabalenka przygotowywała się do kolejnych startów. Ich relacja – intensywna, ale siłą rzeczy pełna rozstań związanych z zawodowymi obowiązkami – wyraźnie rozkwitała. W mediach społecznościowych regularnie pojawiały się wspólne zdjęcia, a walentynki spędzone w wyjątkowej scenerii tylko podsyciły zainteresowanie kibiców.

    Zaręczyny tuż przed Indian Wells

    3 marca 2026 roku wydarzyło się coś, czego Sabalenka zupełnie się nie spodziewała. Na jej profilu pojawiło się nagranie dokumentujące moment oświadczyn. „Ty i ja na zawsze. 3.3.2026” – napisała pod filmem, na którym odpowiada „tak” na pytanie ukochanego. Tym samym jedna z największych gwiazd kobiecego tenisa oficjalnie ogłosiła swoje zaręczyny.

    Pod wpisem natychmiast zaroiło się od gratulacji. Życzenia złożyła m.in. Jelena Djoković, a także oficjalne profile WTA i Australian Open. Wśród gratulujących nie zabrakło również polskiego akcentu – serduszko pod nagraniem zostawiła młociarka Malwina Kopron.

    „Nie miałam pojęcia”

    Jak się okazało, Sabalenka kompletnie nie spodziewała się takiego obrotu spraw. Tego samego dnia trenowała i publikowała w sieci materiały z kortu. W relacji na Instagramie przyznała z uśmiechem, że gdyby wiedziała, co ją czeka, z pewnością inaczej by się przygotowała.

    – Cóż, oczywiście nie miałam zielonego pojęcia, że to się dzisiaj wydarzy – mówiła, wskazując na swój treningowy strój i brak makijażu. Żartobliwie „obwiniała” nawet członkinię swojego zespołu, która nagrywała całe wydarzenie. – Gdybym dostała choć najmniejszą wskazówkę, wyglądałabym zupełnie inaczej – dodawała rozbawiona.

    Wygląd jednak tego dnia nie miał żadnego znaczenia. Dla Sabalenki rozpoczął się nowy, wyjątkowy etap życia – i wszystko wskazuje na to, że przed nią nie tylko kolejne tenisowe wyzwania, ale także przygotowania do ślubu.

  • Pogrom w starciu Świątek i Rybakiny. Efektowne widowisko w Indian Wells

    Pogrom w starciu Świątek i Rybakiny. Efektowne widowisko w Indian Wells

    Pokazowy Puchar Eisenhowera, znany szerzej jako Tie Break Tens, tradycyjnie otworzył tenisowy tydzień z turniejami rangi 1000 w Indian Wells. Na korcie Stadium 2 nie zabrakło największych gwiazd światowego tenisa – w tym również Igi Świątek, która tym razem stworzyła duet z Casperem Ruudem. Finaliści miksta podczas US Open 2025 nie zdołali jednak powtórzyć tamtego sukcesu i zakończyli rywalizację na etapie półfinału.

    Dynamiczna formuła i gwiazdorska obsada

    Puchar Eisenhowera od lat stanowi efektowne preludium do głównych zmagań w Kalifornii. W turnieju bierze udział osiem zespołów, które rywalizują w systemie pucharowym. Każdy mecz rozgrywany jest w formule super tie-breaka – do 10 wygranych punktów, z zachowaniem dwóch punktów przewagi. Stąd druga, powszechnie używana nazwa imprezy – Tie Break Tens.

    Dla Igi Świątek był to już czwarty z rzędu występ w tej pokazowej rywalizacji. W poprzednich latach występowała w parze z Hubertem Hurkaczem – w 2023 roku dotarli do finału, następnie do ćwierćfinału, a przed rokiem do półfinału. Tym razem raszynianka połączyła siły z Casperem Ruudem, z którym kilka miesięcy temu walczyła o tytuł w mikście podczas US Open 2025.

    Nerwowy początek i efektowna pogoń

    Los skojarzył Świątek i Ruuda z kanadyjskim duetem Leylah Fernandez/Felix Auger-Aliassime. Spotkanie rozpoczęło się od drobnego nieporozumienia między Polką i Norwegiem już w pierwszej akcji. Chwilę później zrobiło się 4:1 dla rywali, m.in. po dwóch podwójnych błędach serwisowych Świątek.

    Od tego momentu obraz gry całkowicie się zmienił. Polsko-norweski duet złapał właściwy rytm i wygrał pięć kolejnych punktów, przejmując inicjatywę. Ostatecznie Świątek i Ruud zwyciężyli 10:6, zapewniając sobie miejsce w półfinale.

    Obrońcy tytułu za mocni

    W walce o finał na drodze Świątek i Ruuda stanęli obrońcy trofeum – Jelena Rybakina i Taylor Fritz, którzy wcześniej pokonali Jasmine Paolini i Matteo Berrettiniego 10:5.

    Półfinał rozpoczął się od podwójnego błędu serwisowego Fritza, ale był to jedynie chwilowy sygnał nadziei dla polsko-norweskiej pary. Rybakina i Fritz szybko przejęli kontrolę, wygrywając pięć punktów z rzędu. W grze Świątek i Ruuda pojawiło się sporo chaosu, a jedno z nieporozumień przy siatce dobitnie pokazało brak płynności w ich współpracy. Spotkanie zakończyło się wyraźnym zwycięstwem Rybakiny i Fritza 10:3.

    W finale ubiegłoroczni triumfatorzy potwierdzili swoją klasę, pokonując Amandę Anisimovą i Learnera Tiena 10:7, i ponownie sięgnęli po Puchar Eisenhowera.

    Wyniki ćwierćfinałów

    Amanda Anisimova/Learner Tien – Emma Navarro/Ben Shelton 10:3

    Mirra Andriejewa/Aleksander Bublik – Jessica Pegula/Tommy Paul 11:9

    Iga Świątek/Casper Ruud – Leylah Fernandez/Felix Auger-Aliassime 10:6

    Jelena Rybakina/Taylor Fritz – Jasmine Paolini/Matteo Berrettini 10:5

    Choć Świątek wciąż czeka na pierwszy triumf w Pucharze Eisenhowera, jej występ w Kalifornii był wartościowym przetarciem przed główną rywalizacją w Indian Wells, gdzie stawka będzie już zdecydowanie wyższa.

  • Świątek już po pierwszym starciu w Indian Wells. Muchova przetestowała formę Igi

    Świątek już po pierwszym starciu w Indian Wells. Muchova przetestowała formę Igi

    Początek marca w tenisowym kalendarzu tradycyjnie oznacza jedno – rywalizację rangi „1000” w słonecznej Kalifornii. W tym roku nie jest inaczej. Na kortach w Indian Wells od kilku dni przebywa już Iga Świątek, która przygotowuje się do startu w prestiżowym turnieju WTA 1000 Indian Wells. Środowy poranek czasu lokalnego okazał się dla wiceliderki światowego rankingu wyjątkowo pracowity – Polka odbyła dwie wymagające sesje sparingowe, a organizatorzy udostępnili transmisję z obu treningów. Dzięki temu można było dokładnie prześledzić przebieg i rezultaty tych potyczek.

    Najpierw Sznajder – wyrównana walka na Stadium 1

    Świątek, która w pierwszej rundzie ma wolny los, rozpocznie turniej od drugiej fazy. Jej rywalką będzie Brytyjka Francesca Jones lub jedna z kwalifikantek. Zanim jednak przyjdzie czas na oficjalne mecze, raszynianka postawiła na solidne przetarcie z rywalkami z touru.

    Tuż po godzinie 19:00 czasu polskiego pojawiła się na korcie Stadium 1, gdzie czekała już Diana Sznajder. Obie tenisistki weszły na arenę tuż po zakończeniu zajęć przez Venus Williams i Leylah Fernandez. Początek miał klasyczny charakter – najpierw długie odbijanie na połowie kortu, następnie wymiany zza linii końcowej. Później zawodniczki ćwiczyły woleje i smecze, a na końcu przeszły do serwisu i returnu.

    Kulminacją godzinnej sesji była około 20-minutowa gierka na punkty. Jako pierwsza serwowała Rosjanka i po asie szybko wyszła na prowadzenie 30:0. Kolejne akcje należały jednak do Świątek, która wykorzystała drugiego break pointa i przełamała rywalkę. Po chwili Polka podwyższyła na 2:0.

    Sznajder nie odpuszczała. Najpierw utrzymała swoje podanie, a następnie doprowadziła do zaciętej walki przy serwisie Świątek. Przy stanie 40:0 dla Polki doszło do gry na przewagi. W jednej z akcji piłka po zagraniu Igi spadła bardzo blisko linii, lecz Rosjanka wskazała aut. Ponieważ był to trening, zawodniczki same rozstrzygały sporne sytuacje. Emocji nie brakowało – Sznajder wyraźnie reagowała na nieudane returny, co tylko podkreślało intensywność rywalizacji.

    Ostatecznie przy piątej okazji Rosjanka doprowadziła do przełamania. Świątek popełniła podwójny błąd serwisowy – piłka po taśmie wypadła poza pole gry. Sparing zakończył się remisem 2:2. Po krótkim podziękowaniu Polka szybko udała się na kolejny kort.

    Muchova czekała – dłuższy i bardziej taktyczny sprawdzian

    Na korcie treningowym numer 1 czekała już Karolína Muchová. Co ciekawe, obie tenisistki mogą wpaść na siebie w czwartej rundzie turnieju, więc ich wspólna sesja miała dodatkowy smaczek.

    Czeszka w międzyczasie trenowała serwis. Po krótkim przywitaniu i niespełna 10-minutowej rozgrzewce rozpoczęła się niemal 50-minutowa gierka na punkty.

    Muchová zaczęła od serwisu i znalazła się w poważnych tarapatach – przegrywała 0:40. W czwartej akcji dopisało jej jednak szczęście, gdy piłka po taśmie przeszła na stronę Świątek i ta nie zdążyła do niej dobiec. Ostatecznie Czeszka wyszła z opresji i utrzymała podanie.

    W kolejnym gemie Świątek rozpoczęła od podwójnego błędu serwisowego, lecz szybko odzyskała kontrolę i zakończyła gema asem. Sama była zaskoczona – przygotowywała się już do drugiego podania, jednak Muchová pokazała, że piłka trafiła w pole serwisowe.

    W dalszej części sparingu nie brakowało wyrównanych gemów i walki na przewagi. Obie tenisistki serwowały solidnie, nie dopuszczając do breaków. Nawet gdy przy stanie 0:30 przy podaniu Świątek pachniało przełamaniem, Polka potrafiła wyjść z trudnej sytuacji, mimo kolejnego podwójnego błędu serwisowego.

    Ostatecznie żadna z zawodniczek nie straciła serwisu, a sparing zakończył się wynikiem 5:5. Po blisko dwóch godzinach intensywnej pracy Świątek zakończyła dzień treningowy, który był dla niej cennym sprawdzianem przed startem w turnieju.

    Forma? Stabilna, choć niepozbawiona drobnych wahań przy podaniu. Najważniejsze jednak, że Polka miała okazję zmierzyć się z wymagającymi rywalkami i przetestować różne warianty gry jeszcze przed pierwszym oficjalnym meczem w Indian Wells.

  • Polki sprawiły sensację w Gdańsku. Holandia zaskoczona. Przepiękny gol Pajor

    Polki sprawiły sensację w Gdańsku. Holandia zaskoczona. Przepiękny gol Pajor

    Reprezentacja Polski kobiet rozpoczęła eliminacje do mistrzostw świata od wymagającego starcia w Gdańsku. Zespół prowadzony przez Nina Patalon zmierzył się z silną reprezentacją Holandii. Choć to rywalki uchodziły za faworytki, Polki nie tylko podjęły walkę, ale dwukrotnie potrafiły odpowiedzieć na ciosy i ostatecznie wywalczyły cenny remis 2:2.

    Już w 8. minucie spotkania gospodynie stworzyły pierwszą groźną sytuację. Po rzucie rożnym do piłki najwyżej wyskoczyła Tanja Pawollek, a jej strzał głową zatrzymał się na poprzeczce. Kilka chwil później pod bramką Polek również zrobiło się nerwowo – Holenderki zagroziły po stałym fragmencie gry, lecz defensywa biało-czerwonych wyszła z opresji obronną ręką.

    W 15. minucie znów aktywna Pawollek spróbowała szczęścia. Zawodniczka Unionu Berlin oddała kolejny strzał, tym razem jednak piłka trafiła wprost w ręce bramkarki Oranje. Polki od początku meczu pokazywały, że nie zamierzają ograniczać się wyłącznie do defensywy.

    W 24. minucie stadion w Gdańsku eksplodował z radości. Kapitalną akcję indywidualną przeprowadziła Ewa Pajor. Napastniczka reprezentacji Polski dynamicznie wpadła w pole karne i precyzyjnym strzałem prawą nogą umieściła piłkę tuż pod poprzeczką przy dalszym słupku. Było 1:0 dla gospodyń.

    Holenderki odpowiedziały tuż przed przerwą. Do wyrównania doprowadziła Veerle Buurman, wykorzystując jedną z okazji w polu karnym. Mimo straconego gola Polki mogły schodzić do szatni z podniesionymi głowami – ich gra w pierwszej połowie mogła się podobać.

    Druga część spotkania rozpoczęła się jednak najgorzej jak to możliwe. Chwilę po wznowieniu gry Oranje zdobyły drugą bramkę i to biało-czerwone musiały odrabiać straty. Po raz pierwszy w tym meczu znalazły się w sytuacji, w której musiały gonić wynik.

    W 57. minucie bardzo bliska wyrównania była ponownie Pajor. Po jej strzale głową piłka znów zatrzymała się na poprzeczce – było to już drugie obramowanie bramki trafione przez Polki tego wieczoru. Szczęście wyraźnie sprzyjało rywalkom.

    Na około kwadrans przed końcem mocnym uderzeniem z dystansu popisała się Adriana Achcińska. Piłka przeleciała zaledwie kilkanaście centymetrów obok „okienka” bramki. Gdyby wpadła do siatki, byłby to gol wyjątkowej urody.

    Determinacja Polek została nagrodzona w samej końcówce. Kilka minut przed ostatnim gwizdkiem Ewelina Kamczyk posłała znakomite, prostopadłe podanie do Paulina Tomasiak. Tomasiak zachowała zimną krew i precyzyjnym strzałem doprowadziła do remisu 2:2. Asysta Kamczyk była najwyższej klasy i w pełni zasłużyła na uznanie.

    Ostatecznie spotkanie zakończyło się podziałem punktów. Choć Polki nie były faworytkami, pokazały charakter i potrafiły rywalizować z Holenderkami jak równe z równymi. Wywalczony remis w Gdańsku to wartościowy sygnał na dalszą część eliminacji.

    Kolejne wyzwanie czeka zespół Niny Patalon już 7 marca – wtedy biało-czerwone zmierzą się z reprezentacją Francji w walce o kolejne punkty w drodze na mundial.

  • A jednak to prawda ws. Polski. Nawrocki w akcji. Potwierdziło się we wtorek

    A jednak to prawda ws. Polski. Nawrocki w akcji. Potwierdziło się we wtorek

    We wtorkowym wydaniu „Porannej rozmowy” w RMF FM gościem Tomasza Terlikowskiego był prezes Polski Komitet Olimpijski, Radosław Piesiewicz. Jednym z głównych tematów wywiadu była potencjalna organizacja igrzysk olimpijskich w Polsce. Szef PKOl odniósł się do niedawnego spotkania z prezydentem Karolem Nawrockim oraz przewodniczącą MKOl Kirsty Coventry, a przy okazji potwierdził, że w międzynarodowych kręgach pojawiają się obawy dotyczące sytuacji politycznej w naszym kraju.

    Prezydent Karol Nawrocki uczestniczył w ceremonii otwarcia zimowych igrzysk olimpijskich Zimowe Igrzyska Olimpijskie Mediolan-Cortina 2026. Jego obecność we Włoszech nie ograniczała się jednak wyłącznie do kibicowania sportowcom. W trakcie wizyty spotkał się m.in. z premier Włoch Giorgia Meloni, a także prowadził rozmowy na temat ewentualnej organizacji letnich igrzysk olimpijskich w Polsce.

    Kluczowe znaczenie miało spotkanie z przewodniczącą Międzynarodowy Komitet Olimpijski, Kirsty Coventry. Uczestniczyli w nim również Maja Włoszczowska – członkini MKOl – oraz Radosław Piesiewicz. Po rozmowach prezydent podkreślał, że choć na deklaracje jest jeszcze za wcześnie, Polska wyraziła gotowość do ubiegania się o organizację igrzysk w 2036 roku. Zaznaczył przy tym, że jest to wspólne stanowisko głowy państwa i rządu, a sama idea powinna łączyć, a nie dzielić. W rozmowach akcentował również fakt, że Polska znajduje się w gronie dwudziestu największych gospodarek świata.

    Do tych wydarzeń odniósł się w RMF FM Radosław Piesiewicz. Na początku swojej wypowiedzi podziękował prezydentowi za inicjatywę zorganizowania spotkania. Jak zaznaczył, rozmowy były merytoryczne i przebiegały w dobrej atmosferze. Nie przesądzają one jeszcze o przyznaniu Polsce prawa do organizacji igrzysk, ale – jego zdaniem – stanowią istotny krok w kierunku złożenia oficjalnej aplikacji.

    Prezes PKOl podkreślił jednak, że kluczowe znaczenie ma współpraca wszystkich stron. – Potrzebny jest kolektyw i pełna koordynacja działań między PKOl a Ministerstwem Sportu – zaznaczył.

    Prowadzący rozmowę Tomasz Terlikowski zwrócił uwagę na pojawiające się sygnały, że napięta sytuacja polityczna w Polsce może być postrzegana przez MKOl jako czynnik utrudniający starania o organizację igrzysk. Piesiewicz przyznał, że takie głosy rzeczywiście się pojawiają.

    – To prawda – potwierdził, dodając jednocześnie apel o nieupolitycznianie sportu. Zapowiedział ponowne wystąpienie do ministra sportu z prośbą o spotkanie i przekazanie szczegółów rozmów z MKOl. Jak zaznaczył, w spotkaniu z przewodniczącą Coventry nie uczestniczył żaden przedstawiciel resortu, a dla Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego naturalnym partnerem do rozmów jest narodowy komitet olimpijski – w tym przypadku Polski Komitet Olimpijski.

    Wypowiedzi prezesa PKOl pokazują, że choć temat igrzysk w Polsce nabiera realnych kształtów, kluczowe dla dalszych działań będzie wypracowanie ponadpolitycznego porozumienia i wspólnej strategii na arenie międzynarodowej.

  • Komunikat ws. Nawrockiego. Goście w Pałacu. Patrzyła na nich cała Polska

    Komunikat ws. Nawrockiego. Goście w Pałacu. Patrzyła na nich cała Polska

    Dokładnie tydzień po spotkaniu z reprezentacją Polski w skokach narciarskich prezydent Karol Nawrocki ponownie otworzył drzwi Pałacu Prezydenckiego dla bohaterów zimowych igrzysk w Mediolan–Cortina. Tym razem głowa państwa gościła szerszą grupę olimpijczyków, którzy w ostatnich tygodniach reprezentowali biało-czerwone barwy na Półwyspie Apenińskim. O wizycie poinformował rzecznik prezydenta, Rafał Leśkiewicz, publikując w mediach społecznościowych pamiątkowe zdjęcie ze spotkania.

    23 lutego w Pałacu Prezydenckim pojawili się m.in. Kacper Tomasiak oraz Paweł Wąsek, którzy na skoczni w Predazzo sięgnęli po srebrny medal w konkursie duetów. Tomasiak dołożył do tego imponujący dorobek indywidualny – srebro na skoczni normalnej oraz brąz na dużym obiekcie. Sportowcom towarzyszyli przedstawiciele sztabu szkoleniowego, w tym trener kadry Maciej Maciusiak, a także prezes Polskiego Związku Narciarskiego, legendarny mistrz skoków Adam Małysz.

    Małysz w rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet” podkreślał, że dla zawodników szczególne znaczenie miała bezpośrednia atmosfera spotkania. – Chłopakom zaimponowało przede wszystkim to, że mogli porozmawiać z prezydentem jak z normalnym człowiekiem. Taka rozmowa twarzą w twarz to coś zupełnie innego niż oficjalne przemówienia, które znamy z mediów. Prezydent był świetnie przygotowany, znał szczegóły dotyczące nie tylko zawodników, ale też trenerów i serwismenów – relacjonował szef federacji.

    Kilka dni później prezydent ponownie spotkał się z reprezentantami Polski. Jak przekazał rzecznik, było to oficjalne spotkanie z uczestnikami XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich. Wśród obecnych znaleźli się m.in. Władimir Semirunnij, srebrny medalista w łyżwiarstwie szybkim na dystansie 10 000 metrów, oraz Damian Żurek, który w rywalizacji na 500 i 1000 metrów dwukrotnie uplasował się tuż za podium, zajmując czwarte miejsce.

    Delegacji towarzyszyli również działacze sportowi, w tym prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław Piesiewicz oraz Czesław Lang, pełniący podczas igrzysk funkcję attaché reprezentacji Polski.

    Spotkania w Pałacu Prezydenckim były okazją do podziękowań za sportową walkę i godne reprezentowanie kraju na najważniejszej zimowej imprezie czterolecia. Dla wielu zawodników była to nie tylko formalna uroczystość, lecz także symboliczne docenienie miesięcy ciężkiej pracy, które zaowocowały olimpijskimi sukcesami.

  • Dokonują koronacji. Fatalny werdykt dla Świątek. Wiadomość poszła w świat

    Dokonują koronacji. Fatalny werdykt dla Świątek. Wiadomość poszła w świat

    Można już dosłownie odliczać godziny do startu prestiżowego turnieju WTA 1000 w Indian Wells, jednego z najważniejszych przystanków w kalendarzu kobiecego tenisa. Na kalifornijskich kortach do rywalizacji powróci dwukrotna triumfatorka tej imprezy – Iga Świątek. Choć uwaga kibiców naturalnie skupia się na wiceliderce światowego rankingu, coraz głośniej mówi się również o jednej z jej potencjalnych rywalek. Jeden z zagranicznych portali posunął się nawet do symbolicznej „koronacji”, ogłaszając, że „wszyscy chcą korony” dla innej zawodniczki z tej samej części drabinki.

    Powrót po przerwie i trudna ścieżka

    Dla Świątek będzie to pierwszy występ od turnieju w Dosze. W Dubaju Polki nie oglądaliśmy, a jej ostatni start zakończył się ćwierćfinałową porażką z Maria Sakkari. Teraz przed nią kolejne wyzwanie – impreza, którą wygrywała już dwukrotnie, w 2022 oraz 2024 roku. Naturalnym celem jest więc trzeci tytuł i ponowne potwierdzenie dominacji na kalifornijskiej ziemi.

    We wtorek tuż po północy czasu polskiego rozlosowano drabinkę turnieju. Wiadomo już, że pierwszą rywalką 24-latki będzie Francesca Jones lub jedna z zawodniczek z kwalifikacji. W trzeciej rundzie możliwy jest rewanż za Doha – w gronie potencjalnych przeciwniczek ponownie znalazła się Sakkari. Oprócz niej na tej ścieżce widnieją także Warwara Graczowa oraz młoda Lilli Tagger.

    W 1/8 finału może dojść do bardzo ciekawego starcia z Karolína Muchová. W tej samej ćwiartce znalazły się również Mirra Andriejewa oraz Elina Switolina. Jeśli Świątek zamelduje się w półfinale, tam najwcześniej może trafić na takie nazwiska jak Jelena Rybakina, Jessica Pegula, Belinda Bencic czy Madison Keys. Układ drabinki zapowiada więc serię wymagających pojedynków już od pierwszych rund.

    „Wszyscy chcą korony Andriejewej”

    Szczególną uwagę na tę część turniejowej układanki zwrócił hiszpański portal Punto de Break. Dziennikarze nie mają wątpliwości, że to właśnie Andriejewa może być jedną z głównych bohaterek tegorocznej edycji. Wprost napisano, że „wszyscy chcą jej korony”, sugerując, iż młoda Rosjanka ma realne szanse na wielki sukces.

    To odważna teza, zwłaszcza że najwyżej rozstawioną zawodniczką w tej ćwiartce jest Świątek. Zdaniem hiszpańskich komentatorów powinniśmy jednak mówić raczej o „ćwiartce Andriejewej” niż „ćwiartce Świątek”. Jednocześnie podkreślono, że po Polce można spodziewać się solidnej, skutecznej gry i dalekiego marszu w turnieju – zwłaszcza biorąc pod uwagę jej wcześniejsze triumfy w Indian Wells.

    Andriejewa rozpocznie zmagania od pojedynku z Peyton Stearns lub Solaną Sierrą. Choć teoretycznie jest faworytką, eksperci zwracają uwagę, że w tej części drabinki nie brakuje zawodniczek gotowych pokrzyżować jej plany – w tym Switoliny czy Muchovej. Niewykluczone, że do walki o najwyższe cele włączy się również Sakkari. A część kibiców – określanych przez portal jako „tenisowi romantycy” – liczy na niespodziankę ze strony młodej Tagger.

    Rewanż wisi w powietrzu

    Co ciekawe, potencjalny ćwierćfinałowy pojedynek Świątek z Andriejewą zapowiada już oficjalny serwis WTA, przedstawiając go jako możliwą okazję do rewanżu za ubiegłoroczne starcie. Taki mecz byłby jednym z największych hitów tej fazy turnieju i bez wątpienia przyciągnąłby uwagę całego tenisowego świata.

    Jedno jest pewne – kalifornijska impreza zapowiada się wyjątkowo emocjonująco. Świątek wraca do gry z jasnym celem, ale droga do finału będzie pełna przeszkód. A jeśli dojdzie do wyczekiwanego starcia z Andriejewą, Indian Wells może znów stać się areną pojedynku, który zapisze się w historii turnieju.

  • Abramowicz wyznaje prawdę ws. relacji ze Świątek. Otwarcie potwierdza jedno

    Abramowicz wyznaje prawdę ws. relacji ze Świątek. Otwarcie potwierdza jedno

    Od lat wiadomo, że współpraca Iga Świątek z Daria Abramowicz wykracza poza schemat typowej relacji zawodnik–psycholog. Bywały sezony, w których obie spędzały razem nawet 270 dni w roku. Sama Abramowicz nie zaprzecza tym liczbom i tłumaczy, że wynika to ze specyfiki tenisa na najwyższym poziomie. Jednocześnie stanowczo odnosi się do sugestii, jakoby ich relacja przekroczyła granice profesjonalizmu i przybrała formę prywatnej przyjaźni.

    Dyskusja wokół tej współpracy odżyła po ostatnich występach Świątek. W podcaście „Trzeci Serwis” temat podjęli były trener tenisistki Artur Szostaczko oraz ekspert Lech Sidor. Pierwszy z nich podkreślał, że nie zna drugiego przypadku, w którym zawodnik niemal bez przerwy przebywa z psychologiem – zarówno podczas turniejów, jak i wakacji. Zastrzegł jednak, że jeśli taka formuła odpowiada samej Idze, nie widzi powodu, by ją kwestionować. Z kolei Sidor po turniejach w Melbourne i Dosze ocenił, że nie widać wyraźnych efektów tej współpracy, sugerując, iż zawodniczka sprawia wrażenie spiętej i nadmiernie zestresowanej.

    Na te słowa ostro zareagował ojciec tenisistki, Tomasz Świątek. Wytknął krytykom brak znaczących osiągnięć i zasugerował, by skupili się na własnych sprawach. Podkreślił również, że osoby z zewnątrz nie mają pełnej wiedzy o tym, jak naprawdę wygląda relacja jego córki z psycholog.

    Teraz do sprawy publicznie odniosła się sama Daria Abramowicz. W rozmowie z Grzegorz Krychowiak na antenie RMF FM przyznała, że w niektórych sezonach rzeczywiście spędzała z Igą około 270 dni w roku. Jak zaznaczyła, to konsekwencja charakteru zawodowego tenisa, który wymaga niemal ciągłych podróży przez jedenaście miesięcy w roku. Jeśli zawodniczka nie odnajduje się w pracy zdalnej lub sporadycznych konsultacjach, a jej kalendarz nie pozwala na regularne powroty do domu, model współpracy musi być dostosowany do realiów.

    Abramowicz podkreśliła, że taka forma pracy nie jest ani lepsza, ani gorsza — jest po prostu inna. Długotrwałe przebywanie razem naturalnie buduje bliższe więzi, podobnie jak w drużynach sportowych podczas zgrupowań czy sezonów wyjazdowych. Krychowiak zasugerował w rozmowie, że w takim układzie trudno mówić wyłącznie o relacji zawodowej, a bardziej o pewnej odmianie przyjaźni.

    Psycholog nie zgodziła się z tym stwierdzeniem. Przyznała jednak, że rozumie, dlaczego z zewnątrz może to wyglądać niejednoznacznie. W sportach „podróżujących”, takich jak tenis czy narciarstwo alpejskie, zespoły często funkcjonują niczym rozszerzona rodzina. Niektórzy sportowcy określają swoje sztaby mianem „stada” czy najbliższego kręgu wsparcia. To naturalny efekt wspólnego przeżywania sukcesów i kryzysów w wymagającym środowisku.

    Abramowicz zaznaczyła jednak wyraźnie, że bliskość nie oznacza zacierania granic zawodowych. Jej zdaniem relacja z Igą Świątek opiera się na profesjonalizmie, jasno określonych rolach i odpowiedzialności. Emocjonalna więź, która powstaje w toku wieloletniej współpracy, jest elementem pracy na najwyższym poziomie, ale nie zastępuje jej profesjonalnych fundamentów.