• Hitowy transfer w PlusLidze! Wielki powrót dwukrotnego mistrza świata

    Hitowy transfer w PlusLidze! Wielki powrót dwukrotnego mistrza świata

    Hitowy transfer w PlusLidze! Wielki powrót dwukrotnego mistrza świat

     

    Według naszych informacji Fabian Drzyzga po roku przerwy i występach w Fenerbahce Stambuł wróci do PlusLigi! Mistrz świata z 2014 i 2018 r. w przyszłym sezonie będzie występował w Indykpolu AZS-ie Olsztyn, który odbił się od dna tabeli i myśli również o następnych rozgrywkach. Wiemy, kto będzie trenerem legendarnego klubu i jacy zawodnicy mogą jeszcze go zasilić. Ponadto olsztynianie znaleźli nowego sponsora.

     

    Drzyzga w Stambule indywidualne spisuje się dobrze, ale jego Fenerbahce zdecydowanie zawodzi. Po 11. kolejkach drużyna ze Stambułu zajmuje 6. miejsce w tabeli ligi tureckiej i traci 6 pkt do Arkasu Izmir, który jest 4., a w tych rozgrywkach tylko pierwsza czwórka walczy o medale w fazie play-off.

     

    W lidze Mistrzów Fenerbahce zajmuje drugie miejsce w grupie B i ma dużą szansę na awans do fazy pucharowej. Dodatkowo od stycznia zespół czeka ogromne wzmocnienie. Umowę na 1,5 sezonu z klubem podpisał Earvin N’gapeth. Dwukrotny mistrz olimpijski w grudniu będzie jeszcze występował we Francji w Poitiers, ale już odgraża się, że z Fenerbahce chce sięgnąć po Ligę Mistrzów.

     

    Roczna przerwa Fabiana Drzyzgi

    Dla Drzyzgi będzie to powrót do PlusLigi po jednym sezonie przerwy. Wcześniej występował on w Asseco Resovii Rzeszów. Od sezonu 2025/2026 będzie rozgrywającym Indykpolu AZS-u Olsztyn, który będzie miał nowego sponsora z branży bankowej. Klub z Warmii chce namieszać wśród gigantów polskiej ligi.

     

    Olsztynianie do niedawna znajdowali się w strefie spadkowej PlusLigi i grali naprawdę źle, ale cztery ostatnie mecze to zwycięstwa za trzy punkty i teraz Indykpol może myśleć nawet o grze w play-off. Nad strefą spadkową mają 9 pkt przewagi, a do siódmej Skry Bełchatów tracą już tylko trzy “oczka”.

     

    Wiadomo już, że trenerem olsztynian w przyszłym sezonie będzie Daniel Pliński, który niedawno stracił pracę w PSG Stali Nysa. Wcześnie Indykpol zwolnił Argentyńczyka Juana Manuela Barriala i pierwszym szkoleniowcem w tej chwili jest Marcin Mierzejewski, wieloletni asystent olsztyńskich trenerów.

     

    W drużynie z Olsztyna na przyszły sezon zostanie duet atakujących Jan Hadrava i Daniel Gąsior. Fina Eemiego Tervapportiego na rozegraniu zastąpi właśnie Drzyzga. Na środku odejdzie Szymon Jakubiszak, a jego miejsce zajmie dobrze spisujący się w Stilonie Cuprum Seweryn Lipinski. Pozostała trójka środkowych, czyli Paweł Cieślik, Jakub Majchrzak i Dawid Siwczyk powinna zostać w zespole.

     

    Na pozycji libero klub miał stracić Kubę Hawryluka, który podpisał kontrakt z Aluronem CMC Wartą Zawiercie, ale klub ten sięgnął po Jakuba Popiwczaka i Hawryluk zostanie w Olsztynie na wypożyczeniu z wicemistrza Polski.

     

    Ciekawie sprawa ma się na pozycji przyjmujących. W drużynie zostanie Niemiec Moritz Karlitzek, ale do Jastrzębskiego Węgla odejdzie Nicolas Szerszeń. Przez zakontraktowanie Drzyzgi znajdzie się jednak miejsce dla obcokrajowca.Klub wykazywał zainteresowanie Piotrem Orczykiem, Tobiasem Brandem i Kamilem Kosibą, ale najprawdopodobniej żaden x tych ruchów nie dojdzie do skutku. Szansę gry w pierwszym zespole ma za to dostać wychowanek klubu, Kacper Sienkiewicz. To oznacza, że z drużyną najprawdopodobniej pożegnają się Manuel Armoa, Mateusz Janikowski iKamil Szymendera.

     

  • Iga Świątek opisała swój „intensywny” sposób reagowania na nieudany test antydopingowy.

    Iga Świątek opisała swój „intensywny” sposób reagowania na nieudany test antydopingowy.

    Iga Świątek opisała swój „intensywny” sposób reagowania na nieudany test antydopingowy

    Iga Świątek szczegółowo opisała kryzys, który przeżyła, gdy dowiedziała się, że nie przeszła testu antydopingowego.

    Nr 2. na świecie otrzymała miesięczny zakaz startu po tym, jak test na obecność zakazanej substancji, trimetazydyny, dał wynik pozytywny. Międzynarodowa Agencja Integracji Tenisa przyznała, że wynik był spowodowany zanieczyszczeniem.

    Świątek przyznała, że jej reakcja na tę sytuację była tak silna, że porównała ją do momentu, w którym ktoś bliski umiera. W rozmowie z polską telewizją TVN24, w swoim pierwszym wystąpieniu po ujawnieniu informacji o nieudanym teście i nałożonym banie, opisała „grozę” i trudności, jakie przeżywała w obliczu tej sytuacji.

    Polka pozytywnie przeszła test na trimetazydynę w sierpniu, a o wyniku dowiedziała się we wrześniu. Została wtedy tymczasowo zawieszona na krótki okres, przez co opuściła trzy turnieje, zanim udało jej się odwołać od decyzji. Czas ten został uwzględniony w ramach późniejszego miesięcznego zakazu startów.

    Opowiadając o swoich odczuciach po otrzymaniu informacji o pozytywnym wyniku testu, Świątek przyznała: „Moja reakcja była bardzo intensywna. Był to mix zamieszania i paniki. Dużo płakałam. Mój menedżer powiedział, że moja reakcja była jak po śmierci kogoś bliskiego, jakby coś poważnego stało się z moim zdrowiem.”

    Świątek znalazła się w sytuacji, której nie rozumiała, przyznając, że nie wiedziała, co to za substancja, za którą została ukarana. „Myślałam, że to może być pomyłka”, kontynuowała. „Naprawdę nie rozumiałam, co się dzieje. Nazwa substancji była mi zupełnie obca. Nigdy nie słyszałam o jej pochodzeniu. Nie myślałam o tym zbyt dużo, byłam po prostu przytłoczona emocjami.”

    23-letnia zawodniczka miała trudności, by wrócić na kort w trakcie tej sytuacji. „To był horror. Ogromne rozczarowanie” – dodała. „Sam moment wyjścia na kort był bolesny. Gdyby nie mój partner treningowy, Tomek Moczek, który na początku robił ze mną treningi jak z dziećmi – po prostu bawiliśmy się na korcie – chyba w ogóle nie wyszłabym na trening. Prawda jest taka, że kocham grać w tenisa, ale nie na tyle, by poświęcać moją honor i wartości. Zostałam postawiona w sytuacji, w której nagle ludzie mogą mnie oceniać bardzo negatywnie przez to, co się wydarzyło.”

    Okres niezdolności do startu Świątek oficjalnie zakończył się 4 grudnia. Początkowo miała zawieszenie tymczasowe od 12 września, ale ostatecznie zidentyfikowała źródło zanieczyszczenia – regulowany lek melatonina, który dostępny jest bez recepty.

    Świątek odwołała się od swojego tymczasowego zawieszenia 22 września, a decyzja została uchylona 4 października. Oznaczało to, że po zaakceptowaniu miesięcznego zakazu 27 listopada, miała już do odsłużenia tylko 8 dni.

     

  • Robert Lewandowski Równy Leo Messiemu – Historyczny Wyczyn Polskiego Snajpera

    Robert Lewandowski Równy Leo Messiemu – Historyczny Wyczyn Polskiego Snajpera

    Robert Lewandowski Równy Leo Messiemu – Historyczny Wyczyn Polskiego Snajpera

     

    Robert Lewandowski ponownie udowodnił, dlaczego jest uznawany za jednego z najlepszych napastników na świecie. W meczu Barcelony przeciwko Realowi Betis Polak nie tylko wpisał się na listę strzelców, ale również wyrównał rekord, który wydawał się nie do pobicia – osiągnięcie Leo Messiego z sezonu 2018/2019.

     

    Rekord Messiego – Wyzwanie dla Najlepszych

     

    Sezon 2018/2019 to dla fanów Barcelony czas magii, której autorem był Leo Messi. Argentyńczyk zdołał wtedy strzelić 16 bramek w pierwszych 16 meczach LaLiga, co było wyczynem na miarę geniuszu. Nie wszystkie te gole padały w każdym meczu – zdarzały się spotkania, w których Messi zdobywał dwie, a nawet trzy bramki. Wyśrubowany przez niego wynik wydawał się nieosiągalny, aż do teraz.

     

    Robert Lewandowski, który nie tak dawno zmagał się z krytyką po nieco słabszym poprzednim sezonie, pokazał wszystkim, że wciąż jest w fenomenalnej formie. W spotkaniu przeciwko Betisowi, które było jego 16. meczem w bieżącym sezonie, Polak strzelił swojego 16. gola, wyrównując rekord legendy Barcelony.

     

    Droga Lewandowskiego do Rekordu

     

    Poniżej przedstawiamy listę meczów, w których Robert Lewandowski trafiał do siatki w sezonie 2024/25:

     

    1. 17 sierpnia 2024 (1. kolejka): FC Valencia – FC Barcelona 1:2 (Lewandowski: 2 gole)

     

     

    2. 24 sierpnia 2024 (2. kolejka): FC Barcelona – Athletic Bilbao 2:1 (Lewandowski: 1 gol)

     

     

    3. 31 sierpnia 2024 (4. kolejka): FC Barcelona – Real Valladolid 7:0 (Lewandowski: 2 gole)

     

     

    4. 22 września 2024 (6. kolejka): FC Villarreal – FC Barcelona 1:5 (Lewandowski: 2 gole)

     

     

    5. 25 września 2024 (7. kolejka): FC Barcelona – FC Getafe 1:0 (Lewandowski: 1 gol)

     

     

    6. 6 października 2024 (9. kolejka): Deportivo Alavés – FC Barcelona 0:3 (Lewandowski: 3 gole)

     

     

    7. 20 października 2024 (10. kolejka): FC Barcelona – FC Sevilla 5:1 (Lewandowski: 2 gole)

     

     

    8. 26 października 2024 (11. kolejka): Real Madryt – FC Barcelona 0:4 (Lewandowski: 2 gole)

     

     

    9. 23 listopada 2024 (14. kolejka): Celta Vigo – FC Barcelona 2:2 (Lewandowski: 1 gol)

     

     

    10. 7 grudnia 2024 (16. kolejka): Real Betis – FC Barcelona 2:2 (Lewandowski: 1 gol)

     

     

     

    Co Dalej dla Lewandowskiego?

     

    Rekord Messiego to ogromne osiągnięcie, ale Argentyńczyk na tym nie poprzestał. W sezonie 2018/2019 zakończył rozgrywki z imponującym dorobkiem 36 bramek w 34 meczach LaLiga. Czy Lewandowski zdoła pobić ten wynik? Wszystko jest możliwe, zwłaszcza że Polak jest w świetnej formie.

     

    Przed Lewandowskim kolejne wyzwania. Już 11 grudnia Barcelona zmierzy się z Borussią Dortmund w Lidze Mistrzów, a 15 grudnia na zakończenie 17. kolejki LaLiga podejmie Leganes. To doskonałe okazje, by polski snajper kontynuował swoją strzelecką passę.

     

    Podsumowanie

     

    Wyrównanie historycznego rekordu Leo Messiego to wielkie osiągnięcie dla Roberta Lewandowskiego, które na nowo rozbudziło emocje wśród fanów Barcelony. Polski napastnik przypomniał, że wciąż jest jednym z najlepszych na świecie, a jego forma w tym sezonie dajenadzieję na jeszcze więcej spektakularnych występów.

     

  • To ich lek zażyła Iga Świątek. Napisali nam wprost. “Niesprawiedliwa kara”

    To ich lek zażyła Iga Świątek. Napisali nam wprost. “Niesprawiedliwa kara”

    To ich lek zażyła Iga Świątek. Napisali nam wprost. “Niesprawiedliwa kara”

    “Niesprawiedliwa kara? Lek zażyty przez Igę Świątek na celowniku. Co ujawnił producent?”

    Głośna sprawa związana z zawieszeniem Igi Świątek, najlepszej polskiej tenisistki i jednej z czołowych postaci światowego sportu, wciąż wzbudza ogromne emocje. Choć zawodniczka została ostatecznie oczyszczona z zarzutów świadomego stosowania niedozwolonych substancji, cień wątpliwości rzucony na jej karierę na nowo przywołał pytania o jakość i bezpieczeństwo leków dostępnych na rynku.

     

    Teraz do całej sprawy odniósł się producent Melatoniny LEK-AM, leku zażywanego przez Świątek, który przesłał redakcji obszerne wyjaśnienia. W liście skierowanym do mediów stanowczo broni bezpieczeństwa swojego produktu, wyrażając jednocześnie żal z powodu sytuacji, która dotknęła zawodniczkę.

     

    Początek dramatycznej historii

     

    Wszystko zaczęło się przed turniejem WTA 1000 w Cincinnati, gdy próbka pobrana od Świątek wykazała obecność trimetazydyny, substancji zabronionej przez Światową Agencję Antydopingową (WADA). Wynik ten był szokiem nie tylko dla samej zawodniczki, ale i dla całego świata sportu. Chociaż stężenie było minimalne, oznaczało to automatyczne zawieszenie zawodniczki.

     

    Przez kolejny miesiąc Iga musiała mierzyć się z konsekwencjami tej sytuacji. Ominęła kilka kluczowych turniejów, spadła na drugie miejsce w rankingu WTA, a jej reputacja została nadszarpnięta. Ostatecznie udało jej się udowodnić, że obecność trimetazydyny w jej organizmie wynikała z zanieczyszczenia partii leku Melatonina LEK-AM, który zażywała od lat.

     

    Producent broni swojego leku

     

    Pod koniec listopada producent Melatoniny LEK-AM opublikował oficjalne oświadczenie, w którym wyraził ubolewanie z powodu sytuacji dotykającej Świątek oraz zadeklarował pełną współpracę w celu wyjaśnienia sprawy. Teraz firma poszła o krok dalej, wysyłając szczegółowy list do naszej redakcji.

     

    W liście czytamy:

     

    > “Dziękujemy za zainteresowanie tematem niesprawiedliwego – naszym zdaniem – zawieszenia Pani Igi Świątek, na podstawie wykrycia bardzo niskiego stężenia TMZ w organizmie polskiej tenisistki. Trimetazydyna została wykryta właśnie ze względu na radykalnie restrykcyjne przepisy antydopingowe, które rządzą się innymi prawami niż przepisy dotyczące produkcji leków.”

     

     

     

    Producent podkreśla, że wykryte ilości trimetazydyny były “znacznie poniżej dopuszczalnych limitów” i nie stanowią zagrożenia dla zdrowia pacjentów.

     

    Bezpieczeństwo produkcji priorytetem

     

    W swoim liście firma LEK-AM szczegółowo opisuje proces produkcji Melatoniny LEK-AM. Lek ten jest wytwarzany zgodnie z zasadami dobrej praktyki wytwarzania (Good Manufacturing Practice – GMP), regulowanymi przez prawo unijne i krajowe.

     

    Firma zapewnia, że:

     

    Wszystkie leki podlegają ścisłej kontroli na każdym etapie produkcji.

     

    Badania chemiczne i mikrobiologiczne potwierdziły bezpieczeństwo prowadzonego procesu produkcyjnego.

     

    W zakładzie w Zakroczymiu przeprowadzane są regularne kontrole środowiska produkcyjnego, urządzeń oraz pomieszczeń.

     

     

    Dodatkowo producent informuje o współpracy z Głównym Inspektoratem Farmaceutycznym (GIF), któremu przekazano pełną dokumentację dotyczącą leku.

     

    Co dalej z Igą Świątek?

     

    Choć sprawa wydaje się zakończona, Iga Świątek musi odbudować swoją reputację na korcie i poza nim. Mimo krótkiego zawieszenia straciła nie tylko cenne punkty w rankingu, ale również czas, który mogła przeznaczyć na rozwój sportowy.

     

    Jednak dzięki wytrwałości i wsparciu ekspertów udało jej się udowodnić, że nie była świadoma obecności trimetazydyny w swoim organizmie. W świetle nowych informacji od producenta Melatoniny LEK-AM trudno oprzeć się wrażeniu, że Świątek stała się ofiarą zbyt restrykcyjnych przepisów antydopingowych, które nie uwzględniają możliwości zanieczyszczenia leków.

     

    Czy można uniknąć podobnych sytuacji?

     

    Eksperci podkreślają, że przypadek Igi Świątek może stać się punktem zwrotnym w dyskusji na temat polityki antydopingowej. Obecne przepisy są bezlitosne nawet w sytuacjach, gdy zawodnik nieświadomie przyjął niedozwoloną substancję.

     

    Producent Melatoniny LEK-AM apeluje o rozwagę i szersze spojrzenie na podobne przypadki. “Normy dopuszczalnych pozostałości dla każdego produktu leczniczego ustalane są w oparciu o standardy międzynarodowe. W przypadku leku Melatonina LEK-AM wyniki badań potwierdziły jego bezpieczeństwo” – czytamy w liście.

     

    Podsumowanie

     

    Sprawa Igi Świątek pokazuje, jak cienka jest granica między przestrzeganiem zasad a niesprawiedliwym traktowaniem sportowców. Choć polska tenisistka wyszła z tej sytuacji obronną ręką, sprawa pozostawia pytania o odpowiedzialność producentów leków, sportowców oraz organizacji antydopingowych.

     

    Dla kibiców Iga pozostaje bohaterką, która nie poddała się przeciwnościom losu. Teraz pozostaje jej powrócić na kort i udowodnić, że wciąż jest jedną z najlepszych tenisistek świata.

     

  • A jednak! To nie koniec kłopotów Igi Światek. Kara może się zmienić

    A jednak! To nie koniec kłopotów Igi Światek. Kara może się zmienić

    A jednak! To nie koniec kłopotów Igi Światek. Kara może się zmienić

    Czy kara Igi Świątek może ulec zmianie? Szef POLADA komentuje i wyjaśnia kolejne kroki w sprawie

    4 grudnia zakończyło się miesięczne zawieszenie Igi Świątek, ale sprawa związana z jej pozytywnym wynikiem testu antydopingowego wciąż pozostaje otwarta. Decyzje Międzynarodowej Agencji Integralności ds. Tenisa (ITIA) zostały już ogłoszone, jednak Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) nadal może podjąć działania. O możliwościach dalszego rozwoju sytuacji opowiedział Michał Rynkowski, szef Polskiej Agencji Antydopingowej (POLADA), w rozmowie ze Sport.pl.

     

    POLADA i WADA badają sprawę

     

    — My, jako POLADA, poprosiliśmy o dostęp do pełnych akt sprawy. Zakładam, że WADA także to zrobiła. To standardowe działanie, niezależnie od tego, czy dotyczy to Igi Świątek, czy innego sportowca — wyjaśnił Rynkowski. Dodał również, że każda sprawa jest analizowana szczegółowo. — Jeśli pojawią się wątpliwości co do zgodności decyzji z przepisami antydopingowymi, mogą zostać podjęte odpowiednie działania. Jednak obecnie jest zdecydowanie za wcześnie, by składać jakiekolwiek deklaracje — podkreślił.

     

    Rzadkie odrzucenie apelacji, ale możliwe zmiany

     

    Zapytany o potencjalny rozwój sprawy, Rynkowski odniósł się do statystyk. — Czy zdarzało się w przeszłości, że Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu (CAS) całkowicie odrzucał apelację WADA? Takie przypadki były bardzo rzadkie. Jednak CAS bywał łagodniejszy niż postulowała WADA — zaznaczył.

     

    Niestety, ta informacja może być niepokojąca dla Igi Świątek. Oznacza to bowiem, że mimo zakończenia miesięcznego zawieszenia, istnieje ryzyko zmiany decyzji na niekorzyść polskiej tenisistki.

     

    WADA komentuje lakonicznie, Iga Świątek broni swojej niewinności

     

    WADA odpowiedziała na pytania Sport.pl w lakoniczny sposób: „Jak w każdej tego typu sprawie, WADA dokładnie rozpatrzy decyzję ITIA i zastrzega sobie prawo do odwołania się do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu, jeżeli okaże się to stosowne”.

     

    Iga Świątek, pytana o swoją sytuację, wyraziła przekonanie, że nie ma podstaw do dalszych działań WADA. — Wiadomo, takie prawdopodobieństwo istnieje, ale myślę, że nie mają podstaw. Byłam w środku tego procesu i wiem, że przeprowadziłam wszystko porządnie od A do Z. Przedstawiliśmy szeroko wszystkie dowody, więc nie widzę tutaj żadnego problemu — powiedziała w wywiadzie dla TVN24 GO.

     

    Co dalej dla Igi Świątek?

     

    Chociaż kara polskiej tenisistki oficjalnie dobiegła końca, jej sytuacja pozostaje niepewna. Decyzje WADA i potencjalne odwołanie się do CAS mogą znacząco wpłynąć na dalszy przebieg jej kariery. Na razie pozostaje jedynie czekać na kolejne ruchy ze strony międzynarodowych organizacji.

     

  • Legia Warszawa pożegnała Lucjana Brychczego. Wielkie postacie na pogrzebie [GALERIA]

    Legia Warszawa pożegnała Lucjana Brychczego. Wielkie postacie na pogrzebie [GALERIA]

    Legia Warszawa pożegnała Lucjana Brychczego. Wielkie postacie na pogrzebie [GALERIA]

    Władze Legii Warszawa i PZPN, byli piłkarze, obecny sztab i gracze stołecznej drużyny pożegnali Lucjana Brychczego. Msza żałobna legendy Wojskowych i reprezentacji Polski odbywała się w Katedrze Polowej Wojska Polskiego w Warszawie.

    W poniedziałkowy poranek 2 grudnia napłynęły do nas bardzo smutne wieści. Zmarł Lucjan Brychczy. Tuż przed godz. 11.00 takie wieści przekazał na swoim profilu na Facebooku jego wnuk Michał Brychczy. “Dziadziuś dziękuję Ci za wszystko. To był wielki zaszczyt. Kocham” — czytamy w jego krótkim, ale jednoznacznym wpisie. Później tragiczne informacje w rozmowie z nami potwierdził syn legendy Legii. Brychczy zachorował na zapalenie płuc. Pogrzeb legendy stołecznej drużyny odbył się w poniedziałek 9 grudnia.

     

    Uroczystości pogrzebowe rozpoczęły się od mszy żałobnej w Katedrze Polowej Wojska Polskiego w Warszawie, a ceremonia po decyzji premiera Donalda Tuska miały charakter państwowy. Na pogrzebie pojawili się członkowie sztabu szkoleniowego Legii na czele z Goncalo Feio, a także piłkarze pierwszej drużyny. Oprócz nich pojawili się m.in. prezes Dariusz Mioduski, dyrektor sportowy Jacek Zieliński czy prezes PZPN Cezary Kulesza.

     

  • Szczęsnego przesądzony. Nie ma odwrotu po tym, co stało się w sobotę

    Szczęsnego przesądzony. Nie ma odwrotu po tym, co stało się w sobotę

    Szczęsnego przesądzony. Nie ma odwrotu po tym, co stało się w sobotę

    “Jedenaście występów w roli zmiennika i ani minuty w bramce, ale czy nadejdzie czas Polaka?” — pyta hiszpański “Sport” w kontekście Wojciecha Szczęsnego. Nasz rodak dołączył do FC Barcelona na początku października i do tej pory nie dostał swojej szansy. Wszystko wskazuje na to, że na razie jej nie otrzyma. Ostatni mecz Dumy Katalonii i to, co wyprawiał jego rywal — Inaki Pena — w bramce, sprawiają, że los golkipera z naszego kraju wydaje się przesądzony.

     

    Od momentu dołączenia Wojciecha Szczęsnego do Barcelony minęły już ponad dwa miesiące. Polak według wielu osób z miejsca miał stać się podstawowym bramkarzem, po tym jak Marc-Andre ter Stegen odniósł poważnej kontuzji. Tak się jednak nie stało i Hansi Flick, trener Blaugrany, wciąż konsekwentnie stawia na Inakiego Penę. Nasz rodak swojej szansy nie dostał i wiele wskazuje na to, że będzie musiał na nią jeszcze poczekać. Powód jest jasny.

     

    W ostatnim meczu, choć zremisowanym przez Barcelonę 2:2 z Realem Betis jego klubowy rywal — Pena — pokazał się z bardzo dobrej strony i można przypuszczać, że jeszcze mocniej ugruntował swoją pozycję w oczach Flicka. “Mecz mógł jednak potoczyć się po myśli Betisu, gdyby nie świetny występ Inakiego Peny w bramce. Bramkarz pochodzący z Alicante wybronił dwie groźne sytuacje i pomógł swojej drużynie utrzymać się przy życiu” — pisze hiszpański “Sport”. I na tym nie poprzestaje.

     

    Hiszpanie są zadowoleni z występów Inakiego Peny. A Wojciech Szczęsny ma problem

    “Bramkarz Blaugrany wybronił trzy strzały, ale dwa wyróżniają się na tle pozostałych. Takie, które trafią prosto do wideo podsumowania jego sportowej kariery, gdy zawiesi rękawice — oczywiście za długi czas, bo ma dopiero 25 lat. […] Niewiele mógł zrobić z rzutem karnym Lo Celso, choć dobrze wybrał stronę, w którą się rzucił. Dał się również zaskoczyć uderzeniem Diao z rzutu wolnego w doliczonym czasie gry, które dało wynik 2:2” — czytamy.

     

    “Prawda jest taka, że liczby Inakiego Peny w tym sezonie nie są szczególnie dobre: rozegrał 16 meczów i stracił 17 bramek, co daje średnią nieco ponad jednego gola straconego na mecz. Z drugiej strony zachował sześć czystych kont. […] Z powodu kontuzji ter Stegena Barca ruszyła na rynek, aby sprowadzić Szczęsnego. Jedenaście występów w roli zmiennika i ani minuty w bramce, ale czy nadejdzie czas Polaka? Wszystko wskazuje na to, że mógłby zadebiutować w meczu Dumy Katalonii w Pucharze Króla” — wskazują Hiszpanie.

     

    Swoje najbliższe spotkanie Barcelona rozegra już w środę 11 grudnia w Lidze Mistrzów. Ich rywalem będzie Borussia Dortmund. Jeśli nie dojdzie do żadnego “trzęsienia ziemi”, to najprawdopodobniej w tym meczu między słupkami Blaugrany powinien pojawić się nadalInaki Pena.

     

  • To nie żart. Tyle Maja Chwalińska zarobiła za życiowy sukces

    To nie żart. Tyle Maja Chwalińska zarobiła za życiowy sukces

    To nie żart. Tyle Maja Chwalińska zarobiła za życiowy sukce

     

    Hasło “Florianopolis” od teraz będzie u Mai Chwalińskiej wzbudzać wyjątkowe wspomnienia. Tym bardziej że Polka triumfowała tam zarówno w deblu, jak i grze singlowej. Historyczna wygrana w Brazylii oznacza też nagrodę finansową. Z gratyfikacjami z bardziej prestiżowych turniejów nie może się ona jednak równać.

     

    Wielka chwila w karierze Mai Chwalińskiej. Polska tenisistka w niedzielę sięgnęła po pierwszy w karierze tytuł w turnieju rangi WTA. 23-latka w finale turnieju WTA 125 we Florianopolis pokonała Szwajcarkę Ylenę In-Albon 6:1, 6:2. Godne podziwu są same okoliczności wygranej tenisistki z Dąbrowy Górniczej. Ze względu na opóźnienia w kalendarzu turnieju oba półfinały i finał rozegrane zostały tego samego dnia, a Polka w ciągu kilku godzin zanotowała dwa zwycięstwa.

     

    Maja Chwalińska zgarnęła też premię za wygraną w brazylijskim turnieju. Polka zainkasowała 15 tys. dol. (ponad 60 tys. zł). Większa nagroda czeka na nią natomiast w rankingu WTA. W zestawieniu “na żywo” wskoczyła aktualnie na 128. miejsce, najwyższe w swojej dotychczasowej karierze! Dzięki temu może liczyć na miejsce w drabince kwalifikacji każdego z turniejów wielkoszlemowych

     

    A  Polka turniej w Brazylii będzie wspominać wyjątkowo. Chwalińska okazała się bowiem najlepsza we Florianopolis nie tylko w singlu, ale również w deblu, w którym rywalizowała u boku reprezentantki gospodarzy LauryPigossi

     

  • Ewa Swoboda popłynęła na fali. Biegała równo ze sławami

    Ewa Swoboda popłynęła na fali. Biegała równo ze sławami

    Ewa Swoboda popłynęła na fali. Biegała równo ze sławami

    W sezonie 2024 najszybsza Polka Ewa Swoboda doczekała się srebra halowych MŚ (60 m), a potem została wicemistrzynią Europy (100 m)

     

    Ewa Swoboda popłynęła na fali bardzo udanego roku 2023, w którym ustanowiła znakomity rekord życiowy w biegu na 100 metrów (10.94 – jedna setna poniżej rekordu kraju Ewy Kasprzyk), a w mistrzostwach świata w Budapeszcie indywidualnie zajęła szóste miejsce, rywalizując w finale jedynie z ciemnoskórymi zawodniczkami.

     

    Kilka miesięcy później, w marcu bieżącego roku, przepędziła złe wspomnienia z halowych MŚ w Belgradzie (2022), gdy medal na 60 metrów przegrała o dwie tysięczne sekundy. Przed finałowym biegiem w Glasgow można było wręcz liczyć na złoto, gdyż czas uzyskany przez Swobodę w półfinale (6.98 – poprawiła o jedną setną własny rekord kraju) był najlepszym wynikiem tej fazy rywalizacji. Odrobinę wolniej 27-latka z Żor pomknęła w decydującym występie (7.00), a zwyciężyła Julien Alfred z St. Lucia (6.98), która pięć miesięcy później cieszyła się w Paryżu ze złotego medalu olimpijskiego na setkę.

     

    Równo ze sławami

    – Z jednej strony jestem mega zadowolona, ale z drugiej czułam bardzo duży niedosyt. Po półfinałowym starcie spodziewałam się naprawdę dobrego ścigania w finale, ale niestety zabrakło trochę prądu. To był już trzeci bieg tego dnia i trzeci bardzo szybki. Organizm dostał w kość – mówiła zawodniczka trenowana przez Iwonę Krupę.

     

    Występ polskiej sprinterki w Glasgow trzeba jednak przede wszystkim docenić. Przecież jej półfinałowy rezultat (6.98) to już kosmiczne bieganie. Do rekordu świata Iriny Priwałowej (6.92 – 1993) trochę brakuje, ale z tym wynikiem Ewa awansowała na 11. lokatę w historycznej tabeli – zajmuje ją ex aequo z takimi sławami jak Jamajki Shelly-Ann Fraser-Pryce i Elaine Thompson-Herah.

     

    W czerwcu w Rzymie – już na królewskim dystansie 100 metrów, Swoboda osiągnęła kolejne indywidualne podium, na którym jeszcze nie stała. Bo w mistrzostwach Europy na świeżym powietrzu dotychczas miała jedynie srebro w sztafecie 4×100 m (2022). Na Stadio Olimpico okazała się drugą sprinterką kontynentu (11.03). Odparła atak reprezentującej Włochy Zaynab Dosso (11.03 – o cztery tysięczne wolniej od Polki) oraz Patrizii van der Weken z Luksemburga (11.04) i uległa tylko Brytyjce Dinie Asher-Smith (10.99)

     

    Tym większa szkoda, że na początku sierpnia w Paryżu nie dane było Ewie drugi raz z rzędu w globalnej imprezie wziąć udział w finale biegu na 100 m. Po bardzo obiecujących eliminacjach (10.99 – najszybszy sprint Swobody w sezonie letnim) uzyskała 11.08 w półfinale, co sprawiło, że była pierwszą, która nie weszła do ósemki. Zabrakło jednej setnej…

     

    Hali nie odpuści

    – W trzech dużych imprezach zdobyłam dwa medale, więc sezon był bardzo dobry. Sądzę, że przyczyna niepowodzenia w Paryżu miała podłoże psychiczne. Za dużo bodźców i wszystkiego wokół – stwierdziła ostatnio. Sezon był wymagający, bo już na początku maja w Nassau polskie sprinterki skutecznie walczyły o olimpijskie przepustki w nieoficjalnych MŚ sztafet. – Byłam przytłoczona tak naprawdę już od tamtego startu na Bahamach. Dzięki temu wiem, nad czym muszę pracować i na co zwracać uwagę – mówi zawodniczka, którą zyskała ogromną popularność i dobrze zna nie tylko jej blaski, ale i cienie.

     

    Co najbardziej cieszy kibiców, na rok 2025 Swoboda zapowiedziała występ zarówno w halowych ME w holenderskim Apeldoorn (6–9 marca), jak i w halowych MŚ w chińskim Nankinie (21–23 marca). – Hali nie odpuszczę. Faktycznie, najpierw mówiłam o rezygnacji ze startu w Chinach, ale to dlatego, że byłam zmęczona i zła. Trudno przepuścić okazję bronienia tytułu wicemistrzyni świata – zaznacza Ewa. A najważniejsza impreza sezonu to oczywiście MŚ w Tokio (13–21 września).

     

    ***

     

    EKSPERT: MARCIN URBAŚ, rekordzista Polski na 200 m (19.98), halowy mistrz Europy 2022:

     

    To bardzo imponujące, jeśli sprinter lub sprinterka z Polski jest w stanie rywalizować z najlepszymi w Europie i na świecie. Zdarza się to niezwykle rzadko, a Ewa już przyzwyczaiła nas, że właściwie co roku jest na bardzo wysokim poziomie. Progresja jej wyników nie jest może obecnie aż tak duża, ale pamiętajmy, że już w bardzo młodym wieku zaczęła biegać bardzo szybko. Dlatego teraz może poprawiać się o jedną, dwie, trzy setne…

     

    Wielu specjalistów postrzega Ewę jako specjalistkę przede wszystkim od dystansu 60 m. Niektórzy widzą w niej potencjalną rekordzistkę świata. I ja również uważam, że stać ją na to, by prędzej czy później zbliżyć się do historycznego wyniku na 60 m (6.92 Iriny Priwałowej – przyp. red.). Byłoby to coś niesamowitego, bo o rekordach świata sprinterzy o białym kolorze skóry mogą na ogół tylko pomarzyć. Jeśli zaś chodzi o wytrzymałość szybkościową w biegu na 100 m, jest to delikatna sprawa. Może bowiem zdarzyć się tak, że mocno skupiając się na tym elemencie, Ewa straciłaby nieco wrodzonej szybkości. Myślę, że w jej przypadku ewolucja wytrzymałości szybkościowej nie jestem efektem wielkich zmian, lecz wie

  • Jest decyzja WTA w sprawie punktów Igi Świątek po zawieszeniu. Oficjalny komunikat!

    Jest decyzja WTA w sprawie punktów Igi Świątek po zawieszeniu. Oficjalny komunikat!

    Jest decyzja WTA w sprawie punktów Igi Świątek po zawieszeniu. Oficjalny komunikat!

     

    Iga Świątek, która do 4 grudnia włącznie odbywała zawieszenie za wykrycie w jej organizmie śladowych ilości trimetazydyny, nie może odetchnąć z ulgą – aktualizacja rankingu WTA przynosi dla niej punktowe konsekwencje, a strata do Aryny Sabalenki rośnie. Przyjrzyjmy się, co z tego wszystkiego wynika dla naszej najlepszej tenisistki.

     

    W obliczu narastającej niepewności związanej z przyszłością Igi Świątek na międzynarodowych kortach, światło dzienne ujrzały nowe fakty dotyczące jej zawieszenia. Przede wszystkim spowodowało ono rysy na wizerunku nieskazitelnej dotąd zawodniczki, wiadomo też, że Polka straciła premię za turniej WTA 1000 w Cincinnati, a to dlatego, że przed tym właśnie turniejem pobrano od niej próbkę, która wykazała obecność trimetazyny w jej organizmie, która jest substancją zakazaną w świecie tenisa. Fani dyscypliny z niecierpliwością oczekiwali, jaki wpływ cała sytuacja będzie miała na losy rankingu, w którym Polka już jakiś czas temu spadła na drugie miejsce.

     

    W ostatnich czterech tygodniach na szczytach kobiecego tenisa panował spokój. Aryna Sabalenka z Białorusi niezagrożenie okupowała pierwsze miejsce w rankingu WTA z dorobkiem 9416 pkt, podczas gdy na drugiej pozycji plasowała się nasza Iga Świątek, mająca 8370 pkt. Jednak najnowsze korekty wprowadzone przez zarządzających rozgrywkami, uwzględniające decyzje Międzynarodowej Agencji ds. Integralności Tenisa (ITIA), przyniosły zmiany, które wcale nie są korzystne dla polskiej zawodniczki.

     

    Świątek, która w ostatnim czasie zmagała się z konsekwencjami zawieszenia za nieumyślne naruszenie przepisów antydopingowych, zanotowała spadek punktowy. Obecnie jej dorobek wynosi 8295 punktów, co oznacza, że strata do liderki rankingu wzrosła do 1121 pkt. To rezultat ostatnich roszad w klasyfikacji, które wywołują pytania o przyczyny takiego stanu rzeczy.

     

    Iga Świątek traci nie tylko premię

    Początkowo wydawało się, że Świątek straci jedynie premię finansową, jednak najnowsza aktualizacja rankingu WTA z 9 grudnia ujawniła, że Polka została pozbawiona 390 punktów za udział w turnieju w Cincinnati. Zgodnie z zasadami WTA, które skomplikowały obliczenia, ostateczna strata punktowa wyniosła 75 pkt. Wynika to z faktu, że z rankingu Świątek usunięto “zera” za brak udziału w turniejach, których nie mogła rozegrać z powodu zawieszenia, a zamiast nich przywrócono jej punkty za wcześniejsze turnieje w Miami i Stuttgarcie.

     

    Sytuacja Świątek wywołała szerokie dyskusje, kiedy 28 listopada ITIA ogłosiła miesięczne zawieszenie po tym, jak w próbce pobranej 12 sierpnia wykryto zakazaną substancję. Zawodniczka, która dowiedziała się o tym 12 września, jak sama przyznała, w trakcie sesji fotograficznej. Rozpoczęła wtedy walkę o oczyszczenie swojego imienia, wskazując na lek z melatoniną jako źródło problemu. 4 października niezależny trybunał uchylił tymczasowe zawieszenie, umożliwiając Świątek udział w końcówce sezonu.

     

    Mimo to, miesięczne zawieszenie zostało przywrócone od 27 listopada, a z nim wiązało się ryzyko utraty zarówno premii finansowej za półfinał WTA 1000 w Cincinnati, jak i punktów rankingowych. Początkowo wydawało się, że Świątek zostanie pozbawiona jedynie premii, ale najnowsza aktualizacja rankingu przyniosła także punktowo mniej korzystne wieści.

     

    Tymczasem jej deblowa partnerka, Katarzyna Kawa, świętuje własny sukces – awans o 50 miejsc w rankingu po finale WTA 125 w Buenos Aires, co otwiera przed nią drzwi do eliminacji przyszłorocznego Australian Open, który wystartujejuż w styczniu.