• Szymon Marciniak nie podpisał kontraktu z PZPN! Zaskakujące kulisy

    Szymon Marciniak nie podpisał kontraktu z PZPN! Zaskakujące kulisy

    Szymon Marciniak nie podpisał kontraktu z PZPN! Zaskakujące kulisy

    Szymon Marciniak nie porozumiał się z Polskim Związkiem Piłki Nożnej! Mateusz Borek podał zaskakujące informacje na temat najlepszego polskiego sędziego. Okazuje się, że 43-latek prowadził spotkania Ekstraklasy na innych warunkach. — Ma płacone jak umowa o dzieło od meczu — zdradza dziennikarz w programie Moc Futbolu w Kanale Sportowym i jest oburzony zachowaniem PZPN. Podobne informacje ma ekspert sędziowski Rafał Rostkowski.

     

    Najsłynniejszy polski arbiter od 2011 r. pełni rolę sędziego międzynarodowego, a w 2022 r. dostał największe wyróżnienie w postaci pracy przy finale mundialu w Katarze. Jego pozycja w strukturach UEFA i FIFA jest doskonała i — co zrozumiałe — w Polsce ma większe wymagania finansowe od pozostałych zawodowych arbitrów.

     

    Szymon Marciniak nie ma kontraktu z PZPN! Zaskakujące kulisy

    Okazuje się, że Marciniak nie dogadał się ze związkiem w sprawie zawodowego kontaktu, w ramach którego pracują sędziowie w Ekstraklasie.

     

    — Dostałem taką informację, że najlepszy polski sędzia i jeden z najlepszych sędziów świata Szymon Marciniak sędziuje mecze Ekstraklasy i nie ma kontraktu zawodowego. Ma płacone jak umowa o dzieło od meczu — zdradza Mateusz Borek.

     

    — Jest to możliwe. Jakiś czas temu były podpisywane nowe kontrakty i Szymon Marciniak nie miał go podpisanego. Słyszałem o tym od osoby z PZPN. Nie miałem potwierdzenia od Szymona, bo on nie udziela wypowiedzi medialnych — przyznał Rafał Rostkowski w “Mocy Futbolu”.

     

    Być może PZPN nie chce płacić Marciniakowi takich pieniędzy, a być może Szymon nie chce wiązać się kontraktem — zauważa były arbiter.

     

    Reakcja na taki scenariusz bulwersuje znanego dziennikarza. — Dlaczego PZPN miałby nie zapłacić tego, co chce Szymon Marciniak? Jeśli ma taką pozycję na rynku międzynarodowym, nie może mieć kontraktu z PZPN na poziomie innych sędziów ekstraklasowych — uważa Borek.

     

    — Dlaczego miałby zarabiać tyle samo? Jest wizytówką polskiej piłki. Jeśli mówimy o federacji, która ma blisko 400 mln [zł] budżetu, myślę, że powinna robić wszystko, by mieć tego Marciniaka jako wizytówkę polskiej piłki i związku. To nie jest komuna, że każdy może zarabiać tyle samo — grzmi.

     

    Szymon Marciniak wyróżniony. Takiego turnieju jeszcze nie sędziował

    Do tego Polak ma znaleźć się wśród sędziów, którzy będą prowadzić mecze nowych Klubowych Mistrzostw Świata — informuje portal TVP Sport. Impreza organizowana latem 2025 r. przez FIFA ma być wielkim wydarzeniem. To wielkie wyróżnienie.

     

    Klubowe Mistrzostwa Świata 2025 odbędą się w nowym formacie, z udziałem 32 drużyn z całego świata. Turniej odbędzie się w USA między 15 czerwca a 13 lipca. W rozgrywkach wezmą udział drużyny z sześciu konfederacji piłkarskich oraz gospodarz turnieju

     

  • Swiatek, Sabalenka i Paolini potwierdzone na WTA Dubai 2025

    Swiatek, Sabalenka i Paolini potwierdzone na WTA Dubai 2025

    Swiatek, Sabalenka i Paolini potwierdzone na WTA Dubai 202

    Choć do powrotu cyklu na korty pozostał jeszcze długi tydzień, zaczynamy poznawać wielkie nazwiska, które wezmą udział w ważnych wydarzeniach kalendarza. Iga Świątek, Aryna Sabalenka i Jasmine Paolini to pierwsze gwiazdy, które potwierdziły swoją obecność na WTA Dubai 2025. To właśnie Włoszka będzie bronić tytułu, dążąc do powtórzenia sukcesu z ubiegłego sezonu.

     

  • Iga Świątek przyznała: „Nie potrafię”. Nagranie zaskoczyło fanów

    Iga Świątek przyznała: „Nie potrafię”. Nagranie zaskoczyło fanów

    Iga Świątek przyznała: „Nie potrafię”. Nagranie zaskoczyło fanów

     

    Iga Świątek, mając zaledwie 23 lata, osiągnęła sukcesy, których mogłoby jej pozazdrościć wielu bardziej doświadczonych sportowców. Wszystko to zawdzięcza ciężkiej pracy i solidnemu podejściu do treningów. Jednak nawet pomimo świetnej formy fizycznej, nie wszystkie ćwiczenia są dla niej wykonalne – co sama przyznała publicznie.

     

    Przygotowania Igi Świątek do United Cup

     

    Jesienią kibice tenisistki przeżywali chwile niepokoju, gdy na kilka tygodni wycofała się z rywalizacji. Powód jej nieobecności owiany był tajemnicą, a sama zawodniczka wyjaśniła sprawę dopiero niedawno, kiedy mogła to już zrobić. Jak się okazało, w organizmie Igi wykryto śladowe ilości zakazanej substancji. Świątek nie czekała bezczynnie i od razu podjęła działania, by udowodnić swoją niewinność.

     

    Po wyjaśnieniu sytuacji i zakończeniu sezonu Świątek udała się na zasłużony urlop. Po relaksujących wakacjach na Malediwach wróciła do Polski, gdzie skupiła się na rodzinie, zaległych spotkaniach oraz treningach. W przygotowaniach towarzyszy jej psycholożka Daria Abramowicz oraz nowy trener Wim Fissette. Ostatnio cała trójka wybrała się na wspólną kolację, podczas której coach Igi po raz pierwszy spróbował pierogów.

     

    Obecnie Świątek wraz ze swoim zespołem intensywnie przygotowuje się do nadchodzącego United Cup, który rozpocznie się już za 12 dni. W trakcie niedzielnego treningu Iga nagrała krótkie wideo, pokazując moment swojej rozgrzewki. Zaskoczyła przy tym fanów wyznaniem, że nie jest w stanie poprawnie wykonać jednego z ćwiczeń.

     

    To ćwiczenie sprawia jej trudność

     

    Choć Świątek trenuje od dziecka i ma za sobą tysiące treningów, jedno z pozornie prostych ćwiczeń nadal jest dla niej wyzwaniem. Tenisistka regularnie buduje swoją formę na siłowni, podnosi ciężary, pracuje na różnych sprzętach i dba o wytrzymałość poprzez bieganie. Każdy trening rozpoczyna się od rozgrzewki i rozciągania, które pomagają przygotować ciało do intensywnej pracy na korcie.

     

    Jednak właśnie podczas rozciągania Świątek przyznała, że jedno z ćwiczeń nie wychodzi jej tak, jak powinno. Na Instagramie opublikowała zdjęcie z trenerem i psycholożką, a w kolejnym slajdzie pokazała swoją próbę wykonania problematycznego ruchu. Niestety, efekt nie był zadowalający.

     

    „Dzień szlifowania i rozciągania (nie, nie umiem tego zrobić jak trzeba)” – napisała w swoim poście.

     

    Nagranie rozbawiło fanów, którzy docenili szczerość i dystans Igi do samej siebie. To wyznanie pokazuje, że nawet najlepsi sportowcy mają swoje małe trudności, które czynią ich jeszcze bardziej autentycznymi i bliskimidla swoich kibiców.

     

  • To koniec meczów reprezentacji Polski w TVP. Właśnie ogłoszono

    To koniec meczów reprezentacji Polski w TVP. Właśnie ogłoszono

    To koniec transmisji meczów polskiej piłki ręcznej na antenach TVP: Nowym partnerem medialnym został Polsat

    Polska telewizja sportowa przechodzi właśnie znaczącą zmianę, która z pewnością wpłynie na sposób, w jaki kibice oglądają mecze polskiej reprezentacji w piłce ręcznej. Ogłoszono oficjalnie, że Telewizja Polska przestanie transmitować spotkania polskich szczypiornistów. Nowym patronem medialnym Związku Piłki Ręcznej w Polsce (ZPRP) zostanie Telewizja Polsat. Szczegóły tego przełomowego porozumienia mają zostać ujawnione podczas oficjalnej konferencji prasowej, zaplanowanej na środę, 18 grudnia, o godzinie 13:00.

    Polsat przejmuje stery

    Informacja o zmianie partnera medialnego została po raz pierwszy podana na profilu Handball Polska, co wzbudziło ogromne emocje wśród fanów i dziennikarzy sportowych. W komunikacie poinformowano, że:

    “W najbliższą środę 18 grudnia o godz. 13:00 odbędzie się konferencja prasowa poświęcona ogłoszeniu nowego Partnera Medialnego ZPRP”. Już teraz wiadomo jednak, że tym partnerem zostanie właśnie Telewizja Polsat.

    Decyzja ta oznacza zakończenie kilkuletniej współpracy ZPRP z Telewizją Polską, która przez lata relacjonowała mecze reprezentacji Polski w piłce ręcznej. W nadchodzącym okresie wszystkie transmisje związane z polską piłką ręczną będą dostępne na antenach Polsatu, co zapowiada zupełnie nową erę w promocji tego sportu w kraju.

    Konferencja prasowa z udziałem władz ZPRP i Polsatu

    Zaplanowana na 18 grudnia konferencja prasowa będzie kluczowym momentem w tej zmianie medialnej. Udział w niej wezmą najważniejsze osoby związane zarówno z ZPRP, jak i Telewizją Polsat. Wśród uczestników znajdą się Prezes Związku Piłki Ręcznej w Polsce Sławomir Szmal, Wiceprezes ds. Organizacji Imprez i Marketingu Tomasz Lewtak, Dyrektor ds. Sportu Telewizji Polsat Marian Kmita oraz Zastępca Dyrektora ds. Sportu Piotr Pykel.

    Konferencja ma na celu nie tylko przedstawienie szczegółów umowy, ale również omówienie planów na przyszłość, w tym transmisji najważniejszych wydarzeń sportowych, takich jak mecze reprezentacji, rozgrywki Pucharu Polski czy eliminacje do mistrzostw Europy.

    „Kilka fajnych lat” – pożegnanie z TVP

    Decyzja o zmianie partnera medialnego wywołała również emocjonalne reakcje ze strony osób związanych z TVP. Maciej Wojs, dziennikarz sportowy Telewizji Polskiej, w swoich mediach społecznościowych podsumował zakończenie współpracy w poruszający sposób:

    “Polsat nowym partnerem medialnym ZPRP. Reprezentacja, Puchar Polski… To było kilka fajnych lat z polską piłką ręczną w TVP. Dzięki za wszystkie wspólne emocje i transmisje, czy to w roli komentatora, czy reportera. No i — może jeszcze kiedyś — do zobaczenia na szlaku”.

    Słowa te doskonale oddają atmosferę pożegnania, jaka panuje w Telewizji Polskiej po latach relacjonowania emocjonujących meczów piłki ręcznej.

    Co dalej z polską reprezentacją?

    Już w styczniu polska reprezentacja weźmie udział w mistrzostwach świata, a w marcu rozpocznie eliminacje do mistrzostw Europy. Te kluczowe wydarzenia sportowe będą transmitowane przez Polsat, co daje nadzieję na jeszcze większe zaangażowanie medialne w promocję piłki ręcznej w Polsce.

     

    Zmiana partnera medialnego to także okazja do nowych inwestycji i innowacyjnych rozwiązań w sposobie prezentowania spotkań. Polsat, znany z profesjonalizmu w transmisjach sportowych, z pewnością zadba o to, aby kibice nie tylko oglądali mecze, ale również poczuli się ich częścią.

     

    Nowa era dla polskiej piłki ręcznej

    https://x.com/handballpolska/status/1868573601567555967

    Choć dla wielu fanów może być to koniec pewnej epoki, zmiana ta otwiera również nowe możliwości dla rozwoju polskiej piłki ręcznej. Polsat jako nowy partner medialny ma szansę wprowadzić świeże spojrzenie na promocję tego sportu, co może przyczynić się do wzrostu jego popularności zarówno w Polsce, jak i za granicą.

     

    Kibice z niecierpliwością czekają na pierwsze transmisje w nowej rzeczywistości medialnej i mają nadzieję, że będą one równie emocjonujące, jak te, które przez lata dostarczała im Telewizja Polska. Czas pokaże, czy Polsat sprosta oczekiwaniom i czy nowa współpraca okaże się równie owocna. Jedno jest pewne – przed nami zupełnie nowy rozdział whistorii polskiej piłki ręcznej.

     

  • Robert Lewandowski na niechlubnej liście. Piszą wprost: jest winien upadku Barcelony!

    Robert Lewandowski na niechlubnej liście. Piszą wprost: jest winien upadku Barcelony!

    Robert Lewandowski na niechlubnej liście. Piszą wprost: jest winien upadku Barcelony

    Hiszpanie powoli tracą cierpliwość, widząc, co wyprawia FC Barcelona. W artykule zamieszczonym w “Marce” o wymownym tytule “Barca — niewytłumaczalny dramat”, autor stara się jednak zrozumieć bolesny upadek drużyny. Wśród przyczyn znalazło się nazwisko Roberta Lewandowskiego.

    FC Barcelona w ogóle nie przypomina już maszyny, która na początku sezonu niszczyła właściwie każdego rywala. Drużyna szczyciła się znakomitą passą — w krajowych rozgrywkach miała 11 zwycięstw i tylko jedną porażkę. Ale to już przeszłość, teraz mówi się o innych statystykach.

    W ostatnich sześciu meczach La Liga Barca straciła aż 13 pkt. “To naprawdę oburzające” — piszą dziennikarze, zwracając uwagę na to, jak dobrze zespół radził sobie wcześniej. Autorzy artykułu upatrują przyczyn upadku w kilku zapalnikach.

    Robert Lewandowski znalazł się na niechlubnej liście
    Przede wszystkim, zwrócono uwagę na spadek jakości w defensywie. Zaczęły pojawiać się błędy, które poskutkowały tym, że przez siedem meczów zespół nie zachował czystego konta. To z kolei dawało zbyt dużą przewagę rywalom, tym bardziej w sytuacji, gdy jednocześnie spada skuteczność… I tu pojawia się nazwisko Roberta Lewandowskiego.

    Lewandowski to już nie to samo, wyraźnie spadła jego skuteczność. Polak zaczął sezon z rekordową liczbą trafień, przypominającą jego pierwszy sezon. W ostatnich meczach nie gra jednak na swoim poziomie, więc Flick kilkukrotnie go zmienił. Na sześć ostatnich spotkań strzelił tylko dwa gole, co znacząco odbiega od wcześniejszych statystyk. I zespół to odczuł” — czytamy.

    Dostało się także Lamine Yamalowi, który w ostatnim czasie także jest nieskuteczny. Błyszczą za to inni. “To, że drużyna utrzymała się na powierzchni, stało się dzięki niezwykłemu wkładowi Raphinhy, który od początku sezonu nie stracił swojego tempa oraz Ferrana Torresa. Po kontuzji powrócił w doskonałej formie” — napisano.

  • Robert Lewandowski się skompromitował. Barcelona i tak nie da rady się go pozbyć

    Robert Lewandowski się skompromitował. Barcelona i tak nie da rady się go pozbyć

    „Ogórki” za gorzkie na Lewandowskiego: Katastrofalny występ Polaka, który podgrzał plotki o transferze

     

    Występ Roberta Lewandowskiego przeciwko CD Leganés, znanego w Hiszpanii pod przydomkiem „Ogórki”, stał się tematem ożywionej debaty. Choć kibice FC Barcelony liczyli, że ich gwiazdor poprowadzi drużynę do łatwego zwycięstwa nad jednym z outsiderów La Ligi, rzeczywistość okazała się bolesna. Lewandowski zmarnował trzy znakomite sytuacje bramkowe, co nie tylko wpłynęło na wynik meczu (0:1), ale także podsyciło spekulacje o jego możliwym transferze do Arabii Saudyjskiej. Tymczasem Barcelona, zamiast rozdawać świąteczne prezenty swoim kibicom, sama sprezentowała trzy punkty rywalowi, który bardziej niż piłkarskimi umiejętnościami imponował uporczywą defensywą.

     

    Leganés wyprowadza Barcelonę na manowce

     

    Już w czwartej minucie meczu sytuacja przybrała nieoczekiwany obrót. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego niepilnowany Sergio González zaskoczył strzałem głową bramkarza Blaugrany, Iñakiego Peñę. Paradoksalnie, kilkanaście sekund wcześniej Leganés miało szansę na otwarcie wyniku, gdy Munir El Haddadi zmarnował „setkę”. Barcelona zlekceważyła ostrzeżenie i zapłaciła za to najwyższą cenę.

     

    Po objęciu prowadzenia, Leganés wdrożyło taktykę, która przypominała mistrzowską szkołę antyfutbolu. Zaledwie 20% posiadania piłki, gra na czas już od 20. minuty, a także współczynnik goli oczekiwanych (xG) ponad sześciokrotnie niższy niż ten Barcelony — to wszystko nie miało znaczenia, bo wynik pozostał niezmienny. Dumie Katalonii zabrakło skuteczności, by przełamać mur defensywny rywala, a Robert Lewandowski, który miał być kluczowym graczem w takich meczach, zaliczył jeden z najsłabszych występów w sezonie.

     

    Katastrofalna skuteczność Lewandowskiego

     

    Robert Lewandowski był bez wątpienia jednym z głównych winowajców porażki. Już w 10. minucie Raphinha idealnie wyłożył mu piłkę, ale Polak trafił wprost w bramkarza. Kolejna okazja nadeszła przed przerwą, gdy Lewandowski świetnie opanował futbolówkę i wykonał efektowny piruet, jednak strzał pozostawiał wiele do życzenia. Marko Dmitrović znów okazał się lepszy.

     

    Kulminacyjna scena miała miejsce w 58. minucie, gdy po perfekcyjnym dośrodkowaniu z lewej strony boiska Lewandowski wzbił się w powietrze, lecz zamiast precyzyjnego strzału głową, piłka odbiła się od jego barku i poszybowała gdzieś w stronę La Rambli. To był moment, w którym nawet najbardziej wyrozumiali kibice Barcelony mogli stracić cierpliwość. Polak sam dał upust swojej frustracji, wykrzykując siarczyste przekleństwo. Niedługo potem opuścił boisko, ustępując miejsca Ferranowi Torresowi, który jednak nie był w stanie odmienić losów meczu.

     

    Katalonia śmieje się sama z siebie

     

    Występ Barcelony w meczu z Leganés był tym bardziej gorzki, że jeszcze dzień wcześniej kibice Blaugrany złośliwie cieszyli się z potknięcia Realu Madryt, który zremisował z Rayo Vallecano (3:3). Radość okazała się jednak krótkotrwała. Szybko okazało się, że to fani Barcelony stali się obiektem żartów, bo ich drużyna nie tylko nie zdobyła łatwych trzech punktów, ale także zagrała bez polotu i skuteczności.

     

    Jeszcze przed meczem wielu obserwatorów uważało, że wygrana z Borussią Dortmund (3:2) w Lidze Mistrzów może być zwiastunem lepszej formy. Jednak występ na Signal Iduna Park był raczej wyjątkiem od reguły, a bramki zdobyte po kontrach maskowały problemy drużyny. Tym bardziej zaskakujący jest fakt, że w spotkaniu z Leganés Barcelona nie potrafiła wykorzystać swoich atutów, mimo że Ferran Torres, bohater meczu z Borussią, również pojawił się na murawie.

     

    Transfer do Arabii? Plotki wracają jak bumerang

     

    Porażka z Leganés z pewnością przyczyni się do powrotu plotek o możliwym transferze Lewandowskiego do Arabii Saudyjskiej. Po serii słabszych występów Polaka, temat ten był już poruszany w hiszpańskich mediach, a teraz może nabrać jeszcze większego rozgłosu. Jednak wszelkie spekulacje wydają się mało prawdopodobne. Lewandowski, mimo że zbliża się do końca kariery, wciąż jest kluczowym zawodnikiem Barcelony. Jego kontrakt niemal automatycznie zostanie przedłużony po rozegraniu odpowiedniej liczby meczów w tym sezonie, a sam zawodnik nie wydaje się zainteresowany wyjazdem do ligi o niższym prestiżu.

     

    Nie można też zapominać, że Barcelona wciąż boryka się z problemami finansowymi i ewentualne sprowadzenie wartościowego następcy Lewandowskiego byłoby dla klubu trudnym zadaniem. Ponadto, relacje między prezydentem klubu, Joanem Laportą, a agentem Lewandowskiego, Pinim Zahavim, pozostają znakomite, co sprawia, że niespodziewane decyzje transferowe są mało prawdopodobne.

     

    Podsumowanie: Czas na refleksję

     

    Choć Robert Lewandowski wciąż ma potencjał, by zapewniać Barcelonie kilkadziesiąt bramek w sezonie, ostatnie mecze pokazują, że jego skuteczność pozostawia wiele do życzenia. Zmarnowane okazje w spotkaniu z Leganés były nie tylko frustrujące dla kibiców, ale także mogą wpłynąć na morale drużyny. Jeśli Barcelona chce walczyć o najwyższe cele, musi znaleźć sposób na przełamanie kryzysu formy swojego lidera.

     

    Dla Lewandowskiego nadchodzące tygodnie będą kluczowe. Kibice liczą, że Polak powróci do swojej najlepszej formy i znów stanie się niekwestionowanym bohaterem drużyny. Jednak jeśli sytuacja się nie zmieni, jego pozycja w klubie może zostać poddana poważnej rewizji.

     

  • Wyleciał z teamu Świątek, teraz się odgraża. Zaatakuje z całą mocą. “Zero szacunku”

    Wyleciał z teamu Świątek, teraz się odgraża. Zaatakuje z całą mocą. “Zero szacunku”

    Nick Kyrgios zapowiada otwartą wojnę na korcie. Czy Australian Open zamieni się w arenę konfliktów?

    Nick Kyrgios to postać, która od lat wywołuje skrajne emocje w świecie tenisa. Australijski zawodnik, znany z kontrowersyjnych zachowań zarówno na korcie, jak i poza nim, ponownie znalazł się w centrum uwagi. Tym razem wszystko wskazuje na to, że przygotowuje się do wyjątkowo burzliwego powrotu na kort podczas Australian Open. Jego głównym celem nie jest jednak wyłącznie triumf w pierwszym wielkoszlemowym turnieju sezonu, ale również publiczna i bezpardonowa konfrontacja z obecnym liderem światowego rankingu, Jannikiem Sinnerem.

    Co więcej, Kyrgios otwarcie zapowiada, że zrobi wszystko, by zamienić ewentualny pojedynek z Włochem w spektakl pełen emocji, prowokacji i chaosu. “Jeśli dane będzie nam ze sobą zagrać, po prostu sprawię, że każda osoba z tłumu na niego naskoczy. Cały szacunek pójdzie w zapomnienie. Zamienię to w absolutny rozgardiasz. I zrobię wszystko, żeby wygrać” – oznajmił bez ogródek w podcaście “Nothing Major”. Słowa te są kolejnym dowodem na to, że Australijczyk zamierza wejść na kort nie tylko jako tenisista, ale również jako prowokator.

    Kyrgios poza rankingiem, ale wciąż na językach

    Warto przypomnieć, że Nick Kyrgios, choć kiedyś uznawany za jeden z największych talentów światowego tenisa, obecnie nie figuruje w rankingu ATP. Wypadł z listy w ubiegłym roku po wyjątkowo trudnym dla siebie sezonie, podczas którego rozegrał zaledwie jeden mecz. Było to w czerwcu, podczas turnieju w Stuttgarcie, gdzie po krótkim występie szybko wrócił do roli pacjenta, zmuszony do leczenia kontuzji kolana i nadgarstka.

    Mimo tych przeciwności losu, Australijczyk zdołał pozostać w centrum zainteresowania. Zamiast jednak zdobywać punkty na korcie, wykorzystał media społecznościowe i swoje cięte komentarze, by podtrzymać swój wizerunek jako jednego z najbardziej kontrowersyjnych zawodników w historii tenisa. Jednym z jego najnowszych “celów” stały się dopingowe kontrowersje wokół Jannika Sinnera oraz Igi Świątek.

    Atak na Sinnera i Świątek

    Zarówno Jannik Sinner, jak i Iga Świątek, znaleźli się ostatnio w centrum uwagi z powodu incydentów związanych z dopingiem. Polka została zawieszona na miesiąc po tym, jak ustalono, że zakazana substancja znalazła się w jej organizmie bez jej wiedzy, a jej obecność była efektem przypadkowego spożycia. Włoch z kolei w ogóle uniknął dyskwalifikacji – oficjalnie przyjęto, że odpowiedzialność za obecność zakazanej substancji spada na jego fizjoterapeutę, który użył zanieczyszczonej maści podczas masażu.

    Obie sprawy są nadal otwarte. Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) wciąż nie wydała ostatecznego stanowiska w sprawie Świątek, a decyzja dotycząca Sinnera została ostro skrytykowana jako zbyt łagodna.

    Nick Kyrgios nie zamierza jednak czekać na rozstrzygnięcia WADA. Australijczyk, który od dawna znany jest z wyrażania swoich opinii w dosadny sposób, wykorzystał te sytuacje, by zaatakować oboje zawodników w mediach społecznościowych. Domagał się surowszych kar, dłuższych dyskwalifikacji i zdecydowanego potępienia ze strony władz tenisa. “Zero szacunku” – powtarzał wielokrotnie, nie szczędząc ostrych słów w kierunku zarówno Sinnera, jak i Świątek.

    Australian Open jako pole bitwy

    Teraz Kyrgios przenosi swoje działania z mediów społecznościowych na kort. Dzięki zaproszeniu od organizatorów Australian Open, Australijczyk będzie miał szansę zaprezentować się przed własną publicznością. W podcaście “Nothing Major” jasno dał do zrozumienia, że jego powrót na kort to nie tylko kwestia rywalizacji sportowej, ale również okazja do osobistej konfrontacji z Jannikiem Sinnerem.

    “Jeśli dane będzie nam ze sobą zagrać, zrobię wszystko, żeby zamienić ten mecz w chaos. Każda osoba na trybunach będzie przeciwko niemu” – zapowiedział. Dla lidera światowego rankingu oznacza to, że oprócz wyzwań sportowych, będzie musiał zmierzyć się z ogromną presją wywołaną przez działania Kyrgiosa.

    Konflikt z zespołem Świątek

    Ostre wypowiedzi Kyrgiosa w kierunku Igi Świątek już wcześniej miały swoje konsekwencje. Kiedy Australijczyk otwarcie skrytykował Polkę, został usunięty z jej zespołu podczas przygotowań do towarzyskiego turnieju World Tennis League. Decyzja ta spotkała się z mieszanymi reakcjami, ale dla Świątek i jej teamu była jasnym sygnałem, że nie zamierzają tolerować takiego zachowania.

    Co dalej z Kyrgiosem?

    Pozostaje pytanie, jak zakończy się ta historia. Czy Nick Kyrgios faktycznie zrealizuje swoje groźby podczas Australian Open? Czy Jannik Sinner będzie w stanie zachować zimną krew i skupić się wyłącznie na rywalizacji sportowej? Jedno jest pewne – jeśli dojdzie do pojedynku między tymi zawodnikami, emocje sięgną zenitu.

    Australian Open zapowiada się nie tylko jako święto tenisa, ale również jako arena, na której rozegra się jedna z najbardziej kontrowersyjnych historii ostatnich lat. Kyrgios po raz kolejny udowadnia, że jego powrót na kort to coś więcej niż tylko walka o punkty – to także próba udowodnienia, że nadal jest w stanie skupić na sobie uwagę całego świata.

     

  • Stracili cierpliwość do Roberta Lewandowskiego! Absolutna sensacja w meczu Barcelony

    Stracili cierpliwość do Roberta Lewandowskiego! Absolutna sensacja w meczu Barcelony

    Nieoczekiwany cios! FC Barcelona ulega beniaminkowi Leganes 0:1, a Lewandowski nie trafia do siatki

    FC Barcelona zanotowała kolejną sensacyjną porażkę, przegrywając 0:1 z Leganes, drużyną zajmującą dopiero 17. miejsce w tabeli LaLiga. Robert Lewandowski, choć miał wiele dogodnych sytuacji, nie zdołał trafić do siatki i został zmieniony już w 66. minucie. Mimo że Barcelona nadal jest liderem, jej przewaga nad Atletico i Realem wydaje się bardzo krucha.

    Barcelona przegrywa na własnym stadionie z Leganes

    W 17. kolejce LaLiga FC Barcelona, choć dominowała przez większość meczu, poniosła porażkę z Leganes 0:1. To kolejny cios dla Dumy Katalonii, która w ostatnich sześciu meczach zdobyła zaledwie pięć punktów. W tym czasie zanotowała trzy porażki, w tym dwie na własnym stadionie z zespołami z dolnej części tabeli – najpierw z Las Palmas, teraz z Leganes.

    Lewandowski w roli antybohatera

    Robert Lewandowski, który miał być liderem Barcelony, tym razem zawiódł na całej linii. Polak miał kilka doskonałych okazji do strzelenia gola, jednak za każdym razem brakowało mu skuteczności. Sytuacja Barcelony w tabeli staje się coraz bardziej napięta – choć nadal prowadzi z dorobkiem 38 punktów, Atletico Madryt traci jedynie różnicę bramek, a Real Madryt zaledwie punkt. Co więcej, obie drużyny ze stolicy mają jeden mecz rozegrany mniej.

    Osłabiona Barcelona bez trenera

    W tym meczu Barcelonie zabrakło zawieszonego za czerwoną kartkę trenera Hansiego Flicka. Formalnie drużynę poprowadził jego asystent Marcus Sorg, choć to Flick wybrał wyjściową jedenastkę. W porównaniu do meczu z Borussią Dortmund w Lidze Mistrzów dokonał tylko jednej zmiany – na środku obrony Eric Garcia zastąpił Pau Cubarsiego.

    Fatalny początek meczu i prowadzenie Leganes

    Spotkanie rozpoczęło się od zaskakującego uderzenia gości. Już w trzeciej minucie Munir El Haddadi, były zawodnik Barcelony, znalazł się sam na sam z bramkarzem gospodarzy. Inaki Pena zdołał jeszcze uratować zespół przed stratą gola, ale minutę później był już bezradny. Po dośrodkowaniu Oscara Rodrigueza głową trafił Sergio Gonzalez, wyprowadzając Leganes na prowadzenie.

    Od tego momentu Barcelona ruszyła do ataku, ale nieskuteczność była jej największym problemem.

    W 10. minucie Raphinha zacentrował do Lewandowskiego, który strzelił z pięciu metrów, jednak Marko Dmitrović skutecznie interweniował. Chwilę później Polak miał kolejną szansę, ale jego strzał z szesnastu metrów odbił bramkarz.

    Do przerwy Barcelona miała ogromną przewagę – 78% posiadania piłki i aż 10 strzałów na bramkę, podczas gdy Leganes oddało tylko dwa, oba w pierwszych minutach meczu. Współczynnik goli oczekiwanych (xG) wynosił 1,91 dla Barcelony i zaledwie 0,26 dla gości.

    Druga połowa – oblężenie bramki Leganes bez efektu

    Po przerwie obraz gry się nie zmienił. Barcelona wciąż dominowała, ale brakowało jej skuteczności. Już na początku drugiej połowy Lamine Yamal idealnie dograł do Lewandowskiego, który jednak przestrzelił głową.

    W 58. minucie Polak ponownie miał okazję po dośrodkowaniu Raphinhi, ale i tym razem jego strzał głową minął słupek.

    W końcówce Jules Kounde miał jeszcze szansę wyrównać, ale również nie zdołał pokonać bramkarza gości. Ostatecznie Barcelona przegrała 0:1, ponosząc kolejną sensacyjną porażkę na Camp Nou.

    Trudna sytuacja w tabeli

    Mimo porażki Barcelona pozostaje liderem LaLiga, ale sytuacja zespołu jest coraz bardziej niepewna. Atletico i Real Madryt mają szansę wyprzedzić Katalończyków, jeśli wygrają swoje zaległe mecze. Barcelona musi szybko poprawić formę, jeśli chce utrzymać pierwsze miejsce w tabeli i uniknąć kolejnych rozczarowań.

    Czy drużyna Hansiego Flicka zdoła przezwyciężyć kryzys i wrócić na zwycięską ścieżkę? Na odpowiedź przyjdzie nam jeszcze poczekać.

     

  • Tyle Barcelona zażąda za potencjalny transfer Roberta Lewandowskiego

    Tyle Barcelona zażąda za potencjalny transfer Roberta Lewandowskiego

    Tyle Barcelona zażąda za potencjalny transfer Roberta Lewandowskieg

    Prezydent Barcelony Joan Laporta według portalu Madrid-Barcelona.com odrzucił ofertę z Arabii Saudyjskiej za Roberta Lewandowskiego, choć kwota jak za piłkarza w wieku 36 lat jest imponująca. Laporta oczekuje jednak większej sumy. Portal pisze też, ile Robert Lewandowski mógłby zarobić na Bliskim Wschodzie. Kwota robi wrażenie.

    Robert Lewandowski od dawna jest kuszony przez kluby z Arabii Saudyjskiej. Jak pisze portal Madrid-Barcelona.com prezydent Barcelony Joan Laporta miał jednak odrzucić ostatnią ofertę w wysokości 30 mln euro.

    Aby pozwolić Lewandowskiemu odejść, Laporta zażąda kwoty wyższej niż 30 mln, jakie oferują z Arabii. Madrid-Barcelona.com był w stanie ustalić, o jakiej kwocie będziemy mówić: 45 mln. Łączna różnica między propozycją Saudyjczyków a żądaniem FC Barcelony wynosi 15 mln euro, co obie strony uważają za możliwą do osiągnięcia porozumienia” – pisze wspomniany portal.

    Robert Lewandowski może zarobić fortunę w Arabii Saudyjskiej

    45 mln to kwota, jaką Barcelona zapłaciła Bayernowi. Wtedy miał 34 lata, w przyszłym roku będzie miał 37, za piłkarza w takim wieku to ogromna suma, tylko Saudyjczycy mogą tyle zapłacić.

    “Nie oznacza to, że Robert jest na sprzedaż, ale też, że na pewno transfer nie wchodzi w grę. Za odpowiednią cenę Joan jest gotowa go wypuścić” – pisze wspomniany portal.

    Lewandowski mógłby zarobić jeszcze więcej niż Barcelona. “W sumie Polak za każdy spędzony tam rok zarobiłby bez podatku 100 mln euro” – pisze Madrid-Barcelona.com

     

  • Tyle Barcelona zażąda za potencjalny transfer Roberta Lewandowskiego

    Tyle Barcelona zażąda za potencjalny transfer Roberta Lewandowskiego

    Tyle Barcelona zażąda za potencjalny transfer Roberta Lewandowskiego

    Prezydent Barcelony Joan Laporta według portalu Madrid-Barcelona.com odrzucił ofertę z Arabii Saudyjskiej za Roberta Lewandowskiego, choć kwota jak za piłkarza w wieku 36 lat jest imponująca. Laporta oczekuje jednak większej sumy. Portal pisze też, ile Robert Lewandowski mógłby zarobić na Bliskim Wschodzie. Kwota robi wrażenie.

     

    Robert Lewandowski od dawna jest kuszony przez kluby z Arabii Saudyjskiej. Jak pisze portal Madrid-Barcelona.com prezydent Barcelony Joan Laporta miał jednak odrzucić ostatnią ofertę w wysokości 30 mln euro.

     

    Aby pozwolić Lewandowskiemu odejść, Laporta zażąda kwoty wyższej niż 30 mln, jakie oferują z Arabii. Madrid-Barcelona.com był w stanie ustalić, o jakiej kwocie będziemy mówić: 45 mln. Łączna różnica między propozycją Saudyjczyków a żądaniem FC Barcelony wynosi 15 mln euro, co obie strony uważają za możliwą do osiągnięcia porozumienia” – pisze wspomniany portal.

     

    Robert Lewandowski może zarobić fortunę w Arabii Saudyjskiej

     

    45 mln to kwota, jaką Barcelona zapłaciła Bayernowi. Wtedy miał 34 lata, w przyszłym roku będzie miał 37, za piłkarza w takim wieku to ogromna suma, tylko Saudyjczycy mogą tyle zapłacić.

     

    “Nie oznacza to, że Robert jest na sprzedaż, ale też, że na pewno transfer nie wchodzi w grę. Za odpowiednią cenę Joan jest gotowa go wypuścić” – pisze wspomniany portal.

     

    Lewandowski mógłby zarobić jeszcze więcej niż Barcelona. “W sumie Polak za każdy spędzony tam rok zarobiłby bez podatku 100 mln euro” – pisze Madrid-Barcelona.com,