• Kamery tego nie pokazały. Oto co zrobiła po meczu Iga Świątek

    Kamery tego nie pokazały. Oto co zrobiła po meczu Iga Świątek

    Kamery tego nie pokazały. Oto co zrobiła po meczu Iga Świątek

    Iga Świątek po wygranym spotkaniu z Alexandrą Ealą wiedziała, że musi popracować nad kilkoma elementami. Dlatego już po zakończonym pojedynku postanowiła przeprowadzić krótki trening. W rozmowie z dziennikarzami wyznała, dlaczego zdecydowała się na taki ruch. Nasza tenisistka wie już, z kim zagra w kolejnej rundzie turnieju w Madrycie.

     

    Alexandra Eala znów pokazała Idze Świątek, że jest zawodniczką, na którą trzeba uważać. Choć Filipinka tym razem musiała uznać wyższość naszej tenisistki, to ponownie dała jej się mocno we znaki. Ostatecznie Świątek wygrała w trzech setach 4:6, 6:2, 6:2, ale po meczu nie była z siebie do końca zadowolona.

     

    Po wygranej Iga Świątek wróciła na kort. Wykonała krótki trening

    Mecz z Ealą pokazał, że Świątek nie znajduje się jeszcze w najwyższej dyspozycji — widzi to też sama zawodniczka, która po zakończonym meczu wróciła na kort. Miało to miejsce już po zakończonej transmisji, a wiceliderka rankingu WTA odbyła krótki trening.

     

    “Po prostu poczułam, że muszą popracować nad kilkoma rzeczami i najlepiej było zrobić to tuż po spotkaniu, żeby ciało zapamiętało odpowiedni ruch. Pracowaliśmy na korcie przez około pół godziny. Cieszę się, że dostałam taką okazję” — przyznała Świątek, cytowana na portalu X przez dziennikarkę Reem Abulleil.

     

    Świątek wie już, z kim zmierzy się w kolejnym etapie madryckiego turnieju. W trzeciej rundzie zagra z Czeszką Lindą Noskovą, która w ostatnim spotkaniu bez straty seta poradziła sobie z Argentynką Marią Lourdes Carle.

  • Jest decyzja ws. meczu Noskova – Świątek! Pilne wieści z Madrytu

    Jest decyzja ws. meczu Noskova – Świątek! Pilne wieści z Madrytu

    Jest decyzja ws. meczu Noskova – Świątek! Pilne wieści z Madrytu

    Iga Świątek bardzo dobrze rozpoczęła zmagania WTA 1000 w Madrycie. Choć nie obyło się bez problemów, to finalnie zrewanżowała się za porażkę w Miami, pokonała w czwartek Alexandrę Ealę 4:6, 6:4, 6:2 i awansowała do kolejnego etapu. Wiemy, że w następnej rundzie zmierzy się z Lindą Noskovą, natomiast teraz poznaliśmy dokładnie datę i potencjalną godzinę.

     

    “Zdecydowanie ważniejsze od tego, co się ma pod stopami jest to, co znajduje się w głowie – oto najważniejszy wniosek po pierwszym meczu Igi Świątek na mączce w Madrycie” – tak skomentował czwartkowy mecz Igi Świątek z Alexandrą Ealą Łukasz Jachimiak ze Sport.pl. Nie było łatwo, zwłaszcza że na naszej zawodniczce ciążyło ostatnie spotkanie w Miami. Choć popełniała sporo błędów i niedużo brakowało, by straciła szanse na zwycięstwo, ostatecznie udało jej się wygrać. – Nie było łatwo dzisiaj odnaleźć rytm, timing, dlatego cieszę się, że potrafiłam być na korcie cierpliwa – przekazała Świątek po zwycięstwie z Ealą.

     

    Wiemy, kiedy następny mecz Igi Świątek. Rywalką Linda Noskova

    Fani wierzą, że po dość słabym początku roku Świątek wreszcie dojdzie do finału dużego turnieju. Teraz jest na to idealna pora, biorąc pod uwagę nawierzchnię oraz miejsce. – Zawsze uwielbiałam tu grać. Na pewno jestem dumna ze swoich występów w ciągu ostatnich dwóch lat. Wspaniale jest wrócić i przeżyć to doświadczenie. Warunki są inne niż w zeszłym roku. Myślę, że jest o 10 stopni cieplej. Ale cieszę się, że tu jestem i cieszę się, że mogę cieszyć się Madrytem – dodała.

     

    Zwycięstwo z Ealą pozwoliło Świątek nie tylko wziąć rewanż za porażkę w Miami, ale przede wszystkim awansować do trzeciej rundy turnieju w stolicy Hiszpanii. Wiemy już, że zmierzy się w niej z Lindą Noskovą, która pokonała w czwartek Martię Lourdes Carle 7:5, 6:1. Właśnie ogłoszono, że mecz Świątek – Noskova odbędzie się w sobotę 26 kwietnia. Tenisistki wyjdą na kort Manolo Santana Stadium po godzinie 20 czasu polskiego.

     

    Na tym samym obiekcie o godz. 11 zagrają za to Magdalena Fręch oraz Mirra Andriejewa. Na piątym korcie po zakończeniu meczu Sebastian Baez – Damir Dzumhur, który zacznie się o godz. 11, wystąpi za to Kamil Majchrzak, który zmierzy się z Gabrielem Diallo. Rywalizację na drugiej rundzie zakończyła w piątek Magda Linette, która poległa z Marią Sakkari 6:7 (5), 3:6 i odpadła z zawodów. “Dla Linette to kolejne w tym roku rozczarowanie” – podsumował Łukasz Jachimiak.

     

    Iga Świątek zrobi zapewne wszystko, co będzie mogła, by obronić tytuł zdobyty przed rokiem. Na konferencji prasowej po meczu z Ealą przyznała, że miała trudny okres, ale to już przeszłość. – Ostatnie kilka tygodni nie było dla mnie łaskawe, dlatego też staram się podchodzić do tego spokojnie i skoncentrować się tylko na następnym punkcie. Próbuję odnaleźć tę pewność siebie i nie zadręczać się myślami o poprzednich meczach czy też punktach – podkreśliła.

     

    I na koniec rzuciła zdanie, które na pewno uspokoiło spore grono kibiców. – Jestem przekonana, że jestem blisko powrotu do dobrego rytmu – podsumowała.

  • To dlatego Świątek się “odrodziła”. Wreszcie sama to przyznała

    To dlatego Świątek się “odrodziła”. Wreszcie sama to przyznała

    To dlatego Świątek się “odrodziła”. Wreszcie sama to przyznała

    Iga Świątek udanie zrewanżowała się Alexandrze Eali za porażkę z Miami. Tym razem Polka wygrała 4:6, 6:4, 6:2 i awansowała do trzeciej rundy WTA 1000 w Madrycie. Mimo wszystko nie mogła być z siebie w pełni zadowolona. Grała dość nerwowo, co miało przełożenie na liczne błędy. Co takiego zrobiła 23-latka, że w końcu odpowiedziała na ataki rywalki i wygrała? M.in. na temat tej kwestii wypowiedziała się podczas pomeczowej konferencji prasowej.

     

    – Nie było łatwo dzisiaj odnaleźć rytm, timing, dlatego cieszę się, że potrafiłam być na korcie cierpliwa – mówiła Iga Świątek tuż po wygranym meczu z Alexandrą Ealą. Było to dla niej niezwykle trudne i wymagające spotkanie. Miała sporo kłopotów. Dość powiedzieć, że popełniła aż 57 niewymuszonych błędów. Mimo to w decydujących momentach potrafiła zachować spokój i odpowiedzieć na ataki rywalki. I to skutecznie. “Filipiński as znów zachwycał, ale Świątek udowodniła, dlaczego nazywa się ją ‘królową mączki’. Zadbała o to, by nie doszło do niespodzianki i (…) wzięła odwet za Miami” – pisali filipińscy dziennikarze.

     

    Iga Świątek mówi wprost. Nawierzchnia ziemna daje jej przewagę

     

    Po meczu Świątek zawitała na konferencję prasową, podczas której opowiedziała nieco więcej o rywalizacji z Ealą. Co takiego się stało, że była w stanie odwrócić losy spotkania? M.in. tego dotyczyło jedno z pytań. – Nie jestem pewna [co dokładnie zmieniłam w grze, przyp. red.], bo czułam, że popełniam bardzo dużo błędów, więc nie było tam konkretnej modyfikacji. Starałam się zachować własne marginesy i grać nieco bezpieczniej, odbijać więcej piłek, ponieważ popełniałam niewymuszone błędy, a tych dało się uniknąć – zaczęła, cytowana przez puntodebreak.com.

     

    Wskazała też, że być może w powrocie na wyższy poziom pomogła jej… “mączka”, na której zawsze czuje się bardzo dobrze. – Na nawierzchni ziemnej czuję, że czasami mam przewagę w sytuacjach, w których Eala mogłaby zyskać więcej na szybszych, twardych kortach – dodawała.

     

    Tak Świątek podchodzi do każdego meczu. “Próbuję”

     

    Świątek opowiedziała też nieco o nastawieniu, które zmieniło się w ostatnich tygodniach. Szuka sposobu na to, by wrócić na najwyższym poziom. W końcu od czerwca 2024 nie udało jej się wywalczyć tytułu. Ba, od czerwca nie była nawet w finale. – Prawdę mówiąc, ostatnie kilka tygodni nie było dla mnie łaskawe, dlatego też staram się podchodzić do tego spokojnie i skoncentrować się tylko na następnym punkcie. Próbuję odnaleźć tę pewność siebie i nie zadręczać się myślami o poprzednich meczach czy też punktach – podkreślała.

     

    A następnie wlała nieco nadziei w serca kibiców. – Jestem przekonana, że jestem blisko powrotu do dobrego rytmu. Oczywiście czułam, że jestem blisko już w Stuttgarcie. Dlatego też postaram skupić się wyłącznie na następnym punkcie. To wszystko – spuentowała.

     

    Teraz przed nią niezwykle wymagające starcie – mecz z Lindą Noskovą. Niemal zawsze spotkania między tymi tenisistkami były zacięte – rozegrano ich sześć, a w aż czterech do wyłonienia zwyciężczyni potrzebne były trzy sety. Lepszym bilansem może pochwalić się Polka – pięć wygranych, ale jak dotąd panie nigdy nie rywalizowały na “mączce”. Faworytką będzie oczywiście Świątek.

     

    Po czwartkowym meczu nasza rodaczka zrobiła też coś więcej, by jak najlepiej przygotować się do starcia z Czeszką. Niemal tuż po spotkaniu z Ealą ponownie zagościła na korcie, by poprawić grę. Miejmy nadzieję, że to pomoże jej w rywalizacji z Noskovą. Mecz zaplanowano na sobotę 26 kwietnia. Zapraszamy do śledzenia relacji tekstowej z tego pojedynku na stronie głównej Sport.pl i w naszejaplikacji mobilnej.

     

  • Blisko dwugodzinny bój Linette z Sakkari. Można było przecierać oczy

    Blisko dwugodzinny bój Linette z Sakkari. Można było przecierać oczy

    Blisko dwugodzinny bój Linette z Sakkari. Można było przecierać oczy

    Magda Linette dopiero co zachwycała nas grą i zwycięstwami w turnieju WTA 1000 w Miami, a teraz już po pierwszym meczu żegna się z imprezą tej samej rangi w Madrycie. Polka zasłużenie przegrała 6:7, 3:6 z rywalką notowaną w światowym rankingu aż o 49 miejsc niżej. A Maria Sakkari przypomniała, że wciąż potrafi bardzo dobrze grać w tenisa.

     

    Anastasija Pawliuczenkowa w dwóch setach, Jekatierina Aleksandrowa w dwóch setach, Linda Fruhvirtova również w dwóch setach i Coco Gauff także bez żadnych strat – takie rywalki i w takim stylu pokonała Magda Linette w swoim ostatnim turnieju. W Miami doszła do ćwierćfinału imprezy rangi WTA 1000. A teraz w Madrycie zaczęła turniej od meczu z kolejną znaną i cenioną rywalką.

     

    Maria Sakkari jest dobrze znana polskim kibicom. Kilka lat temu była zmorą Igi Świątek. Dziś Greczynka ma już niekorzystny bilans starć z naszą najlepszą tenisistką – 3:4 – ale przez jakiś czas była dla Igi nie do złapania. Wygrała ich trzy pierwsze mecze, w żadnym nie przegrywając ze Świątek nawet seta.

     

    To się działo w 2021 roku. Tamten rok Sakkari skończyła na szóstym miejscu w światowym rankingu. W 2022 roku na koniec znów była szósta, a w marcu doszła nawet do trzeciego miejsca. Dopiero w 2024 roku Greczynka wypadła z top 10 – skończyła sezon na 32. miejscu. Zwłaszcza przez słabe występy w turniejach wielkoszlemowych. Kiedyś potrafiła dotrzeć do półfinałów Roland Garros i US Open, a w ubiegłym sezonie była tylko w drugiej rundzie Australian Open, pierwszej na Roland Garros, trzeciej w Wimbledonie i pierwszej na US Open. Teraz z Sakkari jest jeszcze gorzej. W 2025 roku do starcia z Linette wygrała tylko 8 z 21 meczów (w tym odpadła z Australian Open już w pierwszej rundzie) i w rankingu WTA jest dopiero 82. Mimo to można było się spodziewać, że dla notowanej na 33. miejscu Polki będzie wymagającą rywalką.

     

    Sakkari świetnie wykorzystała swoje przewagi nad Linette

     

    Sakkari dobrze czuje się na mączce. To po pierwsze. Po drugie: w Madrycie grała już – i wygrała – zacięty mecz z Chinką Wang w pierwszej rundzie. A Linette z racji rozstawienia (z numerem 29) miała wolny los i dopiero walcząc z Sakkari przyzwyczajała się do nawierzchni.

     

    Od początku tego meczu to Sakkari miała delikatną przewagę. Już w pierwszym gemie serwisowym Polki Greczynka wypracowała sobie szansę na przełamanie. Nie wykorzystała i tamtego breakpointa, i trzech kolejnych przy następnym podaniu Linette. Tym mocniej dziwiło, że przy stanie 2:2 nagle Magda miała pierwszego breakpointa i zamieniła go na przełamanie.

     

    Niestety, Sakkari nie wybiło to z niezłego rytmu. Greczynka błyskawicznie odrobiła stratę. I od stanu 3:3 już aż do tie-breaka panie zgodnie wygrywały swoje gemy serwisowe. A w tie-breaku górą była Sakkari, bo popełniała mniej błędów. Niewymuszone pomyłki Linette zdarzały się zwłaszcza z bekhendu. Jak wyliczał komentujący mecz w Canal+ Żelisław Żyżyński – w pierwszym secie Polka popełniła 22 niewymuszone błędy (przy 14 uderzeniach kończących), a Greczynka – 16 (przy 10 winnerach).

     

    Po 70 minutach zaciętej gry w pierwszym secie Sakkari siedziała na swoim krzesełku i pobudzała się do dalszej walki. W drugą partię weszła z wigorem – przełamała Polkę na 7:6, 2:1, podwyższyła na 7:6, 3:1 i patrzyliśmy, jak generalnie kontroluje sytuację. I jak Linette, choć stara się walczyć, momentami wydaje się sfrustrowana.

     

    Może Polce kłopot sprawiało przystosowanie się do madryckiej mączki, może trochę brakowało jej sił po niedawnej chorobie (przez nią wycofała się z gry w trakcie reprezentacyjnego turnieju Billie Jean King Cup dwa tygodnie temu), w każdym razie widzieliśmy, że Linette gaśnie. Swoje gemy owszem, wygrywała, ale nie miała nawet jak poszukać szansy na przełamanie rywalki, bo ta wygrywała swoje gemy serwisowe bardzo pewnie, nawet do zera. A w końcu to Sakkari jeszcze raz przełamała naszą tenisistkę i w ten sposób skończyła mecz zwycięstwem 7:6, 6:3.

     

    Dla Sakkari to pierwszy turniej od igrzysk olimpijskich w Paryżu, w którym wygrała dwa mecze z rzędu. A dla Linette to kolejne w tym roku rozczarowanie. Szkoda, bo w przypadku zwycięstwa nad Sakkari w trzeciej rundzie Linette miałaby okazję powalczyć o rewanż na Jasmine Paolini, z którą przegrała w ćwierćfinale w Miami. A nade wszystko wchodząc do trzeciej rundy w Madrycie już zaliczyłaby kolejny przyzwoity wynik w tym sezonie. Występ w Miami miał być dla Linette przełomowy. Czas pokaże czy był. Na razie w Madrycie trzecia najwyżej notowana z Poleknie poszła za ciosem.

     

  • Pilne wieści w sprawie meczu Igi Świątek w Madrycie. Jest komunikat

    Pilne wieści w sprawie meczu Igi Świątek w Madrycie. Jest komunikat

    Pilne wieści w sprawie meczu Igi Świątek w Madrycie. Jest komunikat

    Iga Świątek i Magda Linette mają pewne miejsce w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Madrycie, a właśnie gruchnęły ważne wieści w sprawie ich kolejnych występów! Poznaliśmy szczegółowy plan gier na sobotę 26 kwietnia i wiemy, że druga z wymienionych zacznie o godz. 11.00, a pierwsza pojawi się na korcie nie przed godz. 20.00. Jest też godzina meczu ostatniego z Biało-Czerwonych.

     

    W Madrycie równolegle trwają turnieje WTA oraz ATP rangi 1000. Jeśli chodzi o zawodniczki i zawodników z naszego kraju, to w grze pozostają Iga Świątek, Magda Linette i Kamil Majchrzak (odpadli Hubert Hurkacz i Magdalena Fręch). Cała trójka rozegra swoje mecze w sobotę 26 kwietnia i poznaliśmy już dokładny plan wszystkich spotkań tego dnia.

     

    Znamy godziny meczów Igi Świątek, Magdy Linette i Kamila Majchrzaka

    Jako pierwsza zmagania rozpocznie Magda Linette. O godz. 11.00 pojawi się ona Manolo Santana Stadium, aby zmierzyć się z jedną z faworytek do wygrania całego turnieju, czyli Mirrą Andriejewą. Niewątpliwie będzie to bardzo ciekawe starcie, choć nasza rodaczka nie będzie faworytką.

     

    Drugi tego dnia na korcie piątym zamelduje się Kamil Majchrzak. Dostał się on do tych zawodów z powodu wycofania Carlosa Alcaraza i zaczyna od razu od drugiej rundy. A w niej już w sobotę ok. godz. 12.30 zagra Gabrielem Diallo. Może to być wyrównany mecz i miejmy nadzieję, że Polak będzie w stanie zwyciężyć.

     

    I na sam koniec zostaje to, na co najprawdopodobniej najmocniej czekają wszyscy kibice, czyli pojedynek Igi Świątek. W jej starciu z Alexandrą Ealą działo się naprawdę sporo i wszystko wskazuje na to, że podobnie będzie tym razem. Druga rakieta świata ok. godz. 20.00 zamelduje się na wspomnianym Manolo Santana Stadium, a jej rywalką będzie Linda Noskova. Na relacje ze wszystkich tych spotkań zapraszamy do Przeglądu Sportowego Onet.

  • Sabalenka aż stanęła z bezradności w drugim secie. A potem stało się to

    Sabalenka aż stanęła z bezradności w drugim secie. A potem stało się to

    Sabalenka aż stanęła z bezradności w drugim secie. A potem stało się to

    Aryna Sabalenka wydaje się, że ma jeden cel w turnieju WTA 1000 w Madrycie: zwycięstwo. Mało tego, zapewne chciałaby się zrewanżować Idze Świątek za zeszłoroczny finał. Białorusinka udowodniła właśnie, że znajduje się w całkiem niezłej formie. Finalnie pokonała w piątek Annę Blinkową 6:3, 6:3 i awansowała do kolejnego etapu. – Sama jest dla siebie najgroźniejszą rywalką – podsumował komentujący mecz Żelisław Żyżyński.

     

    Aryna Sabalenka od początku roku znajduje się w bardzo dobrej formie. Choć w kluczowych meczach zdarzały jej się wpadki, jak choćby w finale Australian Open z Madison Keys czy w Indian Wells z Mirrą Andriejewą, to i tak prezentowała najwyższy sportowy poziom. Białorusinka nie może za to zaliczyć do udanych ostatnich zawodów w Stuttgarcie. Również dotarła do finału, natomiast w nim sensacyjnie została rozbita przez Jelenę Ostapenko 4:6, 1:6. Ma zatem ogromną motywację, by zrehabilitować się fanom podczas wydarzenia w Madrycie.

     

    Niełatwy mecz Aryny Sabalenki. Rywalka walczyła do samego końca

     

    26-latka zmierzyła się w piątek w pierwszej rundzie z Anną Blinkową. Od samego początku było widać ogromną pewność siebie i po prostu przewagę umiejętności. Białorusinka momentalnie dwa razy przełamała rywalkę, jednocześnie broniąc podanie, i prowadziła już 5:0. Choć Rosjanka próbowała jeszcze walczyć, gdyż wygrała trzy gemy z rzędu, a potem miała jeszcze trzy piłki na przełamanie i doprowadzenie do stanu 5:4, to nie było ją stać na nic więcej.

     

    – Dobrze, jest pod presją, trzymaj to – mówił trener do Blinkowej, widząc, że rywalka zaczyna popełniać błędy. Ostatecznie pierwsza odsłona zakończyła się wynikiem 6:3. Drugi set równie dobrze rozpoczął się dla liderki światowego rankingu, która wyszła na prowadzenie 2:0. Potem Blinkowa zaczęła grać lepiej, natomiast również Białorusinka miała coraz skuteczniejsze ataki. Bardzo dobrze funkcjonował zwłaszcza jej return.

     

    Trudno też zaprzeczyć, że Sabalenka poprawiła się w drugim secie pod kątem podania. Choć zdarzały jej się błędy (łącznie w tym meczu pięć podwójnych i aż 30 niewymuszonych), to kiedy piłka przechodziła na drugą stronę, rywalka miała problemy z odbiorem. Nagle Białorusinka zaczęła seryjnie pudłować jednak returnem, cztery razy nie trafiła w kort przy stanie 4:2 i przegrała gema do 0. – Sama nie bardzo rozumie, co się stało – relacjonował komentujący mecz Żelisław Żyżyński.

     

    Dziennikarz przyznał również, że Sabalenka “sama jest dla siebie najgroźniejszą rywalką”. Można powiedzieć, że od tamtego momentu wszystko wróciło do formy, a Białorusinka znów grała tak, jak potrafi najlepiej. Była agresywna, głodna i zabójczo skuteczna. Pozwoliło jej to finalnie wygrać 6:3, 6:3, na co potrzebowała łącznie 98 minut.

     

    Aryna Sabalenka – Anna Blinkowa 6:3,

     

    Dzięki temu zwycięstwu Białorusinka awansowała do kolejnego etapu, w którym zmierzy się ze zwyciężczynią meczu między Camilą Osorio a Elise Mertens. Nie ma wątpliwości, że celem Sabalenki jest dotarcie do finału. Najlepiej, gdyby zagrała w nim z Igą Świątek, by mieć okazję za zeszłoroczny finał, w którym nasza zawodniczka wygrała 7:5, 4:6, 7:6 (7).

     

  • Blisko dwugodzinny bój Linette z Sakkari. Można było przecierać oczy

    Blisko dwugodzinny bój Linette z Sakkari. Można było przecierać oczy

    Blisko dwugodzinny bój Linette z Sakkari. Można było przecierać oczy

    Magda Linette dopiero co zachwycała nas grą i zwycięstwami w turnieju WTA 1000 w Miami, a teraz już po pierwszym meczu żegna się z imprezą tej samej rangi w Madrycie. Polka zasłużenie przegrała 6:7, 3:6 z rywalką notowaną w światowym rankingu aż o 49 miejsc niżej. A Maria Sakkari przypomniała, że wciąż potrafi bardzo dobrze grać w tenisa.

     

    Anastasija Pawliuczenkowa w dwóch setach, Jekatierina Aleksandrowa w dwóch setach, Linda Fruhvirtova również w dwóch setach i Coco Gauff także bez żadnych strat – takie rywalki i w takim stylu pokonała Magda Linette w swoim ostatnim turnieju. W Miami doszła do ćwierćfinału imprezy rangi WTA 1000. A teraz w Madrycie zaczęła turniej od meczu z kolejną znaną i cenioną rywalką.

     

    Maria Sakkari jest dobrze znana polskim kibicom. Kilka lat temu była zmorą Igi Świątek. Dziś Greczynka ma już niekorzystny bilans starć z naszą najlepszą tenisistką – 3:4 – ale przez jakiś czas była dla Igi nie do złapania. Wygrała ich trzy pierwsze mecze, w żadnym nie przegrywając ze Świątek nawet seta. To się działo w 2021 roku. Tamten rok Sakkari skończyła na szóstym miejscu w światowym rankingu. W 2022 roku na koniec znów była szósta, a w marcu doszła nawet do trzeciego miejsca. Dopiero przed rokiem Greczynka wypadła z top 10 – skończyła go na 32. miejscu. Zwłaszcza przez słabe występy w turniejach wielkoszlemowych. Kiedyś potrafiła dotrzeć do półfinałów Roland Garros i US Open, a w ubiegłym sezonie była tylko w drugiej rundzie Australian Open, pierwszej na Roland Garros, trzeciej w Wimbledonie i pierwszej na US Open. Teraz z Sakkari jest jeszcze gorzej. W 2025 roku do starcia z Linette wygrała tylko 8 z 21 meczów (w tym odpadła z Australian Open już w pierwszej rundzie) i w rankingu WTA jest dopiero 82. Mimo to można było się spodziewać, że dla notowanej na 33. miejscu Polki będzie wymagającą rywalką.

     

    Sakkari dobrze czuje się na mączce. To po pierwsze. Po drugie: w Madrycie grała już – i wygrała – zacięty mecz z Chinką Wang w pierwszej rundzie. A Linette z racji rozstawienia (z numerem 29) miała wolny los i dopiero walcząc z Sakkari przyzwyczajała się do nawierzchni.

     

    Od początku tego meczu to Sakkari miała delikatną przewagę. Już w pierwszym gemie serwisowym Linette Greczynka wypracowała sobie szansę na przełamanie. Nie wykorzystała i tamtego breakpointa, i trzech kolejnych przy następnym podaniu Polki. Tym mocniej dziwiło, że przy stanie 2:2 nagle Linette miała pierwszego breakpointa i zamieniła go na przełamanie.

     

    Niestety, Sakkari nie wybiło to z niezłego rytmu. Greczynka błyskawicznie odrobiła stratę. I od stanu 3:3 już aż do tie-breaka panie zgodnie wygrywały swoje gemy serwisowe. A w tie-breaku górą była Sakkari, bo popełniała mniej błędów. Niewymuszone pomyłki Linette zdarzały się zwłaszcza z bekhendu. Jak wyliczał komentujący mecz w Canal+ Żelisław Żyżyński – w pierwszym secie Polka popełniła 22 niewymuszone błędy (przy 14 uderzeniach kończących), a Greczynka – 16 (przy 10 winnerach).

     

    Po 70 minutach zaciętej walki w pierwszym secie Sakkari siedziała na swoim krzesełku i pobudzała się do dalszej walki. W drugą partię weszła z wigorem – przełamała Polkę na 7:6, 2:1, podwyższyła na 7:6, 3:1 i patrzyliśmy, jak generalnie kontroluje sytuację. I jak Linette, choć stara się walczyć, momentami wydaje się sfrustrowana.

     

    Może Polce kłopot sprawiało przystosowanie się do madryckiej mączki, może trochę brakowało jej sił po niedawnej chorobie (przez nią wycofała się z gry w trakcie reprezentacyjnego turnieju Billie Jean King Cup dwa tygodnie temu), w każdym razie widzieliśmy, że Linette gaśnie. Swoje gemy owszem, wygrywała, ale nie miała nawet jak poszukać szansy na przełamanie rywalki, bo ta wygrywała swoje gemy serwisowe bardzo pewnie, nawet do zera. A w końcu to Sakkari jeszcze raz przełamała naszą tenisistkę i w ten sposób skończyła mecz zwycięstwem 7:6, 6:3.

     

    Dla Sakkari to pierwszy turniej od igrzysk olimpijskich w Paryżu, w którym wygrała dwa mecze z rzędu. A dla Linette to kolejne w tym roku rozczarowanie. Szkoda, bo w przypadku zwycięstwa nad Sakkari w trzeciej rundzie Linette miałaby okazję powalczyć o rewanż na Jasmine Paolini, z którą przegrała w ćwierćfinale w Miami. A nade wszystko wchodząc do trzeciej rundy w Madrycie już zaliczyłaby kolejny przyzwoity wynik w tym sezonie. Występ w Miami miał być dla Linette przełomowy. Czas pokaże czy był. Na razie w Madrycie trzecia najwyżej notowana z Polek nie poszła za ciosem.

  • Sensacyjna porażka Ostapenko. Poległa z zawodniczką, która nie jest w rankingu

    Sensacyjna porażka Ostapenko. Poległa z zawodniczką, która nie jest w rankingu

    Sensacyjna porażka Ostapenko. Poległa z zawodniczką, która nie jest w rankingu

    Zaledwie kilkadziesiąt godzin temu Jelena Ostapenko pokonała Arynę Sabalenkę, czyli pierwszą zawodniczkę światowego rankingu. A później zgarnęła nowy model porsche i tytuł w Stuttgarcie. Minęły trzy dni i zeszła z kortu pokonana, już na starcie WTA 1000 w Madrycie. Aż trudno uwierzyć, ale ograła ją zawodniczka, która nie jest notowana na liście WTA. Mowa o innej Łotyszce Anastasiji Sevastovej, która wraca do wielkiego tenisa. 35-latka wygrała 7:6 (2), 6:2. I w sumie… nie powinno to dziwić.

     

    Jelena Ostapenko jest istnym fenomenem w świecie tenisa. Gdy trafia na agresywnie grające zawodniczki, potrafi ograć je z wielką łatwością. W tym roku zagrała cztery mecze z zawodniczkami z TOP 10 – dwa razy z Igą Świątek, po jednym z Aryną Sabalenką i Jasmine Paolini. Wszystkie wygrała. Zgarnęła tytuł w Stuttgarcie, dokonała tego w imponującym stylu. I prosto z Niemiec przeniosła się do Hiszpanii.

     

    Tu miała wolny los  w pierwszej rundzie, jako zawodniczka rozstawiona. A w drugiej spotkała się ze swoją rodaczką Anastasiją Sevastovą, która… nie jest nawet notowana w rankingu WTA. Ona swoje ostatnie spotkania, do zeszłego tygodnia, rozegrała w marcu zeszłego roku w Austin, wracała wtedy po urodzeniu dziecka. I doznała poważnej kontuzji kolana, musiała przejść operację. W poprzednim tygodniu wystąpiła w zawodach ITF w mieście Koper w Słowenii – przeszła jedną rundę. Zdobyła 9 punktów rankingowych, ale to o jeden za mało za mało, by znaleźć się w aktualnym rankingu.

     

    W Madrycie startowała więc… jako zawodniczka, która nie ma notowania na światowej liście. I najpierw pokonała Rosjankę Anastazję Pawluczenkową, po ośmiu kolejnych porażkach z tą zawodniczką. A dzisiaj – swoją rodaczkę Jelenę Ostapenko.

     

    WTA Madryt. Starcie dwóch Łotyszek na korcie numer cztery na Caja Magica. Jelena Ostapenko kontra Anastasija Sevastova

     

    Dla Ostapenko starcie z rodaczką było fatalnym rozwiązaniem. Z Pawluczenkową miała niemal idealny bilans, prawie jak z Igą Świątek. A z Sevastovą grała dwa razy i dwukrotnie przegrała. Owszem, jej rodaczka była wtedy wysoko notowana, nawet na 11. miejscu. A teraz próbuje “odrdzewieć” po długiej przerwie.

     

    Jest jednak drugi aspekt tego twierdzenia: Sevastova gra dokładnie w taki sposób, jakiego Ostapenko nienawidzi. Technicznie, slajsami, stosuje dropszoty, zmienia rytm. To nie jest uderzająca pełną mocą Sabalenka czy grająca topspiny w końcową linię Świątek. Jelena musiała zmierzyć się z zupełnie innym stylem, co powinno być wskazówką choćby dla Polki.

     

    Od początku było więc to zaskakująco zacięte spotkanie, ale przecież… takiego można się było spodziewać. Sevastova doprowadzała rodaczkę do pasji, rozrzucała ją po korcie, grała to krócej, do dalej. A Ostapenko nie mogła wpaść w odpowiedni rytm. Próbowała zaś swoją mocą zepchnąć rodaczkę do defensywy. I często przerzucała końcową linię. A gdy próbowała odbijać niżej, jej piłki zatrzymywały się na siatce.

     

    Mistrzyni ze Stuttgartu wyszła jednak z tych pierwszych opresji, a przegrywała już 3:5. Doprowadziła do remisu, później wybroniła się przy stanie 5:6, gdy podawała Sevastova.

     

    Doszło więc do tie-breaka, którego losy tak naprawdę rozstrzygnęły się bardzo szybko. Ostapenko serwowała przy stanie 1-2, najpierw jej forhend wylądował na siatce, w kolejnej zaś akcji wyrzuciła piłkę za plac gry. A strony zmieniły już przy stanie 5-1 dla Sevastovej. Starsza z Łotyszek wykorzystała okazję, wygrała tę decydującą rozgrywkę 7-2.

     

    35-letnia Anastasija, kolejna mama w zawodowym tourze, była więc w połowie drogi do wielkiej sensacji, ale zrobić ten drugi krok jest czasem dużo trudniej. Zwłaszcza, że po dwóch gemach drugiej partii Ostapenko prowadziła już 2:0.

     

    Wystarczył jednak gem z dwoma asami Sevastovej, a znów w zachowaniu Jeleny pojawiły się oznaki nerwowości. I zwiększyły się one, gdy za chwilę przegrała swojego gema, na 2:2. Ostapenko momentami próbowała grać tak jak jej rodaczka, podcinała piłki, ale przecież to nie jest coś, w czym się specjalizuje. Została wytrącona z równowagi.

     

    https://x.com/z_kortu/status/1915432107410673823

     

    I trudno w to uwierzyć, ale do końca meczu nie wygrała już gema. Przegrała sześć kolejnych, ze stanu 2:0 zrobiło się 2:6. Po 91 minutach Sevastova mogła się cieszyć z awansu do trzeciej rundy WTA 1000 w Madrycie.

     

    W niej 35-latka zmierzy się z Dianą Sznajder. A jeśli znów sprawi sensację, trafi na Igę Świątek lub Lindę Noskovą.Z Polką ma zaś bilans… 1:0.

     

  • Oficjalnie: Robert Lewandowski nie zagra w finale z Realem Madryt! A Barcelona i tak świętuje

    Oficjalnie: Robert Lewandowski nie zagra w finale z Realem Madryt! A Barcelona i tak świętuje

    Oficjalnie: Robert Lewandowski nie zagra w finale z Realem Madryt! A Barcelona i tak świętuje

    Hansi Flick ogłosił kadrę FC Barcelona na finał Pucharu Króla przeciwko Realowi Madryt, a wśród nazwisk brakuje Roberta Lewandowskiego. Polski napastnik nie znalazł się w składzie z powodu kontuzji, co potwierdził oficjalny komunikat klubu. Na liście szczególnie jedno nazwisko przyciąga uwagę i jest ono powodem do swojego rodzaju świętowania. Po miesiącach nieobecności wraca kapitan! A to szczególnie ważne dla Wojciecha Szczęsnego.

     

    Tego można było się spodziewać, a decyzja Flicka była nieunikniona – Lewandowski zmaga się z urazem, który wykluczył go z gry w decydującym momencie sezonu. Trener Barcelony postawił na innych graczy, a wśród niespodzianek w kadrze znalazł się Marc-André ter Stegen, który powraca po wyleczeniu kontuzji i po raz pierwszy w tym sezonie znalazł się w składzie na tak ważny mecz. To okazja do świętowania dla Barcy i symboliczny powrót kapitana zespołu.

     

    Powrót niemieckiego bramkarza jest z pewnością najważniejszą informacją. Ter Stegen we wrześniu ubiegłego roku doznał poważnej kontuzji kolana. Po miesiącach ciężkiej pracy i rehabilitacji otrzymał zielone światło od sztabu medycznego i poleci z drużyną do Sewilli. Choć w podstawowym składzie między słupkami zobaczymy najpewniej Wojciecha Szczęsnego, Flick będzie mógł liczyć na swojego rodaka na ławce rezerwowych. Dla ter Stegena, który jest pierwszym kapitanem Barcelony, sam fakt obecności na finale to wyjątkowy moment. Od czasu kontuzji musiał oglądać mecze z trybun lub przed telewizorem, a teraz wraca do drużyny w kluczowym momencie sezonu.

     

    — To dla mnie niezwykle ważne, że mogę być z zespołem w tak wielkim meczu. Nie mogę się doczekać, by wspierać chłopaków na La Cartuja – powiedział ter Stegen w rozmowie z klubowymi mediami. W styczniu Barcelona zdobyła Superpuchar Hiszpanii w Arabii Saudyjskiej, a teraz Niemiec marzy o kolejnym sukcesie, nawet jeśli na razie w roli rezerwowego.

     

    Robert Lewandowski poza grą, Wojciech Szczęsny w bramce

     

    Brak Roberta Lewandowskiego to ogromna strata dla Barcelony. Kontuzja Polaka wykluczyła go z udziału w finale, podobnie jak innych zawodników, takich jak Marc Bernal, Alejandro Balde czy Marc Casadó. Flick postanowił jednak zabrać do Sewilli cały zespół, w tym kontuzjowanych graczy, by budować jedność drużyny przed starciem z odwiecznym rywalem.

     

    Drużyna Blaugrany wyleci do Sewilli w piątek o 10.30, a samolot wyląduje w stolicy Andaluzji o 12.00. Po przylocie piłkarze udadzą się do hotelu Barceló Sevilla Renacimiento, położonego blisko stadionu La Cartuja. O 17.15 Hansi Flick oraz jeden z zawodników wezmą udział w oficjalnej konferencji prasowej, a o 18.00 drużyna przeprowadzi trening na murawie stadionu, gdzie w sobotę zmierzy się z Realem Madryt.

     

    Finał Pucharu Króla odbędzie się w sobotę, 26 kwietnia o 22.00.

     

  • Ostapenko za burtą WTA Madryt, w sieci zawrzało. Świątek wywołana do tablicy

    Ostapenko za burtą WTA Madryt, w sieci zawrzało. Świątek wywołana do tablicy

    Ostapenko za burtą WTA Madryt, w sieci zawrzało. Świątek wywołana do tablic

     

    Kiedy jasne stało się, że Jelena Ostapenko znów znalazła się w drabince turniejowej po stronie Igi Świątek, kibice zacierali już ręce na myśl o kolejnym pojedynku tenisistek. Łotyszka postanowiła jednak spłatać im niemałego psikusa i poległa w Madrycie już w 2. rundzie w rywalizacji z rodaczką – Anastasiją Sevastovą. Wpadka “Penko” wywołała w sieci niemałe poruszenie, a spora część komentarzy dotyczyła… Igi Świątek.

     

    Mijają lata, a Jelena Ostapenko nie przestaje “prześladować” Igi Świątek w kolejnych turniejach. “Zmora” raszynianki kolejny raz przypomniała o sobie, pokonując ją w ćwierćfinale turnieju w Stuttgarcie. Łotyszka sprawiła później jeszcze większą niespodziankę, pokonując w finale Arynę Sabalenkę, a w efekcie sięgając po prestiżowy tytuł.

     

    Tytuł w Stuttgarcie, a potem sensacyjna wpadka. Ostapenko poza turniejem WTA Madryt

     

    W związku z formą Ostapenko po losowaniu drabinki turnieju w Madrycie wybuchło niemałe poruszenie. Los chciał, że Świątek znów mogła trafić na swój “koszmar” i to na etapie 1/8 finału. Tak się jednak nie stanie, a wszystko przez kompletnie nieoczekiwaną, a wręcz sensacyjną porażkę reprezentantki Łotwy w 1/32 finału.

     

    Na drodze mistrzyni ze Stuttgartu stanęła jej rodaczka, Anastasija Sevastova. 35-latka wracała dopiero do “poważnego grania” i przed pojedynkiem nie znajdowała się nawet w rankingu WTA. W nieco ponad półtorej godziny sprawiła sensację, wygrywając z Jeleną Ostapenko 7:6(2), 6:2. Powiedzieć, że w sieci zawrzało, to jak nie powiedzieć nic.

     

    Wpadka Ostapenko, burza w sieci. Poruszenie wokół Igi Świątek

     

    Eksperci i kibice nie mogli wręcz uwierzyć w to, że tenisistka, która niedawno ograła numer 1. i 2. w rankingu WTA, sięgając po tytuł w Stuttgarcie poległa z zawodniczką bez rankingu. Bohaterką sporej części wpisów w mediach społecznościowych była jednak Iga Świątek. Sieć zalała fala memów i ironicznych, a niekiedy złośliwych komentarzy z Polką w roli głównej.

     

    Zestawienie zwycięstw nad Świątek i Sabalenką przy porażce z Sevastovą wyglądało na tyle kuriozalnie, że pojawiło się nawet kilka teorii spiskowych. Kilku z użytkowników platformy “x.com” zarzucało Jelenie Ostapenko “ustawkę”. W końcu jak to możliwe, żeby na przestrzeni dni rozegrać tak skrajne spotkania?

     

    Reklama prezentowana w ramach interfejsu internetowego Google”Zaledwie przed tygodniem Ostapenko pokonała Sabalenkę, a teraz przegrała? To nie brzmi abstrakcyjnie w ogóle, ponieważ to spotkanie zostało ustawione, a Sabalenka przegrała na własne życzenie” – komentował jeden z kibiców.

     

    Odpadnięcie Ostapenko z rozgrywek w Madrycie to mimo wszystko niewątpliwie dobra informacja dla Igi Świątek. Przynajmniej jedna z bardzo niewygodnych rywalek nie zagrozi jej w walce o obronę tytułu sprzed roku. Raszynianka w pierwszym meczu w stolicy Hiszpanii mocno męczyła się z Alexandrą Ealą, ale na szczęście udało jej się w trzech setach pokonać Filipinkę. W 1/16 finału zmierzy się z Lindą Noskovą.Zobacz również: