• Świątek i Noskova stoczyły pasjonujący pojedynek. Wtedy decydowała końcówka trzeciego seta

    Świątek i Noskova stoczyły pasjonujący pojedynek. Wtedy decydowała końcówka trzeciego seta

    Świątek i Noskova stoczyły pasjonujący pojedynek. Wtedy decydowała końcówka trzeciego seta

    Na sobotę zaplanowano spotkania trzeciej rundy turnieju WTA 1000 w Madrycie w dolnej części drabinki. W jednym z nich zobaczymy Igę Świątek. Polka nie przed godz. 20:00 powalczy na obiekcie Manolo Santana Stadium z Lindą Noskovą. W przeszłości obie tenisistki toczyły ze sobą kilka zaciętych batalii. Jedną z nich rozegrały 13 miesięcy temu, w Miami. Wówczas po raz ostatni spotkały się na etapie 1/16 finału zmagań. Wtedy o zwycięstwie Polki zdecydowała końcówka trzeciego seta. W ramach przedmeczowej zapowiedzi wspominamy tamten pasjonujący bój.

     

    Dwa dni temu Iga Świątek rozegrała swój pierwszy pojedynek podczas tegorocznej edycji turnieju WTA 1000 w Madrycie. Obrończyni tytułu sprzed 12 miesięcy nie miała łatwej przeprawy w drugiej rundzie zmagań. Polka przez długi czas męczyła się w pojedynku z Alexandrą Ealą, popełniała sporo błędów i nie mogła znaleźć właściwego rytmu gry. W pewnym momencie reprezentantka Filipin prowadziła już 6:4 i 3:2 z przewagą przełamania. Na szczęście raszynianka zdołała zareagować na te wydarzenia i w dalszej fazie podniosła jakość uderzeń. Ostatecznie 23-latka wygrała spotkanie 4:6, 6:4, 6:2, dzięki czemu zrewanżowała się przeciwniczce za sensacyjną porażkę poniesioną kilka tygodni wcześniej w Miami.

     

    Dzisiaj naszą tenisistkę czeka kolejne wyzwanie. A to dlatego, że spotka się z zawodniczką, która prezentuje niewygodny dla niej styl gry. Mowa o Lindzie Noskovej, dysponującej dobrym serwisem i płaskimi uderzeniami. W przeszłości Czeszka toczyła sporo zaciętych batalii z aktualną wiceliderką rankingu. Świątek prowadzi co prawda w zestawieniu H2H 5-1, ale aż cztery pojedynki rozgrywały się na pełnym dystansie setowym i kończyły wynikiem 6:4 lub 7:5 w decydującej odsłonie. Iga nie szczędziła pozytywnych słów pod adresem reprezentantki naszych południowych sąsiadów w pomeczowym wywiadzie po starciu drugiej rundy, podkreślając klasę i talent 20-latki.

     

    Tak się składa, że obie bardzo często trafiają na siebie w trzeciej fazie turniejów. Wynika to z pewnych zależności rankingowych. Polka ciągle utrzymuje się w czołowej dwójce, a Noskova oscyluje w granicach 30. miejsca. Także losowanie kobiecej drabinki w Madrycie przyniosło nam taki potencjalny pojedynek na tym etapie rozgrywek. Po raz ostatni obie walczyły ze sobą w 1/16 finału niewiele ponad rok temu. Wówczas stawką był awans do czwartej rundy WTA 1000 w Miami. Wtedy znów zobaczyliśmy rywalizację na pełnym dystansie setowym, z zaciętym przebiegiem.

     

    Tak przebiegał mecz Świątek – Noskova w batalii o czwartą rundę WTA Miami 2024

     

    Tamten pojedynek rozpoczął się idealnie dla Świątek. Najpierw utrzymała swoje podanie do zera, potem przełamała Czeszkę. W następnym gemie prowadziła 40-15, ale ostatecznie pozwoliła odrobić stratę przełamania rywalce. Po trzech rozdaniach nastąpiła przerwa z powodu opadów deszczu. Na szczęście nie potrwała ona długi i panie szybko wznowiły rywalizację. Noskova wyrównała na 2:2, ale kolejne trzy “oczka” trafiły na konto Igi. To nie był jednak koniec emocji w pierwszym secie. W kluczowym momencie raszyniance zabrakło serwisu i Linda odrobiła straty. Ostatecznie o wyniku decydował tie-break. Jako pierwsza setbola miała Iga, ale finalnie to Czeszka zakończyła partię zwycięstwem 7:6(7).

     

    Świątek dobrze zareagowała na niepowodzenie w końcówce pierwszej odsłony. Najpierw utrzymała serwis, a później dobrała się do podania przeciwniczki. Po raz kolejny uczyniła to w trakcie piątego rozdania. W pewnym momencie zrobiło się już 5:1 dla Igi. Od tamtej chwili Polka wytrąciła się jednak z dobrego rytmu i Noskova zaczęła gonić. Podczas dziesiątego gema pojawił się nawet break point na 5:5. Ostatecznie do wyrównania jednak nie doszło. Raszynianka zamknęła partię wynikiem 6:4 i w efekcie o wszystkim miał rozstrzygnąć trzeci set.

     

    Nasza reprezentantka już na “dzień dobry” wypracowała sobie piłkę na przełamanie, ale wtedy Linda wyszła jeszcze z opresji. Podczas piątego rozdania Świątek dopięła już jednak swego, korzystając z wyraźnego błędu rywalki. W dalszej części obie kontrolowały swoje gemy serwisowe i taki stan rzeczy utrzymywał się aż do rezultatu 5:4 z perspektywy raszynianki, kiedy to miała swoje podanie, by zamknąć pojedynek. W trakcie dziesiątego rozdania zrobiło się 0-40, a to oznaczało trzy break pointy z rzędu dla Noskovej na 5:5. To, w jakim stylu wybroniła się wtedy Polka, przeszło do historii jej występów. Nasza tenisistka na własnych warunkach wygrała pięć akcji z rzędu i zapewniła sobie triumf w całym pojedynku 6:7(7), 6:4, 6:4.

    https://x.com/z_kortu/status/1772082461113020764

    Jak będzie tym razem? Trudno przewidzieć. Z jednej strony Świątek zmaga się ze swoją nie najlepszą dyspozycją, a z drugiej – obie po raz pierwszy zmierzą się ze sobą na mączce. Ten czynnik powinien bardziej sprzyjać Idze. Warto jednak pamiętać, że korty w Madrycie są szybsze od klasycznych na tej nawierzchni, a na dodatek piłki odskakują wyżej ze względu na wysokość około 700 m n.p.m. Większe prędkości powinny być z kolei atutem Noskovej. Jak finalnie przebiegnie ten pojedynek, przekonamy się nie przed godz. 20:00. Relacja z polsko-czeskiego starcia będzie dostępna na stronie Interia Sport.

  • Godziny do meczu Świątek, a WTA ogłasza. Wybuchło oburzenie. W tle “El Clasico”

    Godziny do meczu Świątek, a WTA ogłasza. Wybuchło oburzenie. W tle “El Clasico”

    Godziny do meczu Świątek, a WTA ogłasza. Wybuchło oburzenie. W tle “El Clasico”

    Iga Świątek w sobotę 26 kwietnia zagra z Lindą Noskovą o 1/8 finału turnieju WTA 1000 w Madrycie. Rywalką Polki na korcie imienia Manolo Santany będzie Czeszka Linda Noskova. Panie otworzą rywalizację w sesji wieczornej i na obiekcie pojawią się nie przed godziną 20:00. Taka decyzja organizatorów wywołała potężne oburzenie wśród kibiców. “Przesadzają z tą godziną 20” – napisała jedna z fanek.

     

    Iga Świątek na przestrzeni najbliższego tygodnia postara się obronić tytuł w Madrycie, który zdobyła w ubiegłym sezonie po epickim boju z Aryną Sabalenką w finale imprezy. Nie będzie to jednak sprawa prosta, bo forma naszej gwiazdy daleka jest od tej, która pozwalała jej seryjnie triumfować w turniejach. Gdzie jednak szukać dobrej dyspozycji, jak nie na ukochanej mączce?

     

    Pierwszy mecz w Madrycie dał jednak raczej więcej pytań, niż odpowiedzi. Polka na otwarcie swojej walki o obronę tytułu mierzyła się z 19-letnią Alexandrą Ealą, z którą kilka tygodni wcześniej sensacyjnie przegrała w turnieju w Miami. Spotkanie z Filipinką na nawierzchni ziemnej było więc doskonałą okazją do rewanżu na swojej rywalce. Wydawało się, że mecz akurat na mączce powinien się toczyć pod dyktando Świątek.

     

    Jest godzina meczu Świątek. Kibice oburzeni

     

    Tak jednak nie było. Pierwszego seta Polka przegrała i musiała gonić wynik. Ostatecznie ta sztuka się udała, ale wymagała bardzo dużo wysiłku. Świątek wygrała bowiem po trzech setach i ponad dwóch godzinach walki. Dzięki temu raszynianka zameldowała się w trzeciej rundzie, w której to zmierzy się z Lindą Noskovą. Ostatnie starcia tej dwójki były bardzo emocjonujące i zacięte.

     

    W związku z tym nie może dziwić oburzenie, które pojawiło się wśród kibiców, gdy jasne stało się, że Polka z Czeszką wyjdą na kort nie przed godziną 20:00 w sobotę 26 kwietnia. W mediach społecznościowych pojawił się szereg negatywnych komentarzy z tym związanych. “Przesadzają z tą godziną 20. I to na turnieju, który trwa 2 tygodnie” – napisała jedna z fanek. “Co za chory rozkład. Jak Iga i Linda zagraj długi mecz to następni wyjdą około 23” – wtóruje jej kolejny z internautów.

     

    Takich komentarzy jest zdecydowanie więcej i trudno im się dziwić. Gdy spojrzymy bowiem na ostatnie trzy mecze, to panie wspólnie spędziły na korcie prawie siedem i pół godziny, a średnio ich mecze trwały niespełna dwie i pół godziny. Biorąc pod uwagę, że sobotnie spotkanie wystartuje około 20:10, to faktycznie nietrudno wyobrazić sobie, że Joao Fonseca i Tommy Paul na korcie pojawią się najwcześniej o 23:00, a trzeba pamiętać, że rywalizacja na mączce jest tą, w której mecze są zdecydowanie statystycznie najdłuższe.

     

    Warto dodać także, że z perspektywy polskiego kibica sportu nie jest to zbyt wygodna pora. O godzinie 22:00 bowiem rozpocznie się starcie Barcelony Wojciecha Szczęsnego i Roberta Lewandowskiego z Realem Madryt, czyli piłkarskie “El Clasico”, a na szali będzie tu leżeć Puchar Króla. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że oba te wydarzenia w pewnym momencie będą odbywać się jednocześnie. 

  • Porażka Ostapenko, a teraz taka informacja z Madrytu. Jednak Łotyszka zagra w 1/8 finału

    Porażka Ostapenko, a teraz taka informacja z Madrytu. Jednak Łotyszka zagra w 1/8 finału

    Porażka Ostapenko, a teraz taka informacja z Madrytu. Jednak Łotyszka zagra w 1/8 finału

    Jeszcze w poniedziałek Jelena Ostapenko świętowała swój triumf w turnieju WTA 500 w Stuttgarcie, a już trzy dni później musiała rozegrać swój pierwszy pojedynek w imprezie rangi “1000” w Madrycie. Łotyszka sensacyjnie przegrała ze swoją rodaczką Anastasiją Sevastovą, przez co w stolicy Hiszpanii nie dojdzie do jej siódmego bezpośredniego starcia z Igą Świątek. Mimo to 27-latka wciąż zachowywała szanse na sukces w Madrycie. A to dlatego, że zgłosiła także do debla, w duecie z Su-Wei Hsieh. Dzisiaj zanotowały pierwszą wygraną i awansowały do 1/8 finału.

     

    Ostatnie dni to prawdziwy rollercoaster w życiu Jeleny Ostapenko. W minioną sobotę pokonała Igę Świątek, poprawiając bilans bezpośrednich starć z Polką na 6-0. Później odprawiła Jekaterinę Aleksandrową, a w decydującym pojedynku nie dała szans liderce rankingu – Arynie Sabalence. Dzięki temu po raz pierwszy w karierze wygrała singlowe zmagania podczas WTA 500 w Stuttgarcie.

     

    Łotyszka nie miała zbyt dużo czasu na celebrę, bowiem od razu musiała się przetransportować do Madrytu. Już w czwartek czekał ją pojedynek drugiej rundy w grze pojedynczej ze swoją rodaczką – Anastasiją Sevastovą. Tak jak 27-latka błyszczy w potyczkach z raszynianką, tak zupełnie nie potrafi się odnaleźć w rywalizacji ze swoją starszą koleżanką z reprezentacji. Przedwczoraj po raz trzeci w karierze musiała uznać wyższość Sevastovej. Warto podkreślić, że do tej pory nie zanotowała z nią ani jednego zwycięstwa. Taki rezultat oznaczał, że Madrycie nie dojdzie do siódmej bezpośredniej batalii Ostapenko ze Świątek. Obie mogły spotkać się ze sobą w czwartej rundzie.

     

    Mimo niepowodzenia w singlu, Jelena wciąż pozostawała z szansami na tytuł w deblu. Razem z Su-Wei Hsieh zostały rozstawione z “3”. Na “dzień dobry” trafiły na ciekawy duet – Tereza Mihalikova/Olivia Nicholls. Łotyszka i Tajwanka nie dały jednak większych szans słowacko-brytyjskiej parze.

     

    WTA Madryt: Jelena Ostapenko i Su-Wei Hsieh awansowały do 1/8 finału w deblu

     

    Pojedynek zaczął się interesująco. W pierwszych czterech rozdaniach obserwowaliśmy same przełamania. Z czasem Ostapenko i Hsieh łapały jednak coraz lepszy rytm i zdominowały końcówkę premierowej odsłony. W sumie zgarnęły pięć ostatnich gemów i triumfowały w pierwszym secie 6:2.

     

    Początek drugiej partii mógł przynieść przerwanie złej passy po stronie przeciwniczek. Mihalikova i Nicholls posiadały aż cztery break pointy, ale mimo to szóste “oczko” z rzędu trafiło na konto duetu rozstawionego z “3”. Po chwili Słowaczka i Brytyjka doczekały się jednak w końcu swojego gema, utrzymując własne podanie. Od stanu 2:2 znów obserwowaliśmy jednak dominację ze strony Jeleny i Su-Wei. Na przestrzeni czterech rozdań wygrały w sumie 16 z 18 rozegranych akcji i zapewniły sobie triumf w całym pojedynku 6:2, 6:2 po zaledwie godzinie gry.

    Tym samym Ostapenko i Hsieh zameldowały się w 1/8 finału debla, gdzie zmierzą się z parą Nadia Kiczenok/Yifan Xu.

     

  • Duży problem Igi Świątek! Nawet wygrany turniej może nie wystarczyć

    Duży problem Igi Świątek! Nawet wygrany turniej może nie wystarczyć

    Duży problem Igi Świątek! Nawet wygrany turniej może nie wystarczyć

    Aryna Sabalenka pokonała, choć nie bez kłopotów, 6:3, 6:4 Annę Blinkową w drugiej rundzie turnieju w Madrycie i jest o krok bliżej obrony punktów za zeszłoroczny finał tej imprezy. To sprawia, że jej przewaga nad Igą Świątek w rankingu WTA, która i tak jest gigantyczna, została utrzymana. A najgorsze wieści napływają zza pleców Polki.

     

    Sabalenka miała niemałe kłopoty w swoim pierwszym meczu w stolicy Hiszpanii. Choć zaczęła go od prowadzenia 5:0, to potem miała problem z coraz odważniej grającą Rosjanką i omal nie wypuściła z rąk całej przewagi. Ostatecznie jednak opanowała swoją grę i awansowała do trzeciej rundy.

     

    Tak wygląda ranking WTA live

     

    Po zwycięstwie nad Blinkową Sabalenka ma na swoim koncie w rankingu live 10183 pkt. To daje jej 3735 “oczek” przewagi nad drugą Igą Świątek. Polka podczas imprezy w Madrycie może jedynie stracić punkty, bo w zeszłym roku ją wygrała. Ciekawie robi się za jej plecami, bo “amerykański duet” jest bardzo blisko.

    Zaledwie 230 pkt za Polką jest Jessica Pegula, która rok temu w stolicy Hiszpanii nie startowała, więc w trakcie trwającego turnieju może tylko zyskać. Z kolei 200 pkt za Pegulą jest Coco Gauff, która w poprzedniej edycji tej imprezy doszła do czwartej rundy, więc również może sporo zyskać. A to oznacza, że Polka straciła kontrolę nad swoją pozycją w rankingu.

     

    Jeżeli Iga Świątek niespodziewanie pożegna się z Madrytem na jednym z wcześniejszych etapów, to może ją kosztować drugie miejsce w rankingu WTA, a może nawet pozycję na podium. Jednak nawet w przypadku zwycięstwa Polki w turnieju, może ona stracić drugie miejsce. Wszystko będzie wtedy zależeć od tego, gdzie dojdzie Pegula.

     

  • Porażka Świątek, a tu nagle taka “sensacja” o niej i Abramowicz. Kuriozalna pomyłka

    Porażka Świątek, a tu nagle taka “sensacja” o niej i Abramowicz. Kuriozalna pomyłka

    Porażka Świątek, a tu nagle taka “sensacja” o niej i Abramowicz. Kuriozalna pomyłka

    Iga Świątek udowodniła, że w Stuttgarcie czuje się świetnie, dwukrotnie wygrywając turniej (2022,2023). Lecz tym razem jej historia na tamtejszym korcie potoczyła się inaczej. Przegrała z Jeleną Ostapenko i żegna się z imprezą na etapie ćwierćfinału. Tymczasem po sieci krąży zadziwiająca publikacja, w której sensacyjnie ogłoszono… zakończenie współpracy na linii tenisistka – psycholog Daria Abramowicz. Zacytowano nawet “oświadczenie” wiceliderki rankingu WTA. Doszło jednak do kuriozalnej pomyłki.

     

    Iga Świątek nie zdołała przerwać fatalnej passy w meczach przeciwko Jelenie Ostapenko. Teraz w Stuttgarcie zmierzyły się ze sobą po raz szósty i szósty raz górą była Łotyszka, która wygrała 6:3, 3:6, 6:2. Wcześniej pokonała Polkę w Birmingham (2019), Indian Wells (2021), Dubaju (2022), US Open (2023) oraz w Dosze (2025). Iga kończy swoją przygodę z Porsche Tennis Grand Prix na ćwierćfinale, a to oznacza, że nie obroni zdobytych przed rokiem punktów. Wówczas dotarła do półfinału, ulegając późniejszej triumfatorce imprezy Jelenie Rybakinie 3:6, 6:4, 3:6.

     

    Po wygranej w meczu bieżącej edycji WTA Stuttgart Ostapenko zabrała głos. Jeszcze na gorąco, na korcie, doceniła klasę rywalki, która znana jest z dobrej gry na mączce. “Ona jest świetną zawodniczką, ale o sobie mogę powiedzieć to samo. Jestem zadowolona, że walczyłam. W drugim secie nie czułam swojej gry. Powiedziałam sobie, że w trzecim będę walczyła. Jestem z siebie dumna” – opowiadała.

     

    Szanuję Igę, jej zespół, szanuję to, co robi dla tenisa

     

    ~ – dodawała.

     

    Tymczasem w mediach gorąco jest nie tylko wokół porażki Igi, ale też – już od wielu tygodni – o jej współpracy z psycholog Darią Abramowicz. Temat właśnie powraca, i to w dość kuriozalnych okolicznościach. Doszło bowiem do zaskakującej pomyłki.

     

    Ogłaszają “rozstanie” Świątek i Abramowicz. Przedziwne, co się wydarzyło

     

    Jeszcze zanim Świątek i Ostapenko wyszły na kort w Stuttgarcie, w serwisie Sportskeeda pojawiła się zastanawiająca publikacja. Jej osią jest InstaStories Abramowicz, w którym odniosła się ona do sukcesów Simone Biles. Polka udostępniła pochwałę dla gimnastyczki z ust Aly Raisman, a samą Biles nazwała “pionierką”. Dziennikarz Geoff Poundes określa to “złożeniem szczerego hołdu”.

     

    To nie wszystko, bowiem w swoim tekście wspomina o relacji na linii Świątek – Abramowicz, lecz pisze o niej… w czasie przeszłym. Darię nazywa “byłą psycholog” wiceliderki rankingu WTA i obwieszcza, że “na początku bieżącego miesiąca Świątek oświadczyła, iż ich współpraca dobiegła końca”.

     

    “Iga Świątek i Abramowicz mają za sobą sześć burzliwych wspólnych lat. Niektórzy obserwatorzy uważali, że polska psycholog sportowa była zbyt przyjacielska wobec Świątek i brakowało jej profesjonalnego dystansu niezbędnego do wykonywania jej pracy” – czytamy. Dalej autor zaznacza, że Iga nie wygrała jeszcze w tym roku żadnego turnieju i w związku z tym podjęła radykalne kroki. Podesłano nawet “oświadczenie”, jakie miała wydać polska tenisistka, ogłaszając rozstanie z Abramowicz.

     

    Po sześciu latach osiągania największych sukcesów w mojej karierze, Daria Abramowicz i ja postanowiłyśmy zakończyć współpracę. Ze względu na tę znaczącą zmianę daję sobie kilka najbliższych tygodni na rozpoczęcie nowej współpracy

     

    ~ – przytacza Geoff Pounds, powołując się na wpis Tennis World.

     

    Rzecz w tym, że takie oświadczenie nigdy nie powstało, a na pewno nie zostało opublikowane przez Świątek. Owszem, istnieje podobny komunikat, lecz w oryginalnej wersji dotyczy rozejścia się dróg Igi i Tomasza Wiktorowskiego. Przy okazji Prima Aprilis niektórzy “przeinaczyli” słowa tenisistki, wstawiając w miejsce nazwiska trenera – nazwisko psycholog. Był to jednak żart. Wygląda na to, że niektórzy wzięli go na poważnie istąd kuriozalna pomyłka.

     

  • Nie chce milczeć o tym, co dzieje się u Świątek i Abramowicz. “Zatarte wszystkie granice”

    Nie chce milczeć o tym, co dzieje się u Świątek i Abramowicz. “Zatarte wszystkie granice”

    Nie chce milczeć o tym, co dzieje się u Świątek i Abramowicz. “Zatarte wszystkie granice”

    Od wielu tygodni na tapecie jest temat relacji na linii Iga Świątek – Daria Abramowicz. Głos zabierali już różni eksperci, którzy nie mogli pojąć relatywnie bliskich kontaktów tenisistki oraz psycholog i odnosili się do nich krytycznie. Milczeć nie zamierza również pierwszy trener wiceliderki rankingu WTA, Artur Szostaczko. Dość owijania w bawełnę, dosadnie wypowiada się w gorącej sprawie. I nie tylko tej.

     

    Bieżący rok ani nie rozpoczął ani nie toczy się po myśli Igi Świątek. Nie zwyciężyła jeszcze w żadnym z dotychczasowych turniejów, co na pewno jest poniżej jej oczekiwań, możliwości i ambicji. Sporym rozczarowaniem musiały być dla niej porażki zwłaszcza w Stuttgarcie, Indian Wells i w Dosze, gdzie do niedawna radziła sobie świetnie. W każdym z tych miejsc wygrywała w swojej karierze dwukrotnie.

     

     

    Teraz przyleciała do Madrytu, a na “dzień dobry” czekało na nią starcie z Alexandrą Ealą. Tą samą, z którą sensacyjnie przegrała niespełna miesiąc wcześniej – w ćwierćfinale Miami Open. Jednak tym razem nie dała się ograć obiecującej, acz mniej doświadczonej, koleżance z kortu. Zwyciężyła 4:6, 6:4, 6:2, dzięki czemu wywalczyła przepustkę do 1/16 finału. Tam zmierzy się z Lindą Noskovą.

     

    Mimo awansu Igi do następnej rundy eksperci wciąż punktują jej błędy i słabszą formę. Głos zabiera pierwszy trener Świątek, Artur Szostaczko. Nie ma dobrych wieści dla byłej podopiecznej i jej współpracy z Belgiem. “Nie chcę mówić, że jest regres, ale na pewno nic się nie poprawiło. Jest coraz więcej negatywnych rzeczy niż pozytywów. Prezentuje to, co grała wcześniej” – ocenia w rozmowie z serwisem Sportowy24.

     

    Nie widzę niczego, co by było lepsze niż do tej pory. Iga musi siebie odnaleźć na nowo, wyciszyć

     

    ~ – radzi.

     

    To dopiero początek dosadnego komentarza. Szkoleniowiec mówi również o mentalu tenisistki, szeroko dyskutowanych relatywnie częstych przerwach na toaletę w trakcie meczów oraz o relacji z psycholog Darią Abramowicz.

     

    Nie gryzie się w język ws. Igi Świątek i Darii Abramowicz. “Oficjalnie nikt niczego nie chce powiedzieć”

     

    Zdaniem Artura Szostaczko “mental Igi jest teraz bardzo słaby”, a kibicom absolutnie to nie umyka. Fanom ma nie podobać się coś jeszcze, a mianowicie rzekomo zbyt częste przerwy toaletowe zarządzane przez Świątek w trakcie trudnych momentów meczów. “Zbyt często korzysta z przerw na toaletę w trakcie spotkań. To bardzo niepokojące. Pojawiają się komentarze, że tylko po to, aby wybić rywalkę z rytmu” – zauważa trener.

     

    Nie ma zamiaru milczeć także na temat relacji na linii Świątek – Abramowicz. Już od jakiegoś czasu zarzuca się obu paniom zbyt zażyłe – jak na pracę – kontakty. “Myślę, że Daria Abramowicz jest dla Igi bardziej koleżanką, przyjaciółką, tak naprawdę nie wiadomo kim dla niej jest, bo oficjalnie nikt niczego nie chce powiedzieć. Tam zostały według mnie zatarte wszystkie granice, pomiędzy zawodniczką a panią psycholog. Nikt inny nie ma przy sobie na co dzień, niemalże 24 godziny na dobę psychologa” – opowiada Artur Szostaczko.

     

    Wcześniej w podobnym tonie wypowiedział się m.in. Dariusz Nowicki, psycholog klasy mistrzowskiej. Zdecydowanie ocenił to, co dzieje się w duecie tenisistki i psycholog. “W naszej pracy zawodowej nie powinniśmy sobie pozwalać na aż tak bliskie relacje. Z tego względu, że to zaburza ocenę sytuacji. Niestety najwięcej błędów w postrzeganiu pojawia się wtedy, gdy są wzbudzone emocje. Pewien dystans psychologiczny w stosunku do klienta, jakim jest zawodnik czy w ogóle do zespołu szkoleniowego, który znajduje się przy zawodniku lub drużynie, jest niezbędny” – podsumował temat dla Interii Sport.

     

  • Wielki kłopot Wieczystej Kraków! Znany trener nagle zerwał negocjacje

    Wielki kłopot Wieczystej Kraków! Znany trener nagle zerwał negocjacje

    Wielki kłopot Wieczystej Kraków! Znany trener nagle zerwał negocjacje

    Wieczysta Kraków nie może dogadać się z kolejnym znanym trenerem! Jak informuje serwis TVP Sport Piotr Stokowiec zakończył rozmowy na temat związania z klubem umową ze względów finansowych. Padła nawet kwota, jaką chciał zarabiać. To duży problem, biorąc pod uwagę fakt, że to nie pierwsze duże nazwisko, które zrywa negocjacje. Wiemy, kto poprowadzi drugoligowca w piątkowym meczu. Tymczasem w mediach pojawiło się już nowe nazwiska w kontekście przejęcia drużyny w najbliższych dniach.

     

    Wygląda na to, że decyzja właściciela klubu o zwolnieniu Sławomira Peszki mogła być zbyt pochopna. Co prawda faworyci do awansu na zaplecze Ekstraklasy od połowy marca przegrali trzy z czterech kolejnych meczów, a po jednym przebłysku [triumf z GKS-em Jastrzębie] znów zaliczyli wpadkę, remisując ze Świtem Szczecin 2:2, ale teraz Wieczysta ma jeszcze większy kłopot.

     

    Znany trener nie dogadał się z Wieczystą! Padło nowe nazwisko

    Plany co do obsadzenia stanowiska trenera drugoligowca były naprawdę ambitne. Właściciel Wieczystej według medialnych doniesień chciał zatrudnić m.in. znanego zagranicznego trenera Dana Petrescu. Później do gry miał wejść Jan Urban. Wiadomo już jednak, że 62-latek odmówił Wieczystej. Podobnie miało stać się po kontakcie z Jackiem Magierą, kolejnym znanym szkoleniowcem, który nie zamierzał pracować w drugiej lidze.

     

    Znany biznesmen liczy, że następca Peszki wprowadzi drużynę na zaplecze Ekstraklasy. Nieudana misja może oznaczać bardzo poważną skazę w CV trenera, który związałby się z klubem z Krakowa.

     

    W czwartek gruchnęły wieści, że zadania ma podjąć się Piotr Stokowiec. 52-latek nie pracuje od lutego 2024 r., gdy po 10 meczach odszedł z ŁKS-u Łódź. Rozmowy były na zaawansowanym poziomie, ale ostatecznie upadły.

     

    Serwis TVP Sport twierdzi, że w piątkowe popołudnie Wieczysta ostatecznie przestała negocjować ze Stokowcem, który miał spore wymagania finansowe. To główny powód, przez który rozmowy miały się zakończyć. Nowym obiektem zainteresowań może być Gino Lettieri, były szkoleniowiec Korony Kielce, obecnie pracujący w Tajlandii.

     

     

    W kontekście 52-letniego polskiego trenera swoją wersję zdarzeń ma Roman Kołtoń. Dziennikarz zdradza też, jakie wymagania finansowe padły w trakcie negocjacji. “Wojciech Kwiecień marzy o awansie Wieczystej do 1. ligi, a wielu zwracało uwagę, że Piotr Stokowiec miałby problem w szatni – kolosalny. Nie chodziło o gażę 80 tys. PLN, a właśnie o wiarygodność wśród piłkarzy. A za ten sezon budżet Wieczystej znowu rekordowy – 35-milionowy! W następnym tygodniu nowym trenerem ma zostać Gino Lettieri, który już pracował w Polsce – w Koronie, a później był w Grecji, na Litwie i w Tajlandii” – czytamy we wpisie na X.

     

    Wieczysta swoje najbliższe spotkanie ligowe rozgrywa już w piątek o godz. 18.00. W meczu przeciwko Skrze Częstochowa na ławce w roli pierwszego trenera zasiądzie Rafał Jędrszczyk, dotychczasowy asystent Peszki.

     

    Wciąż nie wiadomo, kiedy Stokowiec wróci do pracy w roli trenera. Jak dotąd był szkoleniowcem Zagłębia Lubin (2021-2022 i 2014-2017), Lechii Gdańsk (2018-2021), Jagiellonii Białystok (2013-2014) i Polonii Warszawa (2011-2012).

     

    Zespół ze stolicy Małopolski jest wiceliderem rozgrywek. Walkę o awans stoczy jeszcze w starciach z Wisłą Puławy (3 maja), Polonią Bytom (11 maja), Chojniczanką (18 maja), Zagłębiem Sosnowiec (24 maja), Olimpią Grudziądz (31 maja) i Rekordem Bielsko-Biała (7 czerwca).

  • ‎Duży problem Igi Świątek! Nawet wygrany turniej może nie wystarczyć

    ‎Duży problem Igi Świątek! Nawet wygrany turniej może nie wystarczyć

    ‎Duży problem Igi Świątek! Nawet wygrany turniej może nie wystarczy

    ‎

    ‎Aryna Sabalenka pokonała, choć nie bez kłopotów, 6:3, 6:4 Annę Blinkową w drugiej rundzie turnieju w Madrycie i jest o krok bliżej obrony punktów za zeszłoroczny finał tej imprezy. To sprawia, że jej przewaga nad Igą Świątek w rankingu WTA, która i tak jest gigantyczna, została utrzymana. A najgorsze wieści napływają zza pleców Polki.

    ‎

    ‎Sabalenka miała niemałe kłopoty w swoim pierwszym meczu w stolicy Hiszpanii. Choć zaczęła go od prowadzenia 5:0, to potem miała problem z coraz odważniej grającą Rosjanką i omal nie wypuściła z rąk całej przewagi. Ostatecznie jednak opanowała swoją grę i awansowała do trzeciej rundy.

    ‎

    ‎Tak wygląda ranking WTA live

    ‎Po zwycięstwie nad Blinkową Sabalenka ma na swoim koncie w rankingu live 10183 pkt. To daje jej 3735 “oczek” przewagi nad drugą Igą Świątek. Polka podczas imprezy w Madrycie może jedynie stracić punkty, bo w zeszłym roku ją wygrała. Ciekawie robi się za jej plecami, bo “amerykański duet” jest bardzo blisko.

    ‎

    ‎Zaledwie 230 pkt za Polką jest Jessica Pegula, która rok temu w stolicy Hiszpanii nie startowała, więc w trakcie trwającego turnieju może tylko zyskać. Z kolei 200 pkt za Pegulą jest Coco Gauff, która w poprzedniej edycji tej imprezy doszła do czwartej rundy, więc również może sporo zyskać. A to oznacza, że Polka straciła kontrolę nad swoją pozycją w rankingu.

    ‎

    ‎Jeżeli Iga Świątek niespodziewanie pożegna się z Madrytem na jednym z wcześniejszych etapów, to może ją kosztować drugie miejsce w rankingu WTA, a może nawet pozycję na podium. Jednak nawet w przypadku zwycięstwa Polki w turnieju, może ona stracić drugie miejsce. Wszystko będzie wtedy zależeć od tego, gdzie dojdzie Pegula.

    ‎

  • Hubert Hurkacz wyrzucony z Madrytu… więc teraz może obronić tytuł!

    Hubert Hurkacz wyrzucony z Madrytu… więc teraz może obronić tytuł!

    Hubert Hurkacz wyrzucony z Madrytu… więc teraz może obronić tytuł!

    Zaskakujący scenariusz wciąż realny dla Huberta Hurkacza! Po przerwie spowodowanej kontuzją Polak wrócił na kort, ale przegrał z Benjaminem Bonzim 4:6, 5:7 podczas turnieju ATP 1000 w Madrycie. Tak szybkie odpadnięcie z prestiżowej rywalizacji otwiera mu drogę do obrony tytułu w Estoril! O takiej możliwości pisze znany dziennikarz Jose Morgado. “Dzikie karty są nadal dostępne” — zdradza. To niestety koniec dobrych wieści.

     

    Piątkowy pojedynek miał być przełomem dla wrocławianina. Skończyło się katastrofą tuż po powrocie na kort po kontuzji. Polak w słabym stylu przegrał z notowanym na 62. miejscu Benjaminem Bonzim. Niestety, jest bardzo duże ryzyko, że Polak w kolejnym notowaniu rankingu WTA wypadnie z czołowej trzydziestki rankingu. Jest jednak szansa na obronę tytułu w Portugalii, o czym donosi znana postać.

     

    Nieoczekiwania szansa Hurkacza. Może obronić tytuł po wpadce!

    “Hubi Hurkacz może teraz bronić tytułu w Estoril Open. Turniej ATP CH 175 w tym roku odbędzie się w drugim tygodniu Madrytu. Chyba potrzebuje meczów… Dzikie karty są nadal dostępne” — zauważa jeden z najbardziej znanych dziennikarzy zajmujących się tenisem Jose Morgado.

     

    Przed rokiem polski tenisista wygrał finał z Pedro Martinezem w dwóch setach 6:3, 6:4. W tym roku niespodziewanie może zjawić się ponownie podczas rywalizacji w Portugalii, która zaplanowana jest na dni 28 kwietnia – 4 maja. Turniejową jedynką ma być Alex Michelsen. Amerykanin zajmuje 36. miejsce rankingu ATP.

     

    Niestety, szansa dla Polaka to jedyna dobra wiadomość. Pozostali eksperci zauważają tylko kłopoty na korcie.

     

    “Hurkacz – Bonzi 4:6 5:7. Dobrze, że Hubi wrócił, ale nie był to udany powrót. Niestety fundament jego gry, czyli pierwszy serwis na bardzo niskim poziomie – 50 proc. trafianej jedynki (w pierwszym secie nawet 43 proc.). Tylko 4 asy. Na takim fundamencie nie dało się budować” — wylicza problemy polskiego tenisisty dziennikarz Michał Chojecki.

     

    “Hubert Hurkacz przegrywa 4:6, 5:7 z Benjaminem Bonzim w 2 r. Mutua Madrid Open. Ewidentnie widać, że Polak ciągle jest daleki od optymalnej dyspozycji. Wydaje się, że szwankuje zdrowie. Czyżby ciągle były to konsekwencje zeszłorocznej kontuzji w Wimbledonie?” — zastanawia się Adam Romer, redaktor naczelny magazynu Tenisklub.

  • Anna Lewandowska została okradziona. Wyjawiła, co się stało!

    Anna Lewandowska została okradziona. Wyjawiła, co się stało!

    Anna Lewandowska została okradziona. Wyjawiła, co się stało

     

    Anna Lewandowska na swoim instastories zorganizowała popularne Q&A dla swoich fanów. Żona piłkarza Barcelony odpowiedziała zaledwie na kilka pytań, a jedno z nich dotyczyło kradzieży w Barcelonie. Trenerka fitness opowiedziała więc o przykrych sytuacjach, które ją spotkały. Została zaatakowana przez złodziei kilka razy. Nigdy o tym nie mówiła.

     

    Anna Lewandowska kocha Barcelonę

    Anna i Robert Lewandowscy niemal od samej przeprowadzki do Barcelony pokochali to hiszpańskie miasto. Para znalazła w nim balas między życiem a pracą, a dzięki temu, że Barcelona oferuje im inne “atrakcje” do życia, niż było to w Niemczech, chętnie korzystają z pięknych plaż, czy też cieszą się słoneczną pogodą.

     

    Nie oznacza to tego, że nie dostrzegają w Barcelonie tego, że jest tam niebezpiecznie. Anna Lewandowska wyznała, że sama kilka razy została zaatakowana przez złodziei.

     

    Lewandowska jasno o kradzieżach w Barcelonie. Sama padła ofiarą złodziei

    “Niestety, ale tak. Mam za sobą prawie trzy kradzieże. Próba kradzieży walizki na lotnisku, także proszę uważać, szczególnie terminal dwa. Na szczęście udało mi się złapać złodzieja w drzwiach na lotnisku i odzyskać walizkę, nie pytajcie o szczegóły. Druga kwestia to auto. W aucie przebita opona i później kradzież torebki” — wyznała Anna Lewandowska.

     

    “I trzeci raz w kawiarni, gotówkę wyjęto mi z torebki. Trwało to jakieś 30 sekund, także bądźcie uważni. Pamiętajcie, żeby zawsze w Barcelonie trzymać rzeczy blisko, proponuję zdejmować drogą biżuterię czy też zegarki, ale tak to Barcelona jest w dalszym ciągu urokliwa” — dodała żona Roberta Lewandowskiego, która mimo wszystko kocha Barcelonę i jakiś czas w jednym z wywiadów wyznała, że całkiem możliwe, że zostaną w niej na stałe.

     

    Lewandowscy zostaną w Barcelonie na zawsze?

    “W samej Barcelonie żyje się nam bardzo dobrze. Dzieciaczki chodzą do szkoły, są bardzo zadowolone. Świat piłkarski rozgrzewa całe miasto i nie tylko miasto. Fajnie się żyje” – wyznała Anna Lewandowska w rozmowie z TVP Sport. “Myślę, że to jest już nasz dom” – oznajmiła wprost, dodając, że mogą zostać tam na stałe.