• “Napięcie rośnie w Danii przed pojedynkiem z Igą Świątek – czy to moment Clary Tauson?”

    “Napięcie rośnie w Danii przed pojedynkiem z Igą Świątek – czy to moment Clary Tauson?”

    “Napięcie rośnie w Danii przed pojedynkiem z Igą Świątek – czy to moment Clary Tauson?”

    Świat tenisa znów żyje występami Igi Świątek w Montrealu, ale tym razem uwaga nie skupia się wyłącznie na niej. W Danii narasta ekscytacja. Powód? Wyczekiwane starcie liderki światowego rankingu z jedną z największych duńskich nadziei – Clarą Tauson. A jeśli zapytać tamtejsze media, nie są tylko pełne nadziei – są przekonane, że to może być przełomowy moment, na który czekali od dawna.

     

    Świątek jak dotąd prezentuje się perfekcyjnie. Bez większego wysiłku pokonała Hanyu Guo z Chin oraz Evę Lys z Niemiec, nie tracąc przy tym ani jednego seta. Ale Tauson? Jest równie groźna. Również nie oddała jeszcze żadnego seta, a pewność siebie bije z każdego jej uderzenia. Jej piątkowa deklasacja Ukrainki Julii Starodubcewej wynikiem 6:3, 6:0 była jasnym sygnałem – Dunka przyjechała do Kanady po coś więcej.

     

    I Dania to zauważa.

     

    Portal sport.dk nie owijał w bawełnę w swojej analizie nadchodzącego starcia. “Jej agresywny styl gry na twardych kortach może sprawiać problemy większości rywalek” – piszą o Tauson, ostrzegając, że Świątek będzie miała trudne zadanie. Serwis Dunki i mocne uderzenia z głębi kortu zdaniem dziennikarzy idealnie pasują do błyskawicznych nawierzchni w Montrealu – i to może przechylić szalę.

     

    Ten umiarkowany optymizm ma swoje historyczne uzasadnienie. Świątek i Tauson spotkały się już trzykrotnie i za każdym razem wygrywała Polka. Ostatni raz miało to miejsce podczas tegorocznego Wimbledonu, gdzie Świątek zwyciężyła zdecydowanie. Jednak duńskie media przypominają: tamten mecz nie był miarodajny. Tauson była osłabiona chorobą, a Świątek rozgrywała najlepszy mecz na trawie w karierze. Teraz warunki są zupełnie inne.

     

    Tauson jest zdrowa, w świetnej formie i gra na nawierzchni, którą lubi najbardziej. Ma 22 lata, mnóstwo energii i – jak twierdzą Duńczycy – jest gotowa napisać nowy rozdział tej rywalizacji.

     

    Dla Świątek to także kluczowy etap przygotowań do US Open. Awans do czwartej rundy w Montrealu to jej najlepszy wynik w tym turnieju od dwóch lat, a każdy kolejny mecz ma ją zbliżyć do szczytowej formy na Nowy Jork. Ale przeciwko Tauson nie będzie to tylko rozgrzewka – to będzie prawdziwy test.

    Mecz Świątek – Tauson zaplanowano na noc z niedzieli na poniedziałek i zapowiada się na emocjonujące widowisko. Dla polskich kibiców to szansa, by znów zobaczyć swoją mistrzynię w akcji. Dla duńskich – być może historyczny moment przełamania.

    Jedno jest pewne – to nie będzie zwykły mecz w Montrealu. To będzie starcie ambicji, formy i czystej siły. A dwie nacje wstrzymują oddech.

  • Zawrzało we Włoszech po porażce z Polską. Tak nazwali Wilfredo Leona, dosadnie

    Zawrzało we Włoszech po porażce z Polską. Tak nazwali Wilfredo Leona, dosadnie

    Zawrzało we Włoszech po porażce z Polską. Tak nazwali Wilfredo Leona, dosadnie

    Siatkarze reprezentacji Włoch mogli spodziewać się, że spotkanie z Polską będzie dla nich trudną przeprawą, ale z pewnością nie spodziewali się sromotnej porażki z “biało-czerwonymi” aż 0:3. Podobnie jak dziennikarze “La Gazzetta dello Sport”. Po demolce w wykonaniu siatkarzy Grbicia, na tamtejszych łamach ukazał się obszerny artykuł podsumowujący spotkanie, w których nie zabrakło słów o Wilfredo Leonie. Nazwali go potężnym.

     

    Faza pucharowa Ligi Narodów to prawdziwy majstersztyk w wykonaniu siatkarzy Nikoli Grbicia. “Biało-czerwoni” nie przegrali ani jednego seta w starciu z Japonią, Brazylią i Włochami. Mało tego, siatkarze z Italii polegli do 22, 19 i 14.

     

    Z pewnością na taki scenariusz nie przygotowali się ani zawodnicy prowadzeni przez Ferdinando De Giorgiego, po którym bezlitośnie przejechał się po meczu Michał Kubiak, ani kibice i dziennikarze z Italii. Dobitnie świadczą o tym słowa, które ukazały się na łamach “La Gazzetta dello Sport” tuż po zakończeniu spotkania. “Potężny Leon dominuje nad Włochami” – czytamy w tytule artykułu na włoskiej stronie.

     

    Tak Włosi piszą o Polakach i Wilfredo Leonie po przegranym finale. Jednoznaczna ocena

     

    – Polska jest zbyt silna. W finale Ligi Narodów w chińskim Ningbo Włochy zostały sromotnie pokonane 0:3. To był jednostronny mecz, w którym drużyna trenera Nikoli Grbića była nie do zatrzymania i dominowała w każdej kluczowej strefie – komentują tamtejsi dziennikarze nie zostawiając suchej nitki na Włochach.

     

    Siatkarze z Italii mieli chrapkę na podwójne złoto Ligi Narodów po tym, jak na najwyższym stopniu podium stanęły niedawno siatkarki z Półwyspu Apenińskiego, triumfując w Atlas Arenie w Łodzi. W wykonaniu zadania nie pomógł im jednak jeden z liderów, Alessandro Michieletto. “LGdS” oceniła, że 24-latek po prostu zawiódł w najważniejszym spotkaniu Ligi Narodów.

     

    Włosi nie pominęli również faktu, że siatkarze Grbicia świetnie poradzili sobie z absencją Tomasza Fornala i duet Kamil Semeniuk – Wilfredo Leon popisali się świetną skutecznością. Uwadze dziennikarzy z Italii nie umknął również fakt, że “biało-czerwoni” świetnie spisywali się w polu zagrywki, sprawiając swoim rywalom wiele kłopotów, co przełożyło się na pewne zwycięstwo.

     

  • Nowe trenerskie ryzyko Naomi Osaki wywołuje poruszenie – były szkoleniowiec Świątek może być brakującym ogniwem jej wielkiego powrotu

    Nowe trenerskie ryzyko Naomi Osaki wywołuje poruszenie – były szkoleniowiec Świątek może być brakującym ogniwem jej wielkiego powrotu

    Nowe trenerskie ryzyko Naomi Osaki wywołuje poruszenie – były szkoleniowiec Świątek może być brakującym ogniwem jej wielkiego powrotu

    W niespodziewanym ruchu, czterokrotna mistrzyni turniejów wielkoszlemowych Naomi Osaka zaprosiła do swojego sztabu nowe nazwisko – i już teraz wzbudza ono duże zainteresowanie w Montrealu. Tomasz Wiktorowski, polski trener znany z prowadzenia Igi Świątek i Agnieszki Radwańskiej do światowego sukcesu, ponownie staje w centrum uwagi. Tym razem jako potencjalny szkoleniowiec japońskiej gwiazdy, a ich współpraca już teraz przyciąga spojrzenia – i to z właściwych powodów.

     

    To, co zaczęło się jako test podczas turnieju WTA 1000 w Montrealu, szybko zamienia się w coś znacznie bardziej intrygującego. Choć układ jest na razie nieformalny, pierwsze wyniki i entuzjastyczne słowa Osaki sugerują, że między nimi może się zrodzić coś wyjątkowego – coś, co może odmienić bieg ich obu karier.

     

     

    —

     

    Od Mouratoglou do Wiktorowskiego: początek nowego rozdziału

     

    Zaledwie kilka tygodni temu Osaka zakończyła współpracę z Patrickiem Mouratoglou – znanym trenerem, który przez lata prowadził Serenę Williams. Fani zastanawiali się, kto przejmie stery w sztabie Japonki. Odpowiedź nadeszła szybciej, niż się spodziewano – i zaskoczyła wszystkich polskim akcentem.

     

    Wiktorowski pojawił się w Montrealu we wtorek – po cichu, bez medialnego szumu. Ich współpraca rozpoczęła się od razu, a choć to dopiero początek, pierwsze sygnały są bardzo obiecujące.

     

    Nawet jeszcze przed jego przyjazdem, Osaka prezentowała dobrą formę – w pierwszej rundzie bez problemu pokonała kanadyjską dziką kartę Arianę Arseneault 6:4, 6:2. Prawdziwe emocje zaczęły się jednak dopiero potem – w meczu z Ludmiłą Samsonową, w obecności Wiktorowskiego w boksie trenerskim, Japonka musiała bronić trzech piłek meczowych. Wyszarpała jednak zwycięstwo po dramatycznym boju: 4:6, 7:6(6), 6:3. To nie była tylko wygrana – to było mocne oświadczenie.

     

    A potem przyszedł piątek – i kolejne wyzwanie. Tym razem na drodze Osaki stanęła Jelena Ostapenko – zawodniczka, która niejednokrotnie sprawiała problemy Idze Świątek. Osaka jednak nie zadrżała – pokonała Łotyszkę z zimną precyzją 6:2, 6:4 i awansowała do 1/8 finału.

     

     

    —

     

    „Na początku wydawał się surowy…” – szczere słowa Osaki o Wiktorowskim

     

    Po serii zwycięstw dziennikarze zapytali Osakę o jej wrażenia ze współpracy z nowym trenerem. Jej odpowiedzi były zaskakująco szczere.

     

    – Na początku byłam trochę zdenerwowana. Wydawał się dość surowy – przyznała z uśmiechem Japonka. – Ale później okazało się, że jest naprawdę zabawny. Czasem rzuci jakimś żartem, którego zupełnie się nie spodziewam. Bardzo go lubię.

     

    Poza niespodziewanym poczuciem humoru, Osaka nie szczędziła też pochwał dla jego profesjonalizmu.

     

    – To dopiero dwa mecze, wiem – mówiła. – Ale on jest bardzo konkretny. Wie, czego chce i potrafi to jasno zakomunikować. Dla mnie to niezwykle pomocne.

     

    To nie były puste słowa. Na korcie Osaka wygląda na bardziej zdecydowaną. Jej ruchy są ostrzejsze, gra bardziej zorganizowana, a głowa – chłodniejsza, nawet w najtrudniejszych momentach.

     

     

    —

     

    Okres próbny czy narodziny nowego duetu?

     

    Co więc przyniesie przyszłość?

     

    Oficjalnie Wiktorowski i Osaka wciąż są na etapie testowym. Ale jeśli to tylko początek, to taki, o jakim większość zawodniczek i trenerów może tylko marzyć. Chemia, wyniki i atmosfera wokół zespołu Osaki sugerują, że może tworzyć się coś wyjątkowego.

     

    Następne wyzwanie? Prawdziwy sprawdzian – mecz o ćwierćfinał z Anastasiją Sevastovą. 35-letnia Łotyszka sensacyjnie wyeliminowała czwartą rakietę turnieju – Jessicę Pegulę – i udowodniła, że nie przyjechała tylko na wycieczkę.

     

    Jeśli Osaka pokona i to wyzwanie, w ćwierćfinale zmierzy się z jedną z finalistek Wimbledonu – Amandą Anisimovą lub zawsze groźną Jeliną Switoliną. To może być idealna droga, by szybko wrócić do ścisłej czołówki światowego tenisa – i równocześnie umocnić pozycję Tomasza Wiktorowskiego jako jednego z najlepszych trenerów w branży.

     

     

    —

     

    Szerszy obraz

     

    Dla Wiktorowskiego to nie tylko kolejny etap w karierze – to może być moment przełomowy. Trener, który pomógł Świątek i Radwańskiej odnaleźć się w świecie wielkiego tenisa, znów staje u boku zawodniczki, która marzy o powrocie na szczyt.

     

    Dla Osaki zaś to coś więcej niż zwykły powrót. Z odpowiednim głosem w uchu i właściwymi narzędziami w arsenale, może właśnie budować fundamenty pod jeszcze lepszy rozdział niż ten, który już zapisała w historii.

     

    Jedno jest pewne: ten eksperyment już teraz przynosi wymierne efekty. A jeśli ten trend się utrzyma, to właśnie teraz możemy być świadkami narodzin historii – tej, w której Naomi Osaka ponownie wspina się na szczyt, a Tomasz Wiktorowski zapisuje się złotymi zgłoskami jako architekt jej powrotu.

     

  • Fornal przesadził z radością – Grbić zareagował w ostatniej chwili”

    Fornal przesadził z radością – Grbić zareagował w ostatniej chwili”

    „Fornal przesadził z radością – Grbić zareagował w ostatniej chwili”

    Ledwo rozbrzmiał końcowy gwizdek finału Ligi Narodów, a Tomasz Fornal już zdążył zwrócić na siebie uwagę swoją niepohamowaną radością. Reprezentacja Polski właśnie rozbiła Włochów w trzech setach (3:0), a świętowanie ogarnęło cały zespół. Gdy Fornal dał się porwać euforii, natychmiast w jego stronę ruszył Nikola Grbić – nie po to, by go upomnieć, lecz by go ochronić. Bo za uśmiechem i żywiołowym dopingiem wciąż krył się ból.

     

    Chociaż Fornal nie spędził na boisku ani minuty w finałowym meczu, jego obecność była niezaprzeczalna. Nie grał, ale był wszędzie – dopingował, prowadził okrzyki, machał ręcznikiem, nakręcał atmosferę niczym doświadczony lider drużyny z ławki. Ta zaraźliwa energia to jego znak rozpoznawczy – zwłaszcza w starciach z Włochami, które w ostatnich latach nabrały wyjątkowego znaczenia dla Biało-Czerwonych.

     

    Historia nieobecności Fornala na boisku

     

    Eksplozja radości Fornala przyszła zaledwie dzień po trudnym momencie. W sobotnim półfinale przeciwko Brazylii, podczas drugiego seta, niefortunnie wylądował i skręcił kostkę. Z grymasem bólu złapał się za stopę, wzbudzając niepokój kibiców. Ku zaskoczeniu wszystkich, po kilku minutach wrócił na boisko i dograł seta, wyraźnie zmagając się z dyskomfortem.

     

    Jednak kostka nie pozwoliła mu grać dalej. Na początku kolejnej partii sam poprosił o zmianę i resztę meczu spędził z lodowym okładem na stopie. Później opublikował na Instagramie zdjęcie, na którym leżał w łóżku z odpowiednio zabezpieczoną kontuzjowaną nogą – fani zaczęli się zastanawiać, czy nie opuści reszty turnieju.

     

    Pomimo urazu, Fornal pozostał w kadrze na niedzielny finał. Przed meczem Grbić jasno wyjaśnił: Fornal nie będzie skakał – ewentualnie może wejść na boisko na chwilę, by poprawić przyjęcie. Ostatecznie cały mecz obejrzał z boku, ale jego ognista energia nie opuściła ławki. Kamery co chwila pokazywały jego ekspresyjne reakcje – zakrywanie twarzy po bloku Sasaka czy taniec radości po kolejnych punktach Polaków.

     

    Kiedy radość wymknęła się spod kontroli

     

    Punktem kulminacyjnym był moment dekoracji. Kapitan Jakub Kochanowski uniósł trofeum, a zawodnicy otoczyli go, skacząc z radości. Fornal, nie mogąc się powstrzymać, dołączył do skaczącego kręgu. Wtedy Grbić, który stał niedaleko, błyskawicznie zareagował – podszedł do Fornala, gestem ręki dał mu sygnał i powiedział kilka słów. Najprawdopodobniej przypomniał mu o konieczności ostrożności i oszczędzania kontuzjowanej kostki.

     

    Nie chodziło o reprymendę. Trener po prostu próbował chronić jednego ze swoich kluczowych zawodników – kogoś, kto tak dał się ponieść chwili, że zapomniał, iż nadal wraca do zdrowia.

     

    Fornal komentuje: „65 procent tego finału to ja?”

     

    W pomeczowym wywiadzie dla Polsatu Sport Fornal był w świetnym humorze. – Mam nadzieję, że jakieś 65 procent tego finału to moja zasługa – rzucił żartobliwie, przyznając, że choć nie pomógł na boisku, starał się dać drużynie jak najwięcej energii z ławki.

     

    A co z urazem? – Jest okej, naprawdę – uśmiechnął się. – Jak zobaczyłem nagranie po meczu, byłem w szoku, że dograłem tamtego seta. Ale jest okej. Chyba to ta sama kostka, co na igrzyskach rok temu, więc może już się przyzwyczaiła. Myślę, że wystarczy kilka dni i od poniedziałku będę trenować w Zakopanem – zaznaczył.

     

    Ostatni cel w sezonie

     

    Teraz reprezentację Polski czeka już tylko jedno kluczowe wyzwanie w sezonie – wrześniowe mistrzostwa świata. Jeśli Fornal w pełni się wyleczy, bez wątpienia wróci – tym razem nie tylko jako dusza zespołu z ławki, ale i zawodnik na boisku, gotowy odegrać kluczową rolę w walce o globalny triumf.

     

    A jeśli będzie musiał jeszcze trochę odpuścić z podskokami – trudno. Jak udowodnił, jego energia działa także z drugiej strony siatki.

     

  • Osaka ogłasza ws. współpracy z Wiktorowskim. Dwa mecze wystarczyły

    Osaka ogłasza ws. współpracy z Wiktorowskim. Dwa mecze wystarczyły

    Tomasz Wiktorowski pracuje z Naomi Osaką. „Bardzo go lubię” – Japonka chwali byłego trenera Świątek

    Tomasz Wiktorowski, były trener Igi Świątek i Agnieszki Radwańskiej, rozpoczął nowy etap swojej kariery trenerskiej. Polski szkoleniowiec dołączył do sztabu Naomi Osaki podczas turnieju WTA 1000 w Montrealu. Obecnie ich współpraca znajduje się w fazie próbnej, jednak już teraz można mówić o pierwszych pozytywnych sygnałach. Japonka pod okiem Polaka spisuje się znakomicie, a jej słowa o nowym trenerze mogą napawać optymizmem.

    Nowy etap po rozstaniu z Mouratoglou

    Naomi Osaka, czterokrotna mistrzyni wielkoszlemowa i była liderka rankingu WTA, niedawno zakończyła współpracę z Patrickiem Mouratoglou. W poszukiwaniu nowego szkoleniowca postanowiła dać szansę Tomaszowi Wiktorowskiemu. We wtorek Polak pojawił się w Montrealu, gdzie wspólnie rozpoczęli testowy okres współpracy. Choć to dopiero początki, rezultaty są imponujące.

    Już przed przylotem Wiktorowskiego Osaka pokazała solidną formę, pokonując w pierwszej rundzie Kanadyjkę Arianę Arseneault 6:4, 6:2. Prawdziwe wyzwania rozpoczęły się jednak dopiero później. W kolejnym meczu, już z Wiktorowskim w boksie trenerskim, Osaka stoczyła zacięty bój z Rosjanką Ludmiłą Samsonową. Musiała bronić aż trzech piłek meczowych, ale ostatecznie wyszła z opresji zwycięsko – 4:6, 7:6(6), 6:3.

    W piątek Japonka dołożyła kolejne cenne zwycięstwo, pokonując Jelenę Ostapenko – tenisistkę, która nieraz uprzykrzała życie Idze Świątek. Mecz zakończył się wynikiem 6:2, 6:4, a Osaka awansowała do 1/8 finału prestiżowej imprezy.

    Zaskoczenie i pochwały – Osaka o Wiktorowskim

    Po serii zwycięstw dziennikarze i organizatorzy turnieju zapytali Osakę o jej wrażenia ze współpracy z nowym trenerem. Jej odpowiedzi były bardzo wymowne. – Myślę, że jeśli chodzi o osobowość, na początku byłam trochę zdenerwowana, ponieważ wydawał mi się trochę surowy – przyznała szczerze Japonka.

    Jednak z biegiem czasu jej spojrzenie na Polaka się zmieniło. – Okazało się, że jest zabawny. Czasami powie żart, którego zupełnie się nie spodziewam. Bardzo go lubię – dodała z uśmiechem.

    W słowach Osaki nie zabrakło również uznania dla profesjonalizmu Wiktorowskiego. – Wiem, że rozegraliśmy dopiero dwa mecze, ale sprawia wrażenie osoby bardzo konkretnej. Wie, czego chce, i potrafi to jasno przekazać. Dla mnie to niezwykle pomocne – podkreśliła tenisistka.

    Czy to początek dłuższej współpracy?

    Choć współpraca Osaki i Wiktorowskiego dopiero się zaczęła, wszystko wskazuje na to, że obie strony są na dobrej drodze do porozumienia. Jeśli Japonka utrzyma formę, a atmosfera w sztabie nadal będzie tak pozytywna, można spodziewać się, że okres próbny zamieni się w pełnoprawny kontrakt.

    Na razie jednak przed Osaką kolejne wyzwanie – mecz o ćwierćfinał turnieju w Montrealu. Jej rywalką będzie rewelacja imprezy, 35-letnia Anastasija Sevastova. Łotyszka w poprzedniej rundzie sensacyjnie wyeliminowała Jessicę Pegulę, rozstawioną z numerem czwartym.

    Zwyciężczyni tego starcia zmierzy się następnie z jedną z finalistek Wimbledonu – Amandą Anisimovą lub Jeliną Switoliną. Dla Osaki będzie to doskonała okazja, by udowodnić, że z nowym trenerem u boku wraca do ścisłej światowej czołówki.

    Jeśli tak się stanie, Tomasz Wiktorowski może znów odegrać kluczową rolę w rozwoju jednej z największych gwiazd kobiecego tenisa.

  • Tak wygląda ranking FIVB po triumfie Polaków! Piękniej się nie da!

    Tak wygląda ranking FIVB po triumfie Polaków! Piękniej się nie da!

    Polska z kolejnym triumfem! Pewna wygrana z Włochami i pierwsze miejsce w rankingu FIVB

    Reprezentacja Polski w siatkówce mężczyzn znów pokazała klasę! Biało-czerwoni w znakomitym stylu wygrali finał Ligi Narodów 2025, pokonując reprezentację Włoch aż 3:0 (25:22, 25:19, 25:14). To nie tylko kolejny medal w erze Nikoli Grbicia, ale również ważne utrzymanie pozycji lidera w światowym rankingu FIVB.

    Udany rewanż za finał MŚ. Polska nie dała Włochom szans

    Po sobotnim półfinale, w którym Polacy pokonali Brazylię, w niedzielę przyszedł czas na wielki finał przeciwko Włochom. To właśnie z tym rywalem biało-czerwoni przegrali finał mistrzostw świata w 2022 roku, ale tym razem historia potoczyła się zupełnie inaczej. Polacy od początku narzucili własne warunki gry, a każda kolejna partia tylko potwierdzała ich dominację. Ostatecznie zwyciężyli 3:0, a w ostatnim secie wręcz rozbili rywala, zostawiając go bez większych szans.

    Dla reprezentacji Polski to drugie w historii zwycięstwo w Lidze Narodów. Co więcej, ten sukces pozwolił nie tylko zachować, ale i umocnić prowadzenie w rankingu FIVB.

    Ranking FIVB po finale Ligi Narodów

    Przed finałem Polska miała na koncie 390,90 punktów, a Włosi – 377,26. Dzięki wygranej nad Italią biało-czerwoni dopisali sobie 9,24 pkt, co daje obecnie 400,14 pkt. Przewaga nad drugą w zestawieniu reprezentacją Włoch wzrosła do ponad 30 punktów. Trzecie miejsce zajmuje Brazylia, która w meczu o brązowy medal pokonała Słowenię 3:1.

    Aktualna klasyfikacja FIVB (po finale LN 2025):

    1. Polska – 400,14 pkt
    2. Włochy – 368,02 pkt
    3. Brazylia – 356,43 pkt
    4. Francja – 353,60 pkt
    5. Japonia – 331,08 pkt
    6. USA – 319,50 pkt
    7. Słowenia – 315,98 pkt
    8. Niemcy – 264,34 pkt
    9. Argentyna – 262,20 pkt
    10. Kuba – 260,69 pkt

    Mistrzostwa świata coraz bliżej

    Triumf w Lidze Narodów to nie tylko potwierdzenie siły reprezentacji Polski, ale i świetny sygnał przed zbliżającymi się mistrzostwami świata. Najważniejsza siatkarska impreza roku rozpocznie się we wrześniu, a jej gospodarzem będą tym razem Filipiny. Przypomnijmy, że Polska w trzech ostatnich edycjach MŚ zawsze docierała do finału – dwukrotnie zdobywając złoto (2014 i 2018), a w 2022 roku kończąc z srebrem.

    Teraz cel jest jasny – odzyskać tytuł mistrza świata. A zwycięstwo w Lidze Narodów pokazuje, że podopieczni Grbicia są na dobrej drodze.

  • Gauff wyeliminowana przez 18-latkę. Sensacja w Montrealu. Otwiera się szansa przed Świątek

    Gauff wyeliminowana przez 18-latkę. Sensacja w Montrealu. Otwiera się szansa przed Świątek

    Gauff wyeliminowana przez 18-latkę. Sensacja w Montrealu. Otwiera się szansa przed Świątek

    Pierwszy mecz sesji wieczornej na turnieju WTA 1000 w Montrealu przyniósł starcie, na które czekali nie tylko lokalni kibice, ale cały tenisowy świat. Reprezentantka gospodarzy – Victoria Mboko, mierzyła się z rozstawioną z “1” Coco Gauff. Kanadyjczycy od początku mocno wspierali swoją zawodniczkę. 18-latka rozgromiła Amerykankę w premierowej odsłonie, a później poszła za ciosem i wyeliminowała tenisistkę z USA. Taki wynik otwiera przed Igą Świątek szansę na awans na pozycję wiceliderki rankingu.

     

    Turniej WTA 1000 w Montrealu był dla Coco Gauff pierwszym występem od Wimbledonu. Amerykanka przylatywała do Kanady z dwoma porażkami z rzędu, bowiem odpadła na “dzień dobry” z turnieju WTA 500 w Berlinie oraz przegrała w pierwszej rundzie londyńskiego Szlema. Także premierowe spotkanie w Montrealu pokazało, że reprezentantka Stanów Zjednoczonych jest daleka od swojej optymalnej formy. W starciu z Danielle Collins balansowała na krawędzi pożegnania się z rozgrywkami. Starsza z tenisistek z USA serwowała po awans przy stanie 6:5 w trzecim secie. Ostatecznie Gauff przetrwała jednak trudny moment i przerwała złą passę.

     

    Także w kolejnym pojedynku Coco znajdowała się blisko eliminacji. 21-latka przegrała pierwszego seta w potyczce z Weroniką Kudiermietową, w drugim toczyła się wyrównana walka. W końcówce Amerykanka przechyliła szalę na swoją korzyść, a potem poszła za ciosem w trzeciej odsłonie. Dzięki temu zameldowała się w najlepszej “16” rozgrywek. Dzisiejszej nocy czasu polskiego turniejową “1” czekało starcie z reprezentantką gospodarzy – Victorią Mboko. Utalentowana 18-latka postawiła się mistrzyni tegorocznego Roland Garros już w Rzymie. Wówczas Gauff triumfowała po trzech setach. Dzisiaj młoda Kanadyjka doczekała się największego zwycięstwa w swojej dotychczasowej karierze.

     

    WTA Montreal: Coco Gauff kontra Victoria Mboko w czwartej rundzie singla

     

    Mecz rozpoczął się od serwisu Gauff. Amerykanka w pewnym stylu wygrała pierwszą akcję, ale później… przegrała siedem punktów z rzędu. Mboko imponowała wysokim poziomem i regularną grą od początku spotkania. Szybko zrobiło się 2:0 dla reprezentantki Kanady. W trakcie czwartego rozdania Coco walczyła o odrobienie straty przełamania. Miała piłkę na 2:2, ale Victoria przetrwała pierwszy trudniejszy moment w tym meczu. Jak się później okazało – był to niezwykle istotny fragment dla dalszych losów premierowej odsłony. 18-latka kontynuowała swoją bardzo dobrą grę, to turniejowa “1” popełniała sporo błędów. Ostatecznie zawodniczka z USA… nie zdobyła już ani jednego “oczka” do końca partii. W efekcie pierwszy set przyniósł pogrom – 6:1 na korzyść Mboko po 26 minutach gry.

     

    Gauff nie miała wyjścia – jeśli marzyła o awansie do ćwierćfinału, musiała natychmiast podnieść swój poziom gry. Chociaż Mboko świetnie serwowała i mogła przez to wywierać presję na rywalce, to Amerykanka zdecydowanie lepiej trzymała się od pierwszych piłek drugiej części pojedynku. Dzięki temu nawiązała się bardzo ciekawa rywalizacja, gem za gem. W końcu swoich szans na returnie doczekała się też Coco. W trakcie siódmego rozdania Victoria poczuła trochę emocji i po podwójnym błędzie serwisowym zrobiło się 15-40 z perspektywy Kanadyjki. Mimo to do przełamania nie doszło. Turniejowa “1” nie zdołała wykorzystać żadnej z czterech szans, 21-latce ciągle czegoś brakowało. Finalnie to zawodniczka gospodarzy uzyskała czwarte “oczko” na swoje konto.

     

    Emocje na korcie centralnym nie ustawały. Mboko czuła swoją wielką szansę na największe zwycięstwo w dotychczasowej karierze. W dziewiątym gemie znów miała problem z serwisem, popełniła w sumie dwa podwójne błędy. Mimo to wyszła ze stanu 15-30 i znów znalazła się z przodu. Gauff nie miała zatem wyjścia – musiała utrzymać podanie, by pozostać w grze o triumf w pojedynku. Coco zaczęła dziesiątego gema najgorzej, jak to było możliwe – od podwójnego błędu serwisowego. Gdy popełniła następny, wówczas pojawiły się dwa meczbole dla Kanadyjki. Już przy pierwszym Amerykanka zanotowała nieudany skrót i w ten oto sposób doszło do sensacji. Victoria wygrała całe spotkanie 6:1, 6:4 i zameldowała się w ćwierćfinale WTA 1000 w Montrealu, gdzie zagra z Lin Zhu lub Jessicą Bouzas Maneiro.

     

    Porażka Gauff na tym etapie otwiera furtkę przed Igą Świątek na awans na pozycję wiceliderki rankingu. Polka potrzebuje jednak zwycięstwa w całych kanadyjskich zmaganiach, by znaleźć się przed Coco w najnowszym notowaniu, które ukaże się po rozgrywkach w Montrealu. W nocy z niedzieli na poniedziałek nasza reprezentantka może postawić pierwszy krok w tym celu, podczas starciaz Clarą Tauson.

     

  • Duńczycy chcą rewanżu za Wimbledon. Tauson pokona Świątek, to ma być klucz

    Duńczycy chcą rewanżu za Wimbledon. Tauson pokona Świątek, to ma być klucz

    Duńczycy chcą rewanżu za Wimbledon. Tauson pokona Świątek, to ma być klucz

    Iga Świątek po wielkim triumfie w Wimbledonie nie zwalnia tempa i przez turniej WTA 1000 w Montrealu idzie jak burza. Jej kolejną rywalką w czwartej rundzie będzie Dunka Clara Tauson, którą Polka dość pewnie pokonała podczas ostatniego turnieju wielkoszlemowego. Duńskie media przed tym spotkaniem wskazują na czynniki dające przewagę Tauson, które sprawią, że 19. tenisistka światowego rankingu będzie w stanie zagrozić polskiej tenisistce.

     

    Iga Świątek po wielkim triumfie w Wimbledonie postanowiła nieco odpocząć. Do rywalizacji w światowym tourze wróciła w Montrealu, gdzie aktualnie rozgrywa się turniej rangi WTA 1000. Polska tenisistka w pierwszych dwóch spotkaniach spisała się bez zarzutu, bez większych problemów pokonując niżej notowane rywalki.

     

    Była liderka światowego rankingu w pierwszej rundzie skorzystała z wolnego losu, tak więc pierwszą rywalką w Kanadzie była Chinka Hanyu Guo. Awans do trzeciej rundy przyszedł bez większego trudu, Polka wygrała 6:3, 6:1. Cztery gemy Świątek straciła również w rywalizacji z kolejną przeciwniczką. Tą okazała się Niemka Eva Lys, którą tenisistka pochodząca z Raszyna pokonała wynikiem 6:2, 6:2.

     

    W czwartej rundzie Iga Świątek zmierzy się z Clarą Tauson. W Montrealu Dunka podobnie jak Polka miała wolny los w pierwszej rundzie, a w kolejnych meczach pokonała bez straty seta Włoszkę Lucię Bronzetti oraz reprezentującą Ukrainę Julię Starodubcewą.

     

    Nadchodząca potyczka pomiędzy Świątek a Tauson można potraktować jako rewanż za niedawny Wimbledon. Obie zawodniczki podczas tego turnieju spotkały się w czwartej rundzie, a zdecydowaną zwyciężczynią tego starcia była Polka. Pomimo nie najlepszego początku spotkania, ostatecznie Świątek wykorzystała problemy zdrowotne przeciwniczki i pokonała Tauson 6:4, 6:1, dzięki czemu po niewiele ponad godzinie gry mogła świętować awans do ćwierćfinału turnieju wielkoszlemowego.

     

    Nadchodzi rewanż za Wimbledon. Duńczycy pewni Tauson przed rywalizacją z byłą liderką światowego rankingu

     

    Duński serwis “sport.dk” opisując dotychczasową postawę Tauson w Kanadzie wskazuje przede wszystkim na stabilny serwis i mocne uderzenia kończące, co wywiera stałą presję na przeciwniczki. Właśnie ta stabilność miała doprowadzić Dunkę do czwartej rundy turnieju traktowanego jako jedna z prób generalnych przed zbliżającym się US Open.

     

    Przybliżając ostatnią potyczkę Tauson i Świątek Duńczycy wskazują przede wszystkim na słabą dyspozycję swojej rodaczki, która w starciu z Polką miała wyraźne problemy zdrowotne. Przekonują, że tym razem sytuacja ma wyglądać inaczej. I to nie tylko ze względu na zmianę nawierzchni, na której agresywny styl gry Tauson jest jej ogromną zaletą.

     

    W opinii duńskich dziennikarzy Tauson w Montrealu udowadnia, że jest w stanie utrzymać wysoki poziom gry przez cały mecz. Pod kątem zarówno fizycznym, jak i psychicznym, ma być zdolna do rywalizacji z najlepszymi tenisistkami świata.

     

    Mecz Świątek z Tauson zostanie rozegrane w nocy z niedzieli na poniedziałek.

     

  • To była istna demolka! Polacy bez litości w finale. Zobacz skrót

    To była istna demolka! Polacy bez litości w finale. Zobacz skrót

    To była istna demolka! Polacy bez litości w finale. Zobacz skrót

    Polscy siatkarze w wielkim finale Ligi Narodów zaprezentowali fenomenalną dyspozycję i zdeklasowali Włochów 25:22, 25:19, 25:14. Podopieczni Nikoli Grbicia grali imponująco i nie pozwolili aktualnym mistrzom świata rozwinąć skrzydeł. To był prawdziwy popis naszej drużyny, który powinien zobaczyć absolutnie każdy kibic Biało-Czerwonych! Oto skrót meczu.

     

    Od początku finału oba zespoły pokazały siatkówkę na najwyższym poziomie, zachwycając kibiców efektownymi akcjami. Początkowo gra toczyła się punkt za punkt, ale Polacy zdołali odskoczyć dzięki skutecznemu blokowi i dobrej grze przy siatce. W końcówce pierwszego seta przewagę zapewnił m.in. Kamil Semeniuk, który zamknął partię atakiem na 25:22. Co ważne, po słabszych występach odżył Wilfredo Leon.

     

    W drugiej odsłonie podopieczni Grbicia szybko zbudowali przewagę. Wprawdzie Włosi na moment zbliżyli się na punkt po asach Michieletto, ale błędy w ustawieniu i nerwowość odebrały im szansę na odrobienie strat. Nasi grali pewnie, kontrolowali przebieg seta i po pomyłce serwisowej Luki Porro wygrali 25:19, stawiając się w idealnej pozycji.

     

    Trzeci set to już pełna dominacja Biało-Czerwonych. Punktowe bloki, asy serwisowe i skuteczne ataki dały szybkie prowadzenie 10:5, które tylko rosło. Włosi nie byli w stanie podnieść się po ciosach siatkarzy znad Wisły, którzy wygrali aż 25:14 i mogli świętować wielkie zwycięstwo w całym turnieju.

     

    Imponujący występ Polaków! Nie stracili nawet seta

     

    Warto dodać, że nasi siatkarze przeszli przez rywalizację w Chinach bez straty seta. Włosi doskonale wiedzieli, że finałowe starcie nie będzie należało do najłatwiejszych, ale z pewnością nie spodziewali się aż takiej dominacji. Za złoty medal Polacy zarobili milion dolarów. Srebrnym medalistom przypadła połowa tej kwoty.

     

    Ponadto w tle rywalizacji o złoto trwała także walka o pierwsze miejsce w rankingu FIVB. Biało-Czerwoni, demolując Włochów, zyskali 9,24 pkt i umocnili się na prowadzeniu w tym zestawieniu. Ich przewaga nad mistrzami świata wzrosła do ponad 30 “oczek”.

    Ostateczna tabela Ligi Narodów:

    1. miejsce — Polska

    2. miejsce — Włochy

    3. miejsce — Brazylia

    4. miejsce — Słowenia

  • Oto ostateczna tabela Ligi Narodów! Przepiękny widok

    Oto ostateczna tabela Ligi Narodów! Przepiękny widok

    Oto ostateczna tabela Ligi Narodów! Przepiękny widok

    Tak jest, mamy to! Polscy siatkarze byli niemal bezbłędni w wielkim finale Ligi Narodów i zdeklasowali Włochów 3:0 (25:22, 25:19, 25:14). Tym samym to Biało-Czerwoni sięgają po złoto w tych międzynarodowych rozgrywkach. Jeśli jesteście ciekawi, jakie ekipy uplasowały się na kolejnych miejscach, koniecznie zajrzyjcie niżej.

     

    Takiej dominacji chyba mało kto się spodziewał! Zespół Nikoli Grbicia od samego początku wielkiego finału Ligi Narodów z Włochami pokazywał się ze świetnej strony i narzucił swój styl gry. Reprezentacja Italii próbowała kontrować Biało-Czerwonych, ale nie była przy tym zbyt skuteczna.

     

    Koniec, mamy to! Tak prezentuje się ostateczna tabela Ligi Narodów po triumfie Polaków

    W trakcie całego finałowego starcia Polacy kontrolowali przebieg gry niemal przez cały czas, a wyniki poszczególnych setów tylko to udowadniają. 25:22 w pierwszym, 25:19 w drugim i 25:14 w trzecim. To mówi samo za siebie i to Kamil Semeniuk i spółka sięgają po upragnione złoto Ligi Narodów!

     

    Nie można jednak zapomnieć o pozostałych reprezentacjach. Po porażce w finale jasne stało się, że Włosi będą musieli zadowolić się tylko “srebrem”. Na trzecim miejscu podium uplasowali się natomiast Brazylijczycy, którzy w niedzielny poranek ograli Serbów. Pozostałe ekipy, które z Ligą Narodów pożegnały się w ćwierćfinałach to Francja, Kuba, Japonia i Chiny. Poniżej możecie znaleźć finalną i pełną tabelę.

     

    Ostateczna tabela Ligi Narodów:

     

    1. miejsce — Polska

    2. miejsce — Włochy

    3. miejsce — Brazylia

    4. miejsce — Słowenia

    5-8. miejsca — Francja, Kuba, Japonia, Chiny [Chiny w fazie zasadniczej zajęły dopiero 17. miejsce, ale byli gospodarzami play-offów, dlatego mieli zapewniony awans do nich]

    9. miejsce — Iran

    10. miejsce — Ukraina

    11. miejsce — Bułgaria

    12. miejsce — USA

    13. miejsce — Argentyna

    14. miejsce — Kanada

    15. miejsce — Niemcy

    16. miejsce — Serbia

    17. miejsce — Turcja

    18. miejsce — Holandia