• Dariusz Michalczewski się nie kryje. Tak podsumował Karola Nawrockiego

    Dariusz Michalczewski się nie kryje. Tak podsumował Karola Nawrockiego

    Michalczewski o Karolu Nawrockim: “Wporzo gość, ale Trzaskowski bardziej mi pasuje”

    6 sierpnia Karol Nawrocki zostanie zaprzysiężony na prezydenta RP. W maju, jeszcze w trakcie kampanii wyborczej, Dariusz Michalczewski w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet opowiedział o swojej znajomości z Nawrockim oraz o własnych politycznych sympatiiach. Były mistrz świata w boksie przyznaje, że zna kandydata z ramienia PiS, ale jego poparcie kieruje w stronę Rafała Trzaskowskiego.

    Michalczewski: Znam Karola, to sympatyczny facet

    — Siedzę często z chłopakami na kawie, którzy znają Karola z dawnych lat, ale nawet nie będę powtarzał, co o nim mówią — zaznacza “Tiger”. — To nie są ludzie, których bym traktował jako wiarygodne źródło informacji.

    Michalczewski zna Nawrockiego z wydarzeń charytatywnych i imprez sportowych. — To mój młodszy kolega z Gdańska. Spotkaliśmy się kilka razy. Karol to bardzo sympatyczny i fajny facet — mówi. — Ale jeśli chodzi o jego dokonania w boksie, to nie mam pojęcia. Wiem tylko, że trenował, ale nigdy nie widziałem go w ringu. Gdy on zaczynał przygodę z boksem, ja już byłem w Niemczech.

    “Wporzo gość, ale Trzaskowski to mój kandydat”

    Mimo sympatii do Nawrockiego, Michalczewski jasno określa swoje polityczne preferencje. — Od lat wspieram Koalicję Obywatelską. Uważam, że lepiej będzie, jeśli prezydentem zostanie Rafał Trzaskowski. Wtedy to wszystko pójdzie do przodu. Jak prezydent będzie z innej opcji niż rząd, znowu zacznie się konflikt — ocenia.

    — Trzaskowski reprezentuje kierunek proeuropejski, który bardzo mi odpowiada. Nie chcę powiedzieć, że trzeba wybierać “mniejsze zło”, ale on wydaje mi się najbardziej racjonalnym wyborem — podkreśla “Tiger”.

    — Karol to fajny gość, podchodzi do mnie z respektem, ale widziałem go może pięć razy, głównie na turniejach i imprezach charytatywnych. Lubię ludzi związanych z boksem, więc i jego darzę sympatią. Ale nie wiem nawet, czy stoczył jakiekolwiek walki amatorskie — dodaje.

    “Freak fighty to tragedia. Ale boks w Polsce odżywa”

    Michalczewski odniósł się również do obecnej kondycji boksu w Polsce i mody na treningi wśród młodych ludzi. — Dzisiaj boks jest bardzo popularny jako hobby. Widzę, jak w Gdańsku rodzice, a nawet dziadkowie, zapisują dzieci na zajęcia. To cieszy — mówi.

    Zaznacza jednak, że nie jest fanem freak fightów. — Dla mnie to tragedia. To antysport. Ci ludzie nic nie potrafią, tylko się wyzywają. Na szczęście ta moda chyba powoli przemija — uważa.

    — Dobrze, że powstała Polska Liga Boksu. Widać światełko w tunelu. Będę się starał ją wspierać. Mamy coraz więcej talentów, widać postęp — dodaje.

    O obecnym rządzie i roli prezydenta

    Były mistrz świata skomentował też obecną sytuację polityczną. — Trzeba teraz wszystko uporządkować. Nie wiadomo, kto za co odpowiada. Musimy działać wspólnie, bo inaczej będzie jak w sporcie — jak kilku trenerów mówi co innego, to robi się chaos — mówi Michalczewski.

    — Jasne, obecny rząd popełnia błędy, ale każdy je popełnia. Trzeba teraz dużo naprawić. Potrzebujemy prezydenta, który będzie miał “łeb na karku” i nie będzie przeszkadzał. Nawet jeśli nie będzie to Trzaskowski, to powinien być ktoś obiektywny — zaznacza.

    “Pomagam młodym sportowcom. To jest mój świat”

    Na pytanie, czy obecna władza zrobiła coś dla sportu, Michalczewski odpowiada szczerze: — Nie śledziłem tego dokładnie. Skupiam się na własnej działalności. Prowadzę fundację, wspieram dzieci z domów dziecka i utalentowanych juniorów. To im poświęcam czas.

    — Widzę postępy. Chłopaki zaczynają trenować. Sale są pełne. Oby tylko sport przyciągał młodzież, a nie te wszystkie wyzwiska i “celebryckie” pojedynki. Bo boks to ciężka, wymagająca dyscyplina, a nie cyrk — kończy Michalczewski.

  • Było już 5:6 w meczu Polaka i nagle sensacja! Dzieli ich ponad 300 miejsc

    Było już 5:6 w meczu Polaka i nagle sensacja! Dzieli ich ponad 300 miejsc

    Świetny początek Polaków w Kozerkach. Cztery zwycięstwa i emocjonujący bój Kaśnikowskiego

    Turniej w Kozerkach rozpoczął się znakomicie dla reprezentantów Polski. Już pierwsze trzy mecze zakończyły się ich zwycięstwami. Rozstawiony z numerem 1 Kamil Majchrzak pokonał Białorusina Ilję Iwaszkę, a niespodziankę sprawił Tomasz Berkieta, który ograł sklasyfikowanego o 400 miejsc wyżej Chilijczyka Matiasa Soto (ATP 250 vs 650). Obydwaj Polacy zmierzą się teraz ze sobą w 1/8 finału, co oznacza, że mamy już pewnego ćwierćfinalistę. Awans do kolejnej rundy wywalczył także Olaf Pieczkowski (ATP 477), który pokonał Norwega Viktora Durasovicia (ATP 222).

    Maks Kaśnikowski nie był faworytem, ale pokazał klasę

    Czwartym z Polaków, który wyszedł na kort, był Maks Kaśnikowski. Zadanie miał niełatwe – jego rywalem był rozstawiony z numerem 8 Francuz Hugo Grenier, były gracz Top 100 rankingu ATP (najwyżej na 95. miejscu), obecnie zajmujący 192. pozycję. Kaśnikowski, który w tym sezonie zmagał się z problemami zdrowotnymi, wraca jednak do formy – niedawno triumfował w turnieju ITF M25 w Koszalinie.

    Pierwszy set nie ułożył się po myśli Polaka. Dwukrotnie stracił podanie, a decydujące przełamanie Grenier zdobył przy stanie 4:5, kończąc partię wynikiem 6:4. W drugim secie Kaśnikowski rozpoczął z impetem, przełamując rywala już w pierwszym gemie. Niestety, Francuz zdołał wyrównać na 3:3 i o losach tej odsłony zdecydował tiebreak. Obaj zawodnicy szli punkt za punkt, a każdy błąd mógł przesądzić o wyniku. Szczęśliwie to Grenier pomylił się przy piłce setowej, co dało Kaśnikowskiemu zwycięstwo 7:5 i wyrównanie stanu meczu.

    Kapitalny trzeci set. Kaśnikowski zdemolował rywala

    Wydawało się, że przed nami długa, trzysetowa batalia, mogąca potrwać nawet trzy godziny. Tymczasem trzecia partia przyniosła zaskakujący zwrot. Grenier zupełnie się zatrzymał, a Kaśnikowski całkowicie przejął kontrolę nad meczem. Narzucił swoje tempo i styl gry, na co Francuz nie potrafił odpowiedzieć. W pierwszych pięciu gemach wygrał zaledwie siedem wymian, nie zdobywając żadnego gema. Polak prowadził już 5:0 i był o krok od awansu.

    Choć nie udało się wygrać seta do zera, wynik 6:1 mówi wszystko. Znakomita gra Kaśnikowskiego w końcówce spotkania dała mu awans do 1/8 finału oraz zapewniła Polakom czwarte z rzędu zwycięstwo w Kozerkach. Do rozegrania pozostał już tylko mecz Filipa Pieczonki, który zmierzy się z byłym półfinalistą Australian Open – Asłanem Karacewem (2021). Sam Kaśnikowski w walce o ćwierćfinał zagra z Estończykiem Daniiłem Glinką (ATP 371).

  • To dlatego Niewiadoma nie zaprosiła na ślub swoich rodziców

    To dlatego Niewiadoma nie zaprosiła na ślub swoich rodziców

    Katarzyna Niewiadoma-Phinney o sekretnym ślubie: “Nie zaprosiliśmy nawet rodziny”

    Katarzyna Niewiadoma-Phinney od ponad roku jest szczęśliwą mężatką. Jej wybrankiem został były amerykański kolarz Taylor Phinney. Ich ślub odbył się w tajemnicy, bez udziału rodziny i przyjaciół. Dlaczego para zdecydowała się na tak kameralną ceremonię?

    – Byłam tylko ja i Taylor. Jesteśmy osobami publicznymi, dlatego fajnie było przeżyć to wielkie wydarzenie bardzo prywatnie. Nie zaprosiliśmy nawet nikogo z rodziny – wyjaśniła Niewiadoma.

    Ceremonia odbyła się w absolutnej ciszy medialnej. Dopiero później kolarka opublikowała kilka romantycznych zdjęć z tego dnia i opisała swojego męża jako “najpiękniejszego mężczyznę na świecie”.

    Miłość od pierwszego wejrzenia

    Para poznała się podczas zawodów w Katarze, krótko po igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro w 2016 roku. W kwietniu tego roku świętowali siódmą rocznicę związku. Od początku uchodzili za wyjątkowo zgrany duet.

    – Jesteś jedyny w swoim rodzaju. Dziękuję ci za to, że potrafisz uczynić zwykłe chwile czymś niezwykłym, za twoją ciekawość świata, nieustanną inspirację, pozytywność, muzykę, sztukę i wszystko, co tworzysz. Nigdy nie spotkałam nikogo takiego jak ty. W moich oczach jesteś po prostu doskonały – pisała kolarka o Phinneyu w czerwcu 2021 roku.

    Sukcesy i nowe drogi

    W tym roku Katarzyna Niewiadoma-Phinney znów potwierdziła swoją klasę, zajmując trzecie miejsce w kobiecym Tour de France. To jej drugie z rzędu podium w tym prestiżowym wyścigu – w 2024 roku triumfowała, a teraz zainkasowała 10 tysięcy euro za miejsce na najniższym stopniu podium.

    Jej mąż, Taylor Phinney, zakończył karierę kolarską sześć lat temu. Był czterokrotnym medalistą mistrzostw świata na torze oraz dwukrotnym medalistą w kolarstwie szosowym. Swoją decyzję o zakończeniu kariery tłumaczył tak:

    – Zmagałem się z tą decyzją przez długi czas. Ostatecznie to moje ciało zdecydowało za mnie. Czułem, że pora skierować energię w coś nowego, nieznanego – powiedział. – Odchodzę, by tworzyć sztukę i muzykę.

  • Były mistrz świata się nie certoli. Oto co powiedział o Nawrockim

    Były mistrz świata się nie certoli. Oto co powiedział o Nawrockim

    Michalczewski o nowym prezydencie RP. „Sympatyczny gość”

    W środę, 6 sierpnia, Karol Nawrocki zostanie zaprzysiężony na urząd prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Wybory, które odbyły się 1 czerwca, zakończyły się jego zwycięstwem nad Rafałem Trzaskowskim w drugiej turze. Jednym z tych, którzy poparli kandydata Koalicji Obywatelskiej, był Dariusz Michalczewski. Legendarny bokser nie ukrywał swojego politycznego zaangażowania i w rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet” otwarcie mówił, że zależy mu na tym, by prezydent oraz osoby kierujące rządem wywodzili się z tej samej formacji politycznej.

    Mimo to, „Tiger” nie żywi urazy wobec nowego prezydenta. Wręcz przeciwnie – wypowiadał się o nim z szacunkiem i sympatią.

    — Widziałem go parę razy. Bardzo sympatyczny gość. Podchodził do mnie z dużym respektem, bo ja jednak jestem jego starszym kolegą z dużym dorobkiem. Wporzo gość. Na tyle, na ile go poznałem – bo widzieliśmy się może pięć razy, głównie przy okazji imprez charytatywnych czy turniejów. Lubię wszystkich, którzy są probokserscy, bo to moja dyscyplina – powiedział Michalczewski jeszcze przed wyborami prezydenckimi.

    Karol Nawrocki, podobnie jak Michalczewski, pochodzi z Gdańska. W przeszłości trenował boks, choć nigdy nie miał okazji zaprezentować swoich umiejętności przed „Tigerem”.

    — On trenował boks, gdy ja już wyjechałem do Niemiec. Osobiście nigdy nie widziałem Karola na treningu, ale wiem, że ćwiczył – dodał były mistrz.

    Dariusz Michalczewski po zakończeniu kariery sportowej na stałe osiadł w Gdańsku. Choć większość zawodowych walk stoczył pod niemiecką flagą, cztery ostatnie pojedynki rozegrał już jako reprezentant Polski. W latach 1991–2003 pozostawał niepokonany, stając do walki 50 razy, z czego 48 zakończył zwycięstwem (38 przez nokaut). Na swoim koncie ma mistrzowskie pasy federacji WBA, WBO i IBF w wadze półciężkiej oraz WBO w wadze junior ciężkiej.

  • Niewiarygodne, kogo jeszcze odznaczył Duda. “Odkleja się Andrzejowi”

    Niewiarygodne, kogo jeszcze odznaczył Duda. “Odkleja się Andrzejowi”

     

    Szokujące decyzje odchodzącego prezydenta. Kogo jeszcze odznaczył Andrzej Duda? Internauci: “Totalnie się odkleja”

    Andrzej Duda pod koniec swojej drugiej kadencji postanowił zaskoczyć środowisko piłkarskie – i to mocno. Prezydent odznaczył aż 17 osób związanych z polskim futbolem, co samo w sobie byłoby jeszcze do przyjęcia, gdyby nie fakt, że wśród uhonorowanych znalazł się wyjątkowo kontrowersyjny działacz. W sieci zawrzało. „Odkleja się Andrzejowi na koniec i to tak porządnie” – napisał jeden z użytkowników platformy X.

    Mowa o Pawle Żelemie – postaci dobrze znanej w polskim środowisku piłkarskim, ale od lat owianej złą sławą. Żelem w przeszłości pełnił funkcje prezesa w Piastcie Gliwice, Śląsku Wrocław oraz Lechii Gdańsk. Tym samym został pierwszym działaczem, który zaliczył „hattricka” – zarządzając trzema klubami Ekstraklasy. Jego kariera była jednak daleka od wzorowej – w tle pojawiały się poważne zarzuty, w tym o mobbing.

    – Powiem tyle: jeden z pracowników musiał przez wiele miesięcy leczyć się psychiatrycznie po zakończeniu współpracy z Lechią. Praca siedem dni w tygodniu, absurdalne wymagania, nieustanna krytyka, czepianie się o każdy wyimaginowany błąd – relacjonowała anonimowo osoba z jego otoczenia w rozmowie z weszlo.com. Podobne praktyki miał stosować również w innych klubach, którymi zarządzał.

    Srebrny Krzyż Zasługi dla Żelema. Oburzenie w sieci

    W poniedziałek, 4 sierpnia, Andrzej Duda wręczył Pawłowi Żelemowi Srebrny Krzyż Zasługi. Decyzja prezydenta natychmiast podzieliła środowisko piłkarskie i wywołała falę negatywnych komentarzy w sieci.

    – Kulesza to jedno, ale Duda odznaczył Pawła Żelema – faceta wielokrotnie oskarżanego o mobbing, o którym pisał New York Times. Ale żeby to wiedzieć, to trzeba by było przeczytać coś więcej niż swoją książkę – skomentował dziennikarz Paweł Paczul.

    Inni internauci nie szczędzili sarkazmu:
    „Pewnie za wybitne osiągnięcia w mobbingu otrzymał to odznaczenie”,
    „Żelem? Za niszczenie polskich klubów?”,
    „Odkleja się Andrzejowi na koniec i to tak porządnie”.

    Nie tylko Żelem. Wątpliwości wobec innych odznaczonych

    Choć to właśnie wyróżnienie dla Pawła Żelema wywołało największe kontrowersje, również inne nazwiska z listy Dudy wzbudziły konsternację. Internauci nie rozumieli m.in. uhonorowania Cezarego Kuleszy – prezesa PZPN, który również nie cieszy się najlepszą opinią.

    – Nie ma jak kompromitacja na koniec kadencji,
    – Ja p******ę, z urzędu i powagi można zrobić wszystko, co się tylko chce – komentowali użytkownicy X.

    Co dalej z Andrzejem Dudą?

    Odznaczenia te były jednymi z ostatnich decyzji Dudy jako prezydenta. Już 6 sierpnia oficjalnie zakończy się jego druga kadencja, a na fotelu głowy państwa zastąpi go Karol Nawrocki – zwycięzca drugiej tury wyborów, który pokonał Rafała Trzaskowskiego nieznaczną przewagą.

    Nowy prezydent kompletował w ostatnich dniach swój sztab i wkrótce obejmie oficjalnie urząd. Tymczasem nie wiadomo, jaką ścieżkę obierze Andrzej Duda. Pojawiały się spekulacje, że może próbować zdobyć miejsce w Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim (MKOl), ale te plany upadły i wywołały sporo krytyki. Na polityczną emeryturę Duda jednak – przynajmniej na razie – się nie wybiera.

     

  • Nieodwracalna decyzja. Podopieczna Fissette’a ma już dość. Tak napisała

    Nieodwracalna decyzja. Podopieczna Fissette’a ma już dość. Tak napisała

    Nie wytrzymała dłużej. Podopieczna Wima Fissette’a odchodzi na zawsze – nikt się tego nie spodziewał

    W czasie gdy Wim Fissette – belgijski szkoleniowiec pracujący obecnie z Igą Świątek – przenosi się z Montrealu do Cincinnati, by tam kontynuować wspólną walkę z Polką w kolejnym turnieju rangi WTA 1000, z jego przeszłości dobiegają wiadomości, które wstrząsnęły tenisowym światem. Choć jego współpraca ze Świątek właśnie przyniosła historyczne zwycięstwo w Wimbledonie, jeden z jego dawnych wyborów kadrowych właśnie podjął decyzję, która zostawiła wielu w osłupieniu.

     

    Fissette to nie tylko trener Świątek – dwa razy w roku, w kwietniu i listopadzie, musi opuścić sztab liderki rankingu, by zająć się zupełnie innym obowiązkiem: rolą kapitana reprezentacji Belgii w rozgrywkach Billie Jean King Cup.

     

    Teraz jednak nie chodzi o strategię, terminarz czy rywalki. Chodzi o coś znacznie bardziej emocjonalnego i definitywnego. Jedna z zawodniczek, którą Fissette powoływał jeszcze do kadry narodowej zaledwie kilka miesięcy temu, ogłosiła… zakończenie kariery.

     

    Zaskoczenie, którego nikt się nie spodziewał

     

    Marie Benoit – 30-letnia tenisistka z Belgii, przez lata walcząca na zapleczu wielkiego tenisa, znana w kraju, choć mniej rozpoznawalna globalnie – podjęła decyzję, której nie można już cofnąć. Postanowiła na dobre pożegnać się z zawodowym sportem.

     

    To właśnie Benoit Fissette powołał do reprezentacji na zeszłoroczne spotkania w ramach Billie Jean King Cup. W kwietniu zagrała w deblu przeciwko Amerykankom – Caroline Dolehide i obecnej liderce rankingu deblowego Taylor Townsend – razem z Kimberley Zimmermann. Spotkanie zakończyło się porażką Belgijek, a USA awansowało później aż do finału w Maladze.

     

    Jesienią, podczas fazy play-off w Chinach, Benoit znów znalazła się w składzie – i wystąpiła nawet w singlu, mierząc się z miejscową zawodniczką Sijią Wei. Jej zaangażowania nie sposób było podważyć. Ale jak się okazuje, gdzieś głęboko w środku, coś zaczęło się w niej zmieniać.

     

    Jeszcze walczyła – ale już wahała się

     

    Na początku tego roku, w styczniu, Benoit nadal próbowała. Zgłosiła się do eliminacji Australian Open, pokonała w pierwszej rundzie Yuriko Miyazaki, ale w drugiej przegrała z Mają Chwalińską. Mimo to nie odpuściła – grała dalej, walczyła na turniejach ITF, występowała nawet w niemieckiej Bundeslidze aż do połowy lipca. Ale… coś gasło.

     

    I nagle – jak grom z jasnego nieba – nadeszło oświadczenie.

     

    W mediach społecznościowych Marie Benoit opublikowała wzruszające słowa, które jasno wskazywały: to koniec. „Zawsze starałam się mieć odpowiedzi na wszystkie pytania, ale chyba nie ma jednej dobrej odpowiedzi” – napisała, dziękując wszystkim, którzy towarzyszyli jej przez całą sportową drogę.

     

    W rozmowie z radiem BRF otworzyła się jeszcze bardziej: „Prawdopodobnie mogłabym grać jeszcze kilka lat. Niektóre zawodniczki mają 34 lata, inne rodzą dzieci i wracają na korty. Ale ja poczułam, że coś się kończy”.

     

    Znaki były od dawna – ale dopiero teraz zrozumiała ich znaczenie

     

    Benoit mówiła o pewnych sygnałach, które zaczęły do niej docierać. „Na początku ich nie rozumiałam, ale z czasem wszystko zaczęło mieć sens. Zdałam sobie sprawę, że nadszedł czas, by spróbować czegoś innego, nie podróżować już tak wiele, po prostu… zakończyć karierę.”

     

    Jej słowa zabrzmiały szczerze, dojrzale, bez żalu. Jakby zyskała spokój, którego długo szukała. Decyzja nie była podjęta w emocjach. To był przemyślany krok.

     

    Czy to naprawdę koniec?

     

    Choć kończy karierę jako zawodniczka, nie wyklucza pozostania przy tenisie – może jako trenerka. Jej doświadczenie, lata spędzone na międzynarodowych kortach i znajomość kobiecego touru mogą być bezcenne dla młodszych zawodniczek, które dopiero wchodzą na zawodowy poziom.

     

    Dla Fissette’a ta wiadomość z pewnością była poruszająca. W najbliższym czasie skupi się na przygotowaniu Świątek do turniejów w Cincinnati i US Open, ale nie sposób wykluczyć, że wieść o decyzji Benoit wywołała u niego emocjonalną refleksję. W końcu to on dawał jej szansę gry z orzełkiem Belgii na piersi.

    To koniec pewnego rozdziału. Marie Benoit nie powróci już na zawodowe korty, ale jej historia wcale się nie kończy. Być może najciekawsze dopiero przed nią.

  • Szokujący ruch ustępującego prezydenta Andrzeja Dudy wywołuje burzę – oto cała prawda o kontrowersyjnej decyzji

    Szokujący ruch ustępującego prezydenta Andrzeja Dudy wywołuje burzę – oto cała prawda o kontrowersyjnej decyzji

    Szokujący ruch ustępującego prezydenta Andrzeja Dudy wywołuje burzę – oto cała prawda o kontrowersyjnej decyzji

    W miarę jak Andrzej Duda zbliża się do końca swojej prezydentury, z Pałacu Prezydenckiego wybuchła prawdziwa bomba. W decyzji, którą wielu nazywa zdumiewającą i głęboko kontrowersyjną, prezydent postanowił odznaczyć państwowymi medalami szereg osób — lecz jedno nazwisko szczególnie wzbudziło ogromne oburzenie w środowisku sportowym i poza nim. Pojawiło się pytanie, które zadają sobie tysiące Polaków: Co on sobie myślał?

     

    Na kilka dni przed zakończeniem kadencji prezydent Duda zorganizował uroczystość wręczenia odznaczeń dla licznych osób zasłużonych dla polskiego sportu — z wyraźnym naciskiem na środowisko piłkarskie. Wśród wyróżnionych znaleźli się m.in. prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej (PZPN) Cezary Kulesza oraz właściciel Legii Warszawa, Dariusz Mioduski. Łącznie uhonorowano 17 działaczy sportowych. Jednak jedno nazwisko na tej liście rozpętało medialną burzę.

     

    Człowiek w centrum skandalu

     

    Paweł Żelem — nazwisko niekoniecznie rozpoznawalne dla przeciętnego kibica — otrzymał z rąk prezydenta Srebrny Krzyż Zasługi. Tymczasem jego przeszłość w polskiej piłce jest co najmniej niepokojąca. Żelem był wielokrotnie oskarżany o mobbing i psychiczne znęcanie się nad pracownikami, a zarzuty te sięgają wielu lat wstecz. Jego zachowanie było na tyle niepokojące, że pisał o nim nawet The New York Times. Teraz wielu zadaje pytanie: Jak taka osoba mogła otrzymać państwowe odznaczenie?

     

    Dziennikarz Paweł Paczul nie gryzł się w język. „Kulesza to jedno, ale Duda odznaczył Pawła Żelema — faceta wielokrotnie oskarżanego o mobbing, którego praktyki opisywał New York Times. Ale żeby to wiedzieć, to trzeba by przeczytać coś więcej niż własną książkę” — napisał Paczul na platformie X.

     

    Wzór toksycznych zachowań?

     

    Kariera Żelema obejmuje pracę w takich klubach jak Piast Gliwice, Śląsk Wrocław i Lechia Gdańsk. W każdej z tych drużyn pojawiały się niepokojące relacje dotyczące jego zachowania. Podczas pełnienia funkcji prezesa Lechii pojawiły się doniesienia o systematycznym mobbingu, który miał doprowadzać pracowników na skraj psychicznej wytrzymałości. Podobne sygnały pojawiały się wcześniej w czasie pracy w Śląsku i Piaście.

     

    Jednym z poszkodowanych był były piłkarz Sebino Plaku, który opowiedział o swoich doświadczeniach z Żelemem. „Tacy ludzie jak on nigdy się nie zmieniają. Może zmienić klub i barwy, ale zawsze pozostanie taki sam — zawsze będzie chciał zaszczuć drugą osobę. Ten człowiek jest szalony” — mówił Plaku, który w 2016 r. wygrał sprawę ze Śląskiem przed Trybunałem Arbitrażowym w Lozannie.

     

    Inna ofiara, która woli pozostać anonimowa, opisała emocjonalną gehennę, jaką przeżyła. „Jestem zszokowany, że on wciąż funkcjonuje w polskiej piłce. Myślałem, że po tym, jak mnie potraktował, zniknie z niej raz na zawsze. Żelem nie kieruje się logiką. Chciał mnie zniszczyć. Robił wszystko, żebym już nigdy nie zagrał w piłkę. Prosiłem go o zgodę na przejście do innego klubu, o rozwiązanie kontraktu.”

     

    Burza w całym kraju

     

    Decyzja o uhonorowaniu Żelema wywołała falę komentarzy, kpin i krytyki. Dziennikarze i komentatorzy nie kryją oburzenia. „Przewróciłem się ze śmiechu” — napisał jeden z nich. Inny ironizował: „Teraz taki order można znaleźć w paczce chipsów”. Jeszcze inni nazywali ruch Dudy „niedopuszczalnym” i „hańbiącym dla idei państwowych odznaczeń”.

     

    Co ciekawe, zauważono również, że pominięto osoby o znacznie dłuższym stażu w strukturach piłki. Przykładem może być Henryk Kula — były wiceprezes PZPN — który nie znalazł się w gronie wyróżnionych. Mateusz Ligęza z Radia ZET napisał z sarkazmem: „Cezary Kulesza został odznaczony za wybitne zasługi w popularyzowaniu piłki nożnej w Polsce, promowanie zdrowego trybu życia i aktywności fizycznej w społeczeństwie. Piękne. Ale że Henryk Kula nie dostał żadnego orderu? Skandal.”

     

    Dziedzictwo pod znakiem zapytania

     

    W obliczu zbliżającego się zaprzysiężenia Karola Nawrockiego, które odbędzie się 6 sierpnia, dziedzictwo Andrzeja Dudy już teraz jest ostro oceniane. Jego ostatnie decyzje — zwłaszcza ta o odznaczeniu człowieka z tak kontrowersyjną przeszłością — rzucają cień na końcowe dni jego prezydentury. Dla wielu Polaków to coś więcej niż niefortunny wybór. To głębokie pogwałcenie wartości, które może podważyć powagę państwowych odznaczeń i zaufanie społeczne.

     

    Debata nie ustaje, a w mediach społecznościowych wciąż padają pytania o wyjaśnienia, odpowiedzialność i przejrzystość. Jednak wraz z końcem prezydentury Dudy nie wiadomo, czy jakiekolwiek odpowiedzi kiedykolwiek padną. Na razie pozostaje tylko jedno, dręczącepytanie:

    Dlaczego to zrobił?

     

  • Sceny po powrocie Polaków. Fornal chwycił za mikrofon i się zaczęło

    Sceny po powrocie Polaków. Fornal chwycił za mikrofon i się zaczęło

    Sceny po powrocie Polaków. Fornal chwycił za mikrofon i się zaczęło

    Wystarczyło, że pokazał się Nikola Grbić, a czekający na lotnisku prawie do północy na reprezentację Polski siatkarzy kibice zareagowali euforycznie. Zaraz potem zmęczeni triumfatorzy Ligi Narodów udali się na konferencję prasową, podczas której brylował Tomasz Fornal. Zadał nawet pytanie jednemu z kolegów, ale później sam nie chciał odpowiedzieć na jedno.

     

    To nie był taki tłum jak ten wypełniający halę przylotów na Okęciu, gdy polscy siatkarze wracali do kraju rok temu po wywalczeniu wicemistrzostwa olimpijskiego, dwa lata temu po zdobyciu mistrzostwa Europy czy w 2018 roku po triumfie w mistrzostwach świata. Ale i tak drużyna Nikoli Grbicia mogła się poczuć doceniona, bo spora grupa fanów czekała do późna w poniedziałek, by powitać ją po powrocie z Ningbo, gdzie zwyciężyła w Lidze Narodów. Teraz kibice zaczynają odliczać dni do wrześniowych mistrzostw świata, a zawodnicy na razie chcą się nacieszyć kilkudniowym odpoczynkiem. Jeden z kadrowiczów twierdzi nawet, że ma go zaplanowany niemal co do minuty.

     

    To nie był taki tłum jak ten wypełniający halę przylotów na Okęciu, gdy polscy siatkarze wracali do kraju rok temu po wywalczeniu wicemistrzostwa olimpijskiego, dwa lata temu po zdobyciu mistrzostwa Europy czy w 2018 roku po triumfie w mistrzostwach świata. Ale i tak drużyna Nikoli Grbicia mogła się poczuć doceniona, bo spora grupa fanów czekała do późna w poniedziałek, by powitać ją po powrocie z Ningbo, gdzie zwyciężyła w Lidze Narodów. Teraz kibice zaczynają odliczać dni do wrześniowych mistrzostw świata, a zawodnicy na razie chcą się nacieszyć kilkudniowym odpoczynkiem. Jeden z kadrowiczów twierdzi nawet, że ma go zaplanowany niemal co do minuty.

     

    Wiwaty na cześć “zwykłych” podróżnych. “Daj na głośnomówiący!”

     

    Polscy siatkarze z niewielkim opóźnieniem wylądowali w kraju w poniedziałek późnym wieczorem, ale potem jeszcze niespełna godzinę zgromadzeni kibice musieli czekać, by ujrzeć na własne oczy Grbicia i spółkę. Drzwi co chwilę się rozsuwały i za każdym razem w tłumie słychać było pełen nadziei pomruk, że to wreszcie wychodzą Biało-Czerwoni. Gdy okazywało się co rusz, że to jednak jeszcze nie oni, to fani zaczęli dla zabawy specjalnie wiwatować na cześć “zwykłych” podróżnych, którzy początkowo na takie powitanie reagowali zaskoczeniem, a potem szerokim uśmiechem.

     

    W trakcie tego oczekiwania liczba kibiców zwiększała się także dlatego, że wcześniej niektórzy ustawili się przy niewłaściwym wyjściu. Część osób podczas tego oczekiwania zastanawiała się, gdzie najlepiej się ustawić, a niektóre fanki poprawiały makijaż, czekając na wspólne zdjęcie z ulubieńcami. W pewnym momencie niektórzy zaczęli skandować “Polska, Biało-Czerwoni”, ale przy pierwszym podejściu szybko to skandowanie się skończyło.

     

    – Daj na głośnomówiący! – krzyknął żartobliwie jeden z kibiców do pracownika lotniska, który kręcił się w pobliżu, rozmawiając przez telefon.

     

    Gdy po chwili dał on znać, że wkrótce przez rozsuwane drzwi powinni wreszcie przejść wyczekiwani siatkarze, to w tłumie zrobiło się trochę głośniej, a fani szykowali aparaty fotograficzne i telefony. Jako pierwszy, tradycyjnie, pojawił się Grbić i wtedy właśnie powstała wielka wrzawa. Zaraz za trenerem maszerowali kolejni zawodnicy, którzy zatrzymywali się przy fanach, rozdając autografy i robiąc sobie z nimi zdjęcia. Wtedy kibice skandowali “Dziękujemy, dziękujemy”, a gdy przy kibicach przystanął kontuzjowany Tomasz Fornal, to słychać było: “Panie Tomku, zdrowia!”.

     

    Kochanowski i zmiana scenariusza. “Mam prawie każdą minutę zaplanowaną”. Polacy twardo stąpają po ziemi

     

    Siatkarze stopniowo przesuwali się w kierunku ruchomych schodów, które były pierwszym etapem ich drogi na konferencję prasową, którą zorganizowano w pobliskim hotelu. W drodze do niego zarówno szkoleniowiec, jak i zawodnicy jeszcze przystawali, by zrobić sobie kolejne zdjęcia z fanami. Na spotkaniu z grupką dziennikarzy jako pierwszego do zabrania głosu w imieniu triumfatorów LN wywołano Jakuba Kochanowskiego.

     

    – Nie byłem na to gotowy, bo w scenariuszu najpierw trener miał przemawiać, a ja miałem mieć kilka minut, by sobie coś przygotować – rzucił rozbawiony środkowy, który od niedawna jest kapitanem Biało-Czerwonych w zastępstwie nieobecnych Bartosza Kurka i Aleksandra Śliwki.

     

    Po Kochanowskim wywołany do tablicy został Grbić, który w swoim stylu podkreślał znaczenie ciężkiej pracy. Tej już wykonanej od początku sezonu, jak i tej, która dopiero przed jego zespołem. Teraz bowiem zawodnicy mają sześć dni wolnego, a w przyszły poniedziałek zaczynają w Zakopanem bezpośrednie przygotowania do MŚ.

     

    Pytani później przez Sport.pl gracze przyznawali, że mają dobrze zaplanowane najbliższe dni, które chcą wykorzystać przede wszystkim na regenerację i złapanie oddechu.

     

    – Ja mam prawie każdą minutę zaplanowaną. Tak mało tego czasu mamy – zaznaczył z uśmiechem Kochanowski.

    Grbić nawiązał zaś jeszcze do słów, które przekazał siatkarzom na spotkaniu po finale LN pod kątem drugiej części sezonu.

     

    – Musimy zapomnieć wszystko, co się dotychczas wydarzyło i myśleć tylko o tym, co robić lepiej i jak grać lepiej, by znów wrócić z medalem – podkreślił.

     

    Zawodnicy, którzy współpracują z Serbem już od kilku lat, mają dobrze wpojone takie podejście i mimo że w kadrze pod wodzą tego szkoleniowca zawsze wracali dotychczas z dużych imprez z medalem, to teraz starają się też twardo stąpać po ziemi.

     

    – Są radość i duma, ale też musimy się pilnować, by nie osiąść na laurach. Bo owszem, mamy w składzie kilka osób, które są w tej grupie od dawna, ale dla kilku innych to jest nowość. Każda grupa z roku na roku jest inna i trzeba o to właściwe podejście dbać – przekonywał kapitan Polaków.

     

    Fornal testował Grbicia i przepytywał Kochanowskiego. Sam miał jeden temat tabu

    Konferencja prasowa zaczęła się bardzo późno i choć była dość krótka, to i tak zakończyła się już we wtorek. Dziennikarze celowo nie chcieli przedłużać oficjalnej części, czekając już na rozmowy indywidualne. Po pierwsze, zawodnicy byli zmęczeni i wiadomo było, że chcieli jak najszybciej udać się do domów, a po drugie, była już prawie północ. Dlatego też w pierwszej części konferencji padło od przedstawicieli mediów tylko jedno pytanie skierowane do Biało-Czerwonych – o stan zdrowia Fornala, który podczas półfinału LN uszkodził kostkę.

     

    – Jest w porządku. Potrzebuję kilka dni odpoczynku. Trener powiedział, że za sześć dni widzimy się w Zakopanem. Sądzę, że w poniedziałek będę już gotowy do treningu…Może we wtorek…albo w środę – zaczął żartobliwie modyfikować odpowiedź przyjmujący, zerkając przy tym na siedzącego przed nim szkoleniowca. Ten zaś reagował wymownie na te późniejsze propozycje.

     

    – Trener kręci głową, więc chyba widzimy się w poniedziałek – podsumował ze śmiechem Fornal.

     

    Na tym nie poprzestał. Dziennikarze czekali już na zakończenie oficjalnej części spotkania, by przejść do wywiadów, ale przyjmujący miał inny pomysł.

     

    – Ja mam pytanie. Jak to jest zostać MVP i najlepszym środkowym LN? – rzucił i oddał mikrofon Kochanowskiemu, który zdobył wspomniane wyróżnienia.

     

    Ten zaś z szerokim uśmiechem od razu wyjaśnił: – Tak naprawdę Tomek nie chce się tego dowiedzieć. Po prostu wie, że ja nie do końca lubię przemawiać publicznie, więc teraz będzie kierował do mnie cztery tysiące pytań.

     

    Po chwili jednak kapitan Polaków dodał już na poważnie: Wszystkie nagrody indywidualne w sportach drużynowych to tak naprawdę nagrody całej drużyny. Bo żadna jednostka nie jest w stanie w nich funkcjonować sama.

     

    Fornal garnął się do zadawania pytań, ale sam na jedno nie chciał odpowiedzieć. Po zakończeniu oficjalnej części spytałam go o sytuację z celebracji niedzielnego sukcesu. Kamery uwieczniły, jak tuż po odebraniu przez Kochanowskiego trofeum dla drużyny za zwycięstwo w LN razem z kolegami zaczął skakać z radości. Od razu podszedł do niego Grbić i powiedział mu kilka słów, a zawodnik zaczął podskakiwać na jednej nodze. Trener zapewne przypomniał mu o potrzebie oszczędzania uszkodzonej w sobotę kostki. Ale przyjmujący nie chciał tego zweryfikować.

     

    – Nie kojarzę takiej sytuacji. Naprawdę – skwitował z uśmiechem. Na wzmiankę o możliwości pokazania filmiku z całą sytuacją zaś stwierdził tylko, że nie trzeba. Ale wciąż nie chciał zdradzić, co usłyszał wtedy od szkoleniowca.

     

    Polacy po raz drugi w historii wygrali LN. Poprzednio, także po wodzą Grbicia, w 2023 roku. We wrześniu powalczą zaś o pierwsze mistrzostwo świata z nim w roli trenera, bo trzy lata temu stanęli wspólniena drugim stopniu podium.

     

  • Koniec kadencji prezydenta. Jest sondaż o przyszłości Andrzeja Dudy

    Koniec kadencji prezydenta. Jest sondaż o przyszłości Andrzeja Dudy

    Koniec kadencji prezydenta. Jest sondaż o przyszłości Andrzeja Dudy

    Ponad połowa Polaków nie widzi Andrzeja Dudy w istotnej politycznie roli po zakończeniu prezydentury – wynika z sondażu opublikowanego w ostatniej dobie urzędowania Andrzeja Dudy. Dalszą karierę ustępującemu prezydentowi wróży blisko 28 proc. ankietowanych. – Mam 53 lata i dużo energii w sobie. To za wcześnie, by przechodzić na jakaś emeryturę – mówił prezydent w programie “Gość Wydarzeń”.

     

    Czy Andrzej Duda odegra jeszcze istotną rolę w polskiej polityce po zakończeniu prezydentury? – takie pytanie zadano respondentom w ramach badania SW Research dla Onetu. Ponad połowa – 52,1 proc. ankietowanych – wskazało odpowiedź “nie”. 27,9 proc. badanych było innego zdania. z kolei 20 proc. respondentów nie umiała jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie.

     

    “W ostatnim sondażu zaufania IBRiS dla Onetu, Andrzej Duda cieszył się uznaniem wśród 36,9 proc. uczestników badania. Liczba pozytywnych wskazań przy nazwisku odchodzącego prezydenta spada od kilku miesięcy” – podkreśla portal.

     

    Badanie zostało zrealizowane w dniach 29-30 lipca 2025 r. przez agencję SW RESEARCH metodą wywiadów on-line (CAWI – Computer-Assisted Web Interview) na panelu internetowym SW Panel. W ramach badania przeprowadzono 805 ankiet z ogólnopolską próbą dorosłych.

     

    Andrzej Duda założy partię polityczną? “Do tej pory nie planowałem”

     

    – Powiedziałem wcześniej wielokrotnie, że jestem gotów zawsze służyć Rzeczypospolitej wtedy, kiedy będzie takie zapotrzebowanie. Zawsze to tak traktowałem i tutaj się nic nie zmieniło – mówił Andrzej Duda w programie “Gość Wydarzeń”.

     

    Dodał, że na pewno “będzie poświęcał się wielu działalnościom”. – Mam 53 lata i dużo energii w sobie. To za wcześnie, by przechodzić na jakaś emeryturę. Jeśli będzie zapotrzebowanie, żebym pełnił jakaś służbę publiczną (…) to będę gotów obowiązki podjąć, o ile nie będzie kolizji ze statusem byłego prezydenta – zapewnił w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim.

     

    Pytany o to, czy zamierza założyć partię lub ruch Duda odpowiedział, że “do tej pory tego nie planował”. – Ale zawsze mówiłem, że jestem gotów wspierać ten obóz, który jest patriotyczny, konserwatywny i odnosi się do wartości, które mam w sercu – podsumował.

     

    Prezydentura Andrzeja Dudy. We wtorek orędzie do narodu

     

    Wtorek jest ostatnim dniem urzędowania prezydenta Andrzeja Dudy. W Pałacu Prezydenckim spędził 10 lat. Szef KPRP Marcin Mastalerek przekazał we wtorek rano w Polsat News, że w ostatnich chwilach swojej prezydentury Andrzej Duda dokona istotnych zmian – o godz. 12 w Pałacu Prezydenckim odbędzie się odwołanie ministrów.

     

    Z kolei wieczorem, jak zapowiedział Mastalerek, prezydent wygłosi ostatnie orędzie. Obywatele usłyszą je o godz. 20.

     

    Zaprzysiężenie Karola Nawrockiego na prezydenta. Harmonogram uroczystości

     

    Kadencja Andrzeja Dudy kończy się w środę 6 sierpnia. Wówczas dojdzie do zaprzysiężenia jego następcy – prezydenta RP Karola Nawrockiego. Marszałek Sejmu, Szymon Hołownia, oficjalnie zwołał Zgromadzenie Narodowe, podczas którego prezydent elekt złoży uroczystą przysięgę przed obiema izbami parlamentu.

  • Tajne posiedzenie Sejmu. Wszystko przez immunitet Macierewicza

    Tajne posiedzenie Sejmu. Wszystko przez immunitet Macierewicza

    Tajne posiedzenie Sejmu. Wszystko przez immunitet Macierewicza

    We wtorek o godz. 9 rozpocznie się tajna część posiedzenia Sejmu, która dotyczyć będzie Antoniego Macierewicza. Posłowie zajmą się sprawozdaniem komisji w sprawie wniosku o wyrażenie zgody na pociągnięcie posła do odpowiedzialności karnej. W poniedziałek sejmowe gremium zarekomendowało uchylenie politykowi PiS immunitetu.

     

    W skrócie

    We wtorek Sejm w utajnionej części obrad zajmie się sprawozdaniem ws. wniosku o uchylenie immunitetu Antoniego Macierewicza.

     

    Według prokuratury Macierewicz jako przewodniczący podkomisji smoleńskiej ujawnił tajne informacje.

     

    We wtorek podczas jawnej części posiedzenia posłowie zajmą się sprawą immunitetu Romana Fritza z partii Grzegorza Brauna, a także nowelizacją ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy, zmianami w prawie oświatowym oraz sprawozdaniem z działalności NIK.

     

    We wtorek w czasie tajnej części obrad Sejmu przedstawione zostanie sprawozdanie komisji w sprawie wniosku o wyrażenie zgody na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej posła Antoniego Macierewicza. Prokurator zamierza postawić politykowi PiS zarzut, że jako szef podkomisji smoleńskiej ujawnił ściśle tajne informacje.

     

    Posiedzenie rozpocznie się po godz. 9. W harmonogramie izby niższej czytamy, że na tajne obrady przewidziano około 45 minut.

     

    Po rozpatrzeniu punktu i przerwie, obrady zostaną wznowione w trybie jawnym. Wówczas posłowie zajmą się m.in. sprawozdaniem komisji w sprawie wniosku prokuratury o wyrażenie zgody na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej innego posła – Romana Fritza z Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna.

     

    Na godz. 15 zaplanowano blok głosowań. Posłowie zajmą się m.in. zmianami w ustawie o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz ustawy o działalności leczniczej, ustawą o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych oraz prawem bankowym.

     

    Antoni Macierewicz miał ujawnić tajne informacje. Chodzi o katastrofę smoleńską

    W poniedziałek podczas zamkniętego posiedzenia sejmowa komisja regulaminowa, spraw poselskich i immunitetowych zarekomendowała uchylenie immunitetu posłowi PiS.

     

    Rzecznik Prokuratury Krajowej prok. Przemysław Nowak zaznaczył w poniedziałek, że prokuratura uzyskała dowody wskazujące na uzasadnione podejrzenie, że Macierewicz będąc funkcjonariuszem publicznym – przewodniczącym podkomisji do ponownego zbadania wypadku lotniczego oraz członkiem komisji badań wypadków lotniczych Lotnictwa Państwowego – ujawnił w okresie od 11 kwietnia 2018 r. do dnia 22 maja 2022 r. informacje niejawne o klauzuli “ściśle tajne”, “tajne”, “poufne” i “zastrzeżone” oraz informacje, z którymi zapoznał się w związku z pełnioną funkcją.

     

    Chodzi o podanie do publicznej wiadomości informacji pochodzących z dokumentów opatrzonych tymi klauzulami niejawności oraz wyników badań okoliczności i przyczyn zaistniałej w dniu 10 kwietnia 2010 r. katastrofy lotniczej. Czyny te zagrożone są karą pozbawienia wolności do lat 5.

     

    Posiedzenie Sejmu. W planach sprawozdanie ws. immunitetu Romana Fritza

     

    Po wznowieniu obrad w trybie jawnym posłowie będą pracować nad rządowym projektem nowelizacji ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy. Projekt przewiduje przedłużenie do 4 marca 2026 r. okresu, w którym pobyt na terytorium Polski obywateli Ukrainy – którzy przybyli ze swojego kraju w związku z działaniami wojennymi – jest uznawany za legalny. W tym okresie obywatele Ukrainy będą mieć też w Polsce dostęp do świadczeń zdrowotnych, świadczeń na rzecz rodzin i świadczeń socjalnych.

     

    Sejm zajmie się też dwoma projektami rządowym i poselskim dotyczącymi emerytur i rent, które dotyczą wysokości emerytur z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych ustalonych w czerwcu w latach 2009-2019.

     

    Sejm rozpatrzy też sprawozdanie komisji ws. wniosku prokuratury o wyrażenie zgody przez Sejm na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej posła Romana Fritza.

     

    Sejm będzie też pracować nad projektem nowelizacji Prawa oświatowego, który zakłada wprowadzenie zasady, zgodnie z którą zakazane jest korzystanie przez uczniów szkół podstawowych (na terenie szkół) z telefonów komórkowych i innych urządzeń elektronicznych umożliwiających porozumiewanie się na odległość.

     

    Po południu w Sejmie odbędą się głosowania m.in. nad poprawkami Senatu do kilkunastu ustaw. Ostatnim punktem obrad ma być sprawozdanie z działalności Najwyższej Izby Kontroli w 2024 r.

     

    Podkomisja smoleńska. Zawiadomienia do prokuratury na Macierewicza i Błaszczaka

     

    Podkomisja smoleńska została powołana na mocy rozporządzenia z 2016 r., które podpisał Macierewicz – wówczas szef MON, a od 2018 r. przewodniczący podkomisji. W kwietniu 2022 r. Macierewicz przedstawił raport z prac podkomisji, który kwestionował ustalenia komisji badania wypadków lotniczych Lotnictwa Państwowego pod przewodnictwem Jerzego Millera.

    Podkomisja złożyła też w prokuraturze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa zamachu na prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz morderstwa pozostałych 95 osób podróżujących Tu-154 10 kwietnia 2010 r.

     

    Po objęciu władzy przez obecny rząd podkomisja smoleńska została rozwiązana. W styczniu 2024 r. został powołany zespół ds. oceny jej funkcjonowania. W październiku 2024 r. resort obrony zaprezentował raport zespołu – w związku z działaniami podkomisji do prokuratury skierowano 41 zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstwa, w tym 24 przez Macierewicza i 10 przez byłego szefa MON Mariusza Błaszczaka.