• A jednak to nie plotki ws. Świątek. Już tego nie ukrywa i z radością ogłasza

    A jednak to nie plotki ws. Świątek. Już tego nie ukrywa i z radością ogłasza

    Od pewnego czasu w środowisku sportowym krążyły pogłoski dotyczące fundacji, którą zamierzała powołać do życia Iga Świątek. Teraz wszelkie wątpliwości zostały rozwiane. Oficjalnie ogłoszono nazwiska pięciu młodych sportowców, którzy otrzymają stypendia w ramach autorskiego projektu najlepszej polskiej tenisistki. Do tej pory nie było jasne, na jakie wsparcie finansowe będą mogli liczyć wybrani zawodnicy. Sama Świątek zdecydowała się jednak ujawnić szczegóły – a wysokość przelewów naprawdę robi wrażenie.

    To bez wątpienia nowy etap w karierze Igi Świątek, tym razem poza kortem. Zainaugurowana została działalność Iga Świątek Foundation, której głównym celem jest realna pomoc utalentowanym młodym polskim sportowcom stojącym u progu wielkich karier. W Warszawie odbyło się oficjalne wydarzenie pod hasłem „Droga do marzeń. Spotkanie stypendystów Iga Świątek Foundation”, podczas którego zaprezentowano beneficjentów pilotażowej edycji programu.

    W gronie wyróżnionych znaleźli się: lekkoatleta i płotkarz Ignacy Andrzejczak, pływak Wiktor Chmurski, łyżwiarka szybka Liwia Kubin, golfista Jan Pyla oraz tenisistka Oliwia Sybicka. To właśnie oni jako pierwsi skorzystają z kompleksowego wsparcia fundacji. Przy tej okazji poznaliśmy także więcej szczegółów dotyczących samego projektu.

    Iga Świątek odsłania karty. Takie wsparcie otrzymają stypendyści

    Podczas uroczystego spotkania Iga Świątek osobiście wręczyła stypendia pięciorgu młodym sportowcom i opowiedziała, co skłoniło ją do stworzenia fundacji. – Chciałam stworzyć program, który realnie pomaga utalentowanym sportowcom na ich drodze. Zależało mi na tym, aby nie było to wyłącznie wsparcie finansowe, ale również dostęp do wiedzy i doświadczonych ekspertów – podkreślała tenisistka.

    Jak zaznaczyła, sama doskonale wie, jak istotne są te elementy na różnych etapach kariery. – Z własnego doświadczenia wiem, jak ważne jest zarówno finansowanie, jak i merytoryczne wsparcie – nie tylko na początku drogi, ale także później – dodała wiceliderka rankingu WTA.

    Projekt ruszy pełną parą już w styczniu 2026 roku. To wtedy rozpoczną się wypłaty pierwszych świadczeń dla stypendystów. Pilotażowa edycja potrwa 12 miesięcy. W jej ramach młodzi sportowcy będą mogli nie tylko liczyć na pomoc finansową, lecz także korzystać z wiedzy i konsultacji specjalistów, z którymi na co dzień współpracuje sama Świątek.

    Największą niewiadomą pozostawała jednak kwota stypendiów. Teraz wszystko stało się jasne. – Każdy z uczestników otrzyma ponad 100 tysięcy złotych na przyszły rok – ujawniła Iga Świątek, cytowana przez „Super Express”. – To pilotażowa edycja, więc w pewnym sensie będziemy obserwować, jak program się rozwija. Chciałam jednak zacząć od kwot, które faktycznie mogą pomóc i realnie wpłynąć na rozwój kariery. Sport to inwestycja, która nie zawsze się zwraca – wyjaśniła tenisistka.

    Trudna selekcja i setki zgłoszeń

    Dostanie się do pilotażowej edycji programu nie było łatwym zadaniem. O stypendia mogli ubiegać się sportowcy w wieku od 15 do 22 lat, trenujący dyscypliny olimpijskie i rywalizujący zarówno na arenie krajowej, jak i międzynarodowej. Proces rekrutacyjny był wieloetapowy i bardzo wymagający.

    Kandydaci musieli wypełnić formularz online, przedstawić sportowe CV, nagrać krótkie wideo, a także szczegółowo opisać swoją dotychczasową drogę sportową, plany rozwoju oraz wartości, którymi kierują się w sporcie. Liczyły się nie tylko wyniki, lecz także determinacja, świadomość własnych celów i gotowość do dalszej, ciężkiej pracy.

    Do fundacji wpłynęło ponad 200 zgłoszeń. 53 procent aplikacji pochodziło od kobiet, a 47 procent od mężczyzn. Najczęściej reprezentowane były takie dyscypliny jak tenis, kajakarstwo, lekkoatletyka, szermierka oraz pływanie. Organizatorzy nie ukrywają, że poziom był bardzo wysoki, a wybór jedynie pięciu stypendystów stanowił ogromne wyzwanie.

    – Każda aplikacja była osobną historią pasji, poświęcenia i determinacji. Wybór stypendystów był jednym z najtrudniejszych momentów pilotażowej edycji programu – podsumowano w oficjalnym komunikacie prasowym.

    Fundacja Igi Świątek dopiero rozpoczyna działalność, ale już teraz pokazuje, że może stać się ważnym wsparciem dla młodych talentów w polskim sporcie.

  • ITF oficjalnie ogłasza ws. Świątek i Sabalenki. Doszło do detronizacji na szczycie

    ITF oficjalnie ogłasza ws. Świątek i Sabalenki. Doszło do detronizacji na szczycie

    Rywalizacja pomiędzy Igą Świątek a Aryną Sabalenką od kilku lat elektryzuje kibiców kobiecego tenisa na całym świecie. Po niespodziewanym zakończeniu kariery przez Ashleigh Barty to właśnie Polka i Białorusinka na zmianę przejmowały rolę liderki rankingu WTA, jednocześnie tocząc bezpośredni bój o dominację w kobiecym tourze. Obie konsekwentnie walczą również o jak największą liczbę tytułów wielkoszlemowych, których organizacją zajmuje się Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF). W piątek federacja opublikowała oficjalny komunikat, w którym poinformowała o ważnej zmianie w jednym z prestiżowych zestawień.

    Jeśli spojrzeć wyłącznie na ranking WTA, sezon 2025 należał do Aryny Sabalenki. Zawodniczka z Mińska zakończyła rok jako liderka światowej listy, wyprzedzając Igę Świątek o 2475 punktów. Białorusinka przez większość sezonu imponowała regularnością i wysoką formą. Jedyny wyraźnie słabszy moment zanotowała podczas turniejów na Bliskim Wschodzie – w imprezach rangi WTA 1000 w Dosze i Dubaju wygrała łącznie tylko jeden mecz. Był to jednak krótki przestój, bo już w kolejnych tygodniach 27-latka wróciła na właściwe tory i ponownie meldowała się w decydujących fazach najważniejszych turniejów.

    Sabalenka wyjątkowo często docierała do półfinałów i finałów. W całym sezonie aż dziewięć razy walczyła w bezpośrednich starciach o tytuł. W najważniejszych meczach nie zawsze potrafiła jednak postawić kropkę nad „i”. Ostatecznie zakończyła rok z czterema triumfami turniejowymi – tylko o jeden więcej niż Świątek. Pięć przegranych finałów, w tym tych najbardziej prestiżowych podczas Australian Open i Roland Garros, z pewnością było dla niej bolesnym doświadczeniem. Również w finale WTA Finals musiała uznać wyższość Jeleny Rybakiny.

    Iga Świątek w sezonie 2025 zdobyła tyle samo tytułów wielkoszlemowych co Sabalenka. Raszynianka sięgnęła po triumf na kortach Wimbledonu, natomiast liderka rankingu WTA wygrała US Open. Dla Polki był to wyjątkowy rok także pod względem regularności – po raz pierwszy w karierze osiągnęła co najmniej ćwierćfinał we wszystkich czterech turniejach wielkoszlemowych w jednym sezonie. Oprócz zwycięstwa w Londynie dotarła do półfinałów Australian Open i Roland Garros oraz do najlepszej ósemki w Nowym Jorku. Jeszcze lepiej pod tym względem zaprezentowała się Sabalenka, która w żadnym ze Szlemów nie odpadła wcześniej niż w półfinale, a aż trzykrotnie występowała w finałach.

    Znamy Mistrzynię Świata ITF za sezon 2025. Świątek zdetronizowana

    Rezultaty osiągane w turniejach wielkoszlemowych odgrywają kluczową rolę przy wyborze Mistrzyni Świata ITF – prestiżowej nagrody przyznawanej przez Międzynarodową Federację Tenisową. W poprzednim sezonie tytuł ten trafił do Igi Świątek, mimo że wielu ekspertów wskazywało wówczas na Aryną Sabalenkę jako faworytkę. ITF doceniła jednak nie tylko wyniki Polki w Szlemach, ale także jej brązowy medal wywalczony na igrzyskach olimpijskich w Paryżu oraz występ w Billie Jean King Cup, gdzie reprezentacja Polski dotarła do półfinału.

    Tym razem o końcowym werdykcie zadecydowały przede wszystkim osiągnięcia w turniejach wielkoszlemowych. W piątkowe popołudnie ITF opublikowała oficjalny komunikat, w którym ogłosiła, że tytuł Mistrzyni Świata za sezon 2025 zdobyła Aryna Sabalenka. Tym samym tenisistka z Mińska zdetronizowała Igę Świątek. Co ciekawe, od 2022 roku obie zawodniczki zdobywają to wyróżnienie naprzemiennie – w latach parzystych triumfuje Polka, a w nieparzystych Białorusinka. Decyzja ITF była spójna z werdyktem WTA, które już w poniedziałek ogłosiło Sabalenkę najlepszą tenisistką sezonu.

    W rywalizacji mężczyzn tytuł Mistrza Świata ITF trafił do Jannika Sinnera. Dla Włocha jest to drugie takie wyróżnienie z rzędu. Włosi mogą mówić o bardzo udanym sezonie również w deblu kobiet – w tej kategorii zwyciężyły Sara Errani i Jasmine Paolini. Z kolei w męskim deblu nagroda powędrowała do międzynarodowego duetu: Marcela Granollersa z Hiszpanii oraz Horacia Zeballosa z Argentyny.

  • Prezydencki minister uderzył w Donalda Tuska. “Na czyim był pan łańcuchu?”

    Prezydencki minister uderzył w Donalda Tuska. “Na czyim był pan łańcuchu?”

    Prezydencki minister uderzył w Donalda Tuska. “Na czyim był pan łańcuchu?”

    Szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki ostro skrytykował premiera Donalda Tuska w Sejmie przed głosowaniem nad odrzuceniem prezydenckiego weta ws. tzw. ustawy łańcuchowej.

    Bogucki zarzucił Tuskowi związki z Władimirem Putinem i ostro skomentował jego przeszłość, co wywołało entuzjastyczną reakcję parlamentarzystów PiS. Ponadto przedstawiciel prezydenta zwrócił się do marszałka Czarzastego.

    Głosowanie w Sejmie nie przyniosło odrzucenia weta Karola Nawrockiego – zdecydowało brakujących 17 głosów.

    Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

    Szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki wszedł na mównicę tuż przed głosowaniem Sejmu nad odrzuceniem prezydenckiego weta w sprawie tzw. ustawy łańcuchowej.

    W trakcie swojego przemówienia przedstawiciel Pałacu Prezydenckiego przywołał opublikowane przez Donalda Tuska w mediach społecznościowych wpisy uderzające w decyzję Karola Nawrockiego.

    Zbigniew Bogucki na mównicy ostro do premiera Tuska. Poszło o ustawę łańcuchową

    – Czym to, panie premierze jest, jak nie podłością? To nie jest podłość zwracać się do parlamentarzystów i mówić w taki sposób? A gdybym chciał być złośliwy, to bym zapytał, na czyim był pan łańcuchu kilkanaście czy kilka lat temu? Na czyim łańcuchu pan wtedy był, kiedy nazywano pana ich człowiekiem w Warszawie? Ruska propaganda – mówił Bogucki.

    – I pan dzisiaj ma czelność do prezydenta Rzeczypospolitej, wybranego w wolnych, demokratycznych wyborach – przez to, że przegraliście – mówić o podłości? Panie premierze, naprawdę są granice – dodał współpracownik Karola Nawrockiego.

    Zbigniew Bogucki zwrócił się także do marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego. – Pan Marszałek zdaje się chce stanąć w szranki z panem premierem, kto będzie bardziej antyprezydencki, kto będzie bardziej antyobywatelski – kontynuował swoje przemówienie.

    Współpracownik Karola Nawrockiego na mównicy. Dostało się Włodzimierzowi Czarzastemu

    – Pan ostatnio powiedział: “Walka nie zakończy się tak długo jak prezydentem będzie Nawrocki. Człowiek zbudowany z nacjonalistycznych obsesji”. Prezydent Nawrocki jest zbudowany na idei wolnej, suwerennej, niepodległej, dumnej Polski. A pan, panie marszałku, jest zbudowany na idei Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Nie ma pan prawa tak mówić do prezydenta – stwierdził Zbigniew Bogucki.

    – Panie marszałku nie “wet za wet”, ale współpraca. (…) Myślę, że to jest ścieżka demokracji. Prawdziwej demokracji. Nie demokracji ludowej, czy demokracji walczącej – dodał współpracownik Nawrockiego.

    Na przemówienie Boguckiego żywiołowo zareagowali parlamentarzyści PiS, którzy wstali z miejsc i bili brawa. Na sali rozległy się wówczas także okrzyki: – Precz z komuną.

    Włodzimierz Czarzasty odpowiedział na słowa Boguckiego, stwierdzając, że “pan prezydent ma długopis w swoim pałacu, a marszałek swój w Sejmie”. – Niech każdy będzie gospodarzem w swoim pałacu – dodał.

    Ustawa łańcuchowa. Sejm nie odrzucił weta Karola Nawrockiego

    Głosowanie w sprawie odrzucenia prezydenckiego weta odbyło się w środę późnym popołudniem. W jego trakcie na sali obecnych było 438 posłów. Do odrzucenia weta konieczna była większość kwalifikowana 3/5 głosów.

    Ostatecznie za odrzuceniem weta było 246 parlamentarzystów. Przeciwne zdanie wyraziło natomiast 192 posłów. Nikt nie wstrzymał się od głosu. Do odrzucenia decyzji Karola Nawrockiego zabrakło 17 głosów.

    Głosu nie oddał między innym Jarosław Kaczyński, który wcześniej opowiadał się za przyjęciem ustawy.

    “DE:KOD”. Niemcy: Siedem pułapek na drodzeTomasz Lejman

  • Czy Karol Nawrocki powinien wspierać WOŚP? Polacy przemówili [ANKIETA]

    Czy Karol Nawrocki powinien wspierać WOŚP? Polacy przemówili [ANKIETA]

    Czy Karol Nawrocki powinien wspierać WOŚP? Polacy przemówili [ANKIETA]

    Sondaż został zrealizowany w dniach 16-17 grudnia 2025 r. przez agencję SW RESEARCH metodą wywiadów on-line (CAWI — Computer-Assisted Web Interview) na panelu internetowym SW Panel. W ramach badania przeprowadzono 827 ankiet z ogólnopolską próbą dorosłych. Zastosowano dobór kwotowy — próba była reprezentatywna ze względu na łączny rozkład płci, wieku i klasy wielkości miejscowości zamieszkania.

    ***

    Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy od ponad trzech dekad jednoczy Polaków wokół idei pomocy najmłodszym. 25 stycznia 2026 r. odbędzie się już 34. Finał. Tym razem pieniądze będą zbierane na diagnostykę i leczenie chorób przewodu pokarmowego. Zbliżającej się akcji przyświecać będzie hasło: “Zdrowe brzuszki naszych dzieci”.

    Wspieranie WOŚP przez prezydenta RP stało się swego rodzaju tradycją. Dotychczas wszystkie głowy państwa angażowały się w akcję, przekazując przedmioty na licytacje lub wspierając zbiórkę w inny sposób. W tym roku pojawiły się jednak wątpliwości, czy Karol Nawrocki pójdzie śladem swoich poprzedników.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo

    Na początku grudnia br. redakcja portalu Gazeta.pl skierowała do Kancelarii Prezydenta RP e-maila z pytaniem, czy Karol Nawrocki planuje przekazać jakiś przedmiot na licytację zorganizowaną w ramach 34. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy bądź też w jakikolwiek inny sposób zaangażować się w tę akcję. Nie dostała jednak jednoznacznej odpowiedzi. Otoczenie prezydenta zasłoniło się przepisami.
    Czy Karol Nawrocki powinien wesprzeć WOŚP? Polacy mówią jasno

    W tej sytuacji SW Research na zlecenie Onetu postanowiło sprawdzić, co o tym sądzą Polacy. Ankietowani odpowiedzieli na pytanie: “Czy Pana/Pani zdaniem prezydent Karol Nawrocki powinien wesprzeć działania WOŚP?”.

    Ponad połowa uczestników sondażu (57,4 proc.) uważa, że prezydent powinien wesprzeć Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. To wyraźny sygnał, że Polacy oczekują kontynuacji tradycji i gestu solidarności.

    Niespełna jedna piąta respondentów (18,3 proc.) jest przeciwna zaangażowaniu głowy państwa w akcję. To stosunkowo niewielka grupa, ale pokazuje, że temat budzi pewne kontrowersje.

    Blisko co czwarty badany (24,3 proc.) nie ma zdania w tej sprawie. To osoby, które być może nie śledzą działań WOŚP lub nie przywiązują wagi do gestów prezydenta.

    Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Subskrybuj Premium. Bądź na bieżąco!

    Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie znajdziecie

  • W sieci wrze po kluczowym głosowaniu w Sejmie. “Symboliczna kapitulacja”

    W sieci wrze po kluczowym głosowaniu w Sejmie. “Symboliczna kapitulacja”

    Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu

    Prezydent Karol Nawrocki na początku grudnia zawetował nowelizację ustawy o ochronie zwierząt, tzw. ustawę łańcuchową, która zakładała wprowadzenie zakazu trzymania psów na uwięzi. Sejm próbował ponownie przyjąć ustawę, co skutkowałoby odrzuceniem prezydenckiego sprzeciwu. Potrzebne było do tego 3/5 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów, czyli 263 głosy. Ostatecznie “za” projektem ustawy projektem głosowało 246 posłów, “przeciw” 192.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo

    Przeczytaj także: Sukces Karola Nawrockiego. Sejm nie zdołał odrzucić ważnego weta prezydenta

    Na sali sejmowej nieobecny był prezes PiS Jarosław Kaczyński, a podczas bloku głosowań doszło do spięcia między przedstawicielem Pałacu Prezydenckiego a koalicją rządzącą. — Prezydent Nawrocki jest zbudowany na idei wolnej, suwerennej, dumnej Polski. Pan panie marszałku jest zbudowany na idei Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej [PZPR]. Nie ma pan prawa tak mówić do prezydenta — grzmiał Zbigniew Bogucki z mównicy sejmowej w kierunku Włodzimierza Czarzastego. Posłowie PiS wstali z miejsc i skandowali: “precz z komuną”. Szef prezydenckiej kancelarii zaatakował również Donalda Tuska, pytając: “na czyim pan był łańcuchu?”.
    Weto Karola Nawrockiego utrzymane. “Tylko psów żal”

    Sprawa wywołała falę komentarzy w mediach społecznościowych. “PiS potulnie podkulił ogon i podtrzymał weto prezydenta. Symboliczna kapitulacja Kaczyńskiego — nie miał odwagi stanąć w obronie zwierząt i uciekł przed głosowaniem. Tylko psów żal” — napisał na portalu X premier Donald Tusk.

    Wicepremier Radosław Sikorski uznał, że “pan prezydent jest za wolnością dla giełd kryptowalutowych i łańcuchami dla psów”. “Szkoda, że nie odwrotnie” — dodał szef MSZ.

    Czytaj także: Ministra przyprowadziła do Sejmu psa. Poseł PiS grzmi. “Trząsł się”

    “PiS, w tym Pan poseł Cieszyński zagłosował właśnie za trzymaniem psów na łańcuchu. Miłość do zwierząt w wydaniu PiS: psy na łańcuchach — to dobrze. Pies ze swoja opiekunką w miejscu publicznym — to »żywy rekwizyt«” — napisała ministra funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, nawiązując do wcześniejszej wymiany zdań z posłem PiS.

    Roman Giertych zwrócił uwagę na nieobecność prezesa PiS na sali sejmowej. “Jarku, a ty gdzie dziś byłeś? Przedstawiałeś się jako największy przyjaciel zwierząt i co? Skapitulowałeś przed Nawrockim. To on dzisiaj rządzi PiS” — napisał poseł KO.
    Koalicji rządzącej nie udało się odrzucić weta prezydenta. “Przykry dzień”

    “Dziś w Sejmie przegrało człowieczeństwo i empatia wobec zwierząt. Wygrali ci, którzy nienawidzą wszystkiego co żyje. Przykry dzień” — uznał minister Marcin Kierwiński.

    Czytaj też: Gorąco w Sejmie: “Nie ma pan prawa tak mówić do prezydenta!”. PiS wstało z miejsc

    “Kaczyński szybko przeflancował się z miłośnika zwierząt na miłośnika ich cierpienia. Nawrocki kazał nienawidzić? To prezes PiS schował empatię do kieszeni. Polacy to ocenią” — napisał na portalu X przewodniczący klubu KO Zbigniew Konwiński.

    Zadowolenie z wyniku głosowania wyraził z kolei poseł Włodzimierz Skalik.
    “Partyjne gierki”. Politycy grzmią po kluczowym głosowaniu

    Andrzej Śliwka z Prawa i Sprawiedliwości skomentował z kolei ostre wystąpienie Zbigniewa Boguckiego z Kancelarii Sejmu, które poprzedziło głosowanie w sprawie tzw. ustawy łańcuchowej. “Tak wygląda odpowiedzialna polityka” — napisał.

    Zobacz: Wielki nieobecny w Sejmie. Jarosław Kaczyński nie pojawił się na kluczowym głosowaniu

    “Wstyd. Najpierw »za«, a dziś wycofywanie się pod partyjne gierki. Przez taką politykę zwierzęta dalej cierpią. Hańba” — napisała w mediach społecznościowych posłanka Polski 2050 Agnieszka Buczyńska.

    “Sejm nie odrzucił weta prezydenckiego w sprawie ustawy łańcuchowej. Posłowie PiS-u, którzy jeszcze dwa tygodnie temu głosowali za prawami zwierząt, dziś uznali, że bycie przeciwko Tuskowi jest jednak dla nich ważniejsze. Smutne” — stwierdził Maciej Konieczny z partii Razem.

    Przeczytaj: Weto na “ustawie łańcuchowej” utrzymane. Jest reakcja Donalda Tuska

    Tomasz Trela z Lewicy w swoim wpisie zwrócił się do przedstawicieli Prawa i Sprawiedliwości. “Mieliście szansę uwolnić się z łańcucha prezydenckich kaprysów, a wybraliście kaganiec. Świetnie aportujecie, może czas jednak nauczyć się odrobiny samodzielności? Szkodnicy!” — napisał wiceprzewodniczący partii.
    Fala komentarzy po sukcesie Karola Nawrockiego. “Empatia nie powinna być wybiórcza”

    “Jak można mieć serce dla zwierząt, skoro nie ma się i nigdy nie miało serca dla osób z niepełnosprawnościami? Empatia nie powinna być wybiórcza” — napisała posłanka KO Iwona Hartwich.

    Czytaj również: Zbigniew Bogucki uderzył w marszałka Sejmu. “Z takimi ludźmi się chcecie pokazywać”?

    Adrian Witczak z Koalicji Obywatelskiej uznał, że “to był moment, w którym PiS mógł przestać hańbić państwo i pokazać resztki empatii”. “Wybrał obojętność wobec cierpienia psów” — dodał poseł.

    “Ogon macha psem?” — zapytał ironicznie europoseł Dariusz Joński.

    Zobacz: Sondaż pokazuje “sufit” poparcia dla Mateusza Morawieckiego. Jego partia mogłaby sporo namieszać

    “Zwierzęta przegrały. Sejm nie odrzucił weta prezydenta. Niech to szlag” — stwierdziła Katarzyna Piekarska z Koalicji Obywatelskiej.

  • Burza po głosowaniu ws. “ustawy łańcuchowej”. Tusk: Symboliczna kapitulacja Kaczyńskiego

    Burza po głosowaniu ws. “ustawy łańcuchowej”. Tusk: Symboliczna kapitulacja Kaczyńskiego

    Sejm nie zdołał odrzucić weta prezydenta Karola Nawrockiego do tzw. „ustawy łańcuchowej”. Kluczową rolę odegrali w tym posłowie Prawa i Sprawiedliwości, choć uwagę komentatorów zwróciła nieobecność lidera ugrupowania, Jarosława Kaczyńskiego. Ten fakt szybko stał się przedmiotem politycznych komentarzy, m.in. ze strony premiera Donalda Tuska.

    Burza komentarzy po głosowaniu

    Wynik głosowania wywołał falę ostrych reakcji wśród polityków koalicji rządzącej. Donald Tusk nie szczędził gorzkich słów pod adresem PiS, pisząc w mediach społecznościowych, że partia „potulnie podkuliła ogon i podtrzymała weto prezydenta”. Jak dodał, była to „symboliczna kapitulacja Jarosława Kaczyńskiego”, który – jego zdaniem – „nie miał odwagi stanąć w obronie zwierząt i uciekł przed głosowaniem”. Premier zakończył wpis stwierdzeniem: „Tylko psów żal”.

    Podobnie emocjonalnie sprawę skomentował Marcin Kierwiński. Według niego środowe głosowanie było „przykrym dniem”, bo – jak napisał – „w Sejmie przegrało człowieczeństwo i empatia wobec zwierząt”, a zwyciężyli ci, którzy „nienawidzą wszystkiego, co żyje”.

    Z kolei Dorota Niedziela zwróciła uwagę na zmianę stanowiska posłów PiS. Przypomniała, że jeszcze niedawno część z nich popierała ustawę ograniczającą trzymanie psów na łańcuchach, a teraz opowiedziała się za utrzymaniem prezydenckiego weta. „To nie koniec walki. Dalej będziemy walczyć o uwolnienie czworonogów od łańcuchów” – zapowiedziała posłanka.

    Do sprawy odniósł się również Radosław Sikorski, który zestawił weto dotyczące ochrony zwierząt z inną decyzją prezydenta – w sprawie kryptowalut. „Pan prezydent jest za wolnością dla giełd kryptowalutowych i łańcuchami dla psów. Szkoda, że nie odwrotnie” – ironizował wicepremier.

    Dziennikarze: kalkulacja zamiast empatii

    Głos zabrali także dziennikarze komentujący polityczne kulisy sprawy. Patryk Michalski zauważył, że „na złość” rządowi i Donaldowi Tuskowi PiS wolał opowiedzieć się po stronie utrzymania weta, co w praktyce oznacza brak zmian w losie psów trzymanych na łańcuchach. Przypomniał przy tym, że wcześniej ustawa zyskała poparcie kilkudziesięciu posłów tej partii, a Jarosław Kaczyński przez lata próbował kreować się na obrońcę praw zwierząt. „Była szansa na historyczną zmianę, ale wygrała polityczna kalkulacja” – ocenił.

    Jacek Nizinkiewicz z „Rzeczpospolitej” zwrócił uwagę na szerszy kontekst polityczny. Jego zdaniem koalicja rządząca nie miała realnych szans na zebranie większości 3/5 głosów potrzebnych do odrzucenia weta. Jednocześnie ocenił, że większe ryzyko polityczne ponosi sam prezydent, ponieważ większość Polaków krytycznie ocenia jego decyzję. „Rządzący pokażą swoją bezradność wobec weta, ale sympatia społeczna w tej sprawie będzie po ich stronie” – napisał.

    Czym jest „ustawa łańcuchowa”?

    Nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt, potocznie nazywana „ustawą łańcuchową”, była projektem złożonym przez Koalicję 15 października. Zakładała m.in. wprowadzenie minimalnych wymiarów kojców uzależnionych od wagi psa oraz dalsze ograniczenia w możliwości długotrwałego trzymania zwierząt na uwięzi.

    Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę, a następnie przedstawił własny projekt zmian, w którym usunięto kluczowe wytyczne dotyczące wymiarów kojców. W odpowiedzi Sejm podjął próbę odrzucenia weta.

    Do głosowania doszło w środę 17 grudnia. Aby weto prezydenta zostało odrzucone, potrzebna była większość 3/5 głosów, czyli co najmniej 263 posłów. W głosowaniu wzięło udział 438 parlamentarzystów. Za odrzuceniem weta opowiedziało się 246 posłów Koalicji 15 października. Przeciw było 192 posłów, głównie z PiS (175). Nikt nie wstrzymał się od głosu, a 22 posłów nie uczestniczyło w głosowaniu.

    Co dalej?

    Nieudana próba odrzucenia weta oznacza, że zmiany w proponowanym kształcie nie wejdą w życie. Sprawa jednak – jak zapowiadają politycy koalicji rządzącej – nie jest zamknięta. Temat ochrony zwierząt i ograniczenia trzymania psów na łańcuchach ma powrócić w kolejnych inicjatywach legislacyjnych.

    Więcej szczegółów dotyczących „ustawy łańcuchowej” można znaleźć w artykule Marty Rawicz pt. „Psy (kiedyś) jednak bez łańcuchów? ‘Widzę szansę na podpis prezydenta’”.

    Źródła: X, Sejm, Ustawa z dnia 7 listopada 2025 r. o zmianie ustawy o ochronie zwierząt, Prezydent.pl

  • Świątek się nie zawahała. Tak podsumowała rywalki. “Już się nauczyłam”

    Świątek się nie zawahała. Tak podsumowała rywalki. “Już się nauczyłam”

    Świątek się nie zawahała. Tak podsumowała rywalki. “Już się nauczyłam”
    Mateusz Gaweł

    Rok 2025 dla Igi Świątek nie był pasmem sukcesów, ale w postawie 24-latki można znaleźć mnóstwo pozytywów. Bezsprzecznie największym z nich jest triumf w Wimbledonie. Zmagania zakończyły się drugim miejscem w światowym rankingu. Niektórzy uważają to za porażkę, ale sama Świątek jest zadowolona ze swoich wyników. Docenia znaczący progres czołowych zawodniczek, za którym idzie zacięta rywalizacja.
    Iga Świątek – Jelena Rybakina
    screen: Canal+ Sport 2

    Iga Świątek zakończyła sezon 2025 na drugim miejscu w rankingu. Polkę wyprzedziła wyłącznie Aryna Sabalenka. Po początku sezonu, w którym 24-latce nie szło najlepiej, przyszedł upragniony triumf w Wimbledonie. Był to pierwszy wygrany turniej na nawierzchni trawiastej w seniorskiej karierze.

    Zobacz wideo Bartosz Bednorz po wygranej Warszawy z Kędzierzynem-Koźlem: Oddychaliśmy rękawami, ale pokazaliśmy, że mamy charakter

    Choć ostatnia faza sezonu również mogła przynieść trochę zawodu, to patrząc na wszystkie zmagania – był to kolejny dobry rok w wykonaniu Polki. Widać jednak, że światowa czołówka zaczęła doganiać Świątek. Zauważyła to i ona, wypowiadając się dla magazynu Clay.
    Iga Świątek docenia rywalki

    – Myślę, że zakończenie sezonu na drugim miejscu to wielkie osiągnięcie. Moim zdaniem poziom wśród najlepszych tenisistek jest dużo bardziej wyrównany niż kiedyś. Można było to zobaczyć podczas WTA Finals. Każda z nas mogła zwyciężyć, rozegraliśmy mnóstwo zaciętych spotkań – stwierdziła Polka.

    Zobacz też: Była najlepszą tenisistką świata. Spadła na finansowe dno

    – Są zawodniczki, które wolą jakieś szczegółowe warunki, albo takie, które lepiej się czują w tej czy innej części sezonu. Jednak biorąc wszystko pod uwagę, wszystkie stajemy się lepsze i to w zatrważającym tempie – kontynuuje Świątek. I faktycznie, różnice pomiędzy niektórymi tenisistkami są niewielkie. Po raz trzeci w ostatnich pięciu latach wszystkie turnieje wielkoszlemowe padły łupem czterech różnych tenisistek.
    Iga Świątek tłumaczy. “Trzy lata temu…”

    24-latka wytłumaczyła również, jak doszła do tych wniosków. – Jeżeli trzy lata temu zaserwowałabym 185 kilometrów na godzinę, to byłoby to coś niesamowitego. Gamechanger. Ale teraz, kiedy już się nauczyłam tak serwować, zauważyłam, że niektóre dziewczyny serwują 195 km/h. Oczywiście, nie tylko prędkość się liczy. Jest to jednak przykład na to, że tenis się zmienia i coraz więcej zawodniczek pokazuje świetny poziom – zakończyła.

    Iga Świątek wróci do gry już 26 grudnia podczas pokazowego turnieju w Shenzhen. Potem przyjdzie czas na zmagania w ramach United Cup, a od 18 stycznia rozpocznie się Australian Open – jedyny turniej Wielkiego Szlema, którego Polka jeszcze nie wygrała.

  • Tego o Ewie Pajor wielu nie wiedziało. To jej Polka zawdzięcza sukces, była na rozdrożu

    Tego o Ewie Pajor wielu nie wiedziało. To jej Polka zawdzięcza sukces, była na rozdrożu

    Ewa Pajor od lat uchodzi za najwybitniejszą piłkarkę w historii polskiego futbolu kobiecego. Jej nazwisko doskonale znane jest dziś nie tylko nad Wisłą, ale również daleko poza granicami kraju. Osiągnięcia, które regularnie dopisuje do swojego dorobku w barwach FC Barcelony, budzą podziw ekspertów i kibiców na całym świecie. Droga kapitan reprezentacji Polski na sam szczyt nie była jednak prosta. W młodym wieku musiała mierzyć się z poważnymi problemami i podejmować decyzje, które dla dziecka bywają wyjątkowo trudne. W tych kluczowych momentach nie była jednak sama – po latach Pajor otwarcie przyznała, kto odegrał najważniejszą rolę w jej życiu i karierze.

    Trudno znaleźć reprezentację narodową, która nie marzyłaby o posiadaniu w swoich szeregach zawodniczki o takim potencjale jak Ewa Pajor. Już od najmłodszych lat wyróżniała się niezwykłym wyczuciem piłki, instynktem strzeleckim i determinacją, które z biegiem czasu tylko się potęgowały. Dziś jest jedną z kluczowych postaci kobiecej drużyny FC Barcelony, a w zaledwie kilkanaście miesięcy wywalczyła sobie status jednej z najlepszych piłkarek zespołu.

    Polska napastniczka imponuje regularnością – strzela gola za golem, a jej nazwisko coraz częściej pojawia się w klubowych kronikach „Dumy Katalonii”. Już teraz ma na koncie kilka historycznych osiągnięć, a wszystko wskazuje na to, że to dopiero początek.

    W trwającym sezonie Pajor zdecydowanym krokiem zmierza po tytuł królowej strzelczyń hiszpańskiej La Ligi. Jej forma strzelecka robi ogromne wrażenie – w ostatnich sześciu spotkaniach w barwach Barcelony zdobyła aż siedem bramek. Kariera reprezentantki Polski rozwija się więc w idealnym kierunku. Warto jednak pamiętać, że początki tej drogi były pełne przeszkód i dalekie od bajkowego scenariusza.

    Trudne początki Ewy Pajor. To ona była jej największym oparciem

    Ewa Pajor urodziła się w Uniejowie – niewielkiej miejscowości w województwie łódzkim. Piłka nożna towarzyszyła jej praktycznie od zawsze. Jak sama wspominała, już jako mała dziewczynka każdą wolną chwilę spędzała z piłką przy nodze.

    – Mój kuzyn często opowiadał, że byłam jeszcze bardzo mała, a już chciałam grać. Robiliśmy prowizoryczne bramki, boiska na polu czy łące, całe dnie spędzaliśmy na dworze. Oglądałam też wszystko, co było w telewizji – mecze Ligi Mistrzów, wielkie turnieje. Wtedy zobaczyłam piłkarza, który do dziś jest moim idolem – Cristiano Ronaldo. Chciałam być jak on – mówiła Pajor w rozmowie z portalem WP.

    Bardzo wcześnie przyszło jej jednak zmierzyć się z decyzjami, które na ogół podejmują dorośli. Aby móc dalej rozwijać swój talent, zaledwie 12-letnia Ewa musiała opuścić rodzinny dom i przenieść się do Konina. Tam dołączyła do Medyka Konin – klubu, w którym po raz pierwszy mogła rywalizować z dziewczynami. Wcześniej występowała bowiem w Orlętach Wielenin, gdzie na co dzień grała wśród chłopców.

    To był niezwykle wymagający okres. Młoda piłkarka zmagała się nie tylko z rozłąką z rodziną, ale także z problemami zdrowotnymi. Anemia oraz kontuzja kolana sprawiły, że codzienność stała się jeszcze trudniejsza. Właśnie wtedy kluczowe okazało się wsparcie najbliższej osoby.

    – Powstała drużyna dziewczyn, które dołączyły do grania, patrząc na mnie. Była wśród nich także moja siostra, która później wyjechała razem ze mną. Te najcięższe momenty przeżywałyśmy wspólnie. Ona widziała wszystko: zmęczenie po treningach, ból, trudności – wspominała Pajor w rozmowie z Ewą Drzyzgą.

    To właśnie starsza siostra była dla niej największym oparciem w najtrudniejszych chwilach, pomagając przetrwać momenty zwątpienia i fizycznego wyczerpania.

    W juniorskich zespołach Medyka Konin Ewa Pajor występowała w latach 2009–2012, po czym trafiła do pierwszej drużyny, której barwy reprezentowała do 2015 roku. W tym czasie rozegrała łącznie 60 spotkań i zdobyła imponujące 64 bramki. Jej talent bardzo szybko przyciągnął uwagę zagranicznych potentatów.

    Kolejnym krokiem w karierze był transfer do VfL Wolfsburg. W niemieckim klubie spędziła aż dziewięć lat – od 2015 do 2024 roku. W tym czasie zanotowała 121 występów i strzeliła 96 bramek, stając się jedną z ikon zespołu.

    Dziś, już jako gwiazda FC Barcelony i kapitan reprezentacji Polski, Ewa Pajor jest dowodem na to, że sukces rodzi się nie tylko z talentu i ciężkiej pracy, ale także z wsparcia najbliższych. Bez obecności i pomocy starszej siostry jej droga na szczyt mogła potoczyć się zupełnie inaczej.

  • Była najlepszą tenisistką świata. Spadła na finansowe dno

    Była najlepszą tenisistką świata. Spadła na finansowe dno

    To niewiarygodne, ile wysiłku włożyłam i ile jeszcze będę musiała włożyć do końca życia, żeby stanąć na nogi finansowo – ujawniła Arantxa Sanchez Vicario. Legendarna tenisistka popadła w wielkie tarapaty. Twierdzi, że wpakował ją w nie były mąż. Jej historia może być przestrogą dla innych.

    TENNIS-SANCHEZ/COURT

    Arantxa Sanchez Vicario to jedna z absolutnych legend tenisa. Znakomicie radziła sobie zarówno w singlu, jak i deblu. Indywidualnie triumfowała m.in. w 29 turniejach rangi WTA, z czego cztery były wielkoszlemowe. Piastowała nawet miano liderki rankingu WTA, co było sporym wyczynem, patrząc na to, że rywalizowała w erze Steffi Graf i Moniki Seles. Zarobiła na korcie mnóstwo pieniędzy, bo mówi się aż o 17 mln dolarów. Ponad drugie tyle miała zainkasować na reklamach i innych komercyjnych działaniach. Teraz ledwo wiąże koniec z końcem. Jak to możliwe?

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Wielkie problemy Arantxy Sanchez Vicario. Żyje dzięki… pomocy przyjaciół

    – Jestem w stanie utrzymać moje dzieci tylko dzięki pieniądzom, które dają mi przyjaciele. Tak walczę. Robię, co tylko mogę. Nie poddam się w tym – mówiła Hiszpanka, cytowana przez kurir.rs. Dlaczego jej sytuacja finansowa tak mocno się pogorszyła? Ano dlatego, że była tenisistka popadła w konflikt z prawem przed kilkoma laty. Przytoczone powyżej słowa miała wypowiedzieć przed sądem.

    “Zarówno legenda tenisa, jak i jej ówczesny mąż Joseph Santacan zostali oskarżeni o oszustwo finansowe. Mieli opróżnić konto w Banque de Luxembourg, aby uniknąć spłaty długu wobec banku. Media donosiły, że zobowiązanie wynosiło około 6,4 mln funtów, a zostało naliczone po tym, jak była tenisistka i jej mąż zapłacili grzywnę za wcześniejsze oszustwa podatkowe. Zadłużenie nie zostało spłacone, przez co prokuratura wstąpiła na drogę sądową. (…) Odbyła się rozprawa, podczas której zadecydowano o ukaraniu zarówno Sanchez Vicario, jak i jej byłego męża. Zostali uznani za winnych zarzucanych im czynów. (…) Wraz z byłym mężem zostali obciążeni grzywną w wysokości 6,6 mln euro” – pisaliśmy na łamach Sport.pl. Część pieniędzy, które Hiszpanka zarobiła w trakcie kariery, miała też zabrać jej rodzina, o czym pisała w biografii z 2012 roku.

    Zobacz też: Jeszcze w tym roku zobaczymy Igę Świątek! Mecz na szczycie.
    “Sytuacja jest naprawdę, naprawdę trudna”

    – Teraz muszę przekazać połowę tego, co zainkasowałam w trakcie kariery, na spłatę długów. Sama utrzymuję dwójkę dzieci i przyjaciele mi pomagają finansowo. Już się do tego przyzwyczaiłam. To niewiarygodne, ile wysiłku włożyłam i ile jeszcze będę musiała włożyć do końca życia, żeby stanąć na nogi finansowo. Sytuacja jest naprawdę, naprawdę trudna – podkreślała Sanchez Vicario w rozmowie z rodzimymi mediami. Jak przyznała, bardzo ufała mężowi i to ją zgubiło. Twierdziła, że to on zajmował się kwestiami finansowymi w domu.

  • Duda, Tusk i Trzaskowski chcą tego dla Polski. Ekspert bije na alarm

    Duda, Tusk i Trzaskowski chcą tego dla Polski. Ekspert bije na alarm

    Igrzyska olimpijskie w Polsce? Ekspert nie ma wątpliwości. „Referendum jest konieczne”

    Pomysł organizacji letnich igrzysk olimpijskich w Polsce coraz częściej przebija się do debaty publicznej. Politycy mówią już nie tylko o ogólnych ambicjach, ale także o konkretnych datach – 2040 lub 2044 roku. Entuzjazm części środowisk zderza się jednak z chłodną analizą ekonomiczną. Dr Artur Grabowski, politolog i ekonomista z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, w rozmowie ze Sport.pl wskazuje zarówno potencjalne korzyści, jak i bardzo poważne zagrożenia. Jego zdaniem jeden warunek jest absolutnie kluczowy. – Z tych powodów zasadne jest przeprowadzenie referendum – podkreśla.

    Od zapowiedzi do konkretów

    Dyskusja o igrzyskach olimpijskich w Warszawie trwa już od dwóch lat. Najpierw prezydent Andrzej Duda zapowiedział starania o organizację letnich igrzysk, później premier Donald Tusk potwierdził zainteresowanie rządu takim projektem. Kilka tygodni temu jasną deklarację złożył także prezydent stolicy Rafał Trzaskowski, podkreślając gotowość miasta do przyjęcia sportowców z całego świata.

    Eksperci studzą jednak emocje. – Punkt wyjścia powinien być jeden: rzetelna analiza ekonomiczna i społeczna – zaznacza dr Grabowski. – Dopiero po jej przedstawieniu społeczeństwu można myśleć o dalszych krokach.

    Referendum jako fundament decyzji

    Zdaniem ekonomisty kluczowym elementem procesu decyzyjnego powinno być ogólnokrajowe referendum, ale poprzedzone kampanią informacyjną. – Społeczeństwo musi poznać realne koszty, potencjalne zyski i ryzyka makroekonomiczne. Bez tego głosowanie byłoby pozbawione sensu – tłumaczy.

    Jako przykład podaje historię Krakowa, który wycofał się z ubiegania o zimowe igrzyska olimpijskie po negatywnym wyniku referendum. – Co znamienne, podobną decyzję podjęła także Norwegia, jeden z najbogatszych krajów świata. To pokazuje, że nawet wysoki poziom zamożności nie oznacza automatycznej zgody na tak kosztowne przedsięwzięcia – dodaje.

    Na czym naprawdę zarabia gospodarz igrzysk?

    Najbardziej widoczne korzyści ekonomiczne mają charakter krótkoterminowy. – Igrzyska generują ogromny napływ kibiców i turystów, co przekłada się na wzrost popytu w hotelarstwie, gastronomii i transporcie – wyjaśnia dr Grabowski. Najsilniejszy impuls gospodarczy pojawia się jednak jeszcze przed rozpoczęciem zawodów – w fazie przygotowań, gdy rośnie zapotrzebowanie na usługi budowlane i infrastrukturalne.

    Prawdziwe wyzwanie zaczyna się po zgaszeniu znicza olimpijskiego. – Długoterminowe korzyści są możliwe tylko wtedy, gdy infrastruktura zostanie racjonalnie zaplanowana i realnie wykorzystywana – zaznacza ekspert. Warunkiem jest jednak wzrost aktywności fizycznej społeczeństwa, która w Polsce wciąż pozostaje na stosunkowo niskim poziomie.

    Zdaniem Grabowskiego większa popularność sportu mogłaby przynieść również efekty zdrowotne i społeczne, ograniczając wydatki na leczenie i świadczenia chorobowe. – Ale to proces liczony w dekadach, a nie w latach – podkreśla.

    Ile mogą kosztować igrzyska?

    Odpowiedź na to pytanie jest dziś niemożliwa bez szczegółowej inwentaryzacji infrastruktury sportowej. – W Polsce brakuje obiektów kluczowych dla igrzysk, zwłaszcza stadionów lekkoatletycznych i dużych hal widowiskowych – wylicza ekonomista.

    Budowa nowoczesnego stadionu z bieżnią na 50 tysięcy widzów to wydatek rzędu co najmniej miliarda złotych. A to tylko jeden element układanki. Dla porównania: Francja wydała na igrzyska niemal 35 miliardów złotych. W polskich realiach oznaczałoby to blisko 4 procent rocznych wydatków budżetowych państwa, rozłożonych oczywiście na kilka lat.

    Do tego dochodzą inwestycje towarzyszące, takie jak transport czy lotnictwo. – Bez nowoczesnego węzła komunikacyjnego, jak Centralny Port Komunikacyjny, trudno wyobrazić sobie obsługę milionów kibiców – zaznacza Grabowski.

    Publiczne pieniądze i koszt utrzymania

    Ekspert nie ma złudzeń co do źródeł finansowania. – To będą głównie pieniądze publiczne: rządowe i samorządowe. Partnerstwo publiczno-prywatne w takiej skali jest mało realne – ocenia.

    Kluczowym problemem pozostaje jednak utrzymanie infrastruktury. – Już dziś wiele obiektów sportowych generuje straty przez pierwsze siedem lat działalności. Bez dobrze zaprojektowanego modelu zarządzania igrzyska mogą pozostawić po sobie trwałe obciążenie dla budżetów lokalnych – ostrzega.

    Bezpieczeństwo może kosztować najwięcej

    W polskich realiach szczególnego znaczenia nabiera kwestia bezpieczeństwa. – Wojna za wschodnią granicą i wrogie nastawienie Rosji oraz Białorusi to czynnik, który MKOl z pewnością weźmie pod uwagę – mówi Grabowski.

    Koszty ochrony, zabezpieczenia granic, cyberbezpieczeństwa oraz ubezpieczeń mogą okazać się wyższe niż same inwestycje sportowe. – Już dziś wydatki na bezpieczeństwo masowych imprez rosną lawinowo. Przy igrzyskach mówimy o zupełnie innej skali – dodaje.

    Lekcja z Aten i Euro 2012

    Przykład Grecji pozostaje ostrzeżeniem. Nadmierne inwestycje olimpijskie przyczyniły się do pogłębienia kryzysu finansowego i gigantycznego zadłużenia państwa. – Polska jest dziś w lepszej sytuacji, ale dług publiczny rośnie, a koszty jego obsługi ograniczają przestrzeń fiskalną – zauważa ekonomista.

    Euro 2012 pokazuje z kolei, że sukces organizacyjny nie zawsze oznacza sukces ekonomiczny. – Krótkoterminowy impuls był ogromny, ale długofalowe efekty zależą wyłącznie od wykorzystania infrastruktury – podkreśla Grabowski.

    Społeczna akceptacja kluczem do sukcesu

    Zdaniem eksperta największym wyzwaniem nie będzie ani budowa stadionów, ani logistyka, lecz zdobycie poparcia społecznego. – W sytuacji rosnących kosztów życia wielu obywateli woli „więcej chleba niż igrzysk” – zauważa.

    Dlatego – jak podkreśla – bez uczciwej informacji i ogólnokrajowego referendum projekt igrzysk olimpijskich w Polsce nie powinien ruszać z miejsca. – Społeczeństwo musi wiedzieć, ile zapłaci przed, w trakcie i po igrzyskach. Bez tej wiedzy nie ma mowy o świadomej decyzji – podsumowuje.