Category: Uncategorized

  • Boniek prosto z mostu. “Mamy problem”. Jest też jasny apel do Lewandowskiego

    Boniek prosto z mostu. “Mamy problem”. Jest też jasny apel do Lewandowskiego

    Zbigniew Boniek ostro po meczu ze Szwecją. Wskazuje największy problem kadry i apeluje do Lewandowskiego

    Po opadnięciu emocji po porażce ze Szwecją, wciąż trudno zrozumieć, jak reprezentacja Polski mogła przegrać tak ważne spotkanie. W rozmowie z Interią były prezes PZPN i legenda polskiego futbolu, Zbigniew Boniek, nie ukrywa rozczarowania i jasno wskazuje główne przyczyny niepowodzenia.

    Jego zdaniem rywal był wyjątkowo słaby. Podkreśla, że nie pamięta tak słabej reprezentacji Szwecji od lat, a osłabiona drużyna przeciwnika skupiła się głównie na tym, by przetrwać mecz i doprowadzić do rzutów karnych. Tym bardziej bolesna jest porażka Polaków, którzy – mimo potencjału – nie potrafili wykorzystać okazji.

    Największy problem? Defensywa. Boniek nie ma wątpliwości, że to właśnie gra obronna zawiodła najbardziej. Zaznacza jednak, że trudno mieć większe pretensje do selekcjonera Jan Urban w kontekście ofensywy – tam widać było pomysł, schematy i kreatywność. Problem pojawia się z tyłu, gdzie brakuje organizacji i koncentracji.

    Były reprezentant zwraca uwagę, że nawet gra trzema środkowymi obrońcami nie jest problemem samym w sobie. Klucz tkwi w jakości wykonania. Jego zdaniem polscy defensorzy nie prezentują odpowiedniego poziomu i nie są wystarczająco skoncentrowani, by skutecznie realizować założenia taktyczne.

    Boniek odnosi się także do oceny pracy Urbana. Podkreśla, że decyzja o przedłużeniu kontraktu była słuszna, bo trener przywrócił drużynie normalność i odbudował więź z kibicami. Jednocześnie zaznacza, że po takiej porażce nie można udawać, że nic się nie stało. Dodaje nawet, że gdyby na miejscu Urbana był Fernando Santos, reakcja opinii publicznej byłaby znacznie ostrzejsza.

    W dyskusji pojawia się także temat indywidualnych zawodników, m.in. Jan Bednarek. Boniek podkreśla jednak, że problem nie dotyczy jednej osoby, lecz całego systemu defensywnego. W jego opinii bez solidnej obrony reprezentacja nie będzie w stanie osiągać sukcesów w najważniejszych meczach.

    Były prezes PZPN zwraca też uwagę na zjawisko przesadnego zachwytu nad formą polskich piłkarzy grających za granicą. Jak zauważa, dobre występy w klubach nie zawsze przekładają się na grę w reprezentacji, co było widoczne w starciu ze Szwecją.

    Nie zabrakło również wątku dotyczącego przyszłości kadry i roli jej największej gwiazdy – Robert Lewandowski. Boniek apeluje do napastnika o jasną deklarację dotyczącą dalszej gry w reprezentacji. Jego zdaniem nie ma miejsca na niepewność – kapitan powinien jasno określić, czy chce kontynuować karierę w kadrze, czy skupić się wyłącznie na klubie.

    Jednocześnie podkreśla, że mimo upływu lat Lewandowski wciąż jest bardzo potrzebny drużynie. Nawet jeśli nie jest już tak dynamiczny jak wcześniej, nadal potrafi strzelać gole i robić różnicę. Warunkiem jest jednak pełne zaangażowanie i gotowość do gry w każdym powołaniu.

    Boniek zauważa też, że reprezentacja musi być przygotowana na ewentualność gry bez swojego lidera. W przeszłości zdarzało się już, że drużyna radziła sobie bez niego, choć – jak zaznacza – nie była to ta sama jakość.

    Na koniec były reprezentant wskazuje na potrzebę szukania nowych zawodników i budowania przyszłości zespołu. Wymienia młodsze nazwiska, które mogą w kolejnych latach odegrać ważną rolę, podkreślając jednocześnie, że porażka – choć bolesna – może być impulsem do potrzebnych zmian.

    Jego przekaz jest jasny: Polska ma potencjał i dobrego selekcjonera, ale bez poprawy gry w obronie trudno będzie myśleć o sukcesach na dużych turniejach.

  • Świątek już po pierwszym starciu w Stuttgarcie. 60 minut na korcie z Ealą

    Świątek już po pierwszym starciu w Stuttgarcie. 60 minut na korcie z Ealą

    Turniej rangi WTA 500 w Stuttgarcie ma dla Igi Świątek wyjątkowe znaczenie. To nie tylko jedno z jej ulubionych miejsc w kalendarzu, ale także arena, na której po raz pierwszy zaprezentuje się pod okiem nowego trenera – Francisco Roiga. Polka liczy na przełamanie i powrót do wysokiej formy, a korty ziemne, które od lat są jej najmocniejszą stroną, mogą okazać się idealnym miejscem na odzyskanie pewności siebie. Pierwsze wskazówki dotyczące jej dyspozycji przyniosło już sparingowe starcie z Alexandrą Ealą.

    Po rozczarowującym występie w Miami Świątek zdecydowała się na istotną zmianę – zakończyła współpracę z Wimem Fissettem, trwającą blisko półtora roku. Choć w tym czasie sięgnęli po trzy tytuły, w tym triumf na Wimbledonie, nie brakowało też trudniejszych momentów. Szczególnie bolesny był dla Polki poprzedni sezon na mączce, który nie spełnił jej oczekiwań.

    Teraz wraca na swoją ulubioną nawierzchnię z jasno określonym planem: Stuttgart, Madryt, Rzym i kulminacja w Paryżu. Wszystko to już pod okiem Roiga, doświadczonego szkoleniowca z Katalonii, który przez lata współpracował z Rafaelem Nadalem. Przygotowania do sezonu obejmowały m.in. tydzień spędzony w akademii Hiszpana, gdzie – wspólnie z „Rafą” – pracowano nad detalami technicznymi w grze Świątek. Efekty tych zmian, zwłaszcza w serwisie i ustawieniu na korcie, mają być widoczne w najbliższych występach.

    Pierwsze sygnały można było dostrzec już podczas treningów w Stuttgarcie. Organizatorzy Porsche Open umożliwili obserwację zajęć, dzięki czemu kibice mogli zobaczyć Świątek w akcji na korcie centralnym. Polka sparowała tam z Alexandrą Ealą, z którą trenowała również wcześniej na Majorce.

    Sobota w Stuttgarcie upłynęła pod znakiem kwalifikacji, a także ceremonii losowania drabinki głównej. Świątek została rozstawiona z numerem trzecim i rozpocznie rywalizację od drugiej rundy – swój pierwszy mecz rozegra w środę lub czwartek. Wcześniej na kort wyjdzie Magdalena Fręch.

    Podczas sobotniego treningu Świątek pojawiła się na głównym korcie Porsche Areny – tym samym, na którym triumfowała w latach 2022 i 2023. Towarzyszyła jej Alexandra Eala, wychowanka akademii Nadala, która w ostatnim czasie również trenowała w Manacor.

    Sesja treningowa trwała godzinę i przebiegała pod czujnym okiem Roiga, który aktywnie udzielał wskazówek swojej podopiecznej. Początkowo zawodniczki rozgrzewały się przy siatce, następnie pracowały nad serwisem – najpierw Świątek, później Eala. Na zakończenie rozegrały krótką gierkę treningową.

    W pięciogemowym sparingu Polka wygrała dwa pierwsze gemy, kolejne dwa padły łupem Filipinki, a ostatni ponownie należał do Świątek. Szczególnie dobrze funkcjonował serwis naszej zawodniczki – zwłaszcza podania na zewnątrz przy równowadze, które przynosiły jej bezpośrednie punkty.

    Po godzinie Świątek zakończyła trening, opuszczając kort centralny. Eala kontynuowała zajęcia, a miejsce Polki zajęła później Coco Gauff.

  • A jednak, Sandra Kubicka u boku legendy KSW. Tego się nikt nie spodziewał

    A jednak, Sandra Kubicka u boku legendy KSW. Tego się nikt nie spodziewał

    Jedna decyzja Sandra Kubicka wystarczyła, by wywołać niemałe poruszenie wśród jej fanów. Znana influencerka i była fotomodelka zdecydowała się dołączyć do nowej organizacji walk na gołe pięści – Fight Mode, gdzie obejmie funkcję współwłodarza. W projekcie nie będzie jednak osamotniona – wcześniej swoją obecność potwierdził również Łukasz Jurkowski. Pierwsza gala zaplanowana jest już na maj.

    Kubicka, która dała się poznać jako aktywna w mediach społecznościowych influencerka i prezenterka telewizyjna, ma za sobą występy w takich programach jak „Love Me or Leave Me. Kochaj albo rzuć” czy „Rytmy Dwójki”. Teraz stanie przed zupełnie nowym wyzwaniem, wchodząc w świat sportów walki – choć nie jako zawodniczka, a jedna z osób zarządzających federacją.

    Jej partnerem w tym przedsięwzięciu będzie Jurkowski – postać doskonale znana kibicom MMA w Polsce. To pierwszy turniejowy mistrz KSW, który swoją karierę rozpoczął ponad dwie dekady temu i do dziś uchodzi za jedną z ikon tej dyscypliny.

    Debiut Kubickiej i Jurkowskiego w nowych rolach nastąpi już 23 maja podczas inauguracyjnej gali Fight Mode w Poznaniu. Wcześniej oboje zostali oficjalnie zaprezentowani jako twarze projektu. Jurkowski zapowiadał powrót do korzeni, publikując w mediach społecznościowych hasło „FIGHT MODE ON”, natomiast przy okazji ogłoszenia angażu Kubickiej pojawiły się hasła podkreślające jej silną pozycję i charakter.

    Sama Kubicka, choć dotąd nie była bezpośrednio związana z branżą sportów walki, od lat trenuje kickboxing – i to już od około 15 lat. Można więc przypuszczać, że w trakcie promocji wydarzeń pokaże się nie tylko jako osoba medialna, ale także ktoś dobrze rozumiejący realia tej dyscypliny.

    Nowa federacja zapowiada świeże podejście do widowiska – stawia nie tylko na sport, ale także na emocje, historie zawodników i rozrywkowy charakter wydarzeń. Wiele wskazuje na to, że Fight Mode będzie próbowało konkurować z uznaną już marką, jaką jest Gromda, oferując widzom alternatywne spojrzenie na brutalną, ale widowiskową formę rywalizacji.

  • Krecz zakończył bój z udziałem światowej “1”. Fissette ogłosił decyzję

    Krecz zakończył bój z udziałem światowej “1”. Fissette ogłosił decyzję

    W sobotę poznamy wszystkich uczestników finałowego turnieju w rozgrywkach Billie Jean King Cup – ten odbędzie się we wrześniu w Shenzhen. Choć prawdopodobnie bez Polski, która – pozbawiona Igi Świątek – przegrywa w Gliwicach z Ukrainą 0:2. Raszynianka nie zdecydowała się tym razem na reprezentowanie kraju, do pracy wrócił za to jej niedawny szkoleniowiec – Wim Fissette. I po dwóch potyczkach jego drużyny już możemy mówić o sporej niespodziance. A Belg zapowiedział konkretną decyzję ws. kolejnej potyczki.

    Wim Fissette w Ostendzie. Belgia gra tam ze Stanami ZjednoczonymiOLIVIER MATTHYS PAP/EPA

    W finałowej rywalizacji w Shenzhen, w drugiej połowie września, wystąpi tylko osiem zespołów. Pewne gry tam są Chiny, o siedem pozostałych miejsc trwa obecnie rywalizacja na trzech kontynentach. Niespodzianek nie ma w potyczkach Polski z Ukrainą, bo taką nie jest wynik 0:2 po dwóch singlach, ale też w meczu broniących tytułu Włoszek z Japonkami (2:0). Zaskoczeniem jest jednak wynik w meczu Australii z Wielką Brytanią (0:2), bo ta druga poleciała do Brisbane w mocno rezerwowym składzie.

    A w sumie sensacją jest to, co się dzieje w Ostendzie. Belgia jeszcze półtora roku temu grała na peryferiach tych rozgrywek, Wim Fissette niewiele mógł tu zdziałać. Zwłaszcza że gry w kadrze odmawiała Elise Mertens, a inne doświadczone tenisistki się wykruszały. Teraz zaś jego ekipa trafiła na Stany Zjednoczone, które w jakiejkolwiek konfiguracji nie przyleciałyby na mecz do Europy, są i tak pewniakiem. Choć tym razem chyba gwiazdy trochę jednak przesadziły.

    Lindsay Davenport, była wielkoszlemowa mistrzyni z Melbourne, Londynu i Nowego Jorku, musiała w roli liderki wystawić zaledwie 18-letnią Ivę Jovic, choć to już 16. rakieta świata. Na grę w narodowych barwach nie zdecydowała się Coco Gauff, która wystąpi za kilka dni w Stuttgarcie, ale też Jessica Pegula czy Amanda Anisimova, one wrócą w Madrycie. Mimo wszystko można było sądzić, że po pierwszym dniu Amerykanki będą przynajmniej remisowały w Ostendzie 1:1. Stało się inaczej.

    Billie Jean King Cup. Amerykanki tak jak Polki. Radość Wima Fissette’a w Ostendzie

    W pierwszej potyczce Jovic mierzyła się bowiem z Hanne Vandenwinkel – 21-letnią zawodniczką, której szansę gry w kadrze dał właśnie Fissette. Niedawno pierwszy raz wskoczyła do najlepszej setki świata, zapewniła sobie grę w głównej drabince French Open. Tyle że na pewno nie była faworytką w starciu z Jovic – półfinalistką WTA 500 z Charleston sprzed tygodnia.
    Dwie osoby ubrane w czerwone sportowe bluzy z emblematem belgijskiej flagi i napisem Lotto, stoją obok siebie; kobieta z krótkimi, spiętymi włosami trzyma w rękach małą flagę Belgii i uśmiecha się w stronę mężczyzny, który bije brawo.

    Elise Mertens i Wim FissetteOLIVIER MATTHYS PAP/EPA

    Tymczasem Belgijka zaskoczyła rywalkę serwisem – w pierwszej partii nie dała jej żadnego break pointa. Sama miała jedną szansę, nie wykorzystała jej. Decydował tie-break, w nim Vandenwinkel, wspierana przez trzy tysiące kibiców, triumfowała 7-3.

    Na początku drugiej partii Belgijka przegrywała już 0-40, zdołała jednak obronić w tym gemie aż cztery break pointy. A za moment sama przełamała młodszą, ale znacznie wyżej notowaną rywalkę. I już tego nie wypuściła, wygrała 7:6 (3), 6:3. Zebrała owacje, gratulował jej Fissette.

    A później Belgowie mieli swoją gwiazdę – Elise Mertens, liderkę rankingu deblowego na świecie. Wróciła do kadry po długiej przerwie, nie chciała się oszczędzać.

    Tu pojawiły się jednak problemy, choć Mertens wygrała seta otwarcia w tie-breaku. Później jednak świetnie grała McCartney Kessler, triumfowała w drugim secie (6:2), w trzecim prowadziła 3:2, miała trzy okazje na 4:2. Przegrała jednak tego gema, a na starcie kolejnego – “zesztywniała” po serwisie. Miała problem z podejściem do siatki, widać już było, że stało się coś poważnego. Przerwa medyczna nie pomogła, kapitan drużyny USA Lindsay Davenport podeszła do Fissette’a i Mertens – przekazała decyzję o kreczu.
    troje członków amerykańskiego zespołu tenisowego podczas przerwy na korcie; kobieta w stroju sportowym z logiem New Balance stoi obok dwóch trenerów w ciemnych dresach z flagą USA, jeden z trenerów wydaje się udzielać wskazówek

    Dramat McCartney Kessler – kontuzja w trzecim secie meczu z Mertens oznacza ogromne kłopoty reprezentacji USAOLIVIER MATTHYS PAP/EPA

    A to oznacza, że Belgia prowadzi 2:0 i ma aż trzy szanse na niespodziewany awans do finału. W sobotę odbędzie się najpierw mecz deblowy, później Mertens zagra z Jovic, a rywalką Vandenwinkel będzie zapewne Hailey Baptiste lub Caty McNally. O ile będzie sens organizowania takiego meczu.

    Zwłaszcza, że Fissette już zapowiedział obecność Elise Mertens w grze podwójnej.
    Dwie tenisistki w sportowych strojach ściskają sobie dłonie na korcie po zakończonym meczu, obie trzymają rakiety i sprawiają wrażenie zmęczonych rywalizacją.

    Hanne Vandenwinkel (z lewej) i Iva JovicOLIVIER MATTHYS PAP/EPA

    Tomasz Hajto: Gdyby Porto było zdecydowane na Kiwiora, to grałby on, a nie Thiago Silva, który ma ponad 40 lat.

  • Wielki klub na skraju bankructwa, Leon po chwili ruszył z pomocą. Oto co zrobił

    Wielki klub na skraju bankructwa, Leon po chwili ruszył z pomocą. Oto co zrobił

    W czwartek po południu świat siatkówki obiegła bardzo przykra informacja dotycząca JSW Jastrzębski Węgiel. Jeszcze niedawny mistrz Polski nie wystąpi w kolejnym sezonie PlusLiga. Cała sytuacja budzi skojarzenia z historią francuskiego Paris Volley, który kilka lat temu również znalazł się na skraju upadku, lecz ostatecznie zdołał się uratować dzięki wsparciu znanych postaci ze świata siatkówki, w tym Stéphane Antiga, Michał Kubiak oraz Wilfredo León.

    W ostatnich tygodniach o jastrzębskim klubie mówiło się bardzo dużo, głównie w kontekście poważnych problemów finansowych. Kłopoty odbiły się bezpośrednio na zawodnikach, którzy przez pewien czas nie otrzymywali wynagrodzeń. Dodatkowo długo nie było pewności, czy drużyna w ogóle przystąpi do rozgrywek w nadchodzącym sezonie.

    Choć część zaległości wobec siatkarzy została ostatecznie uregulowana, nie udało się uniknąć najczarniejszego scenariusza. Oficjalnie potwierdzono, że zespół nie zagra w sezonie 2025/2026 PlusLigi, co wywołało ogromne poruszenie w środowisku.

    Sytuacja ta przypomina wydarzenia z 2018 roku, gdy poważne problemy dotknęły Paris Volley – jeden z najbardziej utytułowanych klubów we Francji, triumfator Ligi Mistrzów z 2001 roku. Wówczas udało się zebrać około 700 tysięcy euro, co pozwoliło drużynie wystartować w niższej klasie rozgrywkowej.

    Istotną rolę w ratowaniu klubu odegrali znani siatkarze, w tym Antiga i Kubiak, a także Wilfredo León. Jak informował francuski dziennik „L’Equipe”, reprezentant Polski zdecydował się wesprzeć inicjatywę finansowo. Sam podkreślał później, że decyzję podjął bardzo szybko.

    – Ta historia bardzo mnie poruszyła. Klub z tak bogatą tradycją mógł zniknąć z dnia na dzień. Nie zastanawiałem się długo, zwłaszcza widząc zaangażowanie innych zawodników. Zrobiłem to dla dobra siatkówki we Francji i jej dalszego rozwoju – mówił León.

    Nie ujawniono jednak, jaką dokładnie kwotę przeznaczył na pomoc. Obecnie Wilfredo León reprezentuje barwy Bogdanka LUK Lublin i wkrótce stanie przed szansą wywalczenia drugiego w karierze tytułu mistrza Polski.

  • Jest ostateczna decyzja Lewandowskiego, a jednak koniec. W tle długi firmy

    Jest ostateczna decyzja Lewandowskiego, a jednak koniec. W tle długi firmy

    To już definitywny koniec związków Robert Lewandowski z agencją marketingową Stor9. Jak informują media, kapitan reprezentacji Polski i napastnik FC Barcelony zdecydował się sprzedać swoje udziały – symbolicznie za 1 zł. Cała transakcja miała jednak bardziej złożony charakter, a jej tło stanowią problemy finansowe spółki, o których zrobiło się głośno w marcu tego roku.

    Według ustaleń „Pulsu Biznesu” Lewandowski pozbył się większościowego pakietu akcji, przekazując 70 proc. udziałów członkom zarządu: Annie Zielińskiej, Agnieszce Zielińskiej oraz Maciejowi Dutkowskiemu. Pozostałe 30 proc. odkupiła ta sama trójka od Tomasza Zawiślaka – wieloletniego współpracownika i zaufanego partnera piłkarza.

    Jak wyjaśnił Dutkowski w rozmowie z money.pl, sprzedaż za symboliczną kwotę była częścią szerszego porozumienia. W ramach powiązanej transakcji zarząd spółki stor.agency zbył również udziały w innej firmie. Po zmianach przedsiębiorstwo funkcjonuje już pod nową nazwą – Stor – co symbolicznie i formalnie kończy jego relacje z Lewandowskim (wcześniejsza „9” w nazwie nawiązywała do numeru jego koszulki).

    Przedstawiciel 5in9 Global, Kamil Gorzelnik, podkreślił, że Lewandowski wcześniej wsparł finansowo spółkę, ale ostatecznie zdecydował się wycofać, nie chcąc ponosić odpowiedzialności za działania, na które nie miał realnego wpływu.

    Bezpośrednim impulsem do tych decyzji była sytuacja ujawniona w marcu przez portal zero.pl, a następnie opisywana przez kolejne media. Dziennikarze informowali o zaległościach finansowych Stor9 i problemach z terminowym regulowaniem zobowiązań. Nie podano dokładnej skali zadłużenia ani liczby wierzycieli, jednak potwierdzono utratę płynności finansowej.

    Anna Zielińska zapewniała wówczas, że firma nie unika odpowiedzialności i podejmuje działania naprawcze. Podpisano ugody z kontrahentami, a spłata należności ma odbywać się stopniowo. Spółka deklarowała również kontynuowanie działalności i chęć uczciwego uregulowania wszystkich zobowiązań.

    Z kolei przedstawicielka Lewandowskiego, Jagna Gołębiewska, przekazała, że piłkarz dowiedział się o problemach firmy kilka miesięcy wcześniej. Podkreśliła, że nie uczestniczył on w bieżącym zarządzaniu, choć zlecił audyt finansowy, aby dokładnie ocenić sytuację. Ostatecznie zdecydował się pomóc w spłacie zobowiązań wobec kontrahentów, a następnie całkowicie wycofać się z biznesu.

  • Koniec półprawd. Kapitan kadry gra w otwarte karty ws. nieobecności Igi Świątek

    Koniec półprawd. Kapitan kadry gra w otwarte karty ws. nieobecności Igi Świątek

    Reprezentacja Polski znalazła się w bardzo trudnym położeniu po pierwszym dniu rywalizacji z Ukrainą o awans do finałów Billie Jean King Cup w Gliwicach. Po porażkach Magdy Linette oraz Katarzyny Kawy „Biało-Czerwone” przegrywają już 0:2, a ich szanse na odwrócenie losów spotkania są minimalne. Ukrainki, prowadzone przez swoje liderki – Martę Kostiuk i Elinę Switolinę – są o krok od zwycięstwa.

    Piątkowe wydarzenia w PreZero Arenie Gliwice nie ułożyły się po myśli Polek. Najpierw Magda Linette, mimo obiecującego początku meczu, została całkowicie zdominowana w drugim secie przez Kostiuk. Niedługo później na korcie pojawiła się Katarzyna Kawa, która wprawdzie rozpoczęła swoje spotkanie ze Switoliną w dobrym stylu, jednak z czasem inicjatywę przejęła bardziej doświadczona rywalka.

    W efekcie Polska stoi pod ścianą. Aby jeszcze myśleć o awansie do turnieju finałowego w Shenzhen, podopieczne Dawida Celta muszą w sobotę wygrać najpierw mecz deblowy, a następnie oba pojedynki singlowe. To scenariusz niezwykle trudny do zrealizowania.

    Jednym z najczęściej poruszanych tematów w kuluarach jest wybór nawierzchni ziemnej, która została przygotowana w gliwickiej hali. Część obserwatorów zwraca uwagę, że dla Magdy Linette bardziej korzystny mógłby być kort twardy. Do sprawy odniósł się kapitan reprezentacji, Dawid Celt, który szeroko wyjaśnił kulisy tej decyzji.

    – Nawierzchnię trzeba wybrać stosunkowo wcześnie, praktycznie zaraz po ogłoszeniu gospodarza. To było niespełna dwa miesiące temu. W takich sytuacjach zawsze konsultuję się z zawodniczkami – tłumaczył Celt. Podkreślił, że Katarzyna Kawa dobrze radzi sobie zarówno na kortach ziemnych, jak i twardych.

    Kluczowym czynnikiem była jednak potencjalna obecność Igi Świątek. – Braliśmy pod uwagę, że Iga może zagrać. Chcieliśmy stworzyć warunki, które ułatwią jej podjęcie decyzji o przyjeździe. Ten kort jest bardzo zbliżony do tego, na którym będzie rywalizować w Stuttgarcie – wyjaśnił kapitan.

    Jak dodał, także Magda Linette wyraziła chęć gry na mączce, wskazując, że przejście z kortów twardych na ziemne jest dla niej wymagające i woli szybciej rozpocząć adaptację do tej nawierzchni.

    Celt odniósł się również do rozmów prowadzonych z Igą Świątek. Przyznał, że sztab kadry robił wszystko, aby przekonać liderkę polskiego tenisa do występu.

    – Kilkukrotnie rozmawiałem z Igą i jej zespołem. Bardzo nam zależało, żeby była z nami, bo w takim meczu potrzebujemy najmocniejszego składu. Niestety, nie zawsze się to udaje. Trzeba zaakceptować fakt, że przy jej poziomie sportowym nie będzie dostępna na każde spotkanie – zaznaczył.

    Na koniec kapitan podkreślił, że decyzja o wyborze nawierzchni nie była przypadkowa, lecz wynikała z logicznych przesłanek i prób dostosowania warunków zarówno do potencjalnego udziału Świątek, jak i preferencji pozostałych zawodniczek.

    Teraz jednak wszystkie te rozważania schodzą na dalszy plan – Polska, aby pozostać w grze, musi dokonać niemal niemożliwego odwrócenia losów rywalizacji.

  • Świątek w akcji, organizatorzy już się pochwalili. Trwa wielkie odliczanie

    Świątek w akcji, organizatorzy już się pochwalili. Trwa wielkie odliczanie

    Krótko po swoim nieudanym występie na turnieju w Miami Iga Świątek oficjalnie zdecydowała się na rozbrat ze swym dotychczasowym trenerem, Wimem Fissette’em, a w jego miejsce trafił niebawem Francisco Roig. Polka, będąc już pod pieczą nowego szkoleniowca, niebawem zagra na turnieju w Stuttgarcie i właśnie rozpoczęła wytężone treningi na korcie w Niemczech, czym pochwalili się sami organizatorzy zawodów. Raszynianka do tego zaprezentowała krótki przekaz w mediach społecznościowych – i widać, że dobre nastawienie jej tu nie opuszcza.
    Iga Świątek w sportowej koszulce i czapce podczas forehandu na korcie tenisowym

    Iga ŚwiątekMatthew StockmanAFP

    Iga Świątek nie będzie przesadnie miło wspominać tegorocznego Sunshine Double, czyli turniejów w Indian Wells oraz Miami. O ile w trakcie pierwszych zawodów Polka dotarła do ćwierćfinału, co nie było przesadnie dramatycznym wynikiem, o tyle gra na Florydzie zakończyła się dla Raszynianki mocnym potknięciem.

    Iga Świątek już w Stuttgarcie. Nowy etap z nowym trenerem

    Belga niedługo potem zastąpił Francisco Roig, z którym reprezentantka Polski popracowała już nieco w Hiszpanii w akademii Rafaela Nadala. Teraz sportsmenka wraz ze swym sztabem przeniosła się do Niemiec, gdzie niebawem weźmie udział w kolejnych zmaganiach z cyklu WTA.

    Mowa tu konkretnie o “pięćsetce” w Stuttgarcie, znanej też pod oficjalną sponsorską nazwą jako Porsche Tennis Grand Prix. Organizatorzy tej rywalizacji 10 kwietnia pochwalili się tymczasem w mediach społecznościowych, że Świątek jest już w Badenii-Wirtembergii i z pełną intensywnością trenuje przed nowym wyzwaniem:

    Czołowa rakieta globu sama też postanowiła przywitać się na swój sposób – na Instagramie zamieściła fotografię, co ciekawe autorstwa Evy Lys, czyli swojej koleżanki po fachu i skwitowała swoją obecność w Stuttgarcie krótkim przesłaniem. “Cześć Porsche Tennis. Pora rozpocząć sezon na mącze” – napisała.

    WTA Stuttgart. Rozpoczęcie turnieju już w poniedziałek

    Zmagania w Niemczech rozpoczną się 13 kwietnia i potrwają do 19 kwietnia. Losowanie drabinki ma odbyć się tymczasem w najbliższą sobotę (11 kwietnia). Iga Świątek rozstawiona będzie z numerem trzecim, za Jeleną Rybakiną i Coco Gauff.
    Zawodniczka tenisowa w czarno-różowym stroju i różowej czapce okazuje radość po zdobyciu punktu, ściskając pięść i patrząc z determinacją w stronę boiska.

    Iga ŚwiątekAFP
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekFoto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFP _AFP
    Zawodniczka tenisowa w czapce i jasnym stroju pokazuje zaciśniętą pięść w geście triumfu na tle niebieskiego kortu.

    Iga ŚwiątekXiao YijiuAFP

    Joao Fonseca – Alexander Zverev. Skrót meczu.

  • Pytanie o Świątek i bolesne słowa Magdy Linette. “To podłamujące”

    Pytanie o Świątek i bolesne słowa Magdy Linette. “To podłamujące”

    Na pewno jest to podłamujące, że nie zdobyłam punktu, bo chciałam udowodnić, że potrafię dźwignąć takie sytuacje. Jest mi przykro – mówiła na pomeczowej konferencji prasowej Magda Linette. Pod nieobecność liderki naszej kadry Igi Świątek największy ciężar spoczął na barkach rutynowanej poznanianki. I ubolewa, że tym razem nie poradziła sobie w tych okolicznościach.
    article cover

    Magda LinetteArtur GacPUSTE

    – Jest mi przykro, że tak szybko się to potoczyło zwłaszcza w drugim secie. Byłam już w takich sytuacjach, radziłam sobie i niejednokrotnie zdobywałam punkty. Miałam nadzieję, że to znów się uda, dziś niestety nie zagrałam na tyle dobrze, by sprawić Marcie ogromne problemy. Jest mi bardzo przykro. Byłam postawiona w dość trudnej sytuacji – nie ukrywała Magda Linette po porażce z Martą Kostiuk 4:6, 0:6.

    Magda Linette: To był kubeł zimnej wody

    Dojmujący był zwłaszcza drugi set. 34-latka powyższą odpowiedzią szczerze odniosła się do pytania Interii o to, czy pod nieobecność Igi Świątek ciężar liderki reprezentacji Polski tym bardziej utrudnił jej zadanie, by “udźwignąć” ciężar wyzwania.

    – To był kubeł zimnej wody. Trzeba wrócić do pracy, bo tenis na mączce jest inny niż to, co robiłam na hard korcie. Ten mecz bardzo mocno to uwidocznił i w jakiś sposób mnie zmotywował, że muszę teraz włożyć bardzo dużo pracy, by dopasować tenis do gry na ziemi – zapowiedziała 55. tenisistka świata.

    Linette bardzo ostrożnie zareagowała na pytanie o okrzyki z trybun, które w pewnym momencie z regularnością płynęły z ust jednego z kibiców. Wypowiadał komendę: “masz się skupić” między innymi wtedy, gdy zawodniczka przygotowywała się do swojego podania. Czy to było deprymujące i denerwujące?

    – Nie. Jestem już do tego przyzwyczajona, więc przyjmuję to bardziej humorystycznie. Myślę, że kibice chcą chcą jak najlepiej, nie przeszkadza mi to – zawyrokowała Linette.

    Nie ukrywała, że newralgicznym momentem był dziesiąty gem pierwszego seta, przy stanie 4:5. Do tego momentu obie tenisistki wykorzystywały swoje podanie, aż przyszło przełamanie w najgorszej możliwej chwili. Potwierdziła, że to nieco podcięło jej skrzydła.

    – Troszkę na pewno, bo za szybko uciekł mi zwłaszcza ten punkt. Miałam trochę małych szans na początku pierwszego seta, bo nie było niczego dużego. To było troszkę frustrujące, że nie przycisnęłam i nie sprawiłam, że Marta byłaby w większych kłopotach. W efekcie bardzo mocno się rozluźniła i weszła na dużo większe tempo – oceniła Magda.
    Tenisistka w czerwono-białym stroju wykonuje forehand, skupiona na piłce zbliżającej się do jej rakiety, w tle widoczna publiczność na trybunach.

    Magda LinetteJarek PraszkiewiczPAP
    tenisistka w niebieskim stroju uderza piłkę rakietą na korcie podczas meczu, w tle widoczna publiczność

    Marta KostiukJarek PraszkiewiczPAP
    Tenisistka w czerwono-białym stroju dynamicznie odbija piłkę rakietą podczas meczu, w tle widoczna przeciwniczka w niebieskiej koszulce obserwuje przebieg akcji.

    Magda LinetteJarek PraszkiewiczPAP

  • Set do zera na koniec meczu Linette z Kostiuk. Teatr jednej aktorki w Gliwicach

    Set do zera na koniec meczu Linette z Kostiuk. Teatr jednej aktorki w Gliwicach

    Rozpoczęła się dwudniowa rywalizacja pomiędzy Polską i Ukrainą o awans do finałów BJK Cup. Na “dzień dobry” zobaczyliśmy w akcji Magdę Linette. Poznanianka od razu rozgrywała bardzo istotny pojedynek z perspektywy naszej reprezentacji. Jej przeciwniczką była Marta Kostiuk. Na początku spotkania obserwowaliśmy zaciętą walkę, ale od końcówki pierwszego seta nastąpiła dominacja zawodniczki wschodnich sąsiadów. Ostatecznie Ukrainka wygrała 6:4, 6:0. Oto jak wygląda teraz sytuacja Polek.
    Magda Linette walczyła z Martą Kostiuk podczas BJK Cup w Gliwicach

    Magda Linette walczyła z Martą Kostiuk podczas BJK Cup w GliwicachSebastian Sienkiewicz

    Tak jak przed rokiem, mecz Polska – Ukraina decyduje o tym, która reprezentacja zamelduje się w finałach BJK Cup w Shenzhen, które zostaną rozegrane we wrześniu. Nasze zawodniczki, chociaż ponownie mogły zagrać przed własną publicznością, znów przystąpiły do zmagań osłabione brakiem Igi Świątek oraz Magdaleny Fręch. W zeszłym sezonie tuż przed spotkaniem wypadła jeszcze Magda Linette z powodu choroby. Tenisistki wschodnich sąsiadów wygrały wówczas rywalizację 3-0.

    Wtedy rozgrywano ją jeszcze w formule do dwóch wygranych spotkań, gdyż był to turniej kwalifikacyjny, w którym brała również udział Szwajcaria. Teraz Polki i Ukrainki miały stoczyć bezpośrednią batalię, rozciągniętą na dwa dni. Awans zapewni sobie ta kadra, która zwycięży w co najmniej trzech pojedynkach. Po czwartkowym losowaniu okazało się, że jako pierwsze do gry wkroczą Magda Linette oraz Marta Kostiuk. Z perspektywy naszej reprezentacji był to niezwykle istotny mecz. Polki potrzebowały wygranej Poznanianki, by realnie włączyć się do walki o miejsce w finałach, bowiem to tenisistki wschodnich sąsiadów znajdowały się w roli zdecydowanych faworytek.

    BJK Cup: Magda Linette kontra Marta Kostiuk

    Mecz rozpoczął się od serwisu Kostiuk. Na początku obserwowaliśmy zaciętą rywalizację. Już premierowe rozdanie przyniosło nam walkę na przewagi. Ostatecznie Marta nie musiała jednak bronić break pointów i zainaugurowała spotkanie od prowadzenia. W następnych minutach panie zdobywały sporo punktów na returnie, ale kluczowe akcje wpadały na konto zawodniczek dysponujących podaniem. Panie szły gem za gem, żadna nie odpuszczała ani przez moment.

    Po tym, jak Ukrainka dorzuciła piąte “oczko”, nadszedł pierwszy poważny test dla Linette. Musiała utrzymać serwis, by pozostać w grze po zwycięstwo w partii. Kostiuk wyraźnie przycisnęła. Chociaż Magda prowadziła 30-15, to po dwóch skutecznych i ofensywnych akcjach Marty pojawił się break point, który był jednocześnie setbolem. Piłka weszła do gry po serwisie, rozpoczęła się wymiana. I niestety – lepiej wytrzymała ją reprezentantka naszych wschodnich sąsiadów. Poznanianka popełniła błąd i w taki oto sposób premierowa odsłona trafiła na konto Kostiuk wynikiem 6:4.

    Jak się później okazało – przełamanie z końcówki pierwszej części pojedynku miało istotne znaczenie dla wydarzeń z początku drugiej odsłony. Marta poszła za ciosem, szybko zgarnęła następne rozdanie na returnie. Na tablicy wyników zrobiło się 6:4, 2:0 z perspektywy Ukrainki. Tuż przed zmianą stron nastał cień nadziei dla Linette na szybkie zniwelowanie straty przełamania. Pojawił się pierwszy w meczu break point dla Magdy, ale niestety – Polka zanotowała nieskuteczny odbiór serwisu. Finalnie Kostiuk dorzuciła piąte “oczko” z rzędu.

    W czwartym gemie Magda walczyła o przerwanie złej serii. Mimo kilku okazji na utrzymanie podania, doszło do następnego przełamania. Ostatecznie Poznanianka nie zdobyła już ani jednego “oczka” w tej rywalizacji. W trakcie szóstego rozdania Marta wróciła ze stanu 30-40 i kolejnym breakiem dopełniła niesamowitą serię ośmiu wygranych gemów z rzędu. Kostiuk triumfowała w całym meczu 6:4, 6:0. Wynik, którego trudno było się spodziewać przy stanie 4:4 w pierwszym secie. W ten sposób sytuacja Polek staje się niezwykle trudna. Elina Switolina może wyprowadzić swoją kadrę na prowadzenie 2-0 po premierowym dniu zmagań, jest wyraźną faworytką starcia z Katarzyną Kawą.

    Mecz Polska – Ukraina w BJK Cup

    piątek, 10 kwietnia (od godz. 16:00):

    Magda Linette – Marta Kostiuk 4:6, 0:6

    Katarzyna Kawa – Elina Switolina

    sobota, 11 kwietnia (wstępny plan spotkań, od godz. 12:00):

    Maja Chwalińska/Katarzyna Kawa – Nadia Kiczenok/Ludmyła Kiczenok

    Magda Linette – Elina Switolina

    Katarzyna Kawa – Marta Kostiuk

    stan rywalizacji: 1-0 dla Ukrainy (awans do wrześniowych finałów w Shenzhen wywalczy ta ekipa, która wygra co najmniej trzy spotkania)

    Mecz Polska – Ukraina w ramach BJK Cup można śledzić na sportowych antenach Polsatu. Na relacje LIVE z Gliwic zapraszamy do Interia Sport.
    tenisistka ubrana w jasny top i białą czapkę odbija piłkę rakietą podczas meczu

    Magda LinetteIZHAR KHANAFP
    Marta Kostiuk

    Marta KostiukFoto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFP AFP
    Tenisistka w jasnej koszulce i białej czapce z daszkiem ściska zaciśniętą pięść w geście triumfu, stojąc na korcie ziemnym.

    Katarzyna KawaFoto Olimpik/Nur Photo AFP

    Valentin Vacherot – Hubert Hurkacz. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport