Category: Tennis

  • Totalna demolka w 1. secie, a potem zwrot. Świątek wróciła na mączkę

    Totalna demolka w 1. secie, a potem zwrot. Świątek wróciła na mączkę

    Totalna demolka w 1. secie, a potem zwrot. Świątek wróciła na mączkę

    Skazywana na pożarcie Jana Fett kilka razy próbowała pokazać pazur, ale było to zdecydowanie za mało, by sprawić jakikolwiek większy problem Idze Świątek w 2. rundzie w Stuttgarcie. Polska tenisistka pokonała chorwacką kwalifikantkę 6:2, 6:2. Ale sprawdziły się też przedmeczowe ostrzeżenia faworytki co do jej własnej formy, czego potwierdzeniem była sytuacja z 50. minuty.

     

    Chyba jeszcze nigdy Iga Świątek nie przystępowała z tak dużą presją do rywalizacji na kortach ziemnych jak teraz. Bo nie dość, że ma do obrony mnóstwo punktów za ubiegłoroczne sukcesy, to dodatkowo wszyscy czekają na odpowiedź na pytanie, czy wiceliderka światowego rankingu odbuduje się na ulubionej nawierzchni. Na tę odpowiedź trzeba będzie jeszcze poczekać.

     

    Fett to nie Eala. Świątek ostrzegała przed meczem

     

    Polka wróciła do rywalizacji dokładnie trzy tygodnie po bolesnej i sensacyjnej przegranej ze 140. na światowej liście Alexandrą Ealą z Filipin w ćwierćfinale w Miami. Była to nie tylko pierwsza od czterech lat porażka triumfatorki pięciu turniejów wielkoszlemowych z rywalką spoza Top100, ale także kolejny w tym sezonie mecz pełen nerwów i błędów. Cała nadzieja w tym, że po przejściu na “mączkę” upora się z kryzysem.

     

    Wydawało się niemal pewne, że 153. na liście WTA Jana Fett nie zdoła w Stuttgarcie powtórzyć marcowego wyczynu Eali. Wystarczy przypomnieć, że Chorwatka w jedynym poprzednim pojedynku z Polką – w pierwszej rundzie Wimbledonu 2022 – ugrała zaledwie trzy gemy. Mimo że Świątek największe trudności ma właśnie na trawie, a trzy lata temu była na niej bardzo nerwowa (odpadła w trzeciej rundzie). Owszem, na otwarcie w głównej części rywalizacji w Niemczech zawodniczka z Bałkanów wyeliminowała teraz Donnę Vekić (Polka miała tzw. wolny los), ale trzeba zaznaczyć, że jej znacznie bardziej utytułowana i wyżej notowana rodaczka mocno opadła z sił w trakcie tego pojedynku. W środę zaś Fett zbyt często oddawała punkty po własnych błędach, by mocniej zagrozić faworytce.

     

    Według danych WTA Polka do środy rozegrała na kortach ziemnych dokładnie 100 meczów, z których wygrała 89. Kibice tenisa dobrze wiedzą, że to właśnie “mączka” najlepiej umożliwia 23-latce korzystanie ze swoich atutów i ukrycie słabości. Choć nie jest to zawsze takie pewne.

     

    – To wciąż wyzwanie, ponieważ nie jest tak, że zacznę grać na ziemi i nagle wszystko będzie funkcjonować perfekcyjnie. Po przejściu na tę nawierzchnię wciąż potrzebuję czasu, by się przystosować. Ale bez wątpienia czuję, że jestem we właściwym miejscu. Z odpowiednią ilością pracy i skupienia szybko będę w stanie zacząć grać swój tenis – zaznaczyła Świątek na konferencji prasowej przed turniejem w Stuttgarcie, w których triumfowała w latach 2022-23.

     

    Pierwsze zdanie z pewnością miało potwierdzenie podczas występu przeciwko Fett. Polka jeszcze daleka jest od gry, do której nas przyzwyczaiła na ziemi. Ale też warto pamiętać, że ma za sobą trzytygodniową przerwę, bo zrezygnowała z występu w niedawnych eliminacjach Pucharu Billie Jean King w Radomiu. W pierwszym meczu po przerwie była więc jeszcze “zardzewiała”. A do tego ma za sobą niełatwe pierwsze miesiące tego sezonu, w których nie notowała wielkich wpadek, ale też nie była w stanie wygrać kilku ważnych spotkań.

     

    Rywalka Świątek sypała prezentami. Kibice Polki mogli przecierać oczy ze zdumienia

    Z jednej strony w pierwszym secie środowego pojedynku ani przez chwilę nie mogła się czuć zagrożona, ale też w uzyskaniu przewagi 4:1 pomogła jej rywalka. Chorwatka w drugim gemie popisała się np. początkowo dwoma bardzo dobrymi podaniami, ale w czwartym zapewniła Polce “break pointa” podwójnym błędem. Tak samo było w szóstym, choć tym razem się wybroniła zarówno wtedy, jak i w trzech pozostałych sytuacjach, w których była o krok od drugiej straty podania. Na tym takie prezenty 28-latki z Zagrzebia się nie skończyły – na koniec tego seta również zepsuła oba serwisy.

     

    Gra Świątek w tej partii – obserwowana z boksu przez trenera Wima Fissette’a i trenera przygotowania fizycznego Macieja Ryszczuka (nie było także zwykle towarzyszącej tenisistce psycholożki sportowej Darii Abramowicz) – była zaś dość nierówna. Popisała się za to na koniec siódmego gema sokolim wzrokiem – poprosiła o sprawdzenie śladu i okazało się, że miała rację.

     

    Kibice Polki mogli przecierać oczy ze zdumienia na początku drugiej odsłony. Wówczas po jej błędach i niepewnej grze Fett zaliczyła przełamanie, a następnie – w 50. minucie spotkania – wyszła na prowadzenie 2:0. Na tym jednak skończyło się jej święto. Świątek się przebudziła, a Chorwatka znów zaczęła popełniać seryjnie błędy. Efekt mógł być tylko jeden. Na plus w tym spotkaniu wyróżnić należy przede wszystkim skuteczność 23-latki po pierwszym podaniu, którawyniosła aż 81 procent.

    Ćwierćfinałową rywalkę Polka pozna dopiero w czwartek. Wówczas dojdzie do spotkania nazywanej koszmarem Polki Łotyszki Jeleny Ostapenko (24. WTA) z Amerykanką Emmą Navarro (11.).

  • Magdalena Fręch pokonała mistrzynię olimpijską po 192 minutach gry. Thriller w Stuttgarcie

    Magdalena Fręch pokonała mistrzynię olimpijską po 192 minutach gry. Thriller w Stuttgarcie

    Magdalena Fręch pokonała mistrzynię olimpijską po 192 minutach gry. Thriller w Stuttgarcie

    Środa przyniosła nam polskie emocje na turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. Zanim na korcie pojawi się Iga Świątek, swój mecz rozegrała już Magdalena Fręch. Zawodniczka pochodząca z Łodzi walczyła o awans do drugiej rundy i możliwość potyczki z Jessicą Pegulą. Przeciwniczką naszej reprezentantki w dzisiejszym pojedynku była Sara Errani. Po ponad trzygodzinnej, niezwykle zaciętej batalii, lepsza okazała się 27-latka. Ostatecznie 28. tenisistka rankingu pokonała mistrzynię olimpijską z Paryża w grze podwójnej 7:5, 4:6, 7:6(5).

     

    Turniej WTA 500 w Stuttgarcie to pierwszy start dla Magdaleny Fręch od… niemal miesiąca. Swój ostatni pojedynek rozegrała 20 marca, podczas tysięcznika w Miami. Odpadła tam już w pierwszej rundzie, po dwusetowym w starciu z Eleną-Gabrielą Ruse. Dla 27-latki była to już piąta porażka z rzędu. Nie najlepiej prezentował się także całoroczny bilans spotkań naszej reprezentantki, który wynosił 3-9. Na dodatek po zmaganiach na Florydzie przytrafiły się problemy z prawym nadgarstkiem. Z powodu kontuzji nie zagrała w Charleston i zrezygnowała z występu podczas BJK Cup w Radomiu.

     

    Na szczęście Fręch zażegnała kłopot i mogła się pojawić w Stuttgarcie. Z racji swojej pozycji w rankingu, Polka załapała się bezpośrednio do głównej drabinki imprezy. Podczas niedzielnego losowania okazało się, że pierwszą rywalką Magdaleny ma być Rebecca Sramkova. Dzień później reprezentantka Słowacji wycofała się jednak z rywalizacji z powodu kontuzji łokcia. W związku z tym 27-latka trafiła na szczęśliwą przegraną z eliminacji. Okazała się nią Sara Errani.

     

    Doświadczona tenisistka z Italii, mistrzyni olimpijska z Paryża w grze podwójnej, uległa w decydującej rundzie kwalifikacji Weronice Kudiermietowej. Uśmiechnął się jednak do niej los i dzięki temu mogła powalczyć w głównej singlowej rywalizacji. Wyraźną faworytką pojedynku była jednak Magdalena, plasująca się 28. miejscu w rankingu WTA (o 124 lokaty wyżej od przeciwniczki). Nasza zawodniczka stanęła przed znakomitą szansą, by przełamać złą passę i odnieść swoje pierwsze zwycięstwo od ponad dwóch miesięcy. Tym bardziej, że dla Sary był to dopiero pierwszy występ w głównej drabince singlowych zmagań w tym sezonie.

     

    WTA Stuttgart: Trzysetowe starcie Fręch z Errani. Znamy rywalkę Peguli w drugiej rundzie

     

    Fręch mogła rozpocząć od bardzo pewnie utrzymanego podania, do zera. Przegrała jednak trzy akcje z rzędu i doszło do równowagi. Na szczęście końcówka rozdania potoczyła się po myśli Polki, która tym samym objęła prowadzenie. Errani popełniała sporo błędów, często niewielkich. Powodowały jednak one, że większość akcji trafiała na konto Magdaleny. Nasza reprezentantka prezentowała się solidnie i w pewnym momencie miała break pointa na… 4:0. W końcówce gema 27-latka zrobiła jednak kilka błędów i finalnie Sara zgarnęła swoje premierowe “oczko”.

     

    Od tej chwili pojedynek znacznie się wyrównał. Włoszka zdołała podwyższyć poziom swojej gry i Fręch nie miała już tak łatwo. Gemy przy serwisie Polki były rozgrywane na przewagi. Na szczęście 28. tenisistka rankingu nie dopuszczała do break pointów i dokładała kolejne zdobycze, dzięki czemu wyszła na 5:2. Sytuacja uległa zmianie w trakcie dziewiątego rozdania, gdy nasza reprezentantka podawała po zwycięstwo w premierowej odsłonie. Tenisistka z Italii wywarła nieco większą presję, pojawiły się też błędy po stronie Magdaleny. Errani odrobiła stratę breaka, a po chwili w łatwy sposób wyrównała na 5:5.

     

    Magdalena bardzo źle weszła w drugą część starcia. W pewnym momencie Errani miała piłkę na 3:0, z podwójnym breakiem. Co się nie udało mistrzyni olimpijskiej z Paryża w trzecim gemie, dokonało się w piątym. Włoszka przejęła inicjatywę na korcie i po sześciu rozdaniach objęła prowadzenie 5:1. Wówczas Polka zerwała się do walki. Najpierw utrzymała serwis, a później obroniła setbola w ósmym gemie i odrobiła stratę jednego przełamania.

     

    Kolejne dwie okazje na zamknięcie odsłony zostały zniwelowane przy podaniu Magdaleny. Reprezentantka Italii nie dopuściła jednak do całkowitego zniwelowania przewagi. Ostatecznie triumfowała w drugim secie 6:4, utrzymując na koniec swój serwis do 15. Po zakończonej partii 27-latka poprosiła o przerwę medyczną. Problem dotyczył prawej nogi, a interwencja fizjo została udzielona na korcie.

     

    Pierwszy gem trzeciej partii wlał nadzieję na lepszy fragment w wykonaniu Fręch. Na starcie utrzymała własne podanie do zera. W kolejnych minutach wynik znów zaczął jednak uciekać Polce. W trakcie trzeciego rozdania doszło do przełamania po bardzo prostym błędzie naszej tenisistki. Po chwili Magdalena mogła natychmiast odrobić stratę, ale nie zdołała wykorzystać żadnego z dwóch break pointów. Ostatnie cztery punkty trafiły na konto Errani i tym samym zrobiło się 3:1 dla Włoszki. Dwa gemy później powtórzyła się sytuacja. Polka znów prowadziła 40-15, ale ponownie to tenisistka z Italii dołożyła “oczko”.

     

    Przełom nadszedł w ósmym gemie. Znów pojawiły się szanse na przełamanie. Przy drugiej Fręch posłała piłkę w samą linię. Włoszka była kompletnie zaskoczona nie zdołała odegrać na drugą stronę. Następnie 28. rakieta świata utrzymała swoje podanie i wyszła na prowadzenie 5:4, przerzucając presję na stronę przeciwniczki. Sara doprowadziła do wyrównania, a w trakcie jedenastego rozdania korzystała na błędach Polki. Zrobiło się 0-40 przy serwisie naszej reprezentantki. Magdalena wygrała następne trzy akcje i doprowadziła do stanu równowagi. Końcówka gema potoczyła się jednak po myśli Errani. Przy stanie 6:5 mistrzyni olimpijska z Paryża w deblu serwowała po awans do drugiej rundy.

     

    To jednak nie był koniec emocji. Niemająca nic do stracenia Polka ruszyła do ataku i rozegrała kilka świetnych akcji. Przełamała do zera i doprowadziła do rozstrzygającego tie-breaka. Początek rozgrywki układał się po myśli serwujących zawodniczek. Pierwszy mini break pojawił się dopiero w piątym punkcie i stał się udziałem Errani. Włoszka zbudowała przewagę, w pewnym momencie zrobiło się już 5-2. Mimo bardzo niekorzystnej sytuacji, Fręch nie poddawała się i odwróciła losy tie-breaka. Wygrała pięć ostatnich punktów i triumfowała w całym pojedynku 7:5, 4:6, 7:6(5) po 192 minutach gry. W czwartek powalczy o ćwierćfinał WTA 500 w Stuttgarcie z Jessicą Pegulą.

     

  • Świątek wygrała luksusowe Porsche. Oto komu je przekazała

    Świątek wygrała luksusowe Porsche. Oto komu je przekazała

    Świątek wygrała luksusowe Porsche. Oto komu je przekazał

     

    Iga Świątek za kilka dni może powiększyć kolekcję swoich samochodów. W przeszłości głośno było o geście wobec ojca, który dzięki niej stał się posiadaczem luksusowego auta.

     

    W dniach 14-20 kwietnia tego roku rozegrana zostanie 48. odsłona turnieju Porsche Tennis Grand Prix w Stuttgarcie. Iga Świątek już czeka na swój pierwszy mecz, ale jeszcze nie zna swojej pierwszej przeciwniczki.

     

    Polka bardzo lubi zmagania na niemieckich kortach. Już dwukrotnie triumfowała w poprzednich edycjach. W nagrodę ze Stuttgartu wyjechała z dwoma najnowszymi modelami Porsche, które przygotowywane są dla zwyciężczyń zawodów.

     

    W 2022 roku Świątek otrzymała Porsche Taycan Turbo S Cross Turismo, którego obecna wartość przekracza 800 tysięcy złotych. W kolejnej edycji wróciła z modelem Porsche Taycan S Sport Turismo – jego najbardziej ekskluzywna wersja również wyceniana jest na podobną kwotę. Ten drugi samochód jednak oddała swojemu ojcu, Tomaszowi Świątkowi.

     

    O tym geście opowiedziała zaraz po zakończeniu zeszłorocznych rozgrywek. – Tata będzie decydował o kolorze auta, bo to będzie dla niego! Zastanawia się nad granatowym, ale moim zdaniem ten kolor jest zbyt nudny. Mógłby postawić na coś bardziej szalonego, bo nie wiadomo, czy jeszcze kiedyś nadarzy się taka okazja – powiedziała przed kamerami Canal Plus.

     

    W tym roku znowu główną nagrodą będzie samochód marki Porsche. Tym razem na zwyciężczynię czeka model Porsche Macan Turbo. Wyceniany jest na około 569 tys. złotych.

     

  • Króciutko. Lewandowski z mocnym przekazem do kolegów

    Króciutko. Lewandowski z mocnym przekazem do kolegów

    Króciutko. Lewandowski z mocnym przekazem do kolegów

    Robert Lewandowski zna smak triumfu w Lidze Mistrzów i wie, czego potrzeba, by osiągnąć sukces. Po porażce w Dortmundzie z Borussią (1:3) udzielił rady młodszym kolegom z FC Barcelony. – Nie możesz grać na 90-95 proc. – mówił.

     

    -Wiele czynników nie funkcjonowało tak, jak powinno. Ten mecz można wykorzystać do dokładnej analizy na temat tego, jak nie grać w kolejnych spotkaniach – mówił Robert Lewandowski w wywiadzie z Canal+ Sport (więcej TUTAJ>>) po rewanżowym meczu 1/4 finału Ligi Mistrzów.

     

    Polski napastnik skrytykował postawę FC Barcelony w spotkaniu z Borussia Dortmund (1:3). Mimo porażki, katalońska ekipa awansowała do półfinału Ligi Mistrzów, dzięki wcześniejszemu zwycięstwu 4:0.

     

    “Lewy” rozmawiał także z dziennikarką stacji TNT Sports. W trakcie wywiadu udzielił rady młodszym kolegom z drużyny. Zaapelował, by podchodzili do meczów w Lidze Mistrzów z maksymalną koncentracją i dawali z siebie 100 proc.

     

    – Dla naszego zespołu, który ma wielu młodych piłkarzy, to dobra lekcja. Liga Mistrzów to Liga Mistrzów. Musisz być zawsze gotowy na 100 proc. Nie możesz grać na 90-95 procent. Popełniliśmy wiele błędów w pierwszej połowie, po których Dortmund kreował okazje – mówił Lewandowski w TNT Sports.

     

    Lewandowski podkreślił, że “zimny prysznic” może być korzystny dla drużyny, bo pozwoli jej na wyciągnięcie wniosków przed kolejnymi meczami.

     

    – Dobrze, że ten mecz zdarzył się teraz, a nie później. Bo później z pewnością nie będziemy mieć miejsca na takie błędy – dodał napastnik FC Barcelony. Jego drużyna w półfinale zagra ze zwycięzcą dwumeczu Inter Mediolan – Bayern Monachium.

     

    Bohaterem spotkania w Dortmundzie był Serhou Guirassy, który trzy razy pokonał Wojciecha Szczęsnego. Jedyny gol dla Barcy był efektem pechowej interwencji Ramy’ego Bensebainiego, obrońcy BVB.

  • Lewandowski zabrał głos po porażce z BVB. Mocne słowa

    Lewandowski zabrał głos po porażce z BVB. Mocne słowa

    Lewandowski zabrał głos po porażce z BVB. Mocne słow

    – Wiele czynników nie funkcjonowało, tak jak powinno. To mecz do prawdziwej analizy, jak nie grać w następnych spotkaniach. Może przyda się lekki prysznic, może się czegoś nauczymy – m.in. powiedział Robert Lewandowski, napastnik FC Barcelony po wyjazdowej porażce 1:3 z Borussią Dortmund w rewanżowym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów.

    Niektóre hiszpańskie media miały wątpliwości co do obsady środka ataku FC Barcelony w rewanżowym meczu ćwierćfinałowym Champions League z Borussią Dortmund. Robert Lewandowski ostatecznie wyszedł w podstawowym składzie, a Ferran Torres, który też był awizowany do wyjściowej “11” usiadł tylko na ławce rezerwowych.

    Robert Lewandowski zabrał głos po porażce z BVB. Mocne słowa
    Robert Lewandowski we wtorkowy wieczór w pierwszej połowie był niemiłosiernie wygwizdywany przez kibiców BVB. Polak do przerwy zagrał słabo, zresztą tak jak cały zespół. Lewandowski nie oddał żadnego strzału na bramkę i nie miał dogodnej sytuacji do zdobycia gola. Po zmianie stron Polak też grał słabo, a jego zespół przegrał 1:3.

    Po meczu Robert Lewandowski zabrał głos w rozmowie z Canal+Sport.

    – To był szalony mecz. Patrząc na dwumecz, to jesteśmy w półfinale i to jest najważniejsze. Sami stworzyliśmy sobie dziś trochę niepewności, nerwówki. Za łatwo Borussia stwarzała sytuacje, przechodziła do kontrataków – przyznał polski napastnik.

    Skąd taka niepewność w grze FC Barcelony – dopytywał dziennikarz Tomasz Ćwiąkała.

    – W środku boiska brakowało nam kontroli, popełniliśmy dużo błędów, strat, a rywale się nakręcali, łatwo stwarzali okazje. Wiele czynników nie funkcjonowało, tak jak powinno. To mecz do prawdziwej analizy, jak nie grać w następnych spotkaniach. Może przyda się lekki prysznic, może się czegoś nauczymy – dodał Lewandowski.

    Czy siedział mu w głowie setny gol w barwach FC Barcelony – dopytywał dziennikarz.

    – Na pewno jest to mój cel i może do trzech razy sztuka, bo dwa razy się nie udało. Mam nadzieję, że to się szybko wydarzy – odpowiedział Polak.

    Robert Lewandowski w tym sezonie Ligi Mistrzów zdobył 11 bramek i zajmuje trzecie miejsce wśród najlepszych strzelców. Ma jednego gola mniej od swojego klubowego kolegi – Brazylijczyka Raphinhy i dwa od lidera – Serhou Guirassy’ego (Borussia Dortmund).

    FC  Barcelona w półfinale Ligi Mistrzów zmierzy się ze zwycięzcą starcia: Inter Mediolan – Bayern Monachium. W pierwszym pojedynku Inter wygrał w Monachium 2:1. Rewanż odbędzie się w środę, 16 kwietnia o godz. 21).

    Drużyna Hansiego Flicka teraz wróci do rozgrywek ligowych. W sobotę zmierzy się przed własną publicznością z siódmą drużyną tabeli – Celtą Vigo. Początek spotkania o godz. 16.15, relacja na żywo na Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

  • Trenowała z Rosjanką. Ukraińcy atakują Igę Świątek

    Trenowała z Rosjanką. Ukraińcy atakują Igę Świątek

    Trenowała z Rosjanką. Ukraińcy atakują Igę Świątek

    Tuż przed rozpoczęciem turnieju rangi WTA 500 w Stuttgarcie Iga Świątek trenowała z Mirrą Andriejewą. Spotkało się to z ostrą krytyką ukraińskiego serwisu sport24.ua.

     

    Turniej WTA w Stuttgarcie rozpoczął się w poniedziałek 14 kwietnia. Wcześniej Iga Świątek odbyła trening z 18-letnią Mirra Andriejewą. Nagrania z ich wspólnych zajęć obiegły media społecznościowe.

     

    Fakt ten bardzo nie spodobał się redaktorowi serwisu sport24.ua. “Świątek skompromitowała się wspólnym treningiem z Rosjanką, dla którego zrezygnowała z meczu przeciwko Ukrainie. Iga Świątek nadal zaskakuje bliskimi relacjami z przedstawicielkami krajów-agresorów”- napisano we wstępie krótkiego artykułu.

     

    Jego autor nawiązał do decyzji Świątek z początku kwietnia. Wiceliderka rankingu WTA poinformowała, że rezygnuje z gry w kwalifikacyjnych turnieju do Pucharu Billie Jean King 2025, który odbył się w Radomiu. “Teraz przyszedł czas na więcej balansu, skupienie się na sobie i swoich treningach. Trzymam kciuki za dziewczyny i za cały zespół” – przekazała.

     

    Przypomnijmy, że Polki w meczu decydującym o awansie do turnieju finałowego zmierzyły się z Ukrainkami. Nasza reprezentacja przegrała to spotkanie 0:3. Dodajmy, że w Radomiu nie wystartowały również Magdalena Fręch, a Linette wycofała się z meczu z Ukrainą.

     

    Na tym nie kończą się zarzuty sport24.ua. Ukraiński serwis ma również pretensje do Świątek z powodu jej rzekomo bliskich relacji z Aryną Sabalenką. “Druga rakieta świata znana jest ze swojej przyjaźni z Aryną Sabalenką, z którą często trenuje. Tym razem Białorusinkę zastąpiła 17-letnia Rosjanka Mirra Andriejewa” – czytamy.

     

    Tak nieprzychylna reakcja na trening Świątek z Andriejewą to wynik trwającej od ponad trzech lat zbrodniczej inwazji wojsk rosyjskich na terytorium Ukrainy. W przeszłości wiceliderka rankingu WTA wielokrotnie solidaryzowała się z zaatakowanym krajem, występując ze wstążką w jego barwach. O tym jednak w artykule sport24.ua. nie wspomniano ani słowem.

     

    Dodajmy, że Świątek swój pierwszy mecz w Stuttgarcie rozegra w środę 16 kwietnia. Jej przeciwniczką będzie Jana Fett. Spotkanie ma rozpocząć się o godz. 17:00 na korcie centralnym.

  • Dla miłości zrezygnowała z kariery. Po kilku latach wróciła z przytupem

    Dla miłości zrezygnowała z kariery. Po kilku latach wróciła z przytupem

    Dla miłości zrezygnowała z kariery. Po kilku latach wróciła z przytupe

    Anna Kurek kilka lat temu zakończyła sportową karierę. Zarówno ona, jak i jej ukochany, nie wyobrażali sobie bowiem związku na odległość. Kilka miesięcy temu żona Bartosza Kurka niespodziewanie wróciła na siatkarski parkiet. Jej zespół NTSK PANS Komunalnik Nysa właśnie awansował do I ligi. “Jestem szczęśliwa, że mogłam znowu poczuć te wszystkie boiskowe emocje, za którymi tak tęskniłam” — wyznała Anna Kurek na Instagramie. Siatkarka cały czas mogła liczyć na wsparcie męża.

    Anna Kurek (wtedy jeszcze Grejman) w listopadzie 2018 r. rozwiązała kontrakt z Chemikiem Police i potem przez kilka lat nie grała zawodowo w siatkówkę. Sportsmenka dla miłości zrezygnowała z kariery.

    — To była nasza wspólna decyzja, która ją bardzo dużo kosztowała i myślę, że dalej kosztuje, ciężko jest coś takiego przerobić w swojej głowie ot tak. W sekundę przełączyć się z trybu profesjonalnej siatkarki na rodzinę. Taką decyzję musieliśmy podjąć, bo takimi jesteśmy osobami […] — tłumaczył Bartosz Kurek w podcaście Żurnalisty.

    Siatkarz reprezentacji Polski wyznał wówczas, że na ich decyzję miały wpływ kwestie finansowe. — Niestety, ale wygrał rachunek ekonomiczny. To jest brutalne, ale po prostu mój kontrakt był wyższy i tyle. Jeżeli moja żona zarabiałaby więcej, to ja już bym nie grał w siatkówkę, bo też nie wyobrażałem sobie, żebyśmy byli osobno. Są rzeczy ważniejsze niż sport, niż siatkówka — oznajmił.

    Bartosz Kurek w 2019 r. trafił do włoskiej ligi, a w 2020 r. przeniósł się do japońskiego Wolf Dogs Nagoya. W zeszłym roku wrócił do Polski i podpisał kontrakt z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Anna Kurek podjęła wówczas decyzję o wznowieniu sportowej kariery. We wrześniu dołączyła do ekipy NTSK PANS Komunalnik Nysa.

    Anna Kurek niedawno wróciła do gry w siatkówkę. Jej drużyna awansowała do I ligi
    W miniony weekend Anna Kurek wraz ze swoim zespołem awansowała do I ligi. Wszystkie mecze rozegrane w sezonie 2024/25 zakończyły się wygraną ekipy z Nysy.

    “KONIEC! 24 mecze/24 wygrane. Podsumowując: wygrałyśmy wszystko, co się dało. Z taką drużyną nie mogło być inaczej. Ogrom pracy, jeszcze więcej zabawy. Żartuję, głównie praca, czasem trochę zabawy. Jestem mega wdzięczna i szczęśliwa, że mogłam znowu poczuć te wszystkie boiskowe emocje, za którymi tak tęskniłam” — napisała na Instagramie, publikując kilka ujęć z turnieju finałowego o awans do I ligi. Na pierwszym slajdzie zamieściła zdjęcie z mężem.

    Dodajmy, że Anna Kurek została wybrana najlepszą przyjmującą turnieju finałowego, a także MVP (najlepszą zawodniczką) pierwszego meczu.

    “To jest naprawdę inspirująca historia. Szacun”, “Super patrzeć na to, jak znów cieszysz się siatkówką!”, “Serdeczne gratulacje! Nie było widać żadnej przerwy!” — pisali internauci w komentarzach. “Pięknie Ania, gratulacje! Zostań przy sporcie, widać, że sprawia ci to ogrom radości” — zareagowała Aleksandra Nowakowska, żona Piotra Nowakowskiego. Bartosz Kurek w komentarzu zamieścił emotkę przedstawiającą księżniczkę.

    Wcześniej Anna Kurek zamieściła filmik, który opatrzyła komentarzem: “Kończysz z siatkówką, po 6 latach mimo wielu wątpliwości postanawiasz wrócić do gry i na koniec zgarniasz złoto”. “I to się nazywa powrót! Gratulacje!”, “I to powrót w pięknym stylu”, “Topowy występ” — zachwycali się internauci. “Powrót w stylu Szczęsnego” — podsumowała jedna z fanek (Wojciech Szczęsny kilka miesięcy temu ogłosił zakończenie kariery, a chwilę później zmienił decyzję i dziś zachwyca w bramce FC Barcelona).

  • Za 2 dni mecz Świątek, a tu taki komunikat od jej trenera. Fissette nadaje prosto ze Stuttgartu

    Za 2 dni mecz Świątek, a tu taki komunikat od jej trenera. Fissette nadaje prosto ze Stuttgartu

    Za 2 dni mecz Świątek, a tu taki komunikat od jej trenera. Fissette nadaje prosto ze Stuttgartu

    Po turnieju w Miami i po rezygnacji z Billie Jean King Cup Iga Świątek miała trochę czasu i na trening i na odpoczynek. Mogła m.in. przyjechać do Polski i odwiedzić swój dom w Raszynie. W tym czasie jej trener prowadził belgijską reprezentację w meczach z Grecją, Węgrami oraz Francją. I to z sukcesami. Teraz, na krótko przed pierwszym spotkaniem wiceliderki rankingu WTA w zawodach w Stuttgarcie, Wim Fissette nadał komunikat prosto z Niemiec.

    Po sensacyjnej porażce z Alexandrą Ealą w ćwierćfinale Miami Open Iga Świątek podjęła trudną decyzję. Postanowiła wycofać swój udział w ważnych drużynowych rozgrywkach. “Wiem, że nie jest to informacja, której chcieli kibice, szczególnie polscy, niemniej to decyzja słuszna dla mnie na ten moment. Nie zagram w turnieju eliminacyjnym Billie Jean King Cup, który odbędzie się w Radomiu” – poinformowała w mediach społecznościowych.

    Zawsze z dumą reprezentuję Polskę. W zeszłym roku zagrałam dla kraju wszystko, co było do zagrania. Jestem niezwykle dumna z historycznych drużynowych sukcesów – półfinału BJKC oraz finału UC

    ~ – dodała.

    Na kortach BJK Cup pojawił się za to jej trener. Wim Fissette jest kapitanem belgijskiej reprezentacji i poprowadził ją w pojedynkach w trzech ważnych starciach. Najpierw jego kadra wygrała z Grecją (3:0), później z Węgrami (2:1), a następnie w ćwierćfinale pokonała Francję (2:0). To dość nieoczekiwany, acz upragniony sukces. “Niewiarygodne! Belgia odprawia z kwitkiem Grecję i Węgry, a teraz potężną Francję. Przeszliśmy do listopadowych play-offów – co za podróż, co za drużyna!” – celebrowano we wpisie w mediach społecznościowych.

     

    Na opublikowanych przez Belgów zdjęciach widać m.in. Fissette’a, który cieszył się z całą drużyną. Nie miał jednak zbyt wiele czasu na świętowanie. Wkrótce po zakończeniu tego etapu turnieju wsiadł w samolot i obrał kierunek na Niemcy.

    Wim Fissette już przy boku Igi Świątek. Opublikował zdjęcie ze Stuttgartu

    Przez chwilę Iga Świątek była niejako zmuszona do przygotowywania się do turnieju w Stuttgarcie bez trenera. Do teraz. Jak się okazuje, Wim Fissette dotarł już do Niemiec. Zakomunikował to osobiście, publikując w mediach społecznościowych znaczącą fotografię. Wykonana została przy kortach Porsche Tennis Grand Prix.

    Być może właśnie w Stuttgarcie nastąpi długo oczekiwany przez kibiców przełom i Świątek wygra pierwszy turniej pod wodzę Belga. Jest na to spora szansa, wszak Polka czuje się tam fantastycznie, co udowodniła, zwyciężając w Niemczech dwukrotnie – w 2022 i 2023 roku. Dzięki temu zgarnęła trofeum, zdobyła punkty do rankingu WTA i wygrała samochody od sponsora tytularnego. Jedno z aut podarowała tacie.

    “Auto będzie dla taty. On wybierze kolor. Rozważa granatowy, ja mu mówię, że to trochę zbyt nudny, żeby zaszalał, bo może nie mieć już takiej okazji, więc trzeba korzystać teraz. Zobaczymy” – mówiła przed dwoma laty w rozmowie z Canal+Sport.

    Pierwszy mecz w bieżącej edycji WTA Stuttgart Iga rozegra w środę 16 kwietnia. Do starcia podejdzie na świeżo, bowiem przerwę między turniejami wykorzystała i na trening i na odpoczynek. Jak zdradziła Daria Sulgostowska w i.pl, Świątek znalazła chwilę, by odwiedzić swój dom w Raszynie. PR managerka potwierdziła również, że do zawodów w Niemczech wiceliderka rankingu WTA przystąpi z trenerem u boku. Nie wiadomo natomiast, czy w boksie dla teamu znajdzie się psycholog Daria Abramowicz, która wspierała reprezentację Polski na Billie Jean King Cup.

    “Na ten moment nie mogę udzielić informacji, kiedy dołączy do sztabu Igi. Pragnę natomiast uspokoić, że nic złego się nie dzieje. Są turnieje z udziałem Igi, w których pani Daria Abramowicz nie uczestniczy” – podsumowała Sulgostowska.

     

  • Pegula powiedziała, w czym jest lepsza od Świątek. “W porównaniu do Igi…”

    Pegula powiedziała, w czym jest lepsza od Świątek. “W porównaniu do Igi…”

    Pegula powiedziała, w czym jest lepsza od Świątek. “W porównaniu do Igi…”

    – Myślę, że to jest w pewnym sensie siła sama w sobie. Więc jestem z tego bardzo dumna – tak o swoim największym tenisowym atucie mówiła Jessica Pegula. Tuż przed startem turnieju w Stuttgarcie Amerykanka wskazała, w czym ma przewagę nad Igą Świątek i Aryną Sabalenką. Okazuje się, że znalazła jedną taką cechę. – Kiedy byłam młodsza, nie było to moją mocną stroną – wyznała.

     

    Jessica Pegula ma za sobą bardzo udane tygodnie. Najpierw wystąpiła w finale w Miami, gdzie pokonała ją dopiero Aryna Sabalenka. Później pojechała na turniej do Charleston, gdzie odniosła końcowe zwycięstwo. Wcześniej zaś wygrała zawody w Austin i doszła do finału w Adelaidzie. Dzięki temu wyprzedziła swoją rodaczkę Coco Gauff i w rankingu WTA awansowała na trzecie miejsce. Teraz będzie jedną z głównych faworytek w turnieju w Stuttgarcie. Przed swoim startem Amerykanka wystąpiła na spotkaniu z dziennikarzami.

     

    Zaskakujące słowa Peguli tuż po zwycięstwie. “Zawsze się bałam”

    Choć Pegula nigdy nie odnosiła spektakularnych zwycięstw (ani razu nie wygrała turnieju Wielkiego Szlema), od czerwca 2022 r. cały czas utrzymuje się w czołowej dziesiątce rankingu WTA. Jak przyznała, sama nie spodziewała się takiej regularności. – Zawsze wierzyłam w swoją grę, ale zawsze się bałam. Bardzo trudno jest, gdy trzeba potwierdzać swoje wyniki tydzień po tygodniu i czuć się jak elitarna zawodniczka. Myślałam, że będę miała mały kryzys, że w kolejnym roku nie osiągnę już takich wyników. Zaskoczyłam samą siebie – mówiła, cytowana przez puntodebreak.com.

     

    Przyznała również, że w trakcie kariery pomogło jej szczęście. Nie spodziewała się bowiem, że tak długo będzie grać na najwyższym poziomie. – Zawsze wierzyłam, że mogę to robić, ale nigdy nie sądziłem, że będę w stanie robić to regularnie. Kiedy byłam młodsza, nie było to moją mocną stroną. Nie wiem, jak mi się to udało. Może jestem po prostu tak wyluzowana, a może to kwestia mojego nastawienia, to po prostu przyszło naturalnie – wyznała Pegula.

     

    W tym Pegula jest lepsza od Świątek i Sabalenki? “Moja mocna strona”

    Na koniec wskazała jedną rzecz, w której ma przewagę nad Aryną Sabalenką i Iga Świątek. – W porównaniu do Aryny i Igi uważam, że moją mocną stroną jest konsekwencja. Mimo że nie wygrałam jeszcze Wielkiego Szlema, cieszę się, że osiągam dobre wyniki tydzień po tygodniu. Myślę, że to jest w pewnym sensie siła sama w sobie. Więc jestem z tego bardzo dumna – dodała.

     

    Turniej WTA 500 w Stuttgarcie Pegula rozpocznie od drugiej rundy i od razu może trafić na… Magdalenę Fręch. Polka o awans i możliwość starcia z trzecią rakietą świata zagra w środę. Jej rywalką będzie Włoszka Sara Errani.

  • Kosmiczny wynik Anity Włodarczyk w Dosze. Ponad 80 metrów, przerzuciła rzutnię

    Kosmiczny wynik Anity Włodarczyk w Dosze. Ponad 80 metrów, przerzuciła rzutnię

    Kosmiczny wynik Anity Włodarczyk w Dosze. Ponad 80 metrów, przerzuciła rzutni

     

    Anita Włodarczyk przygotowuje się do najważniejszej imprezy w sezonie, jaką będą wrześniowe mistrzostwa świata w Tokio. Trzykrotna mistrzyni olimpijska obecnie trenuje w Dosze, czym zresztą pochwaliła się w mediach społecznościowych. I zamieściła nagranie jednego z treningów, na którym odnotowała kapitalny wynik. Rzucony przez nią młot lądował poza obszarem rzutni, a Polka może pochwalić się nowym, choć nieoficjalnym, najlepszym wynikiem w sezonie.

     

    Anita Włodarczyk przed rokiem w Rzymie rzutem na 72,92 m wywalczyła wicemistrzostwo Europy – Polka uplasowała się wówczas za Sarą Fantini. Trzykrotna mistrzyni olimpijska jeszcze dalej rzuciła w Paryżu, ale wówczas odległość 74,23 dała jej “tylko” czwarte miejsce, przy czym była najlepsza spośród reprezentantek Starego Kontynentu.Teraz przed utytułowaną zawodniczką kolejne wyzwania, a imprezą docelową w 2025 roku będą wrześniowe mistrzostwa świata w Tokio. Polka rozpoczęła już przygotowania, w lutym trenowała RPA, później udała się na obóz do Kataru, w międzyczasie odbyła też wizytę w Seulu, gdzie towarzyszyła jej Natalia Partyka. Do Dohy wróciła w kwietniu, gdzie znajduje czas nie tylko na intensywne treningi, ale też na drobne przyjemności.

     

    “Odpoczynek to jest rzecz, której nie tylko można, ale i trzeba się nauczyć. To nie jest wrodzona umiejętność. Żeby odpoczynek był efektywny i kompletny, muszą odpoczywać ciało i umysł. Będąc na zgrupowaniach w Katarze jednym z miejsc, w których uwielbiam odpoczywać w dniu wolnym od treningów jest pustynia, na której ładuję baterie z przyjaciółmi, przy grillu na kolejne dni treningów” – informowała we wpisie z 12 kwietnia.

     

    Anita Włodarczyk z najlepszym wynikiem w sezonie

     

    Czas spędzony z przyjaciółmi najwyraźniej dobrze podziałał na Włodarczyk, ponieważ ta błysnęła podczas jednego z treningów. Jak przekazała na Instagramie, w sesji, podczas której używała ważącego 3 kg młota (podczas oficjalnych zawodów używa się młota ważącego o kilogram więcej) ustanowiła swój najlepszy wynik w sezonie, który wynosi teraz 84,10 m. Przypomnijmy, że 4-kilogramowym młotem Włodarczyk w 2016 roku ustanowiła rekord świata, który obowiązuje do dziś – wówczas Polka zachwyciła lekkoatletyczny świat wynikiem 82, 98 m.

     

    I faktycznie, na nagraniu zamieszczonym przez trzykrotną mistrzynię olimpijską widać, że rzucony przez nią młot wylądował już poza rzutnią, nieopodal drugiego koła do rzutu młotem.

     

    “Ulala! Widzę, że Mistrzyni się rozkręca” – napisała w komentarzu dziennikarka Anita Werner. “Małymi krokami do przodu. Mistrzostwa Świata we wrześniu coraz bliżej” – odpisała jej Włodarczyk.