Category: Tennis

  • Wieszczą hit ze Świątek, a tu taka wiadomość. Bolesna porażka Ostapenko w Stuttgarcie

    Wieszczą hit ze Świątek, a tu taka wiadomość. Bolesna porażka Ostapenko w Stuttgarcie

    Wieszczą hit ze Świątek, a tu taka wiadomość. Bolesna porażka Ostapenko w Stuttgarcie

    Zaraz po losowaniu drabinki WTA 500 w Stuttgarcie stało się jasne, że Iga Światek i Jelena Ostapenko mogą się ze sobą zmierzyć w ćwierćfinale turnieju. Polka wywiązała się dzisiaj ze swojego zadania i zameldowała się najlepszej “8”, pokonując Janę Fett. Jutro o ten awans powalczy Łotyszka w starciu z Emmą Navarro. Mimo to zmora naszej tenisistki pojawiła się dzisiaj na korcie, tyle że w rywalizacji deblistek. I odniosła bolesną porażkę. Prowadzenie 8-3 w super tie-breaku nie wystarczyło do zwycięstwa.

     

    Gdy tylko Jelena Ostapenko znajduje się blisko nazwiska Igi Świątek w turniejowej drabince, od razu pojawia się pytanie wśród fanów, w której rundzie zmagań mogą się potencjalnie ze sobą spotkać. Nic dziwnego, że Łotyszka tak elektryzuje kibiców, bowiem posiada znakomity bilans 5-0 w bezpośrednich starciach z Polką. Po losowaniu WTA 500 w Stuttgarcie okazało się, że obie mogą na siebie trafić w ewentualnym ćwierćfinale.

     

    Dzisiaj raszynianka zapewniła sobie awans do najlepszej “8”, pokonując Janę Fett 6:2, 6:2. Jesteśmy już zatem o zaledwie krok od szóstego singlowego pojedynku Świątek z Ostapenko. Aby to się dokonało, mistrzyni Roland Garros 2017 musi pokonać w czwartek Emmę Navarro. Zanim Iga zakończyła swoje środowe starcie z Chorwatką, swój mecz, tyle że w deblu, rozegrała właśnie Jelena. W duecie z Dajaną Jastremską walczyły o awans do półfinału. Ich przeciwniczkami były Timea Babos i Luisa Stefani. Batalia dostarczyła mnóstwo emocji i zaskakujących zwrotów akcji.

     

    WTA Stuttgart: Jelena Ostapenko odpadła z deblowej rywalizacji. Niesamowite zwroty akcji

     

    Początek spotkania przyniósł dominację ze strony duetu Babos/Stefani. Przełamanie na starcie, potem obrona dwóch break pointów i prowadzenie 2:0. W następnych minutach Węgierka i Brazylijka zdołały jeszcze powiększyć przewagę do czterech “oczek”. Wtedy rozpoczął się powrót ze strony Ostapenko i Jastremskiej. Z 0:4 doprowadziły do 4:4. W trakcie dziewiątego gema prowadziły 30-15 przy swoim serwisie, ale dały się przełamać. Rywalki podawały po zwycięstwo w partii, miały dwa setbole. Ale rywalizacja ciągle trwała. Festiwal breaków był kontynuowany aż do tie-breaka. W trakcie dwunastego rozdania pojawiła się jeszcze jedna piłka setowa dla Timei i Luisy. Ostatecznie triumfowały jednak dopiero po dodatkowej rozgrywce – 7:6(1).

     

    Początek drugiej odsłony wyglądał bardzo podobnie do pierwszej. Babos i Stefani wywalczyły przełamanie w drugim gemie, a później obroniły dwa break pointy i podwyższyły prowadzenie do stanu 3:0. Podczas następnego rozdania miały okazję na cztery “oczka” przewagi, ale decydujący punkt trafił na konto przeciwniczek. Mimo niewykorzystanej szansy Węgierka i Brazylijka przez długi czas kontrolowały sytuację, w pewnym momencie prowadziły już 5:2. Wtedy rozpoczął się powrót ze strony Jeleny i Dajany. W dziesiątym gemie obroniły dwa meczbole i doprowadziły do wyrównania. Potem poszły za ciosem i zakończyły partię zwycięstwem 7:5, wygrywając w sumie pięć gemów z rzędu.

     

    Rozpędzone po udanej końcówce drugiej odsłony zawodniczki, dominowały na początku super tie-breaka. Ostapenko i Jastremska zgarnęły cztery akcje na starcie. Później rywalki złapały kontakt, zrobiło się już tylko 4-3 dla łotysko-ukraińskiego duetu. Następne minuty należały jednak to Jeleny i Dajany. W pewnym momencie prowadziły już 8-3. To nie był jednak koniec emocji. Niespodziewanie przeciwniczki odrobiły straty i jako pierwsze wywalczyły sobie meczbola w decydującej rozgrywce. Wówczas Ostapenko i Jastremska wyrównały jeszcze na 9-9, ale ostatnie dwie akcje należały do Babos i Stefani. Ostatecznie węgiersko-brazylijska para zwyciężyła 7:6(1), 5:7, 11-9.

     

    Tym samym Łotyszka zanotowała bolesną porażkę przed jutrzejszą rywalizacją o ćwierćfinał w singlu. Na dodatek spędziła na korcie ponad dwie godziny. Zobaczymy, jak to wpłynie na jej rywalizację z Emmą Navarro. Spotkanie Ostapenko z Amerykanką zamknie czwartkowe zmagania na korcie centralnym w Stuttgarcie. O tym, z kim Iga Świątek zagra o półfinał, przekonamysię późną porą.

     

  • Niespodziewany koniec meczu, Iga Świątek się nie doczeka. Krew na twarzy i apel

    Niespodziewany koniec meczu, Iga Świątek się nie doczeka. Krew na twarzy i apel

    Niespodziewany koniec meczu, Iga Świątek się nie doczeka. Krew na twarzy i apel

    Do tego roku Iga Świątek w profesjonalnym tenisie miała rozegrany tylko jeden mecz z Ukrainką Dajaną Jastremską. I nie wspominała go najlepiej, bo podczas Fed Cup w 2019 roku Polka przegrała z Ukrainką w dwóch setach. W ostatnich tygodniach nasza gwiazda wzięła srogi rewanż, dwukrotnie pokonując 24-latkę z Odessy. Podczas trwającego turnieju w Stuttgarcie obie sportsmenki znów mogły wpaść na siebie, ale 46. tenisistka świata jest już poza burtą. Po porażce z Jeleną Ostapenko zareagowała bardzo ostro.

     

    Na przestrzeni lutego i marca Dajana Jastremska dwa razy przekonała się, jak wiele brakuje jej jeszcze do byłej liderki światowego rankingu, Igi Świątek. Polka i Ukrainka wpadły na siebie na tej samej fazie turniejów, w trzeciej rundzie, najpierw w Dubaju, a następnie w Indian Wells.

     

    Jastremska bardziej postawiła się na Bliskim Wschodzie, gdzie zmusiła Polkę do dużego wysiłku w pierwszym secie. W kolejnym przegrała jednak do zera. Niespełna trzy tygodnie później poszło jej dużo gorzej, na twardych kortach w Kalifornii “urwała” Świątek zaledwie dwa gemy i ponownie, w dwóch setach, znalazła się na aucie.

     

    Jastremska nie dla Świątek. Ukrainka uniosła się złością. “Nie piszcie głupot”

    Jastremska miała szansę, by na rewanż zapracować sobie w trwającym turnieju rangi WTA 500 w Stuttgarcie, w którym Iga Świątek czuje się jak ryba w wodzie. Chcieć a móc to jednak dwie odrębne kwestie i Ukrainka ekspresowo znalazła się za burtą. Przy okazji historia jest tu o tyle ciekawa, że najpierw zeszła z kortu pokonana przez Łotyszkę Jelenę Ostapenko, a na drugi dzień, w parze z… Ostapenko, stoczyła deblowy bój o awans do półfinału. Przegrany, lecz zaciekły, a ich przeciwniczkami były Timea Babos i Luisa Stefani.

     

  • Niemcy “znienawidzą” Paolini! Znowu to zrobiła w Stuttgarcie

    Niemcy “znienawidzą” Paolini! Znowu to zrobiła w Stuttgarcie

    Niemcy “znienawidzą” Paolini! Znowu to zrobiła w Stuttgarci

     

    Choć przed nami Wielkanoc, a nie Boże Narodzenie, to Jasmine Paolini niczym prawdziwy Grinch psuje Niemcom zabawę w Stuttgarcie. Włoszka wyeliminowała już drugą reprezentantkę gospodarzy, pokonując w 1/8 finału Jule Niemeier 6:1, 7:5. Włoszka teoretycznie w ćwierćfinale może trafić na kolejną Niemkę, choć byłaby do tego potrzebna potężna niespodzianka.

     

    Jasmine Paolini rozpoczęła turniej w Stuttgarcie w iście piorunującym stylu. W I rundzie natrafiła na rewelację z Australian Open, czyli Niemkę Evę Lys, która mogła zagrać w tym turnieju dzięki dzikiej karcie. Tym razem obyło się bez sensacji i Paolini wręcz rozjechała przeciwniczkę 6:2, 6:1 w zaledwie 65 minut. W 1/8 finału musiała być świadoma, że publika znów nie będzie po jej stronie, gdyż na jej drodze znów stanęła Niemka.

     

    Paolini ograła jedną Niemkę, teraz polowała na drugą

    Tym razem mowa o Jule Niemeier. W I rundzie udało jej się w trzech setach ograć Laurę Siegemund i było to jej pierwsze zwycięstwo w drabince głównej turnieju WTA od Australian Open (w I rundzie pokonała Maję Chwalińską). Nawet bez patrzenia na formę obu zawodniczek, murowaną faworytką i tak była Paolini, która wygrywała też ich dwa dotychczasowe starcia (w Cluj-Napoce i w Parmie w 2022 roku).

     

    Pierwszy set mocno sugerował, że tutaj nie będzie żadnej niespodzianki. Niemeier wygrała swego pierwszego gema serwisowego, jednak był to jej jedyny zwycięski gem w tej partii. Pozostałe sześć zgarnęła dobrze dysponowana Paolini, która nie pozwoliła przeciwniczce nawet na breakpointa. Cały set potrwał tylko 26 minut i można się było zastanawiać, czy Włoszka rozprawi się z Niemeier jeszcze szybciej niż z Lys.

     

    Niemeier walczyła, ale różnica jakości była nie do przeskoczenia

    Starsza z Niemiek nie poddała się jednak tak łatwo. Drugi set trwał ponad dwa razy dłużej od pierwszego, a to dlatego, że tym razem Niemeier nie podłamała się szybko utraconym podaniem (już w gemie otwarcia). Dość szybko odrobiła straty, a gdy dała się przełamać ponownie na 3:4, znów ekspresowo odrobiła straty. Reprezentantka gospodarzy mogła nawet wygrać seta, bo przy stanie 5:4 miała setbola. Zmarnowała go jednak, a kara była nieunikniona.

     

    Paolini w kolejnym gemie wykorzystała drugiego breakpointa, a serwując na mecz, nie spanikowała przy wyniku 40:40 i z zimną krwią dopełniła formalności, wygrywając cały mecz 6:1, 7:5. Wyeliminowała tym samym już drugą Niemkę z turnieju w Stuttgarcie i staje się przekleństwem miejscowych kibiców. Co ciekawe, może mieć okazję zrobić to samo po raz trzeci, bo w ćwierćfinale również może zmierzyć się z reprezentantką gospodarzy. Jednak do tego potrzeba wielkiej sensacji, jako że Ella Seidel (124. WTA) musiałaby ograć Amerykankę Coco Gauff.

  • Niemcy “znienawidzą” Paolini! Znowu to zrobiła w Stuttgarcie

    Niemcy “znienawidzą” Paolini! Znowu to zrobiła w Stuttgarcie

    Niemcy “znienawidzą” Paolini! Znowu to zrobiła w Stuttgarcie

    Choć przed nami Wielkanoc, a nie Boże Narodzenie, to Jasmine Paolini niczym prawdziwy Grinch psuje Niemcom zabawę w Stuttgarcie. Włoszka wyeliminowała już drugą reprezentantkę gospodarzy, pokonując w 1/8 finału Jule Niemeier 6:1, 7:5. Włoszka teoretycznie w ćwierćfinale może trafić na kolejną Niemkę, choć byłaby do tego potrzebna potężna niespodzianka.

     

    Jasmine Paolini rozpoczęła turniej w Stuttgarcie w iście piorunującym stylu. W I rundzie natrafiła na rewelację z Australian Open, czyli Niemkę Evę Lys, która mogła zagrać w tym turnieju dzięki dzikiej karcie. Tym razem obyło się bez sensacji i Paolini wręcz rozjechała przeciwniczkę 6:2, 6:1 w zaledwie 65 minut. W 1/8 finału musiała być świadoma, że publika znów nie będzie po jej stronie, gdyż na jej drodze znów stanęła Niemka.

     

    Paolini ograła jedną Niemkę, teraz polowała na drugą

    https://x.com/WTA/status/1912861259197784560

    Tym razem mowa o Jule Niemeier. W I rundzie udało jej się w trzech setach ograć Laurę Siegemund i było to jej pierwsze zwycięstwo w drabince głównej turnieju WTA od Australian Open (w I rundzie pokonała Maję Chwalińską). Nawet bez patrzenia na formę obu zawodniczek, murowaną faworytką i tak była Paolini, która wygrywała też ich dwa dotychczasowe starcia (w Cluj-Napoce i w Parmie w 2022 roku).

     

    Pierwszy set mocno sugerował, że tutaj nie będzie żadnej niespodzianki. Niemeier wygrała swego pierwszego gema serwisowego, jednak był to jej jedyny zwycięski gem w tej partii. Pozostałe sześć zgarnęła dobrze dysponowana Paolini, która nie pozwoliła przeciwniczce nawet na breakpointa. Cały set potrwał tylko 26 minut i można się było zastanawiać, czy Włoszka rozprawi się z Niemeier jeszcze szybciej niż z Lys.

     

    Niemeier walczyła, ale różnica jakości była nie do przeskoczenia

     

    Starsza z Niemiek nie poddała się jednak tak łatwo. Drugi set trwał ponad dwa razy dłużej od pierwszego, a to dlatego, że tym razem Niemeier nie podłamała się szybko utraconym podaniem (już w gemie otwarcia). Dość szybko odrobiła straty, a gdy dała się przełamać ponownie na 3:4, znów ekspresowo odrobiła straty. Reprezentantka gospodarzy mogła nawet wygrać seta, bo przy stanie 5:4 miała setbola. Zmarnowała go jednak, a kara była nieunikniona.

     

    Paolini w kolejnym gemie wykorzystała drugiego breakpointa, a serwując na mecz, nie spanikowała przy wyniku 40:40 i z zimną krwią dopełniła formalności, wygrywając cały mecz 6:1, 7:5. Wyeliminowała tym samym już drugą Niemkę z turnieju w Stuttgarcie i staje się przekleństwem miejscowych kibiców. Co ciekawe, może mieć okazję zrobić to samo po raz trzeci, bo w ćwierćfinale również może zmierzyć się z reprezentantką gospodarzy. Jednak do tego potrzeba wielkiej sensacji, jako że Ella Seidel (124. WTA) musiałaby ograć Amerykankę Coco Gauff.

     

  • Wszystkie oczy na Lewandowskiego i Flicka. W Niemczech wrze przed finałem LM

    Wszystkie oczy na Lewandowskiego i Flicka. W Niemczech wrze przed finałem LM

    Wszystkie oczy na Lewandowskiego i Flicka. W Niemczech wrze przed finałem L

     

    FC Barcelona pierwszy raz od 2019 roku awansowała do półfinału Ligi Mistrzów i wreszcie ma szansę na triumf w prestiżowych rozgrywkach. Ewentualne dotarcie do finału byłoby z kolei wielkim momentem Roberta Lewandowskiego i Hansiego Flicka. Niemieckie media twierdzą, że napastnik i trener Barcelony mają wspólny cel – Monachium.

     

    FC Barcelona przegrała 1:3 z Borussią Dortmund, ale wygrała 5:3 w dwumeczu i awansowała do półfinału Ligi Mistrzów. Na tym etapie rozgrywek Katalończyków nie było od 2019 roku, a w finale nie grali od 2015 roku, kiedy to wygrali puchar. Teraz na ich drodze stanie Inter Mediolan, czyli finalista z 2023 roku i również bardzo silny zespół.

     

    Niemcy wskazują cel Roberta Lewandowskiego i Hansiego Flicka w Lidze Mistrzów

    Portal tz.de przed po ćwierćfinałach Ligi Mistrzów pisze wprost: “Flick i Lewandowski skupiają się na Monachium”. Chodzi oczywiście o to, że polski napastnik i niemiecki szkoleniowiec chcą zagrać w finale rozgrywek, który odbędzie się na Allianz Arenie w Monachium, czyli stadionie Bayernu Monachium, z którym obaj mają kapitalne wspomnienia.

     

    Razem wygrali z tym klubem Ligę Mistrzów w sezonie 2019/20, a także dwukrotnie triumfowali w Bundeslidze, wygrali Superpuchar UEFA i Klubowe Mistrzostwo Świata. Teraz mogą powtórzyć sukces w najważniejszych europejskich rozgrywkach i dokonać tego właśnie na stadionie klubu, w którym przeżywali piękne chwile.

     

    “Oczy Katalończyków zwrócone są już na Monachium” – piszą Niemcy, chociaż oczywiście przejść trzeba będzie jeszcze Inter Mediolan. Włosi z rozgrywek wyeliminowali Bayern po wygranej 4:3 w dwumeczu. Gdyby to Bawarczycy awansowali do półfinału, to Lewandowski i Flick nie tylko mogliby zagrać w finale w Monachium, ale wcześniej musieliby wyeliminować swój były klub. Nie będzie jednak takiej potrzeby.

     

  • Andriejewa rozbita w Stuttgarcie. Koniec marzeń Rosjanki, nie zagra ze ŚwiątekAndrzej Grupa

    Andriejewa rozbita w Stuttgarcie. Koniec marzeń Rosjanki, nie zagra ze ŚwiątekAndrzej Grupa

    Andriejewa rozbita w Stuttgarcie. Koniec marzeń Rosjanki, nie zagra ze ŚwiątekAndrzej Grupa

    Takiego rozstrzygnięcia nikt się chyba nie spodziewał. W starciu dwóch Rosjanek o ćwierćfinał WTA 500 w Stuttgarcie Jekaterina Aleksandrowa rozbiła Mirrę Andriejewą 6:3, 6:2, potrzebowała zaledwie 64 minut. Dla Mirry, która tak zachwycała na kortach twardych, to najwyższa przegrana od meczu z Aryną Sabalenką w Australian Open. Tym samym to 30-latka zagra w ćwierćfinale z Jessicą Pegulą lub Magdaleną Fręch. A w półfinale może czekać na którąś z tych tenisistek Iga Świątek.

     

    Mirra Andriejewa nie grała dwóch spotkań z Rosjankami w jednym turnieju od zeszłorocznej rywalizacji w Brisbane. Wtedy pokonała najpierw Dianę Sznajder, z którą później zdobyła wicemistrzostwo olimpijskie w deblu i Ludmiłę Samsonową. W tym roku zaś meczów z rodaczkami raczej unikała, zagrała jedynie z Anną Blinkową w Brisbane i Weroniką Kudiermietową w Miami. Oba wygrała, co nie powinno dziwić, ale układ drabinki i wycofanie Marty Kostiuk w Stuttgarcie sprawiły, że dwie tenisistki z Rosji dostała tu już na starcie rywalizacji.

     

    I drugie z tych spotkań przegrała

     

    Dla Andriejewej przetarciem w Stuttgarcie było spotkanie z siostrą – krótkie, bo mająca problemy z kolanem Erika skreczowała na początku drugiego seta. Aleksandrowa zaś dość wyraźnie ograła Ludmiłę Samsonową, jakby dowodząc, że problemy, które miała w Indian Wells i Miami, już są chyba za nią. Dobrze czuła się na mączce w Charleston (doszła do półfinału, przegrała praktycznie wygrane spotkanie z Jessicą Pegulą), potwierdza to w Niemczech.

     

    WTA 500 w Stuttgarcie. Rosyjskie starcie na początek czwartkowych zmagań. Mirra Andriejewa kontra Jekaterina Aleksandrowa

     

    Mirra Andriejewa mogła być rywalką Igi Świątek w niedzielnym półfinale – musiała jednak wygrać najpierw z Aleksandrową, a później w sobotę z lepszą z pary Jessica Pegula/Magdalena Fręch. Oczywiście ćwierćfinał czeka też Polkę – z Emmą Navarro bądź Jeleną Ostapenko. Niemniej na takie rozwiązanie wskazywały rozstawienia, a gdyby do tego doszło, Iga po raz pierwszy zagrałaby z Mirrą na swojej ulubionej ziemi.

     

    Teraz wiemy już, że na podobne rozwiązanie trzeba czekać do kolejnych turniejów.

     

    Mirra Andriejewa została bowiem zaskoczona przez starszą rodaczkę. Wielu ekspertów podkreślało, że nastolatka z Krasnojarska zrobiła olbrzymie postępy przy serwisie, a tymczasem w czwartek w Stuttgarcie w pierwszym secie przegrała aż trzy z czterech własnych gemów. Mimo, że często posyłała “pociski” na drugą stronę siatki. Aleksandrowa nic sobie z nimi nie robiła.

     

    Jekaterina przełamała rodaczkę po raz drugi na 3:1, później miała breaka na 5:1. Nie udało się załatwić sprawy tak szybko, a Mirra złapała chwilowo wiatr w żagle, za moment odrobiła połowę strat.

     

    Andriejewa wygrała więc łącznie siedem akcji z rzędu, wydawało się, że może to być jakiś punkt zwrotny w tym spotkaniu. Ale nie był. Starsza rodaczka znakomicie reagowała na jej podania, posyłane z ogromną mocą. Serwis na 186 km/godz? Return Aleksandrowej prosto w linię. Za chwilę był co prawda as Mirry, pomiar wskazał aż 190 km/godz, ale generalnie niżej notowana z zawodniczek radziła sobie z tymi podaniami znakomicie. Przełamała faworytkę, poirytowana Mirra rzuciła rakietę na kort, za chwilę jeszcze ją kopnęła.

     

    A Aleksandrowa za chwilę zakończyła seta przy swoim serwisie. Choć nie bez problemu, bo obie stawiały na siłę, szybkie kończenie akcji. 30-latka nawet potwornie zawaliła pierwszą piłkę setową, miała wykładankę przy siatce, ale pomyliła się. Chwilę później dopięła swego – było 6:3 po 37 minutach meczu

     

    Zaskakujący przebieg drugiego seta. Mirra Andriejewa kompletnie bezradna w starciu z Jekateriną Aleksandrową

     

    Przerwa między setami nie podziałała mobilizująco na 17-letnią Mirrę. Od razu po wznowieniu gry znów została przełamana. Kamery pokazały jej trenerką Conchitę Martinez, która mocno zdenerwowana starała się przekonać młodą tenisistkę do odważniejszej gry. Mocno dziwiło, dlaczego Andriejewa nie próbuje ruszyć bekhendu Aleksandrowej, skoro ta raziła ją potęż ymi uderzeniami z forhendu, a bekhend, gdy miała czas, obiegała. Za chwilę było już 6:3, 2:0, Jekaterina wygrała swojego gema “na sucho”.

     

    Ten pierwszy gem okazał się kluczowy, bo Aleksandrowa pilnowała już swoich podań, wygrywała je dość pewnie, rozstawiała rywalkę po korcie. A później jeszcze raz przełamała Mirrę, odbierając jej resztki nadziei. Po 64 minutach miała pierwszą piłkę meczową, wydawało się, ze posłała asa. Sędzia orzekł aut, ale za chwilę i tak dokończyła dzieła.

     

    6:3, 6:2 – pogrom.Stuttgart (K)1/8 finału

  • NFLIga Świątek nie wiedziała, że jest na antenie. Wypaliła prosto z mostu

    NFLIga Świątek nie wiedziała, że jest na antenie. Wypaliła prosto z mostu

    NFLIga Świątek nie wiedziała, że jest na antenie. Wypaliła prosto z most

    Do zabawnej sytuacji doszło tuż przed rozpoczęciem wywiadu Igi Świątek ze stacją Canal+ po zwycięstwie w drugiej rundzie turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. Nasza najlepsza zawodniczka, nie zdając sobie sprawy, że jest już na antenie, zażartowała w kierunku kanału sportowego.

    Co? Zaczęliście pokazywać już jakąś piłkę nożną pewnie? — stwierdziła rozbawiona Iga Świątek dosłownie chwilę przed rozpoczęciem rozmowy z Paulą Kanią-Choduń. Wiceliderka WTA była przekonana, że wywiad nie będzie nadawany na żywo zaraz po zwycięstwie nad Janą Fett 6:2, 6:2. Okazało się, że obie panie nie zdawały sobie sprawy, że transmisja już trwa. Dopiero kilka sekund później oficjalnie rozpoczęła się rozmowa.

    Przy piłce setowej Polka zagrała skrót, dlatego prowadząca rozmowę zapytała, czy to efekt współpracy z Wimem Fissettem. — Z jednej strony tak, ale od dawna były plany, aby urozmaicać swoją grę. Technika tych uderzeń nie jest jeszcze idealna, ale uznałam, że spróbuję. Na treningach wychodzi, podczas meczów jest trochę inaczej. Myślę, że warto korzystać z tego zagrania podczas spotkań, w których czuję się pewnie. Co prawda nie byłam z niego zadowolona, ale próbować muszę, bo nigdy mi nie wyjdzie — zaznaczyła Polka.

    Przy piłce setowej Polka zagrała skrót, dlatego prowadząca rozmowę zapytała, czy to efekt współpracy z Wimem Fissettem. — Z jednej strony tak, ale od dawna były plany, aby urozmaicać swoją grę. Technika tych uderzeń nie jest jeszcze idealna, ale uznałam, że spróbuję. Na treningach wychodzi, podczas meczów jest trochę inaczej. Myślę, że warto korzystać z tego zagrania podczas spotkań, w których czuję się pewnie. Co prawda nie byłam z niego zadowolona, ale próbować muszę, bo nigdy mi nie wyjdzie — zaznaczyła Polka.

    Świątek została również zapytana, czy zamierza oglądać mecz swoich potencjalnych rywalek w kolejnej rundzie. Polka może zmierzyć się z Jeleną Ostapenko lub Emmą Navarro. — Myślę, że obejrzę trochę tego meczu, bo w Stuttgarcie mam nieco więcej czasu. Fajnie będzie samemu wyciągnąć jakieś wnioski. Natomiast to, co powie mi Wim, będzie zapewne bardziej trafne, bo ma lepsze oko do tego niż ja — powiedziała z uśmiechem.

    Paula Kania-Choduń zwróciła także uwagę na strój Igi. Zapytała, czy miała wpływ na jego krój. — Tak, chociaż ta sukienka to nie jest nic nowego, bo miałam okazję zagrać w niej bodajże w Warszawie w 2023 roku. Chciałam do niej wrócić, bo jest bardzo elegancka, a rzadko wybieram cały czarny strój, gdyż w większości miejsc, gdzie odbywają się turnieje, jest po prostu zbyt gorąco. Ale tutaj, w hali, uznałam, że to idealne połączenie — przyznała.

  • Są pierwsze komentarze po meczu Igi Świątek

    Są pierwsze komentarze po meczu Igi Świątek

    Są pierwsze komentarze po meczu Igi Świąte

    Iga Świątek awansowała do ćwierćfinału turnieju rangi WTA 500 w Stuttgarcie po ograniu Chorwatki Jany Fett 6:2, 6:2. Dziennikarze, którzy skomentowali to starcie w mediach społecznościowych, wyczekują już trudniejszych spotkań niż to.

    “Bardzo pewne wejście na mączkę Igi Świątek. 6:2, 6:2 z Janą Fett w 1h16′. Rywalka z drugiej setki, ale było czuć, że Iga jest pozytywnie nastawiona. Czekamy na sobotni ćwierćfinał z Navarro lub Ostapenko” – napisał Rafał Smoliński z WP SportoweFakty.

    “Iga Świątek w ćwierćfinale Porsche Tennis! Dobre wejście w sezon na kortach ziemnych, dominujący forehand i poza małym przestojem na początku 2 seta i lekkim brakiem rytmu z backhandu w tej fazie meczu, obiecująca dyspozycja, szczególnie, że później backhand zaczął funkcjonować. Była próba zagrania skrótu, niestety nieudana, ale oby błąd nie wpłynął na to, że kolejny skrót pojawi się za pół roku. Jest chwila na trening i jutro wieczorem przekonamy się czy będzie kolejny mecz z Ostapenko czy też Navarro, spotkanie z lepszą z tej dwójki odbędzie się w sobotę!” – podsumował szczegółowo profil Sofa Sportowa, prowadzony przez byłych tenisistów Michała Dembka i Agatę Bachanek.

    “Świetne wejście Polek w WTA Stuttgart. Fręch w 1/8, a Świątek już w 1/4. Tyle że tam poprzeczka mocno w górę – Magda v. Pegula, a Iga v. Ostapienko (!) lub Navarro. Liczymy na pomocną dłoń mączki” – brzmi wpis Roberta Sitnickiego z Canal+ Sport.

    “Iga Świątek zaczyna turniej w Stuttgarcie zgodnie z planem (6:2, 6:2 z Fett), to teraz poproszę o mecz z Jeleną Ostapenko. Chciałbym na jej tle zobaczyć, jaka jest forma (też mentalna) Igi” – przyznał Łukasz Jachim.

    “6:2 6:2 Iga Świątek. Mecz bez historii i pod kontrolą Polki. Do tego bardzo dobra reakcja na słabszy początek drugiego seta (spowodowany w dużej mierze chwilową ‘zapaścią’ Świątek), czyli wygranie sześciu gemów z rzędu. Ćwierćfinał to będzie inna historia” – ocenił dziennikarz Daniel Topczewski.

    “Co wiemy po meczu z Janą Fett? Że na odpowiedź na pytanie ‘Czy Iga Świątek odbuduje się na kortach ziemnych?’ przyjdzie nam jeszcze poczekać” – stwierdziła Agnieszka Niedziałek ze sport.pl.

  • Hit w Hiszpanii. Ewa Pajor bohaterką już przed przerwą

    Hit w Hiszpanii. Ewa Pajor bohaterką już przed przerwą

    Hit w Hiszpanii. Ewa Pajor bohaterką już przed przerwą

    Ewa Pajor była największą bohaterką pierwszej połowy meczu FC Barcelony z Sevillą. “Duma Katalonii” prowadziła do przerwy 2:1, a reprezentantka Polski dwa razy wpisała się na listę strzelczyń.

     

    Kobieca drużyna FC Barcelony walczy o zdobycie mistrzostwa Hiszpanii. “Blaugrana” jest liderem tabeli, ale jej przewaga nad Realem Madryt jest na tyle niewielka, że zespół nie może pozwolić sobie na wpadki.

     

    W środowym meczu piłkarki z Katalonii mierzyły się z Sevillą, która jest drużyną środka ligowej stawki. Gospodynie tego spotkania w pierwszej połowie osiągnęły bardzo dużą przewagę i udokumentowały ją zdobyciem dwóch bramek.

     

    Autorką obu tych trafień była Ewa Pajor. Reprezentantka Polski w 25. minucie rywalizacji wykończyła bardzo składną akcję zespołu. Z bliska umieściła piłkę w siatce po dobrym dośrodkowaniu Claudii Piny.

     

    Dziewięć minut później zawodniczka Barcelony raz jeszcze pokazała swój strzelecki instynkt. Mocne uderzenie w kierunku bramki Sevilli oddała Fridolina Rolfo, a piłkę odbiła bramkarka.

     

    Na futbolówkę już czekała Pajor i pozostało jej tylko dopełnić formalności. “Duma Katalonii” po zmianie stron nie zamierzała zwalniać tempa. Gola na 3:1 strzeliła Vicky Lopez, a autorką kolejnej bramki była Alba Cano.

  • Iga Świątek u boku Rosjanki w Stuttgarcie. Ukraińcy oburzeni, padła prośba

    Iga Świątek u boku Rosjanki w Stuttgarcie. Ukraińcy oburzeni, padła prośba

    Iga Świątek u boku Rosjanki w Stuttgarcie. Ukraińcy oburzeni, padła prośba

    Od pewnego zwycięstwa nad Janą Fett Iga Świątek rozpoczęła swoją tegoroczną przygodę z turniejem WTA 500 w Stuttgarcie. Polka, zanim zmierzyła się z Chorwatką, wzięła udział w kilku sesjach treningowych. Zaledwie parę dni temu raszynianka kort dzieliła z Mirrą Andriejewą. Sparing z Rosjanką szybko został zauważony w Ukrainie. Reakcja naszych wschodnich sąsiadów nie była pozytywna. Teraz o krok dalej poszedł jeden z dziennikarzy. Ma on prośbę do 23-latki.

     

    W połowie kwietnia Iga Świątek wreszcie rozpoczęła ulubioną część tenisowego sezonu. Korty twarde zostały zastąpione przez ziemne, na których raszynianka momentami jest wręcz nie do zatrzymania. Kolejny na to dowód otrzymaliśmy w Stuttgarcie. Podopieczna Wima Fissette’a na dzień dobry nie dała większych szans Janie Fett. Chorwatka w całym pojedynku urwała naszej rodaczce zaledwie cztery gemy.

     

    Wiceliderka rankingu WTA na niemieckiej ziemi znajduje się od kilku dobrych dni. I nie nudzi się, ponieważ spotkanie drugiej rundy poprzedziły treningi. W mediach głośno zrobiło się choćby o sparingu Polki z Mirrą Andriejewą. Wieści o wspólnej gierce szybko dotarły między innymi do Ukrainy. Obywatele tego kraju nie byli zadowoleni z postawy 23-latki. “Kompromitacja” – dobitnie napisał nawet “sport24.ua”.

     

    Ukraińcy zobaczyli starcie Świątek z Andriejewą i nie wytrzymali. Chcą jasnej deklaracji

     

    Wywiadu na łamach “WP SportoweFakty” udzielił dodatkowo Daniił Agarkow, dziennikarz zza naszej wschodniej granicy. On także nie czuł się szczęśliwy, gdy zobaczył obrazki ze Stuttgartu. “Jest to jednak bardzo przykre, że Iga Świątek trochę zmieniła się pod względem wsparcia dla Ukrainy. O ile na początku bardzo docenialiśmy jej gesty, choćby zakładaną wstążkę w barwach kraju napadniętego przez Rosję i potem zrozumieliśmy jej wyjaśnienia, dlaczego przestała to robić, teraz jej działania są trochę niejasne” – oznajmił.

     

    Żurnalista następnie skierował nieśmiałą prośbę do drugiej rakiety globu. “Iga Świątek jest światową gwiazdą, wszyscy znają jej nazwisko. A ona zawsze mogła liczyć na wsparcie z Ukrainy, wszyscy jej kibicowali, zwłaszcza w pojedynkach z Aryną Sabalenką. Byłoby naprawdę pomocne, gdyby zajęła jasne stanowisko ws. Rosji. Nie wiemy teraz, czy zmieniła zdanie czy po prostu przestała przywiązywać do tego większą wagę” – zakończył Daniił Agarkow.

     

    Na razie Polka musi skupić się przede wszystkim na sporcie. W ćwierćfinale raszynianka zmierzy się z Emmą Navarro lub Jeleną Ostapenko. Tekstowa relacja na żywo z najbliższego spotkania podopiecznej Wima Fissette’a w Interia Sport.