Category: Home

  • Robert Lewandowski nie do zatrzymania! Kolejny gol i rekordowa passa – czy ktoś go powstrzyma?

    Robert Lewandowski nie do zatrzymania! Kolejny gol i rekordowa passa – czy ktoś go powstrzyma?

    Robert Lewandowski nie do zatrzymania! Kolejny gol i rekordowa passa – czy ktoś go powstrzyma?

    Robert Lewandowski znów zadziwił świat futbolu! W meczu przeciwko Osasunie Pampeluna pokazał swój instynkt strzelecki, zdobywając kolejne trafienie i ustalając wynik na 3:0. Co jednak najbardziej imponujące, zrobił to w zaledwie kilka minut od wejścia na murawę! Dzięki niemu FC Barcelona umocniła swoją pozycję na szczycie La Liga, a sam Polak przedłużył swoją niezwykłą serię, która nie uszła uwadze hiszpańskich mediów. „Lewandowski nie zawodzi na Montjuic” – ekscytują się dziennikarze katalońskiego „Sportu”. Co dokładnie kryje się za tym stwierdzeniem?

     

    Lewandowski w szczytowej formie pod wodzą Flicka

     

    Pod okiem Hansiego Flicka Robert Lewandowski przeżywa prawdziwy renesans swojej kariery. Jego statystyki w obecnym sezonie mówią same za siebie – 36 bramek i 3 asysty w 41 meczach. Starcie z Osasuną tylko potwierdziło, że kapitan reprezentacji Polski znajduje się w rewelacyjnej dyspozycji. Choć pojawił się na boisku dopiero w drugiej połowie, wystarczyło mu 11 minut, by ponownie wpisać się na listę strzelców. Hiszpańskie media nie kryły zachwytu.

     

    „Zmiażdżył Herrerę!”, „Wykończył akcję z precyzją seryjnego strzelca!” – to tylko niektóre z komentarzy, które pojawiły się w prasie. Trafienie to nie tylko pomogło Barcelonie w umocnieniu pozycji lidera, ale także przedłużyło wyjątkową serię Lewandowskiego, którą dokładnie przeanalizował „Sport”.

     

    Twierdza Montjuic – Lewandowski nie do zatrzymania u siebie!

     

    Statystyki mówią jedno – Estadi Olimpic Lluis Companys stał się dla Lewandowskiego miejscem, gdzie czuje się jak ryba w wodzie. W pięciu kolejnych domowych spotkaniach La Liga Polak za każdym razem zdobywał bramkę! Co więcej, w starciach z Deportivo Alaves i Rayo Vallecano to właśnie jego gole decydowały o minimalnych zwycięstwach Barcelony 1:0.

     

    Kataloński „Sport” podsumował to krótko i dosadnie: „Lewandowski nie zawodzi na Montjuic”. Wszystko wskazuje na to, że ta passa może zostać przedłużona już w najbliższym meczu przeciwko Gironie. Polak doskonale zna tę drużynę – w czterech dotychczasowych starciach zdobył przeciwko niej dwa gole, oba w sezonie 2023/24. Choć w pierwszym meczu tego sezonu nie trafił do siatki, to popisał się asystą.

     

    Czy Lewandowski znowu będzie kluczową postacią?

     

    Decyzja o tym, kto rozpocznie mecz z Osasuną w ataku, nie była dla Hansiego Flicka łatwa. Sam trener przyznał, że konsultował to z Lewandowskim oraz Ferranem Torresem. Ostatecznie Polak wszedł na boisko z ławki i szybko zaznaczył swoją obecność golem. Tym razem jednak media spekulują, że w starciu z Gironą zobaczymy go w podstawowym składzie.

     

    „To dobry sygnał dla drużyny, że mamy zawodników, którzy mogą coś dać, gdy wejdą z ławki” – powiedział Flick po meczu. Czy tym razem Polak poprowadzi Barcelonę do kolejnego zwycięstwa? Pierwszy gwizdek meczu z Gironą zabrzmi o 16:15. Fani futbolu mogą śledzić relację na stronie głównej Sport.pl oraz w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

     

    FC Barcelona przewodzi tabeli La Liga, mając trzy punkty przewagi nad Realem Madryt. Czy Lewandowski ponownie pokaże swoją klasę i powiększy swój dorobek strzelecki? Odpowiedźpoznamy już niebawem!

     

  • Lewandowski się nie zatrzymuje. Pięć goli. Niebywały wyczyn

    Lewandowski się nie zatrzymuje. Pięć goli. Niebywały wyczyn

    Lewandowski się nie zatrzymuje. Pięć goli. Niebywały wyczy

    zanotować trafienie i ustanowił wynik na 3:0. Dzięki temu nie tylko pomógł FC Barcelonie zostać samodzielnym liderem La Liga, ale i przedłużył własną passę. Nieco więcej piszą o niej dziennikarze katalońskiego “Sportu”. “Lewandowski nie zawodzi na Montjuic” – czytamy. O co dokładnie chodzi?

    Robert Lewandowski wyraźnie odżył pod wodzą Hansiego Flicka i rozgrywa najlepszy sezon w FC Barcelonie. Dowód? 36 goli i trzy asysty w 41 meczach. Jedno z trafień zanotował w czwartkowym spotkaniu z Osasuną Pampeluna, choć na placu gry pojawił się dopiero w drugiej połowie. Potrzebował zaledwie 11 minut, by wpisać się na listę strzelców. “Wykończył głową akcję z łatwością, na poziomie seryjnego strzelca, takiego jak on”, “Zmiażdżył Herrerę” – zachwycały się Polakiem hiszpańskie media. Dzięki temu trafieniu umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji strzelców La Liga i podtrzymał imponującą serię, o której pisze kataloński “Sport”.

    Robert Lewandowski nie zatrzymuje się na Estadi Olimpic Lluis Companys na wzgórzu Motjuic. Fenomenalna seria
    Jak zauważyli dziennikarze, Lewandowski jest wręcz zabójczo skuteczny na własnym stadionie w La Liga w tym roku. FC Barcelona rozegrała tam pięć spotkań i w każdym z nich Polak trafiał do siatki – po jednym golu. Ba, w meczach z Deportivo Alaves i Rayo Vallecano były to jedyne i decydujące trafienia, bo drużyna Flicka wygrała je 1:0.

    “Lewandowski nie zawodzi na Montjuic” – tak krótko “Sport” podsumował wyczyn 36-latka. I niewykluczone, że napastnik przedłuży tę serię również w niedzielne popołudnie, kiedy to Barcelona podejmie u siebie Gironę. Polak wie, jak strzelać gole tej drużynie. Mierzył się z nią czterokrotnie i dwa razy udało mu się trafić do siatki. Oba gole padły w sezonie 2023/24. W rundzie jesiennej tej kampanii Polak do siatki nie trafił, ale zaliczył asystę.

    Lewandowski z szansami na kolejne trafienie
    – Trudno było zdecydować, kto ma zacząć ten mecz w ataku. Rano rozmawiałem o tym z Ferranem i Lewandowskim. To dobry sygnał dla drużyny, że mamy zawodników, którzy mogą coś dać, gdy wejdą z ławki – mówił po meczu z Osasuną Flick. Wówczas nie postawił na Polaka od pierwszych minut i dał mu odpocząć. Najpewniej do takiej sytuacji w niedzielę już nie dojdzie i nasz rodak pojawi się w wyjściowym składzie. Tak przynajmniej spekulują media.

    Pierwszy gwizdek zabrzmi o godzinie 16:15. Zapraszamy do śledzenia relacji tekstowej z tego spotkania na stronie głównej Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE. Barcelona jest liderem La Liga z przewagą trzech punktów nad drugim Realem Madryt.

  • Polacy szaleją w Planicy! Kamil Stoch i Aleksander Zniszczoł pofrunęli ponad 230 m!

    Polacy szaleją w Planicy! Kamil Stoch i Aleksander Zniszczoł pofrunęli ponad 230 m!

    Polacy szaleją w Planicy! Kamil Stoch i Aleksander Zniszczoł pofrunęli ponad 230 m!

    Seria próbna przed finałowym konkursem Pucharu Świata w Planicy pokazała, że w niedzielę kibice zobaczą wielkie emocje, a przede wszystkim do dalekich lotów z udziałem m.in. Polaków. Kamil Stoch i Aleksander Zniszczoł pokazali, że na Letalnicy czują się świetnie, co potwierdzają próby na kolejno 231 m i 234,5 m! Jednak to nie oni byli najwyżej z naszej drużyny.

     

    Czas na ostatnią niedzielę w tym sezonie w Pucharze Świata. W finałowym konkursie w Planicy weźmie udział czołowa “30” tegorocznego cyklu. Nie zabraknie Polaków, którzy pokazali już, że na Letalnicy czują się bardzo dobrze. Przed zawodami odbyła się seria próbna.

     

    W sobotę polscy skoczkowie do samego końca bili się o podium w konkursie drużynowym. Zajęli ostatecznie czwartą lokatę. W niedzielę rywalizować będzie pięciu naszych zawodników — Jakub Wolny, Dawid Kubacki, Kamil Stoch, Aleksander Zniszczoł i Paweł Wąsek. Zabraknie za to Piotr Żyły, który przede wszystkim nie mieści się w czołowej “30”, a nie wycofało się na tyle skoczków, żeby Polak mógł wystartować.

     

    Pierwszym Polakiem na belce w serii próbnej był Wolny. Nie przekroczył on jednak 200 m. Osiągnął 195,5 m. Od razu po nim ruszył Kubacki. Jemu poszło zdecydowanie lepiej, bo wylądował na 212. m.

     

    Dalekie loty Polaków w Planicy

     

    Prawdziwą bombę zaprezentował Stoch! Polski weteran po raz kolejny udowodnił, że skoki na Letalnicy mu odpowiadają. Skoczył aż 231 m! 3,5 m dalej wylądował Zniszczoł, lecz oddawał on swoją próbę w zdecydowanie lepszych warunkach niż jego starszy kolega z reprezentacji.

     

    Skoki Stocha i Zniszczoła były tylko przedsmakiem dalekich lotów. Tuż po ich próbach wiatr zaczął wiać pod narty, co wykorzystali m.in. Timi Zajc (244 m) i Manuel Fettner (236 m). Tuż przed próbą Wąska jury zdecydowało się obniżyć belkę aż o cztery platformy, porównując z początkiem serii próbnej. Polak poleciał na 225,5 m.

     

    Ostatecznie Wąsek uplasował się na 10. pozycji. Stoch był 16., Zniszczoł 19., Kubacki 21., a Wolny 26. Serię próbną wygrał niezawodny w ten weekend Domen Prevc, który z 10. platformy startowej skoczył aż 238 m.

     

  • Tak wygląda ranking WTA po tym, co zrobiła Sabalenka. Po prostu fatalnie

    Tak wygląda ranking WTA po tym, co zrobiła Sabalenka. Po prostu fatalnie

    Tak wygląda ranking WTA po tym, co zrobiła Sabalenka. Po prostu fatalnie

    Aryna Sabalenka zwyciężyła drugi turniej w tym roku. W finale zmagań WTA 1000 w Miami pokonała Amerykankę Jessicę Pegulę 7:5, 6:2. Dzięki temu Białorusinka jeszcze wyraźniej powiększy przewagę na światowych listach nad drugą Igą Świątek. W kolejnym notowaniu liderkę czeka spory zastrzyk punktów. Oto jak wygląda aktualna sytuacja w rankingu WTA.

     

    Iga Świątek z coraz większym niepokojem może spoglądać na to, co dzieje się w rankingu najlepszych tenisistek świata. Polka miała w tym roku walczyć o odzyskanie pozycji liderki. Niestety zamiast tego jej strata do prowadzącej Aryny Sabalenki coraz bardziej rośnie. Nie inaczej będzie po turnieju WTA 1000 w Miami, gdzie jej wielka rywalka odniosła kolejny wielki triumf.

     

    Sabalenka dopięła swego. Tyle wynosi jej przewaga nad Świątek w rankingu WTA

    Tenisistka z Mińska pokonała w sobotnim finale Jessicę Pegulę 7:5, 6:2 i zgarnęła główne trofeum. Przy okazji powiększyła swój dorobek aż 585 punktów do rankingu WTA. A wszystko przez to, że w zeszłym roku w Miami spisała się stosunkowo słabo. Odpadła wówczas już w trzeciej rundzie, więc teraz miała wiele do zyskania i skorzystała z okazji.

     

    Tym sposobem Sabalenka powiększyła przewagę nad drugą Igą Świątek do aż 3071 punktów (Świątek ma ich 7470). Różnica wydaje się kolosalna, a w najbliższym czasie będzie praktycznie nie do odrobienia. W kolejnych tygodniach zawodniczki będą rozgrywały turnieje na kortach ziemnych, które Polka w ubiegłym kompletnie zdominowała (wygrała zawody w Madrycie, Rzymie i Rolanda Garrosa, a w Stuttgarcie doszła do półfinału). Musi zatem bronić wywalczonych wtedy punktów. Do zyskania ma jednak niewiele.

     

    Gauff się obroniła, Andriejewa – nie. Zmiany w czołowej dziesiątce rankingu WTA

    Finał w Miami zdecydował również o losach trzeciego miejsca. Gdyby wygrała w nim Pegula, miałaby w sumie 6146 punktów i wyprzedziłaby swoją rodaczkę Coco Gauff. Tak się jednak nie stało. Dzięki temu miejsce na najniższym stopniu podium zachowała Gauff, która traci do Świątek 1407 punktów. Czwarta jest Pegula ze startą 1674 punków do Polki.Po zawodach doszło również do pewnych zmian w czołowej dziesiątce. Piąta pozostała Madison Keys. Na szóste miejsce kosztem Mirry Andriejewej awansowała za to Jasmine Paolini. Panie wymieniły się miejscami. Tuż za nimi jest Chinka Qinwen Zheng, która przesunęła się o jedno miejsce. Z kolei Jelena Rybakina spadła z 8. na 10. miejsce. Pomiędzy nimi znalazła się natomiast Paula Badosa (wcześniej była 11.).

     

    Ranking WTA po finale turnieju w Miami:

     

    1. Aryna Sabalenka – 10541 pkt

    2. Iga Świątek – 7470 pkt

    3. Coco Gauff – 6063 pkt

    4. Jessica Pegula – 5796 pkt

    5. Madison Keys – 4949 pkt

    6. Jasmine Paolini – 4843 pkt

    7. Mirra Andriejewa – 4775 pkt

    8. Qinwen Zheng – 4135 pkt

    9. Paula Badosa – 3821 pkt

    10. Jelena Rybakina – 3808 pkt

    30. Magdalena Fręch – 1712 pkt

     

    31. Magda Linette – 1684 pkt

  • Koszmar Igi Świątek w Miami: Szokująca Porażka, Opóźniona Reakcja i Rosnąca Niepewność

    Koszmar Igi Świątek w Miami: Szokująca Porażka, Opóźniona Reakcja i Rosnąca Niepewność

    Koszmar Igi Świątek w Miami: Szokująca Porażka, Opóźniona Reakcja i Rosnąca Niepewność

    Problemy Igi Świątek na światowym tourze WTA osiągnęły niepokojący poziom. Polska gwiazda, niegdyś dominująca na kortach, nie awansowała do finału już w dziesięciu kolejnych turniejach. W Miami Open pojawiła się nadzieja na przełamanie tej serii, ale rzeczywistość okazała się brutalna. W ćwierćfinale turnieju Świątek sensacyjnie odpadła, przegrywając 2-6, 5-7 z 19-letnią Alexandrą Ealą, która zajmuje dopiero 140. miejsce w rankingu WTA. Porażka wstrząsnęła tenisowym światem, pozostawiając kibiców i ekspertów w szoku.

     

    Przegrana nie była tylko zaskakująca – była wręcz alarmująca. Eksperci określili ją mianem najgorszego występu Świątek w tym sezonie. Statystyki mówią same za siebie: 32 niewymuszone błędy, podczas gdy jej młodsza rywalka popełniła ich zaledwie 12. Jednak to nie liczby budzą największe obawy, a fakt, że Świątek sprawiała wrażenie zagubionej na korcie, nie potrafiła narzucić swojego stylu gry ani poradzić sobie z narastającą frustracją.

     

    „Zdecydowanie nie grałam swojego tenisa i wiele rzeczy nie układało się po mojej myśli” – przyznała w krótkim wywiadzie dla Canal+ Sport. „Na początku meczu popełniłam zbyt wiele błędów i nie byłam w stanie się z tego wygrzebać.”

     

    Milczenie Świątek Wzbudza Podejrzenia – Aż Wreszcie Zabiera Głos

     

    Świątek zobowiązała się do udzielenia wywiadu dla Canal+ Sport przed swoim meczem, jednak po niespodziewanej porażce nie pojawiła się przed kamerami. Dziennikarze czekali, ale światowa „dwójka” milczała. Rozpoczęły się spekulacje – czy była zbyt załamana, by stanąć przed kamerami? Czy odniesie się do rosnących obaw dotyczących jej formy i sytuacji trenerskiej?

     

    Dopiero dzień później spełniła swoją obietnicę. Jej wywiad został wyemitowany w czwartek, dając kibicom spóźniony wgląd w jej emocje i frustracje. Jednym z kluczowych tematów rozmowy była przytłaczająca ilość wskazówek, jakie otrzymywała z trybun podczas meczu. Co ciekawe, nie tylko trener Wim Fissette i psycholog sportowa Daria Abramowicz udzielali jej porad, ale również trener przygotowania fizycznego Maciej Ryszczuk. Zamiast pomóc, doprowadziło to jednak do jeszcze większej frustracji.

     

    „Nie lubię otrzymywać instrukcji po każdym punkcie” – przyznała Świątek. „Pod koniec meczu miałam ogromne trudności ze skupieniem się na grze. Ale to przeanalizujemy. Ostatnio dostaję świetne wskazówki od Wima. Tym razem było ich po prostu dużo. Wszyscy bardzo się przejmujemy, więc musimy przemyśleć, jak to lepiej zorganizować.”

     

    Czy Era Wima Fissette’a Dobiega Końca?

     

    Słowa Świątek nie uciszyły narastających spekulacji dotyczących jej sytuacji trenerskiej. Od kiedy prawie sześć miesięcy temu rozpoczęła współpracę z Fissette’em, nie odzyskała formy, która uczyniła ją mistrzynią Wielkiego Szlema. Niektórzy krytycy twierdzą wręcz, że jej gra się cofnęła. Brak wyraźnego progresu podsyca spekulacje, że zmiana trenera jest nieunikniona.

     

    Świątek sama przyznała, że coś było nie tak. „Moja gra nie wyglądała tak, jak powinna. Nie do końca wiem dlaczego. Gdybym mogła zagrać ten mecz jeszcze raz, może próbowałabym nadawać piłce więcej rotacji, ale wiem, że nie trafiałam czysto. Piłka nie leciała tam, gdzie chciałam, ani tak, jak chciałam.”

     

    Z jej formą w odwrocie i pewnością siebie na niskim poziomie, nadchodzące tygodnie mogą okazać się kluczowe dla przyszłości Świątek. Czy znajdzie sposób, by odzyskać swoją dominację, czy też czeka ją wielka rewolucja? Jedno jest pewne – zarówno kibice, jak i eksperci będą bacznie obserwować jej kolejne kroki.

     

     

     

    Tekst został przetłumaczony na język polski. Jeśli chcesz wprowadzić jakieś poprawki lub dodać więcejszczegółów, daj mi znać!

     

  • Iga Świątek na rozdrożu – czy najbliższe dwa miesiące zdefiniują jej dziedzictwo?

    Iga Świątek na rozdrożu – czy najbliższe dwa miesiące zdefiniują jej dziedzictwo?

    Iga Świątek na rozdrożu – czy najbliższe dwa miesiące zdefiniują jej dziedzictwo?

    Przez lata Iga Świątek była niepowstrzymaną siłą, dominującą na kortach całego świata z niezachwianą pewnością siebie. Jednak rok 2025 maluje inny obraz – pełen niepewności, narastającej presji i niepokojącej serii niepowodzeń. Polska gwiazda wciąż nie dotarła do żadnego finału w tym sezonie, nie mówiąc już o zdobyciu tytułu. Jej pozycja w czołowej trójce rankingu WTA jest poważnie zagrożona, a eksperci ostrzegają, że w nadchodzących miesiącach może się dla niej spełnić prawdziwy koszmar.

     

    Trudny początek współpracy z nowym trenerem – czy nadciągają kłopoty?

     

    Oczekiwania wobec współpracy Świątek z renomowanym trenerem Wimem Fissette były ogromne, ale dotychczasowe rezultaty rozczarowują. Od momentu, gdy Belg przejął stery, Polka nie wygrała żadnego turnieju ani nie dotarła do finału. Choć trudno winić wyłącznie Fissette’a, faktem pozostaje, że coś w jej grze przestało funkcjonować – coś, co kiedyś było jej największym atutem.

     

    Nie chodzi o umiejętności fizyczne ani technikę, lecz o odporność psychiczną. W poprzednich sezonach Świątek doskonale radziła sobie z presją, podnosiła poziom gry w kluczowych momentach i łamała rywalki, gdy stawka była najwyższa. Teraz jednak ta lodowata pewność siebie zdaje się topnieć, odsłaniając słabości, które przeciwniczki błyskawicznie wykorzystują.

     

    Szokująca porażka, która wstrząsnęła światem tenisa

     

    Pięć razy w tym sezonie Świątek docierała do późnych faz turniejów – i pięć razy nie udało jej się awansować dalej. Dwukrotnie odpadała w ćwierćfinale, a trzykrotnie w półfinale. Jednak największy niepokój wzbudziła jej ostatnia porażka – w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Miami, gdzie została pokonana przez zaledwie 19-letnią Filipinkę Alexandrę Ealę, tenisistkę z niewielkim doświadczeniem na najwyższym poziomie.

     

    To nieoczekiwane niepowodzenie wywołało burzę spekulacji. Co czeka Świątek w nadchodzących tygodniach? Wkracza właśnie w sezon na kortach ziemnych – swoją ulubioną nawierzchnię – ale tym razem presja jest większa niż kiedykolwiek. Margines błędu jest minimalny, a stawka? Utrzymanie dominacji, wysokiego rankingu i być może nawet obecnego zespołu trenerskiego.

     

    Trzy śmiałe prognozy – koszmar czy odkupienie?

     

    Dziennikarze Sportskeeda przedstawili trzy odważne prognozy dotyczące przyszłości Świątek:

     

    1. Nie obroni swoich tytułów na kortach ziemnych

    Rok temu Świątek była niekwestionowaną królową kortów ziemnych, triumfując w Madrycie, Rzymie i Paryżu. Jednak powtórzenie tego wyczynu będzie ekstremalnie trudne. Wymagałoby nie tylko świetnej formy, ale wręcz perfekcji. Jeśli jej tegoroczne problemy się utrzymają, szanse na obronę wszystkich trzech trofeów dramatycznie spadną.

     

     

    2. Wypadnie z czołowej trójki rankingu WTA

    Liczby nie kłamią – w sezonie na mączce Świątek broni aż 4 195 punktów. Jej obecny dorobek to 7 470 punktów, a nawet jeśli zdoła zachować połowę z nich, spadnie do około 5 470, co może oznaczać wypadnięcie z pierwszej trójki. Przez ponad trzy lata była symbolem stabilności, ale jeśli wyniki na ceglanej nawierzchni jej zawiodą, może stracić kluczową pozycję. Eksperci sugerują, że na razie powinna zapomnieć o walce o numer 1 i skupić się na utrzymaniu się w ścisłej czołówce.

     

     

    3. Rozstanie się z trenerem Wimem Fissette

    Dla większości zawodniczek wyniki Świątek w tym sezonie – półfinały Australian Open, Doha i Indian Wells, ćwierćfinały w Dubaju i Miami – byłyby solidnym osiągnięciem. Ale nie dla niej. Świątek jest liderką, od której oczekuje się zwycięstw. Jeśli nie wygra żadnego turnieju na ceglanej nawierzchni, zmiana trenera może stać się realnym scenariuszem. Już w momencie zatrudnienia Fissette’a niektórzy ostrzegali, że to ryzykowny ruch – a jeśli sezon nie przyniesie sukcesów, może się okazać, że ten eksperyment nie wypalił.

     

     

     

    Ostateczna próba – dwa miesiące, które mogą zmienić wszystko

     

    Sezon na mączce rusza pełną parą, a przed Świątek prawdziwa próba charakteru. Rywalizacja o czołowe miejsca w rankingu staje się coraz bardziej zacięta, a Polka ma niewiele okazji do zdobycia dodatkowych punktów. Turniej w Stuttgarcie, który startuje 14 kwietnia, oferuje jedynie niewielki wzrost punktowy, podczas gdy Roland Garros, którego finał odbędzie się 8 czerwca, może albo przywrócić jej status dominatorki, albo przypieczętować upadek.

     

    W ciągu tych dwóch miesięcy stawką jest wszystko – tytuły, ranking, a być może nawet jej przyszłość jako jednej z największych gwiazd tenisa. Czy Świątek uciszy krytyków i wróci na szczyt? Czy może 2025 zapisze się w historii jako rok, w którym jej imperium zaczęło się kruszyć?

     

    Odpowiedzi poznamy wkrótce, ale jedno jest pewne – Iga Świątek stoi przed największym sprawdzianem swojej kariery.A cały świat tenisa wstrzymuje oddech.

     

  • Dominacja Sabalenki Wywraca Ranking WTA do Góry Nogami – Świątek w Poważnych Tarapatach!

    Dominacja Sabalenki Wywraca Ranking WTA do Góry Nogami – Świątek w Poważnych Tarapatach!

    Dominacja Sabalenki Wywraca Ranking WTA do Góry Nogami – Świątek w Poważnych Tarapatach!

    Aryna Sabalenka po raz kolejny udowodniła, że nie zamierza nikomu oddać fotela liderki światowego tenisa. W spektakularnym stylu triumfowała w prestiżowym turnieju WTA 1000 w Miami, pokonując w finale Amerykankę Jessicę Pegulę 7:5, 6:2. To zwycięstwo nie tylko zapewniło jej kolejne trofeum, ale także jeszcze bardziej powiększyło jej przewagę nad drugą w rankingu Igą Świątek. Polski kibice mogą być pełni obaw – sytuacja na światowych listach wygląda dla ich faworytki wręcz dramatycznie.

     

    Świątek Traci Grunt pod Nogami! Sabalenka Bezwzględnie Powiększa Przewagę

     

    Wielu ekspertów przewidywało, że ten sezon będzie momentem, w którym Iga Świątek odzyska pozycję numer jeden w kobiecym tenisie. Niestety, rzeczywistość okazała się brutalna. Zamiast zmniejszać dystans do Sabalenki, Polka musi bezradnie obserwować, jak jej rywalka powiększa prowadzenie w światowym rankingu. Po turnieju w Miami różnica między nimi wynosi już astronomiczne 3071 punktów – wynik, który wydaje się niemal niemożliwy do nadrobienia w najbliższym czasie.

     

    Decydujące okazały się punkty zdobyte przez Białorusinkę w Miami. Rok temu Sabalenka odpadła już w trzeciej rundzie, więc w tym sezonie miała ogromną szansę na poprawienie swojego dorobku. I zrobiła to bezbłędnie – zwycięstwo nad Pegulą zapewniło jej aż 585 punktów. W efekcie umocniła się na szczycie rankingu, pozostawiając Świątek w coraz trudniejszej sytuacji.

     

    Przed Świątek Piekielnie Trudne Zadanie. Czy Polka Zdoła się Odbić?

     

    Nadchodzące tygodnie mogą przesądzić o dalszym przebiegu sezonu. Świątek w ubiegłym roku kompletnie zdominowała rozgrywki na kortach ziemnych – triumfowała w Madrycie, Rzymie i na Roland Garros, a w Stuttgarcie doszła do półfinału. To oznacza, że teraz będzie musiała bronić gigantycznej liczby punktów. Jeśli zaliczy jakiekolwiek potknięcie, strata do Sabalenki jeszcze bardziej się powiększy, a o odzyskaniu pozycji numer jeden będzie można jedynie pomarzyć.

     

    Zmiany w Rankingu WTA! Sensacyjne Przetasowania w Czołowej Dziesiątce

     

    Turniej w Miami miał także wpływ na dalsze miejsca w rankingu. Losy trzeciej pozycji ważyły się do samego końca. Gdyby Pegula wygrała finał, wyprzedziłaby Coco Gauff. Tak się jednak nie stało, dzięki czemu młoda Amerykanka utrzymała swoją pozycję z dorobkiem 6063 punktów. Pegula pozostaje czwarta, tracąc do Gauff 1674 punkty.

     

    Nie obyło się również bez roszad w czołowej dziesiątce. Jasmine Paolini wskoczyła na szóste miejsce, spychając Mirrę Andriejewą na siódmą lokatę. Kolejny awans zaliczyła także Qinwen Zheng, która przesunęła się na ósme miejsce. Wielką przegraną rankingu jest natomiast Jelena Rybakina – Kazaszka wypadła z czołowej ósemki i obecnie zajmuje dopiero dziesiątą pozycję.

     

    Najnowszy Ranking WTA po Turnieju w Miami:

     

    1. Aryna Sabalenka – 10 541 pkt

     

     

    2. Iga Świątek – 7470 pkt

     

     

    3. Coco Gauff – 6063 pkt

     

     

    4. Jessica Pegula – 5796 pkt

     

     

    5. Madison Keys – 4949 pkt

     

     

    6. Jasmine Paolini – 4843 pkt

     

     

    7. Mirra Andriejewa – 4775 pkt

     

     

    8. Qinwen Zheng – 4135 pkt

     

     

    9. Paula Badosa – 3821 pkt

     

     

    10. Jelena Rybakina – 3808 pkt

     

     

     

    30. Magdalena Fręch – 1712 pkt

    31. Magda Linette – 1684 pkt

     

    Co Dalej dla Świątek? Walka o Przetrwanie w Rankingu!

     

    Najbliższe turnieje na kortach ziemnych będą dla Igi Świątek prawdziwym sprawdzianem. Polka musi bronić tysięcy punktów, a presja będzie ogromna. Czy uda jej się powstrzymać triumfalny marsz Sabalenki i powalczyć o powrót na szczyt? A może liderka rankingu jeszcze bardziej odskoczy, zamykając temat rywalizacji o pierwsze miejsce? Odpowiedzi poznamy już wkrótce!

     

  • Skandal na trybunach w meczu Sabalenki. “Służby wkroczyły”

    Skandal na trybunach w meczu Sabalenki. “Służby wkroczyły”

    Skandal na trybunach w meczu Sabalenki. “Służby wkroczyły”

    Aryna Sabalenka mistrzynią turnieju w Miami! Białorusinka pokonała Jessikę Pegulę 7:5, 6:2. W trakcie spotkania pojawiły się zakazane flagi, jakich nie widzieliśmy na kortach WTA od ponad trzech lat.

     

    Turniej rangi WTA 1000 w Miami, finał imprezy pomiędzy światowym numerem jeden Aryną Sabalenką, a czwartą w rankingu Jessicą Pegulą. Powtórka z finału z ostatniego US Open, gdzie panie spotkały się we wrześniu. Cały tenisowy świat śledził spotkanie rozgrywane na Florydzie i zobaczył wpadkę organizatorów imprezy.

     

    Już na początku meczu kamery uchwyciły, jak tuż przy korcie, w pierwszym rzędzie znajdują się trzej mężczyźni, którzy podczas przerw wstają, a w rękach trzymają białoruskie flagi. Nie sposób było ich nie zauważyć, bo flagi były sporych rozmiarów, a kibice pojawiali się na wysokości środka kortu. W czasie przerw stali na tle zawodniczek.

    https://x.com/Sabanewsss/status/1906083926717636868

    Ukraińcy oburzeni

    https://x.com/ukrtennis_eng/status/1906084483855712531

    Ukraińcy bardzo szybko zareagowali. Ukraiński portal tenisowy BTU napisał na portalu X: „Flagi kraju aktywnie wspierającego Rosję w jej brutalnej wojnie z Ukrainą – flagi zakazane na oficjalnych wydarzeniach tenisowych – celowo powiewają tuż za Jessicą Pegulą podczas finału”.

     

    Od momentu agresji Rosji na Ukrainę w lutym 2022 rosyjscy i białoruscy tenisiści występują w rozgrywkach tenisowych jako zawodnicy neutralni. Przy ich nazwiskach nie pojawiają się flagi m.in. ani w trakcie transmisji telewizyjnych, ani w drabinkach turniejowych. Drużyny narodowe z obu krajów są wykluczone z zawodów reprezentacyjnych Billie Jean King Cup, Davis Cup i United Cup.

     

    Do tej pory bardzo rzadko zdarzały się sytuacje, by zakazane flagi pojawiały się na kortach. Tak było w styczniu 2023, gdy rosyjscy kibice wnieśli flagi na mecz pierwszej rundy Australian Open między ich rodaczką Kamilą Rachimową a Ukrainką Kateryną Baindl. Organizatorzy szybko zareagowali i przepraszali.

     

    W Miami po kilku chwilach flagi Białorusi zniknęły z trybun. Prawdopodobnie służby turniejowe wkroczyły i zarekwirowały flagi. Niesmak jednak pozostał, bo taka sytuacja podczas meczu Sabalenki od lutego 2022 roku jeszcze się nie zdarzyła. Tym bardziej zaskakujące, że mówimy nie o mniejszym turnieju WTA 125 czy 250, a o jednej z największych imprez w kalendarzu Organizacji Kobiecego Tenisa.

     

    Pegula walczyła, ale to za mało

     

    Finalistki zdawały się nie zwracać uwagi na to zamieszanie. Stworzyły świetne widowisko stojące na wysokim poziomie i pełne dramaturgii. Sabalenka prowadził 2:0, by po chwili przegrywać już 2:3. Amerykanka imponowała walecznością, ale zbyt wolno serwowała, by częściej utrzymywać własny serwis.

     

    Forma liderka rankingu falowała, co najlepiej mogliśmy zauważyć w czwartym gemie pierwszego seta. Najpierw w kapitalny sposób minęła rywalkę po prostej. – Ależ to był uderzenie w pełnym biegu i z pełną prędkością! Po takich zagraniach można tylko przystanąć i bić brawo – analizowali komentatorzy Canal+ Sport.

     

    Po chwili Sabalenka wyrzuciła smecz daleko poza kort. Komentatorzy dodali wtedy: „A po takich zagraniach możesz po prostu podziękować”.

     

    Pegula grała ambitnie, ale musiała liczyć na podobne błędy przeciwniczki, by ugrać coś więcej w tym spotkaniu. Ku zaskoczeniu obserwatorów Amerykanka wytrzymała kondycyjnie to starcie, chociaż dochodząc do finału, spędziła na korcie prawie dziesięć godzin, a Białorusinka sześć.

     

    Serwis Sabalenki także bywał chwiejny, znów musiała bronić masy break pointów, ale w decydujących momentach była tego dnia lepsza. To dlatego najpierw zwyciężyła 7:5, a potem 6:2. Zdobyła drugi tytuł w tym sezonie po tym, jak w styczniu okazała się najlepsza w zawodach rangi WTA 500 w Brisbane.

     

    Sabalenka odżyła

     

    Sabalenka obudowała się także po nieco słabszych występach na Bliskim Wschodzie, gdzie odpadła w drugiej rundzie w Dosze i w trzeciej w Dubaju. Niedawno doszła do finału w Indian Wells, przegrywając z Mirrą Andriejewą. Teraz zasłużenie triumfuje na Florydzie.

     

    To był trzeci finał pomiędzy Sabalenką i Pegulą od sierpnia, bo przed Nowym Jorkiem spotkały się także w Cincinnati. Każdy z tych pojedynków był zacięty, ale kończył się dwusetową wygraną liderki rankingu. Liderki rankingu, która potwierdza, że na kortach twardych czuje się jak ryba w wodzie. Pewna siebie wejdzie w okres gry na mączce, który rusza od poniedziałku. Po zwycięstwie w Miami powiększy także przewagę nad Igą Świątek w rankingu WTA do ponad 3000 punktów.

     

  • SportsZawodniczki gościły u Nitrasa. Wychodzą kulisy, medalistka olimpijska ujawnia

    SportsZawodniczki gościły u Nitrasa. Wychodzą kulisy, medalistka olimpijska ujawnia

    SportsZawodniczki gościły u Nitrasa. Wychodzą kulisy, medalistka olimpijska ujawnia

    Kilka tygodni temu zrobiło się głośno o geście Sławomira Nitrasa, który ugościł kilka zawodniczek będących w ciąży tuż po tym, gdy prezydent Andrzej Duda skierował nowelizację ustawy o sporcie do Trybunału Konstytucyjnego. Minister podczas spotkania zapowiedział między innymi odpowiednie wsparcie finansowe. Czy wywiązał się on ze swoich słów? Pod koniec marca o szczegółach na łamach WP SportoweFakty opowiedziała Malwina Kopron. Medalistka olimpijska z Tokio niczego nie ukrywała.

     

    Spore zamieszanie w kraju nad Wisłą wywołała decyzja Andrzeja Dudy. Głowa państwa miała kilka wątpliwości co do nowelizacji ustawy o sporcie, więc skierowała ją do Trybunału Konstytucyjnego. Jedno z jej założeń zapewniało choćby wsparcie dla sportsmenek w ciąży, dlatego też ruch prezydenta wywołał wśród zawodniczek spore niezadowolenie. W lutym z inicjatywą wyszedł jednak Sławomir Nitras. Minister zaprosił na spotkanie polskie gwiazdy.

     

    “Nie zostawię bez wsparcia reprezentantek Polski, które są w ciąży” – napisał wtedy na Instagramie, publikując przy okazji stosowne zdjęcie. “Gwarantuję to zawodniczkom. Wczoraj spotkałem się z wybitnymi sportsmenkami, w tym medalistkami igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata i Europy, które już niedługo zostaną mamami. Reprezentantki Polski, nie mają właściwie żadnych świadczeń jako kobiety w ciąży” – dodał.

     

    Na wyjątkowej fotografii znalazły się: Małgorzata Król, Aneta Stankiewicz, Dominika Putto, Elżbieta Wójcik, Katarzyna Kołodziejczyk oraz Malwina Kopron. Opinia publiczna długo nie znała kulisów spotkania. Wreszcie opowiedziała o nim ze szczegółami ostatnia z wymienionych pań. Medalistka olimpijska z Tokio udzieliła wywiadu portalowi “WP SportoweFakty”.

     

    Sławomir Nitras wsparł sportsmenki. Pieniądze już na kontach, Malwina Kopron potwierdza

     

    “Pytał, jak wygląda w ogóle nasza sytuacja finansowa, życiowa, czego nam brakuje. Rozmowa zakończyła się zapowiedzią wsparcia” – przekazała. “Uwierzyła pani?” – od razu zapytał prowadzący rozmowę Mateusz Puka. “Nie miałam czasu się zastanowić, bo chwilę później miałam na mailu do wypełnienia wniosek o stypendium. No i akurat wczoraj wysłałam już wypełnione oświadczenie i mogę ogłosić, że zostało nam przyznane stypendium na rok” – odparła sporstmenka, potwierdzając, iż minister nie rzucał słów na wiatr.

     

    Jest to jednak rozwiązanie tymczasowe. Problem raz na zawsze ma zniknąć po wejściu w życie nowelizacji ustawy o sporcie, która trafiła do Trybunału Konstytucyjnego. Sportowcy nie tak dawno w otwartym liście apelowali do Andrzeja Dudy o zmianę decyzji. “Chcemy, by wniosek został wycofany i złożony w trybie kontroli następczej, wówczas ustawa wejdzie w życie, a wątpliwe przepisy będę skontrolowane” – wyjaśniła Agnieszka Kobus-Zawojska, także na łamach “WP SportoweFakty”.

     

  • Nerwowe dni dla kibiców Szeremety. Ale jest ulga, w końcu sama o tym opowiedziała

    Nerwowe dni dla kibiców Szeremety. Ale jest ulga, w końcu sama o tym opowiedziała

    Nerwowe dni dla kibiców Szeremety. Ale jest ulga, w końcu sama o tym opowiedziała

    Dopiero kilkanaście dni temu zakończyło się nerwowe wyczekiwanie kibiców boksu na wieści dotyczące przyszłości tejże dyscypliny na igrzyskach olimpijskich. Z Grecji ostatecznie nadeszły do nich sygnały, co oznacza, że szansę na kolejny medal otrzyma Julia Szeremeta. Polska bohaterka z Paryża niebawem rozpocznie zmagania w Pucharze Świata. Ale zanim po raz pierwszy pojawi się w ringu, opowiedziała o tym jak z jej perspektywy wyglądało całe zamieszanie.

     

    O sukcesie Julii Szeremety z igrzysk olimpijskich w Paryżu głośno będzie jeszcze przez długi czas. 21-latka zdobyła dla polskiego boksu pierwszy krążek w XXI wieku i z pewnością ma chrapkę na kolejne sukcesy. Przyszłość “szermierki na pięści” na najważniejszej imprezie czterolecia stanęła jednak pod znakiem zapytania. Dyscyplinie groziło wypadnięcie z programu zmagań ze względu na zawirowania związane z federacją, która podejmie się organizacji imprezy. Nad Sekwaną zajął się tym MKOl, lecz była to tylko sytuacja przejściowa. Od imprezy w Los Angeles pieczę ma przejąć World Boxing.

     

    Nie zmienia to jednak faktu, że kibice nerwowo obgryzali paznokcie, czekając na komunikat. Ten nadszedł dopiero w drugiej połowie marca. “Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) oficjalnie potwierdził, że boks zostanie włączony do programu sportowego Letnich Igrzysk Olimpijskich w Los Angeles 2028. To znakomita wiadomość dla całego środowiska bokserskiego i zawodników, którzy od lat walczyli o utrzymanie tej dyscypliny w olimpijskiej rodzinie” – napisał Polski Związek Bokserski.

     

    Szeremeta w Stanach powalczy o kolejny olimpijski medal. Cały czas zachowywała spokój

     

    Miłośnikom “szermierki na pięści” w kraju nad Wisłą momentalnie spadł ogromny kamień z serca. Z ulgą odetchnęła też Julia Szeremeta. Choć jak się okazuje, chełmianka od początku do końca nie stresowała się zbyt bardzo wspomnianym zamieszaniem, o czym opowiedziała w rozmowie z “pzb.com.pl”. “Cieszę się, że boks olimpijski wrócił do Los Angeles. Nie martwiłam się, że mogłoby go zabraknąć, bo to mocna dyscyplina. Spokojnie się przygotowywałam i o tym nie myślałam” – przyznała całkowicie szczerze.

     

    Wspomniany wcześniej World Boxing zrzesza coraz więcej krajowych federacji. Od niedawna do jego członków należą także Polacy. W związku z tym na przełomie marca oraz kwietnia naszą kadrę czekają zawody w ramach Pucharu Świata. W Brazylii Julia Szeremeta celuje w sukces. Nie będzie jednak to wcale takie proste, choćby ze względu na warunki panujące na miejscu. “W Brazylii będę pierwszy raz, więc na pewno potrzebna jest odpowiednia aklimatyzacja. Wcześniejszy pobyt to też okazja, by posparować z dziewczynami z różnych krajów” – zapowiedziała.