Category: Home

  • Nadeszła 75. minuta. Pajor zrobiła show i było pozamiatane!

    Nadeszła 75. minuta. Pajor zrobiła show i było pozamiatane!

    Nadeszła 75. minuta. Pajor zrobiła show i było pozamiatane!

    Niedziela dniem polskich meczów w Hiszpanii! O godzinie 16:15 Robert Lewandowski i Wojciech Szczęsny powinni zagrać w meczu z Gironą. Kilka godzin wcześniej – w samo południe – grała też kobieca drużyna Barcelony z Ewą Pajor w składzie. Drużyna reprezentantki Polski do przerwy nie grała najlepiej i tylko remisowała 0:0, ale w drugiej połowie piłkarki Barcelony wzięły się do roboty. I wygrały 2:0!

    FC Barcelona w ostatni czwartek nie dała najmniejszych szans Wolfsburgowi w rewanżowym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzyń i wygrała aż 6:1. Po takim meczu można było mieć nadzieję na to, że w dzisiejszym meczu z Granadą piłkarki Barcelony dadzą kolejny koncert.

    Barcelona w końcu przebiła mur. Ewa Pajor z asystą!

    Koncertu nie było. Wprawdzie Barcelona miała do przerwy bardzo dużą przewagę, ale nie wynikało z niej nic konkretnego. Z 11 strzałów tylko jeden był celny. Niewidoczna była też Ewa Pajor. Reprezentantka Polski rzadko kiedy znajdowała się przy piłce, bez przerwy przeszkadzały jej rywalki. Granada broniła się skutecznie i do przerwy było 0:0.

    W drugiej połowie obraz gry długo się nie zmieniał. Dopiero w 64. minucie Barcelona miała pierwszą bardzo dobrą okazję do strzelenia gola. W tej sytuacji świetnie spisała się bramkarka Granady. W 69. minucie Sandra znów musiała zachować czujność – tym razem poradziła sobie ze strzałem z dystansu.

    W końcu musiała jednak skapitulować. W 73. minucie bramkę podcinką zdobyła Vicky. I od tego momentu piłkarki Barcelony grały już dużo lepiej. W 75. minucie było już 2:0. Alexia Putellas musiała trafić do siatki po tym jak w polu karnym znalazła ją Ewa Pajor.

    Dwie minuty później napastniczka reprezentacji Polski mogła mieć drugą asystę. Pajor wygrała pojedynek przy linii końcowej i dała radę podać Claudii Pinii, która trafiła do siatki. Niestety dla naszej piłkarki sędzia uznała, że piłka chwilę wcześniej znalazła się poza boiskiem i gol nie został uznany. W 90. minucie Pajor sama mogła zdobyć bramkę, ale jej strzał głową przeleciał minimalnie nad poprzeczką.

    https://x.com/DAZN_ES/status/1906310542228078626

    Barcelona wygrała 2:0 i umocniła się na pozycji lidera Liga F. Teraz Ewa Pajor uda się na zgrupowanie reprezentacji Polski. Biało-Czerwone w piątek 4 kwietnia i we wtorek 8 kwietnia zagrają mecze Ligi Narodów z Bośnią i Hercegowiną.

     

  • Stoch pokazał, że milczenie jest złotem. Nie zareagował na to, co zrobił Thurnbichler

    Stoch pokazał, że milczenie jest złotem. Nie zareagował na to, co zrobił Thurnbichler

    Stoch pokazał, że milczenie jest złotem. Nie zareagował na to, co zrobił Thurnbichler

    Jeden ze starych mistrzów musi odpowiedzieć sobie na jedno ważne, ale to bardzo ważne pytanie. Drugi ze starych mistrzów zasługuje na słowa uznania za to, że niewiele mówił wtedy, gdy miał powody, żeby się rozgadać. A co z naszymi skoczkami młodszymi? Dlaczego jeden wystrzelił, a drugi zgasł? Po zakończeniu Pucharu Świata w skokach narciarskich w sezonie 2024/2025 wystawiamy oceny naszym zawodnikom. Oceniamy też tracącego posadę trenera.

     

    Oceny wystawiamy w szkolnej skali 1-6. A oceniamy wszystkich naszych skoczków, którzy regularnie skakali w Pucharze Świata, a więc zaliczyli występy w większej części rozegranych konkursów.

     

    Paweł Wąsek 5- (612 pkt i 14. miejsce w Pucharze Świata, na MŚ 10. na skoczni normalnej i 11. na dużej)

     

    Dwa lata temu kończył zimę, mając 190 punktów Pucharu Świata. Wtedy to był świetny wynik – Paweł o trzy razy poprawił swój najlepszy rezultat w życiu. Wtedy kończył pierwszy rok pracy z Thomasem Thurnbichlerem. Dziś kończy zimę, mając 612 punktów – znów potraja swój najlepszy w życiu wynik. Pierwszy raz w karierze doleciał do podium PŚ (był trzeci w Lahti), Turniej Czterech Skoczni pierwszy raz w karierze skończył w top 10 (na ósmym miejscu), pierwszy raz w życiu był w top 10 na mistrzostwach świata (w konkursach w Trondheim zajął 10. i 11. miejsce). Do tego oswoił się z lotami, których wcześniej bardzo się bał. W styczniu w Oberstdorfie bił swoje rekordy życiowe i kończył konkurs na czwartym miejscu. Dziesiąty, piąty, ósmy, piąty, czwarty, dziewiąty, trzeci – w sumie siedem razy kończył pucharowe zawody w top 10. A wcześniej przez cztery przeskakane w PŚ sezony był w top 10 tylko jeden, jedyny raz.

     

    Dziś Wąsek to tak naprawdę nasz jedyny kandydat do walki o olimpijski medal na igrzyskach w Mediolanie i Cortinie, które odbędą się już za 10 miesięcy. Szkoda, że w tym sezonie z najwyższą formą nie wcelował akurat w główną imprezę, ale i tak – co już odnotowaliśmy – na mistrzostwach świata w Trondheim wypadł dobrze. Wąsek ma niespełna 26 lat, jest pracowity, poukładany, ambitny, a w ostatnich miesiącach na pewno nabrał pewności siebie. Trzeba wierzyć, że wielkie rzeczy przed nim.

     

    Aleksander Zniszczoł 2+ (267 pkt i 20. miejsce w PŚ, na MŚ 28. na skoczni normalnej i 22. na dużej)

     

    Poprzednią zimę kończył z dorobkiem ponad 500 punktów i w rozmowie ze Sport.pl zapowiadał, że w sezonie 2024/2025 będzie chciał ten wynik podwoić i przebić tysiąc.

     

    Niestety, kompletnie nie wyszło. W marcu 2024 roku w Planicy wchodził na podium po ostatnim konkursie sezonu. To było jego drugie pucharowe podium w życiu. Teraz w Planicy niespodziewanie znalazł się w walce o podium w finale sezonu – skończył na siódmym miejscu. I ta ostatnia chwila całej zimy 2024/2025 była jedną z bardzo niewielu dobrych dla Zniszczoła w całym długim sezonie. Na 27 startów w Pucharze Świata tylko trzy razy wskoczył do top 10 – był dziewiąty w Titisee-Neustadt, dziesiąty w Vikersund i siódmy w Planicy. Na MŚ był dopiero 28. i 22., cały Puchar Świata skończył na miejscu 20. Niby nie jest dramatycznie, ale przecież miało być bardzo dobrze, wręcz pięknie! Niestety, mający duży potencjał skoczek po prostu rozczarował.

     

    Kamil Stoch 3 (157 pkt i 31. miejsce w PŚ, na MŚ nie startował)

     

    – On sam się nie rozluźni, taki jest – mówił o Kamilu Stochu trener Michal Doleżal w styczniowej rozmowie ze Sport.pl. Czech dobrze wie, że najbardziej utytułowany polski skoczek chce aż za bardzo. Stoch, który ma już prawie 38 lat i w swojej galerii w Zakopanem wszystkie możliwe puchary i medale, wciąż szuka na skoczniach spełnienia. Ambicje są u niego większe od wszystkiego. Godne podziwu jest to, jak bardzo wciąż się stara. I jak mimo swego statusu – już legendy, ikony tego sportu – nie wdaje się w żadne przepychanki. Nawet gdy bywa traktowany nieładnie. Na mistrzostwa świata do Trondheim powinien pojechać. Nie za zasługi, nie dlatego, że był na każdych począwszy od 2005 roku i szkoda było mu przerywać piękną serię. Trener Thomas Thurnbichler postąpił dziwnie, nie chcąc mieć na miejscu wewnętrznej rywalizacji i z takiego powodu skreślając nie swojego skoczka. Nie brakowało wtedy głosów oburzenia. Ale Stoch nie “głosował” – swoją postawą pokazał wtedy, że milczenie jest złotem.

     

    Wcześniej sam zrezygnował z Turnieju Czterech Skoczni, ułatwiając trenerowi życie. Między TCS a MŚ zdarzyło się, że ojciec Stocha w wywiadzie dla TVP Sport skarżył się na złe traktowanie syna. Nie rozumiał na przykład, dlaczego z trenerskiej wieży Kamilowi flagą macha Thurnbichler, a dla Doleżala nie ma tam miejsca. Kamil i wtedy w “aferkę” się nie włączał. A dziś już wie, że po tym jak kadrę A przejmie Maciej Maciusiak, jego i całej kadry współpraca z “Teamem Stoch” zostanie zacieśniona czy po prostu naprawdę nawiązana. I że Doleżal od nowego sezonu będzie wtrenerskim gnieździe.

    Do czego Dodo może poprowadzić Stocha w sezonie olimpijskim, chyba już definitywnie ostatnim w karierze trzykrotnego mistrza olimpijskiego? Trudno marzyć o rzeczach wielkich po sezonie, w którym ani razu nie widzieliśmy Stocha w czołowej dziesiątce. Najwyższym miejscem mistrza Stocha było 14. w loteryjnym, jednoseryjnym konkursie w Ruce. Słabo, taka prawda. W całym sezonie Stoch uciułał sobie 157 punktów Pucharu Świata. Rok temu, jeszcze pod wodzą Thurnbichlera, miał na koniec 256 punktów. I nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że wtedy opuścił znacznie mniej konkursów (dwa, a w tym sezonie osiem), to i tak matematyka nie wybroni decyzji Stocha o założeniu własnego teamu. Ale dobrze, że Kamil jest, że skacze dalej i po prostu miło by było, gdyby na koniec – za rok – miał poczucie, że dobrze zrobił, skacząc w końcówce pięknej kariery na swoich warunkach. Na pewno jego 230 metrów w ostatnim locie w sezonie i 15. miejsce w finale sezonu w Planicy wywołują uśmiech u każdego, kto pochyla się nad wynikami Stocha i myśli, co tu się jeszcze będzie mogło wydarzyć.

     

    Dawid Kubacki 2+ (122 pkt i 35. miejsce w PŚ, na MŚ 19. na skoczni normalnej i 15. na dużej)

     

    Raz był w top 10 – wyciągnął dobry los na loterii w Ruce, na której wśród wygranych był też Stoch, co przed chwilą wspominaliśmy. Cały sezon próbował gonić formę, ale nie dogonił w żadnym momencie. Bywało, że robił kroczki w dobrym kierunku, ale tylko kroczki, nie umiał się rozpędzić.

     

    Ciekawe, na ile wyhamowywał siebie sam, nie wierząc, że sztab ma dla niego dobry plan. Kilka razy o tym mówił. To generalnie nie jest ufny skoczek. Wielu jego byłych trenerów opowiadało, że Dawida trzeba naprawdę przekonać do tego, co się zaplanowało, trzeba mu umieć pokazać swoją wizję. Maciej Maciusiak dziesięć lat temu umiał to zrobić. To on oduczył Kubackiego skakania wzwyż na progu. Dawno temu kibice robili memy, pokazujące, że Kubacki po wyjściu z progu leci aż na księżyc. Maciusiak ustawił mu technikę i właściwą parabolę lotu, bo umiał go do tego przekonać. Ciekawe czy teraz jako główny trener zdoła wykrzesać jeszcze z 35-letniego Kubackiego tyle ognia, żeby mistrz świata, zwycięzca Turnieju Czterech Skoczni i medalista olimpijski wrócił do światowej czołówki. Kubacki wciąż bardzo chce – to jest ewidentne. Pytanie czy jeszcze może. Ale jakąś podpowiedzią niech będą jego wyniki z MŚ – w obu konkursach z najwyższą w sezonie stawką wypadał lepiej niż prezentował się w PŚ.

     

    Jakub Wolny 3 (111 pkt i 37. miejsce w PŚ, na MŚ 29. na skoczni normalnej i 27. na dużej)

     

    W ubiegłym sezonie najgłośniejszy występ miał poza skocznią. – Jest trudno. Staram się skakać w miarę po swojemu, bo kiedy dostaję wskazówki od naszego trenera, to jest tylko gorzej – powiedział przed kamerą Eurosportu po kwalifikacjach w Wiśle, w których zajął 50. miejsce. Reporter Eurosportu Kacper Merk stwierdził, że to dość brutalne słowa. – On o nas też nieraz brutalnie mówił – odpowiedział Wolny. To była odpowiedź zawodnika kadry B na to, co ówczesny jej trener David Jiroutek powiedział w wywiadzie dla Sport.pl. A Czech stwierdził u nas m.in., że pracuje ze zdemotywowanymi emerytami.

     

    Wolny w maju skończy 30 lat i tej zimy dał sygnał, że na przedwczesną emeryturę się nie wybiera. Pierwszy raz od trzech lat zapunktował w Pucharze Świata. Pierwszy raz od czterech lat wskoczył do top 10 konkursu PŚ. Wielka szkoda, że po ósmym miejscu w Titisee-Neustadt w grudniu później już nie zbliżył się do tego wyniku. Ale 12 startów z punktami jak na kogoś, kogo w wielkich skokach nie było już trzy lata to dobry wynik. Miejsca 29. i 27 w konkursach MŚ to jak na wracającego do świata żywych skoczka też całkiem nieźle. Teraz pora wrócić do formy z czasów Stefana Horngachera. W sezonie 2018/2019 Wolny był filarem polskiej drużyny, a indywidualnie kończył zimę, mając 328 pkt w Pucharze Świata. Teraz zebrał ich 111. Jest przestrzeń do poprawy.

     

    Piotr Żyła 2 (80 pkt i 39. miejsce w PŚ. Na MŚ 20. miejsce na skoczni normalnej, na dużej nie startował)

     

    Sezon zaczął później niż wszyscy, bo rehabilitował się po operacji kolana. Ale tak naprawdę można mieć wrażenie, że nie zaczął wcale. Widać było po nim ciągłe braki mentalne – nie umiał się zmobilizować, co sam wiele razy podkreślał.

     

    Niezłą formę tak naprawdę pokazywał tylko na lotach – w Oberstdorfie i w Planicy, gdzie zajmował miejsca w drugiej dziesiątce. Loty Żyła kocha, widać, że one dają mu adrenalinę. Szkoda, że na skokach pracował tak słabo, że w niedzielę na Letalnicy nie miał miejsca w finale sezonu, czyli w konkursie, w którym udział wzięło tylko 30 skoczków. Żyła przez całą zimę uciułał 80 punktów. Tak mizernego wyniku nie miał od 2011 roku. Wtedy był perspektywicznym 24-latkiem. Dziś ma 38 lat, jest w kadrze najstarszy i pytanie czy jeszcze powinien w niej być. Przede wszystkim sam Żyła musi sobie na to pytanie odpowiedzieć.

    Thomas Thurnbichler 3

     

    Dostatecznie, a dostatecznie to za mało, żeby dalej pracować na stanowisku głównego trenera reprezentacji Polski. W tym sezonie – po nieudanym poprzednim – musiało być już chociaż dobrze. Ale jak Thurnbichler stracił zaufanie starszyzny, tak go nie odzyskał, a może nawet jeszcze bardziej się z częścią skoczków od siebie oddalili. Zabrakło mu charyzmy. Jeśli ktoś się nie podporządkowywał, trener miał przecież narzędzia, żeby reagować. A nie decydował się na to. Albo robił to – na przykład wysyłał na treningi, odsuwając od składu – za rzadko. Stoch od niego i kadry odszedł, zakładając własny zespół. Współpracy między ekipą Thurnbichlera a Stocha nie było. Były za to niejasne kryteria powołań na mistrzostwa świata, w wyniku których to niejasnych kryteriów starego mistrza na MŚ zabrakło, mimo że formę miał na poziomie większości zawodników, których Austriak powołał. Żyły nie potrafił zmotywować do tego, żeby temu staremu mistrzowi naprawdę się chciało. Kubackiego nie umiał przekonać do swoich pomysłów. Zniszczoł zawsze bardziej ufał Maciusiakowi niż jemu.

     

    Z drugiej strony – bardzo ważnej – Paweł Wąsek go słuchał i efekty wszyscy widzieliśmy. Thurnbichler umie pracować z młodymi zawodnikami – Austriakom wychowywał przecież Daniela Tschofeniga, który właśnie odebrał Kryształową Kulę. Ale u nas w tym sezonie po słabym poprzednim Thurnbichler sam stawiał sobie i kadrze cel w postaci medalu mistrzostw świata. A nawet nie byliśmy blisko. I tak naprawdę zimy 2024/2025 po mizernej 2023/2024 nie mieliśmy nawet dostatecznej. Dlatego można zrozumieć większość zarządu Polskiego Związku Narciarskiego, która głosowała za zwolnieniem Austriaka. Inna sprawa, że świetnie byłoby go dalej mieć u siebie. Bardzo dobrze, że Adam Małysz złożył mu ofertę prowadzenia kadry juniorów. Pozostaje nam liczyć, że młody, zdolny trener nie dostanie lepszej propozycji z innego kraju. I że zadomowiony w Krakowie (mieszka tam z rodziną) zostanie u nas, bo naprawdę mógłby tu jeszcze zrobić wiele dobrego.

     

  • Zniszczołowi puściły hamulce. Oto co na koniec powiedział o Thurnbichlerze

    Zniszczołowi puściły hamulce. Oto co na koniec powiedział o Thurnbichlerze

    Zniszczołowi puściły hamulce. Oto co na koniec powiedział o Thurnbichlerze

    Po zajęciu siódmego miejsca w finale sezonu Pucharu Świata w Planicy Aleksander Zniszczoł był gościem studia TVN i w trakcie rozmowy cieszył się ze zmiany trenera “Biało-Czerwonych”. -Bardzo dobra decyzja, jestem z niej bardzo zadowolony – stwierdził Zniszczoł. – Byłoby ciężko, jakby Thomas został. W tej grupie byłoby 30 proc. mniej zaangażowania – dodał 31-letni skoczek.

     

    W niedzielę w Planicy zakończył się sezon 2024/25 Pucharu Świata w skokach narciarskich. W finale sezonu głównym wydarzeniem był nowy oficjalny rekord świata Domena Prevca, który skoczył aż 254,5 metra. Najlepszy był jednak jego rodak Anże Lanisek, a z Polaków siódme miejsce zajął Aleksander Zniszczoł.

     

    “Bardzo zadowolony”. Zniszczoł zaszokował szczerością ws. zmiany trenera

     

    To właśnie Zniszczoł był też pierwszym gościem studia TVN (Eurosportu) po konkursie. Głównym tematem rozmowy nie były jednak niedzielne zawody, a zmiana trenera polskich skoczków, jako że wraz z końcem sezonu Thomasa Thurnbichlera zastąpi Maciej Maciusiak.

     

    Aleksander Zniszczoł zaszokował szczerością i chyba sam się nie spodziewał, jak jego wypowiedź uderza w postawę jego samego i kolegów z kadry.

     

    – Bardzo dobra decyzja, jestem z niej bardzo zadowolony – mówił o zmianie szkoleniowca. – Maciek już dawno powinien był objąć to stanowisko. W mojej ocenie atmosfera była nie taka, jaka powinna być. Na pewno coś nie zagrało w przygotowaniach, nie było systematyczności. Potem byłoby ciężko, nawet jakby Thomas został – mówił Zniszczoł, który zeszły sezon pod wodzą Thurnbichlera miał najlepszy w karierze

     

    – W tej grupie byłoby 30 proc. mniej zaangażowania. Nie było atmosfery, a jak nie ma atmosfery, to zaczyna tu coś nie grać, tam coś nie grać. Wczoraj dopiero pierwszy raz walczyliśmy o coś jako drużyna – stwierdził 31-latek. – Zaufane do Thomasa było, ale było za dużo dodawania. Zgadzałem się z nim, jednak zawsze było jakieś “ale” – narzekał.

     

    Co może zmienić w takim razie Maciej Maciusiak, aby polscy skoczkowie spisywali się lepiej niż w sezonie 2024/25?

     

    – Przygotowanie motoryczne to pierwsza rzecz, druga rzecz to atmosfera. Zaś trzecia rzecz, to jak on coś powie, to tak ma być – przyznawał Aleksander Zniszczoł, który też ocenił niedzielny konkurs w Planicy, w tym swój występ i rekord świata Domena Prevca

     

    – To, co zrobił Domen, to już przekraczanie własnych granic. Lądowanie w tym miejscu, to trzeba mieć dwie duże rzeczy. Są informacje z FIS-u, że ta skocznia ma być powiększana. Mi te dzisiejsze skoki dały takie zakończenie sezonu, że mogę na chwilę odpocząć, na tydzień i potem mogę iść trenować i walczyć o medale. Szkoda mi tego sezonu, bo liczyłem na co innego. Dopiero tu w Planicy poczułem, że ci ludzie na dole są tutaj, którzy cieszą się po prostu, że ja skaczę. I dzisiaj udowodniłem, że potrafię – zakończył.

    https://x.com/Eurosport_PL/status/1906279079122444636

  • Tak wygląda końcowa klasyfikacja PŚ po tym, co zrobił Zniszczoł w Planicy

    Tak wygląda końcowa klasyfikacja PŚ po tym, co zrobił Zniszczoł w Planicy

    Tak wygląda końcowa klasyfikacja PŚ po tym, co zrobił Zniszczoł w Planicy

    Puchar Świata w skokach narciarskich w sezonie 2024/25 dobiegł końca. Już wcześniej było jasne, że Kryształowa Kula przypadnie Danielowi Tschofenigowi, jednak wielu skoczków w ostatnim konkursie w Planicy chciało poprawić swoje końcowe lokaty. Udało się to m.in. reprezentantowi Polski. Oto klasyfikacja generalna Pucharu Świata na koniec sezonu.

     

    Puchar Świata w skokach narciarskich w sezonie 2024/25 dobiegł końca. Cykl zamknął niedzielny konkurs indywidualny w Planicy, w którym zawodnicy mogli jeszcze poprawić swoją pozycję w klasyfikacji generalnej.

     

    Tak wygląda klasyfikacja końcowa Pucharu Świata po konkursie w Planicy. Najwyżej z Polaków Paweł Wąsek

     

    O jak najlepsze wyniki na koniec sezonu walczyło między innymi pięciu reprezentantów Polski: Dawid Kubacki, Kamil Stoch, Paweł Wąsek, Jakub Wolny oraz Aleksander Zniszczoł. I w komplecie zakwalifikowali się do serii finałowej.

     

    Tam polscy skoczkowie raczej nie liczyli się w rywalizacji o czołowe miejsca. Wyjątkiem był Zniszczoł, który po skoku na 238 metrów mógł mierzyć wysoko. Ostatecznie zajął siódmą pozycję, wygrał Anze Lanisek przed Domenem Prevcem (nowy rekordzista świata z wynikiem 254,5 m) oraz Andreasem Wellingerem.

     

    Tam polscy skoczkowie raczej nie liczyli się w rywalizacji o czołowe miejsca. Wyjątkiem był Zniszczoł, który po skoku na 238 metrów mógł mierzyć wysoko. Ostatecznie zajął siódmą pozycję, wygrał Anze Lanisek przed Domenem Prevcem (nowy rekordzista świata z wynikiem 254,5 m) oraz Andreasem Wellingerem.

     

    Klasyfikacja generalna Pucharu Świata w sezonie 2024/25

    1. Daniel Tschofenig – 1805 pkt

    2. Jan Hoerl – 1652 pkt

    3. Stefan Kraft – 1290 pkt

    4. Anze Lanisek – 1056 pkt

    5. Pius Paschke – 1006 pkt

    6. Gregor Deschwanden – 996 pkt

    7. Andreas Wellinger – 989 pkt

    8. Johann Andre Forfang – 955 pkt

    9. Ryoyu Kobayashi – 910 pkt

    10. Domen Prevc – 776 pkt

    14. Paweł Wąsek – 612 pkt

    20. Aleksander Zniszczoł, Halvor Egner Granerud – 267 pkt

    31. Kamil Stoch – 157 pkt

    35. Dawid Kubacki – 122 pkt

    37. Jakub Wolny – 111 pkt

    39. Piotr Żyła – 80 pkt

    52. Maciej Kot – 13 pkt

  • Gdzie on wylądował?! Zobacz nowy niebotyczny rekord świata

    Gdzie on wylądował?! Zobacz nowy niebotyczny rekord świata

    Gdzie on wylądował?! Zobacz nowy niebotyczny rekord świata

    Domen Prevc z rekordem świata w Planicy! Słoweniec zachwycił tysiące kibiców w drugiej serii, w której poleciał aż 254,5 m! Co ciekawe, efektowna próba nie dała Prevcowi wygranej. Zobacz rekordowy lot.

     

    Domen Prevc w pierwszej serii poleciał 245 m i zajmował po niej drugie miejsce. Po przerwie Słoweniec popisał się jeszcze lepszym skokiem, którym pobił rekord świata!

     

    Rekord świata Domena Prevca

     

    Słoweniec w drugiej serii poleciał aż 254,5 m, czym pobił rekord świat Stefana Krefta z 2017 r., który w Vikersund skoczył 253,5 m.

    https://x.com/Eurosport_PL/status/1906274101401911485

    Co ciekawe, ta próba nie dała Prevcowi wygranej. Zwyciężył jego rodak Anze Lanisek, który w drugiej serii skoczył 241,5.

     

  • Nowy rekord świata w Planicy. Fenomenalny lot Domena Prevca

    Nowy rekord świata w Planicy. Fenomenalny lot Domena Prevca

    Nowy rekord świata w Planicy. Fenomenalny lot Domena Prevca

    Genialnie zakończył się sezon sezon Pucharu Świata w skokach narciarskich. Na mamucim obiekcie w Planicy padł nowy rekord świata, którego autorem jest Domen Prevc z odległością 254.5 metra. Poprzedni rekord miał ponad 8 lat i wynosił 253.5 metra z Vikersund. W 2017 roku uzyskał tyle Stefan Kraft.

     

    W niedzielę zakończył się sezon skoków narciarskich. W ostatnim konkursie zwyciężył Anze Lanisek przed Domenem Prevem i Andreasem Wellingerem. Uwagę od zwycięzcy skradł jednak drugi ze Słoweńców. W drugiej serii konkursowej uzyskał on aż 254.5 metra, co jest nowym oficjalnym rekordem świata.

     

    Tym samym po ponad 8 latach najdłuższy oficjalny lot na nartach stracił Stefan Kraft, który w Vikersund w 2017 roku wylądował 253.5 metra. Lot Domena Prevca jest też powrotem rekordu świata do Planicy, która dzierżyła go do 2011 roku (Bjorn Einar Romoren, 239 metrów. 2005 rok).

     

    Nieoficjalny rekord świata wynosi więcej. Kobayashi nie do pobicia

     

    Co ciekawe nieoficjalny rekord świata lotu na nartach wynosi o wiele więcej, ponieważ japoński skoczek Ryoyu Kobayashi w 2024 roku wylądował aż 291 metrów na specjalnie wybudowanej skoczni naIslandii.

     

  • 254,5 metra Prevca! Nowy rekord świata w Planicy! Niesamowity konkurs Zniszczoła

    254,5 metra Prevca! Nowy rekord świata w Planicy! Niesamowity konkurs Zniszczoła

    254,5 metra Prevca! Nowy rekord świata w Planicy! Niesamowity konkurs Zniszczoła

    Słoweńskie show i rekord świata na koniec sezonu w Planicy! Domen Prevc potwierdził, że jest absolutnie najlepszym lotnikiem na świecie i w drugiej serii poleciał 254,5 metra, bijąc rekord świata w długości lotu Stefana Krafta. Co ciekawe konkursu nie wygrał, bo dzięki niższej belce i lepszemu lądowaniu zrobił to Anże Lanisek. Polacy mogą cieszyć się świetnym występem Aleksandra Zniszczoła, który zajął najwyższe w sezonie 7. miejsce!

     

    Tradycyjny niedzielny konkurs lotów w Planicy dla Top 30 klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Ta rywalizacja dla fanów skoków oznacza tylko jedno – czas na napisy końcowe. Przez całą zimę emocjonowaliśmy się konkursami na skoczniach całego świata. Szkoda, że udział reprezentantów Polski w tych emocjach nie był tak duży, jak byśmy sobie tego życzyli. Jednak kolejny sezon będzie nową erą. Erą trenera Macieja Maciusiaka, który zastąpi na stanowisku szkoleniowca kadry A Thomasa Thurnbichlera. Czy będzie to lepsza era? Cóż, kibice i eksperci są sceptyczni, ale pozostaje wierzyć oraz życzyć trenerowi i skoczkom, by niejedne usta zamknęli.

     

    Wszystko było jasne. Pozostało jedynie zabawić się na koniec

     

    Jeszcze przed ostatnim konkursem wiedzieliśmy już praktycznie wszystko. Kryształowa Kula z Puchar Świata trafi w ręce Austriaka Daniela Tschofeniga. Austriacy wygrają w cuglach Puchar Narodów. Z kolei Mała Kryształowa Kula za loty jeszcze przed finałową rywalizacją została zdobyta przed Domena Prevca. Słoweniec pokazał zresztą w serii próbnej, dlaczego to on jest obecnie lotnikiem nad lotnikami, wygrywając ją po locie na 238. metr. Z Polaków najlepszy w niej był 10. Paweł Wąsek (222 m).

     

    Polacy dostali kilka darmowych biletów

     

    Naszych reprezentantów w tym konkursie teoretycznie powinno być tylko dwóch (Zniszczoł i Wąsek). Tylko tylu ich mamy w Top 30 klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Jednak z czołowej trzydziestki zabrakło kilku skoczków. Norwegowie nadal są zawieszeni za oszustwa, a Michael Hayboeck i Philipp Raimund dobrowolnie odpuścili. Stąd w rywalizacji udział mogli wziąć Kamil Stoch (31. w PŚ), Dawid Kubacki (35.), i Jakub Wolny (36.).

     

    Rywalizację dla Polaków otworzył właśnie Wolny, który poleciał spokojne 205,5 m i po pierwszej serii zajmował 26. miejsce. Krócej od niego poleciał Dawid Kubacki, ledwie przekraczając 200 m (201 m), co pozwoliło mu wyprzedzić jedynie trzech zawodników. Znacznie lepszy od nich obu okazał się Kamil Stoch. Do ponad 230-metrowego lotu z serii próbnej sporo zabrakło, ale 215 metrów to też solidna próba, dająca 20. lokatę po pierwszej serii.

     

    Aleksander Zniszczoł kapitalny w pierwszej serii! Słoweńcy w swojej lidze

     

    Petardę za to odpalił Aleksander Zniszczoł. W serii próbnej Polak poleciał aż 234,5 metra i tak mu się to spodobało, że w pierwszej serii konkursowej zrobił dokładnie to samo. Efekt? Rewelacyjne 7. miejsce po pierwszej serii i strata 7,8 pkt do podium, czyli na skoczni mamuciej nie tak znowu dużo. Paweł Wąsek z kolei też skoczył naprawdę bardzo ładnie, konkretnie 224,5 metra, co dało 12. pozycję przed serią finałową.

    https://x.com/Eurosport_PL/status/1906258425316601952

    W walce o podium swoje show ponownie rozkręcili Słoweńcy, którzy nieśmiało zaczęli “romansować” z 250. metrem, bo zarówno Domen Prevc (245 m), jak i Anże Lanisek (247,5 m) daleko od niego nie byli. Ten drugi pobił swój rekord życiowy, a przy okazji po pierwszej serii był na prowadzeniu z małą jednak przewagą 3,6 pkt nad Domenem. Dodajmy, że w przerwie między seriami symboliczny ostatni skok w karierze oddał Michael Hayboeck. Poleciał ponad 230 metrów i pożegnał się z karierą w naprawdę godnym stylu.

     

     

    Stoch i Wąsek wybrali zakończenie sezonu z przytupem

     

    W drugiej serii klasyfikacja wewnętrzna Polaków się nie zmieniła. Dawid Kubacki poprawił się co prawda o 2 metry (203 m), ale że Jakub Wolny postawił na powtarzalność i poleciał dokładnie tyle samo, co w pierwszej serii (205,5 m), to Kubacki najsłabszym z Polaków pozostał, kończąc na 28. miejscu (26. Wolny). Za to Kamil Stoch postanowił zakończyć sezon z przytupem i oddał piękny lot na równo 230. metr, co pozwoliło mu awansować na 15. pozycję.

    https://x.com/Eurosport_PL/status/1906260533545664854

    W świetnym stylu swój najlepszy sezon w życiu zakończył też Paweł Wąsek. Polak poleciał 230,5 metra i choć to paradoksalnie nie dało mu awansu, a wręcz spadek na 13. pozycję. Przy czym po tak znakomitym poziomie Wąskowi raczej większej różnicy to nie zrobiło. Krótko po Wąsku weszliśmy w czołową dziesiątkę, a co za tym idzie w walkę o podium.

    Zniszczoł rozpoczął wielkie latanie.Słoweńcy dali show, jakich mało!

    W niej kapitalnie spisał się Aleksander Zniszczoł! Polak poleciał wspaniałe 238 metrów (mimo że bujało nim w powietrzu niebywale) i po swoim skoku był na pierwszym miejscu. Rywale jednak nie spali i odpowiadali równie doskonale. Właściwie to cała czołowa dziesiątka poza Gregorem Deschwandenem nie zeszła poniżej 230 m. Niemniej Zniszczoł zakończył konkurs na najlepszym w sezonie 7. miejscu.

     

    DOMEN PREVC REKORDZISTĄ ŚWIATA!

     

    Tak jest proszę państwa! To nie pomyłka, to nie błąd! W drugiej serii Domen Prevc pokazał, że urodził się po to, by latać! 254,5 m! Po ośmiu latach padł rekord Stefana Krafta, a Planica odzyskała miano absolutnie największej skoczni na świecie. Prevc mimo takiego wyczynu nie wygrał konkursu, bo kombinacja obniżonej belki, warunków i pięknego lądowania na 241,5 m dała triumf Anże Laniskowi. Jednak z całym do niego szacunkiem, to zakończenie sezonu miało tylko jednego bohatera i jest nim DOMEN PREVC!

    https://x.com/Eurosport_PL/status/1906274101401911485

    Wyniki niedzielnego konkursu Pucharu Świata w skokach narciarskich w Planicy:

    1. Anże Lanisek (Słowenia) – 247,5 m i 241,5 m, 482,1 pkt

    2. Domen Prevc (Słowenia) – 245 m i 254,5 m!, 475,0 pkt

    3. Andreas Wellinger (Niemcy) – 236,5 m i 236,5 m, 455,8 pkt

    4. Daniel Tschofenig (Austria) – 231 m i 237,5 m, 451,6 pkt

    5. Ryoyu Kobayashi (Japonia) – 236 m i 231 m, 449,4 pkt

    6. Pius Paschke (Niemcy) – 231,5 m i 237 m, 438,9 pkt

    7. Aleksander Zniszczoł (Polska) – 234,5 m i 238 m, 434,0 pkt

    13. Paweł Wąsek (Polska) – 224,5 m i 230,5 m, 412,5 pkt

    15. Kamil Stoch (Polska) – 215 m i 230 m, 400,8 pkt

    26. Jakub Wolny (Polska) – 205,5 m i 205,5 m, 364,5 pkt

    28. Dawid Kubacki (Polska) – 201 m i 203 m, 355,7 pkt

  • 254,5 metra Prevca! Nowy rekord świata w Planicy! Niesamowity konkurs Zniszczoła

    254,5 metra Prevca! Nowy rekord świata w Planicy! Niesamowity konkurs Zniszczoła

    254,5 metra Prevca! Nowy rekord świata w Planicy! Niesamowity konkurs Zniszczoł

     

    Słoweńskie show i rekord świata na koniec sezonu w Planicy! Domen Prevc potwierdził, że jest absolutnie najlepszym lotnikiem na świecie i w drugiej serii poleciał 254,5 metra, bijąc rekord świata w długości lotu Stefana Krafta. Co ciekawe konkursu nie wygrał, bo dzięki niższej belce i lepszemu lądowaniu zrobił to Anże Lanisek. Polacy mogą cieszyć się świetnym występem Aleksandra Zniszczoła, który zajął najwyższe w sezonie 7. miejsce!

     

    Tradycyjny niedzielny konkurs lotów w Planicy dla Top 30 klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Ta rywalizacja dla fanów skoków oznacza tylko jedno – czas na napisy końcowe. Przez całą zimę emocjonowaliśmy się konkursami na skoczniach całego świata. Szkoda, że udział reprezentantów Polski w tych emocjach nie był tak duży, jak byśmy sobie tego życzyli. Jednak kolejny sezon będzie nową erą. Erą trenera Macieja Maciusiaka, który zastąpi na stanowisku szkoleniowca kadry A Thomasa Thurnbichlera. Czy będzie to lepsza era? Cóż, kibice i eksperci są sceptyczni, ale pozostaje wierzyć oraz życzyć trenerowi i skoczkom, by niejedne usta zamknęli.

     

    Wszystko było jasne. Pozostało jedynie zabawić się na koniec

    Jeszcze przed ostatnim konkursem wiedzieliśmy już praktycznie wszystko. Kryształowa Kula z Puchar Świata trafi w ręce Austriaka Daniela Tschofeniga. Austriacy wygrają w cuglach Puchar Narodów. Z kolei Mała Kryształowa Kula za loty jeszcze przed finałową rywalizacją została zdobyta przed Domena Prevca. Słoweniec pokazał zresztą w serii próbnej, dlaczego to on jest obecnie lotnikiem nad lotnikami, wygrywając ją po locie na 238. metr. Z Polaków najlepszy w niej był 10. Paweł Wąsek (222 m).

     

    Polacy dostali kilka darmowych biletów

    Naszych reprezentantów w tym konkursie teoretycznie powinno być tylko dwóch (Zniszczoł i Wąsek). Tylko tylu ich mamy w Top 30 klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Jednak z czołowej trzydziestki zabrakło kilku skoczków. Norwegowie nadal są zawieszeni za oszustwa, a Michael Hayboeck i Philipp Raimund dobrowolnie odpuścili. Stąd w rywalizacji udział mogli wziąć Kamil Stoch (31. w PŚ), Dawid Kubacki (35.), i Jakub Wolny (36.).

     

    Rywalizację dla Polaków otworzył właśnie Wolny, który poleciał spokojne 205,5 m i po pierwszej serii zajmował 26. miejsce. Krócej od niego poleciał Dawid Kubacki, ledwie przekraczając 200 m (201 m), co pozwoliło mu wyprzedzić jedynie trzech zawodników. Znacznie lepszy od nich obu okazał się Kamil Stoch. Do ponad 230-metrowego lotu z serii próbnej sporo zabrakło, ale 215 metrów to też solidna próba, dająca 20. lokatę po pierwszej serii.

     

    Aleksander Zniszczoł kapitalny w pierwszej serii! Słoweńcy w swojej lidze

    Petardę za to odpalił Aleksander Zniszczoł. W serii próbnej Polak poleciał aż 234,5 metra i tak mu się to spodobało, że w pierwszej serii konkursowej zrobił dokładnie to samo. Efekt? Rewelacyjne 7. miejsce po pierwszej serii i strata 7,8 pkt do podium, czyli na skoczni mamuciej nie tak znowu dużo. Paweł Wąsek z kolei też skoczył naprawdę bardzo ładnie, konkretnie 224,5 metra, co dało 12. pozycję przed serią finałową.

     

    W walce o podium swoje show ponownie rozkręcili Słoweńcy, którzy nieśmiało zaczęli “romansować” z 250. metrem, bo zarówno Domen Prevc (245 m), jak i Anże Lanisek (247,5 m) daleko od niego nie byli. Ten drugi pobił swój rekord życiowy, a przy okazji po pierwszej serii był na prowadzeniu z małą jednak przewagą 3,6 pkt nad Domenem. Dodajmy, że w przerwie między seriami symboliczny ostatni skok w karierze oddał Michael Hayboeck. Poleciał ponad 230 metrów i pożegnał się z karierą w naprawdę godnym stylu.

     

    Stoch i Wąsek wybrali zakończenie sezonu z przytupem

    W drugiej serii klasyfikacja wewnętrzna Polaków się nie zmieniła. Dawid Kubacki poprawił się co prawda o 2 metry (203 m), ale że Jakub Wolny postawił na powtarzalność i poleciał dokładnie tyle samo, co w pierwszej serii (205,5 m), to Kubacki najsłabszym z Polaków pozostał, kończąc na 28. miejscu (26. Wolny). Za to Kamil Stoch postanowił zakończyć sezon z przytupem i oddał piękny lot na równo 230. metr, co pozwoliło mu awansować na 15. pozycję.

     

    W świetnym stylu swój najlepszy sezon w życiu zakończył też Paweł Wąsek. Polak poleciał 230,5 metra i choć to paradoksalnie nie dało mu awansu, a wręcz spadek na 13. pozycję. Przy czym po tak znakomitym poziomie Wąskowi raczej większej różnicy to nie zrobiło. Krótko po Wąsku weszliśmy w czołową dziesiątkę, a co za tym idzie w walkę o podium.

     

    Zniszczoł rozpoczął wielkie latanie. Słoweńcy dali show, jakich mało!

    W niej kapitalnie spisał się Aleksander Zniszczoł! Polak poleciał wspaniałe 238 metrów (mimo że bujało nim w powietrzu niebywale) i po swoim skoku był na pierwszym miejscu. Rywale jednak nie spali i odpowiadali równie doskonale. Właściwie to cała czołowa dziesiątka poza Gregorem Deschwandenem nie zeszła poniżej 230 m. Niemniej Zniszczoł zakończył konkurs na najlepszym w sezonie 7. miejscu.

     

    DOMEN PREVC REKORDZISTĄ ŚWIATA!

    Tak jest proszę państwa! To nie pomyłka, to nie błąd! W drugiej serii Domen Prevc pokazał, że urodził się po to, by latać! 254,5 m! Po ośmiu latach padł rekord Stefana Krafta, a Planica odzyskała miano absolutnie największej skoczni na świecie. Prevc mimo takiego wyczynu nie wygrał konkursu, bo kombinacja obniżonej belki, warunków i pięknego lądowania na 241,5 m dała triumf Anże Laniskowi. Jednak z całym do niego szacunkiem, to zakończenie sezonu miało tylko jednego bohatera i jest nim DOMEN PREVC!

     

    Wyniki niedzielnego konkursu Pucharu Świata w skokach narciarskich w Planicy:

    1. Anże Lanisek (Słowenia) – 247,5 m i 241,5 m, 482,1 pkt

    2. Domen Prevc (Słowenia) – 245 m i 254,5 m!, 475,0 pkt

    3. Andreas Wellinger (Niemcy) – 236,5 m i 236,5 m, 455,8 pkt

    4. Daniel Tschofenig (Austria) – 231 m i 237,5 m, 451,6 pkt

    5. Ryoyu Kobayashi (Japonia) – 236 m i 231 m, 449,4 pkt

    6. Pius Paschke (Niemcy) – 231,5 m i 237 m, 438,9 pkt

    7. Aleksander Zniszczoł (Polska) – 234,5 m i 238 m, 434,0 pkt

    13. Paweł Wąsek (Polska) – 224,5 m i 230,5 m, 412,5 pkt

    15. Kamil Stoch (Polska) – 215 m i 230 m, 400,8 pkt

    26. Jakub Wolny (Polska) – 205,5 m i 205,5 m, 364,5 pkt

    28. Dawid Kubacki (Polska) – 201 m i 203 m, 355,7 pkt

  • Polka zdobyła medal, a potem nastąpił dramat. “Nie miałam siły do życia”

    Polka zdobyła medal, a potem nastąpił dramat. “Nie miałam siły do życia”

    Polka zdobyła medal, a potem nastąpił dramat. “Nie miałam siły do życia

    — Słyszałam tylko pretensje, że “znowu coś cię boli”. […] Mamy igrzyska, do których się przygotowywaliśmy, ja teraz potrzebuję wsparcia, potrzebuję ludzi wokół siebie, bo to ja będę stać sama na stadionie z tym całym pier***nikiem w głowie i w organizmie, więc chcę mieć pewność, że my razem to dociągniemy. A tego nie było – opowiada oszczepniczka Maria Andrejczyk o tym, co działo się u niej przed igrzyskami olimpijskimi w 2021 r. Choć wywalczyła wówczas srebrny medal, który do dziś jest jej największym sukcesem w karierze, w podcaście Elite Mentality mówi wprost, że dla niej finał w Tokio był jednym z najgorszych przeżyć. A po igrzyskach wszystko zaczęło się walić.

    W 2016 r. Maria Andrejczyk otarła się o podium igrzysk olimpijskich. W Rio de Janeiro do brązowego medalu zabrakło jej zaledwie 2 cm. Pięć lat później (igrzyska zostały przesunięte o rok ze względu na pandemię koronawirusa) sięgnęła po srebrny krążek. Lepsza od Polki była jedynie Chinka Liu Shiying.

    Andrejczyk nie ukrywa, że w tamtym czasie przeżywała trudne chwile. — Cała moja droga do igrzysk olimpijskich w Tokio to były bardzo duże oczekiwania. Nie tylko moje wewnętrzne, ale też ze środowiska. I ciężko mi było to dźwigać – wyznała w podcaście Elite Mentality. Rodzina dawała jej wówczas zrozumienie i spokój, ale byli wokół niej również ludzie, którzy “cisnęli ją jeszcze mocniej”.

    “Po Tokio wszystko kompletnie się rozpadło na kawałki. […] Już nie miałam siły być perfekcyjna”
    — Przez 24 godz. na dobę musiałam być kompletnie profesjonalna. Nie miałam prawa do tego, by być indywidualnością, by być sobą, by być inną. Moją tożsamością było bycie zawodowym sportowcem, bycie oszczepniczką. Tylko rzucanie kijem powinnam mieć w głowie i myśleć o tym, co zrobić, żeby rzucić jak najdalej. […] I nie wytrzymałam. Po Tokio wszystko kompletnie się rozpadło na kawałki – mówiła oszczepniczka, dodając, że później nastąpiło wiele zmian, których potrzebowała.

    — Już nie miałam siły być perfekcyjna, nie miałam siły funkcjonować tak, jak sądziłam, że jest to ode mnie oczekiwane […]. Nie miałam po prostu siły do życia. I zaczęło się naprawdę wszystko walić. Dopiero wtedy zaczęłam rozumieć, że muszę nauczyć się odpoczywać, muszę nauczyć się słuchać, muszę zdjąć tę maskę idealnej zawodniczki, która wcale idealna nie jest […] – opowiadała.

    W podcaście Elite Mentality Maria Andrejczyk wyznała, że przez liczne błędy treningowe, jej organizm był bardzo przeciążony i nie wytrzymywał, gdy wchodziła na najwyższe obroty. To doprowadzało do kontuzji. Tak właśnie było m.in. niedługo przed igrzyskami w Tokio, gdy podczas Pucharu Europy w Splicie pobiła rekord Polski, rzucając oszczepem na odległość 71,40 m. Przy rzucie nabawiła się urazu barku. — Miałam trzy miesiące, żeby się ogarnąć, przygotować, a ja nie mogłam ręki podnieść przez parę tygodni, więc była batalia — wspominała.

    — Jednocześnie czułam, że jestem tam sama w tym wszystkim, bo nie było nikogo. Słyszałam tylko pretensje, że “znowu coś cię boli”. […] Mamy igrzyska, do których się przygotowywaliśmy, ja teraz potrzebuję wsparcia, potrzebuję ludzi wokół siebie, bo to ja będę stać sama na stadionie z tym całym pier***nikiem w głowie i w organizmie, więc chcę mieć pewność, że my razem to dociągniemy. A tego nie było – zdradziła.

    Finał, w którym zdobyła olimpijski medal, był dla niej koszmarem. “Trzęsłam się ze strachu”
    Później wyjaśniła, dlaczego pomimo przeciwności udało jej się sięgnąć po olimpijski krążek. — Dla mnie finał w Tokio był jednym z najgorszych przeżyć. Ja się tam trzęsłam ze strachu. To, co mnie uratowało, to to, że było bardzo dużo rzeczy zautomatyzowanych już przed tymi zawodami. Miałam dobrze ułożoną technikę, […] więc mój organizm wiedział automatycznie, jak ma się ułożyć, ustawić, na jakiej prędkości wejść, kiedy odpalić. […] Na pewno nie byłam tam sobą. Na pewno nie byłam taka waleczna, jaka potrafię być. Nie dałam z siebie wszystkiego i to była cholernie duża trauma – nie ukrywała.

    Choć srebrny medal olimpijski był największym sukcesem w dotychczasowej karierze Marii Andrejczyk, ta wprost przyznała, że nie umiała się z niego cieszyć. Zaraz po zdobyciu krążka, przekazała go na szczytny cel. — Nie miałam problemu z tym, żeby go wystawić na licytację, mimo że to jest coś, na co bardzo ciężko pracowałam i o czym marzyłam — wyznała Cyprianowi Majcherowi. — Uwielbiam pomagać, więc dla mnie to też był bardzo naturalny odruch, […] ale jednocześnie była taka część mnie, która w ogóle nie chciała tego sukcesu, nie chciała tego środowiska, w którym wtedy byłam — oznajmiła Andrejczyk.

    Przez lata najważniejszy był dla niej sukces. Aż wszystko zaczęło się walić
    Lekkoatletka opowiedziała o tym, co sprawiło, że wszystko w jej życiu zaczęło się sypać. — Było wiele rzeczy, które mi nie grały, ale ja przez lata akceptowałam to, gdzie jestem, bo dla mnie najważniejszy był sukces. Zgadzałam się na wszystko, co było mi serwowane, przez co zatracałam siebie, zatracałam autonomię, zatracałam poczucie własnej wartości. Liczył się tylko sport […]. Wracałam do domu i miałam jeszcze większy rygor, nie miałam przestrzeni do odpoczynku, do tego, żeby sobie pozwolić na cokolwiek – wyznała.

    Gdy po igrzyskach rozpoczęła przygotowania do nowego sezonu, nie czuła w sobie żadnych emocji, a jeśli je w sobie wywołała, to tylko na chwilę. — Kładłam się spać, wstawałam i znowu było pusto, to było dla mnie straszne – wspominała. – Później wszystko zaczęło się walić, jedna współpraca się rozpadła, z drugiej zrezygnowałam. Mój związek się rozpadł – wyliczała (Andrejczyk przez kilka lat była związana z Marcinem Rosengartenem, który jest menedżerem lekkoatletów i dyrektorem Memoriału Kamili Skolimowskiej).

    W kwietniu 2022 r. sportsmenka ogłosiła, że po kilkunastu latach kończy współpracę z trenerem Karolem Sikorskim. Jej nowym szkoleniowcem został wówczas Petteri Piironen, dlatego przez pewien czas Polka bardzo dużo czasu spędzała w Finlandii. — Tam też coś nie grało. […] Na początku mój organizm przeskoczył, było fajnie, ale później wszystko zaczęło siadać. Układ nerwowy się rozwalił, na wszystko reagowałam obronnie. Przez to też tarczyca mi się rozwaliła. Ja siebie nie poznawałam – mówiła.

    W październiku 2023 r. Maria Andrejczyk ogłosiła, że zdecydowała się na kolejną zmianę trenera, a został nim Cezary Wojna. Chwilę później lekkoatletka wyznała publicznie, że zmagała się z depresją. — Psychika już lepiej funkcjonuje, przysadka mózgowa już nie kręci mi takiej makareny jak wcześniej. A miałam naprawdę głęboką depresję przez parę dobrych miesięcy. Na szczęście – teraz już wszystko fajnie się normuje, po prostu czuję się sobą sprzed paru lat – mówiła wówczas na łamach serwisu i.pl.

    W podcaście Elite Mentality oszczepniczka wspominała, że w pewnym momencie przyjmowała leki antydepresyjne. — Poczułam, jak może być fajnie. To uzależniające, ale antydepresanty nauczyły mnie tego, jak może być, gdy jestem spokojna – opowiadała. Z czasem Andrejczyk odstawiła antydepresanty. — Przy nich w ogóle nie czułam [nic — red.], również tego, co chcę czuć na zawodach […] — wyznała. W wyjściu z depresji bardzo pomógł jej m.in. trener mentalny i hipnoterapeuta Paweł Pawlak, z którym współpracowała jeszcze zanim pojawiła się choroba.

  • Stoch może zrobić to jako pierwszy w historii. Przegoni prawdziwą legendę

    Stoch może zrobić to jako pierwszy w historii. Przegoni prawdziwą legendę

    Stoch może zrobić to jako pierwszy w historii. Przegoni prawdziwą legendę

    Przed nami ostatni w tym sezonie konkurs skoków narciarskich. Klasycznie finałowe zmagania odbywają się w Planicy, gdzie w niedzielę na starcie zobaczymy m.in. pięciu Polaków. Wśród nich nie zabraknie wielkiego mistrza, Kamila Stocha, który przy odpowiedniej zdobyczy punktowej stanie się pierwszym zawodnikiem w historii z aż 19 sezonami z rzędu w czołowej “30” kwalifikacji generalnej Pucharu Świata.

     

    Finałowy weekend Pucharu Świata w skokach narciarskich trwa w najlepsze. Już w niedzielę zwieńczający sezon konkurs indywidualny. W nim udział weźmie najlepsza “30” kwalifikacji generalnej. Pod uwagę brani są tylko zawodnicy obecni w Słowenii. Wśród nich znajdzie się pięciu polskich skoczków, Dawid Kubacki, Jakub Wolny, Aleksander Zniszczoł, Paweł Wąsek i Kamil Stoch, który po raz kolejny może zapisać się w historii skoków.

     

    Skoczek z Zębu jest zdecydowanie jednym z najbardziej utytułowanych zawodników w całej stawce. W swoim dorobku ma m.in. trzy olimpijskie złota, dwie Kryształowe Kule za zwycięstwo w klasyfikacji Pucharu Świata, czy też złoto mistrzostw świata. Do tego dochodzi aż 39 zwycięstw w konkursach najwyższej rangi. Przez swój wiek i długą historię występów w Pucharze Świata w niedzielę ma szansę dokonać czegoś, co nie udało się jeszcze nikomu.Stoch może znaleźć się po raz 19 z rzędu w czołowej “30” kwalifikacji generalnej.

     

    Do tego osiągnięcia potrzebne jest wyprzedzenie jednego skoczka. Najbliżej Stocha, który zgromadził do tej pory 141 punktów jest Lovro Kos (cztery pkt więcej) oraz Władimir Zografski (16 pkt więcej). Do tego dochodzi obrona dwu punktowej przewagi nad Markusem Muellerem.

     

    Aby tak się stało 37-latek w porównaniu do Słoweńca musi zająć co najmniej 25 miejsce w niedzielnym konkursie, przy założeniu, że ten zajmie ostatnie, 30 miejsce. Jeśli chodzi o rywalizację z Zografskim, tu wyzwanie jest nieco większe. Jeśli ten uplasuję się na ostatniej, 30 pozycji Stoch musi wyrównać swój wynik z piątkowego konkursu i zameldować się na 14 pozycji.

     

    Stoch może być samodzielnym rekordzistą. Wyprzedzi inną legendę

     

    Jeśli spełni się któryś ze scenariuszy i trzykrotny mistrz olimpijski przegoni w klasyfikacji generalnej któregoś ze skoczków stanie się samodzielnym rekordzistą pod względem liczby sezonów pod rząd w najlepszej “30” generalki PŚ. Zrobiłby to 19 raz i w ten sposób wyprzedziłby inną legendę skoków, Simona Ammanna, z którym dzieli to rekordowe osiągniecie z 18 sezonami z rzędu.

     

    Seria Kamila Stocha trwa od sezonu 2006/2007. Od tamtego czasu udało mu się aż sześć razy stawać na podium klasyfikacji końcowej Pucharu Świata, z czego wygrał ją dwa razy w 2014 i 2018 roku.