Category: Home

  • FIS podjęło najnowszą decyzję ws. norweskich skoczków. To brzmi jak żart

    FIS podjęło najnowszą decyzję ws. norweskich skoczków. To brzmi jak żart

    FIS podjęło najnowszą decyzję ws. norweskich skoczków. To brzmi jak żar

     

    Pięciu skoczków i trzech członków sztabu szkoleniowego – to liczba osób, która została zawieszona przez FIS po skandalu ujawnionym przez Jakuba Balcerskiego ze Sport.pl. Srebrny medal z mistrzostw świata w Trondheim stracił Marius Lindvik, a norweska kadra występowała osłabiona w ostatnich konkursach sezonu Pucharu Świata. Teraz FIS podjął skandaliczną decyzję dot. norweskich skoczków przed sezonem olimpijskim.

     

    W trakcie mistrzostw świata w Trondheim Jakub Balcerski ze Sport.pl ujawnił kulisy afery kombinezonowej, której dopuściła się Norwegia. Skoczkowie mieli wszyte sznurki, które obniżały krok w kombinezonie. W ten sposób Norwegowie mogli przechodzić kontrole sprzętu. – Oszukiwaliśmy. Próbowaliśmy oszukać system. To niedopuszczalne. To przeczy wszystkiemu, co reprezentuję – mówił Jan-Erik Aalbu, dyrektor sportowy ds. skoków w norweskiej federacji.

     

    FIS zdecydowało o odebraniu srebrnego medalu Mariusowi Lindvikowi z konkursu na dużej skoczni w Trondheim. Potem Lindvik, a także Robin Pedersen, Robert Johansson, Kristoffer Sundal i Johann Andre Forfang zostali zawieszeni do końca sezonu. Poza tym zawieszono trenera Magnusa Breviga, asystenta Thomasa Lobbena i krawca Adriana Liveltena.

     

    Brzydkimi twarzami skoków narciarskich po skandalu są Sandro Pertile (szef Pucharu Świata) i Christian Kathol (kontroler sprzętu). Nie należy się jednak spodziewać, że w najbliższych dniach jeden lub drugi poda się do dymisji. “W idealnym świecie sezon skończyłby się 8 marca, po konkursie na dużej skoczni w ramach mistrzostw świata w Trondheim. Skoki nie funkcjonują w wyidealizowanym świecie, tylko w rzeczywistości pełnej kompromisów” – pisał Jakub Balcerski ze Sport.pl.

     

    FIS podjęło ważną decyzję ws. norweskich skoczków. “To było konieczne”

    Międzynarodowa Federacja Narciarska i Snowboardowa (FIS) ogłosiła we wtorkowym komunikacie, że norwescy skoczkowie zostali odwieszeni. To oznacza, że Marius Lindvik, Johann Andre Forfang, Robin Pedersen, Kristoffer Sundal i Robert Johansson mogą brać udział w treningach i wydarzeniach, których organizatorem jest norweska federacja. Warto w tej sytuacji dodać, że zawieszenia dla członków sztabu, w tym dla trenera Breviga, zostały utrzymane w mocy.

     

    “Tymczasowe zawieszenie zawodników było konieczne w celu ochrony integralności zawodów” – zaznacza organizacja. W ten sposób norwescy skoczkowie będą mogli przygotowywać się do Letniego Grand Prix, a także do sezonu olimpijskiego.

     

    Dochodzenie prowadzone przez Biuro Etyki i Zgodności FIS nadal trwa. Kombinezony pięciu norweskich skoczków zostaną poddane kolejnym kontrolom. “Biuro Etyki i Zgodności jest odpowiedzialne za przeprowadzenie niezależnego i poufnego dochodzenia, po którego zakończeniu wszelkie zarzuty zostaną wysłuchane przez Komisję Etyki FIS” – czytamy.

     

    Nowy sezon Pucharu Świata rozpocznie się w dniach 21-23 listopada, gdy skoczkowie będą rywalizować w dwóch konkursach indywidualnych i w mikście na skoczni w Lillehammer. Kryształowej Kuli będzie bronić Austriak Daniel Tschofenig, który zdobył 1805 pkt i wyprzedził drugiego Jana Hoerla o 153 i trzeciego Stefana Krafta o 615 pkt.

  • “To jest szalone”. Sabalenka bez ogródek, potem padły takie słowa o Świątek

    “To jest szalone”. Sabalenka bez ogródek, potem padły takie słowa o Świątek

    “To jest szalone”. Sabalenka bez ogródek, potem padły takie słowa o Świątek

    Aryna Sabalenka bez dwóch zdań nie wypełniła ostatnio do końca swych ambicji w Indian Wells i uległa w finale zmagań młodziutkiej Mirrze Andriejewej, ale potem “powetowała straty” triumfując podczas imprezy w Miami i ogrywając w starciu o trofeum Jessicę Pegulę. W ten sposób naprawdę mocnym akcentem zakończyła część sezonu z turniejami rozgrywanymi na kortach twardych. Potem nadszedł czas swoistych podsumowań, a w ich trakcie Białorusinka… nie uciekła od tematu jej rywalizacji ze Świątek – i złożyła tu istotną deklarację.

     

    Aryna Sabalenka od czasu zakończenia styczniowej rywalizacji w Brisbane przez dłuższy czas nie miała szczęścia jeśli mowa o wygrywaniu turniejów – najgorsze momenty przeszła w Dosze i Dubaju, kiedy to odpadała na naprawdę wczesnych etapach rozgrywek. Potem jednak ponownie rozpędziła się już znacząco.

     

    W Indian Wells zgarnięcie tytułu było już o włos – reprezentantka Białorusi musiała uznać jednak w finale wyższość rewelacyjnie dysponowanej Mirry Andriejewej. W kolejnych zawodach na amerykańskiej ziemi – w Miami – była już jednak bezkonkurencyjna i sięgnęła po trofeum ogrywając w finale Jessicę Pegulę.

     

    Tym samym mińszczanka zakończyła w świetnym stylu pierwszą część sezonu rozgrywaną na kortach twardych – a przed nią kolejne wyzwania na mączce. Wątki te pojawiły się w rozmowie sportsmenki z Gregiem Garberem z portalu wtatennis.com.

     

    Aryna Sabalenka wprost o rywalizacji ze Świątek: Mam nadzieję, że wciąż będę w stanie uciekać z punktami w rankingu

     

    W pewnej chwili Sabalence zwrócono uwagę, że od czasu jej debiutu w tourze w 2017 roku zdobyła aż 17 tytułów na nawierzchni twardej – o pięć więcej niż w analogicznym okresie zdobyła druga w zestawieniu… Iga Świątek.

     

    “Och, to jest szalone. Ale jeśli przyjrzeć się statystykom na kortach ziemnych, to na pewno będę daleko w tyle za Igą” – odpowiedziała tenisistka. “To robi wrażenie. To naprawdę wiele znaczy, bo staram się ciężko pracować, a te wyniki są po prostu niesamowite” – skwitowała jeszcze potem 26-latka.

     

    Białorusinka została również zagadnięta o swoją sytuację w rankingu WTA, w którym niezmiennie znajduje się na pierwszej lokacie i ma ponad 3000 punktów przewagi nad Świątek. Dodatkowo w dalszej perspektywie nie musi się martwić chociażby o obronę “oczek” na Wimbledonie, na którym nie grała w poprzedniej kampanii.

     

    Szczerze mówiąc, nie myślę o tym, ale to dobra różnica punktów

     

    ~ uważa zawodniczka.

     

    “Nadal będę się skupiać na sobie, na samodoskonaleniu i upewnianiu się, że za każdym razem gram najlepiej, jak tylko potrafię. Będę mieć nadzieję, że wciąż będę w stanie uciekać z punktami” – orzekła w pogodnym tonie pierwsza rakieta świata.

     

    Sabalenka i Świątek ruszą do Stuttgartu. Czas na rozpoczęcie sezonu na mączceNajbliższym istotnym turniejem w tourze będą zmagania w Stuttgarcie, znane też jako Porsche Tennis Grand Prix, które posiadają rangę 500. Iga Świątek triumfowała w Badenii-Wirtembergii w latach 2022 i 2023 – w ubiegłym roku na wspomnianym turnieju najlepsza okazała się jednak Jelena Rybakina. Początek współzawodnictwa już 14 kwietnia.

  • Iga Świątek dostała fortunę. Obsypali ją złotem

    Iga Świątek dostała fortunę. Obsypali ją złotem

    Iga Świątek dostała fortunę. Obsypali ją złotem

    Jedna z najlepszych tenisistek świata, Iga Świątek, przekroczyła kolejną barierę zarobionych pieniędzy na korcie. Wśród zawodniczek z największymi zarobkami w historii, Polka jest w najlepszej dziesiątce.

     

    Dziewięć – już w tylu turniejach z rzędu Iga Świątek nie cieszyła się z końcowego triumfu. Wiceliderka światowego rankingu ostatni raz wygrała turniej 8 czerwca ubiegłego roku, kiedy pokonała w finale Rolanda Garrosa Włoszkę Jasmine Paolini (6. WTA) 6:2, 6:1. Dla tak klasowej i ambitnej zawodniczki tak długa przerwa w wygranych turniejach to fatalna wiadomość.

     

    Tyle zarobiła Świątek w karierze. Kolejna bariera przekroczona

     

    Mimo że Iga Świątek nie może się od kilku miesięcy przełamać i wygrać turnieju, to w najnowszym zestawieniu finansowym WTA dołączyła do klubu tenisistek, które w zarobkach przekroczyły 35 milionów dolarów (to ponad 135 milionów złotych). Polka w historii najlepiej zarabiających zawodniczek zajmuje ósme miejsce. Na dziesiątej pozycji jest liderka światowego rankingu, Białorusinka Aryna Sabalenka (ponad 32 miliony).

     

    Liderką jest 23-krotna triumfatorka turniejów wielkoszlemowych, Amerykanka Serena Williams, która zarobiła prawie 95 milionów dolarów. Na drugim miejscu w tym zestawieniu jest jej siostra, Venus (42 miliony), a na trzecim Rumunka Simona Halep (ponad 40 mln dolarów), która na początku lutego tego roku poinformowała, że kończy karierę.

     

    Co ciekawe, drugą dziesiątkę otwiera Agnieszka Radwańska, która zdecydowała się zakończyć karierę niespodziewanie już w wieku 29 lat (4 listopada 2018 roku). Do tamtego czasu zarobiła ponad 27 milionów złotych.

     

    Dziesiątka tenisistek z największymi zarobkami:

    Serena Williams (USA) – 94 mln dol.

    Venus Williams (USA) – 42 mln dol.

    Simona Halep (Rumunia) – 40 mln dol.

    Maria Szarapowa (Rosja) – 38 mln dol.

    Wiktoria Azarenka (Białoruś) – 38 mln dol.

    Petra Kvitova (Czechy) – 37 mln dol.

    Caroline Wozniacki (Dania) – 36 mln dol.

    Iga Świątek – 35 mln dol.

    Angelique Kerber (Niemcy) – 32 mln dol.

    Aryna Sabalenka (Białoruś) – 32 mln dol.

    …11. Agnieszka Radwańska – 27 mln dol.

    …106. Magda Linette – 7 mln dol.

    .229.Magdalena Fręch – 3 mln dol.

     

  • Nagły zwrot ws. Szczęsnego. Hiszpanie ogłaszają cud

    Nagły zwrot ws. Szczęsnego. Hiszpanie ogłaszają cud

    Nagły zwrot ws. Szczęsnego. Hiszpanie ogłaszają cud

    FC Barcelona pod wodzą Hansiego Flicka zmieniła się niemal nie do poznania. Poszczególni piłkarze, którzy jeszcze niedawno zawodzili, obecnie zachwycają – w tym gronie kataloński “Sport” umieścił Roberta Lewandowskiego. Kilka słów poświęcono również Wojciechowi Szczęsnemu oraz trzem innym piłkarzom.

     

    FC  Barcelona od pewnego czasu jest niemal nie do zatrzymania i w końcowej fazie sezonu będzie walczyć o tytuły. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu wydawało się to mało prawdopodobne, a metamorfoza robi ogromne wrażenie.

     

    FC Barcelona budzi podziw. Robert Lewandowski zamknął usta malkontentom

    Zachwytów nie kryje kataloński “Sport”. “Biorąc pod uwagę, gdzie był zespół, gdy przejął go Hansi Flick, i gdzie jest teraz, nie ma wątpliwości, że praca niemieckiego trenera jest o wiele bardziej niż doskonała, moglibyśmy ją uznać wręcz za cud. Oprócz stworzenia konkurencyjnego zespołu na najwyższym poziomie w zaledwie pół sezonu, w ciągu tych miesięcy nastąpiły indywidualne transformacje, które można by uznać za małe cuda” – zauważono.

     

    Wśród odmienionych zawodników wymieniono Roberta Lewandowskiego, któremu w poprzednim sezonie towarzyszyły “rosnące wątpliwości” i zastanawiano się nad jego przyszłością w klubie. Natomiast obecnie strzela gola za golem, dzięki czemu “jest Pichichi (najlepszym strzelcem La Ligi – red.), a Kylian Mbappe nie może go przyćmić”. I mało kto kwestionuje jego użyteczność dla zespołu.

     

    Nie zapomniano również o drugim Polaku w Barcelonie: “Jest jeszcze jeden cud, mniej spektakularny, ale równie godny uwagi: przemiana emerytowanego bramkarza, takiego jak Wojciech Szczęsny, w bramkarza, który zapewnia drużynie stałość i może skończyć jako ten, który zdobędzie najwięcej tytułów na kontynencie”.

     

    Nie tylko Robert Lewandowski i Wojciech Szczęsny. Piłkarze FC Barcelony zachwycają

    Którzy jeszcze piłkarze zanotowali znaczący progres? “Latem opinia publiczna domagała się transferu Raphinhi i podpisania kontraktu z Nico Williamsem, nie kryjąc przy tym chęci utraty z oczu Frenkie’ego de Jonga oraz Ferrana Torresa. […] Dziś Raphinha jest w trybie Złotej Piłki, de Jong w końcu wywalczył miejsce w podstawowym składzie, a Ferran jest rezerwowym pierwszej klasy” – dodano.

     

    “Pięć historii sukcesu, (które – red.) wyjaśniają wybitne osiągnięcia Barcelony i jej stały marsz w walce o tytuły” – podsumowano. W środę 2 kwietnia kataloński zespół może przybliżyć się do wygrania Pucharu Króla, rozegra bowiem półfinałowy rewanż z Atletico Madryt (pierwszy mecz 4:4). Już teraz zapraszamy do śledzenia relacji tekstowej na Sport.pl oraz w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

     

  • Nic nie uratuje Igi Świątek w rankingu WTA. Nawet cztery wygrane turnieje

    Nic nie uratuje Igi Świątek w rankingu WTA. Nawet cztery wygrane turnieje

    Nic nie uratuje Igi Świątek w rankingu WTA. Nawet cztery wygrane turniej

     

    Sytuacja Igi Świątek w rankingu WTA robi się coraz trudniejsza. Nawet gdyby Polka wygrała wszystkie turnieje na nawierzchni ziemnej, a Aryna Sabalenka przegrała każdy mecz, i tak na szczycie notowania nie dojdzie do roszad. Białorusinka jest pewna utrzymania pozycji do lipcowego Wimbledonu. A nasza tenisistka musi zacząć patrzeć za siebie.

     

    Aryna Sabalenka wygrała turniej w Miami, umocniła się na czele rankingu WTA, a jej przewaga nad Igą Świątek wzrosła do rekordowych 3071 pkt. Nad trzecią Coco Gauff nasza tenisistka ma już tylko 1407 pkt. Sytuacja Polki robi się coraz bardziej skomplikowana, zwłaszcza że nadchodzą turnieje na nawierzchni ziemnej, a wraz z nimi konieczność obrony dużej liczby punktów.

     

    Coraz gorsza sytuacja w rankingu WTA dla Igi Świątek

    — W zeszłym sezonie Iga świetnie zaprezentowała się na mączce i właściwie nie ma z czego dodawać sobie tych punktów. Do obrony jest aż 4195 pkt, bo wygrała turniej w Rzymie, Madrycie i Roland Garros. Może dodać sobie do rankingu tylko 305 punktów ze Stuttgartu. Możemy powiedzieć otwarcie — nawet jak wygra wszystkie turnieje na mączce, to nie wróci na fotel liderki rankingu. Nawet gdy Aryna Sabalenka, co jest bardzo mało możliwe, nie wygrałaby ani jednego spotkania — zauważa były tenisista Michał Dembek na kanale Sofa Sportowa. To sprawia, że Białorusinka jest już pewna utrzymania pozycji liderki co najmniej do Wimbledonu.

     

    — Przy najlepszym scenariuszu dla Polki i najgorszym dla Białorusinki i tak przewaga liderki wynosiłaby niecałe 900 punktów. Pod tym względem mamy absolutną jasność — kontynuuje i dodaje, że najważniejszym punktem najbliższych tygodni jest odzyskanie pewności siebie przez polską tenisistkę oraz obronę tytułu w jej ulubionym turnieju, czyli wielkoszlemowym French Open

  • Hiszpanie od rana trąbią o Lewandowskim. Tak go jeszcze nie nazwali

    Hiszpanie od rana trąbią o Lewandowskim. Tak go jeszcze nie nazwali

    Hiszpanie od rana trąbią o Lewandowskim. Tak go jeszcze nie nazwal

    Hiszpański dziennik El Pais we wtorek z samego rana zachwyca się Robertem Lewandowskim. “Polak jest termometrem Barcelony. W wieku 36 lat Lewandowski nie daje się upływowi czasu” – m.in. pisze dziennikarka Irena Guevara.

    Robert Lewandowski w niedzielne popołudnie znów był bohaterem FC Barcelony. Reprezentant Polski zdobył dwie bramki w wygranym u siebie, ligowym starciu La Ligi z Gironą 4:1. O Lewandowskim było głośno w hiszpańskich i zagranicznych mediach. Bośniaccy dziennikarze napisali nawet, że Polak przy jednym z goli “złamał prawa fizyki”.

    Hiszpanie od rana trąbią o Robercie Lewandowskim
    Hiszpańskie media cały czas rozpisują się o Robercie Lewandowskim. We wtorek już o godz. 5.15 dziennik “El Pais” zachwyca się Polakiem. “Lewandowski jest termometrem Barcelony z 25 golami w 28 meczach ligowych” – to tytuł artykułu.

    “Polski napastnik osiągnął wyniki zbliżone do tych, jakie osiągnął Leo Messi w 2019 roku, czyli: 29 goli w takiej samej liczbie meczów. Pozostaje także w walce o Złotego Buta, nagrodę, którą zdobył dwa razy z rzędu w latach 2021 i 2022, tracąc zaledwie dwa gole do lidera – Mohameda Salaha” – dodaje dziennikarka Irena Guevara

    Podkreśla ona, że Lewandowski, choć zdobywa kolejne gole, to cały czas jest nienasycony.

    “Jego koledzy z drużyny wiedzą, że nie jest najszybszym graczem, ale cenią jego umiejętność zdobywania goli. ‘Lewandowski to Lewandowski. Bramki, które strzelił, są niesamowite’ – mówi zespół. Flick nazwał go ‘wyjątkowym’ i wymagał od niego więcej z Gironą. Tej niedzieli Polak wydawał się nieobecny. ‘Potrzebujemy cię’ – powiedział mu Flick w przerwie. W drugiej połowie Lewandowski zdobył dwa gole, ale chciał więcej – dodaje Guevara.

    Według niej wszystko się zmieniło po przyjściu do FC Barcelony trenera Hansiego Flicka, z którym Polak wcześniej pracował w Bayernie Monachium.

    “Wraz z przybyciem Flicka, który ma z Robertem tego samego menedżera, Piniego Zahaviego, Polak przeżył tę samą odnowę sił witalnych, co niektórzy jego koledzy z drużyny. Niemiecki trener rozmawiał z nim na początku sezonu, aby dowiedzieć się więcej o jego sytuacji, roli i procesie, przez który przechodził. „Czy Lewandowski jest najlepszy? Znam go takiego. Nie znam żadnego innego Roberta” – przyznał Flick po drugiej kolejce ligi.

    Dziennikarka nazywa też Polaka termometrem brakowym FC Barcelony.

    “W wieku 36 lat Lewandowski nie daje się upływowi czasu. Już przekroczył swój najlepszy sezon w klubie, a teraz jest na dobrej drodze, aby przebić najlepszy sezon swojej kariery w Bayernie. Jego średnia bramek (0,9) stale rośnie, w ostatnich 10 meczach ligowych strzelił dziewięć goli. Lewandowski jest termometrem bramkowym drużyny. Kiedy wybucha, drużyna cierpi” – pisze “El Pais”.

    Lewandowski w tym sezonie zagrał w 42 spotkaniach we wszystkich rozgrywkach, zdobył 38 bramek i miał trzy asysty.

    FC Barcelona z 66 punktami w 29 spotkaniach jest liderem La Ligi. Ma trzy punkty więcej od wicelidera i obrońcy trofeum – Realu Madryt oraz dziewięć od trzeciego Atletico Madryt.

    Zobacz: Pajor jedną z najlepszych na świecie! Za granicą piszą o Złotej Piłce

    Drużyna Flicka w następnej kolejce La Ligi podejmie Real Betis. Początek meczu w sobotę, 5 kwietnia o godz. 21. Natomiast już w środę, 2 kwietnia (godz. 21.30) FC Barcelona zmierzy się w rewanżowym starciu półfinałowym Pucharu Króla – na wyjeździe z Atletico Madryt.

  • Pierwszy w historii. “Lewy” zawstydził nawet Ronaldo

    Pierwszy w historii. “Lewy” zawstydził nawet Ronaldo

    Pierwszy w historii. “Lewy” zawstydził nawet Ronaldo

    Robert Lewandowski po raz kolejny potwierdził, że zaprzecza prawom natury. Nigdy w historii futbolu nie było tak skutecznego piłkarza w tym wieku na tak wysokim poziomie. “Lewy” właśnie przebił samego Cristiano Ronaldo.

     

    Po dublecie z Gironą (4:1) licznik trafień Roberta Lewandowskiego w sezonie 2024/25 wskazuje już 38. “Lewy” jest najskuteczniejszym piłkarzem La Ligi, walczy o koronę króla strzelców Ligi Mistrzów, jest wiceliderem klasyfikacji Złotego Buta i pierwszym w tym sezonie piłkarzem z lig TOP5, który przekroczył granicę 40 bramek zdobytych dla klubu i reprezentacji.

     

    I to wszystko pięć miesięcy przed 37. urodzinami. Świat futbolu na najwyższym poziomie nie widział tak bramkostrzelnego weterana. “Lewy” imponuje skutecznością w wieku, w którym zdobywcy Złotej Piłki Gerd Mueller, Paolo Rossi, Karl-Heinz Rummenigge, Marco van Basten, Ronaldo Nazario czy Andrij Szewczenko byli już na emeryturze.

     

    W piłkę już też nie grali w tym wieku m.in. Laszlo Kubala, Sandor Kocsis, Jupp Heynckes, Emilio Butrageno, Juergen Klinsmann, Davor Suker, Gabriel Batistuta, Alan Shearer, Christian Vieri, Roy Makaay, Patrick Kluivert, Ruud van Nistelrooy, Robin van Persie, Dymitar Berbatow, Mario Gomez czy Wayne Rooney.

     

    Takie legendy pola karnego jak Eusebio, Mario Jardel, Jean Pierre-Papin czy Jimmy Greaves występowały na absolutnych peryferiach. W USA w soccera bawili się Pele, Thierry Henry, David Villa czy Leo Messi. Poza Europą, ale w innych miejscach, występowali Luis Suarez, Hugo Sanchez, Romario, Raul czy Karim Benzema.

     

    Na Starym Kontynencie, ale poza TOP5, grali Mario Kempes, Ismael Urzaiz, Didier Drogba, Dirk Kuyt, Samuel Eto’o czy Jan-Klaas Huntelaar. I wszyscy oni w rozgrywkach o niższym stopniu trudności niż La Liga, nie byli tak skuteczni, jak teraz Lewandowski.

     

    Napastników, którzy w jesieni swoich karier, mieli solidne, ale skromniejsze od “Lewego”, zdobycze na najwyższym szczeblu, nie było wielu. Ferenc Puskas jako 36-latek strzelił dla Realu 31 goli. Fabio Quagliarella w tym wieku zdobył dla Sampdorii 26 bramek, a Ismael Urzaiz dla Athleticu Bilbao trafił 24 razy. Po 22 gole mieli natomiast Delio Onnis (Toulon) i Alfredo Di Stefano (Real Madryt).

     

    Przyzwoite dorobki w TOP5 zgromadzili Antonio Di Natale (20), Ulf Kirsten (18), Oliver Giroud (18), Edin Dzeko (17), Miroslav Klose (16), Roger Milla (15) czy Rudi Voeller (15). Wszyscy cieszą się sławą “długowiecznych”, ale porównania z Lewandowskim nie wytrzymują.

     

    Ronaldo przebity

     

    Do niedzieli najskuteczniejszym piłkarzem w kategorii “36+” był Cristiano Ronaldo. W sezonie 2020/21, w którym obchodził 36. urodziny, Portugalczyk strzelił dla Juventusu 36 goli. Lewandowski już teraz przebił jego osiągnięcie o dwa trafienia, a jeszcze wyśrubuje ten rekord.

     

    Barcelona rozegra w tym sezonie jeszcze co najmniej 12 spotkań, a w razie awansów do finałów Pucharu Króla i Ligi Mistrzów, Lewandowski będzie miał jeszcze 16 okazji na powiększenie swojego dorobku. Polak strzela w tym sezonie 0,91 gola na mecz, więc można szacować, że przekroczy granicę 50 trafień.

     

    Lewandowski przeżywa w tym sezonie drugą młodość, ale na szczególne uznanie zasługuje jego powrót na szczyt w wieku 36 lat. Miniony sezon był jego najgorszym od dekady. Jego dorobek względem pierwszego roku w Barcelonie stopniał aż o 28 procent. Nigdy wcześniej nie przeżył takiego regresu.

     

    Historia futbolu uczy, że kiedy napastnik schodzi ze szczytu, to jest to droga w jedną stronę. Tymczasem Lewandowski na szlaku spotkał Hansiego Flicka, który pomógł mu wrócić na dach piłkarskiego świata. Kiedy Niemiec przejmował Barcelonę, to – z uwagi na ich współpracę w Bayernie – spodziewano się progresu w grze Polaka, ale to, co się wydarzyło, przechodzi ludzkie pojęcie.

     

    Anomalia

     

    Współpraca z Flickiem i sprzyjające otoczenie to jedno, a drugie to sposób Lewandowskiego na piłkarską długowieczność. Pod tym względem Polak jest wręcz anomalią. Nie ma przypadku w tym, że to właśnie on przebił Ronaldo. Lewandowski jest zjawiskiem. Zaprzecza prawom natury. Potwierdza to, co wielokrotnie deklarował: jego wiek biologiczny jest niższy niż metrykalny.

     

    – Wiek wcale mi nie ciąży, nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie. Okazuje się, że mając blisko 37 lat, można pokazywać rzeczy, których wiele osób pewnie by się nie spodziewało. I z tego także jestem dumny – przyznał “Lewy” w ostatniej rozmowie z “Piłką Nożną”.

     

    – Lata pracy nad sobą powodują, że jestem zdecydowanie silniejszy i fizycznie lepiej wyglądam, niż kiedy miałem 20 lub 25 lat. Natomiast to nie jest tak, że wszystko jeden do jednego funkcjonuje identycznie, jak pięć lat temu. Muszę zwracać większą uwagę na wiele czynników, choćby na regenerację – mówił.

     

    Cristiano Ronaldo uchodzi za wzór opętanego dążeniem do perfekcji profesjonalisty. To opinia… nieco krzywdząca dla Lewandowskiego. Wojciech Szczęsny, który dobrze zna ich obu, już kilka lat temu w Foot Truck TV porównał piłkarzy.

     

    – Mają podobieństwa na punkcie obsesji pracy. Czy “Lewy” jest bardziej ludzki? Obaj są nadludzko przeambitni. To nie jest normalne, jak na nich patrzysz. Mają obsesję na swoim punkcie i na tym, żeby dojść jak najwyżej. Na punkcie diety to “Lewy” ma nawet większą obsesję niż Cristiano. Cristiano potrafi sobie odpuścić, a Robert… ciężko. Więcej TUTAJ.

     

    Czas na Piolę

     

    Lewandowski zdetronizował Ronaldo i został najskuteczniejszym oldbojem w historii futbolu, biorąc pod uwagę jeden sezon. W strzeleckiej klasyfikacji generalnej weteranów pięciu najlepszych lig Europy Polak wciąż jest daleko choćby od podium.

     

    Owszem, “Lewy” przebił w niedzielę Ferenca Puskasa pod względem goli strzelonych w La Lidze w wieku 36 lat, ale ten rekord, którego “pilnował” hiszpański statystyk Pedro Martin, a za nim polskie media, wymaga doprecyzowania. Trzeba poprawić powielany powszechnie błąd.

     

    Martinowi chodzi nie o ogólną liczbę goli strzelonych po 36. urodzinach, lecz o zdobycz zawodnika w jednym sezonie La Ligi po ukończeniu 36. roku życia. Puskas w sezonie 1963/64 miał 21 takich trafień, a Lewandowski ma ich teraz 23. Jednak wszystkich goli w La Lidze po 36. urodzinach Węgier ma o wiele więcej od Polaka, bo aż 39.

     

    A i tak “Galopujący major” nie jest najlepszym strzelcem w kategorii wiekowej “36+” w historii najlepszych lig Europy. Tytuł ten dzierży Włoch Silvio Piola, który po 36. urodzinach strzelił w Serie A aż 54 gole. Drugi jest jego rodak Luca Toni (48) i dopiero trzeci jest Puskas.

     

    Lewandowski ze swoimi 23 trafieniami po 36. urodzinach jest w tym zestawieniu dopiero 16. W niedzielę dorównał Delio Onnisowi, Gianfanco Zoli, Sergio Pellissierowi i Cristhianowi Stuaniemu. Warto jednak wspomnieć, że “Lewy” uzbierał taki dorobek w 27 meczach po 36. urodzinach, podczas gdy oni pracowali na swoje od dwóch do czterech sezonów.

     

    W samej La Lidze natomiast więcej od niego goli w tym wieku strzelili nie tylko wspomniany Puskas, ale też Jorge Molina (37) i Juan Vasquez (25). Z drugiej strony, mieli na to więcej czasu: Puskas 54 mecze, Vasquez – 71, a Molina – 134.

     

    18 bramek dzielących Polaka od rekordzisty Pioli nie jest jednak dla Lewandowskiego dystansem nie do pokonania. Dla niego niemożliwe nie istnieje. Przypomnijmy, że jeszcze w tym sezonie rozegra dziewięć ligowych spotkań, a jego kontrakt z Barceloną obowiązuje do końca następnych rozgrywek. A to 38 kolejnych szans na gole.

     

    Najwięcej goli w lidze TOP5* po 36. urodzinach:

     

    M Piłkarz Gole Liga Lata

    1. Silvio Piola 54 Serie A 1949-1954

    2. Luca Toni 48 Serie A 2013-2016

    3. Ferenc Puskas 39 La Liga 1963-1966

    – Fabio Quagliarella 39 Serie A 2019-2023

    5. Jorge Molina 37 La Liga 2018-2022

    6. Francesco Totti 35 Serie A 2012-2017

    7. Alfredo Di Stefano 34 La Liga 1962-1966

    – Zlatan Ibrahimović 34 Serie A 2017-2023

    9. Cristiano Ronaldo 33 Serie A (14), Premier League (19) 2021-2022

    10. Teddy Sheringham 32 Premier League 2002-2007

    11. Manfred Burgsmueller 30 Bundesliga 1985-1990

    – Antonio Di Natale 30 Serie A 2013-2016

    13. Tony Cascarino 27 Ligue 1 1998-2000

    14. Juan Vasquez 25 La Liga 1948–1951

    15. Olivier Giroud 24 Serie A 2022-2024

    16. Delio Onnis 23 Ligue 1 1984-1986

    – Gianfanco Zola 23 Premier League (14), Serie A (9) 2002-2005

    – Cristhian Stuani 23 La Liga 2022-

     

    – Sergio Pellissier 23 Serie A 2015-2019

    Robert Lewandowski 23 La Liga 2024-

  • ‎Tak wysoko jeszcze nie była! Polka z życiówką w rankingu WTA

    ‎Tak wysoko jeszcze nie była! Polka z życiówką w rankingu WTA

    ‎Tak wysoko jeszcze nie była! Polka z życiówką w rankingu WT

    ‎Maja Chwalińska jest ostatnio w dobrej formie, co widać po najnowszych rankingach WTA w singlu i w deblu. Polka bowiem awansowała w nich na najwyższe miejsca w karierze!

    ‎W singlu Chwalińska przegrała ostatnio już w pierwszej rundzie turnieju w Antalyi z Rosjanką Kamillą Rachimową, jednak w deblu Polka radziła sobie zdecydowanie lepiej. W piątek bowiem 23-latka awansowała do wielkiego finału tureckiej imprezy.

    ‎Maja Chwalińska z awansami

    ‎Chwalińska jest do bólu skuteczna w parze z 26-letnią Czeszką Anastasią Detiuc. Polsko-czeski duet 22 marca wygrał Anatalyi challenger, a 29 marca dotarł w Turcji do wielkiego finału.

    ‎Te wyniki dały Chwalińskiej awans na rekordowe miejscu w deblu — 105. Tym samym Polka jest już bardzo blisko awansu do pierwszej “100”.

    ‎I  mimo porażki z Rosjanką Kamillą Rachimową w pierwszej rundzie w singlu, Chwalińska zaliczyła również awans w zestawieniu singlistek na rekordowe 121. miejsce.

    ‎Pozycja pozostałych Polek

    ‎Iga Świątek wciąż zajmuje drugie miejsce w światowym rankingu tenisistek, ustępując jedynie Arynie Sabalence, ale po zawodach WTA 1000 w Miami Polkę od Białorusinki dzieli już 3071 pkt. Coraz niżej, choć nadal w czołowej dziesiątce, jest Jelena Rybakina z Kazachstanu.

    ‎Świątek, która w Miami dotarła do ćwierćfinału, powiększyła dorobek o 95 pkt, ale Sabalenka, która przed rokiem odpadła już w 3. rundzie, a teraz triumfowała, “zarobiła” aż 935. Stąd już ponad trzytysięczna przewaga Białorusinki nad Polką.

    ‎Trzecia w zestawieniu WTA jest niezmiennie Amerykanka Coco Gauff, która do Świątek traci 1407 pkt.

    ‎Ćwierćfinał na Florydzie przełożył się na awans Magdy Linette. Poznanianka przesunęła się z 34. na 31. lokatę. Tuż przed nią plasuje się Magdalena Fręch, która z kolei spadła z 27. pozycji.

  • ‎Na świecie głośno o relacji Darii Abramowicz z Igą Świątek. Dostrzegli jedno

    ‎Na świecie głośno o relacji Darii Abramowicz z Igą Świątek. Dostrzegli jedno

    ‎Na świecie głośno o relacji Darii Abramowicz z Igą Świątek. Dostrzegli jedn

    ‎Relacja Igi Świątek z Darią Abramowicz znalazła się w centrum uwagi po niedawnych wydarzeniach w turnieju w Indian Wells. Polskie i zagraniczne media podają, że współpraca polskiej tenisistki z psycholożką dotychczas uznawana za jeden z kluczowych czynników sukcesu Świątek, może mieć “zaburzony” charakter, a zawodowy dystans między nimi został przekroczony.

    ‎Świat tenisa w ostatnich dniach żyje nie tylko sportowymi wyczynami Igi Świątek, ale także dyskusją na temat jej relacji z psycholog Darią Abramowicz. Współpraca między gwiazdą tenisa a jej psycholożką sportową, która towarzyszy jej od 2019 r., od dawna była wskazywana jako jeden z filarów sukcesu Polki.

    ‎Jednak ostatnie wydarzenia i komentarze ekspertów rzucają cień na tę relację, wskazując na przekroczenie granic zawodowego dystansu. O sprawie piszą zarówno zagraniczne portale, takie jak tennis365.com czy tennis-infinity.com, jak i polskie media, a głos w dyskusji zabierają prominentni specjaliści, w tym psycholog sportowy Dariusz Nowicki.

    ‎Początki współpracy i wspólne sukcesy

    ‎Iga Świątek i Daria Abramowicz rozpoczęły współpracę w lutym 2019 r., gdy tenisistka miała zaledwie 17 lat. Od tego czasu kariera Świątek nabrała zawrotnego tempa – zdobyła pięć tytułów Wielkiego Szlema, w tym triumfy w French Open, US Open i w Miami Open w 2022 r., a także spędziła 125 tygodni na pozycji liderki rankingu WTA. Abramowicz, jako psycholog sportowy, była chwalona za wsparcie mentalne, które pomogło Świątek radzić sobie z presją i osiągać najwyższe cele. Ich relacja wydawała się wzorcowym przykładem tego, jak psychologia sportu może wspierać rozwój młodego talentu.

    ‎Jednak to, co kiedyś było postrzegane jako atut, dziś budzi kontrowersje. Ostatnie wydarzenia, w tym incydent podczas półfinału Indian Wells, gdzie Świątek rzuciła piłką w stronę swojego zespołu, oraz reakcja Abramowicz na trybunach, wywołały falę krytyki. Zachowanie psycholożki, która krzyczała podczas meczu, zostało zauważone przez media i ekspertów, stając się punktem wyjścia do szerszej analizy ich współpracy.

    ‎Krytyka ze strony ekspertów

    ‎Najmocniejszym głosem w tej sprawie jest Dariusz Nowicki, ceniony polski psycholog sportowy, który w rozmowie z Interią Sport nie zostawił suchej nitki na relacji Świątek i Abramowicz. “Jeśli mielibyśmy patrzeć na tę relację tylko i wyłącznie z punktu widzenia warsztatu stricte psychologicznego, to rzeczywiście jest to relacja zaburzona, w której przekraczane są pewne granice profesjonalnego dystansu między psychologiem a klientem” – stwierdził Nowicki. Jego zdaniem brak odpowiedniego dystansu emocjonalnego może prowadzić do “błędów percepcji” w ocenie sytuacji, co jest szczególnie niebezpieczne w kluczowych momentach kariery sportowej.

    ‎Nowicki podkreślił, że emocje, zarówno pozytywne, jak i negatywne, mogą zaburzać obiektywizm psychologia. “Niezależnie od tego, czy są to emocje pozytywne, czy negatywne, popełniamy błędy w dokładności obserwacji. Niezbędny jest pewien psychologiczny dystans w stosunku do klienta, którym jest sportowiec” – wyjaśnił. Dodał, że rolą psychologa jest zachowanie “zdrowego rozsądku i emocjonalnej samokontroli”, co w przypadku Abramowicz, według niego, nie zawsze ma miejsce.

    ‎”O ile trenerzy pozwalają sobie na dość duże emocje w sytuacjach startowych, to psycholog zawodowo zajmujący się psychologią sportu powinien umieć zachować dystans i nie angażować się w emocje” – podsumował.

    ‎Z  opinią Nowickiego zgadza się były tenisista Jerzy Janowicz, który w przeszłości plasował się na 14. miejscu rankingu ATP. W komentarzu dla mediów stwierdził, że Abramowicz bardziej przypomina przyjaciółkę Świątek niż profesjonalnego psychologa.

    ‎”Wolałbym nazywać ją przyjaciółką niż psychologiem. Większość dobrych psychologów, którzy pracują z najlepszymi sportowcami na świecie, zazwyczaj trzyma się na uboczu. Często nawet nie wiemy o ich istnieniu” – powiedział Janowicz, cytowany przez tennis-infinity.com. Nowicki pochwalił trafność tej obserwacji, zauważając, że podobne opinie pojawiają się również wśród innych komentatorów tenisa, którzy określają Abramowicz mianem “powiernika” czy “mentora”.

    ‎Incydenty rzucające cień na relację

    ‎Kontrowersje wokół współpracy Świątek i Abramowicz nie ograniczają się do ostatnich wydarzeń w Indian Wells. Wcześniej uwagę fanów i mediów przyciągnęła scena z serialu Netfliksa “Break Point”, w której Abramowicz wydawała się nadmiernie kontrolować Świątek podczas strzyżenia. Ten moment wywołał dyskusję wśród kibiców, którzy zaczęli baczniej przyglądać się dynamice ich relacji. Sama Świątek odniosła się do tej sytuacji, tłumacząc, że serial nie oddał pełnego kontekstu, jednak dla wielu obserwatorów był to kolejny dowód na nietypowy charakter ich współpracy.

    ‎Incydent w Indian Wells tylko dolał oliwy do ognia. Rzut piłką w stronę swojego zespołu podczas meczu z Mirrą Andriejewą został szeroko skrytykowany, a zachowanie Abramowicz na trybunach – krzyk i emocjonalne zaangażowanie – dodatkowo podsyciło debatę. Świątek wyjaśniła swoje zachowanie w mediach społecznościowych, jednak brak komentarza ze strony Abramowicz oraz jej widoczna reakcja na trybunach sprawiły, że krytyka nie ustaje.

    ‎Reakcja Świątek i przyszłość współpracy

    ‎Na razie Iga Świątek nie odniosła się bezpośrednio do zarzutów Nowickiego ani do szerszej dyskusji na temat jej relacji z Abramowicz. Polka skupia się na przygotowaniach do kolejnych turniejów. Po ostatnich zawirowaniach nie jest jasne do końca, gdzie wystartuje i czy weźmie udział chociażby w Billie Jean King Cup w Radomiu, gdzie rywalizować będzie kobieca reprezentacja Polski.

    ‎Na razie ani Świątek, ani Abramowicz nie zapowiedziały zmian w swoim podejściu. Ich dalsza współpraca z pewnością będzie obserwowana z jeszcze większą uwagą – zarówno przez kibiców, jak i ekspertów.

  • Pajor jedną z najlepszych na świecie! Za granicą piszą o Złotej 

    Pajor jedną z najlepszych na świecie! Za granicą piszą o Złotej 

    Pajor jedną z najlepszych na świecie! Za granicą piszą o Złotej

     

    Dziennikarze “Goal” wskazali faworytki do zdobycia Złotej Piłki. W tym gronie jest również reprezentantka Polski, strzelająca regularnie bramki w FC Barcelonie – Ewa Pajor.

     

    Piłkarki FC Barcelony w niedzielę w samo południe grały w meczu ligowym na wyjeździe z Granadą. Do przerwy był niespodziewanie bezbramkowy remis. W drugiej połowie faworytki zdobyły dwa gole. Najpierw w 73. minucie podcinką do siatki trafiła Vick. W 75. minucie było już 2:0. Bramkę zdobyła Alexia Putellas, a asystę miała Ewa Pajor.

     

     

     

    Wskazali faworytki do Złotej Piłki. Oto miejsce Ewy Pajor

     

     

     

    Ewa Pajor w tym meczu mogła mieć nawet dwie asysty, a w końcówce sama zdobyć bramkę. – Napastniczka reprezentacji Polski mogła mieć drugą asystę. Pajor wygrała pojedynek przy linii końcowej i dała radę podać Claudii Pinii, która trafiła do siatki. Niestety dla naszej zawodniczki sędzia uznała, że piłka chwilę wcześniej znalazła się poza boiskiem i gol nie został uznany. W 90. minucie Pajor sama mogła zdobyć bramkę, ale jej strzał głową przeleciał minimalnie nad poprzeczką – pisał Bartosz Naus ze Sport.pl.

     

     

     

    Ewa Pajor w tym sezonie w meczach ligowych zagrała 22 razy, zdobyła siedemnaście goli i miała siedem asyst. Polka prowadzi wśród najlepszych strzelczyń ligi hiszpańskiej. Wiceliderka Nigeryjka Edna Imade (Granada) ma cztery gole mniej.

     

     

     

    Bardzo dobry sezon Pajor został również zauważony przez ekspertów. Według prestiżowego portalu “Goal” Polka jest jedną z faworytek do zdobycia Złotej Piłki. Dziennikarze umieścili ją na piątym miejscu wśród kandydatek do tej prestiżowej nagrody.

     

    “Pajor zdobywała głosy na Złotą Piłkę w ostatnich dwóch latach, ale nigdy nie była w czołówce tego zestawienia, zajmując 18. miejsce w 2023 roku i 29. pozycję rok w 2024 roku. Prawdopodobnie zmieni się to w tym roku. Pajor zamieniła Wolfsburg na Barcelonę zeszłego lata i strzela gole jak nikt inny” – pisze “Goal”.

     

     

     

    Eksperci dodają też, że Pajor z pewnością zdobędzie jeszcze sporo goli w tym sezonie i to w tych najważniejszych meczach.

     

     

     

    “Pajor prowadzi w wyścigu o tytuł najskuteczniejszej w lidze i mocno walczy o to samo wyróżnienie w Lidze Mistrzów. Polka prawdopodobnie wzmocni swoje roszczenia do Złotej Piłki kilkoma trofeami drużyny. Barcelona już wygrała Superpuchar Hiszpanii, jest w stanie obronić tytuł mistrzowski, zakwalifikowała się do czterech najlepszych drużyn Ligi Mistrzów i zagra w finale pucharu. Byłoby szokiem, gdyby niektóre z tych ważnych meczów nie zostały wygrane dzięki bramkom Pajor, patrząc na jej ostatnią nieustępliwość” — dodają dziennikarze.

     

     

     

    Według “Goal” główną faworytką do zdobycia Złotej Piłki jest klubowa koleżanka Pajor – Alexia Putellas.

     

     

     

    FC Barcelona po 24 kolejkach z 66 punktami prowadzi w lidze hiszpańskiej. Ma siedem punktów przewagi nad wiceliderem – Realem Madryt.