Category: Home

  • Szalona wiadomość w sprawie Roberta Lewandowskiego. Brzmi jak bajka, a to prawda. Oficjalny hit

    Szalona wiadomość w sprawie Roberta Lewandowskiego. Brzmi jak bajka, a to prawda. Oficjalny hit

    Szalona wiadomość w sprawie Roberta Lewandowskiego. Brzmi jak bajka, a to prawda. Oficjalny hit

    Robert Lewandowski znów zagrał taki mecz, po którym jeśli ktoś patrzy w metrykę Polaka, to jedynie po to, by następnie nie móc wyjść z podziwu. 36-letni Polak prezentuje fantastyczną formę strzelecką, czego dowód mieliśmy w środowy wieczór w pierwszym ćwierćfinale Ligi Mistrzów Barcelony z Borussią Dortmund. Dwa z czterech goli (4:0) autorstwa Polaka sprawiły, że gwiazdor “Dumy Katalonii” przeszedł do historii Champions League. Od wczoraj “Lewy” nie ma sobie równych.

    Rewanż odbędzie się już w najbliższy wtorek na Signal Iduna Park w Dortmundzie, ale wydaje się, że piłkarze Borussii wyjdą na plac gry tylko po to, by godnie pożegnać się z fazą ćwierćfinałową Ligi Mistrzów.

    Niemożliwa skuteczność Roberta Lewandowskiego. Polak numerem 1

    W pierwszym starciu FC Barcelona, na czele z Robertem Lewandowskim, okazała się być okrutnym katem dla klubu, z którym polski supersnajper notował kapitalne wyniki i gdzie wypłynął na szerokie wody. Zespół pod wodzą Hansiego Flicka gra coraz bardziej totalny futbol, a eksperci rozpływają się nad tym, jak współpracuje wielkie trio Raphinha, Lamine Yamal i właśnie “Lewy”.

    Ta trójka piłkarzy znów błyszczała na Estadi Olimpic Lluis Companys, serwując kibicom momentami futbol najwyższych lotów. Gości z Niemiec w 25. minucie nadgryzł Raphinha, a tuż po zmianie stron mieliśmy koncert Lewandowskiego. Polak wykończył wspaniałą akcję, którą rozpoczął Yamal cudownym, mięciutkim podaniem, a następnie idealnym zagraniem Brazylijczyka wzdłuż linii bramkowej, gdzie na drugim słupku już czyhał Polak i z niełatwej pozycji znakomicie sfinalizował akcję.

    Borussia już była mocno naruszona, a “ugotował” ją drugi gol kapitana reprezentacji Polski, strzelony w 66. minucie. Ekstremalnie poprzeczkę przed rewanżem podniósł jeszcze Yamal. Borussia próbowała zniwelować straty, miała swoje okazje, ale żadnej nie wykorzystała. W efekcie została rozbita i w kontekście rewanżu jej szanse pozostały jedynie iluzoryczne.

    Wróćmy do Lewandowskiego, który po takim meczu znów ze wszystkich stron jest komplementowany. Najgroźniejszym kontrkandydatem był pewnie Raphinha, ale to nasz as został wybrany najbardziej wartościowym zawodnikiem meczu, otrzymując statuetkę dla MVP. Wkrótce po meczu okazało się, że Polak dokonał jeszcze innego, nigdy wcześniej w erze Ligi Mistrzów niespotykanego wyczynu.

    “Lewy” pierwszym takim piłkarzem w historii Ligi Mistrzów

    Strzelając oba gole, notował na swoim koncie trafienia numer 10. i 11. w tej edycji tych najbardziej elitarnych, klubowych rozgrywek. Co mu to dało? “Robert Lewandowski został pierwszym piłkarzem w historii Ligi Mistrzów, który strzelił 10 goli w jednym sezonie dla trzech różnych drużyn: Borussii Dortmund, Bayernu Monachium i FC Barcelona. Zabójczy” – napisał na portalu X statystyczny portal OptaJose.

    Polak olśniewa genialną skutecznością. W tym momencie ma już na koncie 99 goli. Żeby zobrazować, jaką skalę skuteczności prezentuje, wystarczy zaznaczyć, że tylko 18 piłkarzy w dziejach “Dumy Katalonii” strzeliło więcej bramek.

    https://x.com/OptaJose/status/1910064944529477966

  • ‎Zaskakujące doniesienia ze Stuttgartu. Świątek jest, zniknęła jej pogromczyni

    ‎Zaskakujące doniesienia ze Stuttgartu. Świątek jest, zniknęła jej pogromczyni

    ‎Zaskakujące doniesienia ze Stuttgartu. Świątek jest, zniknęła jej pogromczyn

    ‎Kibice odliczają już dni do powrotu Igi Świątek na korty ziemne – stanie się to w przyszłą środę lub czwartek w Stuttgarcie, w drugiej rundzie turnieju WTA 500. I choć pierwotnie chęć gry w tej ciekawej imprezie, w której główną nagrodą jest najnowszy model porsche, zgłosiło aż osiem z dziesięciu najlepszych zawodniczek świata, to dziś już sytuacja wygląda trochę inaczej. Właśnie z listy startowej zniknęły dwa kolejne nazwiska, w tym tenisistki, która jako ostatnia pokonała Igę na mączce.

    ‎Iga Świątek mogła swoje pierwsze mecze na kortach ziemnych rozegrać w Radomiu, ale ostatecznie nie wystąpi w turnieju kwalifikacyjnym Pucharu Billie Jean King. Kapitan Biało-Czerwonych Dawid Celt musi więc wybierać z grona: Mada Linette – Maja Chwalińska – Katarzyna Kawa – Martyna Kubka. O ile w starciu ze Szwajcarią Polki nie stoją na straconej pozycji, to pokonać w piątek Ukrainę będzie bardzo trudno. Rywalki są w Polsce w bardzo mocnym składzie: Elina Switolina, Marta Kostiuk oraz siostry Ludmyła i Nadija Kiczenok w rywalizacji deblowej.

    ‎I to one będą faworytkami do gry w listopadowych finałach.

    ‎Iga zaś w przyszłym tygodniu zacznie sezon na mączce w swoim ulubionym miejscu, czyli w Stuttgarcie. Wygrała tam już dwukrotnie, w poprzednim roku dotarła do półfinału. A w nim przegrała z Jeleną Rybakiną, której w tym roku zabraknie w stawce. Tenisistka z Kazachstanu zdecydowała się bowiem grać w Pucharze Billie Jean King, ale jej reprezentacja nie gra w Europie, a w Brisbane. I do gry turniejowej wróci dopiero w Madrycie.

    ‎Mistrzyni olimpijska z Paryża nie zagra jednak w Stuttgarcie. Qinwen Zheng wycofała się z powodu kontuzji

    ‎W poprzednim sezonie Iga przegrała tylko dwa spotkania na mączce: właśnie z Rybakiną w Stuttgarcie, a później z Qinwen Zheng, także w półfinale, ale na obiektach Rolanda Garrosa w Paryżu. Dokładniej zaś – w turnieju olimpijskim. Chinka z Paryża przywiozła złoto, Polka zaś brąz. Mistrzyni olimpijska była na liście startowej Porsche Tennis Grand Prix, planowała występ w Niemczech przed ważniejszym turniejem w Madrycie. Tyle że jej nazwisko zniknęło z listy startowej i już wiadomo, o jest powodem.

    ‎Zheng doznała kontuzji łokcia podczas turnieju w Charleston – w przegranym meczu 1:6, 4:6 z Jekateriną Aleksandrową. Sytuacja wyglądała poważnie, Chinka kilka razy prosiła o przerwę medyczną, ale mecz dokończyła. I okupiła to urazem. A jak poważnym, przekonamy się już wkrótce.

    ‎Z drabinki zniknęło też nazwisko Ons Jabeur – półfinalistka ze Stuttgartu z 2023 roku, wtedy przegrała po kreczu z Igą Świątek, cieszyła się ewentualną grą w Niemczech zaledwie kilka dni. Wcześniej była na liście rezerwowej, ale po wycofaniu się Pauli Badosy i Barbory Krejcikovej, wskoczyła do grona uczestniczek razem z Martą Kostiuk. Tyle że też jest kontuzjowana, wróci do rywalizacji albo w Madrycie, albo dopiero w Rzymie.Ukrainka będzie bronić tu punktów za zeszłoroczny występ w finale, przegrała wtedy z Rybakiną.

  • Puchar Billie Jean King. Polska – Szwajcaria. Gdzie obejrzeć?

    Puchar Billie Jean King. Polska – Szwajcaria. Gdzie obejrzeć?

    Puchar Billie Jean King. Polska – Szwajcaria. Gdzie obejrzeć?

    Pora na rywalizację polskich tenisistek w Radomiu, gdzie będą grały o awans do finałów Billie Jean King Cup, które odbędą się w chińskim Shenzhen. Pierwszy mecz Polki rozegrają w czwartek z reprezentacją Szwajcarii. Transmisja rywalizacji Polska – Szwajcaria w Polsacie Sport 1 i online na Polsat Box Go. Początek o 15:00.

     

    W Radomiu wystąpią w sumie trzy reprezentacje – Polska, Szwajcaria i Ukraina. Wszystkie mają jasny cel – walka o pierwszą pozycję w grupie, która daje awans do finałów Billie Jean King Cup. Pewne jest, że nasze tenisistki zagrają w osłabionym składzie. Kibice nie będą mogli oglądać na korcie naszej najlepszej zawodniczki Igi Świątek oraz Magdaleny Fręch. Tym samym kapitan naszej kadry Dawid Celt będzie miał do dyspozycji: Magdę Linette, Katarzynę Kawę, Maję Chwalińską i Martynę Kubkę.

     

    Pierwszy mecz nasze reprezentantki zagrają w czwartek 10 kwietnia ze Szwajcarkami. Przypomnijmy, że również one nie będą mogły liczyć na wsparcie swojej liderki – Belindy Bencić, która kilka dni temu poinformowała za pośrednictwem swoich mediów społecznościowych o wycofaniu się z rywalizacji.

     

    Dodajmy, że polskie tenisistki w zeszłym roku zagrały w finałach tej imprezy, które odbyły się w hiszpańskiej Maladze. Wówczas odpadły dopiero w półfinale, w którym lepsze od nich okazały się przyszłe triumfatorki – Włoszki.

     

    Polska – Szwajcaria. Transmisja TV i stream online

    Kiedy spotkanie Polska – Szwajcaria? Mecz Polska – Szwajcaria zostanie rozegrany w czwartek 10 kwietnia. Początek rywalizacji Polek ze Szwajcarkami od 15:00. Transmisja w Polsacie Sport 1 i online na Polsat Box Go.

     

    Przejdź na Polsatsport.pl

    Puchar Billie Jean King: kto wygra 10.04?

  • Musi zastąpić Świątek, przyjaźnią się od dziecka. Jeszcze niedawno walczyła z ciężką chorobą

    Musi zastąpić Świątek, przyjaźnią się od dziecka. Jeszcze niedawno walczyła z ciężką chorobą

    Musi zastąpić Świątek, przyjaźnią się od dziecka. Jeszcze niedawno walczyła z ciężką chorobą

    Maja Chwalińska znalazła się w kadrze reprezentacji Polski na eliminacje do finału Billie Jean King Cup. Z udziału w imprezie zrezygnowała natomiast jej bliska przyjaciółka Iga Świątek. Panie jeszcze w czasach juniorskich odnosiły wspólnie ogromne sukcesy i wiele wskazywało na to, że brylować będą także jako seniorki. Niestety, karierę Chwalińskiej przerwała depresja, na którą młoda tenisistka chorowała przez kilka lat.

     

    W czwartek 10 kwietnia reprezentacja Polski rozpocznie walkę o awans do finału Billie Jean King Cup. W składzie “Biało-Czerwonych” tym razem zabrakło Igi Świątek, która postanowiła w tym czasie oczyścić umysł po ostatnich intensywnych miesiącach i przygotować się do sezonu na mączce. Z gry dla reprezentacji zmuszona była zrezygnować także Magdalena Fręch, która doznała urazu nadgarstka i nie byłaby w stanie zaprezentować swojej najlepszej formy na korcie. W Radomiu zobaczymy natomiast Magdę Linette, Maję Chwalińską, Katarzynę Kawę oraz Martynę Kubkę. Co ciekawe, jedna z pań jeszcze jakiś czas temu była bliska zakończenia kariery z powodu ogromnych problemów ze zdrowiem psychicznym. Ostatecznie jednak miłość do tej dyscypliny okazała się silniejsza, a dziś Polka zachwyca na kortach na całym świecie.

     

    Maja Chwalińska nadzieją na awans Polski do finału Billie Jean King Cup. A jeszcze kilka lat temu walczyła z depresją

     

    Maja Chwalińska już od najmłodszych lat pokazywała, że ma zadatki na gwiazdę tenisa. Pierwszy raz o Polce zrobiło się głośno w 2015 roku, kiedy to wraz z reprezentacją naszego kraju sięgnęła ona po mistrzostwo Europy do lat 14. W tym samym roku w jej życiu pojawiła się Iga Świątek. Panie od razu złapały dobry kontakt i zostały bliskimi przyjaciółkami. Wspólnie sięgnęły po mistrzostwo Europy młodziczek, a następnie ten sam tytuł zdobyły także w kategorii kadetów. Ich największym wspólnym sukcesem z tamtego okresu pozostaje jednak występ w finale w Australian Open w grze podwójnej dziewcząt. Polska para musiała wówczas uznać wyższość kanadyjskiego duetu Bianca Andreescu – Carson Branstine.

     

    W 2017 roku Chwalińska rozpoczęła karierę zawodową i wielu ekspertów wróżyło jej wówczas świetlaną przyszłość w tenisie. Niestety, w czerwcu 2021 roku młoda Polka niespodziewanie poinformowała kibiców o zawieszeniu sportowej kariery. Jak się wówczas okazało, decyzję tę tenisistka podjęła ze względu na depresję, na którą zachorowała półtora roku wcześniej.

     

    “Ostatnie 2 lata były dla mnie bardzo trudne. Miałam wiele problemów zdrowotnych, przez co wycofywałam się z turniejów lub kreczowałam mecze. Te kilkanaście ostatnich miesięcy jest dla mnie ciężkie również pod kątem psychicznym. Od końca 2019 roku choruję na depresję” – wyjawiła wówczas za pośrednictwem mediów społecznościowych.

     

    Tenisistka w trakcie walki z depresją mogła liczyć na wsparcie. Jej przyjaciel od razu zaczął szukać dla niej pomocy

     

    Sama tenisistka nie wypowiadała się zbyt często na temat swojej choroby. W rozmowie z “Super Expressem” w 2022 roku niespodziewanie głos zabrał jednak menedżer i bliski przyjaciel zawodniczki, Piotr Szczypka. Mężczyzna opowiedział o kulisach batalii, jaką wówczas toczyła Chwalińska. “Wiedziałem, że dzieje się z nią coś złego. Była smutna, nic jej nie cieszyło. Gdy opisała to wszystko w internecie i rozmawialiśmy na ten temat, to były naprawdę trudne chwile. Ale od razu zaczęła myśleć, jak znaleźć innych fachowców. Już wcześniej współpracowała z psychologami, ale to była rzadka usługa i nie dawała takich efektów. Wtedy zająłem się szukaniem dla niej pomocy i nigdy w nią nie zwątpiłem. Wiedziałem, że ma nieprzeciętny talent. Przez całe życie było trzeba odciągać ją od pracy, bo miała zaplanowaną każdą sekundę. W tym wieku ciężko jest wytrzymać taki profesjonalizm” – oznajmił.

     

    Mai Chwalińskiej ostatecznie udało się wygrać walkę z depresją i po paru miesiącach powróciła do treningów i udziału w rywalizacji. Od tamtej pory coraz lepiej radzi sobie na arenie międzynarodowej, a w kolejnych dniach swoje umiejętności zaprezentuje przed polską publicznością podczas eliminacji do finału Billie Jean King Cup w Radomiu. W czwartek Polska zagra ze Szwajcarią. Transmisja z tego spotkania w Polsacie Sport 1 i online na Polsat Box Go. Początek o 15:00. Relację “na żywo” śledzić będzie można również na stronie Interii.

  • Problemy Hurkacza. Polak wycofał się z kolejnego turnieju

    Problemy Hurkacza. Polak wycofał się z kolejnego turnieju

    Problemy Hurkacza. Polak wycofał się z kolejnego turniej

     

    Znów napływają złe wieści ze świata tenisa. Wciąż nie wiadomo, kiedy Hubert Hurkacz wróci na kort. Polak zdecydował się wycofać z rywalizacji w turnieju rangi ATP 500 w Monachium. To już trzecie z rzędu zawody w głównym cyklu, w których wrocławianin nie weźmie udziału.

     

    Najpierw Miami, potem Monte Carlo, a teraz Monachium. Jaki jest wspólny mianownik wszystkich tych turniejów? Odpowiedź brzmi – Hubert Hurkacz. Polak boryka się z ciągłymi problemami zdrowotnymi, a jego występy w ostatnich tygodniach są pod dużym znakiem zapytania. Ze zmagań na Florydzie wycofał się, informując o problemach z dolną częścią pleców, natomiast w przypadku Monte Carlo nie wiadomo do końca, jaki był powód rezygnacji.

     

    “Podjąłem decyzję o opuszczeniu turnieju w Monachium. Ostatnio bardzo intensywnie pracowałem, aby osiągnąć oczekiwane rezultaty, i widzę już jej efekty. Chcę wrócić na kort w pełni zdrowy, pewny siebie i gotowy do rywalizacji. Jestem coraz bliżej tego celu i już niedługo ponownie zobaczycie mnie w akcji. Dziękuję za Wasze wsparcie – zawsze mnie motywujecie” – czytamy na mediach społecznościowych Hurkacza.

     

    Przypomnijmy, że nasz najlepszy tenisista w związku z nieobecnością w zawodach nieustannie traci punkty w rankingu ATP. W Monako bronił punktów za zeszłoroczne dojście do 1/8 finału, a dodatkowo stracił kolejne za brak obrony tytułu w portugalskim Estoril, gdzie w 2024 roku sięgnął po końcowy triumf.

     

    W efekcie Hurkacz spadł na 26. pozycję. Na ten moment Polak jest zgłoszony do rywalizacji w Madrycie i Rzymie. Oba te turnieje są sklasyfikowane jako “tysięczniki”.

     

    Warto dodać, że oprócz wrocławianina w Bawarii kibice nie zobaczą także Taylora Fritza. Amerykanin, podobnie jak Hurkacz, nie bierze udziału w zmagań na mączce w Monte Carlo. Miejsce Hurkacza i Fritza w głównej drabince BMW Open 2025 zajmą doświadczony Belg David Goffin oraz młody Czech Jakub Mensik

  • Historia niczym z bajki. Coś takiego prędko się nie powtórzy [OPINIA]

    Historia niczym z bajki. Coś takiego prędko się nie powtórzy [OPINIA]

    Historia niczym z bajki. Coś takiego prędko się nie powtórzy [OPINIA]

    Żyjemy w czasach, które prawdopodobnie prędko nie wrócą. Robert Lewandowski pisze piękną historię, a Wojciech Szczęsny odgrywa rolę, której nie wymyśliłby najlepszy scenarzysta na świecie.

     

    Kiedyś zachwycaliśmy się, gdy Andrzej Niedzielan strzelił gola dla NEC Nijmegen albo Maciej Żurawski “ukąsił” w barwach Celtiku. Nie byliśmy piłkarską potęgą – delikatnie rzecz ujmując.

     

    Dziś możemy usiąść w fotelu w środowy wieczór i obserwować, jak dwóch Polaków gra w wyjściowym składzie FC Barcelony w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.

     

    Wprawdzie Wojciech Szczęsny miał raczej spokojne 90 minut, bo Serhou Guirassy przypominał przypadkowego gościa, który wpadł na mecz prosto z 8-godzinnej zmiany w innej pracy, ale już o Robercie Lewandowskim będzie mówiło się sporo.

     

    Kapitan reprezentacji Polski rozegrał swój 131. mecz w Lidze Mistrzów. I strzelił 104. i 105. gola w tych rozgrywkach (—–> ZOBACZ).

     

    Przy okazji zapisał się w historii. Po raz czwarty w karierze zdobył 10 lub więcej bramek w jednym sezonie Ligi Mistrzów. Tylko Cristiano Ronaldo i Lionel Messi mogą pochwalić się lepszym wynikiem.

     

    Stworzył go na nowo Hansi Flick. 45 meczów w tym sezonie i 40 strzelonych goli. Liczby kosmiczne, biorąc pod uwagę, że mówimy o 36-letnim zawodniku, którego w poprzednim sezonie spore grono osób wysyłało na emeryturę.

     

    Aż żal, że jest bliżej niż dalej końca kariery. Takie są fakty. Metryki się nie oszuka. “Lewy” przeżywa drugą młodość, a przy takiej grze Barcy (Borussia została w środę zmieciona z planszy 4:0 – przyp. red.) całkiem realne jest przecież zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Nic dziwnego, że był żegnany owacją na stojąco, gdy opuszczał boisko na 10 minut przed końcem spotkania.

     

    Wspomniany wcześniej Szczęsny też będzie miał o czym opowiadać wnukom. Latem zakończył karierę, leżał na kanapie, a tu nagle los sprawił, że trafił do Barcelony i ma szansę na kilka trofeów (w tym to najcenniejsze w futbolu). Historia nie z tej ziemi. I pewnie prędko coś podobnego się nie powtórzy. A przynajmniej nie w kontekście polskiego zawodnika. Najlepszy scenarzysta na świecie nie wymyśliłby takiej roli.

     

    Żyjemy w pięknych czasach dla polskiego kibica. Cieszmy się i doceniajmy, bo jest bardzo mała szansa, że jeszcze kiedykolwiek będzie nam to dane…

     

    Flick wszedł do Barcelony z buta.

     

    Polscy trenerzy często powtarzają, że potrzebują czasu, a na początku ich pracy czują się jak na placu budowy.

     

    Problem pojawia się w momencie, kiedy prezesi tych klubów są niecierpliwi i często zmieniają trenerów. Wtedy budowa trwa non stop, a chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć, że jeśli co chwilę zmienia się koncepcję i zaczyna od początku, to ciężko o uzyskanie efektu finalnego.

     

    Całe szczęście, że w zagranicznych klubach myśli się inaczej. Wiadomo: nie we wszystkich, natomiast FC Barcelona powinna być przykładem.

     

    Xavi był (jest) legendą tego klubu. To jeden z najlepszych środkowych pomocników w historii piłki nożnej, ale jako trener – mówiąc delikatnie – nie porwał tłumów. Jego zwolnienie było wyczekiwane. Kibice byli nim po prostu zmęczeni.

     

    Na to wszystko wszedł Flick i po prostu pozamiatał. Barca w krótkim czasie przeszła niesamowitą metamorfozę, a wystarczy wejść w sekcję komentarzy pod jakimkolwiek artykułem z oficjalną informacją o zatrudnieniu Flicka.

     

    Tam nie było euforii. Kibice podchodzili sceptycznie do tematu, ale też cieszyli się, że w końcu do klubu trafił ktoś z zewnątrz, kto sprawi, że – tu cytat – “te wszystkie de Jongi zaczną biegać”.

     

    No i zaczęły. Flick już zdobył Superpuchar Hiszpanii, w lidze jest na pierwszym miejscu, w finale Pucharu Króla zagra z Realem Madryt, a na półmetku ćwierćfinału Ligi Mistrzów prowadzi z Borussiią 4:0.

     

    Drużyna gra ofensywnie, z polotem. Dalej ważne jest utrzymywanie się przy piłce, natomiast nie za wszelką cenę. Jeśli jest szansa wyjść z szybką akcją, to tak się dzieje. Jedno podanie, drugie, wszystko do przodu. Bez zbędnego klepania. “Futbol na tak” – jak mawiał Jerzy Engel. I coś takiego podoba się kibicom. Raczej mało prawdopodobne, by w środę ktokolwiek wychodził z Montjuïc rozczarowany.

  • Kamera nagrała Szczęsnego i ter Stegena

    Kamera nagrała Szczęsnego i ter Stegena

    Kamera nagrała Szczęsnego i ter Stegena

    Niektórzy obawiają się, jaka będzie atmosfera w Barcelonie, gdy Wojciech Szczęsny i Marc Andre ter Stegen zaczną rywalizować o miejsce w bramce. Na razie obawy są jednak przedwczesne, o czym świadczy nagranie po meczu z Borussią.

     

    Wojciech Szczęsny, który za kilka dni skończy 35 lat, kontynuuje swoją imponującą serię meczów bez porażki.

     

    Po zwycięstwie nad Borussią Dortmund (4:0) w pierwszym ćwierćfinale Ligi Mistrzów jego bilans to 21 spotkań bez przegranej. Z nim w bramce, Barcelona odniosła 18 zwycięstw i 3 remisy, a w 11 meczach zachowała czyste konto.

     

    Po meczu z Borussią, który przybliżył Barcelonę do półfinału, Szczęsny otrzymał serdeczne gratulacje i uścisk od Marca Andre ter Stegena.

     

    “To dowód na ich dobrą relację, mimo spekulacji, kto powinien być pierwszym bramkarzem po powrocie Niemca do zdrowia” – podkreślili dziennikarze “Mundo Deportivo”.

     

    Ich przyjaźń – jak dodają Hiszpanie – jest widoczna od momentu, gdy Szczęsny dołączył do Barcelony w październiku ubiegłego roku, zastępując kontuzjowanego Ter Stegena.

     

    Niemiec powitał go wtedy serdecznym przesłaniem, ułatwiając jego aklimatyzację w zespole. Szczęsny podkreślał natomiast: “Jesteśmy bardzo dobrymi przyjaciółmi. Mam nadzieję, że wróci do gry jak najszybciej”.

     

    Niemiec wznowił już treningi. Według hiszpańskich mediów w tym sezonie Ligi Mistrzów najprawdopodobniej nie zagra, ale realny jest scenariusz, że dostanie szansę od Flicka w jednym z ostatnich meczów sezonu Barcelony w La Lidze.

  • Nagrali to. Tak ter Stegen potraktował Szczęsnego po meczu

    Nagrali to. Tak ter Stegen potraktował Szczęsnego po meczu

    Nagrali to. Tak ter Stegen potraktował Szczęsnego po meczu

    Wojciech Szczęsny vs. Marc-Andre ter Stegen – taką rywalizacją już niedługo będą żyli kibice. Niemiec niebawem ma wrócić do gry i będzie chciał odzyskać miejsce w bramce FC Barcelony. Jak to się przekłada na relacje między nimi? Kamery nagrały, jak obaj bramkarze zareagowali na swój widok zaraz po zwycięskim meczu z Borussią Dortmund. Obrazki dla niektórych mogą zaskakiwać.

     

    FC Barcelona z Wojciechem Szczęsnym w bramce jeszcze nie przegrała. Nasz bramkarz stał się wręcz talizmanem drużyny Hansiego Flicka i przeciwko Borussii Dortmund również nie zawiódł. Zachował czyste konto i przyczynił się do wygranej 4:0. Mimo to o miejsce w wyjściowym składzie nie może być spokojny. Wszystko przez powrót Marca-Andre ter Stegena po ciężkiej kontuzji kolana. A ten ma nastąpić jeszcze w tym miesiącu. Media już żyją potencjalną rywalizacją obydwu bramkarzy. A jak podchodzą do niej sami zainteresowani?

     

    Szczęsny zszedł z boiska po wygranej z Borussią. Ależ zachowanie ter Stegena!

     

    Najlepiej można się było o tym przekonać zaraz po środowym meczu z Borussią. Media społecznościowe szybko obiegło nagranie, na którym widać spotkanie ter Stegena ze Szczęsnym tuż po końcowym gwizdku. Panowie stanęli naprzeciwko siebie, przybili piątkę, a następnie czule wyściskali. Na twarzy Niemca rysował się zaś szeroki uśmiech.

     

    Takie obrazki pokazują tylko, że wbrew pozorom pomiędzy bramkarzami nie ma złej krwi, mimo że wkrótce będą walczyć o jedno miejsce między słupkami. Już wcześniej media donosiły, że prywatnie panowie po prostu się lubią. – Łączy ich relacja, wykraczająca poza sprawy sportowe. Ter Stegen odegrał ważną rolę w integracji Polaka. Pomógł mu dostosować się do drużyny i miasta. Do tego stopnia, że spotkali się kilka razy poza obiektami Barcelony – donosiło hiszpańskie Relevo.

     

    Tak wyglądają relacja Szczęsnego i ter Stegena. “Bardzo mi pomógł”

     

    Bardzo pozytywnie o swoim konkurencie nie tak dawno wypowiadał się także sam Wojciech Szczęsny. – Ter Stegen bardzo mi pomógł od pierwszego dnia. Jeszcze przed podpisaniem umowy napisał do mnie i zapewnił, że jeśli będę czegoś potrzebował, to mi pomoże – przyznał w wywiadzie dla klubowej telewizji Barca One.

     

    Do końca tego sezonu o miejsce w składzie w Lidze Mistrzów Szczęsny powinien być jednak spokojny. Regulamin rozgrywek pozwala na ponowne zarejestrowanie ter Stegena tylko w przypadku skreślenia z kadry Szczęsnego, a zdaniem hiszpańskich mediów klub nie chce sobie na to pozwolić i wiąże to ze zbytdużym ryzykiem.

     

  • Święto w Katalonii, Robert Lewandowski znów w centrum zdarzeń. Głośno o Polaku

    Święto w Katalonii, Robert Lewandowski znów w centrum zdarzeń. Głośno o Polaku

    Święto w Katalonii, Robert Lewandowski znów w centrum zdarzeń. Głośno o Polaku

    FC Barcelona, najkrócej rzecz ujmując, nie dała szans Borussii Dortmund w pierwszym starciu obu ekip w ćwierćfinale Ligi Mistrzów i pokonała rywali aż 4:0, w czym wielka była zasługa Roberta Lewandowskiego, autora dubletu. Nazajutrz Polak – nie pierwszy i raczej nie ostatni raz w bieżącej kampanii – stał się jednym z bohaterów okładek hiszpańskich dzienników. Tymczasem niewykluczone, że “Lewy” niebawem po takim występie… zasiądzie na ławce rezerwowych.

     

    FC Barcelona po niedawnej swoistej sportowej zadyszce i remisie 1:1 z Realem Betis (wieńczącym całą intensywną serię spotkań w lidze i Pucharze Króla) powróciła w środowy wieczór w pełni na zwycięską ścieżkę i dosłownie rozbiła Borussię Dortmund w pierwszym meczu ćwierćfinału Ligi Mistrzów.

     

    “Blaugrana” zatriumfowała nad rywalami z Niemiec aż 4:0, a gole zdobywali tu członkowie “zabójczego” tercetu FCB, czyli Raphinha, Lamine Yamal oraz Robert Lewandowski, przy czym ten ostatni odnotował dublet i ma już łącznie 29 bramek strzelonych w 28 występach przeciwko swemu byłemu klubowi.

     

    Lewandowski i kompani “wystrzeleni”. W Katalonii głośno o dokonaniach Polaka

     

    W czwartek “Lewy” i jego koledzy z ataku stali się naturalnie bohaterami “jedynek” w hiszpańskiej prasie. “Wystrzelili w stronę półfinałów” – głosi tytuł z pierwszej strony “Mundo Deportivo”, pod którym zamieszczono zdjęcie wspomnianej ofensywnej trójki “Dumy Katalonii”.

    https://x.com/mundodeportivo/status/1910100200774836605

    “Ależ festiwal” – napisało z kolei “Diario Sport”, również koncentrując się na tercecie Raphinha – Yamal – “RL9”. Z kolei do pewnego wyłamania doszło ze strony “L’Esportiu”, które okładkę poświęciło m.in. Kounde. “Najpiękniejszy taniec” – padło w opisie.

     

    Lewandowski posadzony na ławce rezerwowych? Taka może być taktyka Barcelony

    https://x.com/lesportiuCAT/status/1910084097302540740

    Co ciekawe po swym świetnym występie przeciwko “Die Borussen” Lewandowski ma sporą szansę na to, by… usiąść na ławce rezerwowych i zostać zastąpionym np. przez Ferrana Torresa. Wszystko to dlatego, że “Barca” w kolejnym meczu zmierzy się w Primera Division z Leganes, a więc ekipą ze strefy spadkowej – to będzie niezła okazja, by dać odpocząć kilku kluczowym graczom.

     

    Taka decyzja może zapaść zwłaszcza w związku z faktem, że rewanż z Borussią zaplanowano już na 15 kwietnia, a więc czasu na regenerację nie będzie zbyt wiele. “Blaugrana” musi wszystko mądrze rozegrać, myśląc o sięgnięciu po ewentualny trypletw bieżącym sezonie…

     

  • Szczęsny zaliczył 21. mecz bez porażki, a tu takie słowa ter Stegena

    Szczęsny zaliczył 21. mecz bez porażki, a tu takie słowa ter Stegena

    Szczęsny zaliczył 21. mecz bez porażki, a tu takie słowa ter Stegena

    Wojciech Szczęsny kontynuuje znakomitą passę w bramce FC Barcelony i znów zszedł z boiska niepokonany. Jego zespół pokonał Borussię Dortmund 4:0 i jest niemal pewny awansu do półfinału Ligi Mistrzów. A czy Polak może być pewny miejsca w bramce? Słowa Marca-Andre ter Stegena mogą go niepokoić.

     

    FC Barcelona pokonała Borussię Dortmund 4:0 w pierwszym ćwierćfinale Ligi Mistrzów, a dublet ustrzelił Robert Lewandowski. W pierwszej połowie kilka razy dobrze spisał się także Wojciech Szczęsny, który zachował czyste konto i zaliczył 21. mecz z rzędu bez porażki w barwach klubu z Katalonii. Polak ma jednak powody do rozmyślania.

    https://x.com/blaugranation_/status/1910102438272811176

    Wojciech Szczęsny ma się czego bać? Marc-Andre ter Stegen postawił sprawę jasnojuż

    Szczęsny jest w świetnej formie i jest niekwestionowanym numerem jeden w bramce Barcelony, ale sytuacja już niedługo może ulec zmianie. Wszystko dlatego, że na zdeterminowany do powrotu na boisku jest kapitan Marc-Andre ter Stegen. Niemiec niemal na każdym kroku podkreśla, że jego celem jest powrót już w najbliższych dniach.

     

    – Tak, teraz mój cel. Wrócić zdrowym i w dobrej formie, uczestniczyć w tym wszystkim z zespołem – powiedział kapitan Barcelony w rozmowie z telewizją w trakcie środowego meczu. Niemiec cytowany przez profil Barcanation w serwisie X stwierdził, że chce wrócić naprawdę szybko.

     

    – Brałem udział w niektórych częściach treningu, a celem jest pełne uczestnictwo i gotowość już w najbliższych dniach. Ciężka praca, a gdy będę gotowy, to dam trenerowi sygnał – stwierdził dalej reprezentant Niemiec.

     

    Media już jakiś czas temu informowały, że ter Stegen chciałby być gotowy do gry na przełomie kwietnia i maja, a do tego zależy mu na powrocie do bramki na ostatnie mecze sezonu. Hansi Flick będzie musiał więc zdecydować, czy utrzyma na pozycji numer jeden niepokonanego Szczęsnego, czy jednak postawi na wracającego Niemca. Były reprezentant Polski nie może więc być pewny swojej pozycji.

     

    Szczęsny w środowy wieczór zachował 11. czyste konto w 21. meczu w barwach Barcelony. Na razie nie dał więc argumentu, by trener Flick miał posadzić go na ławce kosztem wracającego do gry kolegi. Pozostaje liczyć, że sytuacja ta nieulegnie zmianie.