Category: Home

  • ‎To dlatego Świątek wygrała z Rosjanką. Wszyscy widzieli, co zrobiła Abramowicz

    ‎To dlatego Świątek wygrała z Rosjanką. Wszyscy widzieli, co zrobiła Abramowicz

    ‎To dlatego Świątek wygrała z Rosjanką. Wszyscy widzieli, co zrobiła Abramowicz

    ‎Kto umie czytać z ruchu warg, ten być może wie, co Daria Abramowicz powiedziała Idze Świątek przy stanie 3:3 w meczu naszej tenisistki z Jekatieriną Aleksandrową. Ale nawet bez tej wiedzy wszyscy wiemy, że w czwartej rundzie US Open Świątek absolutnie stanęła na wysokości zadania. Gołym okiem było widać, dzięki czemu Polka pokonała groźną Rosjankę aż 6:3, 6:1.

    ‎Jekatierina Aleksandrowa rozbijała rywalkę za rywalką, ale w końcu na US Open 2025 trafiła na przeciwniczkę nie tylko nie do rozbicia, ale tego dnia po prostu nie do pokonania. Iga Świątek tylko na początku starcia z Rosjanką miała pewne problemy. Ale generalnie zagrała w nowojorskim turnieju swój najlepszy mecz i nie dała szans naprawdę groźnej przeciwniczce.

    ‎Świątek to wiceliderka światowego rankingu, a Aleksandrowa jest na liście WTA 12. Z ich sześciu wcześniejszych pojedynków Polka wygrała dwa, a Rosjanka cztery. Jeśli do tych danych dodamy formę, jaką w ostatnich dniach prezentowały Świątek (trzysetowa przeprawa z Lamens, ciężki mecz z Kalinską) i Aleksandrowa (6:4, 6:1 z Sevastovą, 6:2, 6:2 z Wang, 6:0, 6:1 z Siegemund), to zrozumiemy, dlaczego powszechnie spodziewano się zaciętej walki o ćwierćfinał.

    ‎Rosyjski ekspert nie doszacował Świątek

    ‎„Aleksandrowa prezentuje płynny, pewny tenis i potrafi dać popalić każdej faworytce” – pisał przed tym meczem Wiaczesław Gorbaczow, tenisowy ekspert rosyjskiego serwisu Sport.ru. Ale też podkreślał, że do zwycięstwa typuje Polkę, w trzech setach. A to dlatego, że „Gra Świątek idealnie nadaje się na korty twarde, bo mocny forhendowy topspin z linii końcowej i swoboda ruchów pozwalają Idze szybko przechodzić z obrony do ataku”.

    ‎Cóż, Gorbaczow miał rację. A i tak nie doszacował Igi Świątek. Zamiast trzech setów dostaliśmy gładkie zwycięstwo Polki, bo poza dobrym forhendem i genialnym poruszaniem się Świątek pokazała też w tym meczu swój firmowy – najlepszy na świecie – bekhend, pokazała o niebo lepszy serwis niż ostatnio, a do tego zdawała się być dużo lepiej skoncentrowana.

    ‎W meczu z Anną Kalinską w poprzedniej rundzie Świątek popełniła aż 33 niewymuszone błędy (przy 28 uderzeniach kończących). Teraz tych pomyłek miała zaledwie 13 (przy 21 winnerach). W poprzednim meczu Iga męczyła się z serwisem. W pierwszym, ledwo odratowanym secie z Kalinską, trafiła tylko 37 proc. swojego pierwszego podania. Teraz zaczęła od 57 proc., a skończyła na 60 proc.

    ‎Świątek – Aleksandrowa. Wszyscy jesteśmy ciekawi, co powiedziała Abramowicz

    ‎Teraz nie od stanu 1:5, jak ostatnio, tylko od wyniku 2:3, Świątek zaczęła dużo lepsze granie. – Pokazują nam sztab Igi, bo tam się dużo dzieje – mówił komentujący mecz w Eurosporcie Lech Sidor mniej więcej wtedy, gdy Iga jedyny raz w tym meczu straciła swoje podanie. To było na 1:1 – Świątek zaczęła mecz od przełamania Aleksandrowej, po czym Rosjanka od razu zanotowała przełamanie powrotne. Wtedy widzieliśmy, jak trener Wim Fissette wymienia uwagi z Maciejem Ryszczukiem, trenerem przygotowania fizycznego. Niedługo później – po gemie na 3:3 – komentująca z Sidorem Justyna Kostyra pytała go, czy potrafi czytać z ruchu warg. Wszyscy byliśmy ciekawi, co wtedy powiedziała Idze jej psycholożka, Daria Abramowicz.

    ‎Ciekawe, że od stanu 2:3 Świątek wygrała już wszystko do końca seta. Aleksandrowa gestami i mimiką pokazywała, jak się tym denerwuje. A Iga była jak skała. Nie oglądaliśmy wahań z poprzednich rund, oglądaliśmy absolutnie kontrolowaną „jazdę” do ćwierćfinału. Meta była już po godzinie i pięciu minutach gry. Wynik 6:3, 6:1 był dla Aleksandrowej tak bolesny, że z kortu schodziła z załzawionymi oczami.

    ‎Świątek tym meczem przypomniała, jak duże ma możliwości. W ćwierćfinale Iga zmierzy się albo z Amerykanką Amandą Anisimovą (9 WTA), którą niedawno rozbiła 6:0, 6:0 w finale Wimbledonu, albo z Brazylijką Beatriz Haddad Maią (22 WTA).

  • ‎Rywalka Świątek wpadła w szał. Niebezpieczne zachowanie na korcie

    ‎Rywalka Świątek wpadła w szał. Niebezpieczne zachowanie na korcie

    ‎Rywalka Świątek wpadła w szał. Niebezpieczne zachowanie na korcie

    ‎Gdy Mirra Andriejewa na początku sezonu dwukrotnie pokonywała Igę Świątek, tenisowy świat dojrzał w niej nową liderkę światowego rankingu. Dziś 18-latka przeżywa kolejne rozczarowanie. – To ją złamało – słychać w Rosji.

    ‎Mirra Andriejewa odpadła w trzeciej rundzie US Open. 18-letnia Rosjanka przegrała z Amerykanką Taylor Townsend 5:7, 2:6. Zaskoczenie jest tym większe, że Townsend to specjalistka od debla, jedynka rankingu deblowego. W singlu jest 139. na świecie, w starciu z Andriejewą trzeci raz w karierze pokonała rywalkę z top 10, a po razy pierwszy od ponad dwóch lat.

    ‎Jak wskazują Rosjanie, ich zawodniczka nie wytrzymała mentalnie występu w roli faworytki. Popełniała zdecydowanie zbyt wiele błędów. Najbardziej wymowny obrazek to ostatni gem spotkania, gdy Andriejewa przycisnęła Townsend, miała pusty kort i wyrzuciła piłkę daleko za linię końcową.

    ‎Nerwy Mirry Andriejewej

    ‎Chwilę wcześniej po jednej z pomyłek 18-latka wpadła w szał i zaczęła wyładowywać frustrację, uderzając rakietą o nogę. Od razu przypomniało się zachowanie jej rodaka Andriejewa Rublowa. Temu od lat w chwili złości zdarza się uderzać rakietą w kolano, nieraz do krwi. Oby Andriejewa nie szła w jego ślady, czego jej kibice po takich historiach mają prawo się obawiać.

    ‎Pojedynek z Townsend przypominał jej spotkanie w ćwierćfinale tegorocznego Roland Garros z Lois Boisson. Francuzka, wówczas 361. rakieta świata, niespodziewanie pokonała Andriejewą 7:6, 6:3. Młoda gwiazda nie poradziła sobie z presją, nie wytrzymała warunków, w jakich rozgrywano mecz, gdy francuscy kibice intensywnie wspierali swoją zawodniczkę. Andriejewa myliła się wtedy na potęgę.

    ‎Zaczęło się od meczu w Paryżu

    ‎Rywalizacja z Townsend wyglądała podobnie także z uwagi na wsparcie, jakie rywalka Andriejewej otrzymała od kibiców w Nowym Jorku. – Uważam, że publiczność miała na nią wielki wpływ. W nocnych meczach, zwłaszcza z Amerykankami, organizują show. Z takim wsparciem lokalne zawodniczki radzą sobie lepiej i wygrywają swoje mecze, to złamało Mirrę – mówiła była tenisistka Natalja Wichlancewa.

    ‎Jeszcze wiosną Andriejewa zachwycała, wróżono jej wielką karierę, nawet szybki awans na pierwsze miejsce w rankingu WTA. Po niepowodzeniu w Roland Garros jej wyniki pogorszyły się, pojawiło się więcej nerwów na korcie. Jej team wydaje się zmęczony. Kamery pokazały jak podczas ostatniego meczu w US Open trenerka Conchita Martinez siedziała i patrzyła się przed siebie, nie udzielała tylu wskazówek, co w poprzednich miesiącach. Wcześniej ich współpraca wyglądała na wzorową.

    ‎20 lutego młoda Rosjanka ograła Igę Świątek w ćwierćfinale w Dubaju. 14 marca była lepsza od Polki w półfinale w Indian Wells. Mirra wygrała oba turnieje, następnie zadebiutowała w pierwszej “10” zestawienia WTA. Jej nazwisko odmieniano przez wszystkie przypadki. Okres na kortach ziemnych zaczęła od ćwierćfinałów w Madrycie i Rzymie. Do Paryża jechała pierwszy raz jako jedna z tenisistek, którą wymienia się w szerszym gronie pretendentek do wielkoszlemowego tytułu.

    ‎Po przegranej z Boisson Andriejewa przyszła na konferencję prasową i powiedziała, że nigdy wcześniej nie musiała mierzyć się z takimi oczekiwaniami i nie dała sobie z tym rady. Tłumaczyła, że to nowy rodzaj presji, której nie spotkała. Od tamtego czasu odpadła w pierwszej rundzie w Berlinie z Magdaleną Fręch, w ćwierćfinale w Bad Homburg i po drugim meczu w Montrealu. Najlepiej poradziła sobie w Wimbledonie, zachodząc do najlepszej “ósemki”. Trzecia runda w Nowym Jorku to kolejny wynik poniżej oczekiwań jej oraz wszystkich kibiców i ekspertów, którzy wiosną widzieli w niej nową dominatorkę kobiecych rozgrywek.

    ‎Co dalej?

    ‎Mirra Andriejewa nie straciła nagle potencjału, wciąż jest jedna z najzdolniejszych od lat zawodniczek w tourze WTA. Tak jak obawy o jej kolejne starty są zapewne przesadzone, tak i przesadzone były głosy, że natychmiast przejmie pozycję numer jeden. W przypadku młodych zawodniczek naturalne są spadki formy. Najnowszy przykład to 18-letnia Victoria Mboko, która niedawno wygrała turniej WTA 1000 w Montrealu, a w US Open odpadła już w pierwszej rundzie.

    ‎Młoda Rosjanka i tak zaliczyła zdecydowanie najlepszy dotąd sezon w Wielkim Szlemie: czwarta runda Australian Open, ćwierćfinały w Paryżu oraz Londynie oraz trzecia runda US Open. Ten ostatni rezultat to najlepszy wśród jej wszystkich dotychczasowych w Nowym Jorku. Słabszy moment musiał się przydarzyć. Trudno jest w takim wieku cały czas iść do przodu, a występowanie w roli faworytki w porównaniu do underdoga to zupełnie inny rodzaj wyzwania. Przekonała się o tym chociażby Iga Świątek, gdy po triumfie w Roland Garros 2020 przeżyła w kolejnym roku kilka trudniejszych momentów, łącznie z igrzyskami w Tokio. Od Andriewej i jej otoczenia zależy tylko, czy w następnych sezonach rozwinie się podobnie jak nasza tenisistka, czy nie wykorzysta swoich możliwości.

  • ‎Świątek pokazała, jak się gra w tenisa! Zachowanie Rosjanki mówiło wszystko

    ‎Świątek pokazała, jak się gra w tenisa! Zachowanie Rosjanki mówiło wszystko

    ‎Świątek pokazała, jak się gra w tenisa! Zachowanie Rosjanki mówiło wszystko

    ‎Iga Świątek w ćwierćfinale US Open! Nasza tenisistka okazała się lepsza od Rosjanki Jekateriny Aleksandrowej 6:3, 6:1. To był absolutny popis ze strony naszej tenisisistki! Rywalka w przedostatnim gemie zareagowała wymownie.

    ‎Iga Świątek (2. WTA) pokonała Rosjankę Annę Kalińską (29.) 7:6, 6:4 i awansowała do czwartej rundy US Open. W poniedziałek w kolejnym spotkaniu zmierzyła się z rodaczką Kalińskiej – Jekateriną Aleksandrową (12.). Ta w ostatnim meczu rozbiła Niemkę Laurę Siegemund (52.) 6:0, 6:1.

    ‎Początek tego meczu był wyrównany, ale i nerwowy. Najpierw Rosjanka została przełamana, bo słabo serwowała i Polka świetnie grała na returnie, pokazywała duże walory ofensywne. Po chwili nasza tenisistka popełniła dwa podwójne błędy serwisowe i nastąpił remis (1:1).

    ‎Świetny set Świątek

    ‎- Widać, że szanują się wzajemnie, dobrze się znają, dużo zagadek w tym meczu, jak sobie dziś poradzą, która którą zaskoczy – przyznał komentator Eurosportu Lech Sidor. Przy stanie 3:3 Aleksandrową najpierw zaskoczyła nasza tenisistka, a potem Rosjanka już samą siebie.

    ‎W siódmym gemie Polka zaczęła od kapitalnego woleja. – Mistrzowskie zagranie! – komentowała Justyna Kostyra. Po chwili nastąpiły dwa błędy Rosjanki, po jednym z nich wyglądała na wyraźnie niezadowoloną. – No proszę, gestami przedrzeźnia własne zagranie – zauważył Sidor. W konsekwencji Jekaterina Aleksandrowa została przełamana, w czym pomogła Idze Świątek. Rosjanka miała otwarty kort po dobrym serwisie, chciała zagrać tuż za siatkę, ale piłka została na jej stronie. Kibice byli zaskoczeni, Rosjanka złapała się za głowę.

    ‎W kolejnym gemie 12. rakieta świata znów zachowała się irracjonalnie – odłożyła rakietę, „posędziowała”, bo była pewna, że serwis Świątek okazał się autowy. Nie był, a Polka posłała potem jeszcze jednego asa i podwyższyła na 5:3. Jakby tego było mało, przy swoim serwisie Aleksandrowa prowadziła następnie 40:15, a i tak nie zdołała dojść na 4:5. Popełniła dwa kolejne podwójne błędy serwisowe, rozłożyła szeroko ręce w kierunku swojego trenera. Mentalnie wyglądała na lekko rozbitą.

    ‎Iga Świątek w ćwierćfinale!

    ‎Drugi set zaczął się świetnie dla Igi Świątek. Jej bekhendy siały spustoszenie w grze Jekateriny Aleksandrowej. Rosjanka nie wiedziała, jak zatrzymać Polkę. Po chwili przegrywała już 1:3. – Coraz więcej dyskusji, narzekań, ale to nie nasz problem – zauważyli komentatorzy. Aleksandrowa liczyła pewnie, że to spotkanie będzie bardziej zacięte. W końcu korty twarde to jej ulubione warunki do gry w tenisa, rok temu na tej nawierzchni w Miami pokonała Świątek w czwartej rundzie. Tym razem jednak nasza zawodniczka tak dobrze poruszała się, że rywalka nie miała jak ją zaskoczyć.

    ‎Zrobiło się 4:1 dla rozpędzonej faworytki. Cały czas naciskała przeciwniczkę, sama nie popełniała prawie żadnych błędów. Aleksandrowa już straciła wiarę w zwycięstwo, widzieliśmy z jej strony kolejny podwójny błąd, po którym kręciła głową z irytacji. To był popis naszej zawodniczki, która wygrała całe spotkanie 6:3, 6:1. Od stanu 3:3 w pierwszej partii Świątek dominowała, a Aleksandrowa praktycznie nie istniała na korcie. Mecz trwał zaledwie godzinę i pięć minut.

    ‎Znany portal sportowy Sportskeeda przewidywał przed meczem zwycięstwo naszej tenisistki. – Świątek jest zdecydowaną faworytką. Jej gra jest stworzona do rywalizacji na kortach twardych: mocny topspin z linii końcowej, forehand, który dyktuje przebieg wymian, i ruch pozwalający z łatwością przekuć obronę w atak – argumentowali. Eksperci nie pomylili się, to był pokaz świetnej gry ze strony Igi Świątek. Wielu spodziewało się pewnie w poniedziałek bardziej zaciętego spotkania.

  • ‎‎Iga Świątek zdeklasowała Jekaterinę Aleksandrową. Polka z awansem do ćwierćfinału US Open

    ‎‎Iga Świątek zdeklasowała Jekaterinę Aleksandrową. Polka z awansem do ćwierćfinału US Open

    ‎‎Iga Świątek zdeklasowała Jekaterinę Aleksandrową. Polka z awansem do ćwierćfinału US Open

    ‎W poniedziałek tuż po godz. 19:00 czasu polskiego na korcie Louis Armstrong Stadium rozpoczęła się rywalizacja z udziałem Igi Świątek o ćwierćfinał US Open. Rywalką naszej reprezentantki w batalii o miejsce w najlepszej “4” okazała się Jekaterina Aleksandrowa. Od momentu, gdy Rosjanka zanotowała kuriozalny błąd w siódmym gemie pierwszego seta, raszynianka złapała rytm, do którego rywalka nie była w stanie się dostosować. Ostatecznie wiceliderka rankingu wygrała spotkanie 6:3, 6:1.

    ‎Iga Świątek dotarła do czwartej rundy US Open w grze pojedynczej po dwóch wymagających pojedynkach. Na “dzień dobry” Polka pewnie pokonała Emilianę Arango w 60 minut, ale później zaczęły się schody. W drugiej rundzie niespodziewane problemy naszej reprezentantce sprawiła Suzan Lamens. Raszynianka musiała rozegrać trzeciego seta z Holenderką, ale ostatecznie zakończyła go na swoją korzyść wynikiem 6:4. Problemy 24-latki widniały także podczas jej potyczki z Anną Kalinską. Rosjanka prowadziła już 5:1 w premierowej partii, miała w sumie cztery setbole. Mimo to mistrzyni tegorocznego Wimbledonu odwróciła losy pierwszej odsłony i wygrała spotkanie 7:6(2), 6:4, pokonując tenisistkę z Moskwy po raz drugi w ciągu kilkunastu dni.

    ‎Wiceliderka rankingu pozostała na ścieżce rosyjskich rywalek. Kolejną przeciwniczką turniejowej “2” okazała się bowiem Jekaterina Aleksandrowa. Tenisistka z Czelabińska prezentowała wysoką formę w ostatnich dniach, w dodatku w przeszłości potrafiła ogrywać naszą reprezentantkę. Posiada niewygodny styl z perspektywy 24-latki, gra szybko i płasko. Zanosiło się zatem na kolejne wyzwanie dla raszynianki.

    ‎US Open: Iga Świątek kontra Jekaterina Aleksandrowa w czwartej rundzie

    ‎Mecz rozpoczął się od serwisu Aleksandrowej. Nasza reprezentantka od razu starała się wywierać presję na Rosjance. Po kapitalnym returnie z bekhendu wzdłuż linii Świątek wygenerowała sobie trzy szanse z rzędu na przełamanie. Pierwsze dwie nie zostały wykorzystane, ale przy trzeciej uśmiechnęło się szczęście do Igi. Po jednym z zagrań Jekateriny piłka zahaczyła o taśmę i poleciała do góry. Polka wykorzystała to spowolnienie i zmusiła przeciwniczkę do pomyłki. Dzięki temu już na starcie doszło do breaka. Po zmianie stron swoje problemy miała raszynianka. Popełniła aż dwa podwójne błędy serwisowe, które w dalszej fazie poskutkowały okazjami dla przeciwniczki. Już po pierwszym z nich tenisistka z Czelabińska wyrównała na 1:1.

    ‎Następne rozdania przebiegały pod dyktando serwujących zawodniczek. Kolejny przełomowy moment nastał w siódmym gemie. Świątek rozpoczęła go kapitalnie, od fenomenalnego stop woleja zagrywanego niemal tyłem do siatki. Później Iga szła za ciosem i zrobiło się 15-40 z perspektywy podającej Aleksandrowej. Wydawało się, że Jekaterina w łatwy sposób zlikwiduje pierwszego break pointa, ale wtedy wydarzyło się coś, co trudno wytłumaczyć. Z takiej pozycji, jak na załączonym poniżej obrazku, Rosjanka zagrała w taśmę i doszło do przełamania na korzyść raszynianki.

    ‎Po zmianie stron weszły do gry nowe piłki. I wiceliderka rankingu WTA doskonale to wykorzystała. Rozegrała najlepszego gema w meczu przy własnym podaniu, pojawiały się asy. Bez straty punktu wyszła na 5:3. Dziewiąte rozdanie okazało się ostatnim w premierowej odsłonie. Aleksandrowa prowadziła 40-15, ale potem się pogubiła. Pojawiły się m.in. dwa podwójne błędy serwisowe z rzędu i dzięki temu Iga miała setbola. A przy nim Jekaterina zaliczyła pomyłkę w trakcie wymiany i partia dobiegła końca. Rosjanka bezradnie rozkładała ręce, a raszynianka cieszyła się z wyniku 6:3.

    ‎Drugi set zapoczątkowała Świątek. Nasza reprezentantka kontynuowała bardzo dobrą serię i wygrała piąty gem z rzędu. Była nawet okazja na szóstego, gdyż po świetnym zagraniu pojawił się break point na 2:0. Ostatecznie tenisistka z Czelabińska wyszła z opresji i doprowadziła do wyrównania. Nie zrobiło to jednak wrażenia na Idze. W następnych minutach Polka kontynuowała świetną grę i dominowała na korcie. Wiceliderka rankingu zgarniała kolejne gemy, prezentowała się bardzo solidnie w trakcie wymian. Po tym, jak Aleksandrowa popełniła podwójny błąd serwisowy na koniec szóstego rozdania, zrobiło się 5:1 dla mistrzyni tegorocznego Wimbledonu.

    ‎24-latka serwowała po awans do ćwierćfinału US Open. Wtedy zobaczyliśmy jeszcze zryw ze strony Jekateriny. Rosjanka, która nie miała już nic do stracenia, zaczęła sobie generować kolejne break pointy. Świątek wybroniła jednak trzy okazje na przełamanie i doczekała się meczbola. Już po premierowej szansie zagwarantowała sobie zwycięstwo 6:3, 6:1 po 64 minutach walki. O awans do najlepszej “4” powalczy z Amandą Anisimovą lub Beatriz Haddad Maią.

  • ‎Oto jak w US Open potraktowali Igę Świątek. Decyzja zapadła w nocy

    ‎Oto jak w US Open potraktowali Igę Świątek. Decyzja zapadła w nocy

    To jest ten rodzaj decyzji, który sprawia, że kibice łapią się za głowę. Ruch organizatorów US Open dotyczący terminarza postawił Igę Świątek w niezręcznej sytuacji – jej mecz może zostać rozegrany przy znacznie mniejszej liczbie widzów niż zazwyczaj. Pomimo że Polka jest obecnie najbardziej dominującą zawodniczką na świecie, jej wyczekiwane starcie z Jekateriną Aleksandrową zostało zepchnięte w cień – przyćmione przez widowiskowy pojedynek dwóch globalnych gwiazd.

    ‎Dla Świątek to coś więcej niż tylko kwestia atmosfery na trybunach. Jej rywalka jest groźna, jej styl gry niewygodny, a pewność siebie – po piorunującym początku w Nowym Jorku – bardzo wysoka. Ten mecz niesie w sobie ogromny sportowy ładunek, ale wszystkie oczy skierują się na główny kort, gdzie czeka hitowe starcie Coco Gauff z Naomi Osaką.

    ‎Spóźniony plan dnia, który wywołał debatę

    ‎Kontrowersje wzięły się z faktu, że oficjalny harmonogram poniedziałkowych meczów został opublikowany wyjątkowo późno, mimo że organizatorzy doskonale wiedzieli, który mecz będzie hitem dnia. Tym zaszczytem, rzecz jasna, obdarzono starcie Gauff z Osaką – pojedynek dwóch byłych mistrzyń US Open, z których jedna zajmuje obecnie 3. miejsce w rankingu, a druga wraca do formy, którą prezentowała jako liderka WTA.

    ‎Nikt nie miał wątpliwości, że taki pojedynek powinien trafić na kort centralny – Arthur Ashe Stadium. Zdziwienie wywołało jednak to, że mecz Świątek z Aleksandrową zaplanowano mniej więcej na tę samą godzinę na Louis Armstrong Stadium. W praktyce oznacza to, że kibice będą musieli wybierać. A w Nowym Jorku, gdzie Gauff jest reprezentantką gospodarzy, większość publiczności wybierze rodaczkę.

    ‎Puste trybuny dla liderki rankingu?

    ‎Efekt jest oczywisty. Świątek może zagrać przy półpustych trybunach – scenariuszu, który rzadko zdarza się światowej jedynce. Ta decyzja organizatorów jest tym bardziej zastanawiająca, że łatwo można było jej uniknąć. Wystarczyłoby zaplanować mecz Polki wcześniej w ciągu dnia, zastępując nim mniej atrakcyjny pojedynek, np. Leandro Riediego z Alexem de Minaurem.

    ‎Jest jednak jeszcze inny aspekt. Normalnie mecz taki jak Gauff–Osaka trafiłby do wieczornej sesji na korcie Arthura Ashe’a. Tym razem stało się inaczej. Powód jest prosty – poniedziałek to w USA Święto Pracy, a więc od samego rana trybuny wypełnią się kibicami. Organizatorzy przesunęli więc największy hit dnia na wcześniejszą porę, aby przyciągnąć jak największą publiczność. Świątek, niestety, padła ofiarą tej kalkulacji.

    ‎Szklany sufit Aleksandrowej – i jej ostrzeżenie

    ‎Jakby zamieszanie z terminarzem nie było wystarczające, dodatkowego smaczku dodaje nazwisko rywalki Polki. Jekaterina Aleksandrowa, 30-latka z Czelabińska, rozgrywa znakomity turniej w Nowym Jorku. W trzeciej rundzie błyskawicznie rozbiła Laurę Siegemund 6:0, 6:1. Tak jednostronny wynik z rywalką groźną dla wielu faworytek wywołał respekt i jasno pokazał, że Rosjanka jest w świetnej formie.

    ‎Historia jednak mówi coś innego – Aleksandrowa nigdy nie przebiła własnego szklanego sufitu. Jej najlepszym wynikiem w Wielkich Szlemach była do tej pory czwarta runda, do której doszła w tym roku w Roland Garros, Wimbledonie i teraz w US Open. Teraz jednak na jej drodze stoi przeciwniczka, która w ostatnich tygodniach wydaje się nie do zatrzymania – Iga Świątek.

    ‎Lekcja z Miami i przełom na Wimbledonie

    ‎Polka nie może jednak pozwolić sobie na lekceważenie. Ich dotychczasowe mecze mają bowiem swoją wymowę. W marcu tego roku Aleksandrowa sensacyjnie ograła Świątek w Miami, zwyciężając zaskakująco łatwo – 6:4, 6:2. Jej płaski, szybki styl gry od dawna uważany jest za niewygodny dla Polki.

    ‎Ale potem przyszedł Bad Homburg, zaledwie kilka tygodni temu. Na trawie – nawierzchni, na której Aleksandrowa uchodzi za specjalistkę – Świątek całkowicie odwróciła sytuację. W wyrównanym starciu zneutralizowała jej atuty, przejęła inicjatywę i wygrała 6:4, 7:6(5). To zwycięstwo okazało się przełomowe – dało Polce wiarę, że może odnosić sukcesy również na trawie. Kilka dni później udowodniła to na kortach Wimbledonu.

    ‎Droga przed Świątek w Nowym Jorku

    ‎Teraz pojawia się pytanie: którą Aleksandrową zobaczymy w Nowym Jorku? Tę nieustraszoną, która w Miami ograła Polkę, czy tę, która w Bad Homburg nie potrafiła przebić się przez jej dominację? Rosjanka z pewnością spróbuje wykorzystać szybkie korty, które premiują agresję, ale będzie potrzebowała gry niemal bezbłędnej. Jej ostatnie spotkania z Suzan Lamens i Anną Kalinską pokazały, jak szybko ryzykowna taktyka potrafi się obrócić przeciwko niej.

    ‎Dla Świątek to test koncentracji równie ważny jak sprawdzian umiejętności. Jest zdecydowaną faworytką, ale przy tak niewygodnej rywalce i problematycznym terminarzu będzie musiała od pierwszych piłek zagrać na najwyższym poziomie.

    ‎Jedno jest pewne – jeśli płaskie uderzenia Aleksandrowej wejdą na odpowiedni poziom, Louis Armstrong Stadium może stać się areną jednego z najciekawszych meczów turnieju. Jeśli nie – będzie to kolejny rozdział w historii dominacji Igi Świątek w kobiecym tenisie.

  • ‎Aryna Sabalenka przekreśliła szanse Igi Świątek. Polka w US Open walczy już tylko o jedno

    ‎Aryna Sabalenka przekreśliła szanse Igi Świątek. Polka w US Open walczy już tylko o jedno

    ‎Aryna Sabalenka przekreśliła szanse Igi Świątek. Polka w US Open walczy już tylko o jedno

    ‎To już pewne! Aryna Sabalenka niezależnie od końcowego rezultatu utrzyma po US Open pozycję liderki w rankingu WTA. Zapewniła to sobie, dzięki awansowi do ćwierćfinału. Jest to zła informacja dla Igi Świątek i Coco Gauff, które liczyły, że wyprzedzą Białorusinkę. Jest jednak jeden bardzo korzystny scenariusz, w którym szczególnie Polka będzie w dobrej pozycji do ataku podczas azjatyckiej części sezonu. Oto szczegóły.

    ‎W światowym zestawieniu możemy obecnie mówić o tenisistkach dwóch prędkości i to w samej czołówce. Pierwsza trójka w składzie: Sabalenka, Gauff, Świątek znacząco odjechała reszcie stawki. Obecnie ponad 4000 pkt w rankingu na żywo mają siódma Qinwen Zheng (4003 pkt) oraz trzy zawodniczki, które odpadły już z US Open: Jasmine Paolini (4006 pkt), Madison Keys (4579 pkt) i czwarta rakieta świata Mirra Andriejewa (4593 pkt).

    ‎Białorusinka zrobiła już o jeden krok więcej do triumfu niż Gauff i Świątek. Sabalenka jest już w ćwierćfinale. Liderka rankingu WTA tylko przez chwilę miała drobne problemy w czwartej rundzie z Cristiną Bucsą. Pokonała ostatecznie Hiszpankę 6:1, 6:4. A to oznacza tylko jedno.

    ‎Aryna Sabalenka na dłużej na szczycie rankingu WTA

    ‎Sabalenka awansując do 1/4 finału, zapewniła sobie pozycję liderki zestawienia najlepszych tenisistek świata po zakończeniu US Open. Ma obecnie 9655 pkt i nawet jeśli nie obroni tytułu, to może czuć się bezpieczna.

    ‎Stanie się to nawet w przypadku, kiedy to Świątek lub Gauff okażą się najlepsze w Nowym Jorku, a Sabalenka odpadnie już w 1/4 finału. Jeśli Polka pokona Jekaterinę Aleksandrową, a następnie zwycięży nad kolejnymi rywalkami i wygra US Open, to będzie mieć 9503 “oczek”. Natomiast jeśli dokona tego Gauff, to Amerykanka będzie mieć 9634 pkt, czyli tylko 21 pkt mniej od Sabalenki.

    ‎Świetna pozycja do ataku dla Igi Świątek

    ‎Warto jednak zwrócić uwagę, że przed tenisistkami część sezonu, w której Świątek wcale nie grała ze względu na dochodzenie w sprawie pozytywnego testu antydopingowego. Natomiast Sabalenka w tym czasie w 2024 r. błyszczała. Wygrała turniej WTA 1000 w Wuhan, a w “tysięczniku” w Pekinie dotarła do ćwierćfinału. Będzie bronić aż 1215 pkt.

    ‎A to oznacza, że tylko 152 “oczka” straty do Białorusinki, może być świetnym punktem startowym do ataku, zakładając, że Sabalenka odpadnie w Nowym Jorku w 1/4 finału, a Świątek wygra cały turniej.

    ‎Oto najgorszy scenariusz dla Igi Świątek

    ‎Trzeba też pamiętać o zawsze groźnej Gauff, która także będzie chciała namieszać. Wszystko skomplikuje się, jednak kiedy Sabalenka zajdzie dalej niż do ćwierćfinału. Najgorszym scenariuszem jest jej ponowna wygrana. Jeśli Białorusinka będzie w Nowym Jorku niepokonana, to przy jej nazwisku ponownie pokaże się aż 11225 pkt!

  • Historyczna eksplozja Ewy Pajor w Barcelonie – początek, którego nikt się nie spodziewał

    Historyczna eksplozja Ewy Pajor w Barcelonie – początek, którego nikt się nie spodziewał

    Historyczna eksplozja Ewy Pajor w Barcelonie – początek, którego nikt się nie spodziewał

    ‎Kiedy Ewa Pajor latem 2024 roku sfinalizowała głośny transfer do FC Barcelony, oczekiwania były ogromne. Kibice wiedzieli, że polska napastniczka przychodzi z opinią jednej z najgroźniejszych snajperek w Europie, ale mało kto przewidywał, że jej wpływ okaże się tak natychmiastowy, tak zapierający dech w piersiach i tak historyczny.

    ‎W zaledwie kilka tygodni Pajor zapisała się w kronikach Barcelony. Nie tylko sprostała oczekiwaniom – ona je całkowicie zburzyła. Dziewięć bramek w sześciu pierwszych meczach ligowych sprawiło, że pobiła rekord otwarcia sezonu, który dotąd wynosił siedem trafień i należał do klubowych legend – Asisat Oshoali oraz Sonii Bermúdez. Jej bezlitosna skuteczność pod bramką rywali wprawiła w zachwyt koleżanki z drużyny, trenerów oraz kibiców, którzy przecierają oczy ze zdumienia.

    ‎Ale same liczby nie oddają całego obrazu. Gole Pajor zdobywane są w sposób, który elektryzuje stadiony i odbiera nadzieję rywalkom. Najbardziej spektakularny występ miał miejsce w gorących derbach Katalonii z Espanyolem, gdzie w zaledwie 45 minut ustrzeliła hat-tricka, prowadząc Barcelonę do imponującego zwycięstwa 7:1. Ten popis wystarczyłby, by umocnić jej reputację – ale Polka na tym nie poprzestała. Kilka dni wcześniej zachwyciła kolejnym hat-trickiem, demolując Granadę w wygranym przez Barcelonę meczu 10:1.

    ‎To, co czyni tę historię jeszcze bardziej wyjątkową, to błyskawiczna adaptacja. Historia futbolu pełna jest przykładów wielkich transferów, po których piłkarze potrzebowali miesięcy, a nawet lat, aby odnaleźć się w nowym klubie. Pajor odwróciła ten scenariusz do góry nogami. Od pierwszego kontaktu z piłką w barwach Barcelony wyglądała tak, jakby grała w tym zespole od dawna. Jej szybsze wejście ułatwiła obecność trzech byłych koleżanek z Wolfsburga, które również reprezentują Barcelonę. To pomogło w chemii zespołu, ale prawdziwa tajemnica tkwi głębiej: w nieustannej profesjonalnej pracy Polki, w jej głodzie sukcesu i naturalnym darze do zdobywania goli w najważniejszych momentach.

    ‎Dziś, zaledwie kilka tygodni po starcie sezonu, Pajor przewodzi klasyfikacji strzelczyń ligi hiszpańskiej – na wzór swojego rodaka Roberta Lewandowskiego, który z takim samym uporem dominuje w rozgrywkach męskich. Oboje niosą biało-czerwoną flagę na sam szczyt światowej piłki, udowadniając, że Polska nie tylko jest częścią globalnej gry – ona współtworzy jej przyszłość.

    ‎Dla polskich kibiców wyczyny Pajor oznaczają coś znacznie więcej niż tylko statystyki. Każdy gol to nie tylko zwycięstwo Barcelony, ale także powód do dumy dla kraju, który obserwuje, jak jedna z jego największych gwiazd świeci na jednej z najważniejszych scen futbolu. Pajor burzy bariery, wyznacza nowe standardy i sprawia, że świat zadaje to samo, ekscytujące pytanie:

    ‎Jeśli to dopiero początek, jak daleko może zajść Ewa Pajor?

  • ‎Iga Świątek przegrywała już 5:6. Horror trwał 75 minut

    ‎Iga Świątek przegrywała już 5:6. Horror trwał 75 minut

    ‎Iga Świątek przegrywała już 5:6. Horror trwał 75 minut

    ‎Rywalizacja, która nie chce umrzeć

    ‎US Open ponownie staje się polem bitwy, gdzie Iga Świątek staje twarzą w twarz z rywalką, która potrafi wciągnąć ją w maratońskie boje. Tym razem na drodze Polki staje Jekaterina Aleksandrowa – tenisistka, która już nieraz sprawiła, że liderka rankingu musiała sięgać po swoje absolutne maksimum. Ich wspólna historia to tie-breaki, wymiany na granicy wytrzymałości i zwroty akcji, które zapierają dech nawet najbardziej doświadczonym kibicom.

    ‎Zaledwie dwa miesiące temu, w Bad Homburg, obie zawodniczki stoczyły ćwierćfinałowy pojedynek trwający niemal dwie godziny. Sam drugi set ciągnął się przez męczące 75 minut i zmusił obie tenisistki do sięgnięcia po wszystkie możliwe rezerwy sił. A teraz los ponownie zestawił je naprzeciw siebie – tym razem na wielkiej scenie Nowego Jorku.

    ‎Od Kalinskiej do Aleksandrowej – bez chwili wytchnienia

    ‎Świątek przystępuje do meczu czwartej rundy tuż po zwycięstwie nad Anną Kalinską. Choć wynik 7:6, 6:4 sugeruje pewną kontrolę, przebieg spotkania mówił coś zupełnie innego. Polka musiała walczyć o każdy punkt, a jej wygrana była przypomnieniem, że na tym etapie Wielkiego Szlema nie ma łatwych pojedynków. Teraz, bez momentu wytchnienia, czeka ją kolejna Rosjanka – i to taka, która już potrafiła wybić ją z rytmu.

    https://x.com/LukaszJachimiak/status/1938254446728827341

    ‎Świątek prowadzi w bezpośrednich starciach 4:2, ale Aleksandrowa wielokrotnie pokazywała, że nie zamierza oddać jej meczu bez walki. Ostatni pojedynek zakończył się wprawdzie triumfem Polki, lecz nie bez dramatycznej batalii, która wystawiła jej odporność na ciężką próbę.

    ‎Burza w Bad Homburg

    ‎Czerwcowe popołudnie w Niemczech nie było zwykłym meczem. Wiatr szalał nad kortami, miotając piłką i zmuszając obie zawodniczki do improwizacji przy każdym uderzeniu. Dla Aleksandrowej, której serwis jest największym atutem, warunki okazały się koszmarem. To, co miało być jej bronią, stało się słabością – podwójne błędy, utrata pierwszego gema serwisowego i szybka przewaga Świątek.

    ‎Ale Rosjanka nie zamierzała się poddać. W drugim secie ustabilizowała grę i nagle każdy utrzymany serwis brzmiał jak ocalenie. Świątek dwukrotnie musiała podawać, by pozostać w meczu – przy 4:5 i 5:6. Za każdym razem napięcie rosło, aż do wymiany, która poderwała publiczność: krzyżowy forhend Aleksandrowej, desperacki lob Świątek i wreszcie piorunujący winner po linii.

    ‎Ten set, niemal nie do zniesienia dla nerwów, musiał zakończyć się tie-breakiem.

    ‎Tie-break tortur

    ‎Przy stanie 2:1 w dogrywce Świątek sięgnęła po rzadką broń – slajs forhendu. Piłka kompletnie zaskoczyła Aleksandrową, która ledwo do niej dobiegła i zirytowana wzruszyła ramionami. Chwilę później Polka posłała asa i krzyknęła głośne „Jazda!”, które poniosło się po trybunach.

    ‎Do wyniku 4:4 żadna z tenisistek nie straciła serwisu. Ale Świątek, jak to ma w zwyczaju, znalazła drogę. Przełamała, zamknęła tie-breaka 7:5 i ścisnęła pięść w geście triumfu. To była wygrana większa niż tylko set – to była zemsta. Zaledwie kilka miesięcy wcześniej Aleksandrowa wyrzuciła ją z turnieju w Miami. Teraz role się odwróciły.

    ‎Słowa samej Świątek

    ‎Nawet sama Świątek przyznała, że warunki niemal ją złamały. – „Wiatr miał ogromne znaczenie. Było naprawdę ciężko dla nas obu. Jekatierina to bardzo trudna rywalka – gra płasko, mocno i na trawie czuje się świetnie. Wiedziałam, że muszę walczyć o każdy punkt” – wyznała po meczu.

    ‎I walczyła. To zwycięstwo wyniosło ją aż do finału w Bad Homburg, a potem do największego triumfu – tytułu na Wimbledonie, który udowodnił, że nawet na trawie potrafi podporządkować sobie kort.

    ‎Zemsta, odkupienie czy kolejny rozdział chaosu?

    ‎Teraz, gdy światła Nowego Jorku padają na Arthur Ashe Stadium, Świątek i Aleksandrowa szykują się do napisania kolejnego rozdziału swojej rywalizacji. Tym razem to korty twarde, stawka wielkoszlemowa i ćwierćfinałowa przepustka czekająca na zwyciężczynię.

    ‎Organizatorzy mogą rezerwować wieczorną sesję dla pojedynku Naomi Osaka – Coco Gauff, ale nie ulega wątpliwości, że starcie Świątek z Aleksandrową zapowiada się równie gorąco. Lepsza z tej dwójki zmierzy się w ćwierćfinale z Amandą Anisimową lub Beatriz Haddad Maią.

    ‎Dla Świątek misja jest jasna: zachować kontrolę, nie dać się wciągnąć w chaos, w którym Aleksandrowa czuje się jak ryba w wodzie, i udowodnić, że także na twardych kortach potrafi wymierzyć rywalce bolesną zemstę.

  • Uwaga, problemy! Oto aktualna drabinka Igi Świątek w US Open ‎

    Uwaga, problemy! Oto aktualna drabinka Igi Świątek w US Open ‎

    Ostrzeżenie dla Igi Świątek? Zaktualizowana drabinka US Open ujawnia, co czeka polską gwiazdę

    US Open po raz kolejny stał się areną zapierających dech w piersiach emocji, a Iga Świątek znajduje się w samym ich centrum. Polska sensacja dokonała niesamowitego powrotu w meczu z Anną Kalinską, odrabiając stratę przy wyniku 1:5 w pierwszym secie i ostatecznie wyrzucając Rosjankę z turnieju w dwóch partiach 7:6(2), 6:4. To był zwrot akcji, który przypomniał światu tenisowemu o jej nieustępliwości, ale także ostrzegawczy sygnał: najtrudniejsze testy dopiero przed nią.

    Mecz, który mógł wymknąć się z rąk

    Droga Świątek do czwartej rundy wcale nie była łatwa. Kalinska, grająca z precyzją i agresją, szybko postawiła Polkę pod ścianą. Dwa przełamania sprawiły, że na tablicy wyników widniało 1:5 i sytuacja wyglądała niemal beznadziejnie. Jednak, jak to często bywa w jej karierze, Świątek odmówiła poddania się. Punkt po punkcie odrabiała straty, doprowadzając do tie-breaka, w którym opanowanie i konsekwencja dały jej przewagę.

    Drugi set również dostarczył sporo nerwów. Gra falowała w obie strony, lecz w decydujących momentach Polka potrafiła znaleźć odpowiedzi, które zapewniły jej zwycięstwo ku radości nowojorskiej publiczności. Owacje dla 24-latki były w pełni zasłużone, ale za brawami kryła się prawda: z każdym kolejnym meczem droga staje się coraz trudniejsza.

    Już nie jest nietykalna

    Na początku turnieju Świątek wyglądała na nie do zatrzymania, bez problemu pokonując Emilianę Arango. Pierwsze pęknięcia pojawiły się jednak w drugiej rundzie przeciwko Suzan Lamens, gdy Polka musiała rozegrać trzy sety. Teraz, po dramatycznym powrocie przeciwko Kalinskiej, jedno jest pewne — Świątek już nie przechodzi przez kolejne rundy z łatwością. Musi walczyć, cierpliwie budować przewagę i bić się o każdy punkt.

    Kolejna rywalka, Jekatierina Aleksandrowa, to zawodniczka, której nie wolno lekceważyć. Dwunasta rakieta świata — najwyżej w karierze — znajduje się w kapitalnej formie. W poprzedniej rundzie rozgromiła Laurę Siegemund 6:0, 6:1 w zaledwie godzinę, wysyłając jasny sygnał do całej stawki. Choć Świątek prowadzi w bezpośrednich starciach, Aleksandrowa pokonała ją już dwukrotnie, i to właśnie na kortach twardych. Sam ten fakt powinien zapalić ostrzegawcze lampki.

    Burza, która może nadejść w ćwierćfinale

    Jeśli Świątek pokona Aleksandrową, ćwierćfinał może przynieść jedno z najbardziej elektryzujących starć całego turnieju. W tej części drabinki czai się Amanda Anisimova, rozstawiona z numerem ósmym. Amerykanka doskonale pamięta upokorzenie z finału Wimbledonu, gdzie Świątek zmiotła ją z kortu wynikiem 6:0, 6:0. Anisimova będzie spragniona rewanżu, lecz wcześniej musi poradzić sobie z groźną Beatriz Haddad Maią.

    Wyobraźmy to sobie: Świątek kontra Anisimova w Nowym Jorku, z rykiem amerykańskiej publiczności wspierającej swoją zawodniczkę, podczas gdy Polka spróbuje ponownie udowodnić swoją wyższość. To mogłoby być starcie definiujące tegoroczny US Open.

    Pole minowe w półfinale

    Jeśli Świątek awansuje do najlepszej czwórki, przeszkody będą tylko większe. W jej połówce drabinki pozostają Coco Gauff, Naomi Osaka, Karolina Muchova i Marta Kostiuk — prawdziwa plejada talentów. Każda z nich gra inaczej, każda stanowi inne zagrożenie i każda jest w stanie pokonać Polkę w swoim najlepszym dniu.

    Najbardziej elektryzującą opcją wydaje się półfinałowy pojedynek z Coco Gauff. To byłoby starcie pokoleń i stylów, a jednocześnie mecz, który mógłby przesądzić o układzie rankingu WTA po US Open. Stawka nie mogłaby być wyższa.

    Co dalej — finałowa granica

    Jeśli Świątek uda się przejść przez ten labirynt, finał wcale nie będzie łatwiejszy. Po drugiej stronie drabinki czai się Aryna Sabalenka, wciąż uważana za główną faworytkę. Obok niej są także takie nazwiska jak Jelena Rybakina, Jessica Pegula, Barbora Krejcikova czy Marketa Vondrousova — każda z nich może zostać „czarnym koniem” finału.

    Dla Świątek przekaz jest jasny: od tej pory każdy mecz będzie walką o przetrwanie.

    Dotychczasowa droga Igi Świątek w US Open:

    Emiliana Arango — 6:1, 6:2

    Suzan Lamens — 6:1, 4:6, 6:4

    Anna Kalinska — 7:6(2), 6:4

    Możliwa dalsza ścieżka:

    4. runda — Jekatierina Aleksandrowa

    Ćwierćfinał — Amanda Anisimova / Beatriz Haddad Maia

    Półfinał — Coco Gauff / Naomi Osaka / Karolina Muchova / Marta Kostiuk

    Finał — Aryna Sabalenka / Jelena Rybakina / Jessica Pegula / Barbora Krejcikova / inne

    Iga Świątek już udowodniła, że potrafi podnieść się z samej krawędzi porażki i sięgnąć po zwycięstwo. Pytanie jednak brzmi: ile razy będzie jeszcze w stanie to zrobić? Drabinka US Open ustawiła przed nią przeszkodę za przeszkodą, a jeśli Polka chce unieść puchar, być może będzie musiała rozegrać najlepszy turniej swojego życia.

  • Kalinska nie kryła emocji po meczu ze Świątek. To działo się z Rosjanką po zejściu z kortu

    Kalinska nie kryła emocji po meczu ze Świątek. To działo się z Rosjanką po zejściu z kortu

    Kalinska przytłoczona emocjami po starciu ze Świątek – co działo się za kulisami

    Iga Świątek wciąż dostarcza momentów, które wprawiają tenisowy świat w osłupienie. W nocnym meczu US Open polska gwiazda wyszła zwycięsko z dramatycznej pierwszej partii przeciwko Annie Kalinskiej i zapewniła sobie awans do czwartej rundy. Ten triumf nie tylko dał jej przepustkę do dalszej gry – ponownie umieścił jej nazwisko wśród najbardziej niezwykłych osiągnięć w historii tenisa.

    Dla Anny Kalinskiej był to bolesny cios. Rosjanka miała pierwszego seta praktycznie na wyciągnięcie ręki – prowadziła 5:1 i miała piłki setowe. Jednak to, co nastąpiło później, było bezlitosnym przypomnieniem, dlaczego Świątek znajduje się na szczycie kobiecego tenisa. Z chłodną głową i opanowaniem mistrzyni, 24-latka odrobiła straty, całkowicie odwracając losy partii. Wygrała ją 7:6(2), a następnie postawiła kropkę nad i w drugim secie 6:4.

    Gdy Kalinska opuszczała kort, świadkowie opisywali ją jako wyraźnie poruszoną – walczącą z burzą emocji po tym, jak wymknęła jej się tak ogromna przewaga. Dla Świątek był to natomiast kolejny rozdział w rosnącej legendzie.

    Ukryta statystyka, która mówi wszystko

    Po meczu analitycy nie zwlekali z rozłożeniem zwycięstwa Świątek na czynniki pierwsze. Jak wyliczył serwis OptaAce, Polka po raz trzeci z rzędu awansowała do drugiego tygodnia każdego turnieju wielkoszlemowego w jednym sezonie. Wcześniej udało się to tylko jednej Polce – Agnieszce Radwańskiej, która dokonała tego po raz ostatni w 2016 roku.

    I to nie wszystko. Już po pierwszym meczu tegorocznego US Open Świątek zapisała się w historii, bijąc inny rekord Radwańskiej. Została pierwszą zawodniczką od czasów krakowianki, która awansowała do drugiej rundy w 24 kolejnych turniejach wielkoszlemowych – seria ta najlepiej pokazuje jej niezwykłą regularność na najwyższym poziomie.

    Pojedynek rekordów

    Cień Radwańskiej unosi się nad wieloma statystykami Świątek, ale zamiast ją przytłaczać, wydaje się być dla niej paliwem. Każdy kolejny turniej to nowa okazja, by przepisywać historię polskiego tenisa – a Świątek rzadko zawodzi.

    Kalinska zeszła ze sceny ze złamanym sercem, lecz dla Świątek ta noc w Nowym Jorku była kolejnym dowodem: gdy presja rośnie, ona znajduje nowy bieg. A teraz, gdy kroczy coraz głębiej przez US Open, pozostaje jedno pytanie – jak daleko tym razem zdoła przesunąć własne granice?