Category: Home

  • Znamy godzinę meczu Igi Świątek o półfinał US Open!

    Znamy godzinę meczu Igi Świątek o półfinał US Open!

    Znamy godzinę meczu Igi Świątek o półfinał US Open!

     

    Znamy godzinę meczu Igi Świątek — Amanda Anisimova o półfinał US Open. Polska tenisistka dostanie szansę pokazania się na korcie centralnym imienia Arthura Ashe’a w sesji dziennej. To fantastyczne wieści dla polskich kibiców, którzy nie będą musieli zarywać nocy, by śledzić poczynania polskiej nadziei. Jej spotkanie zaplanowano nie przed 19.00 polskiego czasu.

     

    Organizatorzy US Open opublikowali już plan gier na środę. W tej fazie imprezy mecze seniorów w grze pojedynczej odbywają się już tylko na korcie centralnym im. Arthura Ashe’a. Dla Igi Świątek będzie to powrót na tę arenę po starciu z Jekateriną Aleksandrową, które odbywało się na korcie im. Louisa Armstronga.

     

    Jako pierwsi na kort centralny wyjdą tym razem Felix Auger-Aliassime oraz Alex De Minaur. Po nich, nie przed 19.00 polskiego czasu, swoje spotkanie rozpocząć mają Iga Świątek oraz Amanda Anisimova. Można jednak spodziewać się pewnego opóźnienia w przypadku wydłużenia spotkania Kanadyjczyka z Australijczykiem.

     

    Jest godzina meczu Igi Świątek. Oto plan ćwierćfinałów US Open w środę

     

    W sesji nocnej swój mecz rozegra Naomi Osaka. Japonka, która dopiero co wyeliminowała z gry Coco Gauff, zmierzy się z Karoliną Muchovą, która wygrała z Martą Kostiuk. Dzień na korcie centralnym zakończy starcie Jannika Sinnera z Lorenzo Musettim. To wtedy poznamy wszystkich półfinalistów US Open.

     

    Już we wtorek poznamy pierwszych półfinalistów turnieju w Nowym Jorku. O awans do najlepszej czwórki walczą Jessica Pegula i Barbora Krejcikova, Jiri Lehecka i Carlos Alcaraz, Aryna Sabalenka i Marketa Vondrousova oraz Novak Djoković i Taylor Fritz.

     

    Finał kobiecego odbędzie się w sobotę 6 września. Z kolei na 7 września zaplanowano finał panów.

  • Wielki wyczyn Świątek i Sabalenki, napisały razem historię. Świat tenisa na to czekał

    Wielki wyczyn Świątek i Sabalenki, napisały razem historię. Świat tenisa na to czekał

    Świątek i Sabalenka piszą na nowo historię tenisa – rekord po dwóch dekadach

    Noc, która zmieniła statystyki na zawsze

    Tegoroczny US Open przyniósł już wiele niezapomnianych momentów, ale to, czego dokonały w Nowym Jorku Iga Świątek i Aryna Sabalenka, zapisało ich nazwiska w kronikach w sposób, jakiego nie widziano od 20 lat. Obie zawodniczki zameldowały się w ćwierćfinale bez większych problemów, a tym samym nie tylko awansowały dalej w turnieju – stworzyły historię, na którą świat tenisa czekał dwie dekady.

    Niepowstrzymana Świątek

    Dla Igi Świątek tegoroczny US Open to jak dotąd pokaz całkowitej dominacji. W pierwszych czterech meczach liderka rankingu straciła zaledwie jednego seta, odprawiając kolejne rywalki z bezwzględną skutecznością. Jej ostatnią ofiarą została Rosjanka Jekaterina Aleksandrowa, która nie miała żadnych argumentów wobec siły i precyzji Polki. Umiejętność Świątek do rozbijania przeciwniczek pod presją stała się jej znakiem rozpoznawczym – i po raz kolejny udowodniła, dlaczego to właśnie ona jest uważana za główną faworytkę największych imprez.

    Niezłomna szarża Sabalenki

    Świątek nie jest jednak jedyną gwiazdą, która elektryzuje Nowy Jork. Aryna Sabalenka, jej największa rywalka i nieustanna pretendentka do tronu, podąża niemal identyczną drogą. Białorusinka również odprawiła już cztery rywalki w przekonującym stylu, zapewniając sobie miejsce w najlepszej ósemce. Symetria ich występów wywołała nie tylko emocje wśród kibiców, ale i statystyczne znaczenie, którego niewielu się spodziewało przed startem turnieju.

    Przełom po 20 latach

    Według danych analityków z „OptaAce” to dopiero piąty raz w całym XXI wieku, kiedy dwie tenisistki w jednym sezonie zdołały awansować do ćwierćfinału wszystkich czterech turniejów wielkoszlemowych. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w 2005 roku, gdy tour zdominowały Lindsay Davenport i Maria Szarapowa. Teraz, po dwóch dekadach, Świątek i Sabalenka odświeżyły to wyjątkowe osiągnięcie.

    Jeszcze bardziej imponujące jest to, że Świątek – mając zaledwie 24 lata – stała się najmłodszą tenisistką od czasów Szarapowej, której udała się ta sztuka. To kolejny kamień milowy w jej karierze, już i tak pełnej sukcesów – i zarazem przypomnienie, że Polka wciąż dopiero zaczyna pisać swoją legendę.

    Co dalej dla dwóch rywalek?

    Historia jednak jeszcze się nie kończy. Kolejna przeszkoda Świątek jest już znana – 3 września Polka zmierzy się z Amandą Anisimovą. Ich ostatnie spotkanie było szokiem dla świata – Świątek rozbiła Amerykankę w finale Wimbledonu wynikiem 6:0, 6:0. To wspomnienie z pewnością będzie ciążyć Anisimovej, gdy obie ponownie wyjdą na kort w blasku nowojorskich reflektorów.

    Sabalenka z kolei stanie naprzeciw Czeszce Markecie Vondrousovej, po tym jak wcześniej bez problemów uporała się z Cristiną Bucsa. Jeśli obie zawodniczki utrzymają zwycięską passę, tenisowy świat może doczekać się starcia marzeń – finału US Open ze Świątek i Sabalenką po dwóch stronach siatki. To byłoby widowisko, które zelektryzowałoby kibiców i wskazało najgroźniejszą zawodniczkę tego sezonu.

    Rywalizacja, która definiuje epokę

    Dwie dekady temu to Davenport i Szarapowa niosły tenisowy płomień, imponując regularnością i siłą. Dziś to Świątek i Sabalenka piszą nowy rozdział, oparty na determinacji, dominacji i rywalizacji, która może zdefiniować całą epokę.

    Świat tenisa czekał na taką historię – i właśnie ją otrzymał.

  • Iga Świątek bije rekord świata na US Open — pierwszy raz od 20 lat

    Iga Świątek bije rekord świata na US Open — pierwszy raz od 20 lat

    Iga Świątek bije rekord świata na US Open — pierwszy raz od 20 lat

    ‎26 sierpnia 2025 roku Iga Świątek z łatwością awansowała do drugiej rundy US Open, pokonując Emilianę Arango 6:1, 6:2.

    ‎Dzięki temu zwycięstwu ustanowiła nowy rekord ery open w tenisie kobiecym, wygrywając 65 kolejnych meczów otwierających turnieje i bijąc wcześniejsze osiągnięcie Moniki Seles, która miała na koncie 64 takie zwycięstwa.

    ‎Dodatkowo Polka odniosła 50. zwycięstwo w sezonie 2025, kontynuując imponującą czteroletnią serię co najmniej 50 wygranych rocznie — coś, czego żadna inna tenisistka w ostatnich latach nie dokonała.

    ‎To niezwykłe osiągnięcie stanowi kamień milowy, na który — jak podkreślają eksperci — „świat tenisa czekał 20 lat”. Rekord ten przetrwał bowiem od początku ery open.

    ‎Iga Świątek wygrywa Wimbledon w historycznym, dominującym stylu

    ‎Podczas Wimbledonu 2025 Świątek zdobyła swój pierwszy tytuł na londyńskiej trawie, pokonując Amandę Anisimovą wynikiem 6:0, 6:0 w zaledwie 57 minut.

    ‎Był to pierwszy w erze open finał kobiet na Wimbledonie, który zakończył się tzw. „podwójnym rowerkiem” (double bagel) i pierwszy taki wynik od 1911 roku.

    ‎Triumf sprawił, że Świątek stała się najmłodszą zawodniczką od czasów Sereny Williams, która skompletowała karierowego Wielkiego Szlema — zwycięstwa na wszystkich trzech nawierzchniach (ziemia, trawa, korty twarde).

    ‎Mając na koncie już sześć tytułów wielkoszlemowych i perfekcyjny bilans 6-0 w finałach, Świątek dołączyła do grona legend, takich jak Margaret Court czy Monica Seles.

     

  • Słowa komentatora o Świątek i Abramowicz wywołały oburzenie

    Słowa komentatora o Świątek i Abramowicz wywołały oburzenie

    Ćwierćfinał przykryty jednym zdaniem

    Iga Świątek kontynuuje swój marsz przez US Open z taką pewnością, do jakiej przyzwyczaiła kibiców. W poniedziałkowy wieczór polska gwiazda bezlitośnie rozprawiła się z Rosjanką Jekateriną Aleksandrową, zwyciężając 6:3, 6:1 i zapewniając sobie miejsce w ćwierćfinale. Na papierze był to kolejny rutynowy triumf w jej rosnącej kolekcji sukcesów wielkoszlemowych. Jednak zamiast samego zwycięstwa, to coś zupełnie innego przykuło uwagę – niespodziewana uwaga ze strony komentatora, która wywołała oburzenie tysięcy fanów.

    Turniej wchodzi w decydującą fazę

    US Open wkroczył w etap, w którym każdy punkt ma ogromne znaczenie. Na placu boju pozostało tylko osiem zawodniczek: Świątek, Aryna Sabalenka, Marketa Vondrousova, Naomi Osaka, Karolina Muchova, Jessica Pegula, Barbora Krejcikova oraz Amanda Anisimova, która będzie kolejną rywalką Świątek. Każdy pojedynek może teraz napisać nową historię, zmienić układ sił i przetasować ranking.

    Dla Świątek droga naprzód wygląda obiecująco, ale też niebezpiecznie. Jeśli awansuje, w półfinale może czekać ją starcie ze zwyciężczynią meczu Osaka – Muchova. Ten pojedynek już teraz zapowiada się na hit, szczególnie jeśli Polka zmierzy się z Osaką, którą od niedawna prowadzi Tomasz Wiktorowski – były trener Świątek. Historia aż prosi się o dalszy ciąg.

    Punkty, presja i ranking w grze

    Zwycięstwo nad Aleksandrową miało dla Świątek większe znaczenie niż tylko awans do najlepszej ósemki. Dzięki temu obroniła punkty zdobyte w ubiegłorocznej edycji turnieju, kiedy to zatrzymała się właśnie na ćwierćfinale, przegrywając z Jessicą Pegulą. Tym razem każdy kolejny krok może dać jej cenne punkty w rankingu WTA i zmniejszyć dystans do Sabalenki.

    Sytuacja jest fascynująca: Sabalenka wciąż jest numerem jeden, ale w przeciwieństwie do Świątek, musi bronić dorobku z poprzedniego sezonu. Polka natomiast może tylko zyskiwać. Dodajmy do tego, że Coco Gauff – uznawana za największe zagrożenie dla Świątek – odpadła w czwartej rundzie po porażce z Osaką. Z Gauff poza turniejem, pozycja Świątek w czołówce jest zabezpieczona, co pozwala jej grać bez tak wielkiej presji, podczas gdy inne zawodniczki muszą się jej poddawać.

    Rutynowy mecz – aż do tego momentu

    W meczu z Aleksandrową Świątek wyglądała na nie do zatrzymania. Skupiona, konsekwentna, nie dała rywalce żadnej szansy na złapanie rytmu. Jednak w połowie pierwszego seta, przy stanie 4:3, wydarzyło się coś, co odwróciło uwagę od wydarzeń na korcie. Gdy Świątek szykowała się do serwisu, komentatorzy Eurosportu zaczęli rozmawiać o jej odporności psychicznej – czymś, co często przypisuje się wpływowi psycholog sportowej Darii Abramowicz.

    I wtedy padły słowa, które zmieniły atmosferę. Wydawało się, że komentator chciał pochwalić rolę Abramowicz w drodze Świątek, ale określił ją nie tylko mianem psychologa, lecz także „życiowej partnerki” tenisistki.

    Reakcja kibiców: szok, oburzenie i niedowierzanie

    W ciągu kilku minut w sieci zawrzało. Fragmenty transmisji zaczęły krążyć błyskawicznie, a reakcje fanów – zwłaszcza z Polski – były jednoznaczne. Wielu oskarżało komentatora o przekroczenie granicy i ponowne podsycanie plotek oraz spekulacji, które od lat towarzyszą Świątek i Abramowicz.

    „Kto wpadł na pomysł, żeby na żywo nazwać Abramowicz życiową partnerką Świątek?” – grzmiała jedna z internautek.

    „Czy on jest naćpany?” – pytał inny.

    I wreszcie najbardziej wymowne: „Nikt się nie przesłyszał. On naprawdę to powiedział.”

    Incydent uderzył w czuły punkt, bo Abramowicz to nie tylko członek sztabu. Od lat jest stałą częścią drużyny Świątek, wspiera ją w chwilach triumfu i kryzysu. Ich więź zawodowa jest doskonale udokumentowana, ale próby przedstawiania jej jako czegoś więcej zawsze wywoływały kontrowersje.

    Zwykłe przejęzyczenie czy coś więcej?

    Niektórzy twierdzą, że to była zwyczajna pomyłka, niefortunne sformułowanie wypowiedziane w ferworze transmisji na żywo. Inni widzą w tym coś poważniejszego – lekkomyślną uwagę, która podsyca spekulacje i podważa profesjonalizm zarówno Świątek, jak i Abramowicz. Pewne jest jedno: komentarz sprawił, że relacja z meczu stała się tematem numer jeden, całkowicie przyćmiewając wydarzenia na korcie.

    Szersza perspektywa

    Cała sytuacja pokazuje, jak szybko mogą zmieniać się narracje w świecie sportu. Jedno zdanie – być może nieprzemyślane, być może celowe – wystarczyło, by rozpalić burzę. Tymczasem Świątek nadal walczy o kolejny wielkoszlemowy tytuł, ale musi robić to w cieniu medialnego zamieszania, którego sama nie wywołała.

    Jej następny mecz z Amandą Anisimovą zapowiada się na niezwykle emocjonujące starcie na korcie. Poza nim jednak pozostaje pytanie: czy komentatorzy będą od teraz ostrożniejsi w słowach? A może mleko już się rozlało?

  • ‎”Życiowa partnerka Igi Świątek”. Takie słowa o Darii Abramowicz na antenie

    ‎”Życiowa partnerka Igi Świątek”. Takie słowa o Darii Abramowicz na antenie

    ‎”Życiowa partnerka Igi Świątek”. Takie słowa o Darii Abramowicz na antenie

    ‎Iga Świątek po raz kolejny udowadnia swoją dominację na największej scenie. W poniedziałek polska gwiazda pewnie zameldowała się w ćwierćfinale US Open, rozbijając Jekaterinę Aleksandrową wynikiem 6:3, 6:1. Sam wynik nie budził wątpliwości, ale to, co wydarzyło się poza kortem – a nie sam tenis – wywołało prawdziwą burzę w internecie.

    ‎Podczas transmisji jeden z komentatorów Eurosportu wypowiedział słowa, które wprawiły kibiców w osłupienie. Chwaląc mentalność Świątek i podkreślając rolę jej wieloletniej psycholożki sportowej, Darii Abramowicz, komentator nagle określił Abramowicz mianem „życiowej partnerki” tenisistki.

    ‎Słowa, które zaszokowały widzów

    ‎Ta wpadka językowa natychmiast wywołała poruszenie. Abramowicz odgrywa ogromną rolę w karierze Świątek, wspierając ją w zmaganiach z ogromną presją towarzyszącą życiu sportowca światowej klasy. Jednak nazwanie jej „życiową partnerką” – określeniem w języku polskim powszechnie rozumianym jako partnerka w sensie romantycznym – wystarczyło, by oburzyć widzów, którzy nie mogli uwierzyć w to, co usłyszeli.

    ‎Media społecznościowe eksplodowały w ciągu kilku minut. „Nikt się nie przesłyszał, on naprawdę to powiedział” – pisał zszokowany kibic. Inni byli bardziej bezpośredni: „Jak można coś takiego powiedzieć na żywo w telewizji?” czy „Czy on zwariował?”. Reakcje były natychmiastowe i ostre – jedni zarzucali komentatorowi brak odpowiedzialności, inni zwykłą nieuwagę, a część uważała, że po prostu nie wie, o czym mówi.

    ‎Świątek skupiona na tenisie

    ‎Podczas gdy w internecie trwała gorąca dyskusja, sama Świątek wydawała się niewzruszona. Na swoim profilu na Instagramie czterokrotna mistrzyni wielkoszlemowa podzieliła się radością z awansu do kolejnego ćwierćfinału US Open. „Jak dobrze znów być w ćwierćfinale US Open. Dzięki za wsparcie i do zobaczenia w środę” – napisała, dodając do posta kilka zdjęć z ostatniego meczu.

    ‎Jej kolejną rywalką będzie Amanda Anisimova – ta sama, którą Świątek zmiażdżyła w tegorocznym finale Wimbledonu, wygrywając 6:0, 6:0. Tamten występ odbił się szerokim echem w świecie tenisa, a kibice zastanawiają się, czy Polka powtórzy podobny popis także na amerykańskich kortach.

    ‎Rola Darii Abramowicz

    ‎Nie da się zaprzeczyć, jak ogromny wpływ na rozwój kariery Świątek miała Abramowicz. Jako jej pełnoetatowa psycholożka towarzyszy jej zarówno w chwilach triumfu, jak i w trudnych momentach, pomagając radzić sobie z bezlitosnymi oczekiwaniami związanymi z byciem globalną gwiazdą sportu.

    ‎Sama Abramowicz wielokrotnie starała się jednak jasno zaznaczyć granice swojej relacji z zawodniczką. „Możemy spędzać razem 24 godziny na dobę, ale to nie oznacza, że stajemy się przyjaciółmi. Nie rozmawiamy o wszystkim, nie robimy wszystkiego razem. Zawodnik nigdy nie będzie kolegą psychologa” – mówiła w jednym z wywiadów, odpierając sugestie, że ich więź wykracza poza ramy zawodowe.

    ‎Niepotrzebne zamieszanie?

    ‎Dla wielu kibiców niefortunne sformułowanie komentatora to nic więcej jak zwykła pomyłka, ale w erze mediów społecznościowych takie słowa rozchodzą się błyskawicznie. Zamiast celebrować pewne zwycięstwo Świątek i jej marsz w stronę kolejnego możliwego tytułu w Nowym Jorku, uwaga opinii publicznej skupiła się na wpadce z transmisji, która zelektryzowała internet.

    ‎Przed ćwierćfinałem jedno jest jednak pewne: Świątek pozostaje maksymalnie skoncentrowana na kolejnym meczu. Niezależnie od tego, czy internetowa burza szybko ucichnie, czy potrwa dłużej, Polka już wielokrotnie udowodniła, że potrafi znakomicie funkcjonować pod presją – zarówno na korcie, jak i poza nim.

  • Rosjanie naprawdę napisali to o Świątek. Zaraz po wygranej w US Open

    Rosjanie naprawdę napisali to o Świątek. Zaraz po wygranej w US Open

    ‎Iga Świątek bez najmniejszych problemów zameldowała się w ćwierćfinale US Open. W poniedziałkowy wieczór polskiego czasu nasza reprezentantka pokonała Jekatierinę Aleksandrową. Na przestrzeni całego meczu oddała jej tylko cztery gemy. Zaraz po triumfie Polki głos zabrali rosyjscy dziennikarze, którzy skomentowali porażkę swojej tenisistki.

    ‎Bez obaw można stwierdzić, że starcie z Jekatieriną Aleksandrową w 1/8 finału US Open dla Igi Świątek było dotychczas drugim najłatwiejszym spotkaniem w całym nowojorskim turnieju. 24-latka zdominowała Rosjankę na każdej płaszczyźnie. W pierwszym secie przeciwniczka ugrała trzy, a w drugim jednego gema.

    ‎Wszystko rozstrzygnęło się w nieco ponad godzinę. Szybciej i sprawniej mistrzyni Wimbledonu ograła tylko Emilianę Arango w pierwszej rundzie. Zdecydowanie trudniejsze były starcia z Holenderką Suzan Lamens i Anną Kalinską.

    ‎Tak rosyjskie media podsumowały mecz Świątek z Aleksandrową. Jaśniej się nie dało

    ‎Kiedy poniedziałkowe spotkanie dobiegło końca, na łamach rosyjskich portali ukazało się wiele artykułów, w których podsumowano występ Jekatieriny Aleksandrowej z wiceliderką światowego rankingu. Tamtejsi dziennikarze nie ukrywali, że tym razem ich reprezentantka była bezradna.

    ‎”Pierwszy set meczu zakończył się wynikiem 6:3 na korzyść Świątek. Druga połowa przebiegała już całkowicie po myśli Polki. Aleksandrowa zaczęła popełniać więcej błędów w prostych sytuacjach i przegrała dwa gemy przy swoim serwisie” – odnotowano na championat.com.

    ‎Na nieco bardziej gorzkie słowa zdobył się ekspert sport.ru. “Mocna gra Igi Świątek, Aleksandrowa nie miała dziś żadnych szans. W rezultacie w singlu nie ma już ani jednej Rosjanki” – czytamy. Portal sport24.ru podkreślił, że pojedynek 30-latki z sześciokrotną mistrzynią wielkoszlemową trwał zaledwie godzinę i sześć minut, “kończąc się porażką Aleksandrowej w dwóch setach”.

    ‎Za to na sport-express.ru wyliczono kilka statystyk z opisywanego spotkania. “W trakcie meczu Aleksandrowa zaliczyła dwa asy serwisowe, popełniła cztery podwójne błędy serwisowe i wykorzystała jednego break pointa z czterech. Za to Świątek miała siedem asów, 4 podwójne błędy i wykorzystała pięć z ośmiu break pointów. Rosyjska tenisistka nie dotarła do ćwierćfinału US Open” – piszą Rosjanie.

  • ‎Sabalenka przegrała wtedy z Vondrousovą w ćwierćfinale. To była bolesna końcówka dla Aryny

    ‎Sabalenka przegrała wtedy z Vondrousovą w ćwierćfinale. To była bolesna końcówka dla Aryny

    ‎Sabalenka przegrała wtedy z Vondrousovą w ćwierćfinale. To była bolesna końcówka dla Aryny

    ‎Aryna Sabalenka poprzez dojście do ćwierćfinału US Open zagwarantowała sobie pozostanie na pozycji liderki rankingu WTA niezależnie od dalszych wydarzeń w Nowym Jorku. Białorusinka nie straciła do tej pory ani jednego seta. Na etapie najlepszej “8” trafiła na Marketę Vondrousovą. Mistrzyni Wimbledonu 2023 zna już smak zwycięstwa w potyczkach z tenisistką z Mińska. Jedno z nich odniosła podczas ubiegłorocznego turnieju w Stuttgarcie. Wówczas doszło do niesamowitych zdarzeń w końcówce.

    ‎Aryna Sabalenka poprzez dojście do ćwierćfinału US Open zagwarantowała sobie pozostanie na pozycji liderki rankingu WTA niezależnie od dalszych wydarzeń w Nowym Jorku. Białorusinka nie straciła do tej pory ani jednego seta. Na etapie najlepszej “8” trafiła na Marketę Vondrousovą. Mistrzyni Wimbledonu 2023 zna już smak zwycięstwa w potyczkach z tenisistką z Mińska. Jedno z nich odniosła podczas ubiegłorocznego turnieju w Stuttgarcie. Wówczas doszło do niesamowitych zdarzeń w końcówce.

    ‎Tegoroczny US Open układa się do tej pory znakomicie z perspektywy Aryny Sabalenki. Białorusinka wykonała już jedno ze swoich zadań – zapewniła sobie utrzymanie pozycji liderki rankingu WTA po zmaganiach w Nowym Jorku. Zagwarantowało jej to zwycięstwo w potyczce z Cristiną Bucsą. Tenisistka z Mińska kontrolowała sytuację na korcie i ostatecznie pokonała Hiszpankę 6:1, 6:4.

    ‎Wówczas znaleźliśmy się o krok od starcia 27-latki z Jeleną Rybakiną. Ostatecznie nie dojdzie do takiego zestawienia na US Open. Reprezentantka Kazachstanu uległa Markecie Vondrousovej w czwartej rundzie. Czeszka rozegrała bardzo solidne spotkanie, popełniła niewiele błędów. I to zadecydowało o jej triumfie 6:4, 5:7, 6:2. Dzięki temu w nocy z wtorku na środę nie przed godz. 1:00 czasu polskiego dojdzie do 10. bezpośredniej potyczki między Sabalenką i Vondrousovą. Póki co w zestawieniu H2H jest 5-4 dla Aryny.

    ‎W tym sezonie panie rywalizowały ze sobą już dwukrotnie – w czerwcu w Berlinie lepsza okazała się Czeszka, a w sierpniu doszło do rewanżu w Cincinnati na korzyść Białorusinki. Wówczas panie spotykały się ze sobą odpowiednio w półfinale oraz drugiej rundzie. Ostatnią batalię na etapie najlepszej “8” stoczyły w kwietniu ubiegłego roku. Wówczas spotkały się w ćwierćfinale WTA 500 w Stuttgarcie. Tenisistka z Mińska bardzo chciała przełamać swoją niemoc w niemieckiej imprezie i pragnęła sięgnąć w końcu po tytuł. Także i wtedy jej droga do sukcesu zakończyła się niepowodzeniem. A powstrzymała ją przed tym właśnie Czeszka.

    ‎WTA Stuttgart 2024: Marketa Vondrousova pokonała Arynę Sabalenkę w ćwierćfinale

    ‎Tamten mecz rozpoczął się od serwisu Sabalenki. W pierwszych minutach panie pilnowały swoich podań, ale ta sytuacja uległa zmianie w czwartym gemie. Wtedy wywiązał się mały festiwal przełamań. Najpierw breaka uzyskała Aryna, dzięki czemu tenisistka z Mińska wyszła na 3:1. Po chwili zobaczyliśmy odpowiedź Vondrousovej. Czeszka odrobiła stratę przełamania, a potem obroniła szansę Białorusinki na 4:2 i na tablicy wyników pojawił się remis. Końcówka premierowej odsłony należała jednak do Sabalenki. Wygrała aż 12 z 14 kolejnych akcji i dzięki temu wygrała partię 6:3.

    ‎Druga część pojedynku wyglądała inaczej. Vondrousova utrzymała na starcie podanie, a potem wywiązał się festiwal przełamań. Przerwała go dopiero Marketa, podczas piątego gema. Czeszka obroniła break pointa i wyszła na 4:1. Później Aryna próbowała niwelować straty. Odrobiła przełamanie w siódmym gemie i po zmianie stron serwowała po 4:4. Nie zdobyła jednak żadnego punktu przy własnym podaniu i reprezentantka naszych południowych sąsiadów mogła kończyć seta. Dokonała tej sztuki bez większych problemów, wygrywając go 6:3.

    ‎O losach awansu do półfinału decydował trzeci set. Początek należał do Vondrousovej. Przełamanie w trzecim gemie, a potem wyjście na prowadzenie 3:1. Po sześciu rozdaniach mieliśmy już jednak remis. Także kolejne minuty obfitowały w breaki. Korzystną passę returnujących przerwała dopiero Sabalenka. Białorusinka wyszła na 5:4 i przerzuciła presję na serwis rywalki. Aryna znalazła się o dwa punkty od wygranej po tym, jak prowadziła 30-15 przy podaniu Markety.

    ‎Wtedy nastąpił zwrot akcji. Czeszka zgarnęła aż siedem punktów z rzędu i nagle znalazła się w pozycji, kiedy to mogła kończyć mecz przy własnym serwisie. W trakcie dwunastego rozdania Vondrousova ponownie wróciła ze stanu 15-30 i zapewniła sobie zwycięstwo 3:6, 6:3, 7:5. W ostatniej akcji Sabalenka posłała return w siatkę. Tamta końcówka pozbawiła tenisistkę szans na tytuł w Stuttgarcie. Jak potoczy się ich 10. bezpośrednia batalia, która z nich awansuje do półfinału US Open? O tym przekonamy się w najbliższą noc.

  • ‎Świątek czekała na ruch Anisimovej, a tu pogrom już na starcie. 75 minut i koniec

    ‎Świątek czekała na ruch Anisimovej, a tu pogrom już na starcie. 75 minut i koniec

    ‎Świątek czekała na ruch Anisimovej, a tu pogrom już na starcie. 75 minut i koniec

    ‎W poniedziałkowy wieczór czasu polskiego Iga Świątek zapewniła sobie awans do ćwierćfinału US Open. Nasza reprezentantka bardzo pewnie pokonała Jekaterinę Aleksandrową i zameldowała się w najlepszej “8” nowojorskiej imprezy. Później wiceliderka rankingu WTA mogła oczekiwać na to, z kim przyjdzie jej rywalizować w następnej rundzie. O miano kolejnej rywalki 24-latki walczyły Amanda Anisimova i Beatriz Haddad Maia. Na starcie meczu doszło do pogromu. Ostateczne rozstrzygnięcie poznaliśmy po 75 minutach.

    ‎Iga Świątek nie miała łatwej przeprawy do czwartej rundy tegorocznego US Open. Polka straciła seta w meczu z Suzan Lamens, a następnie musiała wracać ze stanu 1:5 w pierwszej partii spotkania z Anną Kalinską. Nasza reprezentantka okiełznała jednak wszelkie problemy i w poniedziałkowy wieczór mogła rywalizować o miejsce w najlepszej “8” z Jekateriną Aleksandrową. Patrząc na ich wcześniejsze bezpośrednie pojedynki, zanosiło się na kolejne solidne wyzwanie dla wiceliderki rankingu. W rzeczywistości 24-latka nie dała żadnych szans swojej przeciwniczce. Odkąd Rosjanka przegrała siódmego gema pierwszego seta po fatalnym błędzie, na korcie Louis Armstrong Stadium obserwowaliśmy niesamowitą dominację ze strony raszynianki. Ostatecznie batalia zakończyła się wynikiem 6:3, 6:1.

    ‎W tamtym momencie znaleźliśmy się o krok od rewanżowego starcia za finał tegorocznego Wimbledonu, bowiem o miano następnej rywalki Świątek walczyła m.in. Amanda Anisimova. Amerykanka przegrała w Londynie z Igą 0:6, 0:6 w niecałą godzinę. Teraz panie znów mogły się ze sobą spotkać, ale był jeden warunek – tenisistka z USA musiała się uporać z Beatriz Haddad Maią. Ich mecz zaplanowano jako drugi w sesji wieczornej na Arthur Ashe Stadium, po starciu Jannik Sinner – Aleksander Bublik.

    ‎US Open: Amanda Anisimova kontra Beatriz Haddad Maia w czwartej rundzie

    ‎Mecz rozpoczął się fatalnie z perspektywy Haddad Maii. Reprezentantka Brazylii popełniała mnóstwo błędów, także tych przy serwisie. Beatriz została całkowicie zdominowana w pierwszych trzech gemach spotkania. W tym czasie wygrała zaledwie 2 z 14 rozegranych akcji, dwukrotnie tracąc własne podanie. Bardzo szybko zrobiło się 3:0 dla Anisimovej z przewagą podwójnego breaka. Zawodniczka z Ameryki Południowej załapała się na grę dopiero w trakcie czwartego rozdania. Wówczas ze stanu 40-0 doprowadziła do równowagi, ale końcówka gema i tak należała do Amandy, która nie musiała nawet bronić żadnej piłki na przełamanie.

    ‎Tenisistka z USA nie zamierzała spuszczać z tonu. Ciągle atakowała returnem serwis Haddad Maii i generowała sobie break pointy także w trakcie piątego rozdania. Przy czwartej okazji zagrała zaraz po drugim serwisie po ciasnej przekątnej i doszło do następnego przełamania. Przy stanie 5:0 Amanda podawała po zwycięstwo w premierowej odsłonie bez straty gema. Dziewiąta rakieta świata utrzymała serwis do zera i dzięki temu zapewniła sobie efektowny rezultat 6:0 w pierwszej partii.

    ‎Haddad Maia zrobiła sobie dłuższą przerwę po przegranym secie, ale w pierwszych minutach drugiej części pojedynku nie zdało się to na zbyt wiele. Anisimova wywalczyła przełamanie już na “dzień dobry”, wykorzystując trzeci break point. Po zmianie stron Amanda prowadziła 40-15 przy własnym podaniu i zanosiło się na komfortowego gema dla Amerykanki. Wtedy pojawiła się pierwsza rysa na doskonałej grze tenisistki z USA. Straciła przewagę w rozdaniu i zaczęła się frustrować, co wydawało się niezrozumiałe, bowiem wciąż wszystko zależało w teorii od niej. Ostatecznie skończyło się to powrotnym przełamaniem i premierowym “oczkiem” dla Beatriz w całym spotkaniu.

    ‎Emocje u finalistki Wimbledonu były widoczne także w następnym gemie. Mimo to ponownie zdołała odebrać serwis rywalce i po trzecim break poincie wróciła na prowadzenie. Reprezentantka Brazylii nie dawała jednak za wygraną i próbowała wykorzystać nieco słabszy fragment przeciwniczki. Pojawiły się dwie szanse z rzędu na 2:2, ale mimo to Anisimova wydostała się z opresji – dobrze serwowała i potwierdziła przewagę. Po chwili w końcu dobry gem przy własnym serwisie zanotowała Haddad Maia. Nie straciła ani jednego punktu i znów złapała kontakt z Amandą.

    ‎Po zmianie stron turniejowa “8” odpowiedziała rywalce i próbowała walczyć o podwójne przełamanie. Miała dwie piłki na 5:2, ale Beatriz przetrwała trudny moment. Utrzymała podanie i wciąż zachowywała nadzieje na odwrócenie losów rywalizacji. Anisimova nie zamierzała jednak dopuścić przeciwniczki do odrobienia strat – co więcej – Amanda wygrała potem już wszystkie gemy do końca pojedynku. W trakcie dziewiątego rozdania zobaczyliśmy jeszcze jedno przełamanie i dzięki temu tenisistka z USA wygrała spotkanie 6:0, 6:3 po 75 minutach rywalizacji. Tym samym w ćwierćfinale US Open dojdzie do rewanżowej potyczki za decydujące starcie na Wimbledonie. Oby i tym razem zwycięsko zakończone przez Igę Świątek.

  • Wielka sensacja w hicie Osaka – Gauff! To była demolka w 66 minut

    Wielka sensacja w hicie Osaka – Gauff! To była demolka w 66 minut

    Wielka sensacja w hicie Osaka – Gauff! To była demolka w 66 minut

    ‎Czyżbyśmy podczas tegorocznego US Open byli świadkami odrodzenia wielkiej mistrzyni, w dodatku pod skrzydłami polskiego trenera? Wszystko na to wskazuje, gdyż Naomi Osaka (24. WTA), od niedawna współpracująca z Tomaszem Wiktorowskim, gra w Nowym Jorku świetny tenis. W poniedziałek na drodze do ćwierćfinału rozbiła Coco Gauff – trzecią rakietę świata! Rozmiary tego zwycięstwa są wręcz sensacyjne.

    ‎US Open dla obu tenisistek był turniejem szczególnym. Japonka w 2018 roku w Nowym Jorku zdobyła pierwszy wielkoszlemowy tytuł, a dwa lata temu powtórzyła ten sukces. Z kolei Gauff to Amerykanka, więc siłą rzeczy przykłada szczególną wagę właśnie do tych zawodów. Zresztą i dla niej był to pierwszy w karierze triumf odniesiony w Wielkim Szlemie, czego dokonała w 2023 roku.

    ‎Tegoroczna edycja dla jednej i drugiej miała za to stanowić reset. Na moment przed startem amerykańskich zawodów tenisistki rozpoczęły współpracę z nowymi szkoleniowcami. Za grę Gauff, która po Rolandzie Garrosie rozczarowywała na korcie, teraz odpowiada Gavin MacMillan, nazywany specjalistą od biomechaniki. Z kolei Osakę prowadzi Tomasz Wiktorowski. I ta współpraca rozpoczęła się naprawdę dobrze, czego potwierdzeniem były wyniki tenisistki w Nowym Jorku. W trzeciej rundzie turnieju pokonała wyżej notowaną Darię Kasatkinę (6:0, 4:6, 6:3).

    ‎Japonka ustawiła grę przełamaniem

    ‎Już pierwszy set pokazał, że chociaż Gauff znajdowała się aż 21 pozycji rankingowych wyżej od Osaki, to nie będzie miała łatwej przeprawy. Naomi już na początku zaskoczyła rywalkę, doprowadzając do jej przełamania. Następnie wygrała swojego gema serwisowego do zera.

    ‎Gauff szybko musiała się otrząsnąć. I chociaż do kolejnej straty podania już nie dopuściła, to sama nie mogła ugryźć Osaki przy jej serwisie. Jej nastroju z pewnością nie poprawiały niektóre widowiskowe akcje, bo kiedy do takich dochodziło, to na swoją korzyść rozstrzygała je 27-latka. Jak wtedy, gdy obie zdecydowały się pograć przy siatce, ale to świetne uderzenie Osaki zakończyło wymianę.

    ‎Ostatecznie tenisistka z Japonii rozstrzygnęła partię na swoją korzyść 6:3. Po przełamaniu Gauff w pierwszym gemie, dokonała tego tez w ostatnim, kiedy zrezygnowana Amerykanka popełniała kolejne proste błędy.

    ‎Osaka w ćwierćfinale US Open!

    ‎Pierwsza połowa drugiego seta miała przebieg zupełnie nieadekwatny do wyniku. Osaka bowiem była tenisistką lepszą. To ona grała lepiej, wręcz z odrobiną magii. W niektórych akcjach wręcz dominowała rywalkę.

    ‎Mimo to Gauff w sobie tylko znany sposób utrzymywała własne podanie. Pękła jednak w szóstym gemie. Ta porażka była dla niej symbolicznym wywieszeniem białej flagi. Przegrywała już 4:2, rywalka za chwilę miała serwis. Chwilę później było Japonka była już o gema od wygrania całej partii. I chociaż w ostatnim Gauff ponownie miała serwis, a nawet wygrywała 40:15, to wyglądała, już jakby chciała zejść z kortu. W efekcie Japonka zdołała odwrócić przebieg gry. Triumfowała 6:2 i po zaledwie 66 minutach meczu zameldowała się w kolejnej fazie wielkoszlemowego turnieju!

    https://x.com/usopen/status/1962595080839069822

    ‎Rywalką Osaki w 1/4 US Open będzie lepsza tenisistka z pary Marta Kostjuk – Karolina Muchova.

  • Stało się! Tak wygląda ranking WTA po wielkiej wygranej Igi Świątek w US Open

    Stało się! Tak wygląda ranking WTA po wielkiej wygranej Igi Świątek w US Open

    Ranking Wstrząśnięty: Co Oznacza Triumf Igi Świątek na US Open

    ‎Zwycięstwo z Konsekwencjami Wykraczającymi Poza Kort

    ‎Iga Świątek ponownie udowodniła, dlaczego jest uważana za jedną z najbardziej niebezpiecznych zawodniczek w świecie tenisa. Jej efektowne zwycięstwo nad Jekatieriną Aleksandrową, przypieczętowane przekonującym wynikiem 6:3, 6:1, to nie tylko bilet do ćwierćfinału US Open — to triumf, który przetasował układ sił w rankingu WTA. Kibice spodziewali się emocji na korcie, ale niewielu przewidziało, jak wielkie znaczenie będzie miało to konkretne zwycięstwo dla sezonu Świątek i jej pogoni za pierwszym miejscem na świecie.

    ‎Liczby, Które Robią Różnicę

    ‎Rok temu przygoda Świątek w US Open zakończyła się właśnie w ćwierćfinale. Ten wynik dał jej 430 punktów rankingowych — punktów, które w tym sezonie musiała obronić. Teraz, meldując się ponownie w najlepszej ósemce, Polka oficjalnie „wyszła na zero”. Nie grozi jej już strata względem kampanii z 2023 roku. Od tego momentu każdy kolejny mecz to dla niej czysty zysk, możliwość budowania przewagi i wywierania presji na największą rywalkę — Arynę Sabalenkę.

    ‎Matematyka jest prosta, ale emocjonująca:

    ‎Ćwierćfinał: 430 punktów (już zdobyte)

    ‎Półfinał: 780 punktów

    ‎Finał: 1300 punktów

    ‎Triumf: aż 2000 punktów

    ‎Dla Świątek szansa jest jasna. Każdy kolejny krok w głąb turnieju umacnia jej pozycję i otwiera drogę do jeszcze większych przetasowań w rankingu.

    ‎Aktualny Układ Sił: Liczby Nie Kłamią

    ‎Na ten moment Świątek ma na koncie 7933 punkty. Ale stawka jest ogromna:

    ‎Awans do półfinału: 8283 punkty

    ‎Awans do finału: 8803 punkty

    ‎Triumf w Nowym Jorku: aż 9503 punkty

    ‎To kusząca perspektywa dla jej fanów, którzy wiedzą, że ten sezon i tak już był pełen presji, wyzwań i dramatycznych zwrotów akcji.

    ‎Dylemat Sabalenki: Ciężar Punktów do Obrony

    ‎Dla Aryny Sabalenki sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana. Do Nowego Jorku przyjechała jako obrończyni tytułu, a na jej barkach spoczywa ciężar 2000 punktów do obrony. Do tej pory udało jej się zabezpieczyć 430, ale każdy kolejny mecz to walka o przetrwanie w rankingu. Porażka na jakimkolwiek etapie US Open oznaczałaby bolesny spadek i zostawiłaby Świątek coraz więcej miejsca do odrabiania strat.

    ‎Choć matematycznie Polka nie jest w stanie odzyskać pierwszego miejsca już w Nowym Jorku, napięcie nie zniknie po tym turnieju. Ostateczne rozstrzygnięcia mogą nadejść podczas jesiennych zmagań w Azji, które potencjalnie mogą wstrząsnąć całym rankingiem WTA.

    ‎Co Dalej: Odliczanie do Weekendowego Finału

    ‎Teraz oczy całego tenisowego świata skierowane są na sobotę, kiedy to finał US Open wyłoni mistrzynię i oficjalnie ukształtuje dalszą walkę o pozycję liderki rankingu. Dla Świątek każdy forhend i każdy return oznacza coś więcej niż tylko nadzieję na zwycięstwo — to element pojedynku o ranking, który może zdefiniować jej sezon.

    ‎Pozostaje pytanie: czy właśnie teraz nadejdzie moment, w którym ponownie wbije swoją flagę na szczycie, czy też rywalizacja z Sabalenką przeciągnie się aż do jesiennych turniejów?

    ‎Jedno jest pewne — świat będzie patrzył.