Category: Home

  • Jego transfer z Barcelony wstrząsnął światem. Teraz wielki powrót. Hitowe wieści ws. Neymara

    Jego transfer z Barcelony wstrząsnął światem. Teraz wielki powrót. Hitowe wieści ws. Neymara

    Jego transfer z Barcelony wstrząsnął światem. Teraz wielki powrót. Hitowe wieści ws. Neymara

    W 2023 roku Neymar opuścił Paris Saint-Germain i śladami Cristiano Ronaldo udał się do Arabii Saudyjskiej. Jednak w przeciwieństwie do Portugalczyka, miejsca tam nie zagrzał. Spędził tam zaledwie półtora roku i w tym czasie rozegrał dla Al-Hilal zaledwie siedem spotkań. Teraz Fabrizio Romano potwierdza, że Brazylijski gwiazdor przeniesie się do innego klubu. To będzie jego spektakularny powrót

     

    Wielki talent Neymara wystrzelił po 2010 roku. Wówczas bardzo młody Brazylijczyk stał się jednym z najbardziej pożądanych przez wszystkie największe kluby piłkarzy. Trudno było mu rozstać się z macierzystym Santosem, ale ostatecznie, w 2013 roku, przeniósł się do FC Barcelona.

     

    Neymar podbił Europę. Jego odejście z Barcelony zmieniło wszystko

     

    W Katalonii Neymar zrobił zawrotną karierę. Rozegrał dla Barcy 186 meczów, zdobył 105 goli i zanotował 76 asyst. Zdobył z tym klubem wszystkie możliwe trofea, a w sezonie 2014/15 pod wodzą Luisa Enrique skompletował potrójną koronę. Nigdy później Barcelonie nie udało się powtórzyć tego osiągnięcia, ponieważ wygranie Ligi Mistrzów jest poza jej zasięgiem

     

    W 2017 roku doszło do transferu, który wstrząsnął całym piłkarskim światem. Neymar przeniósł się do PSG za rekordowe 222 miliony euro. Do dziś żaden piłkarz nie został sprzedany za większą sumę. Brazylijczyk zrobił to, aby wyjść z cienia Leo Messiego i powalczyć o Złotą Piłkę, mając status największej gwiazdy swojej drużyny

     

    Dziś najpewniej żałuje tego ruchu. Z PSG nie udało mu się nigdy wygrać Ligi Mistrzów, nie zdobył Złotej Piłki, a wszystko skończyło się tak, że Kylian Mbappe i Lionel Messi w Paryżu pod koniec jego pobytu tam znaczyli więcej niż on.

     

    Następnym krokiem Neymara było saudyjskie Al-Hilal. Brazylijczyk był już wówczas zawodnikiem mającym duże problemy ze zdrowiem. Przez dodanie do tego problemów ze sportową postawą, które w jego przypadku objawiały się na przestrzeni całej kariery, Neymar w Arabii Saudyjskiej nie błysnął ani razu. Dla Al-Hilal rozegrał zaledwie siedem spotkań. Oficjalnie, w przeciwieństwie do Cristiano Ronaldo, zdobył jednak mistrzostwo kraju.

     

    Neymar wraca do domu. Fabrizio Romano ogłasza

     

    Teraz Fabrizio Romano ogłasza, że spektakularny powrót Neymara dojdzie do skutku. Brazylijski gwiazdor znów ma zagrać dla swojego macierzystego Santosu, z którego w 2013 roku odszedł do Barcelony. Wówczas płakał, opuszczając swój rodzinny klub. Wciąż jest tam jednak postrzegany jako wielka legenda i kibice z pewnością przyjmą z powrotem z ogromnym szczęściem.

     

    Klub Al-Hilal rozwiązał kontrakt Neymara ze skutkiem natychmiastowym. Brazylijczyk uda się teraz na badania medyczne i podpisze kontrakt jako nowy piłkarz Santosu. Powrót do Santosu, powrót do Vila Belmiro. Neymar wraca do domu! – ogłasza Romano.

  • Sabalenka się doigrała. To koniec. Czekamy już tylko na oficjalny komunikat

    Sabalenka się doigrała. To koniec. Czekamy już tylko na oficjalny komunikat

    Sabalenka się doigrała. To koniec. Czekamy już tylko na oficjalny komunikat

    Wybuchy niekontrolowanej agresji na korcie to niestety coraz częstszy obrazek w zawodowym tenisie. Tego typu incydentów nie udało się uniknąć również podczas zakończonego właśnie Australian Open. Konsekwencje? Zwykle nie są wyciągane. Tym razem ma być jednak inaczej. Jak donosi serwis News.com, zapadła decyzja o nałożeniu sankcji finansowych na Arynę Sabalenkę, która po przegranym finale na oczach widowni roztrzaskała z furią rakietę.

     

    – Czy ja coś powinnam powiedzieć w kierunku mojego teamu? To jest wasza wina oczywiście, jak zawsze. Nie chcę was widzieć przez następny tydzień. Nienawidzę was – to słowa wypowiedziane przez Arynę Sabalenkę po przegranym finale Australian Open. Utrzymane były w żartobliwym tonie. Kilka minut wcześniej Białorusinka nie potrafiła jednak zapanować nad emocjami.

     

    Liderka światowego rankingu pojawiła się w Melbourne, by odbywający się tam turniej wielkoszlemowy wygrać trzeci raz z rzędu. W XXI wieku żadnej tenisistce jeszcze się to nie udało. Jako ostatnia dokonała tego Martina Hingis w latach 1997-99.

     

    Media: Sabalenka zapłaci za wybuch agresji po finale. Koniec pobłażania

     

    W decydującej rozgrywce tegorocznej edycji Sabalenka uległa Madison Keys 3:6, 6:2, 5:7. Dla Amerykanki, która w półfinale uporała się z Igą Świątek, była to pierwsza impreza tej rangi zakończona triumfem. W zgodnej opinii obserwatorów w pełni na niego zasłużyła.

     

    – Tak serio, to dziękuję za wszystko, co dla mnie robicie – zwróciła się do członków swojego sztabu Sabalenka. – Myślę, że zrobiliśmy tyle, ile się dało. Madison grała naprawdę niesamowicie, nie mogłam więcej zrobić w tym meczu. Następnym razem zagram lepiej. Kocham was, mimo że przegraliśmy.

     

    Zanim jednak poczuła w sercu miłość, długo szamotała się z nieokiełznaną złością. Po ostatniej piłce podała zwyciężczyni rękę, a zaraz potem z impetem roztrzaskała rakietę o kort. Po dewastacji na moment usiadła, zakryła głowę ręcznikiem i zaczęła szlochać.

     

    Jak informuje australijski serwis News.com, tym razem władze kobiecego tenisa postanowiły stanowczo zareagować. Wedle nieoficjalnych jeszcze ustaleń, Sabalenka zostanie ukarana finansowo. Za swój wybryk zapłacić ma 15-20 tys. dolarów, co w przeliczeniu wynosi ok. 60-80 tys. złotych.

     

    Maksymalna sankcja za tego typu zachowanie to 50 tys. dol. (ok. 200 tys. zł). Jak czytamy, pierwsza rakieta świata nie jest uznawana za recydywistkę, więc wymiar kary nie będzie najsurowszy.

    https://x.com/tennis_gifs/status/1883105525019423177

    https://x.com/tennis_gifs/status/1883148488529330637

  • Media: rozłam w szatni Barcelony! Koledzy nie chcą Szczęsnego w bramce

    Media: rozłam w szatni Barcelony! Koledzy nie chcą Szczęsnego w bramce

    Rozłam w szatni Barcelony! Dobrze poinformowana katalońska dziennikarka Laia Prades wyjawia, że “w szatni Barcelony są zawodnicy, którzy woleliby, aby to Inaki Pena był pierwszym bramkarzem”. Na to szybko zareagowali kibice, którzy stanęli w obronie Szczęsnego.

     

    Wojciech Szczęsny najwyraźniej przekonał do siebie Hansiego Flicka, który stawiał na Polaka w ostatnich dwóch ważnych meczach Barcy. We wtorek bowiem Szczęsny grał od pierwszych minut z Benficą w Lidze Mistrzów, a pięć dni później zagrał 90 minut w LaLidze z Valencią. Okazuje się jednak, że niektórzy z piłkarzy Blaugrany nie są przekonani do polskiego golkipera.

     

    Rozłam w szatni Barcelony. Koledzy nie chcą Szczęsnego w pierwszym składzie

     

    “W szatni Barcelony są zawodnicy, którzy woleliby, aby to Inaki Pena był pierwszym bramkarzem” — wyjawia Laia Prades, dziennikarka Catalunya Radio.

     

    “Najważniejsze, że trener wie, co jest najlepsze dla drużyny” — komentuje jeden z kibiców na platformie X.

     

    “Gracze, którzy wolą Inakiego to Lamine Yamal, Fermin Lopez i Pedri” — dodaje kolejny z kibiców, sugerując jednocześnie, że za Peną stoją jego hiszpańscy koledzy z szatni.

     

    “Dzięki Bogu, że oni nie są trenerem” — komentuje kolejny kibic.

     

    Trener bramkarzy również nie chciał Szczęsnego w bramce

    To jednak niejedyny głos z Barcelony przeciwko Szczęsnemu. “AS” ujawnia, że w szatni Barcelony doszło nawet do pewnego rozłamu na linii Flick — trener bramkarzy. Właśnie z powodu Szczęsnego.

     

    “Jak dowiedział się »AS«, decyzja o wyborze polskiego bramkarza przed Hiszpanem jest decyzją Flicka. W rzeczywistości trener bramkarzy, Jose Ramon de la Fuente, był bardziej za utrzymaniem Peni jako pierwszego bramkarza w LaLiga. Niemiecki trener zdecydował się jednak dać ciągłość gry Szczęsnemu, który wygrał wszystkie swoje mecze” — czytamy na łamach hiszpańskiego dziennika.

    https://x.com/BarcaUniversal/status/1883949271185252450

    Pięć spotkań, w których grał Szczęsny — mimo pewnych problemów Polaka — Barca zdołała wygrać, co może oznaczać, że były bramkarz Juventusu zagra również 29 stycznia w Lidze Mistrzów w starciu z Atalantą. Piłkarze Flicka są już pewni awansu do 1/8 finału. Po siedmiu meczach zajmują drugie miejsce z 18 pkt na koncie.

     

  • Stało się, Barcelona obwieszcza. Hit – zadecydował Lewandowski. Klub reaguje

    Stało się, Barcelona obwieszcza. Hit – zadecydował Lewandowski. Klub reaguje

    Stało się, Barcelona obwieszcza. Hit – zadecydował Lewandowski. Klub reaguje

    Robert Lewandowski w meczu z Valencią (7:1) niespodziewanie zasiadł na ławce rezerwowych, lecz w drugiej części spotkania pojawił się na murawie. Do gry został wprowadzony po godzinie gdy i potrzebował tylko sześciu minut, by trafić do siatki. Jego trafienie okazało się decydujące w kwestii hitu, na który czekał trener Hansi Flick i którym po meczu z dumą chwali się FC Barcelona.

     

    FC Barcelona do starcia z Valencią przystępowała po niepokojącej serii czterech meczów bez zwycięstwa w rozgrywkach La Liga. Szybko jednak stało się jasne, że tym razem podopieczni trenera Hansiego Flicka nie potkną się, a zamiast tego zanotują efektowne zwycięstwo.

     

    Już po pierwszym kwadransie “Duma Katalonii” prowadziła 3:0, a popisom swoich kolegów z bramki przyglądał się bezrobotny przez większość spotkania Wojciech Szczęsny. Tymczasem Robert Lewandowski przesiedział pierwszą połową meczu na ławce rezerwowych. Pojawił się jednak na placu gry w 60. minucie i już sześć minut później cieszył się z bramki, płaskim strzałem wieńcząc akcję po dograniu Fermina Lopeza.

     

    Jak się okazało, był to wyjątkowy moment nie tylko dla samego reprezentanta Polski, ale i dla trenera Hansiego Flicka oraz całej Barcelony. Trafienie Polaka okazało się bowiem setną bramką zdobytą za kadencji niemieckiego szkoleniowca. A wynik ten wyśrubował jeszcze potem obrońca Valencii Cesar Tarrega trafiając do własnej siatki, a tym samym ustalając wynik spotkania.

     

    La Liga. FC Barcelona chwali się wyczynem swojej drużyny. Wszystkiego dopełnił Lewandowski

     

    FC Barcelona chwali się, że Hansi Flick został drugim “najszybszym” szkoleniowcem w historii klubu, który dobił do tej magicznej granicy. Jego podopieczni potrzebowali bowiem zaledwie 32 meczów, by osiągnąć trzycyfrowy wynik strzelecki, notując średnią 3,16 bramki na mecz. Niemiec przegrał tylko Helenio Herrerą, który jeszcze w latach 50-tych z identycznego wyczynu swojej ekipy mógł cieszyć się już po 31 meczach. Za plecami Hansiego Flicka plasują się natomiast takie sławy jak Luis Enrique (34 spotkania), Tito Vilanova (34), Domenec Balmanya (36), Laszlo Kubala (36) czy Pep Guardiola (37).

     

    Najwięcej bramek dla FC Barcelona zdobył w tym sezonie rzecz jasna Robert Lewandowski, którego licznik zatrzymał się obecnie na 29 trafieniach. Reprezentanta Polski wciąż próbuje gonić notujący genialny sezon Raphinha (23 gole), a trzecie miejsce w klubowej klasyfikacji strzelców zajmuje Lamine Yamal – autor 9 bramek.

     

    Spośród ekip, którym Barcelona strzelała gole w tym sezonie, Valencia i Real Madryt wypadają najgorzej. Obie drużyny straciły dziewięć goli przeciwko drużynie Hansiego Flicka

     

    ~ czytamy na oficjalnym portalu FC Barcelona

     

    Niedzielne trafienie Roberta Lewandowskiego było dla niego niezwykle ważne w kwestii walki o tytuł króla strzelców La Liga. Polak odpowiedział w ten sposób na hat-tricka, którego Kylian Mbappe skompletował w meczu z Realem Valladolid. Obecnie jego przewaga nad francuskim gwiazdorem wynosi zaledwie dwiebramki.

     

  • Burza po finale Australian Open. Chcą dyskwalifikacji Sabalenki, awantura na cały świat

    Burza po finale Australian Open. Chcą dyskwalifikacji Sabalenki, awantura na cały świat

    Burza po finale Australian Open. Chcą dyskwalifikacji Sabalenki, awantura na cały świat

    Aryna Sabalenka nie obroniła tytułu Australian Open wywalczonego przed rokiem. Chociaż Białorusinka postrzegana była jako wyraźna faworytka, w finale uległa w trzech setach Madison Keys. Amerykanka sprawiła w Melbourne potężną niespodziankę i sięgnęła po pierwszy wielkoszlemowy tytuł w karierze. Niedługo po finale do sieci wyciekło bulwersujące nagranie z szatni Sabalenki. Kibice nie kryli oburzenia i domagają się dyskwalifikacji Białorusinki.

     

    Kompletnie zaskakujący przebieg miał finał Australian Open 2025. Zaskoczenie budził już sam fakt, że oprócz Aryny Sabalenki dotarła do niego Madison Keys, nie zaś Iga Świątek. Raszynianka w starciu z Amerykanką miała już nawet piłkę meczową, a do tego prowadziła niemal przez całego super tie-breaka. Ostatecznie po trwającej ponad dwie i pół godziny batalii uległa starszej rywalce.

     

    Zacięta walka w finale Australian Open. Madison Keys z pierwszym tytułem w karierze

     

    Keys narzuciła Sabalence twarde warunki i triumfowała w pierwszym secie 6:2. W drugim Białorusinka wzięła się w garść, a układ sił na korcie uległ znacznej zmianie. Role się odwróciły i to liderka rankingu WTA przeważała. W efekcie triumfowała 6:2 i doprowadziła do wyrównania.

     

    Trzeci set był zdecydowanie najbardziej wyrównany, ale ostatecznie padł łupem Keys i sensacja stała się faktem. 29-latka sięgnęła po pierwszy w karierze tytuł wielkoszlemowy, a Sabalenka musiała obejść się smakiem. Nerwy puszczały jej już w trakcie meczu. W pewnym momencie z furią zaczęła tłuc rakietą o kort, roztrzaskując ją. Jeszcze bardziej kibiców zbulwersowało jednak zachowanie 26-latki po finale.

     

    Kibice oburzeni zachowaniem Sabalenki. Grzmią o dyskwalifikacji

     

    Wkrótce po finale do sieci wyciekło nagranie z szatni Aryny Sabalenki. Widać na nim, jak wraz z członkami sztabu szkoleniowego śmieją się, wykonując jednocześnie kontrowersyjny gest w stosunku do trofeum za finał Australian Open. W opinii kibiców wyglądało to, jakby chcieli oni “oddać mocz” na puchar. Spotkało się to z jednoznaczną reakcją w mediach społecznościowych.

     

    Co za brak szacunku. Już ją zablokowałem po tym geście z ubiegłej nocy. To nie w porządku, nawet jeśli sobie tylko żartują. Nigdy jej nie lubiłem. Cieszę się, że nie wygrała

     

    ~ pieklili się kibice

     

    Niektórzy poszli o krok dalej, domagając się wprost dyskwalifikacji Białorusinki. W ich opinii był to skrajny brak szacunku zarówno wobec organizatorów rozgrywek, jak i pozostałych rywalek.

     

    Już w trakcie finału można było odczuć, że lwia część kibiców zgromadzonych na trybunach dopinguje mocniej Madison Keys. Amerykanka wzbudziła sympatię i szacunek ze strony kibiców ze względu na swoją postawę w trakcie rozgrywek w Melbourne.

    https://x.com/tennis_gifs/status/1883148488529330637

  • Ogromny ścisk w klasyfikacji Złotego Buta. Robert Lewandowski walczy o pełną pulę

    Ogromny ścisk w klasyfikacji Złotego Buta. Robert Lewandowski walczy o pełną pulę

    Ogromny ścisk w klasyfikacji Złotego Buta. Robert Lewandowski walczy o pełną pul

     

    Robert Lewandowski wrócił na podium klasyfikacji Złotego Buta. Goni Mohameda Salaha i Erlinga Haalanda, ale jednocześnie musi czujnie spoglądać za plecy. Jak wygląda obecnie zestawienie czołowych strzelców Europy?

     

    Robert Lewandowski nie znalazł się w wyjściowym składzie na spotkanie z Valencią. Piłkarze Blaugrany doskonale radzili sobie jednak bez Polaka. Na przerwę schodzili przy wyniku 5:0, a rywale byli kompletnie bezradni.

     

    Choć wydawałoby się, że to dla “Lewego” doskonały moment, by odpocząć, Hansi Flick w 60. minucie dokonał zmiany i nasz napastnik zastąpił Raphinhę. Szybko wykorzystał swoją szansę i już w 66. minucie strzelił gola.

     

    Robert Lewandowski wrócił na podium

    To dla Lewandowskiego w tym sezonie La Liga trafienie nr 17. A jak przekłada się to na klasyfikację Złotego Buta? Polak zajmuje w niej obecnie trzecie miejsce. Z jedną bramką więcej wyprzedza go Erling Haaland, a także liderujący Mohamed Salah, który na swoim koncie ma dwa trafienia więcej od naszego reprezentanta.

     

    Dwóch innych rywali ma tyle samo bramek i jednocześnie punktów co “Lewy”. To Alexander Isak i Harry Kane.

     

    Oto czołówka klasyfikacji Złotego Buta

    Mohamed Salah (Liverpool): 19 goli (x2), 38 punktów

    Erling Haaland (Manchester City): 18 goli (x2), 36 punktów

    Robert Lewandowski (FC Barcelona): 17 goli (x2), 34 punkty

    Alexander Isak (Newcastle): 17 goli (x2), 34 punkty

    Harry Kane (Bayern Monachium): 17 goli (x2), 34 punkty

    Viktor Gyökeres (Sporting CP): 22 gole (x1,5), 33 punkty

    Mateo Retegui (Atalanta): 16 goli (x2), 32 punkty

    Omar Marmoush (Eintracht Frankfurt): 15 goli (x2), 30 punktów

    Kylian Mbappé (Real Madryt): 15 goli (x2), 30 punktów

    Cole Palmer (Chelsea): 14 goli (x2), 28 punktów

    *za fcbarcelonanoticias.com

  • Spektakularny triumf ekipy Pajor i… wielki niesmak. “Żenujące”

    Spektakularny triumf ekipy Pajor i… wielki niesmak. “Żenujące”

    Spektakularny triumf ekipy Pajor i… wielki niesmak. “Żenujące

     

    Spore poruszenie po tym, jak żeńska drużyna FC Barcelony sięgnęła po Superpuchar Hiszpanii. “La Razon” donosi, że nagroda dla pań jest około 300 razy mniejsza niż ta, którą zgarnęli Robert Lewandowski i spółka.

     

    Żeńska FC Barcelona, z Ewą Pajor w składzie, zdobyła piąty Superpuchar Hiszpanii, pokonując Real Madryt 5:0 na stadionie w Butarque. Jak podaje “La Razon”, nagroda finansowa dla zwyciężczyń wynosi 27,5 tys. euro. To znacznie mniejsza gratyfikacja niż w przypadku męskich rozgrywek.

     

    “Żenująca różnica” – ocenia hiszpańska gazeta, dodając jednocześnie, że tytułowi kobiecej “Dumy Katalonii” towarzyszy “absurdalna nagroda finansowa”.

     

    Zwycięzca Superpucharu Hiszpanii w kategorii męskiej otrzymuje aż 8 mln euro. Dla porównania, finalista rozgrywek kobiecych, Real Madryt, otrzymał 17,5 tys. euro, a półfinaliści – Atletico Madryt i Real Sociedad – po 12,5 tys. euro.

     

    FC Barcelona wyraziła swoje niezadowolenie z powodu niskich nagród, które nie pokrywają nawet kosztów udziału w turnieju. Klub już wcześniej zgłaszał swoje zastrzeżenia do RFEF, podkreślając, że koszty przewyższają przyznane nagrody.

     

    W męskich rozgrywkach, dzięki umowie z Arabią Saudyjską, nagrody są znacznie wyższe. Real Madryt i FC Barcelona dostali ponad 6 mln euro za udział, a dodatkowe 2 mln euro przyznano za zwycięstwo. Półfinaliści – Athletic Club i Mallorca – otrzymali odpowiednio 2 mln i 850 tys. euro.

     

    Dodatkowo, drużyny Realu Madryt i FC Barcelony przekazały po 200 tys. euro z nagród podstawowych na rzecz Mallorki, co zwiększyło jej dochody do 1,25 mln euro.

     

    Przytoczone liczby ukazują ogromne różnice w finansowaniu między rozgrywkami męskimi a kobiecymi.

  • WTA ogłasza w nocy. Oto oficjalny ranking po Australian Open

    WTA ogłasza w nocy. Oto oficjalny ranking po Australian Open

    WTA ogłasza w nocy. Oto oficjalny ranking po Australian Ope

    W poniedziałek ukazało się notowanie rankingu WTA, które uwzględnia wyniki tenisistek w wielkoszlemowym Australian Open 2025. Jak przedstawia się sytuacja Igi Świątek i innych reprezentantek Polski?

    Za nami dwa tygodnie zmagań na kortach w Melbourne Park, a to tradycyjnie oznacza roszady w światowej czołówce. Iga Świątek po raz drugi w karierze dotarła do półfinału Australian Open. Pięciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa poprawiła się w stosunku do poprzedniej edycji zawodów w Melbourne, ale pozostała drugą rakietą świata.

    Świątek goni Sabalenkę, awans nowej mistrzyni

    Pierwsze miejsce w rankingu WTA zachowała Aryna Sabalenka. Białorusinka nie obroniła co prawda tytułu w międzynarodowych mistrzostwach Australii, ale i tak ma na koncie więcej punktów od Świątek. Bardzo dobrą wiadomością dla Polki jest jednak to, że ten dystans zmalał. Aktualnie wynosi on 186 punktów.

    Miejsce na najniższym stopniu podium zachowała Amerykanka Coco Gauff, która tym razem zakończyła występ w Melbourne na etapie ćwierćfinału. Czwartą pozycję utrzymała z kolei Włoszka Jasmine Paolini. Do Top 5 natomiast powróciła Kazaszka Jelena Rybakina, która odpadła w IV rundzie Australian Open 2025. Tuż za nią plasuje się Amerykanka Jessica Pegula.

    Triumfatorka pierwszej wielkoszlemowej imprezy sezonu, Madison Keys, wskoczyła do pierwszej “10”. Amerykanka przesunęła się bowiem z 14. na 7. lokatę. To wyrównanie jej najlepszego rezultatu w karierze. Na ósme miejsce spadła Chinka Qinwen Zheng (zeszłoroczna finalistka Australian Open), a na dziewiąte Amerykanka Emma Navarro (pokonana przez Świątek w ćwierćfinale). Top 10 zamyka Hiszpanka Paula Badosa, która w Melbourne dotarła do półfinału i tym samym awansowała o dwie lokaty.

    Z najlepszej “dziesiątki” wypadły w poniedziałek Daria Kasatkina oraz Barbora Krejcikova, która z powodu kontuzji nie wzięła udziału w Australian Open 2025. Rosjanka zajmuje 11. miejsce, natomiast Czeszka 14. W Top 20 zadebiutowała Kazaszka Julia Putincewa. Z tego grona wypadła za to Ukrainka Marta Kostiuk.

    Polka wygrała turniej i awansowała
    Magdalena Fręch wygrała w Melbourne dwa pojedynki, po czym zatrzymała ją Rosjanka Mirra Andriejewa. Łodzianka obroniła zatem tylko część punktów za ubiegłoroczną IV rundę. W poniedziałek nasza tenisistka spadła z 26. na 28. lokatę w rankingu WTA.

    Nieudany występ w Australian Open 2025 zaliczyła Magda Linette. Poznanianka przegrała już w I rundzie z Japonką Moyuką Uchijimą. Ponieważ w zeszłym roku także bez powodzenia grała na Antypodach, to nie straciła rankingowych punktów. Mało tego dzięki roszadom (spadki zaliczyły tenisistki, które dobrze sobie radziły w poprzedniej edycji turnieju w Melbourne, czyli Dajana Jastremska, Linda Noskova i Amanda Anisimova) przesunęła się w światowej klasyfikacji z 40. na 37. lokatę.

    Czwarta Polka, która wystąpiła w turnieju głównym Australian Open 2025, czyli Maja Chwalińska, nie poprawiła swojej sytuacji w rankingu WTA. 23-latka utrzymała w poniedziałek 126. miejsce. W najbliższym czasie nie broni większej liczby punktów, dlatego jest szansa na osiągnięcie nowej życiówki.

    Duży awans zaliczyła w poniedziałek Linda Klimovicova. W czasie gdy tenisistki rywalizowały w Australian Open, 20-latka spędziła dwa tygodnie w tunezyjskiej La Marsie. W pierwszym tygodniu dotarła do finału. W drugim wywalczyła mistrzostwo zawodów rangi ITF World Tennis Tour i dzięki temu przeskoczyła 60 konkurentek. Aktualnie Klimovicova jest 212. rakietą globu.

    Katarzyna Kawa, która nie dostała się do turnieju kwalifikacyjnego Australian Open, spadła w poniedziałek z 228. na 247. pozycję. W dół osunęły się także kolejne na liście Biało-Czerwone, czyli Gina Feistel (WTA 304) i Martyna Kubka (WTA 401). Awans w rankingu zanotowały za to inne młode reprezentantki Polki, takie jak Olivia Lincer (WTA 432), Zuzanna Pawlikowska (WTA 535) i Monika Stankiewicz (WTA 574).

    Jakie zmiany w rankingu deblistek?

    W rankingu deblistek numerem jeden pozostała Katerina Siniakova. Czeszka triumfowała w Australian Open 2025 wspólnie z Taylor Townsend. Dzięki temu Amerykanka awansowała na trzecią pozycję w tej klasyfikacji. Przedziela je aktualna wiceliderka, Nowozelandka Erin Routliffe.

    Jeśli chodzi o Polki notowane w Top 100 rankingu deblistek, to zaliczyły one spadki po turnieju w Melbourne. Najwyżej klasyfikowana spośród Biało-Czerwonych Katarzyna Piter jest 65. Magda Linette przesunęła się w dół na 74. pozycję, a Katarzyna Kawa spadła na 95. lokatę.

    W tym tygodniu będą się odbywać dwie imprezy głównego cyklu. Tenisistki będą mogły walczyć o rankingowe punkty w Linzu (WTA 500) i Singapurze (WTA 250)

    Notowanie WTA w grze pojedynczej:
    1. Aryna Sabalenka 8956 pkt
    2. Iga Świątek (Polska) 8770
    3. Coco Gauff (USA) 6538
    4. Jasmine Paolini (Włochy) 5289
    5. Jelena Rybakina (Kazachstan) 4893
    6. Jessica Pegula (USA) 4861
    7. Madison Keys (USA) 4680
    8. Qinwen Zheng (Chiny) 4095
    9. Emma Navarro (USA) 3709
    10. Paula Badosa (Hiszpania) 3608

  • Komunikat WTA nadszedł tuż przed północą. Dokładnie 36 godzin po finale Sabalenk

    Komunikat WTA nadszedł tuż przed północą. Dokładnie 36 godzin po finale Sabalenk

    Komunikat WTA nadszedł tuż przed północą. Dokładnie 36 godzin po finale Sabalen

     

    Gdy Iga Świątek przeszła trzecią rundę Australian Open było już wiadomo, że jej ogromna strata do Aryny Sabalenki w rankingu WTA się zmniejszy. Polka miała szansę wrócić na pierwsze miejsce, ale przepadła ona w chwili, gdy przegrała swój półfinał, tuż po awansie Białorusinki. Tytuł dla Madison Keys oznaczał, że strata Igi do Aryny nie będzie duża, ale trzeba było jeszcze czekać na oficjalny komunikat WTA – organizacja zaskakiwała ostatnio karami i odjęciem punktowych zdobyczy. Ten komunikat pojawił się w niedzielę, kilka minut przed północą.

     

    Nie ma co ukrywać, Aryna Sabalenka miała prawo liczyć, że jej przewaga nad Igą Świątek będzie wynosić blisko 1000 punktów, a tak by się stało, gdyby po raz trzeci z rzędu wygrała Australian Open. Była w tym roku niepokonana, to na nią stawiali fachowcy w pojedynku z Madison Keys. Podobnie jednak stawiali na Igę Świątek, gdy przyszło jej walczyć z Amerykanką w półfinale.A tymczasem Madison sprawiła obu wielkim faworytkom psikusa i zgarnęła główne trofeum. Zarazem sprawiła, że choć zmiany na pozycji liderki rankingu WTA nie ma, to jednak formalnie będzie ona możliwa jeszcze w lutym. Choć, to trzeba przyznać, bardzo trudna do zrealizowania.

     

    Madison Keys wygrała ten mecz o tytuł 6:3, 2:6, 7:5 – po raz pierwszy w karierze zgarnęła do swojego dorobku 2000 punktów, wyrównała historyczne osiągnięcie – z… października 2016 roku. Wtedy też była siódma, teraz ma realną szansę, by wkrótce znaleźć się nawet o dwa albo trzy miejsca wyżej. W Dosze i Dubaju w 2024 roku nie grała, w Indian Wells i Miami nie przebrnęła odpowiednio drugiej i trzeciej rundy. Sporo więc powinna wiosną zyskać

     

    Jest już oficjalny ranking WTA. Niewielka strata Igi Świątek do Aryny Sabalenki

     

    Sabalenka została liderką rankingu 21 października, gdy Polce nagle odjęto punkty za brak wymaganej liczby turniejów WTA 500. Choć i tak to prowadzenie by straciła, ale tydzień później. Przed Australian Open dzieliło je ponad 1500 punktów, ale już w Melbourne to Białorusinka mogła stracić a o 1870 punktów więcej. Tak się nie stało, choć sama nie wygrała zmagań, a Polka nie zaszła dalej niż ona. Na szczycie jest więc niby status quo, ale jednak w detalach sytuacja wygląda inaczej niż dwa tygodnie wcześniej.

     

    WTA potwierdziło, że Aryna ma w dorobku 8956 punktów, w Iga – 8770. Dzieli je więc 186 punktów, to kwestia jednego turnieju. Aż chciałoby się napisać, że jeśli obie awansują w kolejnym WTA 1000 w Dosze do finału, to stoczą walkę między sobą o fotel liderki. Tak nie jest – Polka broni w Katarze tytułu, to aż 1000 punktów. A Białorusinka rok temu ów turniej odpuściła, odpoczywała po Australian Open.

     

    Jeśli Iga wygra, a Aryna zawali ten turniej, to do zmiany na pozycji światowej jedynki może dojść najwcześniej w Dubaju. A dokładnie – 24 lutego. Choć raczej to jest kwestia dalszej przyszłości.

     

    W czołowej dziesiątce, poza ogromnym awansem Madison Keys, aż o siedem pozycji, warto odnotować powrót Pauli Badosy. Hiszpanka dotarła do półfinału, grała znakomicie i potwierdziła, że gdy nie przeszkadzają jej sprawy zdrowotne, może dokonywać wielkich rzeczy. Aż trzy pozycje straciła zaś mistrzyni olimpijska Qinwen Zheng, która w 2024 roku grała w finale Australian Open. Z czołową dziesiątką pożegnały się zaś: Daria Kasatkina i Barbora Krejcikova.

     

    Dwie pozycje straciła z kolei Magdalena Fręch, która rok temu odpadła w Melbourne w czwartej rundzie, teraz zaś w trzeciej. Magda Linette znalazła się zaś trzy miejsca wyżej, mimo, że po raz drugi z rzędu zupełnie jej nie poszło i odpadła już po pierwszym spotkaniu. A to dlatego, że sporo punktów straciły: Amanda Anisimova, Linda Noskova i Dajana Jastremska. Ta ostatnia, półfinalistka z 2024 roku, spadła aż o 39 pozycji, na 72. miejsce.

     

    Warto zwrócić uwagę na ogromny awans Lindy Klimovičovej, która w trakcie AO najpierw zagrała w finale turnieju ITF W35 w La Marsa, a następnie wygrała drugie takie zmagania.

  • Robert Lewandowski potrzebował sześciu minut. Tak dorzucił się do pogromu [WIDEO]

    Robert Lewandowski potrzebował sześciu minut. Tak dorzucił się do pogromu [WIDEO]

    Robert Lewandowski potrzebował sześciu minut. Tak dorzucił się do pogromu [WIDEO]

     

    FC Barcelona nie miała litości dla Valencia CF. Od razu rzuciła się na niżej notowanego rywala, a do przerwy zaaplikowała mu cztery gole. W drugiej połowie kolejne trafienia pogrążyły Nietoperze. Gospodarze wygrali 7:1, a gola po wejściu z ławki strzelił Robert Lewandowski. Zobacz, jak padły bramki.

     

    FC Barcelona szybko przeszła do czynów. Już w 3. minucie Lamine Yamal wrzucił piłkę z prawej strony do Frenkiego de Jonga, a ten uderzył po przyjęciu piłki i dał Barcelonie prowadzenie! Tak efektowne otwarcie Barcelonie nie wystarczyło. Pokazało jednak, że miał rację Hansi Flick. Niemiec stwierdził, że w osiągnięciu zwycięstwa nie będzie mu potrzebny Robert Lewandowski, a przynajmniej nie od początku spotkania. Wpuścił go dopiero po godzinie gry z ławki, a Polak i tak odwdzięczył się bramką.

     

     

    Pięć minut później było już 2:0. Ferran Torres precyzyjnie uderzył z pierwszej piłki po centrze Alejandro Balde. Nie minął jeszcze kwadrans gry, a na tablicy wyników już 3:0! Raphinha dostał długie podanie od Fermína Lopeza, minął Giorgiego Mamardaszwiliego i trafił do pustej bramki! Spokojnie można było już mówić o demolce.

     

     

    Barcelona się zatrzymała, ale tylko na moment, dała się wyszumieć rywalowi. Fenomenalnym długim podaniem pomocnika Barcelony, Ferrana Torresa obsłużył Pau Cubarsí. Sędzia potem sprawdzał, czy Valencii nie należy się rzut karny za faul Wojciecha Szczęsnego, ale zmienił decyzję. Zamiast gola dla gości, była kolejna bramka dla gospodarzy.

     

    W doliczonym czasie gry do pierwszej połowy w słupek uderzył Raphinha, a celnie dobił po chwili do pustej bramki Fermín Lopez. 5:0 do przerwy gospodarze mogli uznać za zasłużony wynik, a goście za najniższy wymiar kary.

     

    Diego López idealnie podał z lewej strony do Hugo Duro i nie miał szans Wojciech Szczęsny. Zaledwie chwilę po tym, jak do bramki trafiła Valencia, na boisku pojawił się Robert Lewandowski. Już w 66. minucie kapitan naszej kadry oddał precyzyjny strzał przy słupku po podaniu Fermína Lopeza.

    https://x.com/CANALPLUS_SPORT/status/1883631265137529159

    W 75. minucie César Tárrega pokonał własnego bramkarza próbując przeciąć dośrodkowanie Ferrana Torresa. I tak się zakończyło to spotkanie. Widzowie zobaczyli osiem bramek i przeżyli spore emocje.

    https://x.com/CANALPLUS_SPORT/status/1883612292459192330

    https://x.com/CANALPLUS_SPORT/status/1883625077872226428

     

    https://x.com/CANALPLUS_SPORT/status/1883617236394352731