Category: Home

  • :6 w drugim secie! Hurkacz dostał bolesną lekcję tenisa w Indian Wells

    :6 w drugim secie! Hurkacz dostał bolesną lekcję tenisa w Indian Wells

    :6 w drugim secie! Hurkacz dostał bolesną lekcję tenisa w Indian Wells

    Hubert Hurkacz nie zagra w czwartej rundzie imprezy ATP Masters 1000 w Indian Wells. Polak przegrał wyraźnie z faworyzowanym Alexem de Minaurem 4:6, a w drugim secie aż 0:6! Komentator Polsatu Sport kilkukrotnie powtórzył jedno zdanie w odniesieniu do dyspozycji Hurkacza.

     

    Hubert Hurkacz (22. ATP) po ograniu Francuza Hugo Gastona 7:5, 6:3 awansował do trzeciej rundy w Indian Wells. W kolejnym meczu trafił na Alexa de Minaura (10.).

     

    Polak stanął przed trudnym wyzwaniem – pokonać faworyzowanego Australijczyka, który nie tylko jest dziś od niego wyżej w rankingu, ale też na początku roku błyszczy formą. W Australian Open de Minaur dotarł do ćwierćfinału, w Rotterdamie do finału, w Dosze do ćwierćfinału.

     

    Hurkacz w tym czasie odpadł w drugiej rundzie w Melbourne, w półfinale w Holandii oraz nie startował ani w Katarze, ani ostatnio w Acapulco, skąd się wycofał. Z Australijczykiem potrzebował zagrać równie dobrze, jak niedawno w Rotterdamie, gdzie pokonał Rosjanina Andreja Rublowa (8.), czy postawił się Hiszpanowi Carlosowi Alcarazowi (3.).

     

    Jedno przełamanie zadecydowało

    Początek meczu był bardzo wyrównany. Hurkacz świetnie serwował i nie miał żadnych problemów z wygrywaniem własnych podań. Problem w tym, że nie wykorzystywał słabszej dyspozycji serwisowej rywala, który nawet jak nie trafiał pierwszym serwisem, to i tak potrafił zdobywać kolejne punkty, dobrze kontrując w wymianach.

     

    To też żadna nowość – nasz zawodnik od dawna ma problemy na returnie. W statystykach widnieje daleko w gronie tych, którzy najczęściej przełamują przeciwników. Gdyby było odwrotnie, to biorąc pod uwagę możliwości Hurkacza przy serwisie, wygrywałby jeszcze więcej spotkań.

     

    Do stanu 3:3 nie było nawet jednej szansy na przełamanie. Ta pierwsza pojawiła się niestety przy podaniu Hurkacza. Z jednej strony zaczął popełniać więcej błędów, a z drugiej de Minaur lepiej odczytywał, gdzie Polak pośle piłkę, zwłaszcza z serwisu. To mu pozwoliło przejmować inicjatywę. Efekt? Faworyt przełamał, a po chwili prowadził już 5:3.

     

    Skończyło się wynikiem 6:4 dla Australijczyka, choć na koniec seta Hurkacz doczekał się pierwszej szansy na przełamanie. Rywal nie pozwolił mu jednak na nic, od razu posłał asa. – Tak właśnie rozpoznaje się najlepszych, gdy grają pod presją – usłyszeliśmy od komentatora Polsatu Sport. Różnica polegała na tym, że Australijczyk mógł serwować słabo przez większość seta (36 proc. skuteczności pierwszego podania), ale w najważniejszym momencie zrobił to, co powinien. Nasz zawodnik w odwrotnej pozycji – imponował długo przy serwisie, ale jeden słabszy własny gem zaważył na losach seta.

     

    Zapaść Hurkacza

     

    Drugi set zaczął się fatalnie dla Huberta Hurkacza, bo od przełamania. Alex de Minaur zagrał cztery kapitalne punkty. Zwłaszcza przy wymianie, w której Polak zaatakował, świetnie poszedł do siatki, ale został minięty półwolejem Australijczyka. 10. tenisista świata popisał się kapitalną szybkością i refleksem. – Kosmiczny tenis w wykonaniu de Minaura – usłyszeliśmy w komentarzu.

     

    Tymczasem nagle zawodnicy musieli poczekać na wznowienie gry, bo na trybunach jednemu z kibiców udzielano pomocy medycznej. Przerwa trwała aż siedem minut. Po niej de Minaur popełnił dwa błędy, Polak pierwszy raz prowadził 30:0 w gemie rywala. Niestety potem sam cztery razy pomylił się w dość łatwych sytuacjach.

     

    Trwała fatalna seria pomyłek Hurkacza, który po wyrzuceniu forhendu raz jeszcze został przełamany. 4:6, 0:4, a przede wszystkim Polak przestał trafiać pierwszym podaniem i psuł na potęgę. W ten sposób trudno powalczyć z dobrze dysponowanym Australijczykiem. – Znów łatwo oddany punkt – powtarzał się kilkukrotnie komentator.

     

    Jakby tego było mało, Hurkacz trzeci raz został przełamany. Wyglądał na zrezygnowanego. Nic nie był w stanie zrobić na korcie. – To już jest demolka – usłyszeliśmy. Skończyło się w drugiej partii rezultatem 0:6. Wystarczyła godzina i 12 minut, by Australijczyk rozbił Polaka.

     

    Po tym zwycięstwie Alex de Minaur awansował do czwartej rundy w Indian Wells, a jego rywale będzie Argentyńczyk Francis Cerundolo (26.ATP).

     

  • O stroju ukraińskiej tenisistki pisze cały świat

    O stroju ukraińskiej tenisistki pisze cały świat

    O stroju ukraińskiej tenisistki pisze cały świa

    Marta Kostiuk znakomicie radzi sobie w WTA 1000 w Indian Wells i może być jednym z największych zaskoczeń turnieju. Niezależnie od tego, czy wygra imprezę, czy nie, to już podbiła serca fanów i mediów. To zasługa stroju, który wybrała na rywalizację w Kalifornii. Internauci i dziennikarze są pod wrażeniem kolorystyki i fasonu, na jaki postawiła Ukrainka. “Marzycielska sukienka” – pisze wprost jeden z portali.

    Marta Kostiuk dość przeciętnie rozpoczęła sezon 2025. Wystąpiła już w sześciu turniejach, a najdalej dotarła do ćwierćfinału, w Dosze. Tam zanotowała trzy zwycięstwa z rzędu, co do teraz pozostaje jej najlepszym wynikiem w tym roku. Na powtórzenie tego wyczynu i na jego poprawienie liczy w WTA 1000 w Indian Wells. I rywalizację zaczęła znakomicie, bo od dwóch triumfów. Pokonała Robin Montgomery i Caroline Dolehide, tracąc łącznie tylko 10 gemów. Jej gra zrobiła i nadal robi spore wrażenie na kibicach i ekspertach, ale nie tylko o jej popisach tenisowych mówi się wiele.

    Marta Kostiuk pokazała klasę na korcie. Cały świat pisze o jej stroju
    Kostiuk jest na ustach świata także z innego powodu. Chodzi o strój, w którym występuje w Indian Wells. Jak stwierdzili dziennikarze tennis.com, Ukrainka wybrała “outfit dnia: marzycielską sukienkę”. Ma to związek z barwami, na które postawiła zawodniczka.

    “Nie tylko jej tenis przyciąga uwagę, ale i jej strój cieszy się dużym zainteresowaniem miłośników tenisowej mody” – czytamy. “Wyróżniającą cechą outfitu jest marzycielska kolorystyka, która zaczyna się od fioletowych i niebieskich barw, a następnie przechodzi w różowe akcenty, wykorzystując styl ombre. (…) Stylowa 22-latka” – dodano. Redakcja wypunktowała też szczególne cechy stroju, o których sporo możemy przeczytać również na profilu samego producenta, firmy Wilson, na Instagramie.

    “Inspirowany pustynnym niebem. Zaprojektowany, by stawić czoła upałowi. Stworzony dla odważnych – chętnych poczuć to wszystko. (…) Nie myśl. Po prostu idź. Zmierz się z upałem w zupełnie nowych, gotowych na pot fasonach z lekkimi piórkami tkaninami, ochroną UPF 50+ i niesamowitym przepływem powietrza” – podkreślał producent.

    Nie tylko media. Internauci również zachwyceni strojem Kostiuk
    Jednak nie tylko portal tennis.com pisał o niezwykłym stroju Kostiuk. Uwagę zwrócili też inni zagraniczni dziennikarze i eksperci, w tym Ben Rothenberg. “Sukienka Kostiuk marki Wilson jest najlepszym strojem tenisowym, jaki widziałem od dawna” – pisał na X. Jego opinię podzielili internauci. “Outfity Marty zawsze są wspaniałe”, “Zgadzam się, zawsze wygląda zjawiskowo”, “Jest piekielnie dobra i zazwyczaj ma jeden z najlepszych zestawów na każdym turnieju” – pisali.

    W tym samym stroju Kostiuk pojawi się też we wtorek 11 marca, kiedy to zmierzy się z Qinwen Zheng w 1/8 finału. Będzie to dla niej zdecydowanie największe wyzwanie w tym turnieju. Będzie to trzecie bezpośrednie starcie tych pań w historii. Jak dotąd każda wygrała po jednym pojedynku

  • Ujawnił największą aferę w historii skoków. Teraz mówi, co będzie dalej

    Ujawnił największą aferę w historii skoków. Teraz mówi, co będzie dalej

    Ujawnił największą aferę w historii skoków. Teraz mówi, co będzie dalej

    – Chciałbym, żeby doszło nie tylko do dyskwalifikacji Norwegów, ale też do odejścia tego szefostwa Pucharu Świata – mówi Jakub Balcerski, który ujawnił wielką aferę podczas mistrzostw świata w Trondheim. Dziennikarz Sport.pl odsłania kulisy tego, co dzieje się w środowisku skoków narciarskich.

     

    W sobotę, tuż przed konkursem na dużej skoczni podczas mistrzostw świata w Trondheim, Jakub Balcerski opublikował na Sport.pl tekst o tym, jak Norwegowie oszukują przeszywając kombinezony. Artykuł podparł nagraniami, zdjęciami i własną zakulisową wiedzą. Tym samym zdetonował bombę, informacja rozprzestrzeniła się błyskawicznie. Do tego stopnia, że cztery federacje złożyły protest, który sprawił, że FIS zdyskwalifikował dwóch Norwegów. Ale to nie był koniec, tylko początek afery. Już wiadomo, że norweska federacja zawiesiła trenera Magnusa Breviga, a jeden ze sponsorów zakończył z nią współpracę. Jakie będą kolejne ruchy w środowisku skoków narciarskich? Swoją wiedzą i przewidywaniami Balcerski dzieli się w specjalnej rozmowie z Łukaszem Jachimiakiem.

     

    Łukasz Jachimiak: W grudniu w Wiśle byłem świadkiem, jak umawiasz się na piwo z trenerem Norwegów Magnusem Brevigiem i pamiętam, że ostatecznie się nie spotkaliście. Proponowałeś mu spotkanie teraz? Za kilka dni będziesz w Oslo, byłaby okazja.

    Jakub Balcerski: Zmieniły się chyba trochę okoliczności, więc nie wiem, czy Magnus będzie z kimkolwiek w najbliższych dniach pił piwo. Może tak – to którego sobie sam naważył.

     

    Sam? Wyłącznie on? Nikt poza nim i sprzętowcem norweskiej kadry nie wiedział, że w kombinezony zawodników są wszywane niedozwolone ulepszenia?

    – To są bzdury! Nie wierzę w to, nie wierzy w to duża część środowiska i myślę, że ma spore powody, żeby nie wierzyć. Nie wiem, czy dowody, ale wszyscy na pewno mamy powody. Na twoje pytanie, czy zaproponuję mu spotkanie, odpowiem szczerze, że nie mam ochoty. I oczywiście nie wierzę, że dostałbym odpowiedź, bo Brevig wyjechał szybko z MŚ w Trondheim i został schowany. Nawiasem mówiąc, przypominam sobie, jak rozmawialiśmy w Wiśle latem – wtedy to piwo udało nam się razem wypić. I – kurczę – trener Norwegów wydawał mi się takim człowiekiem, którego w życiu nie posądzałbym o takie rzeczy. To dla mnie szok, mimo że jestem w tym środowisku, mimo że od lat słyszę te wszystkie oskarżenia, doniesienia o manipulacjach, które nie kończą się protestami i dyskwalifikacjami, tylko pozostają doniesieniami i tak naprawdę spekulacjami. Teraz pierwszy raz udało się to doprowadzić do końca. Myślę, że tu ważne jest, żebym podkreślił, że okej, ja tę sprawę nagłośniłem, opublikowałem to wideo jako pierwszy i pewnie mocny argument dałem wielu kadrom w rozmowach z FIS-em, bo FIS nie mógł powiedzieć, że tam niczego nie ma, że tam nic nie widać…

     

    Zaraz, zaraz – Christian Kathol, czyli kontroler sprzętu z ramienia FIS, właśnie tak mówił w pierwszych reakcjach na opublikowane przez ciebie nagrania.

    – Tak, tak było. Ale publikacja na Sport.pl tekstu wyjaśniającego, co według rywali Norwegów pokazują nagrania, już obcięła mu tę możliwość. Mam wrażenie, że kiedy udzielał pierwszych wywiadów, to jeszcze nie wiedział do końca, co jest w sieci. Tak naprawdę sam nie mam pojęcia czy opublikowane zostały wszystkie dowody, które istnieją w tej sprawie, czy nie ma więcej filmików, więcej zdjęć. Moim zdaniem zdjęć na pewno jest więcej i one były gromadzone.

     

    Sam dzień później pokazałeś zdjęcie, które dowiodło, że Norwegowie kłamali, twierdząc, że na nagraniach widać ich prace nad kombinezonami na Raw Air [turniej ruszy w czwartek w Oslo]. Ty opublikowałeś fotografię pokazującą, że przerabiany był strój z oznakowaniem “WM2”, co znaczyło, że to drugi kombinezon na MŚ któregoś z norweskich skoczków.

     

    – Tak, to było bardzo duże kłamstwo Norwegów. Ale do czego zmierzałem? Że warto podkreślić to, jak dużą odwagą się wykazały kadry i jak dużo też ryzykowały. Bo cóż, mogło być odwrotnie, można było odrzucić wszystkie protesty [składali je Polacy, Austriacy i Słoweńcy wspólnie oraz Niemcy oddzielnie] i nie dowieść tego, że Norwegowie oszukują. Znamy FIS z różnych sytuacji i z różnych rozwiązań, dlatego myślę, że próbowano to zamieść pod dywan jeszcze przed startem konkursu na dużej skoczni. Ale dzięki determinacji protestujących Christian Kathol szybko zdał sobie sprawę z tego, że czeka go bardzo długi i bardzo trudny dzień na skoczni. FIS zbyt długi czas działa tak, że pewne sprawy ukrywa. Czasem wygląda to tak, jakby działał dla pozoru, że coś robi, a nie żeby coś realnie zrobić. Widzimy, jak działa kontroler sprzętu, jak dyskwalifikuje zawodników, którzy nie mają szans w konkursach. Działa dla pozoru.

    Zatrzymajmy się i podkreślmy, że w tym konkursie Kathol pierwotnie zdyskwalifikował tylko Norwega Sundala, który nie liczył się w walce o medale. Lindvika i Forfanga mających szanse na podium najpierw oszczędził. Wyglądało na to, że znalazł sobie norweskiego kozła ofiarnego i liczył, że to będzie koniec sprawy. Ale rywale Norwegów nie odpuścili, składali kolejne protesty, więc nie miał wyjścia, musiał działać.

    – Nie mam dowodu, że tak było, więc nie mogę powiedzieć wprost, że Sundal to był kozioł ofiarny i tyle, ale wiemy jak Kathol pracował do tej pory, wiemy, kogo wykluczał, po czym, za co itd. Zresztą jeśli bardzo chcemy w coś wierzyć Norwegom, to Norwegowie mówią, że Sundal nie skakał w takim kombinezonie, co Forfang i Lindwig, że tylko ich kombinezony zostały przerobione w niedozwolony sposób. Prawda jest taka, że jedynym Norwegiem, który w tamtych zawodach nie został zdyskwalifikowany, był Robert Johansson. Czy to znaczy, że on sam przygotowywał swoje kombinezony? Nie wiemy, czy on trafił do kontroli, a na pewno powinien, skoro wszyscy pozostali Norwegowie zostali zdyskwalifikowani. Być może ją przeszedł i żadnych nieprawidłowości nie wykryto. Ale dlaczego słyszymy, że rozpruto kombinezony tylko Lindvika i Forfanga, a Sundala [on został zdyskwalifikowany za nieregulaminowy rozmiar stroju, a nie za wykrycie niedozwolonych manipulacji w sprzęcie] i Johannsona nie?

     

    Może Norwegowie liczyli, że Kathol nie weźmie do kontroli ich liderów, tylko sprawdzi tych słabszych i jeśli będzie musiał ich kadrze zaszkodzić, to zaszkodzi, ale w niewielkim stopniu? Ale może zostawmy ten wątek, bo mam wrażenie, że jest dużo ciekawszych kwestii do poruszenia.

    – Myślę, że są dwie najciekawsze rzeczy, które interesują Norwegów. Mówię na podstawie pytań, jakie mi najczęściej zadają. Pierwsza sprawa – kiedy zostało nagrane to wideo i druga: kto je nagrał. Oni chcieliby znaleźć sprawcę całego zamieszania i wytknąć go palcem.

     

    Zacytuję ci fragment artykułu z “Verdens Gang”. Mnie to rozbawiło i jednocześnie zszokowało. “Jan Erik Aalbu powiedział w wywiadzie dla TV 2, że nie podoba mu się fakt, że ludzie potajemnie filmowali norweską reprezentację w hotelu”. Nie rozumiem, jak szef norweskich skoków może całą aferę sprowadzać do takiego problemu, że ktoś nagrał oszustwo Norwegów z ukrycia. Ten ktoś miał zapukać i zapytać, czy może nagrywać?

    – To faktycznie kuriozalne. Brevig i jego sprzętowiec zostali nagrani w hotelu, w którym całe skrzydło zostało zamknięte dla uczestników mistrzostw świata. I jeszcze w tym pokoju była kotara, którą ktoś sforsował, nagrywając norweskie manipulacje. A kto to zrobił? Pewnego dnia próbowałem wejść do tego skrzydła, ale postawiłem jeden krok w tym kierunku, a już dogoniła mnie ochroniarka i powiedziała, że nie wolno.

     

    Czyli albo w norweskiej ekipie był kret, albo nagranie zrobił ktoś z ich rywali, o ile inne reprezentacje też mieszkały w tym skrzydle, albo trzeba postawić na trzecią opcję – że oszustwo nagrał jakiś pracownik hotelu na zlecenie któregoś z rywali Norwegów.

    – W tym samym miejscu mieszkali Austriacy, Niemcy, Włosi, Finowie i już nie pamiętam kto jeszcze. W każdym razie wszystkie kadry miały dostęp do tego miejsca, mogły przy tym pomieszczeniu przechodzić. Mieszkało tam też sporo działaczy.

     

    Widać, że Norwegowie chcieliby całą winę zrzucić na trenera i jego sztab, a najmocniej grają na wybielenie zawodników. Czy twoim zdaniem to może się im udać?

    – Jestem bardzo ciekaw, czy Lindvik i Forfang znajdą się na liście startowej czwartkowych zawodów Pucharu Świata w Oslo. FIS nie poinformował jeszcze, czy ci skoczkowie będą mogli dalej startować.

     

    Wróćmy do szefa norweskich skoków, a o Lindviku i Forfangu porozmawiamy, gdy zamkniemy temat pana Aalbu. Ja bym go chciał zapytać, dlaczego trener Brevig wpadł na pomysł oszukiwania przed ostatnim konkursem mistrzostw, skoro wcześniejsze poszły jego kadrze bardzo dobrze. Po co Lindvikowi wszywano ulepszenia do stroju, skoro bez nich – czego pan Aalbu jest pewny na 100 procent – zdobył złoty medal w pierwszym konkursie?

    – To było pytanie, które norwescy dziennikarze zadali mu jako jedno z pierwszych na niedzielnej konferencji prasowej. Brzmiało mniej więcej tak: “Skoro szło tak dobrze, to dlaczego jeszcze chcieliście aż tak ulepszyć sprzęt, że zaczęliście oszukiwać?”.

     

    I co odpowiedział Aalbu?

    – Powiedział, że to jest świetne pytanie.

     

    Ale on nie ma odpowiedzi, tak?

    – Tak. I dodał, że jego zdaniem to, co zrobiono, było po prostu głupie.

    Najgłupsze jest to, że Aalbu w takich okolicznościach zapewnia, że na 100 procent jest pewny, że oszustwo to sprawa jednorazowa, a nie systemowa, stosowana już od jakiegoś czasu.

    – Zgadzam się. Nie wierzę, że Aalbu o kombinacjach ekipy nie wiedział. Nie mówię, że tu sprawa jest czarno-biała, ale sądzę, że jakieś odcienie jej szarości znał. A w ogóle to myślę sobie, że skoro Norwegowie byli przekonani, że dadzą radę przepchnąć coś takiego, to mamy poważną wskazówkę, że w skokach od dłuższego czasu nie grało bardzo wiele rzeczy, które powinny być uporządkowane. I ciągle dźwięczą mi w głowie słowa Thomasa Thurnbichlera, który powiedział mi, że tydzień po tygodniu nasz sztab dostarczał FIS-owi materiały dotyczące sprzętu Norwegów i w ten sposób próbował doprowadzić do sprawdzenia ich sprzętu pod względem manipulacji. Twierdzono, że te materiały niczego nie udowadniają, że to nie dowody. A tylko one pozwoliłyby na bardziej restrykcyjną kontrolę, taką jak na MŚ po konkursie na dużej skoczni. Jednocześnie z moich informacji wynika, że to nie musiały być niepodważalne dowody. Jednak w obliczu tego skandalu do sprawy należałoby wrócić.

     

    Myślę, że w tej naszej rozmowie możemy ujawnić, że po zawodach na skoczni normalnej przyszedł do ciebie jeden z trenerów i powiedział, że na tych mistrzostwach będzie większa afera niż workowaty kombinezon Karla Geigera, który nas oburzał.

    – Tak było, można domniemywać, że w światku skoków powszechna była wiedza o tym, co robią Norwegowie. Aż w końcu postanowiono zdobyć dowody. Może w ogóle ustalmy chronologię. W dniu konkursu na normalnej skoczni pytaliśmy różne osoby o kombinezon Niemca Karla Geigera i jeden z trenerów po wszystkim, gdy już zostałem sam w mixed zonie [strefa, w której dziennikarze spotykają się z uczestnikami zawodów], przyszedł i zaproponował, żebyśmy byli w kontakcie, bo może się wydarzyć coś naprawdę dużego, a wydarzy się, jeśli on znajdzie wsparcie innych ekip, bo sam nie będzie protestował, ponieważ tak nie wygra. Oczywiście zawężam teraz grono, bo wiadomo, które ekipy protestowały. Ale okej, więcej nie powiem, nazwiska mojego informatora nie ujawnię. Później wysłałem wiele wiadomości do różnych ludzi, wykonałem wiele telefonów i miałem wiele spotkań twarzą w twarz, a z tych wszystkich rozmów wyłaniał się taki obraz, że sprawa się wycisza.

     

    Dobrze pamiętam, jak któregoś dnia zadzwoniłeś do mnie i przybity opowiadałeś, że coś złego się dzieje, ale chyba nie będzie odważnego, żeby to ujawnić. Nawet twój informator stwierdził wtedy, że ludziom w świecie skoków brakuje jaj. Odczytywaliśmy to tak, że chodzi o Niemców, że Stefan Horngacher wszystkich ograł.

    – Sprawa Niemców jest bardzo ciekawa, ich też podejrzewano i o nich się ostro wypowiadano, ale na Niemców nie było żadnych dowodów. Na Norwegów pojawiły się dowody i dla znawców tematu one były oczywiste, czego Christian Kathol początkowo nie chciał potwierdzić, ale w końcu nie miał wyjścia. FIS nie mógł tego ukryć.

     

    Byłbyś za tym, żeby rozprute zostały kombinezony wszystkich zawodników, a nie tylko Forfanga i Lindvika? Pewnie nie można było tego zrobić, bo nie było dowodów na manipulacje w innych ekipach niż norweska.

     

  • Danielle Collins wyrzucona! Niespodzianka w Indian Wells

    Danielle Collins wyrzucona! Niespodzianka w Indian Wells

    Danielle Collins wyrzucona! Niespodzianka w Indian Wells

    Amerykanka Danielle Collins, którą polscy kibice zapamiętali po ostrych uwagach w kierunku Igi Świątek, przegrała w trzeciej rundzie prestiżowego turnieju Indian Wells 1000 z Jeleną Switoliną 2:6, 4:6. Dalej gra również Rosjanka, która w lutym pokonała polską tenisistkę.

    Turniej Indian Wells rozkręcił się na dobre. Zawodniczki rywalizują już o czwartą rundę, a podczas niedzielnych spotkań nie brakowało emocji i zwrotów akcji. Do czwartej rundy awansowały już Iga Świątek i Aryna Sabalenka, które gładko wygrały swoje niedzielne starcia. W nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu poznaliśmy kolejne dwie zawodniczki, które powalczą o ćwierćfinał.

    Emocje w starciach znanych rywalek Igi Świątek

    Są to Jelena Switolina i Mirra Andriejewa. Switolina pokonała 6:2, 6:4 reprezentantkę gospodarzy Danielle Collins — znakomicie znaną polskim kibicom zawodniczkę, która po przegranym meczu ze Świątek w igrzyskach stwierdziła, że Polka jest “fałszywa”.

    Switolina w czwartej rundzie zagra z Jessicą Pegulą, która pokonała Chinkę Xinyu Wang 6:2, 6:1.

    Z kolei Mirra Andriejewa, która pokonała Igę Świątek w ostatnim turnieju w Dubaju, wygrała gładko z Dunką Clarą Tauson 6:3, 6:0. Rosjanka w czwartej rundzie zmierzy się z Jeleną Rybakiną.

    To z nią o ćwierćfinał powalczy Iga Świątek

    Dalej gra także wspomniana Świątek, która zagra z rozstawioną z numerem 15. Karoliną Muchovą. Czeszka w niedzielę w trzeciej rundzie wygrała ze swoją rodaczką Kateriną Siniakovą 7:5, 6:1.

    Trzy godziny wcześniej polska wiceliderka światowego rankingu pokonała Ukrainkę Dajanę Jastremską 6:0, 6:2.

    W dotychczasowych dwóch meczach tegorocznej edycji zmagań w “tenisowym raju” Świątek pozwoliła rywalkom ugrać łącznie tylko cztery gemy. W piątek walcząca o trzeci w karierze triumf w tej imprezie podopieczna trenera Wima Fissette’a zwyciężyła Francuzkę Caroline Garcię 6:2, 6:0, a w 1. rundzie miała “wolny los”.

    O awans do ćwierćfinału Świątek powalczy z Muchovą. Od spotkania z 28-latką z Ołomuńca zaczęła 2025 r., gdyż 1 stycznia wygrała z nią w meczu drużyn narodowych w turnieju United Cup 6:3, 6:4. Była to jej czwarta potyczka i trzecia wygrana z pięć lat starszą rywalką.

    Przegrała tylko ich pierwszą konfrontację w 2019 r. w turnieju WTA w Pradze, a później pokonała ją w finale paryskiego wielkoszlemowego French Open w 2023 oraz dwa miesiące później w Montrealu. Wszystkie te spotkania rozstrzygnęły się w trzech setach.

    Muchova zajmuje obecnie 15. lokatę na liście WTA, a jej najwyższa pozycja to ósma, którą osiągnęła we wrześniu 2023. W obecnym sezonie Czeszka dotarła do półfinałów zawodów w Linzu (w hali) i Dubaju. Z wielkoszlemowego Australian Open odpadła w 2. rundzie.

    Ich mecz odbędzie się we wtorek.

     

     

  • UEFA sięga po Szymona Marciniaka! Dostał absolutny hit Ligi Mistrzów

    UEFA sięga po Szymona Marciniaka! Dostał absolutny hit Ligi Mistrzów

    UEFA sięga po Szymona Marciniaka! Dostał absolutny hit Ligi Mistrzów

    Szymon Marciniak po kilku dniach wolnego wrócił do pracy. Najpierw sędziował spotkanie Śląska Wrocław z Pogonią Szczecin w PKO BP Ekstraklasie, a teraz ponownie zobaczymy go w Lidze Mistrzów. UEFA wskazała go do poprowadzenia rewanżowego starcia pomiędzy Atletico a Realem Madryt. To będzie dla Polaka wielki test, bo ostatnio było o nim bardzo głośno.

     

    Dla polskiego arbitra derby Madrytu będą pierwszym meczem w 1/8 finału Ligi Mistrzów. W poprzednim tygodniu Polak nie brał brany pod uwagę, jeśli chodzi o obsadę sędziowską spotkań w tych rozgrywkach ze względu na kilkudniowy urlop.

     

    Szymon Marciniak dostał hit Atletico Madryt – Real Madryt

     

    Sędzia zdecydował się na wolne ze względu na zamieszanie związane z kontrowersjami w ćwierćfinale Pucharu Polski pomiędzy Legią Warszawa a Jagiellonią Białystok (3:1). Marciniak był wtedy sędzią VAR. Teraz jednak będzie arbitrem głównym hitowego starcia.

     

    UEFA przydzieliła Polaka to nie byle jakiego spotkania. Marciniak wraz ze swoim zespołem poprowadzi w Lidze Mistrzów derby Madrytu. Spotkaniu z pewnością towarzyszyć będą wielkie emocje, bo w pierwszym starciu Real u siebie pokonał Atletico 2:1.

     

    Marciniakowi na liniach pomagać będą jego stali asystenci — Tomasz Listkiewicz i Adam Kupsik. Natomiast sędzią technicznym będzie Paweł Raczkowski. To jednak nie koniec, bo na głównego sędziego VAR wskazano Tomasza Kwiatkowskiego, któremu pomagać będzie Niemiec Bastian Dankert.

     

    Dla Marciniaka będzie szósty mecz w roli arbitra głównego w tym sezonie Ligi Mistrzów. Ostatnio prowadził rewanżowe starcie pomiędzy Milanem a Feyenoordem Rotterdam (1:1) w fazie play-off.

     

    O Szymonie Marciniaku było ostatnio bardzo głośno

    Przypomnijmy, że po meczu Legia — Jagiellonia doszło do gigantycznej afery dotyczącej dwóch spornych sytuacji w drugiej połowie. Najpierw VAR rozpatrywał możliwe zagranie ręką przez Ilję Szkurina w swoim polu karnym, lecz ze względu na brak pewności Marciniak (który był wtedy sędzią VAR) zdecydował się nie wołać do monitora Piotra Lasyka.

     

    Natomiast w końcówce w polu karnym Legii po starciu z Pawłem Wszołkiem padł Oskar Pietuszewski. Sędzia Lasyk wskazał na jedenastkę, lecz po analizie VAR zdecydował się cofnąć swoją decyzję. Później wraz z Marciniakiem tłumaczyli, że piłkarz Legii w momencie kontaktu z graczem Jagiellonii miał już postawioną nogę na murawie i nie zrobił żadnego dodatkowego ruchu w kierunku rywala, lecz gdyby stopa była uniesiona, to Lasyk utrzymałby podyktowanie rzutu karnego.

     

    Spotkanie Atletico Madryt — Real Madryt już w środę 12 marca o godz. 21.00. Relację z tego starcia będzie można śledzić na stronie Przeglądu Sportowego Onet.

     

  • Nie mogło zabraknąć tego żartu po meczu Igi Świątek. I to z oficjalnego konta

    Nie mogło zabraknąć tego żartu po meczu Igi Świątek. I to z oficjalnego konta

    Nie mogło zabraknąć tego żartu po meczu Igi Świątek. I to z oficjalnego konta

    Oficjalny profil turnieju Indian Wells opublikował “obiad Igi”. Na przerobionym obrazku widzimy nawiązanie do słynnej “piekarni bajgli” polskiej tenisistki, czyli zwycięstw do zera w setach. W USA zamieniono jednak wytrawny wypiek na amerykańskiego donuta.

     

    Iga Świątek zdeklasowała Dajanę Jastremską, wygrywając 6:0, 6:2. W godzinę polska tenisistka zapewniła sobie spokojny awans do czwartej rundy. Tam zmierzy się z Karoliną Muchovą lub Kateriną Siniakovą.

     

    Iga Świątek z kolejnym “bajglem”. Amerykanie zmienili go na donuta

    “Zapraszamy na obiad Igi” — napisano na oficjalnym profilu BNP Paribas Open, załączając zdjęcia donutów, symbolizujących wygraną do zera.

     

    “Świątek — Jastremska 6-0 6-2. Cóż, to było przekonujące. Ósme zwycięstwo z rzędu w Indian Wells 16. zwycięstwo w 2025 r. Iga jest Igą” — czytamy w The Tennis Letter.

     

    “Spokojnie jak w niedzielę rano” — napisał komentujący spotkanie dziennikarz Canal+ Żelisław Żyżyński.

     

    “Kolejny dzień, kolejne zwycięstwo broniącej tytułu mistrzyni” — krótko podsumowali dziennikarze Tennis Channel.

     

    “Szybko, łatwo i przyjemnie! Iga Świątek w efektownym stylu przechodzi do kolejnej rundy Indian Wells” — relacjonuje Canal+ Sport.

     

    “Bardzo szybka i sprawna przeprawa Igi w meczu z Jastremską. 6-0 6-2 i jedziemy dalej” — podsumował profil Sportowy Rytm Dnia

     

  • Rywalka Igi Świątek była bezbronna. Aż opadły jej ręce. Zobacz skrót

    Rywalka Igi Świątek była bezbronna. Aż opadły jej ręce. Zobacz skrót

    Rywalka Igi Świątek była bezbronna. Aż opadły jej ręce. Zobacz skrót

    Pokaz mocy Igi Świątek w trzeciej rundzie Indian Wells! Polka była dla Dajany Jastremskiej nieuchwytna i wygrała w dwóch setach 6:0, 6:2. Broniąca tytułu Polka potrzebowała do tego zaledwie 66 minut. Po jednym z zagrań Świątek w drugim secie zrezygnowana Ukrainka miała już dość. Zobacz skrót niesamowitego meczu Igi Świątek!

     

    Świątek i Jastremska mierzyły się ze sobą kilka tygodni temu w Dubaju, ale w tamtym meczu Ukrainka była w stanie przysporzyć Polce znacznie więcej problemów. Wówczas w pierwszym secie mocno postawiła się wiceliderce rankingu, którego przegrała 5:6. W drugim secie Świątek złapała rytym, wygrywając pewnie 6:0.

     

    Tempo z drugiego seta tamtego spotkania przeniosła na niedzielny mecz w Indian Wells. Ukrainka od początku do końca meczu mogło sobie pozwolić jedynie na pojedyncze zrywy. Pozostałe akcje wygrywała Polka, która w całym spotkaniu nie dała jej najmniejszych szans.

     

    Imponujący mecz Świątek. Rywalce opadły ręce

    Po pierwszym secie, którego Świątek znów wygrała 6:0 Jastremska próbowała wszystkiego: rozmawiała ze sztabem szkoleniowym, opuściła obiekt, by zmienić strój, ale nic jej to nie przyniosło. W momencie, gdy Polka w drugim secie prowadziła z przełamaniem Ukraince “opadły ręce”. Jej mowa ciała wskazywała na to, że odechciało jej się dalszej rywalizacji z tak grającą Polką.

     

    Ostatecznie Świątek oddała Jastremskiej w całym meczu zaledwie dwa gemy, wygrywając 6:0, 6:2 i z przytupem awansowała do czwartej rundy. W niej zmierzy się z Karoliną Muchovą lub Kateriną Siniakovą.

     

  • Świątek urządziła demolkę swojej rywalce. A Collins została boleśnie sprowadzona na ziemię

    Świątek urządziła demolkę swojej rywalce. A Collins została boleśnie sprowadzona na ziemię

    Świątek urządziła demolkę swojej rywalce. A Collins została boleśnie sprowadzona na ziemię

    Od czasu igrzysk olimpijskich mamy do czynienia z napiętą atmosferą na linii Iga Świątek – Danielle Collins. Amerykanka nieprzychylnie wypowiadała się o Polce, często prowokowała w swoich mediach społecznościowych. Podczas turnieju WTA 1000 w Indian Wells mogło dojść do rewanżowej potyczki za ćwierćfinał w Paryżu. W niedzielę Polka zdeklasowała Dajanę Jastremską, wygrywając 6:0, 6:2. Z kolei tenisistka z USA odniosła bolesną porażkę z Eliną Switoliną. Przegrała 2:6, 4:6 i odpadła na etapie trzeciej rundy zmagań.

     

    W ostatnich miesiącach Danielle Collins kojarzy się głównie z docinkami w stronę Igi Świątek niż z dobrą grą. Odkąd Amerykanka skreczowała w starciu z Polką w ćwierćfinale igrzysk olimpijskich, zanotowała łącznie sześć porażek z rzędu. Przełom nastąpił dopiero podczas Australian Open, gdzie udało jej się dotrzeć do trzeciej rundy. Uległa dopiero późniejszej triumfatorce imprezy – Madison Keys.

     

    Później przez długi czas nie widzieliśmy Collins na korcie, zrezygnowała z turniejów rozgrywanych na Bliskim Wschodzie. Pojawiła się dopiero na WTA 1000 w Indian Wells, gdzie z racji rozstawienia miała wolny los w pierwszej fazie. W związku z tym rozpoczynała rozgrywki od 1/32 finału i starcia z Hailey Baptiste. Już pojedynek z 100. rakietą świata przyniósł sporo kłopotów Danielle. Odwróciła jednak losy rywalizacji i ostatecznie triumfowała 5:7, 6:2, 6:4. Dzięki temu mogła się zmierzyć z Eliną Switoliną w batalii o miejsce w najlepszej “16” kalifornijskich zmagań. Długimi fragmentami Amerykanka była jednak zdominowana przez Ukrainkę, mimo że ta miała sporo problemów z serwisem.

     

    Danielle Collins odpada z turnieju WTA 1000 w Indian Wells. Wkrótce chwila prawdy przed Amerykanką

    https://x.com/z_kortu/status/1898880409221423184

    Na początku starcia obie tenisistki utrzymywały swoje gemy serwisowe. Przełom nastąpił w trakcie piątego rozdania, kiedy to pojawiły się trzy break pointy z rzędu dla Switoliny. Ukrainka wykorzystała już pierwszą okazję i po raz pierwszy wyszła na prowadzenie. Po chwili Elina musiała się bronić przed utratą przewagi, ale zrobiła to skutecznie. Collins miała w sumie trzy szanse na 3:3, jednak finalnie 23. tenisistka świata potwierdziła różnicę przełamania. To był kluczowy moment dla losów premierowej odsłony pojedynku. Zawodniczka naszych wschodnich sąsiadów nie straciła już ani jednego “oczka” do końca seta i triumfowała w nim 6:2.

     

    Switolina kontynuowała kapitalną serię na starcie drugiej partii. Szybko doprowadziła do stanu 4:0, broniąc po drodze break pointa w drugim gemie. Dopiero wtedy Danielle zdołała zareagować na wydarzenia, próbowała jeszcze gonić wynik. Przy 5:2 Elina serwowała po awans do czwartej rundy. Miała piłkę meczową, ale nie wykorzystała jej. Po raz pierwszy można było dostrzec pewne oznaki nerwowości po stronie Ukrainki. Doszło do break pointa, przy którym popełniła podwójny błąd serwisowy. Amerykanka jeszcze na moment uwierzyła, że może coś zdziałać. Dołożyła w pewnym stylu czwarte “oczko”, jednak na więcej Switolina już nie pozwoliła. Zawodniczka naszych wschodnich sąsiadów zamknęła pojedynek asem. Ostatecznie triumfowała 6:2, 6:4 i zagra o ćwierćfinał WTA 1000 w Indian Wells z Jessicą Pegulą.

     

    Przed 14. aktualnie w rankingu Collins wymagający czas. Będzie musiała bronić swojego dorobku punktowego z poprzedniego roku, na którym oparte jest jej miejsce w kobiecym zestawieniu. W ubiegłym sezonie triumfowała w Miami i Charleston, później była czwarta runda w Madrycie i półfinał w Rzymie. Jeśli Danielle nie podniesie swojej dyspozycji, może czekać ją gigantyczny spadek w ciągu kilku tygodni. Ewentualny rewanż z Igą Świątek, który był możliwy dopiero w półfinale w Indian Wells, musi zaczekać co najmniej do rywalizacji na Florydzie.

  • Iga Świątek rozbiła swoją rywalkę. I tak znalazła jakieś “ale”

    Iga Świątek rozbiła swoją rywalkę. I tak znalazła jakieś “ale”

    Iga Świątek rozbiła swoją rywalkę. I tak znalazła jakieś “ale”

    Iga Świątek w ukochanym Indian Wells idzie jak burza. Na otwarcie turnieju bez problemów pokonała Caroline Garcię, a w kolejnym spotkaniu nie dała żadnych szans groźnej Dianie Yastremskiej, oddając Ukraińce ledwie dwa gemy w całym meczu. Po meczu Polka była oczywiście niezwykle szczęśliwa. – Czuję się tu jak w domu. Naprawdę uwielbiam tu grać w tenisa i cieszę się każdym dniem spędzonym – powiedziała na gorąco.

     

    Iga Świątek po nieudanym wyjeździe na Bliski Wschód przybyła do Kalifornii, aby w ukochanym Indian Wells obronić tytuł mistrzyni, który zdobyła rok temu. Przed turniejem wiele mówiło się o nawierzchni, która została zmieniona, ale ewidentnie nie przeszkadza to Polce.

     

    W pierwszym meczu imprezy Świątek mierzyła się z Caroline Garcia, ale nie dała swojej rywalce żadnych szans. W kolejnym spotkaniu Polka mierzyła się ze zdecydowanie groźniejszą na tym etapie kariery Dianą Yastremską, która w Dubaju sprawiła jej sporo problemów.

     

    Świątek Szczerze po meczu z Yastremską

     

    Tym razem tych trudności nie było. Nasza gwiazda zagrała na swoim bardzo wysokim poziomie i nie dała Ukraince żadnych szans. Świątek wygrała 6:0, 6:2 i po nieco ponad godzinie walki zameldowała się w czwartej rundy imprezy rangi WTA 1000.

     

    Nie może dziwić, że po meczu była bardzo szczęśliwa. – Wiesz, zawsze trudno jest zamknąć taki mecz, gdzie wysoko prowadzisz, ale jestem szczęśliwa, że udało mi się utrzymać intensywność, która pozwoliła mi zamknąć to spotkanie. Kontrolowałam jego przebieg od początku – rozpoczęła na gorąco w rozmowie na korcie Polka.

     

    Nie zabrakło także tradycyjnych pochwał dla Kalifornii. – To miejsce jest niesamowite. Kocham tu wracać, mam swoje rutyny. Czuję się tu jak w domu. Naprawdę uwielbiam tu grać w tenisa i cieszę się każdym dniem spędzonym – dodała Świątek.

     

    Po chwili przyszedł czas na rozmowę dla polskiej telewizji. – Myślę, że bardzo dobrze mi się dziś serwowało. Nawet pozmieniałam trochę rytm serwisu, to przychodziło mi łatwo. Poziomem medium (z ang. średnim) była praca nóg. Czasami stanęłam do niektórych piłek, które były wolniejsze – stwierdziła przed kameramiCanal + Sport. 

     

  • Ryzykowna gra rywalki Igi Świątek. Polka powiedziała “sprawdzam”

    Ryzykowna gra rywalki Igi Świątek. Polka powiedziała “sprawdzam”

    Ryzykowna gra rywalki Igi Świątek. Polka powiedziała “sprawdzam”

    Niedzielny pojedynek w Indian Wells pokazał, jak dużym wyzwaniem jest dla rywalek pokonanie Igi Świątek, szczególnie gdy gra toczy się na wolnej nawierzchni. Ukrainka Dajana Jastremska próbowała pójść drogą Jeleny Ostapenko, stawiając na ultraofensywną i ryzykowną grę, ale strategia ta szybko zderzyła się z rzeczywistością. W jednym elemencie pomiędzy Polką i Ukrainką była dosłownie przepaść.

     

    Jastremska jest jedną z tych tenisistek, które próbują złamać Polkę w pewny sensie wzorując się na Jelenie Ostapenko. Ultraagresywny styl gry Łotyszki dla wielu tenisistek stał się drogowskazem, jak można próbować skutecznie rywalizować przeciwko Świątek. Coraz częściej możemy dostrzec tenisistki, które próbują ryzykować i szukać jak najszybszego zakończenia wymian. Liczą, że pod presją Iga zacznie popełniać błędy i straci kontrolę najpierw nad wymianami, a następnie nad całym meczem.

     

    Dyspozycja dnia to jedno, ale niedzielne spotkanie doskonale pokazało, jak duży wpływ na rezultat mają również różnice w nawierzchniach. W Dubaju Jastremska, która najlepiej gra właśnie na szybkich kortach, narobiła Polce znacznie więcej problemów niż w Indian Wells.

     

    W niedzielnym meczu mogliśmy zobaczyć, jak ogromnym ryzykiem obarczony jest taki styl gry. Ukrainka próbowała zagrać podobnie jak przed kilkoma tygodniami w Dubaju. Wówczas na szybszych kortach jej mocne serwisy i forhendy sprawiały problemy Polce. Wówczas pierwszy set skończył się zwycięstwem Świątek 7:5, ale Ukrainka w międzyczasie potrafiła dwukrotnie przełamać naszą tenisistkę.

     

    Jak możemy przeczytać na oficjalnym profilu WTA na platformie X.com, Świątek w Indian Wells notuje szalony bilans 20 zwycięstw i dwóch przegranych.

    https://x.com/WTA/status/1898817041785573708

    Jastremska brutalnie sprowadzona na ziemię. Powtórki z Dubaju nie było

     

    W Indian Wells nie tylko nie przełamała, ale nawet nie miała ku temu choćby jednej okazji. Jastremska przede wszystkim nie była w stanie nadrobić różnicy, jaka dzieli ją i Polkę w poruszaniu po korcie. Świątek na wolnej nawierzchni niewiele sobie robiła z potężnych uderzeń rywalki, bo i tak do większości z nich zdążała dobiec. To sprawiało, że wolniej biegająca Ukrainka, chcąc utrzymać przewagę w wymianie, musiała ryzykować siłą lub kątem uderzenia, co przeważnie kończyło się zagraniem w siatkę lub na aut.

     

    “Jeśli nie robiliście tego wcześniej, kiedy ją oglądaliście, zawsze gorąco polecam skupienie się na stopach Świątek przez jeden lub dwa mecze.

     

    Hipnotyzująco wiele ruchów” — zauważył po meczu z Caroline Garcią Ben Rothenberg, jeden z najbardziej cenionych dziennikarzy tenisowych.

    https://x.com/BenRothenberg/status/1898176352815034788

    Kiedy agresywne zagrania Jastremskiej nie trafiały w kort, Świątek bezlitośnie przejmowała inicjatywę. Ukrainka na własnej skórze odczuła, jak trudnym zadaniem jest pokonanie Polki, a odwaga i ofensywne usposobienie to nie wszystko.

    Do finału jeszcze bardzo daleka droga, ale po dwóch błyskawicznych zwycięstwach z Caroline Garcią 6:2, 6:0 i z Jastremską 6:0, 6:2 w Kalifornii nie będzie wielkim ryzykiem stwierdzenie, że jej forma rośnie, a wraz z nią szansa na dobry wynik w Indian Wells.