Category: Disclaimer

  • Polka celowała w medal w Paryżu. Teraz przemówiła. “Mam ten cel”

    Polka celowała w medal w Paryżu. Teraz przemówiła. “Mam ten cel”

    Polka celowała w medal w Paryżu. Teraz przemówiła. “Mam ten cel”

     

    Katarzyna Wasick od lat jest jedną z najlepszych polskich pływaczek. Ma w dorobku liczne medale mistrzostw świata i Europy na dystansie 50 m stylem dowolnym, a także pięć startów olimpijskich. Jej nowy cel? Historyczny start numer sześć. — Wszyscy jesteśmy zawiedzeni, choć… piąte miejsce w finale, z tego też trzeba się cieszyć — uważa.

     

    32-letnia Wasick ma na koncie sześć medali mistrzostw świata, do tego osiem razy stanęła na podium mistrzostw Europy. Już pięciokrotnie startował w igrzyskach olimpijskich, ale wciąż tego najcenniejszego krążka jej jednak brakuje.

     

    Do sześciu razy sztuka na IO. Katarzyna Wasick nie poddaje się

    W igrzyskach zadebiutowała już w 2008 r. w Pekinie, gdy mając zaledwie 16 lat popłynęła w sztafecie 4×200 m st. dowolnym. Na pierwszy medal międzynarodowej imprezy musiała poczekać do 2011 roku, gdy wraz z koleżankami zdobyła w Szczecinie brąz mistrzostw Europy na basenie 25-metrowym w sztafecie 4×50 m st. zmiennym.

     

    Rok 2012 to kolejne podejście do igrzysk. W Londynie ponownie nie odniosła jednak sukcesu – na 100 m st. dowolnym odpadła w eliminacjach, podobnie jak w sztafecie. Po nieudanym występie olimpijskim zdecydowała się zmienić otoczenie i na studia wybrała Stany Zjednoczone, kolebkę pływania.

     

    — Wyjechałam na studia w 2012 r. To było dla mnie wielkie przeżycie, bo jestem bardzo związana z rodziną — opowiadała później krakowianka, która rozpoczęła naukę psychologii na Uniwersytecie Południowej Kalifornii.

     

    Trenując pod okiem słynnego amerykańskiego szkoleniowca Dave’a Salo zdobywała medale w akademickiej lidze NCAA. Wywalczyła też trzecią w karierze olimpijską kwalifikację.

     

    Sukcesy akademickie nie przełożyły się udany start w igrzyskach – w Rio de Janeiro ponownie zakończyła starty na eliminacjach. Później jej kariera stanęła pod znakiem zapytania z powodu kontuzji, chociaż w życiu prywatnym 2016 rok był dla niej wyjątkowo szczęśliwy – właśnie wtedy w rodzinnym Krakowie wyszła za mąż.

     

    — Pradziadek mojego męża przed laty emigrował za ocean. Nosił nazwisko Wasik, ale dodali “c”, żeby ułatwić wymowę przez obcokrajowców. Jest w naszym kraju coś, co przyciąga. Mój mąż kocha Polskę i bardzo dobrze się w niej czuje. Tak samo jak ja, uwielbia Kraków oraz piękną polską naturę — przyznała pływaczka.

     

    Jej przerwa od sportu trwała aż dwa lata, ale okazała się dla niej momentem przełomowym. Po powrocie do rywalizacji zaczęła odnosić największe sukcesy w karierze – w 2020 r. w Budapeszcie została wicemistrzynią Europy. Podczas czwartych igrzysk w karierze, w Tokio, po raz pierwszy awansowała do finału, w którym zajęła piąte miejsce. Do medalu zabrakło niewiele – jedenastu setnych sekundy.

     

    Po igrzyskach w Tokio Wasick cieszyła się z jeszcze większych sukcesów, czyli medali mistrzostw świata. Na początku tego roku wraz z mężem Matthew przeniosła się do Dallas, gdzie rozpoczęła współpracę z Wenezuelczykiem Ozziem Quevedo, głównym trenerem pływackiej drużyny kobiet Uniwersytetu Southern Methodist. Pod jego skrzydłami już w lutym zdobyła w Dausze brązowy medal mistrzostw świata.

     

    Wszystko wskazywało na to, że sprinterka jest już gotowa, by stanąć na olimpijskim podium. Do Paryża jechała jako największa nadzieja polskiego pływania i potwierdziła to w eliminacjach oraz półfinale, w których uzyskała, odpowiednio, drugi i trzeci wynik. Finał nie poszedł jednak po jej myśli – ponownie zajęła piąte miejsce.

     

    — Wszyscy jesteśmy zawiedzeni, choć… piąte miejsce w finale, z tego też trzeba się cieszyć. Nie sądziłam, że po Tokio mogę kontynuować karierę przez trzy lata. Znowu jestem na piątym miejscu. Może Bóg da mi jeszcze siłę, żeby spotkać się z wami za cztery lata — powiedziała dziennikarzom łamiącym się głosem po finale we francuskiej stolicy.

     

    Ewentualna deklaracja o końcu kariery z jej ust jednak nie padła. Po igrzyskach zdominowała rywalizację w swojej koronnej konkurencji w Pucharze Świata i wystartowała w Budapeszcie w mistrzostwach globu na krótkim basenie, gdzie wywalczyła dwa brązowe medale – indywidualnie i w sztafecie mieszanej.

     

    — Cały sezon? Na pewno był dobry. Wiem, że wszyscy mieli wielkie oczekiwania przed igrzyskami i ja też je miałam, bo jestem sportowcem, który stawia przed sobą bardzo wysokie cele. Mimo tego niepowodzenia sezon oceniam bardzo dobrze, kończę go medalem mistrzostw świata, więc mam nadzieję, że kolejne sezony też będą takie — powiedziała po ostatnim wyścigu w Budapeszcie.

     

    Jeżeli Wasick zdecyduje się powalczyć o szóstą olimpijską kwalifikację i zdrowie pozwoli jej wystartować za cztery lata w Los Angeles, przejdzie do historii jako trzecia pływaczka, która wystąpiła w sześciu igrzyskach, po Therese Alshammar ze Szwecji i Kristel Kobrich z Chile.

     

    Mimo że występ w Paryżu skończył się dla niej rozczarowaniem, już cztery miesiące później podczas mistrzostw Polski w Bydgoszczy Wasick zapowiedziała, że zamierza wystartować w Los Angeles.

    — Jak patrzę na moje szóste igrzyska? Już nie mogę się ich doczekać. Mam ten cel. Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że jestem ambitna i kiedy stawiam sobie cel, to idę w jego kierunku i chcę go osiągnąć. Jestem w stanie poprawiać jeszcze rekordy życiowe, czuję się w świetnej dyspozycji. Cieszę się pływaniem, tym, co robię. To jest moja praca, która sprawia mi wielką przyjemność. Mam nadzieję, że moja droga do szóstych igrzysk będzie piękna, wolna od kontuzji i jak najlepsza — powiedziała pływaczka.

     

    Występ w Los Angeles byłby piękną klamrą dla jej bogatej kariery, bowiem właśnie tam rozpoczęła się jej amerykańska przygoda, która zaowocowała jej największymi sukcesami.

     

    Wcześniej jednak czeka ją długo wyczekiwany i zasłużony odpoczynek.

     

    — Święta spędzam z rodziną w Krakowie, cieszę się, że mam możliwość świętować w taki sposób po tak intensywnym sezonie. W tym roku było dużo zawodów, dużo zgrupowań, igrzyska olimpijskie, mistrzostwa świata… Moja rodzina była w Budapeszcie, ale wiadomo, że tam świętowanie było “na szybko”. Teraz będziemy mieć okazję, żeby naprawdę spędzić ze sobą czas. Sylwestra też planuję spędzić w Polsce, z mężem, który przyjeżdża, żebyśmy zaczęli 2025 rok jak najlepiej, bo też będzie intensywny — zdradziła krakowianka.

    — Święta i sylwester to czas odpoczynku. Nie mam żadnych zawodów zaplanowanych, pierwsze w nowym roku będą dopiero w marcu, więc w święta nie będę sobie odmawiać niczego i będę kosztować wszystkiego, co na stole. Myślę, że w styczniu już na spokojnie wejdziemy w trening, żeby w marcu prezentować się dobrze w zawodach — zapowiedziała Wasick.

     

  • Iga Świątek wykonała wymowny gest. “Akurat to było do trenera Wiktorowskiego”

    Iga Świątek wykonała wymowny gest. “Akurat to było do trenera Wiktorowskiego”

    Iga Świątek wykonała wymowny gest. “Akurat to było do trenera Wiktorowskiego

     

    – To był chyba najbardziej rozczarowujący turniej w roku – zaskoczyła Iga Świątek w serialu Canal+ “Cztery Pory Igi”. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, nie mówiła o igrzyskach olimpijskich w Paryżu, lecz o otwierającym sezon Australian Open. Głos zabrał też były trener Polki, Tomasz Wiktorowski, który zdradził, dlaczego Świątek odpadła już w trzeciej rundzie. Kluczowa była decyzja podjęta kilka tygodni wcześniej

     

    To była sensacja. Po świetnym otwarciu sezonu w United Cup, w Australian Open Iga Świątek odpadła już w trzeciej rundzie, z zajmującą wówczas 50. miejsce w rankingu WTA Lindą Noskovą [3:6, 6:3, 4:6]. Teraz dowiadujemy się, jakie były kulisy tej porażki

     

    Przyjechałam do Melbourne i czułam, że technika mi się sypie. Także dlatego, że zbliżał się turniej Wielkiego Szlema, więc pojawiło się trochę więcej napięcia – przyznała Światek w serialu Canal+. I to miało kluczowe znaczenie dla jakości zagrania, nad którym najwięcej pracowała przed sezonem. Serwisu

     

    Zmiana techniki w tym elemencie – tu pisaliśmy o niej w PS Onet szeroko – była pomysłem Tomasza Wiktorowskiego. Były już trener Igi Świątek z perspektywy czasu nie ma wątpliwości: – To ryzyko trzeba było podjąć i tę decyzję trzeba było podjąć

     

    Pierwsza tak duża zmiana w karierze Igi Świątek. “Miałam dużo wątpliwości”

    – Stary ruch serwisowy Igi Świątek pozwalał na zagrania z prędkością 170 km na godz., maksymalnie 170 i kilka więcej. Wyciągnęła z niego 100 proc. Nowy ruch daje możliwości, by regularnie serwować powyżej 180 km na godz. – uważa Wiktorowski.

     

    To była pierwsza tak duża zmiana techniczna w “dorosłej” karierze Świątek. – Miałam dużo wątpliwości – zdradziła Polka w pierwszym odcinku “Czterech Pór Igi”. I choć przedsezonowe próby wypadły bardzo obiecująco, a i później, na kortach ziemnych nowy serwis przyniósł naszej zawodniczce dużo korzyści, to w Australii ten element po prostu się “posypał”.

     

    Początek sezonu nie zapowiadał kryzysu i rozstania Igi Świątek z trenerem Tomaszem Wiktorowskim

     

    – To był chyba najbardziej rozczarowujący turniej roku – przyznała Świątek. Złe wrażenia z Melbourne, szybko powetowała sobie wygrywając turnieje w Katarze i Indian Wells – o czym również szeroko opowiada pierwszy odcinek serialu, dostępny już w Canal+ Online. Po wygranej w Doha, Świątek wykonała charakterystyczny pokłon w kierunki swojego boksu.

     

    – Akurat to było do trenera Wiktorowskiego, bo przydały się ćwiczenia, których bardzo mi się nie chce robić na treningach, a on mnie zmusza. Dwa ostatnie punkty wygrałam dzięki nim – przyznała Iga w wywiadzie na korcie. Świetnie zaczął też działać nowy serwis Polki

     

    Jak widać początek sezonu 2024 w niczym nie zapowiadał kryzysu i rozstania Igi Świątek z trenerem Tomaszem Wiktorowskim

     

  • Iga Świątek trzymała to w tajemnicy. Teraz ujawnia: poważne problemy ze zdrowiem

    Iga Świątek trzymała to w tajemnicy. Teraz ujawnia: poważne problemy ze zdrowiem

    Iga Świątek trzymała to w tajemnicy. Teraz ujawnia: poważne problemy ze zdrowie

     

    Miało być gładkie zwycięstwo w półfinale turnieju w Dubaju, a tu nagle szok. Iga Świątek przegrała z Anną Kalinską i odpadła. Teraz na jaw wyszedł znaczący powód, który był trzymany w tajemnicy. — Iga mówiła w trakcie, że jej się ciężko oddycha trochę — mówi Maciej Ryszczuk ze sztabu Polki w najnowszym odcinku serialu “Cztery pory Igi”. A potem diagnoza: covid. — Po meczu czułam się naprawdę dziwnie — dodaje Świątek. Teraz odsłoniła kulisy.

     

    Na platformie Canal+ pojawił się pierwszy odcinek nowego sezonu serialu “Cztery pory Igi”. Pokazuje on, jak wyglądał zeszły sezon w wykonaniu polskiej tenisistki od kulis. Jednym z tematów poruszonych w trakcie odcinku “Zima” był występ na zawodach w Dubaju. W nich nasza rodaczka dotarła do półfinału i w nim poniosła zaskakującą porażkę 4:6, 4:6 z Anną Kalinską.

     

    — Kiedy rozpoczął się mecz z Kalinską, rozmawialiśmy z Maćkiem [Ryszczukiem] i ja powiedziałam do Maćka, że mam takie poczucie, że coś jest inaczej niż zwykle — ujawnia Daria Abramowicz. — To nie jest taki klasyczny poziom stresu, jaki my zazwyczaj obserwujemy u Igi. [Czuliśmy], że jakaś część tego napięcia, co wynikało też z mojej obserwacji, intuicji, znajomości Igi jest inna — dodaje

     

    Świątek miała kłopoty z oddychaniem. I nagle diagnoza: covid

    Szybko wyszło na jaw, co było przyczyną tego napięcia. — Ten mecz w ogóle był taki dziwny, bo Iga mówiła w trakcie, że jej się ciężko oddycha trochę, ciężko jej się skupić na grze, bo ciężko jej złapać oddech, więc tam były takie ciekawe perturbacje — wyjaśnia wspomniany Ryszczuk. — Generalnie od kilku lat jeżdżę do Dubaju i co roku jestem chora. Niezależnie od tego, co zrobię, czy będę się pilnowała ze wszystkim dosłownie — stwierdza Świątek

     

    — […] Akurat wiem, że to głupie o tym tak mówić, bo ludzie zaraz powiedzą, że się usprawiedliwiam czy coś, ale po meczu zrobiłam test i miałam covid — dodaje zawodnika. — Ona mi później na stole trochę tam rzęziła, a że zawsze wożę ze sobą test taki podwójny na grypę i covid, więc obstawiałem, że gdzieś może się to zacząć grypowo, ale zrobiliśmy test i wyszedł covid u Igi — przekazuje Ryszczuk. Świątek wyjaśnia także, dlaczego zdecydowała się powiedzieć o tym dopiero po sezonie

     

    To był sekret. Iga Świątek ujawnia: nie miałam do końca kontaktu ze swoim ciałem

    — Nie mówiłam o tym też wtedy, ponieważ trochę czułam, że nierozsądne było to, że dopiero się zbadałam po kilku dniach, ale te czasy, gdy od razu ludzie się badają na covid już troszeczkę przygasły i myślałam, że to zwykłe przeziębienie, ale później po meczu czułam się naprawdę dziwnie. Tak w ogóle w trakcie czułam, jakbym nie miała do końca kontaktu ze swoim ciałem, nogi się mnie w ogóle nie słuchały i nie kontrolowałam czasami w ogóle swoich ruchów — mówi.

     

    Informacja ta była trzymana w sekrecie również po to, aby nie stała się wymówką dla porażki. — Ten czynnik zdrowotny, który się pojawił, spowodował, że spadła jej koncentracja i pewnie w jakimś stopniu wydolność. Pojawiła się odrobina frustracji, bo w sytuacjach, w których normalnie wcześniej dawała sobie świetnie radę, nie była taka skuteczna i stąd pewnie taki wynik. […] Dużo rzeczy trzyma się w tajemnicy. […] Nie staraliśmy się nigdy zrzucać winy na cokolwiek, na jakąś wymówkę. […] Porażkę trzeba umieć wziąć na klatę — podsumował jej były trener Tomasz Wiktorowski.

     

     

    Innymi poruszonymi tematami w trakcie odcinka, była, chociażby porażka w Australian Open, presja związana z byciem pierwszą rakietą świata czy praca nad nowym sposobem serwisów. Następny odcinek ukaże się już w środę 1 stycznia. Aktualnie Świątek przygotowuje się do zawodów United Cup, które rozpoczną się już za kilka dni.

  • Iga Świątek trzymała to w tajemnicy. Teraz ujawnia: poważne problemy ze zdrowiem

    Iga Świątek trzymała to w tajemnicy. Teraz ujawnia: poważne problemy ze zdrowiem

    Iga Świątek trzymała to w tajemnicy. Teraz ujawnia: poważne problemy ze zdrowiem

    Zaskakująca porażka Igi Świątek w Dubaju: teraz na jaw wychodzi prawda ukrywana w tajemnicy

    Wydawało się, że Iga Świątek pewnie zmierza po zwycięstwo w półfinale turnieju w Dubaju. Tymczasem spotkanie z Anną Kalinską zakończyło się niespodziewaną porażką 4:6, 4:6. To wydarzenie odbiło się szerokim echem w świecie tenisa, ale dopiero teraz na jaw wychodzi prawdziwy powód słabszej dyspozycji Polki. Jak się okazuje, Świątek zmagała się z poważnym problemem zdrowotnym. W najnowszym odcinku serialu „Cztery pory Igi” zawodniczka oraz członkowie jej sztabu ujawniają kulisy tego dramatycznego meczu.

     

    Sekret meczu z Kalinską: problemy z oddychaniem i zaskakująca diagnoza

     

    Pierwszy odcinek nowego sezonu dokumentalnego serialu „Cztery pory Igi” dostępny na platformie Canal+ ukazuje nieznane wcześniej szczegóły z ubiegłego sezonu Igi Świątek. Odcinek „Zima” skupia się m.in. na występie Polki w Dubaju. W półfinale turnieju Świątek niespodziewanie przegrała z Anną Kalinską, a już podczas meczu było widać, że coś jest nie tak.

     

    — Kiedy rozpoczął się mecz z Kalinską, rozmawialiśmy z Maćkiem [Ryszczukiem] i ja powiedziałam, że coś jest inaczej niż zwykle — ujawnia Daria Abramowicz, psycholog sportowa Polki. — To nie był ten klasyczny poziom stresu, który obserwujemy u Igi. Wyraźnie czułam, że napięcie było inne, trudniejsze do zrozumienia — dodaje.

     

    Podczas meczu Świątek skarżyła się na trudności z oddychaniem i brak koncentracji. — Powiedziała, że ciężko jej złapać oddech, a przez to skupić się na grze. To były bardzo dziwne okoliczności — wyjaśnia Ryszczuk, członek sztabu Świątek. Po zakończeniu spotkania wykonano test na covid, który potwierdził obecność wirusa.

     

    — Po meczu zrobiłam test i wynik był pozytywny. Czułam się naprawdę dziwnie, nogi mnie nie słuchały, jakbym nie miała pełnego kontaktu ze swoim ciałem — mówi Świątek w odcinku.

     

    Dlaczego Iga milczała o covidzie?

     

    Świątek zdecydowała się zachować tę informację w tajemnicy, aby uniknąć podejrzeń o szukanie wymówek. — W tamtym czasie covid nie był już tak powszechnie testowany, a ja myślałam, że to tylko przeziębienie. Później jednak zrozumiałam, że to coś poważniejszego — tłumaczy Polka.

     

    Jej były trener Tomasz Wiktorowski podkreśla, że w sztabie Świątek nigdy nie szukano wymówek. — Porażkę trzeba umieć wziąć na klatę. Zdrowie na pewno wpłynęło na koncentrację i wydolność Igi, ale to nie zmienia faktu, że każda przegrana jest nauką — zaznacza.

     

    Kulisy sezonu: presja, nowe serwisy i nadchodzące wyzwania

     

    Serial „Cztery pory Igi” nie tylko skupia się na meczu w Dubaju, ale także na innych wydarzeniach z ubiegłego sezonu. W odcinku „Zima” poruszono m.in. temat porażki w Australian Open, presji związanej z byciem liderką rankingu WTA oraz pracę nad nowymi technikami serwisowymi.

     

    Iga Świątek nie zwalnia tempa i już przygotowuje się do kolejnych wyzwań. Jej pierwszy start w nowym sezonie to United Cup, który rozpocznie się za kilka dni. Tymczasem kolejny odcinek serialu ukaże się 1 stycznia, obiecując jeszcze więcej emocjii zakulisowych historii.

     

  • Stało się. Sabalenka zabrała głos ws. afery ze Świątek. Poszło w świat!

    Stało się. Sabalenka zabrała głos ws. afery ze Świątek. Poszło w świat!

    Stało się. Sabalenka zabrała głos ws. afery ze Świątek. Poszło w świat!

    Iga Świątek w 2025 roku będzie chciała wrócić na szczyt rankingu WTA i pokonać swoją wielką rywalkę Arynę Sabalenkę. Białorusinka w ostatnim wywiadzie poruszyła temat sprawy Polki, w której organizmie w tym roku wykryto niedozwoloną substancję. Sabalenka odpowiedziała krótko, co o tym sądzi.

     

    – Jeździła do Francji, żeby badać włosy. Przebukowywała bilety lotnicze do Chin, licząc, że dostanie zgodę na bronienie prowadzenia w rankingu. A przez cały ten czas nie mogła zdradzić, że toczy się postępowanie antydopingowe w związku z pozytywnym wynikiem jej testu. Teraz gdy ogłoszono, że Iga Świątek została zawieszona na miesiąc, możemy przedstawić kulisy całej sytuacji – pisał dziennikarz Sport.pl Łukasz Jachimiak, odsłaniając kulisy sprawy “dopingowej” Igi Świątek.

     

    Sabalenka przemówiła ws. afery ze Świątek. Krótko i stanowczo

    Polka pod koniec listopada ogłosiła światu, że w ostatnich miesiącach przeżywała trudny czas. Miało to związek ze znalezieniem w jej organizmie niedozwolonej substancji. Na szczęście jej sprawa zakończyła się happy endem i – tak się wydaje – wszystko co najgorsze ma już za sobą. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że nazwisko Polki w kontekście tej sprawy było odmieniane przez wszystkie przypadki.

     

    Teraz głos zabrała Aryna Sabalenka – wielka rywalka Igi Świątek, wraz z którą zdominowała w ostatnich latach światowy tenis. Co Białorusinka sądzi o całym zamieszaniu? Jej wypowiedź jest dość dyplomatyczna, ale stanowcza.

     

    Nigdy nie poznamy prawdy. Ludzie zwykle przesadzali w pierwszej chwili, gdy pojawiły się wielkie wieści, więc czuję, że nie chcę zagłębiać się w tę sprawę. Naprawdę wierzę w czysty sport, więc nie chcę tego komentować w żaden inny sposób – powiedziała w rozmowie z Tennis Australia. Fragment nagrania z wywiadu został też opublikowany w mediach społecznościowych.

     

    To właśnie Sabalenka odebrała Polce prowadzenie w rankingu WTA i śmiało można przypuszczać, że rywalizacja obu pań w 2025 roku zapowiada się pasjonująco. Wielkimi krokami zbliża się pierwszy wielkoszlemowy turniej – Australian Open, który już 12 stycznia wystartuje w Melbourne. Obrończynią tytułu będzie właśnie Sabalenka

     

  • Barcelona zdecydowała ws. przyszłości Lewandowskiego! “Nie ma wątpliwości”

    Barcelona zdecydowała ws. przyszłości Lewandowskiego! “Nie ma wątpliwości”

    Barcelona zdecydowała ws. przyszłości Lewandowskiego! “Nie ma wątpliwości”

     

    Robert Lewandowski osiadł ostatnio na laurach i tak skuteczny już nie jest. Nic więc dziwnego, że zaczęto spekulować nad jego przyszłością. Kiedy FC Barcelona podejmie decyzję w sprawie Polaka? Tego jak na razie nie wiadomo, ale kataloński “Sport” poinformował, kiedy rozpoczną się rozmowy między władzami, a 36-latkiem. Poznaliśmy też warunek, który może być kluczowy dla dalszej przygody piłkarza z drużyną.

     

    23 gole i dwie asysty w 24 meczach – to statystyki Roberta Lewandowskiego. I należy przyznać, że są dość imponujące. Tyle tylko, że w ostatnim czasie Polak wpadł w delikatny kryzys, podobnie zresztą, jak i cała FC Barcelona i do siatki tak regularnie już nie trafia. Media zaczęły więc dywagować na temat przyszłości 36-latka. Sugerowały, że jeśli nie odzyska skuteczności, to latem pożegna się z zespołem. Czy tak faktycznie będzie? Kiedy możemy spodziewać się decyzji?

     

    Robert Lewandowski już wie. Wtedy rozpoczną się rozmowy ws. jego przyszłości. Musi być czujny

    Nad tymi pytaniami pochylił się kataloński “Sport”. Jak ujawnili dziennikarze, rozmowy w sprawie przyszłości Lewandowskiego zostaną podjęte w lutym, a więc po zamknięciu okna transferowego. Wtedy też najprawdopodobniej umowa Polaka zostanie automatycznie przedłużona na kolejny sezon, z racji tego, że rozegra wymaganą liczbę spotkań.

     

    Jednak to, że kontrakt będzie trwał nadal, nie oznacza, że Barcelona zostawi Lewandowskiego. Redakcja podkreśliła, że zbliżające się lato może być idealną okazją, by sprowadzić jego następcę. Mowa o Haalandzie czy Gyokeresie. Co więcej, już za kilka miesięcy klub powinien mieć pieniądze na te transakcje.

     

    Jednak to nie transfery mogą wpłynąć na pozycję napastnika, a… jego dyspozycja. Dziennikarze zauważyli, że od lutego klub będzie bacznie przyglądał się wynikom Lewandowskiego i to one mogą zadecydować o pozostawieniu go w klubie. “Od tego momentu osiągi piłkarza określą decyzję, w której toczy się otwarta wewnętrzna debata” – czytamy.

     

    Jak obecnie wygląda sytuacja Lewandowskiego?

    Mimo wszystko, póki co, w kuluarach panuje optymizm. “Barcelona ma znakomite relacje z agentem Lewandowskiego, Pinim Zahavim i od lutego będą rozmawiać na ten temat. Sam Deco nie ma wątpliwości co do tego, że wyniki Polaka są optymalne i że dobrym rozwiązaniem będzie odnowienie jego umowy na kolejny rok i poczekanie do 2026 roku na znalezienie następcy” – czytamy. Te słowa mogą uspokajać napastnika.

     

    Polak musi się pokazać z jak najlepszej strony, by nie tylko zachować miejsce w klubie, ale i wywalczyć prestiżowe nagrody. Mowa m.in. o tytule króla strzelców La Liga, czy Złotym Bucie, a kto wie, może w perspektywie i o Złotej Piłce.

     

    Kolejny mecz Barcelona i Lewandowski rozegrają 4 stycznia. Rywalem będzie Barbastro. To mecz w ramach 1/16 finału Pucharu Króla. Niewykluczone, że dojdzie w nim do tak wyczekiwanego debiutu Wojciecha Szczęsnego. 

     

  • Iga Świątek trzymała to w tajemnicy. Teraz ujawnia: poważne problemy ze zdrowiem

    Iga Świątek trzymała to w tajemnicy. Teraz ujawnia: poważne problemy ze zdrowiem

    Iga Świątek trzymała to w tajemnicy. Teraz ujawnia: poważne problemy ze zdrowiem

    Miało być gładkie zwycięstwo w półfinale turnieju w Dubaju, a tu nagle szok. Iga Świątek przegrała z Anną Kalinską i odpadła. Teraz na jaw wyszedł znaczący powód, który był trzymany w tajemnicy. — Iga mówiła w trakcie, że jej się ciężko oddycha trochę — mówi Maciej Ryszczuk ze sztabu Polki w najnowszym odcinku serialu “Cztery pory Igi”. A potem diagnoza: covid. — Po meczu czułam się naprawdę dziwnie — dodaje Świątek. Teraz odsłoniła kulisy.

     

    Na platformie Canal+ pojawił się pierwszy odcinek nowego sezonu serialu “Cztery pory Igi”. Pokazuje on, jak wyglądał zeszły sezon w wykonaniu polskiej tenisistki od kulis. Jednym z tematów poruszonych w trakcie odcinku “Zima” był występ na zawodach w Dubaju. W nich nasza rodaczka dotarła do półfinału i w nim poniosła zaskakującą porażkę 4:6, 4:6 z Anną Kalinską.

     

    — Kiedy rozpoczął się mecz z Kalinską, rozmawialiśmy z Maćkiem [Ryszczukiem] i ja powiedziałam do Maćka, że mam takie poczucie, że coś jest inaczej niż zwykle — ujawnia Daria Abramowicz. — To nie jest taki klasyczny poziom stresu, jaki my zazwyczaj obserwujemy u Igi. [Czuliśmy], że jakaś część tego napięcia, co wynikało też z mojej obserwacji, intuicji, znajomości Igi jest inna — dodaje.

     

    Iga Świątek miała kłopoty z oddychaniem. I nagle diagnoza: covid

    Szybko wyszło na jaw, co było przyczyną tego napięcia. — Ten mecz w ogóle był taki dziwny, bo Iga mówiła w trakcie, że jej się ciężko oddycha trochę, ciężko jej się skupić na grze, bo ciężko jej złapać oddech, więc tam były takie ciekawe perturbacje — wyjaśnia wspomniany Ryszczuk. — Generalnie od kilku lat jeżdżę do Dubaju i co roku jestem chora. Niezależnie od tego, co zrobię, czy będę się pilnowała ze wszystkim dosłownie — stwierdza Świątek.

     

    — […] Akurat wiem, że to głupie o tym tak mówić, bo ludzie zaraz powiedzą, że się usprawiedliwiam czy coś, ale po meczu zrobiłam test i miałam covid — dodaje zawodnika. — Ona mi później na stole trochę tam rzęziła, a że zawsze wożę ze sobą test taki podwójny na grypę i covid, więc obstawiałem, że gdzieś może się to zacząć grypowo, ale zrobiliśmy test i wyszedł covid u Igi — przekazuje Ryszczuk. Świątek wyjaśnia także, dlaczego zdecydowała się powiedzieć o tym dopiero po sezonie.

     

    To był sekret. Iga Świątek ujawnia: nie miałam do końca kontaktu ze swoim ciałem

     

    — Nie mówiłam o tym też wtedy, ponieważ trochę czułam, że nierozsądne było to, że dopiero się zbadałam po kilku dniach, ale te czasy, gdy od razu ludzie się badają na covid już troszeczkę przygasły i myślałam, że to zwykłe przeziębienie, ale później po meczu czułam się naprawdę dziwnie. Tak w ogóle w trakcie czułam, jakbym nie miała do końca kontaktu ze swoim ciałem, nogi się mnie w ogóle nie słuchały i nie kontrolowałam czasami w ogóle swoich ruchów — mówi.

     

    Informacja ta była trzymana w sekrecie również po to, aby nie stała się wymówką dla porażki. — Ten czynnik zdrowotny, który się pojawił, spowodował, że spadła jej koncentracja i pewnie w jakimś stopniu wydolność. Pojawiła się odrobina frustracji, bo w sytuacjach, w których normalnie wcześniej dawała sobie świetnie radę, nie była taka skuteczna i stąd pewnie taki wynik. […] Dużo rzeczy trzyma się w tajemnicy. […] Nie staraliśmy się nigdy zrzucać winy na cokolwiek, na jakąś wymówkę. […] Porażkę trzeba umieć wziąć na klatę — podsumował jej były trener Tomasz Wiktorowski.

     

    https://x.com/CANALPLUS_SPORT/status/1871836833103184298

     

    Innymi poruszonymi tematami w trakcie odcinka, była, chociażby porażka w Australian Open, presja związana z byciem pierwszą rakietą świata czy praca nad nowym sposobem serwisów. Następny odcinek ukaże się już w środę 1 stycznia. Aktualnie Świątek przygotowuje się do zawodów United Cup, które rozpoczną się już za kilka dni.

     

  • Nowa dyscyplina na igrzyskach olimpijskich! Ten widok zaskoczy kibiców

    Nowa dyscyplina na igrzyskach olimpijskich! Ten widok zaskoczy kibiców

    Nowa dyscyplina na igrzyskach olimpijskich! Ten widok zaskoczy kibicó

     

    W Polsce dynamicznie rozwija się wioślarstwo morskie, które zadebiutuje na igrzyskach olimpijskich w Los Angeles. Nowa konkurencja, tzw. sprint plażowy, przyciąga uwagę zawodników i kibiców. W 2024 r. odbyły się pierwsze międzynarodowe zawody w tej dyscyplinie. Polska kadra intensywnie przygotowuje się do przyszłych wyzwań.

     

    Sprint plażowy, nowa konkurencja olimpijska, polega na przebiegnięciu kilkudziesięciu metrów po plaży, szybkim wejściu do łodzi, przepłynięciu dystansu z mijaniem boi i powrocie na brzeg. Zawodnicy muszą wysiąść z łodzi i nacisnąć przycisk zatrzymujący stoper. Rywalizacja rozpoczyna się od eliminacji, a następnie przechodzi do systemu pucharowego.

     

    W Los Angeles planowane jest rozdanie trzech kompletów medali w tej dyscyplinie: dla jedynek mężczyzn, kobiet oraz dwójek mieszanych. W tegorocznych mistrzostwach świata w Genui polscy zawodnicy Maria Taczek i Adam Bujnowski zajęli odpowiednio 19. i 31. miejsce. Dwójka mieszana Łukasz Zub i Małgorzata Król dotarła do ćwierćfinału

     

    Polska kadra i przygotowania

    Polska kadra wioślarstwa morskiego intensywnie się rozwija. Prezes Polskiego Związku Towarzystw Wioślarskich, Adam Korol, podkreśla, że istnieje już baza szkoleniowa na Górkach Zachodnich w Gdańsku. Planowane są obozy przygotowawcze w kraju i za granicą. W Wałczu, znanym z zgrupowań wioślarstwa płaskiego, teraz także trenują wioślarze morscy.

     

    Wioślarstwo morskie różni się od tradycyjnego, co podkreśla Korol. “To jest zupełnie inny typ wysiłku, nie ma mowy o tym, aby przygotowywać się równocześnie do startów w obu odmianach wioślarstwa” – tłumaczy. W tej dyscyplinie dochodzą elementy takie jak wsiadanie do łodzi i bieg po plaży.

     

    Przyszłość wioślarstwa morskiego

    Mikołaj Burda, uczestnik pięciu edycji igrzysk olimpijskich, widzi przyszłość w wioślarstwie morskim. “Jest szybkie i widowiskowe. Można je oglądać na plaży i widać w zasadzie wszystko” – ocenia. Jednak podkreśla, że jest to dyscyplina nieprzewidywalna, gdzie warunki mogą zmienić przebieg rywalizacji.

     

    W czerwcu w Gdańsku odbyły się pierwsze w Polsce międzynarodowe zawody w tej dyscyplinie – mistrzostwa Europy. Wzięło w nich udział około 300 zawodników z 22 krajów. Polska dwójka mieszana Zub i Król nie zakwalifikowała się do najlepszej “ósemki”, a Taczek i Bujnowski odpadli wćwierćfinałach.

     

  • Decyzja organizatorów Rajdu Dakar zaskoczyła Polaka. Nowe plany

    Decyzja organizatorów Rajdu Dakar zaskoczyła Polaka. Nowe plany

    Decyzja organizatorów Rajdu Dakar zaskoczyła Polaka. Nowe plan

    W nadchodzącym Rajdzie Dakar, który rozpocznie się 3 stycznia w Arabii Saudyjskiej, zabraknie rywalizacji w kategorii quadów. To decyzja, która zaskoczyła wielu, w tym Kamila Wiśniewskiego, który w 2022 r. zajął trzecie miejsce. Planuje jednak powrócić do Dakaru w przyszłości, startując w pojazdach SSV lub w kategorii Classic z ojcem.

    Quady były częścią Rajdu Dakar od 2009 r., kiedy to rajd przeniósł się do Ameryki Południowej. Polacy odnosili w tej kategorii sukcesy, m.in. Rafał Sonik, który w 2015 r. wygrał, a także Łukasz Łaskawiec, który w 2011 r. zajął trzecie miejsce. Jednak w ostatnich latach popularność quadów spadała, co skłoniło organizatorów do skupienia się na pojazdach SSV.

    Kamil Wiśniewski, mimo że żałuje decyzji o wykluczeniu quadów, planuje swoją przyszłość z pojazdami SSV. W 2023 r. zamierza startować w Pucharze Świata Baja, a w przyszłości ponownie w Dakarze. Wiśniewski podkreśla, że choć pojazdy SSV są droższe, to ich konstrukcja pozwala na samodzielne modyfikacje, co jest dla niego atrakcyjne.

    Nowe plany Wiśniewskiego
    Wiśniewski rozważa również start w kategorii Classic razem z ojcem, który marzy o przejechaniu Dakaru jako zawodnik. Planują zakup Mitsubishi Pajero, które wymaga jedynie kilku przeróbek, aby być gotowym do rajdu. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, mogą wystartować już w 2026 r.

    Wiśniewski, który siedmiokrotnie startował w Dakarze, darzy tę imprezę wielkim sentymentem, choć uważa, że rajd w Arabii Saudyjskiej stracił na uroku w porównaniu do edycji w Ameryce Południowej. Zawodnicy muszą zmagać się z monotonią terenu, co czyni rywalizację mniej atrakcyjną.

    Historia Rajdu Dakar
    Rajd Dakar jest najbardziej rozpoznawalną i najtrudniejszą imprezą off-roadową na świecie. Pierwsza edycja odbyła się w 1978 r., a od 2009 r. rajd przeniósł się do Ameryki Południowej. W 2020 r. rozpoczął się nowy rozdział w Arabii Saudyjskiej. Tegoroczna edycja rozpocznie się prologiem w Biszy i zakończy w Shubaytah, obejmując 7700 km, w tym 5100 km odcinków specjalnych.

     

  • Plebiscyt „PS”. Nominacja w kategorii Drużyna Roku: Enea Siarkopol Tarnobrzeg

    Plebiscyt „PS”. Nominacja w kategorii Drużyna Roku: Enea Siarkopol Tarnobrzeg

    Plebiscyt „PS”. Nominacja w kategorii Drużyna Roku: Enea Siarkopol Tarnobrzeg

    Podczas Gali 4 stycznia wręczymy dodatkowe nagrody w Plebiscycie „Przeglądu Sportowego” na Najlepszego Sportowca Polski 2024 roku w kilku kategoriach. Wśród nich jest Drużyna Roku. Czy zostanie nią jeden z pięciu nominowanych zespołów Enea Siarkopol Tarnobrzeg? Pingpongistki tego klubu w sezonie 2023/24 wygrały Ligę Mistrzów. Okoliczności tego triumfu świadczą, że tarnobrzeżanki dokonały czegoś absolutnie wyjątkowego w skali całej historii tych rozgrywek.

    Gdyby jakiś polski klub osiągał podobne sukcesy w bardziej popularnej dyscyplinie sportu niż tenis stołowy, regularnie gościłby na sportowych czołówkach portali internetowych i wiadomości telewizyjnych. Ale ponieważ nie gości, warto przy tej okazji przypomnieć, że Enea Siarkopol Tarnobrzeg od sezonu 1990/91 włącznie, czyli w ciągu 34 sezonów, 32 razy zdobył mistrzostwo Polski, za każdym razem uczestnicząc też w europejskich rozgrywkach. W 2015 roku wywalczył Puchar ETTU, a w kolejnych sezonach nie schodził poniżej półfinału Ligi Mistrzów. W latach 2022–24 dominacja klubu z Podkarpacia była już jednak niepodważalna. W sezonie 2022/23 tarnobrzeżanki dokonały nawet czegoś totalnie szokującego – wygrały Ligę Mistrzów, we wszystkich dziesięciu spotkaniach triumfując po 3:0!

    Ale w ostatnim roku katastrofa była dosłownie o krok…

    Zmrożeni na Sardynii
    – Początkowo wszystko wyglądało jak zwykle. Łatwo wygraliśmy fazę grupową, a w ćwierćfinale trafiliśmy na najłatwiejszego, wydawałoby się, przeciwnika – włoskie Cagliari. Założeniem była obrona tytułu, zresztą graliśmy w tym samym składzie co w poprzednich rozgrywkach. Tymczasem na początku stycznia z Kataru przyszła fatalna wiadomość – podczas turnieju w Dosze ścięgno Achillesa zerwała nasza liderka, jedna z najlepszych pingpongistek Europy Han Ying. Wiedzieliśmy, że na jej powrót do końca sezonu nie ma żadnych szans – wspomina Zbigniew Nęcek, w tarnobrzeskim klubie człowiek orkiestra, czyli trener, menedżer i prezes w jednym.

    Trzeba w tym miejscu wyjaśnić, że w pingpongowej Lidze Mistrzów, aby zawodniczka mogła wystąpić w półfinale bądź w finale, do fazy ćwierćfinału włącznie musi zaliczyć przynajmniej dwa mecze. Oprócz Niemki Han taki limit wypełniły Rumunka Elizabeta Samara i Monakijka Yang Xiaoxin, a najstarsza w drużynie 46-letnia Portugalka Fu Yu drugi raz zagrała dopiero właśnie w ćwierćfinale. W składzie była jeszcze wprawdzie Natalia Bajor, ale dla niej priorytetem była walka w turniejach o awans z rankingu światowego do igrzysk w Paryżu i tak się złożyło, że w meczach z Cagliari wystąpić nie mogła.

    – Wydawało się, że bez „Hani” obrona tytułu jest niemożliwa. Co gorsza, jej strata podziałała też deprymująco na pozostałe zawodniczki, które straciły pewność siebie, mimo że w skali Europy trójka Samara, Fu i Yang to też ścisła czołówka – opowiada Nęcek.

    Efekt był taki, że włoski zespół wygrał u siebie 3:2, a ten mecz zmroził wszystkich w tarnobrzeskiej ekipie. Po pierwsze, z powodu nieoczekiwanej porażki z niżej notowanym rywalem, a po drugie – w sali w Cagliari było zaledwie 10 stopni Celsjusza…

    Po tym spotkaniu w ekipie doszło do długiej i poważnej rozmowy. – W roli liderki w miejsce Han widziałem naszą „Pchełkę”, czyli Yang Xiaoxin. Powiedziałem jej: „Przecież ty możesz wygrać z każdą rywalką w Europie, a skoro masz obok takie zawodniczki jak Eliza i Fu Yu, nasz zespół może zwyciężyć w każdym meczu!”. Podziałało, bo choć Yang w rewanżu tak jak na Sardynii przegrała z Elizabet Abraamian, to całe spotkanie wygraliśmy 3:2, a w złotym meczu (trzy pojedynki po jednym secie każdy – przyp. red.) zwyciężyliśmy 2:1, przy czym Yang w kluczowym secie wreszcie ograła Rosjankę 11:8, otwierając nam drogę do półfinału – wspomina trener.

    W nim z austriackim Linzem oraz później w finale z francuskim Etivalem cały zespół spisywał się znakomicie. Każda z tej trójki dołożyła do ostatecznego triumfu nie tyle cegiełkę, ile prawdziwą cegłę, bo tak trzeba przecież ocenić zwycięstwa Fu i Yang nad mistrzynią Europy Sofią Polcanovą czy wygraną w rewanżowym finale Samary nad Marie Migot po horrorze 6:5 w piątym secie.

    – Radość po zwycięstwie była ogromna, a uczestniczyła w niej też „Hania”, z którą przy okazji każdego meczu łączyliśmy się przez internet i która przez cały czas bardzo nam pomagała mentalnie i taktycznie. Duży udział w sukcesie jako sparingpartnerka i moja asystentka miała też Kinga Stefańska. W ogóle muszę przyznać, że ten sukces smakował podobnie jak pierwszy, wyrwany Zagrzebiowi w 2019 roku, gdy też wydawało się, że nie damy rady wygrać z chorwackim dream teamem. Tytuły numer dwa i trzy były raczej takie przygotowane i zrealizowane – opowiada Nęcek.

    – Radość po zwycięstwie była ogromna, a uczestniczyła w niej też „Hania”, z którą przy okazji każdego meczu łączyliśmy się przez internet i która przez cały czas bardzo nam pomagała mentalnie i taktycznie. Duży udział w sukcesie jako sparingpartnerka i moja asystentka miała też Kinga Stefańska. W ogóle muszę przyznać, że ten sukces smakował podobnie jak pierwszy, wyrwany Zagrzebiowi w 2019 roku, gdy też wydawało się, że nie damy rady wygrać z chorwackim dream teamem. Tytuły numer dwa i trzy były raczej takie przygotowane i zrealizowane – opowiada Nęcek.

    Zaufanie ważniejsze niż parę euro
    Tarnobrzeski klub jest wyjątkowy nie tylko dlatego, że jako pierwszy w historii wygrał kobiecą Ligę Mistrzów trzy razy z rzędu. Także z tego powodu, że tworzące zespół zawodniczki występują w nim od wielu lat, a w europejskim tenisie stołowym drużyny zmienia się dość często. – W Tarnobrzegu mamy znakomitą atmosferę. My się naprawdę lubimy i szanujemy. Każda z nas gra mnóstwo turniejów na całym świecie, ale kiedy zbliża się mecz Siarkopolu w Champions League, cieszymy się na spotkanie. Razem z innymi zawodniczkami oraz z działaczami klubu wspieramy się i możemy na siebie liczyć. Dla mnie to wzajemne zaufanie jest bardzo ważne, dla innych dziewczyn też. Są rzeczy ważniejsze niż kilka euro więcej na koncie – mówiła w wywiadzie dla „PS” Han Ying, która gra w polskiej drużynie już 13. sezon. Choć „gra” nie jest teraz może najlepszym słowem, bo Niemka ma ostatnio ogromnego pecha. W lipcu… ponownie zerwała ścięgno Achillesa, tyle że w drugiej nodze i wróci do stołu najwcześniej w przyszłym roku, choć niewykluczone, że zdąży jeszcze pomóc Siarkopolowi w Champions League.

    Ósmy sezon w Tarnobrzegu jest Samara, pozostałe pingpongistki mają w Siarkopolu krótszy staż, ale nigdzie się raczej nie wybierają. Trener Nęcek też nie zamierza się ich pozbywać.

    – Eliza bardzo identyfikuje się z drużyną i nie wyobraża sobie gry gdzie indziej. Do Fu Yu wyciągnęliśmy kilka lat temu pomocną dłoń w trudnym dla niej momencie kariery i ona to bardzo docenia, przyjeżdża zawsze, kiedy jej potrzebujemy. Jesteśmy tak umówieni, że dopóki chce grać i będzie czuła się dobrze, zostanie. Yang z kolei jest teraz w ciąży, ale już mi przypomina, żebym o niej pamiętał w kontekście następnego sezonu, bo ona chce jak najszybciej wrócić do rywalizacji na wysokim poziomie – mówi trener Nęcek.

    Mając taki zespół, nie trzeba myśleć o żadnej przebudowie, choć warto zawsze mieć jakiegoś azjatyckiego asa w rękawie. Takim jest w tym sezonie Japonka Satsuki Odo, obecnie ósma rakieta świata, która niebawem zadebiutuje w barwach Tarnobrzega. Zresztą musi, żeby wyrobić limit i ewentualnie pomóc później w półfinale czy finale. Na razie prawo gry mają tylko Samara, Fu i Bajor, ale Polka spisuje się na razie przeciętnie.

    Ósmy sezon w Tarnobrzegu jest Samara, pozostałe pingpongistki mają w Siarkopolu krótszy staż, ale nigdzie się raczej nie wybierają. Trener Nęcek też nie zamierza się ich pozbywać.

    – Eliza bardzo identyfikuje się z drużyną i nie wyobraża sobie gry gdzie indziej. Do Fu Yu wyciągnęliśmy kilka lat temu pomocną dłoń w trudnym dla niej momencie kariery i ona to bardzo docenia, przyjeżdża zawsze, kiedy jej potrzebujemy. Jesteśmy tak umówieni, że dopóki chce grać i będzie czuła się dobrze, zostanie. Yang z kolei jest teraz w ciąży, ale już mi przypomina, żebym o niej pamiętał w kontekście następnego sezonu, bo ona chce jak najszybciej wrócić do rywalizacji na wysokim poziomie – mówi trener Nęcek.

    Mając taki zespół, nie trzeba myśleć o żadnej przebudowie, choć warto zawsze mieć jakiegoś azjatyckiego asa w rękawie. Takim jest w tym sezonie Japonka Satsuki Odo, obecnie ósma rakieta świata, która niebawem zadebiutuje w barwach Tarnobrzega. Zresztą musi, żeby wyrobić limit i ewentualnie pomóc później w półfinale czy finale. Na razie prawo gry mają tylko Samara, Fu i Bajor, ale Polka spisuje się na razie przeciętnie.

    Takie są realia
    Skoro jesteśmy przy Polce… Nęcek przyznaje, że marzył kiedyś o europejskich sukcesach ze składem opartym na krajowych pingpongistkach. To wydawało się nawet możliwe, gdy przez kilkanaście lat w Siarkopolu grała znakomita, mająca polskie obywatelstwo Li Qian (w tym sezonie w Tarnobrzegu uroczyście podziękowano za te wszystkie sezony „Małej”, która po zakończeniu kariery wróciła do Chin), ale… – W pewnym momencie zorientowałem się, że wygrywanie Champions League głównie polskim składem jest nierealne. Wszystkie kluby mają międzynarodowe ekipy z Chinkami posiadającymi różne paszporty. A jeśli któryś zespół ma rodzime zawodniczki, to z wyjątkiem Berlina najczęściej są to pingpongistki znacznie słabsze od reszty, ewentualnie cała drużyna nie ma szansy na awans do finału czy nawet półfinału Champions League. Takie są realia – przyznaje Nęcek.

    69-latek, który pracuje w Tarnobrzegu w różnych rolach nieprzerwanie od 1987 roku i stworzył potęgę tego klubu, nie zamierza odpuszczać. – Nie czuję się wypalony i planuję nadal dbać o drużynę oraz klub, choć sprawy ligi krajowej powierzyłem już Kindze Stefańskiej. Sponsorzy są, urzędy miasta i województwa pomagają, zespół na wysokim poziomie jest. Wiadomo, że nigdy nie będziemy tak popularni jak przedstawiciele sportów zespołowych, ale na swoje możliwości jesteśmy solidni i stabilni. Gramy w czubie Ligi Mistrzów, seryjnie wygrywamy mistrzostwo Polski, organizujemy wiele różnego rodzaju imprez, jak mistrzostwa Polski dziennikarzy, turnieje mikołajkowe, ferie z rakietką. W tym sezonie też jesteśmy na dobrej drodze do sukcesów w Champions League, awans z grupy już mamy, czekamy na ćwierćfinał – wylicza Nęcek.

    W tym sezonie najsilniejsze składy mają Siarkopol i Berlin Eastside. Oba zespoły mogą na siebie wpaść już w półfinale. A to będzie okazja do kolejnego historycznego osiągnięcia. Na razie bowiem tylko niemiecki i polski klub wygrywały Ligę Mistrzów po cztery razy. Kto pierwszy zwycięży po raz piąty? Nęcek tylko się uśmiecha: – Mam nadzieję, że puchar za Champions League znów zostanie w Polsce!

    była reprezentantka Polski

    Pieniądze to nie wszystko

    Podwójnie się cieszę z tej nominacji dla klubu z Tarnobrzega – po pierwsze, że został zauważony tenis stołowy, a po drugie, że ten zaszczyt dotyczy drużyny kobiecej, w której miałam przyjemność rozegrać dwa sezony. To zdecydowanie najlepszy polski klub pingpongowy wszech czasów, nikt inny nie odniósł tylu sukcesów. Wiadomo, że do utrzymania takiej ekipy – bo w Siarkopolu naprawdę gra absolutna europejska czołówka – potrzebne są odpowiednie pieniądze, ale pieniądze to nie wszystko. W ciągu minionej dekady było przynajmniej kilka bogatszych drużyn, a jednak albo nie przetrwały dłużej niż dwa–trzy sezony, albo mimo dużych nakładów nie odnoszą takich sukcesów jak polska ekipa. Częścią fenomenu tej drużyny jest panująca tam atmosfera. Taka zawodniczka jak Han Ying miała parę lepszych finansowo ofert, a jednak występuje w Tarnobrzegu nieprzerwanie od 2012 roku! Te dziewczyny się po prostu lubią i szanują nawzajem, dlatego skład Siarkopolu ulega od dawna niewielkim tylko zmianom. Nie do przecenienia jest w tym wszystkim rola trenera i menedżera Zbigniewa Nęcka, który bardzo dba o cały zespół i o każdą zawodniczkę z osobna. One to na pewno doceniają. Mam nadzieję, że era sukcesów Tarnobrzega nieprędko się skończy, a w tym sezonie znów będziemy się cieszyć z wygrania przez nasz zespół Ligi Mistrzów!

    LIGA MISTRZYŃ 2023/24, GRUPA A

    Enea Siarkopol Tarnobrzeg – Joue Les Tours 3:0. Han Ying – Li He 3:1 (5:11, 11:4, 11:5, 11:3), Yang Xiaoxin – Audrey Zarif 3:2 (7:11, 9:11, 11:2, 11:5, 11:5), Elizabeta Samara – Nolwenn Fort 3:2 (14:12, 4:11, 11:6, 12:14, 6:3).

    Enea Siarkopol Tarnobrzeg – TTC Novi Sad 3:1. Han Ying – Aneta Maksuti 3:0 (11:6, 11:8, 11:4), Yang Xiaoxin – Reka Bezeg 3:0 (11:3, 11:5, 11:3), Fu Yu – Tijana Jokić 1:3 (11:5, 7:11, 9:11, 7:11), Han Ying – Reka Bezeg 3:0 (11:3, 11:1, 11:2).

    Joue Les Tours – Enea Siarkopol Tarnobrzeg 0:3. Audrey Zarif – Han Ying 0:3 (4:11, 4:11, 4:11), Li He – Yang Xiaoxin 2:3 (8:11, 15:13, 6:11, 11:9, 4:6), Nolwenn Fort – Elizabeta Samara 1:3 (4:11, 5:11, 11:8, 6:11).

    TTC Novi Sad – Enea Siarkopol Tarnobrzeg 0:3. Rui Qixia – Yang Xiaoxin 0:3 (7:11, 6:11, 5:11), Aneta Maksuti – Han Ying 1:3 (11:9, 9:11, 8:11, 8:11), Tijana Jokić – Elizabeta Samara 0:3 (10:12, 6:11, 11:13).

    Drużyna M Pkt Mpkt

    1. ENEA SIARKOPOL 4 8 12:1

    2. TTC Novi Sad 4 6 7:9

    3. Joue Les Tours 4 4 3:12

    ĆWIERĆFINAŁ

    1. mecz: ASD Quattro Mori Cagliari – Enea Siarkopol Tarnobrzeg 3:2. Elizabet Abraamian – Fu Yu 3:0 (11:9, 11:9, 11:5), Tania Plaian – Yang Xiaoxin 0:3 (9:11, 6:11, 6:11), Arianna Barani – Elizabeta Samara 0:3 (4:11, 2:11, 8:11), Elizabet Abraamian – Yang Xiaoxin 3:2 (11:13, 11:7, 11:7, 2:11, 6:5), Tania Plaian – Fu Yu 3:1 (6:11, 14:12, 11:4, 11:8).

    Rewanż: Enea Siarkopol Tarnobrzeg – ASD Quattro Mori Cagliari 3:2. Yang Xiaoxin – Tania Plaian 3:0 (11:4, 11:7, 11:8), Elizabeta Samara – Elizabet Abraamian 0:3 (10:12, 5:11, 4:11), Fu Yu – Arianna Barani 3:1 (11:6, 11:5, 9:11, 11:4), Yang Xiaoxin – Elizabet Abraamian 1:3 (13:15, 11:5, 7:11, 11:13), Elizabeta Samara – Tania Plaian 3:1 (11:4, 9:11, 11:9, 14:12); złoty mecz 2:1: Samara – Plaian 8:11, Yang – Abraamian 11:8, Fu – Barani 11:4.

    PÓŁFINAŁ

    1. mecz: Linz AG Froschberg – Enea Siarkopol Tarnobrzeg 0:3. Sofia Polcanova – Fu Yu 0:3 (7:11, 8:11, 8:11), Ivana Malobabić – Yang Xiaoxin 0:3 (3:11, 4:11, 4:11), Suthasini Sawettabut – Elizabeta Samara 2:3 (13:11, 8:11, 7:11, 11:6, 5:6).

    Rewanż: Enea Siarkopol Tarnobrzeg – Linz AG Froschberg 3:2. Yang Xiaoxin – Sofia Polcanova 3:2 (13:11, 13:11, 8:11, 8:11, 6:4), Fu Yu – Suthasini Sawettabut 2:3 (9:11, 11:4, 11:5, 8:11, 3:6), Elizabeta Samara – Anastasia Sterner 3:1 (9:11, 11:4, 11:8, 11:7), Yang Xiaoxin – Suthasini Sawettabut 2:3 (5:11, 9:11, 11:8, 11:7, 4:6), Fu Yu – Andrea Pavlović 3:0 (11:8, 11:5, 11:7).

    FINAŁ

    1. MECZ: TT ETIVAL CLAIREFONTAINE – ENEA SIARKOPOL TARNOBRZEG 2:3. Shao Jieni – Fu Yu 1:3 (8:11, 9:11, 11:6, 9:11), Camelia Iacob – Yang Xiaoxin 0:3 (8:11, 4:11, 11:13), Marie Migot – Elizabeta Samara 3:2 (11:8, 12:14, 11:8, 5:11, 6:2), Shao Jieni – Yang Xiaoxin 3:2 (3:11, 11:6, 4:11, 12:10, 6:5), Camelia Iacob – Fu Yu 0:3 (4:11, 13:15, 5:11).

    REWANŻ: ENEA SIARKOPOL TARNOBRZEG – TT ETIVAL CLAIREFONTAINE 3:1. Yang Xiaoxin – Camelia Iacob 3:0 (11:5, 11:9, 11:7), Fu Yu – Shao Jieni 1:3 (14:12, 8:11, 9:11, 7:11), Elizabeta Samara – Marie Migot 3:2 (11:7, 11:8, 9:11, 6:11, 6:5), Yang Xiaoxin – Shao Jieni 3:0 (11:9, 11:4, 11:8).

    HAN YING

    Kraj Niemcy

    Rok urodzenia 1983

    W Tarnobrzegu od 2012

    Bilans w LM 2023/24 5:0 (15:2)*

    Miejsce w rankingu ITTF 94

    FU YU

    Kraj Portugalia

    Rok urodzenia 1978

    W Tarnobrzegu od 2021

    Bilans w LM 2023/24 5:5 (20:17)

    Miejsce w rankingu ITTF 68

    YANG XIAOXIN

    Kraj Monako

    Rok urodzenia 1988

    W Tarnobrzegu od 2022

    Bilans w LM 2023/24 11:4 (40:18)

    Miejsce w rankingu ITTF 28

    28

    ELIZABETA SAMARA

    Kraj Rumunia

    Rok urodzenia 1989

    W Tarnobrzegu od 2017

    Bilans w LM 2023/24 8:2 (26:15)

    Miejsce w rankingu ITTF 51

    *pojedynki (sety)