Category: Disclaimer

  • Gorąco w polskiej kadrze. Przyszła odpowiedź na słowa Zniszczoła. “Nie powinny paść”

    Gorąco w polskiej kadrze. Przyszła odpowiedź na słowa Zniszczoła. “Nie powinny paść”

    Gorąco w polskiej kadrze. Przyszła odpowiedź na słowa Zniszczoła. “Nie powinny paść”

    Aleksander Zniszczoł pierwszy konkurs Turnieju Czterech Skoczni w sezonie 2024/2025 zakończył na 36. miejscu. W przerwie między seriami stanął przed kamerami Eurosportu i wypowiedział kilka mocnych słów, które nie bezpośrednio uderzyły w trenera Thomasa Thurnbichlera. Na zarzuty skoczka odpowiedział Rafał Kot. – Zacznijmy od tego, że zawodnicy są od skakania – oburzył się w rozmowie z WP SportoweFakty.

     

    Reprezentacja Polski skoczków w tym sezonie wykonała bardzo niewielki progres w stosunku do tego, co oglądaliśmy w poprzednim sezonie. Lepiej z pewnością wygląda Paweł Wąsek, który wykonuje pewien krok do przodu w swojej karierze, który w przeszłości zrobił też Kamil Stoch, na którym Wąsek się wzoruje. Pewne oznaki dobrego skakania pokazali też Piotr Żyła, Aleksander Zniszczoł i Jakub Wolny. Problem jednak w tym, że były to jedynie przebłyski.

     

    Po pierwszym konkursie tegorocznego Turnieju Czterech Skoczni panuje jednak wielkie rozczarowanie i frustracja, nawet mimo tego, że Wąsek zaliczył najlepszy wynik w sezonie. Mocne słowa padły przed kamerami Eurosportu z ust Zniszczoła, który nie wszedł do drugiej serii. – Faktycznie jest może za dużo takiego szukania, a tu to, a tu to. Jak wejdę na skocznię i skoczę pierwszy skok dobrze, to kontynuujmy zamiast “ale zrób to tak” – ocenił. Kot odpowiada na słowa Zniszczoła. Bez najmniejszej litościNa słowa swojego skoczka odpowiedział trener Thomas Thurnbichler. – Wszyscy skakali za sztywno, nie tak jak zazwyczaj. Piotrek i Olek dodatkowo oddali swoje próby w trudniejszych warunkach. Popełnili błędy, które nie tylko im się przytrafiły. Jeżeli zawodnik nie jest zrelaksowany, to my niewiele możemy zrobić. My dajemy sugestie, ale to oni muszą wykonać pracę i oddać skok – stwierdził trener naszych skoczków. Do tego małego konfliktu wkroczył także Rafał Kot.

     

    – Nie ma tematu zwolnienia Thurnbichlera w trakcie tego sezonu. Nikt się nad tym nie zastanawia. Ufamy mu. Ma do dyspozycji zawodników w takiej, a nie innej formie. Nasz sztab szkoleniowy nie składa się z ludzi z pierwszej lepszej łapanki. Optymizmem na pewno napawa postawa Pawła Wąska. Gdyby nie jego dobry występ, pewnie niepokoilibyśmy się bardziej. Skoro jednak Paweł jest w stanie się rozwijać, a inni nie, to daje do myślenia – stwierdził stanowczo w rozmowie z “WP SportoweFakty”.Bardzo stanowczo stwierdził, że Thurnbichler zdaje się mieć rację. – Zacznijmy od tego, że zawodnicy są od skakania. Takie słowa w ogóle nie powinny paść. Jeśli Olek miał jakieś uwagi, powinien wyjaśnić wszystko poza kamerami. Thurnbichler nie jest cudotwórcą. Nie ubierze nart i nie skoczy za zawodników. Nie mamy żadnych sygnałów, które mogłyby sugerować, że skoczkowie nie ufają Thurnbichlerowi – podkreślił członek zarządu Polskiego Związku Narciarskiego. Szansa na poprawę już 31 grudnia. Na ten dzień zaplanowano treningi i kwalifikacje do noworocznego konkursu w Ga-Pa. 

  • Nokaut w starciu Igi Świątek na United Cup. 6:1, 6:0, koniec po 62 minutach

    Nokaut w starciu Igi Świątek na United Cup. 6:1, 6:0, koniec po 62 minutach

    Nokaut w starciu Igi Świątek na United Cup. 6:1, 6:0, koniec po 62 minutach

     

    Końcowe odliczanie dobiegło końca. Iga Świątek oficjalnie zainaugurowała swoje występy w sezonie 2025. Pierwszą rywalką Polki w nowym cyklu zmagań okazała się notowana na 404. miejscu w rankingu Malene Helgo. Polka była wyraźną faworytką starcia i wywiązała się z tej roli doskonale. Kontrolowała przebieg meczu od pierwszej do ostatniej piłki. Zwyciężyła 6:1, 6:0 w zaledwie 62 minutt. Dzięki temu nasza reprezentacja prowadzi 1-0 w starciu z ekipą Norwegii.

     

    Już trzeci sezon z rzędu Iga Świątek rozpoczyna swoje starty od udziału w drużynowych rozgrywkach United Cup. Podczas pierwszej edycji zmagań reprezentacja Polski z raszynianką w składzie zatrzymała się na półfinale. Rok temu było jeszcze lepiej, bowiem nasza ekipa dotarła do finału. I otarła się o tytuł, bowiem Hubert Hurkacz miał dwie piłki mistrzowskie na wagę końcowego trofeum. Teraz drużyna dowodzona przez kapitana Mateusza Terczyńskiego postara się o spuentowanie powiedzenia “do trzech razy sztuka”.

     

    Polacy trafili do grupy B, razem z Czechami i Norwegią. Najpierw przyszło nam rywalizować ze Skandynawami, którzy ulegli naszym południowym sąsiadom 1-2 w pierwszej kolejce zmagań w grupie B. To od razu stanowiło dla nas pewien punkt odniesienia, bowiem do ćwierćfinału wychodzą tylko zwycięzcy grup oraz najlepsza ekipa z drugiego miejsca w danym mieście.Na starcie batalii z Norwegami nasza kadra posiadała ogromny atut w postaci Igi Świątek. Raszynianka otwierała sezon od potyczki z notowaną na 404. miejscu w rankingu Malene Helgo. Norweżka to zawodniczka, która rywalizuje z innymi naszymi reprezentantkami, ale na poziomie ITF. Dwa i pół miesiąca temu przegrała z Moniką Stankiewicz. Tenisistka ze Skandynawii potrafi się mobilizować na drużynowe rozgrywki, ale jej niedzielne starcie z Karoliną Muchovą pokazało, że brakuje tej tenisistce regularności w uderzeniach na dłuższą metę. Szykowało się zatem spokojne otwarcie sezonu dla wiceliderki rankingu WTA.

     

    Udany początek sezonu 2025 dla Igi Świątek. Pewne zwycięstwo w starciu z Malene HelgoIga rozpoczęła mecz w piorunującym stylu, jakby chcąc od razu pokazać różnicę między nią a 404. rakietą kobiecego zestawienia. Wygrała na starcie aż dziewięć akcji z rzędu. Tę świetną serię przerwała tak naprawdę sama, poprzez popełnienie podwójnego błędu. Nie przeszkodziło to jednak w podwyższeniu prowadzenia w pierwszym secie na 3:0. Wówczas Helgo zdołała wywalczyć premierowe “oczko” w tym pojedynku, utrzymując swoje podanie. Po chwili to samo uczyniła Świątek, triumfując do zera. Zrobiło się już 4:1 na tablicy wyników.

     

    Przewaga po stronie raszynianki była niepodważalna. Malene łapała się na grę tylko w pojedynczych akcjach. Z kolei u wiceliderki rankingu bardzo dobrze wyglądały uderzenia z forehandu, nieźle funkcjonował także serwis. Norweżka nie zdołała już ugrać kolejnego gema w premierowej odsłonie meczu. Polka wygrała ją 6:1 w zaledwie 24 minuty i przy okazji otworzyła swoją piekarnię w nowym sezonie.

     

    Raszynianka budowała swoją przewagę także od początku drugiej partii. Ciekawa rywalizacja zawiązała się w trzecim gemie. Początkowo wszystko wskazywało na to, że zostanie on gładko wygrany przez Igę. Nasza tenisistka prowadziła 40-0 przy podaniu przeciwniczki. Helgo się nie poddawała i miała w pewnym momencie nawet dwie okazje na pierwsze “oczko”. Ostatecznie za siódmym break pointem doszło jednak do przełamania na korzyść wielokrotnej triumfatorki Roland Garros.W następnym gemie pojawiło się trochę kłopotów, gdyż pierwsze dwa punkty powędrowały na konto Helgo, ale nawet taki fakt nie stanowił problemu dla naszej tenisistki. Świątek potrafiła wybrnąć z tej niekorzystnej sytuacji dobrym serwowaniem. 23-latka utrzymała koncentrację do samego końca. Ostatecznie triumfowała 6:1, 6:0 po 62 minutach gry. Swoim zwycięstwem wyprowadziła reprezentację Polski na prowadzenie w starciu z Norwegią.

     

    Mecz Polska – Norwegia w fazie grupowej United Cup:Iga Świątek – Malene Helgo 6:1, 6:0Hubert Hurkacz – Casper RuudIga Świątek/Hubert Hurkacz – Ulrikke Eikeri/Capser Ruudstan rywalizacji: 1-0 dla PolskiDokładny zapis relacji z meczu Iga Świątek – Malene Helgo jest dostępny TUTAJ. Transmisje z United Cup dostępne wyłącznie na sportowych antenach Polsatu.

     

  • Lewandowski skreślony w Barcelonie. Głośne rozstanie już teraz, ujawnili plany klubu

    Lewandowski skreślony w Barcelonie. Głośne rozstanie już teraz, ujawnili plany klubu

    Lewandowski skreślony w Barcelonie. Głośne rozstanie już teraz, ujawnili plany klubu

    Robert Lewandowski ostatnich tygodni nie może zaliczyć do udanych. Wróciły demony z początku 2024 roku, gdy polski napastnik seryjnie marnował kolejne okazje na zdobycie bramki i był mocno krytykowany za swoją boiskową postawę. Mimo wszystko wiadomości podane przez hiszpańskiego dziennikarza, Davida Bernabeu są i tak sensacyjne. Ujawnił bowiem, że dla niektórych działaczy w Barcelonie Lewandowski jest skreślony i chcą się z nim rozstać po zakończeniu tego sezonu.

     

    Robert Lewandowski w nowy sezon wszedł znakomicie. Nie spodziewano się, że kapitan reprezentacji Polski zdoła jeszcze raz wznieść się na swój najwyższy poziom i będzie strzelał gola za golem. Po przyjściu Hansiego Flicka napastnik zdecydowanie odżył i był wiodącą postacią FC Barcelona, która zwłaszcza w pierwszych miesiącach trwającego sezonu grała, jak z nut. Lewandowski szybko wypracował przewagę w klasyfikacji strzelców.

     

    I to w dużej mierze dzięki niemu Blaugrana wygrywała mecz za meczem i przez długi czas była liderem ligi hiszpańskiej. Problemy Lewandowskiego zaczęły pojawiać się wówczas, gdy i cały zespół zaczął grać zdecydowanie gorzej. W listopadzie i grudniu Barcelona zdołała wygrać tylko jedno ligowe spotkanie, a przegrywała z niżej notowanymi rywalami i przede wszystkim skuteczność pod bramką przeciwników stanowiła problem.

     

    Lewandowski już po tym sezonie odejdzie z Barcelony? Sensacyjne wieściNie brakowało również sytuacji, w których to Lewandowski seryjnie marnował kolejne sytuacje. Przede wszystkim w meczu z Leganes i Atletico Madryt Polak nie strzelał w wydawałoby się stuprocentowych okazjach, za co zbierał coraz większą krytykę. Hiszpańscy dziennikarze coraz częściej zauważali, że forma Lewandowskiego gdzieś się zgubiła i wróciły demony przyszłości. Jednak informacje podane przez Davida Bernabeu zaskakują.

     

    W programie “Sportu” dziennikarz wyznał, że Polak wśród niektórych działaczy Barcelony jest już skreślony i chcieliby przekonać zawodnika, żeby odszedł już latem. “Jeśli wziąć pod uwagę ostatnie miesiące, to miał bardzo dobry okres. 24 mecze i 23 gole. Ale w ośmiu ostatnich meczach zdobył dwie bramki. Ma świetne momenty, ale i takie, w których widać, że nie jest już 28-letnim Lewandowskim” – zaznaczył Bernabeu.

     

    Są głosy w klubie, które pochodzą nie od Deco, czy Hansiego Flicka, ale od ważnych osób, które uważają, że najlepszą opcją dla Barcelony byłoby osiągnięcie porozumienia z Lewandowskim, aby nie było go tutaj w przyszłym sezonie

     

    “Chcą obejść się bez Lewandowskiego. Spróbować podpisać kontrakt z innym napastnikiem, a potem zobaczyć, jak wygląda kwestia finansowego fair play. Trochę tak, jak wtedy, gdy wiedzieliśmy, że Xavi wystawia Polaka na sprzedaż” – zakończył Bernabeu. W programie pojawiły się jednak głosy, że to nie Lewandowski jest problemem, a brak jego zmiennika. Warto przypomnieć, że kontrakt Polaka wygasa w czerwcu 2025 roku, ale jest w nim klauzula, że umowa przedłuży się automatycznie, gdy zawodnik rozegra ponad 55 proc. spotkań w trwającym sezonie.

     

  • Ależ “bomba” na koniec roku. Wpadła w ranking, rozdzieliła Świątek i SabalenkęOprac.

    Ależ “bomba” na koniec roku. Wpadła w ranking, rozdzieliła Świątek i SabalenkęOprac.

    Ależ “bomba” na koniec roku. Wpadła w ranking, rozdzieliła Świątek i SabalenkęOprac

    Sympatycy tenisa uwielbiają takie historie. Dwie wielkie rywalki i nagle… znienacka ta trzecia. Tym razem w tę rolę wciela się Sonay Kartal. Jak informuje serwis ubitennis.com, 23-letnia Brytyjka jest wiceliderką rankingu, który uwzględnia procent wygranych meczów w minionym sezonie. W przygotowanym zestawieniu ustępuje Idze Świątek, ale wyprzedziła pierwszą rakietę świata Arynę Sabalenkę.

    Opublikowany ranking różni się od oficjalnych rejestrów WTA. Uwzględnia bowiem nie tylko turnieje najwyższej rangi (od WTA 250 wzwyż), ale również WTA 125, a także rywalizację pod szyldem ITF i gry kwalifikacyjne. Wliczane są także mecze rozgrywane w Billie Jean King Cup. Bezkonkurencyjna po raz kolejny okazała się Iga Świątek. W 2024 roku rozegrała 73 mecze i 64 razy schodziła z kortu jako zwyciężczyni. Poległa tylko dziewięć razy, co daje jej procent wygranych na poziomie 87,7 proc.

    Świątek znów najlepsza. W tym roku nikt nie wygrywał na światowych kortach tak częstoPolka ponownie może poszczycić się największą liczbą zwycięskich spotkań spośród 100 najlepszych tenisistek globu. Zapracowała na taki dorobek, mimo że jesienią przez ponad dwa miesiące była wyłączona z gry. Było to pokłosie wykrycia w jej organizmie zakazanej substancji – jak się okazało, niezażytej intencjonalnie.  Co najciekawsze, tuż za raszynianką w analizowanym rankingu plasuje się… Brytyjka Sonay Kartal. Również przegrywała tylko dziewięciokrotnie, ale legitymuje się mniejszą liczbą zwycięstw – ma ich na koncie 53. To oznacza 85,5 proc. wygranych konfrontacji.

    W zakończonym sezonie Białorusinka sięgnęła jednak po dwa tytuły wielkoszlemowe i dwukrotnie triumfowała w turniejach WTA 1000. To pozwoliło jej w październiku strącić Polkę z samego szczytu światowego rankingu. Po raz pierwszy w karierze kończy rok jako numer jeden w kobiecym tenisie

  • Nie do wiary! 52-letni Noriaki Kasai wyprzedził… wszystkich Polaków! To kompromitacja

    Nie do wiary! 52-letni Noriaki Kasai wyprzedził… wszystkich Polaków! To kompromitacja

    Nie do wiary! 52-letni Noriaki Kasai wyprzedził… wszystkich Polaków! To kompromitacja

    W ten wynik aż trudno uwierzyć. Podczas piątkowego konkursu Pucharu Kontynentalnego w szwajcarskim Engelbergu wystąpił 52-letni Noriaki Kasai, legenda skoków narciarskich. I… poradził sobie wyśmienicie, zajmując 14. miejsce i zdobywając awans do drugiej serii. Mało tego — jego skok pozwolił mu na wyprzedzenie wszystkich Polaków!

     

    Pomimo swojego wieku 52-letni Noriaki Kasai ani myśli o pożegnaniu ze skokami narciarskimi. Legendarny japoński skoczek, który zaczynał występy w Pucharze Świata jeszcze w latach 80., nie zamierza zaprzestać występów w międzynarodowej rywalizacji. Teraz wystartował w konkursie Pucharu Kontynentalnego i… pewnie dostał się do drugiej serii.

     

    A to nie koniec. 52-letni sportowiec zajął 14. miejsce, co z pewnością daje mu powody do zadowolenia. Prowadził Niemiec Felix Hoffmann, a po pierwszej serii na podium byli także Austriak Clemens Aigner i Japończyk Junshiro Kobayashi. A Kasai wyprzedził… każdego z Polaków!

     

    Noriaki Kasai wyprzedził Polaków

    Dopiero 20. miejsce zajął Klemens Joniak, 21. był Tymoteusz Amilkiewicz. 24. pozycję zajął Kacper Juroszek, a 26. był Maciej Kot. Czwórka Polaków wywalczyła awans do drugiej serii za plecami Kasaiego, a dalszej kwalifikacji nie uzyskali Szymon Byrski i Andrzej Stękała.

     

    Zmagania Pucharu Kontynentalnego to zawody niższego szczebla od Pucharu Świata. Przypomnijmy, że już w sobotę startuje rywalizacja w Turnieju Czterech Skoczni, która trwać będzie przez najbliższe kilkanaście dni.

     

  • Polak zadebiutował w Premier League, przegrał, ale został “bohaterem”. “Doskonały”

    Polak zadebiutował w Premier League, przegrał, ale został “bohaterem”. “Doskonały”

    Polak zadebiutował w Premier League, przegrał, ale został “bohaterem”. “Doskonały”

    Jakub Stolarczyk w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia dostał kompletnie nieoczekiwany prezent od losu. Polak bowiem zadebiutował w Premier League i zagrał przeciwko Liverpoolowi na Anfield, a więc jednej z najbardziej ikonicznych aren światowej piłki. Leicester City z Polakiem w bramce przegrało 1:3, ale sam Stolarczyk zdecydowanie nie zawiódł. – Nie mógł zagrać lepiej – stwierdził trener Ruud van Nistelrooy, cytowany przez “leicestermercury.com”.

     

    Jakub Stolarczyk w Polsce uznawany był od zawsze za spory bramkarski talent. W związku z tym już w wieku 17 lat Polak opuścił nasz kraj. W lutym 2017 roku dorastający golkiper zamienił Piast Chęciny na angielskie Leicester City. Oczywiście wówczas była to ekipa młodzieżowa, ale Stolarczyk widział przed sobą perspektywę debiutu w pierwszym zespole. Do tego doszło w rozgrywkach EFL Cup, gdzie w sierpniu zagrał przeciwko Burton Albion, a chwilę później dostał także szansę w rozgrywkach Championship.

     

    Nie pomógł udany debiut Polaka. Lider powiększa przewagę na AnfieldWraz z awansem Leicester City do Premier League wychowanek Piasta Chęciny z pewnością marzył o tym, aby zadebiutować w tych rozgrywkach. To marzenie spełnił dość szybko. Już w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia bowiem dostał szansę od Ruuda van Nistelrooy’a. Stolarczyk stanął między słupkami “Lisów” w meczu 18. kolejki Premier League z Liverpoolem na Anfield. Jego zespół przegrał 1:3, ale sam Stolarczyk zapisał na swoim koncie bardzo dobry występ. Stolarczyk zachwycił w debiucie. Takie słowa od legendy”To nie był wynik, którego wszyscy chcieliśmy, ale uczucie debiutu w Premier League, było czymś wyjątkowym. Marzenie się spełniło, teraz czekamy na kolejny mecz” – napisał na swoim Twitterze 24-letni bramkarz, który niespodziewanie wskoczył między słupki. Najważniejsza dla niego z pewnością jest ocena trenera, a ten rozpływa się w zachwytach nad Polakiem.

     

    – To, co dziś zrobił Jakub, było doskonałe. Nie mógł zagrać lepiej. Obrony, które zaliczył to pierwsza rzecz, na którą patrzysz. Ale ja dostrzegam też jego spokój i opanowanie przy interwencjach. To młody i utalentowany bramkarz – ocenił szkoleniowiec, cytowany przez “leicestermercury.com”.

     

    – Zadebiutował w Premier League na Anfield. Jeśli potrafi zaprezentować się w ten sposób, to wielkie uznanie dla niego. Chcę dać mu tyle czasu, ile potrzebuje, ponieważ potrzebujemy w pełni sprawnego Madsa (Hermansena, pierwszego bramkarza przyp. red.), aby pomógł tej drużynie – dodał. Duńczyk walczy aktualnie z kontuzją pachwiny, w związku z czym data jego powrotu pozostaje niewiadomą. Kolejny mecz Leicester rozegra 29 grudnia. Przed własnymi kibicami zmierzy się z… Manchesterem City. Być może to będzie kolejna wielka szansa dla Stolarczyka. 

  • Niespodziewany problem przed meczem Igi Świątek. Zapadnie trudna decyzja

    Niespodziewany problem przed meczem Igi Świątek. Zapadnie trudna decyzja

    Niespodziewany problem przed meczem Igi Świątek. Zapadnie trudna decyzja

    W przypadku singla nie będzie żadnych wątpliwości. Tu Polskę reprezentować będą Iga Świątek i Hubert Hurkacz. Ale mikst jest już jedną wielką niewiadomą. Wiceliderka rankingu z pewnością zagra w razie konieczności, ale jej partner na korcie w United Cup nie jest jeszcze znany. Kapitan polskiej kadry Mateusz Terczyński stanie przed trudną decyzją. W grze jest jeszcze jedno nazwisko, które może skorzystać na ewentualnych kłopotach Hurkacza.

     

    — To trudne pytanie — odpowiedziała Iga Świątek na piątkowej konferencji prasowej. Polka została zapytana o nadchodzącą grę w mikście podczas United Cup. W ubiegłym roku w każdym ze spotkań startowała wspólnie z Hubertem Hurkaczem. Ale teraz sytuacja uległa istotnej zmianie.

     

    Wszystko przez problemy zdrowotne Hurkacza z ostatnich miesięcy, przez które jego forma to jedna wielka niewiadoma. Nawet jeśli będzie w stanie zagrać w singlu, na co się zanosi, to dodatkowa rywalizacja w mikście oznacza spore przeciążenie organizmu. A przecież nasz zespół dysponuje fantastycznym deblistą w postaci Jana Zielińskiego, który uchodzi za jednego z najlepszych zawodników w mikście na świecie.

     

    Niespodziewany problem przed meczem Igi Świątek

     

    Trudno bowiem nazwać inaczej zawodnika, który zdobył dwa tytuły wielkoszlemowe w mikście w minionym sezonie. Zieliński u boku Su-Wei Hsieh wygrał Australian Open oraz Wimbledon, jest jednym z czołowych deblistów i najlepszych zawodników w mikście. Dotąd nie dostał jednak szansy występu u boku Igi Świątek.

     

    — Uwielbiam grać z każdym z nich. Musimy zobaczyć, który z nich będzie lepiej pasował pod względem taktycznym pod naszych rywali — dodała Iga Świątek na konferencji, zapytana o swoje preferencje.

     

    Mikst może okazać się decydującym meczem każdego spotkania United Cup. To właśnie gra mieszana zadecydowała przed rokiem o porażce Polaków w finale tego samego turnieju przeciwko Niemcom.

     

    Co ciekawe, Świątek tuż po przylocie do Australii odbyła wspólny trening z Zielińskim, co może zwiastować ich wspólny występ na korcie. Ostateczna decyzja należeć będzie jednak do kapitana naszej kadry, Mateusza Terczyńskiego.

     

  • Zaskakująca oferta dla Barcelony. Media ujawniają. Padło nazwisko Lewandowskiego

    Zaskakująca oferta dla Barcelony. Media ujawniają. Padło nazwisko Lewandowskiego

    Zaskakująca oferta dla Barcelony. Media ujawniają. Padło nazwisko Lewandowskiego

     

    Wielki krokami zbliża się do nas otarcie zimowego okna transferowego. W związku z tym przed media przewijają się co rusz kolejne doniesienia dotyczące piłkarskiego rynku – jedne bardziej, inne nieco mniej wiarygodne. Najnowsze wieści płynące z Hiszpanii dotyczą oferty, jaką miała otrzymać w FC Barcelona, a rozpisują się o niej katalońscy dziennikarze. Co więcej, w sprawę wplątany został także kapitan reprezentacji Polski – Robert Lewandowski.

     

    Zaskakujące wieści transferowe pochodzą z katalońskiego portalu “El Nacional”. Jak przekonują tamtejsi dziennikarze, możliwy jest nieoczekiwany transfer na linii PSG – FC Barcelona. – Al-Khelaifi rozpoczyna operację z Barceloną, w którą zaangażowany jest Lewandowski – czytamy.Wspomniana redakcja donosi, że paryski klub za wszelką cenę chce pozbyć się jednego ze swoich zawodników. A jest nim Randal Kolo Muani. Umowa 26-letniego Francuza obowiązuje do 30 czerwca 2028 roku. Piłkarz nie znajduje się jednak w planach trenera Luisa Enrique, toteż władze PSG szukają wyjścia z sytuacji, między innymi oferując możliwość transferu innym klubom. Taka propozycja miała też trafić na biurko prezesa FC Barcelona – Joana Laporty.

     

    FC Barcelona. Robert Lewandowski wplątany w wieści z rynku transferowegoKatalońscy dziennikarze przekonują, że sprowadzenie Randala Kolo Muaniego może być ciekawą opcją dla “Dumy Katalonii”, a we wszystko wmieszany został także nasz reprezentant – Robert Lewandowski.- Pomimo skomplikowanych relacji, jakie łączą Barcelonę i PSG, Joan Laporta i Deco mają szansę pozyskać Kolo Muaniego, który mógłby być ciekawym wzmocnieniem w ofensywie, gdzie trener Hans-Dieter Flick nie ma wielu alternatyw. Francuz może występować w roli środkowego napastnika lub jako skrzydłowy, a na Camp Nou ze spokojem oceniają sprawę byłego zawodnika Nantes, widząc, przez jaki trudny moment przechodzi Robert Lewandowski – pisze “El Nacional”.- Polak rozpoczął sezon na spektakularnym poziomie, jednak w ostatnich tygodniach jego statystyki spadły, a ponadto przeszedł obok meczów zupełnie niezauważony, popełniając bardzo poważne błędy – oceniono dalej obecną dyspozycję 36-latka.Biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki, Robert Lewandowski rozegrał w tym sezonie 24 mecze, strzelając w nich 23 goli. Do tego dołożył także dwie asysty. To czyni z Polaka lidera klasyfikacji Złotego Buta, choć w trakcie świątecznych spotkań 36-latek został dogoniony przez gwiazdora Liverpoolu – Mohameda Salaha.

     

    Obecnie piłkarze FC Barcelona mogą ładować baterię na dalszą część sezonu podczas przerwy świątecznej. W tym roku podopieczni trenera Hansiego Flicka nie wrócą już do gry. Kolejny mecz rozegrają dopiero w sobotę 4 stycznia, mierząc się w 1/16 rozgrywek Pucharu Króla z UD Barbastro. Wielce prawdopodobnie, że będzie to ważne spotkanie dla Wojciecha Szczęsnego, który w końcu będzie mógł zanotować debiut w nowych barwach.Później Roberta Lewandowskiego i spółkę czeka bój o Superpuchar Hiszpanii. 8 stycznia “Duma Katalonii” zmierzy się w półfinale z Athletikiem Bilbao. Kolejny mecz Barcy w La Liga zaplanowano dopiero na 18 stycznia. Będzie to wyjazdowa potyczka z Getafe.

  • Nagranie Lewandowskiego podbija internet. Niestety. “Mamy problem”

    Nagranie Lewandowskiego podbija internet. Niestety. “Mamy problem”

    Nagranie Lewandowskiego podbija internet. Niestety. “Mamy problem”

    Forma Roberta Lewandowskiego może martwić władze FC Barcelony oraz kibiców. Szerokim echem odbiło się nagranie z rozgrzewki Polaka, który nie trafia w światło bramki nawet z szesnastego metra. Komentarze są bezlitosne.

     

    Robert Lewandowski jest najlepszym strzelcem FC Barcelony w tym sezonie, jednak w ostatnim czasie się zaciął, co odbiło się również na wynikach klubu. Po serii trzech meczów bez zwycięstwa w lidze “Blaugrana” spadła na trzecie miejsce w tabeli – ma 38 punktów, czyli o trzy mniej niż Atletico i o dwa mniej niż Real. Na dodatek mardyckie drużyny mają rozegrane po jednym meczu mniej.

     

    Kibice pytają: Robert Lewandowski się kończy?

    W ostatnich sześciu meczach “Dumy Katalonii” Lewandowski wpisał się na strzelców tylko raz, a w spotkaniu z Mallorcą nawet nie podniósł się z ławki rezerwowych. Teraz social media obiegło nagranie z rozgrzewki Polaka.

     

    “Lewandowski się kończy?” – taki podpis widnieje na nagraniu, gdzie widać, jak Polak oddaje bardzo niecelny strzał z szesnastego metra. “Właśnie obejrzałam filmik, na którym Lewandowski chybił nawet podczas rozgrzewki” – napisała użytkowniczka Twittera. Do wpisu zostały dodane płaczące ze smutku emoji.

     

    Fani FC Barcelony są w szoku

    W komentarzach można zauważyć głosy kibiców, którzy nie mogą uwierzyć w to, co widzą. “Mamy problem” – czytamy. Ponadto fani “Blaugrany” uważają, że zespół potrzebuje nowego napastnika “jak najszybciej”. Inni zastanawiają się, jak z takim wykończeniem Polak może być najlepszym strzelcem LaLigi i jednym z czołowych w Europie.

     

    Na nagraniu widać także kolejną akcję, w której swoją próbę, po dośrodkowaniu ze skrzydła, podejmuje Raphinha. Gwiazda Barcelony trafiła w poprzeczkę, co również nie umknęło uwadze kibiców.

     

    Obniżka formy Lewandowskiego boli, bo Polak zanotował kapitalny początek sezonu z FC Barceloną – strzelił do tej pory 16 goli w 18 występach, co pozwala mu się plasować na pierwszym miejscu w tabeli króla strzelców LaLigi. Drugi jest Raphinha, który ma pięć trafień mniej. Podium zamykają Kylian Mbappe i Ante Budimir z dziesięcioma bramkami.

     

  • Wszyscy się boją po tym, co stało się ze Świątek. Niebezpieczny proceder

    Wszyscy się boją po tym, co stało się ze Świątek. Niebezpieczny proceder

    Wszyscy się boją po tym, co stało się ze Świątek. Niebezpieczny proceder

     

    – Podchodzę do tego bardzo ostrożnie, bo widzę, jak cienka jest granica, gdzie możemy mieć kłopoty przez bardzo przypadkowe rzeczy – mówi Sport.pl Jan Zieliński, komentując sprawę pozytywnego wyniku testu na doping Igi Świątek. Dwukrotny mistrz wielkoszlemowy w mikście wspomina o fali zanieczyszczeń leków i suplementów oraz szalonej metodzie unikania takich wpadek. Spytaliśmy go też o kontrowersyjne słowa prezesa PKOl Radosława Piesiewicza.

     

    Rok temu tytuł wielkoszlemowy wciąż pozostawał w sferze marzeń Jana Zielińskiego, a na koniec sezonu 2024 miał na koncie już dwa. Oba zdobył w będącym dla niego dodatkiem do debla mikście. Marzył też o debiucie olimpijskim, ale ten nie doszedł do skutku z powodu poważnej kontuzji Huberta Hurkacza, który miał mu partnerować. W przyszłym roku 28-latek z Warszawy będzie celował w wielkoszlemowy triumf w deblu, ale już z innym partnerem niż dotychczas. Opowiada teraz Sport.pl o rozstaniu z Hugo Nysem i nawiązaniu współpracy z Sanderem Gille, komentuje głośne sprawy Igi Świątek i Jannika Sinnera dotyczące pozytywnych wyników testów na doping oraz wskazuje stosowane przez siebie środki ostrożności.

     

    Agnieszka Niedziałek: Niedługo wrócisz do Australii, w której niespełna rok temu wywalczyłeś pierwszy tytuł wielkoszlemowy. Potem razem z Su-Wei Hsieh triumfowaliście także w Wimbledonie, a w Roland Garros dotarliście do półfinału. W zbliżającym się sezonie znów połączycie siły?

    Jan Zieliński: W mikście wspólne występy dogadywane są zwykle na bieżąco, w tygodniach poprzedzających turnieje wielkoszlemowe. Nie ustala się tego z większym wyprzedzeniem. Jest kilka par, które grają razem dosłownie każdy taki turniej, a reszta się miesza. Ale mam wielką nadzieję, że będziemy dalej występować z Su-Wei. Już nieraz wspominałem w wywiadach, że nie utrzymujemy kontaktu na co dzień, każde z nas żyje wtedy w swoim świecie. Będziemy więc pewnie rozmawiać o tym, gdy już oboje dotrzemy do Australii. Ale zakładam, że po tegorocznych sukcesach – jeśli będzie taka chęć z jej strony, bo z mojej jest – to pewnie wystąpimy ponownie razem.

     

    W mijającym roku nie udało ci się spełnić marzenia o igrzyskach. Radosław Piesiewicz liczył, że Hubert Hurkacz poleci do Paryża, odbije przysłowiową kartę i umożliwi ci grę w mikście. Stwierdził, że nie rozumie tego, iż walczący o powrót do zdrowia po kontuzji gracz nie zdecydował się na ten wariant. Prezesowi PKOl zarzucano potem w środowisku tenisowym zachęcanie do działania niezgodnego z duchem fair play. Dla ciebie to była trudna sytuacja. Jak sam odebrałeś te słowa działacza?

     

    Każdy ma swoją opinię i ma prawo myśleć, co chce. Pan prezes wypowiedział się tak, jak się wypowiedział. Ja zawsze się kierowałem dobrem Huberta i jego powrotem do zdrowia. Widziałem na żywo, jak doznał tej kontuzji. Utrzymywałem potem z nim cały czas kontakt. Nie był w stanie wystąpić w Paryżu i do końca roku skutki tego urazu go nękały – nie był w stanie dokończyć niektórych meczów albo musiał rezygnować ze startów. Mogę jedynie powiedzieć, że trzymam kciuki, by wrócił w pełni zdrowy i znów był w Top10, w której jest jego miejsce.

     

    Oglądałeś te igrzyska czy byłoby to zbyt bolesne skoro samemu nie było ci dane wystąpić?

    Oglądałem i dopingowałem wszystkich polskich sportowców. Cieszę się z dorobku medalowego, który przywieźliśmy, choć liczyłem, że będzie jeszcze większy. Mam nadzieję, że za cztery lata będę mógł dołożyć do niego swoją cegiełkę.

     

    Wróćmy jeszcze do ostatniego sezonu tenisowego, w którym bardzo głośno było o pozytywnych wynikach testów na obecność dopingu Igi Świątek i Jannika Sinnera. U obojga wykryto śladowe ilości zakazanych substancji. Brak kary lub jej symboliczny wymiar i sam przebieg postępowania na tle innych spraw niektórzy w środowisku uznali za kontrowersyjny. Jakie jest twoje zdanie?

     

    Sam jestem bardzo uważny i bardzo mocno zwracam uwagę na to, co spożywam – jakie suplementy i leki. Zawsze pięć razy się upewniam. Dzwonię do osób, które są odpowiedzialne za zaaprobowanie leków i podanie mi informacji, czy ten konkretny jest bezpieczny. Stosuję preparaty, które znam oraz przyjmuję od lat i nigdy nie było z nimi problemów. Choć, jak widać po przypadku Igi, nie zawsze możemy mieć tę pewność. Podchodzę do tego bardzo ostrożnie, bo widzę, jak cienka jest ta granica, gdzie możemy mieć kłopoty przez bardzo przypadkowe rzeczy.

     

    By uniknąć problemów wynikających z zanieczyszczenia w teorii trzeba byłoby wysyłać wcześniej wszystkie stosowane preparaty do badania.

    Teoretycznie tak. To szalona metoda, która jest rekomendowana zawodnikom.

    W praktycetrudno to stale robić.

    Dokładnie. Wcześniej dotyczyło to Kamila [Majchrzaka – red.], a potem Igi. Sprawa Sinnera nie dotyczy zanieczyszczenia – u niego było napisane na maści, że zawiera steryd [Włoch argumentował, że zakazana substancja dostała się do jego organizmu poprzez masaże, a on nie wiedział, iż jego fizjoterapeuta stosował wspomnianą maść na skaleczony palec – red.]. To inna kwestia. Zanieczyszczenia są – niestety – częste, bo dużo firm robi masówki. Sprzedają coraz większe nakłady swoich produktów i używają tych samych maszyn oraz tych samych fabryk, które są wykorzystywane do produkcji środków zabronionych w sporcie. Trzeba bardzo uważnie sprawdzać, z czego się korzysta. Na ile te firmy są sprawdzone, testowane i czy każda partia preparatu była testowana.

     

    Eksperci z zakresu antydopingu podkreślają, że leki podlegają większym restrykcjom niż suplementy i stąd sportowcy muszą być świadomi, że stosując te drugie są bardziej narażeni na ryzyko. Ale też pamiętam, jak Kamil Majchrzak czy Hubert Hurkacz mówili mi, że jeśli chce się rywalizować na najwyższym poziomie w tenisie, to bez suplementów się nie obędzie.

     

    Jak widzimy, do jakich przeciążeń dochodzi na korcie, w jakich temperaturach musimy czasem grać oraz jaki to wysiłek dla organizmu i układu nerwowego, to jasne jest, że bez suplementowania możemy doprowadzić do dużych zniszczeń. To oznaczałoby brak energii, złe wyniki badań, złe wyniki na korcie, gorszą dyspozycję i spadek w rankingu, a to skutkuje kolejnymi krytycznymi komentarzami na nasz temat. Musimy się więc wspomagać. Oczywiście, w legalny sposób – witaminami i suplementami – na tyle, na ile możemy. Bo tracimy tych cennych składników o wiele więcej niż tzw. zwykli ludzie na co dzień.

     

    W tenisie funkcjonuje tzw. biała lista, która zawiera rekomendowane preparaty. Korzystasz z nich?

     

    Mam jeden czy dwa izotoniki, które stosuję podczas meczów. Wiem, że są sprawdzone. Do tego minerały i witamy, które biorę rano i wieczorem. U mnie to nie jest długa lista – dosłownie na palcach jednej ręki jestem w stanie policzyć spożywane preparaty i w przypadku kontroli antydopingowej zawsze wszystkie wypisuję. Stosuję je od lat i nigdy nie miałem z nimi problemu. Choć Iga stosowała melatoninę od pięciu lat, a nagle jedna partia okazała się zanieczyszczona. Każda kontrola jest swego rodzaju stresem i czekamy na wiadomość, że wynik badania był negatywny. Bo – jak widzimy – w dzisiejszych czasach nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać.

     

    Czy to, że obecnie wykrywane są już nawet charakterystyczne m.in. dla zanieczyszczeń śladowe ilości zabronionych substancji, zwiększa ten stres?

    Według mnie ta kwestia śladowych ilości jest w ogóle bezsensowna. Jeżeli mowa o jakiś pikogramach – jak to było u Igi – czy setnej lub milionowej części procenta, które ulegają wydaleniu z organizmu po kilku godzinach, ale akurat w międzyczasie była kontrola, to trudno mi się tu dopatrzeć winy sportowca. Ta substancja nie ma na niego wpływu, więc powinny być jakieś normy i wskazane ilości, powyżej których powinno się wszczynać postępowanie i karać zawieszeniem.

     

    Ale tu eksperci argumentują, że jeśli ktoś nie był testowany odpowiednio wcześniej i później, to równie dobrze śladowa ilość może być końcowym etapem wydalania z organizmu świadomie przyjmowanej substancji.

    To prawda. Dlatego też nie chcę się szerzej wypowiadać na ten temat, bo nie jestem specem od antydopingu. Nie znam się na tych wszystkich badaniach, jakie stężenie danej substancji może mieć na kogoś wpływ. Po prostu sam staram się unikać ryzyka i być od tego jak najdalej.

     

    Gdy w listopadzie pytałam o nowego partnera deblowego, to nie chciałeś jeszcze podać jego nazwiska, ale wspomniałeś, że połączyły was wspólne interesy. Możesz to teraz rozwinąć?

    Miałem na myśli to, że będziemy mieli wspólnego trenera – Mariusza Fyrstenberga. Przez pewien czas tak samo robiliśmy z moim poprzednim partnerem Hugo Nysem. Teraz od początku będziemy pracować wszyscy razem. Dlatego Sander przyjechał jakiś czas temu do Polski na treningi pod okiem Mariusza. Dogrywamy się, docieramy, poznajemy wzajemnie. Ja też zaplanowałem wyjazd do Belgii. Bo im więcej czasu spędzimy razem przed pierwszymi turniejami, tym lepiej. Jesteśmy w podobnym wieku, mieliśmy też dotychczas podobne wyniki w deblu – tytuł w turnieju rangi Masters 1000, wielkoszlemowy finał. Jesteśmy więc głodni sukcesów.

     

    Z Nysem podobno charakterologicznie byliście raczej przeciwieństwami. Teraz teżtak się zapowiada?

    Przeciwieństwa często się przyciągają. Z Sanderem widywaliśmy się od lat na tourze i lubiliśmy się, ale wciąż się poznajemy i nie jestem jeszcze w stanie dużo powiedzieć o nim pod tym względem. Chemia jest. Nie mam pod tym względem żadnych zastrzeżeń. Jest superchłopakiem – pracowity, bardzo zmotywowany, pozytywny. Myślę więc, że będzie to dobre połączenie. On nie boi się presji, niezależnie od wyniku cały czas gra bardzo agresywnie, nie widać po nim stresu. To duży atut. Jest bardzo otwarty i lubiany na tourze – to też fajne, bo będziemy mieli łatwość dogadywania treningów z innymi teamami.

     

    Kto pierwszy wyszedł z propozycją wspólnej gry?

    Pierwsza wiadomość wyszła od Sandera. Z kilku powodów trochę jej się spodziewałem. Słyszałem plotki, że prawdopodobnie rozstanie się z dotychczasowym partnerem. Wyszło to więc od niego, ale wiedziałem, co odpowiem, kiedy pojawi się ta wiadomość.

     

    Miałeś też oferty od innych zawodników?

    Tak, kilka zapytań i wstępnych propozycji. Gram z Sanderem i jestem bardzo zadowolony. Nie wymieniłbym go teraz na żadnego innego zawodnika, z którym wcześniej rozmawiałem.

     

    Wyznaczyliście sobie konkretne cele?

    Na tyle, na ile poznałem Sandera, to mamy duże oczekiwana wobec siebie i dużą motywację, by wygrywać turnieje i być bardziej ustabilizowanym teamem. A nie takim, który gra w kratkę. Obaj przerabialiśmy to z poprzednimi partnerami. Były momenty bycia bardzo groźnym duetem, a potem dwa-trzy miesiące, gdy był problem z wygraniem meczu. Tak więc nasz główny cel to stabilizacja i pokazanie jej na większości turniejów. Jeśli nam się to uda, to rezultaty, awans w rankingu i wszystko inne przyjdą z czasem. Na pewno jesteśmy głodni pierwszego tytułu wielkoszlemowego w deblu i awansu do ATP Finals.

     

    Już wcześniej pojawiały się sugestie, że wobec słabszych wyników powinniście się rozstać z Nysem. Teraz – z perspektywy czasu – uważasz, że lepiej to było zrobić wcześniej?

    Nie. Uważam, że czas z Hugo na pewno nie był stracony. Osiągnęliśmy życiowe rezultaty, najlepsze miejsca w rankingu – byliśmy w wielkoszlemowym finale, wygraliśmy turnieje rangi 1000, 500 i 250, byliśmy rezerwowym duetem w ATP Finals. Trudno mi powiedzieć, skąd biorą się takie negatywne komentarze. Jak ktoś się potyka, to od razu wytykają go palcami i mówią, że mogło być lepiej. Zawsze mogło być lepiej, ale to sport – porażki są jego częścią. Zaczynaliśmy 2,5 roku temu od challengera 80 we Włoszech. Byłem wtedy ok. 90 miejsca w rankingu, Hugo był 45., a doszliśmy do mojej siódmej pozycji i jego 11. Do tego wspomniane wyniki. Myślę więc, że na pewno nie można nazwać tej współpracy złą, nieefektywną. Oczywiście, były lepsze i gorsze momenty. Ale, jak w każdym związku, trzeba przetrwać te gorsze.

     

    W pewnym momencie jednak uznaliście, że lepiej będzie spróbować w innych zestawieniach. Kto zainicjował tę rozmowę?

    Myślę, że to się nawarstwiało z obu stron od jakiegoś czasu. To nie była kwestia niechęci wobec siebie, tylko poczucia, że obaj potrzebujemy czegoś nowego, takiego powiewu świeżości. Wiemy, że jesteśmy w stanie razem osiągać znakomite rezultaty, ale jesteśmy za mało systematyczni. Ta rozmowa wyszła z mojej strony, ale jak tylko ją zacząłem, to Hugo przyznał, że ma podobne odczucia. Załatwiliśmy to bardzo polubownie. To był wrzesień albo październik i ustaliliśmy, że gramy razem do końca roku, a w międzyczasie będziemy aktywnie szukać nowych partnerów. Gdyby nam się nie udało nikogo sensownego znaleźć, to byśmy kontynuowali współpracę. Ale obaj znaleźliśmy, jesteśmy zadowoleni i będziemy się teraz spotykali po przeciwnych stronach siatki.

     

    Podczas programu, w którym ogłoszono nominowanych w plebiscycie na Najlepszego Sportowca Polski 2024 roku, wspomniałeś, że bardzo dobrze radzisz sobie w tenisowej grupie w Fantasy NBA. Przejąłeś pałeczkę po swoim trenerze, który brylował kiedyś w Fantasy Premier League.

    Mariusz zaraził mnie trochę FPL, ale bardziej dlatego, że sezon piłkarski rusza wcześniej. Kiedy więc jeszcze nie ma meczów NBA, to jestem zaangażowany w FPL. Ale jak tylko rusza NBA, to piłka nożna mi umyka, zapominam zrobić skład. Można powiedzieć, że moje zainteresowanie PL umiera na początku grudnia.

     

    Jeremy Sochan jest czwartym Polakiem w NBA. Myślisz, że zostanie zapamiętany jako wyróżniająca się postać?

    On już się wyróżnia. Jest w startowej piątce San Antonio Spurs, a to legendarna drużyna. Fakt, na razie nie radzi sobie ona najlepiej, bo nie ma najmocniejszego składu, ale pojawiają się już nazwiska pod kątem wzmocnienia. Czy Jeremy trafi do innego zespołu? Zobaczymy. Ale już jest bardzo mocnym ogniwem i jestem przekonany, że jeszcze długo będzie występował w NBA. Z jego stylem gry na pewno dostanie wiele ofert z innych klubów.