Category: Disclaimer

  • Katarzyna Skowrońska jest uznawana za jedną z najlepszych polskich siatkarek w historii. Na parkiecie zachwycała nie tylko umiejętnościami, ale też urodą. Oto, co dzisiaj u niej słychać ➡️

    Katarzyna Skowrońska jest uznawana za jedną z najlepszych polskich siatkarek w historii. Na parkiecie zachwycała nie tylko umiejętnościami, ale też urodą. Oto, co dzisiaj u niej słychać ➡️

    Katarzyna Skowrońska – legenda polskiej siatkówki. Co słychać u jednej z najlepszych siatkarek w historii?

    Katarzyna Skowrońska-Dolata to bez wątpienia jedna z najwybitniejszych postaci w historii polskiej siatkówki. Przez lata swojej kariery zachwycała nie tylko wyjątkowymi umiejętnościami na boisku, ale także charyzmą i urodą, które przyciągały uwagę kibiców na całym świecie. Jej sukcesy na arenie krajowej i międzynarodowej wpisały się złotymi zgłoskami w historię polskiego sportu. Co robi dziś siatkarska ikona?

    Złote lata kariery

    Skowrońska była kluczową postacią „Złotek” – reprezentacji Polski, która zdobywała mistrzostwo Europy w 2003 i 2005 roku. Dzięki swojej wszechstronności i niesamowitej skuteczności ataku grała na pozycji zarówno atakującej, jak i przyjmującej. Kariera klubowa Skowrońskiej obejmowała występy w czołowych drużynach z Włoch, Turcji, Chin i Brazylii. Jej umiejętności i determinacja wielokrotnie przynosiły drużynom trofea, a jej indywidualne osiągnięcia były doceniane na wielu prestiżowych turniejach.

    Co dziś robi Katarzyna Skowrońska?

    Po zakończeniu kariery sportowej Katarzyna Skowrońska nie zniknęła z siatkarskiego świata. Często pojawia się jako ekspertka podczas transmisji meczów oraz aktywnie angażuje się w promocję siatkówki w Polsce. W wywiadach podkreśla, jak ważna jest dla niej edukacja młodych zawodniczek i dzielenie się swoim doświadczeniem.

    Poza siatkówką Skowrońska prowadzi także własne projekty biznesowe, w tym działania związane z modą i zdrowym stylem życia. Jej media społecznościowe są pełne inspirujących treści, pokazujących, jak ważna jest dla niej aktywność fizyczna, zdrowe odżywianie i podróże.

    Ikona siatkówki i wzór do naśladowania

    Katarzyna Skowrońska pozostaje wzorem nie tylko dla młodych siatkarek, ale także dla wszystkich, którzy cenią sobie pasję i zaangażowanie. Jej osiągnięcia są dowodem na to, że dzięki ciężkiej pracy i determinacji można osiągnąć szczyty. Dziś nadal inspiruje i pokazuje, jak czerpać radość z życia po zakończeniu kariery sportowej.

    Legenda polskiej siatkówki udowadnia, że sukces to nie tylko medale, ale także wpływ, jaki można wywierać na kolejne pokolenia sportowców i kibiców.

     

  • Robert Lewandowski przemówił! Ważny apel przed El Clasico

    Robert Lewandowski przemówił! Ważny apel przed El Clasico

    Robert Lewandowski przemówił! Ważny apel przed El Clasico

    Robert Lewandowski rozpoczął 2025 rok w imponującym stylu, zdobywając dwa gole w meczu przeciwko UD Barbastro, które FC Barcelona wygrała 4:0. W kolejnym spotkaniu Polak co prawda nie wpisał się na listę strzelców, ale jego drużyna pokonała Athletic Bilbao 2:0 i awansowała do finału Superpucharu Hiszpanii. Teraz, przed wielkim finałem, napastnik apeluje o jedną kluczową rzecz.

     

    Imponujący początek roku dla Barcelony

     

    Dla zespołu Hansiego Flicka rok 2025 zaczął się znakomicie. Dwa mecze, dwa zwycięstwa i bilans bramkowy 6:0. O ile triumf nad UD Barbastro (4:0) był raczej formalnością, o tyle wygrana z Athletic Bilbao (2:0) zasługuje na uznanie. Przed Barceloną jednak prawdziwe wyzwanie – finał Superpucharu Hiszpanii, w którym zmierzy się z Realem Madryt.

     

    Real Madryt chce rewanżu, Lewandowski przestrzega

     

    Rywalem Barçy będzie odwieczny rywal – Real Madryt, który w półfinale rozgromił Mallorcę 3:0. Gole dla Królewskich zdobyli Jude Bellingham i Rodrygo, a jedno trafienie było samobójczym strzałem Martina Valjenta. W finale Real będzie szukał rewanżu za październikowy mecz ligowy, który Barcelona wygrała aż 4:0. Jednym z bohaterów tamtego starcia był Robert Lewandowski, który zdobył dwie bramki.

     

    Teraz polski napastnik podkreśla, jak ważna będzie mentalność drużyny w nadchodzącym finale.

     

    – Za wcześnie, by mówić, czy możemy wygrać wszystko. Oczywiście, możemy pokonać każdego, ale żeby osiągnąć pełny sukces, potrzeba także odrobiny szczęścia w trakcie sezonu. Nasz potencjał jest ogromny, ale potencjał to jedno, a mentalność to drugie – powiedział w wywiadzie dla ESPN, cytowanym przez kataloński dziennik „Mundo Deportivo”.

     

    Lewandowski dodał również:

    – Udowadniamy wiele naszą mentalnością. Ale, na przykład, jeśli chcesz wygrać ligę, musisz wygrywać te „małe mecze”. Straciliśmy kilka punktów w takich spotkaniach. Nie chcę nazywać ich małymi, ale to mecze, które dla kibiców mogą wydawać się mniej ważne, a dla nas powinny mieć kluczowe znaczenie. Mam nadzieję, że w tym roku uda nam się zwyciężyć zarówno w takich starciach, jak i w tych najważniejszych. To kolejny krok dla młodych zawodników, dla nas wszystkich, aby się poprawić – podkreślił Polak.

     

    Wnioski z porażek i nadzieje na przyszłość

     

    Słowa Lewandowskiego są jasnym odniesieniem do strat punktów w zeszłym roku, takich jak porażki z Leganes i Las Palmas czy remis z Celtą Vigo. To wyniki, które nie przystają drużynie walczącej o mistrzostwo kraju. Polak wierzy jednak, że Barcelona jest w stanie utrzymać odpowiednią koncentrację, by unikać podobnych wpadek w przyszłości.

     

    Czy apel Lewandowskiego znajdzie odzwierciedlenie na boisku? Już wkrótce okaże się, czy Barcelona będzie w stanie nie tylko wygrać finał z Realem Madryt, ale i utrzymać równąformę w całym sezonie.

     

  • Decyzja trenera Barcelony wywołała pewne kontrowersje w Hiszpanii

    Decyzja trenera Barcelony wywołała pewne kontrowersje w Hiszpanii

    Decyzje trenera FC Barcelony, Hansiego Flicka, w ostatnich miesiącach wywołały liczne kontrowersje w Hiszpanii. Szczególnie głośnym echem odbiło się jego zachowanie podczas meczu z Realem Betis 10 grudnia 2024 roku.

    W 63. minucie tego spotkania, po podyktowaniu rzutu karnego dla Betisu po faulu Frenkiego de Jonga, Flick gwałtownie zareagował, opuszczając strefę techniczną i protestując przeciwko decyzji sędziego. Jego gesty i krzyki doprowadziły do ukarania go czerwoną kartką, co zmusiło go do opuszczenia ławki trenerskiej.

    W konsekwencji tych wydarzeń, Komisja Dyscyplinarna RFEF zawiesiła niemieckiego szkoleniowca na dwa mecze ligowe, co oznaczało, że nie mógł on prowadzić drużyny w spotkaniach z Leganes i Atletico Madryt.

    Dodatkowo, decyzje personalne Flicka, zwłaszcza te dotyczące kluczowych zawodników, były szeroko komentowane przez media i kibiców. Jego krytyczne uwagi pod adresem Roberta Lewandowskiego po meczu z Realem Sociedad, w którym Barcelona przegrała 0:1, spotkały się z mieszanymi reakcjami. Flick wyraził niezadowolenie z postawy polskiego napastnika, co wywołało dyskusje na temat relacji między trenerem a zawodnikiem.

    Niektóre decyzje organizacyjne klubu również budziły kontrowersje. W ramach polityki cięcia kosztów, władze Barcelony zrezygnowały z zapewniania lunchu młodym zawodnikom drużyny rezerw, co spotkało się z krytyką ze strony mediów i opinii publicznej.

    Wszystkie te wydarzenia sprawiły, że pozycja Flicka w klubie stała się przedmiotem spekulacji. Pojawiły się doniesienia o możliwym zakończeniu współpracy z niemieckim szkoleniowcem, a media sugerowały, że Robert Lewandowski mógł mieć wpływ na decyzje dotyczące przyszłości trenera.

    Sytuacja w FC Barcelonie pozostaje napięta, a kolejne decyzje trenera i władz klubu będą z pewnością bacznie obserwowane przez media i kibiców na całym świecie.

     

  • Świątek wypada nawet z pierwszej dwójki. Bolesny werdykt przed Australian Open

    Świątek wypada nawet z pierwszej dwójki. Bolesny werdykt przed Australian Open

    Świątek wypada nawet z pierwszej dwójki. Bolesny werdykt przed Australian Ope

     

    Iga Świątek ma za sobą udany występ w turnieju reprezentacyjnym United Cup. Polka wspólnie ze swoimi kolegami i koleżankami dotarła do finału, w którym przegrała swój pierwszy mecz w tym sezonie – z Coco Gauff w finale. Odczucia po samej imprezie są jednak dobre i potwierdza to nawet legendarny Boris Becker. – Oglądałem mecze Igi Świątek w United Cup i jestem szczęśliwy. Bo ona wróciła – powiedział sześciokrotny mistrz Wielkiego Szlema w rozmowie ze “Sport.pl”.

     

    Iga Świątek ma już na całe szczęście za sobą wszystkie problemy, które pojawiły się w końcówce poprzedniego sezonu. Nasza gwiazda pod koniec listopada poinformowała, że jej organizmie wykryto śladowe ilości niedozwolonych środków. Za swoje przewinienie Polka została ukarana miesięcznym zawieszeniem, którego część przeniesiona była na grudzień. Ten wymiar kary bardzo nie spodobał się części środowiska tenisowego, które swoje niezadowolenia wyrażało bardzo otwarcie.

     

    Zdecydowanie najgłośniej w tym temacie wypowiadał się duet australijsko-rumuński, a więc Nick Kyrgios i Simona Halep. Szczególnie dużo w tej kwestii mówił właśnie wracający do gry w tenisa Kyrgios. Wspomniał także o Janniku Sinnerze, który również jest zamieszany w dopingową aferę. Świątek nie jest faworytką Australian Open. Nie ma złudzeń- Nie mam nic do Igi. Po prostu uważam, że wszyscy powinni mieć równe szanse i to mnie wkurza. Im wydaje się, że mają przewagę, bo są po prostu bogami, a potem biorą te wszystkie inne leki poprawiające wydajność. Kiedy już zostaniesz złapany, nie możesz zachowywać się jak ofiara – mówił w grudniu tego roku. Polka już dawno zostawiła te problemy za sobą i udowodniła to podczas United Cup, w którym wprowadziła Polskę do finału, wykonując bardzo dobrą pracę.

     

    Gdy został zapytany o największe faworytki nadchodzącej imprezy, nazwisko Świątek już nie padło. – Oczywiście na United Cup Iga już była bardzo konkurencyjna, bo pokonała już wiele trudności i widać, że znów cieszy się tenisem. Ale według mnie nie jest faworytką Australian Open. Jeśli nie jest kontuzjowana (Aryna Sabalenka przyp. red.), to jest moją faworytką. A nie słyszałem, żeby miała jakieś kłopoty ze zdrowiem. Do Sabalenki jako drugą faworytkę dorzucam Coco Gauff. A Igę umieściłbym w pierwszej czwórce. Ona i Rybakina też są bardzo mocne, ale nie aż tak jak Sabalenka i Gauff – stwierdził były niemiecki tenisista. Trudno się tak naprawdę z tym nie zgodzić, gdy weźmiemy pod uwagę, jakie warunki panują w Melbourne, gdzie nawierzchnia zwykle jest szybka. Polka preferuje raczej korty, które nie są tak szybkie, dlatego postawienie na obrończynie tytułu, a także Coco Gauff, która w United Cup pokazała niezwykłą dyspozycję. 

  • Rekordowa pula w Australian Open! O tyle powalczą gwiazdy

    Rekordowa pula w Australian Open! O tyle powalczą gwiazdy

    Rekordowa pula w Australian Open! O tyle powalczą gwiazd

     

    Pula nagród rozpoczynającego się w niedzielę w Melbourne wielkoszlemowego turnieju tenisowego Australian Open wynosi rekordowe 96,5 mln dolarów australijskich. Triumfatorzy w singlu otrzymają z tego po 3,5 mln (ok. 9 mln złotych).

     

    W poprzedniej edycji pula wyniosła 86,5 mln. Składają się na nią nagrody dla uczestników zmagań w singlu, deblu, mikście oraz kwalifikacjach.

     

    Jeden dolar australijski stanowi równowartość około 2,58 zł.

     

    Iga Świątek gotowa na Australian Open. Powalczy o rekordowe sumy

    Iga Świątek uważa, że udział w United Cup był doskonałym przygotowaniem do Australian Open. Turniej w Melbourne rozpocznie się dla niej w poniedziałek, kiedy zmierzy się z Czeszką Kateriną Siniakovą. Świątek podkreśla, że mecze w United Cup były emocjonujące i pełne wyzwań, co pomogło jej w przygotowaniach do pierwszego wielkoszlemowego turnieju w sezonie.

  • Zacięty bój, Świątek była pod ścianą. A rywalka wprost o Polce. Tak ją nazwała

    Zacięty bój, Świątek była pod ścianą. A rywalka wprost o Polce. Tak ją nazwała

    Zacięty bój, Świątek była pod ścianą. A rywalka wprost o Polce. Tak ją nazwała

    Brytyjska tenisistka Katie Boulter w pierwszej rundzie Australian Open zmierzy się z reprezentantką Kanady – Rebeccą Marino. Bezpośrednim przygotowaniem 28-latki do wielkoszlemowej imprezy był singlowy pojedynek z Igą Świątek w trakcie United Cup. 23. zawodniczka rankingu WTA została podczas konferencji prasowej zapytana o tamto spotkanie, wypowiadając się także przy tym wprost na temat samej Igi Świątek.

     

    Polska mierzyła się z Wielką Brytanią w ćwierćfinale tegorocznej edycji turnieju United Cup. Rywalizacja rozpoczęła się po myśli “Biało-Czerwonych”, a wszystko za sprawą Huberta Hurkacza, który wywiązał się z roli faworyta, pokonując Billy’ego Harrisa. Później na kort wyszły Iga Świątek oraz Katie Boulter.W pierwszym secie tamtego pojedynku wiceliderka światowego rankingu została zaskoczona przez niżej notowaną rywalkę, która przegrywała już wprawdzie 0:3, lecz później doprowadziła do tie-breaka, w którym wygrała już 7-4. Wówczas Iga Świątek znalazła się pod ścianą. Mimo to udowodniła swoją wyższość.

     

    Zobacz również:

     

    Nie przeszkodziły jej nawet problemy zdrowotne. Przypomnijmy – w trzeciej partii Polka poprosiła o przerwę medyczną, po której wróciła z obandażowanym udem. I tak w drugim oraz trzecim secie oddała Katie Boulter łącznie tylko pięć gemów, wygrywając 6:1, 6:4. Dla Brytyjki było to ostatnie rozegrane spotkanie przed startem w Australian Open.

     

    Katie Boulter wraca do meczu z Igą Świątek przed Australian OpenPodczas konferencji prasowej poprzedzającej oficjalną inaugurację turnieju, Katie Boulter została zapytana o mecz z Igą Świątek i o jego wagę w budowaniu niezwykle cennej pewności siebie. Jak wynika z jej słów, starcie z Polką stanowi dla niej pewien punkt odniesienia.

     

    🎤Mam wrażenie, że moja wiara w samą siebie rośnie wraz z każdym dniem. Im więcej spotkań rozgrywam w taki właśnie sposób, tym bardziej utrzymuję się w przekonaniu, że jestem na tym poziomie i mogę na nim być każdego dnia. Teraz chodzi o to, by powtarzać to co tydzień. Z fizycznością, jaką starałam się wnosić do swojej gry, powinnam być w tym wszystkim bardziej powtarzalna. To powinno pomóc mi zachować stabilność przez cały rok. Ostatecznie będę coraz więcej trenować przez starty w turniejach. Mam nadzieję, że to ustabilizuje się więc wraz z biegiem czasu🎤

     

    ~ stwierdziła 28-latka⬆️

     

    Później Katie Boulter wypowiedziała się już wprost na temat Igi Świątek, chwaląc jej niebywałą formę, którą nasza tenisistka prezentowała i wciąż prezentuje na światowych kortach.- Popatrzcie, Iga jest jedną z najlepszych w tej grze. Naprawdę czułam, że mogę przekroczyć tę granicę. Czułam, że byłam w miarę opanowana i spokojna w tej sytuacji, co nie dzieje się zawsze, gdy mierzę się z tak potężnymi rywalkami. Uważam, że takie nastawienie mentalne pomoże mi w tym, by wygrywać takie mecze. Naprawę wierzę, że jestem w stanie to zrobić – zadeklarowała Katie Boulter.

  • Noc polskich tenisistek w Australian Open. Iga Świątek, a zaraz obok wielki hit

    Noc polskich tenisistek w Australian Open. Iga Świątek, a zaraz obok wielki hit

    Noc polskich tenisistek w Australian Open. Iga Świątek, a zaraz obok wielki hit

    Emocje sięgają zenitu przed rozpoczęciem zmagań w ramach głównej drabinki Australian Open. Kibice czekają bowiem na ostateczną decyzję ws. Igi Świątek. Pierwsze mecze już w nocy z soboty na niedzielę polskiego czasu, ale na korcie nie zobaczymy wówczas drugiej rakiety świata. Organizatorzy ujawnili, że przed nami noc polskich tenisistek w Melbourne.

     

    Dla kibiców rozpoczyna się gorący czas i zarywanie nocy. Najlepsi tenisiści i tenisistki świata zlatują się do Melbourne, gdzie w nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu rozpoczną się zmagania w ramach pierwszego turnieju wielkoszlemowego w tym roku. Emocji dla polskich fanów nie zabraknie, bowiem w głównej drabince znalazło się aż sześcioro rodaków. Poza Igą Świątek, Magdaleną Fręch, Magdą Linette i Hubertem Hurkaczem, na australijskich kortach zobaczymy też Maję Chwalińską i Kamila Majchrzaka.

     

    Na start drugiej rakiecie świata przyjdzie zmierzyć się z mistrzynią olimpijską z Paryża w grze mieszanej, Kateriną Siniakovą. Magdalena Fręch o awans do kolejnej rundy powalczy z finalistką WTA 500 w Brisbane, Poliną Kudiermietową, a na Magdę Linette czeka Moyuka Uchijima. Hubert Hurkacz wylosował Tallona Griekspoora, Maja Chwalińska Niemkę Jule Niemeier, a Kamil Majchrzak stoczy batalię z Pablo Carreno Bustą. Już w pierwszych dniach rywalizacji z pewnością nie zabraknie więc emocji. Zaskakujący komunikat ws. Tomasza Wiktorowskiego. Były trener Igi Świątek wraca do tenisaA najwięcej będzie ich w nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu, która upłynie pod znakiem najlepszych polskich tenisistek. To właśnie drugiego dnia zmagań na kort wyjdą Iga Świątek, Magdalena Fręch i Magda Linette. Jak ujawnili już organizatorzy, także na 13 stycznia zaplanowano hitowy pojedynek lidera męskiego rankingu, Jannika Sinnera czy wciąż budzącej niemałe zainteresowanie Wiktorii Azarenki.

     

    Polacy powinni jednak zarezerwować sobie czas już noc wcześniej, bowiem w niedzielę jako druga na korcie od godziny 3:00 zamelduje się Maja Chwalińska. Po jej meczu nie warto wracać do spania, bo już o 9:00 zmagania w Australian Open zacznie Aryna Sabalenka. Na mecze męskiej części reprezentacji Polski trzeba będzie poczekać aż do ostatniego dnia zmagań. Huberta Hurkacza i Kamila Majchrzaka zobaczymy w grze dopiero z poniedziałku na wtorek.

     

    Szczegółowy plan poniedziałkowych spotkań poznamy jednak dopiero w sobotę, zaś wtorkowych prawdopodobnie w niedzielę. 

  • Jasna wiadomość dla Świątek. Sabalenka nie gryzła się w język. “To zarozumiałe”

    Jasna wiadomość dla Świątek. Sabalenka nie gryzła się w język. “To zarozumiałe”

    Jasna wiadomość dla Świątek. Sabalenka nie gryzła się w język. “To zarozumiałe

     

    Fani tenisa mogą odliczać już godziny do oficjalnej inauguracji pierwszego wielkoszlemowego turnieju w tym sezonie – Australian Open. Przed startem rywalizacji największe gwiazdy spotkały się z dziennikarzami podczas serii konferencji prasowych. Z przedstawicielami mediów spotkała się między innymi liderka rankingu WTA – Aryna Sabalenka, która wysłała jasną wiadomość do swoich największych rywalek z Igą Świątek na czele.

     

    Aryna Sabalenka przybyła na Australian Open jako pierwszoplanowa gwiazda kobiecego tenisa. Nie dość, że wygrała dwie poprzednie edycje tej wielkoszlemowej imprezy, to jeszcze pod koniec minionego sezonu po raz drugi w karierze awansowała na fotel liderki rankingu WTA, detronizując Igę Świątek. Tym razem na znacznie dłużej.- Cóż, przy ostatniej okazji byłam numerem jeden może przez tydzień. To nie była wielka rzecz – powiedziała, śmiejąc się, Aryna Sabalenka podczas konferencji prasowej, w której wzięła udział przed oficjalną inauguracją turnieju Australian Open.

     

    Czy jednak tym razem Białorusinka podchodzi do sprawy zupełnie inaczej niż przy pierwszym podejściu? Na to pytanie nie potrafiła jednoznacznie odpowiedzieć.

     

    Australian Open. Aryna Sabalenka mówi wprost. “Dlatego ciężko pracuję”Aryna Sabalenka została zapytana także o to, czy rzeczywiście – jak twierdzi wielu sportowców – łatwiej jest gonić niż uciekać, utrzymując się na szczycie i czy po awansie na fotel liderki rankingu WTA musiała mierzyć się z trudnymi dla siebie momentami. Mówiąc o tej kwestii Białorusinka wysłała jasną wiadomość do Igi Świątek oraz pozostałych zawodniczek, czających się za jej plecami. I czekających na okazję do ataku.- Myślę, że każda z nas jest inna. Ale w moim przypadku to coś zawsze tkwiło w moim charakterze. Zawsze lubiłam rywalizację i stawianie czoła naprawdę trudnym wyzwaniom. Osobiście lubię być tą, którą wszyscy ścigają. Podoba mi się to uczucie. To mnie napędza i pozwala mi utrzymać motywację, ponieważ wiem, że tarcza z celem, w który każdy chce trafić, wyrysowana jest na moich plecach. A ja naprawdę to lubię. Właśnie dlatego ciężko pracuję, by upewnić się, że nikt nie będzie w stanie mnie dopaść – zadeklarowała odważnie Aryna Sabalenka.

     

    Swój wywód skwitowała jednak w humorystyczny sposób. – O mój Boże, to było zbyt zarozumiałe, prawda? – zapytała śmiejąc się Białorusinka.

  • Polska gwiazda mówi “dość” i ujawnia sensacyjną informację. “Powiem o tym głośno po raz pierwszy”

    Polska gwiazda mówi “dość” i ujawnia sensacyjną informację. “Powiem o tym głośno po raz pierwszy”

    Polska gwiazda mówi “dość” i ujawnia sensacyjną informację. “Powiem o tym głośno po raz pierwszy”

     

    – Tak naprawdę – a powiem o tym głośno po raz pierwszy, bo obiecałam sobie, że wyjawię to przy takiej okazji – kontrakt na walkę eliminacyjną o pas WBC Silver był już podpisany z Argentynką Caroliną Duer. Miałyśmy zmierzyć się na gali w Rzeszowie – ujawnia w rozmowie z Interią aktualnie najlepsza polska pięściarka zawodowa, Laura Grzyb. 29-latka mocno zaskoczyła, gdy wskazała, kogo ma na myśli. Zawodniczka kategorii superkoguciej nie traci nadziei na walkę życia, ale póki co zmienia profesję.

     

    Artur Gac, Interia: Na horyzoncie jest twoja 12. zawodowa walka?

     

    Laura Grzyb: – Cóż powiedzieć… Niestety muszę szykować się do walki w MMA. Zatem na sali treningowej przerabiam nowości.Czyli jednak przebranżowienie?

     

    – Dokładnie. Sytuacja w boksie jest ciężka. Może nie jestem obrażona na ten sport, ale chwilowo na politykę i ludzi rządzących w tym świecie. Po prostu nie mam możliwości, a zamiast tego mam związane ręce.

     

    Jak diagnozujesz tę sytuację? Widzisz rezerwy na poziomie głównego promotora Andrzeja Wasilewskiego, czy jego rozgrzeszasz, a patrzysz na sprawę bardziej globalnie, iż ciężko przebić się kobiecemu boksowi?

     

    – Sprawa jest prosta. Ja zostałam wyznaczona do finałowego eliminatora o mistrzostwo świata federacji WBC. I ta walka po prostu nie została zorganizowana przez mojego promotora. To jest jedyny powód, dla którego nie walczę o pas WBC Silver wagi superkoguciej, który był przepustką do pełnoprawnego mistrzostwa. Prosta sprawa.

     

    Usłyszałaś próbę logicznego wytłumaczenia zaistniałej sytuacji ze strony promotora? A może wcale nie odbyliście takiej szczerej rozmowy?

     

    – Osobiście z promotorem nie rozmawiałam, ale z ludźmi, którzy zarządzają grupą. Jako jedyny powód cały czas podawane były sprawy finansowe, czyli podnoszono argument, że taka walka jest droga. Jednak tak naprawdę – a powiem o tym głośno po raz pierwszy, bo obiecałam sobie, że wyjawię to przy takiej okazji – kontrakt na walkę eliminacyjną o pas WBC Silver był już podpisany z Argentynką Caroliną Duer. Miałyśmy zmierzyć się na gali w Rzeszowie, gdzie w walce wieczoru Różański walczył z Okoliem. Argentynka odesłała podpisany kontrakt, ale niestety osoby, które również uczestniczyły w gali, po prostu wyraziły sprzeciw. I to bez żadnych podstaw i bez przyczyny ta walka się nie odbyła. Na tym się zakończyło, nie było nawet kolejnej próby podjęcia tematu. Do tej osoby karma już wróciła, więc tyle dobrego. Ja doprowadziłam do wysokiego miejsca w rankingu i zrobiłam wszystko, co mogłam, a ktoś nie wyraził zgody na moją walkę życia.

     

    O jakiej osobie mówisz? Chyba nie o promotorze?- Nie, to ktoś inny. Pan Andrzej, mam wrażenie, zajmuje się tymi najważniejszymi sprawami. Ja nie byłam z nim w stałym kontakcie, tylko z pracownikami grupy. Jest menedżer, Jacek Szelągowski, który zajmuje się sprawami bieżącymi. Aczkolwiek wiem, że Jacek próbował mi pomóc i starał się swoimi kontaktami zorganizować mi tę walkę, ale wiadomo, że są rzeczy, których sam nie przeskoczy.Mówiłaś też o kwestiach finansowych. Czyli dodatkowo ci zakomunikowano, że nie opłaca się organizować na gali tak drogiej walki?

     

    – Powiedzmy sobie szczerze: budżet był olbrzymi. Wszyscy to wiedzą i wszyscy o tym mówią. To dlatego, że w tym mieście są sponsorzy, którzy wykładają olbrzymie pieniądze na gale. Naprawdę, tam były wpakowane ogromne środki, więc choć nie wiem tego oficjalnie, to podejrzewam, że zarobki samego Łukasza Różańskiego były potężne, jeśli chodzi o polski rynek. Powiem tak: ktoś miał kaprys i nie chciał mojej walki na tej gali. Powinien pomóc, a nie pomógł.

     

    🎤- Ja zobowiązałam się w pojedynku z Duer walczyć całkowicie za darmo. Bez żadnego wynagrodzenia, pomimo tego, że poniosłam ogromne koszty przygotowań. Do samego końca trenowałam, bo cały czas nie traciłam wiary, że zawalczę na tej gali. Wierzyłam, a w zasadzie byłam pewna, że wygram ten pojedynek. Więc ułożyłam to sobie w głowie tak, że dopiero walka o pas mistrza świata zapewni mi tytuł i zrekompensuje te straty.🎤

    ~ Laura Grzyb

    Ale kto? Jeśli nawet nie chcesz wymienić z imienia i nazwiska, możesz bliżej spersonalizować?

    – Mogę powiedzieć, że jeden z pięściarzy.Jeden z pięściarzy?!

    – Dokładnie.

    To już w ogóle jakieś kuriozum. Jeden z kolegów po fachu zablokował tobie walkę?

    – Z informacji, które mi przekazano, to wła

    śnie tak.Polski pięściarz?

    – Tak.

    Mogłaś mu czymś nadepnąć na odcisk?

    – Nie, absolutnie. Myślę, że tu bardziej chodzi o kwestię finansową i własnego zarobku. Sądzę, że to był jedyny powód, ale kompletnie tego nie rozumiem. Jest to dla mnie przykra sytuacja, cała ta sprawa z galą i niedoszłą walką. My-zawodnicy doskonale rozumiemy, jaka jest sytuacja polskiego boksu. Rozumiemy, jak bardzo potrzebujemy sukcesu, pasów i generalnie rozgłosu dla naszej dyscypliny. A do tego sami najlepiej znamy nasze warunki, zarabiamy w Polsce marne pieniądze, ale wszyscy robimy to z wizją, celem i marzeniami. Więc po drodze i na końcu powinniśmy sobie wzajemnie pomagać, lecz niestety nie każdy tak do tego podchodzi.

    Podprogowo sugerujesz, że brak twojej walki, przy ogromnym budżecie na rzeszowską galę, pozwolił temu komuś bardziej się obłowić?- Pewnie tak. A gdyby doszła moja walka, to jedna czy druga osoba miałaby mniej niż być może sobie założyły. Natomiast muszę tu podkreślić ważną rzecz.Słucham.

    – Ja zobowiązałam się w tym pojedynku z Duer walczyć całkowicie za darmo. Bez żadnego wynagrodzenia, pomimo tego, że poniosłam ogromne koszty przygotowań. Do samego końca trenowałam, bo cały czas nie traciłam wiary, że zawalczę na tej gali. Dopiero pod sam koniec stało się to, o czym rozmawiamy. Oczywiście nie zostało to podane do wiadomości publicznej, a cały czas podtrzymywano, że wystąpię. Z moim menedżerem Michałem Pernachem pracowaliśmy nad sponsorami, a on sam jeszcze próbował zorganizować dodatkowych partnerów na pokrycie kosztów tej walki. Pracowaliśmy zespołowo, to dlatego powiedziałam, że nie chcę nawet jednej złotówki.

    Dlaczego aż tak?- Bo wierzyłam, a w zasadzie byłam pewna, że wygram ten pojedynek. Więc ułożyłam to sobie w głowie tak, że dopiero walka o pas mistrza świata zapewni mi tytuł i zrekompensuje te straty. Tymczasem niestety mam wrażenie, że ten eliminator mocno się oddalił. Niby są jakieś informacje, że jeśli znowu zechcemy go zorganizować, to zostanie podtrzymany i odbędzie się w Polsce, ale nie mam żadnego oficjalnego potwierdzenia.

    Od początku podtrzymywałaś stanowisko, że chcesz zaboksować bez wynagrodzenia, czy zareagowałaś tak dopiero w momencie, gdy widziałaś, że walka się “wysypuje”?

    – Początkowo nawet nie rozmawialiśmy o żadnej stawce. Rozmowy zaczęły się od tego, by zorganizować tę walkę. A w momencie, gdy zaczynały się pierwsze schody, od razu powiedziałam, że walczę za darmo. I do tego się zobowiązałam, bo chciałam, żeby walka się odbyła. Ludzie, którzy ze mną pracują doskonale wiedzą, że nie traktuję boksu jako sportu zarobkowego. Nigdy w nim nie zarobiłam takich pieniędzy, dzięki którym mogłabym sobie swobodnie żyć. Najbardziej chciałam spełniać marzenia i wywalczyć dla Polski mistrzowski pas. Na tamten moment byłam trzecia w rankingu WBC. Uważam, że w formie, którą zbudowałam, ta walka być może nawet nie potrwałaby pełnych dziesięciu rund. Po prostu grzechem było nie zawalczyć na tej gali.

    Rozumiem, że pięściarz, który zgodnie z twoją narracją zrobił ci krecią robotę, wystąpił na tamtej gali?

    – Tak, tak… Ludzie już mają mnie za pyskatą, ale ja nie chcę robić afery. Po prostu jestem rozgoryczona i smutna. Od 12. roku życia, czyli przez 17 lat trenuję boks. Całe swoje młode życie poświęciłam tej pasji. Miałam mało czasu poza salą treningową, wielokrotnie osamotniona, bo bez rodziny, a napędzana cały czas jednym marzeniem. Gdy z panem Wasilewskim spotkałam się podczas podpisywania kontraktu, usłyszałam przepiękne słowa. Upewnił mnie, że będą mistrzynią świata, a wszyscy zrobią wszystko, by mi w tym pomóc. Nasłuchałam się o pięknych spodenkach ze złotym orzełkiem, a także o walkach w Stanach Zjednoczonych. Wierzyłam w to, co mówił pan Andrzej, bo byłam też świadoma swoich umiejętności i możliwości. Dlatego jest mi tak przykro, że to wszystko się nie zrealizowało.

    Czy wobec tego masz już wyznaczony termin walki, która byłaby twoim debiutem – strzelam – w KSW?

    – Nie mam kontraktu z federacją KSW, więc nie ma jeszcze żadnych informacji odnośnie tego, gdzie i kiedy wystąpię. Są jakieś przymiarki i mam nadzieję, że najpóźniej początkiem wiosny już będę w klatce.

     

    Bierzesz pod uwagę, gdy chodzi o federację, jakieś zaskakujące rozwiązanie?

     

    – Powiem szczerze, że różne propozycje są kierowane do mojego menedżera, bo wiadomo, że to może być ciekawy debiut w MMA. My te rozmowy podejmujemy, dlatego kontrakt nie został jeszcze podpisany. Natomiast potwierdzam, że pertraktujemy też z federacją KSW.

    🎤- Rozumiem, co masz na myśli. Sama jestem przeciwna tym wszystkim wydarzeniom, które towarzyszą samym galom, czyli głównie konferencjom. W ogóle nie trafia do mnie to, co tam się dzieje. Też dlatego, na dzisiaj, nie widzę siebie w takim miejscu. Mam naprawdę olbrzymie ambicje, więc trenując MMA w sposób regularny od kilku miesięcy czuję, że mogę się mierzyć z zawodniczkami sportowymi, a nie muszę uciekać na łatwiznę do walk freakowych. Idziemy z menedżerem takim torem, że podpiszemy kontraktz federacją sportową.🎤

    ~ Laura Grzyb

    Powiedziałaś kiedyś, że absolutnie wykluczasz występy na galach freak-fightowych. Czy w dalszym ciągu to podtrzymujesz, a może zmieniła się twoja optyka? – Znaczy może nie tak dosłownie powiedziałam, że absolutnie wykluczam, ale chciałabym walczyć sportowo. A że jestem ambitną zawodniczką, to cele mam jasno sprecyzowane. To jest dla mnie priorytet, dlatego w tym momencie nie biorę pod uwagę takich walk. Natomiast o ile miałabym kiedykolwiek zawalczyć na takich imprezach, byłyby to wyłącznie pojedynki sportowe. Ja zawsze przytaczam jeden przykład, bo moim zdaniem była to super walka, czyli pojedynek Borysa Mańkowskiego z Normanem Parke. Czyli starcie w klatce, na bokserskich zasadach, na dystansie 15 minut. Według mnie takie zestawienie zdało egzamin i było widowiskiem w pełni sportowym.

     

    Zgoda, ale nie miałabyś poczucia, że tego typu federacje potrzebują was po to, i dlatego płacą wielkie pieniądze, abyście jako prawdziwi sportowcy autoryzowali ich rozrywkę, której istotnym elementem nierzadko są patologiczne zachowania i rynsztokowe dialogi?

     

    – Rozumiem, co masz na myśli. Sama jestem przeciwna tym wszystkim wydarzeniom, które towarzyszą samym galom, czyli głównie konferencjom. W ogóle nie trafia do mnie to, co tam się dzieje. Też dlatego, na dzisiaj, nie widzę siebie w takim miejscu. Mam naprawdę olbrzymie ambicje, więc trenując MMA w sposób regularny od kilku miesięcy czuję, że mogę się mierzyć z zawodniczkami sportowymi, a nie muszę uciekać na łatwiznę do walk freakowych. Idziemy z menedżerem takim torem, że podpiszemy kontrakt z federacją sportową.

     

    Tak, jak ty uwierzyłaś w te perspektywy, które roztaczano przed tobą w boksie, tak ja przez chwilę zacząłem się zastanawiać nad prawdziwością zrzutu ekranu, który zamieściłaś w mediach społecznościowych, jakoby obecny nadpromotor w boksie, Saudyjczyk Turki Alalshikh chciał zorganizować ci walkę o tytuł. Finalnie wiemy, że to był tylko dobry żart.

     

    – Zdecydowanie tak, ale taki żart, który delikatnie poprawił mi humor. Wymyślił go znajomy, bo przez ostatnie dwa miesiące naprawdę bardzo przeżywałam całą tę sytuację. Do tego niedawno był zjazd federacji WBC w Hamburgu, na który pojechali chłopaki z naszej grupy KnockOut Promotions, ale mnie już nawet nie zabrano do Niemiec. Dlatego sądzę, że nawet nie ma żadnych planów na rozwój mojej kariery. Jest to dla mnie bolesne, bo boks jest całym moim życiem. Cały czas łudziłam się, że do wielkiej walki dotrwam, a teraz dzieje się inaczej. Oczywiście nieustannie tego pragnę i jeśli kiedyś tylko pojawi się na horyzoncie okazja, by dopiąć organizację takiej walki, pakuję się i znów na sto procent haruję na obozie bokserskim pod takie wyzwanie. To pragnienie, że chcę zostać polską mistrzynią świata w boksie zawodowym, chyba nigdy mi nie minie. Jednak już niebawem będę obchodziła 30. urodziny i dłużej nie mogę pozwolić sobie na to, by tracić kolejne miesiące.

     

    Ten żart z galą w Rijadzie w Arabii Saudyjskiej był wymyślony w porozumieniu z tobą, czy początkowo także ciebie kolega wkręcił?

     

    – To było w porozumieniu, troszkę się z tego ponabijaliśmy, ale faktycznie dużo ludzi uwierzyło i uaktywniło się w mediach społecznościowych. Pisali do mnie wiadomości, czy to zdarzy się na serio. Miałam nawet straszną ochotę dopisać, że tak (śmiech).

     

    A jak stanowi twój obecny kontrakt z grupą KnockOut Promotions? Jest w dalszym ciągu ważny, czy wygasł?

     

    – Mój kontrakt z KnockOutem wygasł i aktualnie nie jestem związana z żadną grupą ani federacją. Jestem wolnym zawodnikiem. Pracujemy nad tym, żeby w tym roku pojawiły się duże rzeczy, ale na tym skończę, żeby nie zapeszać. Jak się zrealizuje, to będziesz wiedziało tym pierwszy.

     

  • Polska gwiazda mówi “dość” i ujawnia sensacyjną informację. “Powiem o tym głośno po raz pierwszy”

    Polska gwiazda mówi “dość” i ujawnia sensacyjną informację. “Powiem o tym głośno po raz pierwszy”

    Polska gwiazda mówi “dość” i ujawnia sensacyjną informację. “Powiem o tym głośno po raz pierwszy”

    Tak naprawdę – a powiem o tym głośno po raz pierwszy, bo obiecałam sobie, że wyjawię to przy takiej okazji – kontrakt na walkę eliminacyjną o pas WBC Silver był już podpisany z Argentynką Caroliną Duer. Miałyśmy zmierzyć się na gali w Rzeszowie – ujawnia w rozmowie z Interią aktualnie najlepsza polska pięściarka zawodowa, Laura Grzyb. 29-latka mocno zaskoczyła, gdy wskazała, kogo ma na myśli. Zawodniczka kategorii superkoguciej nie traci nadziei na walkę życia, ale póki co zmienia profesję.

     

    Artur Gac, Interia: Na horyzoncie jest twoja 12. zawodowa walka?Laura Grzyb: – Cóż powiedzieć… Niestety muszę szykować się do walki w MMA. Zatem na sali treningowej przerabiam nowości.Czyli jednak przebranżowienie?- Dokładnie. Sytuacja w boksie jest ciężka. Może nie jestem obrażona na ten sport, ale chwilowo na politykę i ludzi rządzących w tym świecie. Po prostu nie mam możliwości, a zamiast tego mam związane ręce.

     

    Jak diagnozujesz tę sytuację? Widzisz rezerwy na poziomie głównego promotora Andrzeja Wasilewskiego, czy jego rozgrzeszasz, a patrzysz na sprawę bardziej globalnie, iż ciężko przebić się kobiecemu boksowi?- Sprawa jest prosta. Ja zostałam wyznaczona do finałowego eliminatora o mistrzostwo świata federacji WBC. I ta walka po prostu nie została zorganizowana przez mojego promotora. To jest jedyny powód, dla którego nie walczę o pas WBC Silver wagi superkoguciej, który był przepustką do pełnoprawnego mistrzostwa. Prosta sprawa.Usłyszałaś próbę logicznego wytłumaczenia zaistniałej sytuacji ze strony promotora? A może wcale nie odbyliście takiej szczerej rozmowy?

     

    Osobiście z promotorem nie rozmawiałam, ale z ludźmi, którzy zarządzają grupą. Jako jedyny powód cały czas podawane były sprawy finansowe, czyli podnoszono argument, że taka walka jest droga. Jednak tak naprawdę – a powiem o tym głośno po raz pierwszy, bo obiecałam sobie, że wyjawię to przy takiej okazji – kontrakt na walkę eliminacyjną o pas WBC Silver był już podpisany z Argentynką Caroliną Duer. Miałyśmy zmierzyć się na gali w Rzeszowie, gdzie w walce wieczoru Różański walczył z Okoliem. Argentynka odesłała podpisany kontrakt, ale niestety osoby, które również uczestniczyły w gali, po prostu wyraziły sprzeciw. I to bez żadnych podstaw i bez przyczyny ta walka się nie odbyła. Na tym się zakończyło, nie było nawet kolejnej próby podjęcia tematu. Do tej osoby karma już wróciła, więc tyle dobrego. Ja doprowadziłam do wysokiego miejsca w rankingu i zrobiłam wszystko, co mogłam, a ktoś nie wyraził zgody na moją walkę życia.

     

    O jakiej osobie mówisz? Chyba nie o promotorze?- Nie, to ktoś inny. Pan Andrzej, mam wrażenie, zajmuje się tymi najważniejszymi sprawami. Ja nie byłam z nim w stałym kontakcie, tylko z pracownikami grupy. Jest menedżer, Jacek Szelągowski, który zajmuje się sprawami bieżącymi. Aczkolwiek wiem, że Jacek próbował mi pomóc i starał się swoimi kontaktami zorganizować mi tę walkę, ale wiadomo, że są rzeczy, których sam nie przeskoczy.Mówiłaś też o kwestiach finansowych. Czyli dodatkowo ci zakomunikowano, że nie opłaca się organizować na gali tak drogiej walki?- Powiedzmy sobie szczerze: budżet był olbrzymi. Wszyscy to wiedzą i wszyscy o tym mówią. To dlatego, że w tym mieście są sponsorzy, którzy wykładają olbrzymie pieniądze na gale. Naprawdę, tam były wpakowane ogromne środki, więc choć nie wiem tego oficjalnie, to podejrzewam, że zarobki samego Łukasza Różańskiego były potężne, jeśli chodzi o polski rynek. Powiem tak: ktoś miał kaprys i nie chciał mojej walki na tej gali. Powinien pomóc, a nie pomógł

     

    Ale kto? Jeśli nawet nie chcesz wymienić z imienia i nazwiska, możesz bliżej spersonalizować?- Mogę powiedzieć, że jeden z pięściarzy.Jeden z pięściarzy?!- Dokładnie.To już w ogóle jakieś kuriozum. Jeden z kolegów po fachu zablokował tobie walkę?- Z informacji, które mi przekazano, to właśnie tak.Polski pięściarz?- Tak.

     

    Mogłaś mu czymś nadepnąć na odcisk?- Nie, absolutnie. Myślę, że tu bardziej chodzi o kwestię finansową i własnego zarobku. Sądzę, że to był jedyny powód, ale kompletnie tego nie rozumiem. Jest to dla mnie przykra sytuacja, cała ta sprawa z galą i niedoszłą walką. My-zawodnicy doskonale rozumiemy, jaka jest sytuacja polskiego boksu. Rozumiemy, jak bardzo potrzebujemy sukcesu, pasów i generalnie rozgłosu dla naszej dyscypliny. A do tego sami najlepiej znamy nasze warunki, zarabiamy w Polsce marne pieniądze, ale wszyscy robimy to z wizją, celem i marzeniami. Więc po drodze i na końcu powinniśmy sobie wzajemnie pomagać, lecz niestety nie każdy tak do tego podchodzi.

     

    Podprogowo sugerujesz, że brak twojej walki, przy ogromnym budżecie na rzeszowską galę, pozwolił temu komuś bardziej się obłowić?- Pewnie tak. A gdyby doszła moja walka, to jedna czy druga osoba miałaby mniej niż być może sobie założyły. Natomiast muszę tu podkreślić ważną rzecz.Słucham.- Ja zobowiązałam się w tym pojedynku z Duer walczyć całkowicie za darmo.

    Bez żadnego wynagrodzenia, pomimo tego, że poniosłam ogromne koszty przygotowań. Do samego końca trenowałam, bo cały czas nie traciłam wiary, że zawalczę na tej gali. Dopiero pod sam koniec stało się to, o czym rozmawiamy. Oczywiście nie zostało to podane do wiadomości publicznej, a cały czas podtrzymywano, że wystąpię. Z moim menedżerem Michałem Pernachem pracowaliśmy nad sponsorami, a on sam jeszcze próbował zorganizować dodatkowych partnerów na pokrycie kosztów tej walki. Pracowaliśmy zespołowo, to dlatego powiedziałam, że nie chcę nawet jednej złotówki.

     

    Dlaczego aż tak?- Bo wierzyłam, a w zasadzie byłam pewna, że wygram ten pojedynek. Więc ułożyłam to sobie w głowie tak, że dopiero walka o pas mistrza świata zapewni mi tytuł i zrekompensuje te straty. Tymczasem niestety mam wrażenie, że ten eliminator mocno się oddalił. Niby są jakieś informacje, że jeśli znowu zechcemy go zorganizować, to zostanie podtrzymany i odbędzie się w Polsce, ale nie mam żadnego oficjalnego potwierdzenia.

     

    Rozumiem, że pięściarz, który zgodnie z twoją narracją zrobił ci krecią robotę, wystąpił na tamtej gali?- Tak, tak… Ludzie już mają mnie za pyskatą, ale ja nie chcę robić afery. Po prostu jestem rozgoryczona i smutna. Od 12. roku życia, czyli przez 17 lat trenuję boks. Całe swoje młode życie poświęciłam tej pasji. Miałam mało czasu poza salą treningową, wielokrotnie osamotniona, bo bez rodziny, a napędzana cały czas jednym marzeniem. Gdy z panem Wasilewskim spotkałam się podczas podpisywania kontraktu, usłyszałam przepiękne słowa. Upewnił mnie, że będą mistrzynią świata, a wszyscy zrobią wszystko, by mi w tym pomóc. Nasłuchałam się o pięknych spodenkach ze złotym orzełkiem, a także o walkach w Stanach Zjednoczonych. Wierzyłam w to, co mówił pan Andrzej, bo byłam też świadoma swoich umiejętności i możliwości. Dlatego jest mi tak przykro, że to wszystko się nie zrealizowało.

     

    Czy wobec tego masz już wyznaczony termin walki, która byłaby twoim debiutem – strzelam – w KSW?- Nie mam kontraktu z federacją KSW, więc nie ma jeszcze żadnych informacji odnośnie tego, gdzie i kiedy wystąpię. Są jakieś przymiarki i mam nadzieję, że najpóźniej początkiem wiosny już będę w klatce.Bierzesz pod uwagę, gdy chodzi o federację, jakieś zaskakujące rozwiązanie?- Powiem szczerze, że różne propozycje są kierowane do mojego menedżera, bo wiadomo, że to może być ciekawy debiut w MMA. My te rozmowy podejmujemy, dlatego kontrakt nie został jeszcze podpisany. Natomiast potwierdzam, że pertraktujemy też z federacją KSW.-

     

    Powiedziałaś kiedyś, że absolutnie wykluczasz występy na galach freak-fightowych. Czy w dalszym ciągu to podtrzymujesz, a może zmieniła się twoja optyka? – Znaczy może nie tak dosłownie powiedziałam, że absolutnie wykluczam, ale chciałabym walczyć sportowo. A że jestem ambitną zawodniczką, to cele mam jasno sprecyzowane. To jest dla mnie priorytet, dlatego w tym momencie nie biorę pod uwagę takich walk. Natomiast o ile miałabym kiedykolwiek zawalczyć na takich imprezach, byłyby to wyłącznie pojedynki sportowe. Ja zawsze przytaczam jeden przykład, bo moim zdaniem była to super walka, czyli pojedynek Borysa Mańkowskiego z Normanem Parke. Czyli starcie w klatce, na bokserskich zasadach, na dystansie 15 minut. Według mnie takie zestawienie zdało egzamin i było widowiskiem w pełni sportowym.

     

    Zgoda, ale nie miałabyś poczucia, że tego typu federacje potrzebują was po to, i dlatego płacą wielkie pieniądze, abyście jako prawdziwi sportowcy autoryzowali ich rozrywkę, której istotnym elementem nierzadko są patologiczne zachowania i rynsztokowe dialogi?- Rozumiem, co masz na myśli. Sama jestem przeciwna tym wszystkim wydarzeniom, które towarzyszą samym galom, czyli głównie konferencjom. W ogóle nie trafia do mnie to, co tam się dzieje. Też dlatego, na dzisiaj, nie widzę siebie w takim miejscu. Mam naprawdę olbrzymie ambicje, więc trenując MMA w sposób regularny od kilku miesięcy czuję, że mogę się mierzyć z zawodniczkami sportowymi, a nie muszę uciekać na łatwiznę do walk freakowych. Idziemy z menedżerem takim torem, że podpiszemy kontrakt z federacją sportową.Tak, jak ty uwierzyłaś w te perspektywy, które roztaczano przed tobą w boksie, tak ja przez chwilę zacząłem się zastanawiać nad prawdziwością zrzutu ekranu, który zamieściłaś w mediach społecznościowych, jakoby obecny nadpromotor w boksie, Saudyjczyk Turki Alalshikh chciał zorganizować ci walkę o tytuł. Finalnie wiemy, że to był tylko dobry żart.