Category: Celebrities

  • Magda Linette nie powalczy już w Miami. Tyle zarobiła, można się zaskoczyć

    Magda Linette nie powalczy już w Miami. Tyle zarobiła, można się zaskoczyć

    Magda Linette nie powalczy już w Miami. Tyle zarobiła, można się zaskoczyć

    Magda Linette przegrała w ćwierćfinale turnieju w Miami z Jasmine Paolini 3:6, 2:6, która tym samym zrewanżowała się za porażkę w trakcie ubiegłorocznego turnieju w Pekinie. Linette nie została jednak z niczym. Wielkie zwycięstwo nad Coco Gauff i duża poprawa jej gry, również dzięki wkładowi Agnieszki Radwańskiej. Istotną kwestią są również pieniądze. To, ile zarobiła Linette, może naprawdę zaskoczyć.

     

    Linette świetnie poradziła sobie w meczu trzeciej rundy z Coco Gauff, ale w starciu z Jasmine Paolini była już bezradna. Włoszka z polskimi korzeniami wyraźnie pokazała swoją wyższość i pewnie ograła Polkę. To ona zagra w półfinale z Aryną Sabalenką.

     

    Magda Linette odpadła z turnieju w Miami

     

    Magda Linette niestety szybko musiała w meczu z Paolini przejść do defensywy. Jej rywalka świetnie sobie radziła i była zaskakująco skuteczna. Tempo spotkania było bardzo szybkie, co niekoniecznie odpowiadało poznańskiej zawodniczce. Choć w drugim secie Linette udało się nawet przełamać Paolini, niewiele to dało – Włoszka szybko odrobiła straty i odzyskała przewagę.

     

    Mecz trwał 77 minut i Linette ostatecznie musiała uznać wyższość mistrzyni olimpijskiej w grze podwójnej z Paryża. Mimo przegranej ma się jednak z czego cieszyć – udało jej się zgromadzić sporo punktów oraz… pieniędzy. Kwota robi wrażenie.

     

    Magda Linette tyle zarobiła w Miami. Można się zaskoczyć

     

    Za dotarcie do ćwierćfinałów Magda Linette zarobiła 189 075 dolarów, czyli około 731 tys. zł. Gdyby udało jej się pokonać Paolini, kwota ta wzrosłaby do 332 160 dolarów (ok. 1,3 mln zł). To jednak nie wszystko. Linette wystąpiła również w deblu w parze z Dajaną Jastremską. Panie rozegrały jeden mecz, co oznaczało, że trafiło do nich 19 050 dolarów do podziału, czyli 9525 dolarów na głowę (ok. 37 tys. zł). Nagrody na amerykańskich turniejach WTA 1000 mogą zawrócić w głowie niejednemu zawodnikowi. Dla Linette to duży zastrzyk gotówki, który pozwoli jej ze spokojem planować dalsze ruchy.

     

    W turnieju wciąż pozostaje Iga Świątek. 26 marca zmierzy się w ćwierćfinale z Filipinką, Alexandrą Ealą. Eala nie miała zbyt trudnej przeprawy w III rundzie turnieju – jej rywalka, Paula Badosa, wycofała się z turnieju i tym samym oddała mecz walkowerem. Spotkanie powinno rozpocząć się około godziny 18:00 polskiego czasu. 

     

  • Mecz Polki “pogrążył” Mirrę Andriejewą. Zła wiadomość dla pogromczyni Świątek

    Mecz Polki “pogrążył” Mirrę Andriejewą. Zła wiadomość dla pogromczyni Świątek

    Mecz Polki “pogrążył” Mirrę Andriejewą. Zła wiadomość dla pogromczyni Świątek

    Mirra Andriejewa wygrała turnieje w Dubaju i Indian Wells, dzięki czemu zanotowała znaczny awans w rankingu WTA i przed startem Miami Open plasowała się na najwyższym w karierze, szóstym miejscu. Wiadomo już, że utalentowana Rosjanka nie poprawi tej pozycji, ba nawet jej nie utrzyma. W najnowszym zestawieniu wyprzedzi ją bowiem zawodniczka, która wygrała mecz z Magdą Linette na Florydzie.

     

    Mirra Andriejewa w poprzednim sezonie wygrała turniej WTA 250 w Jassy, dotarła też do finału bardziej prestiżowych zmagań w Ningbo (w finale imprezy WTA 500 uległa Darii Kasatkinie) i na koniec roku plasowała się na 16. miejscu w światowym zestawieniu. Zawodniczka, która 29 kwietnia skończy 18 lat, czyniła postępy w ekspresowym tempie i od początku bieżącej kampanii potwierdza, że dysponuje olbrzymim potencjałem.

     

    Tenisistka z Krasnojarska sezon rozpoczęła w Brisbane, gdzie dotarła do półfinału, w którym przegrała z Aryną Sabalenką. Białorusinka ograła ją też w czwartej rundzie Australian Open, z kolei w Dosze musiała uznać wyższość Rebeki Sramkovej i pożegnała się z turniejem po drugim meczu. O wiele lepiej poszło jej w Dosze – w “tysięczniku” pokonała m.in. Igę Świątek i Jelenę Rybakinę, a w finale rozprawiła się z Clarą Tauson. Po tym turnieju po raz pierwszy w karierze zameldowała się w czołowej dziesiątce rankingu WTA – była dziewiąta.

     

    Mirra Andriejewa pięła się w rankingu WTA. Teraz zaliczy spadek

     

    Andriejewa poszła za ciosem i wygrała też turniej w Indian Wells, ponownie ogrywając Rybakinę i Świątek. W finale zrewanżowała się z kolei Sabalence, a z Kalifornii wyjechała z nowym rekordem – po turnieju była już szósta w światowym zestawieniu.

     

    “Ona już dołączyła do Sabalenki i Świątek. Ba, mam wrażenie, że na dziś jest od nich lepsza” – stwierdził po tym turnieju ekspert Tomasz Wolfke w rozmowie z WP SportoweFakty.

     

    “”To ogromny talent tenisowy. Bardzo sensownie wsparty motoryką, do tego ostatnio dorosła, poprawiła swoje przygotowanie fizyczne. Jest bardzo mocną kobietą. Serwuje ponad 200 kilometrów na godzinę, a do tego ma urozmaicony tenis, bardziej niż Sabalenka i Świątek””

     

     

    ~ dodał.

     

    Rosjanka, chociaż ma niespełna 18 lat, była jedną z faworytek turnieju w Miami. Andriejewa szybko jednak pożegnała się z marzeniami o podbiciu kortów na Florydzie, bo odpadła już w trzeciej rundzie po porażce z Amandą Anisimovą. Straciła tym samym szansę na poprawienie swojej pozycji w rankingu WTA, ale wciąż mogła liczyć na utrzymanie rekordowej, szóstej pozycji. Już wiadomo, że jej nie utrzyma.

     

    We wtorek na kort wybiegła Jasmine Paolini, która w zestawieniu plasowała się za triumfatorką z Dubaju i Indian Wells. Włoszka, która rozgrywa najlepszy turniej w sezonie, pokonała w ćwierćfinale Magdę Linette i już wiadomo, że dopisze do swojego dorobku co najmniej 325 punktów rankingowych. A to oznacza, że w zestawieniu opublikowanym po zakończeniu “tysięcznika” na Florydzie wyprzedzi Andriejewą. Goni też piątą Madison Keys, którą wyprzedzi, o ile wygra półfinałowe starcie z Sabalenką.

     

  • Wkrótce mecz ze Świątek, a tu takie wieści o Eali. WTA ujawnia. “Co za niesamowita historia”

    Wkrótce mecz ze Świątek, a tu takie wieści o Eali. WTA ujawnia. “Co za niesamowita historia”

    Wkrótce mecz ze Świątek, a tu takie wieści o Eali. WTA ujawnia. “Co za niesamowita historia”

    Alexandra Eala dość niespodziewanie melduje się w ćwierćfinale Miami Open i to właśnie z nią Iga Świątek rozegra następny mecz na turnieju. Podczas gdy obie zawodniczki szykują się do pojedynku, media obiega niebywała wieść o Filipince. Jak ujawniają WTA i Akademia Rafaela Nadala, tenisistki miały okazję spotkać się poza kortem, i to w bardzo wyjątkowych okolicznościach. Do sieci trafiło zdjęcie. “Co za niesamowita historia” – podsumowano.

     

    Nieco ponad 2 godziny trwał mecz Igi Świątek z Eliną Switoliną. Ostatecznie starcie skończyło się zwycięstwem Polki 7:6(5), 6:3 i jej awansem do ćwierćfinału Miami Open. Tam czeka na nią następna rywalka, Alexandra Eala. Nazwisko Filipinki, która zajmuje dość odległe 140. miejsce w rankingu WTA, na tym etapie rozgrywek to spore zaskoczenie. Wcześniej wyeliminowała ona dużo wyżej notowane Jelenę Ostapenko i Madison Keys. W 1/8 finału miała spotkać się z Paulą Badosą, lecz Hiszpanka wycofała się z rywalizacji.

     

    Awans Eali powoduje duże poruszenie w całym tenisowym środowisku. Zwłaszcza, że jest dodatkowy smaczek. Okazuje się bowiem, że Filipinka nie pierwszy raz spotka się na korcie ze Świątek. W 2021 roku, właśnie w Miami, miały okazję razem trenować. Ale to nie wszystko. Z następnymi wspomnieniami spieszą WTA oraz akademia Rafaela Nadala.

     

    Niesamowite spotkanie Świątek i Eali. W tle Nadal

     

    Alexandra Eala udostępniła w mediach społecznościowych nagranie, w którym opowiada o swoich odczuciach po awansie do ćwierćfinału Miami Open. Zwróciła się do kibiców. “Chciałabym podziękować wszystkim za wsparcie i za atmosferę, którą stworzyliście. Te ostatnie dni to dla mnie niesamowite doświadczenie. To szaleństwo, że w 2021 roku tu debiutowałam, a dziś jestem w ćwierćfinale. To moment, w którym historia zatacza koło. Mam nadzieję, że dalej będziecie kibicować mi w tej podróży” – przekazała.

     

    Tymczasem WTA i Akademia Rafy Nadala dzieli się wyjątkowym wspomnieniem dotyczącym Igi Świątek i Alexandry Eali. Okazuje się, że Polka uczestniczyła niegdyś w graduacji Filipinki w szkole legendarnego hiszpańskiego tenisisty. Opublikowano zdjęcie, do którego dołączono wyjaśnienie: “Czerwiec 2023: Alexandra Eala jako absolwentka Akademii Rafy Nadalia u boku Igi Świątek. Marzec 2025: Alex zagra z Igą w ćwierćfinale Miami Open”.

     

    Co za niesamowita historia

     

    ~ – dodano.

     

    Podczas tamtej uroczystości Świątek wygłosiła przemówienie do tenisistów i ich rodzin. “Bądźcie wytrwali, odważni i otwarci. Pamiętajcie, żeby dbać o siebie. Kiedy byłam młodsza, było mi trudno rozmawiać wprost o tym, co chcę osiągnąć. Stałam się o wiele lepszym człowiekiem, gdy w końcu przełamałam się. Nie bójcie się prosić o pomoc i rozmawiać o ważnych rzeczach” – mówiła. Od samego Nadala odebrała też podziękowania za obecność i wsparcie.

    “Iga, dziękuję ci, że tutaj jesteś. Dla nas to wielki zaszczyt, że możemy cię gościć. Wiem, że wszyscy w akademii doceniają, że chwilę po wygraniu French Open pojawiłaś się tu, żeby zainspirować tych młodych ludzi” – podsumował wówczas Hiszpan.

     

    Mecz Świątek – Eala odbędzie się w środę 26 marca. Jeśli Filipinka zwycięży, będzie mogła celebrować nie tylko awans do następnej rudny, ale też meldunek w pierwszej setce rankingu WTA.

     

  • ‎Iga Świątek zagra o półfinał w Miami. Wiadomo, o której godzinie

    ‎Iga Świątek zagra o półfinał w Miami. Wiadomo, o której godzinie

    ‎Iga Świątek zagra o półfinał w Miami. Wiadomo, o której godzini

    ‎Przed Igą Świątek mecz ćwierćfinałowy w ramach prestiżowego turnieju WTA 1000 na kortach twardych w Miami. Organizatorzy przekazali, o której godzinie Polka zmierzy się z Filipinką Alexandrą Ealą.

    ‎Rozstawiona z drugim numerem w Miami Open 2025 Iga Świątek otrzymała na początek wolny los, a potem wygrała trzy pojedynki bez straty seta. Polka odprawiła Francuzkę Caroline Garcię, Belgijkę Elise Mertens i Ukrainkę Elinę Switolinę. Jej przeciwniczką w ćwierćfinale będzie Alexandra Eala z Filipin.

    ‎Organizatorzy zawodów w Miami postanowili, że oba ćwierćfinały singla kobiet z dolnej części turniejowej drabinki odbędą się w środę (26 marca). Świątek i Eala zmierzą się ze sobą na korcie centralnym o godz. 18:00 czasu polskiego. Będzie to pierwszy mecz dnia na głównej arenie.

    ‎Świątek i Eala spotkają się po raz pierwszy w kobiecym tourze. 19-letnia reprezentantka Filipin otrzymała od organizatorów dziką kartę i wykorzystała swoją szansę. Aktualnie zajmuje w rankingu WTA 140 pozycję, ale jest już pewna tego, że w poniedziałek będzie o krok od Top 100. Gdyby udało się jej wygrać z Polką, to złamie tę magiczną barierę.

    ‎W środę odbędzie się również drugi ćwierćfinał z dolnej części drabinki kobiet. Zmierzą się w nim Emma Raducanu i Jessica Pegula. Pojedynek Brytyjki z Amerykanką rozpocznie się po godz. 24:00 naszego czasu.

    ‎Transmisja z meczu Świątek – Eala będzie dostępna w Canal+ Sport oraz serwisie Canal Plus Online. Relacja tekstowa na żywo na portalu WP SportoweFakty.

  • “Porażka Linette, ale oto wiadomość z Miami. Polka i tak zagra w półfinale.”

    “Porażka Linette, ale oto wiadomość z Miami. Polka i tak zagra w półfinale.”

    Magda Linette Odpada w Ćwierćfinale, ale Sensacyjne Wieści z Miami!

    Po wielu emocjonujących starciach Magda Linette zakończyła swój imponujący występ w turnieju WTA 1000 w Miami na etapie ćwierćfinału. Choć polska tenisistka prezentowała świetną formę, nie zdołała zatrzymać Jasmine Paolini – Włoszki o polskich korzeniach, która rozegrała fenomenalne spotkanie i zrewanżowała się za poprzednią porażkę. Paolini zwyciężyła 6:3, 6:2 w 77 minut i awansowała do półfinału, gdzie zmierzy się z Aryną Sabalenką lub Qinwen Zheng.

     

    Linette Zaskoczyła w Miami – Niesamowita Droga do Ćwierćfinału

     

    Magda Linette od początku turnieju prezentowała się znakomicie, przechodząc przez kolejne rundy bez straty seta. Po raz pierwszy w karierze dotarła do ćwierćfinału singlowych zmagań w Miami, pokonując takie rywalki jak Anastazja Pawluczenkowa, Jekaterina Aleksandrowa, Linda Fruhvirtová oraz Coco Gauff. Zwłaszcza zwycięstwo nad amerykańską gwiazdą zrobiło ogromne wrażenie – Linette imponowała serwisem i opanowaniem, co pozwoliło jej odnieść jedno z najcenniejszych zwycięstw w karierze.

     

    Paolini w Formie – Włoszka z Polskimi Korzeniami Nie Dała Szans

     

    Ćwierćfinał zapowiadał się niezwykle ekscytująco. Po drugiej stronie siatki stanęła Jasmine Paolini – finalistka Roland Garros i Wimbledonu 2024, która w Miami odnalazła świetną formę. Jej triumf nad Naomi Osaką w czwartej rundzie pokazał, że jest gotowa na wielkie wyzwania. Spotkanie z Linette miało dla niej dodatkowy wymiar – Włoszka chciała zrewanżować się za porażkę z Polką z września ubiegłego roku, kiedy to Linette zwyciężyła 6:4, 6:0 w Pekinie.

     

    Mecz pierwotnie zaplanowany na godzinę 19:00 czasu polskiego musiał zostać opóźniony ze względu na opady deszczu. Zawodniczki pojawiły się na korcie dopiero cztery godziny później, a ich rywalizację przeniesiono z głównego stadionu na Grandstand.

     

    Mocny Początek Linette, Ale Paolini Przejmuje Kontrolę

     

    Spotkanie rozpoczęło się obiecująco dla Linette – już w pierwszym gemie przełamała serwis rywalki. Jednak od tego momentu Paolini zaczęła narzucać swój rytm gry. Włoszka przejęła inicjatywę, zmuszając Polkę do defensywy i punktując precyzyjnymi uderzeniami. Linette starała się znaleźć sposób na powrót do gry, ale Paolini skutecznie odpierała jej ataki. Przy stanie 5:3 Włoszka serwowała na zwycięstwo w pierwszym secie i nie dała Polce najmniejszych szans, zamykając partię wynikiem 6:3.

     

    Linette Walczyła, Ale Paolini Nie Pozostawiła Złudzeń

     

    Drugi set rozpoczął się równie wymagająco dla Linette. Paolini szybko przełamała serwis Polki, a następnie utrzymała własne podanie, wychodząc na prowadzenie 2:0. Mimo że Linette miała szanse na wyrównanie, nie zdołała wykorzystać break pointa, a Włoszka ponownie przejęła inicjatywę. Kluczowy moment nastąpił przy stanie 3:1 – Paolini wywalczyła drugie przełamanie, co praktycznie przypieczętowało jej zwycięstwo.

     

    Linette nie poddała się bez walki – jeszcze w szóstym gemie miała trzy okazje na przełamanie, jednak Paolini zachowała zimną krew i skutecznie odpierała ataki. Ostatecznie Włoszka wygrała 6:3, 6:2, zapewniając sobie miejsce w półfinale.

     

    Co Dalej dla Magdy Linette?

     

    Choć Polka kończy swoją przygodę w Miami na ćwierćfinale, jej występ z pewnością można uznać za ogromny sukces. Po raz kolejny udowodniła, że potrafi rywalizować na najwyższym poziomie, pokonując wielkie nazwiska światowego tenisa. To doświadczenie z pewnością zaprocentuje w kolejnych turniejach.

     

    A co z Jasmine Paolini? Włoszka jest teraz o krok od finału i zmierzy się z jedną z czołowych zawodniczek – Aryną Sabalenką lub Qinwen Zheng. Czy zdoła podtrzymać swoją świetną formę i sięgnąć po największy sukces w karierze? Wszystko rozstrzygnie się już wkrótce!

     

  • Polka zrewanżowała się medalistce igrzysk na jej terenie. 6:0 na start, kapitalny triumf

    Polka zrewanżowała się medalistce igrzysk na jej terenie. 6:0 na start, kapitalny triumf

    Polka zrewanżowała się medalistce igrzysk na jej terenie. 6:0 na start, kapitalny triumf

    W momencie, gdy rozgrywany jest turniej WTA 1000 w Miami, odbywają się także imprezy niższej rangi. Jedną z nich jest ITF W75 w brazylijskiej Vacarii. Z numerem “8” występuje tam Katarzyna Kawa. Reprezentantka Polski ma już za sobą inauguracyjny występ w singlu. We wtorkowy wieczór naszego czasu rywalizowała z zawodniczką gospodarzy – Caroliną Alves. Tenisistka z Krynicy-Zdroju wzięła rewanż za ich jedyny dotychczas bezpośredni pojedynek i pokonała brązową medalistkę igrzysk panamerykańskich z 2019 roku 6:0, 7:5.

     

    Katarzyna Kawa kontynuuje swoje tournee po Ameryce Północnej i Południowej. Najpierw Polka zagrała w dwóch turniejach na kortach twardych. Później pozostała jeszcze na chwilę w Meksyku, by rozpocząć tam sezon gry na mączce. Następnie udała się do Brazylii. Wczoraj wieczorem zainaugurowała drugie zmagania w miejscowości Vicaria. Tydzień temu impreza miała rangę ITF W50, w tym jest już większa – ITF W75.

     

    Pierwszą przeciwniczką naszej tenisistki okazała się Carolina Alves. Reprezentantka gospodarzy plasuje się aktualnie na 264. miejscu w rankingu WTA, a więc o 45 pozycji niżej od zawodniczki z Krynicy-Zdroju. W przeszłości Brazylijka była już jednak notowana znacznie wyżej. Rekordową lokatę objęła we wrześniu 2022 roku. Wówczas była nawet 165. rakietą świata. Przed sześcioma laty Alves zdobyła brązowy medal igrzysk panamerykańskich w grze podwójnej w duecie z Luisą Stefani.

     

    Co ciekawe, Carolina zmierzyła się z Katarzyną dotychczas tylko raz. Miało to miejsce w kwietniu 2021 roku, kiedy Polki rywalizowały z Brazylijkami w Bytomiu w ramach rozgrywek BJK Cup. Wówczas tenisistka z Ameryki Południowej wygrała pojedynek 6:3, 7:5. Tym razem Kawa miała idealną okazję, by zrewanżować się przeciwniczce za tamtą porażkę. Na dodatek mogła to zrobić w takim stylu, jak Alves – na ojczystej ziemi rywalki.

     

    Katarzyna Kawa awansowała do drugiej rundy ITF W75 w Vacarii

     

    Mecz rozpoczynał się od serwisu zawodniczki gospodarzy. To Brazylijka jako pierwsza miała piłkę na 1:0, ale ostatecznie to Polka jako pierwsza objęła prowadzenie, wykorzystując drugiego break pointa. Następnie Katarzyna potwierdziła przewagę i zrobiło się 2:0. Kolejny gem przy podaniu Caroliny wyglądał bardzo podobnie do tego inauguracyjnego. Znów to Alves mogła najpierw kończyć rozdanie. Po drugiej okazji na przełamanie mieliśmy jednak trzecie “oczko” dla Kawy. Problemy po stronie 28-latki nie ustępowały. W trakcie piątego gema prowadziła 40-0, miała w sumie cztery okazje na premierowego gema. Nawet to nie wystarczyło do tego, by Brazylijka otworzyła swój licznik w premierowej odsłonie. Ostatecznie nasza tenisistka zgarnęła premierową odsłonę pojedynku rezultatem 6:0.

     

    Druga partia przebiegała już zupełnie inaczej. Najpierw Alves utrzymała swoje podanie, a później w końcu doczekała się premierowego przełamania na własne konto. Po kilku następnych minutach mogła już prowadzić… 4:0. Katarzyna wyszła jednak z opresji i rozpoczęła pogoń za przeciwniczką. Break w piątym gemie dawał nadzieję na wyrównanie po rozdaniu przy swoim serwisie. Kawa znów dała sobie wydrzeć podanie i zrobiło się 4:2 dla Caroliny. Później Polka zdołała jednak zniwelować stratę, a po przełamaniu w dziewiątym gemie serwowała nawet po zwycięstwo w meczu.

     

    Pierwsze podejście okazało się nieudane. Przeciwniczka odrobiła stratę breaka, ale nie nacieszyła się tym faktem zbyt długo. Kawie udało się zakończyć rywalizację jeszcze przed potencjalnym tie-breakiem. Na dziewięć ostatnich punktów, aż 8 trafiło na konto naszej reprezentantki. Udany rewanż stał się faktem. Zawodniczka z Krynicy-Zdroju triumfowała 6:0, 7:5 i awansowała do drugiej rundy ITF W75 w Vacarii, gdzie zagra z Rominą Ccuno lub Aurorą Zantedeschi. Niezależnie od ostatecznej rywalki, Kawa będzie faworytką do awansu do ćwierćfinału.

     

  • Jaka przyszłość polskich skoków? “Jeśli ktoś mówi inaczej, to jest w błędzie”

    Jaka przyszłość polskich skoków? “Jeśli ktoś mówi inaczej, to jest w błędzie”

    Jaka przyszłość polskich skoków? “Jeśli ktoś mówi inaczej, to jest w błędzie”

    Za polskimi skoczkami rywalizacja w Pucharze Kontynentalnym. Biało-Czerwoni tylko trzy razy stawali na podium. Dwukrotnie uczynił to Maciej Kot, a raz Piotr Żyła, z zatem zawodnicy ponad 30-letni. Ten pierwszy zajął miejsce w “10” klasyfikacji generalnej, a pierwszy raz od dawna zabrakło w niej przedstawiciela Słowenii. Z młodszych skoczków do podium zbliżył się tylko Kacper Juroszek. – Mamy zaplecze i jeśli ktoś mówi inaczej, to jest w błędzie. Ci zawodnicy potrzebują jednak czasu – powiedział Wojciech Topór, trener kadry B, w rozmowie z Interia Sport.

    Z grona czołowych ekip w skokach narciarskich Polska zachowała status quo w Pucharze Kontynentalnym. Nasi skoczkowie zdobyli niemal identyczną liczbę punktów, jak w sezon wcześniej. Można zatem powiedzieć, że nie było regresu, ale też nie było postępu.

    Tyle że w tym sezonie w wielu konkursach w polskich barwach startowali nasi juniorzy. Dla wielu z nich to był prawdziwy poligon doświadczalny, o czym mówił w rozmowie z Interia Sport Wojciech Topór, trener kadry B.

    Wojciech Topór: młodym skoczkom potrzeba spokoju, a tymczasem jest za dużo zmian i szukania

    Największe starty w PK w porównaniu do poprzedniego sezonu zanotowały reprezentacji: Austrii, Niemiec, Słowenii i Norwegii. Najwięcej zyskały Japonia i Finlandia.

    Tomasz Kalemba, Interia Sport: To był twój pierwszy sezon po zmianie trenera w kadrze B. Nie było chyba łatwo?

    Wojciech Topór: – To był rzeczywiście trudny sezon, bo na większości zawodów walczyliśmy bardzo młodym składem, co powinno zaprocentować w przyszłości. Z jednej strony fajnie, że młodzi skoczkowie mogli nabrać doświadczenia w tak mocnym przecież od tego sezonu Pucharze Kontynentalnym i do tego systematycznie punktowali. Pod koniec sezonu tak intensywna zima odbiła się na ich formie. Mieliśmy przecież kilka zmian stref czasowych i nie do końca udało się wszystkim je dobrze znieść. Niektórzy zgubili w tym czasie formę. Warto jednak podkreślić, że dla niektórych zawodników to były pierwsze wyjazdy poza Europę, a był ich kilka. I tak w miarę sobie z tym poradzili.

    “”Czasami miałem problem ze skleceniem składu na Puchar Kontynentalny. Jeśli ktoś skoczył słabiej, to nie było nikogo, kto czaiłby się na jego miejsce. W Austrii trzeba być dobrze zmotywowanym. Tam muszą walczyć o miejsce w każdych zawodach i przez to się napędzają””

    ~ Wojciech Topór dla Interia Sport

    Ciągle patrzymy na wyniki i chcielibyśmy, by ci młodzi dobijali już do Pucharu Świata, ale rzeczywiście oni dopiero zaczynają nabierać szlifów w tym wielkim skokowym świecie.

    – Mamy zaplecze i jeśli ktoś mówi inaczej, to jest w błędzie. Ci zawodnicy potrzebują jednak czasu. Dla wielu ten sezon w Pucharze Kontynentalnym był – jak do tej pory – największym wyzwaniem w karierze. Trzeba tych zawodników powoli wdrażać, bo oni naprawdę potrafią skakać. Mamy kilku ciekawych zawodników i trzeba im dawać szansę. Fajnie byłoby jednak, żeby – od czasu do czasu – było jednak trochę więcej rotacji w Pucharze Kontynentalnym, by ci starsi zawodnicy też skakali na takim poziomie, żeby można było ich brać na te zawody.

    Coś szczególnie ucieszyło cię tej zimy?

    – Teraz przychodzą mi do głowy tylko złe momenty. W Zakopanem wszystko pechowo ułożyło się w ostatnich zawodach Pucharu Kontynentalnego. Nawet bym tego nie przewidział. Nie dość, że startowaliśmy w złych warunkach, to Piotrkowi Żyle zabrakło kilku punktów, by powiększyć kwotę na Letnie Grand Prix, a Klimkowi Joniakowi zabrakło punktu, żebyśmy lato w Pucharze Kontynentalnym zaczynali w sześciu. W sobotę z kolei tuż przed końcem konkursu anulowano wyniki drugiej serii, kiedy na prowadzeniu był Piotrek. Czasami w gorszych warunkach czekamy godzinę, a tu decyzja zapadła w pięć minut.

    Ciągle mówimy o tym braku zaplecza w polskich skokach. Tymczasem odnoszę wrażenie, że mamy szeroką grupę zawodników, która skacze na naprawdę niezłym poziomie. Oni potrzebują jednak większej uwagi, by tego nie zmarnować.

    – Oczywiście, że oni mają duży potencjał, a za nimi idą kolejni. Skoczków narciarskich z pewnością nam nie zabraknie i będzie z kogo wybierać. Tym młodym zawodnikom potrzeba jednak trochę więcej spokoju. W ostatnim czasie jest za dużo zmian i szukania. Tak naprawdę w skokach trudno jest wymyślić coś nowego i trening w dużej mierze opiera się na tym samym od lat. Podstawy są niezmienne i tego się trzeba trzymać. A co do techniki skakania, to nie widziałem nikogo, kto wygrywałby zawody, lecąc na stojąco. Zawsze trzeba było latać z rotacją i nad nartami.

    Za tobą rok w kadrze B. Zmieniłbyś coś?

    – Jestem rzeczywiście mądrzejszy o ten rok i gdybym miał wtedy taką wiedzę, jaką mam teraz, to z pewnością ułożyłbym to trochę inaczej. Nie wiem jednak, czy będę miał okazję. Najpierw trzeba poczekać na decyzję władz Polskiego Związku Narciarskiego. Zobaczymy, jak on poukłada kadry. Na pewno mam w głowie plan, co będę chciał zrobić z zawodnikami, których chciałby mieć.

    Czemu Austriacy odjeżdżają tam wszystkim na każdym froncie? To kwestia właśnie techniki skoku, czy jednak mają bardziej utalentowanych skoczków?

    – Oni się napędzają. Tam ciągle jest walka o miejsce w kadrze, a ja czasami miałem problem ze skleceniem składu na Puchar Kontynentalny. Jeśli ktoś skoczył słabiej, to nie było nikogo, kto czaiłby się na jego miejsce. W Austrii trzeba być dobrze zmotywowanym. Tam muszą walczyć o miejsce w każdych zawodach i przez to się napędzają.

  • Niewiarygodne sceny: Nagła panika Świątek wstrząsnęła światem!

    Niewiarygodne sceny: Nagła panika Świątek wstrząsnęła światem!

    Niewiarygodne sceny: Nagła panika Świątek wstrząsnęła światem!

    Aż 40 uderzeń kończących i ledwie 18 niewymuszonych błędów zanotowała 338. tenisistka świata w meczu z Igą Świątek. Ana Konjuh sensacyjnie pokonała faworytkę 6:4, 2:6, 6:2. – Nie mam sobie nic do zarzucenia – stwierdziła Polka. Tamten mecz z trzeciej rundy turnieju WTA 1000 w Miami 2021 niektórzy kibice na pewno wspominają dziś, przed ćwierćfinałem Świątek z Alexandrą Ealą. 140. zawodniczka rankingu WTA dopiero co pokonała mistrzynię tegorocznego Australian Open, Madison Keys!

     

    Nie warto grać u bukmacherów, ale warto czasem podejrzeć ich przewidywania, żeby jeszcze lepiej zdać sobie sprawę z tego, jaki jest układ sił. Przed ćwierćfinałem Świątek – Eala fachowcy od zarabiania pieniędzy na kibicach szukających dodatkowych emocji są pewni: Polka wygra bezdyskusyjnie.

     

    Zobacz wideo Kamery są prawie wszędzie. “Świątek będzie musiała się tłumaczyć”

     

    Za postawienie złotówki na zwycięstwo wiceliderki światowego rankingu zarobi się pięć-siedem groszy w przypadku jej wygranej. Natomiast jeśli dojdzie do sensacji i ktoś tę sensację obstawi, to może zyskać nawet 10-krotność zaryzykowanej kwoty.

    Trener bronił Świątek po sensacji. „Naprawdę złego słowa nie mogę powiedzieć”

     

    Kibicom od lat śledzącym karierę Igi Świątek jej najbliższy mecz w Miami może przypominać wydarzenia stamtąd sprzed niemal idealnie czterech lat. Dokładnie 27 marca 2021 roku Polka była murowaną faworytką meczu z Aną Konjuh. Wtedy bukmacherzy szacowali szanse naszej zawodniczki na triumf podobnie jak teraz. Konjuh była dopiero 338. w rankingu WTA. A Świątek zajmowała 16. miejsce. Iga była nową gwiazdą światowego tenisa. Taką, która zaledwie pół roku wcześniej wygrała swój pierwszy turniej wielkoszlemowy – Roland Garros 2020 (przez pandemię koronawirusa rozgrywano go wówczas dopiero jesienią).

     

    W tamtym turnieju w Miami, identycznie jak teraz, Świątek miała wolny los w pierwszej rundzie. W drugiej pokonała Barborę Krejcikovą 6:4, 6:2. I choć startująca z dziką kartą Konjuh odprawiła Katerinę Siniakową i Madison Keys, to nikt się nie spodziewał, że to samo zrobi z Polką. Wygrywając z Siniakovą ona odniosła swoje pierwsze od trzech lat zwycięstwo w drabince głównej cyklu WTA. Z Keys cieszyła się z pierwszego od czterech lat zwycięstwa nad kimś z top 20 światowego rankingu. A ze Świątek dorzuciła kolejny taki triumf, bo zagrała rewelacyjnie.

     

    Iga mogła zagrać mecz z Konjuh inaczej. Ale w trzecim secie. W pierwszym niewiele miała do powiedzenia. To, że wynik był tylko 4:6, Iga zawdzięczała swojej świetnej grze. Naprawdę złego słowa nie mogę powiedzieć o grze Igi w tamtym secie. Konjuh zrobiła wtedy tylko trzy błędy – mówił później w rozmowie ze Sport.pl ówczesny trener Świątek, Piotr Sierzputowski. – Konjuh grała przeciw Idze świetnie. Super, że w pierwszym secie Iga jej stawiła czoła i sprawiła, że drugi set wyglądał już inaczej. Natomiast w trzecim się zapędziła. Trochę młodzieńczej fantazji się jej włączyło – dodawał trener.

    Świątek na pewno to pamięta. To była ważna porażka

     

    Decydującego seta Świątek zaczęła od wygranego gema, ale gdy dała się przełamać na 1:2, to na przerwę zeszła podłamana. „Gdy odpoczywała na ławeczce, wydawała się bliska łez. Tak jakby wpadła w popłoch, że jednak nie uratuje tego zwycięstwa – mówiła ostatnio, jak dużym obciążeniem jest nowa rola faworytki. I nie odzyskała już kontroli nad meczem” – relacjonował na Sport.pl Paweł Wilkowicz.

     

    W całym trzysetowym boju ofensywna Konjuh popełniła tylko 18 niewymuszonych błędów, a Świątek – 29. Chorwatka zagrała aż 40 uderzeń kończących, a Polka – 27.

     

    Między nimi absolutnie nie było widać aż 322 miejsc różnicy w światowym rankingu. Tamtego dnia Konjuh przypomniała światu, że kiedyś była w top 20. A wypadła z czołówki przez ogromne kłopoty zdrowotne. Między rokiem 2017, gdy była właśnie numerem 20 w rankingu WTA, a rokiem 2021, gdy sprawiła sensację w meczu ze Świątek, Chorwatka przeszła aż cztery operacje łokcia. – Cieszę się, że wróciła do tenisa i pokazuje, że może wygrywać. To jest fajna historia – mówiła później Iga, pokazując wielką klasę. – Nie mam sobie nic do zarzucenia – stwierdziła nawet. Choć tak naprawdę, jak to u perfekcjonistki, po chwili sama wskazała, że niepotrzebnie traciła energię na denerwowanie się na siebie. Ale koniec końców stwierdziła słusznie: „Nie jest tak, że to ja przegrałam ten mecz, tylko to ona ten mecz wygrała”.

    Abramowicz podkreślała: „Tak trzeba patrzeć na swoją karierę”

     

    Jakiś czas po tamtym przegranym meczu Świątek wypowiedziała się jeszcze głośniej. Zrobiła to w swoich mediach społecznościowych, pisząc tak: “Myślę, że warto w tym wszystkim pamiętać, że to nie sprint, a maraton”.

    Będę nieustannie podkreślać to, co Iga powiedziała po przegranym meczu z Aną Konjuh w Miami. Napisała wtedy do kibiców, że jej kariera to maraton, a nie sprint. Użyła bardzo trafnej metafory. Wiem, że ta metafora może się wydawać wyświechtana, ale naprawdę tak trzeba patrzeć na swoją karierę, kiedy jest się na początku i chce się mieć tę karierę zdrową – podkreślała na Sport.pl kilka miesięcy później Daria Abramowicz, psycholożka pracująca ze Świątek.

     

    Eala prosiła Świątek o wspólne zdjęcie

    Dziś maratonka Iga stanie w Miami przed wyzwaniem w jakiejś mierze podobnym do tamtego sprzed czterech lat. Nikt na świecie nie wyobraża sobie, że Alexandra Eala może pokonać Polkę. Mimo że 140. tenisistka rankingu WTA kilka dni temu pokonała m.in. Jelenę Ostapenko i Madison Keys. Niespełna 20-letnia Filipinka absolutnie niespodziewanie ograła dwie mistrzynie wielkoszlemowe, w tym najświeższą. Przecież Keys ledwie dwa miesiące temu triumfowała w Australian Open. Czyli w tym turnieju, do którego Eala się nie zakwalifikowała, odpadając już w pierwszej rundzie eliminacji.

     

    Oczywiście Keys przeżywa ostatnio bardzo trudne chwile. W dwusetowym meczu z Ealą (4:6, 2:6) popełniła aż 51 (!) niewymuszonych błędów. Amerykanka za darmo oddała Filipince większość punktów, które ta zdobyła. Eala wygrała w meczu 73 punkty. Dla Keys to był kolejny koszmarny mecz po przegranym 0:6, 1:6 półfinale w Indian Wells z Aryną Sabalenką. Trudno wyobrazić sobie, żeby Świątek mogła się przydarzyć podobna zapaść. Polka dopiero co pokazała kawał dobrego, ofensywnego tenisa w wygranym 7:6, 6:3 meczu czwartej rundy z Eliną Switoliną. Iga wydaje się być w gazie. A Eala przed chwilą miała przymusową przerwę, bo Paula Badosa, czyli jej rywalka w czwartej rundzie, z powodu kontuzji wycofała się z turnieju.

     

    Polka i Filipinka zagrają ze sobą po raz pierwszy. Ale kiedyś już razem trenowały. I to w Miami. A znają się również z uroczystości w Akademii Rafaela Nadala. W czerwcu 2023 roku wielki mistrz zaprosił naszą mistrzynię na zakończenie roku szkolnego. Świątek nie tylko przemawiała i podrzucała biret tak jak absolwenci akademii, ale też – jak widać – nie odmawiała im wspólnych fotografii.

     

    Od meczu z Konjuh sprzed czterech lat Świątek nie przegrała z żadną rywalką spoza pierwszej setki światowego rankingu. I, z całym szacunkiem do Eali, naprawdę trudno sobie wyobrazić, że to mogłoby się teraz zmienić.

  • Znamy godzinę meczu Igi Świątek o półfinał WTA w Miami! Świetne wieści!

    Znamy godzinę meczu Igi Świątek o półfinał WTA w Miami! Świetne wieści!

    Znamy godzinę meczu Igi Świątek o półfinał WTA w Miami! Świetne wieści!

    Poznaliśmy godzinę meczu Igi Świątek o półfinał turnieju WTA 1000 w Miami! Wiceliderka rankingu WTA po zwycięstwie nad Eliną Switoliną o półfinał zmierzy się z Alexandrą Ealą, która sensacyjnie awansowała do ćwierćfinału imprezy. Poznaliśmy godzinę tego meczu.

     

    Iga Świątek idzie jak burza w tegorocznym turnieju w Miami! Polka na Florydzie ograła już Caroline Garcię, Elise Mertens i Elinę Switolinę. Wszystkie spotkania zamknęła w dwóch setach. W ćwierćfinale czeka ją mecz z rewelacją tegorocznego turnieju — Alexandrą Ealą.

     

    Filipinka notowana na 140. miejscu w rankingu WTA ma zaledwie 19 lat. W Miami wystartowała po udziale w kilku turniejach niższej rangi. Na Florydzie Eala ograła kolejno Katie Volynets, Jelenę Ostapenko i Madison Keys. W 1/8 finału nie musiała rozegrać choćby jednego punktu, bo z turnieju przez kontuzję wycofała się Paula Badosa.

     

    Iga Świątek nigdy dotąd nie mierzyła się z Ealą.

     

    O której godzinie mecz Igi Świątek z Alexandrą Ealą?

    Spotkanie Igi Świątek z Alexandrą Ealą rozpocznie się o godz. 18.00 polskiego czasu. Mecz odbędzie się na Hard Rock Stadium jako pierwsze w środę. W następnej kolejności mają się tam odbyć mecze Alexandra Zvereva z Arhutrem Filsem (nie przed 20.00 polskiego czasu), a następnie Francisco Cerundolo z Grigorem Dimitrowem.

     

    Następnie na kort wybiegną Emma Raducanu i Jessica Pegula (nie przed północą), a w ostatnim meczu dnia Sebastian Korda zagra z Novakiem Djokoviciem. To spotkanie zaplanowano nie wcześniejniż o 1.30.

     

  • Tak Iga Świątek spędza czas między meczami w Miami. Zatrzymała się w luksusowym hotelu

    Tak Iga Świątek spędza czas między meczami w Miami. Zatrzymała się w luksusowym hotelu

    Tak Iga Świątek spędza czas między meczami w Miami. Zatrzymała się w luksusowym hotelu

    Iga Świątek od kilku dni przebywa na Florydzie, gdzie trwa Miami Open. Polka dotarła do ćwierćfinału, w którym zmierzy się z Alexandrą Ealą. Tymczasem wiceliderka rankingu WTA zdradziła fanom, w jakim hotelu zatrzymała się w trakcie turnieju.

     

    Iga Świątek rozpoczęła rywalizację w turnieju WTA 1000 w Miami od pokonania Caroline Garcii 6:2, 7:5. Kolejną rywalką Polki była Elise Mertens, którą ograła 7:6(2), 6:1. W 1/8 finału Polka pokonała Elinę Switolinę 7:6(5), 6:3, a o awans do półfinału powalczy z Alexandrą Ealą.

    W ostatnich dniach wiele pisało się nie tylko o meczach Igi Świątek, ale też o incydencie, do którego doszło na jednym z treningów naszej tenisistki. Na trybunach pojawił się mężczyzna, który wykrzykiwał różne zdania w kierunki sportsmenki. Poruszał m.in. temat jej relacji z mamą Dorotą. Gdy sztab zgłosił tę sprawę organizatorowi turnieju oraz WTA, podjęto m.in. decyzję o dodatkowej ochronie.

     

    Iga Świątek pokazała zdjęcia z Miami. Tak wypoczywa w wolnych chwilach

     

    Tymczasem Iga Świątek odezwała się do fanów na Instastory. Tenisistka opublikowała zdjęcia, na których widać jak relaksuje się w wolnym czasie w Miami. Polka wyznała fanom, że zatrzymała się w pięciogwiazdkowym obiekcie The Ritz-Carlton Bal Harbour.

     

    Na jednej z fotografii uwieczniono, jak 23-latka wypoczywała na balkonie z książką w ręku, na innej widać, jak spędzała czas nad wodą w pobliżu hotelu.

     

    Noclegi w tym obiekcie do najtańszych nie należą. W kwietniu za dobę dla dwóch osób zapłacimy od ok. 4,6 tys. zł do nawet ponad 20 tys. zł. Trzeba jednak wyjaśnić, że Iga Świątek przebywa w The Ritz-Carlton Bal Harbour na zasadzie współpracy, co wyraźnie zaznaczyła w swojej relacji.

     

    Kilka dni temu Polka brała udział w spotkaniu z fanami, które zorganizowano właśnie we wspomnianym hotelu.