Category: Celebrities

  • Iga Świątek zdeklasowała Evę Lys. Awans Polki w 72 minuty. Będzie hit w meczu o ćwierćfinał

    Iga Świątek zdeklasowała Evę Lys. Awans Polki w 72 minuty. Będzie hit w meczu o ćwierćfinał

    Iga Świątek zdeklasowała Evę Lys. Awans Polki w 72 minuty. Będzie hit w meczu o ćwierćfinał

    Noc z piątku na sobotę przyniosła polskim kibicom tenisa rywalizację z udziałem Igi Świątek. Nasza reprezentantka wystąpiła w pierwszym spotkaniu sesji wieczornej. 24-latka walczyła o awans do czwartej rundy WTA 1000 w Montrealu z Evą Lys. Niemka zaprezentowała się lepiej niż podczas ich starcia w Australian Open, ale to i tak było za mało na bardzo dobrze dysponowaną Świątek. Po 72 minutach sędzia ogłosił zwycięstwo Igi 6:2, 6:2. Polka zagra o ćwierćfinał z tenisistką, z którą walczyła kilka tygodni temu na Wimbledonie.

     

    Pierwszym występem Igi Świątek po efektownym triumfie na Wimbledonie okazał się mecz przeciwko Hanyu Guo w ramach drugiej rundy WTA 1000 w Montrealu. Polka miała trochę problemów z serwisem zwłaszcza w pierwszym secie, ale w końcówce pojedynku złapała odpowiedni rytm i zupełnie zdominowała Chinkę. Na słowa pochwały zasługiwał return, który otwierał raszyniance sporo możliwości. Ostatecznie nasza reprezentantka pokonała zawodniczkę z Azji 6:3, 6:1 i zameldowała się w 1/16 finału kanadyjskiego tysięcznika.

     

    Kolejne starcie z udziałem mistrzyni tegorocznego Wimbledonu przypadło na noc z piątku na sobotę czasu polskiego. Tym razem organizatorzy turnieju umieścili mecz tenisistki rozstawionej z “2” w sesji wieczornej. Przeciwniczką Polki okazała się Eva Lys. Niemka pokonała w poprzedniej fazie Anastazję Pawluczenkową. Dzięki temu 23-latka otrzymała szansę na poprawienie wojego dorobku w potyczkach ze Świątek. Gdy panie spotkały się w czwartej rundzie Australian Open 2025, wówczas Iga triumfowała 6:0, 6:1. Teraz reprezentantka naszych zachodnich sąsiadów chciała pozostawić po sobie lepsze wrażenie.

     

    WTA Montreal: Iga Świątek kontra Eva Lys w trzeciej rundzie singla

     

    Mecz rozpoczął się od serwisu Lys. Polka od początku starała się wywierać sporą presję na rywalce poprzez return. Chociaż Niemka posiadała piłkę na 1:0, to później Świątek doprowadziła do stanu równowagi, a w następnej kolejności do break pointów. Pierwszego z nich Eva wybroniła w bardzo dobrym stylu. Przy drugim zanotowała jednak podwójny błąd serwisowy i dzięki temu Iga już na “dzień dobry” przełamała przeciwniczkę. Po zmianie stron podawała nasza reprezentantka. Zaczęło się dość nerwowo, po podwójnym błędzie serwisowym 24-latki zrobiło się 0-30. Później raszynianka zgarnęła jednak cztery punkty z rzędu i potwierdziła przewagę breaka.

     

    Świątek nie zamierzała spuszczać z tonu, ciągle starała się kontynuować intensywność, jaką narzuciła od pierwszych piłek. W następnym gemie znów obserwowaliśmy walkę na przewagi przy podaniu Lys. Tym razem nie doczekaliśmy się jednak okazji na przełamanie dla Igi i Niemka doczekała się premierowego “oczka”. Następne minuty należały do serwujących. Eva próbowała się dostosować do poziomu, jaki narzuciła raszynianka i długimi fragmentami całkiem nieźle jej to wychodziło. W trakcie siódmego rozdania pojawiły się kolejne break pointy dla 24-latki. Po drugim z nich Polka wyszła na 5:2 i mogła zamykać partię. Poradziła sobie z tym faktem bez większego problemu. Przy drugim setbolu nasza tenisistka posłała serwis, którego Lys nie zdołała zareturnować. Ostatecznie premierowa odsłona zakończyła się wynikiem 6:2.

     

    Raszynianka nie zamierzała się zatrzymywać. W fantastycznym stylu zainaugurowała drugą partię, nie tracąc ani jednego punktu przy podaniu Lys. Podczas jednej z akcji popisała się nawet efektownym wolejem przy siatce. Po zmianie stron Świątek miała pewne problemy, tak jak w drugim gemie pierwszego seta. Musiała wychodzić ze stanu 0-30 po podwójnym błędzie serwisowym, ale jeszcze raz uczyniła to skutecznie. Eva traciła powoli argumenty do nawiązania wyrównanej walki. Przy swoim podaniu nie zdobyła ani jednego punktu i zrobiło się już 3:0 dla Igi z podwójnym przełamaniem.

     

    W trakcie czwartego rozdania Lys doczekała się break pointa. Mimo to Polka nie dopuściła do odrobienia jednego przełamania. Raszynianka zgarnęła trzy akcje z rzędu i wyszła na 4:0. W następnych minutach obie utrzymywały swoje podania i taka kolej rzeczy zachowała się aż do końca pojedynku. Ostatecznie Świątek triumfowała w całym meczu 6:2, 6:2 po 72 minutach rywalizacji. O ćwierćfinał WTA 1000 w Montrealu nasza reprezentantka powalczy z Clarą Tauson. Dunka będzie chciała zrewanżować się Polce za porażkę w czwartej rundzie tegorocznego Wimbledonu.

     

  • Głośno o Wiktorowskim, a tu wieści z Montrealu w środku nocy. Alarm. Osaka ujawnia

    Głośno o Wiktorowskim, a tu wieści z Montrealu w środku nocy. Alarm. Osaka ujawnia

    Głośno o Wiktorowskim, a tu wieści z Montrealu w środku nocy. Alarm. Osaka ujawnia

    To miał być rutynowy powrót Naomi Osaki na turniej w Montrealu, ale szybko zamienił się w istny rollercoaster nieoczekiwanych wydarzeń — zarówno na korcie, jak i poza nim. W ciągu zaledwie kilku godzin tenisowy świat przeszedł od spokojnego śledzenia wczesnych rund turnieju WTA 1000 do ekscytacji z powodu dwóch sensacyjnych wiadomości: niespodziewanego trenerskiego zwrotu z udziałem znanej Polakom postaci oraz niepokojącej ewakuacji z hotelu w środku nocy, która zmusiła Osakę do ucieczki z budynku tylko z paszportem w dłoni.

     

    Wiktorowski na horyzoncie – pogłoski o nowym duecie

     

    W poniedziałek polskie media sportowe obiegła prawdziwa bomba: Tomasz Wiktorowski, były trener liderki światowego rankingu Igi Świątek, miałby dołączyć do sztabu Naomi Osaki. Informację jako pierwszy podał portal Polski-Tenis.pl, sugerując, że Wiktorowski rozważany jest jako następca Patricka Mouratoglou, który niedawno zrezygnował z funkcji szkoleniowca Japonki. Możliwość współpracy polskiego trenera z jedną z największych gwiazd kobiecego tenisa natychmiast wzbudziła emocje.

     

    Gdy spekulacje zaczęły przybierać na sile, otoczenie Osaki postanowiło zabrać głos. Jej agent, Stuart Duguid z agencji Evolve, potwierdził, że rozmowy z Wiktorowskim rzeczywiście się odbyły. Jednocześnie zaznaczył, że Polak nie obejmie na razie roli głównego trenera. Zamiast tego udał się do Kanady, by przez kilka dni obserwować pracę zawodniczki — to swoisty „okres próbny” podczas turnieju Omnium Banque Nationale.

     

    > „Skontaktowałam się z agentem Osaki, Stuartem Duguidem, który potwierdził, że Wiktorowski jest już w drodze do Montrealu” — przekazała renomowana dziennikarka tenisowa Courtney Nguyen. „To wstępne spotkanie i okres obserwacji — nie oznacza to, że od razu przejmuje prowadzenie treningów”.

     

     

     

     

     

    Nocna ewakuacja: Osaka opuszcza hotel tuż przed pierwszym meczem

     

    Jakby tego było mało, Osaka po swoim pierwszym meczu w Montrealu ujawniła jeszcze bardziej szokującą historię — noc przed spotkaniem musiała nagle opuścić hotel z powodu alarmu przeciwpożarowego.

     

    Do incydentu doszło w środku nocy, zaledwie kilka godzin przed jej debiutem na turnieju. Była liderka światowego rankingu wyznała, że musiała zbiec po schodach z 12. piętra, mając przy sobie tylko paszport.

     

    > „To noc przed twoim meczem, a alarm przeciwpożarowy zmusza cię do ewakuacji. Łapiesz tylko paszport i zbiegasz po 12 piętrach” — opowiedziała Osaka o dramatycznym zdarzeniu, które z łatwością mogło wybić ją z rytmu.

     

     

     

    Pomimo tej niecodziennej sytuacji, 27-letnia Japonka zachowała pełną koncentrację i spisała się znakomicie na korcie.

     

     

     

    Mocny początek w Montrealu – Osaka w świetnej formie

     

    Dla Osaki był to pierwszy występ w Montrealu od 2018 roku. W pierwszej rundzie zmierzyła się z kanadyjską zawodniczką z dziką kartą, Arianą Arseneault, wygrywając pewnie 6:4, 6:2. Obecnie zajmująca 49. miejsce w rankingu WTA Japonka zaprezentowała błysk przebłysku dawnej klasy — tej samej, która przyniosła jej cztery tytuły wielkoszlemowe: dwa na Australian Open i dwa na US Open.

     

    Powrót do formy przychodzi w idealnym momencie — US Open zbliża się wielkimi krokami. Montreal jednak nie przywitał jej łagodnie — nocne alarmy i niejasności wokół jej sztabu szkoleniowego tworzą atmosferę napięcia.

     

    Na razie jednak Osaka skupia się wyłącznie na grze. W drugiej rundzie zmierzy się z Rosjanką Ludmiłą Samsonową. W przypadku zwycięstwa, w 1/8 finału zagra ze zwyciężczynią meczu między Meksykanką Renatą Zarazuą a dobrze znaną polskim kibicom Jeleną Ostapenko — pogromczynią Igi Świątek.

     

     

    Co dalej?

     

    Na razie oczy tenisowego świata są zwrócone na Naomi Osakę — nie tylko z powodu jej powrotu do formy, ale też z ciekawością, co przyniesie przyszłość. Czy Tomasz Wiktorowski stanie się nowym trenerem w jej narożniku? Czy Osaka wykorzysta chaos z Montrealu jako paliwo do głębokiego turniejowego biegu?

     

    Jedno jest pewne: Osaka wróciła — i zabrała ze sobą całą dramaturgię. Zarówno na korcie, jak i poza nim. Nawet schodząc 12 pięter po schodach.

     

  • Zszokowana i Wyeliminowana: Upadek Mistrzyni Wimbledonu, Którego Nikt Się Nie Spodziewał

    Zszokowana i Wyeliminowana: Upadek Mistrzyni Wimbledonu, Którego Nikt Się Nie Spodziewał

    Zszokowana i Wyeliminowana: Upadek Mistrzyni Wimbledonu, Którego Nikt Się Nie Spodziewał

    Jeszcze rok temu była u szczytu. Barbora Krejcikova – cicha bohaterka kortów, której triumf na Wimbledonie poruszył cały tenisowy świat – dziś musi pogodzić się z brutalną rzeczywistością. Marzenia o ponownej chwale prysły w mgnieniu oka. Jej błyskotliwa kariera, przyćmiona przez długą kontuzję i brak rytmu meczowego, właśnie doznała kolejnego ciosu. Montreal, który miał być nowym początkiem, okazał się bezlitosnym końcem.

     

    Czeszka, która w 2021 roku zdobyła Roland Garros, a w 2024 roku wzniosła prestiżowy puchar Wimbledonu, jeszcze kilka miesięcy temu kończyła sezon występem w półfinale WTA Finals. Wydawało się, że wszystko zmierza ku kolejnemu sukcesowi. Ale potem przyszedł niespodziewany zwrot akcji – poważna kontuzja pleców, która całkowicie wykluczyła ją z rywalizacji na ponad pół roku. Powrót do formy okazał się znacznie trudniejszy, niż mogłaby przypuszczać nawet sama mistrzyni.

     

    Do gry wróciła dopiero w maju, gdy rozpoczął się sezon na kortach ziemnych. Niestety, każdy kolejny występ zamiast być krokiem w przód, był raczej sygnałem alarmowym. W Strasburgu już w pierwszym meczu musiała uznać wyższość Magdy Linette. W Paryżu – mieście jej dawnej chwały – przegrała po drugim spotkaniu. Potem przyszły zmagania na trawie. Turniej w Eastbourne zakończyła na ćwierćfinale, ale ból uda nie pozwolił jej kontynuować. Choć wystartowała w Wimbledonie, odpadła już w trzeciej rundzie po porażce z Emmą Navarro, kończąc tym samym nadzieje na obronę tytułu.

     

    I wreszcie przyszedł Montreal. Turniej WTA 1000, w którym Krejcikova miała rozpocząć nowy rozdział. Jej przeciwniczką była była mistrzyni US Open, Bianka Andreescu, grająca z dziką kartą i plasująca się obecnie na 187. miejscu w rankingu WTA. Teoretycznie Krejcikova – mimo spadku na 80. pozycję – wciąż była faworytką. Ale kort szybko zweryfikował te przewidywania.

     

    Już w drugim gemie meczu Krejcikova musiała bronić break pointów. Wybrnęła z trudnej sytuacji, ale sama nie wykorzystała żadnej ze swoich szans na przełamanie. Gdy przy stanie 5:3 dla Andreescu pojawiła się kolejna okazja do odrobienia strat, ponownie zabrakło skuteczności. Kanadyjka zachowała zimną krew, obroniła dwa break pointy i zamknęła seta przy pierwszej okazji.

     

    Drugi set rozpoczął się znacznie lepiej dla czeskiej tenisistki. Przełamała Andreescu i szybko objęła prowadzenie 3:0. Wszystko wskazywało na to, że to moment przełomu. Jednak w tym właśnie momencie Kanadyjka ruszyła do kontrataku. Wygrała pięć gemów z rzędu, całkowicie przejmując kontrolę nad meczem. Krejcikova wyglądała na zdezorientowaną, jakby duch walki, który kiedyś ją napędzał, nagle ją opuścił. Ostatecznie Andreescu zwyciężyła 6:3, 6:4 i to ona awansowała do drugiej rundy, gdzie zmierzy się z utalentowaną Mirrą Andriejewą.

     

    Barbora Krejcikova – była mistrzyni, kobieta, która potrafiła zawojować wszystkie turnieje wielkoszlemowe w deblu i singlu – dziś zmaga się z czymś, czego nie da się pokonać jedynie siłą woli. Ciało odmawia posłuszeństwa, rytm meczowy jest zakłócony, a mentalne obciążenie po tylu porażkach staje się coraz trudniejsze do uniesienia.

     

    Czy to tylko przejściowy kryzys, czy początek nieuchronnego końca wielkiej kariery? Czas pokaże. Jedno jest pewne – Barbora Krejcikova nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, ale jeśli chce wrócić na szczyt, czeka ją najtrudniejsza walka w życiu –ta z samą sobą.

     

  • Fantastyczne biegi polskich sztafet! Mamy kolejne złoto!

    Fantastyczne biegi polskich sztafet! Mamy kolejne złoto!

    Fantastyczne biegi polskich sztafet! Mamy kolejne złoto!

    Polskie sztafety mają się dobrze i wygląda na to, że w przyszłości także mogą! Nasi reprezentanci w składzie: Daniel Sołtysiak, Marcin Karolewski, Wiktor Wróbel i Maksymilian Szwed, zdobyli złoty medal Uniwersjady w sztafecie 4×400 metrów! Niemal równie wspaniale spisały się ich koleżanki z kadry, które na tym samym dystansie wywalczyły srebro!

     

    Polacy przez długi czas nie byli w stanie zdobyć złota na Uniwersjadzie w Zagłębiu Ruhry. Było już nawet tak, że mieliśmy trzynaście medali i żadnego złotego. Na szczęście do głosu doszła bieżnia. Najpierw sztafeta mieszana 4×400 metrów, a potem Filip Ostrowski na 1500 metrów i klątwa padła (później swoje dorzucili też siatkarze). Trzy dni minęły, a my znów możemy cieszyć się z polskiego zwycięstwa, ponownie na bieżni.

     

    Co za bieg! Zupełna dominacja!

     

    Jego autorami są członkowie męskiej sztafety 4×400 metrów w składzie: Daniel Sołtysiak, Marcin Karolewski, Wiktor Wróbel i Maksymilian Szwed. Polacy spisali się wprost fenomenalnie. Prowadzili niemal od początku do końca, a gdy Szwed przejmował pałeczkę jako ostatni, miał dużą przewagę. Naciskali go co prawda Węgier i Turek, ale w końcówce się pogubili, a Polacy z czasem 3:04.64 mogli cieszyć się ze złotych medali! Z kolei wspomniani reprezentanci Turcji oraz Węgier nie tylko nie odebrali nam złota, ale też nawet nie wywalczyli srebra, bo na ostatniej prostej wyprzedził ich Amerykanin (brąz dla Turków).

     

    Medal nie dla każdego. Ale dla Polek owszem!

     

    Srebro z kolei jak najbardziej padło łupem kolejnej naszej sztafety 4×400 metrów, tylko w wydaniu kobiecym. Nasze reprezentantki, które wystąpiły w składzie: Kinga Gacka, Weronika Bartnowska, Paulina Kubis i Aleksandra Formella, przez większość biegu goniły niesamowicie dysponowane Niemki. Nasze zachodnie sąsiadki wystrzeliły jak z katapulty, biegnąc z dużą przewagą przez cały bieg. Formella na ostatniej zmianie robiła, co mogła, ale strata była zbyt wielka. Reszta stawki przybiegła wiele metrów za czołową dwójką, a z tych ekip brąz wywalczyły Kanadyjki.

     

    Dzięki wyczynom naszych sztafet Polska ma aktualnie 22 medale, a w tym pięć złotych, dziewięć srebrnych i osiem brązowych, co w tabeli medalowej live daje nam 10. miejsce. Przypomnijmy, że niedziela 27 lipca to ostatni dzień rywalizacji w Niemczech.

     

    Dzięki wyczynom naszych sztafet Polska ma aktualnie 22 medale, a w tym pięć złotych, dziewięć srebrnych i osiem brązowych, co w tabeli medalowej live daje nam 10. miejsce. Przypomnijmy, że niedziela 27 lipca to ostatni dzień rywalizacji w Niemczech.

     

  • Polki mają grać w kraju na krawędzi wojny. Jest reakcja: “Ja mogę tu zostać”

    Polki mają grać w kraju na krawędzi wojny. Jest reakcja: “Ja mogę tu zostać”

    Polki mają grać w kraju na krawędzi wojny. Jest reakcja: “Ja mogę tu zostać”

    Polskie siatkarki na niespełna miesiąc przed mistrzostwami świata mogą martwić się nie tylko o swoją formę podczas tej imprezy, ale i o bezpieczeństwo. Najbardziej zaskoczona wieściami o konflikcie zbrojnym na granicy będącej gospodarzem turnieju Tajlandii była Malwina Smarzek. I to ona wyszła z pewną propozycją.

     

    Tajlandia to turystyczny raj, ale obecnie jest o niej głośno za sprawą walk na granicy z Kambodżą. Polskie siatkarki co prawda na razie skupiają się na niedzielnym meczu o trzecie miejsce w Lidze Narodów w Łodzi, ale docierają do nich też informacje o sytuacji w kraju, do którego mają się niedługo udać na mistrzostwa świata. W rozmowie z dziennikarzami kilka z nich odniosło się do sprawy.

     

    Polka przeżyła już podobną sytuację. “Widać było, że coś się dzieje”

     

    Polki w sobotę zaliczyły brutalną weryfikację w półfinale LN – przegrały po słabym meczu z Włoszkami 0:3. O trzecie z rzędu zajęcie trzeciego miejsca w tych prestiżowych rozgrywkach powalczą w niedzielę z Japonkami. Ale z tyłu głowy one same i kibice mają już rozpoczynające się 22 sierpnia MŚ. A za sprawą wrzenia na granicy z Kambodżą i wprowadzenia stanu wojennego w tamtym rejonie Tajlandii w pełni zasadne są pytania o bezpieczeństwo uczestniczek siatkarskiego mundialu. Co na to same Polki, które pierwszy mecz grupowy rozegrają w Phuket 23 sierpnia?

     

    – Słyszałyśmy o tym coś, ale na razie to jest z boku. Teraz musimy się skupić na tym, co tu i teraz, czyli na niedzielnym meczu. A potem będziemy się martwić tym, jak wygląda tamtejsza sytuacja – zaznacza Katarzyna Wenerska.

     

    Gdy pytam ją, czy w przeszłości grała już w kraju, w którym panowała napięta sytuacja polityczna, to przypomina wyjazdowy mecz Ligi Mistrzów z ukraińskim WK Prometej Dnipro, który odbył się w grudniu 2021 roku, czyli niespełna trzy miesiące przed atakiem zbrojnym Rosji, który rozpoczął pełnoskalową wojnę.

     

    – Już wtedy, gdy tam byłyśmy, to widać było, że coś się dzieje. Bardzo dużo wojskowych za nami chodziło, zatrzymywano często do kontroli – wspomina rozgrywająca Biało-Czerwonych.

     

    Ale stwierdza też, że tamte okoliczności nie sprawiły, by ona czy jej koleżanki miały problem z grą.

     

    Polki czekają na decyzję PZPS. Smarzek ma propozycję

     

    Za sprawą agresji militarnej Rosji trzy lata temu kraj ten stracił miano gospodarza MŚ siatkarzy. Organizację imprezę przejęły wówczas Polska i Słowenia. Wielka ranga zbliżającego się turnieju w Tajlandii sprawia, że temat jest mocno dyskutowany, a działacze obserwują rozwój sytuacji. W cytowanym przez Interię komunikacie Międzynarodowa Federacja Piłki Siatkowej (FIVB) zaznaczyła już jednak, że kobiecy mundial zgodnie z planem odbędzie się w Tajlandii. Z pewnością znaczenie może mieć tu fakt, że zostało bardzo mało czasu na szukanie alternatywy. W oświadczeniu zapewniono o stałym kontakcie z wszystkimi federacjami i priorytetowym traktowaniu bezpieczeństwa uczestników.

     

    Na kolejne wieści od władz FIVB czeka m.in. Polski Związek Piłki Siatkowej. Szef krajowej federacji Sebastian Świderski w rozmowie z Interią zapowiedział też późniejsze rozmowy z przedstawicielami ministerstwa sportu i ministerstwa spraw zagranicznych.

     

    – My zrobimy to, co zdecyduje związek. Myślę, że jego władze będą bardzo patrzeć na nasze bezpieczeństwo i nie będzie tu żadnej pochopnych decyzji – podkreśla środkowa Magdalena Jurczyk.

     

    Najbardziej zaskoczona całą sprawą była zaś Malwina Smarzek. Gdy jeden z dziennikarzy spytał, czy śledzi sytuację dotyczącą Tajlandii, to najpierw odparła: “Co tam się dzieje? Bo ja jestem odcięta do świata”. Gdy zaś dowiedziała się, że chodzi o konflikt zbrojny, to sama zaczęła dopytywać przedstawicieli mediów o szczegóły.

     

    – Może dziewczyny wiedzą coś więcej, ale pewnie prędzej mają informacje z sieci, które też wy macie. Ja mam akurat tak, że podczas takich turniejów jak ten jestem totalnie wyłączona. Ewentualnie tylko mam kontakt z rodziną, czasami zerknę na Instagrama. Ale to na pięć minut, a poza tym staram się raczej skupić na tym, co się dzieje tutaj. Jestem zaskoczona – nie kryje doświadczona atakująca.

     

    Wychodzi też z pewną propozycją. – No i co? Gramy w Łodzi? Ja mogę tu zostać. Czasu na zmiany jest bardzo mało. A tu mamy już wszystko rozstawione – dodaje nieco żartobliwie 29-latka.

    Ale zarówno ona, jak reszta reprezentantek Polski, zdają sobie sprawę, że cała sytuacja jest poważna i czekają na kolejne informacje. Wszystkie spotkania grupowe MŚ Biało-Czerwone mają rozegrać w Phuket, a faza pucharowa odbędzie się w Bangkoku.

  • Oto co Włosi napisali o polskich kibicach. Kilka słów prawdy

    Oto co Włosi napisali o polskich kibicach. Kilka słów prawdy

    Oto co Włosi napisali o polskich kibicach. Kilka słów prawdy

    W półfinale Ligi Narodów Kobiet reprezentacja Włoch bez problemu pokonała Polskę (25:18, 25:16, 25:14) i w niedzielę zagra w meczu o tytuł. Jakkolwiek brutalnie nie zabrzmiałoby to dla Biało-Czerwonych, na Włochach największe wrażenie zrobili polscy fani. Choć i w “starciu” z nimi Italia miała powód do zadowolenia.

     

    Polscy kibice siatkówki od lat uważani są za jedną z najlepszych grup kibiców na świecie. Dowodzą tego liczne wydarzenia, które FIVB czy CEV decydują się organizować nad Wisłą. Wybór naszego kraju to w końcu gwarancja dobrej frekwencji i świetnej atmosfery na trybunach. Tak było też podczas turnieju finałowego Ligi Narodów Kobiet w łódzkiej Atlas Arenie.

     

    Uwagę na to zwróciła także reprezentantka Włoch, Alice Degradi w rozmowie z krajowym oddziałem SkySport. Przed meczem z Polską powiedziała, że spodziewa się, iż podczas gry z gospodyniami turnieju finałowego, ona i jej koleżanki nie będą ulubienicami trybun, na których spodziewała się kompletu kibiców.

     

    – Wspaniale będzie zagrać na wypełnionej po brzegi hali, takiej jak Atlas Arena. Oczywiście, będziemy mieli wszystkich fanów przeciwko sobie, co zdarzyło nam się już kilkukrotnie podczas poprzednich gier w tegorocznej Lidze Narodów, ale jestem pewna, że będzie to dla nas bodźcem do osiągnięcia dobrego wyniku – stwierdziła Degradi.

     

    Najwyraźniej tak właśnie się stało, gdyż Włoszki pokonały Polki po trzech setach i mało wyrównanym spotkaniu.

     

    Komplementowali Polaków także po meczu. Ale zwrócili uwagę na jeden fakt

     

    Massimo Barbolini, który we włoskim zespole pełni rolę asystenta trenera Velasco, cytowany przez SkySport także docenił polskich fanów, a także mentalność Włoszek: – Rozegraliśmy jeden z najlepszych meczów w VNL. Dziewczyny spisały się fantastycznie, wspaniale jest grać przed taką publicznością. Zawodniczki pokazały, jak bardzo chcemy wygrać te rozgrywki.

     

    Portal ansa.it także zmierzył siłę włoskiej reprezentacji przez pryzmat wypełnionej po brzegi polskiej hali. “Nawet 13 000 kibiców zgromadzonych na łódzkiej Atlas Arenie nie zdołało zaspokoić pragnienia zwycięstwa włoskiej drużyny Julio Velasco, która pokonała Polskę 3:0” – czytamy w relacji.

     

    Z kolei “La Repubblica” opisała, że Włoszki “zmiażdżyły gospodynie z Polski 3-0 na wypełnionej po brzegi, czerwono-białej arenie w Łodzi”. Gazeta pozwoliła sobie także na drobny przytyk wobec polskich kibiców, którzy zostali uciszeni przez znakomicie grające Włoszki.

     

    “Danesi i Sylla były filarami drużyny, która wygrywa nawet wtedy, gdy gra słabo, a co dopiero, gdy jest tak znakomita, jak w półfinale z Polską. Na oniemiałej arenie” – kończy opis spotkania “La Repubblica”.

     

    Reprezentacja Włoch zagra w finale Ligi Narodów Kobiet w niedzielę o godzinie 20:00, a jej rywalem będzie Brazylia. Wcześniej, o godzinie 16:00, Polska rozpocznie spotkanie o brązowy medal z Japonią.

  • Zlekceważona Mistrzyni? Ekspert Wypowiada Się Bezlitośnie – Świątek Zupełnie Pominięta w Prognozach Przed US Open”

    Zlekceważona Mistrzyni? Ekspert Wypowiada Się Bezlitośnie – Świątek Zupełnie Pominięta w Prognozach Przed US Open”

    „Zlekceważona Mistrzyni? Ekspert Wypowiada Się Bezlitośnie – Świątek Zupełnie Pominięta w Prognozach Przed US Open”

    Zaledwie miesiąc dzieli nas od wielkiego finału sezonu – US Open, ale już teraz emocje sięgają zenitu. Iga Świątek, która nie tak dawno temu wstrząsnęła tenisowym światem swoim triumfem na Wimbledonie, nie znalazła się w gronie faworytek do zwycięstwa w Nowym Jorku. Dla wielu fanów to szok, ale dla jednego z ekspertów – to całkowicie logiczne. Renzo Furlan, były trener Jasmine Paolini, wyraził opinię, która może wywołać burzę.

     

    Od kryzysu do wielkiego triumfu – jak Świątek odmieniła swój sezon

     

    Jeszcze kilka miesięcy temu jej forma była przedmiotem licznych dyskusji. Wydawało się, że sezon 2024 może przejść do historii jako jeden z najsłabszych w karierze raszynianki. Porażki w Madrycie, Rzymie oraz niespodziewane odpadnięcie z Roland Garros mocno nadszarpnęły jej reputację jako tenisistki, która nie schodzi z najwyższego poziomu.

     

    Wtedy jednak nadeszła trawa – nawierzchnia, której Iga wcześniej unikała jak ognia. W przeszłości miała z nią same problemy, a w mediach nie brakowało głosów, że to „jej pięta achillesowa”. Ale w Bad Homburg coś się zmieniło. Świątek dotarła aż do finału, a zaledwie kilkanaście dni później dokonała czegoś, czego nikt się nie spodziewał – wygrała Wimbledon, zdobywając swój pierwszy wielkoszlemowy tytuł na trawie.

     

    Nadzieje Polaków rosną – ale nie wszyscy w nią wierzą

     

    Zwycięstwo na londyńskich kortach od razu rozbudziło oczekiwania kibiców. Wielu z nich zaczęło marzyć o kolejnym tytule – tym razem na betonowych kortach US Open. Tym bardziej że Świątek ma już doświadczenie w triumfie w Nowym Jorku – w 2022 roku sięgnęła po prestiżową statuetkę, jednocześnie cementując swoją pozycję jako liderki światowego rankingu WTA.

     

    Dlatego też dla wielu zaskoczeniem była wypowiedź Renzo Furlana, który otwarcie pominął nazwisko Polki, gdy typował swoje faworytki do wygrania US Open 2025. W rozmowie cytowanej przez portal „Essentially Sports”, Włoch bez wahania wskazał dwie zawodniczki: Arynę Sabalenkę i Cori „Coco” Gauff.

     

    I na tym koniec. Ani słowa o Świątek. Ani jednego gestu uznania za przełomowy triumf na Wimbledonie. Ani jednej wzmianki o tym, że raszynianka jest jedną z najbardziej utytułowanych i doświadczonych zawodniczek w stawce.

     

    Świątek kompletnie pominięta – przypadek czy świadomy sygnał?

     

    To całkowite zignorowanie Igi Świątek przez Furlana może dziwić. Nie tylko ze względu na jej wyniki, ale też fakt, że od lat znajduje się w czołówce światowego tenisa. Mimo kryzysów, zawirowań i presji, Polka udowodniła nie raz, że potrafi wrócić silniejsza. Właśnie to pokazała na Wimbledonie – zmieniając wizerunek „słabej na trawie” w jedną z najbardziej nieprzewidywalnych i niebezpiecznych zawodniczek na świecie.

     

    Czy jednak Furlan czegoś nie widzi? A może jego typy opierają się na czymś więcej – analizie stylów gry, formy fizycznej, lub… po prostu własnych przekonaniach? Tego nie wiemy. Wiadomo jednak, że jego słowa nie przejdą bez echa w polskim środowisku tenisowym.

     

    Czas na Montreal – pierwszy test przed Nowym Jorkiem

     

    Na odpowiedź Świątek nie będziemy musieli długo czekać. Już za kilka dni przystąpi ona do turnieju WTA w Montrealu – pierwszego z dwóch głównych sprawdzianów przed US Open. 26 lipca poznaliśmy pełną drabinkę turniejową, a raszynianka z pewnością będzie chciała udowodnić, że zasługuje na miano faworytki nie tylko w oczach kibiców, ale i ekspertów.

     

    Czy zignorowanie jej przez Furlana będzie dla niej dodatkową motywacją? Historia pokazuje, że Iga najlepiej gra wtedy, gdy nikt na nią nie stawia. A może to właśnie ten moment, gdy znów zaskoczy świat?

    Jedno jest pewne – emocje dopiero się rozkręcają.

     

  • Cudowna wiadomość z Montrealu ws. Świątek. Hit. Polka miażdży największą rywalkę

    Cudowna wiadomość z Montrealu ws. Świątek. Hit. Polka miażdży największą rywalkę

    Cudowna wiadomość z Montrealu ws. Świątek. Hit. Polka miażdży największą rywalkę

    Iga Świątek już od kilku dni stacjonuje w Montrealu, gdzie już dzisiaj rozpocznie się prestiżowy turniej WTA 1000. Wczoraj poznaliśmy drabinkę, która będzie obowiązywać podczas kanadyjskiej imprezy. Jej układ podsumował oficjalny portal WTA, pytając przy okazji fanów, która z trzech najwyżej rozstawionych tenisistek okaże się najlepsza. Kibice wskazali jednoznacznie na Igę Świątek, która wprost miażdży swoje najgroźniejsze rywalki.

     

    Fani Igi Świątek mogą już odliczać dni do jej powrotu na kort po wygranym Wimbledonie. Polska tenisistka w ramach przygotowań do US Open wystąpi w najbliższym czasie w dwóch turniejach WTA 1000 w Montrealu oraz Cincinnati.

     

    Impreza w Kanadzie oficjalnie startuje już dzisiaj, lecz na spotkanie z udziałem naszej byłej liderki światowego rankingu przyjdzie nam jeszcze poczekać, bo z racji rozstawienia 24-latka przystąpi do gry dopiero od drugiej rundy.

     

    Turniejowa drabinka rozlosowana została już w sobotę. Iga Świątek podobnie jak Magda Linette oraz Magdalena Fręch znalazła się w dolnej połowie drabinki. Możliwe więc, że w Montrealu będziemy świadkami polsko-polskiego starcia. Raszynianka rozpocznie jednak rywalizację o prestiżowy tytuł z Juliją Putincewą lub jedną z kwalifikantek – Chinką Guo Hanyu.

     

    Także pozostałe reprezentantki Polski wystartują od drugiej rundy. Magdalena Fręch na dobry – miejmy nadzieję – początek zmierzy się ze zwyciężczynią spotkania między Juliją Starodubcewą a Wang Yafan, z kolei Magda Linette musi poczekać na rozstrzygnięcie pojedynku między Ajlą Tomljanović i Anastasią Sevastovą.

     

    Turniej WTA w Montrealu jeszcze nie ruszył, a Iga Świątek już miażdży rywalki

     

    Analizę drabinki turnieju w Montrealu przeprowadził oficjalny portal WTA zaznaczając, że poza Igą Świątek najwyżej rozstawione w jej ćwiartce są także Madison Keys (6), Karolina Muchova (11), Clara Tauson (16) oraz Belinda Bencic (17). Polka natomiast pod nieobecność Aryny Sabalenki może cieszyć się z miana turniejowej dwójki, podczas gdy najwyżej rozstawiona jest Coco Gauff. To właśnie reprezentantka Stanów Zjednoczonych do spółki ze swoją rodaczką Jessicą Pegulą oraz Igą Świątek zostały uznane – zgodnie z rankingiem – za największe faworytki imprezy.

     

    WTA przygotowało więc ankietę, w której fani mogą wybrać, która z tych trzech tenisistek wygra w ich mniemaniu turniej w Montrealu. Iga Świątek miażdży w głosowaniu swoje największe rywalki. Na Polkę wskazało na ten moment 65 procent użytkowników, podczas gdy Coco Gauff zdobyła 24 punkty procentowe, a Jessica Pegula zaledwie 12.

     

    To oczywiście nie gwarantuje naszej byłej liderce rankingu WTA jakiejkolwiek przewagi na korcie, ale jasno pokazuje, że fani mocno wierzą w 24-latkę, zwłaszcza po jej dość zaskakującym triumfie na kortach Wimbledonu.

     

    Portal WTA zaznacza, że jak dotąd najlepszym wynikiem Igi Świątek w Montrealu był półfinał wywalczony w 2023 roku. Teraz Polka może pójść o krok dalej, goniąc tym samym Arynę Sabalenkę w rankingu. W najbardziej optymistycznym wariancie jej strata do Białorusinki może spaść poniżej 500 punktów.

  • Od Nowej Twarzy do Rekordzistki: Eksplozywny Początek Ewy Pajor w Barcelonie Szokuje Świat Futbolu

    Od Nowej Twarzy do Rekordzistki: Eksplozywny Początek Ewy Pajor w Barcelonie Szokuje Świat Futbolu

    Od Nowej Twarzy do Rekordzistki: Eksplozywny Początek Ewy Pajor w Barcelonie Szokuje Świat Futbolu

    Gdy Ewa Pajor latem 2024 roku podpisała kontrakt z FC Barceloną, oczekiwania były spore — ale nikt nie przewidział, jak szybko polska napastniczka zacznie łamać rekordy i przechodzić do historii. W zespole naszpikowanym gwiazdami wystarczyło jej zaledwie sześć ligowych meczów, by zapisać swoje nazwisko wielkimi literami w kronikach tego legendarnego klubu.

     

    Z imponującymi dziewięcioma bramkami w pierwszych sześciu występach ligowych, Pajor nie tylko zrobiła dobre wrażenie — ona wręcz zmiotła wszelkie oczekiwania. Pobity został dotychczasowy rekord siedmiu goli w początkowej fazie sezonu, który dzieliły klubowe legendy: Asisat Oshoala i Sonia Bermúdez. Teraz Pajor stoi na szczycie tej listy — i to zaledwie po półtora miesiąca gry.

     

    Jednak być może najbardziej szokujący moment początku jej kariery w Barcelonie miał miejsce podczas gorąco wyczekiwanych derbów Katalonii przeciwko Espanyolowi. Gdy oczy świata były skierowane na ten mecz, Pajor zafundowała fanom pokaz umiejętności, który wprawił wszystkich w osłupienie. W zaledwie 45 minut na boisku strzeliła trzy efektowne bramki, przyczyniając się do miażdżącego zwycięstwa 7:1. Był to drugi hat-trick Pajor w sezonie — pierwszy zaliczyła w brutalnym pogromie 10:1 nad Granadą, gdzie ponownie zaprezentowała swoją precyzję i boiskowy instynkt.

     

    Jeszcze bardziej zdumiewające jest to, jak błyskawicznie wkomponowała się w system gry Barcelony. Podczas gdy wiele gwiazd potrzebuje czasu na adaptację, Pajor od pierwszego dnia prezentowała pełną gotowość. Kluczem do tej płynnej aklimatyzacji były znajome twarze — trzy byłe koleżanki z VfL Wolfsburg, które także dziś reprezentują barwy Dumy Katalonii. Chemia, którą wspólnie wypracowały w Niemczech, odżyła w Hiszpanii — a efekty są widoczne gołym okiem.

     

    Za kulisami, jej etyka pracy robi ogromne wrażenie. Trenerzy opisują ją jako zdyscyplinowaną, zdeterminowaną i maksymalnie skoncentrowaną. Koleżanki z drużyny chwalą jej pokorę, pozytywną energię w szatni i niesamowitą wolę walki. Choć jest nową twarzą w lidze, już dziś można śmiało powiedzieć, że stała się jednym z filarów tego potężnego zespołu.

     

    Aktualnie Ewa Pajor przewodzi klasyfikacji strzelczyń ligi hiszpańskiej, naśladując dominację Roberta Lewandowskiego, który błyszczy w męskich rozgrywkach. To wielki powód do dumy dla polskiego futbolu i jego kibiców. A dla Barcelony — ostrzeżenie dla każdej drużyny: era Pajor właśnie się zaczęła.

    A dla samej Ewy Pajor to dopiero początek.

    Z każdym kolejnym meczem nie tylko goni kolejne bramki.Ona goni wielkość.

     

  • Totalna zmiana u Świątek. Były trener Federera przecierał oczy ze zdumienia

    Totalna zmiana u Świątek. Były trener Federera przecierał oczy ze zdumienia

    Od zwątpienia do totalnej dominacji: Świątek zaskakuje cały świat, a były trener Federera przeciera oczy ze zdumienia

    Nieco ponad tydzień temu Iga Świątek dokonała czegoś, co wielu uważało za niemożliwe — wygrała Wimbledon. Ale to nie było zwykłe zwycięstwo. To był pokaz absolutnej dominacji na nawierzchni, którą sama jeszcze niedawno nazywała swoją najmniej ulubioną. Dziś eksperci tenisowi z całego świata wciąż nie mogą wyjść z podziwu nad tą spektakularną metamorfozą, a najbardziej poruszony wydaje się były znakomity tenisista i trener Rogera Federera — Ivan Ljubicić.

     

    W szczerej rozmowie z Przeglądem Sportowym Ljubicić przyznał, że to, co zobaczył w wykonaniu 24-letniej Polki, dosłownie go zszokowało. A jeśli takie słowa wypowiada ktoś, kto współpracował z jedną z największych legend tenisa, trudno przejść obok tego obojętnie.

     

    > – Byłem absolutnie pod wrażeniem tego, co zaprezentowała na Wimbledonie – wyznał Ljubicić. – Nie tylko w finale z Amandą Anisimovą, który zapamiętamy z uwagi na jego brutalność i jednostronność, ale przede wszystkim przez to, jak doskonale zaadaptowała się do trawy. We wszystkich aspektach: technicznym, fizycznym, mentalnym i taktycznym. Jej zdolność do gry w różnych warunkach pogodowych to cecha prawdziwej mistrzyni.

     

     

     

    Droga Świątek do tytułu w Wimbledonie to nie tylko zwycięstwa — to była bezwzględna dominacja. Straciła tylko jednego seta w całym turnieju. W półfinale rozgromiła Belindę Bencić 6:2, 6:0, a finał był wręcz historyczny: rozbiła Amandę Anisimovą 6:0, 6:0 w zaledwie 57 minut. Świat tenisa nigdy wcześniej nie widział takiej wersji Świątek — spokojnej, bezwzględnej, niemal nietykalnej.

     

    A przecież jeszcze niedawno sama otwarcie przyznawała, że trawa to nawierzchnia, której nie rozumie i nie lubi. Nazywała ją „nieprzewidywalną” i „nienaturalną” w porównaniu do ukochanej mączki. Ale po swoim triumfie przyznała, że jej podejście uległo radykalnej zmianie:

     

    > – Teraz naprawdę rozumiem magię i znaczenie tego turnieju. Nigdy nie zapomnę emocji, które mi towarzyszyły, i zawsze będę pamiętać, ile pracy — na korcie i poza nim — kosztowało mnie dojście do tego miejsca – powiedziała z wyraźnym wzruszeniem.

     

     

     

    Ljubicić uważa, że przemiana Świątek nie miała charakteru wyłącznie fizycznego czy technicznego — była przede wszystkim psychiczna. Według niego tym razem presja, która zwykle ciąży na Polce, niemal całkowicie zniknęła, zwłaszcza po mniej udanym początku sezonu na mączce.

     

    > – W Londynie Iga była w zupełnie innej sytuacji niż zwykle – zauważył. – Nie czuła tej odpowiedzialności, która zwykle na niej spoczywa. To dało jej przestrzeń, by na nowo odkryć swoją grę, zdefiniować się na nowo i zbudować lepszą wersję siebie.

     

     

     

    Chorwacki trener nie szczędził pochwał i podkreślił, że za tą metamorfozą stoi tytaniczny wysiłek.

     

    > – Zasłużyła na ten sukces jak nikt inny. Ilość pracy, jaką musiała wykonać za kulisami, musiała być ogromna. To, co zobaczyliśmy na korcie, to efekt nieustannej determinacji i poświęcenia – ocenił.

     

     

     

    Na zakończenie rozmowy Ljubicić stwierdził jednoznacznie: Świątek ma dziś wszystko — fizycznie i mentalnie — by wygrywać wszędzie, w każdych warunkach, na każdym kontynencie.

     

    I sama zainteresowana całkowicie się z tym zgadza. W rozmowie z TVP Sport wyznała, że jej kolejnym wielkim celem jest triumf w Australian Open.

     

    > – Od dziecka marzyłam, by wygrać wszystkie cztery wielkie szlemy. Przestałam o tym mówić, bo wydawało mi się, że Wimbledon jest dla mnie nieosiągalny. Ale teraz? Myślę, że to możliwe. Będę ciężko pracować, by to osiągnąć – zadeklarowała.

     

     

     

    Dotychczas Świątek wystąpiła w sześciu finałach wielkoszlemowych — i wszystkie wygrała. Czterokrotnie triumfowała na Roland Garros (2020, 2022–2024), raz w US Open (2022) i teraz wreszcie zdobyła Wimbledon (2025). Brakuje tylko Melbourne.

     

    Ale to nie koniec. Przed Świątek teraz prawdziwa batalia po drugiej stronie oceanu. Po kilku zasłużonych dniach przerwy rusza na tournee po Ameryce Północnej: najpierw turniej WTA 1000 w Montrealu, potem Cincinnati, a następnie wielki finał lata — US Open.

     

    Z taką formą, pewnością siebie i mentalną dojrzałością nikt już nie może sobie pozwolić na lekceważenie Igi Świątek. Królowa mączki stała się właśnie królową trawy — a być może już wkrótce zostanie niekwestionowaną władczynią całego tenisowego świata.