Category: Celebrities

  • Było 6:2, 4:1 dla Igi Świątek. Nagle taki gest rywalki. To mówi wszystko

    Było 6:2, 4:1 dla Igi Świątek. Nagle taki gest rywalki. To mówi wszystko

    Było 6:2, 4:1 dla Igi Świątek. Nagle taki gest rywalki. To mówi wszystko

    Nowa reakcja Niemki zaskoczyła wszystkich. Nikt się tego nie spodziewal

    Wydawałoby się, że to był mecz jak każdy inny. Wynik 6:2, 6:2 wskazywał na pełną dominację Igi Świątek w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Montrealu. Jej przeciwniczka, Eva Lys, mimo ogromnego wysiłku, nie miała większych szans w starciu z liderką światowego rankingu. A jednak — coś wydarzyło się w trakcie tego meczu, co przyciągnęło uwagę fanów tenisa na całym świecie. Jeden, z pozoru drobny gest Niemki, odsłonił całą prawdę o tym, jak rywalki Świątek naprawdę podchodzą do tych pojedynków. I dlaczego tak trudno im ją pokonać.

     

     

     

    Gest, który mówi wszystko. Lys zaskoczyła wszystkich

     

    Mecz rozgrywany był w nocy z piątku na sobotę czasu polskiego. Świątek jak zwykle imponowała formą i koncentracją. Przez większą część spotkania kontrolowała grę, nie dając Lys zbyt wielu szans na rozwinięcie skrzydeł. Niemka ugrała dwa gemy w pierwszym secie, a w drugim przegrywała już 0:4. Wtedy jednak wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Po wygraniu gema przy własnym serwisie Eva Lys uniosła rękę i pokazała na palcach… cyfrę „trzy”.

     

    Dla wielu widzów gest ten mógł wydawać się niejasny. Ale jego znaczenie było oczywiste: Niemka cieszyła się z faktu, że po raz pierwszy w karierze zdołała ugrać aż trzy gemy przeciwko Idze Świątek. Dla niej to był osobisty rekord. Bo choć dla kibiców wynik 2:6, 2:6 to nic szczególnego, dla zawodniczki, która wcześniej była przez Igę dosłownie rozbijana, było to coś więcej.

     

     

     

    Przegrywać z klasą? Lys pokazała, jak to się robi

     

    Trzeba przypomnieć, że Świątek i Lys spotkały się wcześniej dwukrotnie — w 2022 roku w Stuttgarcie (6:1, 6:1 dla Igi) i na początku 2024 roku podczas Australian Open (6:0, 6:1). Każde z tych spotkań kończyło się brutalną dominacją Polki. Dlatego właśnie reakcja Lys — ten gest, ten uśmiech mimo porażki — był tak wymowny. To była iskra pozytywnej energii i autentycznego docenienia własnego, nawet minimalnego progresu.

     

    Co więcej, tuż po meczu Niemka podzieliła się swoimi emocjami w mediach społecznościowych. „Iga Świątek zawsze kończy moje dobre serie. Starałam się jak mogłam, tym razem byłam trochę bliżej. Doceniamy małe kroki. NAJWIĘKSZE podziękowania dla niesamowitych fanów w Montrealu. Sprawiliście, że poczułam się kochana. Do zobaczenia w przyszłym roku” — napisała na Instagramie.

     

     

     

    Dlaczego przeciwniczki Igi przegrywają, zanim jeszcze zaczną?

     

    Taki wpis i takie zachowanie pokazują coś bardzo istotnego — rywalki Igi Świątek już od pierwszych minut meczu czują presję, która nie wynika wyłącznie z umiejętności technicznych Polki. Chodzi o coś więcej. Chodzi o aurę niepokonanej, o psychologiczną przewagę, jaką zyskała przez lata dominacji na światowych kortach. Agnieszka Radwańska, komentując występy Igi podczas Roland Garros, ujęła to idealnie: „Kiedy dziewczyny wychodzą przeciwko Idze, to w zasadzie przegrywają mecz przed meczem”.

     

    Świątek wypracowała sobie nie tylko renomę, ale i pewien psychologiczny mit – mit zawodniczki, z którą nie da się wygrać. I właśnie dlatego każdy najmniejszy sukces – jak ten trzecigemowy gest Lys – może być dla jej przeciwniczek na wagę złota.

     

     

     

    Iga Świątek idzie dalej. Co ją czeka?

     

    Polka, po pewnym i szybkim zwycięstwie, zameldowała się w czwartej rundzie turnieju w Montrealu. Teraz przed nią kolejne wyzwanie — mecz o ćwierćfinał z Clarą Tauson z Danii. Czy i tym razem zdominuje rywalkę od pierwszych piłek? Patrząc na formę, jaką prezentuje, nie ma wątpliwości, że faworytką znów będzie tylko jedna zawodniczka.

     

    Ale czy któraś z kolejnych przeciwniczek znajdzie sposób, by nie tylko ugrać trzy gemy, ale pójść o krok dalej?

     

     

     

    Podsumowanie: Eva Lys przegrała, ale… wygrała coś więcej

     

    Choć statystyki jasno pokazują dominację Igi Świątek, to historia Evy Lys przypomina, że w sporcie liczą się nie tylko zwycięstwa. Czasem drobne postępy, symboliczne gesty i pozytywne nastawienie potrafią poruszyć bardziej niż trofea. Niemka pokazała, że można przegrywać z dumą, z humorem i z szacunkiem do rywalki.

     

    A gest „trzech” palców? Na długo pozostanie symbolem nie tylko walki z mistrzynią, ale też walki z własnymi ograniczeniami.

     

  • Kibice wydali wyrok ws. odejścia Lewandowskiego. Jaśniej się nie da

    Kibice wydali wyrok ws. odejścia Lewandowskiego. Jaśniej się nie da

    Kibice wydali wyrok ws. odejścia Lewandowskiego. Jaśniej się nie da

    Robert Lewandowski ma ugruntowaną pozycję w FC Barcelonie. Dotyczy to zarówno boiska, jak i szatni – w obu przypadkach jego rola jest bardzo istotna. Niedawno do sieci trafiło wideo z Polakiem oraz Lamine’em Yamalem w roli głównej, a kibice na tej podstawie wyrazili opinię dotyczącą przyszłości Lewandowskiego w klubie.

     

    Robert Lewandowski zaraz rozpocznie czwarty sezon w FC Barcelonie. Ostatnie miesiące były dla niego wyjątkowo udane – w rozgrywkach 2024/25 strzelił najwięcej goli w zespole i zdobył krajowy tryplet – a wydaje się też bardzo lubianą postacią.

     

    Robert Lewandowski i Lamine Yamal urządzili sobie “sparing”. Kibice reagują

     

    Niedawno sieć obiegł filmik z treningu, na którym widać Polaka boksującego się z Lamine’em Yamalem. Oczywiście ciosy były wymierzane w powietrze, nie w ciała, a na koniec obaj piłkarze szeroko się uśmiechnęli. Co w pewnym stopniu potwierdza rolę 36-latka w budowaniu atmosfery w szatni, gdzie może uchodzić za wzór dla znacznie młodszych piłkarzy (wspomniany Yamal niedawno świętował 18. urodziny). A przecież jego kontrakt wygasa w 2026 r.

     

    Te wpisy potwierdzają, że 36-latek cieszy się bardzo dużym uznaniem wśród kibiców. Władze klubu czeka zatem bardzo trudna decyzja dotycząca przyszłości zawodnika. Choć wiele będzie zależało od jego postawy w nadchodzącym sezonie.

     

    Wszystko to nie umknęło uwadze kibiców, którzy docenili rolę Polaka. “Odejście Lewandowskiego będzie smutne”, “potrzebujemy go”, “będę płakać”, “nie ukrywam, będę za nim tęsknić”, “trudno będzie zastąpić go na boisku i poza nim”, “nie jestem na to gotowy” – takie komentarze pojawiły się pod filmem.

     

    Robert Lewandowski zostanie jeszcze dłużej w FC Barcelonie? “Mam nadzieję”

     

    Być może tę sytuację da się rozwiązać inaczej? “Mam nadzieję, że zejdzie z pensji i przedłuży kontrakt. Szczerze mówiąc, jest po prostu za dobry. Rotacja nim, aż Ferran Torres stanie się klasowy albo do czasu transferu (napastnika – red.) byłaby niesamowita” – napisał jeden z internautów. Tu warto przypomnieć, że Wojciech Szczęsny, przyjaciel Lewandowskiego, niedawno podpisał umowę do końca czerwca 2027 r. Być może to byłby jakiś argument dla napastnika.

     

    Te wpisy potwierdzają, że 36-latek cieszy się bardzo dużym uznaniem wśród kibiców. Władze klubu czeka zatem bardzo trudna decyzja dotycząca przyszłości zawodnika. Choć wiele będzie zależało od jego postawy w nadchodzącym sezonie.

    Do tej pory Robert Lewandowski rozegrał 147 meczów, zdobył 101 bramek oraz zanotował 20 asyst w koszulce FC Barcelony. Wywalczył z nią dwa mistrzostwa kraju, dwa Superpuchary Hiszpanii i Puchar Króla.

  • Cały świat zobaczył, co wyprawia 20-latek z Polski. Jest “bezczelny”

    Cały świat zobaczył, co wyprawia 20-latek z Polski. Jest “bezczelny”

    Cały świat zobaczył, co wyprawia 20-latek z Polski. Jest “bezczelny”

    – Nie chcę użyć takiego brzydkiego słowa, więc powiem, że Jakub Nowak wyważył drzwi do reprezentacji Polski – mówi Sport.pl Daniel Pliński. 20-letni siatkarz grający trzy miesiące temu w I lidze miał się tylko pokazać Nikoli Grbiciowi, a teraz ma szansę zostać gwiazdą mistrzostw świata. Nowak jest pozytywnie bezczelny i wszyscy wokół go za to chwalą.

     

    Gdy w kwietniu opowiedziałam Nikoli Grbiciowi anegdotę o Jakubie Nowaku i jego pomyłce, selekcjoner reprezentacji Polski szczerze się uśmiał. Kiedy bowiem Grbić odezwał się do Nowaka na WhatsApp, chcąc zaprosić go do kadry, Nowak uznał, że to pewnie wiadomość od…jakieś kobiety i początkowo ją zlekceważył. W ostatnich miesiącach trener polskich siatkarzy znów wiele razy się uśmiechał za sprawą 20-letniego debiutanta, ale tym razem po jego widowiskowych akcjach na parkiecie. M.in. po blokach na światowych gwiazdach. A utalentowany środkowy zbiera pochwały niemal z każdej strony.

     

    Grbić podebrał Nowaka innemu trenerowi. Była gwiazda kadry się spóźniła

     

    – Zostawcie go. Będziecie go mieli jeszcze przez 15 lat – rzucił kilka tygodni temu do grupki dziennikarzy Jakub Kochanowski.

     

    Kończyliśmy wtedy rozmowę z będącym rewelacją tego sezonu kadrowego Nowakiem, który mocno namieszał w planach Grbicia. Wstępne założenia były takie, że miał pomóc Biało-Czerwonym podczas pierwszego turnieju Ligi Narodów w fazie interkontynentalnej, gdy brakowało jeszcze czołowych siatkarzy. Miał też oswoić się z atmosferą panującą w seniorskiej drużynie narodowej, a potem przenieść się na zgrupowanie reprezentacji Polski do lat 21, by przygotowywać się z nią do mistrzostw świata. Prowadzący tę kadrę Piotr Graban jednak dość szybko zdał sobie sprawę, że ani Nowaka, ani libero Maksymiliana Graniecznego już w tym sezonie nie odzyska.

     

    Obaj 20-latkowie w ostatnich tygodniach prezentowali się tak dobrze, że teraz są w chińskim Ningbo, by walczyć w turnieju finałowym LN. Trudno też w tej chwili sobie wyobrazić, by zabrakło ich w składzie na wrześniowe mistrzostwa świata. Na ten moment Granieczny jest zmiennikiem Jakuba Popiwczaka, a Nowak przebojem wdarł się do podstawowego składu. Ten ostatni wykorzystał świetnie obecną sytuację – tego lata na leczenie zamiast grania zdecydował się Mateusz Bieniek, a od dwóch tygodni dopiero trenuje Norbert Huber, który wcześniej też musiał się zająć sprawami zdrowotnymi.

     

    Jeśli Huber zgodnie z planem odbuduje formę, to można przypuszczać, że to on pojawi się w wyjściowej szóstce obok Kochanowskiego. Na razie jednak to miejsce zajął Nowak i swoją grą pokazuje, że łatwo tego miejsca nie odda. Ze środkowych w Ningbo są też jeszcze Szymon Jakubiszak i Mateusz Poręba, ale obserwując decyzje Grbicia, wydaje się, że na czele tej trójki w hierarchii Serba jest właśnie 20-latek, który kilka miesięcy temu wydawał się najbardziej zaskakującym wyborem.

     

    Nowak to pierwszy siatkarz w historii, który szybciej zadebiutował w seniorskiej kadrze niż w najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Jeszcze nieco ponad trzy miesiące temu grał ostatni mecz w barwach Lechii Tomaszów Mazowiecki. Jesienią zaś czeka go kolejny debiut, w PlusLidze. Utalentowanego siatkarza pozyskał Norwid Częstochowa.

     

    – Lubimy takie kariery – niedawno chłopak grał w I lidze, a dzisiaj w reprezentacji. Nie chcę użyć takiego brzydkiego słowa, więc powiem, że wyważył drzwi do kadry. Nie ma w tym żadnego przypadku, że trafi teraz do PlusLigi. Mnóstwo klubów się nim interesowało. Ja też, ale się spóźniłem – opowiada mi Daniel Pliński.

     

    20-latek zmorą rywali. Chce spłacić dług wobec Grbicia

     

    Wicemistrz świata 2006, a obecnie trener Indykpolu AZS Olsztyn także był środkowym. Na co zwrócił uwagę u Nowaka?

     

    – Ma czuja. Nie zachowuje się za każdym razem tak samo w bloku. Teraz jest taka tendencja, że środkowy ma dojść, ustawić ręce i czekać. A ten chłopak od czasu do czasu przesunie lewą rękę w lewo, zasłoni dziurę. To duży atut. Ma ogółem bardzo dobre ręce – notuje mało negatywnych dotknięć w bloku. Bardzo istotne jest także to, że nie jest łatwy do przewidzenia dla przeciwnika. Bardzo podoba mi się jego atak w lewą stronę. Ciałem się ustawia troszkę w prawo i w ostatniej chwili robi ruch do lewej, wykorzystując szybką rękę. Przewiduje też, co zrobi blok po drugiej stronie – wylicza mistrz Europy z 2009 roku.

     

    Pliński podkreśla także znaczenie osobowości 20-latka, który przebojem wdarł się do kadry. – Nie ma żadnych kompleksów. Widać, że ma też dobry charakter. Jest taki dosyć twardawy. Wszedł do kadry i czuje się tam bardzo dobrze. Mam wrażenie, że to jego środowisko naturalne – podsumowuje ekspert.

    Najlepszą wizytówką Nowaka są mecze ze światowymi potęgami. Nie “gotuje się”, gdy gra przeciwko mistrzom olimpijskim z Paryża Francuzom, mistrzom świata Włochom czy potężnym Brazylijczykom. Zatrzymywał już efektownymi pojedynczymi blokami takie gwiazdy światowego formatu jak Darlan Souza czy Roberlandy Simon. To właśnie po takich zagraniach na twarzy Grbicia pojawiał się szeroki uśmiech.

     

    – Uważam, że Kuba i Maks są za dobrzy jak na swój wiek (śmiech). Nie, “za dobrzy” to nie jest oczywiście właściwe określenie. Podoba mi się to, że mają gdzieś to, kto jest po drugiej stronie siatki. I nie ma w tym nic negatywnego, bo tu nie chodzi o brak szacunku dla rywala. Po prostu nie ma u nich tego efektu “Wow, gram przeciwko tobie”. Po prostu grają swoje i to mi się bardzo podoba – opowiadał jakiś czas temu Sport.pl szkoleniowiec Polaków.

     

    Po efektownie zdobytych punktach Nowak zwykle robi najpierw kilka kroków ze spuszczoną głową, jakby to, co wydarzyło się przed chwilą, nie robiło na nim żadnego wrażenia. Następnie dopiero celebruje z kolegami. Do grania o dużą stawkę też podchodzi ze sporym dystansem.

     

    – To jest odbijanie piłki, robię to od paru lat. Oczywiście, jest mały stresik, ale to jest pomocne. Staram się wypośrodkować to wszystko. Siatkówka to siatkówka i wszędzie piłka jest taka sama, takie samo boisko i siatka jest zawieszona na tej samej wysokości. Staram się więc po prostu grać dobrze i pokazać to, co potrafię najlepiej – zaznacza.

     

    Ma też jasno określone marzenia – najpierw wygrać LN, potem pojechać na MŚ i tam stanąć na podium. Dalsza perspektywa? Medal olimpijski. – Dziwne by było, gdyby sportowiec o tym nie marzył – podkreśla.

     

    Nowak przyznaje, że ma duże wsparcie od Grbicia. Przekonuje, że przed meczem nie zaprząta sobie głowy tym, by każdym występem przekonać do siebie wcześniejszych sceptyków i ugruntować swoje miejsce w kadrze.

     

    – To nie jest tak, że się denerwuję i zastanawiam, czy mnie trener weźmie, czy nie. Robię po prostu swoje i chcę spłacić ten kredyt zaufania, którym trener mnie obdarzył przy powołaniu. Bo wiemy, że nie był ono takie oczywiste – zaznacza 20-latek.

     

    Niedoszły piłkarz w jednej drużynie z idolem. Koniec z luźnym podejściem do treningów

     

    Jego droga do siatkówki wiodła przez piłkę nożną. Tę ostatnią trenował prawie pięć lat. Grał jako lewy obrońca lub defensywny pomocnik. Wciąż jest fanem Barcelony, a podczas meczów siatkarskich nieraz już wykorzystywał umiejętności piłkarskie. Nie do końca odnajdywał się jednak w futbolu i mama zaproponowała mu nowy sport.

     

    – Chciała, bym był aktywny, a nie siedział tylko przed komputerem. Poszedłem na pierwszy trening i przez pierwsze dwa lata nie układało się to za kolorowo. Ale starałem się chodzić na treningi, jak najlepiej wykonać ćwiczenia i udało się – wspomina Nowak.

     

    Sam mówi, że dopiero na etapie zainteresowania siatkówką pojawili się u niego pierwsi idole. W tym gronie jest wspomniany Kochanowski. Obecny kapitan reprezentacji Polski ode mnie dowiedział się o swoim statusie w oczach młodszego kolegi z kadry.

     

    – Myślę, że jeśli mówi o mnie jako o idolu, to w jego głowie jest założenie, żeby jak najszybciej pokazać swoją wyższość nade mną (uśmiech). Myślę, że do tego będzie dążył i że jest to dobra droga. Dużo rozmawiamy, Kuba zadaje sporo pytań, a ja staram mu się odpowiedzieć oczywiście najlepiej, jak potrafię. Myślę, że te wskazówki mogą się mu przydać, bo jesteśmy podobni pod względem charakterystyki gry – zaznacza wicemistrz olimpijski z Paryża i mistrz świata 2018.

     

    Nowak w dorobku medalowym ma na razie brąz mistrzostw Europy do lat 17 i ubiegłorocznych ME do lat 22. Pracujący z nim w poprzednim sezonie trener Dariusz Luks wychwala środkowego za wszechstronność. Wskazuje też na ważną jego zdaniem zmianę, która zaszła u tego zawodnika.

     

    – Od tamtego sezonu bardzo zmienił podejście. Rozmawiałem z nim o tym rok temu i mówiłem, że bez pracy nie ma kołaczy. Że musi podchodzić profesjonalnie do każdego treningu. Wcześniej był… Lekkoduch siatkarski to złe określenie, ale trochę luźno podchodził do obowiązków. Ale widząc swoją szansę i mając determinację, przełączył sobie tę lampkę i przeszedł na zawodowstwo. Ma 20 lat, ale to jest już pełen profesjonalizm – chwali szkoleniowiec.

     

    Nowak nie kryje, że o ile w jego życiu prywatnym nic się nie zmieniło, to siatkarsko w ostatnich miesiącach jego życie wywróciło się do góry nogami. Czy grozi mu “sodówka”?

     

    – Nie, nie sądzę. Kluczowe, że już przełączył się na ten zawodowy tryb życia i właściwe podejście do treningu. Teraz nabiera doświadczenia w kadrze, potem pójdzie do Częstochowy, gdzie też na pewno przy doświadczonych i prezentujących wysoki poziom siatkarzach nabierze ogłady. Jestem pewien, że za rok będzie zdecydowanie lepszy niż teraz – przekonuje Luks.

    Polscy kibice mogą się tylko cieszyć z takich przewidywań. A rywale po drugiej stroniesiatki mogą się już zacząć bać.

     

  • Tak wygląda ranking WTA po tym, co Świątek zrobiła w nocy

    Tak wygląda ranking WTA po tym, co Świątek zrobiła w nocy

    Tak wygląda ranking WTA po tym, co Świątek zrobiła w nocy

    Iga Świątek w nocy z piątku na sobotę polskiego czasu pokonała Evę Lys 6:2, 6:2. Zwycięstwo dało jej awans do IV rundy turnieju WTA 1000 w Montrealu, ale nie tylko. Dzięki niemu Polka umocniła się w pierwszej trójce rankingu WTA. Na tym dobre informacje się nie kończą. Po poważnej wpadce zanotowały dwie najgroźniejsze konkurentki w walce podium. Jak zatem na ten moment wygląda ranking WTA?

     

    Iga Świątek po zwycięstwie na Wimbledonie nie zwalnia tempa. Nasza tenisistka odniosła już drugą wygraną w turnieju WTA 1000 w Montrealu. Najpierw pokonała Chinkę Hanyu Guo 6:3, 6:1, a teraz Niemkę ukraińskiego pochodzenia Evę Lys 6:2, 6:2. Tym samym zapewniła sobie udział w IV rundzie turnieju. A w niej spotka się z Claurą Tauson, którą nie tak dawno ograła w 1/8 finału Wimbledonu. Dobra postawa Polki ma też swoje odbicie w rankingu WTA.

     

    Rywalki się mylą, Świątek odskakuje. Tak wygląda ranking WTA

     

    Dzięki triumfowi w Londynie Świątek awansowała z czwartej na trzecią pozycję i cały czas się na niej umacnia. W Montrealu zdobyła już 120 punktów i ma ich w sumie 6933. Do drugiej Coco Gauff traci 856 punktów. Liderką z ogromną przewagą pozostaje Aryna Sabalenka. Białorusinka zgromadziła 12225 “oczek”. W Kanadzie jednak nie startuje, więc na pewno nie powiększy tego dorobku.

     

    Do tej pory Świątek musiała bardziej oglądać się na to, co dzieje się za jej plecami. Czwarta Jessica Pegula ma do niej jedynie 510 punktów straty, a piąta Mirra Andriejewa – 1985. Teraz stało się jednak jasne, że zarówno jedna, jak i druga nawet nie zmniejszy tego dystansu. Obydwie pożegnały się z rywalizacją w Montrealu w trzeciej rundzie. Amerykanka przegrała z Anastasiją Sevastovą, a Rosjanka z McCartney Kessler. Oznacza to, że Świątek może już tylko powiększać nad nimi przewagę.

     

    Czołową dziesiątkę rankingu uzupełniają kolejno: Qinwen Zheng, Madison Keys, Amanda Anisimova, Jasmine Paolini i Emma Navarro. Spośród tej piątki w turnieju pozostają tylko Keys i Anisimova. Paolini i Navarro już z niego odpadły, a Zheng nie bierze w nim udziału.

     

    Ranking WTA (stan na 2 sierpnia 2025):

     

    1. Aryna Sabalenka – 12225 pkt

    2. Coco Gauff – 7789 pkt

    3. Iga Świątek – 6933 pkt

    4. Jessica Pegula – 6423 pkt

    5. Mirra Andriejewa – 4948 pkt

    6. Qinwen Zheng – 4553 pkt

    7. Madison Keys – 4484 pkt

    8. Amanda Anisimova – 4474 pkt

    9. Jasmine Paolini – 3586 pkt

    10. Emma Navarro – 3475 pkt

    26. Magdalena Fręch – 1766 pkt

    34. Magda Linette – 1404 pkt

  • Było 6:2, 6:2, a tu nagle takie słowa Świątek o rywalce

    Było 6:2, 6:2, a tu nagle takie słowa Świątek o rywalce

    Było 6:2, 6:2, a tu nagle takie słowa Świątek o rywalce

    – Dobrze się dzisiaj bawiłam? Tutaj jest zawsze fajnie – powiedziała Iga Świątek po wygraniu z Evą Lys i awansie do czwartej rundy turnieju WTA 1000 w Montrealu. Polka w krótkiej rozmowie na korcie podsumowała to spotkanie oraz porównała je do poprzedniej rywalizacji z Niemką, w której oddała rywalce zaledwie jednego gema.

     

    To nie był spacerek dla Igi Świątek. W trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Montrealu 69. w światowym rankingu Eva Lys zrobiła absolutnie wszystko, żeby postawić się trzeciej na tej liście Polce. Niemka zebrała mnóstwo zasłużonych braw. Ale nasza tenisistka zasługuje na jeszcze większe oklaski, bo wcale niełatwy mecz wygrała bardzo pewnie – 6:2, 6:2″

     

    Iga Świątek zadowolona po wygranej z Evą Lys w turnieju WTA 1000 w Montrealu

     

    – Dobrze się dzisiaj bawiłam? Tutaj jest zawsze fajnie. Cieszę się z rozegrania solidnego meczu i tego, że będę miała okazję rozegrać tutaj kolejny mecz – podkreśliła Świątek na początku krótkiego wywiadu, którego udzieliła na korcie IGA Stadium w Montrealu po wygranym meczu z Evą Lys.

     

    – Myślę, że to był inny mecz od tego, który rozegrałyśmy poprzednim razem [6:0, 6:1 w czwartej rundzie Australian Open 2025 – przyp. red.]. Skupiłam się na sobie i wiedziałam, jaki mam plan. Eva zagrała kilka świetnych, szybkich piłek wzdłuż linii. Nie było łatwo. Cieszę się, że po prostu wykonałam swoje zadanie. Dziękuję kibicom – powiedziała na koniec polska tenisistka.

     

    W czwartej rundzie turnieju WTA 1000 w Montrealu Iga Świątek zmierzy się z Clarą Tauson (19. WTA). Obie panie miały okazję nie tak dawno rywalizować w czwartej rundzie Wimbledonu, w której Polka wygrała 6:4, 6:1. Dotychczas Świątek z Tauson grały ze sobą trzykrotnie i wszystkie te spotkania wygrała sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa.

     

  • Świątek ujawniła, jak było naprawdę. Szok, co usłyszała z trybun

    Świątek ujawniła, jak było naprawdę. Szok, co usłyszała z trybun

    Świątek ujawniła, jak było naprawdę. Szok, co usłyszała z trybun

    – Czytanie o tym, że się rozpadam, diagnozy depresji, wezwania do zwolnienia mojego zespołu – to wszystko było dla mnie za dużo – powiedziała Iga Świątek w wywiadzie dla “The Times”. Polka zdradziła też, do jakich nieco szokujących scen doszło na trybunach podczas turnieju w Madrycie.

     

    Daria Abramowicz, psycholog jednej z najlepszych tenisistek świata – Igi Świątek w wywiadzie w podcaście “Break Point” zdradziła, co wydarzyło się po zupełnie nieudanym turnieju w Rzymie, w którym Polka przegrała 1:6, 5:7 z Amerykanką Danielle Collins (59. WTA). – Po turnieju w Rzymie rozmawialiśmy wszyscy. Tuż po zejściu z kortu mieliśmy długą, burzliwą rozmowę. Nie burzliwą dlatego, że był kontakt, ale było dużo emocji związanych z meczem, co było widać na korcie – powiedziała Daria Abramowicz.

     

    Iga Świątek ujawnia szokujące wieści. Sceny na trybunach w Madrycie

     

    Teraz Iga Świątek zabrała głos nie tylko na temat wydarzeń w Rzymie, ale też w Madrycie. Właśnie w stolicy Hiszpanii Polka miała ciężkie chwile. Chodzi o wątek z jej zawieszeniem, bo w jej organizmie wykryto trimetazydynę, niedozwoloną substancję. Kibice w Madrycie uważali, że Świątek powinna zwolnić kogoś ze swojego sztabu szkoleniowego.

     

    – Nie było miesiąca, żebym nie była oceniana, a to przekładało się na zachowanie publiczności. W Madrycie kibice krzyczeli w stronę mojej loży, że powinnam kogoś zwolnić, więc naprawdę nie było łatwo. Wychodziłam na kort, próbując udowodnić, że wszystko jest w porządku, zamiast grać dla siebie i czerpać radość z tenisa. Czytanie o tym, że się rozpadam, diagnozy depresji, wezwania do zwolnienia mojego zespołu – to wszystko było dla mnie czymś za dużo – powiedziała Świątek w wywiadzie dla prestiżowego brytyjskiego dziennika “The Times”.

     

    Sześciokrotna triumfatorka turniejów wielkoszlemowych wskazała też ważny moment tego sezonu. Nastąpił on właśnie po nieudanym turnieju w Rzymie.

     

    – Porażki na kortach ziemnych, w tym w Rzymie, gdzie wypadłam zupełnie poniżej oczekiwań, były zimnym prysznicem, który pozwolił mi otrząsnąć się i zrozumieć, że rozpamiętywanie przeszłości nie jest drogą naprzód. Wiedziałam, że na korcie nie myślę o tenisie tak, jak powinnam, że moje myśli podkopują moją pewność siebie, sprawiając, że czasami walczę tak naprawdę sama ze sobą, a nie z przeciwniczką – dodała Iga Świątek.

     

    Według dziennika Świątek wiele zawdzięcza Darii Abramowicz.

     

    “Z pomocą Fissette i po ugruntowaniu swojej pozycji „Królowej kortów ziemnych”, Świątek podbiła korty All England Club. Swoją zdolność do przezwyciężenia lęku związanego z zawieszeniem zawdzięcza Darii Abramowicz, psycholog i powierniczce, z którą po raz pierwszy współpracowała w 2019 roku. Rozmawiały niemal codziennie o problemach, z którymi borykała się Świątek na korcie – czytamy w “The Times”.

    Teraz Iga walczy w turnieju w Montrealu. W nocy z piątku na sobotę zmierzy się z Niemką Evą Lys (69. WTA).

     

  • Ależ wieści ws. Igi Świątek po ostatniej wymianie. Podium jest blisko

    Ależ wieści ws. Igi Świątek po ostatniej wymianie. Podium jest blisko

    Ależ wieści ws. Igi Świątek po ostatniej wymianie. Podium jest blisko

    Iga Świątek ponownie zdominowała Evę Lys, wygrywając z nią po raz trzeci w karierze i pokazując, że niemieckie tenisistki nie stanowią dla niej jak na razie większego wyzwania. Jej zwycięska seria obejmuje teraz 12 wygranych z niemieckimi rywalkami. Ważniejszą statystyką po triumfie nad naszą zachodnią sąsiadką jest jednak procent wygranych raszynianki w turniejach WTA 1000. Opta zrobiła ranking, ale nie jak zazwyczaj z ostatnich 16 lat, tylko cofnęła się o ponad trzy dekady, by zebrać dane z imprez WTA Tier I.

     

    Iga Świątek po raz kolejny w swojej karierze nie dała szans Evie Lys. Wygrała z nią w Stuttgarcie 2022, w styczniu w Australian Open (skrót tamtego starcia poniżej) i zeszłej nocy w Montrealu. W Niemczech oddała jej dwa gemy, w Melbourne jednego, a w Kanadzie cztery. Bilans meczów bezpośrednich z Niemką poprawiła więc na 3-0 i ze spokojem może czekać na mecz 1/8 finału z Clarą Tauson. Z Dunką mierzyła się w tej samej rundzie 7 lipca na Wimbledonie, zwyciężyła z pogromczynią Jeleny Rybakiny 6:4, 6:1.

     

    Jak wyglądało starcie w ramach trzeciej rundy Canadian Open? Naszą relację pomeczową można przeczytać pod tym linkiem, ale wiele mówi sam wynik 6:2, 6:2 i fakt, że sprawa zamknęła się z 72 minuty. Emocji nie dodały utraty serwisu Lys w pierwszych gemach obu setów. W pierwszym nieco dłużej trzymała się rezultatu, było jeszcze chociażby 2:3, ale w drugiej partii szybko – po zaledwie 22 piłkach – zrobiło się 0:4. Podwójne przełamanie Polka zdobyła bez utraty choćby punktu na returnie.

     

    Zaraz po ostatniej wymianie niezawodna Opta podała dwie statystyki dotyczące naszej rodaczki. Jak zauważono, poprawiła bilans spotkań z Niemkami na 12-0. Poświęcaliśmy temu w czwartek osobny tekst. W zawodowej karierze oprócz wygranych z Lys złożyły się na to 3 triumfy nad Angelique Kerber (Indian Wells 2022, United Cup 2024, Rzym 2024), 2 nad Jule Niemeier (US Open 2022, Australian Open 2023), 2 nad Laurą Siegemund (Madryt 2021, Warszawa 2023) i po jednym z Moną Bathel (IO w Tokio 2021) i Tatjaną Marią (Bad Homburg 2023).

     

    Sprawdzili ostatnie 35 lat. Iga Świątek czwarta w procencie wygranych meczów w WTA 1000

     

    Nie jest to jednak najważniejsza statystyka, jaką po tym meczu podała Opta. Ta najcenniejsza dotyczy odsetka wygranych w turniejach WTA 1000. Format ten powstał w 2009 roku i często Świątek przy prześwietlaniu liczb z tych zawodów konkuruje wyłącznie z dokonaniami Sereny Williams. Tym razem rozszerzono poszukiwania do 1990 roku. Od wtedy do 2008 r. istniały turnieje WTA Tier I, odpowiednik “tysięczników”.

    https://x.com/OptaAce/status/1951438393826746478

    Świątek ma obecnie 81,1 proc. wygranych spotkań, dzieli czwarte miejsce w rankingu historycznym z Martiną Hingis. Podium jest blisko, bo trzecia Justine Henin jest lepsza o zaledwie 0,2 proc. (81.3). Dalej poprzeczka idzie mocniej w górę, druga Williams może się pochwalić wynikiem 84 proc., a liderką – być może niedoścignioną – jest Steffi Graf z niesamowitym wynikiem 88,4 proc (130 triumfów w 147 meczach, 26 tytułów Wta Tier I i 10 przegranych finałów).

     

  • Iga Świątek znów ją zdemolowała! Cały świat widział, co zrobiła Niemka

    Iga Świątek znów ją zdemolowała! Cały świat widział, co zrobiła Niemka

    Iga Świątek znów ją zdemolowała! Cały świat widział, co zrobiła Niemka

    Iga Świątek trzeci raz kompletnie rozbiła Evę Lys. Tym razem Niemka osiągnęła najlepszy wynik pojedynków z Polką, ugrywając… cztery gemy w całym meczu. W trakcie spotkania uśmiechnięta tenisistka mimo to cieszyła się z każdej urwanej partii. Trzecia rakieta świata nie miała litości, wygrywając 6:2, 6:2. Już wie, z kim zagra w czwartej rundzie w Montrealu.

     

    Po zwycięstwie w turnieju w Wielkiej Brytanii Iga Świątek powróciła do gry w Montrealu. Na powitanie z inną nawierzchnią pokonała Chinkę Hanyu Guo 6:3, 6:1. Jeszcze przed startem było wiadomo, że Polka ma szansę w Kanadzie odzyskać pozycje wiceliderki rankingu WTA, lub chociaż bardzo się zbliżyć do Coco Gauff. Gra o pełną stawkę, nie broniąc żadnych punktów sprzed roku.

     

    W trzeciej rundzie na Polkę czekała Eva Lys. Gdy zawodniczki ostatni raz się mierzyły, Świątek wygrała w 59 minut 6:0, 6:1. Trzy lata temu raszynianka triumfowała 6:1, 6:1. Spotkanie, dla polskiego widza, rozpoczęło się o złej godzinie, bowiem tym razem Polka grała w wieczornej sesji, a więc po 1 w nocy czasu w naszym kraju. Nasza tenisistka próbowała jednak zrobić wiele, by nocne spotkanie nie potrwało zbyt długo.

     

    Nokaut w wykonaniu Igi Świątek. Niemka może mieć już zwyczajnie dość

     

    Już w pierwszym gemie Polka przełamała Niemkę. Choć pierwsza partia wcale nie była jednostronna, Świątek zdecydowanie zwyciężyła 6:2. Trzecia tenisistka świata popełniała niewymuszone błędy przy forhendzie, a w dłuższych wymianach często triumfowała Niemka, jednak w większym dystansie pokazywała doświadczenie.

     

    W drugim secie Świątek miała jednostkowe problemy z mocnym serwisem, ale na przestrzeni gemów nie dawała rywalce najmniejszych szans. Uśmiechnięta Niemka wydawała się być pogodzona z sytuacją i choć nie składała broni, to płynnie przeszła do końca spotkania. Gdy wygrała trzeciego gema, zadowolona pokazała w kierunku swojego boksu, że udało jej się osiągnąć najlepszy wynik przeciwko Świątek wśród dotychczasowych gier.

     

    Na rezultat meczu czekała Clara Tauson. Dunka wcześniej zapewniła sobie awans, błyskawicznie eliminując pogromczynię Magdaleny Fręch, Julię Starodubcewą. W czwartej rundzie obejrzymy zatem rewanż za ćwierćfinałowy mecz sprzed kilkunastu dni podczas Wimbledonu. Wtedy rzecz jasna triumfowała Polka.

     

  • 10 lat prezydenta Andrzeja Dudy. Koalicja jeszcze za nim zatęskni

    10 lat prezydenta Andrzeja Dudy. Koalicja jeszcze za nim zatęskni

    10 lat prezydenta Andrzeja Dudy. Koalicja jeszcze za nim zatęskni

    Za kilka dni zakończy swoje 10-letnie urzędowanie w roli prezydenta RP Andrzej Duda. Zwykle w takich chwilach pada rytuale sformułowanie: “oceni go historia”. Otóż nie oceni, bo historia jako dyscyplina nauk humanistycznych nikogo nie ocenia. Robią to natomiast uprawiający ją historycy i historyczki.

     

    Nie ma co kryć – Andrzej Duda nie jest żegnany z żalem, ale to wcale nie znaczy, że krytyczne oceny jego prezydentury muszą w przyszłości dominować.

     

    Aleksander Kwaśniewski kończył swoje urzędowanie przed 20 laty w fatalnej atmosferze różnych oskarżeń, ułaskawiając w dodatku swą ostatnią decyzją Zbigniewa Sobotkę – głównego bohatera tzw. afery starachowickiej, czyli SLD-owskiego wiceministra spraw wewnętrznych, który odpowiadał za przeciek informacji o operacji policji wymierzonej w gangsterów. A jednak – na tle trzech kolejnych prezydentów, ale i Lecha Wałęsy – większość Polaków uważa go dziś za najlepszą głowę państwa w dziejach III RP.

     

    Dlatego przyszłe oceny Dudy będą zależne także i od tego, jak w roli prezydenta będzie się zachowywał Karol Nawrocki i jego następcy.

     

    “Wielki strateg”

     

    O ocenę prezydentury Dudy zapytano w miniony wtorek prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Ten najpierw pochwalił Dudę za dwukrotne wygranie wyborów, a następnie stwierdził: “Jeżeli chodzi o ocenę generalną, to trzeba troszkę poczekać, bo to jest kwestia którą trzeba w odpowiedni sposób przemyśleć. Ja w tej chwili nie jestem gotowy do formułowania tego rodzaju ocen”.

     

    Pytany zaś jak widzi przyszłość polityczną Dudy odparł: “To jest jego sprawa, a nie moja”.

     

    Zatem nawet w chwili końca kadencji Kaczyński nie zdobył się na bodaj jedno ciepłe zdanie o polityku, którego zwycięstwo w 2015 r. utorowało mu drogę do osobistej władzy, jaką nie cieszył się przed nim nikt w dziejach III RP, a późniejsza reelekcja pozwoliła ją przedłużyć o kolejne lata. Skąd ta niechęć?

     

    Na początku swej prezydentury Andrzej Duda zrobił bardzo wiele, aby zaskarbić sobie uznanie w oczach lidera PiS. Symbolicznym było jego wystąpienie w listopadzie 2015 r., podczas uroczystości desygnowania Beaty Szydło na premiera, w trakcie którego padły takie oto słowa pod adresem prezesa PiS:

     

    “Z całą pewnością jest pan wielkim politykiem, wielkim strategiem, ale dodam jeszcze jedno: z całą pewnością jest pan wielkim człowiekiem. Jest pan wielkim strategiem, bo podjął pan ogromne ryzyko, gdy ostatecznie razem z władzami PiS zdecydował pan, że będę kandydatem na prezydenta. […] Trzeba być wielkim człowiekiem i patriotą, absolutnie przekonanym do realizacji swojej idei budowy silnej Polski, którą ma PiS, żeby mimo oczywistych własnych ambicji oddać pałeczkę władzy w ręce ludzi, z którymi do tej pory pan blisko współpracował. Jestem dla pana pełen podziwu”.

     

    Wprawdzie Lechowi Kaczyńskiemu również zdarzały się wypowiedzi wskazujące, że uważa brata bliźniaka za polityka większego od siebie formatu, ale nigdy we wcześniejszych dziejach III RP żaden prezydent nie złożył nikomu podobnego hołdu. Składał je natomiast w II RP wobec Józefa Piłsudskiego wybrany z jego inicjatywy na prezydenta Ignacy Mościcki. Opinia publiczna szybko skwitowała to złośliwym wierszykiem: “Tyle znacy, co Ignacy, a Ignacy g… znacy”.

     

    Później były nocne zaprzysiężenia tzw. sędziów dublerów Trybunału Konstytucyjnego i odbywane po zmroku wizyty w domu Kaczyńskiego. A także kolejne błyskawiczne podpisy pod ustawami, na których zależało liderowi PiS, co zaskarbiło prezydentowi niezbyt chwalebny przydomek “długopisu Kaczyńskiego”.

     

    Nic to nie pomogło. Prezes konsekwentnie lekceważył prezydenta i czynił to na tyle ostentacyjnie, że stopniowo przenosiło się to także na niższych rangą polityków PiS, gdzie obdarzono go pogardliwym mianem “Dudusia”.

     

    Dokładnie odwrotnie niż czynił to Piłsudski, który często rugał najbliższych nawet współpracowników na posiedzeniach rządu, czy w innych miejscach publicznych, ale nigdy pozwolił sobie na słowa krytyki pod adresem Mościckiego, choć wszyscy wiedzieli, że ten ostatni każdą ważniejszą decyzję konsultuje z marszałkiem.

    Kontrofensywa “Dudusia”

    Kroplą, która przelała czarę goryczy, był zapewne bijący rekordy popularności na półmetku pierwszej kadencji Dudy kabaret Roberta Górskiego “Ucho prezesa”, w którym permanentnie szydzono z prezydenta jako “Adriana”, koczującego pod drzwiami gabinetu Kaczyńskiego w nadziei na audiencję.

     

    Sfrustrowany Duda postanowił wykonać samodzielne posunięcie i podczas przemówienia z okazji święta 3 maja w 2017 r. wystąpił z propozycją przeprowadzenia referendum konstytucyjnego w stulecie niepodległości. Później długo zabiegał o poparcie prezesa dla swojej inicjatywy, ale ostatecznie w lipcu 2018 r. formalny wniosek głowy państwa w tej sprawie odrzucił zdominowany przez PiS Senat. Kaczyński, który od początku nie chciał żadnego referendum, ani też jakichkolwiek zmian w konstytucji (przypomniał sobie o tym dopiero po utracie władzy), odegrał się w ten sposób za weta prezydenta wobec ustaw sądowych ministra Zbigniewa Ziobry.

     

    Sprzeciw Dudy nie wynikał jednak z tego, że był on przeciwnikiem pisowskiego kierunku zmian w sądownictwie, ale z faktu, że przyznawały one – zresztą częściowo kosztem głowy państwa – zbyt wielką władzę Ziobrze. “Nie ma u nas tradycji, by prokurator generalny w jakikolwiek sposób mógł ingerować w pracę Sądu Najwyższego jako instytucji, nie wspomnę już o sędziach” – uzasadniał weta.

     

    Nowe projekty ustaw o SN i Krajowej Radzie Sądownictwa, przedstawione przez prezydenta, zostały uchwalone przez Sejm w grudniu 2017 r. Szły one w tym samym kierunku – ograniczenia niezawisłości sądownictwa – co projekty Ziobry, ale Kaczyńskiego to nie uspokoiło i później wielokrotnie dawał publicznie do zrozumienia, że nie daruje Dudzie tego sprzeciwu.

     

    Ostatecznie zaś prezydent pogrążył się w oczach prezesa PiS, gdy na początku 2020 r., czyli w chwili, gdy kończyła się jego pierwsza kadencja, ośmielił się uzależnić swój podpis pod ustawą przewidującą przekazanie z budżetu państwa blisko 2 mld złotych dla TVP i Polskiego Radia od usunięcia Jacka Kurskiego ze stanowiska szefa rządowej telewizji. Prezydent był podobno niezadowolony ze sposobu, w jaki go przedstawiała TVP, ale być może nie wierzył też, przystępując do walki o reelekcję, w skuteczność siermiężnego stylu propagandy lansowanego przez Kurskiego.

     

    Druga kadencja

    “Być może nie będzie wyjścia i będziemy musieli wymienić kandydata” – miał po rozmowie Dudą oświadczyć członkom kierownictwa PiS niezadowolony z prezydenckiego ultimatum prezes Kaczyński. Ostatecznie jednak prezes taktycznie ustąpił i całkowicie dyspozycyjna wobec niego Rada Mediów Narodowych odwołała (w głosowaniu korespondencyjnym) Kurskiego ze stanowiska prezesa TVP.

     

    W reakcji na to Duda natychmiast podpisał ustawę, ale zaledwie kilka miesięcy później został przez Kaczyńskiego ostentacyjnie upokorzony, Kurski bowiem powrócił na stanowisko prezesa TVP. Utracił je ostatecznie dopiero we wrześniu 2022 r., niewiele ponad rok po tym, jak marionetkowa Rada Mediów Narodowych powołała go na kolejną czteroletnią kadencję. I nie był to bynajmniej rezultat zabiegów prezydenta, ale osobistej decyzji Kaczyńskiego.

     

    Podczas kampanii prezydenckiej w 2020 r., odbywającej się w warunkach pandemii i chaosu wywołanego przesunięciem daty wyborów, Duda wywalczył reelekcję, zręcznie wykorzystując błąd Rafała Trzaskowskiego, który nie zdecydował się na debatę z prezydentem przed II turą wyborów.

     

    Być może gdyby już w pierwszej kadencji towarzyszył prezydentowi w roli szefa jego gabinetu polityk tak ambitny, jak Marcin Mastalerek, wówczas Duda nie kapitulowałby tak łatwo przed prezesem PiS. Na poziom skuteczności działań każdego prezydenta niebagatelny wpływ mają wszak jego współpracownicy.

     

    Liczne opisy ich rywalizacji i sporów można przeczytać w opublikowanej przed kilkoma miesiącami książce Jacka Gądka “Duduś. Prezydent we mgle”. Skłaniają one do konstatacji, że Andrzej Duda nigdy nie zdołał stworzyć wokół siebie zgranego zespołu oddanych mu ludzi.

     

    Nie mogło być inaczej, bo Duda nie był nigdy charyzmatycznym liderem, prowadzącym do kolejnych politycznych bitew oddaną mu drużynę. Otaczał się głównie urzędnikami, a nie politykami, bo w istocie rzeczy niemal cała jego kariera przed walką o prezydenturę była daleko bardziej drogą urzędnika niż partyjnego działacza. Warto o tym pamiętać w kontekście powracającego pytania o ewentualną działalność polityczną Andrzeja Dudy po zakończeniu drugiej kadencji.

     

    W drugiej kadencji Duda był wciąż ostentacyjnie ignorowany przez Kaczyńskiego.

     

    “Nie rozmawiałem z prezydentem 4,5 roku albo nawet dłużej” – oświadczył we wrześniu 2024 r. prezes PiS.

     

    Dla radykalnych przeciwników rządów PiS było to bez znaczenia. Dla nich Duda wciąż pozostawał “długopisem” prezesa. Jednak nawet oni powinni się przez chwilę zastanowić, jak mogłyby wyglądać wyniki wyborów w 2023 r., gdyby nie weto Dudy wobec tzw. lex TVN? A jak wyglądałyby publiczne szkoły, po czystkach przeprowadzonych przez pisowskich kuratorów upoważnionych do tego przez zawetowaną przez prezydenta – i to dwukrotnie – tzw. lex Czarnek?

    Polityka zagraniczna

     

    Nie sądzę, aby przyszli historycy nazwali lata 2015-25 “dekadą Dudy”, ale nie da się też o niej opowiedzieć z pominięciem jego postaci.

     

    Bo to właśnie Andrzej Duda, swym nieoczekiwanym zwycięstwem, utorował Jarosławowi Kaczyńskiemu drogę do władzy, a później stał się, bez względu na motywy, jakimi się kierował, jednym z najważniejszych graczy limitujących zakres tej władzy.

     

    Nie można mu też odmówić pewnej roli w kształtowaniu polskiej polityki zagranicznej. Nie był, bo w sytuacji tak silnej dominacji Kaczyńskiego, nie mógł być oczywiście jej głównym architektem. A jednak, pomimo wspomnianego lekceważenia ze strony prezesa PiS, udało mu się na tym polu zdziałać całkiem sporo. Przede wszystkim na polu relacji polsko-ukraińskich.

     

    To, co prezydent zrobił dla wsparcia Kijowa walczącego z rosyjską agresją, pozostanie w mojej opinii najważniejszą i najjaśniejszą kartą w dziejach jego prezydentury. Myślę, że pozytywnych ocen doczeka się też zainicjowany przez Dudę projekt Trójmorza, zakładający pogłębienie na różnych polach współpracy między 12 państwami Europy Środkowej, które należą już do UE, a są położone w trójkącie Adriatyku, Bałtyku i Morza Czarnego.

     

    Oczywiście także i w polityce zagranicznej Dudzie zdarzały się wpadki. I to na tak newralgicznym dla Polski obszarze jak relacje z USA. Dążąc do ich pogłębienia, Duda podpisał we wrześniu 2018 r. z Donaldem Trumpem deklarację “Obrona wolności i budowanie dobrobytu poprzez polsko-amerykańskie partnerstwo strategiczne”. Problemem nie był jednak cokolwiek pompatyczny tytuł deklaracji, ale okoliczności jej przyjęcia. Do historii przeszło bowiem zdjęcie przedstawiające siedzącego za swoim biurkiem w gabinecie owalnym prezydenta USA oraz stojącego obok prezydenta RP.

     

    Kohabitacja z Tuskiem

     

    Kilkanaście ostatnich miesięcy upłynęło Dudzie na kohabitacji z rządem Tuska. Nowy premier nie próbował nawet udawać, że będzie się próbował z prezydentem w czymkolwiek porozumieć. Poczynając od skierowania w styczniu 2024 r. policji do pałacu prezydenckiego (wyprowadziła stamtąd Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika), a na publicznym odliczaniu dni do końca prezydentury Dudy kończąc, Donald Tusk okazywał głowie państwa ostentacyjne lekceważenie.

     

    Tymczasem Duda, mimo szeregu ostrych wypowiedzi na temat premiera oraz rządzącej od grudnia 2023 r. kordonowej koalicji, nigdy nie zdecydował się na totalną obstrukcję ekipy Tuska. Najlepiej pokazuje to jego stosunek Dudy do aktywności legislacyjnej rządu. Spośród 184 ustaw obecnej większości sejmowej, które trafiły do prezydenta, pod 171 Duda złożył swój podpis, choć w przypadku 16 wnioskował do Trybunału Konstytucyjnego o równoległe zbadanie ich zgodności z konstytucją. Zaledwie 13 ustaw zostało przez niego zablokowanych w formie weta lub odesłania do TK w trybie kontroli prewencyjnej.

     

    Oczywiście można wskazać też na odmowę nominowania aż kilkudziesięciu kandydatów rządu na ambasadorów, ale zarazem Duda odbył w 2024 r. wspólną podróż z Tuskiem do Białego Domu i w wielu przypadkach powstrzymywał się od publicznego dezawuowania różnych posunięć rządu w zakresie polityki zagranicznej.

     

    Zaskakująco harmonijnie układała się także jego współpraca z szefem MON Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem w newralgicznej sferze obrony narodowej. Zwłaszcza jeśli się pamięta, jakie boje toczył Duda z Antonim Macierewiczem, o którym w listopadzie 2017 r. stwierdził – nie zdając sobie sprawy, że jest nagrywany – iż minister stosuje “ubeckie metody” wobec niektórych oficerów.

     

    Sądząc po pierwszych wypowiedziach prezydenta elekta Karola Nawrockiego, powtarzającego, że uważa Tuska za najgorszego premiera po 1989 r., można przypuszczać, że już niedługo politycy obozu rządzącego zatęsknią za Dudą. Co zaś do większości Polaków, to dopiero upływ czasu pokaże, jak będą go oceniać za 10 czy 20 lat.

     

  • Cały świat zobaczył, co zrobiła Świątek po meczu. WTA reaguje

    Cały świat zobaczył, co zrobiła Świątek po meczu. WTA reaguje

    Cały Stadion Oniemiał. To, Co Zrobiła Iga Świątek Po Meczu w Montrealu, Rozgrzało Internet do Czerwoności – WTA Reaguje Natychmiast

    Wystarczyła jedna chwila, by serca fanów na całym świecie zabiły mocniej. Po zwycięstwie w pierwszym meczu turnieju w Montrealu Iga Świątek – liderka serc, choć aktualnie trzecia w światowym rankingu – zrobiła coś, czego nikt się nie spodziewał. Gdy tylko opuściła kort po pewnym triumfie nad Hanyu Guo (259. WTA), jej uwagę przyciągnął szczególny obrazek na trybunach. A to, co wydarzyło się chwilę później, zalało media społecznościowe falą wzruszenia. Nawet WTA nie mogło tego przemilczeć.

     

    Jedno Spojrzenie. Jedno Marzenie. Jedna Świątek.

     

    Podczas meczu na trybunach pojawiła się dziewczynka imieniem Olivia, ubrana w biało-czerwoną koszulkę reprezentacji Polski. W jej rękach – prosty, dziecięcy kartonik z napisem:

    “Iga, mogę mieć twoją czapeczkę i autograf, proszę!”

     

    Większość gwiazd sportu nawet nie zauważyłaby takiego szczegółu. Ale Iga Świątek to nie jest „większość”. To zawodniczka, która nie tylko dominuje na korcie, ale też potrafi zauważyć tych, którzy marzą, by choć przez chwilę być częścią jej świata.

     

    Świątek Przerywa Rutynę. Podchodzi. I Spełnia Marzenie

     

    Chwilę po zakończeniu meczu Iga skierowała się w stronę Olivii. Ujęcia opublikowane przez WTA w mediach społecznościowych mówią więcej niż tysiąc słów: 24-latka z uśmiechem na twarzy podarowała dziewczynce autograf na czapce, spełniając tym samym jej największe marzenie.

     

    Internet zareagował natychmiast.

    Komentarze były pełne emocji:

     

    “Gem, set, magia – tenis to nie tylko sport, to chwile, które zapadają w serce na zawsze.”

     

    “Rozpływam się, widząc szczęśliwe dzieciaki spotykające swoich idoli. Olivia nie zapomni tej chwili nigdy.”

     

    “Uśmiech tej małej dziewczynki mówi wszystko. Czysta radość. Iga ma serce ze złota.”

     

    “Świątek jest najlepsza. Nie tylko gra genialnie, ale też inspiruje i daje przykład.”

     

     

    Magia Poza Kortem. Ale Na Korcie – Brutalna Siła

     

    Świątek, jakby nie dość było wzruszeń, nie dała przeciwniczce najmniejszych szans na korcie. Jej triumf 6:3, 6:1 nad Hanyu Guo był pokazem siły, precyzji i skupienia. Oficjalna strona WTA nie kryła zachwytu:

    “Oto najnowsze potwierdzenie – Świątek znów jest w niebezpiecznej formie.”

     

    W grze Świątek nie było ani chwili zawahania. Jej powrót do twardych kortów po krótkiej przerwie wygląda jak manifest: Polka wraca po więcej. I to z przytupem.

     

    Co Dalej? Przeciwniczka z Niemiec i Kolejny Sprawdzian

     

    W kolejnym meczu w Montrealu Iga zmierzy się z Evą Lys (69. WTA) – młodą, ambitną Niemką, która z pewnością będzie chciała zatrzymać rozpędzoną Polkę. Ale po tym, co Świątek pokazała na korcie i poza nim, trudno sobie wyobrazić, by coś mogło ją teraz zatrzymać.

    Podsumowanie: Nie Tylko Rakieta. Iga Świątek Ma Serce Mistrzyni

    Tenisowy świat często skupia się na wynikach, statystykach i rekordach. Ale są momenty, które wykraczają poza to wszystko. Iga Świątek pokazała, że bycie numerem jeden to nie tylko pozycja w rankingu. To sposób bycia, to empatia, to wrażliwość. A Olivia? Z pewnością opowie tę historię jeszcze wiele razy. Bo tego dnia, w Montrealu, spotkała nie tylko gwiazdę – spotkała bohaterkę.