• Fręch kontra Andriejewa. Polka udowodniła, że da się pokonać Rosjankę. To była klęska Mirry

    Fręch kontra Andriejewa. Polka udowodniła, że da się pokonać Rosjankę. To była klęska Mirry

    Fręch kontra Andriejewa. Polka udowodniła, że da się pokonać Rosjankę. Klęska Mirry na korcie

     

    W ostatnim spotkaniu Magdalena Fręch zaprezentowała doskonałą formę, odnosząc spektakularne zwycięstwo nad utalentowaną Rosjanką Mirrą Andriejewą. Polka udowodniła, że mimo młodego wieku i ogromnego potencjału rywalki, można znaleźć sposób na jej pokonanie. Spotkanie zakończyło się wynikiem, który nie pozostawił wątpliwości co do dominacji Fręch.

     

    Początek zacięty, potem dominacja Fręch

     

    Pierwsze gemy meczu były bardzo wyrównane. Obie zawodniczki prezentowały wysoki poziom, jednak Polka szybko znalazła sposób na grę Rosjanki. Dzięki konsekwencji i precyzyjnym uderzeniom Fręch przełamała Andriejewą już w pierwszym secie, co pozwoliło jej zbudować przewagę i kontrolować przebieg gry.

     

    Drugi set to już pełna dominacja Magdaleny. Polka grała agresywnie, zmuszając Andriejewą do błędów i uniemożliwiając jej rozwinięcie skrzydeł. Rosjanka, znana z walki do końca, tym razem nie była w stanie znaleźć odpowiedzi na skuteczną taktykę Fręch.

     

    Doświadczenie górą nad młodością

     

    Mirra Andriejewa, mimo swojego młodego wieku, zdążyła już zapisać się na kartach światowego tenisa jako wschodząca gwiazda. Jej dynamiczna gra i pewność siebie imponują kibicom na całym świecie. Jednak w meczu z Polką to doświadczenie i spokój Magdaleny Fręch okazały się kluczowe.

     

    Polka umiejętnie wykorzystywała swoje atuty, zwłaszcza precyzyjne returny i grę na linii. Andriejewa nie była w stanie znaleźć swojego rytmu, a frustracja widoczna na jej twarzy tylko pogarszała sytuację.

     

    Polka zyskuje pewność siebie

     

    Zwycięstwo nad Mirrą Andriejewą to ważny krok w karierze Magdaleny Fręch. Polka udowodniła, że potrafi rywalizować na najwyższym poziomie i wygrywać z przeciwniczkami, które uchodzą za faworytki.

     

    Po meczu Fręch nie kryła radości, podkreślając, że ciężka praca i konsekwencja przynoszą efekty. „Wiedziałam, że Mirra to trudna rywalka, ale skupiłam się na swojej grze i to przyniosło rezultat” – powiedziała w pomeczowym wywiadzie.

     

    Przyszłość rysuje się w jasnych barwach

     

    Magdalena Fręch pokazała, że polski tenis kobiecy ma się bardzo dobrze. Jej triumf nad Andriejewą to dowód na to, że z odpowiednią strategią i determinacją można rywalizować z najlepszymi.

     

    Dla Mirry Andriejewej to z kolei bolesna lekcja, która może stać się cennym doświadczeniem w jej dalszej karierze. Młoda Rosjanka z pewnością wyciągnie wnioski z tej porażki, co czyni ją jeszcze groźniejszą rywalką w przyszłości.

     

    Mecz Fręch kontra Andriejewa zapisał się jako starcie doświadczenia z młodością, a wynik pokazał, że w sporcie nic nie jest przesądzone. Polka zasłużyła na słowa uznania i z pewnością zyskała wielu nowych kibiców.

     

     

  • Dreszczowiec z udziałem Magdy Linette

    Dreszczowiec z udziałem Magdy Linette

    Dreszczowiec z udziałem Magdy Linette

    Magda Linette z kolejną porażką w Melbourne. Tym razem Polka odpadła z turnieju gry podwójnej. Nie pomogły aż trzy obronione piłki meczowe. Dla 32-latki Australian Open dobiegło już końca.

     

    Magda Linette bardzo szybko odpadła z Australian Open w grze pojedynczej. Już w I rundzie lepsza od niej okazała się Moyuka Uchijima. Podkreślmy, że dla Japonki była to pierwsza wygrana w starciu z 32-latką w karierze.

     

    Dla poznanianki nie oznaczało to bynajmniej pożegnania z Melbourne. Przystąpiła bowiem do rywalizacji również w grze podwójnej. Stworzyła duet z Giulianą Olmos, z którą dotąd nie miała okazji grać.

     

    W I rundzie polsko-meksykańska para mierzyła się z Lucią Bronzetti i Anheliną Kalininą. Z powodu opadów deszczu mecz został przerwany przy stanie 6:4, 0:2. Spotkanie udało się dokończyć dopiero w czwartek, w sesji wieczornej

     

    Linette i Olmos w czwartek ruszyły ostro do ataku. W drugim secie przegrały zaledwie jednego gema. Ich dorobek mógł być jeszcze bardziej okazały, ale nie udało im się wykorzystać żadnego z dwóch break pointów przy stanie 3:0.

     

    O wszystkim decydował trzeci set. W nim Bronzetti i Kalinina zaczęły od prowadzenia 2:0 i stały przed dużą szansą, aby powiększyć swoją przewagę. Do tego jednak nie doszło i mecz ponownie zaczął się wyrównywać.

     

    Po ósmym gemie sytuacja pary Linette/Olmos stała się bardzo skomplikowana. Przegrały wtedy przy własnym podaniu i zamiast doprowadzić do remisu 4:4, przegrywały 3:5. Po chwili rywalki nie wykorzystały swojej szansy na zamknięcie spotkania.

     

    Super tie-break przyniósł aż 11 tzw. małych przełamań. Tę próbę nerwów lepiej zniosły Włoszka i Ukrainka. Choć nie wykorzystały dwóch piłek meczowych, awansowały ostatecznie do II rundy.

     

    Nazwiska kolejnych rywalek poznają w piątek. Zmierzą się z lepszymi w meczu Beatriz Haddad Maia/Laura Siegemund – Quinn Gleason/Suzan Lamens.

     

    Australian Open, Melbourne (Australia)

    Wielki Szlem, kort twardy, pula nagród 96,5 mln dolarów australijskich

    czwartek, 16 stycznia

     

    I runda gry podwójnej:

     

    Lucia Bronzetti (Włochy) / Anhelina Kalinina (Ukraina) – Magda Linette (Polska) / Giuliana Olmos(Meksyk) 6:4, 1:6, 7:6(7)

     

  • Gwizdy z trybun. Świątek podpadła kibicom tym, co powiedziała

    Gwizdy z trybun. Świątek podpadła kibicom tym, co powiedziała

    Gwizdy z trybun. Świątek podpadła kibicom tym, co powiedział

     

    Iga Świątek po ograniu Rebecci Sramkovej (6:0, 6:2) w drugiej rundzie wielkoszlemowego Australian Open przystąpiła do pomeczowego wywiadu. Polka została zapytana o to, czy kawa smakuje lepiej w Sydney, czy Melbourne i wskazała na… pierwsze miasto.

     

    Iga Świątek tak samo, jak rok temu dotarła do trzeciej rundy wielkoszlemowego Australian Open. Jej drugi mecz w Melbourne okazał się łatwiejszy niż pierwszy. Potrzebowała bowiem godziny, by ograć Słowaczkę Rebeccę Sramkovą 6:0, 6:2.

     

    Polka zaprezentowała się solidnie i wywiązała się z roli faworytki. A końcowy triumf sprawił, że po zakończeniu pojedynku przystąpiła do wywiadu z Jeleną Dokić.

     

    W pewnym momencie rozmowy nasza tenisistka została zaskoczona pytaniem o… kawę. Ten humorystyczny wątek wywołał sporo emocji z uwagi na wypowiedź wiceliderki światowego rankingu WTA.

     

     

    W odpowiedzi na pytanie, gdzie kawa smakuje lepiej, w Sydney czy Melbourne, Świątek przyznała, że w… pierwszym z wymienionych miast znalazła sklep z lepszą, co wzbudziło poruszenie wśród będących na miejscu fanów.

     

    Szybko jednak załagodziła sytuację. – W trakcie Wielkich Szlemów mam problemy ze snem, więc zmniejszam dawki kawy. Praktycznie piję ją tylko przed meczami. Dlatego nie mam najlepszego rozeznania – wytłumaczyła Polka, po czym Dokić stwierdziła, że “obroniła piłkę meczową”.

     

    Mimo żartobliwego tonu rozmowy, nasza tenisistka zdradziła, że jej ulubioną kawą jest flat white na mleku owsianym. To spotkało się już z pozytywną reakcją fanów.

     

    Fragment tego wywiadu został opublikowany na oficjalnym koncie Australian Open. “To bolało, Iga” – napisano na temat “kontrowersyjnych” słów ze strony 23-latki.

     

    W trzeciej rundzie Świątek zmierzy się z Emmą Raducanu. Do tej pory nigdy nie przegrała z Brytyjką, a nawet nie straciła seta w trzech pojedynkach w zawodowej karierze.

  • Jest nowy komunikat po aferze Igi Świątek. “Niezapowiedziana inspekcja”

    Jest nowy komunikat po aferze Igi Świątek. “Niezapowiedziana inspekcja”

    Jest nowy komunikat po aferze Igi Świątek. “Niezapowiedziana inspekcja”

    W ostatnich dniach media obiegła informacja o tym, że zakończyła się kontrola w Przedsiębiorstwie Farmaceutycznym LEK-AM, którego zanieczyszczony środek zażyła Iga Świątek. Teraz natomiast pojawił się nowy komunikat i głos zabrał Główny Inspektorat Farmaceutyczny na łamach serwisu Sport.pl. Poznaliśmy kolejne szczegóły.

     

    “GIF nie stwierdził krytycznych i ważnych niezgodności w procesie wytwarzania. Zweryfikowana została dokumentacja dotycząca procedur czyszczenia urządzeń wykorzystywanych do produkcji leków. Do tego sprawdzono zasady przestrzegania higieny w zakładzie w Zakroczymiu. Inspektorzy nie stwierdzili naruszeń” — mogliśmy przeczytać kilka dni temu w oficjalnym komunikacie Przedsiębiorstwa Farmaceutycznego LEK-AM, o czym pisaliśmy tutaj.

     

    GIF wydał nowy komunikat. Chodzi o aferę z udziałem Igi Świątek

     

    Mimo że wspomniane przedsiębiorstwo przekazało wieści dotyczące kontroli, która miała miejsce, to należy też wyjaśnić, że Główny Inspektorat Farmaceutyczny do tej pory nie reagował. Teraz się to jednak zmieniło. Serwis Sport.pl przesłał do biura prasowego GIF-u stosowne zapytanie dotyczące kontroli i oto jaka odpowiedź została przesłana.

     

    “Informujemy, że 29 listopada i 2 grudnia 2024 r. odbyła się inspekcja niezapowiedziana w Przedsiębiorstwie Farmaceutycznym LEK-AM w Zakroczymiu, przeprowadzona przez inspektorów ds. wytwarzania Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego. Ustalenia z przedmiotowej inspekcji nie wykazały wystąpienia wady jakościowej produktu leczniczego melatonina LEK-AM, 1 mg tabletki — czytamy w przesłanej nam odpowiedzi” — czytamy na łamach Sport.pl.

     

    Przypomnijmy, że to właśnie w przyjmowanej od lat przez Igę Świątek melatoninie znalazła się zakazana substancja trimetazydyna, którą wykryto w organizmie Polki. Kontrola nie wykazała jednak żadnych naruszeń i nieprawidłowości, więc można uznać, że sprawa po stronie producenta również zostaje zamknięta. Wszystkie osoby przyjmujące środki Przedsiębiorstwa Farmaceutycznego LEK-AM mogą być spokojne, ponieważ ocena Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego jest jednoznaczna.

     

  • Lewandowski nie zagrał, zła diagnoza w jego sprawie. W Madrycie to zauważyliOprac.

    Lewandowski nie zagrał, zła diagnoza w jego sprawie. W Madrycie to zauważyliOprac.

    Lewandowski nie zagrał, zła diagnoza w jego sprawie. W Madrycie to zauważyliOprac

     

    W 1/8 finału Pucharu Króla Robert Lewandowski nie wszedł na murawę ani na minutę. Mimo braku jego obecności FC Barcelona zdeklasowała Betis Sewilla 5:1, a wynik mógłby być zdecydowanie wyższy. W hiszpańskich mediach po tym spotkaniu pojawił się artykuł poświęcony polskiemu napastnikowi. Teza w nim postawiona może okazać się dla “Lewego” dość niepokojąca. To zdarzyło się już po raz drugi

     

    W listopadzie i w grudniu FC Barcelona miała bardzo duży kryzys sportowy, ale wiele wskazuje na to, że już z niego wyszło. Podczas tej “zapaści” wygrała w sposób bardzo przekonujący tylko jeden mecz na hiszpańskim podwórku.

     

    Było to zwycięstwo 5:1 z RCD Mallorca. Co ciekawe, w spotkaniu tym Hansi Flick nie wpuścił Roberta Lewandowskiego ani na jedną minutę. Drużyna wówczas doskonale poradziła sobie bez napastnika z Polski. Dokładnie tak samo było w środę 15 stycznia

     

     

    W 1/8 finału Pucharu Króla Betis Sewilla nie musiał radzić sobie z Robertem Lewandowskim, a i tak był jedynie tłem dla szalejącej Barcelony. Tym razem Hansi Flick zdecydował się na wariant z fałszywym napastnikiem, a w tej roli obsadził Daniego Olmo. Hiszpan znakomicie się spisał. Stworzył bardzo dużo miejsca Raphinhii i Lamine Yamalowi, a sam zanotował dwie bardzo ładne asysty. Majdan się nie hamował ws. wyrzucenia Szczęsnego. “Mógł przegrać coś więcej”Barcelona znów gromi bez Lewandowskiego. “Marca” zauważyła zależność

     

    To już drugi raz, jak Barcelona wygrywa bez Lewandowskiego 5:1. Należy jednak pamiętać, że w ostatnim meczu z Realem Polak dopasował się do znakomitej formy swojego zespołu i również wskoczył na bardzo wysoki poziom. El Clasico zakończył z piękną asystą i golem z rzutu karnego, a cały jego występ oceniono bardzo pozytywnie. Luis F. Rojo z madryckiego dziennika “Marca” zauważył, że Barcelona bez Lewandowskiego znów wyglądała świetnie. Dziennikarz podkreślił jednak, że nie chce ujmować Polakowi, lecz zasugerować, że formacja z fałszywym napastnikiem jest dla Barcelony bardzo ciekawą alternatywą.

     

    Barcelona pokazała przeciwko Betisowi, że jest w stanie zagrać znakomity mecz bez Lewandowskiego. Wydawało się, że obecność Polaka jest obowiązkowym warunkiem dobrego występu drużyny. Ale tak nie było. Flick zdecydował się wystawić jedenastkę bez środkowego napastnika, z Danim Olmo grającym jako fałszywa dziewiątka. I wyszło bardzo dobrze – ocenił madrycki dziennikarz.- W pierwszej połowie Dani Olmo miał wiele szans, w tym słupek, a do zdobycia bramki brakowało mu tylko wykończenia. Drużyna grała na bardzo wysokim poziomie. Alternatywa taktyczna do wzięcia pod uwagę. Lewandowski daje wiele drużynie, nie chodzi o to, by temu zaprzeczać, jestem daleko od tego, ale w tym meczu zobaczyliśmy, że Barça może być znakomita bez Polaka. To nie pierwszy raz. Flick posadził już Polaka w meczu z Mallorcą w La Liga. I Blaugrana zaliczyła kolejny świetny występ, osiągając dokładnie taki sam wynik z jednostronnym zwycięstwem – dodaje Rojo. Robert Lewandowski z 16 trafieniami na koncie nadal jest liderem klasyfikacji strzelców w lidze hiszpańskiej. Drugie miejsce z 11 golami zajmuje jego kolega z drużyny Raphinha. 

  • Iga Świątek pewnie wygrała i pobiła kolejny rekord. Może być tylko lepiejOprac.

    Iga Świątek pewnie wygrała i pobiła kolejny rekord. Może być tylko lepiejOprac.

    Iga Świątek pewnie wygrała i pobiła kolejny rekord. Może być tylko lepiejOprac.

    Iga Świątek pewnie wygrała w meczu drugiej rundy Australian Open z Rebeccą Sramkovą i w następnej rundzie zmierzy się z mistrzynią US Open, Emmą Raducanu, która wróciła do gry w zeszłym sezonie po długiej przerwie. Po zwycięstwie nad Słowaczką Polka pobiła kolejny rekord i może być z siebie naprawdę dumna. Dokonała tego jako pierwsza i jest jedyną wśród konkurentek z takim wynikiem.

     

    Podobny rekord Polka po przejściu do drugiej rundy. Teraz jednak pokazała, że jest prawdziwą dominatorką wśród tenisistek z całego świata. W ostatnich latach dokonała tego tylko ona i inne zawodniczki nie mogą pójść w jej ślady.Kibicom nie spodobały się słowa Igi Świątek, zaczęli buczeć. Wymowna reakcja trybunIga Świątek w III rundzie Australian OpenIga Świątek pewnie pokonała najpierw Kateriną Sinikovą, a potem Rebeccę Sramkovą. Polka jak burza idzie przez pierwsze rundy Australian Open. Czeszkę pokonała wynikiem 6:3, 6:4, a Słowaczkę – 6:0, 6:2. W następnej rundzie zmierzy się z Emmą Raducanu, która na swojej drodze do trzeciej rundy spotkała Jekaterinę Aleksandrową i Amandę Anisimovą.

     

    W ubiegłym roku to właśnie w trzeciej rundzie Polka pożegnała się z marzeniami o tytule. Wyeliminowała ją wtedy Linda Noskova, a wcześniej Świątek pokonała Sofię Kenin i Danielle Collins. Noskova w tym roku nie miała dużo szczęścia – odpadła już w pierwszej rundzie, pokonana przez Dunkę Clarę Tauson. Iga Świątek z kolejnym rekordemDla Igi Świątek pokonanie Sramkovej okazało się być pobiciem kolejnego rekordu. Polka jako jedyna zawodniczka w tej dekadzie, czyli od 2020 roku, docierała za każdym razem co najmniej do trzeciej rundy każdego wielkoszlemowego turnieju. Nie odpuściła jak dotąd ani jednego z nich. Świątek wróciła do dramatu. Tego bała się najbardziej. “Trochę nieracjonalne”Niestety, na kolejnego rekordu na razie nie pobije w kontekście ewentualnego dostania się do czwartej rundy. W swoim dorobku w ostatnim czasie nie zawsze przechodziła dalej po trzecich meczach na wielkoszlemowych turniejach. To nie oznacza jednak, że nie może być lepiej – 23-latka ma jeszcze sporo do udowodnienia samej sobie i choć rekordy nieszczególnie ją interesują, to dobra gra w tenisa sama do nich prowadzi. 

     

  • Iga Świątek pewnie wygrała i pobiła kolejny rekord. Może być tylko lepiej

    Iga Świątek pewnie wygrała i pobiła kolejny rekord. Może być tylko lepiej

    Iga Świątek pewnie wygrała i pobiła kolejny rekord. Może być tylko lepiej

    Iga Świątek pewnie wygrała w meczu drugiej rundy Australian Open z Rebeccą Sramkovą i w następnej rundzie zmierzy się z mistrzynią US Open, Emmą Raducanu, która wróciła do gry w zeszłym sezonie po długiej przerwie. Po zwycięstwie nad Słowaczką Polka pobiła kolejny rekord i może być z siebie naprawdę dumna. Dokonała tego jako pierwsza i jest jedyną wśród konkurentek z takim wynikiem.

     

    Podobny rekord Polka po przejściu do drugiej rundy. Teraz jednak pokazała, że jest prawdziwą dominatorką wśród tenisistek z całego świata. W ostatnich latach dokonała tego tylko ona i inne zawodniczki nie mogą pójść w jej ślady.

     

    Iga Świątek w III rundzie Australian Open

     

    Iga Świątek pewnie pokonała najpierw Kateriną Sinikovą, a potem Rebeccę Sramkovą. Polka jak burza idzie przez pierwsze rundy Australian Open. Czeszkę pokonała wynikiem 6:3, 6:4, a Słowaczkę – 6:0, 6:2. W następnej rundzie zmierzy się z Emmą Raducanu, która na swojej drodze do trzeciej rundy spotkała Jekaterinę Aleksandrową i Amandę Anisimovą.

     

    W ubiegłym roku to właśnie w trzeciej rundzie Polka pożegnała się z marzeniami o tytule. Wyeliminowała ją wtedy Linda Noskova, a wcześniej Świątek pokonała Sofię Kenin i Danielle Collins. Noskova w tym roku nie miała dużo szczęścia – odpadła już w pierwszej rundzie, pokonana przez Dunkę Clarę Tauson.

     

    Iga Świątek z kolejnym rekordem

     

    Dla Igi Świątek pokonanie Sramkovej okazało się być pobiciem kolejnego rekordu. Polka jako jedyna zawodniczka w tej dekadzie, czyli od 2020 roku, docierała za każdym razem co najmniej do trzeciej rundy każdego wielkoszlemowego turnieju. Nie odpuściła jak dotąd ani jednego z nich.

     

    Niestety, na kolejnego rekordu na razie nie pobije w kontekście ewentualnego dostania się do czwartej rundy. W swoim dorobku w ostatnim czasie nie zawsze przechodziła dalej po trzecich meczach na wielkoszlemowych turniejach. To nie oznacza jednak, że nie może być lepiej – 23-latka ma jeszcze sporo do udowodnienia samej sobie i choć rekordy nieszczególnie ją interesują, to dobra gra w tenisa sama donich prowadzi. 

     

  • Żona Stocha oficjalnie ogłosiła ws. małżeństwa z Kamilem. Mówi to wprost

    Żona Stocha oficjalnie ogłosiła ws. małżeństwa z Kamilem. Mówi to wprost

    Żona Stocha oficjalnie ogłosiła ws. małżeństwa z Kamilem. Mówi to wpros

     

    Kamil Stoch i Ewa Bilan-Stoch tworzą małżeństwo od wielu już lat. Skoczek i jego ukochana nie stronią od aktywności w social mediach, gdzie jednak rzadko dzielą się informacjami z życia prywatnego, skupiając głównie na tym zawodowym. Z tego też powodu tworzą jeden z bardziej tajemniczych związków, co często wywołuje liczne plotki. Teraz niespodziewanie wybranka sportowca postanowiła uchylić rąbka tajemnicy, wyjawiając co też dzieje się za zamkniętymi drzwiami ich domu. Oto szczegóły.

     

    Kamil Stoch godnie zajął miejsce po odchodzącym na “sportową emeryturę” Adamie Małyszu. Przez lata zdobywał liczne nagrody i trofea, ale ostatni i aktualny sezon w Pucharze Świata nie okazały się dla niego przesadnie łaskawe, podobnie zresztą jak dla reszty naszych reprezentantów. Niespodziewanie wydało się też, że w pewnym momencie sportowiec chciał nawet zakończyć swoją karierę. Od tego pomysłu odwiodła go jednak żona, Ewa Bilan-Stoch. Ukochana zmotywowała go do tego, żeby się nie poddawał i ponownie uwierzył  w siebie. I podziałało.

     

    Kamil Stoch chciał zakończyć karierę. Wtedy do akcji wkroczyła żona Ewa”Tydzień po zakończeniu sezonu zrodził się pomysł, żeby dalej skakać na nartach, oczywiście za namową mojej małżonki. Zmotywowała mnie, żeby jeszcze zebrać się w sobie, podnieść głowę i spróbować jeszcze powalczyć, ostatkiem sił wykorzystać rezerwowe pokłady mocy. W dalszym ciągu czuję, że jest we mnie jeszcze niewykorzystane potencjał. Chcę to wszystko uzewnętrznić i odnieść sukces”  – opowiadał kilka miesięcy temu Kamil w rozmowie z portalem skijumping.pl.Stoch postanowił jednak, że stworzy swój własny sztab szkoleniowy i będzie trenował z osobistym trenerem, którym został Michal Doleżal. Na razie jednak efekty współpracy obu panów nie są przesadnie spektakularne, ale kibice nie tracą nadziei, że Stoch jeszcze wszystkim pokaże, na co go stać.

     

    Ewa Bilan-Stoch ujawniła kulisy swojego małżeństwa z Kamilem. Oto co dzieje się za zamkniętymi drzwiami ich domuChoć obecnie Kamil nie prezentuje formy życia, to przecież i tak już naprawdę sporo osiągnął. Nic więc dziwnego, że tak wiele miejsca poświęcono jego postaci w dokumencie “Skoczkowie”, który niedawno ukazał się na jednej z platform streamingowych.

     

    To tam w odcinku o Adamie Małyszu przejmującym wyznaniem podzieliła się jego córka Karolina. Pisaliśmy o tym TUTAJ.W przypadku Kamila głos postanowiła zabrać osoba, która zna go wszak najlepiej, czyli żona. To wyjątkowe wydarzenie, bowiem Ewa bardzo rzadko wypowiada się na temat małżeństwa ze skoczkiem. Tym razem zrobiła wyjątek i zdradziła, jak aktualnie wygląda ich relacja. Okazuje się, że Stoch uwielbia sprawiać swej ukochanej niespodzianki. Ona zresztą nie pozostaje mu dłużna:”Potrafimy się cieszyć nawet z najmniejszych rzeczy i mam nadzieję, że zawsze tak będzie. Że mi wafelka gdzieś zostawi w aucie, jak się nie spodziewam albo jakiś liścik mu wrzucę i go odczyta, jak buty zmienia na skoczni” – opowiedziała Bilan-Stoch przed kamerami.Choć życie skoczka narciarskiego wiąże się z częstymi wyjazdami lub porannymi treningami, Kamil zawsze stara się pamiętać o żonie, dając jej jasny sygnał, że jest dla niego najważniejsza, mimo braku czasu. “Albo wyjeżdża na obóz i już go nie ma w domu, ale przychodzę do kuchni – bo zawsze później wstaję niż Kamil i mam na stole śniadanie z dedykacją, z karteczką. Jego nie ma, ale jeszcze jem śniadanie, które przygotował” – przekazała uradowana Ewa.

     

    Tym samy potwierdziło się w sprawie ich małżeństwa, że naprawdę idealnie się dogaduje i uzupełnia. Gdy Stoch sam przejdzie już na “sportową emeryturę”, będą mieli z żoną dla siebie o wiele więcej czasu, co zapewne jeszcze pozytywniej wpłynie na ich związek. 

  • Fręch kontra Andriejewa. Polka udowodniła, że da się pokonać Rosjankę. To była klęska Mirry

    Fręch kontra Andriejewa. Polka udowodniła, że da się pokonać Rosjankę. To była klęska Mirry

    Fręch kontra Andriejewa. Polka udowodniła, że da się pokonać Rosjankę. To była klęska Mirr

     

    Piątek to dzień, w którym Magdalena Fręch powalczy o wyrównanie rezultatu z ubiegłorocznego Australian Open. 27-latka zagra o awans do 1/8 finału z Mirrą Andriejewą. To Rosjanka przystąpi do batalii w roli faworytki, ale z pewnością nie można skreślać szans zawodniczki KS Górnik Bytom. To, że można pokonać utalentowaną nastolatkę, udowodniła nie tylko Iga Świątek, ale także Magda Linette. W ramach przedmeczowej zapowiedzi wspominamy zwycięstwo poznanianki w pierwszej rundzie igrzysk w Paryżu.

     

    Magdalena Fręch przystępowała do tegorocznych zmagań w Melbourne mając z tyłu głowy fakt, że broni sporo punktów za poprzedni sezon. Wówczas zameldowała się w czwartej rundzie Australian Open, przegrywając dopiero z Coco Gauff. Aktualnie 27-latka jest już bliska powtórzenia tamtego sukcesu, mimo że początek 2025 roku nie był dla niej łaskawy. Przed startem turnieju w stolicy stanu Wiktoria zmagała się ze złamanym palcem u nogi oraz nie wygrała żadnego spotkania. Dopiero na obiektach w Melbourne Park znów możemy zobaczyć zawodniczkę KS Górnik Bytom w lepszej dyspozycji.

     

    Na otwarcie zmagań łodzianka uporała się bez straty seta z rewelacją ostatnich tygodni – Poliną Kudiermietową. Także w kolejnej fazie czekała na nią Rosjanka. Tym razem zmierzyła się z Anną Blinkową. Nasza tenisistka bardzo słabo weszła w spotkanie. W pomeczowym wywiadzie dla Eurosportu przyznała, że nie mogła się odpowiednio rozgrzać ze względu na opady deszczu, które opóźniły start pojedynku i stąd potrzebowała czasu, by lepiej zaaklimatyzować się do warunków. Od drugiej partii przejęła inicjatywę na korcie i ostatecznie triumfowała 0:6, 6:0, 6:2.Rywalką 27-latki w walce o awans do 1/8 finału i wyrównanie rezultatu z ubiegłorocznego Australian Open będzie… następna tenisistka z Rosji. Tym razem trafiła jednak na najmocniejszą z nich, bowiem zmierzy się z Mirrą Andriejewą. Rewelacyjna 17-latka pokazała już momenty słabości w Melbourne, podczas starcia z Moyuką Uchijimą. Była bliska odpadnięcia z singlowej rywalizacji, przegrywała z Japonką 3:5 w trzecim secie i 6-8 w super tie-breaku. Dzięki wygranym czterem akcjom na koniec ostatecznie zdołała się zameldować w trzeciej rundzie rozgrywek. Tamten mecz pokazał jednak, że Magdalena wcale nie stoi na straconej pozycji.

     

    Linette pokazała, jak można dobrać się do Andriejewej. Tak Magda pokonała Mirrę na igrzyskachSposób na pokonanie utalentowanej Rosjanki znajdowała już nie tylko Iga Świątek, ale także Magda Linette. Poznanianka zmierzyła się z 17-latką w pierwszej rundzie igrzysk w Paryżu. Obie tenisistki przystępowały do rywalizacji w stolicy Francji po tytułach w turniejach WTA 250 poprzedzających olimpijskie zmagania. Obie dotarły na miejsce niemal w ostatniej chwili. Szczególnie duże nadzieje ze swoim debiutem w imprezie czterolecia wiązała Andriejewa. A to dlatego, że niecałe dwa miesiące wcześniej dotarła do półfinału Roland Garros. Wydawała się zatem jedną z kandydatek do medalu w grze pojedynczej.Linette szybko ostudziła zapędy młodej Rosjanki. Wywalczyła przełamanie już w drugim gemie, a potem wyszła na prowadzenie 3:0. W kolejnych minutach Mirra miała okazję na odrobienie straty breaka, ale poznanianka nadal imponowała świetnym serwisem, który mocno ułatwiał jej grę. Przewaga uzyskana na początku seta okazała się kluczowa dla losów całej partii. Ostatecznie 32-latka triumfowała w premierowej odsłonie 6:3.

     

    Magda udanie otworzyła także kolejny fragment rywalizacji, od wyniku 2:0. Chociaż po chwili 17-latka odrobiła stratę, to Polka nie przejęła się tym faktem. Ponownie przełamała Rosjankę i to w efektownym stylu, do zera. W następnych minutach poznanianka mogła podwyższyć prowadzenie nawet do stanu 5:2, jednak wówczas Andriejewa wyszła z opresji. Linette skontrolowała przewagę do samego końca i ostatecznie triumfowała 6:3, 6:4. Dla naszej tenisistki był to spory sukces, a dla Mirry – ogromne rozczarowanie. Rosjanka powetowała sobie jednak potem niepowodzenie w singlu, sięgając dość nieoczekiwanie po srebrny medal igrzysk w grze podwójnej wspólnie z Dianą Sznajder.Mecz Linette – Andriejewa z igrzysk może być wskazówką dla Magdaleny Fręch przed batalią o czwartą rundę Australian Open. Zawodniczka klubu KS Górnik Bytom będzie musiała dobrze serwować i mocno trzymać się w wymianach, by nawiązać wyrównaną walkę z utalentowaną Rosjanką. Presja w tym meczu powinna być po stronie 17-latki. Od momentu rozlosowania drabinki sporo mówiło się bowiem o jej potencjalnym starciu w 1/8 finału z Aryną Sabalenką. Polka zrobi wszystko, by do takiego zestawienia niedopuścić.

  • Historyczne 6:0 w meczu Igi Świątek. Rewelacja jesieni zdemolowana przez Polkę

    Historyczne 6:0 w meczu Igi Świątek. Rewelacja jesieni zdemolowana przez Polkę

    Historyczne 6:0 w meczu Igi Świątek. Rewelacja jesieni zdemolowana przez Polk

    Iga Świątek zaczęła ten sezon od rozgromienia w United Cup Malene Helgo 6:1, 6:0, ale trudno porównywać Norweżkę, zawodniczkę z piątej setki, do Rebekki Šramkovej, rewelacji ostatnich miesięcy. Tymczasem Słowaczka, zawodniczka z TOP 50 rankingu WTA, została przez Polkę zdemolowana na Rod Laver Arena, pierwszą partię przegrała w 26 minut 0:6. Później było trochę więcej walki, ale i tak po 61 minutach wicelidera rankingu WTA zameldowała się w trzeciej rundzie turnieju. Wygrała 6:0, 6:2.

    W całej historii swoich występów Igi Świątek w Australian Open, bajglem kończyły się mecze Polki tylko wtedy, gdy któraś z tenisistek była kwalifikantką. W taki sposób raszynianka wygrywała sety przeciwko Harriet Dart w 2022 roku oraz Cristinie Buscie dwa sezony temu, w taki sposób też… dostała lanie w 2019 roku od Camili Giorgi. Wtedy, w swoim debiucie, to Iga przebijała się przez kwalifikacje i w drugiej rundzie  głównej drabinki dostała solidne lanie od wysoko notowanej Włoszki, która już zakończyła karierę. Zresztą jej ostatnim starciem była zeszłoroczna porażka z Polką w Miami.

    Rebecca Šramková się w tę historię nie wpisywała, ona była rewelacją jesieni, gdy przebojem wdarła się z drugiej setki rankingu WTA do pierwszej, wygrała turniej w Hua Hin, dotarła do dwóch innych finałów w Monastyrze i Jiujiangu. I imponowała w finałach Billie Jean King Cup w Maladze. Tamtej formy już nie ma, choć pewnie nawet gdyby miała, to na Polkę i tak byłoby za mało.48 minut i koniec, pogrom na Australian Open. Niemal jak Świątek w Roland GarrosAustralian Open. Iga Świątek kontra Rebecca Šramková w drugiej rundzie. Szybkie 6:0 Polki w pierwszym secieSłowaczka została bowiem zdemolowana przez Polkę na najważniejszym z kortów w Melbourne Park. W pierwszym secie wygrała zaledwie 10 punktów, ale kluczowym był tu drugi gem. Iga szybko objęła prowadzenie 1:0, ale w tym gemie serwisowym Šramkovej przegrywała już 0:40. I wtedy zaczęła rozrzucać rywalkę, która przestała nagle trafiać pierwszym serwisem. Ten drugi zaś nie był żadnym wyzwaniem dla 23-latki. Pięć kolejnych akcji, pięć kolejnych punktów dla Polki – i zrobiło się 2:0.A stąd była już krótka drga do 6:0, Rebecca nie potrafiła w żaden sposób włączyć się do gry. Bezradnie kręciła głową, gdy Polki goniła ją po korcie, trafiała tuż przy liniach. Šramková nie miała po prostu żadnych atutów, nawet ryzykując niewiele mogła zrobić. A gdy tylko próbowała, pudłowała

    Po 26 minutach obie mogły zejść do ławek, Iga zapisała kolejny bajgiel w tym sezonie na swoim koncie.

    Drugiego seta Polka też zaczęła fenomenalnie, wygrała swojego gema serwisowego, znów kilka razy “oczyściła linie”. Ostatni punkt zdobyła po minimalnym aucie Słowaczki, która zdumiona patrzyła na powtórkę i zbliżenie miejsca uderzenia piłki w podłoże.

    Po siedmiu przegranych gemach z rzędu Šramková w końcu jednak mogła się uśmiechnąć – i była to radość wyjątkowo szczera, nagrodzona brawami przez kibiców. Wygrała z Polką do zera, kibice też zareagowali do zera. Różne zdarzają się cuda w tenisie, często zawodniczki podnoszą się po 0:6 w pierwszym secie, tego dokonała przecież zaledwie dobę wcześniej Magdalena Fręch. Tyle że co innego dokonać tego w starciu z Anną Blinkową, a co innego przeciwko zawodniczce klasy Świątek.

    Dwa wygrane gemy Šramkovej w drugim secie, oba do zera. Porażka w kolejnym była dla niej początkiem końca meczuPolka na żadną zmianę sytuacji nie pozwoliła, była skoncentrowana, korzystała z tego, że Słowaczka nie dysponuje nie wiadomo jaką siłą, nie potrafi przyspieszać gry i posyłać płaskich piłek. Takich, które wychodziłyby poza schematy. Nie miała więc szans by nawiązać walkę. I co ważniejsze – ona zdawała sobie z tego sprawę. Mogła się cieszyć, że uniknie “rowera”, sprawa awansu do trzeciej rundy była de facto rozstrzygnięta.

    Słowaczka walczyła do połowy piątego gema, miała 2:2 i 30:15 przy podaniu Polki. Gdy jednak Iga odwróciła losy tego gema, a później przełamała przeciwniczkę, było już po sprawie. Šramková nie była w stanie się podnieść.Iga powtórzyła więc wyczyn sprzed roku, zameldowała się w trzeciej rundzie. A teraz powalczy z Emmą Raducanu, która 6:3, 7:5 pokonała Amandę Anisimovą. I zapewne to spotkanie będzie dużo większym wyzwaniem dla naszej wiceliderki rankingu. Zmierzą się dwie byłe mistrzynie US Open, które marzą o takim sukcesie w Melbourne.