• Ludzie są zdziwieni, jaką ma relację z mężem. “Niektórzy są w szoku”

    Ludzie są zdziwieni, jaką ma relację z mężem. “Niektórzy są w szoku”

    Ludzie są zdziwieni, jaką ma relację z mężem. “Niektórzy są w szoku

    – Gdyby mi nie poszło, to myślę, że moje dni byłyby już policzone – mówi nam Anna Wielgosz. Nasz halowa mistrzyni Europy w biegu na 800 m ujawnia kulisy sukcesu i dlaczego przestano w nią wierzyć

    – Jest mi wstyd… Czas na zmiany – mówiła przygnębiona w sierpniu ubiegłego roku, gdy nie przebrnęła eliminacji biegu na 800 metrów na igrzyskach olimpijskich w Paryżu. W rozmowie z polskimi dziennikarzami Anna Wielgosz z trudem powstrzymywała łzy. Do stolicy Francji jechała po znacznie więcej.

    I jak zapowiadała, tak zrobiła. Rozstała się z trenerem Jackiem Kostrzebą i postawiła na współpracę… ze swoim mężem, Marcinem. Wystarczyło kilka miesięcy i 32-letnia biegaczka doszła do życiowej formy.

    Dowód pierwszy? Halowe Mistrzostwa Polski, gdy zmiażdżyła konkurencję i zdobyła złoty medal świetnym wynikiem 2:00,38 s. Dowód drugi? Eliminacje i półfinał na Halowych Mistrzostwach Europy w Apeldoorn, gdzie prezentowała się znakomicie fizycznie i psychicznie. Trzeci? Sam finał, w którym pokazała ogromną moc i chłodną głowę.

    W nim także nie miała sobie równych i została halową mistrzynią Europy. Doświadczona biegaczka wywalczyła pierwszy złoty medal międzynarodowej imprezy w karierze. I jest przekonana, że to nie koniec jej sukcesów.

    W rozmowie z WP SportoweFakty Anna Wielgosz ujawnia m.in., ile pamięta z finałowego biegu po złoto, ujawnia kulisy współpracy z mężem – trenerem i zdradza, kto w polskim środowisku już w nią nie wierzył.

    Tomasz Skrzypczyński, WP SportoweFakty: Trudniej było zdobyć złoty medal Halowych Mistrzostw Europy czy powstrzymać wzruszenie na podium w trakcie grania polskiego hymnu?

    Anna Wielgosz: To drugie! To mnie totalnie zaskoczyło – wydawało mi się, że umiem już opanowywać emocje. To był płacz połączony z radością, ale były to na pewno pozytywne uczucia.

    Wygranie finału oczywiście też nie było łatwe, bo wymagało ogromnej cierpliwości, a jestem osobą, która jest impulsywna, trochę nerwowa. Mój tata zawsze określał mnie jako taką małą zołzę. Ale myślę, że w sporcie jest dużo osób z takim charakterem. I zazwyczaj właśnie zadziorne osoby wygrywają.

    O czym się myśli, wbiegając na metę na pierwszym miejscu w finale?

    Ja tylko pomyślałam – czy to naprawdę koniec? Aż odwróciłam się, żeby spojrzeć, czy aby na pewno już dobiegłam, czy to już? To był taki szok, bo ten bieg potoczył się bardzo szybko i właściwie go nie pamiętam! Może tylko sam początek? Potem poleciałam jak automat do przodu, żeby nie oddać nikomu zwycięstwa. Chciałam w końcu zrobić to tak, jak sobie zakładałam.

    Ile ten medal dla ciebie znaczy? Miałaś w karierze wiele trudnych momentów, nie brakowało problemów zdrowotnych, czy choćby finansowych. Czy to dowód, że warto było nie rezygnować?

    Tak, los mnie nie oszczędzał. Było warto, żeby choćby sobie udowodnić, że mnie na to stać. Bo czułam, że tak jest, ale nie zawsze miałam odpowiednią ścieżkę, żeby to zrobić. Podążanie za odpowiednią drogą jest dla mnie bardzo ciekawe, że wytrwałam, że odważyłam się podjąć dość szaloną decyzję, bo kto mógłby chcieć trenować ze swoim mężem? Ludzie są zdziwieni, dla niektórych to wręcz szokujące, że to nam wychodzi.

    Słyszałaś takie głosy w środowisku?

    Tak, każdy od razu nas pyta, jak my ze sobą wytrzymujemy? Ale tak naprawdę my za sobą bardzo tęsknimy, bo musiałam jeździć na obozy bez niego. Marcin długo nie był trenerem kadrowym, bo nie był nikomu znany, a nikt nie lubi kota w worku. Ale takie koty w worku potrafią zrobić niespodziankę i nim okazał się Marcin.

    Pokazaliśmy, że można się świetnie dogadywać, funkcjonować jako małżeństwo, jednocześnie jako sportowy team i realizować cele. Jest to nasze hobby, nasze życie i nam nie przeszkadzają rozmowy o sporcie.

    Po półfinale powiedziałaś wprost przed kamerą TVP Sport, że nie wszyscy w ciebie wierzyli, że czułaś się nawet dyskryminowana ze względu na wiek. Czy miałaś na myśli także środowisko z Polskiego Związku Lekkiej Atletyki?

    Tak. Myślę, że moje dni były już w pewnym momencie policzone, raczej nie były przewidziane dla mnie pozytywne scenariusze, gdyby mi nie poszło. Może nawet mogłabym być pozbawiona szkolenia, choć nikt mi tego wprost nie powiedział. Ale Marcin nie zostałby kadrowym trenerem, gdybyśmy nie udowodnili w tym sezonie, że taka współpraca ma sens.

    Udowodniliśmy to na halowych mistrzostwach Polski, teraz dodatkowo w Apeldoorn i przed nami fajna przyszłość. Bo ja chcę jeszcze startować przez kilka lat. Sama jestem tym podekscytowana i ciekawa, co jeszcze z tego wyjdzie.

    Ten medal może być także przesłaniem dla młodych zawodników, by nigdy nie rezygnowali i szukali swojej drogi.

     

    Pewnie, bo talentów w naszej lekkoatletyce nie brakuje, ale są często w niewłaściwych rękach i rezygnują z poszukiwania odpowiedniej drogi. Pojawiają się myśli, że skoro u dobrego trenera mi nie wyszło, to chyba się nie nadaję. Nieprawda! Po prostu trzeba szukać u kogoś innego. Jeśli znów nie idzie, to trzeba usiąść i zastanowić się, co mogę zrobić, żeby osiągnąć swój cel. I potem karty mogą się odwrócić.

     

    Nie chodzi o to, żeby tylko mierzyć wysokość kwasu mlekowego i tym podobne parametry. To jest ważne na początku, potem to już się czuje samemu, zawodnicy powinni być tego uczeni. Ale na tym się nie bazuje, co jest dużym błędem. Często słyszałam, że trener Marek Rożej rozmawiał z Natalią Bukowiecką i potrafił jej odpuścić część treningu. Jeszcze z rok temu nie wiedziałam, o co chodzi, teraz już wiem, że czasem niewykonanie planowanej jednostki treningowej wcale nie musi nas oddalać od celu, a wręcz przeciwnie. Tak się właśnie wydarzyło ze mną.

     

    Razem z mężem podkreślacie, że ogromnym wsparciem był dla was świat nauki, przede wszystkim w osobie profesora Jerzego Żołądzia.

     

    Profesor jest pierwszą osobą, która zainteresowała się mną i tym, dlaczego nie wyszło mi na igrzyskach w Paryżu. I on szybko znalazł odpowiedzi, dlaczego się wysypało. Był dla mnie drogowskazem, zrobiliśmy mnóstwo pracy, przeprowadziliśmy wiele testów, żeby zgłębić mój organizm. I robił to bezinteresownie, za co jestem i będę mu zawsze ogromnie wdzięczna.

     

    Widział w nas potencjał, że chcemy mądrze korzystać z jego wiedzy. Wiedział, że szukamy i próbujemy czegoś nowego. Wiele było pytań i jestem wręcz zdumiona, że w tak krótkim czasie udało się znaleźć tyle odpowiedzi i dojść do tak wysokiego poziomu.

     

    Teraz będzie ci łatwiej czy trudniej? Tytuł mistrzyni Europy do czegoś zobowiązuje!

     

    Na pewno poprzeczka będzie szła do góry, ale jest we mnie bardzo dużo spokoju. Teraz wiem, że to po prostu nie ma prawa się nie udać, że idziemy w dobrą stronę. Zobaczymy, na ile uda się nam jeszcze poprawić moje wyniki.

     

    Sezon halowy jeszcze dla ciebie potrwa?

     

    Tak, będziemy startować na Halowych Mistrzostwach Świata. I jeśli aklimatyzacja przebiegnie dobrze, to może postaramy się o rekord Polski.

     

    Ambitnie!

     

    Tak, głośno o tym mówię, lubię tak robić, bo może wtedy to przyjdzie. Jestem w świetnej formie i wiem że mogę to zrobić. Na HMP pobiegłam 2,00,38 s a przecież był to samotny bieg. Więc gdy pojawi się ktoś, kto mocno poprowadzi serię, to może i mnie pociągnie za sobą. A to już na takich imprezach się zdarzało

  • Jest godzina meczu Świątek. Ta wiadomość ucieszy kibiców

    Jest godzina meczu Świątek. Ta wiadomość ucieszy kibiców

    Jest godzina meczu Świątek. Ta wiadomość ucieszy kibiców

    Już we wtorek kolejny mecz w turnieju WTA 1000 w Indian Wells rozegra Iga Świątek. Organizatorzy przekazali informację ws. godziny pojedynku Polki z Czeszką Karoliną Muchovą.

     

    W ramach prestiżowej imprezy w Indian Wells Iga Świątek bardzo pewnie wygrała dwa pojedynki i zakwalifikowała się do 1/8 finału. Na tym etapie broniąca tytułu Polka zmierzy się z Czeszką Karoliną Muchovą.

     

    Organizatorzy BNP Paribas Open 2025 ogłosili, że Świątek i Muchova zagrają ze sobą we wtorek (11 marca). Ich pojedynek zaplanowano na Stadium 1 o godz. 19:00 czasu polskiego.

     

    Będzie to pierwszy mecz dnia na tym obiekcie. Tym samym fani tenisa w naszym kraju będą mogli obejrzeć występ naszej tenisistki o przystępnej porze

     

    Świątek grała wcześniej z Muchovą czterokrotnie w głównym cyklu. Aktualna wiceliderka rankingu WTA wygrała trzy z tych pojedynków. Wśród tych spotkań jest kapitalny bój w ramach finału wielkoszlemowego Rolanda Garrosa 2023.

     

    Transmisje z turnieju kobiet w ramach zawodów BNP Paribas Open 2025 są dostępne w Canal+ Sport oraz serwisie Canal Plus Online. Portal WP SportoweFakty przeprowadzi relację tekstową na żywo ze spotkania Świątek – Muchova.

  • Wszystko jasne! Oto godzina meczu Igi Świątek. Znakomite wieści dla kibiców

    Wszystko jasne! Oto godzina meczu Igi Świątek. Znakomite wieści dla kibiców

    Wszystko jasne! Oto godzina meczu Igi Świątek. Znakomite wieści dla kibicó

     

    Organizatorzy Indian Wells właśnie opublikowali plan gier na wtorek. Iga Świątek zagra z Karoliną Muchovą pierwszy mecz na korcie numer jeden. To dobra wiadomość dla polskich kibiców, bo nie trzeba będzie zarywać nocy, by zobaczyć Polkę w akcji. Start spotkania zaplanowano na godz. 19.00.

     

    Już poprzedni mecz Iga Świątek zaczynała o 19 czasu polskiego, czyli 11 w Kalifornii. Trafiła jednak na nietypową datę, ponieważ właśnie z soboty na niedzielę w Stanach Zjednoczonych zmieniano godzinę. Polka spała o godzinę krócej, ale nie było tego widać w meczu z Dajaną Jastremską, którą 6:0, 6:2 i zapewniła sobie awans do czwartej rundy.

     

    Oto godzina meczu Iga Świątek – Karolina Muchova

    Organizatorzy właśnie ogłosili, że mecz czwartej rundy również odbędzie się w godzinie korzystnej dla polskich kibiców. Polka wyjdzie bowiem jako pierwsza na kort numer jeden. Początek pojedynku zaplanowano na godz. 19.00 polskiego czasu. Zapraszamy na relację na żywo w Przeglądzie Sportowym Onet.

     

    Rywalką Polki będzie Karolina Muchova. Panie grały dotychczas ze sobą czterokrotnie. Czeszka wygrała tylko w 2019 r. w Pradze, a później trzykrotnie lepsza była nasza tenisistka. Najważniejszy triumf raszynianki w tych meczach to finał Rolanda Garrosa z 2023 r. W Indian Wells Czeszka po drodze do czwartej rundy pokonała Elisabettę Cocciaretto oraz swoją rodaczkę Katerinę Siniakovą. Obecnie w rankingu WTA zajmuje 15. miejsce.

  • Tak Świątek pokonała Muchovą. 6:1 i zwrot akcji. Dramatyczna końcówka dała ćwierćfinał

    Tak Świątek pokonała Muchovą. 6:1 i zwrot akcji. Dramatyczna końcówka dała ćwierćfinał

    Tak Świątek pokonała Muchovą. 6:1 i zwrot akcji. Dramatyczna końcówka dała ćwierćfina

    Iga Świątek i Karolina Muchova to duet, który gwarantuje ciekawe starcia. Tylko raz ich oficjalny pojedynek zakończył się w dwóch setach. We wtorek czasu kalifornijskiego zagrają ze sobą po raz piąty, a stawką będzie awans do ćwierćfinału w Indian Wells. Ich poprzednia rywalizacja w imprezie rangi WTA 1000 również miała miejsce na etapie najlepszej “16”. Wówczas raszynianka pewnie wygrała pierwszą partię, ale później sytuacja mocno się skomplikowała. Ostatecznie Polka wygrała 6:1, 4:6, 6:4. W ramach przedmeczowej zapowiedzi wspominamy batalię z Montrealu z 2023 roku.

    Wtorek zapoczątkuje zmagania w czwartej rundzie turnieju w Indian Wells. Na korcie pojawią się m.in. Iga Świątek i Karolina Muchova. Obie tenisistki darzą się ogromnym szacunkiem, kilkukrotnie trenowały ze sobą w ostatnich miesiącach. Ich starcia zawsze kojarzą się z dobrym widowiskiem, pełnym emocji. Dotychczas grały ze sobą cztery razy w oficjalnych meczach i tylko raz się zdarzyło, że pojedynek zakończył się po dwóch setach. Miało to miejsce 1 stycznia, podczas fazy grupowej United Cup. Wówczas raszynianka pokonała Czeszkę 6:3, 6:4 i podwyższyła swoje prowadzenie do 3-1 w zestawieniu H2H.

    Zanim doszło do batalii w obecnym sezonie, ich poprzednie spotkanie zostało rozegrane 10 sierpnia 2023 roku w Montrealu. Wtedy obie tenisistki rywalizowały ze sobą o ćwierćfinał imprezy rangi WTA 1000 – czyli podobnie, jak wkrótce w Indian Wells. Wówczas wszyscy mieli jeszcze świeżo w pamięci ich finał Roland Garros, który odbył się dokładnie dwa miesiące wcześniej. Wtedy Świątek triumfowała po niezwykle dramatycznej końcówce. Do rewanżowego starcia mogło dojść już w Warszawie, ale Muchova niespodziewanie odpadła na wczesnym etapie turnieju. W Kanadzie nic nie stanęło już jednak na przeszkodzie. I znów zobaczyliśmy niezwykle intrygującą rywalizację, gdzie losy pojedynku rozstrzygnęły się dopiero w końcówce, poprzez rozgrywkę w trzecim secie.

    Ostatnie spotkanie Świątek – Muchova na turnieju WTA 1000 dostarczyło niezwykłych emocji

    Mecz rozpoczął się wtedy od serwisu Igi. Polka utrzymała podanie do zera, a później wypracowała sobie okazję na 2:0. Ostatecznie zacięta rozgrywka na przewagi zakończyła się jednak po myśli Karoliny i doszło do wyrównania na 1:1. Po chwili to Czeszka miała dwa break pointy, ale tym razem to Polka wyszła z opresji, wygrywając cztery akcje po kolei. W trakcie następnego rozdania nastąpiło pierwsze przełamanie. Tym razem Świątek wystarczyła jedyna okazja. Tenisistka z Ołomuńca chciała natychmiast odrobić straty, ale powtórzył się wariant z poprzedniego gema serwisowego naszej reprezentantki.

    Podczas drugiej partii sytuacja zaczęła się już trochę zmieniać, Karolina bardziej doszła do głosu. To ona jako pierwsza wywalczyła sobie przełamanie, wygrywając czwartego gema do zera. Po chwili tenisistka z Ołomuńca prowadziła już 4:1. Wtedy Świątek wzięła się za odrabianie strat, w siódmym gemie wywalczyła powrotnego breaka mimo aż trzech szans przeciwniczki na 5:2. Polce brakowało jednak postawienia “kropki nad i” w celu całkowitego wyrównania. Do końca seta obserwowaliśmy festiwal przełamań. Gdy Iga serwowała na 5:5, straciła podanie do zera. Ostatecznie druga odsłona zakończyła się rezultatem 6:4 na korzyść Muchovej.

    Podrażniona raszynianka ruszyła niezwykle ambitnie do walki od początku trzeciej partii i już na “dzień dobry” zdobyła breaka. Po chwili udało jej się utrzymać serwis po grze na przewagi i wyszła na prowadzenie 2:0. Czeszka nie dawała jednak za wygraną. W czwartym gemie obserwowaliśmy dwa break pointy powrotne, ale na szczęście Iga zdołała zareagować i nie pozwoliła na wyrównanie na 2:2. W następnych minutach Świątek mogła wyjść podwójne przełamanie, jednak Muchova ciągle pozostawała w grze i miała kontakt z naszą tenisistką. Czeszka do końca próbowała wywierać presję, gra toczyła się gem za gem. Polka, mimo gry pod sporą presją, radziła sobie świetnie. Ostatecznie przypilnowała już przewagi do samego końca i triumfowała w całym pojedynku 6:1, 4:6, 6:4 po blisko trzech godzinach rywalizacji.

    Jaki pojedynek czeka nas tym razem? O tym przekonamy się już za dziś wieczorem. Batalię o awans do ćwierćfinału WTA 1000 w Indian Wells z udziałem Świątek i Muchovej zaplanowano na godz. 19:00 czasu polskiego. Relacja z tego starcia będzie dostępna w specjalnej zakładce na stronie Interia Sport.

  • Tak Świątek pokonała Muchovą. 6:1 i zwrot akcji. Dramatyczna końcówka dała ćwierćfinał

    Tak Świątek pokonała Muchovą. 6:1 i zwrot akcji. Dramatyczna końcówka dała ćwierćfinał

    Tak Świątek pokonała Muchovą. 6:1 i zwrot akcji. Dramatyczna końcówka dała ćwierćfinał

    Iga Świątek i Karolina Muchova to duet, który gwarantuje ciekawe starcia. Tylko raz ich oficjalny pojedynek zakończył się w dwóch setach. We wtorek czasu kalifornijskiego zagrają ze sobą po raz piąty, a stawką będzie awans do ćwierćfinału w Indian Wells. Ich poprzednia rywalizacja w imprezie rangi WTA 1000 również miała miejsce na etapie najlepszej “16”. Wówczas raszynianka pewnie wygrała pierwszą partię, ale później sytuacja mocno się skomplikowała. Ostatecznie Polka wygrała 6:1, 4:6, 6:4. W ramach przedmeczowej zapowiedzi wspominamy batalię z Montrealu z 2023 roku.

     

    Wtorek zapoczątkuje zmagania w czwartej rundzie turnieju w Indian Wells. Na korcie pojawią się m.in. Iga Świątek i Karolina Muchova. Obie tenisistki darzą się ogromnym szacunkiem, kilkukrotnie trenowały ze sobą w ostatnich miesiącach. Ich starcia zawsze kojarzą się z dobrym widowiskiem, pełnym emocji. Dotychczas grały ze sobą cztery razy w oficjalnych meczach i tylko raz się zdarzyło, że pojedynek zakończył się po dwóch setach. Miało to miejsce 1 stycznia, podczas fazy grupowej United Cup. Wówczas raszynianka pokonała Czeszkę 6:3, 6:4 i podwyższyła swoje prowadzenie do 3-1 w zestawieniu H2H.

     

    Zanim doszło do batalii w obecnym sezonie, ich poprzednie spotkanie zostało rozegrane 10 sierpnia 2023 roku w Montrealu. Wtedy obie tenisistki rywalizowały ze sobą o ćwierćfinał imprezy rangi WTA 1000 – czyli podobnie, jak wkrótce w Indian Wells. Wówczas wszyscy mieli jeszcze świeżo w pamięci ich finał Roland Garros, który odbył się dokładnie dwa miesiące wcześniej. Wtedy Świątek triumfowała po niezwykle dramatycznej końcówce. Do rewanżowego starcia mogło dojść już w Warszawie, ale Muchova niespodziewanie odpadła na wczesnym etapie turnieju. W Kanadzie nic nie stanęło już jednak na przeszkodzie. I znów zobaczyliśmy niezwykle intrygującą rywalizację, gdzie losy pojedynku rozstrzygnęły się dopiero w końcówce, poprzez rozgrywkę w trzecim secie.

     

    Ostatnie spotkanie Świątek – Muchova na turnieju WTA 1000 dostarczyło niezwykłych emocji

     

    Mecz rozpoczął się wtedy od serwisu Igi. Polka utrzymała podanie do zera, a później wypracowała sobie okazję na 2:0. Ostatecznie zacięta rozgrywka na przewagi zakończyła się jednak po myśli Karoliny i doszło do wyrównania na 1:1. Po chwili to Czeszka miała dwa break pointy, ale tym razem to Polka wyszła z opresji, wygrywając cztery akcje po kolei. W trakcie następnego rozdania nastąpiło pierwsze przełamanie. Tym razem Świątek wystarczyła jedyna okazja. Tenisistka z Ołomuńca chciała natychmiast odrobić straty, ale powtórzył się wariant z poprzedniego gema serwisowego naszej reprezentantki.

     

    W pierwszej partii wszystkie kluczowe akcje trafiały na konto Igi. Nie inaczej było także w trakcie szóstego rozdania, kiedy Muchova miała w sumie trzy szanse na drugie “oczko”. To raszynianka wykorzystała piątego break pointa i przy stanie 5:1 serwowała po zwycięstwo w partii. Dopięła swego, wygrywając gema do 30. Po 45 minutach rywalizacji mogła się cieszyć z triumfu w premierowej odsłonie 6:1. Czas trwania siedmiu rozdań potwierdzał jednak, że wynik nie do końca oddawał rzeczywistość panującą na korcie, bowiem trwała na nim zacięta rywalizacja, a Polka okazywała się po prostu lepsza przy domknięciach gemów.

     

    Podczas drugiej partii sytuacja zaczęła się już trochę zmieniać, Karolina bardziej doszła do głosu. To ona jako pierwsza wywalczyła sobie przełamanie, wygrywając czwartego gema do zera. Po chwili tenisistka z Ołomuńca prowadziła już 4:1. Wtedy Świątek wzięła się za odrabianie strat, w siódmym gemie wywalczyła powrotnego breaka mimo aż trzech szans przeciwniczki na 5:2. Polce brakowało jednak postawienia “kropki nad i” w celu całkowitego wyrównania. Do końca seta obserwowaliśmy festiwal przełamań. Gdy Iga serwowała na 5:5, straciła podanie do zera. Ostatecznie druga odsłona zakończyła się rezultatem 6:4 na korzyść Muchovej.

     

    Podrażniona raszynianka ruszyła niezwykle ambitnie do walki od początku trzeciej partii i już na “dzień dobry” zdobyła breaka. Po chwili udało jej się utrzymać serwis po grze na przewagi i wyszła na prowadzenie 2:0. Czeszka nie dawała jednak za wygraną. W czwartym gemie obserwowaliśmy dwa break pointy powrotne, ale na szczęście Iga zdołała zareagować i nie pozwoliła na wyrównanie na 2:2. W następnych minutach Świątek mogła wyjść podwójne przełamanie, jednak Muchova ciągle pozostawała w grze i miała kontakt z naszą tenisistką. Czeszka do końca próbowała wywierać presję, gra toczyła się gem za gem. Polka, mimo gry pod sporą presją, radziła sobie świetnie. Ostatecznie przypilnowała już przewagi do samego końca i triumfowała w całym pojedynku 6:1, 4:6, 6:4 po blisko trzech godzinach rywalizacji.

    Jaki pojedynek czeka nas tym razem? O tym przekonamy się już za dziś wieczorem. Batalię o awans do ćwierćfinału WTA 1000 w Indian Wells z udziałem Świątek i Muchovej zaplanowano na godz. 19:00 czasu polskiego. Relacja z tego starcia będzie dostępna w specjalnej zakładce na stronie Interia Sport.

     

  • Co za drabinka Igi Świątek. Nieprawdopodobna sytuacja w Indian Wells

    Co za drabinka Igi Świątek. Nieprawdopodobna sytuacja w Indian Wells

    Co za drabinka Igi Świątek. Nieprawdopodobna sytuacja w Indian Wells

    Choć w wielu największych tenisowych turniejach pierwsze rundy obfitują w liczne sensacje, tym razem w Indian Wells jest zupełnie inaczej. Na kalifornijskich kortach doszło do zaledwie kilku niespodzianek, ale zdecydowana większość faworytek do sukcesu wciąż jest w grze o tytuł. A to wpływa na sytuację Igi Świątek, która zagra we wtorek o awans do ćwierćfinału.

     

    Do etapu czwartej rundy w tegorocznym turnieju w Indian Wells nie doszło do szczególnie wielu sensacji. W wielu imprezach, również tych wielkoszlemowych, część faworytek żegna się z rywalizacją na wczesnym etapie, ale tym razem zdecydowana większość faworytek potrafiła wywiązać się ze swojej roli. Nie oznacza to, że nie doszło do ani jednego niespodziewanego rozstrzygnięcia.

     

    Już przed czwartą rundą z imprezą pożegnały się choćby Beatriz Haddad Maia, Diana Sznajder, Daria Kasatkina czy Emma Navarro. Pomimo tego zdecydowana większość faworytek zmierzy się w meczu o ćwierćfinał, a szczególnie interesująco zapowiada się drabinka Igi Świątek.

     

    Tak wygląda drabinka Igi Świątek w Indian Wells

     

    Polka w czwartej rundzie zmierzy się z Karoliną Muchovą, najwyżej rozstawioną tenisistką w sąsiadującej sekcji drabinki. W ewentualnym ćwierćfinale może dojść do rewanżu za olimpijski półfinał, a rywalką Świątek może zostać Qinwen Zheng lub Marta Kostiuk. Potencjalny półfinał to same elektryzujące starcia — możliwy tu będzie mecz z Jeleną Rybakiną, Mirrą Andriejewą, Eliną Switoliną lub Jessicą Pegulą.

     

    Dopiero w finale Świątek może zmierzyć się z Aryną Sabalenką bądź Coco Gauff. Obie tenisistki świetnie radzą sobie w pierwszych meczach, podobnie zresztą jak triumfatorka Australian Open Madison Keys.

     

    Zobacz drabinkę turnieju WTA wIndian Wells:

     

  • Nocna niespodzianka w Indian Wells. Mistrzyni ostatniego turnieju za burtą

    Nocna niespodzianka w Indian Wells. Mistrzyni ostatniego turnieju za burtą

    Nocna niespodzianka w Indian Wells. Mistrzyni ostatniego turnieju za burtą

    Pierwszy mecz sesji wieczornej podczas szóstego dnia zmagań w głównej drabince w Indian Wells przyniósł nam niespodziewane rozstrzygnięcie. Będąca na fali mistrzyni turnieju WTA 500 w Meridzie – Emma Navarro, rywalizowała z zawodniczką, która przylatując do Kalifornii miała na swoim koncie cztery porażki z rzędu – Donną Vekić. Chorwatka odnalazła jednak swoją formę i zakończyła dobrą passę Amerykanki, pokonując ją 7:6(5), 6:1. W batalii o ćwierćfinał tysięcznika zmierzy się z Madison Keys.

     

    Tydzień poprzedzający zmagania WTA 1000 w Indian Wells należał do Emmy Navarro. Amerykanka wygrała imprezę rangi “500” w Meridzie, kończąc turniej spektakularnie – zwycięstwem 6:0, 6:0 w finale z Emilianą Arango. Prosto z Meksyku udała się na rozgrywki, które nieźle wspomina z ubiegłego roku. Pokonała wówczas Arynę Sabalenkę i dotarła do ćwierćfinału zmagań. Teraz wiemy już, że nie powtórzy tamtego osiągnięcia, ze względu na niespodziewaną porażkę w nocy.

     

    Tak naprawdę przygoda Navarro z Kalifornią mogła zakończyć się już na etapie drugiej rundy. Sorana Cirstea prowadziła już 5:3 40-15 w trzecim secie, miała dwa meczbole przy własnym serwisie. Mimo to Emma zdołała jeszcze wydostać się z opresji dzięki świetnej grze w defensywie i przedłużyła swój pobyt w Indian Wells, wygrywając 3:6, 6:1, 7:6(3), przy okazji rewanżując się za porażkę z Dubaju.

     

    W batalii o czwartą rundę Amerykankę czekało starcie z Donną Vekić. Wicemistrzyni olimpijska w grze pojedynczej z Paryża nie miała najlepszego okresu po Australian Open. Zanotowała w sumie cztery porażki z rzędu i z takim też dorobkiem przybywała do Kalifornii. W meczu otwarcia przerwała swoją złą passę, pokonując Elinę Awanesian 6:3, 6:3. Tej nocy zafundowała sobie jeszcze cenniejszy skalp, ogrywając 8. aktualnie rakietę świata.

     

    Donna Vekić pokonała Emmę Navarro. Zwycięski marsz Amerykanki przerwany

     

    Pierwszy set pojedynku dostarczył sporo emocji. Jako pierwsza przełamanie wywalczyła Chorwatka, miało to miejsce w trzecim gemie pojedynku. Kilka minut później Navarro zdołała jednak wyrównać na 3:3. To rozdanie zapoczątkowało festiwal breaków. Panie regularnie zdobywały “oczka” przy returnie i taki stan potrwał aż do końca partii. Siedem przełamań z rzędu przyniosło nam tie-breaka. Początek decydującej rozgrywki należał do Amerykanki, która zgarnęła pierwsze dwie akcje. Donna szybko odrobiła jednak stratę i zaczęła się rywalizacja punkt za punkt. W pewnym momencie Emma prowadziła 5-4. Od tego momentu wymiany kończyły się po myśli Vekić. Srebrna medalistka z Paryża ostatecznie triumfowała w premierowej odsłonie 7:6(5).

     

    Tenisistka z USA mogła dobrze zareagować na wydarzenia z końcówki pierwszej partii, bowiem już na “dzień dobry” miała dwa break pointy w drugim secie. Nie wykorzystała jednak żadnej z tych szans i po chwili Chorwatka zaczęła uciekać. Donna kolekcjonowała kolejne gemy i w pewnym momencie wyszła na prowadzenie 4:0. Po chwili dała rywalce odrobić stratę jednego przełamania, ale taki stan rzeczy nie potrwał długo. W trakcie następnego rozdania Vekić znów powróciła do czterech “oczek” przewagi i przy stanie 5:1 serwowała po awans do czwartej rundy. Miała trochę problemów z domknięciem rywalizacji, ale ostatecznie trzeci meczbol dał jej zwycięstwo 7:6(5), 6:1.

     

    Jak sama Chorwatka przyznała, jest to jej dopiero pierwszy awans do najlepszej “16” turnieju w Indian Wells na przestrzeni dziesięciu wizyt. Teraz przed wicemistrzynią olimpijską z ubiegłego roku bardzo ciekawe wyzwanie, bowiem zmierzy się z Madison Keys. Amerykanka potrzebowała aż sześciu meczboli, by domknąć rywalizację z Elise Mertens. W drugim secie prowadziła już 5:3, miała swój serwis. Nie wykorzystała jednak żadnej z czterech szans w tym fragmencie spotkania i ostatecznie triumfowała dopiero po trzeciej partii – 6:2, 6:7(8), 6:4. Zobaczymy czy Vekić znajdzie sposób na pokonanie reprezentantki Stanów Zjednoczonych, która ma już na swoim koncie 14 zwycięstw z rzędu.

     

  • Paolini aż krzyczała z bezradności. Jej horror trwał dwie i pół godziny

    Paolini aż krzyczała z bezradności. Jej horror trwał dwie i pół godziny

    Paolini aż krzyczała z bezradności. Jej horror trwał dwie i pół godziny

    To był prawdziwie morderczy mecz dla Jasmine Paolini, która aby awansować do kolejnej fazy Indian Wells musiała się mocno napracować. Włoszka na korcie spędziła blisko 2,5 godziny i wychodziła z nie lada tarapatów. W kolejnym spotkaniu wcale nie musi mieć łatwiej.

     

    Poprzedni rok był przełomowym dla kariery Jasmine Paolini (6. WTA). Włoszka z polskimi korzeniami dotarła do dwóch finałów turniejów wielkoszlemowych: French Open i Wimbledonu. Do tego wywalczyła złoty medal w grze podwójnej na igrzyskach olimpijskich w Paryżu i październik kończyła jako czwarta rakieta świata. Początek 2025 roku w jej wykonaniu nie był tak udany. Paolini z Australian Open odpadła już w trzeciej rundzie.

     

    Horror Paolini. To był gem turnieju?

    Obecnie Paolini – jak większość tenisistek na świecie – bierze udział w prestiżowym turnieju WTA Indian Wells. Choć niewiele brakowało, aby w kontekście Włoszki i kalifornijskich zmagań używać czasu przeszłego. Już pierwsza jej rywalka, Iva Jović (157. WTA) postawiła naprawdę trudne warunki. Panie grały ponad dwie godziny, ale ostatecznie Paolini, mimo przegranej 1:6 w drugim secie, wróciła do rywalizacji i wygrała 6:3 w decydującej partii.

     

    Jeśli fani Włoszki myśleli, że w kolejnej rundzie czeka ich spokojniejsze spotkanie, to byli w błędzie. Rumunka Jacqueline Cristian postawiła się o dwa lata starszej Paolini. Fani zobaczyli blisko 2,5-godzinny horror, który ostatecznie na swoją korzyść rozstrzygnęła Paolini. Trzeba jednak przyznać – łatwo nie było.

     

    Mecz był bardzo wyrównany, choć wydawało się, że na jego początku to Włoszka uzyska przewagę. Wygrała pierwsze dwa serwisy rywalki i w pierwszym secie prowadziła już 3:0. Cristian nie zamierzała się jednak załamywać i… dwa razy z rzędu przełamała Paolini. Sama jednak przegrała kolejny serwis i pierwszy set zakończył się wygraną Włoszki 6:4.

     

    W drugim role się odwróciły i to Cristian prowadziła już 3:0, dokonując jedynego przełamania w partii, w pierwszym serwisowym gemie rywalki. Ostatecznia ten set zakończył się triumfem Rumunki 6:3. Stało się jasne, że o tym, kto zagra w dalszej fazie Indian Wells zadecyduje trzecia partia. W niej kaskada wydarzeń była niesamowita.

     

    Pierwsze trzy gemy zakończyły się przełamaniami. Paolini przegrała dwa pierwsze podania i było 2:1 dla Cristian, która nie zmarnowała szansy i wygrała czwartego gema, doprowadzając do stanu 3:1. To jednak był sygnał do Paolini do tego, aby ruszyć.

     

    W szóstym gemie przełamała Rumunkę, a kluczowym dla losów meczu był dziewiąty gem. Najpierw Cristian nie wykorzystał break pointa, a następnie Paolini zmarnowała pięć piłek na skończenie gema. Jeszcze raz Rumunka stanęła przed szansą przełamania Włoszki, ale jej się to nie udało. Trwająca aż 23 punkty wymiana zakończyła się gemem dla Paolini, która w kolejnej partii przełamała rywalkę i przypieczętowała triumf.

     

    Jasmine Paolini w meczu 1/8 finału czeka trudne wyzwanie. Naprzeciw Włoszki stanie kolejna 26-latka. Ludmiła Samsonowa (26. WTA) sprawiła niespodziankę i w meczu 1/6 finału w niecałe dwie godziny pokonała Darię Kasatkinę (12. WTA). Przypomnijmy, że tytułu wywalczonego przed rokiem w Indian Wells broni Iga Świątek (2. WTA).

    Jacqueline Cristian (79. WTA, Rumunia) – Jasmine Paolini (6. WTA, Włochy) 1:2 (4:6, 6:3, 4:6)

  • Elon Musk znowu atakuje Radosława Sikorskiego. Nowy wpis

    Elon Musk znowu atakuje Radosława Sikorskiego. Nowy wpis

    Elon Musk znowu atakuje Radosława Sikorskiego. Nowy wpis

    “Tak, jest marionetką Sorosa” — ocenił Elon Musk, odnosząc się do wpisu dotyczącego Radosława Sikorskiego na portalu społecznościowym X. To kolejny post amerykańskiego miliardera, w którym atakuje on szefa polskiej dyplomacji. Wcześniej właściciel X nazwał Radosława Sikorskiego “małym człowieczkiem”. Wymiana zdań rozpoczęła się w niedzielę, kiedy Elon Musk zagroził wyłączeniem systemów Starlink w Ukrainie.

     

    Radosław Sikorski kontra Marco Rubio i Elon Musk. Poszło o wyłączenie Starlinków

    Radosław Sikorski wszedł w niedzielę w dyskusję z szefem amerykańskiego Departamentu Wydajności Państwa Elonem Muskiem oraz sekretarzem stanu USA Marco Rubio.

     

    Najpierw Elon Musk groził Ukrainie, że wyłączy Starlinki i “cały front upadnie”. Odpowiedział mu Radosław Sikorski, pisząc: “jeśli SpaceX okaże się niewiarygodnym dostawcą, będziemy zmuszeni szukać innych dostawców”.

     

    W poniedziałek Elon Musk ponownie zaatakował Radosława Sikorskiego. “Tak, jest marionetką [George’a] Sorosa” — napisał amerykański miliarder, odnosząc się do wpisu na temat szefa polskiego MSZ na portalu X.

    Autor wpisu, na który odpowiedział Elon Musk, podkreślił w nim, że Radosław Sikorski “jest kumplem Alexa Sorosa”, czyli syna George’a Sorosa.

     

    Elon Musk nazwał Radosława Sikorskiego “marionetką Sorosa”. Amerykańsko-węgierski miliarder jest wrogiem prawicy

     

    Elon Musk nawiązał we wpisie do George’a Sorosa, amerykańsko-węgierskiego inwestora giełdowego o żydowskich korzeniach. W grudniu 2017 r. jego majątek szacowany był przez analityków na 24,9 mld dolarów (ok. 100 mld zł).

     

    George Soros to założyciel Funduszu Społeczeństwa Otwartego (ang. Open Society Institute). Organizacja ma na celu promowanie demokracji, społeczeństwa obywatelskiego, praw człowieka, edukacji, społeczeństwa otwartego i prorynkowych reform społeczno-ekonomicznych.

     

    W związku z finansowaniem lewicowych oraz liberalnych projektów i organizacji politycznych miliarder na przestrzeni lat stał się obiektem ataków przedstawicieli ugrupowań prawicowych w Polsce i na świecie. Wcześniej był krytykowany przez środowiska antyglobalistyczne za “nieetyczny” sposób dojściado swojej fortuny.

     

  • Iga Świątek-Karolina Muchova: typy, kursy na Indian Wells (11.03.2025)

    Iga Świątek-Karolina Muchova: typy, kursy na Indian Wells (11.03.2025)

    Iga Świątek-Karolina Muchova: typy, kursy na Indian Wells (11.03.2025)

    W 1/8 finału WTA Indian Wells Karolina Muchova zmierzy się z Igą Świątek (11.03.2025, godz. 19:00). Broniąca tytułu sprzed roku Polka doskonale spisała się w dwóch pierwszych spotkaniach i moim zdaniem nie będzie miała większych problemów w starciu przeciwko Czeszce.

     

    Iga Świątek – Karolina Muchova kursy bukmacherskie (11.03.2025)

     

    Moją opinię podzielają analitycy legalnych bukmacherów. Kursy na wygraną Igi Świątek wynoszą około 1.20, podczas gdy zwycięstwo Karoliny Muchovej wyceniane jest po kursach około 4.45. Różnica jest zatem kolosalna.

     

    Kurs na Muchovą – około 4.45

    Kurs na Świątek – około 1.20

     

    Na moim kuponie przed meczem Karolina Muchova – Iga Świątek ląduje selekcja na Dokładny Wynik 2:0 na korzyść Polki po kursie 1.51 od bukmachera Fortuna.

     

    Identyczny zakład możecie zagrać w Fortunie bez ryzyka utraty środków. Promocją objęty jest pierwszy kupon po rejestracji konta z kodem promocyjnym BONUSONET, ewentualny cashback wynosi aż 100 PLN, a zwrot w gotówce sprawia, że środki można od razu przelać na konto w banku (lub typować kolejne zakłady w Fortunie – pełna dowolność).

     

    Karolina Muchova przeszła suchą stopą przez dwa pierwsze mecze Indian Wells

     

    Rozstawiona w Indian Wells z numerem 15. Czeszka nie miała większych problemów z awansem do czwartej rundy w Kalifornii. Muchova wygrała oba swoje spotkania w dwóch setach i w nagrodę zagra o ćwierćfinał przeciwko najlepszej do niedawna rakiecie świata. Obie panie spotkały się na kortach 5-krotnie, 3 razy górą była Iga Świątek, 2 razy wygrywała Muchova, natomiast zwycięstwa Czeszki miały miejsce dość dawno, bo w latach 2019 i 2020. Ostatni pojedynek Muchovej ze Świątek odbył się w styczniu tego roku w Australii, gdzie Polka potrzebowała niespełna dwóch godzin, aby ograć Czeszkę 6:3, 6:4.

     

    Iga Świątek jest na najlepszej drodze do obrony tytułu sprzed roku

     

    Obrona wywalczonego przed rokiem tytułu w Kalifornii ma być dla Igi Świątek symbolicznym powrotem na zwycięską ścieżkę, na której końcu widnieje jasny i precyzyjny cel – ponowne zajęcie fotela liderki światowego rankingu WTA. Droga ku temu daleka, natomiast trzeba uczciwie przyznać, że Iga Świątek znakomicie prezentowała się w dwóch poprzednich meczach Indian Wells. Raszynianka potrzebowała każdorazowo około godziny, aby odprawić z kwitkiem Francuzkę Garcię oraz Ukrainkę Jastremską, a w każdym z tych spotkań traciła po dokładnie 2 gemy. Oczywiście we wtorek poprzeczka zawieszona będzie nieco wyżej, natomiast nie przewiduję przesadnych komplikacji i moim zdaniem Polka upora się z Muchovą w dwóch partiach.

     

    Gdzie oglądać mecz Iga Świątek – Karolina Muchova?

     

    Spotkanie Karolina Muchova – Iga Świątek zaplanowane jest na wtorkowy wieczór 11 marca. Obie panie powinny pojawić się na korcie około godziny 19:00 czasu polskiego, a transmisja na żywo dostępna będzie w Canal+ Sport 2, Canal+ SportOnline oraz w Fortuna TV.