• Było już 6:2, 3:0 dla Świątek. Aż stało się coś niewytłumaczalnego. “Koniec”

    Było już 6:2, 3:0 dla Świątek. Aż stało się coś niewytłumaczalnego. “Koniec”

    Było już 6:2, 3:0 dla Świątek. Aż stało się coś niewytłumaczalnego. “Koniec”

    Iga Świątek prowadziła z Karoliną Muchovą aż 6:2, 3:0, ale roztrwoniła przewagę. “Koniec”, “Świątek już to przegrała” – załamywali się kibice, gdy było 6:2, 5:7, 0:2. Ale później wszyscy oddawali Idze cześć. Pokonanej Czeszce zresztą też. Wszyscy poza Nickiem Kyrgiosem. Czy dziś w czwartej rundzie Indian Wells Świątek i Muchovą rozegrają tak świetny mecz, jak ten w finale Roland Garros 2023?

    Iga Świątek to wiceliderka światowego rankingu, a Karolina Muchova jest 15. Ich starcie w czwartej rundzie turnieju WTA 1000 w Indian Wells to wielki hit tej fazy.

    W bezpośrednich pojedynkach 3:1 prowadzi Świątek. A najlepiej pamiętanym z ich spotkań jest to z Paryża sprzed już prawie dwóch lat.

    Aż 98 godzin. Takie rzeczy wyliczano Idze Świątek

    W 2023 roku Świątek na Roland Garros dawała kolejne w swojej karierze popisy. W pewnym momencie wydarzeniem wielkoszlemowego French Open było to, że przegrała gema! Gdy w czwartej rundzie Łesia Curenko wyszła z z Igą z wyniku 0:4 na 1:4, światowe media odnotowały, że polska numer jeden przegrała pierwszego gema od 98 godzin i 43 minut! Na tak niesamowicie długi czas składały się: część występu Świątek przeciw Claire Liu w drugiej rundzie (6:4, 6:0), cały jej występ przeciw Xinju Wang w trzeciej rundzie (6:0, 6:0) i część meczu z Curenko. W sumie Świątek miała serię aż 23 wygranych gemów.

    Ale po półfinałach było jasne, że mimo doskonałej formy Polce wygranie całego turnieju może przyjść z trudem. A to dlatego, że w finale jej rywalką była Muchova prezentująca piękny, wszechstronny tenis, a do tego pokazująca imponującą waleczność.

    Muchova w niesamowity sposób pokonała Sabalenkę

    Świątek w swoim półfinale wygrała 6:2, 7:6 z Beatriz Hadad Maią, a Muchova wydarła zwycięstwo w boju z Aryną Sabalenką. Skończyło się wynikiem 7:6, 6:7, 7:5, choć w decydującym secie Czeszka przegrywała 2:5, 30:40 i musiała bronić meczbola!

    W finale ze Świątek Muchova też odrobiła ogromne straty. Debiutująca w wielkoszlemowym finale Karolina przegrywała 2:6, 0:3. Ale nie poddała się. W krytycznym momencie 43. wówczas tenisistka świata zaczęła grać jak liderka. I wydawało się, że pokona naszą faktyczną liderkę. Po odwróceniu drugiego seta w decydującą partię Muchova weszła z drzwiami – wygrała dwa pierwsze gemy do zera. Prowadziła w meczu 2:6, 7:5, 2:0. „Świątek już przegrała”, „To koniec”, „Nie ma szans” – takie komentarze zalewały wówczas media społecznościowe. Ale na szczęście Świątek ich nie czytała. Przy stanie 6:2, 5:7, 3:4 i serwisie Czeszki Iga zanotowała przełamanie powrotne. I od tego momentu wygrała już wszystkie gemy do końca meczu. Tym samym po naprawdę świetnym finale zdobyła swój czwarty wielkoszlemowy tytuł w karierze, a trzeci na Roland Garros (dziś Iga ma pięć tytułów wielkoszlemowych – piąty wywalczyła w Paryżu w 2024 roku).

    Idiotyczne reakcje Kyrgiosa zdenerwowały Czechów

    Po tamtym finale świat zachwycał się nad Świątek, ale nad Muchovą również. Statystycy przytoczyli, że do finału z Igą Karolina wygrała wszystkie swoje mecze w karierze z rywalkami ze światowego top 3. Tych spotkań było aż pięć. Podawano, że ostatnią zawodniczką, która tak mocno rozprawiała się od początku kariery z rywalkami z top 3 była wieki temu Martina Navratilova. – Nawet nie wiedziałam o tej statystyce. Ale wspaniale to wiedzieć, bo to pokazuje, że mogę z takimi tenisistkami rywalizować. To zwiększy moją pewność siebie – mówiła Muchova.

    – Nie mówcie mi, że kobiecy tenis jest nudny. Finał był fantastyczny – komentowała Rennae Stubbs. Była mistrzyni debla z Australii przekonywała, że na świetnym poziomie stały też półfinały i twierdziła, że panie na Roland Garros dały lepsze widowiska niż panowie. „Dzięki Bogu za panie” – pisała. Na to jej rodak Nick Kyrgios odpowiedział śmiejącą się do łez emotikonką. A gdy Stubbs pytała, o co mu chodzi, kontrowersyjny tenisista odpowiedział tą samą emotikonką.

    Takie reakcje Kyrgiosa uznano za idiotyczne, a szczególnie dotknięci nimi poczuli się Czesi. „ “Sztuka Muchovej urzekła świat, ale szydzi z niej Nick Kyrgios” – pisał dziennik “Blesk”.

    Tenis Muchovej to sztuka. Ale to nie znaczy, że Karolina gra jak facet

    „Sztukę” Muchovej świat tenisa naprawdę docenia. Mimo że mająca wciąż problemy ze zdrowiem tenisistka nie powtórzyła takiego sukcesu, jak wielkoszlemowy finał (była dwukrotnie półfinalistką US Open i raz półfinalistką Australian Open), to każdy wie, że zawsze i wszędzie stać ją na pokonanie każdej rywalki. A czasami bywa, że jej świetną grę eksperci chwalą aż tak bardzo, żedobierają niewłaściwie słowa.

    W 2024 roku Muchova świetnie wyglądała w US Open. Po kilku meczach widziano w niej główną faworytkę turnieju (ostatecznie doszła do półfinału). Legendarna Chris Evert zachwycała się nią po drugiej rundzie. Wtedy Czeszka wracająca po 10-miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją pokonała 6:3, 7:6 Naomi Osakę. – Gra jak mężczyzna. Chce grać jak mężczyzna. Mężczyźni mają lepsze serwisy niż kobiety, w większości mają także lepsze woleje i poruszają się trochę lepiej – mówiła Evert na antenie amerykańskiej stacji ESPN. Taki komentarz 18-krotnej mistrzyni wielkoszlemowej wywołał burzę w mediach społecznościowych. Bardzo nie spodobał się m.in. jednej z obecnie czołowych zawodniczek, Ons Jabeur.

    – Muchova jest niesamowicie utalentowaną zawodniczką. Nie musi być facetem, żeby mieć świetny serwis, wolej lub poruszanie się. Czy możemy przestać tworzyć stereotypy na podstawie płci? – irytowała się Tunezyjka. Evert zreflektowała się i przeprosiła za swoje niefortunne wyrażenie. “Przepraszam, jeśli was uraziłam, z pewnością nie było to moim zamiarem. Siła, mobilność i atletyzm znacznie się poprawiły, a wiele kobiet, z którymi rozmawiam, ma idoli mężczyzn, do których aspirują. Ponownie, może moja wypowiedź mogła być lepsza, więc przepraszam!” – napisała Amerykanka na portalu X.

    We wtorek w amerykańskim Indian Wells Świątek i Muchova zdecydowanie mogą pokazać siłę, atletyzm, mobilność i wspaniałą technikę. Jeśli obie zagrają najlepiej, jak potrafią – dostaniemy koncert. Faworytką jest Polka, ale zapewne czeka ją trudne zadanie.

     

  • Tak Iga Świątek rozbroiła “bombę”. To było mistrzostwo świata

    Tak Iga Świątek rozbroiła “bombę”. To było mistrzostwo świata

    Tak Iga Świątek rozbroiła “bombę”. To było mistrzostwo świata

    Nie ma wątpliwości, to była pułapka. Iga Świątek pokazała jednak, że znakomita jest nie tylko na korcie. Sposób, w jaki wybrnęła z pytania o wymianę zdań między ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim, Elonem Muskiem i sekretarzem stanu Marco Rubio, to mistrzostwo świata.

     

    W czasach Donalda Trumpa, wojny w Ukrainie i przekraczającej kolejne granice polaryzacji, sportowcom coraz trudniej unikać opowiadania się po jednej ze stron politycznego konfliktu. Z drugiej strony sportowe organizacje uświadomiły sobie, że polityczne zaangażowanie to coś, co im szkodzi. Najlepszym przykładem są tu amerykańskie ligi jak NBA czy NFL, w których polityczne rozemocjonowanie było szczególnie widoczne. Choć ich władze oficjalnie popierały zaangażowanie zawodników, to równocześnie robiły wszystko, aby polityczną wrzawę na stadionach i w halach jak najbardziej wyciszyć. Najlepszy dowód, że to się udało, mieliśmy przed tegorocznym Super Bowl. NFL podjęła decyzję o zamalowaniu hasła “End Racism”, które widniało po obu stronach boiska i nie spotkało się to z żadną większą reakcją. Nie było fali potępienia ligi za ten znaczący gest, choć sam fakt został skrupulatnie odnotowany.

     

    Nie za poglądy polityczne cenimy gwizdy sportu

    A i ostatnie wybory prezydenckie w USA pokazały, że nawet tabuny najpopularniejszych artystów i gwiazd sportu nie mają większego wpływu na decyzje przy urnach. Kamala Harris, która miała pod tym względem gigantyczną przewagę nad Donaldem Trumpem, jednak wybory zdecydowanie przegrała. A jej kandydaturę mocno promowały m.in. koszykarskie gwiazdy LeBron James i Stephen Curry. Okazało się, że podobnie jak w znanym sowieckim dowcipie o Piotrze Czajkowskim, poglądy polityczne to nie jest to, za co kibice cenią gwiazdy sportu.

     

    Co nie znaczy, że zawodnicy mogą sobie pozwolić na komfort niezabierania zdania. W ostatni wtorek przekonała się o tym Iga Świątek. Polka po meczu z Karoliną Muchovą (6:1, 6:1) została zapytana o ostatnie starcie na portalu X z udziałem Radosława Sikorskiego, jednego z najbogatszych ludzi na świecie: Elona Muska i sekretarza stanu USA Marco Rubio. Poszło o system Starlink, który zapewnia łączność wojskom ukraińskim na froncie.

     

    Ostra wymiana zdań między Muskiem, Sikorskim i Rubio podzieliła Polaków

     

    Musk, który jest właścicielem systemu, zasugerował, że mógłby go wyłączyć, co spowodowałoby klęskę Ukrainy. Na to Sikorski odpowiedział, że to Polska płaci za używanie Starlinków, a Musk byłby niewiarygodnym partnerem biznesowym, gdyby wyłączył urządzenia. Na to odezwał się Rubio, który skomentował, że nikt nigdy nie miał zamiaru wyłączać Starlinków, a Sikorski to właściwie powinien podziękować, że dzięki systemowi Muska Ukraina przetrwała rosyjską agresję, bo w przeciwnym razie na granicy z Polską stałyby wojska rosyjskie.

     

    Ostra wymiana zdań, podczas której Musk strofował Sikorskiego słowami: “Bądź cicho, mały człowieku”, natychmiast podzieliła polską scenę polityczną. Zwolennicy rządu chwalą ministra spraw zagranicznych, że w sprytny sposób wyciągnął do Amerykanów zapewnienie, że system łączności, dzięki któremu Ukraina może się bronić, nie zostanie wyłączony. Z kolei zwolennicy opozycji zarzucali Sikorskiemu, że działa nieprofesjonalnie, prowadząc dyplomację za pomocą mediów społecznościowych i niepotrzebnie zaognia stosunki z naszym najważniejszym sojusznikiem, Stanami Zjednoczonymi.

     

    I właśnie o komentarz do tej sprawy została poproszona Świątek przez amerykańskiego dziennikarza po meczu turnieju Indian Wells. I z tego trudnego zadania wybrnęła po mistrzowsku.

     

    Świątek wybrnęła znakomicie z zadania, które było pułapką

     

    Nie mogła schować głowy w piasek i udawać, że o niczym nie wie. To byłoby bardzo dziwne wobec jej zaangażowania we wspieranie Ukrainy. Dlatego jasno powiedziała, że ma świadomość, o co chodzi, ale jednocześnie uniknęła wszelkiego pretekstu, aby ktokolwiek zapisywał ją do którejś ze stron politycznego sporu. – Wiem, co się stało na Twitterze z naszym ministrem. Ale szczerze mówiąc, myślę, że byłoby nie na miejscu, gdybym komentowała politykę. Świat, w którym żyjemy, jest dość skomplikowany i panują w nim wysokie napięcia – powiedziała tenisistka.

     

    Jednocześnie Polka dała do zrozumienia, że wciąż wspiera ofiary rosyjskiej agresji: – Mówiłam głośno o Ukrainie i wszyscy znają moje poglądy. Grałam ze wstążką [w barwach Ukrainy – red.] przez długi czas na początku wojny – dodała Świątek.

     

    Ostatnie zdanie sugeruje, że poglądy, jeśli chodzi o Starlink na Ukrainie, Polka ma sprecyzowane dość jasno. A jednocześnie ma świadomość, że fakt, iż świetnie gra w tenisa, nie daje jej prawa do kształtowania opinii publicznej w kwestii stosunków polsko-amerykańskich. Tu nie chodzi o wolność słowa, ale o odpowiedzialność za słowa. I w tej kwestii Świątek zachowała się po mistrzowsku.

     

  • Rzuty karne na miarę awansu Realu Madryt

    Rzuty karne na miarę awansu Realu Madryt

    Rzuty karne na miarę awansu Realu Madryt

    Dopiero konkurs rzutów karnych wyłonił zwycięzcę w rywalizacji w 1/8 finału pomiędzy Atletico Madryt i Realem Madryt. Po dogrywce było 1:0. W “jedenastkach” zwyciężyli goście.

     

    Rywalizacja Atletico z Realem zapowiadała się najciekawiej spośród środowego zestawu spotkań 1/8 finału Ligi Mistrzów. Królewscy bronili jednobramkowej przewagi (2:1), którą wypracowali przed ośmioma dniami.

     

    Nikt nie spodziewał się, że zespół Diego Simeone straty odrobi już po 29 sekundach. To była pierwsza akcja gospodarzy. Z prawej strony dogrywał płasko Rodrigo De Paul, Julan Alvarez w piłkę nie trafił, ale nadbiegający Conor Gallagher z bliska wbił ją do siatki!

     

    Goście starali się ruszyć do odrabiania strat, jednak mieli problemy z kreowaniem zagrożenia. Na celny strzał Królewskich czekać trzeba było do 29. minuty, kiedy anemiczną próbę Rodrygo pewnie złapał Jan Oblak.

     

    Atletico atakowało sporadycznie, ale było bardzo konkretne. W 25. minucie Julian Alvarez uderzył z pola karnego lewą nogą. Thibaul Courtois odbił piłkę. Czternaście minut później napastnik znalazł miejsce do strzału z ostrego kąta. Belg między słupkami gości ponownie nie dał się pokonać.

     

    Po przerwie sytuacja nie uległa zmianie. W dalszym ciągu ataki miejscowych były dużo groźniejsze niż próby Królewskich. Już chwilę po zmianie stron strzał Alvareza z dystansu zdołał odbić bramkarz. Po godzinie gry z rzutu wolnego dośrodkował De Paul, próba głową Clementa Lengleta była minimalnie niecelna.

     

    Goście byli w stanie odpowiedzieć szarżą Rodrygo, po której uderzyć nie zdołał Jude Bellingham. Ponadto strzał Aureliena Tchouameniego pokazał, że to nie jest dzień obrońców trofeum.

     

    W 69. minucie jedyny raz obrona Atletico pozostawiła zbyt dużo miejsca Kylianowi Mbappe. Francuz wpadł z piłką w pole karne, gdzie powalił go Clement Lenglet. Szymon Marciniak bez wahania podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Vinicius, jednak celując w prawe okienko przestrzelił!

     

    Od tego momentu mecz się ożywił. W 71. minucie Courtois uratował Real broniąc mocny strzał Giuliano Simeone. Królewscy także nie zamierzali kalkulować i szukali wyrównania.

     

    W końcówce regulaminowego czasu aktywniejsi w ofensywie byli goście. Podopiecznym Carlo Ancelottiego brakowało konkretów. Z kolei w 90. minucie, po drugiej stronie boiska, Angel Correa z okolic pola bramkowego uderzył ponad bramką.

     

    Szymon Marciniak zarządził dogrywkę. W niej już w pierwszych czterech minutach groźnie zrobiło się pod jedną i drugą bramką. Brakowało konkretów. O wszystkim zadecydować musiał konkurs rzutów karnych.

     

    W 2. serii Julian Alvarez trafił do siatki, ale uderzając potknął się. Po analizie VAR okazało się, że piłkę dotknął dwukrotnie i gol został anulowany. Nadzieje Atletico na awans wróciły w 4. serii, kiedy Oblak odbił próbę Lucasa Vazqueza. Chwilę później pomylił się jednak Marcos Llorente. Zabawę dość szczęśliwie zakończył Antonio Ruediger. Real w ćwierćfinale Ligi Mistrzów!

     

    Atletico Madryt – Real Madryt 1:0 (1:0, 1:0) k. 2:4

    1:0 – Conor Gallagher 1′

     

    W 70. minucie Vinicius Junior nie wykorzystał rzutu karnego (uderzył ponad bramką).

     

    Rzuty karne:

    0:1 – Kylian Mbappe

    1:1 – Alexander Sorloth

    1:2 – Jude Bellingham

    1:2 – Julian Alvarez (błąd techniczny)

    1:3 – Federico Valverde

    2:3 – Angel Correa

    2:3 – Lucas Vazquez (obrona)

    2:3 – Marcos Llorente (poprzeczka)

    2:4 – Antonio Ruediger

     

    Składy:

     

    Atletico Madryt: Jan Oblak – Marcos Llorente, Jose Maria Gimenez, Clement Lenglet (91′ Robin Le Normand), Reinildo Mandava (98′ Cesar Azpilicueta) – Giuliano Simeone (89′ Angel Correa), Rodrigo De Paul (90+4′ Nahuel Molina), Pablo Barrios, Conor Gallagher (85′ Samuel Lino) – Antoine Griezmann (89′ Alexander Sorloth), Julian Alvarez.

     

    Real Madryt: Thibaut Courtois – Federico Valverde, Raul Asencio, Antonio Ruediger, Ferland Mendy (83′ Fran Garcia) – Luka Modrić (65′ Lucas Vazquez), Aurelien Tchouameni (65′ Eduardo Camavinga), Jude Bellingham – Rodrygo Goes (78′ Brahim Diaz), Kylian Mbappe, Vinicius Junior (116′ Endrick).

     

    Żółte kartki: Simeone, Lenglet, Azpilicueta, Llorente (Atletico) oraz Tchouameni, Vinicius, Vazquez (Real).

     

    Sędzia: Szymon Marciniak (Polska).

     

    W pierwszym meczu: 1:2.

     

    Awans: Real Madryt.

  • Barcelona poznała rywala w ćwierćfinale LM! Będą hity. Znamy wszystkie pary

    Barcelona poznała rywala w ćwierćfinale LM! Będą hity. Znamy wszystkie pary

    Barcelona poznała rywala w ćwierćfinale LM! Będą hity. Znamy wszystkie par

     

    Wszystko jasne! W środowy wieczór poznaliśmy komplet ośmiu zespołów, które zagrają w ćwierćfinale Ligi Mistrzów w sezonie 2024/25. Wiemy już, że Barcelona zagra z Borussią Dortmund, co będzie szczególnym wydarzeniem dla Roberta Lewandowskiego. Emocji nie powinno również zabraknąć w pozostałych trzech ćwierćfinałach.

     

    Pierwszą ćwierćfinałową parę poznaliśmy we wtorek. Inter Mediolan zagra z Bayernem Monachium po tym, jak pokonał w dwumeczu Feyenoord 4:1. Bawarczycy z kolei wyeliminowali Bayer Leverkusen, pewnie wygrywając dwumecz aż 5:0. W środę poznaliśmy trzy pozostałe pary.

     

    Poznaliśmy wszystkie ćwierćfinałowe pary LM 2024/25

    O 18.45 rozpoczął się mecz Borussii Dortmund z Lille, który zakończył się wygraną niemieckiej drużyny 2:1. Borussia tym samym wygrała dwumecz 3:2 i w ćwierćfinale zagra z Barceloną. Tym samym Robert Lewandowski, którego Barca pokonała w dwumeczu Benfikę 4:1, zagra przeciwko drużynie, w której objawił się piłkarskiemu światu.

     

    Dalej gra również Aston Villa Matty’ego Casha, która pokonała w dwumeczu Club Brugge 6:1. Zespół z Anglii pokonał w środę Belgów 3:0, a bohaterem został Marco Asensio — autor dwóch bramek. Aston Villa w ćwierćfinale zagra z PSG.

     

    Jako ostatnią poznaliśmy parę Arsenal — Real Madryt. Londyńczycy pewnie pokonali PSV w dwumeczu 9:3. W ćwierćfinale zagrają z Realem, który po rzutach karnych pokonał Atletico Madryt.

     

    Ćwierćfinałowe pary Ligi Mistrzów 2024/25:

     

    Bayern Monachium — Inter Mediolan

    Barcelona — Borussia Dortmund

    PSG — Aston Villa

    Arsenal — Real Madryt

  • Ewa Pajor z kolejnym golem! Polka umocniła się na szczycie klasyfikacji strzelczyń

    Ewa Pajor z kolejnym golem! Polka umocniła się na szczycie klasyfikacji strzelczyń

    Ewa Pajor z kolejnym golem! Polka umocniła się na szczycie klasyfikacji strzelczyń

    Ewa Pajor zdobyła bramkę dla Barcelony w wygranym 4:1 domowym meczu z Valencią w Liga F (hiszpańskiej ekstraklasie kobiet). Piłkarka reprezentacji Polski ma łącznie 17 trafień w lidze i prowadzi w strzeleckiej klasyfikacji.

     

    28-letnia Pajor, która przed tym sezonem przeniosła się do stolicy Katalonii z VfL Wolfsburg, trafiła do siatki w 66. minucie, podwyższając prowadzenie “Dumy Katalonii” na 3:1. Zanotowała również asystę przy pierwszej bramce Alexii Putellas. W niedzielę przebywała na boisku do 71. minuty.

     

    Polka ma na koncie o pięć goli więcej od drugiej w klasyfikacji Nigeryjki Edny Imade z drużyny Granady.

     

    Barcelona jest liderem tabeli. Zanotowała 20 zwycięstw i tylko jedną porażkę, przy stosunku bramek 91-12.

     

    Jak podaje portal Colombia One, do zdarzenia doszło w niedzielę (9 lutego) podczas finału lokalnych rozgrywek kobiecych w Cajibio w gminie Cauca. Tuż po rozpoczęciu spotkania doszło do załamania pogody, a zawodniczki, trenerzy i kibice szukali schronienia przed ulewnym deszczem w pobliskiej szopie i pod otaczającymi boisko drzewami.

     

    Jak podają naoczni świadkowie tragedii, piorun miał uderzyć w jedno z drzew, pod którym schroniła się gromadka uczestników meczu. Na miejscu zginęły cztery zawodniczki: Jeidy Daneisy Morales, Daniela Yinet Mosquera, Luz Eneida Lame i Etelvina Mosquera, zaś mężczyzna, którego danych nie ujawniono, zmarł w wyniku odniesionych obrażeń tuż po przewiezieniu do pobliskiego szpitala.

     

    Według danych Krajowego Departamentu Administracji Statystycznej (DANE), każdego roku w Kolumbii od uderzeń piorunów giną 63 osoby.

  • Pięć goli Pajor! Ona będzie się śniła Realowi po nocach!

    Pięć goli Pajor! Ona będzie się śniła Realowi po nocach!

    Pięć goli Pajor! Ona będzie się śniła Realowi po nocach!

    Ewa Pajor przed tygodniem okazała się prawdziwym katem Realu Madryt. W El Clasico w Pucharze Królowej skompletowała hat-tricka, a trzy dni później dołożyła trafienie z Valencią w lidze. Tym bardziej dziwić mogła decyzja trenera, by w rewanżu przeciwko Realowi pozostawić ją na ławce. Polka w końcu jednak weszła na murawę i rozpoczęła prawdziwe show. Pierwszego gola zdobyła już po dwóch minutach, a na tym się nie skończyło.

    Ewa Pajor pozostaje w niesamowitym gazie. W pięciu ostatnich meczach FC Barcelony za każdym razem zdobywała co najmniej jedną bramkę. W zeszły czwartek grała pierwsze skrzypce w imponującym zwycięstwie nad Realem Madryt w półfinale Pucharu Królowej. Ustrzeliła wówczas hat-tricka, a jej zespół wygrał aż 5:0. Nie lada zaskoczeniem była więc wiadomość, że środowy rewanż rozpocznie na ławce rezerwowych. To jednak nie przeszkodziło jej, by znów błyszczeć pełnym blaskiem.

    Pajor jest niemożliwa. Weszła na murawę, dwie minuty i gol

    Pod jej nieobecność FC Barcelona wygrała pierwszą połowę 1:0. Jedynego gola w 24. minucie strzeliła Patricia Guijarro. 26-latka dostała podanie o Graham Hansen, wbiegła w pole karne i uderzyła idealnie po ziemi w dolny róg. Piłka odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do siatki.

    https://x.com/rfef/status/1899900363299225776

    Pajor na placu gry pojawiła się tuż po przerwie. Zastąpiła Kikę Nazareth, która według hiszpańskich mediów narzekała na ból kostki. Polka szybko pokazała, na co ją stać. Minęły raptem dwie minuty i kilkanaście sekund, by podwyższyła na 2:0. I to w dodatku zrobiła to po indywidualnej akcji. Sama odebrała piłkę Marii Mendez, popędziła w pole karne i z około 14 metrów pokonała bramkarkę Realu.

    Pięć goli Pajor przeciwko Realowi. To był nokaut! Polka zagra o trofeum

    Na tym jednak nie poprzestała. W 68. minucie idealne dośrodkowanie w stronę Pajor posłała Fridolina Rolfo. Wrzuciła piłkę dosłownie na nos. Polka nawet nie musiała skakać. Po prostu przyłożyła głowę i mogła spoglądać, jak piłka wpada przy dalszym słupku.

    https://x.com/rfef/status/1899905098513367157

    Barcelonie nie udało się jednak zachować czystego konta. W doliczonym czasie gry honorową bramkę dla Realu strzeliła Signe Bruun i skończyło się wynikiem 3:1. W dwumeczu było jednak aż 8:1, a pięć goli było dziełem jednej piłkarski – Ewy Pajor, która będzie śniła się rywalkom po nocach.

    Dzięki wygranej FC Barcelona awansowała do finału Pucharu Królowej. Drugiego finalistę poznamy w czwartek. Wówczas w rewanżowym meczu zmierzą się Granada i Atletico Madryt. Przed tygodniem było 2:0 dla Atletico.

  • A jednak to nie plotki o relacji Świątek i Abramowicz? Znów jest gorąco. “Najwyższa pora”

    A jednak to nie plotki o relacji Świątek i Abramowicz? Znów jest gorąco. “Najwyższa pora”

    A jednak to nie plotki o relacji Świątek i Abramowicz? Znów jest gorąco. “Najwyższa pora”

     

    Znów powraca temat kulisów współpracy Igi Świątek z Darią Abramowicz. Z wypowiedzi Tomasza Wolfke można wywnioskować, że komentarze na temat bliskich relacji tenisistki i psycholog to nie plotki i szukanie sensacji, a coś, co ma wiele wspólnego z rzeczywistością. Podobnie jak wcześniej Jerzy Janowicz apeluje: “Najwyższa pora, żebyśmy przestali mówić o Darii Abramowicz ‘pani psycholog’. To ewidentnie mentorka, powierniczka i najlepsza przyjaciółka Igi Świątek”. A to nie wszystko.

     

    W obliczu niezadowalających występów Igi Świątek w ostatnich turniejach w Dosze i Dubaju jak bumerang powraca temat relacji tenisistki ze sztabem, a przede wszystkim z psycholog Darią Abramowicz. Panie współpracują ze sobą od lat, lecz teraz – według eksperta Lecha Sidora – chyba mają coś nowego do przepracowania. Nawiązał do momentu, w którym po porażce w Zjednoczonych Emiratach Araskich wiceliderka rankingu WTA zignorowała gest Wima Fissette’a i nie podała mu ręki. Zdaniem Sidora w tej sytuacji do akcji powinna wkroczyć Abramowicz.

     

    “Daria powinna wtrącić swoje trzy grosze, bo tak rozchwianej emocjonalnie Igi to chyba pani Daria w swojej karierze, kontaktu z Igą, jeszcze nie miała. To jest ewidentnie robota do zrobienia. (…) Ewidentnie musi coś zrobić, żeby Iga przestała wpadać w panikę, bo takie można było odnieść wrażenie, że ona nie bardzo wierzy w swoje umiejętności” – oceniał na kanale Meczyków.

     

    “”Do tych największych turniejów Daria Abramowicz musi wykazać się sprytem, wiedzą i podejściem do Igi, bo trzeba coś zmienić. (…) One muszą sobie dać same z tym radę. Byłoby to wręcz niewiarygodne, gdyby Daria nie widziała problemu””

     

    ~ – dodawał.

     

    Temperaturę dyskusji podgrzał Jerzy Janowicz, który niedawno bez ogródek wypowiedział się na temat charakteru relacji Świątek i Abramowicz. Według niego wykracza ona poza zawodowe ramy. “Wolałbym nazywać ją [Darię Abramowicz – przyp. red.] raczej przyjaciółką niż panią psycholog. Większość dobrych psychologów, którzy pracują z najlepszymi sportowcami na świecie, zazwyczaj trzyma się w cieniu. Często nawet nie wiemy o ich istnieniu” – rzucił w rozmowie ze Sport.pl. A to nie koniec, bo sprawa znów jest na tapecie.

     

    Wraca temat relacji Świątek i Abramowicz. “Mentorka, powierniczka i najlepsza przyjaciółka”

     

    Podczas gdy Iga Świątek przebywa w Kalifornii, podnoszony jest temat jej współpracy ze sztabem. Komentator Eurosportu, Tomasz Wolfke, wraca do sytuacji ze zignorowaniem wyciągniętej dłoni szkoleniowca po porażce z Mirrą Andriejewą w Dubaju. “Pozostał pewien znak zapytania po tym zdenerwowaniu Świątek, kiedy nie zauważyła w Dubaju wyciągniętej ręki swojego trenera. Były dyskusje, czy jest wszystko w porządku między nimi. Wydaje mi się, że tak, bo są rozsądnymi i inteligentnymi profesjonalistami. Myślę, że oceniać pracę trenera będzie można po jednym pełnym sezonie” – tłumaczy w Misji Sport.

     

    Dorzuca też trzy grosze w sprawie Abramowicz. Wypowiada się w podobnym tonie jak Janowicz. “Najwyższa pora, żebyśmy przestali mówić o Darii Abramowicz ‘pani psycholog’. To ewidentnie mentorka, powierniczka i najlepsza przyjaciółka Igi Świątek. Abramowicz spełnia w zespole wiele ról. Odpowiedzialność jest po jej stronie, bo to ona odpowiada za dobrostan Świątek. Jej rola jest decydująca. Podobnie jak Wima Fissette’a. Tak naprawdę nie wiemy, jak oni się podocierali” – przekonuje.

     

    Istotnie, nie wiadomo, jak dokładnie wyglądają relacje w sztabie, ale z jednej z wypowiedzi samego Belga można wywnioskować, że układają się one co najmniej nieźle. Zaledwie miesiąc temu Fissette zapewniał, że z Abramowicz nie tylko dobrze się dogaduje, ale że i sporo czerpie z jej doświadczenia. “Świetnie, [relacja] układa się wręcz idealnie. Daria rozumie, jak mentalnie przygotować zawodnika do meczu. To również lekcja dla mnie. Dużo się od niej uczę!” – podsumował dla WP SportowychFaktów.

  • Świątek poznała rywalkę w Indian Wells. Będzie wielki hit w ćwierćfinale

    Świątek poznała rywalkę w Indian Wells. Będzie wielki hit w ćwierćfinale

    Świątek poznała rywalkę w Indian Wells. Będzie wielki hit w ćwierćfinale

    Iga Świątek straciła tylko dwa gemy w starciu z Karoliną Muchovą w czwartej rundzie Indian Wells. Kilka godzin po tym meczu odbywało się starcie, które miało wyłonić kolejną rywalkę Polki w tym turnieju – mowa o rywalizacji Chinki Qinwen Zheng z Ukrainką Martą Kostiuk. Sensacji nie było, a więc Świątek będzie mogła się zrewanżować za porażkę w półfinale turnieju olimpijskiego w Paryżu.

     

    Iga Świątek (2. WTA) znalazła się już w ćwierćfinale Indian Wells, tracąc zaledwie sześć gemów na tym etapie turnieju. Po zwycięstwach nad Caroline Garcią (71. WTA; 6:2, 6:0) i Dajaną Jastremską (46. WTA; 6:0, 6:2) Świątek pokonała teraz 6:1, 6:1 Czeszkę Karolinę Muchovą (15. WTA). – Wykorzystywałam wszystkie swoje szanse i cieszę się, że grałam z tak dużą pewnością siebie i zdążyłam zakończyć mecz, zanim znów zaczęło padać – mówiła Świątek po zakończeniu meczu.

     

    To czwarty kolejny sezon, w którym Świątek docierała co najmniej do ćwierćfinału Indian Wells. W 2022 i 2024 r. Polka wygrywała turniej, a w 2023 r. odpadła w półfinale. “Na grę swojej zawodniczki z zadowoleniem reagował trener Wim Fissette oraz cały sztab Świątek. A jeśli Idze zdarzało się czegoś wystraszyć, to tylko czasami piłek rywalki lecących bardziej w jej kierunku niż w kort” – pisał Łukasz Jachimiak ze Sport.pl po meczu Świątek – Muchova.

     

    Kilka godzin później Świątek poznała swoją rywalkę w ćwierćfinale Indian Wells. Była to zwyciężczyni meczu Qinwen Zheng – Marta Kostiuk. Z dwiema tenisistkami Świątek ma dodatni bilans (6-1 z Zheng, 3-0 z Kostiuk), ale jedyna porażka Polki z Chinką przypadła na półfinał turnieju olimpijskiego w Paryżu. Wtedy Zheng wygrała 6:2, 7:5, a potem wywalczyła złoty medal na igrzyskach olimpijskich.

     

    Ukrainka uderzyła rakietą o kort. Qinwen Zheng kolejną rywalką Świątek

    Początek meczu był spokojny, natomiast od czwartego gema tenisistki returnujące wygrywały kolejne gemy. Aż trzy razy własne podanie straciła Kostiuk, a dwa – Zheng. W dziewiątym gemie Zheng utrzymała swój serwis i po czwartej piłce setowej wygrała seta 6:3. Obie tenisistki miały po sześć winnerów, ale Zheng miała 16 niewymuszonych błędów (przy 21 ze strony Ukrainki). Kostiuk miała też pięć podwójnych błędów serwisowych.

     

    Zheng rozpoczęła drugiego seta od przełamania Kostiuk. W trzecim gemie Chinka miała break pointa na 3:0, ale Ukrainka utrzymała własne podanie. W szóstym gemie Kostiuk świetnie zareagowała na dropszota rywalki i miała break pointa na 3:3. Chinka wyszła z opresji i utrzymała własne podanie, a tuż po ostatniej piłce w gemie Kostiuk uderzyła główką rakiety o kort.

     

    W drugim secie Kostiuk miała dwa podwójne błędy serwisowe i miała też niższy procent punktów z pierwszego serwisu. Zheng przełamała Kostiuk i prowadziła 5:2. Przy swoim serwisie Chinka wykorzystała pierwszego meczbola i wygrała mecz 6:3, 6:2. To właśnie Zheng będzie kolejną rywalką Świątek w turnieju Indian Wells.

     

    Nie licząc turnieju olimpijskiego, to dwa ostatnie pojedynki między Świątek a Zheng też odbywały się na etapie ćwierćfinałów. Mowa o zeszłorocznym United Cup (6:2, 6:3 dla Świątek) i Dubaju (6:3, 6:2 dla Igi). Wkrótce organizatorzy powinni poinformować o dokładnym terminie rozegrania spotkania Świątek – Zheng.

     

  • Tak eksperci podsumowali to, co zrobiła Iga Świątek

    Tak eksperci podsumowali to, co zrobiła Iga Świątek

    Tak eksperci podsumowali to, co zrobiła Iga Świąte

     

    Iga Świątek zameldowała się w ćwierćfinale turnieju rangi WTA 1000 w Indian Wells po tym, jak ograła Karolinę Muchovą 6:1, 6:1. Eksperci, którzy podsumowali ten mecz, byli pod wrażeniem występu Polki, a także zdziwieni tym, co zaprezentowała Czeszka.

     

    “Iga Świątek – Karolina Muchova 6:1, 6:1. Totalne zwycięstwo nad rywalką, która potrafi sprawiać problemy najlepszym dziewczynom w tourze. Iga pewnie awansowała do ćwierćfinału” – przyznał Rafał Smoliński z WP SportoweFakty

     

    “Koncert Igi Świątek na kortach Indian Wells trwa! Polka pokonała 6:1, 6:1 Karolinę Muchovą i zameldowała się w ćwierćfinale! To już 9. zwycięstwo z rzędu Świątek w Kalifornii. Iga zaimponowała mi dzisiaj spokojem, pewnością siebie i znakomitą postawą na korcie” – wyznał Seweryn Czernek z naszej redakcji.

     

    “Dawno nie widziałem tak pewnej siebie Igi Świątek, jak podczas dotychczasowych meczów w Indian Wells. Jestem ciekaw, czy gdy przyjdzie trudniejsza rywalka, wrócą nerwowe reakcje z poprzednich występów Na ten moment czuję się, jakbym wrócił do 2022 roku i niech to trwa!” – dodał.

     

    “58min ->QF” – taki krótki wpis zamieścił Dawid Celt, były tenisista, a obecnie kapitan reprezentacji Polski w Pucharze Billie Jean King.

     

    “Zaskakująco bezradna była dziś Muchova. Wydawało się, że tenisistka z takim repertuarem nie może zejść poniżej pewnego poziomu, ale dziś od początku jechaliśmy do jednej bramki. Iga swobodna, miała na wszystko dużo czasu. Żadnych problemów ze slajsem Karoliny. Lekcja tenisa” – podsumował Marek Furjan, komentator tenisa i współtwórca kanału Break Point.

     

    “Spacer nr 3 w Indian Wells i jest ćwierćfinał. A tam Zheng albo Kostjuk. No to kciuki” – napisał Robert Sitnicki z Canal+ Sport.

     

    “Iga Świątek wygrała cztery ostatnie mecze z Karoliną Muchovą. Dziś pełna kontrola i dominacja w 57 minut. Dwa oddane gemy. W zasadzie bez zastrzeżeń do wielu elementów. Czeszka bez większych ambicji, mimo że człowiek liczył na to, że się postawi” – przyznał Dawid Żbik, komentator tenisa w Eurosporcie.

     

    “Iga Świątek w ćwierćfinale turnieju w Indian Wells! Tradycji stało się zadość, średnia straconych 2 gemów utrzymana w trzecim meczu. Fantastyczna praca na nogach, tu było widać największą różnicę względem Muchovej. Nie ma co się oszukiwać słaby występ Czeszki, na początek 4 niewymuszone błędy, które sprawiły, że Iga od razu poczuła się bardzo pewnie. Nie martwi nas oczywiście obraz tego meczu, ale jeżeli ktoś chce w tych warunkach i na tych kortach z Igą rywalizować, to potrzebuje szybkich nóg, cierpliwości w budowaniu akcji i dobrego serwisu. Muchova tych atrybutów nie posiadała, a Iga to po prostu bez litości wykorzystała. Teraz czas na Zheng – Kostyuk i nie jest wcale pewne, że rywalkę Iga pozna dziś, przez pogodę, która może płatać figle” – podsumował profil Sofa Sportowa, prowadzony przez byłych tenisistów Michała Dembka i Agatę Bachanek.

  • Totalna miazga w meczu Świątek! Zachowania Fissette’a i Abramowicz mówią wszystko

    Totalna miazga w meczu Świątek! Zachowania Fissette’a i Abramowicz mówią wszystko

    Totalna miazga w meczu Świątek! Zachowania Fissette’a i Abramowicz mówią wszystko

    Po 29 minutach było 6:1. Po 42 minutach Iga Świątek prowadziła już 6:1, 3:0, a kwadras później skończyła mecz z Karoliną Muchovą, pokonując ją aż 6:1, 6:1. Świetna tenisistka z Czech nie miała nic do powiedzenia w starciu z Polką w czwartej rundzie turnieju WTA 1000 w Indian Wells. Na grę swojej zawodniczki z zadowoleniem reagował trener Wim Fissette oraz cały sztab Świątek. A jeśli Idze zdarzało się czegoś wystraszyć, to tylko czasami piłek rywalki lecących bardziej w jej kierunku niż w kort.

     

    Iga Świątek i Karolina Muchova w oficjalnym meczu spotkały się po raz piąty. Ich poprzednie starcia były zacięte. Polka wygrała trzy z czterech, ale Czeszka zawsze stawiała trudne warunki. Tym razem była kompletnie bezradna. – Nikt się nie spodziewał, że będzie tak łatwo – bardzo szybko usłyszeliśmy od komentatorów.

     

    Mecz, który miał być hitem, toczył się w ekspresowym tempie. Dwukrotna mistrzyni turnieju w Indian Wells (z 2022 i 2024 roku) grała świetnie. W pierwszym secie Świątek popełniła tylko dwa niewymuszone błędy, miała sześć uderzeń kończących, wygrała 80 proc. punktów po swoim serwisie i aż 14 punktów po returnach. Natomiast Muchova miała 11 niewymuszonych pomyłek, pięć winnerów, zaledwie 39 proc. punktów wygranych po serwisie i jedynie trzy punkty wygrane przy returnie. To nie była przewaga faworytki. To była przepaść. Nie do przeskoczenia.

     

    Świątek pokazała siłę spokoju

    – Spieszy się, szuka szybkich rozwiązań Muchova. A to nigdy nie jest dobry pomysł, gdy rywalizuje się z Igą Świątek – zauważał Żelisław Żyżyński po akcji na 4:1, 40:0 dla Igi, gdy Czeszka za szybko chciała iść do siatki i została kolejny raz skarcona

     

    Komentatorzy Canal+ Sport – razem z Żyżyńskim w tej roli wystąpiła Klaudia Jans-Ignacik – byli zaskoczeni łatwością, z jaką Świątek wygrywała ogromną większość akcji. I jeszcze bardziej zdawali się być zdziwieni spokojem, z jakim Iga reagowała na wszystko, co próbowała wymyślić rywalka.

     

    Świątek od początku wywierała na przeciwnicze presję. Już w pierwszym gemie odebrała Muchovej serwis, zwykle jej duży atut. A później robiła to znowu i znowu (w sumie aż pięć razy) w taki sposób, jakby znów grała z kimś dużo niżej notowanym.

     

    W dwóch poprzednich meczach tegorocznego turnieju Indian Wells Świątek rozbiła Caroline Garcię 6:2, 6:0 i Dajanę Jastremską 6:0, 6:2, wygrywając w tych meczach aż 12 z 15 gemów serwisowych rywalek. Wydawało się, że to, co robiła przeciw zawodniczkom z ósmej i piątej “dziesiątki” światowego rankingu będzie nie do powtórzenia przeciw zawodniczce zajmującej 15. miejsce. A jednak Iga znowu to robiła.

     

    Ten raj należy do Świątek. Iga robi swoje

    Dlaczego? Wyraźnie widać, że Świątek kapitalnie czuje się na centralnym korcie w Indian Wells. W tym roku wymieniano tam nawierzchnię i zapowiadano, że teraz piłki będą odbijały się szybciej. Albo tak nie jest, albo Świątek zdążyła się do tego przyzwyczaić, dzięki tygodniowi treningów na miejscu, przed startem zawodów.

     

    Pewnie w meczu z Muchovą Świątek wyglądała tak dobrze również dlatego, że Czeszka miała słaby dzień. Ale chyba nie powinniśmy nagle zmieniać narracji i twierdzić, że to nie był poważny sprawdzian możliwości Polki.

     

    Od tego meczu w “Tenisowym Raju” Świątek miała mieć już wyłącznie bardzo trudne wyzwania. Może one naprawdę przyjdą od ćwierćfinału. W nim Polka zmierzy się albo z Ukrainką Martą Kostjuk, albo z Chinką Qinwen Zheng, z którą przegrała półfinał igrzysk olimpijskich w Paryżu.

     

    Jasne jest, że do kolejnego meczu Świątek ma prawo podejść z wielką pewnością siebie. We wtorek wymowne też były reakcje sztabu Igi po jej udanych akcjach. Trener Wim Fissette, sparingpartner Tomasz Moczek i psycholożka Daria Abramowicz często oklaskiwali swoją zawodniczkę. A trener jak nie notował czegoś w zeszycie, to zadzierał głowę najpewniej w stronę telebimu. Możliwe, że z przyjemnością oglądał powtórki pokazujące, jak Iga realizowała taktykę.