• Sabalenka wygrała, ale co stało się później. Zaskoczenie w Miami, wszystko się nagrało

    Sabalenka wygrała, ale co stało się później. Zaskoczenie w Miami, wszystko się nagrało

    Sabalenka wygrała, ale co stało się później. Zaskoczenie w Miami, wszystko się nagrało

    Tak jak w Rijadzie i Wuhan, Aryna Sabalenka wygrała z Qinwen Zheng w ćwierćfinale Miami Open. Chinka poległa w dwóch setach 2:6, 5:7, a liderka rankingu WTA trafiła już do półfinału prestiżowych rozgrywek. Tuż po spotkaniu doszło do zaskakującej sceny z udziałem obu tenisistek. Reakcja mistrzyni olimpijskiej zaskoczyła kibiców i to wszystko na oczach kamer.

     

    Jeszcze przed rozpoczęciem rywalizacji w ćwierćfinale Miami Open wiele mówiło się o relacjach Aryny Sabalenki z Qinwen Zheng. Nie od dziś wiadomo, że Chinka ma spory problem z zaakceptowaniem porażki, a tych w rywalizacji z Białorusinką w ostatnim czasie było aż nadto. W Wuhan zawrzało w mediach, gdy po porażce w dwóch setach mistrzyni olimpijska od niechcenia i bez patrzenia w oczy swojej rywalki podała jej rękę przy siatce. Sabalenka zareagowała na to ironicznym uśmiechem.

     

    Zheng najbardziej nielubianą tenisistką w tourze? Są ku temu powody

     

    Zheng delikatnie mówiąc, nie jest najbardziej lubianą tenisistką w tourze. W ostrych słowach nie tak dawno zaatakowała ją Emma Navarro. Pomiędzy tenisistkami doszło do spięcia w trakcie igrzysk, a Amerykanka nie szczędziła pod jej adresem słów krytyki.

     

    – Do wielu rzeczy doszła w bezwzględny sposób. Przez to w szatni nie ma wiele koleżeństwa. Trudno stawiać czoła komuś, kogo naprawdę się nie szanuje – uderzyła wówczas w rywalkę.

     

    Wszystkie wspomniane sytuacje sprawiły, że uwaga kibiców i dziennikarzy była skoncentrowana na postawie Zheng po zakończeniu meczu w Miami. Tym razem doszło do zaskakującej sceny.

     

    Zaskakujące obrazki w Miami. Tak Zheng zareagowała na porażkę z Sabalenką

     

    Zheng podeszła do siatki i z uśmiechem na ustach podała rękę Arynie Sabalence. Pomiędzy tenisistkami tym razem nie było czuć żadnej “złej krwi”, a o komentarz pokusili się dziennikarze rumuńskiego oddziału “Eurosportu”.

     

    “”Tym razem Zheng miała o wiele dyplomatyczne podejście. N koniec uśmiechnęła się do Aryny i pogratulowała jej zwycięstwa. To zupełnie nowe podejście, biorąc pod uwagę wcześniejsze zajścia. Odnotowała to także Sabalenka. W trakcie wywiadu po meczu wyraziła przekonanie, że młoda zawodniczka z Chin ma potencjał, by jeszcze bardziej się rozwinąć w najbliższym czasie””

     

    ~ czytamy na stronie “eurosport.ro”.

     

    Dzięki wygranej nad Qinwen Zheng, Aryna Sabalenka została czwartą tenisistką w historii, która w tym samym roku dotarła do półfinałów Australian Open, Indian Wells i Miami, będąc jednocześnie numerem jeden na świecie. Tylko Steffi Graf, Martina Hingis i Serena Williams mogły się pochwalićtakim osiągnięciem. 

     

  • Największy dzień w karierze Alexandry Eali. Świątek uniosła puchar chwilę później

    Największy dzień w karierze Alexandry Eali. Świątek uniosła puchar chwilę później

    Największy dzień w karierze Alexandry Eali. Świątek uniosła puchar chwilę później

    10 września 2022 roku Alexandra Eala odniosła swój największy tenisowy sukces: w Nowym Jorku wygrała juniorski US Open, pokonując w finale rozstawioną z dwójką Lucie Havlíčkovą, a wcześniej w meczu o półfinał rozbijając 6:4, 6:0 Mirrę Andriejewą. A cztery godziny później na najważniejszym Arthur Ashe Stadium ze swojego największego sukcesu w USA cieszyła się Iga Świątek, pokonała w finale Ons Jabeur. Dziś Polka i Filipinka po raz pierwszy zmierzą się ze sobą, o półfinał WTA 1000 w Miami. Start o godz. 18.

     

    Iga Świątek stała się w Polsce gwiazdą pierwszej wielkości, gdy jesienią 2020 roku niespodziewanie wygrała French Open, to był jej pierwszy wygrany turniej w głównym cyklu. Owszem, wcześniej była najlepsza w juniorskim Wimbledonie, zagrała w finale WTA 250 w Lozannie, ale po erze Agnieszki Radwańskiej nie wywoływało to jeszcze efektu “wow”. Miała wtedy 19 lat.

     

    Dziś 19 lat ma Alexandra Eala, której wyniki – w jej kraju – są omawiane szeroko. Gdy myśli się o sporcie na Filipinach, od razu nasuwa się nazwisko Manny’ego Pacquiao, genialnego boksera, jednego z najlepszego na świecie. A szermierka na pięści jest tam numerem jeden, co było widać choćby w trakcie igrzysk w Paryżu, gdzie zdobyli dwa medale. A jeden z nich Nesthy Petecio, broniąca srebra z Tokio, zatrzymana w półfinale przez naszą wschodzącą gwiazdę Julię Szeremetę.

     

    Choć w Paryżu błysnął akurat talent Carlosa Yulo, genialnego gimnastyka, który wywalczył dwa złote krążki.

     

    Eala jest jednak dla Filipińczyków kimś, kto ma szansę rozsławienia kraju na świecie niczym “Pacman” w boksie.

     

    13-letnia Alexandra Eala przyleciała do Paryża. Iga Świątek zagrała w półfinale, tytuł dla Coco Gauff

     

    Wszystko zaś za sprawą tytułu, który zdobyła jako 17-latka w Nowym Jorku, 10 września 2022 roku. Był to jej ostatni występ w tej kategorii wiekowej, jedyny zarazem w tamtym sezonie. A jako juniorka odnosiła spore sukcesy, wygrywała m.in. wysoko notowane turnieje w Mediolanie czy Kapsztadzie, ogrywała Lindę Noskovą, Elinę Awanesjan, Dianę Sznajder czy Mirrę Andriejewą. Trzy pierwsze są od niej starsze, ostatnia zaś – młodsza.

     

    Z Igą się nie spotkała, Polka jest jednak niemal dokładne o cztery lata starsza. Choć… niemal w dniu swoich 13. urodzin Eala przyleciała do Paryża w maju 2018 roku na swój pierwszy juniorski Roland Garros, wygrała pierwszą rundę eliminacji, przegrała w drugiej z Peyton Stearns. I to jedyny jej wspólny juniorski turniej z Igą Świątek – Polka dotarła wtedy do półfinału, a całość wygrała… Coco Gauff.

     

    Zawodniczka z Filip ostatecznie cieszyła się z wielkoszlemowego tytułu. I co ważniejsze, zdobyła go w tym samym dniu co Iga, w tym samym parku tenisowym. Obie zostały mistrzyniami US Open.

     

    10 września 2022. Szczególny dzień dla polskiego i filipińskiego tenisa. W jednym parku tenisowym

     

    Można wręcz powiedzieć, że dla Igi Świątek wygranie zawodów na Flushing Meadows to największe osiągnięcie poza… Francją. Przyzwyczailiśmy się bowiem, że Iga jest królową mączki i w Paryżu w ostatnich latach nie zwykła się dzielić główną nagrodą. Wtedy, w Nowym Jorku, była już liderką rankingu, ale po fantastycznej wiośnie (37 zwycięstw z rzędu!), miała za sobą kiepskie turnieje w Toronto i Cincinnati, w obu poległa w trzeciej rundzie.

     

    Zespół Igi szybko przeniósł się na wschód USA, raszynianka dostała czas na reset, a później tydzień poświęcono już na przygotowania do US Open. I choć były trudniejsze chwile, jak choćby przegrany pierwszy set w starciu z potężnie uderzającą Jule Niemeier, kolejne przeszkody były pokonywane.

     

    Jasmine Paolini, Sloane Stepens, Lauren Davis, wspomniana Niemeier, Jessica Pegula, wreszcie – Aryna Sabalenka. Białorusinka wygrała pierwszą partię 6:3, w dwóch pozostałych lepsza okazała się Iga (6:1, 6:4). I to ona dostąpiła zaszczytu gry o tytuł i największą premię finansową w karierze. Z Ons Jabeur, która w zaledwie 66 minut uporała się z Caroline Garcią.

     

    Ten finał 10 września 2022 roku potrwał 111 minut – Iga wygrała go 6:2, 7:6 (5). Zakończył się kilka minut po północy czas polskiego, w Nowym Jorku zaczynał się wieczór. Polsko-filipiński wieczór.

     

    Cztery godziny wcześniej swój mecz zakończyła bowiem Eala. Wygrała z rozstawioną z dwójką Czeszką Lucie Havlíčkovą 6:2, 6:4, w zaledwie 68 minut. Wcześniej pokonała Victorię Mboko, która też świetnie pokazała się teraz w Miami, a w ćwierćfinale – Mirrę Andriejewą, młodszą od siebie o dwa lata.

     

    Rosjanka jest już dzisiaj w najlepszej dziesiątce rankingu WTA, Eala puka do pierwszej setki. Znajdzie się w niej, jeśli pokona Igę. Czy to możliwe? Do turnieju w Miami jej największym zwycięstwem w zawodowym tenisie było pokonanie 41. w rankingu Łesi Curenko z Ukrainy, w zeszłym roku w Madrycie. A w Miami ograła już Jelenę Ostapenko (WTA 25) i Madison Keys (WTA 5). W sporcie nie ma więc rzeczy niemożliwych.

    Początek spotkania – w środę o godz. 18.

  • Tak wygląda ranking WTA po awansie Aryny Sabalenki do półfinału. Uciekła

    Tak wygląda ranking WTA po awansie Aryny Sabalenki do półfinału. Uciekła

    Tak wygląda ranking WTA po awansie Aryny Sabalenki do półfinału. Uciekła

    Aryna Sabalenka kontynuuje swoją imponującą passę, pokonując Qinwen Zheng w ćwierćfinale turnieju w Miami wynikiem 6:2, 7:5. To zwycięstwo ma ogromne znaczenie nie tylko dla przebiegu turnieju, ale także dla układu sił w rankingu WTA. Białorusinka zyskała kolejne punkty nad Igą Świątek.

     

    Białorusinka, liderka rankingu WTA, po raz kolejny udowodniła, dlaczego znajduje się na tenisowym szczycie, choć nie obyło się bez emocji. Po łatwym zwycięstwie w pierwszym secie 6:2, w drugim Chinka postawiła twardy opór, doprowadzając do zaciętej walki. Ostatecznie to jednak Sabalenka zachowała zimną krew, zamykając mecz przy stanie 7:5 i awansując do półfinału.

    Białorusinka tym samym umocniła się na pozycji liderki, powiększając przewagę nad rywalkami. Wygrana nad Zheng zwiększyła jej dorobek do już 9931 “oczek”. Druga jest Iga Świątek, która przed środowym meczem (18.00) ma na koncie 7470 pkt.

     

    Aryna Sabalenka umacnia swoją pozycję na czele rankingu WTA

     

    Jeśli Sabalenka sięgnie po tytuł w Miami, jej punktowy dorobek wzrośnie do 10541, co jeszcze bardziej ugruntuje jej dominację. Dla Igi Świątek, która pozostaje w pogoni za Białorusinką, sytuacja staje się coraz trudniejsza. Polka, aktualnie druga w rankingu, ma obecnie znacznie mniejszy dorobek punktowy. Nawet jeśli Świątek pokona w swoim najbliższym meczu Alexandre Ealę, jej konto wzrośnie do 7645 punktów. Oznacza to, że strata do Sabalenki pozostanie ogromna – ponad 2200 punktów.

     

    Sabalenka wydaje się być na najlepszej drodze, by utrzymać pozycję liderki przez dłuższy czas. Zwycięstwo nad Zheng tylko to potwierdza. W półfinale Białorusinka zmierzy się z kolejną wymagającą rywalką – Jasmine Paolini, która poradziła sobie z Magdą Linette.

     

    Tymczasem dla Świątek i innych tenisistek z czołówki, takich jak Coco Gauff czy Elena Rybakina, pogoń za Sabalenką staje się coraz większym wyzwaniem. Miami może okazać się kluczowym momentem sezonu.

  • Magda Linette nie powalczy już w Miami. Tyle zarobiła, można się zaskoczyć

    Magda Linette nie powalczy już w Miami. Tyle zarobiła, można się zaskoczyć

    Magda Linette nie powalczy już w Miami. Tyle zarobiła, można się zaskoczyć

    Magda Linette przegrała w ćwierćfinale turnieju w Miami z Jasmine Paolini 3:6, 2:6, która tym samym zrewanżowała się za porażkę w trakcie ubiegłorocznego turnieju w Pekinie. Linette nie została jednak z niczym. Wielkie zwycięstwo nad Coco Gauff i duża poprawa jej gry, również dzięki wkładowi Agnieszki Radwańskiej. Istotną kwestią są również pieniądze. To, ile zarobiła Linette, może naprawdę zaskoczyć.

     

    Linette świetnie poradziła sobie w meczu trzeciej rundy z Coco Gauff, ale w starciu z Jasmine Paolini była już bezradna. Włoszka z polskimi korzeniami wyraźnie pokazała swoją wyższość i pewnie ograła Polkę. To ona zagra w półfinale z Aryną Sabalenką.

     

    Magda Linette odpadła z turnieju w Miami

     

    Magda Linette niestety szybko musiała w meczu z Paolini przejść do defensywy. Jej rywalka świetnie sobie radziła i była zaskakująco skuteczna. Tempo spotkania było bardzo szybkie, co niekoniecznie odpowiadało poznańskiej zawodniczce. Choć w drugim secie Linette udało się nawet przełamać Paolini, niewiele to dało – Włoszka szybko odrobiła straty i odzyskała przewagę.

     

    Mecz trwał 77 minut i Linette ostatecznie musiała uznać wyższość mistrzyni olimpijskiej w grze podwójnej z Paryża. Mimo przegranej ma się jednak z czego cieszyć – udało jej się zgromadzić sporo punktów oraz… pieniędzy. Kwota robi wrażenie.

     

    Magda Linette tyle zarobiła w Miami. Można się zaskoczyć

     

    Za dotarcie do ćwierćfinałów Magda Linette zarobiła 189 075 dolarów, czyli około 731 tys. zł. Gdyby udało jej się pokonać Paolini, kwota ta wzrosłaby do 332 160 dolarów (ok. 1,3 mln zł). To jednak nie wszystko. Linette wystąpiła również w deblu w parze z Dajaną Jastremską. Panie rozegrały jeden mecz, co oznaczało, że trafiło do nich 19 050 dolarów do podziału, czyli 9525 dolarów na głowę (ok. 37 tys. zł). Nagrody na amerykańskich turniejach WTA 1000 mogą zawrócić w głowie niejednemu zawodnikowi. Dla Linette to duży zastrzyk gotówki, który pozwoli jej ze spokojem planować dalsze ruchy.

     

    W turnieju wciąż pozostaje Iga Świątek. 26 marca zmierzy się w ćwierćfinale z Filipinką, Alexandrą Ealą. Eala nie miała zbyt trudnej przeprawy w III rundzie turnieju – jej rywalka, Paula Badosa, wycofała się z turnieju i tym samym oddała mecz walkowerem. Spotkanie powinno rozpocząć się około godziny 18:00 polskiego czasu. 

     

  • Mecz Polki “pogrążył” Mirrę Andriejewą. Zła wiadomość dla pogromczyni Świątek

    Mecz Polki “pogrążył” Mirrę Andriejewą. Zła wiadomość dla pogromczyni Świątek

    Mecz Polki “pogrążył” Mirrę Andriejewą. Zła wiadomość dla pogromczyni Świątek

    Mirra Andriejewa wygrała turnieje w Dubaju i Indian Wells, dzięki czemu zanotowała znaczny awans w rankingu WTA i przed startem Miami Open plasowała się na najwyższym w karierze, szóstym miejscu. Wiadomo już, że utalentowana Rosjanka nie poprawi tej pozycji, ba nawet jej nie utrzyma. W najnowszym zestawieniu wyprzedzi ją bowiem zawodniczka, która wygrała mecz z Magdą Linette na Florydzie.

     

    Mirra Andriejewa w poprzednim sezonie wygrała turniej WTA 250 w Jassy, dotarła też do finału bardziej prestiżowych zmagań w Ningbo (w finale imprezy WTA 500 uległa Darii Kasatkinie) i na koniec roku plasowała się na 16. miejscu w światowym zestawieniu. Zawodniczka, która 29 kwietnia skończy 18 lat, czyniła postępy w ekspresowym tempie i od początku bieżącej kampanii potwierdza, że dysponuje olbrzymim potencjałem.

     

    Tenisistka z Krasnojarska sezon rozpoczęła w Brisbane, gdzie dotarła do półfinału, w którym przegrała z Aryną Sabalenką. Białorusinka ograła ją też w czwartej rundzie Australian Open, z kolei w Dosze musiała uznać wyższość Rebeki Sramkovej i pożegnała się z turniejem po drugim meczu. O wiele lepiej poszło jej w Dosze – w “tysięczniku” pokonała m.in. Igę Świątek i Jelenę Rybakinę, a w finale rozprawiła się z Clarą Tauson. Po tym turnieju po raz pierwszy w karierze zameldowała się w czołowej dziesiątce rankingu WTA – była dziewiąta.

     

    Mirra Andriejewa pięła się w rankingu WTA. Teraz zaliczy spadek

     

    Andriejewa poszła za ciosem i wygrała też turniej w Indian Wells, ponownie ogrywając Rybakinę i Świątek. W finale zrewanżowała się z kolei Sabalence, a z Kalifornii wyjechała z nowym rekordem – po turnieju była już szósta w światowym zestawieniu.

     

    “Ona już dołączyła do Sabalenki i Świątek. Ba, mam wrażenie, że na dziś jest od nich lepsza” – stwierdził po tym turnieju ekspert Tomasz Wolfke w rozmowie z WP SportoweFakty.

     

    “”To ogromny talent tenisowy. Bardzo sensownie wsparty motoryką, do tego ostatnio dorosła, poprawiła swoje przygotowanie fizyczne. Jest bardzo mocną kobietą. Serwuje ponad 200 kilometrów na godzinę, a do tego ma urozmaicony tenis, bardziej niż Sabalenka i Świątek””

     

     

    ~ dodał.

     

    Rosjanka, chociaż ma niespełna 18 lat, była jedną z faworytek turnieju w Miami. Andriejewa szybko jednak pożegnała się z marzeniami o podbiciu kortów na Florydzie, bo odpadła już w trzeciej rundzie po porażce z Amandą Anisimovą. Straciła tym samym szansę na poprawienie swojej pozycji w rankingu WTA, ale wciąż mogła liczyć na utrzymanie rekordowej, szóstej pozycji. Już wiadomo, że jej nie utrzyma.

     

    We wtorek na kort wybiegła Jasmine Paolini, która w zestawieniu plasowała się za triumfatorką z Dubaju i Indian Wells. Włoszka, która rozgrywa najlepszy turniej w sezonie, pokonała w ćwierćfinale Magdę Linette i już wiadomo, że dopisze do swojego dorobku co najmniej 325 punktów rankingowych. A to oznacza, że w zestawieniu opublikowanym po zakończeniu “tysięcznika” na Florydzie wyprzedzi Andriejewą. Goni też piątą Madison Keys, którą wyprzedzi, o ile wygra półfinałowe starcie z Sabalenką.

     

  • Wkrótce mecz ze Świątek, a tu takie wieści o Eali. WTA ujawnia. “Co za niesamowita historia”

    Wkrótce mecz ze Świątek, a tu takie wieści o Eali. WTA ujawnia. “Co za niesamowita historia”

    Wkrótce mecz ze Świątek, a tu takie wieści o Eali. WTA ujawnia. “Co za niesamowita historia”

    Alexandra Eala dość niespodziewanie melduje się w ćwierćfinale Miami Open i to właśnie z nią Iga Świątek rozegra następny mecz na turnieju. Podczas gdy obie zawodniczki szykują się do pojedynku, media obiega niebywała wieść o Filipince. Jak ujawniają WTA i Akademia Rafaela Nadala, tenisistki miały okazję spotkać się poza kortem, i to w bardzo wyjątkowych okolicznościach. Do sieci trafiło zdjęcie. “Co za niesamowita historia” – podsumowano.

     

    Nieco ponad 2 godziny trwał mecz Igi Świątek z Eliną Switoliną. Ostatecznie starcie skończyło się zwycięstwem Polki 7:6(5), 6:3 i jej awansem do ćwierćfinału Miami Open. Tam czeka na nią następna rywalka, Alexandra Eala. Nazwisko Filipinki, która zajmuje dość odległe 140. miejsce w rankingu WTA, na tym etapie rozgrywek to spore zaskoczenie. Wcześniej wyeliminowała ona dużo wyżej notowane Jelenę Ostapenko i Madison Keys. W 1/8 finału miała spotkać się z Paulą Badosą, lecz Hiszpanka wycofała się z rywalizacji.

     

    Awans Eali powoduje duże poruszenie w całym tenisowym środowisku. Zwłaszcza, że jest dodatkowy smaczek. Okazuje się bowiem, że Filipinka nie pierwszy raz spotka się na korcie ze Świątek. W 2021 roku, właśnie w Miami, miały okazję razem trenować. Ale to nie wszystko. Z następnymi wspomnieniami spieszą WTA oraz akademia Rafaela Nadala.

     

    Niesamowite spotkanie Świątek i Eali. W tle Nadal

     

    Alexandra Eala udostępniła w mediach społecznościowych nagranie, w którym opowiada o swoich odczuciach po awansie do ćwierćfinału Miami Open. Zwróciła się do kibiców. “Chciałabym podziękować wszystkim za wsparcie i za atmosferę, którą stworzyliście. Te ostatnie dni to dla mnie niesamowite doświadczenie. To szaleństwo, że w 2021 roku tu debiutowałam, a dziś jestem w ćwierćfinale. To moment, w którym historia zatacza koło. Mam nadzieję, że dalej będziecie kibicować mi w tej podróży” – przekazała.

     

    Tymczasem WTA i Akademia Rafy Nadala dzieli się wyjątkowym wspomnieniem dotyczącym Igi Świątek i Alexandry Eali. Okazuje się, że Polka uczestniczyła niegdyś w graduacji Filipinki w szkole legendarnego hiszpańskiego tenisisty. Opublikowano zdjęcie, do którego dołączono wyjaśnienie: “Czerwiec 2023: Alexandra Eala jako absolwentka Akademii Rafy Nadalia u boku Igi Świątek. Marzec 2025: Alex zagra z Igą w ćwierćfinale Miami Open”.

     

    Co za niesamowita historia

     

    ~ – dodano.

     

    Podczas tamtej uroczystości Świątek wygłosiła przemówienie do tenisistów i ich rodzin. “Bądźcie wytrwali, odważni i otwarci. Pamiętajcie, żeby dbać o siebie. Kiedy byłam młodsza, było mi trudno rozmawiać wprost o tym, co chcę osiągnąć. Stałam się o wiele lepszym człowiekiem, gdy w końcu przełamałam się. Nie bójcie się prosić o pomoc i rozmawiać o ważnych rzeczach” – mówiła. Od samego Nadala odebrała też podziękowania za obecność i wsparcie.

    “Iga, dziękuję ci, że tutaj jesteś. Dla nas to wielki zaszczyt, że możemy cię gościć. Wiem, że wszyscy w akademii doceniają, że chwilę po wygraniu French Open pojawiłaś się tu, żeby zainspirować tych młodych ludzi” – podsumował wówczas Hiszpan.

     

    Mecz Świątek – Eala odbędzie się w środę 26 marca. Jeśli Filipinka zwycięży, będzie mogła celebrować nie tylko awans do następnej rudny, ale też meldunek w pierwszej setce rankingu WTA.

     

  • ‎Iga Świątek zagra o półfinał w Miami. Wiadomo, o której godzinie

    ‎Iga Świątek zagra o półfinał w Miami. Wiadomo, o której godzinie

    ‎Iga Świątek zagra o półfinał w Miami. Wiadomo, o której godzini

    ‎Przed Igą Świątek mecz ćwierćfinałowy w ramach prestiżowego turnieju WTA 1000 na kortach twardych w Miami. Organizatorzy przekazali, o której godzinie Polka zmierzy się z Filipinką Alexandrą Ealą.

    ‎Rozstawiona z drugim numerem w Miami Open 2025 Iga Świątek otrzymała na początek wolny los, a potem wygrała trzy pojedynki bez straty seta. Polka odprawiła Francuzkę Caroline Garcię, Belgijkę Elise Mertens i Ukrainkę Elinę Switolinę. Jej przeciwniczką w ćwierćfinale będzie Alexandra Eala z Filipin.

    ‎Organizatorzy zawodów w Miami postanowili, że oba ćwierćfinały singla kobiet z dolnej części turniejowej drabinki odbędą się w środę (26 marca). Świątek i Eala zmierzą się ze sobą na korcie centralnym o godz. 18:00 czasu polskiego. Będzie to pierwszy mecz dnia na głównej arenie.

    ‎Świątek i Eala spotkają się po raz pierwszy w kobiecym tourze. 19-letnia reprezentantka Filipin otrzymała od organizatorów dziką kartę i wykorzystała swoją szansę. Aktualnie zajmuje w rankingu WTA 140 pozycję, ale jest już pewna tego, że w poniedziałek będzie o krok od Top 100. Gdyby udało się jej wygrać z Polką, to złamie tę magiczną barierę.

    ‎W środę odbędzie się również drugi ćwierćfinał z dolnej części drabinki kobiet. Zmierzą się w nim Emma Raducanu i Jessica Pegula. Pojedynek Brytyjki z Amerykanką rozpocznie się po godz. 24:00 naszego czasu.

    ‎Transmisja z meczu Świątek – Eala będzie dostępna w Canal+ Sport oraz serwisie Canal Plus Online. Relacja tekstowa na żywo na portalu WP SportoweFakty.

  • “Porażka Linette, ale oto wiadomość z Miami. Polka i tak zagra w półfinale.”

    “Porażka Linette, ale oto wiadomość z Miami. Polka i tak zagra w półfinale.”

    Magda Linette Odpada w Ćwierćfinale, ale Sensacyjne Wieści z Miami!

    Po wielu emocjonujących starciach Magda Linette zakończyła swój imponujący występ w turnieju WTA 1000 w Miami na etapie ćwierćfinału. Choć polska tenisistka prezentowała świetną formę, nie zdołała zatrzymać Jasmine Paolini – Włoszki o polskich korzeniach, która rozegrała fenomenalne spotkanie i zrewanżowała się za poprzednią porażkę. Paolini zwyciężyła 6:3, 6:2 w 77 minut i awansowała do półfinału, gdzie zmierzy się z Aryną Sabalenką lub Qinwen Zheng.

     

    Linette Zaskoczyła w Miami – Niesamowita Droga do Ćwierćfinału

     

    Magda Linette od początku turnieju prezentowała się znakomicie, przechodząc przez kolejne rundy bez straty seta. Po raz pierwszy w karierze dotarła do ćwierćfinału singlowych zmagań w Miami, pokonując takie rywalki jak Anastazja Pawluczenkowa, Jekaterina Aleksandrowa, Linda Fruhvirtová oraz Coco Gauff. Zwłaszcza zwycięstwo nad amerykańską gwiazdą zrobiło ogromne wrażenie – Linette imponowała serwisem i opanowaniem, co pozwoliło jej odnieść jedno z najcenniejszych zwycięstw w karierze.

     

    Paolini w Formie – Włoszka z Polskimi Korzeniami Nie Dała Szans

     

    Ćwierćfinał zapowiadał się niezwykle ekscytująco. Po drugiej stronie siatki stanęła Jasmine Paolini – finalistka Roland Garros i Wimbledonu 2024, która w Miami odnalazła świetną formę. Jej triumf nad Naomi Osaką w czwartej rundzie pokazał, że jest gotowa na wielkie wyzwania. Spotkanie z Linette miało dla niej dodatkowy wymiar – Włoszka chciała zrewanżować się za porażkę z Polką z września ubiegłego roku, kiedy to Linette zwyciężyła 6:4, 6:0 w Pekinie.

     

    Mecz pierwotnie zaplanowany na godzinę 19:00 czasu polskiego musiał zostać opóźniony ze względu na opady deszczu. Zawodniczki pojawiły się na korcie dopiero cztery godziny później, a ich rywalizację przeniesiono z głównego stadionu na Grandstand.

     

    Mocny Początek Linette, Ale Paolini Przejmuje Kontrolę

     

    Spotkanie rozpoczęło się obiecująco dla Linette – już w pierwszym gemie przełamała serwis rywalki. Jednak od tego momentu Paolini zaczęła narzucać swój rytm gry. Włoszka przejęła inicjatywę, zmuszając Polkę do defensywy i punktując precyzyjnymi uderzeniami. Linette starała się znaleźć sposób na powrót do gry, ale Paolini skutecznie odpierała jej ataki. Przy stanie 5:3 Włoszka serwowała na zwycięstwo w pierwszym secie i nie dała Polce najmniejszych szans, zamykając partię wynikiem 6:3.

     

    Linette Walczyła, Ale Paolini Nie Pozostawiła Złudzeń

     

    Drugi set rozpoczął się równie wymagająco dla Linette. Paolini szybko przełamała serwis Polki, a następnie utrzymała własne podanie, wychodząc na prowadzenie 2:0. Mimo że Linette miała szanse na wyrównanie, nie zdołała wykorzystać break pointa, a Włoszka ponownie przejęła inicjatywę. Kluczowy moment nastąpił przy stanie 3:1 – Paolini wywalczyła drugie przełamanie, co praktycznie przypieczętowało jej zwycięstwo.

     

    Linette nie poddała się bez walki – jeszcze w szóstym gemie miała trzy okazje na przełamanie, jednak Paolini zachowała zimną krew i skutecznie odpierała ataki. Ostatecznie Włoszka wygrała 6:3, 6:2, zapewniając sobie miejsce w półfinale.

     

    Co Dalej dla Magdy Linette?

     

    Choć Polka kończy swoją przygodę w Miami na ćwierćfinale, jej występ z pewnością można uznać za ogromny sukces. Po raz kolejny udowodniła, że potrafi rywalizować na najwyższym poziomie, pokonując wielkie nazwiska światowego tenisa. To doświadczenie z pewnością zaprocentuje w kolejnych turniejach.

     

    A co z Jasmine Paolini? Włoszka jest teraz o krok od finału i zmierzy się z jedną z czołowych zawodniczek – Aryną Sabalenką lub Qinwen Zheng. Czy zdoła podtrzymać swoją świetną formę i sięgnąć po największy sukces w karierze? Wszystko rozstrzygnie się już wkrótce!

     

  • Polka zrewanżowała się medalistce igrzysk na jej terenie. 6:0 na start, kapitalny triumf

    Polka zrewanżowała się medalistce igrzysk na jej terenie. 6:0 na start, kapitalny triumf

    Polka zrewanżowała się medalistce igrzysk na jej terenie. 6:0 na start, kapitalny triumf

    W momencie, gdy rozgrywany jest turniej WTA 1000 w Miami, odbywają się także imprezy niższej rangi. Jedną z nich jest ITF W75 w brazylijskiej Vacarii. Z numerem “8” występuje tam Katarzyna Kawa. Reprezentantka Polski ma już za sobą inauguracyjny występ w singlu. We wtorkowy wieczór naszego czasu rywalizowała z zawodniczką gospodarzy – Caroliną Alves. Tenisistka z Krynicy-Zdroju wzięła rewanż za ich jedyny dotychczas bezpośredni pojedynek i pokonała brązową medalistkę igrzysk panamerykańskich z 2019 roku 6:0, 7:5.

     

    Katarzyna Kawa kontynuuje swoje tournee po Ameryce Północnej i Południowej. Najpierw Polka zagrała w dwóch turniejach na kortach twardych. Później pozostała jeszcze na chwilę w Meksyku, by rozpocząć tam sezon gry na mączce. Następnie udała się do Brazylii. Wczoraj wieczorem zainaugurowała drugie zmagania w miejscowości Vicaria. Tydzień temu impreza miała rangę ITF W50, w tym jest już większa – ITF W75.

     

    Pierwszą przeciwniczką naszej tenisistki okazała się Carolina Alves. Reprezentantka gospodarzy plasuje się aktualnie na 264. miejscu w rankingu WTA, a więc o 45 pozycji niżej od zawodniczki z Krynicy-Zdroju. W przeszłości Brazylijka była już jednak notowana znacznie wyżej. Rekordową lokatę objęła we wrześniu 2022 roku. Wówczas była nawet 165. rakietą świata. Przed sześcioma laty Alves zdobyła brązowy medal igrzysk panamerykańskich w grze podwójnej w duecie z Luisą Stefani.

     

    Co ciekawe, Carolina zmierzyła się z Katarzyną dotychczas tylko raz. Miało to miejsce w kwietniu 2021 roku, kiedy Polki rywalizowały z Brazylijkami w Bytomiu w ramach rozgrywek BJK Cup. Wówczas tenisistka z Ameryki Południowej wygrała pojedynek 6:3, 7:5. Tym razem Kawa miała idealną okazję, by zrewanżować się przeciwniczce za tamtą porażkę. Na dodatek mogła to zrobić w takim stylu, jak Alves – na ojczystej ziemi rywalki.

     

    Katarzyna Kawa awansowała do drugiej rundy ITF W75 w Vacarii

     

    Mecz rozpoczynał się od serwisu zawodniczki gospodarzy. To Brazylijka jako pierwsza miała piłkę na 1:0, ale ostatecznie to Polka jako pierwsza objęła prowadzenie, wykorzystując drugiego break pointa. Następnie Katarzyna potwierdziła przewagę i zrobiło się 2:0. Kolejny gem przy podaniu Caroliny wyglądał bardzo podobnie do tego inauguracyjnego. Znów to Alves mogła najpierw kończyć rozdanie. Po drugiej okazji na przełamanie mieliśmy jednak trzecie “oczko” dla Kawy. Problemy po stronie 28-latki nie ustępowały. W trakcie piątego gema prowadziła 40-0, miała w sumie cztery okazje na premierowego gema. Nawet to nie wystarczyło do tego, by Brazylijka otworzyła swój licznik w premierowej odsłonie. Ostatecznie nasza tenisistka zgarnęła premierową odsłonę pojedynku rezultatem 6:0.

     

    Druga partia przebiegała już zupełnie inaczej. Najpierw Alves utrzymała swoje podanie, a później w końcu doczekała się premierowego przełamania na własne konto. Po kilku następnych minutach mogła już prowadzić… 4:0. Katarzyna wyszła jednak z opresji i rozpoczęła pogoń za przeciwniczką. Break w piątym gemie dawał nadzieję na wyrównanie po rozdaniu przy swoim serwisie. Kawa znów dała sobie wydrzeć podanie i zrobiło się 4:2 dla Caroliny. Później Polka zdołała jednak zniwelować stratę, a po przełamaniu w dziewiątym gemie serwowała nawet po zwycięstwo w meczu.

     

    Pierwsze podejście okazało się nieudane. Przeciwniczka odrobiła stratę breaka, ale nie nacieszyła się tym faktem zbyt długo. Kawie udało się zakończyć rywalizację jeszcze przed potencjalnym tie-breakiem. Na dziewięć ostatnich punktów, aż 8 trafiło na konto naszej reprezentantki. Udany rewanż stał się faktem. Zawodniczka z Krynicy-Zdroju triumfowała 6:0, 7:5 i awansowała do drugiej rundy ITF W75 w Vacarii, gdzie zagra z Rominą Ccuno lub Aurorą Zantedeschi. Niezależnie od ostatecznej rywalki, Kawa będzie faworytką do awansu do ćwierćfinału.

     

  • Jaka przyszłość polskich skoków? “Jeśli ktoś mówi inaczej, to jest w błędzie”

    Jaka przyszłość polskich skoków? “Jeśli ktoś mówi inaczej, to jest w błędzie”

    Jaka przyszłość polskich skoków? “Jeśli ktoś mówi inaczej, to jest w błędzie”

    Za polskimi skoczkami rywalizacja w Pucharze Kontynentalnym. Biało-Czerwoni tylko trzy razy stawali na podium. Dwukrotnie uczynił to Maciej Kot, a raz Piotr Żyła, z zatem zawodnicy ponad 30-letni. Ten pierwszy zajął miejsce w “10” klasyfikacji generalnej, a pierwszy raz od dawna zabrakło w niej przedstawiciela Słowenii. Z młodszych skoczków do podium zbliżył się tylko Kacper Juroszek. – Mamy zaplecze i jeśli ktoś mówi inaczej, to jest w błędzie. Ci zawodnicy potrzebują jednak czasu – powiedział Wojciech Topór, trener kadry B, w rozmowie z Interia Sport.

    Z grona czołowych ekip w skokach narciarskich Polska zachowała status quo w Pucharze Kontynentalnym. Nasi skoczkowie zdobyli niemal identyczną liczbę punktów, jak w sezon wcześniej. Można zatem powiedzieć, że nie było regresu, ale też nie było postępu.

    Tyle że w tym sezonie w wielu konkursach w polskich barwach startowali nasi juniorzy. Dla wielu z nich to był prawdziwy poligon doświadczalny, o czym mówił w rozmowie z Interia Sport Wojciech Topór, trener kadry B.

    Wojciech Topór: młodym skoczkom potrzeba spokoju, a tymczasem jest za dużo zmian i szukania

    Największe starty w PK w porównaniu do poprzedniego sezonu zanotowały reprezentacji: Austrii, Niemiec, Słowenii i Norwegii. Najwięcej zyskały Japonia i Finlandia.

    Tomasz Kalemba, Interia Sport: To był twój pierwszy sezon po zmianie trenera w kadrze B. Nie było chyba łatwo?

    Wojciech Topór: – To był rzeczywiście trudny sezon, bo na większości zawodów walczyliśmy bardzo młodym składem, co powinno zaprocentować w przyszłości. Z jednej strony fajnie, że młodzi skoczkowie mogli nabrać doświadczenia w tak mocnym przecież od tego sezonu Pucharze Kontynentalnym i do tego systematycznie punktowali. Pod koniec sezonu tak intensywna zima odbiła się na ich formie. Mieliśmy przecież kilka zmian stref czasowych i nie do końca udało się wszystkim je dobrze znieść. Niektórzy zgubili w tym czasie formę. Warto jednak podkreślić, że dla niektórych zawodników to były pierwsze wyjazdy poza Europę, a był ich kilka. I tak w miarę sobie z tym poradzili.

    “”Czasami miałem problem ze skleceniem składu na Puchar Kontynentalny. Jeśli ktoś skoczył słabiej, to nie było nikogo, kto czaiłby się na jego miejsce. W Austrii trzeba być dobrze zmotywowanym. Tam muszą walczyć o miejsce w każdych zawodach i przez to się napędzają””

    ~ Wojciech Topór dla Interia Sport

    Ciągle patrzymy na wyniki i chcielibyśmy, by ci młodzi dobijali już do Pucharu Świata, ale rzeczywiście oni dopiero zaczynają nabierać szlifów w tym wielkim skokowym świecie.

    – Mamy zaplecze i jeśli ktoś mówi inaczej, to jest w błędzie. Ci zawodnicy potrzebują jednak czasu. Dla wielu ten sezon w Pucharze Kontynentalnym był – jak do tej pory – największym wyzwaniem w karierze. Trzeba tych zawodników powoli wdrażać, bo oni naprawdę potrafią skakać. Mamy kilku ciekawych zawodników i trzeba im dawać szansę. Fajnie byłoby jednak, żeby – od czasu do czasu – było jednak trochę więcej rotacji w Pucharze Kontynentalnym, by ci starsi zawodnicy też skakali na takim poziomie, żeby można było ich brać na te zawody.

    Coś szczególnie ucieszyło cię tej zimy?

    – Teraz przychodzą mi do głowy tylko złe momenty. W Zakopanem wszystko pechowo ułożyło się w ostatnich zawodach Pucharu Kontynentalnego. Nawet bym tego nie przewidział. Nie dość, że startowaliśmy w złych warunkach, to Piotrkowi Żyle zabrakło kilku punktów, by powiększyć kwotę na Letnie Grand Prix, a Klimkowi Joniakowi zabrakło punktu, żebyśmy lato w Pucharze Kontynentalnym zaczynali w sześciu. W sobotę z kolei tuż przed końcem konkursu anulowano wyniki drugiej serii, kiedy na prowadzeniu był Piotrek. Czasami w gorszych warunkach czekamy godzinę, a tu decyzja zapadła w pięć minut.

    Ciągle mówimy o tym braku zaplecza w polskich skokach. Tymczasem odnoszę wrażenie, że mamy szeroką grupę zawodników, która skacze na naprawdę niezłym poziomie. Oni potrzebują jednak większej uwagi, by tego nie zmarnować.

    – Oczywiście, że oni mają duży potencjał, a za nimi idą kolejni. Skoczków narciarskich z pewnością nam nie zabraknie i będzie z kogo wybierać. Tym młodym zawodnikom potrzeba jednak trochę więcej spokoju. W ostatnim czasie jest za dużo zmian i szukania. Tak naprawdę w skokach trudno jest wymyślić coś nowego i trening w dużej mierze opiera się na tym samym od lat. Podstawy są niezmienne i tego się trzeba trzymać. A co do techniki skakania, to nie widziałem nikogo, kto wygrywałby zawody, lecąc na stojąco. Zawsze trzeba było latać z rotacją i nad nartami.

    Za tobą rok w kadrze B. Zmieniłbyś coś?

    – Jestem rzeczywiście mądrzejszy o ten rok i gdybym miał wtedy taką wiedzę, jaką mam teraz, to z pewnością ułożyłbym to trochę inaczej. Nie wiem jednak, czy będę miał okazję. Najpierw trzeba poczekać na decyzję władz Polskiego Związku Narciarskiego. Zobaczymy, jak on poukłada kadry. Na pewno mam w głowie plan, co będę chciał zrobić z zawodnikami, których chciałby mieć.

    Czemu Austriacy odjeżdżają tam wszystkim na każdym froncie? To kwestia właśnie techniki skoku, czy jednak mają bardziej utalentowanych skoczków?

    – Oni się napędzają. Tam ciągle jest walka o miejsce w kadrze, a ja czasami miałem problem ze skleceniem składu na Puchar Kontynentalny. Jeśli ktoś skoczył słabiej, to nie było nikogo, kto czaiłby się na jego miejsce. W Austrii trzeba być dobrze zmotywowanym. Tam muszą walczyć o miejsce w każdych zawodach i przez to się napędzają.