• Petarda Kamila Stocha w Planicy! Aż spiker zaczął mówić po polsku. Jest nagranie

    Petarda Kamila Stocha w Planicy! Aż spiker zaczął mówić po polsku. Jest nagranie

    Petarda Kamila Stocha w Planicy! Aż spiker zaczął mówić po polsku. Jest nagranie

    Polskie chwile radości w Planicy! Mało kto spodziewał się aż tak świetnych skoków Polaków. Trzech z nich znalazło się w pierwszej “dziesiątce” kwalifikacji do piątkowego konkursu, a najdalej z nich poleciał Kamil Stoch. Po jego efektownym locie nagle w języku polskim zaczął przemawiać słoweński spiker! Zobacz i posłuchaj, co usłyszeli fani znad Wisły pod Letalnicą.

    Doświadczony polski skoczek zrobił w czwartek bardzo dużo, by zakończyć sezon w znakomitym stylu i zatrzeć gorsze wspomnienia z poprzednich weekendów z Pucharem Świata. Już w drugim treningu odpalił petardę i pierwszy raz w tym sezonie znalazł się w czołowej “dziesiątce” rywalizacji w PŚ. Po 224 m w wykonaniu Stocha przyszedł czas na jeszcze lepszą próbę w kwalifikacjach.

    Stoch zajął szóste miejsce w kwalifikacjach, tuż za Piotrem Żyłą, który okazał się najlepszym z Biało-Czerwonych. W ocenianej serii, będącej startem cyklu Planica7, w czołowej “dziesiątce” znalazło się miejsce dla aż trzech Polaków. Nic tak nie ekscytowało kibiców, jak występ Stocha.

    “234,5 m »Rakiety z Zębu« w kwalifikacjach do konkursu w Planicy. No pięknie jest” — pisze Eurosport i publikuje nagranie. To był naprawdę piękny lot.

    https://x.com/Eurosport_PL/status/1905202117746557326

    Mało kto spodziewał się aż tak cudownego lotu polskiego mistrza. Na takie coś przygotowany był za to… słoweński spiker. Reporter TVN nagrał, co mówił w języku polskim do fanów. Zwrócił się też do samego skoczka.

     

    “Ależ bomba Kamila w kwalifikacjach! »Bardzo dobrze Kamil! Wszystko w porządku« krzyczy spiker! Pięknie lata w Planicy Kamil Stoch!” — pisze Damian Michałowski i publikuje nagranie.

    https://x.com/damianmichal/status/1905198469041529144

    W sieci zawrzało, ale wreszcie w taki sposób, jakby chcieli tego polscy skoczkowie. “Kamil 234,5 metra, Piotr Żyła 227 w kwalifikacjach. W końcu z uśmiechem na ustach można oglądać ich skoki” — dodaje Łukasz Gagaska prowadzący konto Sporty Olimpijskie na X.

    https://x.com/damianmichal/status/1905198469041529144

    “Kamil Stoch bawi się w Planicy” — podsumowuje świetny czwartek Piotr Majchrzak z Viaplay.

     

    “Po treningach zaryzykuję tezę, że Kamil Stoch mógłby walczyć na skoczni normalnej o coś więcej niż awans do konkursu” —

  • Co za wyniki w Planicy! Dominacja Niemców i Polaków

    Co za wyniki w Planicy! Dominacja Niemców i Polaków

    Co za wyniki w Planicy! Dominacja Niemców i Polakó

     

    Takich kwalifikacji w tym sezonie jeszcze nie było. Trzech Polaków znalazło się w top10, a najlepszym z nich był Piotr Żyła, który zajął 5. miejsce. Bezkonkurencyjni okazali się Niemcy, którzy zajęli całe podium.

     

    O ile w czwartkowych treningach na słynnej Letalnicy nie było problemów z wiatrem, te pojawiły się w kwalifikacjach. Silne podmuchy przełożyły się na kilka dłuższych przerw. Finalnie udało się rozegrać tę serię i wyłonić uczestników piątkowych zmagań o punkty PŚ w skokach narciarskich, choć trwało to niemal dwie godziny. Swoje próby oddało 65 zawodników, w tym sześciu reprezentantów Polski.

     

    Jako pierwszy z naszych skoczków zaprezentował się Dawid Kubacki. 35-latek osiągnął 199,5 metra, co nie dawało niestety nadziei na awans do konkursu. Finalnie zajął on dopiero 45. lokatę. Jego los mógł podzielić Jakub Wolny, który skoczył 198,5 metra i przez długi czas był pierwszym zawodnikiem bez przepustki do piątkowych zmagań. Finalnie skorzystał na dyskwalifikacji Tate’a Frantza i zajął 40. miejsce.

     

    Wielkie latanie Biało-Czerwonych rozpoczęło się od próby Kamila Stocha. Trzykrotny mistrz olimpijski uzyskał aż 234,5 metra, dzięki czemu zajął 6. pozycję. Nie dziwiła więc reakcja 37-latka, który po raz pierwszy od dawna szeroko się uśmiechnął. Równie solidnie zaprezentował się Piotr Żyła, który osiągnął 227 metrów, ale z obniżonej belki, co dało mu świetną 5. pozycję.

     

    Słabiej niż w seriach treningowych spisał się Aleksander Zniszczoł. Zawodnik, który przed rokiem stał w Planicy na podium, osiągnął 193 metry i zajął 32. miejsce. Lider naszej kadry w tym sezonie, Paweł Wąsek, skoczył z kolei 214 metrów, co pozwoliło mu uplasować się na 9. lokacie.

     

    Chwila moment: kiedy pan mówi o przewietrzaniu, jednak to trochę brzmi jak sugestia, żeby doprowadzić do zmian. Na pewno nie chce pan powiedzieć, że przydałyby się dalsze zmiany po tym, jak trenera Tomasza Wiktorowskiego zastąpił trener Wim Fissette? To przewietrzenie według pana było potrzebne i coś daje? Widzi pan jakieś nowe, dobre elementy wprowadzone przez Belga?

    Powiem szczerze: prowadziłem Karolinę, ale przy tym mieliśmy dużo trenerów, od których chcieliśmy, żeby nam pomogli, popatrzyli z boku. Mieliśmy też bardzo dużo sparingpartnerów, zresztą bardzo dużo z Polski, i ze wszystkimi utrzymujemy bardzo dobry kontakt, z każdym, który był u nas w teamie. I uważam, że właśnie dbanie o relacje z ludźmi jest najważniejsze. A w ekipie Igi chyba zapomniano, że najważniejsza w życiu jest radość, bo radość daje nam siłę. Tam jest cały czas lekcja chemii. Po prostu tak dalej nie można. Tu nie chodzi o to, czy Iga super gra forhend albo bekhend, czy jest odpowiednio przygotowana siłowo, czy nowy trener ją nauczy nie wiadomo jakiej nowej taktyki, nie wiadomo jakich uderzeń i czegokolwiek. To wszystko kompletnie nic nie da, jeżeli Iga jest po prostu przemęczona, a moim zdaniem jest przemęczona tą atmosferą. Tak myślę, bo przecież z nią nie rozmawiałem, ona do mnie nie dzwoniła. Ale tak się domyślam, bo pamiętam, jak było z Karoliną. To jest normalne, wszędzie, w każdym sporcie, następuje przesilenie. Obojętnie, czy wygrałeś cztery złote medale olimpijskie, czy nie udało ci się wygrać żadnego. A kiedy przychodzi przesilenie, to trzeba sobie dać trochę wolnego, popatrzeć na wszystko trochę z boku, przewietrzyć się.

     

    Czyli mówiąc o przewietrzeniu w ekipie Igi Świątek, nie sugeruje pan na przykład tego, czego często domagają się kibice – odejścia będącej w tej ekipie najdłużej psycholożki, Darii Abramowicz?

    Wszystkim ludziom pracującym z Igą proponowałbym, żeby sobie poszli na urlop. Żeby nie oglądali tenisa, nie opowiadali o tenisie, nie przyczyniali się do pisania artykułów powstających jeden po drugim, bo tam są też osoby odpowiedzialne za komunikację z mediami itd. Sobie, i Idze zwłaszcza, powinni dać trochę odpoczynku. Szansę popatrzenia na wszystko przez chwilę z boku. Powinni dać jej możliwość przemyślenia wszystkiego. Jak razem zrozumiemy, że mamy piękny dom i w tym domu można naprawdę do końca życia dobrze mieszkać, to bądźmy w tym domu. A jeżeli uznamy, że jednak nie, to podajmy sobie dłonie i zróbmy to z uśmiechem na twarzy, bo powinniśmy po prostu w ten sposób pomóc osobie najważniejszej. A kto jest w tym domu najważniejszy? Wszystkie dyskusje, czy ten się nadaje, czy tamta się nadaje, czy ten dobrze odbija, czy ten mówi tak czy owak, to kompletnie nie ma znaczenia wobec znaczenia, jakie ma Iga. I Iga powinna podejmować decyzje, ale naprawdę ze zrozumieniem. I z takim nastawieniem, żeby spróbować się cieszyć z tego, co się ma. Bo jeżeli nie, to będzie tylko gorzej, bo nie może być lepiej, jak ktoś będzie wściekły, niezadowolony i będzie robił coś na przekór sobie.

     

    Uważa pan, że Iga trochę tak robi?

    Przecież Iga nie zapomniała, jak się gra. Zrobiła niesamowite, naprawdę dobre rezultaty w tym roku. Wiem, że jej wyniki nie są doceniane. Ale naprawdę bez przesady! Codziennie się pisze i jak nie daj Bóg ona to czyta, no to nawet słoń tego nie uniesie, tak się robi ciężko!

     

    Panie Piotrze, ale pisać się będzie, media nie przestaną tego robić. Można apelować do mnie i do moich kolegów, ale to się nie uda, bo…

    Ale ja absolutnie do was nie mam pretensji, wiem, jak to jest, doskonale rozumiem, że piszecie o tym, co jest dzisiejsze, co jest najważniejsze, czym ludzie żyją, czym się pasjonują, o czym chcą czytać. Mówię tylko, że Iga i jej sztab nie mogą tym żyć.

     

    Kiedy mówił pan, że Iga mogłaby wziąć wolne, a później, że współpracujący z nią ludzie powinni pójść na urlopy, to przyszła mi do głowy chyba szalona myśl. Co by pan powiedział, gdyby oni wszyscy wrócili dopiero na Roland Garros? Nie wyobrażam sobie, że realne jest, żeby Iga zrezygnowała z gry w Madrycie i Rzymie, gdzie rok temu zdobyła tytuły i gdzie musi bronić wielu punktów. Ale może to przewietrzenie, do którego tak pan zachęca, jest potrzebne aż na taką skalę? Może trzeba mocno poszukać zgubionej radości z grania?

    Aż tak grubo bym nie poszedł, żeby nie grać tam, gdzie się wygrywało. Zwłaszcza że na kortach ziemnych Iga czuje się najlepiej. To by chyba było nawet głupotą, żeby nie grać na ziemi. Ale dzisiaj, po tym, jak Iga przegrała w Miami, naprawdę ona przez ileś dni powinna być wyłączona. Mogłaby nawet polecieć dokądś i nikomu nie mówić, dokąd. Uważam, że musi teraz wyrzucić z siebie to, co złe. Jak nam organizm nie funkcjonuje dobrze, to szukamy rozwiązania, prawda? Chcemy iść do jakiejś kliniki, na jakąś dietę, na jakieś oczyszczenie tego organizmu. Właśnie to widzimy tutaj. Idze potrzebne jest oczyszczenie organizmu z tej chemii, która w tej chwili nie funkcjonuje. Tylko tyle i aż tyle. A później z uśmiechem powinna wrócić do pracy. I cały czas się obserwować. Jeżeli przesilenia będą częstsze, to trzeba będzie się częściej przewietrzać. Tyle, naprawdę nic więcej. Kiedyś Idze było łatwiej, kiedyś mogła pracować dłużej bez odpoczynków i osiągała sukcesy? Możliwe, ale skoro dzisiaj jest inaczej, no to po prostu trzeba reagować. Jeśli ferrari zjechało na polną drogę, to nie można nim po tej polnej drodze jechać. Ferrari, jakim jest Iga Świątek, musi zostać umyte, musi trafić na lawetę, laweta musi je przewieźć na autostradę i wtedy dawaj, jedziemy dalej! W Miami Iga przegrała z dziewczyną, z którą powinna wygrać i moim zdaniem to jest ostatni dzwonek, żeby Iga wreszcie tak zareagowała, żeby po prostu dała sobie troszeczkę wolnego.

     

    Dlaczego “ostatni dzwonek”?

    Bo zbliża się ziemia, czyli najlepsza dla niej część sezonu. Iga musi zadziałać, żeby sobie nie zepsuła tego, co najbardziej lubi. Bo jak to sobie zepsuje, no to już będzie miała wtedy głębszy problem. Zawsze lepiej wyjść z mniejszego problemu niż zrobić sobie mocno pod górkę.

     

    Nie ma pan wrażenia, że Iga ma pod górkę od przegranego półfinału igrzysk olimpijskich na tej swojej ulubionej, paryskiej, ziemi? Coraz więcej ekspertów i kibiców wraca do tamtego meczu i coraz częściej powtarza się opinia, że Świątek chyba nie pogodziła się z tym, co się wtedy stało, że chyba przepracowała przegranej szansy na olimpijskie złoto.

    Możliwe. I to nic dziwnego. Każdy zawodnik wysokiej klasy będzie w pewnym momencie zmęczony mentalnie. Każdy. Niech mi pan poda jednego zawodnika, czy piłkarza, czy tenisistę, czy przedstawiciela jakiejkolwiek dyscypliny sportu, którego by to nie dotyczyło. Nie ma nikogo takiego. Dlatego podkreślam, jak ważne jest, żeby w trudnym momencie wrócić do korzeni, żeby się umieć cieszyć. Jeżeli człowiek tego nie robi, jeżeli zapomina, że ma się cieszyć tym, co osiąga, to w końcu idziemy w przestrzeń, którą już mało kto zna.

     

    Dlaczego Zinedine Zidane przestał trenować Real Madryt po tym, jak trzy razy z rzędu wygrał z nim Ligę Mistrzów? Poczuł, że dla Realu będzie lepiej, żeby przyszedł nowy, świeży coach. Umiał to wychwycić i mieć na uwadze dobro całego klubu. Iga jest i coachem, i zarazem graczem. I teraz sama do siebie musi powiedzieć: “Stop! Chcę i muszę pobyć z kimś, kto nie będzie mi non stop p******ł o tenisie. Chcę i muszę wreszcie usiąść z kimś na kawie, pójść z kimś na obiad, na kolację i wiedzieć, że ten ktoś nawet nie wie, że coś takiego jak tenis istnieje”. Iga powinna pobyć z kimś, kto widzi ją nie jako tenisistkę. Iga sama musi siebie zobaczyć jako osobę, a nie tenisistkę. Bo ta presja jest już zbyt ogromna, tego nawet koń pociągowy nie pociągnie. Przewietrzenia potrzebuje Iga i potrzebuje go cały team. On nie może ciągle chodzić jak w szwajcarskim zegarku, nie może być tak, że ten ma być cicho, tylko tamten może mówić i wszystko jest robione pod największym napięciem. Bez radości z tego, że jesteśmy razem, nic nie będzie. Bez radości to wszystko nie ma w ogóle sensu.

     

    Napięcie wszyscy wyczuwamy, gdy oglądamy ostatnie mecze. Gdy Świątek przegrywała z Ealą, Fissette dawał jej rady, aż w końcu Iga krzyknęła mu, że przecież próbuje robić to, co on mówi.

    To nie jest tak, że nowy trener przyszedł i swoje rzeczy powprowadza dziewczynie, która jest numerem jeden, a później w momentach, kiedy trzeba inaczej pomóc, to nie pomoże. Jest w trudnej roli. Sam wiele razy jako trener w trakcie meczów mówiłem głupoty do Karoliny. Ale w tym wszystkim od strony mentalnej było łatwiej, bo my jesteśmy rodziną. W trudnych chwilach trzeba umieć dotrzeć do zawodniczki tak, żeby zrozumiała, że jest mistrzynią i że może to pokazać. Trzeba ją przekonać, że nie może bać się, że przegra, że nie może bać się zrobić błędu. Pan chyba nie ma wątpliwości, że Iga jest znacznie lepszą zawodniczką niż Eala, prawda?

     

    Myślę, że nawet Eala nie ma co do tego wątpliwości.

    Kluczem jest takie dotarcie do tej lepszej zawodniczki, żeby nie bała się tego pokazać. Żeby nie była zachowawcza, zblokowana.

     

    Tylko czy to nie jest rola raczej psychologa niż trenera, skoro i takiego, i takiego fachowca Iga ma w sztabie? Fissette ograniczał się do prostych, tenisowych komunikatów typu: “aktywnie na nogach” i “ręka musi być szybka”.

    Karolina czasami mówiła: “Tato, nie siedź jak mumia egipska! Weź coś pomóż, weź coś krzyknij!”, ale też wiele razy mówiła: “Tato, weź przestań, bo gadasz i gadasz! Daj mi grać”. I co? Jako ojciec i trener miałbym się obrazić? Na tyle głupi nie byłem. Reakcje są różne. A tutaj, między Igą a jej teamem, mogą być takie rzeczy, o których nikt z nas nigdy nie będzie wiedział. Przecież Iga nie pójdzie do ratusza w Warszawie albo w Krakowie i nie będzie krzyczała: “Słuchajcie, to jest tak i tak”.

     

    Jak pan odbiera niedawne oświadczenie Igi opublikowane przez nią w mediach społecznościowych? Jedni mówili, że bardzo dobrze, że Świątek się tłumaczy, że szanuje ludzi i w ten sposób to pokazuje. Ale inni mówili, że nie powinna niczego tłumaczyć, bo na przykład Aryna Sabalenka udawała, że sika na trofeum za przegrany finał w Australian Open i nikomu się z tego nie tłumaczy, a to jednak było dużo mniej eleganckie niż pełne nerwów odbicie piłki rzuconej przez podającego te piłki chłopca.

    Powiem ze swojego doświadczenia. Karolina ograniczała wywiady i wystąpienia. Wiadomo, że musimy się nawzajem szanować, czyli wy musicie napisać, co się u nas dzieje, a my powinniśmy się udzielać ze względu na to, że kibice chcą usłyszeć o różnych rzeczach. Ale czytam polskie media i widzę codziennie tyle tekstów z wypowiedziami Igi, że to jest dla mnie nierealne, że Iga to wszystko mówi, pisze i tak dalej. Mam nadzieję, że ktoś to za nią robi, bo jeżeli ona ciągle coś komentuje, pisze, rozmawia, to jest to tragedia! Tak nie można, ona powinna więcej czasu poświęcić na to, żeby się cieszyć zwycięstwem i być przygotowana na następny mecz. Jeżeli ona sama naprawdę daje aż tyle wypowiedzi, to tu jest błąd.

     

    Zdecydowana większość tekstów zawiera wypowiedzi Igi z konferencji prasowych. Naprawdę nie jest łatwo umówić się z Igą na wywiad, proszę uwierzyć, że to jest wręcz święto. Natomiast to długie oświadczenie po turnieju w Indian Wells moim zdaniem mógł ktoś Idze napisać, ale zdecydowanie po konsultacjach z Igą i zgodnie z tym, co Iga chciała przekazać.

    Z tym oświadczeniem to jest według mnie tak: w sporcie są kartki. Z piłki nożnej znamy kartki żółte i czerwone. Idze za zachowanie z meczu z Andriejewą w Indian Wells należy się żółta kartka. Zachowała się źle, ale to był spontan, to były emocje w chwili kłótni z Darią Abramowicz, co widzieliśmy na nagraniach. Na szczęście Iga nie trafiła tego chłopaka. Gdyby trafiła, kartka byłaby czerwona. Ale skończyło się na żółtej i ja bym za wiele tego nie tłumaczył. Po prostu są takie chwile. I chyba wszyscy to rozumiemy. A jeżeli ktoś tego nie rozumie, to nigdy nie był tak wysoko ani nigdy nie reprezentował takiej klasy sportowej.

     

    Fajnie by było mieć raj na ziemi. Ale go nie mamy, dlatego tuż za granicą mamy wojnę. Pamiętajmy, że każdy ma inny charakter, każdy z nas inaczej podchodzi do określonych rzeczy, każdy z nas jest inaczej wychowany. W tej sytuacji u Igi zadziałał impuls, tak czasami jest i już. Nie chciała nikomu zrobić krzywdy. I moim zdaniem powinna to zostawić, bo tego nie cofnie, a przecież też nie robi tak co mecz, więc bez przesady. Wie pan, dlaczego dzisiaj jestem z Karoliną i jej dziećmi na wyjeździe na nartach? I dlaczego mam kontakt z synem i z jego dziećmi też jeżdżę na nartach? Bo zawsze miałem taką maksymę, że z życia trzeba się cieszyć. Nerwy nerwami, różne sytuacje niewdzięczne się w życiu zdarzają i graczom, i coachom, ale trzeba umieć je rozwiązać, a czasem po prostu zostawić, i jechać dalej do przodu. Iga jest dziś nie tylko dla samej siebie. Jest dla nas wszystkich, którzy lubimy sport. I dziś najważniejsza jest komunikacja między nią a jej sztabem. Jak ona się cieszy, to wszyscy tam się cieszą i my wszyscy też się cieszymy. A kiedy ona się wkurza, to jest tylko krytyka, krytyka i jeszcze raz krytyka. No i najgorzej by było, gdyby Iga to wszystko czytała.

  • Co za wyniki w Planicy! Dominacja Niemców i Polaków

    Co za wyniki w Planicy! Dominacja Niemców i Polaków

    Co za wyniki w Planicy! Dominacja Niemców i Polakó

     

    Takich kwalifikacji w tym sezonie jeszcze nie było. Trzech Polaków znalazło się w top10, a najlepszym z nich był Piotr Żyła, który zajął 5. miejsce. Bezkonkurencyjni okazali się Niemcy, którzy zajęli całe podium.

     

    O ile w czwartkowych treningach na słynnej Letalnicy nie było problemów z wiatrem, te pojawiły się w kwalifikacjach. Silne podmuchy przełożyły się na kilka dłuższych przerw. Finalnie udało się rozegrać tę serię i wyłonić uczestników piątkowych zmagań o punkty PŚ w skokach narciarskich, choć trwało to niemal dwie godziny. Swoje próby oddało 65 zawodników, w tym sześciu reprezentantów Polski.

     

    Jako pierwszy z naszych skoczków zaprezentował się Dawid Kubacki. 35-latek osiągnął 199,5 metra, co nie dawało niestety nadziei na awans do konkursu. Finalnie zajął on dopiero 45. lokatę. Jego los mógł podzielić Jakub Wolny, który skoczył 198,5 metra i przez długi czas był pierwszym zawodnikiem bez przepustki do piątkowych zmagań. Finalnie skorzystał na dyskwalifikacji Tate’a Frantza i zajął 40. miejsce.

     

    Wielkie latanie Biało-Czerwonych rozpoczęło się od próby Kamila Stocha. Trzykrotny mistrz olimpijski uzyskał aż 234,5 metra, dzięki czemu zajął 6. pozycję. Nie dziwiła więc reakcja 37-latka, który po raz pierwszy od dawna szeroko się uśmiechnął. Równie solidnie zaprezentował się Piotr Żyła, który osiągnął 227 metrów, ale z obniżonej belki, co dało mu świetną 5. pozycję.

     

    Słabiej niż w seriach treningowych spisał się Aleksander Zniszczoł. Zawodnik, który przed rokiem stał w Planicy na podium, osiągnął 193 metry i zajął 32. miejsce. Lider naszej kadry w tym sezonie, Paweł Wąsek, skoczył z kolei 214 metrów, co pozwoliło mu uplasować się na 9. lokacie.

     

    Kwalifikacje do piątkowego konkursu były popisem Niemców, którzy zajęli całe podium. Najlepszy okazał się Andreas Wellinger (227 m), drugi był Pius Paschke (226 m), a trzeci autor najdłuższego lotu tej serii, Markus Eisenbichler (238,5 m). Warto podkreślić też fakt, że po raz pierwszy w historii kwalifikacji nie przebrnął żaden z reprezentantów Norwegii.

     

    Wyniki czwartkowych kwalifikacji w Planicy:

     

    Miejsce Zawodnik Państwo Odległość Punkty

    1. Andreas Wellinger Niemcy 227 231.1

    2. Pius Paschke Niemcy 226 228.9

    3. Markus Eisenbichler Niemcy 238.5 226

    4. Domen Prevc Słowenia 224.5 225.7

    5. Piotr Żyła Polska 227 225.5

    6. Kamil Stoch Polska 234.5 225.3

    9. Paweł Wąsek Polska 214 214.6

    32. Aleksander Zniszczoł Polska 193 190

    40. Jakub Wolny Polska 198.5 183.4

    45. Dawid Kubacki Polska 199.5 177.4

  • Świątek przerwała milczenie po klęsce. Wyjaśniła, co się stało. “To jej pomogło”

    Świątek przerwała milczenie po klęsce. Wyjaśniła, co się stało. “To jej pomogło”

    Świątek przerwała milczenie po klęsce. Wyjaśniła, co się stało. “To jej pomogło

    Iga Świątek przegrała z Alexandrą Ealą 2:6, 5:7 w ćwierćfinale turnieju WTA w Miami. To pierwszy tak duży sukces sklasyfikowanej na 140. miejscu w rankingu WTA filipińskiej tenisistki, która po zwycięstwie nie kryła radości. Sukces rywalki i swoją porażkę skomentowała również Polka.

    Świątek ostatni raz przegrała z tenisistką spoza czołowej “100” rankingu WTA w… 2021 roku w Miami, gdy w trzeciej rundzie poniosła porażkę z trzech setach z notowaną na 338. miejscu Chorwatką Aną Konjuh.

    Co było przyczyną przegranej? Na konferencji prasowej po meczu raszynianka starała się przeanalizować dyspozycję zarówno swoją, jak i rywalki.

     

    – Nie spodziewałam się, że będzie grała tak płasko. Returny grała dość daleko i nie było łatwo odbijać te jej uderzenia. Poza tym była bardzo rozluźniona i dała z siebie wszystko. Czuła, że rytm jest dobry, a to jej pomogło – skomentowała wiceliderka światowego notowania.

    Zaskakujące rozstrzygnięcie ćwierćfinału z udziałem Świątek i Eali będzie miało swoje konsekwencje w najnowszym rankingu WTA, który zostanie opublikowany w poniedziałek. Filipinka zanotuje awans na 75. pozycję, a Polka straci sporo punktów do liderującej Aryny Sabalenki.

    Teraz przed Polką jej ulubiony czas w roku tenisowym. Już niedługo rozpoczną się zmagania na kortach ziemnych. Warto wspomnieć, że raszynianka będzie broniła tytułu w Madrycie, Rzymie oraz w wielkoszlemowym French Open.

     

    – Dobrze jest uczyć się na porażkach, ale teraz inne rzeczy przed nami i cieszę się, że będziemy grać na kortach ziemnych. Nie wiem, jak będzie w tym roku, ale na pewno będę ciężko pracować, żeby być gotowa na pierwsze turnieje – zapowiedziała Polka.

     

    Rok temu Świątek odpadła z Miami Open w czwartej rundzie po porażce z Jekateriną Aleksandrową.

  • Liga Mistrzyń: FC Barcelona – VfL Wolfsburg. Transmisja TV i stream online

    Liga Mistrzyń: FC Barcelona – VfL Wolfsburg. Transmisja TV i stream online

    Liga Mistrzyń: FC Barcelona – VfL Wolfsburg. Transmisja TV i stream online

    W czwartek dojdzie do rewanżowego spotkania pomiędzy Barceloną a VfL Wolfsburg w ćwierćfinale Ligi Mistrzyń. Drużyna, w której jedną z gwiazd jest Ewa Pajor, będzie broniła zaliczki wywalczonej w Niemczech. Transmisja meczu FC Barcelona – VfL Wolfsburg w Polsacie Sport 2, Polsacie Sport Premium 1 i online na Polsat Box Go.

     

    Barcelona w pierwszym spotkaniu ćwierćfinałowym wygrała z Wolfsburgiem 4:1. Pajor nie wpisała się wtedy na listę strzelców, ale szansę na to będzie miała już w czwartkowy wieczór. Przypomnijmy, że Polka trafiła do “Dumy Katalonii” właśnie z Wolfsburga. W tym sezonie Ligi Mistrzyń reprezentantka Polski ma już 5 trafień na koncie. Jedną bramkę więcej ma liderka klasyfikacji strzelczyń Pernille Harder z Bayernu Monachium.

     

    Od tamtego spotkania minął tydzień, a Barcelona w tym czasie sprawiła swoim kibicom niemiłą niespodziankę, przegrywając z Realem Madryt 1:3. Była to pierwsza wygrana żeńskiej drużyny “Królewskich” z “Blaugraną” w historii. Piłkarki z Barcelony nadal prowadzą w tabeli ligi hiszpańskiej.

     

    Gorzej na ligowym podwórku radzi sobie Wolfsburg, który po 17. kolejkach zajmuje 3. miejsce w Bundeslidze.

     

    Zwycięzca tego dwumeczu zmierzy się w półfinale z lepszym z pary Manchester City – Chelsea (w pierwszym meczu było 2:0 dla City). Barcelona zwyciężała w rozgrywkach Ligi Mistrzyń w 2024 i 2023 roku.

  • Rosjanie nie odpuszczają Świątek. “Możemy mówić o problemach”

    Rosjanie nie odpuszczają Świątek. “Możemy mówić o problemach”

    Rosjanie nie odpuszczają Świątek. “Możemy mówić o problemach”

    Iga Świątek tak dotkliwej porażki nie zaznała od czterech lat. Polka bój o półfinał Miami Open przegrała z zawodniczką zajmującą 140. miejsce w rankingu WTA, czym sprawiła niemałą sensację. Potknięcie wiceliderki rankingu WTA jest mocno komentowane, głos zabrali też Rosjanie. Nie odpuszczają.

     

    Iga Świątek, mimo że stara się dawać z siebie wszystko, nie ma najlepszej passy. Mimo tego, że Polka wygrywa większość swoich meczów, to niemal od 300 dni nie zagrała w żadnym finale. Jakby tego było mało, nie zwyciężyła też w żadnym turnieju od dziewięciu miesięcy. Rosjanie zauważają słabszy czas Polki i zaznaczają, kiedy można zacząć mówić o problemach systemowych.

     

    Fatalny marzec Igi Świątek

     

    “W tym roku Świątek nie zdobyła jeszcze ani jednego tytułu. Po raz pierwszy od 2020 r. kończy marzec bez trofeum. Wygrała 78 proc. swoich meczów w 2025 r., co jest imponującym wynikiem, ale i tak najniższym od 2021 r.” — czytamy na sports.ru.

     

    Rosjanie przegrany mecz z Ealą uważają za największą porażkę Polki w ostatnim czasie. Zaznaczają też, że traci też coraz więcej punktów do liderki, Aryny Sabalenki. Wskazują, że problemy Świątek nie zaczęły się do końca od jej dopingowej wpadki, ale po sukcesie na Roland Garros 2024.

     

    Dziennikarze sports.ru piszą jednak, że trudno mówić o kryzysie Polki, bo występuje na najwyższym poziomie i jest bardzo konsekwentna, ale zauważają, że “stała się bardziej wrażliwa niż wtedy, gdy dominowała na trasie”. Podają też, w czym 23-latka doszukuje się problemów swojej gorszej gry.

     

    Na Idze Świątek ciąży ogromna presja

     

    Iga Świątek powodów swoich niepowodzeń szuka w napiętym harmonogramie, braku czasu na odpowiednie przygotowanie do turnieju. Zaznacza też, że ciąży na niej presja i nie pamięta, kiedy grała “zupełnie na luzie”, czego nie można powiedzieć o jej niektórych rywalkach, które nie mają nic do stracenia.

     

    “Iga Świątek teraz zaczyna swój ulubiony i najbardziej produktywny okres sezony — grę na mączce. W zeszłym roku zwyciężyła w Madrycie, Rzymie i Ronald Garros, jeśli nie zdobędzie tam żadnych tytułów w tym roku, można mówić o problemach systemowych” — zaznaczają Rosjanie.

     

  • Oto co Danielle Collins zrobiła w Miami. Wielkie brawa

    Oto co Danielle Collins zrobiła w Miami. Wielkie brawa

    Oto co Danielle Collins zrobiła w Miami. Wielkie brawa

    – Jeśli możecie pomodlić się za mojego nowego pupila – prosiła Danielle Collins po jednym z meczów turnieju WTA 1000 w Miami i wyjawiła światu, że wraz ze swoim zespołem pomogła w ratowaniu życia potrąconego psa. Amerykanka w mediach społecznościowych właśnie podzieliła się dalszą częścią tej historii. Tenisowa skandalistka pokazała wielkie serce.

     

    – Pewnego dnia wychodziliśmy ze stadionu i znaleźliśmy psa zwiniętego w kłębek. Zabraliśmy go do szpitala dla zwierząt, gdzie leży w ciężkim stanie. Mam nadzieję, że z tego wyjdzie i będziemy mogli go adoptować. Jeśli możecie pomodlić się za mojego nowego pupila… Ma na imię Crash (z ang. wypadek), bo miał wypadek samochodowy. Proszę, wyślijcie energię dla mojego zwierzaka – wyznała Danielle Collins po jednym z meczów turnieju WTA 1000 w Miami.

     

    Danielle Collins pokazała wielkie serce. “Wyszedł ze szpitala”

     

    Collins poinformowała świat o tej sytuacji po spotkaniu z Rebeką Masarovą, a już w kolejnej rundzie pożegnała się z turniejem po porażce z Aryną Sabalenką. W związku z tym nie informowała już fanów na korcie o postępach zdrowotnych jej nowego pupila. Na szczęście historia zakończyła się szczęśliwie, co Collins przekazała w mediach społecznościowych.

     

    “Aktualizacja Crasha: wraca do zdrowia i w końcu wyszedł ze szpitala po 5 dniach podtrzymywania tlenem. Oddychanie wraca do normy, rany się goją i zdecydowanie cieszy się miłością, którą otrzymuje. Jest ciekawy, czuły i wdzięczny za drugą szansę na życie” – zaczęła tenisistka we wpisie na Instagramie.

     

    “Było niesamowicie bolesne widzieć psa, który cierpi po potrąceniu przez samochód i pozostawionego na środku drogi z tyloma osobami przejeżdżającymi obok jego skulonego ciała. Jestem po prostu wdzięczna, że mogłam tam być i zapewnić mu opiekę, której potrzebował. Oficjalnie go adoptowałam, a Quincy ma teraz nowego brata! Kiedy wróci do zdrowia, będzie uczęszczał do szkoły” – napisała dalej Collins.

     

    Wspomniany Quincy to znany pies tenisistki, z którym już w przeszłości pojawiała się publicznie i byli nazywani “ikonicznym duetem”. 31-latka podziękowała kibicom za modlitwy i dobrą energię, a także weterynarzom za wzorową opiekę nad jej nowym pupilem.

    https://www.instagram.com/share/p/BAIw6y9tH_

     

    “Nie lubię jej za zachowanie na korcie, ale to jest świetne” – czytamy w serwisie X. “Serce ze złota” – pisze inny z komentujących o zachowaniu Collins. “Niech Bóg ma cię w opiece Danielle, zachowałaś się świetnie”– piszą kibice. 

     

  • Ależ początek w Planicy, 17-latek pobił krajowy rekord. Czekali od 2006 roku

    Ależ początek w Planicy, 17-latek pobił krajowy rekord. Czekali od 2006 roku

    Ależ początek w Planicy, 17-latek pobił krajowy rekord. Czekali od 2006 roku

    17-letni Hektor Kapustik w swoim pierwszym locie w karierze osiągnął 202 metry, bijąc ustanowiony w 2006 roku rekord Słowacji. Po raz pierwszy raz od 15 lat reprezentant tego kraju pojawił się na skoczni mamuciej. Przed weekendem na Velikance media zapowiadały, że chce zostać rekordzistą swojego kraju, udało się to już w pierwszej próbie.

     

    W czwartek o 8:00 rozpoczęła się sesja treningowa przed kwalifikacjami (10:00) do piątkowego konkursu indywidualnego Pucharu Świata w Planicy. Już w pierwszej z tych próbnych serii posypały się rekordy życiowe. Jak zauważył Adam Bucholz ze Skijumping.pl, wywalczyli je Ziga Jancar (175 m), Kaimar Vagul (171,5 m), Stephan Embacher (190 m), Francesco Cecon (211 m), Jason Colby (195 m) i Ilja Miziernych (176,5 m), a także Hektor Kapustik.

     

    Dla Słowaka był to pierwszy w karierze lot. Od 15 lat żaden jego rodak nie występował na obiekcie mamucim, więc nie może dziwić, że rekord tamtego kraju pozostawał nienaruszony od 12 stycznia 2006 roku. Teraz to się jednak zmieniło, Kapustik wylądował na 202. metrze. Warto dodać, że ma dopiero 17 lat, 18. urodziny będzie obchodził 23 kwietnia.

     

    Poprzedni rekord należał do Martina Mesika, który osiągnął w Bad Mitterndorf 195,5 metra. Kapustik miał wtedy zaledwie dziewięć miesięcy.

     

    W 1. serii treningowej bezkonkurencyjny okazał się Domen Prevc. Aż 246,5 metra (mimo wiatru w plecy, rekompensata wyniosła 9,5 punktu) dało mu 16,8 punktu przewagi nad Anze Laniskiem i 20,5 nad Ryoyu Kobayashim. Część użytkowników platformy X jest zdania, że przy korzystnych warunkach jest w stanie pobić w konkursie rekord świata, wynoszący teraz 253,5 metra (Stefan Kraft skoczył tyle 18 marca 2017 roku).

     

    Polacy osiągnęli niezłe wyniki – Paweł Wąsek był 10., Piotr Żyła 12., a Aleksander Zniszczoł 14. Kamil Stoch uplasował się na 22. pozycji, Dawid Kubacki na 34., a Jakub Wolny na 41.

    https://x.com/DominikFormela/status/1905155101099962621?t=hswQOqXxXdJbwyzv-xPpwg&s=19

    W drugiej serii “życiówkami” popisali się ponownie Embacher (198,5 m), Tomas Kuisma (166,5 m), Sakutaro Kobayashi (225,5m), a także Daniel Cacina (165,5) i Alex Insam (234 m). Ci dwaj ostatni ustanowili rekordy odpowiednio Rumunii i Włoch.

     

    Pierwsze miejsce przypadło tym razem Andreasowi Wellingerowi, który z dość niskiej 9. belki poleciał aż na 237,5 metra. Gdyby była wyższa, być może atakowałby okolice ćwierć kilometra. Niemiec wyprzedził Domena Prevca o 5,3 pkt, a Kobayashiego o 11,9 pkt. Czwarta lokata dla Timiego Zajca, Czołówka wydaje się być jak na razie uformowana. Piątą i szóstą pozycję zajęli niespodziewanie wspomniany Insam i Aleksander Zniszczoł.

    https://x.com/Skijumpingpl/status/1905178704218579189?t=bzI6E1WR0IVeoNCEScbx-w&s=19

    Zawodnik urodzony w Cieszynie zanotował 213,5 metra, ale otrzymał aż 23,8 pkt rekompensaty za wiatr w plecy. Jak wiadomo 30-latek nie lubi skakać przy takich warunkach, więc tym bardziej trzeba docenić jego 160-punktową notę. Ponownie wysoko był Stoch, zamknąłpierwszą dziesiątkę.

     

  • Była 2.49 na Filipinach, gdy Światek odpadła. Fajerwerki odpalili już rano

    Była 2.49 na Filipinach, gdy Światek odpadła. Fajerwerki odpalili już rano

    Była 2.49 na Filipinach, gdy Światek odpadła. Fajerwerki odpalili już rano

    Porażka z Alexandrą Ealą w ćwierćfinale Miami Open była prawdopodobnie jedną z najbardziej zaskakujących w karierze Igi Świątek. Raszynianka przegrała ze 140. rakietą świata 2:6, 5:7 i w wyjątkowo napiętej atmosferze pożegnała się z rozgrywkami. W momencie, gdy 19-letnia zaledwie tenisistka wyrzuciła za burtę wiceliderkę rankingu WTA, na Filipinach była godzina 2:49. Trudno opisać euforię tamtejszych mediów po zwycięstwie Eali.

     

    Niemal 10:1 – tak przedstawiały się kursy na Alexandrę Ealę przed meczem z Igą Świątek. Wprawdzie Filipinka sprawiła kilka niespodzianek, wygrywając z Jeleną Ostapenko, czy Madison Keys, ale mało kto wierzył, że będzie ją stać na sprawienie sensacji i pokonanie w ćwierćfinale Igi Świątek. A jednak. Polka wypadła na tle 19-latki bardzo słabo i zasłużenie poległa w Miami.

     

    WTA Miami. Gigantyczna sensacja w ćwierćfinale. Iga Świątek przegrywa ze 140. rakietą świata

     

    Raszynianka niemal od początku meczu wyglądała na wybitą z rytmu i wyjątkowo sfrustrowaną kolejnymi przegranymi piłkami. A Filipinka grała swoje, ograniczała do maksimum liczbę błędów i wyczekiwała takowych ze strony Igi. A tych niestety nie brakowało. Niepokojący był fakt, że w ogóle nie ruszała się do niektórych piłek. W pierwszym secie została rozbita wręcz 2:6, w drugim wypuściła z rąk szansę na doprowadzenie do wyrównania.

     

    Świątek prowadziła już 4:2, a później 5:4 i podawała na zwycięstwo w secie. Dała się jednak przełamać i zamiast 6:4, zrobiło się 5:5. Reprezentantka Filipin poszła za ciosem. Utrzymała swoje podanie, a później jeszcze raz przełamała naszą tenisistkę. Eala spuentowała kolejną gigantyczną sensację, wygrywając 6:2, 7:5. A na Filipinach rozpoczęło się świętowanie.

     

    Świątek odpadła, na Filipinach święto. Nie ustają w zachwytach nad 19-latką

     

    W momencie gdy zakończył się mecz, na Filipinach była godzina 2:49. Z samego rana zaczęły jednak spływać kolejne gratulacje i materiały poświęcone historycznemu triumfowi Alexandry Eali. “Alexandra Ela sięgnęła po historyczne zwycięstwo w meczu z Igą Świątek, wiceliderką rankingu WTA, w ćwierćfinale Miami Open” – czytamy w tytule na portalu “onesports.ph”.

     

    W turnieju Miami Open, który obfitował w wiele niespodzianek, filipińska tenisistka dołożyła prestiżowe zwycięstwo, zatrzymując w ćwierćfinale wiceliderkę rankingu, Igę Świątek. Pokonała polską gwiazdę 6:2, 7:5. Świątek nie jest zwyczajną mistrzynią, a Eala zyskała teraz zaszczyt dołączenia do wąskiego grona zawodniczek, które mają z nią dodatni bilans

     

    ~ czytamy dalej

     

    “Ciąg dalszy przygody Alexi Eali – Kopciuszka z Miami”, “Najbardziej monumentalna niespodzianka turnieju” – brzmiały inne nagłówki poświęcone zwycięstwu Eali.

     

    Dziennikarze portalu “Mb.com.ph” pokusili się także o wypunktowanie największych problemów Igi Świątek. Wskzali, że tym razem nie funkcjonował forhend tenisistki z Raszyna.

     

    “19-letnia filipińska sensacja tenisowa narzuciła od początku swoje tempo i wykorzystała niestabilność forhendu Świątek. Udanie odpierała ataki polskiej gwiazdy w końcowej fazie spotkania, odnosząc sięgając po największy triumf w dotychczasowej karierze” – napisano.

     

    Filipińczycy pod wrażeniem opanowania pogromczyni Świątek. Opanowała nawet łzy

     

    Po reakcji Eali widać było, jak wiele znaczy dla niej ten triumf. Filipinka ukryła twarz w dłoniach, nie mogąc z początku uwierzyć, że udało jej się pokonać Igę Świątek. W pewnym momencie zaszkliły jej się nawet oczy. Na reakcji półfinalistki Miami Open skupili się właśnie żurnaliści z “Abs-cbn.com”.

     

    W oczach Eali pojawiły się łzy, gdy zaczęło docierać do niej, jak wielka była waga zwycięstwa, które zapewniło jej awans do półfinału Miami Open. Udało jej się jednak opanować emocje, uspokoić się i świętować w swoim stylu – w spokoju i z niemal pełną kontrolą

     

    ~ opisują dziennikarze “Abs-cbn.com”

     

    Przed ćwierćfinałami w sercach kibiców tliła się nadzieja, że może obejrzymy w finale starcie Iga Świątek – Magda Linette. Wrocławianka poległa jednak wyraźnie z Jasmine Paolini. Porażka raszynianki z Alexandrą Ealą była niespodzianką o kalibrze, którego nie sposób nawet porównać. 

     

  • Ależ lot Piotra Żyły w Planicy. Petarda! Ale i tak nie był najlepszym z Polaków

    Ależ lot Piotra Żyły w Planicy. Petarda! Ale i tak nie był najlepszym z Polaków

    Ależ lot Piotra Żyły w Planicy. Petarda! Ale i tak nie był najlepszym z Polaków

    Kapitalny lot Piotra Żyły! Polski skoczek wrócił do Pucharu Świata i na lubianej przez siebie Letalnicy odpalił prawdziwą petardę! 220 metrów to jedna z najlepszych odległości pierwszego treningu w Planicy. Doświadczony skoczek zajął 12. miejsce, a jeszcze wyżej znalazł się Paweł Wąsek po locie na 215,5 metra! Serię wygrał Domen Prevc lecąc w fenomenalnym stylu 246,5 m.

     

    Od treningów zaczął się wyjątkowy weekend z lotami narciarskimi. Już za kilka dni poznamy odpowiedzi na kluczowe pytania. O Kryształową Kulę walczą Daniel Tschofenig i Jan Hoerl, który traci 114 pkt od kolegi z austriackiej kadry. Do tego wielką ochotę na Małą Kryształową Kulę w lotach ma Domen Prevc (83 pkt przewagi nad Timim Zajcem). A jest jeszcze cykl Planica 7, w którym wszystko jest możliwe.

     

    To szansa także dla Polaków, którzy na Letalnicy startują bez presji. Thomas Thurnbichler zabrał do Słowenii sześciu skoczków, w tym wracającego do Pucharu Świata Piotra Żyły. Po dwóch seriach treningowych w Planicy zacznie się walka o awans do sobotniego konkursu oraz pierwszy z siedmiu kroków do triumfu w cyklu.

     

    Pierwsze loty w Planicy! Kapitalna próba Piotra Żyły

    Treningowe skoki były szansą na przestawienie się z dużych obiektów na mamuci, lubiany przez większość zawodników. W magicznej Planicy jako pierwszy z Polaków startował Dawid Kubacki, który nie jest uznawany za specjalistę od latania. 213,5 metra tym bardziej można uznać za niezły wynik. Dał on ostatecznie 34. miejsce.

     

    Lepiej od niego poradził sobie Kamil Stoch, nawet jeśli lądował bliżej, na 203. metrze, to ze względu na mniejszą liczbę odjętych punktów za wiatr zajął 22. lokatę. Aż 220 metrów skoczył Piotr Żyła i długo utrzymywał się w czołówce, ostatecznie zajmując 12. miejsce. To był najdalszy lot Biało-Czerwonych, ale przed niego wskoczył jeszcze Paweł Wąsek. Wyższą notę uzyskał po locie na odległość 215,5 m.

     

    Pół metra bliżej poleciał Aleksander Zniszczoł (14. miejsce). Poprawić w kolejnych skokach zechce się Jakub Wolny, który poleciał 195,5 m i był 41.

     

    Podczas pierwszego treningu rekord Słowacji w długości lotu pobił Hektor Kapustik. Od teraz to 202 metry. Najlepszy bezapelacyjnie był Domen Prevc. 246,5 metra to jeden z najdalszych lotów na mamucie w Planicy. Słoweniec wyprzedził kolegę z kadry Anze Laniska (224 m) i Ryoyu Kobayashiego (224 m).

     

    Miejsca Polaków w pierwszym treningu w Planicy:

     

    10. Paweł Wąsek 215,5 m

    12. Piotr Żyła 220 m

    14. Aleksander Zniszczoł 215 m

    22. Kamil Stoch 203 m

    34. Dawid Kubacki 213,5

    41. Jakub Wolny 195,5 m

    Klasyfikacja generalna Pucharu Świata: