• Sceny na antenie. Iga Świątek: Nie wiedziałam, że jesteśmy na terapii

    Sceny na antenie. Iga Świątek: Nie wiedziałam, że jesteśmy na terapii

    Sceny na antenie. Iga Świątek: Nie wiedziałam, że jesteśmy na terapii

    Już w sobotę Iga Świątek wyjdzie na kort centralny w Stuttgarcie, by stoczyć bój z Jeleną Ostapenko o awans do półfinału. Dotychczasowe statystyki pomiędzy obiema tenisistkami wskazywałyby, że Polka nie ma w starciu z Łotyszką żadnych szans, ale przy klasie naszej gwiazdy każda zła passa może się w jednej chwili skończyć. Tymczasem Iga udzieliła dłuższego wywiadu stacji Canal+ Sport, w którym była pytana m.in. o to, czy jest szczęśliwa. Do zaskakującej wymiany zdań doszło w samej końcówce.

     

    Nikt nie musi powtarzać Idze Świątek, jak wysoko będzie zawieszona poprzeczka w sobotnie popołudnie (początek meczu o godz. 13:40). Nie sposób znaleźć drugiej takiej rywalki, jak Jelena Ostapenko, która byłaby aż takim katem dla wiceliderki światowego rankingu WTA.

     

    Iga Świątek: Miałam czas pożyć trochę innym życiem

     

    Iga Świątek stoczyła dotąd pięć pojedynków z reprezentantką Łotwy i choć Ostapenko nie jest teraz w najściślejszej czołówce najlepszych tenisistek (obecnie zajmuje 24. miejsce), to od początku rywalizacji z Polką ma na nią zabójczy patent. W efekcie wygrała każdy z pięciu rozegranych meczów, w tym cztery na nawierzchni twardej, a jeden na trawie. Ostatnia porażka podopiecznej trenera Wima Fissette’a nastąpiła 14 lutego w Dosze, gdzie w półfinale Świątek została odprawiona w dwóch setach. W drugim ugrała tylko jednego gema.

     

    Teraz jest ogromna szansa na nowe otwarcie, bo pojedynek odbędzie się w królestwie byłej liderki, czyli na mączce. W Stuttgarcie nasza gwiazda czuje się fantastycznie, wobec czego tym bardziej rosną szanse na to, że przełamie trwającą od 2019 roku niemoc w starciach z urodzoną w Rydze zawodniczką.

     

    – Na pewno cieszę się, że jestem z powrotem na kortach z taką nawierzchnią. Bez dwóch zdań na nich czuję się najprzyjemniej – nie kryguje się Świątek, co powiedziała w rozmowie ze stacją Canal+ Sport.

     

    Niedawno Iga zafundowała sobie nieco dłuższą przerwę, która miała dobrze wpłynąć między innymi na mentalny reset Świątek. Zapytana o ten okres, który nastąpił po marcowym turnieju w Miami, zakończonym porażką w ćwierćfinale z Alexandrą Ealą, gościni studia odparła:

     

    – Na pewno po Miami miałam kilka dni, żeby się zresetować. Czas na to, by pospotykać się ze znajomymi w Warszawie i pożyć trochę innym życiem niż tym na tourze. Ale potem bez dwóch zdań wróciłam do treningu, od pierwszych dni było bardzo intensywnie. Miałam bardzo ciężkich pięć dni treningowych, właściwie dopiero tutaj, w Stuttgarcie, skończyła się regeneracja z tym związana. Mam nadzieję, że przygotowanie pokaże pozytywne efekty

     

    ~ opowiedziała Świątek.

     

    Dziennikarz krążył pytaniami wokół właśnie gotowości mentalnej, a Iga zdawała się wszystkich usopkajać. – Dobrze się czuję, jestem zdrowa, chce mi się grać, więc jak najbardziej – zaznaczyła.

     

    Iga Świątek o “terapii”. Dziennikarz: Wszyscy Polacy chcieli to usłyszeć

     

    Na koniec redaktor wrócił do swojej dawnej rozmowy ze Świątek, przeprowadzonej z nią po porażce w finale w Ostrawie z Barborą Krejcikovą. Mecz odbył się w październiku 2022 roku. I wspomniał, jak Iga mówiła, że wprawdzie przegrała, ale i tak jest szczęśliwa. I zapytał: “jesteś szczęśliwa?”.

     

    – Tak, ogólnie jestem. Wiadomo, że praca, którą wykonujemy, jest stresująca, więc nie zawsze to szczęście można zobaczyć na korcie, gdy jest się pod presją. Jednak ogólnie jestem bardzo szczęśliwa. Niewiele miałam takich meczów, jak ten w Ostrawie, że przegrałam, a tak czy siak byłam zadowolona. Kibice zrobili świetną atmosferę – odkurzyła pamięć.

     

    W tym momencie wywiązała się wymiana krótkich zdań. Dziennikarz skonstatował, że o to mu chodziło, wszak wyniki nie do końca definiują szczęście. Na co dość rozbawiona Świątek odparła: – Nie wiedziałam, że jesteśmy na terapii.

     

    – Na żadnej terapii. Wszyscy Polacy chcieli to usłyszeć – zakończył redaktor.

     

  • Hiszpanie ogłaszają ws. Szczęsny – Ter Stegen! Flick zadecydował

    Hiszpanie ogłaszają ws. Szczęsny – Ter Stegen! Flick zadecydował

    1. Hiszpanie ogłaszają ws. Szczęsny – Ter Stegen! Flick zadecydował

    – W piłce nożnej wszystko się może zdarzyć. Nie mogę dać stuprocentowej odpowiedzi – oznajmił na ostatniej konferencji prasowej Hansi Flick, odpowiadając na pytanie, czy Wojciech Szczęsny pozostanie między słupkami FC Barcelony do końca sezonu. Hiszpański “Sport” ujawnił, że niemiecki trener podjął już jednak decyzję. “Nie chce żadnych wewnętrznych, ani zewnętrznych debat” – podsumowano.

     

    Wojciech Szczęsny dołączył do FC Barcelony na początku października, kiedy awaryjnie został sprowadzony z emerytury z powodu kontuzji Marca-Andre ter Stegena. I choć pierwotnie był zmiennikiem Inakiego Peni, to 4 stycznia zadebiutował w nowym klubie w pucharowym meczu z UD Barbastro. Od tamtej pory jego statystyki robią ogromne wrażenie. Nie dziwi zatem to, że wszyscy są przekonani, że lada moment przedłuży wygasający z końcem czerwca kontrakt.

     

    Hiszpanie nie mają wątpliwości. Flick podjął decyzję, kto zakończy sezon w bramce

     

    35-latek może czuć się jednak zaniepokojony, zwłaszcza że ostatnio do treningów z drużyną wrócił ter Stegen. – Nie pozwalasz mi się rozgrzać, uderzasz prosto do tematu ter Stegena – odpowiedział na pierwsze pytanie w trakcie ostatniej konferencji prasowej Wojciech Szczęsny, czym od razu rozbawił salę. Mało tego, zaznaczył, że ostateczną decyzję podejmie Hansi Flick. – Przyszedłem tu, aby zastąpić głównego bramkarza, ale oczywiście chcę grać. Gdyby miało być inaczej, uszanuję opinię Flicka – dodał.

     

    Co na ten temat uważa sam szkoleniowiec? – W piłce nożnej wszystko się może zdarzyć. Nie mogę dać stuprocentowej odpowiedzi – oznajmił. Trzeba przyznać, że niezbyt dużo można wywnioskować z tej wypowiedzi. Hiszpański “Sport” zaznacza jednak, że “Flick nie chce żadnych debat o bramkarzach” i zamierza nadal stawiać na Szczęsnego. Nie obwinia go za porażkę z Borussią i nie dość, że wystawi go w finale Pucharu Króla, to pozostawi go w bramce do końca sezonu.

     

    “Flick nie chce żadnych wewnętrznych, ani zewnętrznych debat. Ma plan, by Polak dokończył rozgrywki, o ile nie dozna kontuzji lub nie zaliczy jakiejś kompletnej wpadki, co wydaje się mało prawdopodobne” – czytamy. Podano, że “pierwszy wielki finał sezonu” dla Szczęsnego nastąpi 26 kwietnia, kiedy odbędzie się finał Pucharu Króla. “Ter Stegen będzie miał trudno w tym sezonie” – podkreślono, uzupełniając, że następny sezon będzie jednak “zupełnie inny”, gdyż Niemiec może odzyskać miejsce w składzie.

     

    “Flick nie bierze z nikim ślubu, szanuje zasady wyboru” – oznajmiono. Nie można jednak wykluczyć, że ter Stegen rozegra jeszcze parę meczów ligowych w tym sezonie, by zobaczyć, na jakim znajduje się poziomie. Ma nawet być pogodzony, że nie wystąpi już w trwającej Lidze Mistrzów, choć długo miał nadzieję, że tak się stanie.

     

    FC Barcelona rozegra kolejny mecz w sobotę 19 kwietnia, kiedy na własnym stadionie zmierzy się z Celtą Vigo. Po 31. kolejkach piłkarze Hansiego Flicka są liderami tabeli z dorobkiem 70 pkt i czterema punktami przewagi nad drugim Realem Madryt.

  • A jednak! Iga Świątek przyłapana. To się praktycznie nie zdarza

    A jednak! Iga Świątek przyłapana. To się praktycznie nie zdarza

    A jednak! Iga Świątek przyłapana. To się praktycznie nie zdarz

     

    Iga Świątek w świetnym stylu rozpoczęła turniej w Stuttgarcie! Polka pokonała Janę Fett 6:2, 6:2, a teraz czeka ją dużo trudniejszy pojedynek. W ćwierćfinale stawi czoła Jelenie Ostapenko, która często nazywana jest jej “koszmarem”. Co ciekawe, druga rakieta świata została wraz z trenerem — Wimem Fissette’em — przyłapana na meczu Łotyszki. A to spora zmiana. Wyjaśniamy dlaczego.

     

    Iga Świątek zmagania w Stuttgarcie zaczęła od drugiej rundy, w której wygrała ze wspomnianą Janą Fett. Nie było to zbyt wymagające starcie dla naszej rodaczki i udało jej się wygrać w ładnym stylu. Wiele wskazuje na to, że teraz będzie jednak dużo trudniej. Już w sobotę ok. godz. 14.30 druga rakieta świata zagra bowiem ze swoim “koszmarem”, czyli Jeleną Ostapenko.

     

    Iga Świątek przyłapana w Stuttgarcie! To niespotykany obrazek

    I jak się okazuje, Świątek bacznie się do tego starcia przygotowywała. Kibice przyłapali najlepszą polską tenisistkę wraz z trenerem — Wimem Fissette’em — na trybunach w trakcie czwartkowego spotkania Jeleny Ostapenko z Emmą Navarro. Ten mecz Łotyszka wygrała wynikiem 7:5, 3:6, 6:2 i dzięki temu awansowała do ćwierćfinału, w którym czekała już na nią Polka.

     

    Warto wspomnieć, że tego sytuacje w przypadku Świątek praktycznie się nie zdarzają. Dla przykładu warto podać zeszłoroczny turniej WTA Finals. O tym, czy nasza rodaczka awansowałaby z grupy, decydowało starcie Coco Gauff z Barborą Krejcikovą i wówczas w wywiadzie pomeczowym była pytana, czy będzie obserwować to spotkanie. Sama przyznała, że nie.

     

    Jak widać, nastąpiła pewna zmiana. Świątek ma negatywny bilans w bezpośrednich starciach z Ostapenko, dlatego najwyraźniej chce jak najlepiej przygotować się do tego pojedynku. Gdyby zwyciężyła Navarro, to również nie byłaby to zapewne łatwa potyczka. Amerykanka to obecnie 11. rakieta świata. Finalnie w sobotę zobaczymy jednak mecz z Łotyszką. Na relację zapraszamy do Przeglądu Sportowego Onet. Start ok. godz. 14.30.

  • Iga Świątek walczy z największą słabością. “Nikt z tym nic nie zrobił od lat”

    Iga Świątek walczy z największą słabością. “Nikt z tym nic nie zrobił od lat”

    Iga Świątek walczy z największą słabością. “Nikt z tym nic nie zrobił od lat”

    Sobotni ćwierćfinał turnieju WTA w Stuttgarcie to dla Igi Świątek kolejny w tym roku mecz prawdy. Po drugiej stronie siatki czeka Jelena Ostapenko, która – jak nikt inny na świecie – “żywi się” słabościami Igi Świątek. Tymczasem Polka sama musi walczyć ze swoją największą bolączką. Serwisem, który po odejściu Tomasza Wiktorowskiego, rozsypał się niczym domek z kart. Eksperci w detalach wskazują i błędy, i możliwe rozwiązania. Pojawia się nawet sugestia zmian w teamie Światek.

     

    Iga Świątek zaczęła rok 2025 z turbulencjami. Polka wygrywa gładko mecze we wstępnych rundach, ale przegrywa spotkania o wysoką stawkę. W zasadzie wszystkie te porażki mają wspólny mianownik. Serwis, który od rozstania z Tomaszem Wiktorowskim przestał być powtarzalny.

     

    Liczby są słabe i za chwilę je przytoczmy. Na początek jednak dwa zdjęcia, które mówią więcej niż tysiąc słów. Po lewej Iga Świątek, po prawej Aryna Sabalenka. Strzałkami zaznaczone różnice w ułożeniu ciał obu zawodniczek. Obie – jak słyszymy – na korzyść Białorusinki. Przed Świątek kluczowe decyzje, bo tenis kobiecy już przeszedł wielką zmianę. Oto szczegóły.

     

  • Zakaz w Niemczech. To dlatego Iga Świątek dziś nie zagra

    Zakaz w Niemczech. To dlatego Iga Świątek dziś nie zagra

    Zakaz w Niemczech. To dlatego Iga Świątek dziś nie zagr

    Kibice, którzy liczyli, że już dziś obejrzą walkę w ćwierćfinałach turnieju WTA 500 w Stuttgarcie, mogą się mocno zdziwić. W niemieckiej imprezie w Wielki Piątek jest przymusowy dzień przerwy, ponieważ tego dnia nie można organizować wydarzeń sportowych w tym regionie Niemiec. A to nie wszystko, bo takie przesunięcie ma też wpływ na pozostałe fazy zmagań w Badenii-Wirtembergii.

    Trwa turniej WTA 500 w Stuttgarcie. Do Niemiec zjechały się praktycznie wszystkie czołowe tenisistki świata z Aryną Sabalenką, Igą Świątek, Jessiką Pegulą i Coco Gauff. Całą czwórkę zobaczymy w zbliżających się ćwierćfinałach, które w normalnych okolicznościach odbyłyby się w piątek 18 kwietnia.

    To dlatego w Stuttgarcie jest dzień przerwy od tenisa
    Fani tenisa, którzy liczyli na wielkie emocje, będą rozczarowani, bo w piątek w Stuttgarcie nie odbędzie się żaden z ćwierćfinałów. Wszystko spowodowane jest panującymi tam przepisami. W tamtym rejonie Niemiec w Wielki Piątek nie można organizować żadnych imprez sportowych. Tenisistki jedynie będą mogły odbyć treningi.

    “Dzisiaj nie ma meczów w Stuttgarcie. Tenisistki będą mogły jedynie potrenować. W Wielki Piątek nie można organizować wydarzeń sportowych w tym regionie Niemiec. W związku z tym ćwierćfinały odbędą się w sobotę, półfinały w niedzielę, a finał w poniedziałek” — czytamy na profilu “Z kortu”.

    Iga Świątek w sobotę w ćwierćfinale zagra z Jeleną Ostapenko. To spotkanie odbędzie się jako drugie od godz. 12.30.

    Dzień przerwy w turnieju oznacza również przesunięcia w dalszej części rywalizacji. W Niedzielę Wielkanocną (20 kwietnia) odbędą się półfinały, a w lany poniedziałek (21 kwietnia) finał. Przypomnijmy, że w normalnych okolicznościach turnieje, w których grają jedynie kobiety, kończą się wraz z końcem danego tygodnia.

  • Collins uderzyła w Świątek, do akcji wkroczyła Coco Gauff. Wypaliła bez wahania

    Collins uderzyła w Świątek, do akcji wkroczyła Coco Gauff. Wypaliła bez wahania

    Collins uderzyła w Świątek, do akcji wkroczyła Coco Gauff. Wypaliła bez wahania

    Mijają dni, a w kontekście Australian Open najgłośniej w mediach wciąż jest o Danielle Collins. Amerykanka na dobre zyskała już łątkę skandalistki, a jej “popisy” po zwycięstwie nad Destanee Aivą wywołały potężną polemikę w mediach. Wciąż wrze na linii Collins – Świątek, a głos w sprawie Amerykanki postanowiła zabrać jej rodaczka, Coco Gauff. 3. rakieta świata bez wahania wypaliła, jaką osobą w jej opinii jest 31-latka.

     

    Temat relacji Igi Świątek z Danielle Collins wciąż jest niezwykle gorący. Amerykanka podgrzała jeszcze atmosferę w Melbourne, prezentując serię ironicznych, a w oczach części odbiorców wulgarnych wręcz gestów. Po wymęczonym zwycięstwie w 2. rundzie Australian Open nad Destanee Aiavą 31-latka została wygwizdania przez kibiców. Odpowiedziała im w swoim stylu.

     

    Danielle Collins zraziła do siebie kibiców. Amerykanka wygwizdana w Melbourne

     

    Collins przykładała ironicznie dłoń do ucha, “rozdawała buziaki” i fałszywe uśmiechy i wszystko wskazuje na to, że doszło jej jeszcze przeciwników od czasu niezrozumiałego wybuchu w trakcie igrzysk olimpijskich. Chociaż Iga Świątek unika wypowiadania się o Amerykance, ta na każdym możliwym kroku wbija w nią szpilki i zaczepia w mediach.

     

    Podczas United Cup celowo odwróciła wzrok podając rękę Polce, a później zmieniła zdjęcie profilowe w mediach społecznościowych na kadr z tego zdarzenia. Jej późniejsze wpisy również nosiły znamiona braku szacunku w stosunku do raszynianki, co nie uszło uwadze odbiorców.

     

    Gauff wyjawiła całą prawdę o Collins. Zaskakujące słowa rywalki Świątek

     

    Fala negatywnych komentarzy, jaka zalała media społecznościowe po ostatnim meczu Collins, była wręcz przytłaczająca. O relacje i zachowanie 31-latki w szatni w trakcie United Cup podczas konferencji prasowej zapytana została jej rodaczka – Coco Gauff. Z perspektywy “przeciwników” największej obecnie skandalistki w tourze odpowiedź była mocno zaskakująca.

     

    Bycie razem z Danielle w jednym zespole to wielka frajda. Ona wprowadza świetną energię. Przez pierwsze dni była chora, ale jak tylko jej się polepszyło, wprowadzała wspaniałą atmosferę z ławki. Jest niezwykle zabawna i powiedziałabym, że teraz zdecydowanie bardziej zrelaksowana. Wcześniej nie znałam jej aż tak dobrze, jak teraz

     

    ~ zdradziła Coco Gauff

     

    – Wcześniej postrzegałam ją za osobę, która nie lubi zbyt wiele rozmawiać. Kiedy jednak ją poznałam, zrozumiałam, że jest zupełnie na odwrót. Jest ogólnie miłą osobą, a ja powtarzam, że Danielle zawsze będzie Danielle. Rozumiem to jako to, że jest autentyczna. Nikt nie może na nią wpłynąć, ona też nie dba o opinię innych. To świetnie, kiedy zdajesz sobie sprawę, kim jesteś – dodała 20-latka.

     

    Wyznanie Gauff mogło wywołać konsternację u wielu kibiców. Wydaje się, że obecnie Danielle Collins ma opinię tenisistki butnej i niespecjalnie miłej. Jej zachowanie wielokrotnie nosiło znamiona braku szacunku, zarówno wobec fanów, jak i Igi Świątek. 

     

  • Cios w Świątek, a teraz to. Wywołała burzę w Australii. “Bachor przekroczył granicę”

    Cios w Świątek, a teraz to. Wywołała burzę w Australii. “Bachor przekroczył granicę”

    Cios w Świątek, a teraz to. Wywołała burzę w Australii. “Bachor przekroczył granicę”

    Danielle Collins wygrała mecz drugiej rundy Australian Open z Destanee Aiavą i awansowała do kolejnego etapu. Po pojedynku doszło jednak do głośnego skandalu z udziałem Amerykanki, która słowami i gestami zaczęła prowokować miejscowych kibiców. Po tym zajściu australijski dziennikarz Tony Jones wypowiedział się na temat jej zachowania w bardzo nieprzychylnych słowach. Tego Collins również nie zostawiła bez odpowiedzi.

     

     

    Danielle Collins robi wszystko, aby u schyłku kariery było o niej możliwie jak najgłośniej. Ze względu na sportowe ograniczenia Amerykanka nie jest w stanie zapracować sobie na rozgłos za pomocą samej gry w tenisa. Idzie więc drogą wywoływania kontrowersji, a wręcz skandali na korcie i poza nim.

     

    Na przełomie lipca i sierpnie 2024 roku o Danielle Collins usłyszała niemal cała Polska. To właśnie Amerykanka po przegranym meczu z Igą Świątek na igrzyskach olimpijskich w Paryżu nazwała Polkę “fałszywą”. Mistrzyni Rolanda Garrosa wówczas nie miała pojęcia, z czego wynikały słowa rywalki. Dziś wszystko jest już o wiele jaśniejsze. Danielle Collins po prostu szuka kontrowersji i chce, aby jej nazwisko jak najczęściej przewijało się w mediach. Nieważne, w jakim kontekście.

     

    Wówczas oficjalna wersja była taka, że Danielle Collins kończy sportową karierę, a o jej zachowaniu szybko będzie można zapomnieć. Amerykanka zmieniła jednak decyzję i wzięła udział w tourze w 2025 roku. Już podczas drugiego meczu pierwszego wielkoszlemowego turnieju w sezonie wywołała skandal swoim zachowaniem.

     

    W skrócie: Danielle Collins pokonała Destanee Aiavę na jej australijskiej ziemi i, co oczywiste, w trakcie meczu musiała liczyć się z nieprzychylnością miejscowych kibiców. Po spotkaniu jednak nie wytrzymała i zaczęła prowokować ich swoimi gestami i wypowiedziami. Więcej na ten temat można przeczytać

     

    W Australii wrze po zachowaniu Danielle Collins. “Rozwydrzony bachor”

     

    – Podczas meczu myślałam, że skoro już tu jestem, to równie dobrze mogę przyjąć duży czek. Coco (Vandeweghe – przyp. red.) i ja uwielbiamy pięciogwiazdkowe wakacje, część tego przeznaczymy na to, więc dziękuję wszystkim za wsparcie – powiedziała prowokująco i ironicznie po meczu Danielle Collins.

     

    Szczególnie ta wypowiedź nie spodobała się australijskiemu dziennikarzowi Tony’emu Jonesowi, który na łamach prasy wprost nazwał Danielle Collins “bachorem”.

     

    – Moim zdaniem ona jest rozwydrzonym bachorem – ocenił Tony Jones.

     

    – Kiedy pojawiają się ludzie tacy jak Danielle Collins, którzy prowadzą taki (wystawny) styl życia, a następnie chcą utrzeć nam nosa… Myślę, że przekroczyła granicę – dodał Australijczyk.

     

    Danielle Collins nie zostawiła tej opinii bez odpowiedzi. Na swoim profilu na portalu instagram Amerykanka stworzyła specjalnie wyróżnioną relację z Australian Open, w której dodała filmy, na których widać wszystkie jej prowokujące gesty w kierunku kibiców. Na samym końcu dodała screen shot z wypowiedzi Jonesa i skomentowała ją. – Uwielbiam, jak jacyś starzy goście, tacy jak Tony, czują klimat – napisała Danielle Collins.

    Nie był to pierwszy raz, jak Danielle Collins przenosi swoje “show” z kortu do mediów społecznościowych. Po finałowym meczu United Cup 2025 pomiędzy Polską a Stanami Zjednoczonymi zawodniczka zmieniła swoje zdjęcie profilowe, które ma ustawione do dziś. Widać na nim Danielle Collins, która nie chce spojrzeć w oczy Idze Świątek podczas ich przywitania przed finałową rywalizacją

     

  • Gwiazdor nie zabierze Coco Gauff na podwójną randkę. Postawił sprawę jasno

    Gwiazdor nie zabierze Coco Gauff na podwójną randkę. Postawił sprawę jasno

    Gwiazdor nie zabierze Coco Gauff na podwójną randkę. Postawił sprawę jasno

    Coco Gauff walczy w Stuttgarcie o jak najlepszy wynik. W pierwszej części sezonu Amerykanka nie radziła sobie najlepiej na korcie. Okazuje się jednak, że choć w sporcie stara się wciąż wrócić do najwyższej formy, to zdaje się, że odnalazła miłość. Skryta tenisistka stara się ukrywać ją przed światem. Ostatnio zapytano Bena Sheltona, czy zgodziłby się pójść na podwójną randkę z Coco Gauff. Od razu odpowiedział.

     

    Ben Shelton w ostatnim czasie stara się wrócić do dobrej dyspozycji, którą pokazywał w ubiegłym roku. Podobnie jak Gauff, początku sezonu nie zaliczyłby do najbardziej udanych. Jego największym i godnym pochwały osiągnięciem w 2025 roku jest półfinał Australian Open, potem jednak nie udało mu się dotrzeć do takiego etapu żadnego turnieju, w którym brał udział.

     

    Ben Shelton nie poszedłby na podwójną randkę z Coco Gauff

     

    Ben Shelton niedawno ogłosił całemu światu, że jest w związku z piłkarką, Trinity Rodman. Gratulacje otrzymał od wielu sław tenisowego świata, w tym Sloane Stephens, Francesa Tiafoe czy Coco Gauff, z którą łączą go przyjacielskie relacje. W rozmowie z US Weekly został nagle zapytany o to, czy w związku z łączącą ich więzią, chciałby zabrać czwartą tenisistkę świata na podwójną randkę ze swoją partnerką i jej ukochanym.

     

    Shelton wahał się, ale jasno dał do zrozumienia, że nie byłoby to możliwe. “Żeby być szczerym, nie jestem wielkim fanem podwójnych randek, wolę normalne. Ale myślę, że zobaczymy. Zdecydowanie mam wielu przyjaciół w wieloletnich związkach, ale mało prawdopodobne jest, żebyśmy wszyscy byli w tym samym miejscu i czasie” – stwierdził.

     

    Coco Gauff ma chłopaka? Chroni swoją prywatność

     

    22-letnia Coco Gauff stara się chronić swoją prywatność i choć wiadomo, że nie jest już singielką i ma chłopaka, to nigdy nie wyjawiła na forum publicznym, kim on jest. Inaczej postąpił Shelton, który od pewnego czasu myślał o tym, jak w mediach społecznościowych podzielić się radosnymi wieściami o swoim związku.

     

    “Byłem pewien, że niektórzy będą o tym mówić, ale nie sądziłem, że będzie to coś w rodzaju zmieniającego życie newsa w Internecie. Ale zawsze myślałem sobie: OK, jeśli dziewczynę, z którą relację traktuję poważnie, to publikowanie o tym na Instagramie nie jest takie dziwne” – mówił w rozmowie z US Weekly

     

  • 138 minut emocji w meczu Navarro – Ostapenko. Znamy rywalkę Świątek w ćwierćfinale

    138 minut emocji w meczu Navarro – Ostapenko. Znamy rywalkę Świątek w ćwierćfinale

    138 minut emocji w meczu Navarro – Ostapenko. Znamy rywalkę Świątek w ćwierćfinale

    Iga Świątek jako druga tenisistka w kolejności zagwarantowała sobie awans do najlepszej “8” turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. Wczoraj Polka w pewnym stylu pokonała Janę Fett 6:2, 6:2. Na wyłonienie swojej ćwierćfinałowej rywalki musiała poczekać… ponad dobę. A to dlatego, że pojedynek Emma Navarro – Jelena Ostapenko wyznaczono na ostatni mecz podczas czwartkowych zmagań. Wiemy już, z którą zawodniczką nasza reprezentantka zmierzy się w sobotniej batalii o półfinał.

     

    Turniej WTA 500 w Stuttgarcie nabiera rozpędu. Poznaliśmy już wszystkie ćwierćfinalistki tegorocznej edycji zmagań. Jako pierwsza awans zagwarantowała sobie Aryna Sabalenka. Białorusinka nie musiała nawet rozegrać spotkania. Jej przeciwniczka, Anastazja Potapowa, wycofała się z turnieju zaledwie kilkanaście godzin po wywalczeniu przepustki do starcia z liderką rankingu. W związku z tym tenisistka z Mińska nie rozegrała jak dotąd ani jednego pojedynku podczas Porsche Tennis Grand Prix 2025.

     

    Drugą zawodniczką, która zameldowała się w najlepszej “8”, okazała się Iga Świątek. W środę Polka udanie zainaugurowała swój sezon gry na kortach ziemnych, pokonując Janę Fett 6:2, 6:2. W drugim secie 23-latka przegrywała 0:2, ale od tego momentu zgarnęła sześć “oczek” z rzędu, co zaowocowało pewnym zwycięstwem. Dzisiaj, w ostatnim spotkaniu drugiej rundy, poznaliśmy ćwierćfinałową przeciwniczkę dla naszej reprezentantki. Wyłoniło ją starcie Emma Navarro – Jelena Ostapenko. Wiceliderka rankingu oglądała to spotkanie z trybun, w towarzystwie swojego trenera – Wima Fissette’a.

     

    Z obiema zawodniczkami raszynianka miała już okazję zmierzyć się w tym sezonie. Podczas Australian Open pokonała Amerykankę. Natomiast w trakcie tysięcznika w Dosze uległa Łotyszce, pogarszając bilans bezpośrednich spotkań do stanu 0-5. Co ciekawe, Navarro i Ostapenko nigdy wcześniej nie rywalizowały ze sobą. W czwartek jedna z nich zagwarantowała sobie premierowy triumf w takim zestawieniu.

     

    WTA Stuttgart: Iga Świątek poznała ćwierćfinałową rywalkę

     

    Obie tenisistki utrzymały na starcie swoje podanie. Przełom nastąpił w trzecim gemie. Wówczas Emma prowadziła 30-0, ale od tego momentu nie zdobyła ani jednego punktu. Jelena znakomicie returnowała i wykorzystała już pierwszą szansę na przełamanie. Łotyszka nie nacieszyła się jednak tym faktem zbyt długo. Po chwili nastąpiło zniwelowanie straty po tym, jak przy trzecim break poincie Ostapenko popełniła niewymuszony błąd. Navarro zanotowała niezły fragment i podczas szóstego rozdania miała w sumie trzy okazje na 4:2.

     

    Nie wykorzystała żadnej z nich i to się szybko zemściło. Po chwili straciła podanie, mimo prowadzenia 30-15. Na koniec gema wpadła w spiralę podwójnych błędów serwisowych. Tym razem mistrzyni Roland Garros 2017 zdołała potwierdzić przewagę, na dodatek bez straty punktu. To nie był jednak koniec emocji w pierwszym secie. Navarro wróciła z 3:5 i doprowadziła do wyrównania. Najpierw utrzymała serwis, a po chwili skorzystała na kilka błędach Ostapenko, kiedy ta miała 30-15 i była o dwie piłki od zamknięcia partii.

     

    Amerykanka nie zdołała pójść za ciosem. W jedenastym gemie znów wplątała się w tarapaty, pojawiły się dwa break pointy dla Łotyszki. Pierwszego udało się zniwelować asem, ale przy drugim Jelena przejęła już inicjatywę i wymusiła błąd na przeciwniczce. Przy stanie 6:5 mistrzyni Roland Garros 2017 znów stanęła przed szansą na zamknięcie seta. I tym razem zrobiła to w doskonałym stylu, nie tracąc ani jednego punktu. Wynikiem 7:5 przybliżyła się do szóstej potyczki z Igą Świątek.

     

    W drugiej odsłonie mieliśmy kontynuację zaciętej walki. W pewnym momencie Navarro wypracowała sobie break pointa na 2:0, ale nie zdołała go wykorzystać. Ostatecznie długi gem trafił na konto Jeleny. Po chwili rywalizacja przeniosła się na podanie Emmy. Tym razem Amerykanka znalazła się pod presją, ale mimo gry na przewagi nie musiała bronić okazji na przełamanie. Te pojawiły się ponownie przy serwisie Ostapenko. Amerykanka wciąż miała jednak problem z wykorzystywaniem break pointów i mimo prowadzenia 40-15, pozwoliła rywalce na wyrównanie na 2:2.

     

    Podczas piątego rozdania to reprezentantka Stanów Zjednoczonych musiała się mierzyć z obroną piłki na przełamanie, ale zrobiła to skutecznie. Około 10 minut później Navarro w końcu dobrała się do podania Ostapenko. Po długim oczekiwaniu wykorzystała trzeciego break pointa i wyszła na 4:2. Potem Emma pewnie utrzymała swoje podanie i zbudowała sobie solidną przewagę w postaci trzech “oczek”. Przez moment pojawiła się nadzieja dla Amerykanki, że być może zamknie ten fragment pojedynku jeszcze przy serwisie Jeleny. Łotyszka zanotowała jednak powrót ze stanu 0-30 i przerzuciła odpowiedzialność na przeciwniczkę. Navarro poradziła sobie z tym wyzwaniem. Po drugim setbolu cieszyła się ze zwycięstwaw tej odsłonie 6:3.

    Na starcie decydującej partii 11. tenisistka rankingu mogła pójść za ciosem. Już na “dzień dobry” wypracowała sobie dwie okazje na przełamanie. Ostapenko zdołała jednak wrócić ze stanu 15-40 i nabrała wiatru w żagle. Podczas kolejnego rozdania to Łotyszka wygenerowała sobie break pointy i już przy pierwszym z nich popisała się znakomitym uderzeniem kończącym w samą linię. Jelena nie podwyższyła jednak przewagi do trzech “oczek”. Navarro znów potrzebowała kilku okazji na przełamanie, ale w końcu dopięła swego. Po zmianie stron wyrównała na 2:2.

     

    Podczas piątego gema Amerykanka miała szansę na to, by doprowadzić do dwóch break pointów. Prowadząc 30-15, posłała jednak return z drugiego podania w taśmę. Kolejne punkty również powędrowały na konto Łotyszki i tym samym Ostapenko znów znalazła się bliżej zwycięstwa. Szóste rozdanie przyniosło następne problemy Emmy przy własnym podaniu. Po podwójnym błędzie serwisowym zrobiło się 15-40. Przy drugiej okazji na przełamanie Jelena rozegrała ofensywną akcję i wyszła na 4:2.

     

    Tym razem Ostapenko nie dała już sobie wydrzeć prowadzenia. Do końca spotkania nie straciła już ani jednego gema. Ostatecznie triumfowała 7:5, 3:6, 6:2 po 138 minutach walki i zagwarantowała sobie batalię z Igą Świątek w ćwierćfinale WTA 500 w Stuttgarcie. Ich szóste bezpośrednie starcie odbędzie się w sobotę. Pojedynek zaplanowano jako drugi od godz. 12:30 (po spotkaniu Jekaterina Aleksandrowa – Jessica Pegula). Polka powalczy o swoje pierwsze zwycięstwo w potyczkach z Łotyszką.

     

  • Krwawy dramat i wybuch emocji! Iga Świątek zaskoczona finałem, którego się nie doczekała – brutalny koniec rywalki wywołuje poruszenie

    Krwawy dramat i wybuch emocji! Iga Świątek zaskoczona finałem, którego się nie doczekała – brutalny koniec rywalki wywołuje poruszenie

    Krwawy dramat i wybuch emocji! Iga Świątek zaskoczona finałem, którego się nie doczekała – brutalny koniec rywalki wywołuje poruszenie

    Tenisowy świat po raz kolejny przekonał się, że emocje sięgają zenitu nie tylko na korcie, ale również poza nim. Wszystko za sprawą nieoczekiwanego rozwoju wydarzeń z udziałem ukraińskiej zawodniczki Dajany Jastremskiej, która jeszcze niedawno marzyła o rewanżu na Idze Świątek. Tego starcia jednak nie będzie – i to z powodów, które zszokowały kibiców. Gdy wydawało się, że drogi obu tenisistek mogą znów się skrzyżować podczas turnieju w Stuttgarcie, jedna decyzja i seria emocjonalnych reakcji zakończyły nadzieje na spektakularny pojedynek. A wszystko to z domieszką krwi i gorzkiego apelu do mediów…

    Nierozliczone rachunki z przeszłości

     

    Relacja między Igą Świątek a Dajaną Jastremską ma swoje początki w 2019 roku. Wtedy to, podczas meczu Fed Cup, młodziutka jeszcze Polka musiała uznać wyższość Ukrainki, przegrywając w dwóch setach. Była to jedna z nielicznych porażek, która zapadła Świątek w pamięć. Przez długie lata panował między nimi sportowy dystans, aż wreszcie los ponownie zestawił je ze sobą – i to dwukrotnie w bardzo krótkim czasie.

     

    W lutym i marcu tego roku doszło do dwóch głośnych konfrontacji. Najpierw w Dubaju, a potem w Indian Wells, Iga Świątek pokazała, że od czasów tamtej porażki przeszła długą drogę. W obu przypadkach to Polka dominowała na korcie, a Jastremska musiała uznać wyższość jednej z najlepszych zawodniczek na świecie. Szczególnie bolesna okazała się dla Ukrainki porażka w Kalifornii, gdzie zdołała ugrać zaledwie dwa gemy i opuściła kort wyraźnie sfrustrowana.

     

    Turniej w Stuttgarcie miał być szansą… ale zamienił się w koszmar

     

    Stuttgart – miasto, które Iga Świątek uwielbia. To tu Polka często prezentuje najlepszy tenis i czuje się jak u siebie. Właśnie w tej scenerii mogło dojść do kolejnego starcia z Jastremską. Mogło, ale nie doszło – i to nie dlatego, że Polka nie dotarła do odpowiedniej fazy turnieju. To Jastremska wypadła z rywalizacji w nieoczekiwanym i niezwykle emocjonalnym stylu.

     

    Najpierw uległa Łotyszce Jelenie Ostapenko, która zakończyła jej singlową przygodę. Następnego dnia miała jeszcze szansę pokazać się w deblu – i to w parze z tą samą Ostapenko. Duet Ukrainka–Łotyszka stanął do boju o półfinał z parą Babos/Stefani. Choć mecz był zaciekły, zakończył się porażką, a wydarzenia na korcie odbiły się szerokim echem nie ze względu na wynik, lecz na… krew i słowa pełne frustracji.

     

    Krew na twarzy i eksplozja gniewu. Jastremska nie wytrzymała

     

    Po meczu z Ostapenko Dajana Jastremska nie kryła emocji. W jednej z wypowiedzi uderzyła w media, które – jej zdaniem – przekręcają rzeczywistość. Na swoim profilu społecznościowym zamieściła emocjonalny apel: „Nie piszcie głupot”, wyraźnie dając do zrozumienia, że ma dość insynuacji i ocen. Jak donoszą świadkowie, podczas deblowego pojedynku doszło również do zderzenia, po którym Ukrainka miała na twarzy widoczne ślady krwi. Incydent ten tylko dolał oliwy do ognia i jeszcze bardziej wzmocnił napięcie wokół jej osoby.

     

    Świątek poza tym wszystkim – ale i tak w centrum uwagi

     

    Choć Iga Świątek nie brała bezpośredniego udziału w żadnym z tych kontrowersyjnych wydarzeń, to jej nazwisko nie schodziło z ust komentatorów. Wszyscy spodziewali się potencjalnego meczu z Jastremską i próby rewanżu ze strony Ukrainki. Tymczasem rzeczywistość zaserwowała kibicom zupełnie inny scenariusz. Zamiast elektryzującego pojedynku z Polką – wybuch emocji, uraz i frustracja.

     

    Świątek pozostaje więc w turnieju, koncentrując się na własnej grze, a jej rywalka z przeszłości po raz kolejny musi przełknąć gorzką pigułkę. Tym razem nie tylko sportową.

     

    Czy Jastremska podniesie się po tym wszystkim? Czy jej relacje z mediami ulegną pogorszeniu? I czy jeszcze kiedyś stanie naprzeciw Świątek w atmosferze sportowego rewanżu, a nie frustracji? Jedno jest pewne – ta historia nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.