Category: Tennis

  • Czy to punkt krytyczny? Były trener byłej liderki rankingu bije na alarm w sprawie sztabu Świątek

    Czy to punkt krytyczny? Były trener byłej liderki rankingu bije na alarm w sprawie sztabu Świątek

    Czy to punkt krytyczny? Były trener byłej liderki rankingu bije na alarm w sprawie sztabu Świątek

    Świat tenisa został wstrząśnięty, gdy Iga Świątek poniosła szokującą porażkę w turnieju WTA 1000 w Miami, przegrywając w ćwierćfinale z 140. rakietą świata, Alexandrą Ealą. Po raz pierwszy od czterech lat polska gwiazda uległa zawodniczce spoza pierwszej setki – wynik ten wywołał prawdziwe trzęsienie ziemi w środowisku tenisowym. Jednak jeszcze bardziej zaskakujące niż sama porażka były słowa Piotra Woźniackiego, ojca i byłego trenera byłej liderki rankingu WTA, Caroline Wozniacki. W szczerej rozmowie nie gryzł się w język i wskazał, co jego zdaniem jest największym problemem Świątek i jej zespołu.

     

    Dom bez powietrza – czas na zmiany?

     

    „W tym pięknym domu, który zbudowała Iga Świątek, brakuje powietrza. Trzeba go po prostu przewietrzyć” – powiedział Woźniacki.

     

    Jego metafora jest poetycka, ale przesłanie bardzo jasne – coś w obozie Świątek nie funkcjonuje tak, jak powinno. Według Woźniackiego jej postawa, mowa ciała i ogólna energia są dalekie od tych, które prezentowała, gdy zdobywała kolejne wielkoszlemowe tytuły.

     

    „Nie wygląda już tak, jak wtedy, gdy wygrywała Szlemy. Wystarczy porównać tamte momenty z tym, co widzimy teraz. Widzę inną twarz, inną postawę, inną relację z zespołem. Brakuje tych spontanicznych interakcji z ojcem, trenerami, ludźmi, którzy ją wspierają. Coś się zmieniło i to widać gołym okiem.”

     

    Problemy wewnętrzne

     

    Ostatnie występy Świątek wyraźnie pokazują frustrację i zmęczenie psychiczne. Choć Eala zagrała świetny mecz w Miami, wielu uważa, że to bardziej Świątek przegrała ten pojedynek, niż Filipinka go wygrała. Zdaniem Woźniackiego problem nie tkwi w technice czy przygotowaniu fizycznym – jest znacznie głębszy.

     

    „To nie kwestia taktyki ani kondycji” – zaznaczył stanowczo. „To nie ma znaczenia, czy jej nowy trener, Wim Fissette, nauczy ją nowych schematów czy uderzeń. To nic nie da, jeśli Iga jest po prostu wyczerpana – psychicznie i emocjonalnie. A moim zdaniem tak właśnie jest.”

     

    Jego rozwiązanie? Całkowity reset mentalny.

     

    „Potrzebuje trzech, czterech dni całkowitego odcięcia od tenisa i swojego zespołu. Zero treningów, żadnych analiz taktycznych – kompletnie nic. Powinna spędzić czas z kimś bliskim, może ze starą przyjaciółką ze szkoły, i po prostu złapać oddech. Musi wyrwać się z tego bezlitosnego cyklu i spojrzeć na wszystko z dystansu.”

     

    System, który trzeba przewietrzyć

     

    Woźniacki nie nawoływał bezpośrednio do zmian w sztabie Świątek, ale jego słowa mocno sugerowały, że pewne przetasowania mogłyby pomóc.

     

    „Kiedy mówię, że trzeba przewietrzyć zespół, nie mam na myśli zwalniania ludzi. Ale każdy – trenerzy, psycholog, sztab medialny – powinien na chwilę odetchnąć. Nie oglądać tenisa, nie rozmawiać o nim, nie czytać kolejnych artykułów na temat Igi. Dać jej przestrzeń, by mogła pomyśleć i na nowo odnaleźć radość z gry.”

     

    Nazwisko Darii Abramowicz, wieloletniej psycholożki Świątek, często pojawia się w dyskusjach fanów na temat potencjalnych zmian w sztabie. Jednak Woźniacki unikał wskazywania winnych.

     

    „Nie chodzi o to, kto powinien zostać, a kto odejść. Chodzi o spojrzenie z nowej perspektywy. Jeśli wszyscy – w tym sama Świątek – zrobią krok wstecz, mogą zobaczyć rzeczy inaczej. Jeśli wtedy uznają, że nadal dobrze im się współpracuje – świetnie. Ale jeśli nie, lepiej się rozstać w zgodzie, niż na siłę podtrzymywać coś, co już nie działa.”

     

    Czas na radykalny reset?

     

    Przed Świątek kluczowe turnieje w Madrycie i Rzymie, gdzie ma do obrony wiele punktów rankingowych. Czy powinna w ogóle z nich zrezygnować i zrobić sobie dłuższą przerwę? To brzmi drastycznie, ale Woźniacki twierdzi, że w kryzysowych sytuacjach potrzeba odważnych decyzji.

     

    „Każdy sportowiec w pewnym momencie doświadcza wypalenia, niezależnie od liczby wygranych tytułów. A najlepsze, co można wtedy zrobić, to na chwilę się wycofać, złapać dystans i wrócić z nową energią.”

     

    Presja gwiazdy tenisa

     

    Oczekiwania wobec Świątek są większe niż kiedykolwiek. Jako największa tenisowa gwiazda Polski jest pod nieustanną obserwacją – coś, co Woźniacki doskonale rozumie.

     

    „Nie zapomniała, jak się gra. Nadal osiąga niesamowite wyniki w tym sezonie. Ale ta presja? Nawet słoń by jej nie wytrzymał” – stwierdził. „Codziennie pojawiają się artykuły na jej temat, każdy jej mecz jest analizowany, a jeśli przegra, krytyka spada natychmiast.”

     

    Woźniacki nie obwinia jednak mediów – rozumie ich rolę. Jego obawa dotyczy tego, że Świątek i jej zespół za bardzo pozwalają, by zewnętrzny szum wpływał na ich decyzje.

     

    „Nie mogą żyć tym, co o nich piszą. Media zawsze będą pisać, kibice zawsze będą mieli swoje opinie. Ale Świątek musi nauczyć się to filtrować i znaleźć własną równowagę.”

     

    Co dalej ze Świątek?

     

    Sezon na kortach ziemnych zbliża się wielkimi krokami i najbliższe tygodnie mogą okazać się kluczowe dla przyszłości Świątek. Czy posłucha rad Woźniackiego i da sobie oddech? Czy może będzie walczyć dalej, licząc, że uda jej się przezwyciężyć kryzys?

    Jedno jest pewne – jeśli nie znajdzie sposobu, by na nowo cieszyć się grą, problemy mogą się tylko pogłębiać. A w tak bezlitosnym sporcie jaktenis to ryzyko, na które nie może sobie pozwolić.

     

  • Szokujący zwrot akcji w Miami: Mimo porażki Iga Świątek zagra w półfinale!

    Szokujący zwrot akcji w Miami: Mimo porażki Iga Świątek zagra w półfinale!

    Szokujący zwrot akcji w Miami: Mimo porażki Iga Świątek zagra w półfinale!

    W dramatycznym zwrocie wydarzeń podczas Miami Open polska gwiazda tenisa, Iga Świątek, doznała niespodziewanej porażki, wprawiając kibiców w osłupienie. Jednak w momencie, gdy wydawało się, że jej przygoda w turnieju dobiegła końca, pojawiła się sensacyjna informacja – Świątek wciąż awansuje do półfinału! Jak to możliwe? Co wydarzyło się za kulisami, że czterokrotna mistrzyni wielkoszlemowa otrzymała kolejną szansę na triumf? Przyjrzyjmy się bliżej tej zdumiewającej sytuacji, która wstrząsnęła światem tenisa.

     

    Szokująca porażka, której nikt się nie spodziewał

     

    Przed rozpoczęciem Miami Open Świątek była uważana za zdecydowaną faworytkę. Jako obecna liderka światowego rankingu i jedna z najbardziej dominujących zawodniczek na WTA Tour prezentowała świetną formę przez cały turniej. Fani spodziewali się kolejnego pewnego zwycięstwa w drodze do tytułu.

     

    Jednak ćwierćfinałowy mecz zamienił się w nieoczekiwany koszmar dla polskiej gwiazdy. Jej rywalka zagrała bezkompromisowy, agresywny tenis, a Świątek miała problemy ze znalezieniem swojego rytmu. Pomimo prób odwrócenia losów spotkania, błędy i niewykorzystane okazje okazały się decydujące. Po wyczerpującej walce tablica wyników pokazała niecodzienny widok – Świątek przegrała. Świat tenisa był w szoku.

     

    Od rozczarowania do nadziei – nieoczekiwana szansa

     

    Gdy Świątek opuszczała kort, emocje sięgały zenitu. Jej marzenie o triumfie w Miami Open wydawało się zniszczone. Jednak zaledwie kilka godzin później tenisowa społeczność została zelektryzowana sensacyjną wiadomością – Świątek nadal jest w turnieju i zagra w półfinale!

     

    Jak to możliwe? Wyjaśnienie tkwiło w niespodziewanym wycofaniu się jednej z półfinalistek. Z powodu nagłej kontuzji lub problemów zdrowotnych zawodniczka, która wywalczyła awans, musiała zrezygnować z dalszego udziału w turnieju. W takiej sytuacji organizatorzy, zgodnie z regulaminem, przyznali miejsce najwyżej sklasyfikowanej zawodniczce spośród przegranych w ćwierćfinale – a była nią właśnie Iga Świątek!

     

    Druga szansa na triumf – czy Świątek ją wykorzysta?

     

    Dla Świątek ten nieoczekiwany zwrot akcji to ogromna szansa. Mimo początkowego rozczarowania teraz ponownie ma okazję sięgnąć po tytuł. Jednak nie ma czasu na świętowanie – jej kolejna rywalka będzie wypoczęta i gotowa, by wykorzystać każdą słabość w jej grze.

     

    Najważniejsze pytanie brzmi: czy Świątek zdoła się odbudować, skoncentrować i w pełni wykorzystać tę niespodziewaną okazję? W historii tenisa zdarzały się podobne przypadki – zawodnicy, którzy otrzymali drugą szansę, a później triumfowali. Czy Świątek dołączy do tego grona i zamieni ten nieoczekiwany zwrot wydarzeń w końcowy sukces?

     

    Co to oznacza dla Świątek i świata tenisa?

     

    Ta niezwykła sytuacja wywołała gorącą dyskusję wśród kibiców i ekspertów tenisa. Niektórzy uważają, że jest to zgodne z zasadami i sprawiedliwe, inni twierdzą, że przegrana zawodniczka nie powinna dostawać drugiej szansy. Jedno jest jednak pewne – obecność Świątek w półfinale jeszcze bardziej podgrzewa emocje w tym turnieju.

     

    Teraz oczy całego tenisowego świata są zwrócone na nią. Czy udowodni swoją dominację i pokaże, dlaczego jest numerem jeden? Czy uciszy krytyków i przekuje ten nieoczekiwany zwrot w kolejny wielki triumf?

     

    Miami Open właśnie stało się jeszcze bardziej ekscytujące, a historia Świątek w tym turnieju wciąż trwa.

     

  • To “ostatni dzwonek” dla Igi Świątek. Ojciec gwiazdy wydał wyrok

    To “ostatni dzwonek” dla Igi Świątek. Ojciec gwiazdy wydał wyrok

    To “ostatni dzwonek” dla Igi Świątek. Ojciec gwiazdy wydał wyrok

    Piotr Woźniacki nie ma wątpliwości — przed Igą Świątek “ostatni dzwonek” na mentalny odpoczynek. “Iga musi zadziałać, żeby sobie nie zepsuła tego, co najbardziej lubi” — przyznał ojciec Caroline Wozniacki w rozmowie z portalem sport.pl, nawiązując do zbliżającej się części sezonu WTA. Zwrócił także uwagę na to, że Świątek nie wygląda na korcie tak, jak w swoich najlepszych momentach.

     

    Iga Świątek sensacyjnie przegrała w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Miami z Filipinką Alexandrą Ealą. Potknięcie wiceliderki rankingu jest analizowane na tysiące sposobów przez licznych ekspertów. O ostatnich niepowodzeniach Świątek wypowiedział się także ojciec byłej “jedynki” światowego rankingu Caroline Wozniacki.

     

    Piotr Woźniacki zwrócił uwagę na grę Igi Świątek. “Nie wygląda tak”

     

    Piotr Woźniacki nie ukrywa, że w ostatnich tygodniach na korcie widzi inną Świątek. “Zauważam, że Iga nie wygląda tak, jak wtedy, gdy zdobywała wielkoszlemowe tytuły. […] Widzę jej inną twarz, inną mowę ciała, inne zachowanie. Brakuje mi jej spontanicznych rozmów z ojcem i z teamem, kontaktu z ludźmi, którzy jej kibicowali” — zaczął w rozmowie ze sport.pl.

     

    Następnie zwrócił także uwagę na napięcia, które panują w sztabie Świątek. “Myślę, że tam naprawdę trzeba by było trochę przewietrzyć. Nawet w najładniejszym domu, jaki człowiek wybuduje i jest w nim szczęśliwy, od czasu do czasu trzeba otworzyć drzwi i okna, żeby przewietrzyć” — zauważył dalej.

     

    “Ostatni dzwonek” dla Igi Świątek. “Musi zadziałać”

     

    W pewnym momencie Woźniacki wspomniał o “ostatnim dzwonku” dla Świątek w kontekście ostatniej porażki i podkreślił, iż chce, by Świątek w końcu “dała sobie trochę wolnego”. Ojciec Caroline ma nadzieję, że naszej tenisistce uda się zresetować głowę przed jej ulubioną częścią sezonu, czyli turniejami na mączce.

     

    “Zbliża się ziemia, czyli najlepsza dla niej część sezonu. Iga musi zadziałać, żeby sobie nie zepsuła tego, co najbardziej lubi. Bo jak to sobie zepsuje, no to już będzie miała wtedy głębszy problem. Zawsze lepiej wyjść z mniejszego problemu niż zrobić sobie mocno pod górkę” — zauważył Woźniacki, dopytywany przez sport.pl o “ostatni dzwonek”.

     

  • “Pani Daria sobie nie radzi”. Gorąco po porażce Igi Świątek. Były trener reaguje

    “Pani Daria sobie nie radzi”. Gorąco po porażce Igi Świątek. Były trener reaguje

    “Pani Daria sobie nie radzi”. Gorąco po porażce Igi Świątek. Były trener reaguje

    — Na dzień dzisiejszy wniosek jest taki: na razie pani Daria nie radzi sobie z tym, żeby Iga Świątek wróciła na tory bycia skupioną, skoncentrowaną — mówił w programie na kanale Meczyki Lech Sidor, ekspert Eurosportu i były trener Polki w kadrach młodzieżowych. — Iga jest kłębkiem nerwów — dodał. Wątpliwości dotyczących współpracy z Darią Abramowicz jest więcej.

     

    Porażka z Alexandrą Ealą sprawiła, że znów pojawiły się pytania o dyspozycję Igi Świątek. W ćwierćfinale w Miami zupełnie nie była sobą, przegrywając z zawodniczką spoza czołowej setki rankingu WTA. — Na dzień dzisiejszy wniosek jest taki: na razie pani Daria nie radzi sobie z tym, żeby Iga Świątek wróciła na tory bycia skupioną, skoncentrowaną. […] Dzisiaj nie ma spokoju, nie ma wyciągania wniosków na bieżąco, przecież tenis to długie mecze, dyscyplina, w której się nie przegrywa w pięć sekund — powiedział Lech Sidor w Meczykach.

     

    Podobnego zdania jest były tenisista, a obecnie komentator Polsatu Sport Tomasz Olejniczak. Sugerował on, że w obecnej sytuacji być może najlepszym rozwiązaniem byłoby wstrzymanie współpracy Igi Świątek z Darią Abramowicz.

     

    — Jeżeli idziesz do psychologa i po wizycie jesteś jeszcze bardziej znerwicowany, to chyba coś z tym psychologiem albo z tobą jest nie tak. To jest delikatny temat. Nie to, że się boję powiedzieć na temat pani Darii coś złego, nie mam nic do niej. Ale czy rzeczywiście ten jej wpływ na Igę Światek pod wieloma aspektami nie jest zbyt duży? I czy nie powoduje, że ta kariera Igi mocna wyhamowała? — zastanawiał się Tomasz Olejniczak.

     

    W pewnych momentach doskonale widać tak, że Świątek reaguje na wydarzenia na korcie bardzo nerwowo, wściekając się po nieudanych wymianach. To coś, co nie pojawiało się wcześniej w jej grze.

    https://x.com/Meczykipl/status/1905216310201417975

    — Dzieje się bardzo źle. Iga jest kłębkiem nerwów, myślę, że gdyby nie było przepisów restrykcyjnych […], to niejedna rakieta pożegnałaby się z żywotem, wybuchy z ball boyem. Trochę żal, sędzia stołkowy powinien zareagować — dodał Lech Sidor.

     

    Następnym przystankiem w planach Igi Świątek na sezon 2025 jest Stuttgart, gdzie wystąpi od 14 kwietnia. Możliwe również, że zobaczymy ją w Radomiu, gdzie reprezentacja Polski będzie grać spotkania o awans do Billie Jean King Cup Finals z Ukrainą i Szwajcarią.

     

  • Rosjanie uderzają w Świątek. Oberwało się też Abramowicz. “Marnuje pieniądze”

    Rosjanie uderzają w Świątek. Oberwało się też Abramowicz. “Marnuje pieniądze”

    Rosjanie uderzają w Świątek. Oberwało się też Abramowicz. “Marnuje pieniądze”

    Porażka Igi Świątek w ćwierćfinale Miami Open ze 140. rakietą świata – Alexandrą Ealą była równie niespodziewana, co bolesna. Znów zwiększy się strata do prowadzącej w rankingu WTA Aryny Sabalenki. Po wygranej Filipinki pojawiło się wiele krytycznych głosów pod adresem raszynianki i jej sztabu. Hamulce kompletnie puściły jednak Rosjanom, którzy przypuścili obrzydliwy atak an 23-latkę w mediach.

     

    Zarówno Iga Świątek, jak i kibice z pewnością woleliby jak najszybciej zapomnieć o ćwierćfinałowym meczu w Miami. Na papierze wydawało się, że raszynianka nie ma prawa wręcz go przegrać. W końcu mierzyła się ze 140. rakietą świata, dla której sam fakt meczu z tak utytułowaną tenisistką, jak Iga, był swego rodzaju nobilitacją. Alexandra Eala poszła o krok dalej i postanowiła przedłużyć piękny sen w Miami, który trwa już od 1. rundy.

     

    Filipinka mająca na rozkładzie Jelenę Ostapenko i Madison Keys bez żadnych kompleksów przystąpiła do rywalizacji z Polką i niemal od razu przyparła ją do muru. Najlepiej świadczył o tym wynik pierwszego seta – 6:2 dla 19-latki. W drugim Świątek była o krok od triumfu i doprowadzenia do wyrównania w setach. Niestety wypuściła szansę z rąk i sensacyjnie przegrała z Ealą 2:6, 5:7.

     

    Rosjanie znów atakują Igę Świątek. Wypomnieli aferę dopingową

     

    Światowe media były zszokowane porażką Igi Świątek, a na Filipinach zachwycano się postawą Alexandry Eali. Odpadnięcie wiceliderki rankingu WTA z Miami wywołało także niemałe poruszenie w Rosji. W tamtejszych mediach przypuszczono obrzydliwy atak na Polkę, wypominając jej po raz kolejny niedawną wpadkę  antydopingową. Hamulce kompletnie puściły za to komentującym.

     

    Po aferze dopingowej Iga Świątek nie zdobył ani jednego tytułu, nie dotarła również do żadnego finału. Teraz wylatuje z rozgrywek ze 140. rakietą świata

     

    ~ zatytułował materiał poświęcony porażce Igi Świątek Paweł Nitkin na portalu “sports.ru”

     

    “Od czasu dyskwalifikacji wyniki Świątek nie są już tak dobre, jak wcześniej. W tym roku nie zdobyła jeszcze ani jednego tytułu. Po raz pierwszy od 2020 roku kończy marzec bez trofeum. Iga wygrała 78% swoich meczów w 2025 roku, co jest imponującym wynikiem, Z drugiej strony najniższym od 2021 roku, kiedy to nie dominowała jeszcze w rankingu. W tym roku Polka przegrała także swój ulubiony turniej w Dosze, w którym wygrywała już trzy lata z rzędu. Poległa w Indian Wells, gdzie wygrała dwukrotnie w ciągu trzech poprzednich lat. W Miami przegrała natomiast ze 140. tenisistką świata Alexandrą Ealą” – wyliczają Idze Świątek Rosjanie.

     

    Świątek poległa, hamulce kompletnie puściły. Obrzydliwy atak Rosjan

     

    Kompletnie nie hamowali się za to komentujący materiał kibice. Z pełną mocą uderzyli w Świątek, wyśmiewając jej wyniki, a także wypominając wpadkę antydopingową.

     

    “Bez dopingu – bez tytułów, to proste”, “Navratilova: Rekord WTA, tylko Kalendarzowy Szlem w grze podwójnej, pełny set; Graf: Jedyny Kalendarzowy Szlem w historii; Williams: Jedyny Złoty Szlem w karierze w singlu i deblu; Świątek: Nic”, “Albo nowy trener się nie nadaje, albo osobista psycholog marnuje jego pieniądze, ale jeśli tak dalej pójdzie, to nawet ulubiona nawierzchnia jej nie uratuje”, “Żadnego dopingu – żadnej imprezy. A Iga ciągle narzeka na napięty grafik. Pozostali tenisiści najwyraźniej grają w innej rundzie” – brzmiało tylko kilka ze zjadliwych i mocno krytycznych komentarzy pod adresem pięciokrotnej mistrzyni wielkoszlemowej.

     

    Alexandra Eala po zwycięstwie nad Igą Świątek zagra w półfinale Miami Open z Jessicą Pegulą. Wcześniej w walce o finał zmierzą się Aryna Sabalenka i pogromczyni Magdy Linette – Jasmine Paolini. 

     

  • Co za wyniki w Planicy! Dominacja Niemców i Polaków

    Co za wyniki w Planicy! Dominacja Niemców i Polaków

    Co za wyniki w Planicy! Dominacja Niemców i Polakó

     

    Takich kwalifikacji w tym sezonie jeszcze nie było. Trzech Polaków znalazło się w top10, a najlepszym z nich był Piotr Żyła, który zajął 5. miejsce. Bezkonkurencyjni okazali się Niemcy, którzy zajęli całe podium.

     

    O ile w czwartkowych treningach na słynnej Letalnicy nie było problemów z wiatrem, te pojawiły się w kwalifikacjach. Silne podmuchy przełożyły się na kilka dłuższych przerw. Finalnie udało się rozegrać tę serię i wyłonić uczestników piątkowych zmagań o punkty PŚ w skokach narciarskich, choć trwało to niemal dwie godziny. Swoje próby oddało 65 zawodników, w tym sześciu reprezentantów Polski.

     

    Jako pierwszy z naszych skoczków zaprezentował się Dawid Kubacki. 35-latek osiągnął 199,5 metra, co nie dawało niestety nadziei na awans do konkursu. Finalnie zajął on dopiero 45. lokatę. Jego los mógł podzielić Jakub Wolny, który skoczył 198,5 metra i przez długi czas był pierwszym zawodnikiem bez przepustki do piątkowych zmagań. Finalnie skorzystał na dyskwalifikacji Tate’a Frantza i zajął 40. miejsce.

     

    Wielkie latanie Biało-Czerwonych rozpoczęło się od próby Kamila Stocha. Trzykrotny mistrz olimpijski uzyskał aż 234,5 metra, dzięki czemu zajął 6. pozycję. Nie dziwiła więc reakcja 37-latka, który po raz pierwszy od dawna szeroko się uśmiechnął. Równie solidnie zaprezentował się Piotr Żyła, który osiągnął 227 metrów, ale z obniżonej belki, co dało mu świetną 5. pozycję.

     

    Słabiej niż w seriach treningowych spisał się Aleksander Zniszczoł. Zawodnik, który przed rokiem stał w Planicy na podium, osiągnął 193 metry i zajął 32. miejsce. Lider naszej kadry w tym sezonie, Paweł Wąsek, skoczył z kolei 214 metrów, co pozwoliło mu uplasować się na 9. lokacie.

     

    Chwila moment: kiedy pan mówi o przewietrzaniu, jednak to trochę brzmi jak sugestia, żeby doprowadzić do zmian. Na pewno nie chce pan powiedzieć, że przydałyby się dalsze zmiany po tym, jak trenera Tomasza Wiktorowskiego zastąpił trener Wim Fissette? To przewietrzenie według pana było potrzebne i coś daje? Widzi pan jakieś nowe, dobre elementy wprowadzone przez Belga?

    Powiem szczerze: prowadziłem Karolinę, ale przy tym mieliśmy dużo trenerów, od których chcieliśmy, żeby nam pomogli, popatrzyli z boku. Mieliśmy też bardzo dużo sparingpartnerów, zresztą bardzo dużo z Polski, i ze wszystkimi utrzymujemy bardzo dobry kontakt, z każdym, który był u nas w teamie. I uważam, że właśnie dbanie o relacje z ludźmi jest najważniejsze. A w ekipie Igi chyba zapomniano, że najważniejsza w życiu jest radość, bo radość daje nam siłę. Tam jest cały czas lekcja chemii. Po prostu tak dalej nie można. Tu nie chodzi o to, czy Iga super gra forhend albo bekhend, czy jest odpowiednio przygotowana siłowo, czy nowy trener ją nauczy nie wiadomo jakiej nowej taktyki, nie wiadomo jakich uderzeń i czegokolwiek. To wszystko kompletnie nic nie da, jeżeli Iga jest po prostu przemęczona, a moim zdaniem jest przemęczona tą atmosferą. Tak myślę, bo przecież z nią nie rozmawiałem, ona do mnie nie dzwoniła. Ale tak się domyślam, bo pamiętam, jak było z Karoliną. To jest normalne, wszędzie, w każdym sporcie, następuje przesilenie. Obojętnie, czy wygrałeś cztery złote medale olimpijskie, czy nie udało ci się wygrać żadnego. A kiedy przychodzi przesilenie, to trzeba sobie dać trochę wolnego, popatrzeć na wszystko trochę z boku, przewietrzyć się.

     

    Czyli mówiąc o przewietrzeniu w ekipie Igi Świątek, nie sugeruje pan na przykład tego, czego często domagają się kibice – odejścia będącej w tej ekipie najdłużej psycholożki, Darii Abramowicz?

    Wszystkim ludziom pracującym z Igą proponowałbym, żeby sobie poszli na urlop. Żeby nie oglądali tenisa, nie opowiadali o tenisie, nie przyczyniali się do pisania artykułów powstających jeden po drugim, bo tam są też osoby odpowiedzialne za komunikację z mediami itd. Sobie, i Idze zwłaszcza, powinni dać trochę odpoczynku. Szansę popatrzenia na wszystko przez chwilę z boku. Powinni dać jej możliwość przemyślenia wszystkiego. Jak razem zrozumiemy, że mamy piękny dom i w tym domu można naprawdę do końca życia dobrze mieszkać, to bądźmy w tym domu. A jeżeli uznamy, że jednak nie, to podajmy sobie dłonie i zróbmy to z uśmiechem na twarzy, bo powinniśmy po prostu w ten sposób pomóc osobie najważniejszej. A kto jest w tym domu najważniejszy? Wszystkie dyskusje, czy ten się nadaje, czy tamta się nadaje, czy ten dobrze odbija, czy ten mówi tak czy owak, to kompletnie nie ma znaczenia wobec znaczenia, jakie ma Iga. I Iga powinna podejmować decyzje, ale naprawdę ze zrozumieniem. I z takim nastawieniem, żeby spróbować się cieszyć z tego, co się ma. Bo jeżeli nie, to będzie tylko gorzej, bo nie może być lepiej, jak ktoś będzie wściekły, niezadowolony i będzie robił coś na przekór sobie.

     

    Uważa pan, że Iga trochę tak robi?

    Przecież Iga nie zapomniała, jak się gra. Zrobiła niesamowite, naprawdę dobre rezultaty w tym roku. Wiem, że jej wyniki nie są doceniane. Ale naprawdę bez przesady! Codziennie się pisze i jak nie daj Bóg ona to czyta, no to nawet słoń tego nie uniesie, tak się robi ciężko!

     

    Panie Piotrze, ale pisać się będzie, media nie przestaną tego robić. Można apelować do mnie i do moich kolegów, ale to się nie uda, bo…

    Ale ja absolutnie do was nie mam pretensji, wiem, jak to jest, doskonale rozumiem, że piszecie o tym, co jest dzisiejsze, co jest najważniejsze, czym ludzie żyją, czym się pasjonują, o czym chcą czytać. Mówię tylko, że Iga i jej sztab nie mogą tym żyć.

     

    Kiedy mówił pan, że Iga mogłaby wziąć wolne, a później, że współpracujący z nią ludzie powinni pójść na urlopy, to przyszła mi do głowy chyba szalona myśl. Co by pan powiedział, gdyby oni wszyscy wrócili dopiero na Roland Garros? Nie wyobrażam sobie, że realne jest, żeby Iga zrezygnowała z gry w Madrycie i Rzymie, gdzie rok temu zdobyła tytuły i gdzie musi bronić wielu punktów. Ale może to przewietrzenie, do którego tak pan zachęca, jest potrzebne aż na taką skalę? Może trzeba mocno poszukać zgubionej radości z grania?

    Aż tak grubo bym nie poszedł, żeby nie grać tam, gdzie się wygrywało. Zwłaszcza że na kortach ziemnych Iga czuje się najlepiej. To by chyba było nawet głupotą, żeby nie grać na ziemi. Ale dzisiaj, po tym, jak Iga przegrała w Miami, naprawdę ona przez ileś dni powinna być wyłączona. Mogłaby nawet polecieć dokądś i nikomu nie mówić, dokąd. Uważam, że musi teraz wyrzucić z siebie to, co złe. Jak nam organizm nie funkcjonuje dobrze, to szukamy rozwiązania, prawda? Chcemy iść do jakiejś kliniki, na jakąś dietę, na jakieś oczyszczenie tego organizmu. Właśnie to widzimy tutaj. Idze potrzebne jest oczyszczenie organizmu z tej chemii, która w tej chwili nie funkcjonuje. Tylko tyle i aż tyle. A później z uśmiechem powinna wrócić do pracy. I cały czas się obserwować. Jeżeli przesilenia będą częstsze, to trzeba będzie się częściej przewietrzać. Tyle, naprawdę nic więcej. Kiedyś Idze było łatwiej, kiedyś mogła pracować dłużej bez odpoczynków i osiągała sukcesy? Możliwe, ale skoro dzisiaj jest inaczej, no to po prostu trzeba reagować. Jeśli ferrari zjechało na polną drogę, to nie można nim po tej polnej drodze jechać. Ferrari, jakim jest Iga Świątek, musi zostać umyte, musi trafić na lawetę, laweta musi je przewieźć na autostradę i wtedy dawaj, jedziemy dalej! W Miami Iga przegrała z dziewczyną, z którą powinna wygrać i moim zdaniem to jest ostatni dzwonek, żeby Iga wreszcie tak zareagowała, żeby po prostu dała sobie troszeczkę wolnego.

     

    Dlaczego “ostatni dzwonek”?

    Bo zbliża się ziemia, czyli najlepsza dla niej część sezonu. Iga musi zadziałać, żeby sobie nie zepsuła tego, co najbardziej lubi. Bo jak to sobie zepsuje, no to już będzie miała wtedy głębszy problem. Zawsze lepiej wyjść z mniejszego problemu niż zrobić sobie mocno pod górkę.

     

    Nie ma pan wrażenia, że Iga ma pod górkę od przegranego półfinału igrzysk olimpijskich na tej swojej ulubionej, paryskiej, ziemi? Coraz więcej ekspertów i kibiców wraca do tamtego meczu i coraz częściej powtarza się opinia, że Świątek chyba nie pogodziła się z tym, co się wtedy stało, że chyba przepracowała przegranej szansy na olimpijskie złoto.

    Możliwe. I to nic dziwnego. Każdy zawodnik wysokiej klasy będzie w pewnym momencie zmęczony mentalnie. Każdy. Niech mi pan poda jednego zawodnika, czy piłkarza, czy tenisistę, czy przedstawiciela jakiejkolwiek dyscypliny sportu, którego by to nie dotyczyło. Nie ma nikogo takiego. Dlatego podkreślam, jak ważne jest, żeby w trudnym momencie wrócić do korzeni, żeby się umieć cieszyć. Jeżeli człowiek tego nie robi, jeżeli zapomina, że ma się cieszyć tym, co osiąga, to w końcu idziemy w przestrzeń, którą już mało kto zna.

     

    Dlaczego Zinedine Zidane przestał trenować Real Madryt po tym, jak trzy razy z rzędu wygrał z nim Ligę Mistrzów? Poczuł, że dla Realu będzie lepiej, żeby przyszedł nowy, świeży coach. Umiał to wychwycić i mieć na uwadze dobro całego klubu. Iga jest i coachem, i zarazem graczem. I teraz sama do siebie musi powiedzieć: “Stop! Chcę i muszę pobyć z kimś, kto nie będzie mi non stop p******ł o tenisie. Chcę i muszę wreszcie usiąść z kimś na kawie, pójść z kimś na obiad, na kolację i wiedzieć, że ten ktoś nawet nie wie, że coś takiego jak tenis istnieje”. Iga powinna pobyć z kimś, kto widzi ją nie jako tenisistkę. Iga sama musi siebie zobaczyć jako osobę, a nie tenisistkę. Bo ta presja jest już zbyt ogromna, tego nawet koń pociągowy nie pociągnie. Przewietrzenia potrzebuje Iga i potrzebuje go cały team. On nie może ciągle chodzić jak w szwajcarskim zegarku, nie może być tak, że ten ma być cicho, tylko tamten może mówić i wszystko jest robione pod największym napięciem. Bez radości z tego, że jesteśmy razem, nic nie będzie. Bez radości to wszystko nie ma w ogóle sensu.

     

    Napięcie wszyscy wyczuwamy, gdy oglądamy ostatnie mecze. Gdy Świątek przegrywała z Ealą, Fissette dawał jej rady, aż w końcu Iga krzyknęła mu, że przecież próbuje robić to, co on mówi.

    To nie jest tak, że nowy trener przyszedł i swoje rzeczy powprowadza dziewczynie, która jest numerem jeden, a później w momentach, kiedy trzeba inaczej pomóc, to nie pomoże. Jest w trudnej roli. Sam wiele razy jako trener w trakcie meczów mówiłem głupoty do Karoliny. Ale w tym wszystkim od strony mentalnej było łatwiej, bo my jesteśmy rodziną. W trudnych chwilach trzeba umieć dotrzeć do zawodniczki tak, żeby zrozumiała, że jest mistrzynią i że może to pokazać. Trzeba ją przekonać, że nie może bać się, że przegra, że nie może bać się zrobić błędu. Pan chyba nie ma wątpliwości, że Iga jest znacznie lepszą zawodniczką niż Eala, prawda?

     

    Myślę, że nawet Eala nie ma co do tego wątpliwości.

    Kluczem jest takie dotarcie do tej lepszej zawodniczki, żeby nie bała się tego pokazać. Żeby nie była zachowawcza, zblokowana.

     

    Tylko czy to nie jest rola raczej psychologa niż trenera, skoro i takiego, i takiego fachowca Iga ma w sztabie? Fissette ograniczał się do prostych, tenisowych komunikatów typu: “aktywnie na nogach” i “ręka musi być szybka”.

    Karolina czasami mówiła: “Tato, nie siedź jak mumia egipska! Weź coś pomóż, weź coś krzyknij!”, ale też wiele razy mówiła: “Tato, weź przestań, bo gadasz i gadasz! Daj mi grać”. I co? Jako ojciec i trener miałbym się obrazić? Na tyle głupi nie byłem. Reakcje są różne. A tutaj, między Igą a jej teamem, mogą być takie rzeczy, o których nikt z nas nigdy nie będzie wiedział. Przecież Iga nie pójdzie do ratusza w Warszawie albo w Krakowie i nie będzie krzyczała: “Słuchajcie, to jest tak i tak”.

     

    Jak pan odbiera niedawne oświadczenie Igi opublikowane przez nią w mediach społecznościowych? Jedni mówili, że bardzo dobrze, że Świątek się tłumaczy, że szanuje ludzi i w ten sposób to pokazuje. Ale inni mówili, że nie powinna niczego tłumaczyć, bo na przykład Aryna Sabalenka udawała, że sika na trofeum za przegrany finał w Australian Open i nikomu się z tego nie tłumaczy, a to jednak było dużo mniej eleganckie niż pełne nerwów odbicie piłki rzuconej przez podającego te piłki chłopca.

    Powiem ze swojego doświadczenia. Karolina ograniczała wywiady i wystąpienia. Wiadomo, że musimy się nawzajem szanować, czyli wy musicie napisać, co się u nas dzieje, a my powinniśmy się udzielać ze względu na to, że kibice chcą usłyszeć o różnych rzeczach. Ale czytam polskie media i widzę codziennie tyle tekstów z wypowiedziami Igi, że to jest dla mnie nierealne, że Iga to wszystko mówi, pisze i tak dalej. Mam nadzieję, że ktoś to za nią robi, bo jeżeli ona ciągle coś komentuje, pisze, rozmawia, to jest to tragedia! Tak nie można, ona powinna więcej czasu poświęcić na to, żeby się cieszyć zwycięstwem i być przygotowana na następny mecz. Jeżeli ona sama naprawdę daje aż tyle wypowiedzi, to tu jest błąd.

     

    Zdecydowana większość tekstów zawiera wypowiedzi Igi z konferencji prasowych. Naprawdę nie jest łatwo umówić się z Igą na wywiad, proszę uwierzyć, że to jest wręcz święto. Natomiast to długie oświadczenie po turnieju w Indian Wells moim zdaniem mógł ktoś Idze napisać, ale zdecydowanie po konsultacjach z Igą i zgodnie z tym, co Iga chciała przekazać.

    Z tym oświadczeniem to jest według mnie tak: w sporcie są kartki. Z piłki nożnej znamy kartki żółte i czerwone. Idze za zachowanie z meczu z Andriejewą w Indian Wells należy się żółta kartka. Zachowała się źle, ale to był spontan, to były emocje w chwili kłótni z Darią Abramowicz, co widzieliśmy na nagraniach. Na szczęście Iga nie trafiła tego chłopaka. Gdyby trafiła, kartka byłaby czerwona. Ale skończyło się na żółtej i ja bym za wiele tego nie tłumaczył. Po prostu są takie chwile. I chyba wszyscy to rozumiemy. A jeżeli ktoś tego nie rozumie, to nigdy nie był tak wysoko ani nigdy nie reprezentował takiej klasy sportowej.

     

    Fajnie by było mieć raj na ziemi. Ale go nie mamy, dlatego tuż za granicą mamy wojnę. Pamiętajmy, że każdy ma inny charakter, każdy z nas inaczej podchodzi do określonych rzeczy, każdy z nas jest inaczej wychowany. W tej sytuacji u Igi zadziałał impuls, tak czasami jest i już. Nie chciała nikomu zrobić krzywdy. I moim zdaniem powinna to zostawić, bo tego nie cofnie, a przecież też nie robi tak co mecz, więc bez przesady. Wie pan, dlaczego dzisiaj jestem z Karoliną i jej dziećmi na wyjeździe na nartach? I dlaczego mam kontakt z synem i z jego dziećmi też jeżdżę na nartach? Bo zawsze miałem taką maksymę, że z życia trzeba się cieszyć. Nerwy nerwami, różne sytuacje niewdzięczne się w życiu zdarzają i graczom, i coachom, ale trzeba umieć je rozwiązać, a czasem po prostu zostawić, i jechać dalej do przodu. Iga jest dziś nie tylko dla samej siebie. Jest dla nas wszystkich, którzy lubimy sport. I dziś najważniejsza jest komunikacja między nią a jej sztabem. Jak ona się cieszy, to wszyscy tam się cieszą i my wszyscy też się cieszymy. A kiedy ona się wkurza, to jest tylko krytyka, krytyka i jeszcze raz krytyka. No i najgorzej by było, gdyby Iga to wszystko czytała.

  • Co za wyniki w Planicy! Dominacja Niemców i Polaków

    Co za wyniki w Planicy! Dominacja Niemców i Polaków

    Co za wyniki w Planicy! Dominacja Niemców i Polakó

     

    Takich kwalifikacji w tym sezonie jeszcze nie było. Trzech Polaków znalazło się w top10, a najlepszym z nich był Piotr Żyła, który zajął 5. miejsce. Bezkonkurencyjni okazali się Niemcy, którzy zajęli całe podium.

     

    O ile w czwartkowych treningach na słynnej Letalnicy nie było problemów z wiatrem, te pojawiły się w kwalifikacjach. Silne podmuchy przełożyły się na kilka dłuższych przerw. Finalnie udało się rozegrać tę serię i wyłonić uczestników piątkowych zmagań o punkty PŚ w skokach narciarskich, choć trwało to niemal dwie godziny. Swoje próby oddało 65 zawodników, w tym sześciu reprezentantów Polski.

     

    Jako pierwszy z naszych skoczków zaprezentował się Dawid Kubacki. 35-latek osiągnął 199,5 metra, co nie dawało niestety nadziei na awans do konkursu. Finalnie zajął on dopiero 45. lokatę. Jego los mógł podzielić Jakub Wolny, który skoczył 198,5 metra i przez długi czas był pierwszym zawodnikiem bez przepustki do piątkowych zmagań. Finalnie skorzystał na dyskwalifikacji Tate’a Frantza i zajął 40. miejsce.

     

    Wielkie latanie Biało-Czerwonych rozpoczęło się od próby Kamila Stocha. Trzykrotny mistrz olimpijski uzyskał aż 234,5 metra, dzięki czemu zajął 6. pozycję. Nie dziwiła więc reakcja 37-latka, który po raz pierwszy od dawna szeroko się uśmiechnął. Równie solidnie zaprezentował się Piotr Żyła, który osiągnął 227 metrów, ale z obniżonej belki, co dało mu świetną 5. pozycję.

     

    Słabiej niż w seriach treningowych spisał się Aleksander Zniszczoł. Zawodnik, który przed rokiem stał w Planicy na podium, osiągnął 193 metry i zajął 32. miejsce. Lider naszej kadry w tym sezonie, Paweł Wąsek, skoczył z kolei 214 metrów, co pozwoliło mu uplasować się na 9. lokacie.

     

    Kwalifikacje do piątkowego konkursu były popisem Niemców, którzy zajęli całe podium. Najlepszy okazał się Andreas Wellinger (227 m), drugi był Pius Paschke (226 m), a trzeci autor najdłuższego lotu tej serii, Markus Eisenbichler (238,5 m). Warto podkreślić też fakt, że po raz pierwszy w historii kwalifikacji nie przebrnął żaden z reprezentantów Norwegii.

     

    Wyniki czwartkowych kwalifikacji w Planicy:

     

    Miejsce Zawodnik Państwo Odległość Punkty

    1. Andreas Wellinger Niemcy 227 231.1

    2. Pius Paschke Niemcy 226 228.9

    3. Markus Eisenbichler Niemcy 238.5 226

    4. Domen Prevc Słowenia 224.5 225.7

    5. Piotr Żyła Polska 227 225.5

    6. Kamil Stoch Polska 234.5 225.3

    9. Paweł Wąsek Polska 214 214.6

    32. Aleksander Zniszczoł Polska 193 190

    40. Jakub Wolny Polska 198.5 183.4

    45. Dawid Kubacki Polska 199.5 177.4

  • Świątek przerwała milczenie po klęsce. Wyjaśniła, co się stało. “To jej pomogło”

    Świątek przerwała milczenie po klęsce. Wyjaśniła, co się stało. “To jej pomogło”

    Świątek przerwała milczenie po klęsce. Wyjaśniła, co się stało. “To jej pomogło

    Iga Świątek przegrała z Alexandrą Ealą 2:6, 5:7 w ćwierćfinale turnieju WTA w Miami. To pierwszy tak duży sukces sklasyfikowanej na 140. miejscu w rankingu WTA filipińskiej tenisistki, która po zwycięstwie nie kryła radości. Sukces rywalki i swoją porażkę skomentowała również Polka.

    Świątek ostatni raz przegrała z tenisistką spoza czołowej “100” rankingu WTA w… 2021 roku w Miami, gdy w trzeciej rundzie poniosła porażkę z trzech setach z notowaną na 338. miejscu Chorwatką Aną Konjuh.

    Co było przyczyną przegranej? Na konferencji prasowej po meczu raszynianka starała się przeanalizować dyspozycję zarówno swoją, jak i rywalki.

     

    – Nie spodziewałam się, że będzie grała tak płasko. Returny grała dość daleko i nie było łatwo odbijać te jej uderzenia. Poza tym była bardzo rozluźniona i dała z siebie wszystko. Czuła, że rytm jest dobry, a to jej pomogło – skomentowała wiceliderka światowego notowania.

    Zaskakujące rozstrzygnięcie ćwierćfinału z udziałem Świątek i Eali będzie miało swoje konsekwencje w najnowszym rankingu WTA, który zostanie opublikowany w poniedziałek. Filipinka zanotuje awans na 75. pozycję, a Polka straci sporo punktów do liderującej Aryny Sabalenki.

    Teraz przed Polką jej ulubiony czas w roku tenisowym. Już niedługo rozpoczną się zmagania na kortach ziemnych. Warto wspomnieć, że raszynianka będzie broniła tytułu w Madrycie, Rzymie oraz w wielkoszlemowym French Open.

     

    – Dobrze jest uczyć się na porażkach, ale teraz inne rzeczy przed nami i cieszę się, że będziemy grać na kortach ziemnych. Nie wiem, jak będzie w tym roku, ale na pewno będę ciężko pracować, żeby być gotowa na pierwsze turnieje – zapowiedziała Polka.

     

    Rok temu Świątek odpadła z Miami Open w czwartej rundzie po porażce z Jekateriną Aleksandrową.

  • Liga Mistrzyń: FC Barcelona – VfL Wolfsburg. Transmisja TV i stream online

    Liga Mistrzyń: FC Barcelona – VfL Wolfsburg. Transmisja TV i stream online

    Liga Mistrzyń: FC Barcelona – VfL Wolfsburg. Transmisja TV i stream online

    W czwartek dojdzie do rewanżowego spotkania pomiędzy Barceloną a VfL Wolfsburg w ćwierćfinale Ligi Mistrzyń. Drużyna, w której jedną z gwiazd jest Ewa Pajor, będzie broniła zaliczki wywalczonej w Niemczech. Transmisja meczu FC Barcelona – VfL Wolfsburg w Polsacie Sport 2, Polsacie Sport Premium 1 i online na Polsat Box Go.

     

    Barcelona w pierwszym spotkaniu ćwierćfinałowym wygrała z Wolfsburgiem 4:1. Pajor nie wpisała się wtedy na listę strzelców, ale szansę na to będzie miała już w czwartkowy wieczór. Przypomnijmy, że Polka trafiła do “Dumy Katalonii” właśnie z Wolfsburga. W tym sezonie Ligi Mistrzyń reprezentantka Polski ma już 5 trafień na koncie. Jedną bramkę więcej ma liderka klasyfikacji strzelczyń Pernille Harder z Bayernu Monachium.

     

    Od tamtego spotkania minął tydzień, a Barcelona w tym czasie sprawiła swoim kibicom niemiłą niespodziankę, przegrywając z Realem Madryt 1:3. Była to pierwsza wygrana żeńskiej drużyny “Królewskich” z “Blaugraną” w historii. Piłkarki z Barcelony nadal prowadzą w tabeli ligi hiszpańskiej.

     

    Gorzej na ligowym podwórku radzi sobie Wolfsburg, który po 17. kolejkach zajmuje 3. miejsce w Bundeslidze.

     

    Zwycięzca tego dwumeczu zmierzy się w półfinale z lepszym z pary Manchester City – Chelsea (w pierwszym meczu było 2:0 dla City). Barcelona zwyciężała w rozgrywkach Ligi Mistrzyń w 2024 i 2023 roku.

  • Rosjanie nie odpuszczają Świątek. “Możemy mówić o problemach”

    Rosjanie nie odpuszczają Świątek. “Możemy mówić o problemach”

    Rosjanie nie odpuszczają Świątek. “Możemy mówić o problemach”

    Iga Świątek tak dotkliwej porażki nie zaznała od czterech lat. Polka bój o półfinał Miami Open przegrała z zawodniczką zajmującą 140. miejsce w rankingu WTA, czym sprawiła niemałą sensację. Potknięcie wiceliderki rankingu WTA jest mocno komentowane, głos zabrali też Rosjanie. Nie odpuszczają.

     

    Iga Świątek, mimo że stara się dawać z siebie wszystko, nie ma najlepszej passy. Mimo tego, że Polka wygrywa większość swoich meczów, to niemal od 300 dni nie zagrała w żadnym finale. Jakby tego było mało, nie zwyciężyła też w żadnym turnieju od dziewięciu miesięcy. Rosjanie zauważają słabszy czas Polki i zaznaczają, kiedy można zacząć mówić o problemach systemowych.

     

    Fatalny marzec Igi Świątek

     

    “W tym roku Świątek nie zdobyła jeszcze ani jednego tytułu. Po raz pierwszy od 2020 r. kończy marzec bez trofeum. Wygrała 78 proc. swoich meczów w 2025 r., co jest imponującym wynikiem, ale i tak najniższym od 2021 r.” — czytamy na sports.ru.

     

    Rosjanie przegrany mecz z Ealą uważają za największą porażkę Polki w ostatnim czasie. Zaznaczają też, że traci też coraz więcej punktów do liderki, Aryny Sabalenki. Wskazują, że problemy Świątek nie zaczęły się do końca od jej dopingowej wpadki, ale po sukcesie na Roland Garros 2024.

     

    Dziennikarze sports.ru piszą jednak, że trudno mówić o kryzysie Polki, bo występuje na najwyższym poziomie i jest bardzo konsekwentna, ale zauważają, że “stała się bardziej wrażliwa niż wtedy, gdy dominowała na trasie”. Podają też, w czym 23-latka doszukuje się problemów swojej gorszej gry.

     

    Na Idze Świątek ciąży ogromna presja

     

    Iga Świątek powodów swoich niepowodzeń szuka w napiętym harmonogramie, braku czasu na odpowiednie przygotowanie do turnieju. Zaznacza też, że ciąży na niej presja i nie pamięta, kiedy grała “zupełnie na luzie”, czego nie można powiedzieć o jej niektórych rywalkach, które nie mają nic do stracenia.

     

    “Iga Świątek teraz zaczyna swój ulubiony i najbardziej produktywny okres sezony — grę na mączce. W zeszłym roku zwyciężyła w Madrycie, Rzymie i Ronald Garros, jeśli nie zdobędzie tam żadnych tytułów w tym roku, można mówić o problemach systemowych” — zaznaczają Rosjanie.