Category: Tennis

  • ‎6:0, 6:0 dla Świątek, a po tym walkower. “Nie chciała powtórki”

    ‎6:0, 6:0 dla Świątek, a po tym walkower. “Nie chciała powtórki”

    ‎6:0, 6:0 dla Świątek, a po tym walkower. “Nie chciała powtórki”

    ‎- Muszę zrobić wszystko, żeby to się nie powtórzyło – stwierdziła Amanda Anisimova po porażce z Igą Świątek 0:6, 0:6 w finale tegorocznego Wimbledonu. – Kto by pomyślał, że tak szybko znowu się spotkamy? To będzie świetny mecz. Mam nadzieję, że tym razem będzie – mówi Amerykanka teraz, przed ćwierćfinałem US Open, w którym znów zmierzy się z Polką. Czy Anisimova może zrobić coś, czego przeciw Świątek nikt nigdy nie dokonał?

    ‎

    ‎Iga Świątek awansowała do ćwierćfinału US Open 2025 po świetnym meczu z Jekatieriną Aleksandrową. Rosjanka notowana na 12. miejscu w rankingu WTA miała być dla naszej wiceliderki trudną przeciwniczką, a zeszła z kortu już po godzinie i pięciu minutach z wynikiem 3:6, 1:6 i ze łzami w oczach.

    ‎

    ‎Po słabszym występie przeciw Suzan Lamens w drugiej rundzie i po nierównym graniu przeciwko Annie Kalinskiej w trzeciej rundzie Świątek w walce o ćwierćfinał pokazała, że łapie wysoką formę na najważniejszy moment US Open. Podobnie było niecałe dwa miesiące temu, gdy na Wimbledonie Polka rozpędziła się tak bardzo, że w finale w 57 minut rozbiła 6:0, 6:0 Amandę Anisimovą.

    ‎

    ‎Tym razem Anisimova chce stworzyć ze Świątek widowisko

    ‎

    ‎Anisimova, obecnie numer dziewięć światowego rankingu, też bardzo pewnie weszła do ćwierćfinału. Pokonała Beatriz Haddad Maię (22 WTA) 6:3, 6:0. Ale wszyscy zastanawiają się, ile z tej pewności zostanie w postawie Amerykanki, gdy wyjdzie na kort, żeby walczyć ze Świątek.

    ‎

    ‎12 lipca na Wimbledonie Anisimova wystąpiła w swoim pierwszym w życiu wielkoszlemowym finale. Już zawsze będzie go wspominała źle. Po raz pierwszy od 1984 roku (od meczu Steffi Graf z Nataszą Zwieriewą o tytuł na Roland Garros) finał imprezy tej rangi skończył się odjazdem pokonanej na rowerze. Takim gorzkim żartem niektórzy opisują w tenisie porażkę 0:6, 0:6.

    ‎

    ‎- Czułam się bardzo źle. Chciałam pokazać się z lepszej strony, albo przynajmniej nawiązać rywalizację. Na pewno momentami czułam się winna. Ale to, co mówili mi potem ludzie, pomogło mi przetrawić porażkę – mówi Anisimova, próbując poradzić sobie z niedawną klęską ze Świątek. Czy teraz jest gotowa na rewanż?

    ‎

    ‎- Kto by pomyślał, że tak szybko znowu się spotkamy? To będzie świetny mecz… Mam nadzieję, że tym razem będzie. Ona gra obecnie świetny tenis i liczę, że stworzymy widowisko – mówi Amerykanka.

    ‎

    ‎Postawa Anisimovej na korcie jak najbardziej daje jej prawo tak mówić. Przed okazałym zwycięstwem nad Haddad Maią wygrała twardy, trzysetowy mecz z Rumunką Cristian, a wcześniej bez straty seta pokonała Australijki Joint i Birrel. Tylko czy mecz ze Świątek Anisimova wytrzyma mentalnie?

    ‎

    ‎Świątek jeszcze nikt nigdy nie zrewanżował się za 0:6, 0:6

    ‎

    ‎Świątek w swojej krótkiej przecież jeszcze karierze wygrała już aż dziewięć meczów w stosunku 6:0, 6:0. Wymowne jest, że żadna z tak rozbitych przez Polkę rywalek nigdy nie zdołała jej się zrewanżować.

    ‎

    ‎Aż cztery szanse na taki rewanż miała Karolina Pliskova. Czeszka uległa Polce 0:6, 0:6 w finale turnieju WTA 1000 w Rzymie w 2023 roku. Tamten mecz potrwał zaledwie 46 minut. Następnie Pliskova oddała Idze walkowera w ćwierćfinale WTA 1000 w Dubaju półtora roku później. I przegrała z Igą 6:4, 1:6, 2:6 w ćwierćfinale w Stuttgarcie w 2023 roku oraz 6:7, 2:6 w drugiej rundzie w Toronto również w 2023 roku. Po czym znów nie zdecydowała się zagrać z Polką – w półfinale w Dosze w 2024 roku.

    ‎

    ‎Po obu walkowerach kibice zalewali media społecznościowe falą komentarzy, że Pliskova pamięta 0:6, 0:6 z Rzymu i boi się powtórki. Na nic zdawały się tłumaczenia Czeszki o przemęczeniu i kontuzjach.

    ‎

    ‎Po 0:6, 0:6 ze Świątek szanse na rewanż miały też dwie Rosjanki – Anastasija Pawluczenkowa i Anastasija Potapowa. Pawluczenkowa nie ugrała ani jednego gema w meczu z Polką w drugiej rundzie turnieju w Rzymie w 2023 roku, a rok później, w drugiej rundzie US Open 2024, przegrała ze Świątek 4:6, 2:6. Natomiast Potapowa po 0:6, 0:6 z czwartej rundy Roland Garros 2024 swój kolejny mecz ze Świątek przegrała 1:6, 4:6. To było niedawno, w drugiej rundzie sierpniowego turnieju w Cincinnati, który Świątek wygrała.

    ‎

    ‎Anisimova pewnie o tym nie wie, a w każdym razie lepiej dla niej, żeby nie wiedziała – Świątek nigdy nie przegrała meczu z rywalką, którą odesłała „na rowerze”.

    ‎

    ‎Dla porządku – oto cała lista podwójnych bajgli (tak też mówi się w tenisie na wynik 6:0, 6:0) Igi Świątek:

    ‎

    ‎z Brazylijką Vivian Tomą w 1. rundzie kwalifikacji turnieju ITF w Jackson w 2018 roku

    ‎z Amerykanką Alessandrą Crump w

    ‎2. rundzie kwalifikacji tego samego turniejuz Meksykanką Andreą Renee Villarreal w 3. rundzie kwalifikacji turnieju ITF w Pelham w 2018 roku

    ‎

    ‎z Czeszką Karoliną Pliskovą w finale turnieju WTA 1000 w Rzymie w 2021 roku

    ‎z Rumunką Andreą Prisacariu w Billie Jean King Cup 2022

    ‎

    ‎z Rosjanką Anastasiją Pawluczenkową w 2. rundzie turnieju WTA 1000 w Rzymie w 2023 roku

    ‎z Chinką Wang Xinju w 3. rundzie Roland Garros 2023

    ‎

    ‎z Rosjanką Anastasiją Potapową w 4. rundzie Roland Garros 2024

    ‎z Amerykanką Amandą Anisimovą w finale Wimbledonu 2025

    ‎Z Tomą, Crump, Villarreal, Prisacariu i Wang Świątek nie spotykała się po pokonaniu ich 6:0, 6:0.

     

  • Było już 0:6. Ale Maja Chwalińska to zrobiła! Sensacja w turnieju WTA

    Było już 0:6. Ale Maja Chwalińska to zrobiła! Sensacja w turnieju WTA

    Sensacyjna niespodzianka w Szwajcarii – Chwalińska zaskakuje tenisowy świat

    ‎Od dna do niezwykłego powrotu

    ‎Przy stanie 0:6 w pierwszym secie szanse Mai Chwalińskiej wydawały się zerowe. Stając naprzeciwko rozstawionej z numerem 1., faworytki gospodarzy, Jill Teichmann, polska zawodniczka wyglądała na przytłoczoną, gdy punkt za punktem uciekały jej szanse. Publiczność szykowała się do świętowania łatwego awansu Szwajcarki do drugiej rundy turnieju WTA 125 w Montreux. Jednak potem, w zwrocie akcji, którego nikt się nie spodziewał, całe spotkanie odwróciło się o 180 stopni.

    ‎Mecz, który wszyscy uważali za zakończony

    ‎Teichmann, znajdująca się w światowej czołówce Top 100, dyktowała tempo każdej wymiany. Pierwszy set przeszła w zaledwie kilka minut, pozostawiając Chwalińską w poszukiwaniu odpowiedzi. Dla zawodniczki sklasyfikowanej na 177. miejscu w rankingu losowanie nie mogło być bardziej wymagające. Wyglądało na to, że porażka jest nieunikniona. A jednak Chwalińska nie poddała się.

    ‎Odpowiedź, której nikt się nie spodziewał

    ‎Zamiast się poddać, Polka sięgnęła po rezerwy sił. W drugim secie znalazła swój rytm, jej uderzenia nabrały pewności, a dominacja Teichmann zaczęła pękać. Wymiany stawały się dłuższe, presja zmieniła stronę, a Chwalińska wykorzystała swoją szansę. Wbrew wszelkim przewidywaniom wygrała drugi set 6:4 – sygnał, że może wydarzyć się coś niezwykłego.

    ‎Decydujący set, który zszokował Montreux

    ‎Z momentum po swojej stronie Chwalińska przystąpiła do trzeciego seta pełna pewności siebie. Tym razem to Teichmann wyglądała na zdezorientowaną, nie mogąc nadążyć za zmianą intensywności gry. Punkt po punkcie, gem po gemie, Chwalińska odjechała rywalce. To, co zaczęło się jako jednostronna rywalizacja, zakończyło się jednostronnym dominowaniem – tylko w przeciwną stronę. Z przekonującym wynikiem 6:1 w decydującym secie sensacja stała się faktem: 0:6, 6:4, 6:1.

    ‎Dlaczego to zwycięstwo jest tak ważne

    ‎Dla Chwalińskiej to było coś więcej niż zwycięstwo w pierwszej rundzie. Po nieudanych kwalifikacjach do US Open przyjechała do Montreux w poszukiwaniu odkupienia i cennych punktów rankingowych. Pokonanie zawodniczki z Top 100, a w dodatku liderki turnieju, od razu stawia to zwycięstwo w gronie największych sukcesów w jej karierze. Triumf przesuwa ją w rankingu o 18 miejsc, na 159. pozycję na świecie – znaczący krok w jej tenisowej drodze.

    ‎Co dalej?

    ‎Choć kolejne zwycięstwa prawdopodobnie nie przyniosą tak spektakularnych awansów w rankingu, pewność siebie zdobyta dzięki tej grze może okazać się bezcenna. W turnieju, w którym brak wielu największych gwiazd, każda szansa teraz wydaje się w zasięgu ręki. Chwalińska już dostarczyła niespodzianki rundy, ale historia daleka jest od zakończenia.

    ‎👉 Ostateczny wynik:

    ‎Maja Chwalińska — Jill Teichmann 0:6, 6:4, 6:1

  • ‎O 23:20 gruchnęły wieści o Sabalence. Nawet nie wyszła na kort

    ‎O 23:20 gruchnęły wieści o Sabalence. Nawet nie wyszła na kort

    Dokładnie o 23:20 tenisowy świat obiegła szokująca wiadomość. Kibice oczekujący starcia Aryny Sabalenki z Marketą Vondrousovą nie doczekali się meczu, na który tak czekali. Wyczekiwany ćwierćfinał zakończył się, zanim w ogóle się rozpoczął, wprawiając wszystkich w osłupienie.

    Pegula Czeka, a Świat Tenisa Wstrzymuje Oddech

    Zaledwie godzinę po tym, jak Jessica Pegula w niecałe dziewięćdziesiąt minut rozprawiła się z Barborą Krejčíkovą, amerykańska gwiazda czekała na poznanie swojej półfinałowej rywalki. Wszystkie spojrzenia były zwrócone na zaplanowane starcie Sabalenki z Vondrousovą. Ale zamiast nocnej batalii na Arthur Ashe Stadium, o wszystkim zadecydował niespodziewany zwrot.

    Mecz, Którego Nigdy Nie Było

    Zegar zbliżał się do godziny 1:00 w nocy czasu polskiego, gdy Sabalenka i Vondrousova miały pojawić się na korcie. Ale zanim uderzono pierwszą piłkę, organizatorzy US Open ogłosili oficjalnie: mecz został odwołany. Walkower przesądził losy rywalizacji, szokując tysiące kibiców czekających na nocną sesję.

    Cichy Wróg – Kontuzja Uderza

    Powód? Marketa Vondrousova, mistrzyni Wimbledonu z 2023 roku, została zmuszona wycofać się z turnieju. Podczas wtorkowego treningu kamery uchwyciły moment, gdy po jednym z forhendów złapała się za kolano z wyraźnym grymasem bólu. Natychmiast zakończyła zajęcia, a niedługo później podjęła bolesną decyzję o rezygnacji z gry w ćwierćfinale.

    Sabalenka Przechodzi Dalej Bez Gry

    Wraz z oficjalnym wycofaniem rywalki, Sabalenka automatycznie awansowała do półfinału. Teraz Białorusinka zmierzy się z Jessicą Pegulą – największą nadzieją gospodarzy na to, że Amerykanka wreszcie uniesie trofeum US Open.

    Emocjonalne Pożegnanie Vondrousovej

    Vondrousova zwróciła się do kibiców w poruszającym wpisie w mediach społecznościowych. Przyznała, że uraz po raz pierwszy dał o sobie znać w starciu z Jeleną Rybakiną, a na treningu jeszcze się pogłębił.

    > „Serce mi pęka, że nie mogę wyjść na kort podczas US Open z powodu tej kontuzji. To miejsce jest dla mnie wyjątkowe – dokładnie rok temu byłam w szpitalu i nie wiedziałam, czy kiedykolwiek wrócę. Powrót tutaj, ponowna rywalizacja i czerpanie radości z tak pięknych meczów znaczy dla mnie więcej, niż mogę opisać słowami. Dziękuję za całą miłość i wsparcie” – napisała.

    Sabalenka Pokazuje Szacunek

    Sabalenka, choć awansowała dalej, nie świętowała. Zamiast tego okazała współczucie swojej rywalce. W swoim poście doceniła niezwykły sezon Czeszki i jej hart ducha.

    > „Jest mi bardzo przykro z powodu Markety, po tym wszystkim, co przeszła. Grała niesamowity tenis i wiem, jak bardzo musi to boleć. Dbaj o siebie i mam nadzieję, że szybko wyzdrowiejesz” – napisała Białorusinka.

    Wielkoszlemowa Regularność Sabalenki

    Ten walkower zapewnia Sabalence miejsce co najmniej w półfinale każdego turnieju wielkoszlemowego w tym sezonie. Jej seria jest imponująca, ale i gorzka: finał w Melbourne, kolejny w Paryżu i półfinał na Wimbledonie. Za każdym razem jej marzenia zatrzymywały Amerykanki – Madison Keys, Coco Gauff i Amanda Anisimova. Teraz los ponownie zestawił ją z Amerykanką – Jessicą Pegulą.

    Sezon Pełen Kontrastów

    Dla Vondrousovej rozczarowanie nie przekreśla jednak jej odrodzenia. Mimo bolesnego końca, jej przygoda w US Open gwarantuje awans w rankingu WTA z 60. na 36. pozycję. Dla Sabalenki natomiast presja rośnie. Broni tytułu w Nowym Jorku, a niezależnie od wyniku, jej pozycja liderki światowego rankingu po turnieju jest już pewna.

    Co Dalej?

    https://x.com/espn/status/1962989549774098501

    Sabalenka zmierzy się teraz z Pegulą w widowiskowym półfinale, który może napisać kolejną dramatyczną historię tegorocznego US Open. Czy amerykańscy kibice doczekają się swojej wymarzonej chwili, czy też Sabalenka bezlitośnie ruszy po drugi z rzędu triumf w Nowym Jorku? Napięcie sięga zenitu.

  • Godziny do meczu Świątek, a on już zna rozstrzygnięcie. Wskazał to bez wahania

    Godziny do meczu Świątek, a on już zna rozstrzygnięcie. Wskazał to bez wahania

    Godziny do meczu Świątek, a on już zna rozstrzygnięcie. Wskazał to bez wahania

    ‎Amanda Anisimowa przygotowuje się do tego, co ma być jej momentem rewanżu. Amerykańska tenisistka pragnie pomścić swoją druzgocącą i upokarzającą porażkę z Igą Świątek w finale Wimbledonu, gdzie nie zdołała ugrać nawet jednego gema. Teraz, na twardych kortach US Open, ma szansę na odwet. Jednak nie wszyscy wierzą, że scenariusz się zmieni.

    ‎Były deblista Marcin Matkowski w rozmowie z Polską Agencją Prasową nie pozostawił żadnych wątpliwości. Jego zdaniem wynik jest już przesądzony.

    ‎Dominacja Świątek

    ‎Polska wiceliderka rankingu WTA przebrnęła przez pierwsze cztery rundy w Nowym Jorku, tracąc tylko jednego seta. Każde kolejne zwycięstwo potwierdza jej opinię jako najbardziej kompletnej zawodniczki na światowych kortach. Jednak poprzeczka wisi coraz wyżej, a pierwszym poważnym wyzwaniem będzie Anisimowa, która z pewnością spróbuje zatrzeć wspomnienie londyńskiego koszmaru.

    ‎Matkowski nie daje jej jednak większych szans.

    ‎– Teraz też wygra Iga – stwierdził z pełnym przekonaniem. – Być może nie tak gładko i wysoko jak na Wimbledonie, ale jest zdecydowaną faworytką. Oczywiście Anisimowa będzie miała za sobą publiczność, a korty twarde to zupełnie inna nawierzchnia niż trawa, więc Amerykanka może czuć się na nich pewniej. Ale to nie zmienia faktu, że Iga ma więcej atutów. Nawet jeśli po londyńskiej klęsce Anisimowa podejdzie do meczu z myślą, że gorzej już być nie może i zagra swobodniej, to wciąż nie wystarczy.

    ‎Faworytka Nie Tylko Meczu, Ale Całego Turnieju

    ‎Matkowski poszedł jeszcze dalej, podkreślając, że Świątek jest faworytką nie tylko w starciu z Anisimową, ale i w całej imprezie.

    ‎– Wygrała ostatnio dwa ważne turnieje – w Londynie i Cincinnati. Oczywiście każdemu może się zdarzyć słabszy dzień, jak w meczu drugiej rundy, gdy z problemami pokonała Suzan Lamens. Ale w pozostałych spotkaniach, szczególnie w tym ostatnim, potwierdziła wysoką formę, jaką prezentuje od Wimbledonu – wyjaśnił były deblista.

    ‎A Co z Sabalenką?

    ‎Polski ekspert odniósł się także do sytuacji liderki światowego rankingu, Aryny Sabalenki, która znajduje się w przeciwnej połowie drabinki niż Świątek. Pomimo stabilnej pozycji Białorusinki, Matkowski uważa, że jej seria porażek w najważniejszych momentach Wielkich Szlemów może mieć dla niej negatywne konsekwencje.

    ‎– Przegrała finały Australian Open i Rolanda Garrosa, a potem półfinał Wimbledonu. W pewnym momencie takie porażki stają się bardziej „prawem serii” niż dodatkową motywacją. To w pewnym sensie sprzyja Idze – zauważył.

    ‎Potencjalne Starcie, Które Zelektryzuje Kibiców

    ‎Jeśli Świątek pokona Anisimową, a Naomi Osaka zwycięży z Karolíną Muchovą, to w półfinale może dojść do hitowego starcia: Świątek kontra Osaka – Japonka prowadzona przez byłego trenera Polki.

    ‎Matkowski określił taki potencjalny mecz jako „bardzo ciekawe wydarzenie z perspektywy polskiego kibica”.

    ‎Na razie jednak oczy wszystkich skierowane są na Arthur Ashe Stadium, gdzie Amanda Anisimowa spróbuje odmienić los. Eksperci, tacy jak Matkowski, są jednak przekonani, że wynik został już rozstrzygnięty.

  • Walkower w meczu Sabalenki na US Open. To już oficjalne. Znamy kolejną półfinalistkę

    Walkower w meczu Sabalenki na US Open. To już oficjalne. Znamy kolejną półfinalistkę

    Walkower w meczu Sabalenki na US Open. To już oficjalne. Znamy kolejną półfinalistkę

    ‎Po tym, jak Jessica Pegula pokonała Barborę Krejcikovą, Amerykanka oczekiwała na swoją rywalkę w półfinale US Open. Miał ją wyłonić pojedynek pomiędzy Aryną Sabalenką i Marketą Vondrousovą, wyznaczony na sesję wieczorną. Do starcia jednak nie dojdzie. Białorusinka awansowała do dalszej fazy walkowerem, gdyż Czeszka wycofała się z dalszej rywalizacji. Liderka rankingu WTA zdążyła już zareagować na całą sytuację. Oto co miała do przekazania.

    ‎

    ‎Na wtorek czasu nowojorskiego zaplanowano pierwsze spotkania ćwierćfinałowe w grze pojedynczej. Jako pierwsze na Arthur Ashe Stadium pojawiły się Jessica Pegula i Barbora Krejcikova. Amerykanka pewnie pokonała Czeszkę 6:3, 6:3 i dzięki temu zameldowała się w najlepszej “4” US Open. W tej fazie na tenisistkę z USA mógł czekać rewanż za ubiegłoroczny finał. Warunek był jeden – Aryna Sabalenka musiała pokonać najpierw Marketę Vondrousovą.

    ‎https://x.com/usopen/status/1962988981101948940

    ‎Reprezentantka naszych południowych sąsiadów sprawiła niespodziankę w poprzedniej rundzie, eliminując znajdującą się w dobrej formie Jelenę Rybakinę. Panie rozegrały zacięte spotkanie na Arthur Ashe Stadium, w którym mistrzyni Wimbledonu 2023 okazała się lepsza od tej z sezonu 2022, wygrywając 6:4, 5:7, 6:2. W związku z tym miało dojść do 10. bezpośredniego starcia pomiędzy Sabalenką i Vondrousovą.

    ‎US Open: Marketa Vondrousova wycofała się z rywalizacji. Aryna Sabalenka w półfinale

    ‎Ostatecznie Białorusinka nie musiała nawet wychodzić na kort. Czeszka wycofała się z dalszej rywalizacji z powodu kontuzji. Informacja została potwierdzona przez organizatorów w specjalnym komunikacie.

    ‎Na całą sytuację zdążyła już zareagować Aryna. Liderka rankingu WTA przekazała wiadomość za pośrednictwem swojej relacji na Instagramie. “Bardzo mi przykro z powodu Markety po tym wszystkim, co przeszła. Grała niesamowity tenis i wiem, jak bardzo musi ją to boleć. Dbaj o siebie i mam nadzieję, że szybko wrócisz do zdrowia” – napisała tenisistka z Mińska.

    ‎https://x.com/z_kortu/status/1962991771845329388

    ‎Tym samym w nocy z czwartku na piątek czasu polskiego czeka nas rewanżowe starcie za ubiegłoroczny finał. Zobaczymy, jak tym razem Jessica Pegula poradzi sobie w batalii z Aryną Sabalenką. Za kilkadziesiąt godzin poznamy pełen skład półfinalistek. W środę, w drugim meczu dnia od godz. 17:30 czasu polskiego (po spotkaniu Felix Auger-Aliassime – Alex de Minaur, ale nie przed godz. 19:00 naszego czasu), o awans do najlepszej “4” powalczy Iga Świątek. Jej przeciwniczką będzie Amanda Anisimova. Później, już w sesji wieczornej, odbędzie się ostatni ćwierćfinał pań – Naomi Osaka zmierzy się z Karoliną Muchovą.

    ‎

  • Godzina prawdy dla Igi Świątek – znamy termin jej meczu ćwierćfinałowego US Open

    Godzina prawdy dla Igi Świątek – znamy termin jej meczu ćwierćfinałowego US Open

    Godzina prawdy dla Igi Świątek – znamy termin jej meczu ćwierćfinałowego US Open

    Spotkanie z historią na korcie Arthura Ashe’a

    Czekanie dobiegło końca. Kibice w Polsce i na całym świecie wreszcie wiedzą, kiedy Iga Świątek wyjdzie na największą scenę tenisa, by walczyć o miejsce w półfinale US Open. Liderka światowego rankingu otrzymała zaszczyt rozegrania swojego niezwykle ważnego ćwierćfinału przeciwko Amandzie Anisimovej na legendarnym stadionie Arthura Ashe’a, w prestiżowej sesji dziennej. A to świetna wiadomość dla kibiców w kraju – tym razem nie będą musieli zarywać nocy. Spotkanie zaplanowano nie wcześniej niż o godz. 19:00 czasu polskiego.

    Decyzja organizatorów

    Harmonogram US Open na środę został już opublikowany. Na tym etapie turnieju wszystkie ćwierćfinały gry pojedynczej rozgrywane są wyłącznie na korcie centralnym. Dla Świątek będzie to powrót na największą arenę po wcześniejszym meczu z Jekateriną Aleksandrową, który odbył się na korcie Louisa Armstronga. Teraz, gdy stawka jest najwyższa, Polka znów stanie pod światłami Ashe’a — miejsca, w którym rodzą się i upadają legendy.

    Kto otworzy rywalizację?

    Sesję dzienną rozpoczną Felix Auger-Aliassime z Kanady oraz Alex De Minaur z Australii. Dopiero po ich pojedynku na kort wyjdą Świątek i Anisimova. To oznacza start nie wcześniej niż o godz. 19:00 w Polsce, lecz jak pokazuje historia, wszystko może się zdarzyć, jeśli pierwszy mecz potrwa dłużej niż przewidywano. Kibice muszą liczyć się z możliwym opóźnieniem.

    Dzień pełen tenisowych emocji

    Choć mecz Świątek przyciągnie miliony oczu, sesja wieczorna zapowiada się równie emocjonująco. Naomi Osaka, świeżo po sensacyjnym zwycięstwie nad Coco Gauff, zmierzy się z Karoliną Muchovą. Później kibiców czeka włoski hit: Jannik Sinner kontra Lorenzo Musetti, który może potrwać do późnej nocy w Nowym Jorku. Do końca środowego programu poznamy pełny skład półfinalistów US Open.

    Kto już walczy o półfinał?

    We wtorek poznamy pierwszych półfinalistów. W rywalizacji kobiet Jessica Pegula zmierzy się z Barborą Krejcikovą, a wśród mężczyzn Jiri Lehecka stawi czoła Carlosowi Alcarazowi. Aryna Sabalenka sprawdzi się w starciu z Marketą Vondrousovą, a Novak Djoković podejmie Taylora Fritza. Wszyscy walczą o miejsce w najlepszej czwórce i nikt nie zamierza łatwo odpuścić.

    Meta coraz bliżej

    Odliczanie trwa. Finał kobiet zaplanowano na sobotę, 6 września, a finał mężczyzn na niedzielę, 7 września. Na razie jednak uwaga całego świata skupia się na środzie. Iga Świątek zna już godzinę, zna rywalkę i zna scenę, na której zagra. Jedyną niewiadomą pozostaje to, czy po raz kolejny udowodni swoją siłę i zapisze się w gronie czterech najlepszych tenisistek w Nowym Jorku.

  • Znamy godzinę meczu Igi Świątek o półfinał US Open!

    Znamy godzinę meczu Igi Świątek o półfinał US Open!

    Znamy godzinę meczu Igi Świątek o półfinał US Open!

     

    Znamy godzinę meczu Igi Świątek — Amanda Anisimova o półfinał US Open. Polska tenisistka dostanie szansę pokazania się na korcie centralnym imienia Arthura Ashe’a w sesji dziennej. To fantastyczne wieści dla polskich kibiców, którzy nie będą musieli zarywać nocy, by śledzić poczynania polskiej nadziei. Jej spotkanie zaplanowano nie przed 19.00 polskiego czasu.

     

    Organizatorzy US Open opublikowali już plan gier na środę. W tej fazie imprezy mecze seniorów w grze pojedynczej odbywają się już tylko na korcie centralnym im. Arthura Ashe’a. Dla Igi Świątek będzie to powrót na tę arenę po starciu z Jekateriną Aleksandrową, które odbywało się na korcie im. Louisa Armstronga.

     

    Jako pierwsi na kort centralny wyjdą tym razem Felix Auger-Aliassime oraz Alex De Minaur. Po nich, nie przed 19.00 polskiego czasu, swoje spotkanie rozpocząć mają Iga Świątek oraz Amanda Anisimova. Można jednak spodziewać się pewnego opóźnienia w przypadku wydłużenia spotkania Kanadyjczyka z Australijczykiem.

     

    Jest godzina meczu Igi Świątek. Oto plan ćwierćfinałów US Open w środę

     

    W sesji nocnej swój mecz rozegra Naomi Osaka. Japonka, która dopiero co wyeliminowała z gry Coco Gauff, zmierzy się z Karoliną Muchovą, która wygrała z Martą Kostiuk. Dzień na korcie centralnym zakończy starcie Jannika Sinnera z Lorenzo Musettim. To wtedy poznamy wszystkich półfinalistów US Open.

     

    Już we wtorek poznamy pierwszych półfinalistów turnieju w Nowym Jorku. O awans do najlepszej czwórki walczą Jessica Pegula i Barbora Krejcikova, Jiri Lehecka i Carlos Alcaraz, Aryna Sabalenka i Marketa Vondrousova oraz Novak Djoković i Taylor Fritz.

     

    Finał kobiecego odbędzie się w sobotę 6 września. Z kolei na 7 września zaplanowano finał panów.

  • Wielki wyczyn Świątek i Sabalenki, napisały razem historię. Świat tenisa na to czekał

    Wielki wyczyn Świątek i Sabalenki, napisały razem historię. Świat tenisa na to czekał

    Świątek i Sabalenka piszą na nowo historię tenisa – rekord po dwóch dekadach

    Noc, która zmieniła statystyki na zawsze

    Tegoroczny US Open przyniósł już wiele niezapomnianych momentów, ale to, czego dokonały w Nowym Jorku Iga Świątek i Aryna Sabalenka, zapisało ich nazwiska w kronikach w sposób, jakiego nie widziano od 20 lat. Obie zawodniczki zameldowały się w ćwierćfinale bez większych problemów, a tym samym nie tylko awansowały dalej w turnieju – stworzyły historię, na którą świat tenisa czekał dwie dekady.

    Niepowstrzymana Świątek

    Dla Igi Świątek tegoroczny US Open to jak dotąd pokaz całkowitej dominacji. W pierwszych czterech meczach liderka rankingu straciła zaledwie jednego seta, odprawiając kolejne rywalki z bezwzględną skutecznością. Jej ostatnią ofiarą została Rosjanka Jekaterina Aleksandrowa, która nie miała żadnych argumentów wobec siły i precyzji Polki. Umiejętność Świątek do rozbijania przeciwniczek pod presją stała się jej znakiem rozpoznawczym – i po raz kolejny udowodniła, dlaczego to właśnie ona jest uważana za główną faworytkę największych imprez.

    Niezłomna szarża Sabalenki

    Świątek nie jest jednak jedyną gwiazdą, która elektryzuje Nowy Jork. Aryna Sabalenka, jej największa rywalka i nieustanna pretendentka do tronu, podąża niemal identyczną drogą. Białorusinka również odprawiła już cztery rywalki w przekonującym stylu, zapewniając sobie miejsce w najlepszej ósemce. Symetria ich występów wywołała nie tylko emocje wśród kibiców, ale i statystyczne znaczenie, którego niewielu się spodziewało przed startem turnieju.

    Przełom po 20 latach

    Według danych analityków z „OptaAce” to dopiero piąty raz w całym XXI wieku, kiedy dwie tenisistki w jednym sezonie zdołały awansować do ćwierćfinału wszystkich czterech turniejów wielkoszlemowych. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w 2005 roku, gdy tour zdominowały Lindsay Davenport i Maria Szarapowa. Teraz, po dwóch dekadach, Świątek i Sabalenka odświeżyły to wyjątkowe osiągnięcie.

    Jeszcze bardziej imponujące jest to, że Świątek – mając zaledwie 24 lata – stała się najmłodszą tenisistką od czasów Szarapowej, której udała się ta sztuka. To kolejny kamień milowy w jej karierze, już i tak pełnej sukcesów – i zarazem przypomnienie, że Polka wciąż dopiero zaczyna pisać swoją legendę.

    Co dalej dla dwóch rywalek?

    Historia jednak jeszcze się nie kończy. Kolejna przeszkoda Świątek jest już znana – 3 września Polka zmierzy się z Amandą Anisimovą. Ich ostatnie spotkanie było szokiem dla świata – Świątek rozbiła Amerykankę w finale Wimbledonu wynikiem 6:0, 6:0. To wspomnienie z pewnością będzie ciążyć Anisimovej, gdy obie ponownie wyjdą na kort w blasku nowojorskich reflektorów.

    Sabalenka z kolei stanie naprzeciw Czeszce Markecie Vondrousovej, po tym jak wcześniej bez problemów uporała się z Cristiną Bucsa. Jeśli obie zawodniczki utrzymają zwycięską passę, tenisowy świat może doczekać się starcia marzeń – finału US Open ze Świątek i Sabalenką po dwóch stronach siatki. To byłoby widowisko, które zelektryzowałoby kibiców i wskazało najgroźniejszą zawodniczkę tego sezonu.

    Rywalizacja, która definiuje epokę

    Dwie dekady temu to Davenport i Szarapowa niosły tenisowy płomień, imponując regularnością i siłą. Dziś to Świątek i Sabalenka piszą nowy rozdział, oparty na determinacji, dominacji i rywalizacji, która może zdefiniować całą epokę.

    Świat tenisa czekał na taką historię – i właśnie ją otrzymał.

  • Iga Świątek bije rekord świata na US Open — pierwszy raz od 20 lat

    Iga Świątek bije rekord świata na US Open — pierwszy raz od 20 lat

    Iga Świątek bije rekord świata na US Open — pierwszy raz od 20 lat

    ‎26 sierpnia 2025 roku Iga Świątek z łatwością awansowała do drugiej rundy US Open, pokonując Emilianę Arango 6:1, 6:2.

    ‎Dzięki temu zwycięstwu ustanowiła nowy rekord ery open w tenisie kobiecym, wygrywając 65 kolejnych meczów otwierających turnieje i bijąc wcześniejsze osiągnięcie Moniki Seles, która miała na koncie 64 takie zwycięstwa.

    ‎Dodatkowo Polka odniosła 50. zwycięstwo w sezonie 2025, kontynuując imponującą czteroletnią serię co najmniej 50 wygranych rocznie — coś, czego żadna inna tenisistka w ostatnich latach nie dokonała.

    ‎To niezwykłe osiągnięcie stanowi kamień milowy, na który — jak podkreślają eksperci — „świat tenisa czekał 20 lat”. Rekord ten przetrwał bowiem od początku ery open.

    ‎Iga Świątek wygrywa Wimbledon w historycznym, dominującym stylu

    ‎Podczas Wimbledonu 2025 Świątek zdobyła swój pierwszy tytuł na londyńskiej trawie, pokonując Amandę Anisimovą wynikiem 6:0, 6:0 w zaledwie 57 minut.

    ‎Był to pierwszy w erze open finał kobiet na Wimbledonie, który zakończył się tzw. „podwójnym rowerkiem” (double bagel) i pierwszy taki wynik od 1911 roku.

    ‎Triumf sprawił, że Świątek stała się najmłodszą zawodniczką od czasów Sereny Williams, która skompletowała karierowego Wielkiego Szlema — zwycięstwa na wszystkich trzech nawierzchniach (ziemia, trawa, korty twarde).

    ‎Mając na koncie już sześć tytułów wielkoszlemowych i perfekcyjny bilans 6-0 w finałach, Świątek dołączyła do grona legend, takich jak Margaret Court czy Monica Seles.

     

    ‎

  • Słowa komentatora o Świątek i Abramowicz wywołały oburzenie

    Słowa komentatora o Świątek i Abramowicz wywołały oburzenie

    Ćwierćfinał przykryty jednym zdaniem

    Iga Świątek kontynuuje swój marsz przez US Open z taką pewnością, do jakiej przyzwyczaiła kibiców. W poniedziałkowy wieczór polska gwiazda bezlitośnie rozprawiła się z Rosjanką Jekateriną Aleksandrową, zwyciężając 6:3, 6:1 i zapewniając sobie miejsce w ćwierćfinale. Na papierze był to kolejny rutynowy triumf w jej rosnącej kolekcji sukcesów wielkoszlemowych. Jednak zamiast samego zwycięstwa, to coś zupełnie innego przykuło uwagę – niespodziewana uwaga ze strony komentatora, która wywołała oburzenie tysięcy fanów.

    Turniej wchodzi w decydującą fazę

    US Open wkroczył w etap, w którym każdy punkt ma ogromne znaczenie. Na placu boju pozostało tylko osiem zawodniczek: Świątek, Aryna Sabalenka, Marketa Vondrousova, Naomi Osaka, Karolina Muchova, Jessica Pegula, Barbora Krejcikova oraz Amanda Anisimova, która będzie kolejną rywalką Świątek. Każdy pojedynek może teraz napisać nową historię, zmienić układ sił i przetasować ranking.

    Dla Świątek droga naprzód wygląda obiecująco, ale też niebezpiecznie. Jeśli awansuje, w półfinale może czekać ją starcie ze zwyciężczynią meczu Osaka – Muchova. Ten pojedynek już teraz zapowiada się na hit, szczególnie jeśli Polka zmierzy się z Osaką, którą od niedawna prowadzi Tomasz Wiktorowski – były trener Świątek. Historia aż prosi się o dalszy ciąg.

    Punkty, presja i ranking w grze

    Zwycięstwo nad Aleksandrową miało dla Świątek większe znaczenie niż tylko awans do najlepszej ósemki. Dzięki temu obroniła punkty zdobyte w ubiegłorocznej edycji turnieju, kiedy to zatrzymała się właśnie na ćwierćfinale, przegrywając z Jessicą Pegulą. Tym razem każdy kolejny krok może dać jej cenne punkty w rankingu WTA i zmniejszyć dystans do Sabalenki.

    Sytuacja jest fascynująca: Sabalenka wciąż jest numerem jeden, ale w przeciwieństwie do Świątek, musi bronić dorobku z poprzedniego sezonu. Polka natomiast może tylko zyskiwać. Dodajmy do tego, że Coco Gauff – uznawana za największe zagrożenie dla Świątek – odpadła w czwartej rundzie po porażce z Osaką. Z Gauff poza turniejem, pozycja Świątek w czołówce jest zabezpieczona, co pozwala jej grać bez tak wielkiej presji, podczas gdy inne zawodniczki muszą się jej poddawać.

    Rutynowy mecz – aż do tego momentu

    W meczu z Aleksandrową Świątek wyglądała na nie do zatrzymania. Skupiona, konsekwentna, nie dała rywalce żadnej szansy na złapanie rytmu. Jednak w połowie pierwszego seta, przy stanie 4:3, wydarzyło się coś, co odwróciło uwagę od wydarzeń na korcie. Gdy Świątek szykowała się do serwisu, komentatorzy Eurosportu zaczęli rozmawiać o jej odporności psychicznej – czymś, co często przypisuje się wpływowi psycholog sportowej Darii Abramowicz.

    I wtedy padły słowa, które zmieniły atmosferę. Wydawało się, że komentator chciał pochwalić rolę Abramowicz w drodze Świątek, ale określił ją nie tylko mianem psychologa, lecz także „życiowej partnerki” tenisistki.

    Reakcja kibiców: szok, oburzenie i niedowierzanie

    W ciągu kilku minut w sieci zawrzało. Fragmenty transmisji zaczęły krążyć błyskawicznie, a reakcje fanów – zwłaszcza z Polski – były jednoznaczne. Wielu oskarżało komentatora o przekroczenie granicy i ponowne podsycanie plotek oraz spekulacji, które od lat towarzyszą Świątek i Abramowicz.

    „Kto wpadł na pomysł, żeby na żywo nazwać Abramowicz życiową partnerką Świątek?” – grzmiała jedna z internautek.

    „Czy on jest naćpany?” – pytał inny.

    I wreszcie najbardziej wymowne: „Nikt się nie przesłyszał. On naprawdę to powiedział.”

    Incydent uderzył w czuły punkt, bo Abramowicz to nie tylko członek sztabu. Od lat jest stałą częścią drużyny Świątek, wspiera ją w chwilach triumfu i kryzysu. Ich więź zawodowa jest doskonale udokumentowana, ale próby przedstawiania jej jako czegoś więcej zawsze wywoływały kontrowersje.

    Zwykłe przejęzyczenie czy coś więcej?

    Niektórzy twierdzą, że to była zwyczajna pomyłka, niefortunne sformułowanie wypowiedziane w ferworze transmisji na żywo. Inni widzą w tym coś poważniejszego – lekkomyślną uwagę, która podsyca spekulacje i podważa profesjonalizm zarówno Świątek, jak i Abramowicz. Pewne jest jedno: komentarz sprawił, że relacja z meczu stała się tematem numer jeden, całkowicie przyćmiewając wydarzenia na korcie.

    Szersza perspektywa

    Cała sytuacja pokazuje, jak szybko mogą zmieniać się narracje w świecie sportu. Jedno zdanie – być może nieprzemyślane, być może celowe – wystarczyło, by rozpalić burzę. Tymczasem Świątek nadal walczy o kolejny wielkoszlemowy tytuł, ale musi robić to w cieniu medialnego zamieszania, którego sama nie wywołała.

    Jej następny mecz z Amandą Anisimovą zapowiada się na niezwykle emocjonujące starcie na korcie. Poza nim jednak pozostaje pytanie: czy komentatorzy będą od teraz ostrożniejsi w słowach? A może mleko już się rozlało?