Category: Sports

  • Iga Świątek traci groźną rywalkę! Nagłe wycofanie tuż przed meczem w Madrycie

    Iga Świątek traci groźną rywalkę! Nagłe wycofanie tuż przed meczem w Madrycie

    Iga Świątek traci groźną rywalkę! Nagłe wycofanie tuż przed meczem w Madryci

     

    Na dosłownie kilka godzin przed jej pierwszym meczem w turnieju WTA rangi 1000 w Madrycie na jaw wyszły wieści o wycofaniu Karoliny Muchovej. Czeszka, która mogła być jedną z najgroźniejszych rywalek dla Igi Świątek w dolnej części drabinki, zniknęła z listy uczestniczek rywalizacji. WTA informuje, że powodem wycofania Muchovej z turnieju jest choroba.

     

    Na kilka godzin przed planowanym meczem Julii Starodubcewej z Karoliną Muchovą okazało się, że Czeszka wcale nie przystąpi do gry w turnieju rangi 1000 w Madrycie. Jej miejsce w drabince zajęła już Elisabetta Cocciaretto, która skorzysta na późnym wycofaniu jednej z rozstawionych i jako lucky loser zagra bezpośrednio w drugiej rundzie.

     

    To właśnie Włoszka zmierzy się ze Starodubcewą i wykorzysta rozstawienie Muchovej. Co ciekawe, w podobnej sytuacji jest Kamil Majchrzak, który skorzysta na wycofaniu Carlosa Alcaraza i awansuje bezpośrednio do drugiej rundy pomimo porażki w kwalifikacjach. Wycofanie Muchovej to również ważna wiadomość dla Igi Świątek.

     

    Nagłe wycofanie z WTA w Madrycie

     

    Choć Polka nie kryje, że darzy Muchovą szacunkiem, a panie kolegują się ze sobą, to właśnie Czeszka mogła być uznawana za jedną z groźniejszych rywalek na kortach ziemnych dla wiceliderki rankingu. Świątek i Muchova zagrały ze sobą w pamiętnym finale Rolanda Garrosa w 2023 r., gdy to ta druga była bliska przerwania kapitalnej serii mistrzyni wielkoszlemowej w Paryżu.

     

    Dziś wiemy już na pewno, że nie zagrozi jej w Madrycie. WTA poinformowało w turniejowych dokumentach jedynie o “chorobie”, nie przekazując żadnych szczegółów. Nie wiadomo, jak dyspozycja zdrowotna wpłynie na plan występu Muchovej w Rzymie.

  • Walczyła z Igą Świątek o medal igrzysk, a potem zniknęła. Teraz ogłosiła

    Walczyła z Igą Świątek o medal igrzysk, a potem zniknęła. Teraz ogłosiła

    Walczyła z Igą Świątek o medal igrzysk, a potem zniknęła. Teraz ogłosiła

    Anna Karolina Schmiedlova jeszcze w sierpniu grała z Igą Świątek o brązowy medal igrzysk olimpijskich. Słowaczka po paryskich zmaganiach nie miała już tak dobrej passy – w turniejach WTA odpadała już w pierwszej rundzie i grała przede wszystkim w zawodach rangi ITF i challengerach. Ostatni mecz przed przerwą rozegrała w Dosze, gdzie przegrała z Warwarą Graczową. Okazało się, że powód jej zniknięcia z tenisa jest inny niż przypuszczano.

     

    Schmiedlova długo szukała swojej drogi po zakończeniu igrzysk i wydawało się, że pod względem sportowym najlepsze jeszcze przed nią. Ostatecznie podjęła jednak inną decyzję. W mediach społecznościowych ujawniła powód.

     

    Anna Karolina Schmiedlova walczyła z Igą Świątek o medal igrzysk

     

    Schmiedlova sprawiła ogromną niespodziankę w czasie igrzysk olimpijskich. Będąca obecnie na 158. miejscu w rankingu WTA Słowaczka w drodze do półfinału pokonała świetnie grające tenisistki, w tym Barborę Krejcikovą czy Jasmine Paolini. Ustąpiła dopiero Donnie Vekić, późniejszej srebrnej medalistce.

     

    W walce o brązowy medal igrzysk Schmiedlova starła się z Iga Świątek. Polka była bardzo zdeterminowana, by zdobyć brąz i tym samym choć po części zmazać trudne emocje, z jakimi zmagała się w swoim półfinale. Ostatecznie raszynianka zwyciężyła 6:2, 6:1.

     

    Anna Karolina Schmiedlova ogłosiła

     

    W kolejnych rozgrywkach Schmiedlova nie radziła sobie już tak dobrze, jak na igrzyskach. Po tegorocznym turnieju w Dosze przestała grać. W mediach społecznościowych ujawniła, co jest tego powodem. Miała do przekazania radosne wieści.

     

    “Cześć, chciałam dać ci znać, że powodem, dla którego ostatnio nie brałam udziału w turniejach i nie byłam częścią drużyny BJKC w kwietniu, jest moja ciąża. Jest to dla mnie sprawa osobista, ale chciałam się nią podzielić, aby uniknąć nieporozumień w nadchodzących miesiącach. Mój partner i ja jesteśmy bardzo szczęśliwi i podekscytowani. Dziękuję bardzo za całe wsparcie” – przekazała. Partnerem Schmiedlovej jest słowacki tenisista, Lukas Klein. Para z niecierpliwością oczekuje na swojego potomka.

     

  • Sensacja w Madrycie! Alcaraz wypada. Polak wchodzi do gry

    Sensacja w Madrycie! Alcaraz wypada. Polak wchodzi do gry

    Sensacja w Madrycie! Alcaraz wypada. Polak wchodzi do gry

    Kamil Majchrzak poniósł porażkę w decydującej fazie eliminacji do turnieju na kortach ziemnych w Madrycie, ale i tak najprawdopodobniej znajdzie się w drabince głównej. Wszystko za sprawą decyzji Carlosa Alcaraza, otwierającej drogę do startu Polakowi, który zdecydował się na wymowny ruch dotyczący innych zawodów.

     

    Kamil Majchrzak (90. ATP) w decydującej rundzie kwalifikacji do turnieju ATP 1000 w Madrycie przegrał 7:5, 4:6, 4:6 z Duńczykiem Elmerem Mollerem (114. ATP). Mimo to najpewniej dostanie się do drabinki głównej, a to z powodu problemów Carlosa Alcaraza (3. ATP).

     

    Kamil Majchrzak czekał na decyzję Carlosa Alcaraza. Już wszystko jasne

    Po wycofaniu się Japończyka Yoshihito Nishioki (74. ATP) wolne miejsce zajął Kanadyjczyk Gabriel Diallo (78. ATP), a pierwszym “oczekującym” (najwyżej notowanym spośród przegranych z ostatniej rundy eliminacji) na wejście do turnieju stał się Polak. I pojawiła się przed nim wyjątkowa szansa, bowiem po zawodach ATP 500 w Barcelonie na kontuzję zaczął narzekać Alcaraz.

     

    Największa gwiazda gospodarzy w czwartek podjęła decyzję o rezygnacji ze startu w Madrycie. To otwiera drogę Majchrzakowi, który czeka na ruch organizatorów. Ci jeszcze nie ogłosili, kto zastąpi Hiszpana, lecz wydaje się, że będzie to 29-latek – już wykonał on wymowny krok. “Kamil Majchrzak zastąpi Carlosa Alcaraza. Ciekawe, że (Polak – red.) wycofał się z Ostrawy ‘z powodu kontuzji’” – czytamy na profilu Mundo Do Tenis w serwisie X.

     

    Media: Kamil Majchrzak zastąpi Carlosa Alcaraza w turnieju ATP 1000 w Madrycie

    Jeśli polski tenisista finalnie zajmie miejsce rozstawionego z numerem drugim Alcaraza, to otrzyma wolny los w pierwszej rundzie i przystąpi do rywalizacji od drugiej fazy. Tam zmierzy się z wygranym meczu pomiędzy Zizou Bergsem (50. ATP) a wspomnianym Diallo.

     

    Turniej ATP 1000 na kortach ziemnych w Madrycie potrwa do niedzieli 4 maja. Pula nagród to 8 055 385 euro.

  • Sensacja w Madrycie! Alcaraz wypada. Polak wchodzi do gry

    Sensacja w Madrycie! Alcaraz wypada. Polak wchodzi do gry

    Sensacja w Madrycie! Alcaraz wypada. Polak wchodzi do gry

    Kamil Majchrzak poniósł porażkę w decydującej fazie eliminacji do turnieju na kortach ziemnych w Madrycie, ale i tak najprawdopodobniej znajdzie się w drabince głównej. Wszystko za sprawą decyzji Carlosa Alcaraza, otwierającej drogę do startu Polakowi, który zdecydował się na wymowny ruch dotyczący innych zawodów

     

    Kamil Majchrzak (90. ATP) w decydującej rundzie kwalifikacji do turnieju ATP 1000 w Madrycie przegrał 7:5, 4:6, 4:6 z Duńczykiem Elmerem Mollerem (114. ATP). Mimo to najpewniej dostanie się do drabinki głównej, a to z powodu problemów Carlosa Alcaraza (3. ATP).

     

    Kamil Majchrzak czekał na decyzję Carlosa Alcaraza. Już wszystko jasne

     

    Po wycofaniu się Japończyka Yoshihito Nishioki (74. ATP) wolne miejsce zajął Kanadyjczyk Gabriel Diallo (78. ATP), a pierwszym “oczekującym” (najwyżej notowanym spośród przegranych z ostatniej rundy eliminacji) na wejście do turnieju stał się Polak. I pojawiła się przed nim wyjątkowa szansa, bowiem po zawodach ATP 500 w Barcelonie na kontuzję zaczął narzekać Alcaraz..

     

    Największa gwiazda gospodarzy w czwartek podjęła decyzję o rezygnacji ze startu w Madrycie. To otwiera drogę Majchrzakowi, który czeka na ruch organizatorów. Ci jeszcze nie ogłosili, kto zastąpi Hiszpana, lecz wydaje się, że będzie to 29-latek – już wykonał on wymowny krok. “Kamil Majchrzak zastąpi Carlosa Alcaraza. Ciekawe, że (Polak – red.) wycofał się z Ostrawy ‘z powodu kontuzji’” – czytamy na profilu Mundo Do Tenis w serwisie X.

     

    Media: Kamil Majchrzak zastąpi Carlosa Alcaraza w turnieju ATP 1000 w Madrycie

     

    Jeśli polski tenisista finalnie zajmie miejsce rozstawionego z numerem drugim Alcaraza, to otrzyma wolny los w pierwszej rundzie i przystąpi do rywalizacji od drugiej fazy. Tam zmierzy się z wygranym meczu pomiędzy Zizou Bergsem (50. ATP) a wspomnianym Diallo.

    https://x.com/mundodotenispod/status/1915358536579637489

    Turniej ATP 1000 na kortach ziemnych w Madrycie potrwa do niedzieli 4 maja. Pula nagród to 8 055 385 euro.

     

  • Oto miejsce Świątek w rankingu najlepiej zarabiających tenisistek. Kwota robi wrażenie

    Oto miejsce Świątek w rankingu najlepiej zarabiających tenisistek. Kwota robi wrażenie

    Oto miejsce Świątek w rankingu najlepiej zarabiających tenisistek. Kwota robi wrażenie

    Iga Świątek to rewolucyjna postać w świecie damskiego tenisa. Choć jej obecne występy budzą sporo zastrzeżeń, to nie może jej odebrać faktu, że mimo młodego wieku osiągnęła ogromny sukces w swojej dyscyplinie. Tak znakomite wyniki często idą w parze z dużymi pieniędzmi i w przypadku 23-latki tak właśnie jest. Już teraz Polka znajduje się w czołowej rankingu Pań, które na kortach zarobiły najwięcej. Choć suma uzbierana przez Świątek robi wrażenie, to wciąż blednie przy liderce ów rankingu.

     

    Nieczęsto zdarza się, aby tak młoda zawodniczka jak Iga Świątek osiągała tak niebagatelny sukces. 23-latka ma już na swoim koncie 22 wygrane turnieje rangi WTA w tym aż 5 Wielkich Szlemów. Dodatkowo na ubiegłorocznych igrzyskach olimpijskich wywalczyła ona brązowy medal, który jest jednocześnie pierwszym krążkiem w tej dyscyplinie sportu w historii naszego kraju.

     

    Niestety obecny sezon zdecydowanie nie idzie po myśli raszynianki. Niedawna przegrana z Jeleną Ostapenko w ćwierćfinale WTA Stuttgart była kolejnym z rzędu bolesnym pożegnanie się z turniejem przed dotarciem do finału. Warto jednak pamiętać, że każdy start wciąż wiąże się z zastrzykiem gotówki, która nieprzerwanie wpada na konto polskiej tenisistki. Dzięki swoim dotychczasowym osiągnięciom zgromadziła ona pokaźną sumę, która pozwala jej konkurować z największymi gwiazdami tego sportu.

     

    Iga Świątek pnie się w rankingu najlepiej zarabiających tenisistek

     

    Już w kwietniu ubiegłego roku Świątek znalazła się w czołowej dziesiątce rankingu pań, które na kortach tenisowych zarobiły najwięcej. Znalazła się ona wówczas tuż za plecami innej polskiej tenisistki Agnieszki Radwańskiej, przy nazwisku której widniała kwota nieco ponad 27 mln dolarów. Jak jednak wiadomo, tenisistka z Krakowa od 2018 roku nie jest już aktywną zawodniczką, co w zestawieniu z grającą Świątek naturalnie musiało zakończyć się roszadami w zestawieniu.

     

    Jak podaje oficjalny wykaz płac WTA, obecna kwota jaką Iga Świątek zarobiła na kortach wynosi około 35 mln dolarów brutto. Pozwoliło jej to na wyprzedzenie wspomnianej wcześniej Radwańskiej oraz znajdującej się nad nią Angelique Kerber, która swoją przygodę z zawodowym tenisem zakończyła w 2024 roku. Tuż nad głową 23-latki znajduje się natomiast Caroline Wozniacki. Duńska zawodniczka polskiego pochodzenia może pochwalić się kwotą 36 mln dolarów. Różnica między paniami jest więc marginalna, co w obecnych warunkach zwiastuje możliwość kolejnego awansu Świątek w tym nieoficjalnym rankingu.

     

    Kwoty, jakie zapisane zostały przy nazwiskach pozostałych zawodniczek wahają się od 37 do 42 milionów dolarów brutto. Jak nietrudno się domyślić, większość jej konkurentek w “rankingu zarobkowym” to byłe gwiazdy, które obecnie są na końcowym etapie swoich karier, lub od jakiegoś czasu cieszą się sportową emeryturą. Warto więc podkreślić, że nagrody pieniężne zdobywane w kobiecy tenisie stale ewoluują, dlatego też z perspektywy polskiej tenisistki, która zarabia nieporównywalnie większe kwoty niż dawne mistrzynie, nie są to sumy niemożliwe do osiągnięcia.

     

    Serena Williams detronizuje konkurencje. Jej wynik może zszokować

     

    Jest jednak zawodniczka, która zdecydowanie wybija się na tle pozostałych konkurentek. Mowa oczywiście o ikonie kobiecego tenisa Serenie Williwams. Amerykanka aż 73 razy sięgała po tytuł w turniejach rangi WTA. W jej dorobku znajdują się równie 23 tytuły wielkoszlemowe. Od Świątek różnią ją również 23 triumfy w turniejach deblowych oraz 14 tytułów wielkoszlemowych w grze podwójnej. Dodatkowo może się ona pochwalić również 4 medalami na igrzyskach olimpijskich.

     

    Nic więc dziwnego, że Serena Williams jest zawodniczką, która na kortach tenisowych zarobiła najwięcej. Kwota, która wpłynęła na jej konto wynosi bagatela… 94 miliony dolarów. To ponad dwukrotność tego, co zarobiła jej siostra, a jednocześnie druga tenisistka w zestawieniu najlepiej opłaconych zawodniczek Venus Williams.

     

    Sabalenka znów goni Świątek. Kilka milionów różnicy

     

    Obecnie Świątek jest 2. rakietą świata. Prym w rankingu WTA wiedzie bowiem Aryna Sabalenka, która obecnie ma blisko 4 tys. punktów przewagi nad raszynianką. Okazuje się jednak, że i w kwestii zarobków nie odstaje ona od swojej rywalki z Polski. Według danych WTA, za swoje występy Białorusinka zainkasowała już ponad 33 mln dolarów, czyli o 2 mln mniej niż Świątek. To daje Sabalence 9. pozycje w rankingu najlepiej opłacanych zawodniczek tenisa.

     

  • Gigantyczne zagrożenie przed Igą Świątek. Od lat nie było takiej presji

    Gigantyczne zagrożenie przed Igą Świątek. Od lat nie było takiej presji

    Gigantyczne zagrożenie przed Igą Świątek. Od lat nie było takiej presj

     

    Niecały miesiąc temu młoda Filipinka Alexandra Eala wprawiła w osłupienie cały świat. Sensacyjnie wyrzuciła w ćwierćfinale swoją idolkę Igę Świątek, która tego dnia była kompletnie bezradna. Nerwy puszczały jej na tyle, że wdała się w dyskusję ze swoim boksem. Teraz Polka już w drugiej rundzie turnieju w Madrycie, gdzie broni tytułu, będzie miała szansę na rewanż, a ewentualna porażka będzie ją kosztować bardzo wiele. W najgorszym scenariuszu nawet spadek poza podium rankingu WTA.

     

    Trwa pierwszy w tym sezonie “tysięcznik” na mączce. W Madrycie do gry wchodzi czołówka rankingu WTA. W czwartek swoje mecze rozegrają m.in. Coco Gauff, Madison Keys czy Iga Świątek. Oczy całego tenisowego świata zwrócone będą z pewnością na tą ostatnią. Polka w stolicy Hiszpanii broni tytułu, a już w drugiej rundzie będzie mieć okazję na rewanż za bolesną porażkę w marcu.

     

    Powiedzieć, że tamto spotkanie w wykonaniu Świątek było słabe, to jak nic nie powiedzieć. Polka była bardzo nerwowa, popełniała masę niewymuszonych błędów, co sprawiło, że pierwsza partia sensacyjnie padła łupem Eali (6:2). W drugim secie było trochę lepiej, druga rakieta świata prowadziła nawet 4:2, lecz wtedy wszystko się posypało i sensacyjnie przegrała 2:6, 5:7.

     

    Nieznane oblicze Igi Świątek

    W marcu kibice zobaczyli nieznane dotąd oblicze Polki, która wdawała się w dyskusje ze swoim boksem. — Musisz ją zmusić do biegania, dodaj więcej rotacji i musi być szybka ręka — wykrzykiwał Wim Fissette, a swoje kilka groszy dorzucał też Maciej Ryszczuk, trener przygotowania fizycznego, który zazwyczaj w trakcie meczów milczy. Świątek w końcówce drugiej partii nie wytrzymała i odkrzyknęła głośno: “Próbuję!”, lecz to nie zdało się na wiele.

     

    W Miami szwankowało praktycznie wszystko, a w szczególności serwis. W spotkaniu z Ealą Świątek wygrała zaledwie 46.7 proc. punktów po pierwszy podaniu i zaledwie 24 proc. po drugim. To jej najgorszy wynik w karierze.

     

    Teraz jednak wszystko ma się zmienić. Jak zdradził trener Polki, od Miami najwięcej pracy Świątek poświęciła właśnie serwisowi. — Po Miami wprowadziliśmy korektę w przygotowaniu serwisu. (…) Element ten więc faluje i to normalne, że przykładamy do niego wiele uwagi, spędzamy nad nim dużo czasu. To definitywnie coś, w czym wszyscy chcielibyśmy zobaczyć poprawę — powiedział Belg w rozmowie z TVP Sport.

     

    Gigantyczne zagrożenie dla Igi Świątek

    Świątek musi jednak uważać, bo ewentualna porażka już w drugiej rundzie może ją kosztować naprawdę wiele. Nie dość, że straci 1000 pkt za ubiegłoroczny triumf, to może też zostać wyprzedzona Jessicę Pegulę i Coco Gauff. Pierwsza, żeby tak się stało, musi dojść, co najmniej do półfinału, a druga przynajmniej do finału. A to możliwe, bo Amerykanki znajdują się po dwóch stronach turniejowej drabinki, więc mogą się ze sobą zmierzyć dopiero w meczu o tytuł.

     

    Spotkanie Alexandra Eala — Iga Świątek już w czwartek 24 kwietnia około godz. 14.30. Relację z tego starcia będzie można śledzić na stronie Przeglądu Sportowego Onet.

  • To pytanie nie spodobało się Świątek. “Nie jestem czarodziejką”

    To pytanie nie spodobało się Świątek. “Nie jestem czarodziejką”

    To pytanie nie spodobało się Świątek. “Nie jestem czarodziejką”

    Wiceliderka rankingu WTA zirytowała się pytaniem, czy czuje, że ma przewagę nad rywalką na nawierzchni ziemnej. Do zgrzytu doszło podczas konferencji przed pierwszym meczem Świątek w Madrycie.

     

    Iga Świątek rozpoczyna obronę 1000 punktów za ubiegłoroczny triumf w Madrycie.

     

    Rywalizację w stolicy Hiszpanii polska tenisistka rozpocznie od drugiej rundy. Jej przeciwniczką będzie Alexandra Eala, która niespodziewanie pokonała Polkę w ćwierćfinale turnieju w Miami.

     

    Na przedmeczowej konferencji prasowej jeden z dziennikarzy zapytał, czy Polka czuje swoją przewagę nad rywalką z racji doskonałej gry na nawierzchni ziemnej we wcześniejszych sezonach?

     

    To pytanie zirytowało Świątek, o czym świadczy jej odpowiedź. – Jeszcze nie zaczęłam turnieju, więc pozwólcie mi najpierw wyjść na kort, bym mogła poczuć grę. Nie chcę nic przewidywać, nie jestem czarodziejką – podkreśliła, a jej słowa cytuje wtatennis.com.

     

    – Muszę podejść do tego meczu jak do każdego innego. Tak naprawdę nie ma znaczenia to, co wydarzyło się w Miami – dodała.

     

    Spotkanie Świątek z Ealą zaplanowano na czwartek, 24 kwietnia, około godz. 14:30. Relacja na żywo na WP SportoweFakty.

  • Świątek prowadziła 4:2 ze 140. rakietą świata i nagle stanęła

    Świątek prowadziła 4:2 ze 140. rakietą świata i nagle stanęła

    Świątek prowadziła 4:2 ze 140. rakietą świata i nagle stanęł

     

    – Nie wiem czy ona z kimś się pokłóciła, czy coś innego się wydarzyło. Wyszła na kort roztrzęsiona jak galareta – mówił Karol Stopa po sensacyjnie przegranym meczu Igi Świątek z Alexandrą Ealą w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Miami. Niecały miesiąc temu Filipinka pokonała Polkę 6:2, 7:5. Teraz tenisistki zmierzą się w drugiej rundzie “tysięcznika” w Madrycie.

     

    To była najbardziej niespodziewana porażka Igi Świątek od czterech lat. Przez tak długi czas nasza tenisistka nie przegrała z nikim spoza pierwszej setki światowego rankingu. A 26 marca w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Miami uległa Alexandrze Eali z Filipin, która zajmowała wówczas 140. miejsce. Świątek przegrała wyraźnie, 2:6, 5:7. I – niestety, trzeba to uczciwie przyznać – zasłużenie.

     

     

    – Tak grającej Świątek, tak psującej Świątek, ale przede wszystkim tak źle poruszającej się po korcie Świątek dawno nie widziałem. Przecież to był zawsze jej najmocniejszy punkt. Natomiast w tym meczu stało się coś makabrycznego. Nie wiem, czy ona z kimś się pokłóciła, czy coś innego się wydarzyło. Coś jednak spowodowało, że wyszła na kort roztrzęsiona jak galareta. To było widać od pierwszej piłki – analizował Karol Stopa, doświadczony komentator tenisa związany z Eurosportem.

     

    Tego typu opinii pojawiło się mnóstwo. Eksperci – z całego świata – podkreślali wielki talent 19-letniej Filipinki, która jest absolwentką Akademii Rafaela Nadala (np. Mats Wilander stwierdził, że Eala ma ręce od Boga i dzięki nim gra tenis mistyczny), a jednocześnie dziwili się, widząc totalną niemoc jej idolki.

     

    Świątek to jej idolka. Świat obiegło ich wspólne zdjęcie

    Tak, Świątek to idolka 72. obecnie zawodniczki światowego rankingu (gigantyczny awans Eala zawdzięcza dotarciu do półfinału w Miami, gdzie grała z dziką kartą). Dwa lata temu na zakończeniu roku szkolnego Eala robiła sobie pamiątkowe zdjęcie ze Świątek i Nadalem.

     

    Ta fotografia obiegła świat przy okazji ostatniego pojedynki Świątek z Ealą. Legendarny Nadal zaprosił na uroczystość w swojej akademii Świątek, żeby w przemowie zainspirowała jego podopiecznych. Jak widać, na Ealę to podziałało.

     

    Choć trzeba przypomnieć, że miesiąc temu przy świetnym tenisie Eali jednocześnie oglądaliśmy naprawdę kiepską grę Świątek.

     

    Zespół Świątek próbował jej pomóc

    W pierwszym secie tamtego ćwierćfinału w Miami Polka przegrała wszystkie swoje gemy serwisowe! Aż cztery. Popełniła aż 19 niewymuszonych błędów w zaledwie ośmiu gemach. Przy tylko pięciu błędach rywalki. Świątek była bardzo nerwowa, nie słuchała rad swojego zespołu. – Nogi aktywnie! – przypominał trener przygotowania fizycznego Maciej Ryszczuk, który zwykle podczas meczów milczy, ale wtedy widocznie musiał zareagować, widząc, jak jest źle. – Musisz ją zmusić do biegania, dodaj więcej rotacji i musi być szybka ręka – przekazywał Idze między pierwszym a drugim setem jej główny trener, Wim Fissette.

     

    Świątek zeszła wtedy na przerwę toaletową, ale nie wróciła odmieniona. Szybko wynik 2:6 zmienił się na 2:6, 0:2. – Nic nie zmieniaj – powiedział wtedy do Eali Toni Nadal, wujek Rafaela Nadala, który siedział w boksie Filipinki.

     

    Eala grała swoje, ale nagle Świątek przypomniała sobie, że potrafi dużo więcej niż pokazuje. Wygrała cztery gemy z rzędu, ze stanu 2:6, 0:2 wyszła na 2:6, 4:2. A przy wyniku 2:6, 5:4 faworytka serwowała i zdawało się, że wyszarpie tę partię, dzięki czemu doprowadzi do trzeciego seta. Nic z tego, Świątek przegrała swojego gema serwisowego do 15 i poważnie się zdenerwowała. – Próbuję! – odkrzyknęła na kolejne techniczno-taktyczne uwagi Fissette’a, dając mu tym samym do zrozumienia, że nie chce już słuchać jego uwag. – Posłuchaj chociaż raz! – apelował Ryszczuk. Ale apele były na nic. Już do końca – niestety szybkiego końca – gemy wygrywała tylko Eala. I sensacyjnie wygrała cały mecz.

     

    Czy team Świątek potrafi zarządzać kryzysem?

    – Jak już Maciej Ryszczuk się odzywa do Igi z boksu, to znaczy, że sytuacja jest naprawdę poważna. Maciej to gość, który jest bardzo spokojny i nigdy, ale to nigdy nie wtrąca się w takie sprawy, nigdy nie wchodzi w coaching w trakcie meczu. A zatem jeśli on krzyczy do Igi „Posłuchaj chociaż raz”, to powstaje pytanie czy wszyscy w teamie świadomie siadają i mówią sobie szczerze: „Kurczę, Iga jest w kryzysie i my wszyscy mamy kryzys komunikacyjny” po czym w miarę spokojnie szukają rozwiązania, czy jednak tam jest tłoczenie, czyli nacisk, ciągłe szukanie, ale takie gorączkowe – analizował wówczas dla Sport.pl trener Maciej Synówka.

     

    Podkreślmy, że Świątek wcale nie osiąga w bieżącym sezonie złych wyników. Rok zaczęła od finału United Cup, następnie dotarła do półfinału Australian Open, półfinału turnieju WTA 1000 w Dosze, ćwierćfinału WTA 1000 w Dubaju, półfinału WTA 1000 w Indian Wells, ćwierćfinału WTA 1000 w Miami i przed chwilą do ćwierćfinału WTA 500 w Stuttgarcie. Ale wiceliderka światowego rankingu od czerwca 2024 roku, od Roland Garros, czeka na wygranie turnieju. Na pewno bardzo chciałaby obronić tytuł, jaki zdobyła rok temu w Madrycie. Ale na pewno już na starcie tego „tysięcznika” czeka ją trudne wyzwanie. Bo Eala jest sensacją i nawet jeśli teraz już odczuwa pewną presję (udowodnienia, że jej znakomity występ w Miami nie był sprawą jednorazową), to ta presja jest o wiele mniejsza niż presja, z jaką ciągle mierzy się Polka.

     

    Świątek w Stuttgarcie zaczęła swoje tegoroczne występy na kortach ziemnych. W Niemczech przegrała ze swoim koszmarem, czyli z Jeleną Ostapenko (ma z nią bilans już 0:6). Łotyszce po raz pierwszy uległa na mączce. Choć pewnym pocieszeniem jest, że nie była to klasyczna mączka, bo nawierzchnia ceglana w Stuttgarcie jest wysypywana na beton, a więc kort jest tam szybszy niż w Madrycie, a szczególnie niż w Rzymie, gdzie odbędzie się następny turniej rangi WTA 1000 i niż na Roland Garros.

     

    Jednak chcielibyśmy – a Iga na pewno chciałaby tego najbardziej – skończyć z pocieszaniem i wreszcie znów zobaczyć, jak Polka odbiera trofeum za wygranie turnieju. Po ogromnych nerwach związanych z pozytywną próbką antydopingową z jesieni, po utracie prowadzenia w światowym rankingu, po zmianie trenera u Świątek nie wszystko wróciło do normy. Widać, że Iga bardzo chce znów wygrywać, że ciężko pracuje, że trenować w Madrycie, by przyzwyczajać się do tamtejszych warunków, poleciała już w święta. Ale prawda jest taka, że nie wiemy, jaki to da efekt. I – czego nie czuliśmy dawno – obawiamy się już jej pierwszego meczu w turnieju.

     

  • Anglicy mówią jednym głosem o Kiwiorze po meczu Arsenalu

    Anglicy mówią jednym głosem o Kiwiorze po meczu Arsenalu

    Anglicy mówią jednym głosem o Kiwiorze po meczu Arsenalu

    Jakub Kiwior oczarował kibiców podczas meczu z Crystal Palace. Polak już w 3. minucie wpisał się na listę strzelców, a ponadto zagrał po profesorsku w defensywie. Brytyjscy dziennikarze w większości byli zgodni, oceniając występ reprezentanta Polski. Tylko jeden dziennik się wyłamał, dając mu niższą notę.

     

    W minioną środę (23.04) Arsenal mierzył się z Crystal Palace w meczu 34. kolejki Premier League. To spotkanie zakończyło się remisem 2:2, a jedno z trafień zanotował Jakub Kiwior! “Reprezentant Polski zdobył bramkę już w 3. minucie. Idealnie wykorzystał dośrodkowanie z rzutu wolnego i głową strzelił swojego pierwszego gola w tym sezonie. Samo rozegranie tego stałego fragmentu gry było bardzo niestandardowe. Nie da się uciec od skojarzeń z “szarańczą” – taktyką, którą przed laty rywali w Ekstraklasie próbował zaskoczyć trener Marek Motyka” – relacjonował na łamach Sport.pl Bartosz Naus.

     

    Brytyjczycy ocenili występ Kiwiora. “Najlepszy”

    W tym meczu Polak zagrał po profesorsku. Po meczu oprócz gola na swoim koncie miał także 53 celne podania, 1/1 udane przechwyty, 2/2 udane pojedynki i jeden blok. Nic więc dziwnego, że po tym meczu zebrał pozytywne noty od brytyjskich dziennikarzy.

     

    Serwis express.co.uk dał mu “8”, doceniając jego gola z początku meczu, który dał “idealny start” Arsenalowi. “Wykonał kluczowy blok, który powstrzymał Eddiego Nketiaha przed zdobyciem gola w pierwszej połowie. Bronił dobrze przez cały czas i był najlepszym graczem swojej drużyny” – czytamy. Żaden inny piłkarz nie otrzymał tak wysokiej noty od tego portalu.

     

    Padło porównanie do Gabriela

    Taką samą notę Polak otrzymał od 90min.com i paininthearsenal.com. “Wydawało się, że wczesny gol Jakuba Kiwiora głową zapewni Kanonierom pewne zwycięstwo, ale Palace nie brakowało szans i zasłużenie wyrównali w pierwszej połowie za sprawą gola Eberechiego Eze” – napisano w tym pierwszym serwisie.

     

    Ten drugi dodał: “Jego pierwszy gol w barwach Arsenalu nadał ton niemal bezbłędnemu występowi. To była defensywa, do której Gabriel przyzwyczaił nas przez lata. Kiwior zaczyna grać na miarę swoich możliwości” – zaznaczono.

     

    Jeden serwis się wyłamał i ocenił Polaka nieco niżej

    Zgodni z poprzednikami byli również dziennikarze football.london. “Wymarzony początek gry dla obrońcy. Zdobył bramkę, strzelając głową piłkę po rzucie wolnym. Wykonał również świetną blokadę strzału Nketiaha z bliskiej odległości, co spotkało się z wielkim aplauzem” – podkreślono.

     

    Z kolei goal.com wyłamał się z tego schematu o dał Kiwiorowi “siódemkę” w dziesięciostopniowej skali. “Otworzył wynik na początku spotkania świetnym uderzeniem głową. Wykonał również jeden doskonały blok. Kolejny dobry występ” – czytamy. Taką samą notę otrzymał jego kolega z defensywy – Jurrien Timber.

     

    Ten remis oznacza, że Liverpoolowi potrzebny jest tylko jeden punkt do zostania mistrzem Anglii. Podopieczni Arne Slota swoje spotkanie rozegrają w niedzielę 27 kwietnia z Tottenhamem. Następnie (4.05) udadzą się na wyjazd na Stamford Bridge, gdzie zmierzą się z Chelsea. 11 maja klub czeka bezpośrednie starcie z Arsenalem.

  • Gol Jakuba Kiwiora tuż przed półfinałem LM! On już nie odda pierwszego składu!

    Gol Jakuba Kiwiora tuż przed półfinałem LM! On już nie odda pierwszego składu!

    Gol Jakuba Kiwiora tuż przed półfinałem LM! On już nie odda pierwszego składu!

    Co za forma Jakuba Kiwiora! Obrońca Arsenalu znów dostał szansę występu od pierwszych minut od Mikela Artety i odpłacił się golem już w trzeciej minucie derbowego meczu z Crystal Palace. Polak popisał się kapitalnym uderzeniem głową i sprawił, że The Emirates oszalało z radości. Nie może dziwić, że wobec jego formy pojawia się wiele pochwał pod jego adresem.

     

    Nie minęły nawet trzy minuty gry, a stadion Arsenalu już skandował nazwisko Jakuba Kiwiora. Polski obrońca jest beneficjentem kontuzji Gabriela, po której stał się podstawowym obrońcą Arsenalu. I gra tak, że nic nie wskazuje na to, by miał stracić pozycję w jedenastce nawet po powrocie kolegi z drużyny. Dziś znów Polak błysnął, tym razem w ligowym meczu z Crystal Palace.

     

    Już w 3. minucie rywalizacji Jakub Kiwior popisał się świetnym strzałem głową po dośrodkowaniu od Martina Odegaarda i skierował piłkę do siatki, dając Arsenalowi prowadzenie. Ta bramka ma wielkie znaczenie, bo porażka Kanonierów w dzisiejszym spotkaniu oznacza pewny mistrzowski tytuł dla Liverpoolu.

     

    O zwycięstwo nie będzie jednak łatwo, bo nie minęło jeszcze 30 minut gry, a Eberechi Eze doprowadził do wyrównania. Tylko porażka gospodarzy oznaczać będzie jednak przesądzenie o mistrzowskim tytule dla The Reds już w środę.

     

    “Kiwior strzelający gola po jednej z wariancji naszej swojskiej “Szarańczy”. Czy może być coś bardziej polskiego na angielskich boiskach?” — pisze na X/Twitterze dziennikarz Goal.pl Przemysław Langier.

    https://x.com/BedZder/status/1915119698661744841

    Wielce prawdopodobne jest, że Polak wystąpi w pierwszym składzie Arsenalu również w obu hitowych spotkaniach półfinałowych w Lidze Mistrzów. Kanonierzy powalczą o finał w Monachium w dwumeczu z PSG i nic nie wskazuje na to, by Jakub Kiwior miał nie wystąpić w każdym ze spotkań.