Category: Scottie Schefller

  • Nie dał się skorumpować i został bohaterem. Po latach znaleziono go martwego w busie

    Nie dał się skorumpować i został bohaterem. Po latach znaleziono go martwego w busie

    W barwach Stali przejeździł tylko dwa sezony, ale na wieki pozostanie legendą gorzowskiego klubu. Gdyby nie on bowiem, to powrotu do Ekstraligi mogłoby nigdy nie być. Matej Ferjan w 2007 r. otrzymał lukratywną propozycję korupcyjną. Miał dostać 25 tysięcy euro i odpuścić mecz decydujący o awansie do najwyższej klasy rozgrywkowej. Nie zrobił tego, ujawnił całą aferę, a na torze wywalczył 10 punktów i poprowadził Stal do awansu. Dziękowało mu całe miasto! Gdyby żył, dziś świętowałby swoje 48. urodziny. W 2011 r. znaleziono go jednak martwego w jego własnym busie.
    Matej Ferjan urodził się 5 stycznia 1977 roku w Lublanie. Swoją przygodę ze sportem rozpoczął od narciarstwa klasycznego. Wada kolan sprawiła jednak, że nie mógł dalej uprawiać tej dyscypliny sportu. Przerzucił się więc na żużel

    W polskiej lidze zadebiutował w 1998 r. w Grudziądzu. W trzech meczach wykręcił dla I-ligowego zespołu średnią 1,357 pkt/bieg. W tym samym roku został też brązowym medalistą indywidualnych mistrzostw świata juniorów. Nie przekonało to jednak polskich działaczy do przedłużenia z nim kontraktu.

    Kolejną szansę dostał dopiero w sezonie 2000 w ZKŻ Zielona Góra i w pełni ją wykorzystał. W 12 meczach na I-ligowym szczeblu punktował ze średnią 1,967 pkt/bieg.

    Solidny I-ligowiec

    Jego postępy błyskawicznie zauważyli działacze Włókniarza Częstochowa i zaproponowali kontrakt na sezon 2001. W tym samym roku zadebiutował też w cyklu Grand Prix. W elicie wypadł blado (średnia 1,357 w Ekstralidze i 19. miejsce w klasyfikacji generalnej mistrzostw świata), więc w kolejnym roku musiał szukać szczęścia w I lidze. Trafił do Opola, skąd po roku przeniósł się do II-ligowego Ostrowa. Tam poprowadził drużynę do awansu, by potem także w I lidze pokazać wreszcie, że jest w stanie być liderem zespołu.

    Zobacz również: Gdy uderzył o tor, ludzie myśleli, że głowę mu urwało. Tylko żona wierzyła!

    W 2005 r. świetnie punktował dla zespołu z Krosna (2,49), po czym wrócił do Ostrowa, by w końcu w sezonie 2007 zawędrować do Gorzowa.

    Rozgrywki tak się ułożyły, że w finale play-off znalazła się Stal i dobrze znana Ferjanowi Ostrovia. Gra toczyła się o wielką stawkę — awans do elity. Play-off rozgrywany był wówczas do dwóch zwycięstw, a obie drużyny wygrały po jednym spotkaniu. O wszystkim zatem miał zdecydować pojedynek zaplanowany na 30 września 2007 r. na torze w Gorzowie.

    Łapówka za dwa upadki

    Już na kilka dni przed zawodami Ferjan zaczął dostawać dziwne telefony i smsy. Ludzie związani z klubem z Ostrowa chcieli, żeby odpuścił mecz. Scenariusz był dokładnie opracowany. Słoweniec miał dwa razy się przewrócić i wycofać z dalszych zawodów, a w zamian zgarnąć 25 tysięcy euro. – Na tamte czasy to była astronomiczna kwota. Wystarczy powiedzieć, że aby tyle zarobić na żużlu, Matej musiał pojechać na solidnym poziomie przynajmniej w sześciu meczach — zdradził nam parę lat temu Władysław Komarnicki, ówczesny prezes Stali

    Żużlowiec nie uległ szantażowi. O korupcyjnej propozycji poinformował klub, a potem zgłosił sprawę na policję. — Pamiętam, że gdy pierwszy raz usłyszałem o propozycji i tej kwocie, to byłem w takim szoku, że nie wiedziałem, co powiedzieć. To nie była zwykła oferta korupcyjna, bo Ferjan był szantażowany i przed i po zgłoszeniu wszystkiego na policję. Mam do niego niesamowity szacunek, bo okazał się bardzo twardym człowiekiem i nawet przez chwilę nie myślał, żeby ugiąć się szantażystom — mówił nam Komarnicki.

    Być, albo nie być!

    Dla działaczy z Gorzowa awans do Ekstraligi był wówczas sprawą być, albo nie być klubu. Stal powoli wygrzebywała się z olbrzymich problemów finansowych i od lat bezskutecznie próbowała powrócić do elity po spadku z niej w sezonie 2002. Drużyna miała za sobą cztery nieudane ligowe batalie i kolejne niepowodzenie spowodowałoby dymisję zarządu i wycofanie największych sponsorów.

    Ferjan jednak nie tylko ujawnił korupcyjną propozycję, ale też znakomicie zaprezentował się na torze. Zdobył 10 punktów i dwa bonusy, a Stal wygrała 49:41 i awansowała do elity, w której pozostaje do dziś. Większość fachowców jest zgodnych. Gdyby nie Słoweniec, drzwi do elity mogłyby się zamknąć dla gorzowian na lata.

    Zapadły wyroki

    Trzy dni po meczu pod zarzutem próby przekupienia zawodnika z Gorzowa, policja aresztowała syna jednego ze sponsorów ostrowskiego klubu — Marcina G.. Do aresztu trafił też trener Lech K.. Potem listę oskarżonych poszerzono jeszcze o ojca Marcina G. — Jana G. i prezesa klubu Jana Ł.

    Ten ostatni nie zasiadł na ławie oskarżonych, gdyż krótko później zginął w wypadku samochodowym. Sponsorzy natomiast zostali skazani na rok i 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata (Jan G.) oraz rok i 8 miesięcy w zawieszeniu na 2 lata (Marcin G.). Trener Lech K., początkowo również skazany, ostatecznie w październiku 2011 roku, wyrokiem Sądu Okręgowego w Kaliszu, został uniewinniony od zarzuconych mu czynów. Wrócił do zawodu.

    Najdotkliwiej w całej sprawie ucierpiał natomiast ostrowski klub. Od GKSŻ otrzymał karę 400 tys. zł, a do kolejnych I-ligowych rozgrywek przystąpił z dorobkiem minus siedmiu punktów. Upragniony awans do Ekstraligi wywalczył w 2021 r., by po jednym sezonie z niej spaść.

    W dowód wdzięczności Ferjanowi, na początku czerwca zeszłego roku, na koronie gorzowskiego stadionu żużlowego, w pobliżu wieżyczki sędziowskiej, pojawiła się tablica pamiątkowa. Na uroczystości jej odsłonięcia pojawili się działacze Stali oraz rodzina żużlowca. — Do końca życia będę mu wdzięczny — przyznał Komarnicki.

    Zabrakło oczywiście samego Ferjana. Ten od 2011 r. nie żyje.

    Złe towarzystwo?
    Słoweniec po awansie ze Stalą do Ekstraligi został w Gorzowie na kolejny sezon, ale nie były to dla niego udane rozgrywki. Punktował ze skutecznością ledwie 1,194 pkt/bieg.

    W 2009 r. znów zszedł więc ligę niżej i odjechał przyzwoity sezon dla GKM-u Grudziądz (1,859 pkt/bieg). Stamtąd przeniósł się do Startu Gniezno (1,617), by niespodziewanie w 2011 r. znów dostać propozycję z elity. W barwach Stali Rzeszów dane było mu wystąpić jednak tylko w jednym meczu (2 pkt).

    22 maja 2011 r. rano ciało Ferjana jego ówczesna partnerka odnalazła w jego żużlowym busie. Prokuratura wykluczyła udział osób trzecich. Sekcja zwłok wykazała, iż przyczyną śmierci była niewydolność oddechowo-krążeniowa, spowodowana przedawkowaniem silnego narkotyku.

    – W mojej pamięci zostanie jako uśmiechnięty, życzliwy i uczciwy człowiek. Niestety w Gorzowie faktycznie sporo mówiło się wtedy, że po opuszczeniu Stali, trochę się życiowo pogubił i trafił w złe towarzystwo i być może właśnie dlatego ta historia skończyła się tak przykro – wyjaśnił nam Komarnicki.

     

     

     

  • Todd Woodbridge szczerze o sprawach dopingowych Jannika Sinnera i Igi Świątek

    Todd Woodbridge szczerze o sprawach dopingowych Jannika Sinnera i Igi Świątek

    Były australijski tenisista Todd Woodbridge, znany z sukcesów w grze podwójnej, wyraził swoje zdanie na temat niedawnych przypadków dopingu związanych z Jannikiem Sinnerem i Igą Świątek.

     

    Jannik Sinner, włoski tenisista, w 2024 roku uzyskał pozytywny wynik testu na obecność klostebolu, zakazanego sterydu anabolicznego. Według Międzynarodowej Agencji ds. Integralności Tenisa (ITIA), substancja dostała się do jego organizmu przypadkowo, gdy fizjoterapeuta użył sprayu zawierającego klostebol do leczenia skaleczenia, a następnie bez rękawiczek przeprowadził masaż Sinnera. W rezultacie Sinner został pozbawiony punktów i nagród pieniężnych z turnieju w Indian Wells, ale nie nałożono na niego dalszych sankcji, uznając brak winy lub zaniedbania z jego strony.

     

    Iga Świątek, polska tenisistka, w sierpniu 2024 roku uzyskała pozytywny wynik testu na obecność trimetazydyny, zakazanej substancji. ITIA ustaliła, że substancja ta dostała się do jej organizmu nieumyślnie poprzez zanieczyszczony suplement melatoniny, który stosowała na problemy ze snem związane z jet lagiem. W rezultacie nałożono na nią jednomiesięczną karę zawieszenia, którą odbyła w grudniu, poza sezonem turniejowym.

     

    Woodbridge skrytykował reakcje niektórych zawodników, w tym Nicka Kyrgiosa, którzy publicznie potępili Sinnera i Świątek. Podkreślił, że oskarżenia bez pełnych informacji mogą być szkodliwe i niesprawiedliwe. Zwrócił uwagę na potrzebę zachowania ostrożności w takich sytuacjach oraz na znaczenie dokładnego zrozumienia okoliczności przed formułowaniem opinii.

     

    Woodbridge zaznaczył również, że przypadki te podkreślają konieczność edukacji zawodników i ich zespołów na temat ryzyka związanego z używaniem różnych substancji oraz potencjalnych konsekwencji przypadkowego zanieczyszczenia. Jego zdaniem, lepsza edukacja i świadomość mogą pomóc w uniknięciu podobnych incydentów w przyszłości.

     

    W kontekście tych wydarzeń, Woodbridge wezwał do większej empatii i wsparcia dla zawodników przechodzących przez trudne sytuacje, zamiast pochopnego ich osądzania. Podkreślił, że sportowcy są ludźmi i mogą popełniać błędy, a kluczem jest wyciąganie z nich wniosków i dążenie do poprawy.

     

    W obliczu tych kontrowersji, głos Woodbridge’a stanowi apel o rozwagę, edukację i wsparcie w świecie tenisa, aby chronić integralność sportu i dobro zawodników.

     

    Aby dowiedzieć się więcej na ten temat, można obejrzeć poniższy materiał wideo:

     

     

     

     

  • Klienci mogą się zdziwić. Ten popularny produkt jest nie do kupienia w sklepach

    Klienci mogą się zdziwić. Ten popularny produkt jest nie do kupienia w sklepach

    Jeśli ktoś chciałby w sklepie kupić zwykłe masło orzechowe, to może spotkać go potężne rozczarowanie i zawód. Na półkach żadnego sklepu nie znajdziemy bowiem takiego produktu. To skutek decyzji, która zapadła już parę lat temu. A wszystko przez zmianę nazwy.

    Na próżno szukać masła orzechowego na półkach sklepów. Choć wydaje się, że właściwie jeszcze bardzo niedawno było ono bez problemu dostępne. Okazuje się, że produkt — i to bez względu na markę — został wycofany ze sprzedaży, a powód jest dość prozaiczny. Zagadkę masła orzechowego, które jest niedostępne w na półkach sklepowych, wyjaśnił Wojewódzki Inspektorat Jakości Handlowej Art. Rolno-Spożywczych w Opolu.

    Czy zauważyliście, że z półek sklepowych zniknęła nazwa »masło orzechowe«” — napisano w poście w mediach społecznościowych WIJHARS, opublikowanym 10 stycznia. I dodano: “Nazwa »masło« może być zastosowana tylko do przetworów mlecznychProdukty wyłącznie roślinne nie mogą posługiwać się nazwą »masło«, nawet wówczas, gdy nazwa uzupełniona jest wyjaśnieniem lub opisem wskazującym na roślinne pochodzenie danego produktu” — wyjaśniono.

    To efekt decyzji Komisji Europejskiej i Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej sprzed paru lat, zgodnie z którymi nie można stosować nazw sugerujących produkt mleczny, jeśli dane wyroby takimi nie są. W konsekwencji ze sklepów w UE zaczęły znikać produkty nazywane nie tylko masłem orzechowym, ale też mlekiem kokosowym czy migdałowym.

    Inspektorat w mediach społecznościowych wyjaśnił także, że regulacje dotyczące tego produktu zmusiły do zdecydowanych działań wszystkich producentów.

    Co zaznaczono, od reguły, która zakazuje stosowania nazwy “masło orzechowo” w handlu, istnieją odstępstwa. “Produkty wskazane w załączniku I do decyzji Komisji 2010/791 pomimo swojego roślinnego pochodzenia mogą posługiwać się nazwami zarezerwowanymi dla produktów mlecznych. Jednym z takich wyjątków jest angielska nazwa… »Peanut Butter«” — wyjaśnił Wojewódzki Inspektorat Jakości Handlowej Art. Rolno-Spożywczych w Opolu we wpisie w mediach społecznościowych.

  • O 17.16 Barcelona dostała prezent przed El Clasico. Od Realu Madryt

    O 17.16 Barcelona dostała prezent przed El Clasico. Od Realu Madryt

    Karty zostały odkryte! Real Madryt na niecałe trzy godziny przed pierwszym gwizdkiem sędziego zaprezentował skład, w jakim przystąpi do walki o Superpuchar Hiszpanii. Królewscy o pierwsze trofeum w 2025 r. powalczą w El Clasico z FC Barcelona, a niewykluczone, że na murawie zobaczymy dwóch Polaków. Opiekun Blaugrany Hansi Flick nie zdradził jeszcze wyjściowego ustawienia “Dumy Katalonii”. Oto wybrańcy Carlo Ancelottiego, który nie kalkuluje. Początek meczu o godz. 20.00.

    Tematy: Real Madryt, FC Barcelona, Kylian Mbappe, Superpuchar Hiszpanii, Robert Lewandowski, Wiadomości Sportowe, Carlo Ancelotti

  • Przemek Czaja zamordowany przez policjanta. Przejmujące wyznanie matki

    Przemek Czaja zamordowany przez policjanta. Przejmujące wyznanie matki

    Aż mnie ciarki przeszły, jak powiedział pan o podobnym przypadku. Przypomniało mi się coś sprzed wielu lat. Niedługo po narodzinach Przemka moja babcia przepowiedziała jego śmierć — mówi w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet Marzenna Czaja. 10 stycznia 19998 r. jej syn Przemek Czaja został skatowany przez policjanta. Pani Czaja szczerze opowiedziała nam nie tylko o babcinej przepowiedni, ale i o rozmowach ze zmarłym Przemkiem, o pretensjach do Pana Boga i o tym, dlaczego śmierć syna mimo wszystko nie poszła na marne.

    Dariusz Dobek: Kim Przemek chciał zostać?

    Marzenna Czaja: Stolarzem. Miał duże zdolności manualne. Potrafił skonstruować sobie taką maszynę z klocków. Wkładał do niej kredkę i w ten sposób rysował. Bardzo ładnie mu to wychodziło.

    To, co powiem, może zabrzmi dziwnie… Kiedyś obiecał, że jak już zostanie stolarzem, to zatrudni nas w swojej firmie. Ja miałam być jego księgową.

    — No dobrze, synku, a jaką to firmę chcesz otworzyć?

    — Domki będę robił.

    — Synuś, jakie domki?

    — No, trumny. Zakład pogrzebowy otworzę.

    (cisza)

    Też byłam bardzo zaskoczona. Nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć. “Dobrze, synuś. Zostaniesz, kim zechcesz”. Bardzo racjonalnie podchodził do życia

    Natomiast jego pierwszym marzeniem było to, żeby zostać koszykarzem.

    — Synuś, za niski jesteś na ten sport. Musiałbyś mieć 1,9 m wzrostu.

    — Mamo, dam radę.

    Miał 1,5 m, akurat zaczął bardziej rosnąć. Ale już nie zdążył…

    Ze zdjęć, które się zachowały, spogląda na nas chłopiec o łagodnym wyrazie twarzy.

    Był bardzo roześmiany, pogodny. A to pieski, a to kotki, a to małe dzieci, a to piłeczka. Lubił wpadać znienacka do domu i rzucić: “A dzień dobry, mamuśka!”. Był naprawdę wesołym, uczynnym dzieckiem.

    Przynosił mi do domu wszystkie psy i koty z okolicy. Co chwila było: “Mamuśka, daj mu jeść, wtedy go wypuszczę”. No i tak robiłam. Proszę sobie wyobrazić, że przez dwa miesiące po pogrzebie na jego grobie czuwał jakiś piesek. Dzień w dzień go spotykaliśmy, a to była sroga zima. Przemuś musiał się nim wcześniej zaopiekować.

    Wie pan, to nie są łatwe sprawy…

    Reportaż TV Słupsk o śmierci Przemka Czai:

    Bo to nie jest tak, że czas leczy rany. To nieprawda. Jest nam bardzo ciężko o tym mówić. Ktoś może stwierdzić: “A, co tam, 25 lat minęło, baba już pewnie zapomniała”. Nie, nic z tych rzeczy. To tak, jakby było wczoraj.

    Jest pewnie trochę lepiej niż wcześniej, ale nie przeszliśmy nad tym do porządku dziennego. Wie pan, od śmierci Przemka my tak naprawdę nie obchodzimy świąt Bożego Narodzenia. To znaczy obchodzimy, ale to nie jest taka radość, jaka była wcześniej.

    Brak radości uwidacznia się też w innych momentach państwa życia?

    Na okrągło. Nie jesteśmy już tacy sami, jacy byliśmy.

    Kilka lat po śmierci Przemka przyznała pani, że czasem już nie potrafi rozmawiać z mężem. Takie sytuacje nadal mają miejsce?

    Tak. Nawet bardzo często. To zrujnowało naszą psychikę. Tego nie da się zapomnieć. Są takie dni, że zamykamy się z mężem osobno w pokojach. Mamy takie doły. Zwłaszcza przed świętami, rocznicami urodzin czy śmierci.

    Otrzymali państwo pomoc specjalistów?

    Tak. Leczyliśmy się. Psycholog, psychiatra… Pojawiły się depresja i stany lękowe.

    Wie pan, jeszcze nie pogodziliśmy się z tą śmiercią. O Przemku nigdy nie mówimy w czasie przeszłym, tylko w teraźniejszym. Dalej jest wśród nas. Dalej funkcjonujemy, jakby on był. Ale jest trudno. Bardzo trudno.

    W jakich momentach szczególnie łapie się pani na takiej myśli, że Przemek dalej gdzieś jest? Że zaraz wróci z podwórka i poprosi, żeby zrobiła mu pani kanapki na kolację?

    Jest dużo takich momentów, tym bardziej że moje dzieci są do siebie bardzo podobne. A mój wnuczek Alanek to jest po prostu wykapany Przemek. Gdy zdałam sobie z tego sprawę, mało zawału nie dostałam.

    Bardzo często z nim rozmawiam. Na różne tematy. O tamtym dniu też. Nie mogłam sobie wybaczyć, że nie wsiadł w autobus i nie przyjechał nim do domu, tylko szedł z innymi kibicami. W przeciwnym razie nadal by żył. Po bardzo, bardzo długim czasie uznałam, że najwidoczniej Pan Bóg tak chciał.

    W takich sytuacjach nieodzowne jest pytanie, dlaczego spotkało to akurat kogoś takiego. Rozmawiała pani na ten temat z Bogiem?

    Bardzo często pytałam Pana Boga, dlaczego zabrał mi Przemka. Miałam o to do Niego pretensje. Tak naprawdę do dzisiaj nie rozumiem, dlaczego tak się stało. Siła wyższa. Bardzo dużo pociechy znaleźliśmy wtedy u księży salezjanów.

  • Polska wojowniczka zginęła z ukochanym. Ich honda roztrzaskała się o kapliczkę

    Polska wojowniczka zginęła z ukochanym. Ich honda roztrzaskała się o kapliczkę

    22-letnia Ewa Larysa Krause wracała do treningów pełna nadziei na kolejne sukcesy. Pół roku wcześniej na igrzyskach w Atlancie otarła się o medal. Marzenia brutalnie przerwał tragiczny wypadek. 12 stycznia 1997 r. judoczka jechała z narzeczonym do Zakopanego na zgrupowanie kadry narodowej. Pod Częstochową ich honda wypadła z drogi i uderzyła w przydrożną kapliczkę. Oboje nie przeżyli.

    Niewysoka, drobna dziewczyna o jasnych włosach i nieśmiałym uśmiechu, która na macie do judo zamieniała się w maszynę do wygrywania. Zapowiadała się na gwiazdę polskiego sportu i wielokrotnie potwierdzała swój talent.

    Urodziła się 4 stycznia 1975 r. w Koszalinie. W życiu nie miała lekko. Wychowywała ją babcia, w domu się nie przelewało oraz nie brakowało problemów rodzinnych. Wchodząca w nastoletni wiek Ewa bywała niesforna i raczej nie uchodziła za prymuskę w Szkole Podstawowej nr 4 im. Władimira Komarowa. Jednak to właśnie tam wydarzyło się coś, co odmieniło jej życie.

    W wieku 12 lat trafiła pod opiekę trenera judo klubu Gwardia, Andrzeja Adamskiego. Sprawne oko fachowca od razu wychwyciło drzemiący w niej potencjał — sprawność, zwinność i szybkość, a przede wszystkim wielką wolę zwyciężania. Trener Adamski musiał tylko (i aż) oszlifować diament, który trafił do niego na zajęcia.

    Ewa Krause nie pojechała na igrzyska do Barcelony. Wkrótce otrzymała kolejny cios

    Wydawało się, że nie będzie to łatwe zadanie, tym bardziej że nastolatka była wyjątkowo nieśmiała. Jednak szybko okazała się osobą, która odwzajemnia zaufanie, a wskazówki i pochwały motywują ją do jeszcze większego wysiłku. Jej pracowitość i poświęcenie treningom w kolejnych latach zaprowadziły ją z podstawówki do kadry narodowej, gdzie prowadził ją Wiesław Błach.

    Sukcesów nie brakowało. Już w 1991 r. Larysa Ewa Krause została złotą medalistką na Europejskich Igrzyskach Młodzieży i wicemistrzynią Europy juniorów. Rok później była już mistrzynią kontynentu w swojej kategorii, a brak jej powołania na igrzyska olimpijskie w Barcelonie wywołał w środowisku spore poruszenie. Drugi cios, jaki w tamtym czasie otrzymała, był jeszcze bardziej bolesny, ponieważ z Koszalina nadeszła wiadomość o śmierci jej babci.

    Judoczka jednak nie poddawała się, dalej robiła swoje i przywoziła kolejne medale. W 1994 r. została mistrzynią Europy seniorów, rok później wywalczyła brąz mistrzostw kontynentu (w kat. 52 kg). W kraju nie miała sobie równych — od 1993 r. cztery razy z rzędu zdobywała złoto w krajowych mistrzostwach.

    Rywalka “tupała w matę, pozorując ataki”

    Jednak największy sukces miał nadejść na igrzyskach w Atlancie w 1996 r. Larysa Ewa Krause dotarła do półfinału, gdzie w kontrowersyjnych okolicznościach przegrała z mistrzynią świata Marie-Claire Restoux. “Francuzka tupała w matę, pozorując ataki. Krause natomiast wykonała kilka akcji, szkoda, że nie zakończonych zdobyciem punktów” — analizował Wojciech Borowiak, ówczesny trener Pawła Nastuli, który w Atlancie zdobył złoto

    Ostatecznie szansa na brązowy medal dla Ewy Krause przepadła po pechowej porażce z Noriko Sugawarą. Po minucie i 14 sekundach pojedynku Polka dała się rzucić aktywniej walczącej Japonce. Nie było wątpliwości — ippon i koniec walki. “Nie zaliczyłbym tej akcji na ippon, to najwyżej było waza-ari (druga najwyższa ocena przyznawana zawodnikowi po ipponie — red.). Medal się Ewie należał” — przekonywał jej trener Wiesław Błach

  • Aryna Sabalenka, Iga Świątek i Coco Gauff walczą o pozycję numer 1 na świecie podczas Australian Open.

    Aryna Sabalenka, Iga Świątek i Coco Gauff walczą o pozycję numer 1 na świecie podczas Australian Open.

    Rywalizacja o Pozycję Numer 1: Sabalenka, Świątek i Gauff na Australian Open 2025

    Australian Open 2025 zapowiada się niezwykle emocjonująco, nie tylko ze względu na prestiż turnieju, ale także przez zaciętą walkę o pozycję liderki rankingu WTA. O miano najlepszej tenisistki świata rywalizować będą Aryna Sabalenka, Iga Świątek oraz Coco Gauff.

    Sabalenka broni pozycji liderki

    Białorusinka Aryna Sabalenka przystępuje do turnieju jako obecna numer 1 rankingu WTA. Jej celem będzie nie tylko zwycięstwo w Melbourne, ale przede wszystkim obrona swojej pozycji. Sabalenka ma na koncie triumf w Australian Open 2024 i jeśli powtórzy ten sukces, pozostanie liderką bez względu na wyniki rywalek.

    Świątek powraca na szczyt?

    Dla Igi Świątek Australian Open to szansa na odzyskanie pozycji numer 1, którą straciła na rzecz Sabalenki po US Open 2024. Polka zapowiada walkę o każdą piłkę i podkreśla, że jest gotowa na nowe wyzwania. “Skupiam się na swojej grze i każdym kolejnym meczu. Ranking to tylko dodatek” – powiedziała Świątek na konferencji prasowej przed turniejem.

    Gauff rośnie w siłę

    Coco Gauff, mistrzyni US Open 2024, jest trzecią zawodniczką walczącą o fotel liderki. Amerykanka, która z każdym turniejem pokazuje coraz dojrzalszą grę, może zaskoczyć zarówno Sabalenkę, jak i Świątek. Aby jednak zdobyć pierwsze miejsce w rankingu, musi osiągnąć finał lub wygrać turniej, licząc jednocześnie na mniej udane występy rywalek.

    Scenariusze walki o numer 1

    1. Sabalenka pozostanie liderką, jeśli dotrze do finału lub wygra turniej.

    2. Świątek może wrócić na szczyt, jeśli wygra Australian Open i Sabalenka odpadnie przed finałem.

    3. Gauff zdobędzie pozycję numer 1 tylko w przypadku zwycięstwa w turnieju i słabszych wyników Sabalenki oraz Świątek.

     

    Emocje gwarantowane

    Zacięta rywalizacja trzech czołowych tenisistek zapowiada spektakularne mecze w Melbourne. Fani z całego świata z niecierpliwością czekają na początek turnieju, który może przynieść zmiany na szczycie światowego tenisa kobiecego.

    Kto zakończy Australian Open 2025 jako liderka rankingu? Odpowiedź poznamy już wkrótce.

     

  • Dramatyczna sytuacja w kraju Wilfredo Leona. “Europejczyk by nie przeżył”

    Dramatyczna sytuacja w kraju Wilfredo Leona. “Europejczyk by nie przeżył”

    Nie ukrywam, że są duże problemy. Może teraz dostanę dużo hejtu, ale to mnie nie uderza, bo taka jest sytuacja na Kubie. W ostatnim czasie sytuacja z prądem jest problematyczna — wyjawia Wilfredo Leon w rozmowie z Piotrem Karpińskim z Eurosportu. Reprezentant Polski mówi wprost, że “Europejczyk na Kubie by nie przeżył”. Leon zaskoczył, wyjawiając, że planuje do Polski ściągnąć swoich rodziców. Wszystko przez problemy, z którymi codziennie mierzą się Kubańczycy. Choć rodzice jednego z najlepszych siatkarzy świata i tak są w uprzywilejowanej sytuacji.

    Na Kubie nie ma nic. Nie ma paliwa, nie ma mydła — można je tylko znaleźć w miejscach dla turystów lub w sklepach walutowych. Ulice wypełnione są muzyką i rumem — relacjonował w lutym Dariusz Jarzyna. Największa wyspa na Karaibach, a szczególnie jej mieszkańcy, do dziś odczuwają skutki rządów Fidela Castro i jego syna Raula, który w 2018 r. oddał władzę Miguelowi Diazowi-Canelowi. O codziennych problemach Kubańczyków opowiedział w rozmowie z Eurosportem Wilfredo Leon.

    Europejczycy nie daliby rady żyć tak, jak żyją Kubańczycy. W sklepach nic nie ma nawet przez trzy miesiące — zaczyna Leon.

    — Nie ukrywam, że są duże problemy. Może teraz dostanę dużo hejtu, ale to mnie nie uderza, bo taka jest sytuacja na Kubie. W ostatnim czasie sytuacja z prądem jest problematyczna. Już z całego kraju można znaleźć w internecie filmiki z tego, co się tam dzieje — mówi 31-latek.

    — Ciężko jest gdy powiedzmy, nie masz w domu prądu przez kilka godzin. Bo to dla elektroniki, którą masz w domu, czyli dla lodówki, telewizora itd., jest bardzo problematyczne — kontynuuje Leon.

    Jak ma się utrzymać w lodówce jedzenie, gdy nie ma prądu? Albo w ogóle jak się utrzyma ludzi, gdy nie ma za dużo jedzenia. Ja nie mówię, że nie ma go na Kubie wcale, ale naprawdę ma go za dużo — mówi wprost.

    — Mamy też problemy z benzyną. To wszystko jest trudne dla ludzi, którzy tam żyją. Też dla moich rodziców. Nie jest łatwo. Ja myślę, że osoba, która jest spoza Kuby, miałaby bardzo ciężko, żeby żyć w takich warunkach — twierdzi Leon.

    — Oni [rodzice Leona] nie chcą mnie tym martwić. Oczywiście teraz mamy internet i dzięki temu mogę wiedzieć, co się dzieje, nawet gdy mi o tym nie powiedzą. Ale gdy już widzę coś w internecie, to wtedy pytam ich wprost, co się dzieje i jaka jest sytuacja. Mówię np., że “widzę informacje o huraganie czy o braku prądu, więc podajcie mi więcej informacji” — wyjawia.

    Na razie mają akurat komfortową sytuację, bo żyją w miejscu, które nie jest aż tak zagrożone tymi problemami. To dzięki temu, że mam możliwość pomagania im, ale reszta ludzi ma ciężko — dodaje.

    Reprezentant Polski pochodzący z portowego miasta Santiago de Cuba wyjawia, że pracuje nad sprowadzeniem do Polski swoich rodziców.

    — Chcę. Jest temat, ale dla nich to nie jest łatwe. Bo wiemy, jak trudny jest język polski. Moja mama ma już 60 lat, ale zobaczymy. Coś będziemy kombinować — kończy wątek.

    Wilfredo Leon polskie obywatelstwo otrzymał w 2015 r., mimo że nigdy wcześniej nie grał w naszym kraju. Kibice mogli się zastanawiać, skąd w ogóle miał taką możliwość, ale kluczowa w tej kwestii była jego żona Małgorzata, którą poznał kilka lat wcześniej.

    Historia znajomości Wilfredo Leona i Małgorzaty Gronkowskiej rozpoczęła się kilkanaście lat temu. Para poznała się przez internet. “To była moja inicjatywa, ale on napisał pierwszy” – opowiadała ukochana siatkarza w materiale wideo, który w 2016 r. pojawił się na youtubowym kanale Zenitu Kazań, czyli ówczesnego klubu Leona.

  • W WTA nie czekali na mecz Sabalenki. Kluczowa informacja dla Igi Świątek

    W WTA nie czekali na mecz Sabalenki. Kluczowa informacja dla Igi Świątek

    W ostatnich tygodniach doszło do istotnych zmian na szczycie rankingu WTA, które mają bezpośredni wpływ na pozycję Igi Świątek. Aryna Sabalenka, dzięki serii znakomitych występów, zdołała wyprzedzić polską tenisistkę i objąć prowadzenie w światowej klasyfikacji.

    Decydującym momentem był triumf Sabalenki w turnieju WTA 1000 w Wuhan, gdzie w finale pokonała mistrzynię olimpijską, Qinwen Zheng. To zwycięstwo zapewniło Białorusince znaczną liczbę punktów, pozwalając jej na wyprzedzenie Świątek w rankingu.

    Dodatkowo, WTA wprowadziła zmiany w punktacji, które przyspieszyły przetasowania na szczycie. Organizacja zdecydowała się na odjęcie punktów za brak udziału w obligatoryjnych turniejach rangi 500. W efekcie, Świątek straciła 120 punktów zdobytych w Miami, podczas gdy Sabalence odjęto jedynie 10 punktów za turniej w Dubaju. Te korekty spowodowały, że Białorusinka objęła prowadzenie z przewagą 41 punktów nad Polką.

    Reakcje na te zmiany były różnorodne. Partner Sabalenki, Georgios Frangulis, wyraził swoją radość w mediach społecznościowych, podkreślając osiągnięcie ukochanej. Z kolei sama Sabalenka z dystansem skomentowała swoją pozycję liderki, pisząc: “Numer 1… Zobaczymy jak długo tym razem”.

    Iga Świątek, mimo utraty pozycji liderki, kontynuuje przygotowania do nadchodzących turniejów. Polska tenisistka skupia się na treningach, mając na celu odzyskanie najwyższej pozycji w rankingu. Jej determinacja i dotychczasowe osiągnięcia pozwalają wierzyć, że wkrótce ponownie będzie walczyć o miano najlepszej tenisistki świata.

     

  • Mistrzostwo Świątek na Roland Garros 2024: Pokaz Siły Forehandu i Zwinności w Obronie

    Mistrzostwo Świątek na Roland Garros 2024: Pokaz Siły Forehandu i Zwinności w Obronie

    Mistrzostwo Świątek na Roland Garros 2024: Pokaz Siły Forehandu i Zwinności w Obronie

    Iga Świątek po raz czwarty w karierze triumfowała na kortach Rolanda Garrosa, udowadniając, że na paryskiej mączce nie ma sobie równych. Jej zwycięstwo w finale nad Eleną Rybakiną (6:3, 7:5) było pokazem tenisowej precyzji, siły oraz niezwykłej zdolności do obrony trudnych piłek.

    Forehand jako klucz do zwycięstwa

    Jednym z najważniejszych elementów gry Świątek w tegorocznym turnieju był jej niezawodny forehand. Dzięki precyzyjnym i mocnym uderzeniom Polka nieustannie wywierała presję na rywalkach, zmuszając je do błędów. Szczególnie w finałowym meczu przeciwko Rybakinie Świątek wielokrotnie wykorzystywała ten atut, zdobywając kluczowe punkty w decydujących momentach.

    Zwinność w obronie

    Nie mniej imponujące było defensywne ustawienie Świątek. Nawet w trudnych sytuacjach potrafiła odbierać niemal niemożliwe do osiągnięcia piłki. Jej szybkie reakcje i doskonała praca nóg pozwalały nie tylko na skuteczną obronę, ale również na natychmiastowe przejście do ataku.

    Droga do triumfu

    Na swojej drodze do finału Świątek pokonała takie rywalki jak Jessica Pegula, Aryna Sabalenka i Coco Gauff. Każdy z tych meczów był wyjątkowym testem jej umiejętności, jednak Polka z każdym kolejnym spotkaniem udowadniała, że jest w szczytowej formie.

    Komentarze i reakcje

    Po meczu Świątek podkreślała, jak wiele znaczy dla niej kolejny triumf w Paryżu. „To wyjątkowe miejsce, a każde zwycięstwo tutaj smakuje inaczej. Cieszę się, że mogłam pokazać swój najlepszy tenis” – mówiła z uśmiechem.

    Historyczny sukces

    Czwarty tytuł na Roland Garros plasuje Świątek wśród najlepszych tenisistek w historii tego turnieju. Eksperci nie mają wątpliwości – Polka jest obecnie nie tylko królową mączki, ale także jedną z najważniejszych postaci światowego tenisa.

    Jej triumf w 2024 roku zapisze się na kartach historii jako kolejny dowód na niezwykły talent i determinację tej młodej zawodniczki. Świątek potwierdziła, że jest nie tylko mistrzynią kortu, ale także inspiracją dla milionów fanów sportu na całym świecie.