Category: Home

  • Świątek zdeklasowała mistrzynię US Open. 6:1 i 6:0, Polka w czwartej rundzie w Melbourne

    Świątek zdeklasowała mistrzynię US Open. 6:1 i 6:0, Polka w czwartej rundzie w Melbourne

    Świątek zdeklasowała mistrzynię US Open. 6:1 i 6:0, Polka w czwartej rundzie w Melbourne

    Już pierwszy mecz na Rod Laver Arena podczas siódmego dnia zmagań w głównej drabince Australian Open przyniósł nam polskie emocje. Na korcie centralnym pojawiła się Iga Świątek, by rywalizować z Emmą Raducanu o awans do czwartej rundy turnieju. Nasza reprezentantka nie dała najmniejszych szans mistrzyni US Open 2021. Raszynianka rozegrała kapitalne spotkanie, zakończone zwycięstwem 6:1, 6:0. O awans do ćwierćfinału imprezy rozgrywanej w Melbourne powalczy z Evą Lys.

     

    Iga Świątek rozpoczęła tegoroczny turniej Australian Open w bardzo dobrym stylu, od zwycięstwa przeciwko Katerinie Siniakovej 6:3, 6:4. Jeszcze efektowniej wyglądał wynik potyczki z Rebeccą Sramkovą. Reprezentantka Słowacji postanowiła mniejszy opór niż Czeszka, a Polka świetnie to wykorzystała. 23-latka zwyciężyła 6:0, 6:2. W kolejnej rundzie przeciwniczką wiceliderka rankingu WTA okazała się Emma Raducanu. Reprezentantka Wielkiej Brytanii wyeliminowała w Melbourne Jekaterinę Aleksandrową i Amandę Anisimovą.

     

    Dotychczasowy bilans w bezpośrednich starciach pomiędzy Igą i Emmą na poziomie zawodowym wynosił 3-0 na korzyść raszynianki. Na dodatek 23-latka wygrała także ich potyczkę w ćwierćfinale juniorskiego Wimbledonu 2018. Polka nie straciła jeszcze seta w rywalizacji z młodszą rywalką, jednak spora część tych starć generowała ogromny ładunek emocjonalny, często widzieliśmy wyrównane partie. Podobnie miało być i tym razem.

     

    Koncertowy występ Igi Świątek. Polka zagra o ćwierćfinał Australian Open

     

    Jeszcze nie wystartował mecz, a Marija Cicak wręczyła Polce… ostrzeżenie. Pani sędzia uznała, że Iga wydłuża moment rozpoczęcia spotkania, chociaż Świątek prawdopodobnie zrobiła to w oczekiwaniu na ręczniki. Mimo krótkiej dyskusji nie wytrąciło to naszej reprezentantki z równowagi – wręcz przeciwnie – wygrała sześć punktów z rzędu i zapachniało prowadzeniem 2:0 po tym, jak pojawiły się dwa break pointy po stronie raszynianki. Nie udało się jednak ich wykorzystać i ostatecznie na tablicy wyników pojawił się rezultat 1:1.

     

    23-latka grała cierpliwie i czekała na kolejne okazje na przełamanie. Te zrodziły się już podczas kolejnego rozdania przy serwisie Brytyjki. Tym razem wiceliderka rankingu WTA miała aż trzy szanse z rzędu. Przy drugiej popisała się kapitalnym minięciem z defensywy i mieliśmy 3:1 dla Polki. Później Iga efektownie utrzymała także swoje podanie, do zera.

     

    Świątek nie dawała rywalce chwili wytchnienia, cały czas napierała i zmuszała mistrzynię US Open 2021 do błędów. Raszynianka konsekwentnie realizowała swoją taktykę i to przyniosło pozytywne skutki także w kolejnych minutach. Ponownie przełamanie pozwoliło naszej tenisistce zamykać seta przy stanie 5:1. Znów nie miała praktycznie żadnych szans problemów przy swoim podaniu. Jedyny punkt zdobyty w tym gemie przez Raducanu miał miejsce po podwójnym błędzie Polki. Ostatecznie premierowa odsłona zakończyła się wynikiem 6:1.

    https://x.com/Eurosport_PL/status/1880421920597790801

    Emma próbowała zaczepić się na grę na starcie drugiego seta. Wiedziała, że już nie ma nic do stracenia. Świetnie pracowała w defensywie, ale to i tak było zbyt mało, by utrzymać swoje podanie. Świątek dopięła swego za trzecim break pointem i już na starcie wypracowała sobie przewagę przełamania. Z każdą minutą Iga coraz bardziej odbierała atuty rywalce. Ostatecznie skończyło się pogromem. Raszynianka wygrała spotkanie 6:1, 6:0 i w kapitalnym stylu zameldowała się w czwartej rundzie, gdziezagra z Evą Lys.

     

  • Oto co Świątek napisała na kamerze po meczu. Wprawiła w kłopoty organizatorów

    Oto co Świątek napisała na kamerze po meczu. Wprawiła w kłopoty organizatorów

    Oto co Świątek napisała na kamerze po meczu. Wprawiła w kłopoty organizatorów

     

    Iga Świątek w hitowym meczu III rundy Australian Open pokonała Emmę Raducanu 6:1, 6:0. Po meczu wzięła flamaster i napisała do kamery bardzo piękne słowa, które… wprawiły w kłopot organizatorów.

     

    Iga Świątek pokazała wielką klasę w bardzo interesującym starciu III rundy Australian Open z Emmą Raducanu. Polka pokonała mistrzynię US Open 2021 – 6:1, 6:0. – To był doskonały występ polskiej tenisistki, która nie dała żadnych szans rywalce – pisał w relacji z meczu Dominik Senkowski, dziennikarz Sport.pl.

     

    Piękne słowa Świątek na kamerze po meczu. Poszło w świat

    Iga Świątek po tradycyjnym, pomeczowym wywiadzie, podeszła do jednej z kamer i zaczęła pisać słowa. Okazało się, że napisała je po polsku, co wprawiło w kłopot organizatorów imprezy. – Dobrzy ludzie internetu, pomóżcie nam z tłumaczeniem proszę – napisała oficjalna strona Australian Open na portalu X.

     

    Okazało się, że Świątek napisała piękne słowa: “Pozdrawiam i wysyłam serduszka dla mojego dziadka”

     

    Tuż przed pisaniem Iga Świątek przez kilka sekund się zastanawiała i uśmiechnęła. Tak jakby, miała wątpliwości co napisać. Jej wszyscy kibice pewnie będą liczyć, że takie miłe “kłopoty” Polka będzie miała aż do finału.

     

    Świątek w IV rundzie Australian Open zmierzy się z Niemką Evą Lys (128. WTA), która pokonała Jaqueline Cristian (Rumunia, 82. WTA)

     

    Mecz się jeszcze nie zaczął, a Świątek już dostała upomnienie. Tak odpowiedziała sędzi

    https://x.com/AustralianOpen/status/1880438926466281522

    “Lepiej się nie da”, “Świątek przejeżdża po Raducanu jak walec”, “Na miejscu Raducanu można się tylko załamać” – takie komentarze słyszeliśmy do popisowej gry Świątek przeciw Raducanu. A widzieliśmy, jak znakomicie Polka zareagowała na zaskakujące upomnienie, które dostała od sędzi tuż przed meczem. Wygrana Igi 6:1, 6:0 zrobiła duże wrażenie na nas i zapewne styl jej zwycięstwa będzie komentowany na całym świecie. Bo świat liczył, że Brytyjka postawi się Polce, a odebrała od Igi lekcję tenisa – pisał w spostrzeżeniach z meczu Łukasz Jachimiak, dziennikarz Sport.pl.

     

  • Ogromna premia finansowa dla Igi Świątek. Tyle zarobiła za awans w Australian Open

    Ogromna premia finansowa dla Igi Świątek. Tyle zarobiła za awans w Australian Open

    Ogromna premia finansowa dla Igi Świątek. Tyle zarobiła za awans w Australian Open

    Iga Świątek zgarnia coraz większe pieniądze podczas tegorocznego Australian Open! Nasza tenisistka przejechała się jak walec po Emmie Raducanu w 3. rundzie wielkoszlemowego turnieju. Nasza tenisistka bez problemu pokonała Brytyjkę w dwóch setach 6:1, 6:0 i dzięki temu zapewniła sobie 254 tys. dolarów (1 mln 53 tys. 134 zł 80 zł). Na naszą zawodniczkę potężne pieniądze czekają również w kolejnych rundach.

     

    Jeśli raszynianka wygrałaby w Australii, wówczas otrzyma 2 mln 131 tys. dolarów (8 mln 843 tys. 192 zł). Już od ćwierćfinału kwoty za zwycięstwa będę robić coraz większe wrażenie. Za dotarcie najlepszej “ósemki” zawodnicy mogą liczyć na zarobek rzędu 406 tys. dolarów (1 mln 682 tys. 345 zł), za półfinał jest 670 tys. dolarów (2 mln 778 tys. 954 zł), natomiast za dotarcie do finału organizatorzy przygotowali czek o wartości 1 mln 167 tys. dolarów (4 mln 840 tys. 385 zł).

     

    Iga Świątek z ogromną sumą na koniec 2024 r.

     

    Na początku tego roku polska tenisistka zgarnęła już 600 tys. dol. Nasza tenisistka w całej dotychczasowej karierze zarobiła na kortach łącznie 33 mln 742 tys. 891 dol (139 mln 904 tys. 774 zł). Nasza zawodniczka zeszły rok zakończyła z imponującymi kwotami tak zarobionymi na kortach, jak i z umów sponsorskich.

     

    Nagrody pieniężne: 8,4 mln dol. (34,10 mln zł)

    Umowy sponsorskie: 13 mln dol. (52,78 mln zł)

    Australian Open: tyle mogą zarobić zawodnicy podczas tegorocznego turnieju wielkoszlemowego. Ogromne pieniądze!

    1 runda turnieju głównego – 81 tys. dolarów (335 tys. 642 zł)

    2 runda turnieju głównego – 122 tys. dolarów (505 tys. 836 zł)

    3 runda turnieju głównego – 173 tys. dolarów (717 tys. 292 zł)

    4 runda turnieju głównego – 254 tys. dolarów (1 mln 53 tys. 134 zł)

    ćwierćfinał – 406 tys. dolarów (1 mln 682 tys. 345 zł)

    półfinał – 670 tys. dolarów (2 mln 778 tys. 954 zł)

    finał – 1 milion 167 tys. dolarów (4 mln 840 tys. 385 zł)

    zwycięzcy – 2 miliony 131 tys. dolarów (8 mln 843 tys. 192 zł)

     

  • Mistrzyni US Open bez szans! Popis Igi Świątek w AO

    Mistrzyni US Open bez szans! Popis Igi Świątek w AO

    Mistrzyni US Open bez szans! Popis Igi Świątek w AO

    Iga Świątek pokonała Emmę Raducanu 6:1, 6:0 w trzeciej rundzie Australian Open! To był doskonały występ polskiej tenisistki, która nie dała żadnych szans rywalce.

     

    W sobotę jako pierwsze na kort w turnieju kobiecym w Melbourne wyszły Iga Świątek (2. WTA) i Emma Raducanu (61.). Polka była faworytką, także z racji korzystnego bilansu z Brytyjką (4:0). Raducanu jednak całkiem dobrze zaprezentowała się dotychczas w tegorocznym Australian Open, we wcześniejszych rundach pokonując Rosjankę Jekatrinę Aleksandrową oraz Amerykankę Amandę Anisimową

     

    Raducanu to także mistrzyni US Open 2021. Tenisistka bez dwóch zdań o wielkim talencie, która jednak w ostatnich latach przeszła sporo zawirowań zdrowotnych, kilka zmian trenerów i była skupiona momentami bardziej na biznesowej stronie sportu

     

    Dominacja w pierwszym secie

     

    Iga Świątek dużo lepiej weszła w to spotkanie. Grała bardzo płasko, agresywnie, a Brytyjka głównie była zmuszona do ratowania się w obronie. Raducanu nie miała nic do powiedzenia w pierwszym gemie przy podaniu rywalki. Przy własnym też dopadły ją kłopoty.

     

    Świątek prowadziła już 40:15, ale Raducanu kilkoma efektownymi akcjami zdołała się wtedy jeszcze wybronić. Zwłaszcza jedna wymiana, w której zagrała skrót i przelobowała Polkę, mogła się podobać. 1:1. Nasza zawodniczka była jednak regularniejsza w uderzeniach zza końcowej linii. W efekcie najpierw znów pewnie utrzymała serwis, a potem przełamała Raducanu.

     

    W kolejnym gemie serwisowym Brytyjki szybko zrobiło się 0:40. Mistrzyni US Open podawała zbyt słabo, by odeprzeć mocny return przeciwniczki. Świątek szybko wchodziła do przodu, przejmowała inicjatywę, korzystała z dobrego forhendu. Następnie znów świetnie serwowała, jej podań rywalka w ogóle nie była w stanie odpowiednio odczytać. 4:1 dla faworytki.

     

    Iga Świątek nie zamierzała odpuszczać. Parła do przodu, wykorzystywała każdą wolniejszą piłkę do ataku – także przy serwisie rywalki. Raducanu podawała zbyt słabo, by móc odeprzeć napór rywalki. Kolejne głębokie returny Polki lądowały tuż pod jej nogami i nie potrafiła odpowiedzieć. Znów została przełamana i 1:5 z jej perspektywy. A po chwili 1:6, bo nie radziła sobie także w gemach Polki. Nasza tenisistka pozostawała skoncentrowana, głównie trafiła pierwszym podaniem i w kapitalnym stylu wygrała pierwszą partię.

     

    Polka w czwartej rundzie!

     

    Drugi set, a obraz gry praktycznie nie zmienił się. Świątek utrzymywała wysokie tempo gry, rywalka tylko momentami potrafiła nadążyć. Stąd długi pierwszy gem, kilka szans Raducanu, walczyła by nie stracić podania, ale wszystko na nic. Została przełamana, a Polka popisała się na koniec kolejnym pięknym forhendem po linii.

     

    Po chwili było już 2:0. Brytyjka chciała grać szybciej, atakować, ale popełniała przy tym zbyt wiele błędów. Jednocześnie nasza tenisistka w obronie także potrafi imponować, co pokazała w jednej z akcji. Długo broniła się, potem

     

    wyprowadziła cios i kolejny punkt. Na tak dobrze dysponowaną Świątek trudno znaleźć receptę.

    Raducanu wyglądała już na podłamaną. Serwis dalej nie funkcjonował, wiceliderka rankingu popisała się kolejnym winnerem z returnu. Brytyjka nie mogła grać pasywnie, ale gdy chciała atakować, nie trafiała zbyt często w kort. W efekcie kolejne przełamanie i 3:0.

     

    W kolejnym gemie Polka w niesamowity sposób wybroniła się po returnie Brytyjki. Ta druga mogła być niemal pewna, że punkt pójdzie na jej stronę, ale przeciwniczka najpierw uratowała się, a potem jeszcze sama przycisnęła. Raducanu nie miała argumentów, by zatrzymać taką Świątek. 0:4.

     

    W piątym gemie Brytyjka prowadziła i wydawało się, że w końcu otworzy wynik po swojej stronie w tym secie. W pewnym momencie, stojąc przy siatce, zawahała się jednak i nie wykorzystała przewagi. Tak straciła równowagę mentalną. Następnie została zdominowana przez Polkę w wymianie, popełniła podwójny błąd serwisowy i jeszcze raz została przełamana. Zbyt wiele w tym meczu kosztowała ją walka o wygrywanie któregokolwiek własnego serwisu.

     

    Nasza tenisistka skończyła to spotkanie wynikiem 6:1, 6:0. Jej dominacja była niepodważalna. Iga Świątek jest już w czwartej rundzie Australian Open. W kolejnym spotkaniu zmierzy się z lepszą z pary Niemka Ewa Lys (128.) – Rumunka Jaqueline Cristian (82.)

     

     

  • 17-latka zszokowała Magdalenę Fręch. Tego zabrakło Polce podczas Australian Ope

    17-latka zszokowała Magdalenę Fręch. Tego zabrakło Polce podczas Australian Ope

    17-latka zszokowała Magdalenę Fręch. Tego zabrakło Polce podczas Australian Ope

    Magdalena Fręch przed rokiem zanotowała swój najlepszy występ podczas Australian Open, bo dotarła aż do czwartej rundy. Chociaż bieżącą edycję rozpoczęła w dobrym stylu, nie udało jej się wyrównać swojego życiowego osiągnięcia. W trzeciej rundzie lepsza od niej okazała się Mirra Andriejewa (6:2, 1:6, 6:2). Po zakończeniu spotkania Polka nie ukrywała, że dyspozycja 17-latki w bezpośrednim starciu ją zszokowała.

     

    Po piątkowych zmaganiach mamy już tylko jedną reprezentantkę Polski w turnieju singlowym Australian Open. Magdalena Fręch nie dała rady Mirrze Andriejewej, a młoda Rosjanka zrobiła na łodziance wielkie wrażenie.

     

    Fręch nie wyrównała życiowego wyniku. Andriejewa okazała się zbyt silna

     

    Magdalena Fręch ma za sobą wyjątkowo udany 2024 rok. Wygrała swój pierwszy turniej w głównym cyklu WTA, awansowała na najwyższe w swojej karierze miejsce w światowym rankingu, a także zaliczyła najlepszy wielkoszlemowy występ. Podczas ubiegłej edycji Australian Open dotarła aż do czwartej rundy. Był to wielki sukces sportowy, ale i finansowy – do tej pory nigdy nie zainkasowała więcej, niż przed rokiem w Melbourne.

     

    Łodzianka miała wielki apetyt na co najmniej powtórzenie tego wyniku. Na początku zmagań w Australii wyeliminowała Polinę Kudiermietową (6:4, 6:4), a następnie Annę Blinkową (0:6, 6:0, 6:2). Nie ulegało jednak wątpliwości, że w trzeciej rundzie czeka ją znacznie trudniejsze wyzwanie. Na przeciwko Fręch stanęła bowiem Mirra Andriejewa, jedna z najbardziej utalentowanych tenisistek najmłodszego pokolenia. Rosjanka pewnie wygrała pierwszy set (6:2), za to w drugim inicjatywę przejęła Polka (6:1). Nie wykorzystała jednak swojej dobrej chwili, bo w trzeciej partii 17-latka zachowała więcej zimnej krwi i ostatecznie triumfowała (6:2), co zapewniło jej awans do najlepszej szesnastki turnieju.

     

    Andriejewa zszokowała Fręch

     

    To, co zadecydowało o ostatecznym triumfie, to długie wymiany z trzeciego seta. Te znacznie częściej padały łupem Andriejewej, a Magdalena Fręch była pod wrażeniem poziomu prezentowanego przez rywalkę. “Walczyłyśmy jak na noże. Mirra wybierała takie piłki, że byłam sama w ciężkim szoku. Rozganiałam ją z jednego narożnika w drugi, a ona gdzieś tam ostatkiem ręki te piłki wyciągała. Jak starałam się podchodzić bliżej, to mnie mijała” – powiedziała łodzianka przed kamerami “Eurosportu”.

     

    27-latka oceniła też swój występ i zdiagnozowała, czego zabrakło jej w ostatnim spotkaniu. “To był mecz na styku. Zabrakło wykończenia może 2-3 piłek, trochę takiego farta, żeby w tę linię zagrać. Myślę, że jest to dobry prognostyk na kolejną część sezonu, a w zasadzie na jego początek” – uważa Fręch. Nie zamierza jednak podłamywać się szybkim pożegnaniem z turnieju w Melbourne. “Punkty w miarę obronione za zeszłoroczną Australię, więc na pewno nie będę narzekać, bo przyjeżdżałam tutaj z innym nastawieniem. Mam nadzieję, że wyjadę z podniesioną głową” – spuentowała.

    https://x.com/AustralianOpen/status/1880144258717680007

    Polacy muszą teraz ściskać kciuki za Igę Świątek. Raszynianka zmierzy się z Emmą Raducanu w nocy z piątku na sobotę czasu polskiego.

     

    https://x.com/Eurosport_PL/status/1880186469471375613

  • Tak wygląda tabela MŚ po tym, co się stało w meczu Czechy – Polska

    Tak wygląda tabela MŚ po tym, co się stało w meczu Czechy – Polska

    Tak wygląda tabela MŚ po tym, co się stało w meczu Czechy – Polska

    Reprezentacja Polski jedynie zremisowała 19:19 z Czechami w drugim spotkaniu mistrzostw świata, i to mimo znakomitej postawy Marcela Jastrzębskiego. Tylko że pozostali Biało-Czerwoni nieco zawiedli. Wywalczyli punkt i nieco poprawili sytuację w tabeli. Tym samym zachowali nadzieje na awans. Tak wygląda tabela “polskiej” grupy

     

    Reprezentacja Polski rozpoczęła zmagania na mistrzostwach świata od dość wyrównanej gry z wicemistrzami olimpijskimi Niemcami. Przynajmniej w pierwszej połowie. Tylko że w końcówce drugiej partii gra Biało-Czerwonych się posypała, rywale odskoczyli i ostatecznie wygrali 35:28. To znacząco skomplikowało sytuację naszej kadry w grupie, ale wciąż zachowała nadzieję na awans.

     

    Polska remisuje z Czechami. Marcel Jastrzębski show, ale pozostali Biało-Czerwoni wyzwaniu nie podołali

     

    Stało się jasne, że Polska musi zagrać znacznie lepiej w kolejnych meczach i zacząć punktować. Kolejna okazja pojawiła się w piątek, w starciu z Czechami. Teoretycznie to szczypiorniści Marcina Lijewskiego byli faworytami do wygranej, mimo że rywale w pierwszym spotkaniu zremisowali 17:17 ze Szwajcarią, dzięki czemu wywalczyli punkt i byli w nieco bardziej komfortowej sytuacji.

     

    Presja na Polakach była więc dość spora. I niestety w pierwszej połowie mieli kłopoty, by ją udźwignąć. Od początku grali dość nerwowo. To zaowocowało czerwoną kartką i to już w ósmej minucie spotkania. Otrzymał ją Marek Marciniak za uderzenie rywala w twarz. W kolejnych minutach to nasi południowi sąsiedzi wykazywali większą inicjatywę.

     

    Wypracowali sobie nawet trzybramkową przewagę, ale Polacy ją odrobili (7:7), a po chwili wyszli nawet na prowadzenie. Tylko że radość długo nie trwała. Znów Czesi narzucili swój rytm gry, a Biało-Czerwoni popełniali sporo błędów. I tak pierwsza partia zakończyła się prowadzeniem rywali 12:9.

     

    A jak wyglądała druga połowa? Polacy starali się gonić wynik. I mieli kilka dobrych okazji, by wyrównać, m.in. grając w przewadze. Tyle tylko, że wówczas sami popełniali błędy, bądź też brakowało szczęścia i obijali poprzeczki. Dopiero w 45. minucie Biało-Czerwonym udało się doprowadzić do remisu (15:15). I zaczęła się gra cios za cios. Polaków ratował Marcel Jastrzębski, który zanotował kilka kapitalnych interwencji. I pomógł kolegom wyjść na prowadzenie. Ale w końcówce je stracili i ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 19:19.

     

    Dzięki temu remisowi Polacy wywalczyli pierwszy punkt na tych mistrzostwach i nieco polepszyli sytuację w tabeli, choć pozostali na czwartej lokacie. Tuż nad nimi są Szwajcarzy z takim samym dorobkiem punktowym, ale mają o jeden mecz rozegrany mniej. Już dziś zmierzą się z Niemcami, liderami grupy. Czesi są na drugim miejscu.

     

    Tabela grupy A po meczu Polska – Czechy:

    1. Niemcy – 1 mecz, 2 pkt, bilans bramek 35:28

    2. Czechy – 2 mecze, 2 pkt, 36:36

    3. Szwajcaria – 1 mecz, 1 pkt, 17:17

    4. Polska – 2 mecze, 1 pkt, 47:54.

     

    Do kolejnej fazy zmagań awansują trzy najlepsze drużyny z grupy, więc w ostatnim meczu ze Szwajcarami Polacy zagrają o wszystko. 

     

  • Zdobyła dla Polski medal w Paryżu i zniknęła. Teraz wyjawia plany na przyszłość

    Zdobyła dla Polski medal w Paryżu i zniknęła. Teraz wyjawia plany na przyszłość

    Zdobyła dla Polski medal w Paryżu i zniknęła. Teraz wyjawia plany na przyszłość

    Historia Aleksandry Jareckiej robi ogromne wrażenie. Szpadzistka pierwotnie nie znalazła się nawet na liście zawodniczek powołanych na igrzyska olimpijskie w Paryżu, a ostatecznie pojechała na nie jako rezerwowa. W ostatnich sekundach swoich zmagań zdecydowała się na odważny atak, dzięki któremu zapewniła reprezentacji Polski brązowe medale, a o jej wybuchu radości mówił cały świat. Od tamtej pory 29-latka zawiesiła działalność sportową. O swojej przyszłości porozmawiała z Mateuszem Puką ze “Sportowych Faktów WP”.

     

    Aleksandra Jarecka była jedną z polskich bohaterek podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu, a po nich przestała udzielać się sportowo. Nie zamierza jednak kończyć kariery w szermierce.

     

    Historia Jareckiej jak z filmu. Miała nie jechać do Paryża, wygrała Polkom medal

     

    Takie historie nie zdarzają się często. Aleksandra Jarecka początkowo miała w ogóle nie polecieć do Paryża. Polka, która wróciła do sportu po urlopie macierzyńskim, prezentowała się z dobrej strony, nie znalazła uznania i nie otrzymała powołania. Po protestach postanowiono, że 29-latka wybierze się do Francji w roli rezerwowej. To oznaczało, że nie będzie mogła wystąpić w konkursie indywidualnym. W pierwszych zmaganiach drużynowych trener Bartłomiej Język stawiał na Alicję Klasik, ale później zmienił ją na Jarecką. A ta stworzyła historię.

     

    Biało-czerwone zmagały się z Chinkami w batalii o brązowe medale. W końcówce zmagań doszło do ogromnego skandalu, bo tablica wskazywała błędny wynik z fałszywą korzyścią dla Polek. Zdezorientowane biało-czerwone straciły punkt, ale zimną krew zachowała Jarecka. Zdecydowała się na odważny atak, dzięki któremu doprowadziła do dogrywki. Gdy wydawało się, że to Chinka ruszy do ataku, Polka ją skontrowała, zapewniając naszej reprezentacji drugi w kolejności medal podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu. Ogromna eksplozja radości w wykonaniu 29-latki szybko stała się hitem mediów społecznościowych.

     

    Jarecka o planach na przyszłość. “Nigdy nie brałam pod uwagę”

     

    Po sięgnięciu po brązowy medal Jarecka zrobiła sobie dłuższą przerwę od szermierki. Od igrzysk olimpijskich nie wystąpiła w żadnych zawodach. Teraz 29-latka zabrała głos na temat swojej przyszłości na łamach “Sportowych Faktów WP”.

     

    Wróciłam do treningów, ale wciąż nie mam sprecyzowanych planów na najbliższy sezon. Już wiem, że ten rok będzie dla mnie nieco luźniejszy. Nie potrafię powiedzieć, kiedy wystartuję w zawodach. Na razie niespecjalnie mnie do tego ciągnie. Wrócę dopiero, gdy będę czuła się w równie dobrej formie, co przed igrzyskami

     

    ~ zapowiada Polka

     

    Nie oznacza to jednak, że 29-latka nie snuje już planów na przyszłość. Wyjawiła, że marzy jej się trzeci z rzędu start na igrzyskach olimpijskich. “Jeśli wszystko dopisze, a ja będę miała motywację, to będę trenowała do kolejnych igrzysk w Los Angeles w 2026 roku. Nie jest więc tak, że chcę kończyć karierę. Mam ambicję i wiarę, że czeka mnie jeszcze coś fajnego” – przekonuje w rozmowie z Mateuszem Puką.

     

    Jarecka jeszcze przed imprezą w Paryżu pracowała w kancelarii adwokackiej. Czy wielki sukces sportowy – poparty nagrodami materialnymi – nie skłonił jej do skupienia się na szermierce? “Nie zrobię tego. Nigdy nie brałam pod uwagę, by rzucić pracę w kancelarii. Medal igrzysk nic w tej sprawie nie zmienia” – odparła zdecydowanie brązowa medalistka z Francji.

  • Burza po tym, co napisali o Idze Świątek. Legenda grzmi. “Wstydźcie się”

    Burza po tym, co napisali o Idze Świątek. Legenda grzmi. “Wstydźcie się”

    Burza po tym, co napisali o Idze Świątek. Legenda grzmi. “Wstydźcie się”

    Jelena Dokić nie kryje oburzenia zachowaniem niektórych anglojęzycznych dziennikarzy, którzy pracują podczas Australian Open, relacjonując wydarzenia z kortów w Melbourne. Zdaniem byłej tenisistki wielu przedstawicieli mediów zbyt mocno podkręca tytuły, aby te stały się interesujące dla czytelników i zapomina o rzetelnym opisywaniu wydarzeń takimi, jakimi są. Jako przykład podała sytuację z Igą Świątek, która nagle miała stać się “wrogiem publicznym” w Melbourne po pomeczowym wywiadzie.

     

    W Melbourne trwa 113. edycja Australian Open, podczas którego panie i panowie walczą o tytuły mistrzostwie na kortach twardych. W rywalizacji o końcowe trofeum wśród pań udział bierze m.in. Iga Świątek. Wiceliderka światowego rankingu kobiecego tenisa w drugiej rundzie błyskawicznie rozprawiła się z Rebeccą Sramkovą 6:0, 6:2 i awansowała do kolejnego etapu imprezy, w którym zmierzy się z Brytyjką Emmą Raducanu.

     

    W pomeczowym wywiadzie prowadzonym przez Jelenę Dokić Australijka postanowiła zadać Polce dość nietypowe pytanie. Chciała ona bowiem wiedzieć, w którym australijskich mieście zdaniem Świątek kawa smakuje najlepiej. 23-latka po chwili wahania odpowiedziała: “Muszę przyznać, że w Sydney znalazłam kilka lepszych kawiarni”. Jej odpowiedź nie spodobała się jednak kibicom w Melbourne którzy z rozbawieniem postanowili Polkę… wybuczeć. Ta od razu zareagowała. “W trakcie Wielkich Szlemów mam problemy ze snem, więc zmniejszam dawki kawy. Praktycznie piję ją tylko przed meczami. Dlatego nie mam najlepszego rozeznania” – tłumaczyła z uśmiechem, łagodząc sytuację.

     

    Nie do wiary, jakie artykuły pojawiły się w sieci po meczu Igi Świątek. Jelena Dokić grzmi, stanęła po stronie Polki

     

    Po tym wywiadzie w zagranicznych mediach o Polce zrobiło się głośno. Niektóre portale postawiły na dość… mocne tytuły, aby opisać sytuację, która miała miejsce na korcie po meczu Świątek. “Jedna odpowiedź gwiazdy Australian Open wzbudziła gniew całego stanu… i nawet ‘Demon’ został w to wciągnięty” – brzmiał tytuł na foxsports.com. Słowo “demon” zostało tu użyte nie bez powodu – jest to nawiązanie do pseudonimu Alexa de Minaura, który po pytaniu o kawę w Australii przyznał rację Idze Świątek i stwierdził, że najlepszą kawę wypić można właśnie w Sydney.

     

    Artykuły, które pojawiły się w sieci, rozwścieczyły Jelenę Dokić. Utytułowana tenisistka zabrała głos w mediach społecznościowych i publicznie zwróciła się do dziennikarzy, którzy zdecydowali się na użycie tak kontrowersyjnych tytułów, aby na pierwszy rzut oka postawić zawodników w złym świetle. “Media i dziennikarze, niektórzy z was powinni się wstydzić. Czy media niczego się nie nauczyły? Czy media nie nauczyły się być miłe i relacjonować rzeczy takimi, jakie się naprawdę wydarzyły? Czy media nie mogą być po prostu pozytywne i miłe dla ludzi, sportowców i tenisistów w tym przykładzie” – rozpoczęła swoją wypowiedź Dokić.

     

    W dalszej części wpisu była już tenisistka pozwoliła sobie przytoczyć konkretny przykład, a więc sytuację z Igą Świątek, która zapytana została o opinię na temat australijskiej kawy po meczu z Rebeccą Sramkovą. “Zamieniliście zabawny moment z pięciokrotną mistrzynią wielkiego szlema i numerem 2. świata Igą Świątek w sensacyjny i fałszywy tytuł, a ona nie mogłaby być milszą osobą. Nazywacie śmieszne momenty niezręcznymi. Przez was numer dwa świata wypada okropnie. Sprawiliście, że należałoby ją nienawidzić za to, że zażartowała o kawie z Melbourne. Wstydźcie się. Przypomnę tylko, że żart lub zabawny moment nie jest powodem do pisania artykułów, które potencjalnie mogą negatywnie wpłynąć na czyjąś reputację. Zabawna wypowiedź to nie to samo, co niezręczny wywiad. Czas to przerwać”– przyznała. 

     

  • Tak Świątek rozprawiła się w Szlemie z Raducanu. 6:0, 6:1, a obie o tym zapomniały

    Tak Świątek rozprawiła się w Szlemie z Raducanu. 6:0, 6:1, a obie o tym zapomniały

    Tak Świątek rozprawiła się w Szlemie z Raducanu. 6:0, 6:1, a obie o tym zapomniał

    Starcie dwóch wielkoszlemowych mistrzyń z Nowego Jorku, czyli nocny mecz Igi Świątek z Emmą Raducanu, będzie ozdobą sobotnich starć na Rod Laver Arena. Zdecydowaną faworytką jest oczywiście Polka, która wszystkie trzy seniorskie potyczki z Brytyjką do tej pory wygrała. Obie jednak tej potyczki nie wspomniały, gdy były pytane o to po meczach drugiej rudy. A zmierzyły się już w 2018 roku, walcząc o półfinał juniorskiego Wimbledonu. I Polka zdemolowała wówczas młodszą o półtora roku rywalkę, oddała jej tylko jednego gema.

    Jeśli spojrzymy na drabinkę Igi Świątek w tegorocznym Australian Open, to mecz w trzeciej rundzie może być dla Igi Świątek większym wyzwaniem niż tej w czwartej. W nocy z piątku na sobotę polskiego czasu – początek o godz. 1.30 – na Rod Laver Arenie Polka zmierzy się z Emmą Raducanu. Brytyjka w 2021 roku wygrała US Open – miała wtedy 18 lat, zaczynała grę od kwalifikacji, wygrała kolejnych 10 spotkań

    Dziś mówi się, że to “zawodniczka jednego turnieju”, właśnie tamtego US Open. Wyjątkową, orientalną urodą, ma pochodzenie rumuńsko-chińskie, ale obywatelstwo Kanady i Wielkiej Brytanii oraz tym triumfem w Nowym Jorku zbudowała sobie niezwykłą pozycję marketingową, z której do dzisiaj korzysta. Choć powoli to się być może kończy, Emma zdaj sobie z tego sprawę. Aby być twarzą wielkich firm, globalnych marek, potrzebuje też sukcesów na korcie. Bo powoli swoją pozycję traci, choćby na rzecz Qinwen Zheng.A do dziś, poza owym US Open, nie wygrała żadnego innego turnieju z głównego cyklu WTA.

    Australian Open. Mecz Igi Świątek z Emmą Raducanu hitem trzeciej rundy. Dwie wielkoszlemowe mistrzynie na korciePatrząc na same wpływy marketingowe w 2024 roku, Raducanu jest nieznacznie przed Polką. Patrząc na te sportowe, podjęte z nagród na korcie, nie ma czego porównywać. Iga jest drugą zawodniczką świata, karierę Brytyjki przerywają liczne kontuzje i inne zawirowania. Latem zeszłego roku wróciła do najlepszej setki, dziś zajmuje w rankingu 61. pozycję. Na papierze: Polka jest zdecydowaną faworytką. Dwusetowe zwycięstwa nad Jekateriną Aleksandrową i Amandą Anisimovą zalecają jednak pewną ostrożność. Zwłaszcza że Emma bywa groźna, jeśli nie zagrozi się jej serwisem. Choć akurat u Polki ten element nie szwankuje.

    Do tej pory grały ze sobą w głównym cyklu WTA trzykrotnie, zawsze lepsza była Polka. Dwa razy na mączce w hali w Stuttgarcie – 6:4, 6:4 w ćwierćfinale w 2022 roku oraz 7:6 (2), 6:3 na tym samym etapie w zeszłym sezonie. No i na “hardzie” w Indian Wells w 2023 roku (6:3, 6:1). O jednym z tych spotka Iga zresztą wczoraj zapomniała, gdy była pytana o ten fakt na konferencji po swoim spotkaniu z Rebeccą Sramkową. – Cóż… wiesz więcej niż ja, bo myślałam, że grałyśmy ze sobą tylko dwa razy. Ale to nie ma znaczenia – odpowiedziała nasza zawodniczka.

    Co ciekawe, po swoim spotkaniu z Anisimovą podobne wątpliwości miała Raducanu. – To będzie dla mnie bardzo ciekawy mecz. Uwielbiam grać z tymi najlepszymi na świecie, mogę się sprawdzić i zobaczyć gdzie jestem. Grałyśmy już dwa razy na mączce, więc zobaczymy na korcie twardym – powiedziała. Ona z kolei wyparła ten mecz w Kalifornii.Obie zaś zapomniały o niezwykle istotnym boju w początkowej fazie swoich karier – w Londynie.

    Świątek – Raducanu 6:0, 6:1. W drodze po wymarzony tytuł w WimbledonieA chodzi o Wimbledon i turniej latem 2018 roku, gdy Iga miała już 17 lat, a Emma – 15,5. Obie nie było rozstawione, Polka w pierwszej rundzie wyrzuciła z turnieju “jedynkę”, mistrzynię French Open sprzed miesiąca – Whitney Osuigwe z USA. Raducanu zaś zdążyła już ograć Leylah Fernandez.

    Ćwierćfinał zapowiadał się pasjonująco, eksperci nie byli w stanie wskazać wyraźnej faworytki, a tymczasem emocji nie było prawie w ogóle. Tak przynajmniej wskazuje wynik. Choć po prawdzie – działo się wiele. Zwłaszcza w pierwszym secie, gdy Polka i Brytyjka często rywalizowały na przewagi. Tyle że raszynianka posiadła pewną umiejętność, którą ma do dziś – wygrywania ważnych końcówek. I pierwszego seta zapisała na swoim koncie w stosunku 6:0.

    Drugą partię wygrała zaś 6:1, straciła gema na 1:1, a później dołożyła pięć kolejnych. W półfinale ograła Xinyu Wang 7:5, 7:6(1), a w finale Leonie Kung ze Szwajcarii 6:4, 6:2. I zdobya swój jedyny juniorski tytuł wielkoszlemowy w singlu.

  • Lewandowski nie zostawia złudzeń ws. WOŚP i Owsiaka. Decyzja zapadła, oto co przekazał na aukcję

    Lewandowski nie zostawia złudzeń ws. WOŚP i Owsiaka. Decyzja zapadła, oto co przekazał na aukcję

    Lewandowski nie zostawia złudzeń ws. WOŚP i Owsiaka. Decyzja zapadła, oto co przekazał na aukcję

    Robert Lewandowski podjął decyzję i jednoznacznie, nie pozostawiając żadnych złudzeń, wsparł Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. To nie pierwszy raz, gdy odpowiedział na apel Jurka Owsiaka i jego fundacji. Teraz, przy okazji 33. finału akcji, przekazał na licytację podwójny bilet na dowolny domowy mecz Barcelony w hiszpańskich rozgrywkach LaLiga. Ale to nie wszystko. W pakiecie można wynegocjować coś jeszcze.

     

    Gorąco przed 33. finałem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Charytatywna inicjatywa firmowana twarzą Jerzego Owsiaka wzbudza sporo skrajnych emocji. Ma wielu wspierających ją od lat zwolenników, ale i zaciekłych przeciwników. Motywacji tych drugi nie rozumie Radosław Majdan, który rokrocznie razem z żoną dorzuca cegiełkę na rzecz WOŚP.

     

    “Z mojej perspektywy Jerzy Owsiak to jest jedna z największych postaci naszego kraju. Człowiek, który zjednoczył Polaków, niezależnie od wyznań, że w ten jeden dzień wszyscy stają po jednej stronie, żeby pomagać, żeby zbierać pieniądze na wielkie, szczytne cele” – mówił niedawno dla Jastrząb Post.

     

    Jednoznaczny gest Lewandowskiego. Chodzi o Owsiaka i WOŚP

     

    Podobnego zdania zdaje się być inny niegdysiejszy sportowiec, Przemysław Saleta. W rozmowie z Interią Sport przyznawał, że jest całym sercem z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy i Jurkiem Owsiakiem.

     

    Tak szczerze mówiąc, w ogóle nie mogę zrozumieć dlaczego temat jest trudny i dlaczego niektórych to boli. Nie potrafię tego pojąć

     

    ~ – przyznawał, odnosząc się do krytyki inicjatora akcji.

     

    W poprzednich latach Saleta przekazywał na aukcje z serduszkiem WOŚP trening ze sobą, sprzęt sportowy i jazdę samochodem rajdowym, ale w tym roku postanowił po prostu wpłacić pieniądze. Nie brakuje natomiast licytacji z przedmiotami od innych ludzi sportu. Do inicjatywy, zresztą nie przerwy raz, dołączył m.in. Robert Lewandowski.

     

    Piłkarz reprezentacji Polski i Barcelony przekazał sztabowi pod batutą Owsiaka dwa bilety na dowolne domowe spotkanie “Dumy Katalonii” w rozgrywkach LaLiga oraz możliwość uczestniczenia w treningu drużyny dzień po meczu. Jak czytamy w opisie, zwycięzca licytacji będzie miał możliwość “z bliska zobaczyć piłkarzy podczas przygotowań i poczuć wyjątkową atmosferę piłkarskiego świata na najwyższym poziomie”.

     

    Na razie aukcja osiągnęła kwotę nieco ponad 20 tysięcy złotych, ale można spodziewać się, że kwota będzie wyższa, wszak licytacja potrwa do 6 lutego.

     

    W zeszłym roku można było wesprzeć Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, licytując klubową koszulkę “Lewego” z podpisami jego kolegów z Barcelony. Był to “gratis” do bransoletek wykonanych przez chłopca ze stołecznego Zespołu Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych, o czym informował sam piłkarz.

     

    “Ostatnio natrafiłem w internecie na list chłopca z Zespołu Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych nr 1 w Warszawie, dla którego Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy to również piękna tradycja. Wojtek na swoją akcję przygotował ręcznie robione bransoletki, a ja dorzucam do bransoletek koszulkę FC Barcelony z podpisami całej drużyny. Gramy razem do końca świata i jeden dzień dłużej” – opisywał na Instagramie.

     

    Zestaw został wówczas wylicytowany za 55 100 złotych. W aukcji udział wzięło 18 osób.

     

    Nie tylko Robert Lewandowski. Iga Świątek też wspiera Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy

     

     

    Cegiełkę na rzecz WOŚP dorzuca również Iga Świątek. Przebywająca obecnie na turnieju Australian Open tenisistka oznajmiła w mediach społecznościowych, że w tym roku na cel charytatywny przekazuje swoją rakietę. Ale nie tylko.

     

    “W tym roku wspólnie z LEGO Polska przygotowaliśmy wyjątkowy zestaw. Moja rakieta z sezonu 2024, którą grałam wiele meczów (nawet widać na niej niebieskie ślady) z autografem oraz unikalny obraz z klocków LEGO upamiętniający wygraną w Roland Garros. Obraz składa się z aż 13 815 klocków w 43 kolorach – uwielbiam go” – ogłosiła.

     

    Hasłem tegorocznego 33. finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy jest: “Gramy na zdrowie!”. Zebrane pieniądze przeznaczone mają zostać na wsparcie finansowe onkologii i hematologii dziecięcej. Motywem przewodnim jest bezpieczeństwo i zdrowie dzieci.