Category: Home

  • Co za mecz! Co za gol! 😍 Obejrzyj wideo z pierwszym hat-trickiem Ewy Pajor!

    Co za mecz! Co za gol! 😍 Obejrzyj wideo z pierwszym hat-trickiem Ewy Pajor!

    “Spektakularny Hat-Trick Ewy Pajor: Nowy Rozdział w Jej Legendzie”

    Ewa Pajor, jedna z największych gwiazd kobiecej piłki nożnej, po raz kolejny zapisała się na kartach historii, tym razem dzięki oszałamiającemu hat-trickowi, który wprawił w zachwyt kibiców i rywalki. Polska napastniczka, znana ze swojej wyjątkowej techniki, szybkości i precyzji, zaprezentowała występ, który na długo pozostanie w pamięci. Oto jak rozegrał się ten historyczny wyczyn i dlaczego jest dowodem na jej rosnącą dominację na boisku.

    Popis Wykończenia Akcji

    Scena była gotowa, gdy Pajor weszła na boisko z charakterystycznym skupieniem i determinacją. Już od pierwszego gwizdka było jasne, że jest w doskonałej formie. Pierwszy gol padł po perfekcyjnie wymierzonym wybiegnięciu, gdy Pajor wykorzystała błąd defensywy i posłała piłkę obok bezradnej bramkarki. To było nie tylko popisowe wykończenie, ale także pokaz niesamowitego piłkarskiego instynktu, gdy przewidziała rozwój akcji wcześniej niż inni na boisku.

     

    Drugi gol podkreślił jej wszechstronność. Otrzymawszy dośrodkowanie tuż za polem karnym, Pajor oddała potężny strzał, który wpadł w samo okienko bramki, pozostawiając publiczność w osłupieniu, zanim wybuchła entuzjazmem. To był gol, który z pewnością znajdzie się na listach najpiękniejszych bramek przez wiele lat.

     

    Moment kulminacyjny nadszedł w drugiej połowie. Otoczona przez obrończynie, Pajor z łatwością przedarła się przez linię defensywną, prezentując swoją niezrównaną technikę dryblingu. Szybki zwód, błyskawiczne obrócenie się i delikatne wykończenie akcji przypieczętowały jej hat-trick. Kibice wstali z miejsc, oklaskując ten niezwykły występ.

     

    Bicie Rekordów i Podbijanie Serc

     

    Ten hat-trick to ważny kamień milowy w karierze Ewy Pajor, który utwierdza jej pozycję wśród najlepszych zawodniczek kobiecej piłki nożnej. Dla kibiców w Polsce i na całym świecie jest to przypomnienie jej niesamowitej drogi – od początków w Uniejowie po stawanie się globalną sensacją.

     

    Jej występ nie tylko przyniósł chwałę drużynie, ale również zainspirował młodych sportowców, udowadniając, że ciężka praca, wytrwałość i pasja mogą prowadzić do wielkich osiągnięć. Hat-trick Pajor to nie tylko bramki, ale również pokaz przywództwa, determinacji i nieustannego dążenia do doskonałości.

     

    Przyszłość Przed Nią

     

    Podczas gdy Ewa Pajor nadal dominuje na boisku, świat piłki nożnej z niecierpliwością czeka na jej kolejne osiągnięcia. Czy będzie to bicie kolejnych rekordów, prowadzenie drużyny na nowe wyżyny, czy inspirowanie następnego pokolenia – jedno jest pewne: gwiazda Pajor dopiero zaczyna lśnić pełnym blaskiem.

     

    Jej pierwszy hat-trick to nie tylko ważny punkt w karierze, ale także obietnica kolejnych zapierających dech w piersiach momentów. Na razie kibice mogą cieszyć się z niesamowitego talentu zawodniczki, która naprawdę gra w swojej własnej lidze.

     

  • FC Barcelona znów demoluje wielkiego rywala. Pajor o krok od pierwszego trofeum

    FC Barcelona znów demoluje wielkiego rywala. Pajor o krok od pierwszego trofeum

    FC Barcelona znów demoluje wielkiego rywala. Pajor o krok od pierwszego trofeum

     

    Ewa Pajor z pewnością nie żałuje letniego transferu z VfL Wolfsburg do FC Barcelona. Reprezentantka Polski błyskawicznie zaaklimatyzowała się w stolicy Katalonii, strzelając gola za golem. Obecnie jej “Blaugrana” bierze udział w rozgrywkach Superpucharu Hiszpanii. W półfinale zespół Pajor nie dał szans Atletico Madryt, wygrywając aż 3:0. Chociaż tym razem snajperka nie wpisała się na listę strzelców, jest już o krok od sięgnięcia po pierwsze trofeum w bordowo-granatowych barwach.

     

    Żeński zespół FC Barcelony nie dał szans Atletico Madryt i jest już o tylko jedno spotkanie od triumfu w Superpucharze Hiszpanii. Czy Ewa Pajor podniesie w górę pierwsze trofeum w barwach nowej drużyny?

     

    Pajor tym razem nie strzeliła, ale jej FC Barcelona jest o krok od trofeum

    https://x.com/FCBfemeni/status/1882161312916213990

    Ewa Pajor przeniosła się do FC Barcelona tego lata z VfL Wolfsburg. Napastniczka reprezentacji Polski nie potrzebowała wiele czasu na aklimatyzację. Weszła do najlepszej żeńskiej drużyny na świecie z marszu, szybko stając się podstawową napastniczką. W środę jej zespół mierzył się z Atletico Madryt w półfinale Superpucharu Hiszpanii, a Polka znalazła się w wyjściowym składzie.

     

    Tego dnia to inne zawodniczki grały pierwsze skrzypce. Claudia Pina trafiła do siatki jeszcze przed końcem pierwszej połowy. “Blaugrana” dopiero po przerwie wykonała jednak egzekucję. W 73. minucie Pina zanotowała dublet, a już w doliczonym czasie gry wynik na 3:0 ustaliła Graham. Pajor przebywała na murawie do ostatniego gwizdka sędziego. Taki stan rzeczy oznacza, że Polka jest o zaledwie jedno spotkanie od sięgnięcia po pierwsze trofeum w bordowo-granatowych barwach. Drugiego finalistę Superpucharu Hiszpanii wyłoni mecz Real Madryt – Real Sociedad, który odbędzie się w czwartek.

     

    Co za sezon Ewy Pajor. Polka strzela jak na zawołanie

    https://www.instagram.com/p/C8cvyWVO2R4/?igsh=MW9pNmFzNzJ2NDZhdg==

     

    Ewa Pajor z pewnością zdawała sobie sprawę z rywalizacji, jaka panuje w drużynie FC Barcelona. 28-latka podeszła jednak do wyzwania bez strachu i błyskawicznie przebiła się do wyjściowej jedenastki. Jego pierwsze półrocze w stolicy Katalonii jest bez wątpienia imponujące. W samej lidze ustrzeliła 14 bramek w 14 spotkaniach. Nikt nie może pochwalić się lepszym dorobkiem, a jej najbliższa rywalka ma na koncie aż o trzy gole mniej. Do tego może popisać się hat-trickiem w meczu Pucharu Królowej i kolejnymi pięcioma w Lidze Mistrzyń. Jeżeli “Blaugrana” pod koniec sezonu sięgnie po kluczowe trofea, Polka będzie jedną z faworytek do zgarnięcia Złotej Piłki.

  • Pajor jak “Lewy”! Wyjątkowy dzień dla polskiej piłkarki

    Pajor jak “Lewy”! Wyjątkowy dzień dla polskiej piłkarki

    Pajor jak “Lewy”! Wyjątkowy dzień dla polskiej piłkark

     

    Rozgrywki Superpucharu Hiszpanii w tym roku przypadły do gustu FC Barcelonie i to nie tylko piłkarzom Hansiego Flicka. Ich śladem poszły zawodniczki “Dumy Katalonii” z Ewą Pajor w składzie. Dla Polki było to pierwsze trofeum w tym klubie.

     

    W pierwszej połowie stycznia piłkarska Europa śledziła rywalizację w Superpucharze Hiszpanii. Oczywiście faworytami do zwycięstwa były dwie ekipy – FC Barcelona i Real Madryt. Niespodzianki nie było, bo giganci spotkali się w wielkim finale.

     

    Po kapitalnym spotkaniu zwyciężyła “Duma Katalonii”, wygrywając 5:2. Od pierwszych minut w barwach Barcelony wystąpił Wojciech Szczęsny. Co prawda golkiper otrzymał czerwoną kartkę i musiał opuścić boisko, ale ostatecznie mógł celebrować swoje pierwsze trofeum w hiszpańskim klubie.

     

    Śladami kolegów poszły zawodniczki FC Barcelony. W środowym finale Superpucharu Hiszpanii stoczyły bój z Atletico Madryt.

     

    Jeszcze przed przerwą Claudia Pina popisała się pięknym strzałem w długi róg, umieszczając piłkę w siatce. Bramkarka rywali nie miała żadnych szans.

     

    W drugiej połowie 23-latka podwyższyła prowadzenie, praktycznie rozstrzygając losy spotkania. W samej końcówce wynik meczu ustaliła Caroline Graham Hansen, a zawodniczki “Dumy Katalonii” mogły świętować zwycięstwo 3:0.

     

    Na boisku nie zabrakło także Ewy Pajor, która rozegrała pełne 90 minut. Co prawda reprezentantka Polski nie wpisała się na listę strzelczyń, ale zapewne zapamięta ten dzień na długo – było to jej pierwsze trofeum zdobyte w barwach FC Barcelony.

  • Takie wieści zaraz po szalonym triumfie! Robert Lewandowski najlepszy w historii

    Takie wieści zaraz po szalonym triumfie! Robert Lewandowski najlepszy w historii

    Takie wieści zaraz po szalonym triumfie! Robert Lewandowski najlepszy w historii

    Dziewięć goli, w tym dwa Roberta Lewandowskiego. To był absolutnie szalony wieczór w Lizbonie. Polski napastnik w wygranym 5:4 przez Barcelonę meczu dwukrotnie pokonał golkipera Banfiki z jedenastu metrów. Dzięki temu poprawił swoje liczby. Są kosmiczne. “Ma najlepszy wskaźnik skuteczności rzutów karnych w historii Ligi Mistrzów” — ogłasza Opta Analyst. To wspaniały widok!

     

    Zaczęły się od fatalnych błędów Wojciecha Szczęsnego, ale koniec końców Blaugrana opuszcza Portugalię z kompletem punktów. Niemała w tym zasługa polskiego snajpera. Lewandowski strzelił dwa gole z rzutów karnych, poza tym był mało widoczny, ale gorsze minuty gry nie przeszkodziło mu w tym, by znów być na ustach piłkarskiego świata.

     

    Szalony triumf, a potem taka wiadomość. Robert Lewandowski najlepszy w historii

    Do siatki trafiał w 13. i 77. minucie. Po faulu Tomasa Aruajo na Alejandro Balde bardzo pewnie pokonał Trubina. W drugiej połowie powtórzył ten wyczyn. To był doskonały powód do tego, by spojrzeć w statystyki. Okazało się, że skuteczność Polaka pozwoliła mu zapisać się w historii Champions League.

     

    “Robert Lewandowski ma najlepszy wskaźnik skuteczności rzutów karnych w historii Ligi Mistrzów spośród wszystkich piłkarzy, którzy wykonali więcej niż sześć rzutów karnych (z wyłączeniem serii jedenastek).

     

    Lewandowski 94,7 proc. (18/19)

    Harry Kane 90,9 proc. (10/11)

    Jorginho 88,9 proc. (8/9)

    Cristiano Ronaldo 86,4 proc. (19/22)” — wylicza Opta Analyst, publikując na X historyczne statystyki dla polskiego napastnika.

    https://x.com/OptaAnalyst/status/1881801320853868943

    36-latek wyprzedza Harry’ego Kane’a, czyli innego specjalistę od skutecznych strzałów z wapna. Co ciekawe, Cristiano Ronaldo wyprzedza jeszcze Jorginho.

     

    Liczby Lewandowskiego w kolejnym sezonie w barwach Barcelony wyglądają imponująco. W 29 występach strzelił aż 28 goli i trzykrotnie asystował. W europejskich rozgrywkach do siatki trafiał 9 razy w siedmiu meczach. We wtorek przekroczył średnią bramki na mecz.

  • Komunikat pojawił się jeszcze w trakcie meczu Świątek. Już oficjalnie to potwierdzili

    Komunikat pojawił się jeszcze w trakcie meczu Świątek. Już oficjalnie to potwierdzili

    Komunikat pojawił się jeszcze w trakcie meczu Świątek. Już oficjalnie to potwierdzili

    Iga Świątek wciąż jest niepokonana podczas tegorocznego Australian Open. Dzisiaj Polka wygrała z Emmą Navarro 6:1, 6:2 i zameldowała się w najlepszej “4” imprezy, czym wyrównała już swój najlepszy rezultat podczas rozgrywek w Melbourne. O finał zmagań powalczy z Madison Keys. Organizatorzy turnieju nie zwlekali i jeszcze w trakcie środowego spotkania z udziałem raszynianki opublikowali plan gier na kolejny dzień rywalizacji, przy okazji potwierdzając wcześniejsze założenia. Wiemy, kiedy 23-latka znów pojawi się na korcie.

     

    14 gemów – tyle “oczek” straciła Iga Świątek na drodze do półfinału Australian Open. Polka potwierdziła bardzo dobrą dyspozycję także podczas dzisiejszego starcia z Emmą Navarro. Amerykanka robiła, co mogła, by przeciwstawić się naszej reprezentantce, ale w newralgicznych momentach punkty wędrowały na konto raszynianki. Szczególnie ciekawie zrobiło się na początku drugiego seta, gdy był nawet break point na 3:2 dla tenisistki z USA. Od tego momentu Iga zanotowała jednak serię czterech wygranych gemów z rzędu i wygrała spotkanie 6:1, 6:2

     

    Półfinał tegorocznej edycji zmagań w Melbourne jest na ten moment wyrównaniem osiągnięcia Świątek z 2022 roku. Wówczas nasza tenisistka również zameldowała się w najlepszej “4” imprezy, ale w spotkaniu o finał uległa Danielle Collins. Teraz zmierzy się z inną Amerykanką na drodze do poprawy tamtego rezultatu.Po drugiej stronie siatki pojawi się Madison Keys. Finalistka US Open 2017 imponuje formą na starcie tego sezonu. Wygrała turniej WTA 500 w Adelajdzie, a w stolicy stanu Wiktoria wyeliminowała już m.in. Danielle Collins, Jelenę Rybakinę czy Elinę Switolinę. Polkę czeka zatem wymagający sprawdzian, chociaż z dotychczasowych pojedynków z 29-latką ma przede wszystkim dobre wspomnienia. W bezpośredniej rywalizacji prowadzi 4-1.

     

    Znamy godzinę meczu Świątek – Keys. Podano plan gier na kobiece półfinałyZarówno Iga, jak i Madison nie będą miały zbyt wiele czasu na odpoczynek przed półfinałową batalią. A to dlatego, że już w czwartek zostaną wyłonione finalistki kobiecego turnieju. Wstępny harmonogram zakładał, że oba półfinały odbędą się w sesji wieczornej. Organizatorzy potwierdzili te założenia. Jeszcze w trakcie meczu Świątek – Navarro na oficjalnej stronie Australian Open pojawił się plan gier. Wiemy już, kiedy mniej więcej możemy spodziewać się raszynianki na korcie.

     

    Mecz Świątek – Keys zaplanowano jako drugi od godz. 9:30 czasu polskiego. W pierwszym pojedynku sesji wieczornej na Rod Laver Arena pojawią się Aryna Sabalenka i Paula Badosa. To oznacza, że jeszcze przed meczem Igi z Madison poznamy potencjalną rywalkę w finale dla zwyciężczyni polsko-amerykańskiego starcia. Relacje z obu spotkań będzie można znaleźć na stronie Interia Sport.

  • Komunikat pojawił się jeszcze w trakcie meczu Świątek. Już oficjalnie to potwierdzili

    Komunikat pojawił się jeszcze w trakcie meczu Świątek. Już oficjalnie to potwierdzili

    Komunikat pojawił się jeszcze w trakcie meczu Świątek. Już oficjalnie to potwierdzili

    Iga Świątek wciąż jest niepokonana podczas tegorocznego Australian Open. Dzisiaj Polka wygrała z Emmą Navarro 6:1, 6:2 i zameldowała się w najlepszej “4” imprezy, czym wyrównała już swój najlepszy rezultat podczas rozgrywek w Melbourne. O finał zmagań powalczy z Madison Keys. Organizatorzy turnieju nie zwlekali i jeszcze w trakcie środowego spotkania z udziałem raszynianki opublikowali plan gier na kolejny dzień rywalizacji, przy okazji potwierdzając wcześniejsze założenia. Wiemy, kiedy 23-latka znów pojawi się na korcie.

     

    14 gemów – tyle “oczek” straciła Iga Świątek na drodze do półfinału Australian Open. Polka potwierdziła bardzo dobrą dyspozycję także podczas dzisiejszego starcia z Emmą Navarro. Amerykanka robiła, co mogła, by przeciwstawić się naszej reprezentantce, ale w newralgicznych momentach punkty wędrowały na konto raszynianki. Szczególnie ciekawie zrobiło się na początku drugiego seta, gdy był nawet break point na 3:2 dla tenisistki z USA. Od tego momentu Iga zanotowała jednak serię czterech wygranych gemów z rzędu i wygrała spotkanie 6:1, 6:2.

     

    Półfinał tegorocznej edycji zmagań w Melbourne jest na ten moment wyrównaniem osiągnięcia Świątek z 2022 roku. Wówczas nasza tenisistka również zameldowała się w najlepszej “4” imprezy, ale w spotkaniu o finał uległa Danielle Collins. Teraz zmierzy się z inną Amerykanką na drodze do poprawy tamtego rezultatu.

     

    Po drugiej stronie siatki pojawi się Madison Keys. Finalistka US Open 2017 imponuje formą na starcie tego sezonu. Wygrała turniej WTA 500 w Adelajdzie, a w stolicy stanu Wiktoria wyeliminowała już m.in. Danielle Collins, Jelenę Rybakinę czy Elinę Switolinę. Polkę czeka zatem wymagający sprawdzian, chociaż z dotychczasowych pojedynków z 29-latką ma przede wszystkim dobre wspomnienia. W bezpośredniej rywalizacji prowadzi 4-1.

     

    Znamy godzinę meczu Świątek – Keys. Podano plan gier na kobiece półfinały

     

    Zarówno Iga, jak i Madison nie będą miały zbyt wiele czasu na odpoczynek przed półfinałową batalią. A to dlatego, że już w czwartek zostaną wyłonione finalistki kobiecego turnieju. Wstępny harmonogram zakładał, że oba półfinały odbędą się w sesji wieczornej. Organizatorzy potwierdzili te założenia. Jeszcze w trakcie meczu Świątek – Navarro na oficjalnej stronie Australian Open pojawił się plan gier. Wiemy już, kiedy mniej więcej możemy spodziewać się raszynianki na korcie.

     

    Mecz Świątek – Keys zaplanowano jako drugi od godz. 9:30 czasu polskiego. W pierwszym pojedynku sesji wieczornej na Rod Laver Arena pojawią się Aryna Sabalenka i Paula Badosa. To oznacza, że jeszcze przed meczem Igi z Madison poznamy potencjalną rywalkę w finale dla zwyciężczyni polsko-amerykańskiego starcia. Relacje z obu spotkań będzie można znaleźć na stronie

  • Popis Igi Świątek, Amerykanka już czeka. Polka krótko i wymownie o rywalce

    Popis Igi Świątek, Amerykanka już czeka. Polka krótko i wymownie o rywalce

    Popis Igi Świątek, Amerykanka już czeka. Polka krótko i wymownie o rywalc

     

    Iga Świątek przez tegoroczny turniej Australian Open idzie jak burza i zameldowała się już w półfinale, nie tracąc po drodze żadnego seta. W nocy z wtorku na środę czasu polskiego wiceliderka rankingu WTA ograła Emmę Navarro, oddając rywalce zaledwie trzy gemy (6:1, 6:2). Podczas wywiadu pomeczowego tenisistka z Raszyna zwróciła jednak uwagę na to, że wynik nie odzwierciedla przebiegu starcia z Amerykanką.

     

    Iga Świątek kapitalnie spisuje się w Melbourne, gdzie do tej pory tylko raz, w 2022 roku, dotarła do półfinału. Polka w tym sezonie już wyrównała to osiągnięcie, w imponującym stylu przechodząc przez kolejne rundy. Pokonała Katerinę Siniakovą, Rebeccę Sramkovą, Emmę Raducanu i Evę Lys, wypiekając po drodze trzy “bajgle”, czyli wygrywając sety w stosunku 6:0.Wydawało się, że w ćwierćfinale drugą rakietę świata będzie czekała trudniejsza przeprawa. Przyszło jej się bowiem zmierzyć z Emmą Navarro, czyli półfinalistką tegorocznego US Open. Również i rozstawiona z numerem ósmym Amerykanka nie była jednak w stanie powstrzymać 23-latki z Raszyna. Polka wygrała 6:1, 6:2 i po 89 minutach gry zameldowała się w półfinale Australian Open.

     

    Polka wprawdzie popełniła 20 niewymuszonych błędów (przy 22 rywalki), ale w kluczowych momentach była w stanie zaakcentować swoją przewagę. Nie musiała też, w przeciwieństwie do Navarro, bronić break pointów. Mimo to podczas pomeczowego wywiadu udzielanego na korcie zwróciła uwagę na to, że nie była to łatwa przeprawa.”Było trudniej niż pokazuje wynik. Emma to walczak” – krótko i wymownie skwitowała to, co działo się na korcie.

     

    Iga Świątek zagra z Madison KeysŚwiątek w półfinale zagra z Madison Keys, która w Melbourne pokonała już dwie wyżej rozstawione notowane tenisistki: Danielle Collins i Jelenę Rybakinę. I chociaż cztery z pięciu spotkań z Amerykanką padło łupem Polki, to 23-latka nie lekceważy rywalki. “Madison jest znakomitą zawodniczką, bardzo doświadczoną” – zauważyła.I od razu dodała, że zamierza przede wszystkim myśleć o sobie. “Wiemy, jak potrafi grać. Ja się przygotuję jak do każdego innego meczu, nie ma znaczenia, czy to pierwsza runda, czy to półfinał” – zadeklarowała Świątek.

     

    Półfinałowe starcie Igi Świątek z Madison Keys zostanie rozegrane w czwartek 23 stycznia jako drugi w kolejności (po meczu Aryny Sabalenki z Paulą Badosą, który rozpocznie się o godz. 9:30 czasu polskiego) w sesji nocnej na Rod Laver Arena. Spotkanie Polki powinno rozpocząć się około godz. 11.

  • Iga Świątek w półfinale Australian Open. Błąd pani arbiter, a potem kluczowe przełamanie

    Iga Świątek w półfinale Australian Open. Błąd pani arbiter, a potem kluczowe przełamanie

    Iga Świątek w półfinale Australian Open. Błąd pani arbiter, a potem kluczowe przełamanie

    Mecz z udziałem Igi Świątek zamykał ćwierćfinałową rywalizację w singlu kobiet podczas tegorocznego Australian Open. Nasza reprezentantka po raz drugi w karierze mierzyła z Emmą Navarro. W pierwszym secie Polka dominowała rywalkę na korcie, ale na starcie drugiej odsłony zawiązała się ciekawa rywalizacja. W pewnym momencie doszło do kontrowersyjnej decyzji pani arbiter, korzystnej z perspektywy raszynianki. Później Świątek wywalczyła przełamanie i uciekła rywalce na dobre. Ostatecznie triumfowała 6:1, 6:2 i zagra o finał z Madison Keys.

     

    Od początku tegorocznego Australian Open mogliśmy obserwować Igę Świątek w bardzo dobrym wydaniu. W drodze do ćwierćfinału Polka straciła tylko 11 gemów, z czego zaledwie cztery w trzech ostatnich pojedynkach. Eksperci mocno zwracali uwagę na forhend raszynianki, który funkcjonował o wiele lepiej niż w niektórych turniejach w sezonie 2024. O tym zagraniu wypowiadał się także sam trener 23-latki – Wim Fissette. Szkoleniowiec przyznał, że w poprzednim roku Iga grała trochę zbyt płasko i starali się to poprawić. Pozytywny efekt tej zmiany potwierdzały pierwsze spotkania Świątek w Melbourne.

     

    Spotkanie z Emmą Navarro miało być najpoważniejszym jak do tej pory testem dla wiceliderki rankingu WTA podczas tego turnieju. Tenisistka z USA przeszła zupełnie inną drogę w Melbourne od naszej reprezentantki. Każdy mecz Amerykanki był rozgrywany na pełnym dystansie, łącznie spędziła blisko 6 godzin więcej na korcie od swojej rówieśniczki z Europy. Balansowała na krawędzi odpadnięcia z rozgrywek, ale za każdym razem potrafiła wychodzić z opresji. To miało stanowić dla niej przewagę, że była już zahartowana w bojach. Obie zawodniczki długo ze sobą nie grały. Ich ostatni bezpośredni pojedynek miał miejsce w 2018 roku. Wówczas Świątek ograła rywalkę 6:0, 6:2. Teraz Emma zamierzała postawić poprzeczkę znacznie wyżej.

     

    Iga Świątek w półfinale Australian Open. Polka wyrównała najlepszy wynik w MelbourneŚwiątek otworzyła spotkanie najlepiej, jak się tylko dało. Przełamała Navarro do zera, posyłając dwa kapitalne returny na koniec.

     

    W następnych minutach Polka potwierdziła przewagę breaka, utrzymując pewnie swoje podanie do 15. Iga nie dawała rywalce chwili wytchnienia. Nawet, gdy Navarro wyszła na prowadzenie 40-0 w trzecim gemie, Amerykanka do końca musiała przypilnować sytuacji, by zgarnąć premierowe “oczko” na swoje konto. Ostatecznie Navarro utrzymała serwis do 30 i na tablicy wyników zrobiło się 2:1 z perspektywy raszynianki.

     

    Podczas czwartego rozdania wiceliderka rankingu WTA miała trochę problemów z podaniem, po podwójnym błędzie doszło do stanu równowagi. Kluczowe dwie akcje trafiły jednak na konto Świątek i znów mieliśmy dwa gemy przewagi po stronie naszej reprezentantki. Pięciokrotna triumfatorka imprez wielkoszlemowych nie zamierzała spuszczać z tonu, ciągle wywierała presję. Chwilę później ponownie dobrała się do serwisu przeciwniczki, wykorzystując drugą okazję na przełamanie.Do końca premierowej odsłony pojedynku Polka nie straciła już ani jednego gema. Navarro nie utrzymała podania nawet w momencie, gdy prowadziła 40-0 w siódmym rozdaniu. Od tego stanu Iga zgarnęła cztery akcje z rzędu i doprowadziła do piłki setowej. Pierwszą okazję dobrym serwisem wyratowała Emma, ale potem pojawiła się druga sposobność na domknięcie partii. Tym razem Polka nie pozostawiła już złudzeń rywalce i ostatecznie triumfowała 6:1.

     

    Na początku drugiej odsłony Amerykanka za wszelką cenę próbowała zaczepić się na grę. Z jej perspektywy najważniejsze było to, że utrzymywała swoje podania i wyrównywała stan rywalizacji. Po stronie Świątek pojawiło się trochę więcej błędów. Wynikało to też z wiatru, który nasilał się z każdą minutą pojedynku. W piątym rozdaniu pojawił się pierwszy break point dla Navarro. Amerykanka popełniła jednak drobny błąd i ostatecznie do przełamania nie doszło. Później akcję wygrała Iga i nasza tenisistka miała okazję na 3:2

     

    Wtedy doszło do kontrowersyjnej sytuacji. Powtórka wyraźnie pokazała, że piłka zrobiła podwójny kozioł przed jednym z odegrań Polki. Mimo to akcja nie została przerwana sędziującą Evę Asderaki-Moore, była kontynuowana. Ostatecznie to Świątek wygrała punkt i wyszła na prowadzenie 3:2, a Emma ruszyła z pretensjami do pani arbiter. Amerykanka nic jednak nie wskórała, bo zasady jasno mówią, że jeśli dana zawodniczka nie zgadza się z werdyktem, to sama musi zatrzymać wymianę, by ew. skorzystać z systemu wideoweryfikacji.

     

    W następnym gemie doszło do przełamania na korzyść raszynianki, mimo że Amerykanka prowadziła 30-15 przy własnym podaniu. Kolejne trzy akcje trafiły jednak na konto naszej tenisistki. Reprezentantka USA próbowała jeszcze walczyć, doprowadziła nawet do stanu równowagi przy podaniu Igi, ale Polka nie pozwoliła na żadnego break pointa. Następnie raszynianka jeszcze raz dobrała się do podania przeciwniczki i domknęła pojedynek. Ostatecznie Świątek triumfowała 6:1, 6:2 i zameldowała się w półfinale Australian Open, dzięki czemu wyrównała swój najlepszy wynik w Melbourne z 2022 roku. O poprawę tego rezultatu powalczy w czwartek z Madison Keys. Mecz zostanie rozegrany jako drugi od godz. 9:30 czasu polskiego (po spotkaniu Sabalenka – Badosa).

     

  • Iga Świątek chce więcej! Tego potrzebuje, by wyprzedzić Arynę Sabalenkę

    Iga Świątek chce więcej! Tego potrzebuje, by wyprzedzić Arynę Sabalenkę

    Iga Świątek chce więcej! Tego potrzebuje, by wyprzedzić Arynę Sabalenkę

    Ekscytująca walka o miejsce liderki rankingu WTA trwa! Zwycięstwo Igi Świątek z Emmą Navarro 6:1, 6:2 sprawiło, że zmiana na pozycji numer 1 wciąż jest możliwa. W zestawieniu “na żywo” Polka ma obecnie najwięcej punktów, ale Aryna Sabalenka wciąż ma szansę w spektakularny sposób obronić swoją pozycję. Przedstawiamy wszystkie możliwe scenariusze.

     

    Podczas turnieju w Melbourne Polka wyeliminowała już pięć rywalek. Zwycięstwa z Kateriną Siniakovą (6:3, 6:4) i Rebbeką Sramkovą (6:0 6:2) pozwoliły obronić punktowy dorobek z zeszłego sezonu. W 2024 r. odpadła po meczu trzeciej rundy z Lindą Noskovą. A to oznaczało, że każdy szczebel wyżej dawał jej teraz dodatkowe bonusy.

     

    Iga Świątek chce więcej! Tego potrzebuje, by wyprzedzić Arynę Sabalenkę

     

    Stało się tak po meczu z Emmą Raducanu (6:1, 6:0) i Evą Lys (6:0, 6:1). W taki sposób Świątek awansowała do półfinału, za co miała zagwarantowane dodatkowe 300 pkt do rankingu WTA. Swoje robi także Sabalenka. Liderka miała co prawda kłopoty w meczu z Anastazją Pawluczenkową, ale po kapitalnym powrocie wygrała 6:2, 2:6, 6:3. Wielu kibiców było przekonanych, że o finał zagra z Coco Gauff. Amerykanka sensacyjnie przegrała jednak z Paulą Badosą. Hiszpanka dzięki zwycięstwu 7:5, 6:4 jest już w półfinale i czeka ją najtrudniejsze zadanie — starcie z liderką rankingu WTA.

     

    Teoretycznie słabsza rywalka sprawia, że Białorusinka jest coraz bliżej obrony tytułu zdobytego przed rokiem, a tym samym zachowania 2000 pkt rankingowych. Po swoim zwycięstwie z Pawluczenkową wróciła na pierwsze miejsce rankingu WTA live, ale miała przewagę zaledwie 16 punktów.

     

    Triumf Igi Świątek z Emmą Navarro i awans do półfinału Australian Open sprawił, że 23-latka zyskała dodatkowe 350 pkt. Obecnie ma ich na koncie już 8770 pkt. Jeśli jednak Sabalenka ogra Badosę i znajdzie się w finale, Polka będzie musiała wygrać wielkoszlemowy turniej, by znów być pierwszą rakietą świata. Maksymalnie po wygranym finale może mieć 9990 pkt, a Sabalenka 9656 pkt.

     

    Iga Świątek wróci na pozycję liderki, jeśli:

     

    odpadnie z Australian Open na tym samym etapie, co Aryna Sabalenka LUB

     

    zajdzie w Australian Open dalej od Aryny Sabalenki

     

    Aryna Sabalenka utrzyma pozycję liderki, jeśli:

     

    dotrze do finału Australian Open, a Iga Świątek odpadnie przed finałem LUB

    wygra finał Australian Open.

     

    W historycznym zestawieniu zawodniczek, które najdłużej znajdowały się na pozycji liderki rankingu WTA, nasza zakotwiczyła na długo na siódmej lokacie ze 125 tygodniami na czele. Przed nią są Monica Seles (178) i Martina Hingis (209). Prowadzi bezkonkurencyjna Steffi Graf (377). Sabalenka uzbierała na razie 22 tygodnie i wyprzedziła Tracy Austin oraz Marię Szarapową. Obecnie zajmuje 18. miejsce, a do następnej Naomi Osaki traci trzy tygodnie.

  • Iga ledwo skończyła mecz, a tu ogłoszenie organizatorów. Świetne wieści

    Iga ledwo skończyła mecz, a tu ogłoszenie organizatorów. Świetne wieści

    Iga ledwo skończyła mecz, a tu ogłoszenie organizatorów. Świetne wieści

    Czwartek będzie dniem półfinałów singla kobiet w ramach wielkoszlemowego Australian Open 2025. Znamy już plan gier na ten dzień. O której godzinie na Rod Laver Arena wkroczy Iga Świątek?

     

    Za nami pięć rund międzynarodowych mistrzostw Australii, a to oznacza, że w grze o tytuł pozostały już tylko cztery tenisistki. Iga Świątek bez straty seta dotarła do półfinału. Na tym etapie rozstawiona z drugim numerem Polka zmierzy się z Amerykanką Madison Keys. Poznaliśmy już plan gier na czwartek (23 stycznia).

     

    Oba półfinały singla kobiet odbędą się w sesji wieczornej na Rod Laver Arena. Jako pierwsze, o godz. 9:30 czasu polskiego, na korcie centralnym pojawi się obrończyni tytułu. Białorusinka Aryna Sabalenka zmierzy się ze swoją przyjaciółką z touru, Hiszpanką Paulą Badosą.

     

    Po zakończeniu meczu Sabalenka – Badosa główna arena będzie należeć do Świątek i Keys. Polka będzie faworytką tego pojedynku. Z Amerykanką ma bowiem bilans 4-1 w głównym cyklu.

     

    Zwyciężczynie obu pojedynków awansują do finału. Mecz o tytuł zostanie rozegrany w sobotę (25 stycznia) w sesji wieczornej na Rod Laver Arena w Melbourne.

     

    Transmisje z Australian Open 2025 można śledzić w Eurosporcie oraz serwisie Max. Portal WP SportoweFakty przeprowadzi relacje tekstowe na żywo z pojedynków Sabalenka – Badosa i Keys – Świątek.