Category: Disclaimer

  • Nocna Aktualizacja, Która Może Zmienić Wszystko dla Świątek — Szokujący Zwrot w Rankingu WTA

    Nocna Aktualizacja, Która Może Zmienić Wszystko dla Świątek — Szokujący Zwrot w Rankingu WTA

    Nocna Aktualizacja, Która Może Zmienić Wszystko dla Świątek — Szokujący Zwrot w Rankingu WTA

     

    Gdy zegar zbliżał się do północy, niewielu fanów tenisa spodziewało się fajerwerków — a jednak WTA cicho opublikowało aktualizację, która wstrząsnęła całym światem kobiecego tenisa. Wraz z rozpoczęciem sezonu na kortach ziemnych, najnowsze notowanie przyniosło kluczową zmianę, która może na nowo zdefiniować przebieg sezonu 2025. I choć nazwisko Igi Świątek nadal widnieje w ścisłej czołówce, za jej plecami nadciąga burza.

     

    W minionym tygodniu kibice powitali długo wyczekiwany powrót do rywalizacji na mączce, a dwa turnieje znalazły się w centrum uwagi: WTA 500 w Charleston oraz WTA 250 w Bogocie. W Karolinie Południowej amerykańska gwiazda Jessica Pegula skradła show, sięgając po tytuł po emocjonującym zwycięstwie w dwóch setach nad rodaczką Sofią Kenin. Jej powrót w drugim secie, gdy przegrywała 1:5 i obroniła trzy piłki setowe, był pokazem hartu ducha, który mają tylko mistrzynie. Zwycięstwo nie tylko dało jej trofeum, ale i awansowało ją do zupełnie nowego wymiaru w hierarchii WTA.

     

    Tysiące kilometrów dalej polscy kibice wpatrywali się w wydarzenia w Bogocie, gdzie rozegrał się inny rodzaj dramatu. Katarzyna Kawa, 32-letnia wojowniczka z Krynicy-Zdroju, zagrała turniej życia. Przeszła przez kwalifikacje, pokonała rozstawioną z „jedynką” Marie Bouzkovą i obroniła piłkę meczową w starciu z Laurą Pigossi. Choć w finale uległa broniącej tytułu Camili Osorio, jej siedmiomeczowy maraton — trwający łącznie ponad 17 godzin — był triumfem determinacji. Dzięki tym występom Kawa awansowała aż o 67 miejsc w rankingu i na nowo rozbudziła dumę z polskiego tenisa.

     

    Jednak to, co stało się chwilę później, naprawdę zatrzęsło fundamentami WTA.

     

    Wielka Przebudowa Podium, Której Świątek Nie Może Zignorować

     

    Gdy WTA zaktualizowało ranking tuż przed końcem dnia, doszło do poważnej zmiany na samym szczycie. Aryna Sabalenka wciąż dzierży pozycję liderki z dorobkiem 10 541 punktów, ale przewaga Igi Świątek na drugim miejscu nagle wygląda na wyjątkowo kruchą. Dzięki triumfowi w Charleston Jessica Pegula awansowała na najwyższe w karierze trzecie miejsce, wyprzedzając Coco Gauff o zaledwie… 38 punktów!

     

    Świątek nadal jest wiceliderką z dorobkiem 7 470 punktów, ale jej przewaga nad Pegulą stopniała do 1 369 punktów. Choć liczba ta wydaje się spora, kontekst maluje zupełnie inny obraz: przez kolejne dwa miesiące Polka będzie musiała bronić aż 4 195 punktów wywalczonych podczas zeszłorocznego dominującego występu na mączce. Tymczasem Pegula nie ma do obrony nic — z powodu kontuzji nie grała w tym okresie w 2024 roku.

     

    Ta różnica tworzy dla Świątek niepokojący scenariusz. Nawet jeśli powtórzy swoje zeszłoroczne sukcesy, może to nie wystarczyć. A jeśli choć trochę się potknie — Pegula jest gotowa, by zaatakować — i być może po raz pierwszy w karierze wskoczyć do Top 2. Wraz z rozkręcającym się sezonem na europejskiej mączce, presja na Świątek nigdy nie była większa.

     

    Polski Tenis Pisze Nową Historię

     

    Podczas gdy Świątek stoi u progu być może najważniejszego okresu w swojej karierze, polski tenis świętuje cichy, ale znaczący sukces. Po raz pierwszy w historii aż trzy Polki znalazły się w Top 30 rankingu WTA. Magdalena Fręch awansowała na 28. miejsce, a doświadczona Magda Linette uplasowała się na 30. pozycji. Do tego Katarzyna Kawa, która wskoczyła na 156. miejsce, co stanowi prawdziwy skok jakościowy. Maja Chwalińska również trzyma się dzielnie, plasując się na 121. pozycji.

     

    Nieco poza pierwszą dwusetką znajduje się Linda Klimovicova (205. miejsce), jednak baczni obserwatorzy już dziś widzą w niej nazwisko warte uwagi w nadchodzących tygodniach.

     

    Walka o Finały zaostrza się z każdym punktem

     

    Choć pierwsza piątka WTA Race pozostała bez zmian, nie obyło się bez emocji. Pegula dzięki triumfowi w Charleston znalazła się zaledwie… pięć punktów za Świątek! Polka obecnie zajmuje czwarte miejsce z dorobkiem 2 315 punktów. Liderką rankingu wyścigu do finałów jest Sabalenka (3 580 punktów), za nią Madison Keys (3 069) oraz rewelacja sezonu — Mirra Andreeva (2 565). Pegula z 2 310 punktami depcze Świątek po piętach — dosłownie.

     

    Co Dalej?

     

    Przed Świątek niełatwa droga. Wypełniony kalendarz turniejów na mączce oraz gigantyczna liczba punktów do obrony sprawiają, że każdy kolejny mecz może zadecydować o jej pozycji. Tymczasem Pegula idzie do przodu bez żadnych oczekiwań — z lekkością, pewnością siebie i głodem sukcesu.

     

    Ta nocna aktualizacja rankingu WTA to nie tylko zmiana liczb na liście. To rozpoczęcie nowego etapu w zaciętej rywalizacji, która może zdefiniować resztę sezonu 2025. Dla Świątek margines błędu niemal nie istnieje. Dla Peguli otwiera się szerokie okno szans. Odliczanie do Roland Garrosu właśnie się rozpoczęło — a pogoń nabrała tempa.

    Ranking WTA (stan na 7 kwietnia 2025):

    1. Aryna Sabalenka – 10 541 pkt

    2. Iga Świątek – 7 470 pkt

    3. Jessica Pegula – 6 101 pkt

    4. Coco Gauff – 6 063 pkt

    5. Madison Keys – 4 999 pkt

    6. Jasmine Paolini – 4 843 pkt

    7. Mirra Andreeva – 4 775 pkt

    8. Qinwen Zheng – 4 243 pkt

    9. Paula Badosa – 3 821 pkt

    10. Elena Rybakina – 3 808 pkt

    WTA Race (stan na 7 kwietnia 2025):

    1. Aryna Sabalenka – 3 580 pkt

    2. Madison Keys – 3 069 pkt

    3. Mirra Andreeva – 2 565 pkt

    4. Iga Świątek – 2 315 pkt

    5. Jessica Pegula – 2 310 pkt

    6. Amanda Anisimova – 1 460 pkt

    7. Clara Tauson – 1 365 pkt

    8.Emma Navarro – 1 352 pkt

    9. Elena Rybakina – 1 320 pkt

    10. Paula Badosa – 1 255 pkt

  • Linette zapytana o Świątek. Nawet się nie wahała. Stanowcze słowa

    Linette zapytana o Świątek. Nawet się nie wahała. Stanowcze słowa

    Linette zapytana o Świątek. Nawet się nie wahała. Stanowcze słowa

    Iga Świątek kilka dni temu ogłosiła, że nie weźmie udziału w turnieju Billie Jean King Cup w Radomiu i nie pomoże reprezentacji Polski. Liderką naszej kadry w Radomiu będzie Magda Linette, która będzie starała się poprowadzić Biało-Czerwone do zwycięstwa. – Ja po prostu nie oceniam. Rozumiem zmęczenie i wiem, że czasami trzeba wziąć oddech – powiedziała Linette w rozmowie z Polskim Radiem RDC.

     

    Iga Świątek w ostatnich kilku tygodniach była naprawdę bardzo daleko od swojej optymalnej dyspozycji, a mimo tego potrafiła dochodzić przynajmniej do ćwierćfinału naprawdę ważnych imprez. To, co wydarzyło się jednak w Miami obiegło cały tenisowy świat. Porażka w ćwierćfinale z ledwie 19-letnią Alexandrą Ealą była absolutnym szokiem.

     

    W końcu Świątek nie zwykła przegrywać z rywalkami, których nie wymieniamy w gronie szeroko pojętej światowej czołówki, a Filipinka, podchodząc do meczu z Polką, plasowała się poza czołową setką rankingu WTA. Obie panie w tym zestawieniu dzieliło ponad sto rankingowych miejsc, a wygrała ta zdecydowanie mniej doświadczona. Wydawało się, że idealnym miejscem do poszukania dobrej formy będzie Radom, gdzie Polki zagrają w ramach Billie Jean King Cup. Co więcej, w Radomiu specjalnie dla Świątek wysypano mączkę.

     

    Świątek nie zagra w Radomiu. Linette komentuje

     

    Jak się jednak okazuje, wiceliderka światowego rankingu nie wesprze Polek. “Podjęłam trudną decyzję. Wiem, że nie jest to informacja, której chcieli kibice, szczególnie polscy, niemniej to decyzja słuszna dla mnie na ten moment. Nie zagram w turnieju eliminacyjnym Billie Jean King Cup, który odbędzie się w Radomiu. Zawsze z dumą reprezentuję Polskę. W zeszłym roku zagrałam dla kraju wszystko, co było do zagrania. Jestem niezwykle dumna z historycznych drużynowych sukcesów – półfinału BJKC oraz finału UC” – napisała w mediach społecznościowych nasza gwiazda.

     

    Niedługo później z udziału w imprezie z powodów zdrowotnych wycofała się także Magdalena Fręch. Wobec tego liderką reprezentacji w Radomiu będzie Magda Linette, która skomentowała decyzję Świątek. – To jest indywidualna decyzja. Nie wiemy, co się dzieje w teamie, w jakim stanie jest jej ciało, jak bardzo jest zmęczona emocjonalnie. Ja po prostu nie oceniam. Rozumiem zmęczenie i wiem, że czasami trzeba wziąć oddech. W naszym sezonie jest na to mało czasu. Iga jest najlepszą zawodniczką na świecie. Teraz jest druga w rankingu, ale na mączce zawsze jest zdecydowaną faworytką. To zawsze osłabienie, ale ich decyzję trzeba szanować. Staramy się skupić na tym, nad czym mamy kontrolę – powiedziała Polka w rozmowie z Polskim Radiem RDC.

     

    Reprezentację Polski w Radomiu czeka naprawdę spore wyzwanie. Biało-Czerwone zmierzą się bowiem najpierw ze Szwajcarkami, a potem z Ukrainkami. W obu tych reprezentacjach dobrych zawodniczek nie brakuje i Świątek z pewnością bardzo by pomogła w ewentualnym zwycięstwie, szczególnie na mączce. 

     

  • On pierwszy mówi o tym głośno. Co Iga Świątek robiła w Paryżu? Teraz cierpi

    On pierwszy mówi o tym głośno. Co Iga Świątek robiła w Paryżu? Teraz cierpi

    On pierwszy mówi o tym głośno. Co Iga Świątek robiła w Paryżu? Teraz cierpi

    Iga Świątek nie weźmie udziału w rozpoczynającym się w czwartek turnieju kwalifikacyjnym Billie Jean King Cup. Najlepsza polska tenisistka zrezygnowała z przyjazdu do Radomia, ponieważ potrzebuje odpoczynku. Postanowiła skupić się na spokojnym treningu i regeneracji mentalnej. To efekt kryzysu. W pierwszym kwartale sezonu nie zdobyła żadnego tytułu. – W tym roku Iga płaci cenę za reprezentowanie Polski na igrzyskach w zeszłym roku – tłumaczy w rozmowie z TVP Sport tenisowy ekspert, Maciej Synówka.

     

    O prawo gry w finałach BJK Cup polska drużyna powalczy w Radomiu z Ukrainkami i Szwajcarkami. Rywalizacja odbędzie się w dniach 10-12 kwietnia. Awans wywalczą tylko triumfatorki.

     

    Drużyna dowodzona przez Dawida Celta przystąpi do eliminacyjnej batalii mocno osłabiona. Z gry zrezygnowały Iga Świątek i Magdalena Fręch. Ta druga przegrała z kontuzją nadgarstka.

     

    Jaka była motywacja drugiej rakiety świata? Potrzebowała odpoczynku. Jest zmęczona, choć niekoniecznie fizycznie. Bardziej presją oczekiwań i deficytem zwycięstw. W tym roku nie wzbogaciła dorobku o choćby jeden tytuł. Taka sytuacja ma miejsce po raz pierwszy od pięciu sezonów.

     

    Iga Świątek musi odpocząć. “Płaci cenę za udział w igrzyskach olimpijskich”

     

    “Zawsze z dumą reprezentuję Polskę. W zeszłym roku zagrałam dla kraju wszystko, co było do zagrania. Jestem niezwykle dumna z historycznych sukcesów – półfinału BJKC oraz finał UC. Teraz przyszedł czas na więcej balansu, skupienie się na sobie i swoich treningach. Trzymam kciuki za dziewczyny i za cały zespół” – napisała Świątek w mediach społecznościowych.

     

    Gdyby rezygnacja z gry w kadrze gwarantowała indywidualne sukcesy w dalszej części sezonu, kibice byliby spokojni. Ale najbliższa przyszłość nadal kryje się za wielkim znakiem zapytania. Czy raszynianka przełamie impas na kortach ziemnych, na których czuje się zawsze najlepiej? Na razie to prognoza oparta jedynie na retrospekcji.

     

    – W tym roku Iga płaci cenę za reprezentowanie Polski na igrzyskach w zeszłym roku – w rozmowie z TVP Sport stawia zaskakującą tezę tenisowy ekspert Maciej Synówka . – Trzy sezony na tak wysokim poziomie. To musi mieć swoją cenę.

     

    – Osobiście nie znam żadnej tenisistki, która dorastając powiedziałaby, że chce reprezentować swój kraj w rozgrywkach narodowych. Nastawienie wszystkich tenisistek jest takie, aby wygrywać turnieje Wielkiego Szlema – dodaje.

     

    Świątek w ubiegłym sezonie rzeczywiście starała się łączyć rywalizację na dwóch frontach. Ale wydaje się, że generalnie nie wyszła na tym najlepiej. Do Paryża pojechała przecież po złoty medal olimpijski i była niemal murowaną faworytką do triumfu. Wróciła do domu z brązowym krążkiem.

     

    Dwa miesiące później straciła pozycję liderki światowego rankingu, której nie jest w stanie odzyskać do dzisiaj. Jej fanom trudno jednak uwierzyć, że to efekt olimpijskiego startu. Najbliższe miesiące usuną w cień każdą tego rodzaju teorię, jeśli tylko uda się wrócić na zwycięską ścieżkę.    

     

  • Przykra prawda o trenerze Świątek. Tego się już nie da zatuszować. Trudny moment

    Przykra prawda o trenerze Świątek. Tego się już nie da zatuszować. Trudny moment

    Przykra prawda o trenerze Świątek. Tego się już nie da zatuszować. Trudny moment

    Mija właśnie pół roku, od kiedy szkoleniową opiekę nad Igą Świątek przejął Wim Fissette. Plan w ostatnich miesiącach był klarowny – najlepsza polska tenisistka miała urozmaicić rzemiosło i szybko wrócić na pozycję liderki światowego rankingu. Rzeczywistość okazała się jednak bardziej prozaiczna. Pod wodzą nowego trenera w żadnym turnieju nie udało jej się dotrzeć do finału. – Nie chciałbym go krzywdzić, bo to na pewno dobry fachowiec, ale jeżeli coś się zmieniło, to na gorsze – mówi w rozmowie z TVP Sport, ceniony ekspert Tomasz Wolfke.

     

    Iga Świątek przechodzi kryzys formy. Pod wodzą nowego szkoleniowca wzięła udział w 10 turniejach. Efekt? Żadnego z nich nie wygrała. W żadnym nie awansowała do finałowej rozgrywki.

     

    Pół roku to wystarczająco długo, by ocenić pracę Wima Fissette’a, który w roli trenera Igi zastąpił Tomasza Wiktorowskiego. Czy wniósł coś pozytywnego do gry najlepszej polskiej tenisistki?

     

    – Moim zdaniem nie – odpowiada Tomasz Wolfke w rozmowie z TVP Sport. – Przepraszam, bo nie chciałbym go krzywdzić, bo to na pewno dobry fachowiec, ale jeżeli coś się zmieniło, to na gorsze. Liczby pokazują, że Iga troszeczkę gorzej serwuje, nie wygrywa ważnych meczów. Nie wiem więc, czy mógł coś zmienić na dobre.

     

    Świątek czeka na turniejowy triumf. Rezygnuje z gry w Radomiu, kibice rozczarowani

     

    Kibice mają bardzo podobne zdanie. Zaczęli je wyrażać głośno, kiedy Świątek w ubiegłym miesiącu wróciła z USA bez tytułu – po nieudanym podboju Indian Wells i Miami. Część fanów otwarcie domaga się ponownego zatrudnienia Wiktorowskiego, mając pełną świadomość, że to scenariusz abstrakcyjny.

     

    – Zawsze jednak powtarzam – nie róbmy tak jak w piłce nożnej, że zmieniamy trenera po trzech przegranych meczach. Niech on chociaż rok popracuje, niech ma okazję się wykazać. Poczekajmy, co się będzie działo w sezonie na kortach ziemnych. Może Iga znowu wygra Madryt, Rzym i Paryż? – dywaguje Wolfke.

     

    – Poczekajmy, co się stanie w Wimbledonie – dodaje ekspert. – Może zobaczymy tam wreszcie inną Igę? Może oni gdzieś w zaciszach kortów treningowych nad czymś pracują, nad jakąś tajną bronią, nad tym legendarnym “planem B”? Dajmy im trochę czasu. To nie jest piekarnia. Tutaj nie ocenia się efektu pracy po jednej nocy, czy po jednym turnieju, a nawet po trzech. Za jakiś czas zobaczymy, czy został wykonany krok w przód, czy dwa w tył.

     

    Tymczasem sympatycy Świątek mają powody do podwójnej frustracji. Raszynianka ogłosiła właśnie, że nie weźmie udziału w turnieju eliminacyjnym BJK Cup, który 10 kwietnia rozpocznie się w Radomiu.

  • Świątek podsumowana i to przez kogo. Andriejewa bez zahamowań wypaliła o Polce

    Świątek podsumowana i to przez kogo. Andriejewa bez zahamowań wypaliła o Polce

    Świątek podsumowana i to przez kogo. Andriejewa bez zahamowań wypaliła o Polce

    Za sprawą triumfów w Dubaju, a także Indian Wells Mirra Andriejewa wyrosła na największe zaskoczenie sezonu w cyklu WTA. Rosjanka pokonała już na swojej wiele gwiazd, w tym dwukrotnie Igę Świątek, czy Arynę Sabalenkę w finale Indian Wells. Kilka tygodni po wygranej nad raszynianką opowiedziała szczerze, co o niej sądzi. Nie wahała się nawet przez chwilę, odnosząc do postawy wiceliderki rankingu WTA.

     

    Porażki z Mirrą Andriejewą nadeszły dość niespodziewanie i to właśnie z perspektywy fanów i kibiców Igi Świątek mogło być najbardziej bolesne. Raszynianka była wyraźną faworytką zarówno w Dubaju, jak i w Indian Wells, a mimo to w obu przypadkach musiała uznać wyższość 17-letniej zaledwie rywalki. Ta za sprawą kapitalnych występów w tym sezonie wskoczyła już na 7. pozycję w rankingu WTA.

     

    Przełomowy sezon Andriejewej. Padło pytanie o Świątek, a ona nawet się nie wahała

     

    Rosjance wieszczy się wspaniałą karierę, a pojawiły się nawet pojedyncze głosy ze strony ekspertów, że już teraz jest na poziomie Sabalenki i Świątek. Sama tenisistka podchodzi jednak do kolejnych turniejów z ogromną pokorą. Nie brakuje jej również szacunku dla rywalek, w szczególności tych starszych i bardziej doświadczonych. Najlepiej świadczą o tym jej słowa w trakcie wywiadu z serwisem “sport-express.ru”.

     

    W trakcie obszernej rozmowy Andriejewa została zapytana o to, czego chciałaby się nauczyć od Aryny Sabalenki i Igi Świątek. Mistrzyni Indian Wells nie zwlekała długo ze szczerą odpowiedzią.

     

    Podoba mi się, że w każdym meczu, do którego przystępuje Sabalenka, od razu naciska. Grałam z nią kilka razy w tym roku i odczuwałam to za każdym razem. Może tego właśnie sposobu zachowania na korcie powinnam się od niej nauczyć. To, co mi się podoba w Świątek, to jej bardzo profesjonalne podejście do wszystkiego. Sama z nią trenowałam i różnica jest zauważalna. Jest się czego uczyć

     

    ~ zadeklarowała Mirra Andriejewa

     

     

    – Wydaje mi się, że każde dziecko, które zaczyna swoją karierę sportową, marzy o wielkich celach. Prawdopodobnie wszystkie dzieci marzą o tym, aby zostać najlepszym tenisistą na świecie i wygrać wszystkie turnieje Wielkiego Szlema oraz igrzyska olimpijskie. Chyba byłam jednym z takich dzieciaków. Ale nadal nic z tego nie osiągnęłam. Mam nadzieję, że będzie tego więcej. Będę dalej wierzyć w siebie i pracować, pracować i jeszcze raz pracować dodała młoda Rosjanka.

     

    Niewykluczone, że już wkrótce Iga Świątek i Mirra Andriejewa staną przed szansą na ponowne zmierzenie się na korcie. 14 kwietnia rozpoczyna się turniej w Stuttgarcie, a tenisistki przeniosą się na mączkę, która jest ulubioną nawierzchnią reprezentantki Polski. Z pewnością wyczekuje ona możliwości na zrewanżowaniesię Andriejewej. 

     

  • 90 minut cierpienia Polek w LN. Nikt by nie wpadł na taki wynik

    90 minut cierpienia Polek w LN. Nikt by nie wpadł na taki wynik

    90 minut cierpienia Polek w LN. Nikt by nie wpadł na taki wyni

     

    Świętowania nie będzie! Piłkarki reprezentacji Polski zremisowały z Bośnią i Hercegowiną 1:1 i nie zagwarantują sobie we wtorek awansu do dywizji A Ligi Narodów. Reprezentacja prowadzona przez Ninę Patalon uratowała remis w doliczonym czasie gry, ale to nie wystarczy. Oto co Polki muszą zrobić, żeby zagwarantować sobie awans.

     

    Polki stanęły przed wielką szansą wraz z końcowym gwizdkiem arbitra w piątkowym meczu na Polsat Plus Arenie w Gdańsku przeciwko Bośni i Hercegowinie. Nasze reprezentantki rozbiły rywalki aż 5:1 i z kompletem punktów przewodziły w tabeli grupy 1 dywizji B Ligi Narodów. Z pięcioma punktami straty do naszych piłkarek znajdowały się reprezentantki Irlandii Północnej, z trzema punktami w dorobku na trzecim miejscu plasował się zespół Bośni i Hercegowiny, a tabelę zamykały Rumunki (1 pkt).

     

    Do awansu do dywizji A Polkom brakowało jednego zwycięstwa i jednocześnie w drugim meczu tej kolejki Irlandia Północna nie może wygrać z Rumunią. Każdy inny splot wydarzeń powodował, że Polki na przypieczętowanie awansu będą musiały poczekać do następnej kolejki.

     

    Reprezentacja dowodzona przez Ninę Patalon była przed rewanżowym spotkanie przeciwko Bośnii i Hercegowinie w doskonałej sytuacji, więc selekcjonerka zdecydowała się na nieco zmian, by przetestować inne piłkarki, choćby bramkarkę Natalię Radkiewicz i Klaudię Słowińską, która świetnie zaprezentowała się w poprzednim meczu.

     

    Nasze zawodniczki już w szóstej minucie meczu poważnie zagroziły gospodyniom po strzale Adriany Achcińskiej, ale w tamtej sytuacji kapitalnym refleksem popisała się Almina Hodzić. Bośniaczka zaledwie siedem minut później po raz kolejny udowodniła, że jest w świetnej formie, broniąc uderzenie Ewy Pajor.

     

    W kolejnych minutach pierwszej połowy obie reprezentacje nie były w stanie wykreować groźnych sytuacji. Polki mogły objąć prowadzenie przed przerwą, ale strzał Eweliny Kamczyk zablokowała jedna z obrończyń.

     

    W drugiej połowie obraz meczu zmienił się na korzyść Bośniaczek. Już trzy minuty po zmianie stron Polki mogły wyjmować piłkę z siatki, ale niecelnie strzeliła Gloria Slisković. Pięć minut później pod polską bramką znów było groźnie za sprawą Sofij Krajsumović, ale świetną obroną popisała się wówczas Radkiewicz. Napastniczka Crvenej Zvezdy w 65. minucie ponownie oddała strzał na polską bramkę — tym razem skuteczny. Krajsumović wykorzystała świetne podanie Andrei Grebenar i Bośniaczki objęły prowadzenie.

     

    Wszystko wskazywało na to, że gospodynie niespodziewanie zdobędą z Polkami trzy punkty. Nasze reprezentantki remis uratowały w doliczonym czasie gry po golu Weroniki Zawistowskiej w 91. minucie spotkania.

     

    Oto co Polki muszą zrobić, żeby zagwarantować sobie awans w Lidze Narodów

    Zwyciężczynie grup awansują do dywizji A Ligi Narodów, a drużyny z drugich miejsc zagrają w barażach o awans. Do dywizji C spadną natomiast najgorsze zespoły z trzecich miejsc i te, które zajęły ostatnie miejsca w swoich grupach.

     

    Żeby piłkarki Niny Patalon przypieczętowały awans, muszą zremisować w piątej kolejce przeciwko Irlandii Północnej. Wówczas nie będą musiały oglądać się za plecy. Wiele zależeć będzie od bezpośredniego meczu Irlandii z Rumunią, który odbędzie się we wtorek, o godz. 20.00.

  • PZPS reaguje na spot Mentzena i Możdżonka. Jaśniej się nie da

    PZPS reaguje na spot Mentzena i Możdżonka. Jaśniej się nie da

    PZPS reaguje na spot Mentzena i Możdżonka. Jaśniej się nie d

     

    Sławomir Mentzen i Marcin Możdżonek nagrali spot, w którym były reprezentant Polski w siatkówce popiera polityka w nadchodzących wyborach prezydenckich. Mamy stanowisko Polskiego Związku Piłki Siatkowej, który jednoznacznie odnosi się do materiału wyborczego.

     

     

    W poniedziałek Sławomir Mentzen opublikował film na portalu X, na którym pochwalił się poparciem, jakiego udzielił mu Marcin Możdżonek. Polityk otrzymał wsparcie od byłego reprezentanta Polski w siatkówce, dziś radnego Olsztyna.

     

    Możdżonek to m.in. członek drużyny narodowej, która w 2014 roku zdobyła mistrzostwo świata, a pięć lat wcześniej mistrzostwo Europy. – W 2009 roku pojechaliśmy z reprezentacją na Euro do Turcji. Nikt nam nie dawał żadnych szans, a wręcz wyśmiewano nas. A my? Wygraliśmy wszystkie mecze i zdobyliśmy pierwsze złoto w historii polskiej męskiej siatkówki (…). Najpierw cię ignorują, potem się z ciebie śmieją, później z tobą walczą, a na końcu wygrywasz – mówi Marcin Możdżonek w opublikowanym nagraniu.

     

    Związek zabrał głos

    W tle pokazano zwycięstwo reprezentacji w finale Euro z Francją. Sukces drużyny wykorzystano do kampanii wyborczej. Z tego powodu poprosiliśmy Polski Związek Piłki Siatkowej o komentarz.

     

    – W związku z publicznym wystąpieniem Pana Marcina Możdżonka, byłego reprezentanta Polski w piłce siatkowej, w którym wyraził on swoje poparcie dla jednego z kandydatów na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, Polski Związek Piłki Siatkowej oświadcza, że jako organizacja sportowa nie uczestniczy i nie angażuje się w działalność polityczną. Jakiekolwiek wypowiedzi oraz działania byłych lub obecnych zawodników wyrażają wyłącznie ich prywatne poglądy i nie należy ich w żaden sposób łączyć ze stanowiskiem związku. Pragniemy podkreślić, że Pan Marcin Możdżonek nie pełni żadnych funkcji w strukturach PZPS – czytamy w przesłanym Sport.pl oświadczeniu.

     

    I dodano: “PZPS kieruje się zasadą neutralności politycznej, koncentrując się na rozwoju siatkówki w Polsce, wspieraniu zawodników, trenerów oraz kibiców bez względu na ich poglądy polityczne. Prosimy o powstrzymanie się od interpretowania i rzutowania indywidualnych wypowiedzi osób związanych z siatkówką na całe środowisko siatkarskie, które łączy przede wszystkim sport, pasja i szacunek – niezależnie od różnic w opiniach politycznych i światopoglądowych”

     

    Na nagraniach wykorzystanych w spocie pojawiają się ówcześni reprezentanci Polski w siatkówce. Jak się okazało, sztab kandydata na prezydenta nie otrzymał zgody od Telewizji Polsat na wykorzystanie tych fragmentów.

     

    Słyszymy w tle głos legendarnego komentatora Tomasza Swędrowskiego. Ten w rozmowie z nami przyznaje: „Nie identyfikuję się z żadną opcją, nie chcę być wplątany w politykę. Jestem zaskoczony, że Marcin Możdżonek, z którym się znam od wielu lat, nie zapytał mnie o zgodę”. Podobnie na portalu X ocenił to Jerzy Mielewski z Polsatu Sport: “Wykorzystanie komentarza T. Swędrowskiego w spocie politycznym bez jego zgody jest chyba średnio zgodne z prawem. A przecież Marcin zna Tomka tyle lat. Szkoda, że nie zapytał”.

     

    Telewizje zaskoczone

    Zaskoczony był także Piotr Dębowski, komentator siatkarski w TVP Sport. Jego głos również pojawia się w spocie Sławomira Mentzena, gdy wymawia nazwisko siatkarza. TVP przekazała, że nie udzieliła zgody na wykorzystanie fragmentu transmisji i będzie oczekiwać zaniechania naruszeń przez sztab kandydata Konfederacji.

     

    – Z Marcinem Możdżonkiem pierwszy raz spotkałem się na Piwie z Mentzenem w Olsztynie w 2020 roku. Od tamtej pory wiele razy rozmawialiśmy o Polsce, polityce i potrzebach zmian – tłumaczył Sławomir Mentzen. Pierwsza tura wyborów prezydenckich odbędzie się w Polsce 18 maja. Ewentualna druga – 1 czerwca.

  • Znowu głośno o Wojciechu Szczęsnym. Hiszpanie są wniebowzięci. “Fair play”

    Znowu głośno o Wojciechu Szczęsnym. Hiszpanie są wniebowzięci. “Fair play”

    Znowu głośno o Wojciechu Szczęsnym. Hiszpanie są wniebowzięci. “Fair play

     

    Hiszpanie wciąż nie mogą nachwalić się Wojciecha Szczęsnego. We wtorkowy poranek czytelnikom portalu “Mundo Deportivo” od razu w oczy rzucił się kolejny artykuł, w którym skupiono się na Polaku. Tym razem doceniono jego postawę wobec… Marca-Andre ter Stegena! “Wykazał się wielką uczciwością wobec swojego kolegi z drużyny i kapitana” – czytamy. Co konkretnie na myśli mieli tamtejsi dziennikarze?

     

    – Jesteśmy na tym etapie sezonu, w którym każdy mecz jest bardzo ważny, niczym finał. Marzymy o zrobieniu czegoś wielkiego w tym sezonie i mamy okazję to zrobić, więc damy z siebie wszystko – mówił Wojciech Szczęsny w rozmowie z TVP Sport tuż po zakończeniu meczu z Realem Betis, który Barcelona zremisowała 1:1, przez co nie zdołała odskoczyć reszcie stawki w tabeli La Liga. Jego słowa z kilkuminutowego wywiadu dla polskiej telewizji niesłychanie spodobały się Hiszpanom. Tamtejsze media masowo cytowały byłego golkipera naszej kadry, a przy okazji znów wystawiły mu laurkę. “Szczęsny nie szczędzi pochwał dla Barcelony” – pisano.

     

    Choć od starcia z Betisem i wywiadu Szczęsnego dla TVP Sport minęło już kilka dni, to dziennikarze z Półwyspu Iberyjskiego nadal przytaczają poszczególne fragmenty wypowiedzi 34-latka. We wtorek 8 kwietnia, wczesnym rankiem, po wejściu na stronę główną “Mundo Deportivo” naszym oczom od razu ukazał się artykuł poświęcony Polakowi. Tym razem zwrócono uwagę na jego postawę wobec powracającego do zdrowia Marca-Andre ter Stegena, w miejsce którego przychodził do klubu jesienią zeszłego roku.

     

    Hiszpanie kolejny raz docenili Szczęsnego. “Dobro drużyny ponad swoje własne interesy”

     

    “Wielka lekcja fair play Szczęsnego wobec ter Stegena” – czytamy w tytule. Następnie zajęto się niemieckim golkiperem, którego celem jest powrót do gry jeszcze w tym sezonie. Sezonie, w którym od stycznia Wojciech Szczęsny radzi sobie fenomenalnie. W teorii nasz rodak mógłby czuć się pokrzywdzony, gdyby nagle Hansi Flick odstawił go od wyjściowego składu na rzecz ter Stegena, jednak to nie w jego stylu.

     

    Oczywiście nie obyło się bez kolejnych pochwał byłego reprezentanta Polski. “Polak wykazał się wielką uczciwością wobec swojego kolegi z drużyny i kapitana, mimo że stał się kluczowym zawodnikiem Barcelony” – podkreślono w autorskim komentarzu. – Ja przyszedłem tutaj, aby go zastąpić i absolutnie nie będę miał problemu z sytuacją, jeśli Marc wróci i to miejsce po prostu sobie weźmie. Chcę pomagać zespołowi i na boisku spisywać się jak najlepiej – uzupełnił Wojciech Szczęsny, co również bardzo spodobało się Hiszpanom.

     

    “Szczęsny pozostawił decyzję w rękach Flicka i jasno dał do zrozumienia, że stawia dobro drużyny ponad swoje własne interesy” – podsumowano. Do tej pory były bramkarz Juventusu rozegrał równo 20 spotkań dla katalońskiej ekipy. W nich wpuścił łącznie 18 bramek, dziesięć razy zachował czyste konto, a jego drużyna nie przegrała żadnego meczu. W środę wicemistrzowie Hiszpanii rozegrają pierwsze starcie z Borussią Dortmund w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.

  • “Lamine Yamal”. Hiszpanie rozpływają się nad 14-letnim Polakiem

    “Lamine Yamal”. Hiszpanie rozpływają się nad 14-letnim Polakiem

    “Lamine Yamal”. Hiszpanie rozpływają się nad 14-letnim Polakie

     

    Hiszpańska prasa porównuje utalentowanego Polaka do… Lamine’a Yamala. Nie mają jednak na myśli piłkarza, a 14-letniego snookerzystę Michała Szubarczyka.

     

    “Lamine Yamal wśród snookerzystów” – tak “Marca” określiła 14-letniego Michała Szubarczyka. Największy sportowy dziennik w Hiszpanii zachwyca się Polakiem i porównuje go do jednego z piłkarskich talentów, który w FC Barcelonie zadebiutował w wieku 15 lat, pobijając klubowy rekord.

     

    Hiszpanie podkreślają, że Szubarczyk również ma szansę na podobne osiągnięcia. Polak może bowiem pobić rekord legendarnego Ronniego O’Sullivana, zostając najmłodszym kwalifikantem do mistrzostw świata. Anglik po raz pierwszy awansował do elitarnych rozgrywek w 1993 roku, gdy miał 16 lat.

     

    We wtorek, 8 kwietnia, Szubarczyk zmierzy się w I rundzie kwalifikacyjnej z 23-letnim Deanem Youngiem, zajmującym 95. miejsce w rankingu światowym. Aby awansować do MŚ, Polak musiałby pokonać łącznie czterech rywali.

     

    14-latek ma szansę także na pobicie innych rekordów. Jeśli wygra z Youngiem zostanie najmłodszym snookerzystą, który zwyciężył mecz kwalifikacyjny do mistrzostw świata. Obecny rekord należy do Liama Daviesa, który miał 15 lat i 277 dni, gdy pokonał Aarona Hilla w 2022 roku.

     

    Szubarczyk niedawno zdobył tytuły mistrza Europy w kategoriach do lat 16 i 18, a także dotarł do finału w kategorii seniorów. Właśnie ten sukces dał mu możliwość uczestniczenia przez dwa kolejne lata w głównej profesjonalnej serii dyscypliny – World Snooker Tour. Na razie Polak nie podjął jednak decyzji, czy przyjmie kartę.

     

    Szubarczyk rozpoczął swoją przygodę ze snookerem w wieku 7 lat, kiedy to ojciec zauważył jego zainteresowanie tym sportem. Od tamtej pory zdobywał kolejne tytuły, w tym mistrza Polski w różnych kategoriach wiekowych.

  • Gwiazdor Borussii wypalił wprost nt. Lewandowskiego. Tak nazwał Polaka

    Gwiazdor Borussii wypalił wprost nt. Lewandowskiego. Tak nazwał Polaka

    Gwiazdor Borussii wypalił wprost nt. Lewandowskiego. Tak nazwał Polak

     

    Już w środę o godzinie 21:00 FC Barcelona podejmie Borussię Dortmund w ramach pierwszego meczu ćwierćfinałowego Ligi Mistrzów. Hiszpańscy kibice wierzą, że gola w tym spotkaniu strzeli Robert Lewandowski, który ma świetne statystyki przeciwko dawnemu pracodawcy. Polak znajduje się w kapitalnej formie, którą imponuje nawet gwiazdorowi Borussii. Ten wskazał, co jego zdaniem stoi za sukcesem “Lewego”.

     

    “Dortmund nawet nie chce widzieć Roberta Lewandowskiego. (…) Pomimo sympatii, jaką z pewnością nadal żywią do niego na Signal Iduna Park, przed starciem z Barceloną już się go boją” – podkreślał kataloński “Sport” przed ćwierćfinałem Ligi Mistrzów. W nim zmierzą się Barcelona i Borussia. Decydującą postacią dla losów dwumeczu może okazać się polski napastnik, który w przeszłości grał w niemieckim klubie. Kiedy odszedł, to właśnie jemu najczęściej strzela gole.

     

    Serhou Guirassy nie ma wątpliwości. Oto tajemnica sukcesu Lewandowskiego

    Lewandowski przeżywa obecnie drugą młodość. W tym sezonie zdobył już 38 goli we wszystkich rozgrywkach i dla wielu bramkarzy jest po prostu nie do zatrzymania. To wzbudza podziw nie tylko jego kolegów z drużyny, ale i rywali. W ciepłych słowach o Polaku wypowiedział się m.in. lider ataku Borussii Serhou Guirassy, a zarazem jeden z głównych przeciwników 36-latka w walce o koronę króla strzelców Ligi Mistrzów. Nasz rodak ma dziewięć trafień na koncie, a Gwinejczyk 10.

     

    – Lewandowski nie musi nikomu niczego udowadniać. Myślę, że jego sekretem jest ciężka praca. Zawsze ciężko pracuje i zawsze jest szybki – podkreślał Gwinejczyk. Następnie wymienił obszary, na które Polak zwraca mocno uwagę i które są kluczem do jego sukcesu. – Chodzi właśnie o tę ciężką pracę, opiekę, regenerację, a także odżywianie. To wszystko robi różnicę – dodawał, cytowany przez Barca Universal na X.

     

    A to nie koniec. Guirassy wprost stwierdził, że Lewandowski jest dla niego wzorem do naśladowania, jeśli chodzi o postawę napastnika. – Tak, zdecydowanie [jest wzorem do naśladowania, przyp. red.], głównie ze względu na prezentowaną przez niego ciągłość. Może pochwalić się znakomitą karierą i w wieku 36 lat wciąż jest jednym z najlepszych strzelców. To pokazuje, na jakim jest poziomie. Jest świetnym piłkarzem i każdy o tym wie – spuentował.

     

    Serhou Guirassy znów chwali Lewandowskiego

    To nie pierwszy raz, kiedy Gwinejczyk komplementował Lewandowskiego i podkreślał, że stara się czerpać jak najwięcej z jego doświadczenia. Podobne słowa wypowiedział kilka tygodni temu. – Najlepszym napastnikiem w historii jest Ronaldo Nazario. Jednak moimi inspiracjami i tymi, którzy mieli największy wpływ na moją grę, są Karim Benzema, a potem Robert Lewandowski. Obaj wiedzą, jak robić wszystko: ustawiać się, dryblować, kreować grę – mówił Guirassy.

     

    Barcelona i Borussia mierzyły się już w obecnej edycji Ligi Mistrzów, ale na etapie fazy ligowej. Wówczas górą była pierwsza z ekip – 3:2. Dublet dla drużyny z Dortmundu ustrzelił właśnie Guirassy. O tym, czy uda mu się tego dokonać i tym razem, przekonamy się w najbliższą środę po godzinie 21:00. Wtedy to zabrzmi pierwszy gwizdek w stolicy Katalonii. W grudniowym meczu dla Barcelony trafiali Raphinha i Ferran Torres, który też ustrzelił dublet i przesądził o zwycięstwie.