Category: Disclaimer

  • Show Barcelony, a potem to. Nowy “pseudonim” Szczęsnego. Dosadnie o Polaku

    Show Barcelony, a potem to. Nowy “pseudonim” Szczęsnego. Dosadnie o Polaku

    Oszałamiające zakończenie tournée Barcelony przyciąga uwagę, ale to nowy „pseudonim” Szczęsnego kradnie całe show

    Azjatyckie tournée FC Barcelony zakończyło się w spektakularnym stylu – efektownym zwycięstwem 5:0 nad południowokoreańskim Daegu FC. Nagłówki gazet szybko zwróciły uwagę na bohaterów meczu. Robert Lewandowski, po raz kolejny udowadniając swoją klasę, wpisał się na listę strzelców już w pierwszej połowie. Jednak mimo pochwał, jakie spłynęły na niego ze strony hiszpańskich mediów, to Wojciech Szczęsny przyciągnął uwagę kibiców i dziennikarzy swoim zaskakującym nowym „pseudonimem” — choć sam nie miał na to żadnego wpływu.

     

    Po zakończeniu obozów przygotowawczych w Japonii i Korei Południowej, Barcelona wróciła do Hiszpanii w znakomitych nastrojach — nie przegrała żadnego meczu podczas azjatyckiego tournée. Kulminacją było poniedziałkowe widowisko w Daegu, gdzie Barça w pełni zdominowała lokalnych rywali.

     

    Już do przerwy kataloński gigant prowadził 3:0. Gavi zdobył dwie bramki, a jedną dołożył Robert Lewandowski, który w 27. minucie wykończył dokładne dośrodkowanie Gerarda Martina z lewej strony, kierując piłkę do siatki z kilku metrów.

     

    Trener Hansi Flick – zgodnie z dotychczasową strategią rotacji składem – dokonał w przerwie całkowitej zmiany jedenastki. Lewandowskiego zastąpił Marcus Rashford, a Wojciech Szczęsny pojawił się w bramce w miejsce Joana Garcii — który coraz wyraźniej wyrasta na pierwszego golkipera Barcelony.

     

    Reakcje mediów: Pochwały dla Lewandowskiego, pasywna rola Szczęsnego

     

    Po meczu hiszpańskie media dokładnie przyjrzały się występom zawodników Barcelony. Lewandowski otrzymał wysokie noty od dziennika „Sport”, który ocenił go na 7/10 i nazwał „punktualnym”. Podkreślono jego instynkt strzelecki i mobilność:

     

    > „Kolejny gol Polaka, który po precyzyjnym dograniu Gerarda Martina skierował piłkę do siatki. Zawsze starał się znajdować w ‘strefie killera’, wykazując się dużą ruchliwością.”

     

     

     

    Wojciech Szczęsny nie został oceniony równie przychylnie. Otrzymał notę 6/10 i został nazwany przez Sport „widzem” – przydomek, który w zabawny sposób odnosi się do jego biernej postawy na boisku:

     

    > „Miał więcej szczęścia niż Joan Garcia, bo w drugiej połowie przeciwnicy byli wyraźnie zmęczeni i nie potrafili już zagrozić Barcelonie. Szczęsny spędził więcej czasu na oglądaniu niż na działaniu.”

     

     

     

    Także „Mundo Deportivo” doceniło występ Lewandowskiego, zwracając uwagę na jego doświadczenie i kondycję mimo zbliżających się 37. urodzin:

     

    > „Dobrze odczytywał przestrzenie, co świadczy o tym, że wciąż utrzymuje wysoką formę fizyczną, mimo że do jego 37. urodzin zostało już niewiele czasu.”

     

     

     

    Z kolei Szczęsny i w tym dzienniku został zredukowany do roli biernego obserwatora:

     

    > „Taka była jego rola nie tylko w Daegu, ale praktycznie przez całe azjatyckie tournée. Trudno przypomnieć sobie sytuacje, w których był na pierwszym planie.”

     

     

     

    Mimo umiarkowanych ocen, przydomek „widz” szybko zyskał popularność wśród kibiców i wywołał wiele żartobliwych komentarzy. Choć nie oddaje on faktycznego potencjału Szczęsnego, to świetnie ilustruje jego brak pracy między słupkami w trakcie jednostronnych spotkań Barcelony.

     

    Co dalej z Barceloną?

     

    Po zakończeniu przygotowań, FC Barcelona kieruje teraz swoją uwagę na nadchodzący sezon ligowy. Już w niedzielę, 10 sierpnia, zmierzy się z włoskim Como w ramach Pucharu Gampera – to ostatni test przed startem sezonu. Tydzień później zespół z Katalonii rozpocznie obronę mistrzowskiego tytułu w La Liga, wyjazdowym spotkaniem przeciwko Mallorce.

     

  • Kim jest ksiądz, którego wskazał Nawrocki? Wybór nie jest przypadkowy

    Kim jest ksiądz, którego wskazał Nawrocki? Wybór nie jest przypadkowy

    Kim jest ksiądz, którego wskazał Nawrocki? Wybór nie jest przypadkowy

    Prezydenckim kapelanem Karola Nawrockiego zostanie ks. Jarosław Wąsowicz. “Duchowny i naukowiec. Człowiek odważny, oddany Panu Bogu patriota” – napisał o nim Nawrocki. Wybór ks. Wąsowicza wzbudził niemałe kontrowersje, a po sieci zaczęły krążyć jego zdjęcia z osobami związanymi ze światem przestępczym. Co wiadomo o duchownym? Oto, co usłyszeliśmy.

     

    W skrócie

     

    Ks. Jarosław Wąsowicz został wybrany na kapelana prezydenckiego przez Karola Nawrockiego, wzbudzając kontrowersje ze względu na swoje związki ze środowiskiem kibicowskim i obecność na zdjęciach z osobami z półświatka przestępczego.

     

    Ksiądz Wąsowicz jest znanym salezjaninem i historykiem, długoletnim współpracownikiem Nawrockiego oraz organizatorem pielgrzymek kibiców na Jasną Górę, zaangażowanym w inicjatywy patriotyczne i edukacyjne.

     

    Opinie na temat wybory Wąsowicza są podzielone – jego działalność z młodzieżą i środowiskami kibicowskimi jest chwalona, jednak niektóre jego publiczne wypowiedzi i gesty wywołują silne kontrowersje.

     

    Karol Nawrocki w środę zostanie zaprzysiężony na prezydenta RP. W weekend przedstawił ostatniego członka swojego gabinetu. Jest nim znany duchowny ks. Jarosław Wąsowicz.

     

    Ksiądz Jarosław Wąsowicz. Kim jest nowy kapelan Nawrockiego?

     

    Salezjanin, z wykształcenia historyk, podobnie jak prezydent elekt pochodzący z Gdańska. O 10 lat starszy od Karola Nawrockiego Wąsowicz otwarcie wspierał go w czasie walki o fotel prezydencki. Mężczyźni znają się jednak o wiele dłużej. Już 10 lat temu wspólnie napisali książkę “Wielka Lechia Moich Marzeń” opisującą losy jednego z liderów kibiców Lechii Gdańsk – Tadeusza Kazimierza Duffeka “Dufo”.

     

    To właśnie związek ze środowiskiem kibicowskim wywołuje najwięcej kontrowersji wokół duchownego.

     

    “Kapelan kibiców”

     

    O Wąsowiczu mówią, że jest “kapelanem kibiców”. Od 2009 roku organizuje coroczne ogólnopolskie pielgrzymki kibiców na Jasną Górę. W ostatniej, już jako kandydat na prezydenta, wziął też udział Karol Nawrocki. W sieci jest wiele zdjęć ks. Wąsowicza ze stadionów, jednak największe emocje wzbudzają te z osobami z półświatka przestępczego.

     

    Nowo wybrany kapelan prezydenta pozuje na nich z Olgierdem L., ps. “Olo”, podejrzanym o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, a także z Grzegorzem H., ps. “Śledziu”, oskarżonym o rozpowszechnianie materiałów o charakterze neonazistowskim i wielokrotnie skazywany m.in. za pobicia.

     

    – Nie jest zaskoczeniem, że kapelanem prezydenta został człowiek powiązany z jego środowiskiem. To, że ksiądz Jarosław Wąsowicz jest kapelanem kibiców i organizatorem pielgrzymek kibicowskich wiadomo od lat – mówi Interii Tomasz Terlikowski, katolicki publicysta.

     

    Dziennikarz dodaje, że powiązania z kibicami “to żaden zarzut”. – Sam nie jestem kibicem, ale to akurat żaden zarzut do księdza, że pracuje z różnymi ludźmi – mówi Terlikowski. Podkreśla, że rolą księdza jest spotykać się z różnymi osobami i nie widzi w tym specjalnego problemu.

     

    – Nie rozumiem tej rozwałki – mówi publicysta pytany o komentarze, jakie zalały sieć po wpisie Nawrockiego.

     

    “Z Karolem Nawrockim zna się od lat”

     

    – W Polsce ruch kibiców jest bardzo szeroki. To są setki tysięcy ludzi. Postać księdza prof. Wąsowicza jest wśród nich rozpoznawana i szanowana, on jest ważnym punktem odniesienia dla całego ruchu. Taka decyzja prezydenta elekta może sprawić, że jeszcze bardziej zjedna sobie tych ludzi – mówi Interii ks. prof. Andrzej Kobyliński z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

     

    O ks. Wąsowicza pytamy też w Instytucie Pamięci Narodowej w Gdańsku, z którym ten współpracuje od lat.

     

    – Zawsze znajdzie się ktoś, komu coś nie będzie pasowało, to normalne wśród osób, które mają dużą aktywność społeczną, a ksiądz Jarosław Wąsowicz do takich bez wątpienia należy – mówi Interii Artur Chomicz z biura prasowego gdańskiego IPN.

     

    Chomicz podkreśla, że Instytut współpracuje z duchownym od wielu lat m.in. przy inicjatywie “Serce dla Inki”. – Ks. Wąsowicz zawsze jest obecny podczas uroczystości związanymi z upamiętnieniem śmierci tej młodej dziewczyny. Przywozi też młodzież, wspólnie organizujemy wyjazdy do Polski dla młodzieży kresowej, chociażby z Litwy – wymienia.

     

    Artur Chomicz podkreśla, że “o księdzu Wąsowiczu może mówić tylko i wyłącznie dobrze”.

     

    – To dobry człowiek, słowny, porządny, wiele rzeczy robi bezinteresownie, co w dzisiejszych czasach nie jest wcale takie oczywiste – dodaje przedstawiciel IPN.

     

    Chomicz przyznaje, że ks. Wąsowicz z Karolem Nawrockim znają się od lat. – Łączy ich dobra relacja – mówi.

     

    Duchowny nigdy nie ukrywał swoich prawicowych poglądów. Nie krył się też ze swoimi antypatiami – w internecie można znaleźć kontrowersyjne zdjęcie ks. Wąsowicza pokazującego środkowy palec przy logo “Gazety Wyborczej”.

    “Europa bez islamistów, lewaków i poprawności politycznej”

     

    – Ks. prof. Wąsowicz ma na swoim koncie wiele ważnych publikacji historycznych, szczególnie dokumentujących polskie straty wojenne, a także publikacje o charakterze patriotycznym. Jego dorobek naukowy może być dobrze wykorzystany w Kancelarii Prezydenta – uważa ks. prof. Andrzej Kobyliński z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

     

    On również wspomina o pracy ks. Wąsowicza z młodzieżą i rodzinami, które żyją na dawnych kresach. – Zapewne będzie chciał kontynuować te inicjatywy. To może być kolejny przykład jego oddziaływania na bardzo różne środowiska – mówi ks. prof. Kobyliński.

     

    W 2015 roku Andrzej Duda odznaczył ks. Wąsowicza Krzyżem Wolności i Solidarności. Dwa lata później duchowny zasłynął z kontrowersyjnych życzeń świątecznych, które za pośrednictwem “Gazety Polskiej” złożył Polakom: “Zmartwychwstania naszej ukochanej Ojczyzny, bez KOD-ów, fałszywych autorytetów, płatnych zdrajców. Zmartwychwstania chrześcijaństwa w Europie, która idzie ku samozagładzie. Europy bez multi-kulti, islamistów, lewaków i poprawności politycznej”.

    Ks. Wąsowicz ma na koncie więcej wypowiedzi, które odbiły się szerokim echem. – Jego wypowiedzi obronić się nie da. Choćby tej na temat pana premiera Mazowieckiego – przyznaje w rozmowie z Interią Tomasz Terlikowski.

    W jednej ze szkół wygłosił wykład o Danucie Siedzikównie, ps. “Inka”, działaczce ruchu oporu z czasów II wojny światowej.

    “Trzeba zrobić wszystko, żeby nie trwać w takiej historycznej schizofrenii. Z jednej strony mówimy “Inka” bohaterka, a z drugiej strony o jej katach albo o tych ludziach, którzy z bronią w ręku walczyli z “żołnierzami wyklętymi”, a do takich należał chociażby Jaruzelski, Kiszczak, Bauman, Mazowiecki, Kołakowski, a więc osoby, które dziś dawane są za wzór” – powiedział.

    Za swoje słowa przeprosił po tym, jak synowie premiera Mazowieckiego zagrozili mu pozwem.

    – To są wypowiedzi, które są nie do obrony. Są też nieprawdziwe historycznie, nie tylko niesprawiedliwe. Natomiast sam fakt, że jest kapelanem kibiców, to jest żaden zarzut – dodaje Terlikowski.

    Nasi rozmówcy podkreślają, że wybór ks. Wąsowicza na kapelana prezydenta nie jest przypadkowy. Karol Nawrocki zbiera wokół siebie ludzi, którzy mogą mu pomóc w umacnianiu władzy.

    – Prezydent elekt dobiera sobie takich ludzi, którzy potrafią oddziaływać na różne grupy społeczne, żeby znacząco wzmocnić kancelarię prezydenta jako ośrodek władzy politycznej – podsumowuje w rozmowie z Interią ks. prof.Andrzej Kobyliński.

     

  • Niezapowiadany wniosek do PKW. “MSWiA oczekuje pilnej decyzji”

    Niezapowiadany wniosek do PKW. “MSWiA oczekuje pilnej decyzji”

    Niezapowiadany wniosek do PKW. “MSWiA oczekuje pilnej decyzji”

    “MSWiA zwróciło się do przewodniczącego PKW o odwołanie z funkcji komisarza wyborczego sędziów, którzy czynnie poparli wybór sędziów do neoKRS oraz brali udział w procedurze nominacyjnej” – przekazano w komunikacie resortu. Podkreślono jednocześnie, że “MSWiA oczekuje pilnej decyzji w tej sprawie”.

     

    W skrócie

     

    MSWiA zwróciło się do PKW o odwołanie komisarzy wyborczych wśród sędziów, którzy poparli neoKRS lub uczestniczyli w procedurze nominacyjnej.

     

    Minister Waldemar Żurek wcześniej zainicjował działania w tej prawie, występując do MSWiA.

     

    Z kolei Zbigniew Ziobro zarzucił nielegalne usunięcie prokuratora krajowego i zapowiedział złożenie zawiadomienia.

     

    Komunikat MSWiA dotyczy sędziów, “którzy czynnie poparli wybór sędziów do neoKRS oraz brali udział w procedurze nominacyjnej”. Jak dodano dalej, “działania te były sprzeczne z etosem sędziowskim oraz podważały niezależność władzy sądowniczej, na co wskazał Minister Sprawiedliwości”.

     

    Podkreślono przy tym, że “MSWiA oczekuje pilnej decyzji PKW w tej sprawie”.

     

    Podstawą prawną dla tego działania – jak wskazało ministerstwo – jest art. 166 § 4 zdanie pierwsze i § 8 w związku z § 1 i § 3 Kodeksu wyborczego.

     

    Zdecydowany ruch MSWiA. Wcześniej w tej sprawie interweniował Waldemar Żurek

     

    Z kolei w czwartek interweniował w tej sprawie nowy minister sprawiedliwości Waldemar Żurek. Podczas konferencji prasowej przekazał, że wystąpił do szefa MSWiA o rozważenie odwołania 44 sędziów pełniących stanowiska komisarzy wyborczych.

     

    Zdaniem Żurka wskazana grupa sędziów ze względu na angażowanie się w procedury sprzeczne z konstytucją, “nie daje gwarancji prawidłowego wykonania funkcji, które piastują”.

     

    Szef resortu sprawiedliwości podkreślił wówczas, że to minister spraw wewnętrznych i administracji zdecyduje ostatecznie o wystąpieniu w sprawie sędziów do PKW.

     

    W czasie czwartkowej konferencji Waldemar Żurek poinformował również, że podjęto decyzję o odwołaniu ostatniego rzecznika dyscyplinarnego z czasów byłego szefa ministerstwa sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Żurek przekazał jednocześnie, że trwa procedura powołania dwóch nowych rzeczników.

     

    – Również wystąpiłem z pismem do tych nowych, legalnych rzeczników dyscyplinarnych, żeby rozważyli odwołanie zastępców rzeczników regionalnych – zaznaczył polityk.

     

    Zbigniew Ziobro składa zawiadomienie na Waldemara Żurka

     

    Głos w sprawie najnowszych decyzji nowego szefa resortu sprawiedliwości zabrał Zbigniew Ziobro, który oznajmił ostatnio, że zostanie złożone zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Chodzi o odwołanie Dariusza Barskiego ze stanowiska prokuratora krajowego.

     

    – Chcemy dochować danego słowa. Wyznaczyliśmy termin nowemu ministrowi sprawiedliwości, prokuratorowi generalnemu Waldemarowi Żurkowi do przywrócenia stanu zgodnego z prawem w Prokuraturze Krajowej – mówił Zbigniew Ziobro.

     

    Ziobro podkreślił przy tym, że doszło do “nielegalnego usunięcia z gabinetu i uniemożliwienia sprawowania stanowiska jedynemu legalnemu prokuratorowi krajowemu Dariuszowi Barskiemu”. – To jest sytuacja bez precedensu nie tylko w Polsce, ale w państwach demokratycznych – stwierdził Ziobro.

     

  • Robert Lewandowski czaruje! Ależ strzał, zobaczcie tego gola Barcelony

    Robert Lewandowski czaruje! Ależ strzał, zobaczcie tego gola Barcelony

    Robert Lewandowski czaruje! Ależ strzał, zobaczcie tego gola Barcelony

    W poniedziałek Barcelona podczas swojego azjatyckiego tournee zmierzyła się w towarzyskim meczu z Daegu FC. Udany występ zaliczył w tym spotkaniu Robert Lewandowski. Nasz rodak wykorzystał świetną okazję i strzelił drugiego gola w tym sezonie. Tylko spójrzcie na tę akcję.

     

    Jasne było, że Barcelona będzie faworytem w starciu z południowokoreańską ekipą Daegu FC. I od samego początku zespół prowadzony przez Hansiego Flicka potwierdzał to także na murawie. W 22. minucie pierwsze trafienie zanotował Gavi, a zaledwie kilka minut później na listę strzelców wpisał się Robert Lewandowski.

     

    Świetna akcja Barcelony i ten gol Roberta Lewandowskiego! Tylko na to spójrzcie

    W 27. minucie jeden z piłkarzy Blaugrany przeprowadził świetną akcję skrzydłem, dograł piłkę w pole karne, a tam znajdował się polski napastnik. Lewandowski dołożył nogę, oddał pewny, celny strzał i futbolówka wpadła do siatki. To już drugie trafienie naszego rodaka w tym sezonie, bo poprzednie zanotował w spotkaniu z FC Seoul.

    https://x.com/FCBarcelona/status/1952339831020765412

    “On. Zawsze. Strzela” — podsumowała akcję Lewandowskiego Barcelona w swoich mediach społecznościowych. Należy wyjaśnić, że napastnik opuścił murawę w 45. minucie, bo Flick — jak ma to w zwyczaju w spotkaniach towarzyskich — wymienił cały skład na drugą połowę meczu. Po pierwszej odsłonie Duma Katalonii prowadziła 3:0.

     

  • „Nawet nie byłam blisko perfekcji” – Iga Świątek przerywa milczenie po szokującej porażce w Montrealu

    „Nawet nie byłam blisko perfekcji” – Iga Świątek przerywa milczenie po szokującej porażce w Montrealu

    „Nawet nie byłam blisko perfekcji” – Iga Świątek przerywa milczenie po szokującej porażce w Montrealu

    To była noc, która wstrząsnęła światem tenisa i zaskoczyła fanów na całym świecie. Iga Świątek – jedna z najbardziej dominujących postaci w kobiecym tenisie – odpadła w niespodziewany sposób z turnieju WTA 1000 w Montrealu. Polska gwiazda, która niedawno zachwyciła wszystkich triumfem na Wimbledonie, tym razem musiała uznać wyższość reprezentantki Danii, Clary Tauson, przegrywając 6:7(1), 3:6.

    A po meczu Świątek nie owijała w bawełnę.

    „Na pewno nie grałam tu idealnie” – Świątek szczerze o własnych błędach

    W szczerej rozmowie po spotkaniu Iga Świątek przyznała wprost, że była świadoma swoich słabości podczas występu w Kanadzie.

    > – Na pewno nie grałam tu idealnie – przyznała. – W tie-breaku popełniłam zdecydowanie za dużo błędów. W drugim secie Clara złapała rytm, a ja nie potrafiłam poradzić sobie z własnymi problemami. Zbyt często myliłam się przy piłkach, które powinnam była spokojnie odebrać.

    Te słowa, opublikowane na oficjalnej stronie turnieju, pokazują wyjątkową samoświadomość byłej liderki światowego rankingu, obecnie zajmującej trzecie miejsce na świecie.

    Już w trzecim gemie meczu Świątek została przełamana. Choć zdołała odrobić stratę i doprowadzić do tie-breaka, w decydującym momencie zupełnie się pogubiła, zdobywając zaledwie jeden punkt.

    Powrót na korty twarde po chwale Wimbledonu nie był łatwy

    Dla Świątek był to pierwszy występ turniejowy od czasu zwycięstwa na Wimbledonie – i było to widoczne. Chociaż w pierwszej rundzie miała wolny los, a potem wygrała z Chinką Guo Hanyu i Niemką Evą Lys, nie wyglądała na w pełni komfortową na twardych kortach Ameryki Północnej.

    > – Nadal czuję, że muszę się przyzwyczaić do kortów twardych – powiedziała. – Te mecze były w pewnym sensie okazją do ponownego nauczenia się tej nawierzchni. Mam wrażenie, że popełniałam te same błędy co w marcu, podczas ostatniego startu na hardzie.

    Jej szczerość odsłoniła prawdę: nawet najlepsi potrzebują czasu, by odnaleźć się po zmianie nawierzchni. Trawa Wimbledonu wydawała się bardziej naturalna, podczas gdy akryl Montrealu obnażył techniczne niedoskonałości i chwilową niestabilność formy Polki.

    Zaskakująca zamiana ról: Świątek i Tauson

    Nie sposób nie zauważyć ironii tego wyniku. Zaledwie kilka tygodni temu na Wimbledonie Świątek łatwo pokonała Clarę Tauson w 1/8 finału. Wtedy Dunka miała problemy z oddychaniem i nie mogła zagrać na swoim najwyższym poziomie.

    Tym razem role się odwróciły.

    > – Pokonanie jej po porażce na Wimbledonie dwa tygodnie temu to oczywiście wspaniałe uczucie – przyznała po meczu Tauson. – Wtedy nie czułam się dobrze, choć do tamtego momentu grałam solidnie. Pomyślałam, że jeśli uda mi się utrzymać wysoki poziom, to mam szansę.

    I rzeczywiście – udało się. Tauson, obecnie 19. w rankingu WTA i rozstawiona w Montrealu z numerem 16, nie tylko pokonała Świątek, ale zdeklasowała ją psychicznie i fizycznie. Choć wcześniejsze dwa spotkania między nimi wygrywała Polka, to Dunka po raz pierwszy odniosła zwycięstwo w ich bezpośredniej rywalizacji na poziomie WTA.

    Co dalej dla Świątek – i z kim zmierzy się Tauson?

    Po wyeliminowaniu Świątek, droga w drabince otwiera się przed Tauson, która w ćwierćfinale zmierzy się z Amerykanką Madison Keys. Rozstawiona z szóstką Keys przeżyła prawdziwy thriller, broniąc dwóch piłek meczowych i pokonując Czeszkę Karolinę Muchovą 4:6, 6:3, 7:5.

    Co do Świątek – przed nią czas na refleksję i regenerację przed zbliżającym się US Open. Ta porażka to bolesne, ale potrzebne przypomnienie, że nawet największe gwiazdy mogą się potknąć – zwłaszcza gdy próbują odnaleźć formę po euforii związanej z wielkoszlemowym triumfem.

    Jednak to właśnie samoświadomość i brutalna szczerość mogą okazać się jej największymi atutami. Świątek może wrócić z Montrealu bez trofeum, ale na pewno nie bez nauki – a świat tenisa wie doskonale, że Igi Świątek nigdy nie wolno skreślać

    zbyt szybko. Źródło: Polska Agencja Prasowa (PAP)

     

  • Oto co poleciało z boksu Igi Świątek, gdy przegrywała. Trener zareagował dosadnie

    Oto co poleciało z boksu Igi Świątek, gdy przegrywała. Trener zareagował dosadnie

    „Nie musisz się spieszyć!” – Co poleciało z boksu Igi Świątek, gdy wszystko zaczęło się sypać w Montrealu

    Fani tenisa przecierali oczy ze zdumienia. W scenariuszu, którego nikt się nie spodziewał, Iga Świątek – zaledwie chwilę po swoim spektakularnym triumfie na Wimbledonie – odpadła z turnieju WTA 1000 w Montrealu. I nie była to byle jaka przeciwniczka, która posłała ją do domu. To była Clara Tauson – ta sama Dunka, którą Polka z łatwością odprawiła z kwitkiem kilka tygodni temu na londyńskiej trawie. Tym razem role się odwróciły… a to, co wydarzyło się przy linii bocznej kortu, ujawniło znacznie więcej niż tylko sensacyjną porażkę.

    Od królowej Wimbledonu do zagadki Montrealu

    Oczekiwania były ogromne. W końcu zwycięstwo Świątek na Wimbledonie uciszyło krytyków i ponownie ustanowiło ją mianem tenisistki, której trzeba się obawiać. Z nowo nabraną pewnością siebie wielu sądziło, że w Kanadzie przetoczy się niczym burza. Ale w okrutnie nieprzewidywalnym świecie tenisa nie ma niczego pewnego.

    Tym razem to Clara Tauson dyktowała warunki. Spokojna, skoncentrowana i zabójczo skuteczna – Dunka zbudowała własną narrację w Montrealu. Tymczasem Świątek, zazwyczaj wzór precyzji, wyglądała… niepewnie. Pospiesznie. Zbyt ambitnie. A gdy mecz zaczął wymykać się spod kontroli, z jej boksu przestało być cicho.

    Punkt zwrotny – i cisza, która wreszcie pękła

    Komentator tenisa, Żelisław Żyżyński, obserwował wszystko z bliska – i usłyszał coś, co przykuło uwagę wszystkich.

    Jak ujawnił, Maciej Ryszczuk – zazwyczaj milczący członek sztabu Świątek – odezwał się w kluczowym momencie spotkania. Jego słowa były proste i stanowcze:

    > „Nie musisz się spieszyć.”

    Rzadka, ale wymowna uwaga. I być może – z perspektywy czasu – padła już zbyt późno.

    Przez większą część meczu Świątek wyglądała, jakby goniła za perfekcją. Próbowała grać na linie, forsowała uderzenia, podejmowała ryzyko, które się nie opłaciło. Jakby presja oczekiwań – jej własnych i milionów kibiców – zaciskała się wokół niej z każdym kolejnym ruchem rakiety.

    Tauson natomiast nie pękała. Broniła jak maszyna i odpowiadała potężnymi kontrami. Za każdym razem, gdy Iga próbowała przyspieszyć tempo czy wymusić kąt, Dunka odpowiadała niczym mur – i to taki, którego nie da się przebić.

    Bez ogródek: „To nie była ta Iga, którą znamy”

    Żyżyński nie owijał w bawełnę, komentując występ Polki.

    > „Iga miała dołek w tie-breaku i na początku drugiego seta, gdy punkty uciekały jej w ekspresowym tempie. Forehand nie działał, a Tauson to wykorzystała – wciąż grała właśnie tam. Wtedy mecz całkowicie wymknął się spod kontroli.”

    Ekspert ocenił, że Świątek grała na około 70% swojego maksymalnego poziomu – co zazwyczaj wystarcza na większość zawodniczek z touru. Ale nie na Tauson. Nie tego dnia. Nie na twardej nawierzchni, która jest jej żywiołem.

    Za mało odpoczynku, za dużo presji

    Ta porażka nie była przypadkowa. Świątek miała bardzo mało czasu na regenerację po sukcesie na Wimbledonie. Jet lag, zmiana klimatu, napięty kalendarz – to wszystko odbiło się na jej ciele. A psychicznie? Zawsze trudniej gra się z presją zwycięstwa, która towarzyszy każdemu twojemu meczowi.

    Dla Świątek, której gra opiera się na dyscyplinie, kontroli i wyczuciu rytmu, coś po prostu nie zagrało. A fakt, że nawet najbardziej milczący członkowie jej sztabu postanowili się odezwać? To mówi samo za siebie.

    > „Iga się spieszyła,” dodał Żyżyński. „Chciała grać zbyt precyzyjnie, ale przeciwko Tauson to obróciło się przeciwko niej. Jej piłki lądowały poza linią, czasem brakowało dosłownie kilku centymetrów – ale to robiło różnicę.”

    Czy są powody do niepokoju? Oto co dalej

    Za każdym razem, gdy Świątek przegrywa z zawodniczką spoza pierwszej piątki, tenisowy świat zaczyna szeptać. Ale tym razem nie był to dramat – raczej potknięcie w długim sezonie. Żyżyński uspokaja: nie ma powodu do paniki.

     

    Jeśli już – to może być dokładnie ten impuls, którego Świątek potrzebowała.

     

    Bo już 7 sierpnia rozpoczyna się kolejny rozdział: turniej w Cincinnati, gdzie rok temu dotarła aż do półfinału. Tym razem, z większym odpoczynkiem, innymi warunkami i świeżym bólem porażki w tle – można się spodziewać zupełnie innej Igi na kortach w Ohio.

     

     

     

    Jeden zły dzień czy niepokojący znak?

     

    Czas pokaże, czy była to tylko chwilowa wpadka, czy coś więcej. Ale jedno wiemy na pewno: prawdziwi mistrzowie nie upadają po cichu. Oni się uczą, dostosowują i wracają silniejsi.

    A jeśli historia czegoś nas nauczyła – to tego, że Iga Świątek jeszcze niepowiedziała ostatniego słowa w tym sezonie.

    Nawet się do tego nie zbliżyła.

  • Umniejszał Świątek, teraz nadał komunikat ws. Wiktorowskiego. Kto by się spodziewał

    Umniejszał Świątek, teraz nadał komunikat ws. Wiktorowskiego. Kto by się spodziewał

    Umniejszał Świątek, teraz nadał komunikat ws. Wiktorowskiego. Kto by się spodziewał

    Wyjątkowo niepochlebnie Brad Gilbert – były trener m.in. Coco Gauff wypowiadał się niedawno o Idze Świątek. Szkoleniowiec w ewidentny sposób starał się umniejszyć jej sukcesowi w Londynie, co wywołało burzliwą reakcję ze strony opinii publicznej. Jego ostatni komentarz znów wywołał spore poruszenie, zwłaszcza wśród polskich kibiców. Tym razem ze względu na to, że nie omieszkał on wspomnieć o Tomaszu Wiktorowskim.

     

    – Szalone. Jak wskazują statystyki poturniejowe Igi, najwyżej notowaną zawodniczką, z którą grała podczas Wimbledonu, była znajdująca się na 19. miejscu w rankingu Ludmiła Samsonowa. Nie wiem, kiedy ostatni raz zdarzyło się tak, że ktoś wygrał szlem bez wygranej z zawodniczką z pierwszej dziesiątki rankingu – w taki sposób triumf Igi Świątek na Wimbledonie skomentował Brad Gilbert, były trener Coco Gauff, co wywołało prawdziwą burzę w mediach.

     

    Na szkoleniowca spadła fala krytyki, a odpowiedzieć w dosadny sposób na jego słowa postanowił trener od przygotowania fizycznego raszynianki – Maciej Ryszczuk.

     

    – Jeżeli ktoś jest osobą tak znaną, z takim dorobkiem sportowym i trenerskim, jest to dla mnie niedopuszczalne. Żenująca postawa takie teksty – wypalił w rozmowie z Arturem Gacem z portalu Interia.

     

    Brad Gilbert znów o sobie przypomniał. Zaskakujące słowa o Tomaszu Wiktorowskim

     

    Gilbert znów przypomniał o sobie w niedzielę. Znany ze swoich kontrowersyjnych komentarzy nie wytrzymał i postanowił odnieść się do występu Naomi Osaki. Japonka pod wodzą Tomasza Wiktorowskiego, z którym nawiązała dopiero co współpracę, po pokonaniu Anastasiji Sevastovej awansowała do ćwierćfinału turnieju rangi 1000. Amerykanin docenił jej postawę, wspominając przy tym o byłym trenerze Igi Świątek.

     

    Ciekawe. Osaka od jakiegoś czasu szukała najlepszej wersji siebie, teraz pod wodzą byłego trenera Igi. Często zdarza się, że pod wodzą takiego szkoleniowca od razu pokazujesz się z najlepszej strony

     

    skomentował na platformie “x.com”

     

    Sama Osaka już od pierwszych dni ceni sobie współpracę z Wiktorowskim. Po jednym z meczów miała dla niego wiele ciepłych słów.

     

    – Bardzo go lubię. Wiem, że rozegraliśmy dopiero dwa mecze, ale wydaje się bardzo zdecydowany w tym, czego chce. I myślę, że to sprawia, że jest to dla mnie bardzo jasne – stwierdziła, cytowana przez Przegląd Sportowy Onet. Na ten moment Polak przechodzi “okres próbny”, jednak wiele wskazuje na to, że zostanie szkoleniowcem Japonki na stałe.

     

  • Poznajecie? To 14-letnia Iga Świątek. Już wtedy kompletnie zaskoczyła. I to jak

    Poznajecie? To 14-letnia Iga Świątek. Już wtedy kompletnie zaskoczyła. I to jak

    Poznajecie? To 14-letnia Iga Świątek. Już wtedy kompletnie zaskoczyła. I to jak

    Iga Świątek jest dziś ogólnoświatową gwiazdą tenisa. Już jednak jako nastolatka wykazywała ogromny potencjał, a także sporą – jak na swój wiek – dojrzałość. W sieci odnaleźć można wypowiedzi naszej reprezentantki z czasu, gdy była jeszcze 14-letnią kandydatką do miana zawodowej tenisistki. Już wtedy jednak błyszczała na korcie, a zaskoczeniem były nie tyle jej porażki, co nawet utrata jednego seta w meczu, o czym mówiła sama zainteresowana.

    Iga Świątek świetnie radzi sobie nie tylko z rakietą, ale i z mikrofonem w ręku. Polka zazwyczaj bardzo dobrze wypada przed kamerami, błyszcząc nie tylko merytoryką, ale i humorem, choć czasami potrafi też uderzyć pięścią w stół. Jej wypowiedzi często niosą się po całym świecie, czego najlepszy przykład widzieliśmy na tegorocznym Wimbledonie, gdy niemal wszyscy zaczęli mówić o jej przepisie na makaron z truskawkami.

    Nasza była liderka rankingu WTA swobodnie czuła się jednak w blasku fleszy już w wieku 14 lat, bo właśnie wtedy podczas jednego z treningów w 2015 roku odwiedziła ją i jej koleżanki ekipa Polsatu Sport. A przyczynek ku temu był wyjątkowy, bowiem nasze młode zawodniczki wygrały wówczas złoty medal drużynowych mistrzostw Europy do lat 14. Poza Igą Świątek w zwycięskim składzie znalazły się także jej przyjaciółka Maja Chwalińska oraz Stefania Rogozińska-Dzik.

    Nazywam się Iga Świątek, mam czternaście lat i trenuję w warszawskim klubie tenisowym Mera. Moim trenerem jest Michał Kaznowski. Gram od ośmiu lat

    przedstawiła się przed kamerą nasza obecnie najlepsza tenisistka

    Iga Świątek błyszczała już w wieku 14 lat. Tak komplementowali ją trenerzy

    Nasze młode zawodniczki do triumfu poprowadził wówczas pełniący funkcję trenera kadry U-14 Paweł Motylewski, który nie krył uznania dla umiejętności swoich podopiecznych. – Mamy szczęście w tym roczniku do wirtuozek tenisa. Maja Chwalińska, Iga Świątek, Stefania Rogozińska-Dzik w porównaniu z rosyjskimi tenisistkami dysponują ponadprzeciętną taktyką, bardzo wszechstronnie wykorzystują swój potencjał, grają wielopłaszczyznowo – tłumaczył szkoleniowiec.

    Już wtedy numerem jeden w jego oczach była jednak właśnie Iga Świątek, którą traktował zresztą jako absolutną liderkę całej kadry. – Lubię tak na nią mówić i zresztą w zespole nazywam ją kapitanem, bo ma wszelkie predyspozycje, aby być kapitanem naszej drużyny. Jest wysoką, bardzo dynamicznie grającą zawodniczką, obdarzoną niesamowitym forhendem z niesamowitą rotacją. Ale jednocześnie przy tym wzroście potrafi się bardzo lekko, dynamicznie i miękko poruszać po korcie. Czyli świetne poruszanie, bardzo wszechstronna gra i niesamowita moc uderzenia, która jest wyraźnie widoczna w konfrontacji z najlepszymi zawodniczkami na całym świecie – wymieniał mocne strony Igi Świątek Paweł Motylewski.

    Wspomniany przez samą zawodniczkę trener Michał Kaznowski wskazywał wówczas na jeszcze inny aspekt, widoczny w grze Igi Świątek, który niejednokrotnie dawał jej przewagę na korcie, choć bywał trudny do okiełznania. A był nim jej charakter.

    – Mamy tutaj dużo atutów. Ale takim głównym jest charakter, który pokazuje na każdym kroku. Trzeba ją pilnować, ale to jest to, czym potrafi wygrać często niemożliwe mecze – tłumaczył ówczesny trener jednej z największych gwiazd kobiecego tenisa.

    Co ciekawe, Iga Świątek już wówczas przyzwyczajała wszystkich do swojej specjalności, jaką są obecnie błyskawiczne wygrane, bez straty seta. Zaskoczeniem – i to wielkim – była już przegrana przez nią partia. A samo nastawienie 14-letniej Igi Świątek świadczyło o tym, że pisany był jej triumf w sporcie indywidualnym.

    – Jestem sama odpowiedzialna za własny los. I podoba mi się taka indywidualność. To jest trochę stresujące, bo każdy właściwie patrzy na mój wynik i jeżeli mam trzy sety, to wszyscy są tacy zaskoczeni. Ale staram się to ignorować i iść swoją drogą – tłumaczyła nastoletnia Iga Świątek.

    24-latka w nocy z niedzieli na poniedziałek czasu polskiego odpadła w IV rundzie turnieju WTA 1000 w Cincinnati, przegrywając 6:7(1), 3:6 z reprezentantką Danii – Clarą Tauson. Teraz po krótkiej przerwie czeka ją impreza w Cincinnati, która będzie ostatnim testem przed najważniejszym wydarzeniem tej części sezonu – wielkoszlemowym US Open.

     

  • Tomasz Fornal się zapomniał. Tak interweniował Nikola Grbić

    Tomasz Fornal się zapomniał. Tak interweniował Nikola Grbić

    Tomasz Fornal się zapomniał. Tak interweniował Nikola Grbić

    Polacy wygrali tegoroczną edycję Ligi Narodów. W Ningbo w finale pokonali 3:0 (25:22, 25:19, 25:14) Włochów. Nikola Grbić poprowadził reprezentację Polski do czwartego medalu Ligi Narodów pod jego wodzą, a po meczu wciąż czuwał nad tym, co robili jego podopieczni. Do sieci trafiło nagranie, na którym selekcjoner upomina kontuzjowanego Tomasza Fornala. Zobaczcie, co zrobił siatkarz!

     

    Polacy wygrali Ligę Narodów

     

    Tomasz Fornal w drugiej partii półfinałowego meczu z Brazylią podkęcił kostkę, lądując po swoim ataku. Początkowo wrócił do rywalizacji, jednak już w trzecim secie definitywne opuścił boisko. W niedzielę przyjmujący pojawił się na hali, jednak tuż przed meczem okazało się, że nie może skakać, więc swoich kolegów wspierał z ławki rezerwowych. Fornal mocno udzielał się podczas przerw, motywując kolegów w walce o złoto, a później razem z nimi cieszył się z sukcesu.

     

    Tomasz Fornal się zapomniał. Grbić musiał interweniować

     

    Tomasz Fornal był tak zadowolony z tego, że jego koledzy z boiska nie dali szans Włochom, że sam na chwilę się zapomniał i świętując kolejny sukces z drużyną, zaczął podskakiwać, ciesząc się z wywalczonego trofeum.

    https://x.com/ahaok7/status/1952014538498257147

    Wtedy do akcji wkroczył Nikola Grbić, któremu nie umknęła euforia zawodnika. Trener podszedł do Fornala i przypomniał mu, że ten nie może skakać, by nie pogłębić kontuzji. Po jego reprymendzie Fornal przez chwilę skakał jeszcze na jednej nodze, a później już nie ryzykował. Wszystko widać, na nagraniu, które w sieci udostępnił Kuba Kochanowski na Instagramie. Wideo udostępniono też na platformie X.

    Co dalej przed kadrą Grbicia?

    Przed Polakami przygotowania do mistrzostw świata na Filipinach (12-28 września). Wcześniej w ostatni weekend sierpnia (29-31 sierpnia) Biało-Czerwoni wystąpi w Memoriale Huberta Wagnera.

     

  • W Hiszpanii aż huczy na temat Roberta Lewandowskiego. Wszystko przez tę wypowiedź

    W Hiszpanii aż huczy na temat Roberta Lewandowskiego. Wszystko przez tę wypowiedź

    W Hiszpanii aż huczy na temat Roberta Lewandowskiego. Wszystko przez tę wypowiedź

    Robert Lewandowski znów znalazł się w centrum zainteresowania hiszpańskich mediów. Wszystko za sprawą wypowiedzi Jana Tomaszewskiego, który w rozmowie z “Super Expressem” dziwił się, dlaczego napastnik Barcelony nie przeniósł się jeszcze go któregoś z saudyjskich klubów. Do słów legendarnego bramkarza odwołują się największe dzienniki z Półwyspu Iberyjskiego.

     

    Barcelona jest w trakcie przygotowań do nowego sezonu, w którym podopieczni Hansiego Flicka będą bronić mistrzostwa Hiszpanii. Wiele wskazuje na to, że mogą to być ostatnie miesiące Roberta Lewandowskiego w barwach katalońskiego klubu. Później jego kontrakt dobiegnie końca.

     

    Na temat przyszłości Lewandowskiego wypowiedział się niedawno Jan Tomaszewski. Zdaniem legendarnego bramkarza napastnik powinien “w tej chwile” odejść z Barcelony i rozglądnąć się za ofertami pracy z saudyjskich klubów.

     

    “Myśmy to wielokrotnie mówili, że Robert powinien zakończyć w tej chwili grę w Barcelonie i przejść na właśnie lżejszą grę — bo tam jest na pewno lżejsza gra — do Arabii Saudyjskiej. Tak jak to zrobili najlepsi piłkarze świata” — mówił Tomaszewski w rozmowie z “Super Expressem”. Wspominał także o rzekomej niechęci, jaką mają odczuwać do Lewandowskiego koledzy z drużyny. “Spójrzmy prawdzie w oczy. To jest już końcówka. Robert nie za bardzo jest lubiany w zespole. Jemu nie podają piłek ci czołowi gracze” — stwierdził.

     

    W Hiszpanii głośno o Lewandowskim. Wszystko przez słowa Tomaszewskiego

     

    Wypowiedź Tomaszewski nie przeszła bez echa w hiszpańskich mediach. Odwołują się do niej tamtejsze dzienniki. “Najbardziej zaskakujące w jego wypowiedziach dla »Super Expressu« jest rzekomy mobbing, jakiego Lewandowski doświadcza ze strony kolegów z Barcelony” — pisze kataloński “Sport”. “Legendarny były polski bramkarz Tomaszewski uważa, że Lewandowski »nie radzi sobie najlepiej i powinien udać się do Arabii Saudyjskiej«” — czytamy z kolei w “Mundo Deportivo”.

     

    W ubiegłym tygodniu w hiszpańskich mediach pojawiły się plotki o możliwych przenosinach Lewandowskiego do Arabii Saudyjskiej jeszcze w tym sezonie. Doniesieniom tym w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet stanowczo zaprzeczyła jednak osoba będąca najbliżej napastnika. — Robert na 100 proc. zostaje w Barcelonie. Nie ma tematu Arabii Saudyjskiej — dowiedzieliśmy się prosto u źródła.